Alawici do grobu, chrześcijanie do Libanu. Czyli dlaczego chrześcijanie popierają krwawego dyktatora

– Strefa Guty jest ostrzeliwana na prośbę mieszkańców Damaszku – poinformował ks. Waldemar Cisło, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie.

Na wstępie sympozjum „Solidarność i ochrona: polityczne obowiązki Europy wobec prześladowanych chrześcijan” europoseł Marek Jurek stwierdził, że podstawowym zadaniem jest rozpoznanie potrzeb prześladowanych chrześcijan oraz ustalenie systemu ochrony: – Jaki porządek międzynarodowy może gwarantować bezpieczeństwo ich życia, jakie sytuacje niosą dla nich największe zagrożenia. Przyjeżdżam bezpośrednio ze spotkania z arcybiskupem Sleimanem, metropolitą łacińskim Bagdadu, który trochę skorygował dane. Mówi, że na szczęście chrześcijanie częściowo powracają do swoich domów, ale mimo to w perspektywie tego stulecia, 81 proc. chrześcijan znikło z Iraku. Wyjechali albo zginęli.

Europoseł przypomniał również, że jeszcze w przededniu krucjat, chrześcijanie stanowili większość mieszkańców współczesnego Iraku.

 

Ksiądz Waldemar Cisło przedstawił inne informacje o wojnie w Syrii niż te, które powszechnie do nas docierają. Dotyczy to przede wszystkim ostrzeliwanej strefy Guty, która według relacji mieszkańców Damaszku, jest ostrzeliwana na ich prośbę:

– Oni przez kilka lat byli ostrzeliwani przez rebeliantów czy partyzantów z Guty. Pytali mnie „gdzie były organizacje międzynarodowe, gdy oni nas ostrzeliwali? To my wymusiliśmy na prezydencie, aby zakończył ataki na nas” – relacjonował ks. Cisło.

Opowiedział również o obozie dla uchodźców, który został zlikwidowany, ponieważ jego mieszkańcy znaleźli pracę i mieszkania. Jedną z podstawowych potrzeb dla ofiar wojny była możliwość edukacji dzieci. Jak wytłumaczył dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie, ceni się tam edukację, która daje możliwość wysokich zarobków. Dzięki pracowitości Syryjczyków oraz dobrej lokalizacji geopolitycznej PKB Syrii przed wojną był wyższy od PKB Polski.

– Inne organizacje nie mają pieniędzy lub nie chcą ich dawać na pomoc medyczną. Już w tym roku mamy prośby z tych kilkunastu miejsc w Syrii na 700 tysięcy euro. Proszą nas o jedno. „Nie znudźcie się tą pomocą” – mówił ks. Waldemar Cisło.

 

Prof. Maciej Münnich, wykładowca KUL, współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego oraz portalu Defence 24 zatytułował swój referat „Dlaczego syryjscy chrześcijanie wspierają krwawego dyktatora?”. Wykazał w nim złożoność problemu wojny w Syrii oraz duże poparcie społeczne dla Baszszara al-Asada.

– Problem polega na tym, że Wolna Armia Syryjska to nazwa. W rzeczywistości nie istnieje coś takiego. Nie ma centralnego dowództwa, nie ma jednej ideologii, wzorca. To są bardzo różne lokalne ugrupowania – a ostatnia próba zjednoczenia była podjęta w 2013 roku. Ostatecznie została powstrzymana przez inne ugrupowanie rebelianckie.

– Kościoły z początku nie angażowały się w ten konflikt, a część chrześcijan nawet uczestniczyła w antyasadowskich protestach, licząc na bardziej demokratyczne rządy – zwrócił uwagę Maciej Münnich, podając przykłady mordowania chrześcijan i niszczenie kościołów przez islamskich rebeliantów. – W poprzednim roku mówiłem, jakie jest hasło malowane na murach przez umiarkowanych rebeliantów: „Alawici do grobu, chrześcijanie do Libanu” – zakończył.

 

Prelegenci odpowiedzieli również na pytania uczestników sympozjum. Z powodu złej jakości nagrania seria pytań została wycięta.

 

WJB

Watykan przygotowuje dwa dokumenty o gender. Pierwszy zostanie opublikowany najpóźniej za dwa miesiące

Jak ujawnił abp Angelo Zani sekretarz Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej Stolica Apostolska przygotowuje dwa dokumenty na temat ideologii gender.

Dokument przygotowywany przez Kongregację ds. Edukacji Katolickiej będzie miał formę listu skierowanego do wszystkich episkopatów. Kongregacja nie podejmie jednak dyskusji z ideologią gender, lecz przypomni główne zasady chrześcijańskiego wychowania w tym względzie.

Na dokument bardziej pogłębiony, uwzględniający różne aspekty antropologiczne tej ideologi będziemy musieli poczekać trochę dłużej. Przygotowuje go Kongregacja Nauki Wiary.

Abp Angelo Zani przypomniał, że do zbawczej misji Kościoła należy troska o integralny rozwój człowieka, w tym jego seksualności. Teoria gender budzi uzasadniony niepokój, bo jak zauważył papież Franciszek promuje ona „społeczeństwo bez różnic płciowych i banalizuje podstawy antropologiczne rodziny”, a „tożsamość człowieka zdana jest na indywidualistyczny wybór”.

Papież wielokrotnie występował z ostrą krytyką tej ideologii. Podczas konferencji prasowej po podróży do Azerbejdżanu nazwał ją przejawem ideologicznej kolonizacji i wojną z małżeństwem.

 

Apel do katolickich nauczycieli by odwoływali się do zdrowego rozsądku jako fundamentu nauczania Kościoła, wygłosił również Prymas Anglii i Walii. Kard. Vincent Nichols.

– Uczniowie mogą podawać pod wątpliwość swoją tożsamość, jednak szkoły nie mogą ignorować płci, w jakiej narodziły się dzieci ani tym bardziej zachęcać do jej zmiany – oświadczył. Wyraźnie zaznaczył również kontrast pomiędzy Kościołem katolickim a Wspólnotą Anglikańską, która otwarcie zachęca dzieci do odkrywania, że „tożsamość skrywa się pod wieloma płaszczami”. Arcybiskup Westminsteru podkreślił, że płeć jest „dana” i przychodzi z narodzinami, jest wbudowana w człowieka. Taki fundament – dodał – w dzisiejszym płynnym świecie jest bardzo ważny.

 

Źródło: KAI

WJB

Podczas strajku kobiet w Madrycie zniszczono elewacje dwóch kościołów

Podczas odbywającego się 8 marca strajku generalnego kobiet zniszczono elewacje kościołów Ducha Świętego oraz Pielgrzymującej Dziewicy z Fatimy. Części napisów była wulgarna i propagowała aborcję.

W czwartek kilkadziesiąt tysięcy kobiet wyszło na ulice miast Hiszpanii w obronie ich praw. Towarzyszą temu manifestacje, które doprowadziły w kilku miastach do chaosu komunikacyjnego. Nad ranem odwołano w całym kraju ponad 300 kursów pociągów. W wielu miastach Hiszpanii prowadzone są także manifestacje, których uczestniczki żądają poszanowania praw kobiet, zmniejszenia dyskryminacji płciowej na rynku pracy, a także walki ze zjawiskiem przemocy domowej.

Pozytywnie o proteście Hiszpanek wypowiadało się na początku marca kilku biskupów, w tym arcybiskup Madrytu kard. Carlos Osoro. W jednym z wywiadów przyznał on, że rozumie motywy strajku Hiszpanek w Dniu Kobiet, dodając, że kobiety słusznie walczą o swoją godność.

Na ścianach i drzwiach wejściowych do świątyń nieznani sprawcy, prawdopodobnie uczestnicy protestu, wypisali farbą hasła i znaki organizacji feministycznych, w tym zdania propagujące aborcję. Treść niektórych z nich jest wulgarna.

DK/WJB, Źródło: KAI

„Lekarz wspiera aptekarza, obaj znów trumniarza, ale do ostatniej pory na nich wszystkich robi chory”. Od wieków to samo

Książkę doktora Kropa można i należy odczytać jako sygnał alarmowy, opis kryzysu zdrowia i medycyny, jaki nas czeka, jeśli będziemy naśladować osiągnięcia i błędy modelu medycyny euroatlantyckiej.

Paweł Zawadzki

Doktor Józef Krop – absolwent Akademii Medycznej w Krakowie, student Juliana Aleksandrowicza – po ukończeniu studiów wyjechał do Kanady, gdzie od 1972 roku prowadził praktykę lekarską. Po niemal trzydziestu latach pracy swe doświadczenia opisał w książce: „Ratujmy się! Elementarz medycyny ekologicznej”. (…) Nowojorscy taksówkarze nie mogą być krwiodawcami z uwagi na zbyt duże stężenie tlenku węgla (czadu) we krwi!

Dwa dojrzałe drzewa oczyszczają tyle powietrza (i produkują tyle tlenu), ile zużywa jeden człowiek. Ponoć w ostatnich latach wycięto w Warszawie 150 tys. drzew, jak podała „Gazeta Wyborcza”. Ile osób skazano tym samym na choroby płuc i ich pochodne?

W jednym z pism ekologicznych proponowałem, by każda osoba, która zginęła w PW44, otrzymała żywe drzewo pamięci ‒ co byłoby lekcją historii i dotlenienia żywych. Z gabinetu prezydenta Warszawy otrzymałem odpowiedź, że projekt jest niemożliwy do realizacji! (…)

„Lotne zanieczyszczenia organiczne są określane skrótem VCO. Przedostają się przez łożysko do płodu i przekraczają barierę mózgową. (…) Pierwszym objawem zatrucia mózgu jest depresja. Oprócz ogólnego zmęczenia, zawrotów i bólów głowy, drętwienia kończyn, pojawiają się objawy irytacji, niepokoju, zaburzenia pamięci, koncentracji i obniżenia inteligencji”.

(…) Polska nie dogoniła jeszcze „osiągnięć” USA i Kanady w złych nawykach żywieniowych, wysoko przetworzonej żywności, GMO, chemizacji rolnictwa, zatrucia środowiska, rozpanoszenia się „Wielkiej Farmy” ‒ ale ślepe i bezmyślne naśladowanie wzorców amerykańskich może nam boleśnie przypomnieć przysłowie, że „mądry Polak po szkodzie”. (…)

„Lekarz wspiera aptekarza, obaj znów trumniarza, ale do ostatniej pory na nich wszystkich robi chory”. Nic przez wieki się nie zmieniło ‒ aptekarz to „Wielka Farma” (mamy jedno z pierwszych miejsc w UE w lekomanii), „lekarz” to współczesna medycyna (czyli dobrze prosperujący przemysł produkujący ludzi chorych).

Cały artykuł Pawła Zawadzkiego pt. „Medycyno, dokąd zmierzasz?” znajduje się na s. 20 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Zawadzkiego pt. „Medycyno, dokąd zmierzasz?” na s. 20 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Znaczenie i rola „gańby” w dokonywaniu tzw. zmiany społecznej / Herbert Kopiec, „Śląski Kurier WNET” 43/2018

W bitwie z bezwstydem brakuje stanowczego sprzeciwu wobec tzw. nowej seksualności. Trudno więc się dziwić, że człowiek, wyłaniający się z haseł rewolucji seksualnej, to już nie jest stworzenie Boże.

Herbert Kopiec

Komu zależy na wywłaszczaniu ludzi ze wstydu?

Podzielę się dziś – notabene nie po raz pierwszy – paroma uwagami o znaczeniu i roli wstydu (gańby)w dokonywaniu tzw. zmiany społecznej (Z. Kwieciński, „Pedagogie Postu”, Kraków 2012). To z pozoru niewinnie brzmiące pojęcie oznacza postawienie świata na głowie, zmianę wzorców kulturowych w tempie tak przyspieszonym, że wzorce poprzednio dominujące zaczynają gwałtownie upadać.

Skoncentruję się na seksie wprzęgniętym w tę służbę lewackiej, antychrześcijańskiej rewolucji obyczajowej, odnotowując dla klarowności wywodu, iż pomysł manipulowania ludźmi za pomocą seksu nie jest nowym wynalazkiem. Tyle, że współcześnie już nie praca, lecz seksualność stała się tym, co należało/należy wyzwalać, a z czasem – gdy zakwestionowano pojęcie natury – kreować.

Herbert Marcuse (1898–1979), jeden z patronów kontrkulturowej rewolucji 1968 roku, zmierzającej do sygnalizowanej „zmiany społecznej” – postawił na destabilizację tradycyjnego społeczeństwa, które, według niego, należy zniszczyć, gdyż jest represyjne i nie pozwala człowiekowi być wolnym. Zakładał, że można to osiągnąć m.in. poprzez wczesne rozbudzenie seksualne młodzieży uniwersyteckiej i doprowadzenie do powszechnej rozpusty. Marcuse nawoływał do palenia bibliotek oraz do uprawiania seksu na świeżym powietrzu, najlepiej w narkotycznych oparach, poprzez które – rzekomo – widać prawdziwy świat. Aby być wolnym i szczęśliwym – twierdzą lewackie siły postępu – trzeba uwolnić skądinąd sympatyczny popęd seksualny, bo gdyby go nie było – trzeba to przecież przyznać – to i nas by nie było. Słowem: niezbędna jest „rewolucja erotyczna”.

Starsi wiekiem pamiętają pionierkę tych zmian moralnych, „burzycielkę seksualnego tabu” w epoce PRL-u – Michalinę Wisłocką (1921–2005). Ostatnio w związku z premierą filmu (styczeń 2017) o jej edukacyjnej krucjacie gazety pisały, że „Ona nauczyła Polaków seksu”, a w „Wysokich Obcasach” ukazał się tekst pod tytułem: Rewolucja erotyczna Michaliny Wisłockiej: To była walka o miłość. W jej pojmowaniu miłości – zauważmy – seks był/jest traktowany bardziej jako cel niż środek. Pod pewnym względem w sukurs Wisłockiej przyszła ostatnio reżyserka filmowa M. Szumowska (ur.1973), produkując ideologiczne filmy, między innymi o płatnej miłości – rzekomo wyjątkowo odkrywczej i pociągającej, w stylu „soft porno”. „To film o pożądaniu rzeczy. Seks jest jedną z nich” – mówi reżyserka Szumowska o swojej nowej fabule – prostytucji wśród paryskich studentów. Główną rolę gra francuska gwiazda Juliette Binoche.

W rozmowie z dziennikarzem awangardowa artystka Szumowska wyznaje, że pierwszy raz spotkała się z aktorką, która nie ma w sobie strachu, jest tak otwarta. „Zaskoczyła mnie już samą decyzją, że chce zagrać w takim filmie. Na planie nie stawia sobie żadnych barier i podaje siebie jak na tacy. To sprawiło, że ja również podjęłam to wyzwanie – podałam siebie na tacy (…). Odkryłyśmy między sobą podobieństwo. Obie potrafimy lekko przekraczać granice – wstydu czy przyzwoitości, jak ktoś chce to nazwać, o co, jak wiesz, w ogóle nie dbam” (Polka bez kompleksów, rozmowa z Małgorzatą Szumowską, „Gazeta Wyborcza” lipiec 2010).

Dodajmy, że ów deklarowany nonszalancki stosunek Szumowskiej do wstydu czy przyzwoitości nie wygląda na zwykłą paplaninę. Coś może być na rzeczy. Artystkę wychowali rodzice, którzy „nigdy niczego jej nie zakazywali”. Choć trzeba przyznać, że sama Szumowska nazwała to „ryzykownym stylem wychowania”. „Moim dzieciom wolno było taplać się w błocie (…)” – wyznała mama artystki, Dorota Terakowska (E. Kozakiewicz, „Dom na opak”, 1999 r.).

Nobilitacja prostytucji

„Choć prostytutka to kobieta upadła i z tego powodu ocena prostytucji jest wszędzie jednoznacznie negatywna – to film Szumowskiej (Sponsoring) – piszą recenzenci – chciałby to zmienić”. Prostytutki są, według Szumowskiej, całkiem OK, bo „mają w sobie dużo kobiecego ciepła (…) pomagają mężczyznom, których żony nie spełniają erotycznych fantazji, bo całą swoją seksualność, w sensie czułości, przelewają na dzieci”.

Przywołana argumentacja (negująca wartość rodziny!), uzasadniająca atuty i przewagę prostytutek nad żonami/matkami, wpisuje się w „mądrość” samego Włodzimierza Lenina. Tak jak Szumowska troszczy się i raduje z powodu erotycznie spełnionych żonkosiów, tak samo Lenin, mając na oku zbudowanie raju na ziemi w postaci komunizmu, zauważył (już w 1904 r.), że potencjał energii seksualnej, nakierowanej dotąd na wartości rodzinne (i w ten sposób tłumionej i utrzymywanej w ryzach obyczaju), przyczynić się może do zwycięstwa komunizmu. Należy tylko omamić ludzi świetlaną wizją nieskrępowanego tradycyjną moralnością spełnienia seksualnego. Jakie to proste, prawda?

M. Szumowska została też kolejną ambasadorką akcji „Ramię w ramię po równość”, wyrażając swoje poparcie dla gejów i lesbijek. Wyprzedziła ją w tym cywilizacyjnym projekcie „zmiany społecznej” Manuela Gretkowska, która stwierdziła w telewizji ni mniej, ni więcej, że „geje Fay-Moulton (z USA ściągnął ich do Polski TVN) są jak Cyryl i Metody, którzy przyszli do Słowian, żeby wprowadzić cywilizację” (F. Kucharczyk, Cywilizacja rakowa, „Gość Niedzielny” 2008). Niedawno można było zobaczyć Szumowską w roli edukatorki seksualnej: „Masturbacja – przypominała z dobrą dykcją, polemizując z aktualnym podręcznikiem szkolnym – jest zachowaniem jak najbardziej normalnym”. Należy więc zmienić stosunek do masturbacji – przekonuje.

Destrukcyjne konsekwencje edukacji seksualnej

Myślę, że warto sięgnąć do intuicji mało znanego w Polsce niemieckiego socjologa Helmuta Schoecka (1922–1993), z nadzieją, że może być pożytecznym ostrzeżeniem przed opłakanymi, destrukcyjnymi skutkami współczesnej seksualnej rewolucji. Zaliczany do ruchu konserwatywnego Schoeck, autor licznych książek o zacięciu publicystycznym (od 1950 roku wykładał na uniwersytetach w USA), po powrocie do Niemiec (1965 r.) wszedł natychmiast w ostre polemiczne starcia z Nową Lewicą i ideologami ruchu ’68, nie ustając w demaskowaniu ich prawdziwych celów politycznych i edukacyjnych. Wymagało to odwagi i poświęcenia, gdyż jak pisał nasz T. Konwicki (1926–2015) – przypomnijmy – pupil wszystkich „salonów PRL-u”: „Cała Europa była na lewo! Na lewo to było w porządku! Na lewo to był szpan!”.

Strategia zimnej, wyrachowanej kalkulacji

Warto przypominać, że funkcjonariusze „zmiany społecznej”, miłośnicy „postępu” – z reguły lewackiej maści, wiązali i nadal wiążą z wywłaszczaniem wstydu u dzieci nadzieje na wyzwolenie ludzkiej seksualności ze stanu – jak twierdzą – „ciemiężenia przez obłudną i represyjną tradycyjną kulturę”. Wzmiankowany wyżej Helmut Schoeck zwracał uwagę na to, że idea pozbawiania wstydu naszych dzieci, zarówno w anatomicznym, jak i psychicznym sensie, nie zrodziła się ze swawoli seksualnych obsesjonatów, ale z zimnej, wyrachowanej kalkulacji lewicowych manipulatorów, używających dzieci jako świnek morskich w duchowych eksperymentach: zmuszając chłopców i dziewczęta, aby wspólnie pozbywali się wstydu, trafnie przewidując, że owo oswajanie się z bezwstydem rozbija siły duchowe i czyni w świadomości człowieka wyrwę otwartą na każdy inny rodzaj „zmiany” w dziedzinie dotychczasowych norm moralnych i konwencji.

Poszukując odpowiedzi na pytanie: komu zależy na oswajaniu ludzi z bezwstydem – warto wiedzieć, że wprowadzana do niemieckich szkół edukacja seksualna – uważał Helmut Schoeck 40 lat temu – przynosi szczególnie destrukcyjne owoce, ponieważ prowadzi się ją w klasach mieszanych, jednocześnie przed dziewczętami i chłopcami („seks z rynsztoka” – podkreślał – „lewica wałkuje w klasach mieszanych”). „Chce się wszak dzieciom wszczepić przekonanie – pisał konserwatywny socjolog – że dla kolektywu nic nie jest święte, że wszystko może i powinno być dostępne” (T. Gabiś, „Arcana” nr 1/2014).

„Nie uważam, by sceny erotyczne – mówi o swoim filmie Szumowska – były na granicy pornografii, one są, moim zdaniem, po prostu do bólu realistyczne. I takie miały być”. Podobne „wolnościowe” przekonanie odnajdujemy w Owsiakowym zawołaniu „róbta co chceta!”. Nie powinno więc zaskakiwać, że Owsiak podczas Przystanku Woodstock zalecał konserwatywnej posłance Pawłowicz, by była bardziej otwarta – by „spróbowała seksu”. Jak przekonywał, wówczas posłance „rozluźnią się nogi, plecy, poczuje wiatr we włosach, a przez to w głowie może też się poukładać”.

W ten sposób pojmowane atuty seksu (dzięki niemu nawet rozum miewa się rzekomo lepiej!) celowo pozbawiają ludzi (uczniów) szansy, aby mogli prywatnie i osobiście odczuć urok sfery erotycznej, aby dali się nią w przyszłości oczarować. Oczywiście można posłuchać rewolucjonistów, pasjonatów seksu spod znaku Owsiaka, Szumowskiej, Wisłockiej (życiorys tej ostatniej: życie w trójkącie z mężem i przyjaciółką – średnio się nadaje na wzór nawet dla ludzi o lewackiej wrażliwości) i seks postawić w miejsce Boga, ale to się smutno kończy.

W autobiograficznym filmie fabularnym (33 sceny z życia) i w dokumencie o swoim ojcu Szumowska zdradza swojego męża i zamiast ronić łzy, nonszalancko i bezceremonialnie pali papierosy na cmentarzu przy grobie rodziców. „Ja nigdy żałoby nie przeżyłam, może tylko w małym stopniu, robiąc film 33 sceny z życia, ale i to nie jest pewne, może to zwykła iluzja” – wyznała kilka lat po śmierci swoich rodziców. Choć z przygnębiającym niesmakiem, mogę jednak o tym pisać, nie naruszając prywatności(?) artystki, gdyż przytaczam (cytuję!) konkretne przykłady naruszania przez nią niejednego (w tradycyjnym sensie) tabu, z czego zresztą ona sama nie robi tajemnicy. Wręcz przeciwnie – wygląda na to, że Szumowska dobrze wie, iż na braku hamulców moralnych, pogardzie dla tradycyjnych wartości, przekraczaniu tabu właśnie – można zafundować sobie sukces, brylować na międzynarodowych festiwalach. Przykro o tym pisać, ale to dlatego „Małgośka” w autobiograficznym filmie z pieczołowitością opowiada o dramatycznych okolicznościach, w których po kolei umierali jej rodzice. (Jaka fajna jest prostytucja… o najnowszym filmie Małgorzaty Szumowskiej, Internet).

Nie będę ukrywał, że artystyczna kariera Małgorzaty Szumowskiej interesuje mnie i irytuje nie tylko z racji mojego ogólnego „niewyemancypowania”. „Małgośka” – podobno lubi, aby tak o niej mówić – jest córką Doroty Terakowskiej (krakowskiej dziennikarki i pisarki, (która mówi o sobie, że „starannie pielęgnuje w sobie wariata i uczy tego córki”) i Macieja Szumowskiego (filmowca i dziennikarza). To moi rówieśnicy ze studiów. Z Dorotą, jeszcze jako panienką, chodziłem przez dwa lata (1960–1962) na język francuski w ramach lektoratu, a z Maćkiem przez pięć lat mieszkałem w „Żaczku”, domu studenckim Uniwersytetu Jagiellońskiego o niepowtarzalnym klimacie, w którym pojęcie „brać studencka” nie było puste. Oboje przedwcześnie zmarli w 2004 roku. Nie muszę zapewniać, iż z naturalnego sentymentu i z nostalgii za młodością i „studenckimi czasami” byłoby mi miło, gdybym mógł z ich córki „Małgośki” – podobnie jak rodzice – być dumny. Ale czy to jest możliwe, Drogi Czytelniku – musisz rozstrzygnąć sam.

Dlaczego aż tyle ekshibicjonizmu?

Co się dzieje i jak to zrozumieć, że pokoleniowo tożsami ze mną rodzice Małgorzaty Szumowskiej wychowali tak radykalnie „postępową” artystkę? Nie muszę dodawać, że bardzo mi z młodą Szumowską nie po drodze. Mam oczywiście pełną świadomość, że próba satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie: dlaczego? jest marzeniem ściętej głowy. Mimo to nie rezygnuję, upatrując w tym jakąś szansę wglądu w ogólniejsze przyczyny toczącej się dziś w Polsce niebezpiecznej i bolesnej (plemiennej) wojny polsko-polskiej.

Ma być miło i przyjemnie

Bez aspiracji do wymyślenia prochu jestem przekonany, że w niezbędnej bitwie z bezwstydem brakuje stanowczego sprzeciwu wobec tzw. „nowej seksualności”, realizowanej w ramach edukacji seksualnej dzieci. Trudno wówczas mieć pretensje, że człowiek, który wyłania się z haseł rewolucji seksualnej, to już nie jest stworzenie Boże, zatroskane o swoje zbawienie i sensowne życie.

Mało; drążąc ten wątek, znajdziemy się w kręgu pobrzmiewającej na gruncie lewackiej, skrajnie liberalnej ideologii brawurowej tezy, w myśl której w gruncie rzeczy człowiek jest na świecie po to, żeby uprawiać seks, zdradzać i mieć z tego przyjemność, no i nie musi stawiać sobie żadnych wymagań. Ma wszak być miło i przyjemnie. Poniekąd trudno się temu dziwić, bo cóż lepszego mogą robić ludzie, którzy postanowili zerwać z moralnością zakorzenioną w chrześcijaństwie i żyć, jakby Boga nie było? Czegóż mogą chcieć bardziej niż seksu? Może władzy? Władza jest trudniej dostępna od seksu…

Ale udane „obalenie seksualnego tabu” jakoś, póki co, też nie wywołało powszechnej szczęśliwości (F. Kucharczyk, 2017). W oswojonej już w kręgach awangardy artystycznej banalności w przeżywaniu seksualności nie ma przecież wstydu. I co? Ano amerykańska aktorka Shirley MacLaine wyznała swoim wielbicielom: „Miałam ogromną liczbę kochanków, po trzech dziennie. Niektórzy byli naprawdę okropni”.

Myślę też, że należy mocniej uwyraźniać i ostrzegać, iż dzisiejsza edukacja seksualna wpisuje się w strategię opisaną przez Vladimira Volkoffa, a polegającą na osłabianiu i pokonywaniu przeciwnika (zwłaszcza Kościoła katolickiego) bez użycia wysiłku militarnego. Do elementów tej strategii należy m.in. (obok siania niezgody między obywatelami, podżegania młodych przeciwko starym itp.) sprzyjanie obyczajowej rozwiązłości. Działa to jak koń trojański. Pamiętamy, że wbrew ostrzeżeniom Kasandry, Trojanie sami wprowadzili go do swojego miasta na własną zgubę. Obserwacje potwierdzają, że rodzice – i jest ich coraz więcej – nie tylko nie zauważają zagrożeń płynących dla ich dzieci z gloryfikowania seksualności, ale bywa, że sami popychają je w tym kierunku. „Poproszę o seksowną sukienkę dla mojej 11-letniej córeczki” – zwróciła się do ekspedientki sklepu z odzieżą „postępowa” mamusia. Znajoma wychowawczyni przedszkola zauważyła ostatnio, że w jej przedszkolu trzy dziewczynki noszą… stringi. W tym jedna czterolatka…

Refleksja końcowa

„Dostrzeganie tego, co się rzuca w oczy, wymaga nieustannego wysiłku”. (George Orwell)

Da się wszelako zauważyć, iż sposób wywłaszczania ze wstydu przyjmuje formę stępienia zmysłów, powodując niwelację myśli i doznań, i w konsekwencji sferę intymną człowieka nieuchronnie otwiera dla pornografów. Dziś, po latach, już możemy śmiało powiedzieć, że Schoeck się nie mylił. Czy więc Niemcy go czytają? Okazuje się, że nie za bardzo („Arcana” nr 1/2014).

Niestety, wciąż mało znane jest spostrzeżenie, o którym pisał ten konserwatysta, że tak zwana emancypacyjna i krytyczna pedagogika ma nadrzędny cel: już od pierwszych klas szkoły podstawowej, ba, przedszkola, wykorzenić przekazywane tradycją ideały, wartości i reguły w obcowaniu międzyludzkim. Przy czym trzeba w zarysowany wyżej sposób pomyślaną rewolucję robić tak – przyznają w chwilach szczerości lewicowi fachowcy od „zmiany społecznej” – by nikt nie zauważył, że właśnie się dokonuje.

Tak oto rośnie nam pokolenie zniszczonych psychicznie dziewczynek – ostrzegło onegdaj Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne. Powód? Niezwykle skąpe stroje, roznegliżowane zabawki i wszechobecne w mediach programy o podtekstach erotycznych (R. Kim, Seksowne ciuszki już w przedszkolu, „Dziennik” 2007). Potrzeba zatem większej świadomości, że na celowniku rewolucyjnych sił postępu znalazł się głównie Kościół katolicki, przymuszany, by również zgiął kark przed bożkiem seksu.

Kto bardziej prowokacyjnie łamie Dekalog (Terakowska mówi o sobie: „Ja osobiście nie potrafię się zamknąć w jakiejś jednej religii, podobają mi się wszystkie”), kto kpi z patriotyzmu – ten budzi większe zainteresowanie mediów. Telewizje roją się więc od Kiepskich i kabaretowych skeczów, w których obleśni, podpici, zachwyceni sobą „polaczkowie” naśmiewają się z proboszcza i wikarego. Za pomocą takich metod buduje się w Polakach nową świadomość „obywatela europejskiego”, który niekoniecznie będzie się już kierował interesem, racją stanu własnego państwa.

Leje się więc propaganda, uświadamiająca (?), jak należy żyć, aby się nie wychylać, jakie poglądy są słuszne i „europejskie”, a jakie z „ciemnogrodu”. Rośnie więc po części pokolenie ukształtowane przez telewizje promujące „lumpenumysły”, dla którego Bóg nie istnieje, bo nigdy nie widzieli Go na ekranie… Widzą za to w teleturniejowych popisach młodniejącego z każdym rokiem Krzysztofa Ibisza albo Małgorzatę Szumowską, odważnie, choć luzacko oswajającą Polaków z prostytucją i masturbacją. W przerwach zaś mogą sobie poczytać wyznania jej mamusi Doroty Terakowskiej na temat ich domu i rodziny. W jej samoocenie dom rodzinny dawał córce Małgorzacie „zawsze to, co powinien”. „Nie jestem tylko mamą – przyznaje Terakowska – ale i przyjaciółką, chociaż daję im czasem trzaśnięte pomysły”. Córki potwierdzają: ich mama ma zwariowane, dziwne pomysły. Zazdroszczą jej nawet tego szaleństwa (E. Kozakiewicz, op. cit).

No właśnie, czy patologiczne, destrukcyjne, wyuzdane siły postępu, zmierzające do przeprowadzenia „zmiany społecznej”, mogłyby wymarzyć sobie lepszych, bardziej bezwstydnych szaleńców? A to przecież ci szaleńcy destabilizują ład społeczny i są prawdziwymi „benificjentami” wywłaszczania ze wstydu.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Komu zależy na wywłaszczaniu ludzi ze wstydu?” znajduje się na s. 11 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Komu zależy na wywłaszczaniu ludzi ze wstydu?” na s. 11 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

 

Argentyński parlament zainaugurował prace na rzecz legalizacji aborcji

W agendzie parlamentu na najbliższe miesiące znalazł się projekt ustawy proaborcyjnej. Dokument przewiduje umożliwienie usunięcia ciąży do czternastego tygodnia życia nienarodzonego dziecka.

Projekt depenalizujący aborcję będzie rozpatrywany wspólnie przez cztery Komisje – Ustawodawstwa Ogólnego, Zdrowia, Karną oraz Rodziny. Przewodnictwo nad pracami będzie sprawował szef Komisji Ustawodawczej Daniel Lipovetzky z Cambiemos, który deklaruje poparcie dla postulatu środowisk feministycznych i lewicowych. Pierwsze posiedzenia przewidywane są na drugą połowę marca. W związku z wezwaniem prezydenta o długą i dojrzałą dyskusję prace w Komisjach mają potrwać przez wiele tygodni, przynajmniej do połowy czerwca.

W Argentynie, tak jak w Polsce, parlament jest dwuizbowy. Jeśli deputowani Izby Niższej przyjmą proaborcyjny projekt, dokument trafi do Senatu. Według składanych za pośrednictwem mediów deklaracji większość senatorów opowiada się za życiem i prawdopodobnie odrzuciłaby nowe prawo. W przypadku zaaprobowania inicjatywy przez obydwie izby ustawa trafi do prezydenta, który może ją zawetować.

Argentyński przywódca swoim przemówieniem rozpoczął 1 marca sesję parlamentu. Macri podkreślił, że jest zwolennikiem prawa do życia, ale jego zdaniem kraj potrzebuje dojrzałej i odpowiedzialnej dyskusji na ten temat. Media spekulują, że wprowadzenie pod obrady kontrowersyjnego projektu ma odwrócić uwagę od trudnych dla społeczeństwa reform gospodarczych.

Blok Cambiemos, na którego czele stoi prezydent, jest podzielony w sprawie lewicowej inicjatywy. Część deputowanych opowiada się przeciwko projektowi, ale niektórzy zapowiadają jego poparcie. Macri zapowiedział, że nie zarządzi w tej sprawie dyscypliny partyjnej. Oznacza to, że każdy polityk Cambiemos będzie mógł zagłosować w zgodzie z własnym sumieniem. Rządząca koalicja nie posiada większości w żadnej z izb parlamentu. Spośród pozostałych sił parlamentarnych tylko dwie skrajnie lewicowe ugrupowania opowiadają się w całości za proaborcyjną inicjatywą. W innych partiach – podobnie jak w Cambiemos – opinie są podzielone. Wielu deputowanych nie ujawnia swoich poglądów, dlatego eksperci podkreślają, że trudno przewidzieć wynik głosowań.

Zaniepokojenie rozpoczęciem dyskusji nad wprowadzeniem aborcji na życzenie wyrazili argentyńscy biskupi. W komunikacie Komisji Wykonawczej Konferencji Episkopatu Argentyny zaapelowano o uznanie prawa do życia niewinnych istot ludzkich, które same nie mogą się bronić.

Krajowa Kampania na rzecz Prawa do Legalnej, Bezpiecznej i Darmowej Aborcji powstała w 2005 roku. Głównym argumentem proaborcyjnych działaczy są przytaczane przez nich dane o wysokiej umieralności kobiet podczas nielegalnych zabiegów. Przez ponad dekadę inicjatywa bezskutecznie była przedstawiana w Kongresie. Do tej pory projekt nie był dopuszczony nawet do debaty parlamentarnej. Tym razem na wprowadzenie go pod obrady zgodził się centroprawicowy rząd Mauricio Macriego, który sprawuje urząd prezydenta od ponad dwóch lat.

To już siódme podejście lewicowych środowisk do wprowadzenia aborcji na życzenie. Obecnie przepisy w Argentynie pozwalają na zabicie nienarodzonego dziecka, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety oraz w przypadku poczęcia w wyniku gwałtu.

 

KAI/DK

Rwanda: Władze stolicy zamknęły 714 kościołów

O wydarzeniu poinformowała miejscowa anglojęzyczna gazeta „The New Times Rwanda”, powołując się na przedstawiciela rządu. Według niego owe kościoły nie spełniają niezbędnych standardów.

Przewodniczący Wydziału Partii Politycznych i Społeczeństwa Obywatelskiego rządu Rwandy – Justus Kangwagye oświadczył, że miejsca modlitwy muszą spełniać podstawowe wymagania w zakresie bezpieczeństwa, higieny, infrastruktury i przepisów prawnych. Zaznaczył, że proboszczowie i inni gospodarze dużej części zamkniętych świątyń, prosili o powstrzymanie tych procesów do czasu, aż znajdą oni właściwe rozwiązanie.

Większość obiektów nie miała ani bieżącej wody, ani toalet, mieściły się w namiotach albo nie miały niezbędnych zezwoleń oficjalnych. Kangwagye wytłumaczył, że założenie kościoła wymaga tymczasowego certyfikatu, który wygasa po 12 miesiącach.

„Większość nie dotrzymała tego i nie złożyła wniosku o dokumenty stałe. Nie można im pozwolić działać poza prawem” – powiedział.

Według polityka nabożeństwa winny się odbywać w sposób zorganizowany i z zachowaniem podstawowych standardów. „Wasza wolność religijna nie może stać w sprzeczności z prawami innych ludzi” – podkreślił Kangwagye. Zaznaczył również, że ludzie chodzący do kościoła mają prawo do „minimum porządku i standardów”.

Zamknięte zostały z reguły kościoły tradycji zielonoświątkowej albo innych nurtów protestantyzmu. Nie zamknięto żadnych kościołów katolickich.

Justus Kangwagye zapowiedział, że kościoły zostaną ponownie otwarte dopiero wówczas, gdy spełnią wymagane warunki. Wyjaśniono jednocześnie, że nie jest to atak na wolność wyznania.

Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, zamknięcie kościołów było spowodowane walką rządu z sektami.

WJB/DK/KAI

Akcja RespectUs: Szanujcie nas. Podczas II Wojny Światowej Polacy uratowali ponad 100 tys. Żydów

Gośiem Radia Wnet był Marek Miśko, jeden z twórców kampanii #RespectUs, która ma przypomnieć o Polakach ratujących Żydów.

Kampania społeczna RespectUs to oddolna inicjatywa młodych Polaków, którzy nie chcą żyć w kłamstwie. Głównym celem kampanii jest wyrażenie sprzeciwu wobec zakłamywania historii, oraz ukazywania Polski i Polaków jako kata w czasie II Wojny Światowej- możemy przeczytać na stronie założycieli inicjatywy.

Po Europie zaczęły jeździć samochody ciężarowe z napisem „Respect Us. During WW2 Poles saved over 100 000 Jews” (Szanujcie nas. Podczas II Wojny Światowej Polacy uratowali ponad 100 tys. Żydów). Akcja jest oddolną inicjatywą, stworzoną przez 8 osób.

Na stronie RespectUs znajdujemy również poruszający film.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy oraz do odwiedzenia strony https://www.respectus.pl/o-nas i zapoznania się dokładniej z kampanią.

jn

Przekraczanie granicy przyzwoitości jest złe – ale to nie jest tym złem, które naprawdę obciąża ideę WOŚP

Dużo gorsze, dużo bardziej ohydne i niemoralne jest używanie chorych dzieci do usprawiedliwiania innych uprawianych procederów. Skala takiej promocji przekracza jakiekolwiek dopuszczalne wartości.

Marcin Niewalda

I wyraźnie podkreślę, że nie chodzi o samą promocję „innego sposobu życia”, lecz o usprawiedliwianie tej promocji chorymi dziećmi.

Gdyby byłem radnym Krakowa, przyszedł do mnie „kolega”, proponując układ: miałbym poprzeć jego projekt, gdzie 50 000 szło na jego fundację, a 50 000 na dzieci z białaczką. Zasugerował, żebym potem ja również zrobił taką uchwałę na rzecz swojej fundacji, a zyskam jego głos. Ale – ostrzegł – „jeśli nie poprzesz mojej uchwały, powiem, że jesteś przeciwny ratowaniu dzieci z białaczką!” Szantaż, korupcja, draństwo. A przecież dokładnie to samo dzieje się przez system działań WOŚP.

Chore dzieci usprawiedliwiają Woodstock, usprawiedliwiają kąpiele w błocie, rozwiązłość seksualną, narkotyki („na prywatny użytek”), promowanie sekt, czarne marsze, opluwanie wartości patriotycznych, wydawanie pieniędzy na promocję zespołów satanistycznych, na promowanie ludzi uprawiających wszelkie lewactwo, głoszących prawo do wolnej aborcji i „róbta co chceta”.

Dzięki chorym dzieciom brylują celebryci prezentujący postawy atakujące dobro społeczne, jakim są zasady i wartości uniwersalne. Jednocześnie obraża się w sposób haniebny tych, którzy mają wątpliwości co do stosowanych przez WOŚP mechanizmów i form.

Chore dzieci są użyte jak owi Polacy pod Cedynią – i tu nie ma Stuhrowej pomyłki. Na machinach oblężniczych zepsucia moralnego przyczepia się najsłabsze, najbardziej potrzebujące wsparcia istoty. Zasłania się nimi działania niszczące moralność i demoralizujące. A gdy ktoś to krytykuje, słyszy wrzask: „Dzieci atakujesz!!! Ty podły PiS-owcu!!!”. (…)

Historii podobnych do WOŚP było w polskich dziejach więcej. Warto przypomnieć Jerzego Ossolińskiego – mentora króla Władysława IV, przewidującego, dobrotliwego doradcę, autora idei orderu Niepokalanego Poczęcia NMP (pierwowzoru orderu Orła Białego). Aby zniszczyć tę ideę, atakowano go personalnie. Posunięto się nawet do drwiących paszkwili po śmierci jego syna, które doprowadziły Jerzego Ossolińskiego do załamania psychicznego i rychłej śmierci. Jednocześnie cała walka z polskością była czyniona w imię „wolności” i „szacunku”. (…)

Aspiryna na bazie cyjanku znana jest od dawna i charakterystyczna dla niemal wszystkich działań wykorzeniających wartości. (…) Dlatego nie zagłuszę sumienia, wrzucając 5 zł. Nie zagłuszę, gdyż to zło, które bym poparł w ten sposób, uwierałoby moje sumienie dużo bardziej. Zwłaszcza że przecież mogę wesprzeć zakup sprzętu czy leczenie dzieci całkiem inną drogą.

Cały artykuł Marcina Niewaldy pt. „WOŚP – aspiryna na bazie cyjanku” znajduje się na s. 4 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „WOŚP – aspiryna na bazie cyjanku” na s. 4 lutowego „Kuriera WNET” nr 44/2018, wnet.webbook.pl

Stanisław Michalkiewicz: Pan Jonny Daniels jest współczesnym przykładem Nikodema Dyzmy [VIDEO]

Redaktor Michalkiewicz wskazał na dyskretne zachowania polskich mediów wobec próby opodatkowania katolickich kościołów, które znajdują się na terytorium Jerozolimy.

Stanisław Michalkiewicz, odnosząc się do kryzysu dyplomatycznego, wskazał na niepokojące działania Knesetu wymierzone w Kościół katolicki: Władze Izraela pracują nad ustawą, która zmierza do opodatkowania kościołów katolickich i zakłada, że jeżeli ten podatek nie zostanie zapłacony, to świątynie będą konfiskowane na rzecz państwa. Ta ustawa została zgłoszona zaraz po tym, jak Donald Trump zapowiedział przeniesienie ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy. Były obawy, że jeżeli Izrael przejmie pełną kontrolę nad Jerozolimą, to dostęp do katolickich świątyń będzie utrudniony i to się teraz dzieje.

To jest bardzo ciekawa sytuacja, to, że w naszych mediach, taka dyskrecja na ten temat panuje, świadczy o tym, że podlizujemy się, jak tylko możemy – podkreślił Stanisław Michalkiewicz.

Tematem rozmowy był również Jonny Daniels, osoba prowadząca polsko-izraelski dialog, m.in. organizator wizyt członków Knesetu w Polsce: Pan Daniels, to jest współczesny przykład kariery Nikodema Dyzmy. A on się cieszy wyjątkową sympatią naszych umiłowanych przywódców. Przed głęboką rekonstrukcją rządów na szabasowej kolacji u pana Danielsa to zaproszeni zostali Mateusz Morawiecki, wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak oraz wicemarszałek senatu Adam Bielan, ale nie było tam premier Beaty Szydło, co wskazywałoby, że jej czas się kończy, a zaczyna się czas pana Mateusza Morawieckiego. Wszystko się sprawdziło i naczelnik naszego państwa zarządził zgodnie z tymi preferencjami.

Ja myślę, że pomysł Jonnyego Danielsa, aby obóz koncentracyjny Auschwitz został przekazany na pod nadzór międzynarodowej fundacji, zostanie rozszerzony na całą Polskę – skomentował Stanisław Michalkiewicz w rozmowie z Witoldem Gadowskim.

ŁAJ