Wadowice – prywatny folwark burmistrza Mateusza Klinowskiego. Progresja agresji wobec przeciwników politycznych

Dzień 42. z 80 / Burmistrz jeździ po Polsce na różne manifestacje, zamiast się zabrać za pracę na terenie miasta […], bo dla niego ważny jest tylko PR – uważa jeden z rozmówców Witolda Gadowskiego.

W rozmowie uczestniczyli Jacek Warchał, właściciel Aromat Cafe, kawiarni przy Rynku w Wadowicach, i Zdzisław Szczur, szef wadowickiej Solidarności, wadowiczanin z urodzenia, który w latach 80. był represjonowany i znalazł się w więzieniu.

– Nowy burmistrz [Mateusza Klinowski -przyp.red], który nastał w Wadowicach po pani Ewie Filipak, zaczął nas szykanować nie ze względów biznesowych, ale politycznych – powiedział Jacek Warchał.

W trakcie kampanii w 2014 roku Jacek Warchał wspierał komitet opozycyjny względem aktualnego burmistrza i umieścił banery w ogródku kawiarnianym. Wyrażał w ten sposób sprzeciw wobec inicjatywy Klinowskiego Wolne Wadowice, mającej portal Wolne Wadowice, który, co ciekawe, zarejestrowała w Stanach Zjednoczonych, co uniemożliwia dochodzenie wszelkich praw przed polskimi sądami.

– Burmistrz chciał, abyśmy zrezygnowali z działalności – powiedział Warchał. W maju 2015 roku władze miasta wypowiedziały właścicielom Aromat Cafe lokal przy Rynku, który prowadzili od 16 lat i właśnie rok wcześniej wyremontowali go, na co wydali 400 tysięcy złotych. Jak donosiły media w tamtym okresie, po wypowiedzeniu umowy miasto nie zamierzało zwrócić rodzinie pieniędzy poniesionych na remont lokalu, bo – jak twierdzi burmistrz – nie było tego w umowie najmu.

– Podjęto kroki, aby zakręcić w lokalu wodę, i zakręcano ją kilka razy – wspominał Jacek Warchał. Co prawda ustalenie, który kurek zakręca wodę akurat Warchałom, trwało jakiś czas i udało się to dopiero za trzecim razem. Akcja ta, jak wspomina pan Jacek, skorelowana była z odwiedzinami sanepidu – dwukrotnie, gdy przyjeżdżał na kontrolę, woda w lokalu była, więc nic nie mógł zdziałać.

– Myśmy pilnowali lokalu od tyłu, żeby nikt nie wszedł do naszej piwnicy, tam gdzie jest zawór, ale o godzinie czwartej rano straż miejska zaatakowała nas, powaliła na ziemię, odcięła kłódki i zakręciła wodę – wspominał pan Warchał.

– Smutne i przykre to było, jak zostaliśmy wyrzuceni jako Solidarność – mówił Zdzisław Szczur.

[related id=33845]- Przecież dzięki Solidarności to miasto zyskało dużo, bo między innymi Solidarność przywróciła pomnik 12 Pułku Piechoty Ziemi Wadowickiej na należne mu miejsce – mówił rozgoryczony działacz. Przypomnijmy, że pomnik w latach 70. ubiegłego wieku rozebrano i przeniesiono na cmentarz wojskowy. Także Solidarność wadowicka przywróciła nazwę Marcina Wadowity lokalnemu liceum. Trudno tu nie wspomnieć o sprawie budowy muzeum Jana Pawła II, którego inicjatorem również była Solidarność. Zbierała też pieniądze na mieszkania dla rodzin zakwaterowanych w dawnych pomieszczeniach po Wojtyłach.

– Naprawdę dużo Wadowice zawdzięczają Solidarności, a ten „narcyz”, jak go nazywają lokalne media, po prostu wyrzucił nas na bruk – powiedział Zdzisław Szczur. Tłumaczenia i rozmowy na ten temat w żaden sposób nie przekonują aktualnego burmistrza, zdaniem działacza Solidarności „to była typowa zemsta tego człowieka”.

– Burmistrz jeździ po Polsce na różne manifestacje, zamiast się zabrać za pracę tutaj, na terenie miasta, i zadbać o jakieś dobro […], bo dla niego ważny jest tylko PR – mówił działacz Solidarności.

– To dla mnie jest też zaskakujące, sądzę, że Jan Paweł II chciał coś przez to powiedzieć wadowiczanom, żeby się zastanowili nad swoim postępowaniem – mówił – kto wie, być może jest potrzebne takie otrzeźwienie.

Nasi goście komentowali również ubiegłoroczny zjazd „progresywnych burmistrzów i prezydentów miast”, z prezydentem Słupska Robertem Biedroniem na czele.

Na szerszym, krajowym forum Klinowski zasłynął jako przykład chciwości samorządowców. Po objęciu przez niego stanowiska uznał, że powinien dostać podwyżkę pensji o… 10 tysięcy złotych! Choć zarabiał wówczas dokładnie 11 415 zł brutto miesięcznie, czyli ok. 8020 zł na rękę. A to nie jedyna sprawa, jaka ciągnie się za Klinowskim, bowiem niedawno sąd warunkowo umorzył sprawę, w której oskarżony był o złożenie kilka lat temu fałszywych oświadczeń majątkowych.

Fot. Facebook burmistrz Wadowic

Do szczególnego rodzaju kuriozalnego wybryku aktualnego burmistrza Wadowic można również zaliczyć „życzenia” świąteczne, jakie opublikował na swoim facebooku w grudniu 2015 roku (patrz screen z jego strony internetowej).

– Wadowice są skomplikowane i trudne, ale myślę, że w sposób naturalny – powiedział Michał Siwiec. Jak zauważył, świat tylko przywykł postrzegać Wadowice nieco cukierkowo i laurkowo, przez pryzmat papieskich kremówek, miejsca narodzin i młodości papieża Jana Pawła II.

MoRo

Chcesz wysłuchać Poranka Wnet, kliknij tutaj

O Mateuszu Klinowskim goście wspominali podczas całego Poranka Wnet

Wywiad z Jackiem Warchałem w części piątej Poranka Wnet

Wywiad ze Zdzisławem Szczurem szefem Solidarności w Wadowicach w części piątej Poranka Wnet

Wywiad z Michałem Śiwcem w części piątej, trzeciej i drugiej Poranka Wnet

Krzysztof Sitko z portalu pressmania.pl w Poranku Wnet: Krótka historia przejęcia pressmixa przez Alefa Sterna

Dzień 42. z 80 / Wadowice / Czasami zastanawiamy się, czy to nie było zlecenie – powiedział Krzysztof Sitko o fatalnej w skutkach sprzedaży za symboliczny 1 tys. zł portalu pressmix Alefowi Sternowi.

– Alef Stern to kreacja pisarza, który tak naprawdę nazywa się Tomasz Markowski – powiedział Krzysztof Sitko. Zastrzegł, że nie zdradza tutaj żadnych tajemnic, bo Stern sam ujawnił się w momencie, kiedy kupił za symboliczną sumę jednego tysiąca złotych portal pressmix prowadzony przez Sitkę. Niestety projekt, który był mediami obywatelskimi, podobnie jak Radio Wnet, Markowski zniszczył, „wdeptał w ziemię i upokorzył wszystkich tych, którzy ciężko pracowali przez prawie cztery lata, żeby to dzieło powstało naprawdę z niczego”.

Fot. Facebook

Przypomnijmy, że – po wygranych przez PO wyborach w 2007 roku – w lipcu 2009 roku ukazała się książka wydana pod pseudonimem Alef Stern „Pola Laska”. Jak możemy przeczytać na stronie reklamującej owo dzieło, to oniryczno-alegoryczny pamflet na najnowszą historię III Rzeczpospolitej, ze szczególnym uwzględnieniem niechlubnej roli mediów, jaką odegrały w tym czasie. W pierwszym okresie, tuż po publikacji, dla wielu Stern był niczym „objawienie”, a po fatalnym 10 kwietnia 2010 roku ogłaszał różne tajemnice na temat katastrofy smoleńskiej, twierdząc, że jakoby nie tylko Rosja była zamieszana w zamach.

W tym czasie w internecie Alef Stern podał do publicznej wiadomości, że jego książka, w której wyjaśnia wszystko na temat katastrofy, została „aresztowana”. Poza tym ogłaszał w nim swe rzekome wizje, zwłaszcza w 2012 roku, kiedy to miał nastąpić koniec świata. Rok później, również w internecie, zaczęły pojawiać się wpisy na jegotemat, m.in. że  Alef Stern to oszust, amator i „osoba, której zlecono zadania do wykonania. Taki Nostradamus na etacie”.

– Czy to była tak wielka popularność, naprawdę trudno powiedzieć, bo to było dwóch internautów, którzy rozmawiali ze sobą, czyli Fiatowiec i Alef Stern – powiedział Sitko. Jego zdaniem podczas tych „rozmów” w sieci „jeden drugiego napędzał”. Przypomniał, że Fiatowiec bronił ludzi pracy w spółce Fiata w Polsce, a Stern kreował rzeczywistość; „na czyje zlecenie, trudno powiedzieć”.

– Nie mogę zdradzić tożsamości Fiatowca, bo to jest człowiek bardzo pilnie poszukiwany przez Fiata. Nadepnął na odcisk koncernowi włoskiemu, który wszedł do Polski w dziwny sposób w czasie procesu prywatyzacyjnego w latach 90. – zastrzegł rozmówca Witolda Gadowskiego. Jego zdaniem internet jest takim miejscem, gdzie bardzo łatwo wykreować pewne postaci, jakąś rzeczywistość.

Krzysztof Sitko był przez cztery lata redaktorem naczelnym pressmix.eu i jak sam przyznaje, to jedno z jego „dzieci medialnych”, które razem z zespołem wyprowadził na poziom rozpoznawalności.

– Dogadał się z nami, ze mną i moim wydawcą Mirkiem Jamro z Bielska Białej, że ten portal „dostanie skrzydeł”, wprowadzi reklamy i domy mediowe – mówił Sitko, opowiadając o obietnicach składanych przez Markowskiego, gdy chciał przejąć portal, który już wtedy miał dużo użytkowników. Dziś samo wspomnienie sprzedaży Markowskiemu strony, na której było ponad 1600 artykułów, oprawa, rozpoznawalność, marka, cały brend itd. za symboliczną sumę jednego tysiąca złotych sprawia, że gorzko „wzdycha nad swoją głupotą”, bo „chcieliśmy, żeby to się rozwijało”.

– Czasami zastanawiamy się, czy to nie było zlecenie – powiedział – bowiem portal stał po stronie prawdy i obywatelskiej rzeczywistości, która wówczas miała się zmienić [był okres kampanii wyborczej]. Krzysztof Sitko uważa, że być może Markowski miał wykonać zlecenie przejęcia, a potem zniszczenia portalu, bo dziś nie można na niego wejść, gdyż jest zawirusowany. Pokazuje się informacja, że „hakerzy przejęli kontrolę” nad nim. Redakcja Wnet sprawdziła to – rzeczywiście tak jest. Okienka wyskakują jedno po drugim jak oszalałe.

Witold Gadowski przypomniał, że na koniec Alef Stern poparł aktualnego burmistrza w wyborach samorządowych.

– W momencie, kiedy sprzedaliśmy portal, potrafił przyjechać z Tomaszem Godlewskim do Wadowic i dogadywać się z burmistrzem Klinowskim, żeby mnie zniszczyć. Próbował nazywać mnie kryminalistą, przestępcą, w dodatku wydzwaniał do moich znajomych i twierdził, że nie istnieje taka osoba jak Krzysztof Sitko – powiedział Sitko, co było dla niego tak „chamskie, niskie i obrzydliwe, że nie da się tego nawet opowiedzieć”. Dodał przy tym, że „palec Boży” dotknął Markowskiego zaraz po wyjeździe z Wadowic, bo już na obwodnicy tego miasta Godlewski z Markowskim mieli wypadek, a potem problemy z powrotem do domu.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego poranka Wnet, kliknij tutaj

 

Profesor Jacek Hołówka: Profesor Wolniewicz był jednocześnie radykalny i wrażliwy, i to jest to coś, co bardzo ceniłem

Według prof. Jacka Hołówki prof. Bogusław Wolniewicz był jednym z najciekawszych polskich filozofów ostatnich dekad, którego charakteryzował z jednej strony radykalizm, a z drugiej wrażliwość.

„Jest to człowiek, który przeszedł bardzo wielką ewolucję jeśli chodzi o swoje poglądy. W latach 70. prezentował się jako zdecydowany marksista. Potem stał się jednym z najbardziej żywych orędowników filozofii pozytywistycznej w Polsce. Stał się niezwykle ważny w życiu akademickim, przetłumaczył książki, które stały się fundamentem dla powstania neopozytywizmu” – powiedział filozof i etyk prof. Jacek Hołówka o zmarłym w piątek prof. Bogusławie Wolniewiczu.

Zaznaczył, że prof. Wolniewicz uchodził za jednego z najlepszych ekspertów filozofii Ludwiga Wittgensteina, austriackiego filozofa zajmującego się logiką, filozofią matematyki i umysłu.

„Wolniewicz rozumiał go bardzo oryginalnie. Dużo bardziej cenił sobie wczesne dzieła Wittgensteina niż jego późniejsze prace, co jest bardzo nietypowe. Większość uważa, że wczesny Wittgenstein był bardzo suchy, scjentystyczny (pogląd filozoficzny głoszący, że uzyskanie prawdziwej wiedzy o rzeczywistości jest możliwe tylko przez poznanie naukowe). Z kolei ten późniejszy odnosił się też do kultury, języka, religii i szerokiego rozumienia realizacji międzyludzkich. Wolniewicz myślał odwrotnie” – powiedział Hołówka.

Zdaniem profesora analizy Wittgensteina, jakich dokonał Wolniewicz, pozwalają np. zrozumieć lepiej, czym jest współczesny materializm, który nie sprowadza świata do jego podstawowych fizycznych elementów.

„Wszystko to, co się dzieje w świecie, tak jak my świat znamy, co obejmuje społeczeństwa, kulturę, zjawiska psychologiczne i socjologiczne, musi się odwoływać do dużo bardziej skomplikowanych elementów podstawowych. To jest najbardziej głęboka myśl Wittgensteina, że istnieje coś takiego, jak stany rzeczym i to one są podstawowe, powiązane z relacjami. To stanowisko wydaje się bardzo ciekawe, bardzo obiecujące, choć do dzisiaj nie jest dostatecznie zbadane. Wolniewicz zrobił wiele, żeby w tej sprawie osiągnąć coś ciekawego” – dodał prof. Hołówka.

Podkreślił, że w twórczości Wolniewicza ceni jego tomy esejów na temat wartości życia ludzkiego czy relacji społecznych.

„Tam Wolniewicz przedstawia się jako bardzo ciekawa postać, która jest niezwykle radykalna jeśli chodzi o poglądy. Jest bardzo wymagający, zdecydowany. Narzuca pojęcie obowiązku i zobowiązania wobec innych jako pewnego rodzaju relację podstawową. Wolniewicz zawsze podkreślał, że nie ma w etyce reguł bezwyjątkowych. Występuje coś takiego jak sytuacje tragiczne. Mówił np., że eutanazja jest w zasadzie niedopuszczalna, ale nie wolno mówić, że jest niedopuszczalna zawsze i we wszystkich okolicznościach, bo powstają sytuacje tragiczne, w których nie ma innego rozwiązania, jak tylko zgodzić się na przyspieszenie czyjejś śmierci. Dokładnie to samo mówił na temat przerywania ciąży. W zasadzie powinno być to niedopuszczalne, ale nie wolno w sposób brutalny ingerować w życie, wartości, wyobrażenia o świecie, jakimi kobieta potrafi bądź nie potrafi obdarzyć swoje przyszłe potomstwo. W sytuacji tragicznej nikt nie ma prawa do komentarza – ani sąd, ani ksiądz, ani moralista, ani filozof – by ingerować i pouczać” – wyjaśniał.

Jacek Hołówka zaznaczył, że „ten jego radykalizm z jednej strony, a z drugiej strony wrażliwość jest czymś, co przez cały okres jego twórczości bardzo ceniłem”.

Profesor przyznał, że Bogusław Wolniewicz był osobą, która często bulwersowała, wypowiadała ostre sądy.

Jego zdaniem działo się tak dlatego, że profesor stawiał pewne problemy bardzo wyraźnie i nie przejmował się reakcją opinii publicznej. „Uważał, że opinia publiczna nie jest wyrazicielem społecznej mądrości, tylko tłumi jasność myślenia i otwartość wyrażania myśli” – dodał Jacek Hołówka.

Zwrócił jednak uwagę, że prof. Wolniewicz w wielu kwestiach zasłużył na krytyczne uwagi.

„Jego kontrowersyjność była częścią programu, ale nie był nigdy agresywny. Potrafił sformułować ostre wypowiedzi, ale nigdy nie był napastliwy w stosunku do konkretnych osób” – podsumował filozof.

PAP/MoRo

Zmarł profesor Bogusław Wolniewicz, patriota o niezłomnym charakterze, który dążył do prawdy

W wieku 89 lat zmarł prof. Bogusław Wolniewicz, wybitny filozof i logik, publicysta, republikanin, jeden z najwybitniejszych umysłów polskiej prawicy, barwna postać debaty publicznej, krytyk UE.

Niezłomny charakter i dążenie do prawdy, które przeważało nad wszystkim – tak o profesorze Wolniewiczu mówi jego uczeń dr Paweł Okołowski z Instytutu Filozofii UW. To, co wyróżniało profesora, to dążenie do prawdy, niezłomny charakter i patriotyzm.

Prof. Wolniewicz urodził się 22 września 1927 r. w Toruniu. Był synem działacza narodowego zamordowanego przez Niemców. W 1951 roku obronił tytuł magistra filozofii, w ’62 – docenta, a w ’90 – profesora. Przez większość zawodowego życia był związany z Instytutem Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Profesor Wolniewicz był twórcą ontologii sytuacji, tłumaczem i komentatorem dzieł Ludwiga Wittgensteina. Ceniony na świecie, już od lat 60. prowadził gościnne wykłady między innymi w USA i Wielkiej Brytanii.

Od 1956 roku do 1981 roku był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Był krytyczny wobec wejścia Polski do Unii Europejskiej. Szczególnie dbał o obronę zagrożonych wartości europejskich. W ostatnich latach związany z Radiem Maryja, gościł w TV Trwam, gdzie komentował wydarzenia społeczne i polityczne, znany z radykalnej krytyki Unii Europejskiej. Publikował teksty m.in. w „Naszym Dzienniku”. Był również gościem Radia Wnet, gdzie komentował aktualne wydarzenia, i wykładowcą Akademii Wnet.

Choć w wielu kwestiach identyfikował się z konserwatywnym sposobem myślenia, to istniały zagadnienia, w sprawie których prof. Wolniewicz zajmował stanowisko, które nie było kojarzone z prawicowym paradygmatem. Tak było np. w przypadku eutanazji, której filozof był zwolennikiem, czy kwestii istnienia Boga, w której prof. Wolniewicz zajmował stanowisko agnostyczne, równocześnie negując możliwość ludzkiego życia po śmierci.

[related id=”33628″]Wśród ekspertów uchodził za jednego z najwybitniejszych specjalistów od filozofii tzw. pierwszego Ludwiga Wittgensteina, czyli tej opisanej przez austriackiego filozofa w „Traktacie logiczno-filozoficznym”.

„Mówiąc za Platonem, że dusza ludzka zmierza do prawdy, to w przypadku profesora Wolniewicza ja bym powiedział, że jego dusza zmierzała do prawdy. Był to człowiek, który kochał przede wszystkim prawdę, a prawda jest wielką wartością naszej cywilizacji. Są też inne wartości równie wielkie i czasem wchodzą one ze sobą w konflikt. Jest także tak, że prawda może kłócić się z dobrem i tutaj Wolniewicz był rozdarty. Miał jednak taką konstrukcję, że dążenie do prawdy przeważało nad wszystkim. Był zdania, że we wszystkich sferach życia prawda najlepiej służy” – powiedział dr Paweł Okołowski.
Dodał, że prof. Wolniewicz wskazywał na to np. w kontekście relacji polsko-ukraińskich, które – według niego – powinny być oparte właśnie na prawdzie, na ujawnieniu wszystkiego i rozliczeniu z historią.

Jak podkreślił, właśnie to dążenie do prawdy profesora, które miało wręcz „absolutystyczny charakter”, powodowało, że wielu ludzi do siebie zrażał. „W tym dążeniu profesor przypominał filozofów ze starożytności czy średniowiecza’.

Jako drugą cechę charakterystyczną dla prof. Wolniewicza dr Okołowski wymienił niezłomny charakter.
– Zadaliśmy mu pytanie o zdrowie, wyrażając przy tym zdziwienie, że on cały czas pracuje, ale on powiedział, że tym, co go trzyma przy życiu, bo wszystko ma chore, to jest walka. Niezłomny charakter i walka to są dwa czynniki, które, jak myślę, są wystarczające do tego, by wielu ludzi do siebie zrazić – jednej strony relatywistów, a drugiej konformistów – powiedział.

Dr Okołowski zwrócił uwagę, że prof. Wolniewiczowi zarzucano konformizm, że krytykowano go za przeszłość, czyli przynależność do PZPR, za wypowiedzi, których udzielał np. w Radiu Maryja.
– To nie był konformizm, tylko realizm. Profesor atarał się wybierać takie platformy, które pozwalałyby mu nagłośnić sprawy, które tego wymagają, trafić do ludzi. Nie chodziło mu o poklask czy sławę. Starał się tak ustawiać, by jego głos był słyszalny. Był społecznikiem, patriotą, nie zamykał się w wieży z kości słoniowej. On rozumiał interes narodu, dobro Polski i starał się w tych sprawach zabierać publicznie głos – podkreślił.

Paweł Okołowski przyznał, że czynił starania, by dodatkowo uhonorować odznaczeniem państwowym prof. Wolniewicza. Jak relacjonował, gdy Wolniewicz się o tym dowiedział, stwierdził, że „będzie z tego więcej kłopotów niż radości” i że jemu nie jest to potrzebne”.

Monika Rotulska/PAP

Chcesz wysłuchać wykładów profesora Wolniewicza w Akademii Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z prof. Wolniewiczem, który przeprowadził Krzysztof Skowroński:”Boli mnie Polska, ranią Rodacy”, kliknij tutaj

Wywiad z profesorem Bogusławem Wolniewiczem w Radiu Wnet:” Demokracja bez Boga”. Chcesz posłuchać kliknij tutaj

 

 

Słowa Trumpa godne postaci historycznej: „Polacy, Amerykanie, Europejczycy nadal wołają wielkim głosem: My chcemy Boga!”

„Razem walczmy wszyscy, tak jak Polacy: za rodzinę, za wolność, za kraj i za Boga”. To, co powiedział prezydent USA, można śmiało nazwać ratunkową dla cywilizacji Zachodu, dziejową „Doktryną Trumpa”.

Krzysztof Pasierbiewicz

Jak nam w roku 1952 bezpieka wykończyła Ojca Akowca, mama wpadła w czarną rozpacz. Żeby nas z bratem utrzymać, pisała całymi nocami na maszynie i sprzedawała po kolei biżuterię, obrazy, srebrne sztućce, a w końcu jej ukochany fortepian, na którym przygrywając sobie na cztery ręce, Rodzice mieli zwyczaj podśpiewywać ulubione piosenki. Od śmierci Taty przez lata nie widziałem Mamy uśmiechniętej. Aż naszedł październik roku 1957. (…)

Aż nadszedł ów pamiętny moment, gdy maleńki Gerard Cieślik pokonał po raz drugi Lwa Jaszyna, strzelając główką zwycięskiego gola Ruskim. Myślałem, że się niebo rozstąpiło. Sto tysięcy ludzi zawyło ze szczęścia. Ludzie rzucali się sobie w objęcia, płakali z radości, poleciały w górę czapki, kapelusze, marynarki, torebki. Wszyscy krzyczeli: Niech żyje wolna Polska! Rozbrzmiewały toasty i bimber lał się strumieniami.

Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że, jak kilkakrotnie powtórzył Donald Trump: „nie da się zabić naszej polskiej duszy”. Że prawdziwi Polacy nigdy nie ugną karku przed Moskwą. I raptem zobaczyłem, że moja mama się śmieje. Oszalała z radości, wzięła mnie w objęcia, wrzeszcząc mi do ucha: „Synku mój kochany! Wygraliśmy z Rosją!!! Pomściliśmy ojca!!!”. (…)

Nasz ukochany katecheta każdego roku chodził z nami na wieczorne majowe nabożeństwa, które nazywaliśmy „majówkami”. Tam na zakończenie śpiewaliśmy zawsze: „My Chcemy Boga, Panno Święta, o usłysz naszych wołań głos (…) My chcemy Boga w książce, w szkole (…) Niech Boga wielbi Chrobry, Lech (…)”. A gromkie echo tej pieśni niosło się wówczas od kościoła do kościoła, od miasta do miasta, od wsi do wsi i cała Polska odważnie śpiewała, mimo sowieckiego terroru i wszechobecnych ubeków, którzy nie mieli odwagi stawić czoła bohatersko zdesperowanym ludziom. Zaś dla mnie osobiście pieśń „My chcemy Boga” ma od tamtego czasu znaczenie tożsame z polskim hymnem narodowym.

I do dzisiaj Polacy tę kultową pieśń śpiewają w kościołach z podniesionym czołem, o czym przypomniał odważnie w przemówieniu Donald Trump: „Stojąc tu dzisiaj przed tym niesamowitym zgromadzeniem, jakże wiernym narodem, nadał słyszę te głosy odbijające się echem w historii. Ich przesłanie jest tak samo aktualne dzisiaj, jak kiedykolwiek – Polacy, Amerykanie, Europejczycy nadal wołają wielkim głosem: My chcemy Boga!”.

I to zawołanie czyni Donalda Trumpa postacią historyczną. To zaś, co powiedział w Warszawie amerykański prezydent, można śmiało nazwać ratunkową dla cywilizacji Zachodu, dziejową „Doktryną Trumpa”. Na zakończenie swego dziejotwórczego przemówienia amerykański prezydent powiedział: „Więc razem walczmy wszyscy, tak jak Polacy: za rodzinę, za wolność, za kraj i za Boga. Dziękuję Wam, niech Was Bóg błogosławi, niech Bóg błogosławi Polaków, niech Bóg błogosławi naszych sojuszników i niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki!”.

Cały artykuł Krzysztofa Pasierbiewicza pt. „Po przemówieniu Trumpa” znajduje się na ss. 1 i 2 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Krzysztofa Pasierbiewicza pt. „Po przemówieniu Trumpa” na s. 1 i 2 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Polska do Trybunału Sprawiedliwości UE: Wstrzymanie wycinki w Puszczy Białowieskiej to szkody o wartości 3,2 mld zł

Wstrzymanie wycinki w Puszczy Białowieskiej, tak jak chce tego KE, spowoduje szkody w środowisku o szacowanej wartości 3,2 mld zł – napisał do Trybunału Sprawiedliwości UE polski resort środowiska.

[related id=”32358″]Trybunał podjął 28 lipca decyzję o natychmiastowym nakazie wstrzymania wycinki na obszarach chronionych Puszczy Białowieskiej. To środek tymczasowy, o który wnioskowała KE. Polska dostała czas do piątku, by przesłać swoją odpowiedź w tej sprawie.

Z informacji uzyskanych przez PAP wynika, że resort środowiska podkreśla w piśmie, iż jego działania są zgodne z przepisami dyrektywy ptasiej i siedliskowej, a nawet niezbędne dla ochrony przyrody.

Przeciwnego zdania jest Komisja Europejska, która właśnie za nieprzestrzeganie tych regulacji rozpoczęła procedurę o naruszenie prawa unijnego w Polsce. Obie dyrektywy są podstawą europejskiego programu Natura 2000.

Ministerstwo Środowiska argumentuje, że wniosek Komisji Europejskiej dotyczący zastosowania przez Trybunał środka tymczasowego, czyli nakazu natychmiastowego wstrzymania wycinki, nie spełnia odpowiednich przesłanek, by go zastosować.

W odpowiedzi Polski wskazano, że już na pierwszy rzut oka nie jest oczywiste, iż żądania KE są uzasadnione, bo – jak przekonuje ministerstwo – jej stanowisko w znacznej mierze opiera się na hipotezach.

Resort ministra Jana Szyszki przekonuje również, że nie można mówić o tym, że uzasadnieniem działań Trybunału jest pilność sprawy, bo Komisja na wcześniejszych etapach nie spieszyła się z działaniami, które miałyby położyć kres ewentualnemu naruszeniu prawa.

Pierwsze informacje o kontaktach Brukseli z Warszawą w sprawie puszczy pojawiły się w marcu 2016 roku. Kilka tygodni później podano, że prowadzone jest w tej sprawie wstępne postępowanie, które następnie zostało przekształcone w procedurę o naruszenie prawa unijnego.

Komisja nie wykazała powstania poważnych i nieodwracalnych szkód w puszczy
Ministerstwo jest zdania, że Komisja nie wykazała w wystarczający sposób prawdopodobieństwa powstania poważnych i nieodwracalnych szkód na skutek interwencji na obszarach chronionych puszczy.

W piśmie do Trybunału resort przekonuje, że to właśnie realizacja środka tymczasowego, o który wnioskowała KE, spowodowałaby zniszczenie siedlisk przyrodniczych i spowodować nieodwracalne szkody, których wysokość została oszacowana na 3,24 mld złotych.

Spór dotyczący prowadzenia wycinki w Puszczy Białowieskiej przybrał na sile, gdy w ubiegłym tygodniu Trybunał Sprawiedliwości w swojej wstępnej decyzji przychylił się do wniosku KE o zastosowanie środka tymczasowego i nakazał wstrzymanie wycinki drzew.

Resort środowiska zapowiedział w poniedziałek, że będzie nadal prowadził działania w puszczy. W środę rzeczniczka KE Mina Andreeva powiedziała, że „Komisja śledzi sytuację z wielkim zaniepokojeniem”. „Jeśli zostanie potwierdzone, że wycinka ma dalej miejsce w Puszczy Białowieskiej, sprawa zostanie wzięta pod uwagę w prowadzonej procedurze praworządności dotyczącej Polski” – zapowiedziała.

Ministerstwo Środowiska w czwartkowym komunikacie podkreśliło, że na terenie puszczy są prowadzone tylko działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa publicznego, tym samym są one zgodne z postanowieniem Trybunału Sprawiedliwości UE.

Z informacji otrzymanych przez PAP z Trybunału wynika, że postępowanie w sprawie środków tymczasowych jest w toku. Nadal obowiązuje postanowienie wiceprezesa Trybunału z 27 lipca o wstrzymaniu wycinki. „Wydaje się, że postępowanie w sprawie środków tymczasowych może zakończyć się we wrześniu” – podało PAP źródło w Trybunale.

PAP/MoRo

Burmistrz Nowalski: Pozostaje tylko modlić się, żeby wojna nie wybuchła ani nie miały miejsca wydarzenia na wielką skalę

Dzień 37. z 80 / Sejny /Poranek WNET – Kosztem naszego bezpieczeństwa to się odbędzie – żalił się Nowalski, gorzko żartując, że „znowu w mieście nad Marychą będzie można łatwiej kupić marychę”.

Bob Marley zapewne wybrałby się do Sejn, gdyby tylko usłyszał, że to gród nad rzeką Marychą, a tak na poważnie przesmyk sejneński lub przesmyk suwalski to aktualnie pojęcia obecne w terminologii NATO, oznaczające polskie tereny położone wokół Suwałk, Augustowa i Sejn, które jednocześnie stanowią połączenie terytorium państw bałtyckich z Polską i resztą państw NATO oraz rozdzielają terytorium rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego oraz sojuszniczej wobec Rosji Białorusi. Według armii USA region ten należy do potencjalnie najbardziej zapalnych punktów w Europie.

– Mamy specyficzny moment, kiedy zarówno Rzeczpospolita, jak i Republika Litewska mogą na nowo ułożyć stosunki z sąsiadem – powiedział burmistrz Sejn Arkadiusz Nowalski. Jego zdaniem historycznie to, co dzieje się dzisiaj, można porównać do roku 1938, kiedy „Niemcy stworzyły pewną nową jakość i wtedy doprowadzono do pojednania polsko-litewskiego. Niestety, teraz Rosja tworzy podobny klimat”. Porównał korytarz suwalski do przesmyku Fulda, który leżał w RFN na granicy NATO i Układu Warszawskiego i był najbardziej zapalnym punktem epoki zimnej wojny.

– Jeżeli sojusznicy, to znaczy Rosja i Białoruś, będą się chcieli w ramach potencjalnego konfliktu połączyć, a ćwiczą to czasami, to będą musieli zająć nasze terytorium – powiedział burmistrz Nowalski. Ufa jednak, że polskie wojsko i Sojusz Północnoatlantycki również ćwiczą, aby do tego nie dopuścić.

Zaznaczył przy tym, że niestety miejscowa ludność w razie takiego kryzysu nie może liczyć na pełne bezpieczeństwo. Jego zdaniem brak jest jakichkolwiek działań, dzięki którym byłaby zabezpieczona – działań na poziomie rządowym i we współpracy z Litwinami.

– Potrzebujemy odpowiedzi na pytanie, skąd wziąć prąd, bo jesteśmy na jednej, pojedynczej nici elektrycznej – powiedział burmistrz. Jak uważa, bez konkretnych działań Warszawy Sejny nic nie mogą zrobić w tej sprawie, chociażby ze względu na zadłużenie i zakaz – w ramach planu naprawczego – inwestycji do 2022 roku.

– Pozostaje się tylko modlić, żeby wojna nie wybuchła ani nie miały miejsca wydarzenia na wielką skalę – powiedział Arkadiusz Nowalski, który mimo zaufania do władz centralnych i sojuszy, w jakich jest Rzeczpospolita, ma nadzieję, że nic takiego się jednak nie zdarzy.

Uważa, że coraz większe wyludnienie tych terenów powinno wreszcie skłonić Polaków i Litwinów do pojednania. Przypomniał, że Litwini mają ruch bezwizowy ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie często trafiają za chlebem.

Trudne lepsze stosunki z Litwinami

– Niedługo w tych rejonach, które zwykle były zarzewiem rozbieżności polsko-litewskich, nie będzie ani Polaków, ani Litwinów – powiedział gość Poranka. Jego zdaniem zarówno Litwa, jak i Polska powinny zrobić wszystko, aby ten proces zahamować. Jest to szczególnie paląca kwestia, bowiem jeśli Sejny nie odnotują wzrostu liczby mieszkańców, to całkiem realne stanie się zagrożenie, że miasto nie będzie w stanie spłacić swoich długów.

– Sejny to piękne miasto z pięknymi ludźmi i dużymi trudnościami, głównie natury finansowej – powiedział burmistrz Sejn, miasta o bogatej historii. Jego zdaniem, jest to najbardziej newralgiczny region dla dobrych stosunków polsko-litewskich poza rejonem Wileńszczyzny. Przyznał, że nie zawsze stosunki polsko-litewskie były dobre, ale ten etap „mamy już za sobą”. Nazwał je szczególnie trudnymi, bowiem lista rozbieżności jest długa, ale w mieście Sejny na szczęście została zredukowana do minimum.

– Przez ostatnich kilkanaście lat mieliśmy taką sytuację, że niepublicznym szkołom z językiem litewskim poprzedni burmistrz postanowił nie wypłacać wszystkich należności. Długi się spiętrzyły i sięgnęły do poziomu ponad miliona złotych wraz z odsetkami – powiedział Nowalski. Dodał, że część tej sumy stanowią kwoty, które powinny wpływać od sąsiednich gmin za dzieci z ich terenu, ale ponieważ miasto Sejny nie płaciło, to regres był niemożliwy. Jak mówi, to smutna historia. Przypomniał, że według polskiego prawa co cztery lata w samorządach jest przeprowadzana kompleksowa kontrola finansowa. W przypadku Sejn w okresie, gdy nie regulowano należności, miały miejsce trzy kontrole, a tylko jedna zajęła się tym tematem. – I po tej kontroli dług na nas spadł jak z przysłowiowego nieba, a jest to o tyle dziwne, że temat był wałkowany od dziesięciolecia na poziomie dyplomatycznym – powiedział Arkadiusz Nowalski. Zaznaczył, że dług narastał przez tyle lat, bo „mamy w naszym kraju czasami problemy z respektowaniem prawa”.

– Dziś trudno mi jest wymienić jakiś poważniejszy konflikt między Polakami i Litwinami – pochwalił się burmistrz Nowalski. Jako zarządca miasta zaczął w tym roku spłacać 12-letni dług i dlatego sąd zajmuje się ugodą miedzy miastem Sejny a organem prowadzącym niepubliczne litewskie szkoły w tym mieście.

Po wyjeździe psa zakwitnie handel marychą w mieście nad Marychą

Sejny jako miasto graniczne są również terenem, na którym dochodzi do handlu narkotykami. W ostatnim okresie Sejny zabłysły jako miasto mające psa, który w ubiegłym roku miał na swym koncie największą w Polsce liczbę wykrytych przemytów.

Sejny, „ze względu na wzmożoną ekspozycję młodzieży na narkotyki, podjęło decyzję o zakupie psa i ten pies w zeszłym roku zrobił rzeczywiście najlepsze wyniki” – pochwalił się burmistrz miasta. Nie ukrywa, że smutkiem napawa go fakt, że ten pies, jako mistrz wykrywalności, „pojedzie robić wyniki do Białegostoku”. Jego zdaniem dzieje się tak, bo Sejny nie mają „aż takiej siły przebicia”.

[related id=33271]- Suwałki stać na to, żeby sobie wybudować siódmą fontannę, Sejny, żeby sobie kupić psa, ale gdy ten pies robi wyniki, to przegrywamy z silniejszymi ośrodkami – zakończył smutną konstatacją burmistrz. Jego zdaniem administracja na całym świecie jest taka sama. Ktoś na górze w policji wymyślił centralizację i psy, które „robią wyniki”, mają być w jednym miejscu.

– My zainwestowaliśmy w nasze bezpieczeństwo i kosztem naszego bezpieczeństwa to się odbędzie – żalił się – I po tej kontroli dług na nas spadł jak z przysłowiowego nieba, a jest to o tyle dziwne, że temat był wałkowany od dziesięciolecia na poziomie dyplomatycznym – powiedział Arkadiusz Nowalski, żartując gorzko, że „znowu w mieście nad Marychą będzie można łatwiej kupić marychę”.

– Zachęcam do osiedlania się w Sejnach – zaapelował na koniec burmistrz, wymieniając zalety miasta – m.in. „świetny szpital” i to, że Sejny to szczególne miejsce, bo „ludzie tu, gdy wychodzą, często nawet domów nie zamykają”.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Komisja Europejska chce łączyć sprawę wycinki w Białowieży z procedurą praworządności

KE zapowiedziała, że jeśli potwierdzone zostanie, że wycinka w Puszczy Białowieskiej nie została wstrzymana, to włączy tę kwestię do prowadzonej wobec Polski procedury ochrony praworządności.

[related id=”33245″]”Komisja śledzi sytuację z wielkim zaniepokojeniem. Dotychczas widzieliśmy doniesienia prasowe w tej sprawie, ale jeśli zostanie potwierdzone, że wycinka ma dalej miejsce w Puszczy Białowieskiej, sprawa zostanie wzięta pod uwagę w prowadzonej procedurze praworządności dotyczącej Polski” – powiedziała na środowej konferencji prasowej rzeczniczka KE Mina Andreewa. Bruksela zamierza zbierać dowody przeciwko Polsce.

Jak tłumaczyła, „wypełnianie decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE jest integralną częścią europejskiego prawa, na którym opiera się Unia”. „Polska będzie musiała wyjaśnić swoje stanowisko przed sądem” – zaznaczyła rzeczniczka.

„Trybunał Sprawiedliwości UE jest po to, by utrzymywać w mocy unijne prawo. To instancja, która upewnia się, że zasady, co do których kraje członkowskie się zgodziły, jednomyślnie są przestrzegane” – dodała.

Andreewa odparła przy tym sugestie, że to mieszanie dwóch spraw (procedury ochrony praworządności i procedury o naruszenie prawa UE dotyczącej wycinki na chronionym obszarze). „Nie sądzę, że mieszamy dwie kwestie, gdy jeden z krajów członkowskich odmawia wykonania decyzji naszej najwyższej instancji – Trybunału Sprawiedliwości. Tu chodzi o porządek, porządek prawny, którego muszą przestrzegać wszystkie kraje członkowskie” – podkreśliła rzeczniczka. Jak argumentowała, jest to w bardzo jasny sposób połączone z praworządnością, na jakiej opiera się UE.

Pytana o następne kroki, odparła, że KE w jasny sposób oczekuje, iż polskie władze podporządkują się ubiegłotygodniowej decyzji unijnego sądu. „To pozostaje naszym głównym stanowiskiem” – wskazała rzeczniczka.

Jak wyjaśniała, z prawnego punktu widzenia procedura przewiduje, że polskie władze będą miały możliwość przedstawienia swojego stanowiska przed sądem.

Wprawdzie Komisja nie planuje (przynajmniej na razie) wysyłać do Polski swoich przedstawicieli, by ci potwierdzili, że wycinka dalej ma miejsce, ale jak wynika z wypowiedzi rzeczniczki, zamierza w inny sposób zbierać informacje w tej sprawie.

„W momencie gdy uruchamiamy procedurę o naruszenie prawa i prosimy o środki tymczasowe (wstrzymanie wycinki – PAP), dostarczamy dowody takie jak zdjęcia satelitarne itd. Jest sposób, aby zebrać dowody, i to jest coś, co będziemy się starać robić, opierając się na różnych źródłach” – poinformowała Andreewa.

Choć decyzja Trybunału Sprawiedliwości jest wstępna (ostateczne rozstrzygnięcie sporu między Polską i Komisją to kwestia co najmniej miesięcy), to zgodnie z unijnym prawem Warszawa ma obowiązek się do niej dostosować.

Jeśli Polska nie będzie respektować postanowienia o nakazie wstrzymania wycinki, Komisja będzie mogła rozpocząć kolejną procedurę o naruszenie prawa UE przeciwko naszemu krajowi. Potem sprawa może trafić do Trybunału i w ostatecznym rozrachunku grożą Polsce kary finansowe.

Andreewa mówiła, że jest cały arsenał przepisów prawnych dotyczących procedury o naruszenie prawa UE i różnych sytuacji, jakie się z nią wiążą.

Trybunał Sprawiedliwości UE podjął w piątek decyzję o nakazie natychmiastowego wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej na obszarach chronionych. Jest to też środek tymczasowy, o który wnioskowała KE. Polski resort środowiska zapowiedział w poniedziałek, że będzie nadal prowadził działania w Puszczy Białowieskiej. Minister Jan Szyszko poinformował, że do 4 sierpnia polska strona prześle swoją odpowiedź na zarzuty KE na działania wykonywane w Puszczy.

Włączenie kwestii odmowy wykonania przez Polskę decyzji Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej może być kolejnym argumentem dla Komisji, aby uruchomić art. 7 traktatu UE wobec naszego kraju.

Wiceszef KE Frans Timmermans, który prowadzi procedurę praworządności, ostrzegał w ubiegłym tygodniu, że Komisja może uruchomić art 7., jeśli polskie władze podjęłyby działania, które doprowadziłyby do odwołania sędziów Sądu Najwyższego lub przeniesienia ich w stan spoczynku. Taki scenariusz po zawetowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy o SN jest jednak obecnie mało realny.

Unijne prawo przewiduje, że o uruchomienie art. 7 może się zwrócić Komisja Europejska, Parlament Europejski lub jedna trzecia państw członkowskich. Kraje UE większością czterech piątych po uzyskaniu zgody PE mogą wówczas stwierdzić „istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” przez dany kraj wartości unijnych. Dopiero w kolejnym kroku Rada Europejska, czyli szefowie państw i rządów, może jednomyślnie otworzyć drogę do sankcji.

PAP/MoRo

Irena Śniadkowska o mieście królewskim Augustowie. Bolesne karty historii – Obława Augustowska, tzw. Mały Katyń

Dzień 36. z 80 / Augustów / Poranek Wnet – Wiele lat pracowaliśmy wspólnie ze wszystkimi przewodnikami PTTK nad tym, żeby o Obławie Augustowskiej usłyszał cały świat – powiedziała Irena Śniadkowska.

 

Augustów to miasto założone przez Zygmunta Augusta. Gród nad Nettą i dziewięcioma jeziorami to również najpiękniejsze zachody słońca, jakie można zobaczyć. Radio Wnet dzisiaj nadawało spod Kolumny Zygmunta, Zygmunta Augusta w mieście królewskim Augustowie.

– Miło mi państwa gościć w roku jubileuszowym, bowiem mamy 460-lecie założenia Augustowa. Dokładnie 17 maja 1557 roku król Zygmunt August założył moje piękne miasto – powiedziała pani Irena Śniadkowska, przewodnik PTTK, gość Wojciecha Jankowskiego w Poranku Wnet z Augustowa. Przypomniała, że lokowanie miasta w tym miejscu związane jest z romantyczną historią.

Legenda mówi, że właśnie tam król Zygmunt August umówił się z Barbarą Radziwiłłówną na pierwszą schadzkę. Jak zaznacza nasza przewodniczka, mit mija się z faktami, ale jak to bywa z legendami, i tam „można odnaleźć ziarenko prawdy”.

– Augustów to dawne tereny Jadźwingów, którzy urzędowali tutaj do XIII wieku, my jesteśmy ich potomkami – powiedziała goszcząca w Poranku Wnet przewodniczka PTTK, która wyjaśniła, że wiele osób mieszkających na północ od Augustowa, na terenie Suwalszczyzny czy obwodu Kaliningradzkiego, czuje się potomkami Jadźwierzy. W okresie późniejszym, jako że miasto było położone na szlaku z Wilna do Krakowa, było to typowe miasto handlowe. W okresie międzywojennym do Augustowa przyjeżdżał prezydent Mościcki, który gościł w klubie oficerskim położonym nad jeziorem Białym.

– W tym roku będziemy obchodzili 100-lecie osiedlenia się na tych terenach ułanów krechowieckich, którzy przybyli tu po wojnie polsko-bolszewickiej i przyczynili się do rozwoju tych ziem – powiedziała Śniadkowska. Przypomnijmy, że ułani krechowieccy to formacja mająca swój początek w Legionie Puławskiego, który walczył przeciw Niemcom po stronie Rosji podczas I wojny światowej. Formacja została utworzona przez Polski Komitet Narodowy, a swoją nazwę zawdzięcza bitwie pod Krechowcami, gdzie 24 lipca 1917 roku stoczyła zwycięską bitwę z oddziałami bawarskimi. W trakcie walk w wojnie polsko-bolszewickiej wielokrotnie walczyła przeciwko I Armii Konnej Budionnego.

Mały Katyń, czyli Obława Augustowska

Po II wojnie światowej w lipcu 1945 roku na terenie Puszczy Augustowskiej i jej okolic miała miejsce pacyfikacja zwana Obławą Augustowską, która do historii przeszła również pod mianem „małego Katynia”. Wymordowano wówczas około 600 osób (jak podaje IPN) – do tej pory nieznane jest miejsce ich pochówku. Możliwe, że miejsce stracenia i wiecznego spoczynku pomordowanych znajduje się w pobliżu granicy, po stronie białoruskiej. Pewne jest, że zamordowano ich przy akceptacji najwyższych sowieckich władz politycznych, to jest samego Stalina.

W trakcie obławy oddziały sowieckie przetrząsały lasy i wsie, aresztując podejrzanych o kontakty z polską partyzantką niepodległościową. Nie znamy dokładnie ani daty początkowej, ani końcowej operacji – najczęściej datuje się ją między 12 a 28 lipca. W sumie zatrzymano kilka tysięcy osób, część z nich więziono i poddawano brutalnemu śledztwu.

– Wiele lat pracowaliśmy wspólnie ze wszystkimi przewodnikami PTTK nad tym, żeby o Obławie Augustowskiej usłyszał cały świat – powiedziała Irena Śniadkowska, dla której wydarzenia sprzed ponad 70 lat są bardzo bolesne.

– Okrutnego mordu dokonali Sowieci na ludności cywilnej – mówiła. Jej zdaniem Sowieci wyciągali z domów młodych ludzi, zadając im pytanie, czy słyszeli o partyzantach, i na tej podstawie zabierano ludzi. Po kolei, dom za domem – w Augustowie, Mikaszówce i Gibach, gdzie dziś stoi memoriał poświęcony wszystkim tym, którzy zginęli w Obławie Augustowskiej.

– Wiemy, jak wyglądała obława, nieznane jest miejsce pochówku około 600 osób i czy w ogóle te osoby zostały pochowane – powiedziała Irena Śniadkowska. Przypomniała, że siedziba ówczesnej UB była na dzisiejszej ulicy 3 maja i tam przywożono ludzi na przesłuchania i wielu z nich już do domów nie powróciło. Problemy z ustaleniem, co działo się latem 1945 roku, wynikają również z tego, że „Rosja odmawia udostępnienia Polsce materiałów źródłowych o sowieckiej zbrodni z lipca 1945 roku”.

Informacje na temat Obławy Augustowskiej znajdziemy na stronie  KLUBu HISTORYCZNego IM. ARMII KRAJOWEJ W AUGUSTOWIE. Jego działaczami są państwo Danuta i Wojciech Kaszlejowie, którzy wiele zrobili, aby prawda ujrzała światło dzienne.

W artykule zamieszczonym na stronie Klubu Historycznego Danuta Kaszlej twierdzi, że ofiar było nawet ponad tysiąc. A w trakcie działań „zatrzymano i poddano brutalnemu śledztwu ponad siedem tysięcy ludzi, w tym starców, kobiety i nieletnich. (…) Wśród ofiar odrębną kategorię stanowili zabici w trakcie przeprowadzania obławy i polegli w walce z bronią w ręku”.

[related id=”33090″]- W tej chwili znamy 60 miejsc pochówku, ale niestety w znacznej części znajdują się one po stronie białoruskiej, na Grodzieńszczyźnie, a Białorusini niekoniecznie chcą z nami współpracować (…), jak również na terenie Obwodu Kaliningradzkiego – powiedziała pani Śniadkowska. W latach 90. szacowano, że zaginionych w tej akcji jest około 600 ludzi, a do dziś ustalono już, że zaginionych jest ponad 1000 osób, i „ta liczba stale wzrasta”, a ponad dwa tysiące zabitych. Przypomniała, że w 2015 roku wyszła książka Teresy Kaczorowskiej pod tytułem „Obława Augustowska”.

– Augustowiacy od zawsze wiedzieli o Obławie Augustowskiej, takiej okrutnej rzezi, i ciężko nam było pogodzić się z tym – powiedział nasz gość, wspominając, że w domach się o tym mówiło szeptem i w taki sposób dowiedziała się o tym od swoich dziadków. W czasach komuny bardzo ciężko było o tym mówić, ale pamięć nie ginęła.

– W mojej rodzinie akurat nie ma ofiar Obławy Augustowskiej, ale w rodzinach moich przyjaciół są – powiedziała na zakończenie.

Zachęciła do przyjazdu do Augustowa, bo tu się człowiek „najpiękniej resetuje”, o czym najlepiej wiedział Karol Wojtyła, który o swojej nominacji kardynalskiej dowiedział się właśnie na jeziorach augustowskich. Więcej w Poranku Wnet.

MoRo

Chcesz wysłuchać poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z Ireną Śniadkowską w części pierwszej Poranka Wnet.

73. ROCZNICA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO. O godzinie „W” zawyły syreny w hołdzie dla powstańców warszawskich

Punkt 17.00 w stolicy zawyły syreny, zatrzymali się kierowcy, zatrzymały się tłumy przechodniów. Wznoszono okrzyki: „cześć i chwała bohaterom”. W innych miastach również uczczono pamięć powstańców.

[related id=”32959″]O 17.00, w godz. „W”, o której 73 lata temu wybuchło Powstanie Warszawskie, w stolicy zabrzmiał dźwięk syren. Na minutę na ulicach przystanęli przechodnie, zatrzymały się samochody, tramwaje, autobusy. Tłumy ludzi zebrały się m.in. na Rondzie Dmowskiego i pl. Zamkowym; przed godziną „W” wznoszono okrzyki: „cześć i chwała bohaterom”.

Na Rondzie Dmowskiego zgromadziły się tłumy ludzi, w tym rodziny z dziećmi, wiele osób miało biało-czerwone flagi, odpalono biało-czerwone race.

PAP/Marcin Obara Mieszkańcy Warszawy tworzą „żywy znak” Polski Walczącej na placu Zamkowym

Wielu ludzi zgromadziło się również na pl. Zamkowym, gdzie mieszkańcy stolicy uformowali kotwicę – znak Polski Walczącej. Godz. „W” uczciły także jednostki rzeczne, które o 17.00 stanęły w nurcie Wisły oddając hołd powstańcom.

Godzina „W” była formalnym początkiem zrywu. Uczczono ją również przy pomniku Gloria Victis na Wojskowych Powązkach, gdzie o godz. 17.00 także zabrzmiały syreny. Zgromadzeni stali na baczność, następnie minutą ciszy uczcili pamięć powstańców. Odegrano Mazurka Dąbrowskiego.

Modlitwę w intencji poległych powstańców odmówił biskup polowy Wojska Polskiego gen. bryg. Józef Guzdek. Poległych w Powstaniu uczczono również salwą honorową.

„Składając ofiarę życia na ołtarzu wolności naszej ojczyzny zostawili nam niezwykle ważne przesłanie: lepiej poświęcić swoje życie w imię obrony wartości, które będą żyć niż żyć dla idei, które umrą” – mówił bp Guzdek. „Stajemy dziś przed pomnikiem Gloria Victis, aby spotkać się z poległymi i zmarłymi uczestnikami powstania. Oni wszyscy żyją w Bogu, żyją także w naszej pamięci, wszak nie umarła idea, dla której przelewali krew” – podkreślał.

Uroczystości przed pomnikiem Gloria Victis PAP/Tomasz Gzell

Wieńce przed pomnikiem złożył prezydent Andrzej Duda, a także delegacje: rządu z udziałem premier Beaty Szydło i m.in. wicepremierów Mateusza Morawieckiego i Piotra Glińskiego, Sejmu z udziałem wicemarszałków Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Ryszarda Terleckiego, Senatu z udziałem marszałka Stanisława Karczewskiego, PiS z udziałem prezesa Jarosława Kaczyńskiego oraz warszawskiego ratusza z udziałem prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Składającym wieńce towarzyszyli kombatanci. Prezydent złożył wieniec w towarzystwie Hanny Szczepanowskiej, Hanny Szeremety-Węgrzeckiej, Jerzego Majkowskiego i Sławomira Pocztarskiego. Wychodzących kombatantów zgromadzeni warszawiacy żegnali okrzykami „cześć i chwała bohaterom” i oklaskami. Tłum reagował także oklaskami na wychodzących przedstawicieli rządu, prezydenta i polityków partii rządzącej.

Zanim rozpoczęła się ceremonia przed pomnikiem Gloria Victis prezydent Andrzej Duda złożył wieniec na grobie wojskowego dowódcy Powstania Warszawskiego gen. Antoniego Chruściela ps. Monter. Towarzyszyła mu córka generała Jadwiga Chruściel. Z kolei po oddaniu hołdu w godzinę „W” grób „Montera” odwiedziła premier Beata Szydło.

PAP/Tomasz Gzell

Po godz. 17. z Ronda Dmowskiego na pl. Krasińskich wyruszył marsz środowisk narodowych m.in. ONR z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Obok marszu szła ok. 20-osobowa kontrmanifestacja Obywateli RP.

Rocznicę wybuchu Powstania obchodzono w Warszawie od rana. Uroczystości zainaugurowano złożeniem kwiatów przy gmachu na ul. Filtrowej, gdzie 31 lipca 1944 r. Antoni Chruściel „Monter” podpisał rozkaz rozpoczęcia powstania, wydany przez gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”.

Uroczystości odbyły się też przed pomnikiem Mokotów Walczy 1944 upamiętniającym powstańców dzielnicy, żołnierzy AK pułku „Baszta” i innych oddziałów V obwodu 10 dywizji im. Macieja Rataja walczących w dniach 1 sierpnia-27 września 1944 r. Pamięć o poległych powstańcach mokotowskich uczczono zapaleniem zniczy i złożeniem wieńców przed pomnikiem. Po zakończeniu uroczystości z parku im. Orlicz-Dreszera wyruszył Marsz Mokotowa, który przeszedł przed obelisk poświęcony pamięci 119 pomordowanych powstańców z „Baszty” przy ul. Dworkowej.

Fot. PAP/Marcin KmiecińskiWarszawa, 01.08.2017. Eleonora Galica-Zaremba ps. „Maja” śpiewa z dziećmi powstańcze piosenki

Przed południem prezydent Andrzej Duda złożył wieniec biało-czerwonych kwiatów przed Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli. Towarzyszący mu harcerze zapalili przed pomnikiem znicze. Rzeź mieszkańców stołecznej Woli trwała od 5 do 7 sierpnia 1944 r. Tylko 5 sierpnia w wyniku masowych egzekucji mieszkańców Woli zginęło ok. 20 tys. ludzi.

Przed Grobem Nieznanego Żołnierza w południe zabrzmiała salwa honorowa i złożono kwiaty. „To powstańcy warszawscy sprawili, że jest szansa na odbudowę niepodległości, ich ofiara nie może pójść na marne. To oni sprawili, że możemy dzisiaj z podniesionym czołem stanąć naprzeciw wszystkich trudności, że możemy dzisiaj wierzyć, że jest szansa na skuteczną walkę o odbudowę państwa i niepodległości” – mówił szef MON Antoni Macierewicz, który w trakcie uroczystości awansował kilkoro powstańców na wyższe stopnie oficerskie.

Przedstawiciele władz i kombatantów wzięli także udział w uroczystości przy pomniku Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, gdzie złożono wieńce. „W polskich dziejach wyjątkową rolę ogrywały trzy słowa – Bóg, honor, ojczyzna (…) Mieszkańcy Warszawy 73 lata temu podjęli walkę o niepodległość: za wiarę i w imię godności” – podkreślił marszałek Sejmu Marek Kuchciński, którego list na uroczystości odczytał wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Wiązanki złożono również przed pomnikiem gen. Stefana Roweckiego „Grota” przy al. Ujazdowskich.

Fot. PAP/Marcin Kmieciński
Warszawa, 01.08.2017. Uczestnicy marszu narodowców z czerwonymi flarami podczas godziny „W” na rondzie Dmowskiego w Warszawie – widok z PKiN. 1 sierpnia br. o godzinie 17

Rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego uczciły lub odnotowały także ambasady m.in. USA, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Okolicznościowe posty zamieściły też w sieci placówki NATO i instytucji UE w Polsce.

Najwięcej uwagi obchodom polskiego zrywu poświęciła ambasada USA w Warszawie. „Dziś jest 73. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Pamiętamy!” – czytamy na profilu ambasady na Twitterze. Do postu dołączono wizerunek sierżanta amerykańskiej Piechoty Morskiej trzymającego w dłoniach Znak Polski Walczącej.

Rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego uczczono również w innych miastach.

Na wieczór zaplanowano złożenie wieńców i wspólną modlitwę przed pomnikiem „Polegli-Niepokonani” na Cmentarzu Powstańców Warszawy. Później odbędzie się wspólne śpiewanie powstańczych piosenek na pl. Piłsudskiego i rozpalenie Ogniska Pamięci na Kopcu Powstania Warszawskiego na Mokotowie.

PAP/MoRo

Prezydent: chcemy zameldować powstańcom – Polska jest wreszcie wolna

73. ROCZNICA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO. Koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”

Marsz środowisk narodowych w Warszawie ku czci bohaterom stolicy

Prezydent złożył wieniec przed Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli

Premier Beata Szydło złożyła kwiaty pod dzwonem „Montera” oraz tablicą upamiętniającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Szef MON Antoni Macierewicz: dzięki powstańcom szansa na niepodległość

OBCHODY 73. ROCZNICY POWSTANIA WARSZAWSKIEGO Program uroczystości

Prezydent: Nie jest przegrane powstanie, które prowadzi do wolnej Polski

Kalendarium Powstania Warszawskiego 1 sierpnia – 2 października 1944 roku