Wizyta prezydenta w USA jest nie potrzebna, a obce wojska na terytorium Polski to zły pomysł, twierdzi Stanisław Żółtek, kandydat na prezydenta RP, prezes Kongresu Nowej Prawicy.
Stanisław Żółtek nie widzi powodów, dla których Andrzej Duda miałby jechać do USA. Według niego nie ma tematów wartych omówienia. Nie potrzebna jest nam technologia do elektrowni atomowej. Przypomina, że ta ostatnia „budowana jest już z 10 lat”. Tymczasem
Wydaliśmy sześćset kilkadziesiąt milionów i jeszcze terenu nie ma wskazanego. Było oświadczenie zarządu trzy, cztery dni temu, że za pięć lat zaczną może myśleć o budowie.
Nie potrzebne są nam też – według prezesa Kongresu Nowej Prawicy– wojska USA, a w szczególności broń atomowa. Zauważa, że
Broń atomowa odstrasza, tylko jest pytanie, dlaczego Stany Zjednoczone tą broń atomową ze swojego terytorium usuwają i trzymają w innych krajach. Wiedzą, że jeżeli przyjdzie do małej wojenki, testu jakiegoś to lepiej na innym terytorium. Tak, żeby nie była to wojna światowa, tylko lokalna próba na małym terenie. Na przykład na terytorium Polski.
Gość „Poranka WNET” na pytanie, na kogo będzie głosował w II turze, stwierdza, że to zależy, kto do niej wejdzie. Jak mówi „najbardziej znam i najbardziej lubię prezydenta Dudę”. Nie będzie na niego jednak głosował, gdyż uważa, że „bardzo źle jest, jak prezydent jest uległy władzy wykonawczej”:
Choćby był moim ojcem to nie zagłosuje, bo ja chcę głosować na kandydata na prezydenta, nie na jego zaplecze, nie na pana Kaczyńskiego. […] On [Andrzej Duda red.] nie pełni funkcji prezydenta. Głos na niego oddany jest głosem na pana Kaczyńskiego.
Kandydat na Prezydenta RP podkreśla, że ten kto sprawuje to stanowisko nie może słuchać się we wszystkim szeregowego posła, gdyż wtedy staje się prezydentem Polski tylko z nazwy.
Oszczędzanie w innych , niż Pracownicze Plany Kapitałowe, podmiotach, np. w bankach, jest zdecydowanie mniej opłacalne – mówi szef portalu PPK.
Robert Zapotoczny mówi o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Informuje, że w związku z pandemią koronawirusa przesunięte zostały terminy dopełnienia formalności związanych z PPK.
Tłumaczy, czym one są i dlaczego warto wybrać ten jeden z obowiązkowych pakietów świadczeń pracowniczych.
Pieniądze w ramach PPK są gromadzone na naszym prywatnym koncie, i mogą być w całości wypłacone po 60 roku życia.
Jak dodaje szef portalu PPK:
Oszczędzanie w innych podmiotach, np. w bankach, jest zdecydowanie mniej opłacalne.
Według Roberta Zapotocznego wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych jest niezbędną kontynuacją reformy emerytalnej sprzed 2o lat.
Możliwość inwestowania w PPK jest dużo większa niż wcześniej w Powszechnych Towarzystwach Emerytalnych.
Nasz gość podkreśla, że każdy z nas powinien oszczędzać, abyśmy byli majętni.
Polska jest jednym z większych krajów, i zasługuje na to, by mieć bogatych obywateli.
„Jest to zmiana korzystna dla biznesu i oczekiwana przez przedsiębiorców, a także pozytywna dla konsumentów”. Wiceminister finansów poinformował o przesuniętej z kwietnia zmianie stawek podatku VAT.
Niższy VAT niż dotychczas (z 8 na 5%) obowiązywać ma w przypadku: produktów dla niemowląt, zup i żywności dietetycznej oraz owoców tropikalnych.
Wyższy podatek od towarów i usług zapłacimy za ośmiorniczki i inne skorupiaki (wzrost z 5 do 23%) oraz (z 8 do 23%) za drewno opałowe i lód spożywczy.
Pierwotnie nowe stawki miały wejść już 1 kwietnia, ale z powodu epidemii ich wprowadzenie przesunięto o trzy miesiące. Jak przekonuje podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Jan Sarnowski:
Generalnie stawki spadną, co oznacza, że rocznie w kieszeniach konsumentów zostanie ponad 300 mln zł.
Nowa matryca VAT ma ułatwić przypisanie danym produktom określonej stawki. Dzięki systemowi „Wiążącej Informacji Stawkowej” ma mieć możliwość uzyskania informacji o prawidłowym przyporządkowaniu stawki. Jak podkreśla Sarnowski:
To ważne zwłaszcza czasach niepewności związanej z pandemią COVID-19, jak obecnie. Wprowadza stabilizację w życiu gospodarczym.
O czym będą rozmawiać prezydenci Polski i USA? Komu zaraża Nord Stream II? Co oznacza rozbudowa gazoportu w Gdańsku? Piotr Naimski o wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie.
Piotr Naimski mówi, że nie będzie go na spotkaniu, które odbędzie się 24 czerwca, gdyż ze względów technicznych delegacja towarzysząca prezydentowi Polski jest bardzo mała, ledwie pięcioosobowa.
Zostałem poproszony o pomoc w przygotowania do wizyty. Dialog polsko-amerykański trwa już dość długo, a kwestie energetyczne są ważne w relacji obu państw.
Podkreśla, że jest to ważny punkt, który wpisuje się w dobre stosunki polsko-amerykańskie. Wskazuje, że jest to kolejne spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem Donaldem Trumpem. Obie głowy państw omawiać będą ważne kwestie „w sposób przyjacielski i sojuszniczy”, w czym nasz gość widzi zasługę Andrzeja Dudy. Dodaje, że
To pokazuje miejsce, w którym jest Polska w tym całym transatlantyckim świecie. To jest ważne miejsce.
Sekretarz stanu w KPRM informuje, że rozbudowa gazoportu w Gdańsku ma być ukończona do końca 2021 r. Pozwoli ona na sprowadzanie o połowę więcej skroplonego gazu niż obecnie. Na pytanie, czy oznacza to nastawienie się naszego kraju na jego dalszy eksport wyjaśnia, że
Zużycie gazu w Polsce rośnie i będzie rosnąć. Oddanie pływającego gazoportu w Gdańsku pozwoli na przesłanie gazu na rynek środkowoeuropejski. W Polskich gazoportach będzie można przyjąć gaz także ze Stanów Zjednoczonych.
Gaz docierający do Polski będzie można przesłać dalej do takich krajów jak Węgry, Słowacja, czy Ukraina. Dr Naimski odnosi się do budowy Nordstream II. Stwierdza, że ta kwestia wykracza poza gospodarkę i „podważa solidarność sojuszniczą” między Niemcami, a innymi członkami NATO. Zauważa, że wobec amerykańskich sankcji:
Mamy sytuację, w której inwestorzy są w coraz trudniejszej sytuacji. Im bardziej problematyczna jest inwestycja rosyjsko-niemiecka, tym lepiej dla naszej polityki.
Współpracę rosyjsko-niemiecką w tej mierze dr Naimski ocenia jako „działanie groźne dla zachodniego świata”, będące wbrew interesom nie tylko Polski, ale i samych Niemiec. Dodaje, że
Będzie trzeba przedyskutować zasady działania w Sojuszu Północnoatlantyckim. Jest w naszym interesie, by w Polsce amerykańskie wojska stacjonowały i wzmacniały realnie bezpieczeństwo flanki wschodniej NATO.
USA i UK oraz inne kraje działają na rzecz wzmocnienia siły Paktu w krajach bałtyckich, Polsce, czy Rumunii. Rozmówca Łukasza Jankowskiego odnosi się także do programu kandydata KO na Prezydenta RP:
Trudno mówić o planach Rafała Trzaskowskiego – kandydata , który ich nigdy publicznie nie sformułował.
Powoli wracamy do normalności gospodarczej – ocenia ekspert Rady Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa.
Kamil Goral komentuje sygnały o tym, że skala kryzysu w Polsce jest mniejsza niż oczekiwano;
Dane wskazują na przełom. Wracamy do normalności.
ekspert wyraża nadzieję, że zapaść stanie się impulsem do odbiurokratyzowania gospodarki i ujednolicenia prawa dla przedsiębiorców.
Dzisiaj stabilność jest potrzebna jak nigdy.
Rozmówca Łukasza Jankowskiego wskazuje, że najistotniejszym elementem działań jest tarcza PFR. Mówi, że na dłużej powinno pozostać usprawnienie zwrotu VAT, oraz że należy pogłębić cyfryzację urzędów, która w ostatnich tygodniach mocno przyspieszyła.
To jest dobry kierunek, aby przedsiębiorcy nie spędzali wielu godzin w kolejkach do urzędów, tylko mogli załatwiać sprawy z domu, jednym kliknięciem.
Ekspert ocenia, że władze dobrze współpracowały w dobie rozpoczynającego się kryzysu. Wskazuje, że nie wszystkie branże po równo odczuwają skutki kryzysu, a pomoc powinna być kierowana przede wszystkim do tych najbardziej poszkodowanych, zwłaszcza do sektora turystycznego.
Programy rządowe nie są z gumy, już teraz trzeba pomyśleć o tym, jak utrzymać stabilność finansów publicznych.
Po 100 latach obecności na Ziemi tworzyw sztucznych znajdywane są one nawet na biegunach, obecne są w stratosferze, w opadach atmosferycznych, w organizmach morskich, lądowych, w tym w tkankach ludzi.
Jacek Musiał, Karol Musiał, Michał Musiał
Tworzywa sztuczne a środowisko
Ten artykuł nie ma na celu potępienia plastików. Tworzywa sztuczne to materiały cechujące się unikalnymi właściwościami i łatwością obróbki. Inne surowce: metale, drewno i ceramika również wnoszą negatywny wkład do środowiska. Postulowane przez ekologistów wycofanie tworzyw, które przecież trzeba by czymś zastąpić, może spowodować znacznie większe szkody.
Tworzywa sztuczne, popularnie zwane plastikiem, to najczęściej polimery uzyskiwane z ropy naftowej, gazu ziemnego lub gazu syntezowego w dziale przemysłu chemicznego, zwanym wielką syntezą, i w większości są pochodnymi węglowodorów. Część tych związków chemicznych spotykana jest naturalnie w przyrodzie, choć w znikomych ilościach. Obok metali, drewna i ceramiki, tworzywa sztuczne są podstawowym i tanim surowcem z wielorakimi zastosowaniami.
Jak się szacuje, do dnia dzisiejszego na świecie wyprodukowano około 10 mld ton tworzyw sztucznych. Z czasem wszystkie materiały i przedmioty z tworzyw sztucznych ulegają zużyciu technicznemu lub tzw. moralnemu i trafiają na wysypiska. Z uwagi na niezbyt dużą gęstość (masę właściwą), a szczególnie tzw. gęstość nasypową tworzyw sztucznych (proszę sobie wyobrazić w tym miejscu górę nawet sprasowanych butelek lub innych opakowań z tworzyw sztucznych), są one niezwykle dokuczliwe na wysypiskach śmieci. Drugim problemem, jaki stwarzają masowo produkowane tworzywa, są zanieczyszczenia pyłowe (mikroplastik) oraz uwalniane do atmosfery gazowe produkty ich rozpadu. Dokonuje się to podczas celowego ich spalania w instalacjach bądź na wysypiskach jako zdarzenie niezamierzone lub przestępcze. Z jednej strony do poważnych szkód ekologicznych prowadzi utylizacja tworzyw sztucznych. Z drugiej strony, począwszy od etapu wydobycia gazu ziemnego lub ropy naftowej do uformowania ostatecznej, plastikowej rzeczy, pojawia się cały szereg innych zagrożeń, może nawet jeszcze większych. O pomijanych, niewygodnych faktach tego początkowego etapu będzie innym razem.
Zamiatanie problemu pod dywan
Eksport odpadów z tworzyw sztucznych jest klasycznym zamiataniem problemu pod dywan, choć mniejszym niż przenoszenie fabryk do innych krajów z powodu emisji CO2 (jakby ten znał granice międzypaństwowe w atmosferze).
Eksport plastikowych odpadów to albo prosty transfer tworzyw z wysypisk krajów bogatych na wysypiska krajów biednych, albo… w przypadku transportu morskiego odpady te nie zawsze docierają do oficjalnego kraju przeznaczenia, lecz znikają po drodze i stanowią cegiełkę w budowaniu tzw. wielkiej oceanicznej wyspy śmieci, obecnie już prawie 2 razy większej od Polski.
Dopiero niedawno Międzynarodowa Konwencja o Zapobieganiu Zanieczyszczaniu Morza przez statki (MARPOL, zał. V z 31.12.1988 r.) oficjalnie zakazała wyrzucania odpadów z tworzyw ze statków do morza, lecz jej przestrzeganie jest trudne do weryfikacji. Obecnie główny spływ tworzyw sztucznych w postaci makro- i mikroplastiku odbywa się rzekami. Prym wiodą rzeki azjatyckie (Chiny, Indie, Indonezja, Filipiny, Wietnam). Według szacunków Scientific American, Chiny odpowiadają za zrzut do oceanów przynajmniej 30% zanieczyszczeń plastikiem w ilości 2,5 mln ton rocznie, zaś bardziej pesymistyczne dla Chin szacunki podają, że sama Jangcy wprowadza co oceanu 2,75 mln ton, co miałoby stanowić ponad 50% tworzyw sztucznych wprowadzanych do oceanów. W Europie największymi eksporterami plastików do krajów biedniejszych w 2018 roku były Niemcy (700 tys. ton), Francja i Belgia (po ponad 400 tys. ton).
Wszechobecny mikroplastik
Najbardziej widowiskowe i rozpoznawalne społecznie są prezentacje, w których ekolodzy przedstawiają duże zwierzę morskie, np. żółwia, które zadławiło się większym kawałkiem makroplastiku. Makroplastik to tylko wierzchołek góry lodowej problemu tworzyw sztucznych w środowisku. Większym problemem są tryliony tych mniejszych, czasem niewidocznych gołym okiem fragmentów tworzyw sztucznych – mikro- i nanoplastiku. Zgodnie z przyjętą na świecie definicją, za mikroplastik uważa się fragmenty tworzyw sztucznych o arbitralnie przyjętych rozmiarach, których długość nie przekracza 5 mm. Mniejsze kawałeczki plastiku, poniżej 1 mikrometra [μm], określa się mianem nanoplastiku (gdyż wymiary jego podaje się w nanometrach [nm]).
Mikroplastiki dzieli się na pierwotne i wtórne. Pierwotne to takie, które już jako małe wprowadzane są do środowiska, na przykład w kosmetykach, pastach do zębów, jako mikrokuleczki nadające pożądane właściwości produktowi. Mikroplastiki wtórne to te, które już w środowisku powstają z procesów wietrzenia lub rozdrabniania większych kawałków. Szacuje się, że w oceanach obecnie znajduje się kilkaset tysięcy ton mikroplastiku w postaci kuleczek lub włókien, który, przypominając plankton, spożywany jest przez organizmy wodne kolejnych ogniw pokarmowych. Najważniejszym źródlem mikroplastiku w środowisku są zużywające się opony miliarda samochodów, uwalniające m.in. cząstki syntetycznego, styrenowo-butadienowego kauczuku. Źródłem podobnych cząstek jest też zużywające się obuwie noszone przez 7 miliardów ludzi na Ziemi. Drugim źródłem nieco innych drobin mikroplastiku są ścieki. Trafiają do nich włókna tkanin, obecnie często syntetycznych, oraz mikroperełki zawarte w mydłach, eksfoliantach, pastach do zębów, środkach do szorowania.
Wprawdzie oczyszczalnie wyłapują ponad 90% mikroplastiku, jednak pozostałość trafiająca do rzek i mórz jest pokaźna. Ponieważ osady z oczyszczalni wykorzystywane są do nawożenia gleb, wspomniane 90% wraz z osadami trafia na pola i stąd uwalniane jest do środowiska.
Mikroplastik wtórny uwalniany jest z legalnych i nielegalnych wysypisk śmieci, z budowli krytych farbami i zawierającymi syntetyczne żywice tynkami, z makroplastików trafiających do oceanów, w tym opakowań po środkach chemicznych. Zawiera na swoich powierzchniach zanieczyszczenia w postaci farb, smarów, resztek substancji toksycznych, np. pestycydów. W pomieszczeniach mieszkalnych stężenie mikroplastiku jest kilkadziesiąt razy większe niż poza domem. Jego źródłem jest odzież oraz fragmenty tworzyw pochodzących z procesu wietrzenia farb pokrywających ściany, meble i ze zużycia przedmiotów domowych wykonanych z tworzyw sztucznych. Należy wspomnieć, że współcześnie nie odnawia się ścian jak dawniej – warstwą wapna malarskiego, lecz pokrywa się łatwiejszymi w użyciu i trwalszymi kolorystycznie produktami syntezy chemicznej – farbami, będącymi w istocie tworzywami sztucznymi.
Nierozwiązanym i niedocenianym zagrożeniem są pyły tworzyw sztucznych. Zaledwie po 100 latach obecności na Ziemi tworzyw sztucznych znajdywane są one nawet na biegunach, obecne są w stratosferze, w organizmach morskich, lądowych, w tym w tkankach ludzi. Stwierdzane są w opadach atmosferycznych śniegu i deszczu. Pyły mikroplastiku, obok innych pyłów pochodzenia antropogenicznego, tworzą w atmosferze aerozol cząstek stałych o nieokreślonym wpływie na klimat. Podobnie też tworzą jądra kondensacji dla pary wodnej. Wpływ antropogenicznych aerozoli na pogodę, a w przypadku wieloletniego występowania – na klimat może być korzystny lub niekorzystny. Możliwe, że obserwowane pewne globalne ocieplenie, z którego dobrodziejstw korzystamy w ostatnich latach, jest właśnie skutkiem emisji pyłów przez człowieka. W sytuacji jednak, gdy połączone lobby gazu ziemnego, energetyki jądrowej i tzw. OZE, zgodnie ze starym przysłowiem: „kowal zawinił, Cygana powiesili”, wyznaczyły fikcyjnego sprawcę – dwutlenek węgla – lekceważy się wszystkie inne, bardziej prawdopodobne przyczyny globalnego ocieplenia.
Mikroplastik a zdrowie człowieka
Człowiek narażony jest na mikroplastik drogą kontaktową, pokarmową i wziewną. Przede wszystkim, stojąc na szczycie łańcucha pokarmowego, spożywa pokarmy roślinne i zwierzęce, w tym owoce morza, które wcześniej różnymi sposobami same włączyły mikroplastik w swoje organizmy. Człowiek spożywa mikroplastik zawarty w soli morskiej, ale również w pożywieniu, gdzie jego fragmenty trafiły w procesie produkcji z maszyn i opakowań. Fakt ten potwierdzono badaniami kału mieszkańców różnych krajów. Mikroplastik obecny jest w napojach w butelkach z tworzyw – powszechnie znana jest szkodliwość bisfenolu A (BPA). Woda pitna pochodząca z rurociągów wykonanych z tworzyw sztucznych, w początkowym okresie ich użytkowania również zawiera pewne ilości drobin tworzyw sztucznych.
Większe zagrożenie dla człowieka stanowi mikroplastik wchłaniany drogą oddechową. Szczególnie niebezpieczny wydaje się tu być tzw. nanoplastik, którego cząsteczki mogą migrować przez barierę włośniczkowo-pęcherzykową płuc do krążenia. Ten mikroplastik może na swojej powierzchni transportować przylepione o wiele bardziej toksyczne substancje.
Nie można wykluczyć, że powszechna i narastająca obecność mikroplastiku stała się przyczyną światowej eksplozji chorób alergicznych. Mikroplastik podejrzewa się również o wywoływanie chorób nowotworowych, chorób psychicznych i autyzmu.
Mikroplastik jest wszechobecny. Wydaje się (a może to tylko pozory), że populacyjnie jest jeszcze tolerowany. Ponieważ narażenie na mikroplastik jest w medycynie relatywnie nowe, na wnioski obserwacji naukowych przyjdzie nam jeszcze poczekać. Decydujące dla organizmu najpewniej okażą się dawka jednorazowa jak i dawka kumulacyjna.
Unikanie
Specjaliści od gospodarki odpadami od lat głowią się wspólnie z naukowcami, co zrobić z rosnącą górą odpadów tworzyw sztucznych. Najlepszym ekologicznie rozwiązaniem, proponowanym m.in przez Pawła Głuszyńskiego, przedstawiciela organizacji Zero Waste, jest tzw. unikanie lub zaniechanie, polegające na rozsądnym ograniczeniu własnych zachcianek, strojów, ozdób, ulegania chwilowej modzie, ideom hedonizmu, rezygnacja ze zbyt częstych zmian wyposażenia i malowania mieszkań i biur, częstsze zaś korzystanie z produktów trwałych, niejednorazowych.
Segregacja w granicach rozsądku
Po unikaniu, najważniejszym działaniem jest sortowanie odpadów. Wiele tworzyw sztucznych nadaje się do powtórnego wykorzystania, nawet 6-krotnego, choć za każdym razem w mniej odpowiedzialnych zastosowaniach, a najczęściej – jako dodatek do nowego surowca. Jednakże sortowanie ma swoje ograniczenia. Wiele tworzyw jest wielowarstwowych i niemożliwe jest ich rozdzielenie. Bywają trwale połączone z innymi materiałami, takimi jak papier lub metale.
Wiele współczesnych produktów jest (niestety) wielowarstwowych – mają dzięki temu np. dobre parametry wytrzymałościowe, ale są koszmarem dla recyklingu.
Segregacja nie jest procesem zautomatyzowanym – nie zbudowano dotychczas robota potrafiącego rozdzielać różne rodzaje tworzyw sztucznych, na dodatek często występujących w trwałych połączeniach, np. zgrzanych. Ciężka i niewdzięczna praca, w warunkach towarzyszącego odoru, wykonywana jest manualnie przez robotników, a i im trudno rozróżnić poszczególne rodzaje tworzyw. Idealnej segregacji nie można przeprowadzić także z powodu wspomnianej wielowarstwowości wyrobów. Na wszystko nakładają się jeszcze zanieczyszczenia. Im dokładniej chcielibyśmy posegregować tworzywa do recyklingu, tym znaczniej ponosi się koszt. Do powtórnego wykorzystania idealnie nadają się jednorodne, czyste odpady przemysłowe. Do depolimeryzacji do oligomerów paliw najlepsze są tworzywa poliolefinowe: polietylen, polipropylen i polistyren. Nie nadają się zaś np. PCV czy żywice syntetyczne. Zawsze pozostanie sterta tworzyw, które nie wiadomo jak posortować lub z powodu zanieczyszczeń nie można na nie znaleźć nabywcy. I to chcieliby opodatkować unijni urzędnicy – teoretycy, którzy, jak się wydaje, nigdy osobiście nie byli na pierwszej linii w sortowni odpadów. A może istnieją inne rozwiązania?
Paliwa z odpadów plastikowych
Skoro tworzywa sztuczne powstają z polimeryzacji węglowodorów, to być może da radę zamienić je na powrót w węglowodory? Jest to jak najbardziej możliwe poprzez depolimeryzację do oligomerów metodami znanymi pod nazwą krakingu. Niestety bywa to kosztowne i zależy od rodzaju i jednorodności utylizowanego tworzywa.
Na arenie europejskiej najlepiej o swój wizerunek recyklingu tworzyw sztucznych dba niemiecki koncern chemiczny BASF. Nie odbierając sławy tej firmie, należy zauważyć, że nie jesteśmy gorsi – od wielu lat odnośne technologie znane są też w Polsce.
Kilka polskich instytutów naukowych badało i skutecznie testowało to zagadnienie, szczególnie w czasach i kontekście obaw o znaczny wzrost cen gazu ziemnego i ropy naftowej. Z ekonomicznego punktu widzenia opłacalność procesu wystąpiłaby dopiero w przypadku kilkakrotnego wzrostu wspomnianych cen. W ostatnim dziesięcioleciu jednak ceny paliw płynnych mają tendencję zniżkową. W Polsce bardziej znanym posiadaczem patentu na technologię jest firma Handerek Technologies, oferująca jednocześnie zdolność do przerobu odpadów tworzyw sztucznych na paliwa silnikowe w rozsądnej cenie, choć wciąż wyższej od paliw z ropy naftowej. W obecnych realiach ekonomicznych z odpadów tworzyw sztucznych wytwarzane są dodatki/komponenty do paliw (ponadto dodatki do farb, lakierów, smarów).
Na większą skalę produkcja paliw płynnych z tworzyw byłaby do sfinansowania, tak w Polsce, jak i na świecie, tylko w przypadku znaczących dotacji, co mogłoby nastąpić drogą decyzji polityków. Pomimo szczytnych haseł działań „proekologicznych” byłoby to jednak wbrew zasadom ekonomii i profesjonalnej ekologii. Obecne (rok 2020) kalkulacje produkcji paliwa płynnego z odpadów tworzyw sztucznych można zobrazować tak, jakby ktoś chciał z 3 litrów ropy naftowej zrobić 1 litr. Ponieważ ekologiści i część polityków, w tym europejskich, wydają się być dalecy od rozumienia zasad ekonomii i techniki, wyobrażalny jest każdy scenariusz.
Kompostowanie tworzyw sztucznych
Do rozkładania tworzyw sztucznych można wykorzystać drobnoustroje i organizmy wyższe. W naturze obserwowana jest erozja biologiczna materiałów budowlanych z tworzyw sztucznych.
Zjawisko biologicznego rozkładu plastiku obserwuje się na wysypiskach i w zbiornikach wodnych. Dla celowej utylizacji nie nadających się do powtórnego wykorzystania tworzyw problemem jest powolność tych procesów.
Zaangażowane muszą być różne organizmy, ostatecznym produktem jest CO2 i (nie zawsze) metan lub wyższe węglowodory. Przemiana do CO2 nie jest pożądana i to nie z powodu histerii strachu przed dwutlenkiem węgla, który jakoby miał spowodować wieszczone przez Ala Gore’a śmiertelne globalne ocieplenie, lecz jest czystym marnotrawstwem energii. Opracowanie bioreaktorów zdolnych do szybkiego przetwarzania nie nadających się do recyklingu tworzyw sztucznych do metanu (lub innych paliw) jest przedmiotem intensywnych badań instytutów biotechnologii. Teoretycznym niebezpieczeństwem, jakie może w przyszłości być związane ze zmutowanymi drobnoustrojami zdolnymi do szybkiej destrukcji tworzyw sztucznych, jest ich wydostanie się z reaktorów do środowiska.
Spalanie odpadów
Jak przedstawiliśmy, produkcja paliw z odpadów tworzyw sztucznych jest i prawdopodobnie będzie przez najbliższe 20 lat nieopłacalna. (Nie można wszakże wykluczyć, że po tym czasie wzrost cen nośników energii, globalne oziębienie oraz postęp biotechnologii odwrócą sytuację). Pozostaje zatem spalanie odpadów tworzyw sztucznych. Przede wszystkim nie jest wtedy wymagane precyzyjne ich sortowanie. Przestają być problemem tworzywa mieszane i wielowarstwowe.
Nie przeszkadza, jeśli tworzywa są brudne, a nawet wymieszane z innego rodzaju odpadkami (śmieciami). Wartość energetyczna tworzyw sztucznych jest zbliżona do wartości energetycznej węgla. Są zatem pożądanymi surowcami energetycznymi.
Wraz z innymi odpadami wykorzystywane są w spalarniach działających na zasadzie kogeneracji, to znaczy dostarczających i energię elektryczną, i ciepło użytkowe, czyli pracujących jako elektrociepłownie. W XX wieku największy problem podczas spalania tworzyw sztucznych stwarzały groźne zanieczyszczenia gazowe, w tym dioksyny i wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne. Przez lata stanowiły one zmorę spalarni i ich sąsiedztwa oraz barierę dla ich upowszechnienia (polecamy nasz artykuł o spalarniach odpadów, marcowy „Kurier WNET” 69/2020). Współcześnie budowane spalarnie to prawdziwe zakłady chemiczne, które skutecznie minimalizują zanieczyszczenia gazowe, powstające podczas spalania odpadów.
Skup odpadów tworzyw sztucznych
Pełni funkcję ekologiczną, przyczyniając się do ograniczenia rozproszenia tworzyw sztucznych w środowisku. Pełni rolę ekonomiczną. Poprzez recykling przyczynia się do zmniejszenia zapotrzebowania na nowy surowiec, zmniejsza parcie importowe, a po posortowaniu cenniejszych frakcji dostarcza surowca energetycznego do elektrociepłowni. Najbardziej pożądanym surowcem do recyklingu byłyby odpady poprodukcyjne, gdyż jest to materiał najczęściej jednorodny. Niestety lwią część odpadów stanowią te pochodzące od tysięcy mieszkańców, z pierwotnej lub wtórnej ich selekcji.
Cło – akcyza – podatek od tworzyw sztucznych – dotacje
Wymienione w podtytule powyżej narzędzia to podstawowe finansowe mechanizmy regulacyjne, jakimi dysponuje państwo. Pozostaje jeszcze system zakazów i nakazów. Forsowany niedawno w organach Unii Europejskiej pomysł podatku od niepodlegających recyklingowi tworzyw sztucznych już w swoim założeniu jest błędny. Dotychczasowe obserwacje gospodarki odpadami w świecie prowadzą do następujących wniosków: lobby surowców wtórnych naciska na polityków, by kierowali szeroki strumień dotacji właśnie do nich. Faktycznie ich działalność jest najczęściej pożyteczna dla środowiska. Skrajni liberałowie zaś postulują pełne urynkowienie obrotu surowcami wtórnymi – całkowitą eliminację wszelkich dotacji, co jest jednak mało realne. Cała sztuka roli nadzorczej państwa polega na dotowaniu w niezbędnych dziedzinach na minimalnym poziomie, a jeszcze lepiej – manewrując podatkami. Zbyt duże dotacje są prostą drogą do nadużyć: karuzel handlu odpadami, eksportu i importu fakturowego, a jeśli faktycznego, to wiąże się to z transportem, który pożera kolejne tysiące ton paliwa. Również podatek od niepodlegającego recyklingowi plastiku stwarza drogę do nadużyć. Można go nazwać „podatkiem na wyjściu”, w odróżnieniu od sensowniejszego „podatku na wejściu”. Ten ostatni mobilizuje do wspomnianego wcześniej unikania, czyli do redukcji strumienia wprowadzanych tworzyw sztucznych.
Podstawowy mechanizm regulacyjny powinien opodatkowywać tworzywa sztuczne już na początku, czyli surowce wychodzące z syntezy lub z importu. W gruncie rzeczy w Polsce istnieje podobny system podatkowy. Jest on od lat udoskonalany. Ma jeszcze pewne wady. Najważniejszą chyba stanowią zwolnienia z danin, tzw. wyjątki, które są skutkiem działania lobbystów, wśród nich także te populistyczne, dotyczące tworzyw dla zastosowań medycznych lub zabawek. Kolejną jest przypisanie akcyzy do ograniczonej liczby konkretnych wyrobów, naliczanej od sztuki, a nie od masy. Każdy produkt złożony zawierać może procentowo dużą, ściśle określoną masę tworzywa sztucznego, co w przypadku importu łatwo jest określić i opodatkować.
Jak cały system podatkowy w Polsce, także ten dotyczący tworzyw sztucznych wymaga upraszczania. Zalecał to już wiek temu Albert Einstein: „Wszystko należy upraszczać jak tylko można, ale nie bardziej”.
Odpowiednio konstruowane daniny od tworzyw sztucznych powinny być ważnym źródłem dochodu państwa, ochroną rynku własnego, działaniem mobilizującym do recyklingu we własnym zakresie – nie na zasadzie dotacji!
Po wyeksponowaniu w jednym z przyszłych artykułów argumentów o szkodach środowiskowych powstających jeszcze przed wytworzeniem tworzywa sztucznego jako surowca, potrzeba rozszerzania danin od tworzyw okaże się jeszcze pilniejsza (podatek Pigou).
Ironia losu
Pod koniec 2018 roku Parlament Europejski wyszedł z inicjatywą zakazu sprzedaży jednorazowych sztućców, talerzy, kubków, słomek i patyczków kosmetycznych, który w pełni ma wejść w życie w 2021 roku. Dyrektywa ta uderza ekonomicznie przede wszystkim w Chiny, głównego eksportera tych produktów. W związku z ogłoszeniem pandemii wirusa przeziębienia, w okresie 5 miesięcy 2020 roku (czyli rok przed wejściem dyrektywy w życie) cały spanikowany świat zaimportował z Dalekiego Wschodu kilkakrotnie więcej jednorazowych rękawiczek i maseczek, aniżeli jednorazowych sztućców rocznie.
Artykuł Jacka, Karola i Michała Musiałów pt. „Tworzywa sztuczne a środowisko” znajduje się na s. 3 i 4 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 72/2020.
Już od 2 lipca „Kurier WNET” na papierze w cenie 9 zł!
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
Dr Marcin Kędzierski porównuje rozwiązania antykryzysowe państw UE. Stwierdza, że rezultaty tych działań będzie można ocenić najwcześniej za rok. Prognozuje wzrost nierówności społecznych w Europie.
Dr Marcin Kędzierski stwierdza, że ocena antykryzysowych działań rządów będzie możliwa najwcześniej za rok.
Kryzys najmocniej uderzył w kwietniu, pełne dane o bezrobociu za ten miesiąc pojawią się dopiero w sierpniu. Aktualne szacunki są obarczone dużym ryzykiem błędu. Stopę rozwoju gospodarczego za I kwartał poznamy w lipcu.
Ekspert przywołuje dane Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi Polska jest jednym z trzech krajów Unii Europejskiej, które przeznaczyły najwięcej pieniędzy na pomoc dla przedsiębiorców.
Najbardziej hojne były rządy w Berlinie i Kopenhadze. Większość państw UE odnotuje pod koniec roku zadłużenie powyżej 80% PKB.
Gość Radia WNET mówi o „rewolucji” w niemieckiej polityce gospodarczej. Zgoda na bardzo duży fundusz antykryzysowy ma wynikać z tego, że młodsza część klasy politycznej w Niemczech silnie identyfikuje się z poglądami etatystycznymi. Jak zwraca uwagę dr Kędzierski, niedawno wprowadzona w Polsce instytucja „postojowego” w Niemczech funkcjonowała już wcześniej.
Niemiecki rynek pracy jest bardziej ustrukturyzowany. W Polsce musiano generować nowe rozwiązania, dlatego tarcza ruszyła z opóźnieniem.
Jak przestrzega ekspert:
Mamy sygnały, że pracodawcy uelastyczniają zatrudnienie. Wypchnięcie pracowników na umowy cywilno-prawne może zniechęcić ich do rozwoju.
Rozmówca Łukasza Jankowskiego zwraca uwagę, że Unia Europejska de facto zawiesiła obowiązujące do tej pory zasady dotyczące pomocy publicznej.
Jesteśmy u progu zmiany polityki konkurencji w UE. Rezygnacja z inwestycji w Azji będzie sprzyjać budowaniu europejskich koncernów. Mogą zostać wprowadzone ograniczenia w swobodnym przepływie usług.
Dr Marcin Kędzierski zaznacza, że w okresie pokryzysowym w Europie mogą się pogłębić nierówności społeczne. Prognozuje, że w najbliższym czasie oparcie pomocy unijnej dla państw o kryterium praworządności jest coraz bardziej realne.
W piątkowy poranek przenosimy się do Republiki Irlandii. W Studiu Dublin informacje, komentarze, analizy i korespondencje. Dziś powracamy wspomnieniem do wtorkowego święta literackiego Bloomsday.
W gronie gości:
Agnieszka Białek – pedagog, trener, przedsiębiorca z Belfastu,
Ewa Witek – 4EvaFit.ie, instruktor fitness, doradca ds. metod żywienia,
dr hab. Paweł Nowak – językoznawca i komunikolog, prof. KUL, Kierownik Katedry Języka Mediów i Komunikacji Społecznej,
Bogdan Feręc – redaktor naczelny portalu Polska-IE.com,
Alex Sławiński – dziennikarz, Studio Londyn Radia WNET
Sławomir Cichy – muzyk, pedagog, przedsiębiorca, dyrektor artystyczny Musicland Academy w Lisburn.
Prowadzący: Tomasz Wybranowski
Wydawca: Tomasz Wybranowski
Realizator: Dariusz Kąkol (Warszawa) i Tomasz Wybranowski (Dublin)
Piątkowe wydanie główne Studia Dublin tradycyjnie rozpoczął serwis informacyjny „Irlandia – Wyspy – Europa – Świat”.
Premier Leo Varadkar poinformował z radością, że Republika Irlandii osiągnęła założony cel i otrzymała miejsce niestałego członka Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Leo Varadkarowi wtórował przyszły premier Micheál Martin, który także nie umiał ukryć radości, i stwierdził, że to bardzo dobra wiadomość.
Nad kandydaturami Kanady, Norwegii i Irlandii głosowało 191 ambasadorów z całego świata, a Zgromadzenie Ogólne ONZ uznało, iż Irlandia powinna zasiadać w tym gremium. Za Irlandią oddano 128 głosów, co oznacza, że zdobyła wymaganą większość ¾ głosów elektorskich, czyli przez dwa lata, zasiadać będzie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
W serwisie także m.in. o tym, że Sinn Féin szykuje się do przejęcia władzy w Republice Irlandii po kolejnych wyborach parlamentarnych. Szefowa partii Mary Lou McDonald wierzy, że utworzona koalicja Fianna Fáil, Fine Gael i Green Party, a także ukonstytuowany rząd, nie zaprezentuje mieszkańcom Zielonej Wyspy niczego nowego i będziemy mieli powtórkę z lat ubiegłych, czyli grę na przeczekanie. McDonald ostrzegła ugrupowania koalicyjne, że:
Brak działań lub podobne do tych proponowanych w latach ubiegłych, wzbudzą tylko niepokój i niechęć wyborców, którzy w konsekwencji zmęczeni tymi rządami, odbiorą Fianna Fáil, Fine Gael i Green Party władzę.
Mary Lou McDonald. szefowa republikańskiej Sinn Fein. Fot. Oireachtas PSI License
Szefowa Sinn Féin uważa jednocześnie, iż o ile koalicja i przyszły rząd będą złe dla kraju, to przyczynią się do wygranej jej ugrupowania, które chciało i nadal chce, zaproponować nowoczesny program rządzenia, a jednocześnie ukierunkowany na potrzeby ludzi.
Mówiąc o samej umowie koalicyjnej, McDonald wytknęła jej twórcom, iż dokument został przygotowany tylko w jednym celu, a tym było zachęcenie Zielonych do przystąpienia do koalicji i uzyskanie odpowiedniej większości w parlamencie.
W umowie – jak twierdzi – skupiono się przede wszystkim na zagadnieniach ekologii i środowiska, marginalizując wiele innych ważnych z punktu widzenia gospodarki kwestii.
Irlandzkie władze wydają się nieco nadopiekuńcze w stosunku do osób przylatujących do kraju, ponieważ ograniczenia lotniskowe pozostają na dłużej. Zadecydowano, iż osoby przylatujące na wyspę, będą musiały poddać się nieobowiązkowej 14-dniowej samoizolacji, co oznacza, że kolejne trzy tygodnie, ta zasada będzie obowiązywać.
Chociaż nie jest to wymogiem, to osoby, które udały się nawet na krótki kilkudniowy wypoczynek na słonecznych plażach Hiszpanii, po powrocie do Irlandii, zmuszone zostaną do przebywania w domach.
Tutaj do wysłuchania „Wyspiarski serwis Studia 37”:
Bogdan Feręc, redaktor naczelny portalu Polska-IE.com, wersja zdecydowanie letnia. Fot. arch. własne.
Kilka chwil po serwisie Studia 37 „Irlandia – Wyspy – Świat” i najnowszym częstograju Sabiny „Miejskie historie – akustycznie”, korespondencja Bogdana Feręca, szefa najpoczytniejszego portalu dla Polaków na Szmaragdowej Wyspie – Polska-IE.com.
Rozpoczniemy od tragicznej informacji z półki kryminalnej. Coraz więcej informacji dociera na temat śmierci funkcjonariusza Gardy detektywa Colma Horkana, który został zastrzelony ubiegłej nocy.
Potwierdziła się informacja, że detektyw Horkan zastrzelony został z własnej broni służbowej, a na ciele miał 15 ran postrzałowych.
Cały czas toczy się śledztwo dotyczące okoliczności tej zbrodni. Mówi się, że napastnik już wcześniej miał problemy psychiczne i uniknie kary. W całej Irlandii w najważniejszych instytucjach wykładane są księgi kondolencyjne, a ma to związek ze śmiercią detektywa An Garda Siochána Colma Horkana.
Księgi wyłożone są zarówno w urzędach miejskich, jak i na posterunkach policji, ale wpis złożyć można również w formie wirtualnej.
Większość ksiąg znaleźć można na stronach władz lokalnych, które udostępnione zostały, by wyrazić żal po tragicznej śmierci irlandzkiego policjanta.
Wydaje się, że do tego tragicznego w skutkach wydarzenia doszło po zatrzymaniu motocyklisty, który jechał około północy Main Street w Castlerea hrabstwie Roscommon. Zgon policjanta nastąpił na miejscu, o czym poinformowały służby prasowe An Garda Siochána.
Spekulowaliśmy także o nowym rządzie Republiki Irlandii i przymierzu trzech partii: Fianna Fáil, Fine Gael i Green Party. Wielu komentatorów irlandzkiej sceny politycznej zastanawia się, czy dobrze się stało, że Zieloni znaleźli się w koalicji i rządzie Republiki Irlandii. Czy posłowie Partii Zielonych w rządzie zajmą się kwestią ulew w Republice Irlandii? Brzmi jak żart? Bynajmniej słuchaczki i słuchacze.
Tak, ulewami! Te bowiem powodują wiele problemów, głównie ekologicznych, o czym powiedział poseł Sinn Féin Chris Andrews. Parlamentarzysta stwierdził, iż poprzez ulewne deszcze, dochodzi do małych katastrof ekologicznych, a taką możemy obserwować m.in. w okolicach oczyszczalni ścieków Ringsend, bo zbyt duża ilość wody opadowej, powoduje przelewanie się surowych ścieków poza obręb oczyszczalni i trafiają one bezpośrednio do Zatoki Dublińskiej, którą cyklicznie, skutecznie zanieczyszczają.
Powracamy także do kwestii Brexitu i stanowiska premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona:
Nie będzie żadnego przesunięcia okresu przejściowego. Jesteśmy gotowi wyjść z Unii Europejskiej bez żadnej nowej umowy z UE.
Co oznacza, że Republika Irlandii i Wielka Brytania przejdą na zasady Światowej Organizacji Handlu, z cłami i kwotami eksportowymi. Dla Republiki Irlandii będzie to cios ekonomiczny, który dodatkowo wpłynie na gospodarkę kraju, co zważywszy na bardzo powolne wychodzenie z koronawirusowego kryzysu, jeszcze dotkliwiej może odczuć, zapaść rynkową na Szmaragdowej Wyspie.
Fot. Wistula (CC A-S 3.0, Wikipedia)
Z Bogdanem Feręcen rozmawialiśmy także o zbliżających się wyborach prezydenckich. W Republice Irlandii będzie można zagłosować w komisjach wyborczych w stołecznym Dublinie, albo korespondencyjnie. W przypadku takiego sposobu głosowania za granicą właściwy konsulat, nie później niż do dnia 22 czerwca, wysyła pakiet wyborczy na wskazany przez wyborcę adres. Pakiet zostanie wysłany przesyłką nierejestrowaną, zatem nie ma potrzeby potwierdzania jego odbioru.
Rozporządzenie ministra spraw zagranicznych w sprawie przesyłek w głosowaniu korespondencyjnym w wyborach prezydenckich 2020 roku zakłada, że w krajach, w których operator wykonujący usługi pocztowe lub przewozowe nie realizuje usługi przesyłki nierejestrowanej lub nie daje rękojmi należytego wykonania usługi przesyłki nierejestrowanej, konsul przekazuje pakiet wyborczy przesyłką rejestrowaną, której odbiór należy potwierdzić.
Wyborca za granicą może też odebrać pakiet wyborczy w konsulacie, jeżeli zadeklarował to w zgłoszeniu zamiaru głosowania korespondencyjnego.
Oddając głos korespondencyjnie w wyborach za granicą, kopertę zwrotną z kartą do głosowania i oświadczeniem o osobistym i tajnym oddaniu głosu należy do 26 czerwca wysłać na własny koszt do właściwego konsula. Wtedy właściwy konsul przekaże głosy do właściwej obwodowej komisji wyborczej. Przekazane będą tylko te dokumenty, które dotrą do czasu zakończenia głosowania.
W tym przypadku nie obowiązuje data na stemplu pocztowym.
Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Bogdanem Feręcem:
Sławomir Cichy, dyrektor artystyczny Musicland Academy w Lisburn. Fot. arch. S. Cichego.
Sławomir Cichy opowiada o sytuacji związanej z odmrażaniem życia społecznego i gospodarczego w Lisburn, mieście w Irlandii Północnej.
Wszystko pomalutku wraca do normalności. Odzwyczailiśmy się od ulicznego zgiełku i hałasu, które powróciły po czasie pandemii.
Niestety, jeżeli chodzi o życie artystyczne w Irlandii Północnej, powrót do stanu sprzed pandemii trwać będzie jeszcze bardzo długo. Możliwe są jedynie występy online. Sławomir Cichy zapowiedział także na antenie Studia Dublin premierę swojej najnowszej EPki.
Tutaj do wysłuchania rozmowa ze Sławomirem Cichym:
Prof. Paweł Nowak. Fot. arch. prywatne
Z profesorem Pawłem Nowakiem pojawi się rozmowa o powieści „Ulisses”, wspominając wtorkowy Bloomsday. Akcja „Ulissesa” rozgrywa się w ciągu niespełna jednego dnia – 16 czerwca 1904 roku.
To w tym dniu James Joyce poznał swoją późniejszą żonę Norę Barnacle, rodem z hrabstwa Galway. Na pamiątkę tego zdarzenia i upamiętnienia czasu powieściowego „Ulissesa”, co roku w Dublinie odbywa się popularny „Bloomsday”. W 2017 roku, tak oto na antenie Radia WNET, opowiadałem o tym literackim święcie.
Powieść „Ulisses” jest dziełem nowatorskim tak w zakresie eklektycznego i symultanicznego tworzenia przestrzeni powieściowej, jak i samej zabawy z czasem, który u Jamesa Joyce’a traci swoją diachroniczną fizyczność i chronologię. Z rozmowy z prof. Pawłem Nowakiem dowiadujemy się o harmonijności dzieł Jamesa Joyce’a. Profesor stawia pytanie, jak to możliwe, że choć każdy z rozdziałów „Ulissesa” napisany jest inaczej, to razem tworzą spójną całość i od razu odpowiada, że
Wynika to z holistycznego postrzegania przez człowieka komunikatów. W twórczości Joyce’a mamy do czynienia z „wyraziście ukrytymi treściami”.
Cechą pisarstwa Irlandczyka jest symbolika i wieloznaczność, która w późnych pracach Joyca’a jest szczególnie widoczna, co – jak przypuszcza prof. Paweł Nowak – może wynikać z coraz bardziej zaburzonej percepcji rzeczywistości pisarza (m.in. problemów ze wzrokiem oraz słuchem).
Tutaj do wysłuchania rozmowa z profesorem Pawłem Nowakiem:
Agnieszka Białek, głos Radia WNET z Belfastu. Fot. arch. własne.
W „Studiu Dublin” wieści z Belfastu. Nasza korespondentka Agnieszka Białek obok najnowszych danych i statystyk związanych z koronawirusem w Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, kwestii rozmrażania gospodarki i luzowania obostrzeń pandemicznych, coraz więcej czasu poświęca zbliżającemu się Brexitowi.
W cieniu pandemii wyłania się na nowo problem Brexitu. Oto Andrew Bailey z Bank of England ostrzegł szefów największych banków i instytucji ubezpieczeniowych w Wielkiej Brytanii przed konsekwencjami braku porozumienia pobrexitowego między Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską.
Premier Boris Johnson stawia zdecydowanie na rynki handlowe i finansowe z Ameryki Północnej – Stany Zjednoczone i Kanada, oraz Azji.
Tutaj do wysłuchania korespondencja Agnieszki Białek z Belfastu:
Alex Sławiński, szef londyńskieg oddziału Radia WNET, z ambasadorem dr. hab. Arkadym Rzegockim i jego małżonką.
W finale programu Alex Sławiński w „Londyńskim WNETowym Zwiadzie” powróci do ostatnich wydarzeń z Anglii, gdzie zwolennicy ruchu „Black Lives Matter” chcą zmieniać historię Wielkiej Brytanii i deprecjonują narodowych bohaterów i wybitne postaci, jak chociażby premier Wielkiej Brytanii z czasów wojny Winston Churchill.
Protestujący ludzie nie ponoszą żadnych konsekwencji udziału w nielegalnych demonstracjach. Jeszcze niedawno każdy, kto wyszedł z domu, miał poważne problemy z policją.
Jak dodaje gospodarz „Studia Londyn”:
Kibice piłkarscy zapowiedzieli, że będą bronić pomników. Sprzeciwiają się zakłamywaniu historii.
Alex Sławiński powrócił także do tematu zupełnego braku świadomości Brytyjczyków z powodu koronawirusa i odmrażania gospodarki i życia społecznego.
Przez to Anglicy wypierają datę domknięcia na osi zdarzeń Brexitu. Temat ten jest wgniatany pod dywan. Przyglądają mu się głównie przedstawiciele mniejszości narodowych.
Tutaj do wysłuchania prosto z Londynu korespondencja Alexa Sławińskiego:
Opracowanie: Tomasz Wybranowski i Andrzej Karaś (w tym oprawa dźwiękowa)
Współpraca: Katarzyna Sudak & Bogdan Feręc – Polska-IE.com
Zbyt dużo czasu tracimy dlatego, że rząd nie zna struktury polskiej gospodarki. Tego nie da się nadrobić dodrukowując pieniądze – mówi prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Dr Andrzej Sadowski analizuje skutki działania rządowych „tarcz antykryzysowych”. Ocenia, że niektóre z przyjętych rozwiązań miały charakter „prourzędniczy”, a nie „proprzedsiębiorczy”.
Część czasu kryzysu niestety rząd stracił, nie uwolnił przedsiębiorców od zbytecznej mitręgi biurokratycznej. Ona przy odmrażaniu znowu się pojawia, jak zmora.
Gość Radia WNET zwraca uwagę, że szybkie rozdysponowanie pomocy rządowej możliwe było tylko dzięki zaangażowaniu do tego zadania sektora prywatnego. Ekspert punktuje, że władza zbyt późno udzieliła pomocy mikroprzedsiębiorstwom, stanowiącym kluczowy obszar polskiej gospodarki. Zdaniem dr Sadowskiego stało się tak, gdyż nad rozwiązaniami antykryzysowi pracują oderwani od rzeczywistości urzędnicy.
Do rządzących zbyt późno trafia wiedza na temat struktury polskiej gospodarki.
Ekonomista pozytywnie ocenia rządowy plan zastosowania tzw. estońskiego CIT-u, jednak, jak dodaje, nie zmieni on wiele, jeżeli przedsiębiorcy będą nadal musieli ogromną ilość czasu poświęcać na wypełnianie dokumentacji podatkowej.
W Estonii na obsługę podatku przedsiębiorca poświęca 150 godzin. W Polsce jest to 250 godzin.
Rozmówca Łukasza Jankowskiego postuluje, by dla mikroprzedsiębiorców wprowadzić system analogiczny do KRUS. Za konieczne uważa zawieszenie reguły split paymentu. Dr Sadowski zwraca uwagę na problem związany z używaniem kas fiskalnych. Obecnie praktycznie nie ma możliwości dokonania obowiązkowego ich przeglądu, niedobór serwisantów skutkuje koniecznością czasowego zawieszenia działaności.
Każdy, kto chce ubiegać się o warunkową możliwość kontynuowania działalności bez kasy fiskalnej, musi złożyć wniosek. W ten sposób znowu tracimy czas. Nie da się go odzyskać nawet za dodrukowane pieniądze.
Dr Sadowski wskazuje alternatywę dla rządowych rozwiązań mających pomóc branży hotelarskiej:
Pięcioprocentowy VAT na usługi hoteli, kin i lokali gastronomicznych to byłby najlepszy bon turystyczny. Mogliby z niego korzystać nie tylko Polacy, ale i turyści zagraniczni, którzy w ostatnich latach chętnie odwiedzali nasz kraj.
40% do 50% Ekwadorczyków pracuje nieformalnie. W dużej mierze są to drobni sprzedawcy uliczni – jedzenia, ubrań, owoców i warzyw, tak naprawdę wszystkiego – ale też pomoce domowe, kierowcy i inni.
Piotr Mateusz Bobołowicz
Pod koniec maja pandemia koronawirusa zaczęła wyhamowywać w Azji i Europie. Nowym epicentrum stała się Ameryka Łacińska. Wśród najbardziej dotkniętych krajów nie można nie wymienić Ekwadoru. Łączna liczba zakażonych w tym siedemnastomilionowym kraju pod koniec maja sięgnęła prawie czterdziestu tysięcy, a zmarło ponad trzy tysiące osób. Oficjalnie. Wiadomo jednak, że wielu ludzi nie zostało przed śmiercią zdiagnozowanych, a badań post-mortem nie było czasu wykonywać. W Ekwadorze praktycznie co trzeci test na SARS-CoV-2 daje wynik pozytywny. Dla porównania w Polsce jest to zaledwie niecałe 3% testów. Wiadomo więc, że pełna skala epidemii nie jest znana.
Kryzys epidemiczny ma jednak całkiem inne skutki, które mogą być odczuwalne jeszcze przez dłuższy czas. Bezpośrednio wywołał zapaść gospodarczą, ale stał się też iskrą, która rozpaliła uśpione niepokoje społeczne.
Warto przypomnieć, że od 3 do 14 października 2019 roku trwały w Ekwadorze masowe protesty przeciwko wprowadzanym przez prezydenta Lenina Morena reformom gospodarczym. (…)
Teraz jednak niezadowolenie społeczne wywołane długotrwałym zamknięciem – zarówno gospodarki, jak i ludzi w ich gospodarstwach domowych – i wielka skala zubożenia, związana ze specyficzną strukturą rynku pracy w Ekwadorze, owocują wzrostem napięcia i grożą poważnym kryzysem politycznym. Między 40% a 50% osób w Ekwadorze pracuje w sposób nieformalny. W dużej mierze są to drobni sprzedawcy uliczni – jedzenia, ubrań, owoców i warzyw, tak naprawdę wszystkiego – ale też pomoce domowe, kierowcy i inni. To właśnie te zawody najbardziej ucierpiały w momencie wprowadzenia w kraju stanu wyjątkowego i kwarantanny.
W niektórych częściach Ekwadoru do 1 czerwca obowiązywała godzina policyjna od godziny 14.00 do 5.00 rano. Obecnie w kantonach, w których obowiązuje „czerwone światło”, została ona skrócona – zaczyna się o 18.00. Przy takich ograniczeniach ludzie żyjący z dnia na dzień z doraźnego, niepewnego zarobku znaleźli się bez środków do życia. Ale nie tylko oni. Zakaz przemieszczania się między jednostkami administracyjnymi poważnie dotknął rolników, których duża część i tak żyje w biedzie. Ważną składową gospodarki Ekwadoru jest branża turystyczna – niektóre miejscowości, takie jak Otavalo, Baños de Agua Santa, Montañita czy Vilcabamba żyją przede wszystkim z turystyki – zarówno krajowej, jak i zagranicznej. (…)
Plan naprawczy przewiduje drastyczne cięcia. Państwo pozbywa się ośmiu przedsiębiorstw, które nie przynoszą zysku.
Na pierwszy ogień poszły linie lotnicze Tame. Dalej kolej, chociaż tu warto zaznaczyć, że kolej w Ekwadorze nie ma znaczenia w wymiarze transportowym – ani pasażerskim, ani towarowym. Pełni wyłącznie rolę turystyczną. Najbardziej może szokować, że ekwadorski rząd ogłosił zamknięcie państwowej poczty. (…)
Cięcia obejmą także inne ważne sektory budżetowe – edukację i służbę zdrowia (sic!). (…) Publiczny odbiór tych zapowiedzi jest jednak mocno negatywny. Niepokoją także zapowiedzi obcięcia finansowania sektora edukacji o 100 milionów dolarów.
Lokalnie ludzie już protestują na ulicach – mimo wciąż obowiązującej w kraju kwarantanny.
Konfederacja Rdzennych Ludów Ekwadoru CONAIE napisała w oświadczeniu, że wprowadzone ustawy – i ta o wsparciu humanitarnym, i druga, równie krytykowana, o uporządkowaniu finansów publicznych – nie są tak naprawdę odpowiedzią na kryzys, a kolejnym krokiem w kierunku neoliberalizmu, niezbędnym do utrzymania zysków „zacofanej prawicy”. Warto bowiem wiedzieć, że organizacjom indiańskim jest niezwykle po drodze z socjalistami, często tymi skrajnymi. CONAIE nazywa te ustawy „szkodliwym ciosem w klasę robotniczą”.
W czerwcu mija trzydzieści lat od pierwszego wielkiego zrywu rdzennej ludności Ekwadoru w XX wieku, o czym CONAIE przypomina na swoim profilu na Twitterze. Przypomina o przeszłości i o tym, że walka nadal trwa. Czy pod hasztagiem #LaLuchaVaPorqueVa, czyli „walka trwa, bo trwa”, wybuchnie w czerwcu kolejna fala protestów? (…)
Lenin Moreno – mimo imienia – jest najbardziej proamerykańskim prezydentem od lat.
W chwili obecnej trudno jednak przewidzieć, jaki rezultat przyniesie tym razem mieszanka gorącej latynoskiej krwi i indiańskiej determinacji Ekwadorczyków.
Cały artykuł Piotra M. Bobołowicza pt. „Czy Ekwadorowi grozi nowa fala protestów po pandemii?” znajduje się na s. 14 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 72/2020.
Już od 2 lipca „Kurier WNET” na papierze w cenie 9 zł!
Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.