Ministerstwo Finansów opierając się na wyroku TSUE wydało interpretację, na mocy której zbieranie i rozwożenie gotówki zostało obciążone 23 proc. VAT-em. Czy banki przerzucą nowy podatek na klientów?
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyrokiem z października 2019 r. stwierdził, że usługi związane z transportem, liczeniem i sortowaniem gotówki , nie różnią się od transportowania i sortowania np. ubrań i w związku z tym powinny być objęte taką samą 23% stawką VAT. Do wyroku tego odwołało się Ministerstwo Finansów w swej interpretacji ogólnej z 2 stycznia.
W reakcji na nowy podatek firmy przerzucają go już na swoich klientów doliczając VAT do rachunku. Problem mają jednak banki. Standardem jest bowiem darmowa wypłata z bankomatu, którego jest się klientem, podobnie jak wypłata gotówki w oddziale banków. Zmiana tego stanu rzeczy spotykała by się ze zrozumiałą niechęcią klientów. Jak powiedział Pulsowi Biznesu anonimowy pracownik jednego z banków:
Na razie wszyscy patrzą, co zrobią inni. Rynek jest konkurencyjny i nikt nie chce wyrwać się przed szereg z opłatą za obsługę kasową. Choć wiele wskazuje na to, że wkrótce za deponowanie pieniędzy i wypłatę gotówki trzeba będzie zapłacić.
Piotr Woyciechowski opowiada o prezesie zarządu Nest Bank S.A. Marku Kulczyckim, który w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej był oficerem Służb Bezpieczeństwa.
Napisałem materiał ekspercki na podstawie moich badań. Byłem zainspirowany sygnalistą, który buntował się przeciwko temu, żeby funkcjonariusze SB dalej funkcjonowali na rynku – mówi gość „Poranka WNET”.
Problem tkwi w przenikaniu dawnych ludzi SB, czy też bezpieki wojskowej w różnych obszarach gospodarki. Przypadek majora Marka Kulczyckiego, który jest obecnie prezesem zarządu Nest Bank S.A. to przyczyna dobrze zakonspirowanych oficerów dawnej bezpieki w strukturach obecnych podmiotów rynku finansowego.
Według ustaleń naszego gościa Kulczycki zataił informację o byciu oficerem w Służbie Bezpieczeństwa. Wszystkie akta zachowały się do tej pory i są dostępne w Instytucie Pamięci Narodowej.
Jak zaznacza: Instytucje, które nadzorują rynek finansowy, powinny blokować byłym esbekom możliwość wykonywania zawodu w finansjerze. Woyciechowski próbował podjąć debatę na ten temat. Instytucje publiczne nie chciały odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście trzeba dostrzegać ten obszar. Podkreśla, że praca byłych esbeków w sektorze finansowym jest nie tylko zagrożeniem dla indywidualnych klientów, ale nade wszystko dla państwa.
Komisja Nadzoru Finansowego nie tylko ma uprawnienia do tego, aby nie zgodzić się na kandydaturę osób, takich jak Marek Kulczycki. Ma on prawo do powzięcia wiadomości, które uwiarygodnią, że ktoś utracił prawo do wykonywania obowiązków powierzonych przez bank – dodaje.
Daniel Obajtek o tym jak rozwija się PKN Orlen i jak korzystają na tym inne firmy, zmianach w zarządzaniu spółkami państwa i swojej znajomości z Robertem Kubicą.
Daniel Obajtek opowiada o otwarciu pierwszym dziecięcym hospicjum na Litwie, w którym brał udział. PKN Orlen wniósł wielkie pieniężny wkład w budowę ośrodka. Następnie mówi o chęci przejęcia przez jego przedsiębiorstwo Energi.
Produkujemy więcej energii elektrycznej niż Energa.
PKN Orlen złożył do Komisji Europejskiej wniosek dotyczący przejęcia wytwórcy i sprzedawcy energii elektrycznej. Natomiast sprawa fuzji Orlenu z Grupą LOTOS S.A. trwa. KE powinna wydać decyzję jeszcze w tym roku, co do operacji.
Lotos to zdecydowanie trudniejszy proces, zdecydowanie większe formalności. Do połowy roku decyzja będzie.
Prezes PKN Orlen przedstawia jego wyniki za czasów rządów PiS i koalicji PO-PSL. Okazuje się, że wyniki w ciągu ostatnich czterech lat (23 mld zysku netto) są w porównaniu z ośmioma latami PO-PSL (2,9 mld złotych zysku) rewelacyjne. Krytykuje panujący za poprzedniej ekipy rządzącej „postsowiecki układ spółek”, na którym tracili Polacy. Zauważa, że jeśli chodzi o koncentrację kapitału to „BP kapitalizacji ma ponad 130 mld dolarów”, podczas gdy Orlen nawet po fuzji z Lotosem będzie miał 16 mld.
Nasza firma jest jedną z najlepiej rozwijających się firm w tej części Europy.
Obajtek tłumaczy, dlaczego akcje Orlenu na giełdzie staniały. Wynikają one z ogólnych niepokojów na giełdzie. Przypomina, że „jeszcze osiem miesięcy temu były powyżej stu złotych”. Omawia reanimacje spółek prowadzone przez Orlen. Ocalona została rafineria Orlen Południe. Na nogi stanął też Orlen Lietuva. Nasz gość podkreśla, że z firm będących w grupie Orlen, aż 99% zarabia. Ponadto opowiada o zaangażowaniu Orlenu w sport, w szczególności w Formule 1.
Jako Orlen interesujemy się bardzo dużo sportem.
Wsparcie dla sportu jest dobre dla budowania marki. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego wspomina swoją rozmowę z Robertem Kubicą i początki swej znajomości ze sportowcem.
Prezydent Warszawy deklaruje, że dotychczasowy sposób ogrzewania zostanie w 100% zastąpiony przez sieć ciepłowniczą i gazową.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wraz z Elżbietą Lanc z zarządu województwa mazowieckiego podpisali deklarację ekologiczną ws. rezygnacji z ogrzewania węglem. Jak poinformował prezydent Trzaskowski podczas otwarcia Kongresu Czystego Powietrza w Warszawie, odejście od węgla wynika z zaostrzenia uchwały antysmogowej dla Mazowsza przyjętej w 2017 roku. Na jej mocy wprowadzono między innymi zakaz instalowania tzw. kopciuchów. Trzaskowski zapewnił, że Warszawa odejdzie od węgla do końca 2023 roku.
Chcemy wyeliminować węgiel używany w gospodarstwach indywidualnych do ogrzewania, ale również spalany w piecykach czy kominkach. Ogrzewanie węglem ma zastąpić sieć ciepłownicza lub gazowa. Czyste powietrze to priorytet Warszawy.
Decyzję prezydenta Warszawy ironicznie skomentowali m.in. przedstawiciele Warszawskiego Alarmu Smogowego, którzy monitorują stan powietrza w stolicy.
Breaking news: prezydent Trzaskowski zapowiedział, że od końca roku 2023 w Warszawie będzie obowiązywać zakaz palenia węglem! (..) Stay tuned!
– Musimy uczynić wszystko, żeby przekształcić PKP Cargo z przewoźnika kolejowego na logistycznego operatora – deklaruje Czesław Warsewicz.
Prezes PKP Cargo Czesław Warsewicz mówi o niewielkiej wymianie handlowej Polski z Chinami. Jej poziom jest zbliżony do tego z lat ubiegłyc. W ostatnich tygodniach na jej intensywność negatywnie wpływał chiński Nowy Rok:
Stanowimy dla Państwa Środka kraj tranzytowy. Większość pociągów z Chin jedynie przejeżdża przez teren naszego kraju, ponieważ ich celem są kraje zachodnie Europy.
Zdaniem Czesława Warsewicza jest za wcześnie na prognozowanie, jak globalne spowolnienie gospodarcze wpłynie na polsko-chińskie relacje handlowe. Podaje, że aktualnie między Europą a ChRL kursuje 8 tys. pociągów towarowych. Wymiana za pośrednictwem tego środka transportu jest bardziej zrównoważona niż w przypadku pozostałych. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego zwraca uwagę na konieczność podjęcia działań na rzecz zatrzymania w Polsce większej ilości towarów transportowanych z i do Chin. Podkreśla znaczenie portu przeładunkowego w Małaszewiczach, jako głównego węzła handlowego Europa-Chiny.
Małaszewicze są w Chinach tak rozpoznawalne, jak Warszawa.
Gość „Poranka WNET” mówi również o kondycji spółki PKP Cargo. Zapotrzebowanie na usługi krajowego przewoźnika zmniejszyło się m.in. ze względu na spadek wydobycia polskiego węgla i podwyżki energii w naszym kraju:
W marcu będziemy dysponowali danymi za cały rok 2019. Po trzech kwartałach spółka zanotowała zysk. Niskie notowania sektora wydobywczo-energetycznego mogą spowodować straty dla PKP Cargo.
Czesław Warsewicz mówi również o planach zmiany PKP Cargo z przewoźnika kolejowego na operatora logistycznego i uniezależnienia spółki od wahań koniunktury światowej gospodarki..
25 grudnia 1989 r. Ceaușescu wraz z żoną rozstrzelano przed kamerami telewizji. Zgodnie z przewidywaniami pana Arona, 31 grudnia można było nareszcie zamknąć rok finansowy. Potem wybuchł skandal.
Piotr Witt
Jednego z pierwszych dni po przyjeździe do Paryża oglądaliśmy z żoną wystawę przedaukcyjną w dolnych salach Hotel Drouot. Marysia zwróciła mi uwagę na dziwny szwargot, którym porozumiewali się nasi dwaj sąsiedzi. – Po jakiemu oni mówią – zapytała? – No jakże, w jidysz – odparłem. – I po polsku też – wtrącił się jeden z rozmówców.
Niedługo potem z panem Aronem K. byliśmy już starymi znajomymi. Przez niego poznałem kilku jego przyjaciół – antykwariuszy i kolekcjonerów. Kupowali głównie malarstwo przedwojennej Ecole de Paris, której trzon stanowią ich rodacy i współplemieńcy – polscy Żydzi.
Przemysł Holokaustu dopiero nabierał rozpędu i żaden z nich nie traktował mnie jak wroga. Czasem tylko pan Aron dokuczał mi żartobliwie: – Panie Witt – mówił – a czy pan wie, że Pan Jezus był Żydem? – Wiem, panie Aronie – odpowiadałem – był. Do czasu. Aż dziwne, żeście Go wtedy nie chcieli.
Nikt nikomu nie mówił, co zamierza kupić i ile zapłacić. Rozmawialiśmy o polityce.
Jesienią 1989 roku przed Hotelem Drouot, jak w całej Europie, mówiono dużo o Ceaușescu. W Rumunii narastało wrzenie. (…)
Od stycznia 1989 żelazna kurtyna zaczęła się z wolna podnosić. Tylko na temat Rumunii Ceaușescu panowała cisza w mediach francuskich, szczególnie niepokojąca, od kiedy 9 listopada, przy dźwiękach wiolonczeli Rostropowicza upadł mur berliński. My przed Hotelem Drouot byliśmy lepiej poinformowani niż media oficjalne. Korespondenci moich rozmówców donosili sobie tylko znanymi drogami o wzrastających niepokojach w Rumunii.
– Ciekawe, czym to wszystko się skończy – powiedziałem, nawiązując do najnowszych wiadomości.
– Z pewnością będą musieli go zastrzelić – odparł spokojnie pan Aron.
– Co? Dlaczego?!
Czytałem na łososiowych stronach „Le Figaro” poświęconych ekonomii, że spośród przywódców partyjnych obozu socjalistycznego tylko dyktator rumuński postarał się spłacić, co był winien wierzycielom zachodnim, kosztem – jak podkreślano – znacznego obniżenia poziomu życia ludności. Braki mogły tłumaczyć rosnące nastroje niezadowolenia. Ale przecież w Polsce, która długów nie zwróciła, także występowały poważne trudności, nie mówiąc o Rosji, gdzie wręcz szerzył się głód. I nikt nie przewidywał egzekucji Gierka ani dyktatorów sowieckich.
– Panie Witt, pan nic nie rozumie z polityki. Z Ceaușescu nie można dyskutować. On nie ma długów. Z człowiekiem, który nie ma długów, się nie rozmawia.
Istotnie, od kilku miesięcy czytaliśmy w Paryżu o problemach finansowych państwa rumuńskiego. 17 marca „Le Monde” opublikował list otwarty sześciu byłych członków partii rumuńskiej. Oskarżali oni Ceaușescu, że za cenę spłaty długu „terroryzuje i głodzi naród rumuński”. Ale to, co usłyszałem przed Hotelem Drouot, wywracało całkowicie moje pojęcia o świecie: o honorze, uczciwości, zobowiązaniach. Słyszałem o więzieniu za długi, ale żeby ich spłata miała narażać na śmierć… Potraktowałem słowa moich rozmówców jako okrutny żart.
– Jeżeli – podjąłem, powątpiewając – jeżeli mówicie z taką pewnością, to jeszcze może podacie datę, kiedy egzekucja nastąpi. – W każdym razie – wtrącił się Lucjan K. – musi to być najbliższym czasie. – ??! – Panie Witt – podjął dobrotliwie pan Aron – pan nie rozumie najprostszych spraw. Ceaușescu trzeba zastrzelić przed końcem roku, żeby bilans się zgadzał. 31 grudnia kończy się rok finansowy.
Cały artykuł „Na przykład Ceaușescu” Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w „Kurierze WNET” nr 68/2020, s. 3 – „Wolna Europa”, gumroad.com.
Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na wnet.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!
Artykuł Piotra Witta pt. „Na przykład Ceaușescu” na s. 3 „Wolna Europa” „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com
Czemu banki nie chcą pożyczyć Konfederacji pieniędzy na kampanię? Co można by sfinansować z pieniędzy przeznaczanych na 500+? Co rozważa PiS w przypadku przegranej Andrzeja Dudy? Mówi Sławomir Mentzen
Nie jest tajemnicą, że Prawo i Sprawiedliwość rozważa nawet przedterminowe wybory, gdyby nie wygrał Andrzej Duda.
Dr Sławomir Mentzen zauważa, że zbliżające się wybory prezydenckie określą sytuację polityczną w Polsce na kilka następnych lat. Informuje, że sztab wyborczy Krzysztofa Bosaka powoli zbiera pieniądze na kampanię. Będą musieli poradzić sobie bez pieniędzy z dotacji, które Konfederacja, jako niedawno założona partia, otrzyma dopiero za kilka miesięcy. Co więcej żaden bank nie chce udzielić Konfederacji kredytu na kampanię wyborczą.
Żaden bank nie chce nas sfinansować. Wszyscy pamiętają jak Ryszard Petru wziął kredyt na kampanię.
Przypuszcza, że ze strony banków może to być element politycznej autocenzury. Mogą się one także obawiać utraty przez Konfederację subwencji. Tą ostatnią utracił swego czasu PSL, a groziło to także obecnej partii rządzącej.
12 lat temu PiS miał stracić subwencję i stąd prawdopodobnie mieliśmy wcześniejsze wybory, bo obowiązuje zasady dyskontynuacji.
Podkreśla, że ich partia liczy na zaangażowanie się ich sympatyków oraz ciężką pracę Bosaka. Program ich kandydata zostanie przedstawiony niebawem. Musi być jeszcze doprecyzowany.
Tylko Andrzej Duda może liczyć na 100% lojalność wyborców PiS. […] Krzysztof Bosak dużo mówi o obniżce podatków, konieczności postawienia na wolny rynek.
Wiceprezes KORWiN zauważa, że kandydat Konfederacji musi pozyskać w pierwszej mierze głosy tych, którzy na formację tą głosowali w ostatnich wyborach parlamentarnych. Dodaje, że kampania prezydencka jest mniej merytoryczna niż parlamentarna, gdyż wybiera się osobę, która nie będzie rządziła, a co najwyżej wetowała. Wybory prezydenckie, a szczególnie ich II tura cieszą się jednocześnie najwyższą frekwencją. Odnosi się do słów Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która podczas rozmowy o programie 500+ stwierdziła, że „ludzie, którzy pracują, czują się w jakiś sposób upokorzeni, że ktoś jest wspierany, a nie pracuje”. Ekonomista zaznacza, że nie powiedziałby nigdy, że 500+ jest upokarzająca, natomiast podkreśla, że „nieskuteczność i olbrzymie koszty” programu.
Gdybyśmy te pieniądze wydali na wojsko mielibyśmy dwie dodatkowe dywizje. […] [Program 500+] w obecnej formie do niczego się nie nadaje, trzeba go co najmniej mocno zmodyfikować.
Zbigniew Gryglas o tym, jak rząd pragnie zmienić polski miks energetyczny, rozmowach w Japonii ws. technologii atomowej, spółkach Skarbu Państwa i wyborach prezydenckich.
Zbigniew Gryglas przedstawia działania Ministerstwa Aktywów Państwowych:
To jest ponad 200 podmiotów państwowych. Wartość ich to miliardy złotych. Chcemy, żeby ich wartość była coraz większa.
Wśród nich jest zarówno osiągający sukcesy PLL LOT, jak i KGHM mający „pewne trudności” w związku z nieudanymi inwestycjami w Chile i Kanadzie. Wiceminister aktywów państwowych podkreśla, że celem rządu jest zagraniczna ekspansja polskich firm. Zauważa, że „obroty nasze z Niemcami są dwukrotnie większe niż Rosji”.
Czas przełamać barierę, czas żeby Polska zajęła zasłużone miejsce wśród narodów Europy.
Gryglas mówi także o projektach energetycznych rządu. Stwierdza, że dzisiaj dominującym paliwem jest węgiel brunatny.
Czeka nas prawdziwa rewolucja, jeśli chodzi o elektroenergetykę.
Zgodnie z planami rządu do 2040 r. mamy zejść jeśli chodzi o udział węgla w naszym miksie energetycznym z dzisiejszych 80% do ok. 40-50%. W tym czasie liczymy na rozwój czystych technologii węglowych, aby nie musieć całkowicie rezygnować z naszych zasobów naturalnych. Państwo będzie się skupiać nad budową morskich elektrowni wiatrowych, które dostarczać mają 10 gigawatów nowej mocy, czyli piątą część naszego zapotrzebowania. Nasz gość podkreśla, że zlokalizowane daleko w morzu wiatraki nie będą przeszkadzały rybakom i marynarzom. Stwierdza, że ta „technologia w dużej mierze jest już w Polsce”. Środków na budowę ma dostarczyć z jednej strony Unia, a z drugiej komercyjni inwestorzy. Ponadto mówi o zaawansowanych rozmowach dotyczących kupna atomowej technologii jakie prowadzi premier Mateusz Morawiecki w Japonii.
Rozmowy są bardzo zaawansowane […] Dotychczasowa technologia dużych bloków energetycznych jest technologią schodzącą.
Polskę interesuje technologia małych bloków energetycznych. Technologia jądrowa mogłaby stanowić 10-15% polskiego miksu energetycznego. Jego dopełnieniem mają być instalacje fotowoltaiczne. Polityk ocenia kandydatów na prezydenta. Zwraca uwagę na słowa obiegającego się o reelekcję Andrzeja Dudy, który mówi dużo o służbie prezydenta dla narodu, państwa i Rzeczypospolitej. Stwierdza, że Władysław Kosiniak-Kamysz wyróżnia się swym spokojem na tle innych kandydatów, ale jego zdaniem nie ma szans na dostanie się do II tury.
Miedzi Copper posiada koncesję C2, która oznacza rozpoznanie złóż na względnie niskim poziomie. Błąd pomiaru może wynosić nawet 40%. Rudy znajdują się na znacznej głębokości 1700-2200 metrów.
Radosław Żydok, dyrektor Departamentu Analiz Regulacyjnych i Strategicznych KGHM mówi na temat koncesji, która została udzielona Miedzi Copper Corp. w województwie lubuskim na terenie gmin Kolsko, Nowa Sól i Siedlisko:
Rozpoznanie złoża w kategorii C2 nie daje nam informacji o zyskowności, dlatego że ta kategoria mówi tylko i wyłącznie o wstępnym szacowaniu zawartości rudy i z dokładnością nawet do 40% pomyłki.
Kolejnym krokiem po ustaleniu wielkości złoża, w przypadku efektywności ekonomicznej całego przedsięwzięcia, jest budowa zakładu wydobywczego. Jednak sam KGHM nie wystąpił o koncesje na wydobycie, uznając je za nieopłacalne:
Na ten moment to nie jest ekonomicznie interesująca koncesja. KGHM i tu chciałbym podkreślić na wstępie, nie aplikował o koncesję Nowa Sól. W naszej firmie nigdy nie było przekonania, że w osiągalnym horyzoncie czasowym opłacalne będzie wydobycie w tym miejscu.
Złoża rozpoznaje się według klasyfikacji, zaczynając od najsłabiej rozpoznanego D, później jest C2, C1, B i A – najlepiej rozpoznane złoże o błędzie pomiaru na poziomie maksymalnie 10%:
Jak widać, Miedzi Copper jest jest bardzo daleko, aby pojść do poziomu A. […] Trzeba co najmniej C1 lub dalej aby można było ubiegać się o koncesje wydobywczą. […] Jeżeli złoże było na tyle dobrze rozpoznane, aby można było na nim robić plany kopalni, to do Ministra Klimatu byłby złożony wniosek na C1 a nie C2, który nie daje możliwości, aby określić ekonomiczną opłacalność.
Złoża w Nowej Soli znajdują się na głębokości 1700-2200 metrów co sprawia, że w tym momencie wydobycie tych zasobów może być nieopłacalne. Dla porównania, KGHM w latach 60. zaczynał wydobycie na głębokości 400-500 metrów. Dziś buduje szyb na głębokości 1350 metrów:
Na dzisiaj jest to granica opłacalności, biorąc pod uwagę wszystkie warunki ekonomiczne. […] Będziemy się przesówać coraz bardziej na północ, gdzie to złoże postępuje coraz głębiej, natomiast są to jeszcze długie lata […] Wraz ze wzrostem głębokości rośnie temperatura skały, co jest utrudnieniem dla pracy ludzkiej ale też maszyn. Mowa jest nawet o 70 stopniach celcjusza przy bardzo wilgotnej atmosferze […] niewiele systemów łączonościowych czy wydobywczych jest funkcjonować.
KGHM w 2012 roku złożył wniosek o wydanie koncesji na poszukiwanie złóż na terenie gminy Bytom Odrzański. Aktualnie trwa spór, a o koncesję poza polską spółką walczy także Miedzi Copper:
To złoże bezpośrednio przylega do posiadanych dzisiaj koncesji KGHM-u i jest to bardzo blisko obszaru, w którym dziś wydobywamy.
To proste: ustalić takie ceny za bilety, by był to najdroższy transport w Polsce, i jednocześnie wprowadzić horrendalne opłaty za miejsca w strefie parkowania przy równoczesnym jej powiększeniu.
Małgorzata Szewczyk
Głosami Koalicji Rada Miasta przegłosowała w styczniu projekt zmian opłat za komunikację miejską i za parkowanie w stolicy Wielkopolski. I tak w Poznaniu od 1 kwietnia za pierwszą godzinę parkowania w centrum zapłacimy 7 zł, za kolejne 7,40 i 7,90. Od 1 czerwca strefa obejmie też Jeżyce – tutaj za pierwszą godzinę zapłacimy 5 zł, za drugą – 6 zł, a za trzecią – 6,90 zł. W śródmiejskiej strefie płatnego parkowania zostały też wydłużone godziny jej funkcjonowania do godz. 20, które obowiązywać będą także w soboty. Gdyby ktoś myślał, że radni zatrzymali się w swoich pomysłach na „lepszą rotację miejsc parkingowych”, to srodze się pomyli. W październiku za parkowanie trzeba będzie płacić w kolejnych częściach Poznania. Strefa zacznie wtedy obowiązywać na Wildzie i Łazarzu. W dalszej perspektywie strefy mają zacząć działać także na Ogrodach, Grunwaldzie i Sołaczu.
Trzeba przyznać, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak robi wszystko, by błyszczeć wśród włodarzy polskich miast. Mówiąc o podwyżkach za bilety komunikacji miejskiej, stwierdził, że nie boi się, że część pasażerów przesiądzie się do własnych samochodów, gdyż… opłata za miejsca postojowe w centrum też wzrośnie.
Co więcej, konieczność wprowadzenia wyższych opłat motywował… obniżeniem przez PiS podatków. Po prostu gospodarz pełną gębą. Nie przekonuje mnie argumentacja o wzroście płacy minimalnej ani o tym, że stawki od kilku lat nie były zmieniane. Nie zgadzam się też z opinią, że ta decyzja rozładuje korki w mieście i zachęci przyjezdnych z podpoznańskich gmin czy gości z dalszych stron do korzystania z Kolei Metropolitalnej czy transportu miejskiego.
Od 1 lipca wzrosną ceny biletów. Bilety okresowe podrożeją o 20 do 30 proc. Za roczny trzeba będzie zapłacić o złotówkę więcej, pod warunkiem rozliczania się z fiskusem w Poznaniu lub w gminie objętej porozumieniem. Bilety jednorazowe mają podrożeć o złotówkę, przy czym zniknie ten 10-minutowy, a zastąpi go 15-minutowy. Podwyżki obejmą też uczniów – w miejsce bezpłatnych przejazdów rodzice będą musieli wykupić bilet roczny dla swoich pociech za 60 zł. Podwyżki nie ominą też rodzin 4+ i seniorów, którzy zamiast 50 zł za cały rok w strefie A zapłacą… 99 zł. Ma się też zmienić opłata z tPortmonetki na karcie PEKA, czyli tzw. bilet przystankowy. Tutaj ceny będą wyższe w zależności od przejechanych przystanków. To rozwiązanie godne mistrza szachowego. Szach-mat.
Cóż, takie propozycje pana prezydenta i decyzje rajców miejskich pociągną za sobą bardzo pozytywne efekty: jeszcze mniejszą liczbę studentów od 1 października, spadek obrotów śródmiejskich restauracji, kawiarni i nielicznych już sklepów, także niegdyś przy reprezentacyjnej ulicy Poznania – św. Marcinie; spadek zainteresowania repertuarem teatrów i kin w centrum, a może nawet likwidacją niektórych z nich?; większą liczbą wolnych miejsc siedzących w tramwajach i autobusach… i wolnych miejsc w strefach parkowania…
Bo i po co wybierać się do centrum, skoro wszystko, co potrzebne do życia, mieszkańcy stolicy Wielkopolski znajdą na swoich osiedlach czy w miejscach wylotowych z tego „cudownego miejsca na Ziemi”. Przyjezdni i goście też.
Komentarz Małgorzaty Szewczyk pt. „Cudowne miejsce na ziemi” znajduje się na s. 2 „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!
Komentarz Małgorzaty Szewczyk pt. „Cudowne miejsce na ziemi” na s. 2 „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com