Bartosz Marczuk o tarczy finansowej, tym, co przedsiębiorcy już otrzymali z PFR-u i środkach dla dużych firm, które czekają na notyfikację KE oraz o roli i postawie polskich banków.
Do firm trafiło blisko 50 mld zł. Mamy oszałamiającą sytuacją związaną z pandemią. […] Pomoc jest adekwatna.
Bartosz Marczuk uważa, że obecne kwoty w ramach tarczy finansowej i tarczy antykryzysowej są wystarczające. Do dyspozycji jest jeszcze 40 mld zł. Podkreśla, że instrumentów, takich jak świadczenia postojowe i pożyczki, jest naprawdę dużo. Dodaje, że „już 190 tysięcy firm skorzystało z tego wsparcia, które oferuje Polski Fundusz Rozwoju czy szerzej rząd”. Zgodnie z założeniami tarczy finansowej była ona planowana na pomoc 300-350 tys. firmom. Zauważa, że program jest ograniczony w czasie:
Od samego początku było wiadomo, że nabór wniosków do tarczy był do końca lipca.
Wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju komentuje kwestię notyfikacji przez Komisję Europejską używania tarczy finansowej do pomocy dużym firmom. Stwierdza, że Komisja jest szczególnie ostrożna, ponieważ polski program przeciera szlaki pod względem szerokiego zakrojenia pomocy. Decyzja KE będzie w związku z tym wyznaczać jej późniejsze postępowanie odnośnie takich programów. Chodzi o uruchomienie 25 mld zł. Podkreśla, że
To jest paląca potrzeba, żeby pomóc dużym przedsiębiorcom. Jesteśmy przygotowani w PFR-ze na procedowanie tych wniosków.
Gość audycji „Wszystko o tarczy antykryzysowej” zauważa, że firmy, które nie uzyskały pomocy z tarczy „otrzymują powód odmowy”, gdzie „jest wyjaśnione, czemu subwencja jest nieprzyznana”. Przedsiębiorcy, którzy uznają, iż niesłusznie otrzymali odmowę mogą skorzystać z procedury wyjaśniającej i przedstawić „dokumenty na to, że subwencja powinna im się należeć”.
Chwała bankom polskim, że nie biorą ani grosza w pośrednictwie w tym procesie. Banki w Stanach Zjednoczonych wzięły 10 mld dol.
Marczuk odnosi się do twierdzenia, że firmy, które skorzystały z rozwiązań tarczy finansowej mają trudniej wziąć kredyt. Stwierdza, że według jego wiedzy jest wprost odwrotnie. Zauważa, że na rozwiązaniach rządowych korzystają także same banki, które „nie muszą uruchamiać procedur windykacyjnych”.
Daniel Obajtek o regulacji cen paliw na rynku, zależności tych ostatnich od cen ropy, konieczności pracy nad alternatywnymi paliwami oraz o tym, czemu potrzebna jest nam fuzja Orlenu z Energą.
Będziemy starali się trzymać odpowiedni poziom cen paliw.
Daniel Obajtek podkreśla, że Orlen od lat działa na rzecz stabilizacji cen paliwa. Te ostatnie zaś jedynie w 20% zależą od cen ropy. Choć ropa tanieje to zwiększają się koszty logistyki. Walutą rozliczeniową jest dolar, którego kurs wynosi ponad 4 zł.
Musimy pracować nad alternatywnymi paliwami.
W przeciągu 15-20 lat Obajtek uważa, że tradycyjne paliwo będzie wypierane przez nowszą technologię. W związku z tym polskie przedsiębiorstwo realizuje badania nad paliwami wodorowymi:
Wzmacniamy cały czas pion energetyczny. Również wzmacniamy przemysł petrochemiczny.
Dodaje, że „taki koncern jak Orlen już 15-20 lat temu powinien mieć centrum badawczo-rozwojowe”. Podkreśla, że musimy sami mieć konw-how, by dostosowywać się do zmian wynikających także z transformacji energetycznej planowanej przez UE.
Obajtek mówi także o inwestycji, jaką jest elektrownia gazowa w Ostrołęce. Pierwotnie miała być węglowa. Prezes PKN Orlen mówi, iż przejęcie Energi jest finalizowane.
Łączymy się, żeby mieć kilka filarów swojej działalności. Inwestujemy w elektrownie wodno-parowe.
Opowiada o procedurze przed Komisją Europejską w celu uzyskania zgody na połączenie koncernów. KE przesunęła ogłoszenie decyzji na lipiec, co jak mówi, jest dobrą decyzją, bo gdyby miała wydać decyzję negatywną, to już by to zrobiła.
Robimy wszystko, by ten proces jak najszybciej się zakończył […] jesteśmy praktycznie na finale.
Jest to mozolna procedura związana z wielesetstronicową dokumentacją, która musi być poddana analizie. Prezes PKN Orlen zauważa, że 60% zysków spółka czerpie spoza polskich rynków. Zaznacza, iż fuzja dwóch koncernów jest konieczna, by zrealizować założenia nowego Zielonego Ładu. Obecnie bowiem:
Nie posiadamy w Polsce spółek, które mogłyby realizować transformację energetyczną.
Naszemu krajowy potrzebny jest, jak mówi, jeden silny sektor energetyczny. Zaznacza, że
Tu nie chodzi o ambicjonalne dążenie PKN Orlen, tylko o Polskę.
Indeks polskich spółek rodzinnych na giełdzie warszawskiej może się nazywać „Polska Rodzina” lub „Biało-Czerwoni”. Zwiększy to szanse tych spółek, będzie promować rodzinę i wspierać polską gospodarkę.
Eryk Łon
Po ostatnim kryzysie lat 2008–2009 nastąpił wzrost udziału przedsiębiorstw państwowych w grupie największych przedsiębiorstw. Coraz większą rolę odgrywają także fundusze majątkowe. Jesteśmy świadkami walki o własność. W Niemczech, a więc w jednej z najbardziej potężnych gospodarek świata, podejmowane są działania mające na celu obronę rodzimej własności. Niemiecki rząd przeznacza miliardy na ratowanie prywatnych firm, zmieniając prawo i zakazując przejmowania firm przez obcy kapitał. Niemcy obawiają się, że mocno przecenione akcje spółek lotniczych i samochodowych są łakomym kąskiem dla chińskich państwowych funduszy majątkowych, które będą chciały je kupić. Parę dni temu premier Bawarii Markus Söder stanowczo domagał się zakazania przejęć niemieckich firm przez inwestorów zagranicznych.
Niemcy chcą zaostrzyć przepisy dotyczące kontroli inwestycji zagranicznych w kraju. Chodzi o to, aby chronić niemieckie firmy przed „wrogim przejęciem” przez inwestorów spoza Unii Europejskiej.
Projekt nowelizacji ustawy o stosunkach gospodarczych z zagranicą ma być omawiany na posiedzeniu niemieckiego rządu w najbliższych dniach. Proponowane zmiany przewidują m.in., że wymagające zgłoszenia transakcje przejęcia w obszarze krytycznej infrastruktury oraz cywilnych sektorów bezpieczeństwa w Niemczech będą mogły być uznawane za nieważne tak długo, aż cała transakcja zostanie sprawdzona i zakwalifikowana jako dopuszczalna. (…)
Z wielkim zadowoleniem przyjąłem wiadomość, iż polski rząd zamierza bronić polskich spółek przed wrogimi przejęciami w dobie koronawirusa. Minister Marlena Maląg i wicepremier Jadwiga Emilewicz na konferencji polskiego rządu zapowiedziały program, który ma utrudnić wykup polskich spółek przez podmioty zagraniczne. Wicepremier Jadwiga Emilewicz powiedziała, iż należy zadbać o to, „by polskie firmy, które były z mozołem budowane przez 30 lat, nie stały się tanim łupem w tej trudnej sytuacji. Nie chcemy, by firmy z polskim kapitałem były dziś przejmowane w łatwy sposób, ponieważ ich giełdowa wycena jest bardzo niska”.
Polski rząd ma plan obrony polskich spółek przed „wrogimi przejęciami”. Zamierza skorzystać z rozwiązań przyjętych w Niemczech.
Zgodnie z rozwiązaniami niemieckimi, przejęcie przedsiębiorstwa objętego ochroną będzie mogło zostać zablokowane przez rząd. W naszym przypadku można wykorzystać ustawę o spółkach o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa polskiego państwa. Na podstawie tej ustawy polski rząd chce zwiększyć zakres spółek, których nie będzie można przejąć w sposób prosty i łatwy. (…)
Wielokrotnie w swych wypowiedziach zwracałem uwagę na potrzebę likwidacji tzw. podatku Belki. Likwidacja tego podatku zwiększyłaby zainteresowanie naszych rodaków inwestowaniem na polskim rynku kapitałowym. Niskie stopy procentowe będą się prawdopodobnie utrzymywać w Polsce jeszcze przez dłuższy czas. Likwidacja podatku Belki byłaby korzystna dla inwestorów i dla spółek. Jak pokazuje doświadczenie, stopy zwrotu z inwestycji na rynku akcji są w dłuższym okresie wyższe niż stopy zwrotu z obligacji skarbowych, obligacji korporacyjnych czy lokat terminowych. Ponadto nasze polskie spółki miałyby większe szanse finansować swoje przyszłe przedsięwzięcia inwestycyjne, co byłoby kołem zamachowym wzrostu gospodarczego w polskiej gospodarce.
Uważam, że warto utworzyć na giełdzie warszawskiej indeks polskich spółek rodzinnych. Jak zauważa Rafał Konieczny, kursy akcji firm rodzinnych w innych krajach zachowują się na giełdzie bardzo korzystnie dla inwestorów. Często nawet lepiej od głównych indeksów giełdowych.
Z jego badań prowadzonych w latach 2005–2015 wynikało, iż spółki rodzinne dały inwestorom wyższe o 4,5% stopy zwrotu aniżeli indeks grupujący wszystkie spółki. Agencja Grant Thornton prowadziła dwa lata temu badania obejmujące lata 2012–2016 na naszym rodzimym rynku. Okazało się, że stopa zwrotu z 10 największych polskich spółek rodzinnych była bardzo korzystna i wyniosła w tym okresie 31,7%. W tym samym czasie WIG20 spadł o 16,5%. Badania dowodzą więc, że występuje potencjał do tworzenia indeksów spółek rodzinnych. Trzeba zatem jak najszybciej naprawić to zaniedbanie w naszym kraju. Na Zachodzie są tworzone tego typu indeksy. Te działania promują rodzinę i dlatego u nas także warto to zrobić. Szczególnie może to być korzystne dla naszej gospodarki w obecnej sytuacji – w dobie epidemii koronawirusa, kiedy polskie spółki rodzinne przechodzą trudne chwile.
Taki indeks polskich spółek rodzinnych na giełdzie warszawskiej może się nazywać np. „Polska Rodzina” lub „Biało-Czerwoni”. Zwiększy to szansę na zainteresowanie inwestowaniem na polskiej giełdzie w indeksy tych spółek.
Dr hab. Eryk Łon jest profesorem nadzwyczajnym UEP i członkiem Rady Polityki Pieniężnej.
Cały artykuł Eryka Łona pt. „Warto bronić polskiej własności w dobie koronawirusa” znajduje się na s. 1 i 5 majowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 71/2020.
Do odwołania ograniczeń związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, „Kurier WNET” będzie można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Marek Goliszewski o sztuczce księgowej polskiego rządu, trudnościach Polski i Niemiec w uzyskaniu zgody KE na pomoc finansową dla dużych firm oraz recesji, jaka nas czeka.
Marek Goliszewski zdradza, jak przedsiębiorcy odebrali kolejne rządowe tarcze. Najbardziej zadowoleni są z tarczy finansowej. Wskazują oni, że dokumentacja jest prosta, a pieniądze dostaje się naprawdę szybko. Gość audycji „Wszystko o tarczy antykrysowej” zauważa, że tarcza antykryzysowa przygotowywana była razem z BCC. To ostatnie nie miało jednak wpływu na przepisy wykonawcze do niej uchwalone. Tymczasem przedsiębiorcy spotykają się w ramach tego rozwiązania z problemami biurokratycznymi, a czas oczekiwania jest często zbyt długi.
Prezes BCC zwraca uwagę, że tarcza finansowa nie świadczy uslug dla firm dużych co wiąże się z unijnymi przepisami odnośnie pomocy publicznej. Apel do Ursuli von der Leyen wystosowałą wraz z innymi organizacjami BCC.
Te pieniądze powinny iść do Banku Gospodarstwa Krajowego nie z Polskiego Funduszu Rozwoju, bo to jest niezgodne z zasadami Eurostatu i zasadami rozliczania europejskiego długu publicznego i sektora finansów publicznych.
Powodem, dla którego Komisja Europejska zwleka z decyzją, choć według premiera miała to być tylko formalność może być sposób w jaki rzeczone 25 mln zł są przekazywane. Nasz gość wyjaśnia, że gdyby pieniądze szły tak jak powinny z BGK, to wliczane byłyby do długu publicznego. Tymczasem
Polski rząd nie chciał powiększać polskiego długu publicznego, dlatego sięgnął po Polski Fundusz Rozwoju. Jest to pewien manewr księgowy polskiego rządu.
Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego wskazuje przy tym, że zabieg polskiego rządu, może nie być wyłączną przyczyną zwlekania KE. Podobne problemy mają bowiem także nasi zachodni sąsiedzi:
Angela Merkel ma podobny kłopot, Unia nie chce pozwolić Niemcom na uruchomienie niemieckiej tarczy antykryzysowej dla dużych firm.
Sądzi, że w związku z tym niemiecka kanclerz i polski premier powinni wspólnie wystąpić z wezwaniem do KE, by pośpieszyła się z decyzją.
Jak dotąd ze wszystkich trzech, a teraz już czterech rządowych tarcz skorzystało łącznie 37 tys. przedsiębiorców. Jest to, jak mówi nasz gość, niemało, ale też pokazuje, że beneficjentów proponowanych rozwiązań mogłoby być jeszcze więcej. Obecna liczba wynika z trudności w korzystaniu z tarczy antykryzysowej:
Jedni urzędnicy pomagają wypełnić kwity, natomiast inni odsyłają do kolejnych poprawek. Tego jest naprawdę sporo.
Goliszewski wskazuje, że plusem obecnych opóźnień w wydawaniu środków z tarczy może być to, iż zostaną one na później, gdy sytuacja będzie jeszcze gorsza. Wskaźniki bowiem nie są dobre – czeka nas recesja wynosząca -4% PKB. Złą sytuację przewiduje się również w Niemczech (-6%) i w USA (-9%).
Jakub Woziński o wyścigu koncernów farmaceutycznych po szczepionkę na SARS-CoV-2, leku na Covid-19 oraz o tym, na jakich lekach najbardziej zarabiają firmy.
Jakub Woziński stwierdza, że obecna sytuacja „napędza zyski wielu firmom, w USA”. Przemysł farmaceutyczny dotychczas pracował nad lekiem koronawirusa na podstawie ustawodawstwa o lekach sierocych. Definiowane są one jako lekarstwa na choroby, na które choruje nie więcej niż 200 tys. osób rocznie. W oparciu o te przepisy na początki epidemii pozwolono firmom farmaceutyczne na pracę nad lekiem na Covid-19. Obecnie jest już sto tys. ofiar tej choroby w USA. W związku z tym
Jeden z wielkich podmiotów musiał zrezygnować i rozwijać Remdesiwir według normalnych zasad.
Dziennikarz zauważa, że to leki na choroby przewlekłe, nie szczepionki są najbardziej dochodowe dla firm farmaceutycznych. Ludzie bowiem szczepią się jedną szczepionką zazwyczaj tylko raz, a leki na choroby przewlekłe trzeba przyjmować regularnie.
W latach 40. próbowano w Stanach Zjednoczonych opracowano penicylinę. Kilkanaście firm załapało się na program dotacji.
Woziński mówi także o tym, jak amerykańskie firmy farmaceutyczne przejęły kontrolę nad rynkiem. Są one niczym swego rodzaju „kartel”. W czasie szerzenia się świńskiej grypy naciskały one na rząd amerykański na rzecz korzystnych dla siebie rozwiązań. Gość Poranka Wnet przypuszcza, że obecnie największe koncerny farmaceutyczne też będą chciały ugrać jak najwięcej dla siebie na programie masowych szczepień na koronawirusa, który zapowiedział prezydent Donald Trump.
Krzysztof Tytko o niszczeniu polskiego górnictwa przez kolejne rządy- imporcie węgla z zagranicy i zamykaniu dochodowych kopalń; błędach ministra Tchórzewskiego oraz o tym, jak Covid-19 „współpracuje”
Import zwiększył się o 10 mln ton. […] Zlikwidowano najbardziej rentowne kopalnie.
Krzysztof Tytko opowiada, że od 30 lat trwa restrukturyzacja górnictwa. Ponad 30 mld zł kosztowały dotychczasowe programy poświęcone temu celowi, z których, jak mówi, żaden nie wyszedł. Wskazuje na zmniejszenie mocy produkcyjnej.
To jest coś pięknego, jak koronawirus współpracuje z polskim rządem.
Były dyrektor kopalni Czeczot zauważa, że koronawirus zaatakował najbardziej dochodową kopalnię. Twierdzi, że każdy rząd dąży do upadku górnictwa. Podkreśla, że miliardy strat są spowodowane likwidacją dochodowych kopalń i niekupowaniem polskiego węgla.
Koszty wzrastają wraz z głębokością, ale przychody są jeszcze większe.
Tytko polemizuje z twierdzeniem, że wydobycie polskiego węgla jest coraz mniej opłacalne, gdyż trzeba go wydobywać z coraz większych głębokości. Zarzuca Krzysztofowi Tchórzewskiemu brak dobrej polityki w zakresie energetyki:
Przez 5 lat nie ma zatwierdzonej polityki surowcowej państwa. To konkurs, jak nie zarządzać polską gospodarką.
Krytykuje forsowaną przez niego budowę elektrowni węglowej Ostrołęka. Zauważa, że „brat pana Tchórzewskiego importuje węgiel i zarabia na tym”.
Na razie nie widać, by przypominano sobie, czym mogłoby być dla kraju nasze morze, 500 km wybrzeża, wspaniałe porty i jeszcze niedawne tradycje. A gdzie są statki? Zapytajcie Tuska, Lewandowskiego.
Stefan Truszczyński
Kapitan Żeglugi Wielkiej Jerzy Nierojewski prowadził statki w konwojach atlantyckich w czasie II wojny światowej. Pod pokładem, w maszynach jednostek płynących z pomocą Europie, dowodził cheef mechanik, góral z Podkarpacia, Mieczysław Kołodziej. Przetrwali. Całe życie zawodowe, marynarskie, poświęcili potem pracy w Polskich Liniach Oceanicznych, których macierzystym portem była Gdynia, a polem działania przez kilkadziesiąt lat – cały świat.
Stopniowo budowano firmę. Już w 1965 roku (wtedy robiono te zdjęcia) miała ponad 80 jednostek – drobnicowców, masowców, dużych jak na owe czasy, od kilku do kilkunastu tysięcy DWT, a ćwierć wieku później PLO podwoiły stan posiadania. Dziś firma się nie liczy! Nie ma już statków pod polską banderą.
Setki oficerów, jak Nierojewski, Kołodziej i mój ojciec, tysiące marynarzy Polskiej Floty Handlowej spoczywają na cmentarzach Gdyni, Gdańska, Sopotu. Oni pytają, choć nikt nie słyszy ich głosu rozgoryczenia: kto to wszystko utopił, sprzedał za bezcen, unicestwił? (…)
Obcy armatorzy dostali za darmo najpierw flotę, a potem ludzi. Jaki kraj, jacy głupi ludzie nim rządzący tak postępują?
Pasażerowie
PLO-wskie statki to także miejsca pasażerskie. „Batory” – najpiękniejszy, zbudowany przed wojną we Włoszech, a potem „Stefan Batory”, odkupiony jako „MASDAM” od Holendrów. Łza się w oku kręci. To wielka historia, kontynuacja przedwojennych transatlantyków. W Muzeum Emigracji w Gdyni jest wielki model „Batorego”, zdjęcia, filmy, pamiątki po innych statkach PLO. Chwała prezydentowi miasta Wojciechowi Szczurkowi za ten najbardziej gdyński z wszystkiego, co gdyńskie, obiekt. Nie ma już Dworca Morskiego, pozostała jednak namiastka.
Pasażerowie, amatorzy niezapomnianych podróży morskich, mogli też korzystać z kabin pasażerskich na prawie wszystkich jednostkach PLO. Rezerwowali tam miejsca ludzie z wielu krajów. Z reguły kto raz odbył rejs, a był dla załogi zawsze gościem specjalnym, wracał po wielokroć. Pływali też pisarze, artyści. Podróż handlowym statkiem PLO, wielomiesięczna często, to było coś zupełnie niezwykłego. Firma zarabiała dodatkowo, wspomnienia, książki pozostawały.
Tego wszystkiego już nie ma. Zniszczono piękny owoc trudu bardzo wielu ludzi morza i morskiego zaplecza. Pozostał ogryzek.
Statki
Budowane, kupowane – flota była stale modernizowana, nowoczesna. Po polskich seriach – między innymi dziesięciotysięczników – pojawiły się olbrzymy. Ludzie, którzy prowadzili je po morzach i oceanach, to była kadra o najwyższych kwalifikacjach. Polska flota handlowa była bezpieczna. Taką miała opinię.
Dziś jest kilka szkół (nawet akademii!) morskich. Są znakomite szkoły prywatne i studenci z wielu krajów. Tylko statków polskich już prawie nie ma.
Nowa dyrektor Polskich Linii Oceanicznych dobrze rokuje. To Pani Dorota Arciszewska, była waleczna posłanka. Toczyła głośne boje z niemiecką uzurpatorką. Przegrała, bo nie dostała odpowiedniej pomocy ze strony państwa, które dzielnie reprezentowała. W ostatnich wyborach parlamentarnych koledzy z PiS zepchnęli ją na dalszą pozycję. Teraz jest menedżerem zniszczonego zakładu. Wielki PLO-wski budynek przy 10 Lutego, ulicy reprezentacyjnej, zajęli inni. Dyrekcja PLO urzęduje w Domu Marynarza, hotelu, wprawdzie ładnym i zasłużonym, a nawet leżącym przy ulicy Piłsudskiego – ale w porównaniu z tym, gdzie była poprzednio, to degradacja. Czy Pani Arciszewska, nosząca zobowiązujące historycznie nazwisko, córka Kapitana Żeglugi Wielkiej, da radę obojętności naszych decydentów w sprawach morza? Zobaczymy. Na razie nie widać – poza pustym gadaniem, obietnicami – by przypominano sobie, czym mogłoby być dla kraju nasze morze, 500 kilometrów wybrzeża, wspaniałe porty, no i nie tak dawne jeszcze tradycje. Ale gdzie te statki? Zapytajcie Tuska, Lewandowskiego.
Cały artykuł Stefana Truszczyńskiego pt. „Kto utopił PLO?” znajduje się na s. 16 majowego „Kuriera WNET” nr 71/2020.
Do odwołania ograniczeń związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, „Kurier WNET” będzie można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Media będące w rękach finansistów i nie mniej od nich uzależnieni przedstawiciele państwa uprawiają ogłupiającą i zwodniczą retorykę, z niewiarygodnym cynizmem maskując zamach na ludzkie życie.
Bernard Mégeais
Unia Europejska, rzeczniczka neoliberalizmu i globalizacji, likwidatorka państwa opiekuńczego lansująca prywatyzację usług publicznych, przeciwniczka istnienia narodów i ich suwerenności – stanęła w obliczu próby, na którą wystawia ją pandemia koronawirusa. Ta sama Unia, której komisja, w latach 2011–2018, 63 razy zalecała państwom członkowskim ograniczenie wydatków na ochronę zdrowia, z alternatywą jej prywatyzacji.
Włochy, pierwsza europejska ofiara pandemii, to przykład konsekwencji takiej polityki. W „uczelni postępu”, zwanej strefą euro, Italia to „dobry uczeń”. Stąd niedoinwestowanie włoskiego sektora publicznego, prowadzące do jego degradacji. Bruksela nieustannie zaleca Rzymowi politykę oszczędności, którą przywódcy państwa gorliwie stosują, co umożliwia spłacanie długów, ale już nie poprawę poziomu życia obywateli. Jak zauważył włoski filozof Diego Fusaro, „Powiedziano nam, że granice powinny zostać zniesione. Prywatne jest lepsze niż publiczne. Państwo jest złe. Szpitale należy zamknąć z przyczyn ekonomicznych itp., itd. Tymczasem do obnażenia fałszu neoliberalizmu wystarczył wirus”. Teraz Włosi odczuwają skutki oszczędzania na ochronie zdrowia. Tamtejsi lekarze mówią, że z braku środków w pierwszej kolejności ratują pacjentów mających największe szanse przeżycia, co oznacza pozostawienie innych ich własnemu losowi.
We Francji nie jest lepiej. Rozprzestrzenianie się epidemii wywołuje takie same reakcje, jak we Włoszech. Nowy dekret zezwala na eutanazję w domach spokojnej starości.
Ponadto z powodu najnowszych reform gospodarczych pracownicy są bardziej podatni na zagrożenia, a reforma ubezpieczenia od bezrobocia spowodowała obniżenie świadczeń.
Grecy, którzy są już i tak na granicy wytrzymałości, muszą dodatkowo zmagać się z pandemią. Gospodarka grecka jest w ruinie, głównie z powodu odmowy ze strony Angeli Merkel rozłożenia na raty spłaty zadłużenia, na czym Niemcy zarobiły 2,9 miliarda euro. To jest tzw. europejska solidarność? (…)
Szwajcaria jest jednym z krajów europejskich, w które epidemia uderzyła najmocniej, a liczba osób zainfekowanych koronawirusem w stosunku do populacji kraju jest największa. Wśród chorych znalazło się 61% mężczyzn i 39% kobiet. Przy 13% zakażonych bez chorób towarzyszących i 87% z co najmniej jedną taką chorobą, dotychczasowa liczba zgonów osiągnęła 1000. [Uwzględniając fakt, że Polska liczy 4,25 razy więcej ludności niż Szwajcaria, na 20 kwietnia mielibyśmy w naszym kraju ok 4300 ofiar pandemii, zamiast 390. Przyp. tłumacza.] W reakcji na epidemię władze polityczne zdobyły się tylko na ograniczenie praw personelu szpitalnego. Rada Federalna, bez negocjacji ze stroną społeczną, zawiesiła przepisy dotyczące wymiaru czasu pracy i wypoczynku w tym sektorze.
Skuszeni hasłami powszechnego ubezpieczenia i wolnej konkurencji, szwajcarscy wyborcy głosowali na system opieki zdrowotnej realizowany przez prywatnych ubezpieczycieli, z których każdy ma przecież zarząd i akcjonariuszy.
(…) Desperacko szukając oszczędności na ubezpieczeniach, Szwajcarzy wybierają tanie opcje, które nie przewidują zwrotu kosztów leczenia poniżej 2500 CHF. Powoduje to ograniczanie wizyt u lekarza do sytuacji najcięższych przypadłości. W efekcie braku prewencji we wczesnych stadiach chorób, przechodzą one w ciężkie i niebezpieczne dla życia. To w rezultacie podnosi koszty leczenia i, paradoksalnie, tracą na tym obie strony. (…)
System ultraliberalny to autor upadku świata, w którym brakuje nawet maseczek i łóżek szpitalnych, a wszystkie działania traktuje się w kategoriach kosztów, które przecież można obniżać. Ten sam system, nawołując do ograniczenia roli państwa, sprawił, że wspólne pieniądze trafiają do najbogatszych, do międzynarodowych korporacji i potężnych firm. W rezultacie zasoby publiczne służą dalszemu bogaceniu się ich szefów, którzy będą spekulować akcjami własnych spółek, sprzedając je, a następnie odkupując po niższej cenie.
Stanęliśmy w wobec faktu, że na Zachodzie, w obliczu wciąż ustępującego państwa, wszechpotężne mocarstwo wielkiej finansjery zdobywa panowanie nad tym, co ludzkość ma najcenniejszego
– nad zdrowiem i całym sektorem z nim związanym, w tym procesami produkcyjnymi – tworzącymi wartość dodaną świata ochrony zdrowia (lekarstwa, systemy szpitali publicznych, sprzęt itp.). Teraz ponosimy bolesne konsekwencje tego procesu. By plan się powiódł, media będące w rękach finansistów i nie mniej od nich uzależnieni przedstawiciele państwa uprawiają codzienną, ogłupiającą i zwodniczą retorykę, z niewiarygodnym cynizmem maskując zamach na ludzkie życie.
Ogłupiała istota ludzka staje się bezwartościowa. W imię tzw. postępu wkroczyliśmy w następny etap uprawiania praktyk, którym wcześniej powiedzieliśmy: „nigdy więcej”. Eugenika i eutanazja z powodu wieku lub przewlekłych chorób, braku personelu pielęgniarskiego i sprzętu medycznego to konsekwencje neoliberalnych oszczędności.
Cały artykuł Bernarda Mégeais pt. „Unia Europejska w obliczu próby” znajduje się na s. 15 majowego „Kuriera WNET” nr 71/2020.
Do odwołania ograniczeń związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, „Kurier WNET” będzie można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Olga Semeniuk o mechanizmie ochrony polskich przedsiębiorców przed wykupem przez obcy kapitał, IV etapie odmrożenia gospodarki i przygotowaniach do niego- wytycznych MR dla firm.
Olga Semeniuk zaznacza, że Ministerstwo Rozwoju wyciąga wnioski z obserwacji sytuacji w innych krajach:
To narzędzie zostało stworzone […] przede wszystkim w ochronie polskich przedsiębiorców, tak aby nasz polski dobytek, po prostu nie dotąd sprzedany tak naprawdę za bezcen i wykupiony przez kraje spoza Unii Europejskiej.
Przedsiębiorcy, którzy mają propozycje wykupu z innych państw, a nie mają możliwości sami zapewnić płynności swoim firmom mogą zgłaszać się na infolinię Ministerstwa Rozwoju. Wiceminister rozwoju mówi o kolejnych ułatwieniach dla przedsiębiorców, jakie zawarte mają być kolejnym pakiecie ustaw:
Tutaj mówimy oczywiście o łatwiejszym dostępie do wakacji kredytowych dla tych którzy po 13 marca stracili źródło utrzymania.
Zdradza, że kolejnego, IV etapu odmrożenia gospodarki możemy oczekiwać między 1 a 15 czerwca. Ministerstwo Rozwoju przygotowuje, jak mówi, 40 zaleceń protokołu bezpieczeństwa dla poszczególnych branż. Semeniuk wraz wicepremier Jadwigą Emilewicz odbyła spotkania z przedstawicielami centrów rozrywki, spotkań biznesowych. Rozmawiała również z właścicielami salonów kosmetycznych i tatuażu. Regulacje obejmą także organizację wesel:
Oczywiście mówimy o ograniczeniu liczby osób przebywających na weselu.
Rozmówczyni Łukasza Jankowskiego stwierdza, że początkowo miało to być 50 osób, ale pracuje nad zwiększeniem limitu do stu. Mówi także o wsparciu dla samorządów. Przewiduje się podwojenie udziału powiatów i miast na prawach powiatu w dochodach z nieruchomości Skarbu Państwa. Podkreśla, że
Już ponad 42 miliardy złotych znajduje się na kontach przedsiębiorców obu tarcz.
Bartosz Paszcza o miliardowej inwestycji Microsoftu w Polsce, tym, jaką szanse daje to polskim firmom oraz o kwestii ochrony danych wrażliwych przechowywanych w chmurze.
Polskie firmy bardzo mało korzystają z usług chmurowych.
Bartosz Paszcza podejmuje temat inwestycji Microsoft w Polsce, która wyniesie ponad miliard dolarów. Firma wybuduje w Polsce centrum danych i wchodzi w partnerstwo z Operatorem Chmury Krajowej.
W interesie Polski jest, aby firmy korzystały z usług chmurowych […] Pomaga to optymalizować pracę.
Zauważa, że „bardzo dużo o nie zawsze pozytywnej roli gigantów technologicznych”. Zarzuca się im tłumienie rozwoju mniejszych podmiotów. Członek Klubu Jagiellońskiego zauważa, że
Dla Microsoftu Polska jest ciekawym rynkiem. Mają swoją chmurę.
Odnosi się do problemu ochrony danych osobowych przed wykradnięciem. Podkreśla, że obowiązuje RODO, a „dane osobowe nie mogą być w prosty sposób otwierane”. Złamanie zasad prywatności byłoby wielkim ciosem dla firmy korzystającej z chmury.
Świat wirtualny rządzi się własnymi dziwnymi prawami.
Paszcza przyznaje, iż „procesy wobec dużych spółek się toczą”. Dotyczą one jednak „raczej błędów, a nie świadomego podbierania danych dla innych firm”.