Prowadzący: Krzysztof Skowroński i Emilia Pobłocka
Realizator: Paweł Chodyna
Wydawca: Magdalena Piejko
Część pierwsza:
Część druga:
Zapraszamy do wysłuchania dzisiejszej audycji z Jarmarku Radia Wnet. Tematem rozmów była m.in. ustawa degradacyjna, stosunki polsko- amerykańskie oraz wspomnienie ofiar katastrofy smoleńskiej.
Prowadzący: Krzysztof Skowroński i Emilia Pobłocka
Realizator: Paweł Chodyna
Wydawca: Magdalena Piejko
Część pierwsza:
Część druga:
– Ta inicjatywa jest potrzebna nie tylko w Polsce, ale w wielu innych krajach europejskich. Europa potrzebuje przykładu budowania kultury życia, za którym mogłaby podążyć – apeluje FAFCE.
Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich w Europie (FAFCE) z siedzibą w Brukseli, która już wcześniej poparła obywatelski projekt ustawy określanej w skrócie jako „Zatrzymaj aborcję”, wskazuje na zasadę subsydiarności oraz prawo każdego człowieka do życia.
„Życie każdego człowieka ma znaczenie: społeczeństwo które w pełni szanuje ludzką godność zawsze przyjmie każde dziecko, a szczególną opieką otacza te spośród nich, którą są najsłabsze, które same nie mogą się obronić oraz te, które są dotknięte chorobą lub innymi poważnymi wadami” – czytamy w komunikacie FAFCE z 4 kwietnia.
„Ci, którzy określają się jako obrońcy praw człowieka i inni eksperci, a równocześnie ignorują podstawowe fakty naukowe na temat początku ludzkiego życia. nie zasługują na szczególną uwagę polskich parlamentarzystów, a przez przegłosowanie inicjatywy #ZatrzymajAborcję, Posłanki i Posłowie uczynią z Polski przykład dla Europy” – uważa Antoine Renard, prezydent FAFCE.
W związku z obchodzonym niedawno Światowym Dniem Osób z zespołem Downa, w Parlamencie Europejskim wspomniano, że w Wielkiej Brytanii, Islandii i Danii ponad 90% dzieci z podejrzeniem zespołu Downa jest abortowanych.
Zdaniem FAFCE, inicjatywa #ZatrzymajAborcję jest potrzebna nie tylko w Polsce, ale w wielu innych krajach, zgodnie z ostatnimi komentarzami uczynionymi przez Komitet Praw Osób Niepełnosprawnych ONZ, który oświadczył, że „prawa, które wprost pozwalają na aborcję ze względów eugenicznych bezpośrednio naruszają Konwencję Praw Osób Niepełnosprawnych”.
Federacja przypomina, że projekt zebrał ponad 830 tys. podpisów, czyli znacznie ponad minimum 100 tys., które były potrzebne, aby ten inicjatywa obywatelska trafiła pod obrady Sejmu.
FAFCE wskazuje, że rodzice, którzy w ciszy z dala od głośnych mediów i ulicznych demonstracji wychowują i opiekują się dziećmi dotkniętymi chorobą lub niepełnosprawnością, są bogactwem dla całego społeczeństwa: zasługują na nasz szacunek wsparcie i współczucie w ich codziennej walce.
„Nie potrzebują oni państwa, które prawnie zapobiega urodzeniu ich dzieci, lecz państwa, które szanuje ludzie życie w każdym stadium jego istnienia i w każdej sytuacji, wspierając badania, które pomogą zwalczyć choroby i poprawić jakość życia” – zwraca uwagę Federacja.
W swoim komunikacie organizacja zwraca się do „liderów w Polsce, aby wysłuchali głosu swoich obywateli i nie przestraszyli się zewnętrznych nacisków i wewnętrznych lobby, które walczą z kulturą życia”.
„Europa potrzebuje przykładu budowania kultury życia za którym mogłaby podążyć!” – podsumowuje Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich w Europie.
Do Sejmu trafił projekt ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Dzięki uproszczeniu przepisów łatwiejsze ma być przekazywanie produktów organizacjom charytatywnym, także Kościelnym.
Celem ustawy jest określenie zasad postępowania z niewykorzystaną żywnością oraz zdefiniowanie obowiązków sprzedawców żywności tak, aby przeciwdziałać jej marnowaniu. Takie działanie zdaniem wnioskodawców budzi bowiem kontrowersje etyczne w sytuacji wciąż istniejącego problemu niedożywienia części ludności świata.
Powoduje też nadmierną eksploatację zasobów naturalnych, w tym wody pitnej, zwiększa emisję gazów cieplarnianych oraz zużycie energii. Natomiast na etapie wytwarzania i produkcji żywności wiąże się ze zwiększonymi kosztami utylizacji.
W uzasadnieniu do projektu ustawy jej autorzy wskazują, że obecnie w Polsce nie ma regulacji przeciwdziałających marnowaniu żywności. Jedynym udogodnieniem w tym zakresie są korzystne przepisy podatkowe.
Od 1 stycznia 2009 r. zwolniono od podatku od towarów i usług darowiznę dokonywaną przez producentów, której przedmiotem są produkty spożywcze, z wyjątkiem napojów alkoholowych (powyżej 1,2%) oraz napojów będących mieszaniną piwa i napojów bezalkoholowych (o zawartości alk. ponad 0,5%), jeżeli są one przekazywane na rzecz organizacji pożytku publicznego z przeznaczeniem na cele charytatywne.
1 października 2013 r. zwolnienie dla darowizn żywności dla organizacji pożytku publicznego zostało rozszerzone o jej dystrybutorów i obecnie obejmuje wszystkich podatników dokonujących takich darowizn.
Ustawa skupia się na ograniczeniu marnowania żywności na etapie dystrybucji, szczególnie w przypadku dużych sieci handlowych (o powierzchni powyżej 250 m kw.). Sieci te, z uwagi na zdolności logistyczne i zaawansowaną infrastrukturę (w tym centralne magazyny i systemy śledzenia towaru) mają „znaczący potencjał do ograniczenia zjawiska marnowania żywności”.
Wnioskodawcy (grupa senatorów) proponują umożliwić przedsiębiorcom prowadzącym sprzedaż żywności takie działania, które prowadzić będą do zapobiegania marnowania żywności. Będą mogli przekazywać nieodpłatnie niesprzedane produkty z zastosowaniem dotychczasowych ulg podatkowych w tym zakresie.
Warunkiem jest wymóg powierzchni jednostki handlowej (powyżej 250 m kw.) oraz przychody ze sprzedaży w niej środków spożywczych na poziomie co najmniej 50% przychodów ze sprzedaży wszystkich towarów.
Ustawa wprowadza m.in. definicje „marnowania żywności”, „żywności na cele społeczne” i „sprzedawcy żywności” uprawnionego do uzyskania ulgi podatkowej z tytułu przekazania żywności na cele charytatywne.
Projekt zakłada też zawężenie definicji „organizacji pozarządowej” do organizacji wykonujących zadania w sferze pomocy społecznej (w tym rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej), wspierania systemu pieczy zastępczej oraz działalności charytatywnej polegającej m.in. na przekazywaniu żywności osobom potrzebującym.
W odniesieniu do definicji „organizacji pozarządowej” doprecyzowano, że walor takiej organizacji posiadają także osoby prawne i jednostki organizacyjne działające na podstawie przepisów o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego, o stosunku Państwa do innych kościołów i związków wyznaniowych oraz o gwarancjach wolności sumienia i wyznania.
Marnowanie żywności występuje na każdym etapie – od wytwarzania, poprzez przetwarzanie i dystrybucję, kończąc na konsumpcji u ostatecznego konsumenta. Skala marnowania żywności jest zróżnicowana w zależności od kraju.
Według szacunkowych danych Komisji Europejskiej z 2012 r., w krajach unijnych marnuje się 89 mln ton żywności rocznie, czyli 179 kg na osobę. Choć większość żywności (42%) marnowana jest na etapie gospodarstw domowych, to w sferze dystrybucji jest to wciąż aż 5%.
Koszty związane z marnowaniem żywności w Unii Europejskiej oszacowano na ok. 143 mld euro w 2012 r., z tego 10 mld euro dotyczy etapu dystrybucji.
Zgodnie z danymi Eurostatu z 2006 r. w Polsce marnuje się ok. 9 mln ton żywności rocznie. W przeliczeniu na statystycznego mieszkańca, Polska jest na piątym miejscu w UE pod względem marnowanej żywności (235 kg na osobę rocznie).
Brakuje natomiast dokładnych danych co do skali przekazywania niewykorzystanej żywności na cele charytatywne. Według Polskiej Federacji Banków Żywności, w 2015 r. za pośrednictwem polskich banków żywności przekazano 65 tys. ton jedzenia (bez 81 tys. ton owoców i warzyw objętych rosyjskim embargiem, przekazanych bankom przez rolników), z tego tylko 1400 ton (około 2%) pochodziło z darowizn od sieci handlowych.
Natomiast w 2016 r. ilość żywności przekazanej bankom wzrosła do 92,7 tys. ton, z czego dystrybutorzy przekazali 4,7 tys. ton. Dane te są jednak niepełne, gdyż nie uwzględniają innych form redystrybucji produktów poza bankami żywności.
Projekt ustawy został przesłany do konsultacji społecznych m.in. ze związkami zawodowymi oraz konfederacjami pracodawców.
Źródło: KAI
Dlaczego Żydzi atakują Palestynę? Dlaczego Arabowie nienawidzą Żydów? Dlaczego Żydzi mordowali Żydów w czasie II wojny światowej? Dlaczego wg wielu Żydów i muzułmanów niewiernych trzeba zabić?
Odpowiedź na postawione w tytule pytanie w prosty sposób wyjaśni wiele najpoważniejszych problemów dotykających nas dzisiaj. Okres tzw. niewoli babilońskiej spowodował dominację pewnej fatalnej mentalności żydowskiej, swoistego perskiego „prania mózgu”. Skończyło się to absolutną niemożliwością uznania Boga za… Boga i ma wpływ na dzieje większości narodów do czasów współczesnych, a także na wielu katolików. Dominuje także całkowicie w myśleniu dzisiejszej polskiej opozycji.
Dlaczego Żydzi atakują Palestynę? Dlaczego Arabowie nienawidzą Żydów? Dlaczego Żydzi mordowali Żydów w czasie II wojny światowej? Dlaczego wg wielu Żydów i muzułmanów niewiernych trzeba zabić? Na wszystkie te pytania odpowiedź jest w zasadzie TAKA SAMA. Co więcej, odpowiedź ta wyjaśnia tak odległe sprawy jak to, dlaczego uśmiercono faraona Amenhotepa IV, lub dlaczego zginąć musiał… Lech Kaczyński. To bestia stara jak świat.
Problem powstał w VI i V wieku przed Chrystusem, ale i wówczas nie był niczym nowym. Izraelczycy na kilkadziesiąt lat znaleźli się w niewoli babilońskiej. Myliłby się jednak ktoś, kto by myślał, że byli tam traktowani jak psy. Niektórzy z nich osiągali nawet wysokie stanowiska. Babiloński sposób życia i myślenia był dla wielu atrakcyjny, a ci, którzy go nie przyjmowali, mieli „pod górkę”. Podobnie jak w Polsce w czasach komuny. W efekcie w kilkadziesiąt lat lud całkowicie zeświecczał. Niższe warstwy lekceważyły prawo, wyższe zatraciły ducha, a „wierni” byli na marginesie. Gdy dano im możliwość powrotu do ojczyzny, większość nie znała podstawowych zwyczajów religijnych, nie mówiąc już o duchu Prawa.
Przez dwa pokolenia Żydzi mieszkali wśród Persów. Przez kolejne dwa mieszkali tam kapłani, mający później wpływ na sposób myślenia potomków. W chwili odzyskania wolności grupa współpracująca z perską tyranią zrobiła wszystko, aby utrzymać wpływy, ale pozornie wracając do tradycji. Kapłan Ezdrasz, wysoki dygnitarz na dworze króla perskiego, stanął na czele „reform”, które polegały przede wszystkim na bardzo radykalnym stosowaniu prawa. Radykalizm ten posuwał się nawet do wymogu wyrzucania z kraju żon, jeśli nie były Żydówkami. Ezdrasz przekształcił religię żydowską na wzór babilońskiej, szafując hasłami „sumienności” i „czystości” religijnej. Utworzył mieszankę babilońskiego ducha i żydowskich przepisów. Wziął słowa, gesty, symbole – i zaczął traktować je po… ziemsku, pogańsku. Dosłownie, literalnie, materialistycznie, pozbawiając je sensu.
Dotychczas np. zakaz spożywania potraw niekoszernych związany był z trudnością przechowywania żywności i sugerował unikanie tych mięs, które psuły się najszybciej. Nakaz obrzezania związany był z trudnością utrzymania higieny w warunkach pustynnych. Przepisy, obecnie całkowicie nieżyciowe, są do dzisiaj przez naśladowców Ezdrasza uznawane za świętość samą w sobie. Człowiek jest absolutnie poddany przepisom, a życie i osoba człowieka są mniej warte niż przestrzeganie danej zasady. Ezdrasz miał wielki wpływ na mentalność – m.in. to on skodyfikował Pięcioksiąg – czyli Torę – tłumacząc go wg najgorszej z tradycji żydowskich (tzw. kapłańskiej).
Dla Ezdrasza nie był ważny duch prawa, lecz przepis. W ten sposób Bóg przestał być Dobrem i Miłością, a stał się bogiem rozumianym po ziemsku. Nazywał się dalej Jahwe, ale Nim nie był. Był to tylko materialistyczny obraz, ziemskie wyobrażenie o Bogu. Podobnie jak w wypadku bogów babilońskich, ważniejsza była cześć dla niego niż On sam. Ważniejszy był przepis niż Duch. Dochodziło do takich absurdów jak w Świątyni Jerozolimskiej, gdzie za zasłonę Przybytku mógł wchodzić tylko jeden kapłan, tylko raz w roku. A co by się stało, gdyby tam spotkał Boga? Otóż Żydzi byli przekonani, że taki człowiek padłby trupem na miejscu. A ponieważ nikt inny nie mógł wejść za zasłonę, trup kapłana gniłby przez cały rok – i to faktycznie byłby problem. Wymyślono więc sposób i kapłana… przywiązywano sznurkiem, aby w razie czego wyciągnąć jego ciało zza zasłony. Historia ta ma głębszy sens niż tylko komiczny, pokazuje bowiem, że od tego czasu dla Żydów Jahwe nie był Bogiem życia, lecz de facto Bogiem śmierci. Nie Bogiem, który stwarza, lecz bogiem, który zabija. Czy można się więc dziwić, że kilka wieków później Żydzi zabili Jezusa – Boga Życia? Wszak to nie był ich Bóg.
Nie wyciągajmy jednak z tego wniosków antysemickich – starsza, duchowa tradycja, była obecna wtedy i wciąż jest obecna i dzisiaj. To z niej wywodziła się rodzina Józefa cieśli i rodzina Maryi, córki Joachima. Według niej postępuje wielu Żydów. Stąd biorą się potężne niesnaski. Niektórzy uważają wręcz, że żydowskie grupy współpracujące z nazizmem i stalinizmem miały na celu wybicie tych „wiernych”.
A co z muzułmanami? Z badań wynika jasno, że pierwotni muzułmanie byli… diasporą żydowsko-arabską (semicko-chamicką). Niewielką grupką wierzącą w swoją wyjątkowość. Jedną z wielu grup czy sekt – taką jak grupa w Qumran. Najnowsze badania sugerują wręcz, że wywodzą się oni bezpośrednio od Esseńczyków. Według współczesnych ezoteryków posiadali oni tajemną wiedzę – gdyż z jeszcze większą starannością, literalnie, sekciarsko stosowali przepisy. Przypuszcza się też, że wcześni muzułmanie nie mieli swoich świętych tekstów, lecz powtarzali z pamięci Torę i inne księgi niezachowane do dzisiaj. Dowodzą tego badania nad najstarszymi zapisami koranicznymi znalezionymi w Jemenie oraz fragmenty koraniczne z najwcześniejszych grobowców muzułmańskich. Szokiem dla wielu jest to że muzułmanie wywodzą się z tych samych kręgów myślenia co Żydzi. Radykalne, literalne traktowanie przepisów judaistycznych i sprawiedliwość rozumiana jako śmierć za śmierć.
Nigdzie w tych religiach nie ma obecnie innego patrzenia: życie za życie – stworzenie za stworzenie. Kobieta, która współtworzy życie, nie jest sprawiedliwie obdarowana życiem – jest tylko matką dziecka, pracownicą, którą można zwolnić, mówiąc „nie chce cię, nie chcę cię, nie chcę cię”.
W III wieku przed Chrystusem nie było nawet żeńskich odpowiedników pojęć takich jak „święty” czy „wierzący”. Grzech nie jest uczynkiem złej woli, lecz czymś zewnętrznym, co zbrukało tego „zawsze-świętego”. Żyd czy muzułmanin nie grzeszy inaczej, jak tylko niezbyt sumiennym stosowaniem przepisów. Wszelkie zło jest dowodem na „nieświętość” tego, co zachęciło Żyda czy muzułmanina do złamania przepisu, jest dowodem na to, że ta nieświętość nie ma prawa do istnienia.
Ten sposób myślenia przyjmowały najgroźniejsze herezje chrześcijańskie – takie jak np. albigensi i katarzy. Z ich tradycji wywodziły się ruchy masońskie, liberalizm, Rewolucja francuska, współczesny komunizm, liberalizm, ruchy ezoteryczne, gender – wszystko to, co uznaje „użyteczność” a zabija „ducha”. Abortowane dziecko jest „nieużytecznym płodem”, starzec ma „prawo” być logicznie usunięty, płeć jest „prawem wyboru”, „Kaczyński jest faszystą” itd. Wszystko, co temu przeczy, należy zabić, bo podważa „świętość prawa”. Specyficzne pranie mózgu uniemożliwia wyjście z zaklętego kręgu babilońskiej bestii.
Dla kapłanów żydowskich i faryzeuszy było więc szokiem, że Jezus odwodzi ich od radykalnego, literalnego stosowania przepisu. Stało się to dla nich dowodem Jego nieświętości. Bóg nawołujący do szacunku wobec człowieka, do rozumienia ducha prawa, do stawiania miłości nad przepisem nie mógł być Bogiem. Ta litera prawa, literalizm, całkowicie ziemskie, nieduchowe stosowanie prawa – były na wskroś materialistyczne.
Kapłani żydowscy ukrzyżowali Jezusa – bo nie rozpoznali w nim swojego Boga. A nie był to ich Bóg, gdyż do życia podchodzili oni całkowicie materialnie. Robią to również i dzisiaj, np. zarówno ci po jednej, jak i po drugiej stronie konfliktu bliskowschodniego. Nie rozpoznają w przeciwnikach bliźnich – widzą w nich śmierć, którą tamci zadali. Tylko śmierć – nośnik nieświętości. Śmierć trzeba zabić – tamtą śmierć – ich śmierć.
Trzeba jednak powiedzieć, że nie wszyscy Żydzi stosowali ten radykalizm przepisowy – wszak św. Piotr też był Żydem, św. Jan, Apostołowie i „500 świadków”. Okazuje się, że wielu ówczesnych ludzi kultywowało ducha Mojżeszowego. A Mojżesz na pewno rozpoznałby Jezusa jako Boga. Takiego ducha przechowywano w pokoleniu Dawida. Blisko niego byli też Samarytanie, choć niektóre zasady mieli sprzeczne z prawidłową teologią. Ten pierwotny, piękny judaizm, niesiony przez prawdziwych Żydów, stał się po części nową religią – chrześcijaństwem.
Ducha religii Mojżeszowej zachowali ludzie przede wszystkim biedni, gdyż kapłani i uczeni w piśmie dali się uwieść Babilonowi. Prości ludzie, tacy jak Maryja i Józef, jak Szymon Piotr czy Jan Chrzciciel – nie traktowali przepisów po ziemsku, materialistycznie.
Trzeba jeszcze zauważyć, że większość dzisiejszych Żydów w ogóle nie jest… Żydami. Pisał o tym np. żydowski historyk Beniamin Friedman, wskazując wyraźnie, że większość współczesnych Żydów to potomkowie „nawróconych” ludzi innych narodowości. Dużo Żydów w Europie jest wręcz pochodzenia mongolskiego – od Chazarów, którzy jako naród przyjęli judaizm w IX wieku. Dużo bardziej oryginalnie żydowscy w Ziemi Świętej są… Palestyńczycy. Czy w tym też leży źródło chęci wyrugowania Palestyńczyków?
Bezmyślna hegemonia przepisu morduje ducha również dzisiaj – podobnie jak zamordowała Jezusa. Literalizm i ortodoksja mordują wszystko, co świadczy o istnieniu „ducha” religii i prawdziwym Bogu. To nie tylko domena kapłanów żydowskich.
Również i dzisiaj zarówno wśród Żydów, muzułmanów, jak i ludzi innych wyznań jest wiele dobrych osób, które wierzą w prawdziwego Ducha – choć nazywają Go różnie. Ci ludzie cierpią, gdyż grupy establishmentu dyrygują nimi, żądając śmierci.
Również i dzisiaj Żyd-Jezus zostałby zabity przez Żydów-kapłanów.
Rakietą.
Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Dlaczego Żydzi ukrzyżowali swojego Boga?” znajduje się na s. 10 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Nowelizacja ustawy prawo łowieckie, którą przyjął Sejm, zdaniem byłego ministra środowiska doprowadzi do degradacji polskiej przyrody oraz do zniszczenia polskiego modelu gospodarki łowieckiej.
Profesor Jan Szyszko podkreślił, że przegłosowane przy współudziale posłów PiS, rozwiązania idą w kierunku odejścia od unikatowego modelu prowadzenia gospodarki łowieckiej: Polski model łowiectwa oparty na założeniach, że zwierzyna łowna jest własnością skarbu państwa, oraz następnie, że jest jeden Polski Związek Łowiecki, który skupia ponad 120 tysięcy osób, doskonale wiedzący czym jest łowiectwo, wpływa na stabilizację występowania gatunków.
Współdziałanie polskiego modelu łowiectwa, z działalnością lasów państwowych oraz z modelem ekstensywnego polskiego rolnictwa spowodował, że mamy wyjątkową bioróżnorodność, czyli wszystkie występujące w naszej strefie klimatycznej gatunki, można spotkać właśnie w Polsce – podkreślił gość Poranka Wnet.
Prof. Jan Szyszko podkreślił, że polscy myśliwi mają olbrzymie zasługi w ratowaniu i reintrodukuj zagrożonych gatunków: Przetrwanie żubra jest zasługą polskiego łowiectwa. Powrót bobra to również zasługa myśliwych. Podobnie jest z łosiami, których obecnie jest już bardzo dużo i pojawiły się problemy, chociażby wypadków komunikacyjnych, których liczby nikt nie podaje.
Zawsze było tak, że polowała elita. W II Rzeczpospolitej polowało ziemiaństwo, dygnitarze czy przedstawiciele władz. Obecnie Polski Związek Łowiecki ma ponad 120 tysięcy członków, których liczba rośnie, szczególnie dużo jest osób młodych. Rocznie to jest ok. pięciu tysięcy nowych członków. (…) Wątpię, żeby PSL dominował w Polskim Związku Łowieckim – podkreślał w Poranku Wnet prof. Jan Szyszko.
Tematem rozmowy była również polityka rządu wobec żywności genetycznie modyfikowanej, która cały czas jest importowana do Polski: Koalicja PO-PSL różnymi kruczkami prawnymi doprowadziła do tego, że co roku importujemy ponad 3,5 miliona ton nasion genetycznie zmodyfikowanych, należących do ponad czterdziestu odmian roślin. Podobnie jest w przypadku hodowli drobiu czy wieprzowiny, gdzie zwierzęta są karmione paszami z GMO. (…) Zgadzam się, że powinno być wprowadzone obowiązkowe oznakowanie żywności zawierającej GMO.
W czasie rozmowy z byłym ministrem środowiska nie mogło zabraknąć kwestii polityki rządu wobec lasów nadleśnictw, Białowieża, Hajnówka i Browsk: Puszczy Białowieskiej nigdy się nie „rąbano”, my staraliśmy się bronić puszczy w ramach prawa UE. Puszcza Białowieska została wpisana do systemu Natura 2000, co było pochodną użytkowania człowieka, który stworzył odpowiednie siedliska dla rzadkich gatunków roślin i zwierząt, a teraz kiedy te siedliska zarastają lasem Polsce grożą kary i procesy (…) W puszczy zginęło nam 3 tysiące hektarów siedlisk, które UE uznała za ważne, kiedy wywróciły się stare drzewostany, na miejsce drzew pojawiała się woda, to nie ma już na tych obszarach gatunków chronionych, jak dzięcioły czy sowy.
Aby ratować Puszczę Białowieską, chcieliśmy wyciąć około 10 procent rocznego przyrostu rocznego drzew, czyli jedną dziesiątą tego, co każdego roku w puszczy przyrasta, a pojawiały się opinie, że „Szyszko” chce wycinać puszczę. (…) Mimo że cały czas korzystaliśmy z lasów i wycinaliśmy drewno, to od czasów II wojny masa drewna w polskich lasach wzrosła trzykrotnie – zaznaczył prof. Jan Szyszko, były minister środowiska.
ŁAJ
Kto miał w Polsce prowadzić politykę historyczną – Miller z Kwaśniewskim? premier B., dwojga pseudonimów? Czy premierzy „Carex”, „Olin”, a może gość, dla którego „polskość to nienormalność”?
Gdy luksusowy statek wycieczkowy „Silver Cloud” zawinął do Istambułu, wszyscy jego pasażerowie, schodząc na ląd, otrzymali propagandową broszurę z informacją, że ludobójstwa Ormian nie było. Można się było dowiedzieć, że ludność ormiańska sprzyjała wrogom Turcji, a ze względu na przypadki sabotażu, dywersji i szpiegostwa władze wojskowe zmuszone były usunąć (na tamten świat) wrogą ludność z rejonów przyfrontowych.
Kwestionowanie pierwszego ludobójstwa w XX wieku (rzeź 1,5 mln Ormian w 1915 r.) jest elementem tureckiej polityki historycznej. Ale Turcja jest krajem suwerennym, a nas przekonano, że we współczesnym świecie nie istnieją państwa w pełni suwerenne. Zadowoliliśmy się zatem państwem teoretycznym, nie dbającym o swój wizerunek.
Często można usłyszeć opinię, że „zaniedbaliśmy”, „nie potrafiliśmy”, a zresztą – kto miał prowadzić politykę historyczną – Miller z Kwaśniewskim? premier B., dwojga pseudonimów? Czy premierzy „Carex”, „Olin”, a może gość, dla którego „polskość to nienormalność”?
Wbrew takim głosom, ludzie administrujący „tenkrajem” prowadzili konsekwentną politykę historyczną. Świadczą o tym liczne filmy, nagradzane dzieła literackie czy plastyczne, a zwłaszcza wylansowanie Jana Grossa, którego misją życiową jest rozbudzanie i kultywowanie antysemityzmu w Polsce (polski antysemityzm jest potrzebny pewnym środowiskom w Polsce i na świecie jak woda rybie). To dzięki kręgom zbliżonym do Michnika i Geremka wspomniany Gross uzyskał międzynarodowy status najwybitniejszego (obok prof. Baumana) uczonego polskiego.
Pracując przez wiele lat na luksusowych statkach, miałem okazję prowadzić dziesiątki rozmów z pasażerami. Wielokrotnie mogłem się zdziwić stanem wiedzy historycznej Amerykanów. Dla wielu z nich wojna w Europie zaczęła się w 1941 roku atakiem nazistów na Związek Radziecki. O polskim zwycięstwie w 1920 roku nie słyszał nikt („przecież Armia Czerwona jest invincible – niezwyciężona”). Słyszano o powstaniu w warszawskim getcie, ale o „aryjskim” powstaniu – już nie. Informacja o tym, że Niemcy mordowali także Polaków-chrześcijan najczęściej budziła niedowierzanie.
Jak mgliste jest na Zachodzie pojęcie o okupacji w Polsce, świadczy opinia pewnego intelektualisty francuskiego. Jego zdaniem na wieść o mordowaniu żydowskich współobywateli Polacy powinni ogłosić strajk generalny i zmusić okupantów do zaprzestania działań…
W Ameryce istnieje szczególny rodzaj historyków – historycy Holokaustu, a na dziesiątkach uczelni w Ameryce (i Europie) prowadzą działalność katedry studiów nad Holokaustem. Wszelkie próby „pisania na nowo historii” są daremne, bo amerykańska opinia publiczna jest całkowicie zdominowana przez już ustaloną narrację („udział Polaków w Holokauście jest naukowo udowodniony, bo pisał o tym także Polak – profesor Gross, a polski prezydent nawet przeprosił”…) Kłamliwa książka Grossa, cytowana tysiące razy, stała się nieformalną szóstą księgą Tory – Pięcioksięgu Mojżesza.
Największy „łowca nazistów” Szymon Wiesenthal przez kilkadziesiąt lat zlokalizował i zneutralizował ponad tysiąc zbrodniarzy hitlerowskich. Obok Niemców i Austriaków byli wśród nich Ukraińcy, Łotysze, Litwini Rumuni, a nawet Rosjanie (jeńcy sowieccy zatrudnieni jako wachmani w Sobiborze). NIE BYŁO POLAKÓW, ale i tak postrzegani jesteśmy jako główni kolaboranci Hitlera.
Mimo kuszącej perspektywy walki z bolszewikami, kolaboracja Polaków z Niemcami nie miała szans z uwagi na wielką brutalność władz okupacyjnych, a także na niechęć Hitlera do tworzenia zbrojnych oddziałów polskich. Pamiętano „zdradę Polaków” podczas I wojny i liczne dezercje poborowych ze Śląska i Pomorza. Poza tym mieliśmy być następnym narodem po Żydach do „wykasowania”.
Przy skali milionów ofiar polska kolaboracja była wręcz nędzna, ale dewastująca wizerunkowo. Jakiś motłoch mordujący i rabujący Żydów w Szczebrzeszynie czy Łukowie, kanalie donoszący za nagrodę (3 litry wódki) czy ze strachu, jacyś chłopi zmuszeni przez Niemców do wspólnego przeczesywania w tyralierze lasów, aby wyłapać uciekinierów z getta. Ile mogło być ofiar tych nikczemnych działań? Z pewnością za dużo, ale czy można mówić (jak premier Netaniahu) o SYSTEMOWEJ kolaboracji? I jak się to ma do skutków żydowskiej kolaboracji (czy tylko kooperacji) Judenratów i policji w gettach?
Początkowo tworzenie zamkniętych dzielnic żydowskich przyjmowane było przez Żydów z zadowoleniem – uzyskali autonomię i prawa niedostępne Polakom. Mieli swoją administrację, szkolnictwo, służbę zdrowia, a nawet tramwaj. Minęło trochę czasu, zanim zorientowali się, że to śmiertelna pułapka.
Trudno mieć pretensje do kolaborantów – w sytuacjach ekstremalnych ludzie podejmują działania rozpaczliwe, a kolaboracja zwiększała szansę na przeżycie. Jednak większość żydowskich policjantów miała tylko ten komfort, że pojechali ostatnim transportem, a do wagonu zagnał ich kopniakiem błękitnooki aryjczyk. Czy bez pracy Judenratów i policji żydowskiej byłoby możliwe perfekcyjne funkcjonowanie tej machiny zbrodni stworzonej przez Eichmanna i innych zdolnych organizatorów? Tysiące wagonów krążących po Europie z uwzględnieniem przepustowości torów i pojemności bocznic. Żadnych przestojów, krematoria pracujące w systemie 24/7. Nadzwyczaj udane konstrukcje zaprojektowane przez najlepszych niemieckich inżynierów. Bezawaryjne, niezawodne. Jednak ludzki surowiec do fabryk śmierci musiał być pozyskiwany przez kooperantów w gettach na każdy dzień we właściwej ilości. Tak, aby nie było przerw…
W kataklizmie polskim po 1939 roku mniejszości narodowe zachowały się często nielojalnie względem Polaków, ale czy można mieć pretensje, że nie mieli ochoty iść z nami na dno? Doświadczenie 2 tysięcy lat diaspory nauczyło Żydów opowiadania się po stronie silniejszego. Z przekazów rodzinnych wiem o bulwersującym ich zachowaniu w okupowanym przez bolszewików Lwowie. „Wasze się już skończyło” – taki tekst usłyszał niejeden Polak – późniejszy antysemita.
O ile żydowską kolaborację z Niemcami można usprawiedliwić stanem wyższej konieczności (zagrożeniem życia), to kolaboracja z sowietami była całkowicie dobrowolna. Czy bez pomocy znających język i teren obywateli polskich żydowskiego pochodzenia byłoby możliwe zainstalowanie sowieckiego protektoratu zwanego Polską Ludową?
W latach 1939–1956 udział Żydów w sowieckim aparacie represji był smutnym faktem i przyczynił się do setek tysięcy polskich ofiar zesłanych do gułagów czy zamordowanych. Myślę, że nie warto rozdrapywać ran i licytować się na kolaborację. Wszyscy byliśmy przede wszystkim ofiarami. W warunkach straszliwej wojennej demoralizacji, gdy górę brała zoologiczna część ludzkiej natury, cena ludzkiego życia nie była większa niż 2 grosze.
O tym, że kolaboracja czasem popłaca, świadczy niezwykły życiorys Reich-Ranickiego. Pracując jako urzędnik w Judenracie, wyekspediował swoich rodziców do Auschwitz, zdefraudował kasę urzędu i uciekł na stronę aryjską. Dzięki pieniądzom udało mu się doczekać wkroczenia bolszewików. Wtedy zaczął kolaborować z drugim okupantem, pracując w NKWD. Następnie jako funkcjonariusz UB pojechał z kolegą Kiszczakiem do Londynu, gdzie „filtrował” polskich oficerów pragnących wrócić do kraju. Później uciekł (?) do Niemiec Zachodnich, gdzie został krytykiem literackim. W 1975 roku jego kariera zawisła na włosku, gdy wyszła na jaw jego praca w bezpiece. Niemcy ze zrozumieniem przyjęli jego tłumaczenie, że musiał wstąpić do NKWD, by ochronić się przed polskim antysemityzmem. Ranicki zwany był „papieżem literatury niemieckiej” i przez 30 lat wypromował rzeszę pismaków mających wpływ na obecny stan niemieckich umysłów.
Gdy w 80. rocznicę „Hołodomoru” na Ukrainie pewien polityk ukraiński nazwał to ludobójstwo holokaustem, wybuchła awantura porównywalna do obecnej w Polsce. Mimo, że sztucznie wywołany głód w latach 1932–1933 pochłonął podobną liczbę ofiar (5–7 mln), nazwanie tej sowieckiej zbrodni Holokaustem wywołało w Izraelu gwałtowną reakcję. Żydzi zazdrośnie strzegą swego monopolu na cierpienie.
Dlatego nikt nigdy nie próbuje używać terminu ‘Holokaust’ w odniesieniu do innych, nierzadkich niestety zbrodni ludobójstwa. Prof. Barbara Engelking-Boni (ex-żona europosła o pseudonimie „Znak”), kierująca Centrum Badań nad Zagładą Żydów, w wywiadzie dla zaprzyjaźnionej telewizji powiedziała: Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna… śmierć jak śmierć… A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym.
A więc nie jesteśmy sobie równi w obliczu śmierci – prawdopodobnie także tortury dla jednostek subtelnych były bardziej dotkliwe niż dla gruboskórnych Polaków…
Staramy się być naprawdę mili dla „starszych braci”. Na arenie międzynarodowej zawsze popieramy Izrael. Polska i Izrael są strategicznymi partnerami, choć trudno oprzeć się wrażeniu braku symetryczności. Czy robimy równie dobre interesy w Izraelu, jak Izraelici w Polsce? Zbudowaliśmy muzeum Historii Żydów w Polsce, co roku w Krakowie odbywa się największy na świecie Festiwal Kultury Żydowskiej. Minister kultury ofiarował 100 mln zł na remont cmentarza żydowskiego (polskie nekropolie w Wilnie i Lwowie muszą poczekać).
Nikomu nie przeszkadza, że na Biennale w Wenecji reprezentowała Polskę artystka z Izraela, a dyrektorem opery w Poznaniu jest obywatel Izraela mieszkający w Belgii.
W 2007 roku została w Polsce reaktywowana żydowska loża masońska B’nai B’rith. Jednym z celów jej działalności jest walka z rzekomo antysemickim Radiem Maryja. Mało znany fakt – Janusz Palikot przeszedł na judaizm i zapisał się do B’nai B’rith.
Obszar obozu Auschwitz nie jest formalnie eksterytorialny, ale wpływ ministerstwa kultury na obsadę stanowiska dyrektora wydaje się ograniczony. Wystawa poświęcona Pileckiemu jest niedostępna, na teren obozu nie można wnosić polskich flag (dozwolone są flagi Izraela). Polskie ofiary zakwalifikowane są jako „nie-Żydzi”. Lecz kim są Polacy uznani przez Niemców jako Żydzi, bo pochodzili z mieszanych małżeństw, mieli żydowską babcię czy konwertyci? Wiele jest dowodów na to, że najmniejsza, ale bardzo wpływowa mniejszość jest w Polsce traktowana lepiej niż inne grupy etniczne. Niemniej uchodzimy za antysemitów, co tłumaczone jest katolicyzmem Polaków.
W takim razie jak wytłumaczyć fakt, że w najbardziej katolickiej diecezji – tarnowskiej – był też najwyższy procent uratowanych podczas okupacji Żydów? Tropiąca przejawy antysemityzmu na świecie Anti-Defamation League nie ma zbyt dużo roboty w Polsce, skoro w jej zasobach z ostatnich lat wciąż „wiszą” 3 „incydenty” – jakiś przygłup we Wrocławiu spalił kukłę Żyda, ktoś w Nowym Sączu napisał w klozecie „Jude won” itp.
Resztki antysemityzmu definitywnie skończyły się w 1968 roku, gdy władze komunistyczne zaczęły okazywać jawną niechęć (słowo represje byłoby za mocne) wobec obywateli pochodzenia żydowskiego.
Czy tylko niesłychanej wrażliwości Izraela i diaspory żydowskiej na tematykę związaną z Holokaustem zawdzięczać możemy wręcz alergiczną reakcję na ustawę o IPN? Przeczyć temu może materiał TVN o polskich miłośnikach Hitlera nakręcony przez funkcjonariusza medialnego Bertolda Kittela (brał także udział w „podgotowce” medialnej usunięcia R. Szeremietiewa z MON, gdy minister tworzył brygady obrony terytorialnej).
Dla nas świętowanie urodzin Hitlera jest czymś tak absurdalnym, że niewartym uwagi, ale materiał był przeznaczony na użytek zewnętrzny. Podobno pojawił się tysiące razy w większości telewizji świata. Obok wybuchu wulkanu na Bali czy lawiny błotnej w Kolumbii. Przekaz był wyraźny – Polsce grozi faszyzm. Coś trzeba z tym zrobić.
Telewizja TVN to jedna z głównych centrali medialnych opozycji. Gdy Rada Etyki Mediów usiłowała nałożyć na tę stację karę finansową za manipulatorską relację z próby puczu w 2016 roku, natychmiast interweniował Departament Stanu USA. Bo założona przez dwóch agentów komunistycznego wywiadu stacja TVN jest… amerykańska. Jej obecnym właścicielem jest David Zaslav, członek Światowego Kongresu Żydów – organizacji, która nie lubi polskich nacjonalistów.
Rabin Szudrich (ten, który zablokował ekshumacje w Jedwabnem) w wywiadzie dla izraelskiej gazety powiedział, że choć Żydom w Polsce żyje się lepiej niż w innych europejskich państwach, to sytuacja pogorszyła się, odkąd władzę sprawuje w Polsce partia nacjonalistyczna. Jednocześnie rząd tej „nacjonalistycznej” partii uchodzi za najbardziej proizraelski w III RP. W ogóle w ciągu ostatnich 30 lat wszystkie polskie rządy bardzo starały się zaprzyjaźnić z Izraelem. Chyba bez wzajemności.
Wydaje się, że w Izraelu bardziej sobie cenią przyjaźń z Federacją Rosyjską. Może dlatego, że do Izraela przybyło 1,4 mln rosyjskich Żydów w ramach operacji „Most”, którą to operację prawdopodobnie sfinansowaliśmy. Mówi się, że pieniądze na transfer emigrantów pochodziły z tzw. „oscylatora” (jednej z pierwszych wielkich afer III RP), zorganizowanego przez tandem zdolnych aferzystów izraelsko-polskich Bagsik & Gąsiorowski.
W roku 1989, po częściowym wycofaniu się Rosjan z interesu, powstała luka szybko zagospodarowana przez innych łowców okazji. Natychmiast zinwentaryzowano, co się znajduje i ile jest do wyjęcia z obszaru między Odrą a Bugiem. Policzono łąki miodne, lasy pełne zwierzyny, kopaliny itp. Dokonano nawet wyceny polskich Parków Narodowych. Wówczas te działania wydawały się absurdalne. „Ile jest warta Maczuga Herkulesa czy Giewont?” ironizowali dziennikarze. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze o kuriozalnym z prawnego punktu widzenia żądaniu rekompensaty za tzw. mienie bezspadkowe pozostawione w Polsce przez Żydów – obywateli polskich II RP. Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego wyceniła sobie swoje „należności” na 65 mld $. Pieniądze mają być przeznaczone dla ofiar Holokaustu i szerzenie wiedzy o zagładzie Żydów. Trudno sobie wyobrazić taką sumę. Grzegorz Braun wyliczył: gdybyśmy codziennie spłacali 1 mln $, to ostatnią ratę zapłacilibyśmy po 170 latach. Za niedużą część tej sumy można wygenerować polityka, stworzyć partię i przejąć władzę w średniej wielkości państwie.
Większość ludzi w Polsce nie zdaje sobie sprawy, że proces odzyskiwania suwerenności zaczął się właściwie dopiero w 2015 roku. Pojawił się nowy podmiot (podmiocik?) i rozpycha się łokciami, co nie podoba się naszym sąsiadom z prawa i lewa. Pomrukuje też groźnie tak zwana światowa opinia publiczna. Nie jest tajemnicą, że osoby pochodzenia żydowskiego chętniej podejmują pewne zawody, a inne mniej. Żydzi lepiej się realizują w takich zawodach jak finansista, prawnik czy dziennikarz niż kierowca TIR-a czy elektromonter. Aby zapobiec nadmiernej koncentracji osób pochodzących z mniejszości narodowych w pewnych zawodach, władze II RP stosowały na uczelniach tzw. numerus clausus. Żydzi stanowili ok. 10% społeczeństwa i mieli zagwarantowane 10% miejsc na pewnych kierunkach studiów (np. prawo). Była to niewątpliwie dyskryminacja, piętnowana jako antysemityzm. W Stanach Zjednoczonych nie ma antysemityzmu, stąd istnieje tam wielka nadreprezentacja Żydów wśród prawników, dziennikarzy czy finansistów. Żydzi stanowią ok. 2% ludności USA, ale jedna trzecia sędziów Sądu Najwyższego jest Żydami!
Pewien Żyd – profesor w rozmowie z moim ojcem w latach 40. ub. wieku powiedział, że „teraz światowe żydostwo stanowi ogromną potęgę” (termin „żydostwo” nie miał wówczas konotacji pejoratywnej). Na uwagę ojca, że zginęło tak wielu Żydów, odpowiedział: „Ale kto zginął? – głównie biedota wzbudzająca niechęć ludności krajów osiedlenia i będąca źródłem antysemityzmu. Bogaci i elity żydowskie w większości ocalały. Teraz łatwiej będzie Żydom na świecie osiągnąć swoje cele”. Czyżby możnym tego świata Holokaust był na rękę?
Amerykański naukowiec badający wpływ judaizmu na kulturę współczesną, Kevin MacDonald, w swojej pracy The Culture of Critique wyodrębnił cele zwiększające szanse Żydów w rywalizacji o władzę i wpływy:
1. Wzbudzić poczucie winy za niechęć do Żydów umożliwiającą Holocaust.
2. Ośmieszać i zwalczać Kościół katolicki jako instytucję winną wpojenia masom antysemityzmu.
3. Oczyścić z chrześcijaństwa przestrzeń publiczną.
4. Podważać spoistość społeczeństw przez szerzenie indywidualizmu i relatywizację wartości.
5. Propagować wielokulturowość i masową imigrację.
6. Kwestionować dumę narodową kraju gospodarza jako przejaw nacjonalizmu.
7. Propagować swobodę obyczajową, zwłaszcza seksualną, i podążanie za przyjemnościami.
Ten program znamy z autopsji.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Rozmiękczyć przed oskubaniem czy zadziobać” znajduje się na s. 6 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Światowy Dzień Zespołu Downa obchodzony jest 21 marca. Jego celem jest zagwarantowanie, aby osoby z zespołem Downa cieszyły się pełną akceptacją w społeczeństwie i mogły korzystać ze swoich praw.
Przypadający dziś Światowy Dzień Zespołu Downa jest obchodzony od 13 lat, w tym od 2012 r. pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zgromadzenie Ogólne ONZ potwierdziło celowość obchodów tego dnia na arenie międzynarodowej rezolucją A/RES/66/149.
W tym roku obchody koncentrują się wokół hasła „What I bring to my community” – czyli tego, co osoby chore mogą wnieść do społeczności lokalnej i przestrzeni publicznej. Mimo kłopotów zdrowotnych, wiele z nich uczy się, pracuje, ma zainteresowania i korzysta z życia.
Jednak raport „Problemy rodzin dzieci z zespołem Downa w Polsce-stan na przełomie 2017 i 2018 roku” opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II wraz z Poradnią Bioetyczną UPJPII i Fundacją „Jeden z Nas” wskazuje, że rodziny te odczuwają silny brak systemowego wsparcia ze strony otoczenia, lekarzy, władz samorządowych, Kościoła oraz państwa.
„To, co nas zaskoczyło, to częsta dyskryminacja dzieci z zespołem Downa przez nauczycieli, w tym ze szkół specjalnych – 28 proc. zgłaszanych przypadków dyskryminacji oraz ze strony lekarzy – 18 proc. Rodzice wskazali także częsty brak wiedzy lekarzy na temat zespołu Downa i niechęć do podnoszenia kwalifikacji. 67 proc. respondentów uważa, że spotkało się z ignorancją lub brakiem wiedzy ze strony personelu medycznego” – wskazuje dr n. med. Monika Zazula, główna autorka badań.
[related id=53253]Raport pokazuje też niską jakość opieki lekarskiej i terapeutycznej oferowanej osobom z zespołem Downa. Obie grupy uzyskały średnią ocenę 3,4 na 6. Rodzice wskazywali także częsty brak świadomości (aż 69 proc. rodzin), że urodzi się dziecko z zespołem Downa, a także problemy z dostępem do badań prenatalnych, odmawianie wykonywania badań przez lekarzy i zatajanie nieprawidłowości w wynikach testów przesiewowych.
– Raport przedstawia także dane dotyczące wsparcia psychologicznego, które otrzymało ocenę 2,2 na 6 i duchowego – 2,9 na 6. Z opieki psychologicznej skorzystało 66 proc., a z opieki duchowej 58 proc. rodzin. Na obecnym etapie życia 40 proc. rodzin zgłasza potrzebę wsparcia duchowego – informuje dr Zazula.
Badanie wskazało ponadto, że przyszłe matki wielokrotnie doświadczają presji ze strony otoczenia i personelu medycznego, aby zdecydowały się na aborcję. Aż 14,5 proc. osób deklarujących się jako wierzące akceptuje aborcję dziecka z zespołem Downa, a przeciwnikami tego rozwiązania jest 63 proc. wierzących rodziców. Z kolei 22,5 proc. rodziców nie ma zdania na ten temat.
Zdaniem komentatorów raportu, podejmowanie przez rodziców decyzji o aborcji dziecka z zespołem Downa często wynika z braku wiedzy na temat tej wady genetycznej.
Rodzice-katolicy zwracali też uwagę na bariery w dostępie do sakramentów dla osób niepełnosprawnych w różnych diecezjach, a także na powszechny brak dostępu do wykwalifikowanych duszpasterzy.
Z kolei 70 proc. rodziców przyznało, że dziecko z zespołem Downa pozwala rozwinąć pełniej ich człowieczeństwo. W wielu przypadkach dziecko wzmacnia związek rodziców – tylko 7,7 proc. dzieci z trisomią jest wychowywanych przez samotnych rodziców, a prawie 80 proc. wychowuje się w rodzinach, gdzie rodzice są w związku małżeńskim.
Badanie przeprowadzono między październikiem 2017 a styczniem 2018 w oparciu o rozmowy z 400 rodzinami wychowującymi dzieci z zespołem Downa.
Data 21 marca (21.03.) symbolizuje trzeci chromosom w dwudziestej pierwszej parze, którego obecność stanowi genetyczną przyczynę zespołu Downa. Tego dnia organizatorzy zachęcają do założenia skarpetek w różnych, wesołych kolorach. Skarpetki mogą być w paski, w kropki, za kolano lub tuż przy kostce, mogą być też z różnych, niepasujących do siebie par.
Co roku 21 marca organizowany jest w wielu krajach (w tym również w Polsce) szereg wydarzeń i imprez mających na celu promowanie prawa osób z zespołem Downa do życia i do pełnego uczestniczenia w życiu społecznym.
Profesor Jérôme’a Lejeune, genetyk i lekarz, który odkrył przyczynę zespołu Downa (trisomia 21), był zadeklarowanym obrońcą praw osób z tym zespołem cech wrodzonych, w tym ich prawa do życia, a jego odkrycia z dziedziny genetyki miały zasadnicze znaczenie dla określenia statusu prawnego człowieka w rozwoju prenatalnym.
Źródło: KAI
Głęboko wierzę, że János Esterházy był znaczącą kroplą pośród morza nienawiści bolszewickiej i nazistowskiej w tamtych trudnych czasach połowy XX wieku – mówił metropolita krakowski.
20 marca w Parlamencie Republiki Węgierskiej abp. Marek Jędraszewski odebrał Nagrodę im. Jánosa Esterházy’ego za pielęgnowanie pamięci i kultu bohatera trzech narodów.
W laudacji, wygłoszonej przez Imre Molnára, dyrektora Intytutu Kultury Węgierskiej w Bratysławie, historyka, badacza życia Esterházyego, podkreślone zostały poznańskie korzenie arcybiskupa. Poznań w 1956 roku, jako pierwsze polskie miasto, zbuntował się przeciw komunizmowi. Tego samego roku w październiku wybuchło węgierskie powstanie, a pod budapesztańskim pomnikiem generała Bema powiewały dwie flagi: węgierska i polska.
[related id=53006]Molnár wskazał na duchowe i intelektualne podobieństwo pomiędzy krakowskim arcybiskupem a Jánosem Esterházym. Mówił:
– Czytając homilie Ekscelencji, często chętnie cytowane, znajdziemy więcej paraleli pomiędzy posługą hrabiego męczennika o niezłomnym sercu a posługą Księdza Arcybiskupa. Również o Ekscelencji możemy powiedzieć, że w epoce relatywizmu, który wszelką wartość bierze w nawias i stawia czas przeszły, i pod wszelkie możliwe znaki zapytania, w swej prorockiej posłudze w świecie go otaczającym niezachwianie poszukuje On Prawdy i odważnie Ją głosi, „nastawając w porę i nie w porę”.
Wspomnial, że Kościół w Polsce dał światu wiele bohaterskich postaci, których cechował niezwykły heroizm ducha: prymasa Stefana Wyszyńskiego, bpa Antoniego Baraniaka, ks. Jerzego Popiełuszkę, Jana Pawła II. Są oni symbolem nieugiętej postawy moralnej i wyrażają bezkompromisową walkę z komunizmem.
– Ekscelencjo, proszę pozwolić, że w tym miejscu, pod kopułą z górą stuletniego Domu Narodu, gdzie strzeżony jest jeden z najważniejszych symboli węgierskiego chrześcijaństwa i państwowości – Święta Korona, że tu wyrażę słowa naszej wdzięczności za to, iż pasterze i wierni Kościoła w Polsce nie pozwolili złamać swej wierności Chrystusowi ani dziesięcioleciom komunistycznego ucisku, ani pozornej wolności globalizmu z jej fałszywymi ideologiami.
Na zakończenie podziękował krakowskiemu metropolicie za głoszenie pełnej prawdy o Bogu i człowieku oraz o samym Jánosu Esterházym.
Abp Jędraszewski, w wygłoszonym następnie wystąpieniu, odwołał sie do przemówienia Jana Pawła II z jego pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny. Papież podkreślił wtedy, że żaden człowiek i naród nie może w pełni zrozumieć siebie bez Chrystusa. Myśl tę rozwinął także w swojej ostatniej książce „Pamięć i tożsamość”, w której pisał, że Europa – zbudowana na filarze greckiej filozofii i prawa rzymskiego, została w pełni połączona i scalona przez Ewangelię.
– Dlatego możemy mówić o chrześcijańskich korzeniach Europy i każdego narodu, wchodzącego w jej skład. Dzięki temu, tak doskonale rozumiemy siebie jako Europejczycy, a zwłaszcza jako Europejczycy tej części Europy: Węgrzy, Słowacy, Polacy. To jest prawdziwie, jak powiedział polski noblista Miłosz, rodzinna Europa. Europa jest rodzinna, dlatego że jest chrześcijańska.
[related id=51837 side=left]Metropolita krakowski, przywołując postać Jánosa Esterházy’ego, nawiązał do dwóch obrazów. Pierwszy pochodzi z Ewangelii i mówi o tym, że rzucone w ziemię ziarno, aby wydać wspaniały owoc, musi najpierw obumrzeć.
– Jezus mówił o sobie, ale także o tych, którzy mieli odwagę wiary i miłości, by wziąć swój krzyż i pójść za nim. Taki był János Esterházy.
Drugi obraz, zaczerpnięty z poematu Karola Wojtyły, mówi o kropli w morzu, która choć wydaje się być pozbawiona znaczenia, potrafi zmienić oblicze świata.
– Głęboko wierzę, ze taką kroplą pośród morza nienawiści bolszewickiej i nazistowskiej był w tamtych trudnych czasach połowy XX wieku János Esterházy. Dzisiaj, po tylu latach dzielących nas od jego życia i śmierci, widzimy, że ten żywioł zła, nienawiści i kłamstwa jest przemieniany przez prawdę i miłość, które złączyły nas we wrześniu ubiegłego roku i łączą nas teraz. Oby odniosły one pełny triumf w tej rzeczywistości postprawdy, w której żyjemy. Ostatecznie prawda zwycięży! – zakończył.
Hr. Esterházy był działaczem węgierskich organizacji, funkcjonujących na terenie Słowacji, która po rozpadzie Austro-Węgier w listopadzie 1918 roku weszła w skład Czechosłowacji, podczas gdy przez setki lat stanowiła część Korony św. Stefana jako Górne Węgry. W związku z tym, jej terytorium zamieszkiwała ludność węgierska. Esterházy aktywnie działał na rzecz praw ludności węgierskiej, został przewodniczącym konserwatywnej Węgierskiej Partii Narodowej i posłem do parlamentu Czechosłowacji.
Korzystając ze swoich znajomości i koligacji rodzinnych – był synem węgierskiego arystokraty i Elżbiety, córki hrabiego Stanisława Tarnowskiego – pomagał Polakom, którzy przedzierali się przez Słowację, by przez Węgry i Rumunię udać się na zachód, gdzie tworzyło się Wojsko Polskie. W 2009 János Esterházy został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego orderem Polonia Restituta za pomoc polskim uchodźcom w czasie II wojny światowej.
[related id=52026]We wrześniu 2017 roku abp Jędraszewski wraz episkopatem Węgier i Słowacji uczestniczył w ponownym pochówku Esterhazyego, którego prochy zostały odnalezione po 60 latach od śmierci. Uroczystość miała miejsce w zbudowanej specjalnie dla uczczenia pamięci Esterházy’ego kaplicy w Dolnych Obdokowcach na Słowacji. Jej budowniczy, Boldizsar Paulisz, został drugim obok metropolity krakowskiego laureatem nagrody imienia bohaterskiego polityka.Laureat całe życie poświęcił węgierskiej mniejszości na Słowacji, głównie poprzez pracę społeczną oraz szkolnictwo. Przyczynił się do powstania w Alsóbodok (słow. Dolné Obdokovce) Drogi Krzyżowej Wierności z myślami Jánosa Esterházyego, parku jego pamięci oraz Kaplicy Podwyższenia Krzyża św., w której krypcie złożono prochy męczennika (16. 09. 2017). Miejsce to stało się pielgrzymkowym. Z okazji rocznicy śmierci w komunistycznym więzieniu w Mírovie, na Morawach, 6 marca br. odwiedził je prezydent Węgier János Áder małżonką.
W podniosłej uroczystości w Parlamencie zwanym Domem Narodów Węgier wzięli udział László Kövér – przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Węgier, Zsolt Németh – przewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych, Prymas Węgier kard. Péter Erdő, córka Jánosa Esterházyego, Alice Esterházy – Malfatti oraz bp Jawarynu (Győr) András Veres, przewodniczący Konferencji Episkopatu Węgier.
Nagroda im. Jánosa Esterházyego przyznawana jest co roku od 1991 przez Stowarzyszenie [Franciszka II] Rakoczego i Radę Pamięci Jánosa Esterházyego w uznaniu zasług dla wspierania Węgrów na Słowacji oraz pielęgnowania duchowego dziedzictwa Jánosa Esterházyego, politycznego i duchowego przywódcy, męczennika komunizmu.
Wieczorem abp Jędraszewski spotkał się z węgierską Polonią. Odprawił Mszę św. w kościele polskiej parafii personalnej, prowadzonej przez chrystusowców na Kőbánya, odwiedził Dom Polski – siedzibę Stowarzyszenia Polaków na Węgrzech pw. św. Wojciecha.
Źródło: Archidiecezja Krakowska
Meksyk i jego mieszkańcy to temat wielu stereotypów i uogólnień, często niemającymi nic wspólnego z prawdą. My przedstawimy najciekawsze z nich oraz reakcje Meksykanów na krążące o nich opinie.
Kim jest i jak wygląda przeciętny, stereotypowy Meksykanin? Na to pytanie z pewnością inaczej odpowiedzą Europejczycy, jak i mieszkańcy USA, czy też innych krajów Ameryki Łacińskiej. Każde z tych miejsc wypracowało sobie bowiem inny stereotyp mieszkańców tego północnoamerykańskiego państwa. Stereotyp, czyli uproszone, uogólnione wyobrażenie dotyczące innych grup społecznych, również narodów.
Jak ogólnie zatem wygląda stereotypowy Meksykanin? To rubaszny wesołek, z dużym wąsiszczem, ubrany w wielki kapelusz, równie wielkie buciory i kolorowe poncho. Bardzo często stereotypowy Meksykanin siedzi na rumaku, wyposażony w wielką flintę i równie wielką gitarę. A także butlę tequili, oczywiście koniecznie z robakiem. Stereotypowy Meksykanin nie stroni bowiem od alkoholu. Zarazem nie należy on do osób szczególnie pracowitych (chyba, że chodzi o handel narkotykami) i punktualnych. Stereotypowy Meksykanin to także kobieciarz, bawidamek, chociaż swoją ukochaną señoritę z pobliskiego pueblo (niekiedy równie wąsatą, jak on sam) często potrafi potraktować ciężką dłonią. A kim jest stereotypowa Meksykanka? Choć potrafi być zjawiskowo piękna, niczym meksykańskie aktorki z Hollywood, lub meksykańskich telenowel, zazwyczaj jednak pozostaje w cieniu swojego stereotypowego Meksykanina, rodząc mu całe rzesze stereotypowych Meksykaniąt.
Im większa odległość od Meksyku, tym inny jest obraz stereotypowego Meksykanina. Dla Europejczyków stereotypowy Meksykanin (niezależnie od płci) to mieszanka twardej, ale i pięknej i fascynującej egzotyki, z ciekawą, choć w swym stereotypowej formie mocno uproszczoną kulturą. Im bliżej Meksyku, tym ów stereotypowy Meksykanin nabiera wyrazistszych szczegółów. Dla północnych sąsiadów z USA stereotypowy Meksykanin to z jednej strony ciężko (choć nie zawsze legalnie) pracujący robotnik. Z drugiej zaś (paradoksalnie!) często leń, niebezpieczny kryminalista, złodziej i narcotraficante. Również i stereotypowa Meksykanka w północnoamerykańskich oczach gringos traci swój seksowny, hollywoodzki urok. Stając się spracowaną, puszczalską dziewuchą z nadwagą, co chwila rodzącą nowe dzieci, lub będącą cały czas w ciąży: od wczesnej młodości do późnej starości. Oboje oczywiście są nieukami, nieznającymi języka angielskiego oraz brudasami, niedbającymi o higienę osobistą.
A jak jest w rzeczywistości? Krótki, choć intensywny pobyt w Meksyku potrafi uświadomić, że choćby najbardziej wyrazisty stereotyp pozostaje stereotypem. I że stereotypowy Meksykanin niewiele ma wspólnego z prawdziwymi Meksykanami z krwi i kości, zamieszkującymi Meksyk. Jeśli akurat nie wybieramy się w tamte strony, warto posłuchać, co mają do powiedzenia na ten temat nasi goście: Héctor Franco oraz Paola Francine. Oboje pochodzący z Meksyku i oboje różniący się od wzorca stereotypowego Meksykanina. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasi goście opowiedzą o tym skąd wziął się wizerunek stereotypowego Meksykanina oraz co współcześni Meksykanie o nim sądzą. Czy walczą z tymże wizerunkiem, czy też, przeciwnie, pielęgnują go niczym dobro narodowe?
Na stereotypowo meksykańską rozmowę o stereotypowych i niestereotypowych Meksykanach płci obojga zapraszamy w stereotypowo w poniedziałek, 19-go marca, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!
¡República Latina, stereotypowo latino!
Resumen en castellano: quien es el esterotípico Mexicano?
A esta pregunta podemos obtener varias respuestas, que van a diferenciarse según la parte del mundo. Sin embargo generalmente podemos obtener el siguiente dibujo. Un tipo alegre y desparpajado, con un bigotón grandote. Vestido en botas grandes, un sombrero enorme y un poncho bien colorado. Muchas veces aparece en su caballo, con un fusil grande y tocando su enorme guitarrón. Un estereotípico güey mexicano muchas veces toma el tequila, que – por supuesto – tiene que contener un maguey dentro de la botella, ya que un estereotípico Mexicano no evita el alcohol. Y aunque un estereotípico Mexicano es un mujeriego, muchas veces está tratando a su mujer con fuerza. Y quién es una Mexicana estereotípica?Puede ser una belleza de Hollywood o las telenovelas mexicanas (aunque muchas veces con bigotes). Pero puede ser también la madre de las docenas de los hijos del estereotípico Mexicano.
Generalmente hablando el dibujo de un estereotípico Mexicano depende de la distancia de México. O sea otros estereotipos hay en Europa (donde hay mucha vista muy exótica). Otros hay en los EU, donde muchas veces se ve los Mexicanos como unos sucios y flojos primitivos, criminales, narcotraficantes y ladrones.
Sin embargo hay que decir que todos los estereotipos se borran muy fácilmente, cuando uno viene a México, para poder comparar su imaginación con la realidad. Y si no tenemos suficiente tiempo o plata para irse directamente a México, hay que escuchar que dicen de este tema nuestros invitados: Héctor Franco y Paolo Francine. Los ambos vienen de México y los ambos son un poco diferentes de los estereotipos de los Méxicanos. Junto con ellos vamos a hablar sobre los estereotipos de los Mexicanos y de la opinión de los Mexicanos sobre los estereotipos. Si están luchando contra los estereotipos, o los tratan como un patrimonio nacional?
Para nuestra emisión sobre los estereotípicos Mexicanos les invitamos a escucharnos el lunes, 19 de marzo, como siempre a las 21H00! Vamos a hablar polaco y castellano!
O prześladowaniu chrześcijan na Bliskim Wschodzie, dyskryminacji w Europie, próbie otrucia Siergieja Skripala oraz relacjach Zachodu z Putinem w rozmowie z Radiem WNET mówił europoseł Marek Jurek.
– Na szczęście w Europie coraz więcej mówi się o prześladowaniu Chrześcijan i rejestrowanie samego faktu jest coraz częstsze. Natomiast jeżeli chodzi o napiętnowanie wprost nienawiści i pogardy antychrześcijańskiej jako form dyskryminacji, jako zagrożenia dla pokoju społecznego i międzynarodowego jest niestety ciągle odrzucane – stwierdził przewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej.
[related id=53006]Potrzeba pokoju jest niezbędna dla możliwości pozostania chrześcijan w krajach kościołów pierwotnych. Posługując się historią Iraku wskazał na tamtejszy spadek liczby wyznawców Chrystusa o 80 proc.: – Miliona ludzi tam nie ma. To są czasami ofiary prześladowań fizycznych, a bardzo często exodusu, ucieczki. Musimy działać tak, żeby wspólnoty chrześcijańskie funkcjonowały na Bliskim Wchodzie przynajmniej tak jak żyją w spokoju w Libanie czy Izraelu.
Otrucie Siergieja Skripala ocenił jako groźny sygnał i złamanie reguł, które były przestrzegane nawet podczas Zimnej Wojny. Wyraził również żal, iż polskiej dyplomacji nie udało się wpłynąć na przemówienie premier Teresy May, aby wśród ataku Rosji na Krym i otrucia Aleksandra Litwinienki wymieniła przetrzymywanie wraku polskiego samolotu, w którym zginęła elita naszego kraju.
Stwierdził również, że nie widzimy wielu gestów sympatii wobec Władimira. Jako przykład podał spotkanie premiera Belgii z prezydentem Rosji w prywatnej rezydencji Putina, a rozmowy dotyczyły ocieplenia relacji między Rosją a Zachodem: – Później Charles Michel jedzie do wyższej szkoły handlowej w Moskwie i wygłasza wykład mówiąc, że Machiavelli i Monteskiusz nauczyli nas, że pokój należy budować przez handel. Tylko pytanie czym handel? Czy bezpieczeństwem państw Europy Środkowej? Czy bezpieczeństwem tych, którzy mają odwagę przeciwstawiać się agresywnej polityce Rosji w naszym regionie?
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.
WJB