Michał Potocki: COVID-19 uderzył w białoruską gospodarkę słabiej niż przewidywano

Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” mówi o skutkach epidemii na Białorusi, zakazie używania biało-czerwono-białej flagi oraz o szansach Swietłany Cichanouskiej na Pokojową Nagrodę Nobla.

Michał Potocki mówi o sytuacji politycznej i pandemicznej na Białorusi. Nasz sąsiad mocno odczuł pandemię koronawirusa, przez co prognozy gospodarcze dla Białorusi nie są optymistyczne.

Sytuacja gospodarcza na Białorusi jest bardzo trudna i to może być wykorzystywane przez Rosję.

Dziennikarz informuje ponadto, że władze wprowadziły biało-czerwon0-białą flagę  na listę symboli ekstremistycznych.

To była czysta formalność, bo już wcześniej za posiadanie takiej flagi można było mieć poważne problemy.

Poruszony zostaje również temat eksportu białoruskiej broni. W ten sposób Mińsk chce pokazać swoją siłę państwom NATO.

Potocki opowiada również o branży informatycznej w tamtym kraju. Niewiele z firm przeniosło swoją działalność do sąsiednich państw w związku z masowymi protestami.

W Polsce jest miejsce dla białoruskich informatyków, sądzę jednak, że ze względów językowych prędzej by się przenosili na Ukrainę.

Gość „Poranka WNET” omawia też szansę Swietłany Cichanouskiej na Pokojową Nagrodę Nobla. Wskazuje, że opozycjonistka nie ma wielkich szans na to wyróżnienie.

Jeśli nie dostała jej w 2020, raczej nie dostanie także w 2021. (…) Na pewno byłoby to wielkim wydarzeniem dla białoruskiej opozycji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.W.K.

Bartnictwo na ziemiach polskich było bardziej zaawansowane w rozwoju niż w antycznym Cesarstwie Rzymskim za Wergiliusza

Wg źródeł historycznych eksport wosku pszczelego i miodu przynosiły Rzeczypospolitej w epoce Jagiellonów, dworowi królewskiemu i książętom więcej dochodu niż łowiectwo i eksport drewna razem wzięte.

Sławomir Matusz

Kto dzisiaj zna takie polskie słowa jak: chmal, dzienia, kószka, leziwo, oczkas, śniot, samobitnia? A to stare polskie słowa, związane z jednym z najstarszych zajęć ludzkich, dziedziną gospodarki związaną z osadnictwem, z bartnictwem, a dzisiaj – pszczelarstwem.

Kiedyś była to dziedzina życia odrębna od rolnictwa i – można powiedzieć – rolnictwo ją zniszczyło, przez wypalanie i wycinanie lasów. Bartnictwo to pozyskiwanie miodu poprzez hodowlę pszczół w puszczach i lasach, a więc naturalnym siedlisku występowania pszczoły miodnej (Apis mellifera). Obecnie byłby to dział gospodarki leśnej, a nie rolnictwa.

Jest to nasza wielka, narodowa tradycja. Kto dzisiaj wie o tym, że w XV i XVI wieku w granicach Rzeczypospolitej było około miliona barci, a eksport wosku pszczelego i miodu był źródłem bogactwa dla całego państwa?

Można sądzić, że początki bartnictwa w Europie sięgają neolitu, a więc 5–6 tys. lat temu, kiedy ludy dotychczas wędrujące, żyjące wcześniej z łowiectwa i zbieractwa, zaczęły się osiedlać. Dla ludów wędrownych jedyną drogą pozyskania miodu było wypalanie i wybijanie całych roi, aby zabrać z nich wszystek miód i wosk. Osiadły tryb życia wymusił „współpracę” z pszczołami i zapoczątkował świadomą hodowlę. Nie można było wybijać w dziuplach pszczół, bo by nie wróciły do nich. Ludzie zauważyli, że można je hodować, wyszukując im siedziby, a później dłubiąc w drzewach dziuple i zasiedlać je z pomocą królowych matek. Takie były początki bartnictwa w dziejach ludzkości.

Pierwszą z metod hodowli opisał dokładnie Wergiliusz w Georgikach 30 lat przed narodzinami Chrystusa:

Najpierw trzeba siedzibę wyszukać pszczołom zaciszną,Iżby dostępu wiatrowi nie było (wichry przeszkodzą
Nieść do ula pożytek). Niech owce ni żwawe koźlęta
Kwiecia nie depcą w pobliżu i rosy niech z traw nie otrząsa
Gniotąc wyniosłe źdźbła, puszczona w pole jałówka
Niechaj nie grożą ulom zasobnym ani jaszczurki
Grzbiet malowany jeżące, ni żołny, ni inne też ptactwo,
Ani Prokne, co dłońmi swą pierś pokalała krwawymi
Niosą bo one zniszczenie, chwytając dziobem lecące
Pszczoły na smaczny karm drapieżnemu w gnieździe potomstwu.
(Tłum. Zofia Abramowiczowa) (…)

To niejedyny przykład z piśmiennictwa rzymskiego poświęcony pszczołom. Kilkadziesiąt lat po Wergiliuszu Lucius Columella w dużym traktacie De re rustica będzie radził w części ósmej Publiusowi Silvinusowi, jak postępować z pszczołami i innymi dzikimi zwierzętami.

O polskich miodach pierwszy napisze Gall Anonim w Kronice polskiej: „Kraj to wprawdzie bardzo lesisty, ale niemało przecież obfituje w złoto i srebro, chleb, mięso, w ryby i miód”, zachwalając dalej: „gdzie powietrze zdrowe, rola żyzna, las miodopłynny, wody rybne, rycerze wojowniczy, wieśniacy pracowici, konie wytrzymałe, woły chętne do orki, krowy mleczne, owce wełniste”.

Jednak bartnictwo na ziemiach polskich jest znacznie starsze niż kronika Galla Anonima. Jak podaje Józef Banaszak:

„Najstarszym dowodem archeologicznym barci wykonanej przez człowieka jest dąb wydobyty z Odry w pobliżu ujścia Małej Panwi. Miał on na wysokości 5 m nad systemem korzeniowym wykonaną ludzką ręką dziuplę dla pszczół. Wiek wydobytej w roku 1901 z dna Odry barci oceniono na 2030 lat; pochodziła zatem z przełomu epok neolitycznej i brązu” (Mazak 1975).

Oznacza to, że bartnictwo na ziemiach polskich było bardziej zaawansowane w rozwoju niż w antycznym Cesarstwie Rzymskim za czasów Wergiliusza. Wskazuje na to datowanie znalezionej barci, która jest starsza od Wergiliusza o ponad 100 lat. Ponadto rzymski poeta zalecał szukanie naturalnych dziupli dla pszczół, podczas gdy nasi przodkowie konstruowali już własne barcie. (…)

Jak trudna i niebezpieczna była praca bartnika, opisuje inny fragment książki Blanka-Weisberga, który zaczyna od opisu leziwa. Zwracam uwagę na język pełen słów i form gramatycznych używanych pewnie jeszcze zanim łacina pojawiła się w Polsce. Tak autor opisuje pracę bartnika:

„Leziwo składa się z właściwego leziwa i leżaja. Leziwo właściwe sporządzone jest z grubego powroza splecionego w kształcie warkocza długości około 40 m, na którego jednym końcu sporządzony jest jeden do trzech węzłów. Drugi koniec przewleczony jest przez 4 otwory, znajdujące się po dwa na końcach deseczki długości 50 cm i szerokości 8 cm. Deseczka ta nazywa się łaźbieniem, siadanką lub siedlanką. Nawleczona ona jest na powróz w ten sposób, że wisi na nim jak gdyby huśtawka, a 4 kawałki powroza, na których jest zawieszona, łączą się w odległości 60 cm od niej. W miejscu tym przymocowany jest koziołek, zwany też inaczej kluczką, względnie krukiem (…) – odchodzą od niego cztery 60-centymetrowe części sznura do łaźbiebia oraz piąta, której długość wynosi ponad 30 m. Niekiedy, jak na przykład na Kurpiach, powróz powyżej koziołka zrobiony jest z taśmy zszytej cienkim szpagatem, z dwu w przeciwstawne skręconych sznurów. Wtedy ta część sznura nazywa się uzyskiem, w przeciwieństwie do znacznie krótszej części końcowej, którą tworzy już tylko sznur pojedynczy zwany chobotem (…). Leżajo jest to sznur na ogół nieco grubszy i znacznie krótszy (około 15 m), na którego jednym końcu znajduje się krótka pętla, a którego drugi koniec jest na długości 9 m złożony na pół i zszyty w kształcie koła. Przy końcu tak utworzonej pętli wszyte jest tzw. lągło, to jest półkolisty kawałek drewna, wygładzony na swej wklęsłej powierzchni, a z wyżłobionym rowkiem dla sznura na całej powierzchni wypukłej. Chcąc wleźć na drzewo, bartnik przepasany pasem, boso lub w postołach, zakłada leziwo i leżajło na ramiona tak, że zarówno łaźbień jak i koziołek ma na plecach. Stojąc koło drzewa, na które zamierza się wspiąć, zarzuca on (pacha) podwójnie złożony uzysk na wysokości głowy, przekłada pętlę (strzemię), w którą wstępuje stopą i unosi w górę (…)”.

Cały artykuł Sławomira Matusza pt. „Bartnictwo – nasza narodowa tradycja” znajduje się na s. 14–15 grudniowo-styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021.

 


  • Świąteczny, grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Sławomira Matusza pt. „Bartnictwo – nasza narodowa tradycja” na s. 14 grudniowo-styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zapotoczny: Młodzi ludzie już oszczędzają. Jak się oszczędza trzeba mieć cel

Robert Zapotoczny o tym, jak młodzi ludzie oszczędzają i w co warto inwestować będąc młodym.

Młodzież jest wspaniała.

Robert Zapotoczny wskazuje, że młodzi ludzie mają cel dla jakiego oszczędzają, co ocenia jako rzecz pozytywną. Przypomina, że do 26. roku życia nie trzeba płacić PIT.  Prezes PFR Portal PPK mówi, że to gdzie wpłacamy jest wtórne. Można dywersyfikować oszczędzanie.

Młodym ludziom polecałbym w młodym wieku oszczędzanie na wiedzę i wydatki z tym związane.

Najlepiej inwestować w siebie- uczyć się nowych umiejętności i języków.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Czy opłaca się być suwerennym, mimo ryzyka z tym związanego? / Jan Martini, „Kurier WNET” nr 78/2020–79/2021

Sprzedawczyków ci u nas dostatek – nigdy nie brakowało w Polsce ludzi działających przeciw polskim interesom narodowym bez względu na to, czy sprawowali władzę, czy znajdowali się w opozycji.

Jan Martini

Ile jest warta suwerenność?

Czy warta jest „ogromne pieniądze”? Może 100 miliardów? Czy opłaca się być suwerennym, mimo ryzyka z tym związanego?

My, Polacy, płaciliśmy wielokrotnie najwyższą cenę – cenę krwi, a i tak często nie udawało nam się utrzymać suwerenności. Dlatego bardzo cenimy sobie możliwość samodzielnego decydowania o naszych sprawach.

W XVIII wieku rządzili naszym formalnie niepodległym krajem ambasadorowie rosyjscy, w III RP sterowaniem nawą państwową zajmowali się usłużni politycy, ale decyzje podejmował koncert rezydentów zaprzyjaźnionych wywiadów. Gdy po 2015 roku przestaliśmy płacić w różnych formach „kryszę” zewnętrznym patronom, nagle się okazało, że pieniędzy jest całkiem sporo. Starczyło na wielkie programy społeczne, na śmiałe, wizjonerskie inwestycje i jeszcze można było stopniowo ograniczać deficyt budżetowy (gdyby nie pandemia, mielibyśmy budżet zrównoważony). I to jest najlepsza odpowiedź na pytanie o opłacalność suwerenności.

Żaden rząd III RP nie zrobił tyle dla Polaków, ile obecny, a w dodatku mamy największy zakres podmiotowości od 1939 roku. Jednak tyle samo, ile uzyskali Polacy, stracili inni – dlatego trudno tym innym tolerować naszą niezależność. Czy mają spokojnie czekać, aż dokończymy przekop Mierzei Wiślanej, tunelu do Świnoujścia, zbudujemy Centralny Port Komunikacyjny lub – co gorsza – zintegrują się wokół nas kraje Trójmorza?

Całkiem niedawno odbyło się spotkanie ambasadorów USA i Niemiec na temat „wolności mediów w Polsce”. Sprawa pluralizmu mediów w naszym kraju szczególnie „leży na sercu” zaprzyjaźnionym ambasadorom, bo wiedzą, że ustawa medialna jest niemal gotowa. Jest ona kopią francuskiej – już zatwierdzonej przez TSUE. Konsekwencją jej uchwalenia będzie ograniczenie wpływów zewnętrznych na opinię publiczną w Polsce. Z punktu widzenia graczy nieprzywykłych do istnienia samodzielnej Polski, sytuacja jest alarmująca, bo właśnie Orlen wykupił Polska Press (m.in. 20 dzienników). Najprościej byłoby przeczekać rządy PiS (w następnych wyborach prawdopodobnie naród powierzy władzę siłom „demokratycznym”), ale w 2022 r. kończy się umowa gazowa z Gazpromem. Potrzebny jest kolejny Pawlak, aby ją przedłużyć…

Dlatego istnieje pilna potrzeba zmiany władzy w Polsce na bardziej pragmatyczną, więc cała „opozycja demokratyczna” – demokraci, liberałowie, ludowcy, socjaliści, socjaldemokraci, antysystemowcy, wolnościowcy, ultrakatolicy i hurrapatrioci są zjednoczeni „ponad podziałami” w celu „wysadzenia” rządu. A czas właśnie dojrzał – ogromne protesty szalonych aborcjonistek spowodowały wzrost zakażeń i śmiertelności, nasilają się problemy gospodarcze – jest nadzieja na upragnioną destabilizację. Nasze sprzedawczyki już zacierają ręce, a sprzedawczyków ci u nas dostatek – nigdy nie brakowało w Polsce ludzi działających przeciw polskim interesom narodowym bez względu na to, czy sprawowali władzę, czy znajdowali się w opozycji.

Mimo wszystko jesteśmy w nieporównanie lepszej sytuacji niż nasi ojcowie w 1939 roku – raczej nikt do nas nie wjedzie na czołgach. Grozi nam tylko inwazja ideologiczna, przed którą mamy szansę się bronić. Najlepszą obroną przed wojną ideologiczną jest znajomość faktów.

Wszyscy wiedzą, że Unia Europejska „daje nam pieniądze”, co jest miłe. Niestety nie wszystko, co miłe, jest bezpieczne. W stanie wojennym pieniądze, które napływały z Zachodu od dobrych ludzi i związków zawodowych na pomoc Solidarności (były to miliony dolarów), przyniosły skutek fatalny – wręcz dewastujący solidarnościową opozycję. Kanały przerzutowe tych funduszy były kontrolowane przez SB i pieniądze te, krążąc wśród podziemnych struktur, posłużyły do dekonspirowania, korumpowania i szantażowania działaczy. Największą korzyść wynieśli funkcjonariusze SB nadzorujący operację i tu nastąpiła wstępna akumulacja kapitału, umożliwiająca wygenerowanie kapitalistów – „geniuszy gospodarczych” III RP. Całość była precyzyjnie zaprogramowana przez służby.

Kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego władze Solidarności wysłały do Stanów Zjednoczonych delegację pod kierownictwem Jerzego Milewskiego. Milewski (TW „Franciszek”), „nie mogąc” wrócić do kraju, założył w Brukseli Biuro Koordynacyjne NSZZ Solidarność, które stało się rodzajem ambasady związku. Tu koncentrowała się cała działalność międzynarodowa Solidarności, tu spływały fundusze pomocowe, stąd wysyłano do kraju maszyny drukarskie i powielacze przemyślnie ukryte w transportach tirów. Powielacze miały zainstalowane nadajniki radiowe, dzięki czemu SB docierała do drukarzy jak po sznurku. Biuro brukselskie Solidarności pozostawało pod 24-godzinnym nadzorem SB.

Pieniądze woził do kraju Zdzisław Pietkun (TW „Irmina”) i przekazywał je do „Bankiera”, którym był Jacek Merkel – kolega Tuska, Lewandowskiego i tym podobnych, późniejszy biznespartner wysokich funkcjonariuszy SB. Merkel – specjalista od budowy okrętów – już wiedział, że w Polsce nikt nie będzie budował okrętów. Dlatego podczas internowania w Strzebielinku pilnie studiował niewątpliwie pasjonujące prawo bankowe. Opozycjonista Borusewicz nigdy nie rozliczył się z „podziemnych pieniędzy”, tłumacząc brak dokumentacji wymogami konspiracji.

Niewątpliwie istnieje związek między wysypem talentów politycznych z Trójmiasta a tymi pieniędzmi. Czy dzięki nim zaistniała także „mała Sycylia”? Bo Gdańsk to miejsce szczególne – tylko tu w pogrzebie prominentnego gangstera uczestniczył biskup, a człowiek tak skompromitowany, że nawet PO nie umieściło go na swoich listach, został uroczyście pochowany w katedrze.

Z tematem „podziemnych pieniędzy” łączy się ok. 100 niewyjaśnionych zgonów działaczy Solidarności średniego szczebla w latach dziewięćdziesiątych. Temat ten do bezpiecznych nie należy – dziennikarze interesujący się sprawą okazywali się ludźmi słabego zdrowia i szybko umierali. Zaś sam konfident Milewski (TW „Franciszek”) został szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego u prezydenta Wałęsy (TW „Bolek”) i następnie u prezydenta Kwaśniewskiego (TW „Alek”).

Otrzymywane pieniądze były nieszczęściem Solidarności i właściwie zlikwidowały ten wielki ruch społeczny i narodowo-wyzwoleńczy. Miejmy nadzieję, że unijne pieniądze nie przyniosą nam aż takiego pecha, zwłaszcza że dostawać ich będziemy relatywnie mniej.

„W 2021 r. Polska ma wpłacić do wspólnotowego budżetu aż 28,5 mld zł. To duży skok w porównaniu z 2019 r., gdy nasza składka wynosiła 21,7 mld zł. Polska rozwija się szybciej niż pozostałe państwa członkowskie. Rośnie więc nasz udział w unijnej gospodarce, a przez to – także udział w finansowaniu unijnych wydatków. Ciekawostką jest też to, że im lepsze efekty uszczelniania VAT, tym więcej musimy oddać na rzecz wspólnego budżetu”. („Rzeczpospolita”)

Wzruszająca jest troska brukselskich urzędników o nasz kraj, o prześladowanych gejów i gnębionych sędziów, ale paradoksem jest, że w trosce o naszą praworządność jaskrawo narusza się praworządność unijną, łamiąc traktaty.

Wchodząc do Unii zgodziliśmy się zrezygnować z jasno określonej części naszej suwerenności, ale nie wzięliśmy pod uwagę ewolucji tej organizacji w kierunku coraz większej integracji.

Często mówi się: „wchodziliśmy do innej Unii” i rzeczywiście – dziś jest to diametralnie inna organizacja, bo bez Wielkiej Brytanii! Wątpię, czy do takiej UE wstępowalibyśmy równie entuzjastycznie, zdając sobie sprawę, że bez Anglików Unia stać się może niemieckim folwarkiem. Jest sporo faktów przemawiających za tezą, że wypchnięcie z UE Wielkiej Brytanii odbyło się za cichą aprobatą Niemiec, a z pewnością w tym kierunku działało wielkie lobby rosyjskie na wyspach. Donald Tusk także odegrał w tym procesie swoją rolę.

Mówiąc o unijnych funduszach dla Polski, często mówi się, że „z każdego euro pomocy 80 centów WRACA do Niemiec”. To błąd. Niemcy, choć są największym płatnikiem netto, nie wpłacają 80 procent składki unijnej. Powinno się zatem mówić o transferowaniu czy „przepompowywaniu” pieniędzy innych płatników netto do najsilniejszego kraju Unii, którego mieszkańcy mają głowę do interesów.

W 2001 roku było w Polsce 76 cukrowni. W ciągu dwóch lat koledzy „bankiera” i „Franciszka” sprzedali 49 z nich. Nabywcami (po okazyjnej cenie) byli głównie Niemcy, którzy intuicyjnie wyczuli (?), że prawo unijne zostanie zmienione. I rzeczywiście – w 2006 r. Unia wprowadziła przepis, który w przypadku całkowitego demontażu urządzeń produkcyjnych, za każdą wycofaną tonę nakazywał wypłacić rekompensatę z funduszu restrukturyzacyjnego w wysokości 730 EUR. Po zdemontowaniu wszystkich cukrowni przepis przestał działać, pomysłowi Niemcy zarobili ok. miliard euro, Mercosur bardzo sobie chwali polski rynek cukru, a z 76 polskich cukrowni zostało 18. Tego typu akcji było mnóstwo (np. z cementowniami).

Dla mnie zaś mistrzostwem świata było 200 mln z funduszy pomocowych dla ubogich krajów na promocję sklepów Lidla w Polsce.

Na razie cieszymy się z obecności w UE nie tylko z powodu niewątpliwych korzyści ekonomicznych i swobody podróżowania, ale mamy też poczucie więzi kulturowych z innymi Europejczykami, z którymi łączy nas wspólne dziedzictwo. Oprócz korzyści są jednak uciążliwości – musieliśmy wygasić nasz przemysł stoczniowy, musimy zaprzestać wydobycia węgla, co oznacza koniec suwerenności energetycznej. Wprawdzie na fuzję Orlenu z Lotosem w końcu wyrażono zgodę, ale pod warunkiem sprzedaży części stacji benzynowych. Uciążliwością już dość zapomnianą było zatrzymanie budowy obwodnicy Augustowa pod pretekstem ochrony zasobów przyrodniczych doliny Rospudy. Niektórzy uważają, że chodziło raczej o utrudnianie komunikacji Polski z Litwą. Musieliśmy także bezsilnie patrzeć, jak niszczeje wielka część Puszczy Białowieskiej i gniją ogromne ilości drewna. Decyzję o tym skandalu wydała trzyosobowa „wysoka komisja” UE o porażających kompetencjach – poeta, socjolog i aktywista Zielonych. Minister Szyszko domagał się odszkodowań za gigantyczne straty, ale zmarł.

Nie da się przeliczyć na pieniądze strat demograficznych, jakie poniosła Polska w wyniku emigracji do krajów unijnych.

Ci, co wyjechali, raczej już nie wrócą, a z pewnością nie wrócą ich dzieci. Szczególnie niekorzystna jest emigracja do Niemiec, o której Angela Merkel powiedziała: „Polacy w Niemczech są przykładem udanej polityki integracyjnej”. Inne zdanie miał Jarosław Kaczyński: „Nie jest w naszym interesie wzmacnianie demograficzne Niemiec”.

Niewątpliwie bilans korzyści i strat naszego członkostwa w Unii jest dla nas dodatni, ale nie powinno nas to zwalniać z czujności, bo sytuacja może się zmienić. Wstępując do Unii Europejskiej wiedzieliśmy, jaki będzie kierunek ewolucji tej organizacji, bo nie było to tajemnicą. Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi (wg Mitrochina – agent KGB) w 1999 roku powiedział: „Budowanie federalnej Europy ma być celem samym w sobie (…) w procesie integracji europejskiej rozpoczął się nowy rozdział, w którym dotychczasowy kształt państwa narodowego nie ma racji bytu”. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz w 2010 roku oznajmił, że za 10 lat Unia będzie zintegrowaną federacją. Wygląda na to, że są opóźnienia, stąd nerwowe ruchy prezydencji niemieckiej.

„Do Europy” wprowadzali nas pryncypialni komuniści Kwaśniewski i Miller, którzy w ciągu 2 dni (27–31 stycznia 1990 r.) przekonwertowali się na miłośników demokracji, wartości europejskich i praw człowieka.

Popularne powiedzenie głosi, że „dawanie daje więcej satysfakcji niż branie” i nie dotyczy to bynajmniej tylko kociąt – na dawaniu można nieźle zarobić. Darowane pieniądze zaś mogą być narzędziem zniewolenia.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Ile jest warta suwerenność?” znajduje się na s. 6 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021.

 


  • Świąteczny, grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Ile jest warta suwerenność?” na s. 6 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 78/2020–79/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Gospodarka w czasie pandemii. Zapotoczny: Przepływ gotówki w gospodarce drastycznie się obniżył

Robert Zapotoczny o spadku przepływu gotówki, problemach przedsiębiorców, pomocy rządowej i oparciu w rodzinie.

Robert Zapotoczny wskazuje, że pandemia spowodowała kolosalny spadek przepływu gotówki. Nie chodzimy już do restauracji, a jedzenie na wynos to nie to samo, gdyż

Największe pieniądze restauracje zarabiają na napojach.

13 mld zł zostało przeznaczonych na pomoc przedsiębiorcom w ramach drugiej tarczy branżowej. Do tego dochodzi kilka miliardów umorzeń.

Są branże, które święcą triumfy jak nigdy więcej.

Prezes portalu Pracowniczych Planów Kapitałowych wskazuje, że właścicielom hoteli, czy organizatorom wesel trudno się przekwalifikować. Zaznacza, iż

Przekwalifikowanie to nie jest coś prostego.

Potrzeba na nie czasu. Zapotoczny podkreśla, że oparciem dla człowieka jest jego rodzina. Warto się o nią troszczyć.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Zapotoczny: każdy Polak zapisany do PPK zaoszczędził już 2500 zł. Możemy zawsze je wykorzystać

Prezes portalu Pracowniczych Planów Kapitałowych wskazuje, że program w ciągu roku wypracował prawie 10% zysku.

Robert Zapotoczny informuje, że od początku istnienia Pracowniczych Planów Kapitałowych uczestnicy zarobili średnio 2,5 tys. zł.  Łącznie do programu wpłacono 2,5 mld zł, wypracowany zysk wyniósł 230 mln zł.

Ten kto odszedł z PPK, zawsze może do nich wrócić. Pociąg nigdzie nie odjechał.

Za trzy lata wszyscy obywatele zostaną ponownie, automatycznie,  zapisani.  Prezes portalu PPK podkreśla, że ze zgromadzonych środków można cały czas korzystać, aczkolwiek wskazanej jest długotrwałe oszczędzanie.

Robert Zapotoczny przypomina że, w zależności od wieku, klient może przyjąć odpowiednią dla siebie strategię oszczędzania.

W PPK nie nastawiamy się na agresywne namnażanie oszczędności, lecz na spokojne, konsekwentne gromadzenie kapitału.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Barbara Jóźwiak: Amazon jest szansą, bo znakomicie poszerza zdolności sprzedażowe

Barbara Jóźwiak o pracach nad uruchomieniem polskiej wersji strony Amazona, ryzyku monopolizacji rynku księgarskiego i szansach związanych z wejściem giganta na polski rynek.

Barbara Jóźwiak komentuje rozpoczęciu prac nad uruchomieniem w Polsce platformy Amazon.pl. Zauważa, że amerykańska spółka należy do tzw. GAFA, zwanej też Wielką Czwórką, czyli największych firm Big Tech do których zalicza się także Google, Apple i Facebook.

To nie jest tylko sklep internetowy, ale jest obudowany także wieloma innymi biznesami.

Polska będzie siódmym państwem w Europie, które będzie miało zlokalizowany serwis internetowy Amazona. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego zauważa, że Amazon zaczynał od sprzedaży książek i wciąż jest w znacznej mierze z nią kojarzony. Wielu się obawia, że gigant księgarski stanie się w naszym kraju monopolistą. Zauważa, że we Francji Amazon nie zdobył dominującej pozycji na rynku. We Włoszech, gdzie wprowadzono ustawę chroniącą rynek księgarski przed praktykami monopolistycznymi Amazon ma ponad 20 proc. W Zjednoczonym Królestwie, gdzie obowiązywała podobna ustawa, ale z niej zrezygnowano, amerykański gigant ma 60 proc.

Amazon jest szansą, bo znakomicie poszerza zdolności sprzedażowe.

Jóźwiak mówi, że polityka firmy jest największym niebezpieczeństwem. Albowiem Amazon chce bezwzględnie zagarniać rynek.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Wagner: Jesteśmy ekipą Kolumba, która rozbiła namiot za Atlantykiem. Za wcześnie na konflikty geopolityczne w kosmosie

Czemu nie grozi nam konflikt w przestrzeni kosmicznej? Ernest Wagner o rywalizacji w kosmosie, konflikcie na orbicie, myśleniu geopolitycznym i ambicjach Elona Muska.

Ernest Wagner przedstawia sinoamerykańską rywalizację w kosmosie. Sądzi, że nie grozi nam konflikt w przestrzeni kosmicznej.

Jakkolwiek ludzie zawsze znajdują jakiś sposób, żeby się obijać w każdym miejscu, to w przestrzeni kosmicznej nie jest to takie proste. Wynika to z tego jak działają orbity.

Wyjaśnia obiekty na orbicie okołoziemskiej poruszają się z dużą prędkością (7,9 km/s), aby się na niej utrzymać. Przy takiej prędkości nawet mały odprysk farby może spowodować duże zniszczenia. Destrukcja jednego satelity grozi reakcją łańcuchową prowadzącą do zniszczeniu wielu innych.

Jesteśmy taką ekipą Kolumba, która dopiero rozbiła namiot na pierwszej wyspie po drugiej stronie Atlantyku. I to jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o konfliktach geopolitycznych. To pewnie przyjdzie z czasem.

Ekspert wskazuje, że tradycyjne geopolityczne myślenie związane jest z geograficznym podziałem skończonych dóbr. Przejawia się to w rywalizacji o kontrolę nad rejonami takimi cieśniny Malakka i Ormuz. W przypadku kosmosu ograniczeniem nie jest przestrzeń, ale technologia potrzebna by ją eksplorować.

Rozmówca Jaśminy Nowak odnosi się także do ambicji Elona Muska, zainteresowanego rozwijaniem prywatnych wycieczek w kosmos. Ocenia, że warto słuchać tego, co mówi amerykański miliarder. Chciałby on, aby na czwartej planecie od Słońca powstało milionowe miasto.

Wydaje mi się, że jest jakaś szansa chociaż to nie będzie łatwe, żeby ta kolonia na Marsie powstała.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Putin podczas szczytu w Davos: duże firmy technologiczne zaczynają konkurować z państwami

Władimir Putin po raz pierwszy od 2009 wziął udział w tegorocznym szczycie ekonomicznym w Davos. Mówił m.in. o zagrożeniach płynących z rosnącego wpływu dużych firm technologicznych.

Prezydent Rosji Władimir Putin ostrzegł w środę przed rosnącym wpływem dużych firm technologicznych, które, jak powiedział, „konkurują” z państwami.

To nie są tylko giganci gospodarczy, w niektórych obszarach już de facto konkurują z państwami – powiedział Putin, przemawiając na wirtualnym szczycie gospodarczym w Davos.

Rosyjski przywódca wyraził wątpliwość, czy niedawne zachowanie niektórych firm amerykańskich podczas prezydenckich w tym kraju sprzyjało zaostrzeniu regulacji.

W środę rosyjski regulator mediów Roskomnadsor ogłosił, że Facebook, Instagram, TikTok, YouTube, Twitter, VKontakte i Odnoklassniki zostaną ukarane grzywną za nieusunięcie wezwań do udziału młodzieży protestach w obronie Aleksieja Nawalnego, jakie miały miejsce w całym kraju 23 stycznia.

Rozmowa na szczycie

Uwagi Putina, dotyczące Big Techów są wynikiem pierwszej rozmowy telefonicznej nowego amerykańskiego prezydenta Joe Bidena z  Władimirem Putinem. Wśród poruszonych tematów, o których rozmawiali politycy była kwestia Aleksieja Nawalnego, ataki cybernetyczne na amerykańskie instytucje oraz nowy traktat o redukcji broni strategicznej, a także kwestia suwerenności Ukrainy.

Jak przekazał Biały Dom przywódcy obu krajów rozmawiali także o sfinalizowaniu pięcioletniego przedłużenia traktatu o kontroli zbrojeń strategicznych, zanim wygaśnie on na początku przyszłego miesiąca.

Biden poinformował Putina, że jego administracja bada cyberatak na amerykańskie instytucje z końca ubiegłego roku. Podejrzewa się, że dokonali go rosyjscy hakerzy.

A.N.

Źródło: media/ AP, AFP