Niemal połowa firm w Polsce zapowiada podwyżki wynagrodzeń w przyszłym roku, wynika z raportu agencji Randstad

W przeciągu najbliższego półrocza podwyżki wynagrodzeń zapowiada 44% firm, jest to wzrost o 17 pkt. proc. w stosunku do ostatnich ankiet przeprowadzonych pół roku temu – informuje Randstad

Podwyżki wynagrodzeń w przeciągu najbliższego półrocza zapowiada 44 proc. firm, i jest to wzrost o 17 pkt. proc. w stosunku do ostatnich ankiet przeprowadzonych pół roku temu – wynika z przeprowadzonego wśród polskich firm badania i opublikowanego przez agencję zatrudnieia Ranstad raportu. Podwyżki będą, choć nie porażająco wysokie – w większości mówi się o wzroście na poziomie 2 proc. obecnego wynagrodzenia.

„Z reguły to właśnie koniec roku jest momentem, gdy pracodawcy przeglądają swoją politykę wynagrodzeń i analizują sytuację na rynku. Dlatego w porównaniu z czerwcem tego roku wzrost udziału firm planujących podwyżki sięga aż 17 pkt. proc., ale rok do roku to już tylko 1 pkt. proc.” komentują autorzy raportu. Dodają też, że „44 proc. pracodawców zapowiadających podwyżki to rekordowy wynik w skali całej historii badania”.

Najwięcej podwyżek można się spodziewać w przedsiębiorstwach operujących w przemyśle (50 proc.), handlu (49 proc.), budownictwie (43 proc.) oraz sektorze finansowym (43 proc.). „Podwyżki na poziomie od 2 proc. do 4 proc. zapowiada 24 proc. przedsiębiorców (pół roku temu 26 proc.), podobnie jest w przypadku podwyżek od 4 proc. do 7 proc. (26 proc. w połowie 2018 r.) – napisano w oficjalnym komunikacie prasowym. W stosunku do poprzedniego półrocza wzrósł też procent pracodawców którzy planują podniesienie wynagrodzeń o nie więcej niż 2 proc. obecnej wypłaty (14 proc. przedsiębiorców, gdy poprzednio było ich tylko 11 proc.).

„W kwestii wzrostu zatrudnienia obserwujemy wyraźną cykliczność w badaniu – pod koniec roku zawsze pracodawcy są bardziej powściągliwi w deklaracjach o zwiększeniu liczebności załóg. W połowie roku deklarowało tak 39 proc. respondentów, teraz zaledwie 33 proc. Jednak w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku notujemy wzrost o 2 pkt. proc.” – napisano w komentarzu. W 2019 odsetek firm planujących zwiększenie zatrudnienia ma wrócić do poziomu z końca 2017 r.

Badanie przeprowadzono między 8 października a 8 listopada bieżącego roku, na grupie ankietowanych w liczbie około tysiąca managerów, odpowiadających w poszczególnych firmach za rekrutację i zarządzanie kadrami.

 

 

 

Adamczyk: Szczyt klimatyczny w Katowicach nie osiągnie niczego. To walka o pieniądze dla określonej grupy ludzi

– Widząc, kto przyjechał na szczyt sądzę, że nie osiągnie on niczego. W rzeczywistości toczy się walka o pieniądze dla określonej grupy ludzi – mówi Marek Adamczyk, publicysta śląskiego „Kuriera WNET”

Marek Adamczyk, publicysta śląskiego „Kuriera WNET”, komentuje mający miejsce w Katowicach szczyt klimatyczny. Według niego nie przyniesie on znaczących rozwiązań problemu emisji dwutlenku węgla.

„To będzie tzw. status quo, choć pójdzie on w kierunku wypracowania koncepcji, by jak najszybciej stworzyć warunki prawne, żeby corocznie sto miliardów dolarów popłynęło od bogatych krajów świata na Zielony Fundusz Ziemi, bo w rzeczywistości toczy się walka o pieniądze dla określonej grupy ludzi, którzy mają nadzorować ten fundusz”.

Adamczyk uważa, że do niskiej skuteczności szczytu przyczyni się bardzo mały udział przedstawicieli państw i organizacji międzynarodowych. Za wielkiego nieobecnego uznaje prezydenta Chin, będącego przedstawicielem państwa emitującego do atmosfery najwięcej dwutlenku węgla. Obecne na szczycie głowy państw i organizacji reprezentują kraje odpowiedzialne za mniej niż 5% światowej emisji CO2. Według publicysty świadczy to o niskiej randze szczytu.

Adamczyk zaznacza, że działaczom na rzecz klimatu udało się osiągnąć na spotkaniu w Katowicach jeden cel – przekonać większość, że dwutlenek węgla jest gazem trującym. Publicysta podkreśla, że jest to bzdura, bo bez tego gazu nie istniałoby życie na ziemi.

„To jest tragiczne, że niszczymy swoją biosferę, a dwutlenek węgla emitowany przez przemysł ludzki to jest ułamek procenta w tym, co się wydziela w sposób naturalny. To nie dwutlenek węgla jest odpowiedzialny za wzrost temperatury na świecie, wręcz przeciwnie, za wzrost temperatury na świecie odpowiedzialny jest głównie, w krótkim okresie czasu, bo są inne też przyczyny, zmiana aktywności słonecznej, ale również na to ma wpływ zmiana prędkości prądu globalnego na półkuli północnej”

A.K.

Donald Trump i Xi Jinping zawieszają wojnę handlową między USA i Chinami na trzy miesiące

Prezydenci USA i Chin spotkali się podczas szczytu G20 w Buenos Aires, gdzie negocjowali zawieszenie sporu handlowego. Przywódcy ustalili m.in. wstrzymanie nakładania na siebie ceł przez 90 dni.

To było jedno z najważniejszych spotkań na szczycie w Buenos Aires, ponieważ wojna handlowa pomiędzy Chinami a USA ma fundamentalny wpływ na większość światowych rynków finansowych na świecie.

Portal tvp.info podaje, za chińskimi i amerykańskimi agencjami prasowymi, że spotkanie przywódców Chin i USA trwało dwie i pół godziny oraz przyniosło kompromis w sprawie konfliktu handlowego.

Agencja prasowa Reuters zauważa, że państwowa telewizja chińska poinformowała w swym serwisie, że po rozmowach Xi Jinpinga  i Donalda Trumpa, zapowiedziano,  że po pierwszym stycznia nie zostaną nałożone dodatkowe taryfy celne:

„Dodatkowe taryfy nie zostaną nałożone po 1 stycznia, a negocjacje między obiema stronami będą kontynuowane” –  informuje Reuters.

Zawieszenie broni w handlowym sporze między USA i Chinami jest dobrą prognozą dla rynków światowych na najbliższe miesiące, nie oznacza to jednak, że obie gospodarki nie wrócą do retoryki wojennej.

JN.

Cejrowski krytycznie o szczycie klimatycznym i arabskich imigrantach w UE; Witt: Francja nieodfinansowuje imigrantów

– Od dwóch tygodni Francja jest w stanie – jedni twierdzą – przedinsurekcyjnym, drudzy – przedrewolucyjnym – mówi Piotr Witt, komentujący z Cejrowskim m.in. strajk „żółtych kamizelek” we Francji.


Piotr Witt, korespondent Radia WNET w Paryżu, wraz z Wojciechem Cejrowskim komentują bieżącą sytuację polityczną we Francji. Korespondent upatruje przyczyn strajku „żółtych kamizelek” w stale rosnących nierównościach społecznych w kraju.

„Francja jest jedynym krajem w Europie, który na murach wszystkich urzędów państwowych ma wypisane hasło równość. Polityka ostatnich rządów doprowadziła do największej nierówności chyba istniejącej w Europie”.

Argumentuje, że koszt utrzymania państwa w postaci m.in. służby zdrowia czy bezpieczeństwa leży na barkach ludzi biednych i średnio zamożnych, a osobom bogatym powodzi się coraz lepiej.

Zdaniem korespondenta protesty we Francji nie są sprawą jedynie tego państwa, a są problemem dla całej Unii Europejskiej. Uważa on, że sposobem na zapobiegnięcie takim sytuacjom w przyszłości jest uczynienie z organizacji również unii podatkowej.

„UE utrzymuje raje podatkowe w postaci Luksemburga czy Wysp Brytyjskich, na których ukradzione pieniądze ministrów czy też wielkich kapitanów przemysłu, jak się mówi we Francji, są składane zupełnie bezkarnie”.

W obecnej sytuacji radykalni politycy tacy jak Marine Le Pen żądają rozwiązania parlamentu lub ustąpienia premiera. Witt sprzeciwia się tym pomysłom, podzielając zdanie François Asselineau, prezesa partii Union Populaire Républicaine. Według polityka oba rozwiązania do niczego nie prowadzą, ponieważ premier wypełnia swoje obowiązki, a parlament działa skutecznie. Ponadto nowy parlament będzie uchwalał tak samo niepopularne ustawy. Jedynego rozwiązania upatruje w pozbawieniu obecnego prezydenta stanowiska.

Korespondent odnosi się również do problemu kradzieży kieszonkowych przeprowadzanych przez imigrantów. Stwierdza, że nie jest to obecnie główne zainteresowanie policji, ponieważ w centrum jej uwagi znajduje się wspomniany strajk.

Według Cejrowskiego należy powrócić do obowiązującej w średniowiecznej Europie kary szelmowania i obcinać ręce osobom dopuszczającym się tego rodzaju kradzieży. Witt uważa, że wracanie do takich metod jest czymś niedopuszczalnym na wysokorozwiniętym kontynencie. W zamian proponuje zmianę systemu europejskiego, który wywołuje ogromne różnice i napięcia społeczne. Jego zdaniem niewłaściwym było utworzenie z Unii Europejskiej unii walutowej.

Korespondent mówi, że Macron nie może przywrócić podatku od wielkich fortun, bo w kraju ich nie ma – posiadacze majątków płacą podatki gdzie indziej. Argumentuje, że gdyby Unia Europejska była unią podatkową, ludzie bogaci musieliby płacić podatki we Francji.

„Podatki rosną, ale tylko dla biednych i dla średniaków, nie rosną dla ludzi bogatych. Na tym polega cała tragedia Francji”.

Dla Cejrowskiego głównym powodem strajku „żółtych kamizelek” są wzrastające ceny benzyny, za które odpowiedzialny jest prezydent państwa. Podróżnik uważa, że ten krok jest podyktowany jego ignorancją w dziedzinie nauki i zafiksowaniem na punkcie dwutlenku węgla.

Cejrowski odnosi się krytycznie do mającego miejsce w Katowicach kongresu klimatycznego sądząc, że Polska powinna być niezależna w kwestiach klimatu, a nie słuchać wytycznych Unii Europejskiej.

Witt jest zdania, że sposobem na przywrócenie we Francji wspomnianej równości jest przywrócenie podatków od wielkich fortun i uniemożliwienie ucieczek podatkowych. Dla podróżnika ten pomysł nosi znamiona komunizmu. Sprzeciwia się on również pomysłowi unii podatkowej mówiąc, że Europa nie jest państwem.

„Dlaczego żółte kamizelki są takie groźne? Bo właśnie one dotykają tych fundamentów Europy, które są wadliwe”

Według Cejrowskiego lepszym pomysłem jest powrót do franka oraz zastrzeżenie, że państwo nie powinno się zadłużać, bo nie posiada własnych pieniędzy.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

A.K.

Jakubiak: Polityka klimatyczna to wir marketingowy, który wciąga ogromne pieniądze do środka (gość. Cejrowski)

Marek Jakubiak wraz z Wojciechem Cejrowskim rozmawiają o szczycie klimatycznym COP24, który rozpoczął się w niedzielę, 2 grudnia 2018 r. w Katowicach i będzie trwał dwa tygodnie.


Zdaniem posła, polityka dotycząca zmian klimatycznych na świecie stała się intratnym biznesem:

„Wydaje mi się, że mamy do czynienia z wirem marketingowym, który zagarnia wszystkie pieniądze do środka. Widziałem na własne oczy mapę, w której po niemieckiej stronie Odry było dobre powietrze a po polskiej stronie złe (…) nie rozumiem, jak to jest możliwe”. 

Jak przekonuje parlamentarzysta podatki klimatyczne tworzy się po to, aby niektóre z państw były tej reformy beneficjentami. Albowiem one są przystosowane już do tych przemian energetycznych. Wobec czego mogą sprzedawać swoją technologię krajom, które nie były dostosowane do tych zmian, takim jak np. Polska:

„Polska nigdy nie będzie mogła konkurować z Niemcami gospodarczo, przede wszystkim nie mamy własnego kapitału (…) Nawet jeżeli za kilkadziesiąt lat uda nam się ten kapitał uzyskać, to przyjdzie któryś z sąsiadów i ten kapitał zabierze”.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

 

Żółte kamizelki protestują już trzecią sobotę, Francja wrze, a Macron? Macron śpi! – mówią sfrustrowani paryżanie

W specjalnym wydaniu Poranka WNET z Paryża rozmawiamy o trających już niemal miesiąc protestach „żółtych kamizelek”, przyczynach tych protestów i reakcjach obozu rządzącego na kryzys w stolicy Francji

W dzisiejszym, specjalnym wydaniu Poranka WNET z Paryża wiodącym tematem są protesty „żółtych kamizelek”. Naszym gościem jest Claude Chollet, redaktor naczelny „Observatoire du Journalism” oraz… zwykli Francuzi, przepytywani w trakcie sondy ulicznej.

Szef redakcji „Observatoire du Journalism” krytykuje również niespójność postulatów protestujących, czyli podwyższenia świadczeń socjalnych połączonych z obniżeniem podatków. Twierdzi, że taka desperacja bierze się z poczucia braku reprezentacji; „żółte kamizelki” to pauperyzująca się klasa średnia, która czuje, że na kogokolwiek by nie zagłosowali, i tak nie będą reprezentowani. Stąd skrajne postawy – część protestujących popiera Le Pen, część komunistę Jean-Luca Melenchona. Na razie jednak wciąż nie wykształciły się wśród „żółtych kamizelek” struktury i liderzy.

Jak twierdzi Chollet, Macron nie rozwiąże parlamentu, gdyż ryzykowałby utratę władzy przez jego partię. Referendum też nie zwoła, gdyż wie, że może przegrać. Nasz gość wskazuje też jak ciekawe są reakcje większości mediów – początkowo relacje były skrajnie nieprzychylne wobec „kamizelek” dopiero gdy okazało się, że protesty cieszą się sporym poparciem społecznym zmieniły narrację na bardziej przychylną. Według Claude’a Cholleta przyczyną są uprzedzenia klasowe pracowników medialnych, wywodzących się z klas wyższych. – Żółte kamizelki to ludzie z innego świata, więc nie mogą ich zrozumieć. Dawniej we Francji mówiło się o tej klasie „ci niedobrzy”, więc dla nich to powrót „niebezpiecznych klas” – wyjaśnia.

Zatrzymany przez nas Francuz, robotnik, narzeka, że musiał pracować w niedzielę, bo nikt nie pracuje. – Nie mam nic przeciwko protestom żółtych kamizelek, ale nie może tolerować wandalstwa, jakie ma miejsce przy okazji protestów. Niszczą banki, sklepy, z tym się zgodzić nie mogą. A Macron? Macron śpi! – mówi jeden z Francuzów biorący udział w naszej paryskiej sondzie ulicznej.  Inny paryżanin twierdzi, że on zamierza pracować spokojniena przedmieściach, bo jak twierdzi, „świat dzieli się na tych co krzyczą i tych co pracują”.

MF

Arco Minero del Orinoco: kiedy raj staje się piekłem / Arco Minero del Orinoco: cuando el paraíso se vuelve al infierno

Środowisko naturalne Wenezueli znjduje się w coraz bardziej opłakanym stanie. Duży wpływ na nie miał projekt Arco Minero del Orinoco, o którego skutkach opowiemy w dzisiejszej audycji

Wenezuela niegdyś należała do miejsc przyjaznych człowiekowi i środowisku naturalnemu. Jednak z biegiem lat z miejsca znanego niemalże jako raj na ziemi (choć oczywiście nie dla wszystkich jego obywateli) kraj stał się niemalże synonimem piekła na ziemi. Tym razem jednak dla niemalże wszystkich jego obywateli. Co gorsza również i środowisko naturalne na tym cierpi. Przykładem takiej katastrofy biologicznej jest Arco Minero del Orinoco.

Arco Minero del Orinoco jest projektem chavistowskiego rządu Nicolása Maduro. Jego założeniem jest eksploatacja złóż minerałów które miały stanowić substytut handlowy nisko stojącej na rynkach ropy naftowej. Minerały te znajdują się na terytorium południowo-wenezuelskiego stanu Bolivar. Powierzchnia, jaką zajmuje Arco Minero del Orinoco wynosi prawie 112 tysięcy km², czyli 12% terytorium całego kraju.

Tyle teorii. Praktyka jest jednak znacznie bardziej okrutna. Celem, jaki przyświecał tworzeniu Arco Minero del Orinoko jest eksploatacja i pozyskiwanie surowców mineralnych, w jakie obfituje ta część Wenezueli. Wymienić tu należy m.in. złoto, diamenty, koltan, boksyty, miedź, czy żelazo. Jednak prawdziwe oblicze Arco Minero del Orinoco ukazało się światu dopiero całkiem niedawno. Sami Wenezuelczycy mówią o tym fenomenie używając trzech słów: crimen, corrupción, cianuro (przestępczość, korupcja, cyjanek). Okazuje się bowiem, że wydobycie surowców mineralnych, służy w zasadzie tylko dwóm grupom: firmom wydobywczym oraz władzom państwowym.

Tymczasem rabunkowa działalność wydobywcza zdążyła już spowodować nieodwracalne zniszczenia w środowisku naturalnym tej części Wenezueli. Ciężkie metale oraz środki chemiczne zdążyły w międzyczasie zanieczyścić wodę, powietrze i glebę na wiele kolejnych lat. Miejscowa ludność indiańska również stała się ofiarą: została wywłaszczona ze swoich ziem. Wielu z nich zresztą szukając zajęcia zostało zaprzęgniętych do prac wydobywczych w niemalże niewolniczych warunkach. Nie można też zapomnieć o rosnącej przestępczości na tych terenach.

Rząd Nicolása Maduro nie wydaje się jednak być zainteresowany krytyką. Wszelkie działania opozycyjne wobec Arco Minero del Orinoco nazywa zresztą przestępczymi i stara się je natychmiast uciszyć. Dlatego też poza Wenezuelę wydostaje się bardzo niewiele informacji o skażeniach środowiska naturalnego i przyrody Wenezueli. W dzisiejszej audycji przybliżymy jednak ten problem. Naszymi przewodnikami po Arco Minero del Orinoco oraz innych skażonych tereneach będą  Beatriz Blanco oraz Roberto Saavedra. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasi goście opowiedzą o tym straszliwym problemie, o którym niestety jednak, oficjalnie praktycznie się nie mówi.

Na rozmowę o zanieczyszczeniu środowiska naturalnego Wenezueli zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 3-go grudnia, jak zwykle o 20H00!

Jednocześnie wszystkich słuchaczy zapraszamy na przedświąteczny event wenezuelski! Już w najbliższą niedzielę 9-go grudnia od godz. 16H00 można będzie zapoznać się z wenezuelskimi tradycjami bożonarodzeniowymi, spróbować przysmaków wenezuelskiej kuchni oraz charytatywnie wspomóc potrzebujących Wenezuelczyków! Szczegóły akcji tutaj

¡República Latina – czysta energia latynoska!

Resumen en castellano:

Hace muchos años Venezuela fue tratada como casi un paraíso en la tierra: tal para la gente, como para el medio ambiente. Hoy del paraíso pueden hablar sólo los chavistas. El país se ha vuelto en un infierno en la tierra: tal para la gente, como para la naturaleza. Uno de los ehemplos de esta catástrofe es el Arco Minero del Orinoco.

La iniciativa del gobierno chavista tiene como su fin la exploatación minera de los recursos minerales de esta tierra. Hablamos acá de: oro, diamantes, coltán, bauxita, cobre, hierro etc. Sin embargo la auténtica cara del proyecto se aparaeció al mundo solo hace poco tiempo. Los Venezolanos mismos llaman a este fenómeno usando tres palabras: crimen, corrupción y cianuro. Los únicos beneficiarios de esta explotación son solo el gobierno chavista y los dueños de las empresas mineras.

La economía de expoliación de las tierras del Estado de Bolívar ya ha causado los cambios irreversibles del medio ambiente. Los productos químicos de extración ya han contaminado la tierra, el agua y el aire. La gente indígena fue expropiada de sus tierras: muchos de ellos tenían que comenzar a trabajar en las minas, casi como los exclavos. Hay también que recordar del aumento del crimen en estas tierras.

Más detalles de este feómeno triste nos van a contact nuestros invitados venezolanos: Beatriz Blanco y Roberto Saavendra. Nuestros invitados van a enseñarnos el problema casi no oído por la comunidad internacional.

Les invitamos para escucharnos el lunes, 3 de diciembre, como siempre a las 20H00 UTC+1

Les queremos invitar también para nuestro evento caritatívo prenavideño. El domingo 9 de diciembre van a poder escuchar sobre los costumbres navideños de los Venezolanos, probar la cociena venezolana y ayudar la acción para  los Venezolanos en necesidad. Más detalles pueden encontrar bajo del enlace.

Akademia po Szychcie: Towarzystwo Górniczo-Przemysłowe „Saturn” SA na orbicie imperiów słynnych Lodzermenschów

Pamięć o tym, czym były kopalnie „Saturn”, „Jowisz” i „Mars” dla wielu pokoleń mieszkańców miejscowości, zobowiązuje do popularyzacji wiedzy o twórcach ich przeszłości i przywrócenia im świetności.

Anna Binek-Zajda

Okraszony archiwalnymi fotografiami wykład wpisujący się w trwający Rok Jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości był znakomitą okazją do poznania minionych dziejów Towarzystwa Górniczo-Przemysłowego „Saturn”, mającego swą siedzibę w Czeladzi, którego głównymi akcjonariuszami byli potężni łódzcy fabrykanci z niemieckim rodowodem. (…)

Współudział finansowy łódzkiej rodziny Scheiblerów – posiadającej pakiet kontrolny akcji i której przedstawiciel Karol Wilhelm II Scheibler sprawował przez wiele lat funkcję prezesa Rady Zarządzającej, a u schyłku życia prezesa Rady Nadzorczej Towarzystwa „Saturn”, w tworzeniu oraz wspieraniu wszelkich inicjatyw służących ochronie zdrowia, kulturze, oświacie, potrzebom religijnym współobywateli – należy traktować jako zjawisko zasługujące na trwały szacunek.

Kopalnia Saturn | Fot. ze zbiorów Muzeum Kopalni Saturn w Czeladzi

Kiedy 1 października 1900 r. swą działalność rozpoczynało Towarzystwo Akcyjne Górniczo-Przemysłowe „Saturn”, nawiasem mówiąc, powstałe jako drugie w Królestwie Polskim po Warszawskim Towarzystwie Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych wyłącznie w oparciu o kapitał krajowy, w dziejach kopalni „Saturn” pozostającej do 1914 r. największym zakładem w ramach struktury organizacyjnej Towarzystwa otwierał się równocześnie nowy rozdział charakteryzujący się intensywnym rozwojem technicznym. (…)

W przeciągu trzeciej i czwartej dekady XX w. stopniowo powiększał się majątek przedsiębiorstwa, którego znaczny stan posiadania kwalifikował go do grupy największych spółek kapitałowych w skali II Rzeczpospolitej. Własnością Towarzystwa były między innymi: liczne koncesje na wydobywanie węgla kamiennego wchodzące w skład kompleksów eksploatowanych przez kopalnię „Saturn”, zbudowana od podstaw w latach 1908–1912 kopalnia „Jowisz” w Wojkowicach Komornych oraz zakupiona w 1919 r. kopalnia „Alma”, której nazwę przemianowano na „Mars”, fedrująca w Łagiszy; nadania górnicze na rudę żelazną, galman i błyszcz ołowiu, Cegielnia „Rogoźnik” w Rogoźniku, Cementownia „Saturn” oraz Wytwórnia Wyrobów Cementowych w Wojkowicach Komornych, majątki ziemskie w powiecie będzińskim, leśnictwa – Gorenice w powiecie olkuskim, Sączów-Rogoźnik w powiecie będzińskim, Kamienica i Szczawa w powiecie limanowskim. (…)

Elektrownia przy kopalni Jowisz | Fot. jw.

Robotnicy pracujący na rzecz Towarzystwa „Saturn” zazwyczaj rekrutowali się z miejscowej ludności, której niewielkie skrawki jałowej ziemi nie zapewniały minimum utrzymania. Bieda w połączeniu z brakiem kwalifikacji oraz trudnościami w przystosowaniu się do odmiennych warunków egzystencji na ogół spychały tych ludzi na najniższe szczeble hierarchii zawodowej i społecznej. Dopiero adaptacja do nowych warunków życia oraz pracy umożliwiała akces do grona prawdziwych – wykwalifikowanych – robotników, pozwalając z czasem wydobyć się z nędzy. To tej właśnie grupie pracowników podejmujących zatrudnienie z nadzieją na odmianę losu kopalnia jawiła się jako prawdziwa ziemia obiecana.

Cały artykuł Anny Binek-Zajdy pt. „Towarzystwo Górniczo-Przemysłowe „Saturn” SA na orbicie imperiów słynnych Lodzermenschów” znajduje się na s. 12 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 53/2018.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Dzięki prenumeracie na www.kurierwnet.pl otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu w cenie 4,5 zł.

Artykuł Anny Binek-Zajdy pt. „Towarzystwo Górniczo-Przemysłowe „Saturn” SA na orbicie imperiów słynnych Lodzermenschów” na s. 12 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 53/2018

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Bogatko: Coraz więcej Niemców opowiada się przeciw budowie rurociągu Nord Stream II

W związku z kolejną eskalacją konfliktu na morzu Azowskim w Niemczech pojawia się coraz więcej głosów opowiadających się za natychmiastowym wstrzymaniem budowy rurociągu Nord Stream II.

W niedzielę, na terenie cieśniny Kerczeńskiej, dwa ukraińskie kutry, które płynęły z Odessy do Mariupola nad Morzem Azowskim, zostały zajęte przez rosyjskie siły specjalne, ukraińskich marynarzy internowano. Prezydent Poroszenko wprowadził na Ukrainie stan wojenny, który będzie trwał 30 dni.

[related id=65229]Ta sytuacja spowodowała, że część polityków oraz dziennikarzy opowiada się dziś za wstrzymaniem realizacji projektu budowy II nitki gazociągu Nord Stream II. Jednak niemieckie władze są innego zdania:

– Rzecznik rządu Niemiec powiedział w środę w Berlinie, że napięta sytuacja wokół półwyspu Krymskiego, nie stanowi dla rządu Niemieckiego żadnego powodu do wstrzymania budowy rurociągu – mówi Jan Bogatko, gość Radia WNET.

Zdaniem Bogatki, może dojść do nowej oceny całego projektu budowy gazociągu, jednak zważywszy na zależność Niemiec od gazu rosyjskiego najprawdopodobniej realizacja tego projektu będzie przebiegać bez najmniejszych opóźnień. Tym bardziej, że pod wodami Bałtyku już ułożono ponad 250 km. rur.

JN

Jacek Rostowski i Sławomir Nowak pod sąd. Jest decyzja komisji śledczej ds. VAT o wysłaniu zawiadomienia do prokuratury

Zawiadomienie zostało złożone, ponieważ istnieją poważne przesłanki, że politycy Platformy nie dopełnili obowiązków – mówi dla Radia Wnet wiceprzewodniczący komisji Kazimierz Smoliński.

Komisja śledcza ds. VAT podjęła decyzję o zawiadomieniu prokuratury ws. możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego wicepremiera i ministra finansów Jana Vincenta Rostowskiego i byłego ministra transportu, budownictwa i gospodarki wodnej Sławomira Nowaka.

Zawiadomienie dotyczy podejrzenie popełnienia czterech przestępstw: przekroczenia uprawnień, ujawnienia informacji służbowych, doprowadzenia do straty w mieniu państwa i niedopełnienia obowiązków.

Podstawą zawiadomienia są zeznania byłej wiceminister prof. Elżbiety Chojny-Duch, która w czasie przesłuchania przed sejmową komisją śledczą ds. VAT wskazywała na nieprawidłowości przy tworzeniu ustaw podatkowych.

Jak podkreśla wiceprzewodniczący komisji śledczej, zawiadomienie zostało wystosowane, ponieważ istnieją poważne przesłanki, że politycy Platformy nie dopełnili obowiązków lub też narazili skarbu państwa na straty. Niedopełnienie obowiązków to między innymi dopuszczenie do informacji, które są chronione tajemnicę służbową i tajemnicą skarbową społecznego doradcy, który na serwerze zagranicznym wysłał maila do pracowników Ministerstwa. Do tego, jak się okazało społeczna doradczyni ministra Rostowskiego, działała poza wiedzą pani minister Chojny-Duch, która sama się o tym dowiedziała dopiero na przesłuchaniu przed komisją.

Posłowie PiS zasiadający w komisji podkreślają, że zaznania prof. Chojny-Duch mają potwierdzenie w dokumentach przekazanych przez ministerstwo finansów, jak chociażby maile, które przesyłała do pracowników ministerstwa Joanna Hayder, będąca społecznym doradczą ministra Rostowskiego i pracownikiem wielkiej zagranicznej spółki doradztwa podatkowego.

Jak zaznacza poseł Smoliński trudno podważyć wiarygodność prof. Chojny-Duch, ponieważ na początkowym etapie sprzeciwiała się zapisom ustawy, a dopiero w końcowym etapie jej procedowania po decyzji ministra, zobowiązania była ją popierać.

Zdaniem opozycji wniosek ma charakter czysto polityczny i nie opiera się na merytorycznych przesłankach. Jak zaznaczył Mirosław Pampuch z Nowoczesnej, złożenie wniosku jest zdecydowanie przedwczesne, ponieważ najpierw komisja powinna przesłuchać ministrów Rostowskiego i Nowaka, a dopiero później wysyłać zawiadomienia do organów ścigania.

Posłowie opozycji zgłaszali obawy, że zgłoszenie zawiadomienia do prokuratury może zdestabilizować prace komisji, a nie będą mogli składać pełnych zeznań przed komisją. Żadnych podstaw do takich obaw nie widzi Kazimierz Smoliński z PiS, podkreślając, że — to nie zmienia statusu tych osób, które będą przesłuchiwanej. Jestem spokojny, że 10 grudnia dojdzie do przesłuchania pana ministra Jana Vincent Rostowskiego – klaruje wiceprzewodniczący komisji śledczej.

Przedstawiciel opozycji w komisji śledczej z Nowoczesnej przyznaje, że pozycja, jaką w ministerstwie zajmowała Joanna Hayder miała charakter nadzwyczajny, ale podobnych doradców mieli również wiceministrowie w tym prof. Elżbieta Chojna-Duch.

ŁAJ