Feliks Koneczny, niedoceniony twórca teorii ścierania się cywilizacji/ Piort Sutowicz, „Kurier WNET” nr 56/2019

Naród musi posiadać swą odrębną kulturę, która czyni go bytem swoistym w obrębie cywilizacji, musi dać się określić jego „logos i etos”, co – zdaniem Konecznego – Polacy posiedli w stopniu doskonałym.

Piotr Sutowicz

Feliks Koneczny – twórca teorii ścierania się cywilizacji

Procesy historyczne dzieją się niezależnie od tego, czy ktoś je zaobserwuje i opisze, czy nie. Niemniej jednak ludziom przydaje się wiedza, która może ich naprowadzić na odkrycie zachodzących zjawisk. O tym, jak bardzo jest ona przydatna, świadczy proste przysłowie, iż „historia jest nauczycielką życia”.

Nad prawidłowościami zachodzącymi w historii głowili się i nadal to czynią historycy i filozofowie wszelkich szkół i nurtów myślowych. Wychodząc z różnych, często niestety apriorycznie wskazanych punktów początkowych, dochodzą do różnych wniosków. Dopasowywanie faktów do założonych wyników doprowadziło do powstania ideologii, które najczęściej nie niosły wiele dobrego. Świat XX wieku jest jednym wielkim dowodem na potwierdzenie tej tezy i niejednego życia braknie na opisywanie błędów ludzkości. Zresztą ideologie nie są ekskluzywną cechą naszych czasów – w zasadzie były zawsze, od kiedy człowiek zaczął świat urządzać na swoja modłę.

Myśliciel z Krakowa

Są w historii swoiste antyideologie. Przynajmniej bywają. Nie zawsze wszystkie stawiane przez nie tezy są wyczerpujące. Być może trzeba dalej pracować, by je uzupełniać. Cechuje je jedno – aposterioryzm, czyli możliwość udowodnienia czegoś doświadczalnie. Na pozór w historii jest to rzeczą niezmiernie trudną. Przecież mamy tu do czynienia z materią, której nie ma, a więc jej dotykanie bywa wątpliwe, ślady przeszłości mogą badacza prowadzić w różne strony. Niemniej przy zachowaniu daleko posuniętej bezstronności i otwartego umysłu można podjąć próbę szukania ładu w tym, co już się wydarzyło, i ukazania szczególnie wielkich procesów w jeszcze szerszych ramach. Nie jest to na pewno zadanie dla dyletantów, którym się wydaje, że wystarczy chcieć, by móc.

W kontekście takiej właśnie solidnej pracy historiozoficznej należy wymienić profesora Feliksa Konecznego. Za okazję do niniejszych rozważań i przypomnienia jego postaci może posłużyć przypadająca w tym miesiącu 70 rocznica śmierci tego krakowskiego, a poniekąd i wileńskiego historyka i historiozofa, twórcy niezwykle spójnej teorii wielości cywilizacji, która, jak się okazuje, z wiekiem nie blaknie.

Może się okazać, że jego metoda jest jedną z kluczowych dla rozpoznania tego, co się dzieje dziś w świecie Zachodu.

Koneczny urodził się 1 listopada 1862 roku w Krakowie. Na temat jego pochodzenia krążyły różne opinie. Między innymi taka, że był z pochodzenia Czechem. Dziś uważa się, że jego przodek był żołnierzem armii Sobieskiego idącej na Wiedeń i z jakichś powodów osiadł na Morawach. Z kolei ojciec Feliksa przeniósł się do Krakowa. Stąd to miasto stało się małą ojczyzną naszego myśliciela. Czy gdyby urodził się na Morawach, byłby Czechem? Odpowiedź na to pytanie jest intrygująca, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że o przynależności cywilizacyjnej naszych południowych sąsiadów miał zdanie raczej krytyczne, zaliczając ich do cywilizacji bizantyjskiej, gdzie znaleźli się w jednym worku z Niemcami. Na szczęście tu nie musimy snuć rozważań na temat, jaka byłaby jego koncepcja historiozoficzna pisana z czeskiego punktu widzenia. Koneczny był Polakiem, piewcą polskich dziejów i naszej kultury. Jeżeli był to przypadek, to tym lepiej dla przypadku, a jeżeli nie… Cóż, wszystko jest w rękach Opatrzności, która uczyniła tak, a nie inaczej.

Koneczny był przez większość życia związany z Krakowem. Tu mniej pamiętanym aspektem jego zainteresowań był teatr, tak się bowiem składa, że na przełomie XIX i XX wieku opublikował kilkadziesiąt recenzji z krakowskich scen. Jego główne zainteresowania badawcze jako historyka, wiązały się jednak raczej ze wschodnimi ziemiami Rzeczypospolitej, stąd ponad 10-letni okres pracy na odbudowanym wraz z niepodległością Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Śledzenie wielkich procesów dziejowych można zauważyć w całej twórczości profesora, np. warto wymienić wydaną w 1921 roku dwutomową monografię Polskie Logos a Ethos. Roztrząsanie o znaczeniu i celu Polski, przy czym dopiero w ostatnich kilkunastu latach życia, kiedy był już spełniony jako badacz, a jako wykładowca wysłany przez sanację na przymusową emeryturę, mógł przystąpić do opracowywania poszczególnych fragmentów swej teorii, która pewnie „siedziała” w umyśle uczonego od dawna.

Wielość cywilizacji

Praca O wielości cywilizacji, będąca fundamentem jego koncepcji cywilizacyjnej właśnie, ujrzała światło dzienne w 1935 roku. Co z niej wynika? Otóż, przede wszystkim, dla Konecznego nie istnieje jedna wspólna dla całej ludzkości metoda ustroju życia zbiorowego – tak określa on cywilizację. Żeby wykonać jakiś logiczny podział owych sposobów życia społeczeństw, należy przyjąć kryteria, według których moglibyśmy je wyodrębnić. I tak narodził się „quincunx”, owo łacińskie słowo pierwotnie odnoszące się do rzymskiej monety z pięcioma kropkami. Nasz historyk zdefiniował je jako „pięciomian bytu”, do którego zaliczył: dobro, prawdę, zdrowie, piękno i dobrobyt. W jego ocenie każda społeczność pozostaje w jakimś stosunku do owych pojęć.

Oczywiście odpowiedzi na te zasadnicze dla funkcjonowania zrzeszenia kwestie mogą wyglądać bardzo różnie. Koneczny, który wyodrębnił kilka najważniejszych, kluczowych dla ludzkości cywilizacji, nie upierał się przy tym, że są albo były jedynymi w historii. Te, które opisał – czy to bardziej szczegółowo, czy też powierzchownie – obejmują znakomitą większość ludzi. Należy tu wymienić: turańską, arabską, bramińską, żydowską, chińską, bizantyjską, i łacińską. Każda z nich powstała w określonym środowisku historycznym i geograficznym. W ciągu dziejów wiele wcześniejszych cywilizacji upadło, osiągając szczyt rozwoju, wiele zaś marniało, trwając na określonych niewielkich obszarach i obejmując wąskie grupy ludzkie.

Na naszą historię wpływ wywierało kilka cywilizacji, nie wszystkie z wymienionych powyżej. I tak w pierwszym rzędzie należy tu wymienić cywilizację łacińską, której filarami zdają się być chrześcijaństwo jako religia, prawo rzymskie i filozofia grecka.

Łacińska cywilizacja tworzyła się równolegle z upadkiem Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Niewątpliwym fenomenem jest to, że jej politycznym nośnikiem były barbarzyńskie państwa powstające na gruzach imperium.

Wydaje się, że w tym tkwi jedna z jej istotnych cech, a mianowicie fakt, że mimo przyjęcia kluczowych dla „łacińskości” uniwersalnych zasad, państwa te zachowywały swoją tożsamość kulturową, co dało początek nowożytnym narodom europejskim. Naród jest dla Konecznego bardzo ważny, albowiem jego odrębność i rozwój może być zagwarantowany jedynie w ramach tejże cywilizacji. Niekiedy takie stawianie sprawy może budzić sprzeciw tych, którzy chcieliby widzieć narody wszędzie i przydają tę nazwę ludom zamieszkującym wszystkie państwa świata, choćby powstały one w wyniku jakichś skrajnie arbitralnych decyzji mocarstw bądź przez podbicie jakichś szczepów przez wojowniczych watażków, mieniących się być reprezentantami wyimaginowanych sił demokratycznych. Dla Konecznego rzecz jest nad wyraz prosta. Naród musi posiadać swą odrębną od innych kulturę, która czyni go bytem swoistym, posiadającym swoją własną specyfikę w obrębie cywilizacji, wreszcie musi dać się określić jego „logos i etos”, czyli coś, co jego zdaniem Polacy posiedli w stopniu doskonałym.

Drugi dziedzic starożytnego Rzymu, Bizancjum, dał początek kolejnej europejskiej cywilizacji, której nazwa pochodzi właśnie od miana stolicy państwa wschodniorzymskiego. Jej historyczne korzenie są równoległe z cywilizacją łacińską, lecz na jej powstanie złożyły się inne czynniki, przede wszystkim dziedzictwo Bliskiego Wschodu z jego tradycjami despotycznymi i własną hierarchią praw. W pewnym momencie cywilizacja ta, dzięki materialnemu bogactwu państwa i przypisywanej jej skłonności do przepychu, zdawała się mieć szansę na dominację nad całym kontynentem. Zdaniem krakowskiego profesora, wraz z posagiem i dworem cesarzowej Teofano przeniknęła ona na dwór niemiecki, rozlewając się na instytucje państwowe i stopniowo obejmując rząd dusz wśród elit, wreszcie rozprzestrzeniając się na sąsiadów, w tym przede wszystkim na „biednych” Czechów, którzy w tym wypadku padli ofiarą swego przywiązania do „Świętego Cesarstwa”.

Wpływ bizantynizmu na Europę trwał przez długie wieki, a właściwie, jeśli użyć metody Konecznikańskiej, to można z pewnością stwierdzić, że trwa nadal, stając się jej rzeczywistym rozsadnikiem i źródłem wielu nieszczęść.

Szczególnie, jeśli dodamy do niej jeszcze jeden element: cywilizację żydowską, będącą dziedzictwem judaizmu – religii wyodrębnionej z mozaizmu po zniszczeniu przez Rzymian Świątyni Jerozolimskiej. Cywilizacja owa ze swymi priorytetami i prawniczością religijną w ciągu dziejów wywierała wpływ na myśl filozoficzną i społeczną Europy, a z czasem, kiedy niektórzy żydowscy myśliciele odrzucili ideę Boga osobowego, wniknęła do myśli europejskiej, dając początek ideom, o które byśmy jej nie podejrzewali. Opisana została przez Konecznego w jednej z ostatnich jego monografii, noszącej tytuł Cywilizacja żydowska właśnie, a niektóre tezy tam zawarte szokują nieprzygotowanego czytelnika, powodując liczne nieporozumienia. Wydana została wiele lat po wojnie w Londynie przez Jędrzeja Giertycha, który uratował od zapomnienia część dorobku Konecznego, i do dziś toczą się wokół niektórych jej fragmentów żywiołowe dyskusje, często prowadzące do oskarżeń jej autora o antysemityzm.

Z punktu widzenia historii Europy warto wyróżnić jeszcze dwie cywilizacje: turańską i arabską. Pierwsza z nich wyłoniła się z obszaru Wielkiego Stepu azjatyckiego, jako najbardziej wojownicza z wszystkich dotychczasowych. Wręcz – zdaniem badacza – może ona żyć tylko wtedy, gdy wojuje. W innych sytuacjach „gnuśnieje”. W swej strukturze jest ona niezmiernie prosta, funkcjonuje na zasadzie obozu wojskowego i odrzuca wszystko, co jest jej niepotrzebne, w tym także pojęcia wyższe. Religia jest dla niej sprawą zupełnie drugorzędną, co nie oznacza jednak tolerancji, lecz raczej obojętność. Ludy Turanu na przestrzeni wieków przyjmowały różne religie, a symboliczny dla nich islam też jest tylko jedną z wielu. Kiedy w 1241 roku Orda dotarła pod Legnicę, znakomita jej część była nestorianami, przy czym wiara ta bardziej przypominała formę zabobonu niż zwartego systemu. Na nas cywilizacja ta wywarła zgubny wpływ najpierw poprzez najazdy tatarskie, potem turańską właśnie Kozaczyznę, a następnie Rosję carów, w której raz brał górę bizantynizm, a raz ona. Bolszewizm był ostatecznym zwycięstwem tej ostatniej, chociaż nawet Koneczny tu i ówdzie miał w tym względzie wątpliwości.

O cywilizacji arabskiej, mimo islamu, miał Koneczny niekoniecznie złe zdanie. Jako historyk wiedział o Avicennie i Awerroesie, był świadom, że to Arabowie uratowali dorobek Arystotelesa, wreszcie w niektórych odłamach cywilizacja ta przyjęła wiele cech łacińskich. Musiał być jednak świadom tego, że świat arabski od średniowiecza zmienił się, uległ niżej cywilizowanym Otomanom, którzy podobnie jak Rosja wahali się między bizantynizmem, którego dziedzictwo jakoś tam przyjęli po upadku cesarstwa wschodniego, a Turanem, skąd brali swój początek.

Nasz historyk zajmował się dość powierzchownie również cywilizacjami: bramińską, dominującą w Indiach, i chińską. Nie widział jednak, słusznie, ich związku z naszą historią i nie wgłębiał się w nie, być może zresztą po prostu brakło mu na to czasu. Dzień dzisiejszy wszakże pokazuje, że i tym wielkim zrzeszeniom należy się głębiej przyjrzeć.

Polska

Polska Konecznego należy do cywilizacji łacińskiej, nie tyle jako jej peryferia, ale forpoczta.

W poszczególnych pracach – czy to dogłębnych studiach, czy w publikacjach popularnych – dawał temu wyraz. Z jednej strony ową łacińskość postrzegał jako konsekwentną drogę społeczeństwa wynikającą z decyzji Mieszka I i jego bezpośrednich następców, dogłębnie analizował jej wrastanie w elity, a potem w pojęcia społeczne całej zbiorowości. Pokazywał historię Polski w różnych jej aspektach. Zawsze jednak widać w niej było kulturę przesiąkniętą łacińskim „pięciomianem”: czy to przeznaczonych dla młodzieży Świętych w dziejach narodu polskiego, czy w pierwszych nowożytnych, pisanych przez polskiego historyka Dziejach Śląska, wreszcie w biografii Kościuszki. Koneczny stał na stanowisku katolickości polskiej kultury i republikańskiego ustroju. Synteza tych dwu elementów była jego zdaniem niezwykle ważna dla tożsamości narodowej, a tym samym dla zachowania łacińskiego stanowiska cywilizacyjnego.

Bez wątpienia w ciągu wieków było wiele okazji do tego, by je całkowicie porzucić. Już na początku, przy okazji chrztu, mogło nowe państwo iść ślepo za Bizancjum bądź wpisać się w koncepcję cesarzy niemieckich tworzących swoje własne uniwersum. Nie uczyniło tego; łacińskość nie dała się zniszczyć ani w okresie reakcji pogańskiej, ani rozbicia dzielnicowego, które zdawało się nawet sprzyjać rozwojowi swoistego republikanizmu, czego symbolem jest choćby bł. Wincenty Kadłubek. Także ostatni król Piast, kładący podwaliny pod ekspansję państwa na wschód, kodyfikując jego ustrój troszczył się o to, by w parze ze strukturami władzy kroczył rozwój nauki w oparciu o łaciński kanon filozoficzny. Nie wszystko, co tworzył, przetrwało nawet najbliższe lata po jego śmierci, ale elity, które za jego życia zaczęły myśleć o państwie, dały początek zupełnie nowej doktrynie, a ta stworzyła największą lądową potęgę Europy w tamtych czasach. Jej należy zawdzięczać powstrzymanie zarówno bizantynizmu idącego z zachodu, jak i tego z Moskwy. Oczywiście przy okazji doszło do przeniknięcia szeregu obcych pierwiastków cywilizacyjnych w obręb organizmu państwa obojga narodów. Tu dochodzimy do bardzo ważnej konstatacji Konecznego, iż „nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. Oznacza to, że nad jedną społecznością w ramach określonego układu panować może rząd pojęć jednej tylko cywilizacji.

Państwo Jagiellonów i następnie republika szlachecka z królem jako głową ciągle chciała być łacińską, będąc solą w oku sąsiadów, gdzie obce samorządowi absolutyzmy i nowe doktryny napierające pod przykrywką protestantyzmu zdobywały coraz to nowe ustrojowe przyczółki. Można powiedzieć, że nie był to jeszcze czas na republikę, a przynajmniej nie taką – wymagającą świadomości i pracy nad sobą. Państwo zaczęło marnieć, aż upadło, ale w ostatnim przejawie wielkości zdobyło się na odsiecz wiedeńską, co do znaczenia której nasz autor był więcej niż przekonany. Być może była to kwestia owego przodka, który wraz z Sobieskim ową nawałę bizantyńsko-turańską zatrzymał, a może jednak świadectwo autentycznego dostrzeżenia wagi bitwy i jej konsekwencji.

Do ostatnich chwil życia, kiedy Polską rządzić zaczęli komuniści, a cenzura odciskała swoje piętno na tym, co i jak można pisać, Koneczny publikował krótkie felietony w prasie katolickiej, nawołujące do samorządności właśnie. Być może tu widział barierę, która powstrzyma nowe, straszne zagrożenie.

Zainteresowanie jego dorobkiem przychodzi falami. Przez komunistów skazany na zapomnienie, w latach dziewięćdziesiątych doczekał się sporego zainteresowania ze strony zarówno historyków, jak i publicystów, niekiedy wielbiony, czasem odsądzany od czci i wiary. Jednak jego myślenie o starciu się cywilizacji weszło do obiegu społecznego. W kolejnych latach dyskusja nad twórczością Konecznego trochę przygasła: z jednej strony jego książki wróciły na półki, z drugiej nie było za wielu chętnych, by jego metodę odnieść do obecnej rzeczywistości. Uczonego spotkało to, co wielu innych przed nim i po nim – stał się częścią dostojnej przeszłości.

To, co dzieje się dzisiaj w świecie, nowe linie pęknięć i napięcia pokazują, że potrzeba nam odwagi w szukaniu rozwiązań i myśleniu o tym, że cywilizacje ludzkie różnią się od siebie. Jedne są nasze, a inne niekoniecznie. Nie możemy wykonać syntezy wszystkich sposobów organizacji społeczeństw, bo doprowadzi to do katastrofy.

Nadszedł czas na to, by Konecznego odkurzyć, zdjąć z półek, a jego teorii użyć jako instrumentu badawczego przydatnego nie tylko nam, ale i przyszłym pokoleniom.

Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Feliks Koneczny – twórca teorii ścierania się cywilizacji” znajduje się na s. 9 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Feliks Koneczny – twórca teorii ścierania się cywilizacji” na s. 9 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Trzeba wiedzy i doświadczenia, żeby chronić się przed manipulacją / Jolanta Hajdasz, „Wielkopolski Kurier WNET” 56/2019

Społecznikom, którzy nigdy nie pytają, „za ile?” i „co z tego będę miał?”, serca i ducha nadal nie brakuje, a ich najszczersze intencje widać po tym, że nie stali się beneficjentami „dobrej zmiany”.

Jolanta Hajdasz

Powiedz, co jest nie tak, dlaczego nam się nie udaje? Robimy wszystko tak samo jak wy, a nic nie wychodzi… – zapytał jeden z działaczy dzisiejszej opozycji swojego kolegę ze szkoły, dziennikarza i działacza społecznego prawej strony sceny politycznej. Wam brakuje serca i ducha – odpowiedział redaktor – nie wierzycie w to, co wmawiacie ludziom. U nas jest odwrotnie. Ten prawicowy redaktor to Tomasz Sakiewicz, a dialog przytoczył podczas jubileuszu X-lecia Klubu Gazety Polskiej w Poznaniu. Odpowiedziały mu oklaski wypełnionej po brzegi sali Pałacu Działyńskich.

Patrzyłam na te tak dobrze mi znane twarze i wiedziałam, że ma rację. Na pewno ducha i serca tu nie brakuje. Marysia Zawadzka, która dzielnie szefuje temu klubowi po nagłej śmierci jego założyciela Zenona Torza i jej najbliższa współpracownica i podpora w tej pracy, Ewa Ciosek, która o wszystkim pamięta i każdemu pomoże; Celina i Jan Martini, nasi ludzie z „Kuriera WNET”, od początku związani z klubem; Staszek Mikołajczak z AKO i tylu, tylu innych. Społecznicy, którzy nigdy nie pytają, „za ile?” i „co z tego będę miał?”. Miesięcznice smoleńskie i Msze św. za Ojczyznę, koncerty i spotkania z publicystami, obecność na wszystkich obchodach najważniejszych rocznic patriotycznych i religijnych… Ludzie z Poznania, na których mogą liczyć prawicowi politycy, teraz już także prawicowi urzędnicy, którzy ochoczo z ich społecznego zaangażowania korzystają.

Serca i ducha nadal im nie brakuje, a te najszczersze i najprawdziwsze intencje widać po tym, że nie stali się beneficjentami „dobrej zmiany”, choć teraz zrobi o nich materiał i publiczna telewizja, i publiczne radio. Ale obecny na jubileuszowym spotkaniu Klubu były minister obrony narodowej Antoni Macierewicz na tę przychylność publicznych mediów już nie może liczyć, już żadna kamera za nim nie biega, choć żołnierze nadal mówią o nim w prywatnych rozmowach, że tak oddanego wojsku ministra nigdy w Polsce nie było.

Media to jednak zupełnie inny temat. Niewielu ich odbiorców wie, że dziś są one przede wszystkim narzędziem marketingowym, mówią, co mamy kupować (reklama) i co myśleć (specjaliści od PR). Trzeba i wiedzy, i doświadczenia, by się przed tą manipulacją chronić. W „Kurierze WNET” staramy się uświadamiać to Czytelnikom od początku naszego istnienia. Za nami wielkie okrągłe rocznice 2018 roku – 100-lecie odzyskania niepodległości i 100-lecie powstania wielkopolskiego. Teraz 100-lecie powstań śląskich. W tym roku przed nami dwie kolejne ważne daty, obie w czerwcu. Będziemy obchodzić 40. rocznicę pierwszej pielgrzymki do Polski Jana Pawła II i 30. rocznicę wyborów czerwcowych, tych po Okrągłym Stole. Wielu z nas pamięta te wydarzenia. Z biegiem lat widać wyraźnie, czym one były w naszej historii.

Ile dobra, ile serca rozlało się po Polsce po pierwszej w historii wizycie Papieża w naszym kraju i jak cynicznie w 1989 r. ówcześni przedstawiciele opozycji demokratycznej oszukali naród nie przez to, że siedli do Okrągłego Stołu z komunistami, ale dlatego, że prawdziwe obrady prowadzili w Magdalence i milionom ludzi, którzy z sercem i oddaniem ich popierali, nic o tych ustaleniach nie powiedzieli.

Dziś okazuje się, że najtajniejsze, prywatne archiwa najważniejszych ludzi komuny z tamtych czasów znalazły się w USA, a Polska nie może przeprowadzić ich kwerendy, bo podobno trwa remont w instytucie, gdzie te teczki są, i jeszcze dwa lata będzie trwał… Czy za naszego życia poznamy prawdę o wydarzeniach, których jesteśmy świadkami i uczestnikami? Takich, którzy z serca angażują się w życie publiczne, było i jest w naszym kraju naprawdę wielu, nie liczymy na profity, więc może mamy prawo wiedzieć, kto na naszej działalności zyskuje, a kto traci?

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz, Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz, Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET”, na s. 1 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Raport NIK: nadzór Głównego Inspektora Sanitarnego nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa żywności sprzedawanej w Polsce

Przeciętny konsument spożywa rocznie ponad 2 kg dodatków do żywności oznaczonych jako „E”. Produkty spożywcze nafaszerowane są konserwantami, przeciwutleniaczami, emulgatorami czy wzmacniaczami smaku.

Aktualnie dopuszczonych do stosowania w żywności jest ponad 330 dodatków, które w produktach spożywczych mogą pełnić 27 różnych funkcji technologicznych. Są to m.in. konserwanty, barwniki, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, emulgatory czy stabilizatory. Zawiera je coraz więcej produktów. Przeciętny konsument spożywa w ciągu roku ok. 2 kg substancji dodatkowych.

Na stosowanie substancji dodatkowych na tak dużą skalę pozwala obecnie obowiązujące prawo polskie i Unii Europejskiej. Jest ono w tym zakresie bardzo liberalne.

Niewiele jest produktów, do których nie wolno stosować dodatków. Są to m.in. żywność nieprzetworzona, miód, masło, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, kawa, herbata liściasta.

(…) NIK zwraca uwagę, że przepisy prawa wymagają zapewnienia bezpieczeństwa każdego z dodatków używanych osobno. W żaden sposób nie odnoszą się one do ryzyka wynikającego z obecności w środkach spożywczych więcej niż jednego dodatku czy ich kumulacji z różnych źródeł. (…)

Dotychczas nikt nie zajmował się łączną ilością dodatków spożywanych z dietą przez przeciętnego konsumenta. Izba zleciła kontrolę oznakowania produktów spożywczych – przeanalizowano 501 powszechnie dostępnych wyrobów. Jedynie w 54 produktach (11%) w składzie zaprezentowanym na etykietach nie było substancji dodatkowych. W pozostałych 447 producenci zadeklarowali użycie 132 substancji dodatkowych ponad 2 tys. razy.

Statystycznie więc na każdy produkt przypadało pięć dodatków do żywności. W przypadku niektórych produktów liczba dodatków w jednym artykule spożywczym była znacznie wyższa. Przykładowo sałatka warzywna ze śledziem i groszkiem zawierała ich 12. Rekordową liczbę substancji dodatkowych zastosowano w kiełbasie śląskiej – 19.

W oparciu o dane ze zleconych przez NIK badań zaprojektowano hipotetyczną, ale w praktyce prawdopodobną dietę na jeden dzień, składającą się z pięciu posiłków. W efekcie ustalono, że w przygotowanych z tych produktów daniach konsument spożyłby w ciągu jednego dnia 85 różnych substancji dodatkowych. Izba zauważa, że w menu zaplanowano, iż zupę i drugie danie konsument przygotowuje samodzielnie w domu. Gdyby skorzystał z kupionych w sklepie gotowych potraw, dodatków spożytych w ciągu dnia mogłoby być znacznie więcej. (…)

NIK zwraca także uwagę, że Inspekcja Sanitarna w ramach prowadzonych kontroli nie weryfikowała procesów technologicznych i tym samym nie kwestionowała zasadności użycia w jednym produkcie nawet kilkunastu różnych dodatków do żywności. Główny Inspektor Sanitarny twierdził, że procesy produkcji żywności są sprawą producenta. Tymczasem zdarza się, że ten używa kilku substancji dodatkowych w ramach jednej grupy technologicznej, na przykład w badanych parówkach zastosowano aż cztery stabilizatory i aż trzy substancje konserwujące. Według eksperta, może to być sposób na nieprzekroczenie limitów ilościowych dodatków odpowiadających za dany proces technologiczny.

Zastosowanie jednego związku w ilości zapewniającej pożądany efekt technologiczny spowodowałoby ich przekroczenie, natomiast użycie kilku substancji dodatkowych o takiej samej funkcji technologicznej może to ryzyko zniwelować.

Najwięcej dodatków jest w produktach, które dzieci lubią najbardziej, czyli ciastach, aromatyzowanych napojach, lodach, parówkach. Z monitoringu spożycia i stosowania dodatków do żywności, przygotowywanego przez Instytut Żywności i Żywienia wynikało, że przyswojenie z dietą kwasu sorbowego i sorbinianów – konserwantów dodawanych głównie do ciast, przetworów warzywnych, pieczywa, aromatyzowanych napojów – znacznie przekraczało limit i w grupie dzieci 4–10 lat wynosiło 291 proc. akceptowanego dziennego spożycia (ADI). U 5% dzieci i młodzieży (1–17 lat) pobranie tych dodatków wynosiło aż 681 proc. Tymczasem spożycie z dietą np. azotynów, obecnych m.in. w wędlinach, parówkach, peklowanym mięsie, u najmłodszych dzieci wynosiło ponad 160% dopuszczalnego limitu, a u 5% dzieci w wieku 1–3 lat kształtowało się na poziomie aż 562%.

Cały raport NIK o nadzorze nad stosowaniem dodatków do żywności znajduje się na s. 7 i 8 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Raport NIK o nadzorze nad stosowaniem dodatków do żywności na s. 7 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nawrócenie marksisty? W przypadku prawdziwego, trwałego nawrócenia – witamy w domu, w naszej wspólnej, ukochanej Polsce!

Tak radykalnie bezpardonowej, negatywnej oceny współczesnych tendencji w światowej humanistyce od byłego koryfeusza marksistowskiego pojmowania człowieka i świata nie słyszałem jeszcze nigdy.

Herbert Kopiec

Przytrafiło mi się coś, co w pełni potwierdza znane powiedzenie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Nigdy w życiu bym się przecież nie spodziewał, że będzie mi dane być świadkiem publicznego, naukowego nawrócenia. I to jeszcze kogo? Prawdziwego tuza polskiej marksistowskiej socjologii. Znawcy dialektycznej metodologii i strategii rozwoju teorii socjologicznej, opartej na koncepcji materializmu historycznego, dla którego obce w nauce było wszystko, co odbiegało od tzw. ducha marksizmu. Niechęci do tego, co było sprzeczne z założeniami „ojców” socjologii naukowej (m.in. K. Marksa) bohater niniejszego felietonu nauczył się już za młodu od uczonych radzieckich. W swojej książce z 1973 roku (Teoria i wyjaśnienie. Z metodologicznych problemów socjologii) w jednym tylko przypisie przytoczył aż sześciu autorów z Kraju Rad. (…)

Profesor Sztompka, doktor honorowy kilku uczelni krajowych i zagranicznych, osiągnął w nauce wszystko, co tylko było można. (…) W 2006 roku otrzymał od Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP) bodaj najbardziej prestiżową polską nagrodę za działalność naukową w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych; także najbardziej znaczącą pod względem materialnym. (…)

Nagroda to dla prof. Sztompki nie tylko odpłata za 40 lat pracy naukowej, ale zobowiązanie, „dług, który muszę spłacić wobec wszystkich czytelników moich nienapisanych książek” (Święto nauki, „Forum Akademickie” nr 1/2007).

Zauważmy, że prof. Sztompka potraktował nagrodę jako odpłatę za 40 lat swojej pracy, a więc także za okres obejmujący jego marksistowskie zaangażowanie.

We wzmiankowanej już książce z 1973 roku wyrażał „kolegom z Zespołu Teorii Społeczeństwa Socjalistycznego Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, a zwłaszcza jego kierownikowi prof. dr Jerzemu Wiatrowi” – wdzięczność za życzliwą i konstruktywną krytykę refleksji zawartych w książce. No cóż, należałoby przyjąć, że jeszcze 10 lat temu nawrócenie prof. Sztompki nie wchodziło w rachubę. (…)

„Wartości moralne – słusznie dowodził [prof. Sztompka w wykładzie z 11 grudnia 2018 r.] – regulują tę przestrzeń, w której wszyscy żyjemy. Zaufanie jako jedna z kluczowych wartości – przypominał – pozwala oczekiwać, że partner postąpi zgodnie z naszymi pragnieniami i nadziejami. Można też oczekiwać uczciwości i prawdomówności”. Przykładowo, „gdy Państwo przychodzą na mój wykład, to oczekują, że będę mówił to, co myślę, a nie coś tam pod czyimś jeszcze jakimś adresem, tak, żeby się komuś przypodobać”.

I trudno nie było przyznać prof. Sztompce racji. Ale tu – niestety, jak to za chwilę pokażę – zawiódł. Nie powiedział bowiem tego, co myśli. A współsprawcą okazałem się być ja. Poszło o moje kłopotliwe dla profesora pytanie, które rozpocząłem tak: „Panie profesorze, powiem być może coś kontrowersyjnego, dlatego chciałbym się otoczyć parasolem ochronnym, przywołując intuicję świętego Augustyna, który powiedział: »Skarć mądrego, a będzie cię miłował«.

Otóż Panie profesorze – jesteśmy rówieśnikami i ja Pana pamiętam jako sztandarową postać uczonego marksisty, zajmującego się socjologiczną analizą budownictwa socjalizmu w Polsce.

W dzisiejszym wystąpieniu wielokrotnie przypominał Pan, że stoi na gruncie klasycznych wartości: prawdy, dobra i piękna. Chciałbym w związku z tym zapytać Pana profesora, jak odnosi się Pan do współczesnych tendencji w nauce uniwersyteckiej (a jest to tendencja światowa), w której to nauce obecny jest – jak to określają nieliczni amerykańscy intelektualiści konserwatywni – barbarzyński postmodernizm. Ani razu w swoim wykładzie Pan Profesor nie użył tego pojęcia. Postmodernizm jest wszechobecny w uniwersyteckiej nauce i kulturze. A jest to przecież fenomen, który zdominował i w gruncie rzeczy niszczy cywilizację zachodnią, mającą korzenie chrześcijańskie. Rad byłbym, gdyby Pan Profesor coś w tej kwestii powiedział” (wypowiedzi spisane z nagranego wykładu).

Odpowiedź prof. P. Sztompki była następująca: „W pierwszej kwestii, tzn. mojego niegdyś zainteresowania i badań związanych z socjalizmem – to wyspowiadałbym się raczej świętemu Augustynowi niż przed tym audytorium. Więc to pominę”.

No cóż – zauważmy – że prof. Sztompka nie potrafił stanąć ze swoim życiorysem twarzą w twarz ze swoimi młodymi (bo takich była zdecydowana większość) słuchaczami. I pod tym względem przypominał innych koryfeuszy światowej socjologii, a ściślej rzecz biorąc, nauk społecznych i humanistycznych w ogólności. Znamienne, a można by tak wnioskować po reakcji słuchaczy (częste oklaski), że wykładowca zaufania słuchaczy nie utracił. Mimo że na szczerość i prawdomówność prof. Sztompki nie mogło liczyć grono uczestników wykładu, lecz jedynie ewentualnie święty Augustyn. I ostatecznie wyszło na to, że tę formę ekspiacji wykładowcy, ale wyłącznie przed obliczem Świętego, słuchacze uznali za wystarczającą i satysfakcjonującą. No cóż, zawsze to coś, zwłaszcza gdy w rachubę wchodzi – zazwyczaj pozostający na bakier z wartościami ewangelicznymi – były marksista…

Kontynuując odpowiedź na moje pytanie, prof. Sztompka (tekst piszę w oparciu o nagranie wykładu) poszedł, jak to się mówi, na całość. Tak radykalnie bezpardonowej, negatywnej oceny współczesnych tendencji w światowej humanistyce od byłego koryfeusza marksistowskiego pojmowania człowieka i świata nie słyszałem jeszcze nigdy. Incydent może mieć posmak wypowiedzi skandalicznej, ponieważ z niektórych obserwacji wynika, że postmodernizm to w gruncie rzeczy zakamuflowany marksizm. Można nawet powiedzieć, że postmodernizm jest szczególną kontynuacją marksizmu. Tymczasem prof. Sztompka mówił tak:

„Natomiast w tej drugiej sprawie: dlaczego ja o postmodernistach i tego typu trendach/rzeczach nie wspominam, które, jak Pan słusznie bardzo mówi, są destrukcyjne w moim ujęciu kultury. Otóż nie wspominam, bo w pewnym momencie życia człowiek zasługuje na to, żeby zajmować się sprawami, które lubi, które mu się podobają, natomiast nie zajmować się różnymi obrzydlistwami, które w nauce oczywiście występują.

I które są przemijającymi, na szczęście, mam nadzieję. Nie doczekam pewnie sprawdzenia tej nadziei, ale z nadzieją pozostanę, że te klasyczne ujęcia się obronią. Ja nie podejmowałem krytyki (postmodernistycznych) tendencji, bo ważniejsza jest pozytywna refleksja przedstawiająca ten mój klasyczny punkt widzenia na problem kultury. Przyznam się, że dopóki byłem na etacie u pana Dyrektora – i tu wykładowca z szacunkiem skłonił głowę w stronę obecnego na wykładzie – byłego swojego chlebodawcy, dyrektora Instytutu Socjologii UJ – to uważałem za konieczne, żeby czasem poczytać tych autorów (…), ale teraz już nie muszę. Więc nawet nie czytam. Po co psuć sobie humor?”

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Nawrócenie marksisty? Analiza przypadku” znajduje się na s. 5 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Nawrócenie marksisty? Analiza przypadku” na s. 5 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czym podyktowane jest kunktatorstwo w sprawie ochrony życia poczętego uprawiane przez ludzi wierzących?

Poczęcie jest tylko niepożądanym następstwem chwilowej przyjemności. Matką jest się do końca życia, chyba że się to przerwie odpowiednio wcześnie. Dlaczego w ogóle ponosić konsekwencje swoich decyzji?

Magdalena Słoniowska

Prawo i Sprawiedliwość miało odwagę obchodzić miesięcznice smoleńskie aż do skutku, wbrew wszelkim przeciwnikom, których jest przecież niemało. W sprawie ochrony życia od poczęcia uprawia jednak kunktatorstwo. Czy jest ono podyktowane rachubami wyborczymi? Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi, powiedział św. Piotr. (…)

Jeśli ktoś się przeje, cierpi na niestrawność, ale są na to leki. Jeśli ktoś się upije, można wypłukać alkohol z krwi. Jeśli ktoś ma wady fizyczne – jest chirurgia plastyczna. Jeszcze tylko nie wymyślono sposobu na raka i niedostatki intelektualne. Ale jeśli ktoś cierpi z powodu ciąży jako konsekwencji przyjemności seksualnej – jest aborcja. (…)

W czasach, kiedy nikomu się nie śniło, żeby sankcjonować aborcję, też rodzili się ludzie chorzy. Niektórzy umierali od razu, inni żyli, potrzebując opieki, a krewni zapewniali ją w miarę swoich możliwości. Tak się toczy życie. Oczywiście były dzieci porzucone, zabijane noworodki, zaniedbani chorzy, opuszczeni starcy. Czy dziś ich nie ma?

Czy prawo do aborcji albo eutanazja rozwiąże problem chorób, przemocy, biedy i wszelkiego cierpienia?

Nie ma potrzeby, moim zdaniem, zastanawiać się nad warunkami dopuszczalności aborcji. Prawo powinno jednoznacznie jej zakazywać. Ci, co rozróżniają dobro od zła, oczywiście i tak zabijać nie będą. Ci, którzy wybierają zło – pewnie znajdą sposób, żeby je popełnić. Ale dlaczego martwić się tym, czy ktoś będzie musiał zadać sobie więcej trudu, jadąc na Ukrainę, żeby jego dziecko się nie urodziło?

Potrzebne jest prawo jednoznaczne, które pomoże dokonać wyboru niezdecydowanym, nieświadomym, zdezorientowanym: tak, tak – nie, nie. Wielu ludzi, w tym wierzących, żywi przekonanie, że to, co dopuszcza prawo ludzkie, jest zawsze zgodne z prawem Bożym. Wiem to od osób, które „skorzystały” z zalegalizowania aborcji w PRL-u i po czasie zrozumiały, że pomyliły porządki prawne.

Cały artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Problem odpowiedzialności” znajduje się na s. 8 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Magdaleny Słoniowskiej pt. „Problem odpowiedzialności” na s. 8 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Cejrowski: W Polsce wymarła idea debaty. Debaty, która nie polega na bezmyślnej obronie tylko na argumentach…

Wiosna w Polsce… Ja wiem, skąd ta wiosna. Górale śpiewali kiedyś „wiosna, każdemu … jak sosna”. I myślę, że bardzo ta przyśpiewka góralska może być mottem tej partii…

Wojciech Cejrowski mówi o debacie, partii Roberta Biedronia Wiosna oraz – tradycyjnie – o Ameryce i Donaldzie Trumpie. Czy Trump mógłby byĉ królem? Nie – to prezydent i zatroskany krajem obywatel. A sama monarchia…

– Nie jestem jakimś zagorzałym zwolennikiem wprowadzenia monarchii w Polsce, gdyż jednocześnie realia wskazują na to, że nie mamy kandydata na króla. nasza magnateria musiałaby poszukać i wyznaczyć króla – opowiada Wojciech Cejrowski. – Pytanie, czy on by nam się podobał jako osoba. Bo nie da się zostać królem tak z dnia na dzień i być od razu dobrym królem. W dawnych czasach, kiedy królestwa były modne i oni się bili o trony to kandydat do tronu był z koncepcją. Była tradycja zarządzania państwem z tronu. My dzisiaj tej tradycji nie mamy – musielibyśmy się od nowa wszystkiego uczyć. Teoretycznie jako model to jest koncepcja bliższa Pismu świętemu. Król się zajmował rozsądzaniem sporów. Od czasu do czasu wyruszał na wojnę…

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

pp

Jakim wartościom hołdują współczesne społeczeństwa?/ Danuta Moroz-Namysłowska, „Wielkopolski Kurier WNET” 55/2018

W katalogu wartości europejskich brak rodziny, dziedzictwa narodowego oraz religii i patriotyzmu. Tymczasem wszystkie te wartości wymieniają jako własne wszelkie społeczeństwa na całym świecie.

Danuta Moroz-Namysłowska

O jakich wartościach marzymy?

Jubileuszowy rok obchodów 100 rocznicy odzyskania Niepodległej przyniósł wiele zaskoczeń. Wydawałoby się, że wszyscy cieszymy się ze zwycięskiego dla naszej Ojczyzny obrotu spraw w 1918 roku – a jednak nie… Wysyp wręcz oszczerczej, manipulującej publicystyki i „dzieł kultury” każe zastanowić się, w jakim punkcie biegu historii jesteśmy. Bo to, że koniec historii nie nastąpił – jest absolutnie pewne.

Wydaje się, że najczęściej przywoływanym pojęciem, zwłaszcza przez przeciwników wybranych przez Polaków programów, są tzw. wartości europejskie. Ten specjał jest celebrowany na wszelkie sposoby przez tzw. elity, delektują się nim nie tylko „twórcy kultury”, ale i prawnicy przywiązani do konstytucji (choć nie wiadomo do którego artykułu…) – słowem, cały symboliczny „tramwaj różnorodności”, w który opozycja chce zamienić cały ciemny lud tubylczy. I jakoś go ucywilizować, bo przecież aż się dusi ze wstydu przed oświeconą i postępową UE… A ten lud, pamiętny doby PRL-u, w której był „cywilizowany” na upiorną moskiewską modłę – wietrzy teraz podstęp u elit brukselskich, które dają wiarę wciskanym im przez POPSL oszczerstwom i kalumniom, niszczącym bez opamiętania Polskę. Lud przecież pamięta, że i wtedy formatowano „nowego człowieka” (sowieckiego, jak teraz Europejczyka!), „postępowe i demokratyczne wartości”, „wolność, równość i braterstwo”, a nawet „miłość”… I pamięta, że kończyło się to wielokrotnym przelewem krwi, stanem wojennym, a następnie zwyczajnym szwindlem przekształceniowym, którego skutki mamy do dzisiaj…

No dobrze – ale przecież nie tylko Europejczycy mają bezcenne wartości… Pewnie mają je i Amerykanie, i Azjaci, i Afrykańczycy, i Australijczycy… Sprawdźmy zatem, czy istotnie tak jest.

Dla społeczeństwa amerykańskiego na przykład istotne są takie wartości jak wolność, rodzina, indywidualizm, kapitalizm, demokracja, równość, praworządność, patriotyzm, religia i boskie przeznaczenie narodu amerykańskiego (zob. E. Brunn, The Book of American Values and Virtues, Black Dog & Leventhal Publishers, 1996; D. Mank, J. Oakland, Cywilizacja amerykańska, Astrum 1999).

Wartości azjatyckie ukształtowały się pod wpływem myśli filozoficznej, duchowości i kultury buddyzmu, konfucjonizmu oraz taoizmu, a także warunków geograficznych tego regionu świata – są to zatem wartości rodzinne, uznanie dla ciężkiej pracy, wykształcenie, poszanowanie dla autorytetów, przedkładanie dobra społecznego nad indywidualne (zob.: M. Trelniak, Prawa człowieka i wartości azjatyckie).

Wartości afrykańskie preferują świętość rodziny, gościnność, harmonię życia z naturą, poszanowanie religii, pamięć o zmarłych przodkach (zob.: K. Błażyca, Rodzina w Afryce, www//religia i wiara.pl).

Wartości australijskiego wieloetnicznego społeczeństwa to szacunek do tradycji, pracy, godła, narodu, do kobiet i dzieci, rodzina, więź z krajem ojczystym z jednoczesną asymilacją (zob.: J. Smolicz, Podstawowe wartości i zachowanie tożsamości narodowej w wieloetnicznej Australii).

Artykuł 2 Traktatu o Unii Europejskiej wraz ze zmianami z Lizbony wartości europejskie definiuje następująco: poszanowanie godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne państwom członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn. Z kolei art. 3 określa cele, którymi są wspieranie pokoju, wartości ideowych, dobrobytu narodów, ochrona i rozwój dziedzictwa kulturowego Europy. Sądzę, że nawet niezbyt wnikliwy czytelnik dostrzeże pominięcie w katalogu wartości europejskich rodziny, dziedzictwa narodowego oraz religii i patriotyzmu.

A przecież społeczeństwa amerykańskie, australijskie czy azjatyckie nie są zacofane, ksenofobiczne czy nacjonalistyczne, a tym bardziej faszystowskie czy komunistyczne?

A tymi epitetami dominujące, ale rzekomo prześladowane „wolne media” częstują do upadłego Polaków i promują je ze wszystkich sił za granicą, ewidentnie tym opluskwianiem Polski szkodząc jej. Chyba robią to świadomie, a nawet z niejaką satysfakcją, co jest wyjątkowo paskudne.

Jedną z promowanych unijnych wartości jest tzw. tolerancja. Termin rozmyty, ambiwalentny i labilny. Ale bardzo przydatny w przykrywaniu wszelkich niegodziwości, a nawet przestępstw. Jednak, jak się okazało, nie ma ona nawet w tej słabej postaci zastosowania do katolickich duchownych oraz wiernych. Wprost przeciwnie – toczy się z tym „segmentem społecznym” totalna wojna hybrydowa i to na wszystkich frontach: medialnym, kulturalnym, ekonomicznym, politycznym etc. Wprawdzie ulubieniec liberalnych elit promuje się od wielu dziesięcioleci z wizerunkiem Matki Boskiej w klapie – ale jak się okazało, uzyskał on na to przyzwolenie chyba w Moskwie… (Ciągle mam nieśmiałą nadzieję, że Episkopat polski poprosi o nietraktowanie wizerunku Niepokalanej jak butonu lub innego rodzaju identyfikatora. Zwłaszcza gdy właściciel klapy uczynił tyle krzywd).

Młodzi ludzie w korporacjach tracą stanowiska lub w ogóle pracę za skromny krzyżyk lub jakikolwiek akcent religijny. I oczywiście za sympatie propisowskie, czyli za to, że akceptują nowoczesny rozwój gospodarczy i tradycyjne, prawdziwie europejskie wartości. Jakie zatem są teraz w UE tolerancja, demokracja, wolność, równość, poszanowanie godności osoby ludzkiej, państwa prawnego i dziedzictwa Europy, w której od ponad tysiąclecia jesteśmy i w której, czy to się obecnym postępowcom podoba, czy nie – będziemy?!

Jakie jest poszanowanie osoby ludzkiej przez „Gazetę Wyborczą”, która zapytała swoje znakomite grono uczonych i wybitnych specjalistów „Czym jest człowiek”? i żaden z zapytanych na to pytanie się nie obruszył… Jaka jest unijna równość, jeśli profesor Wojciech Sadurski (wydaje się – czołowy autorytet) publikuje w niej „Porywający program Anty-PIS”? (GW 20.11.2018, s. 14), w którym jego najbardziej porywającym punktem jest absolutna konieczność „znalezienia się w jądrze Unii” – bowiem, zdaniem tego bojownika, PiS „zmierza do najgorszych węgierskich wzorców”…

Jak to może być, że będzie „jądro” z panem Sadurskim wewnątrz i jakieś peryferie z pozostałymi, mało wartościowymi… (strach myśleć jak nas w swoim wyobrażeniu pan profesor nazywa…).

Ale mnie chodzi o wartość zwaną równością – jak on wykombinował to „jądro” i te limotrofy/kresy/obrzeża/ – słowem, tę niewydarzoną, nie w jądrze, resztę? Czy ta propozycja nie jest wręcz przestępcza, niemal faszystowska? Czy dlatego Polskę pod rządami prawicy wypycha się wręcz z UE, wmawiając, że chce ona „Polexitu”? Czy rzeczywista równość i demokracja są dla prof. Sadurskiego jakąś niewyobrażalną zgrozą? Oczywiście nie tylko dla niego – dla części aktorów, reżyserów (ideologicznych sług od zawsze), dyrektorów teatrów, galerii, starej generacji prawników i nuworyszowskich szefów korporacji… Wreszcie dla ludzi niestabilnych seksualnie, promujących gender i edukację seksualną niemal niemowląt. Dla intratnego biznesu aborcyjnego, rozrywkowego, pornograficznego…

Swoją drogą – ograniczenie, a nawet wyeliminowanie aborcji jest proste i bezbolesne… Marzy mi się wspaniały, jakże bardzo ludzki, sojusz między kobietą i mężczyzną, zwykłe postanowienie pomocy, oparcia i miłości w trudzie rodzicielstwa. Kobieta sama nie poczyna dziecka – a zakaz aborcji ją niechybnie karnie obciąży za jego złamanie. Dlatego była taka frekwencja na upiornych czarnych marszach – potencjalnych matek, niepewnych lojalności mężczyzn – które de facto walczyły o śmierć dla swoich dzieci… Skoro poczytny chyba tytuł elegancko opakowanego „dzieła” brzmi Miłość. Instrukcja obsługi penisa… Autor/autorka? zapewne nowocześni? do czego sprowadzili miłość? Z odrazy i upokorzenia nie zajrzałam. A może to ironia? Wtedy po stokroć przepraszam.

Nic nie zastąpi ludzi w człowieczeństwie, sumieniu i odpowiedzialności. Może jednak Kościół dobitniej i szczerzej zawoła o przestrzeganie odnośnego przykazania Dekalogu i rzeczywisty szacunek do aktu poczęcia?

Tymczasem inny profesor – Aleksander Nalaskowski, poirytowany lewicowymi i liberalnymi obyczajowymi eksperymentami, pisze otwartym tekstem: „We współczesnym świecie wydaje się obojętne, czy uprawiamy seks z żoną, czy z własnym psem”.

Świadomi swoich celów manipulatorzy z przemysłu medialnego i kulturalnego, rozrywkowego, a nawet naukowego, przyłapani na jawnych żenujących prowokacjach skierowanych do młodzieży, a nawet dzieci, uciekają się do argumentu o „buncie pokoleń”, zazwyczaj „niegroźnym i przejściowym”. Tymczasem, jak pisze znakomity pedagog i członek Narodowej Rady Rozwoju Prezydenta RP, „na naszych oczach dokonuje się coś o wiele szerszego”. I groźniejszego – czyli próba demontażu cywilizacji chrześcijańskiej, będącej podstawą naszego bytu społecznego.

Doświadczona skutkami komunistycznej rewolucji i przetrzebiona Katyniami (a w 2010 Smoleńskiem) polska inteligencja doskonale to wyczuwa w wielu pokrętnych symptomach. „Dzieci-kwiaty lat 60. (kreowane i kontrolowane przez KGB dla rozmiękczania »miłością i pokojem«, a przy okazji narkotykami kapitalizmu na Zachodzie i w USA) promowały musicale w rodzaju Hair i festiwale typu Woodstock i nadal znajdują chętnych do propagowania „make love not war” – bowiem rodzą się nowe pokolenia ufne i czyste sercem. Nieświadome tego, że za tymi wspaniałymi hasłami czai się twarda leninowska strategia: „zabrać im chleb i pracę, i niech rozniosą panujący porządek”… Hipisi rozmiękczyli Europę i Amerykę, a dziś Unią Europejską rządzi pokolenie urodzone w latach sześćdziesiątych. Profesor Nalaskowski proponuje dopisanie do ich nazwisk „Marcuse”, jak w Rosji „otczestwo”.

Podobnie publicysta Grzegorz Górny uważa, że już za pontyfikatu Jana Pawła II wysunięto „six seks” – sześć postulatów dotyczących katolickiej etyki seksualnej (G. Górny, Wojna kulturowa w Kościele katolickim, „Sieci” nr 49/2018, s.70–80) i to w tamtych czasach wytrysnęło źródło skandali pedofilskich w Kościele, a młodzieżowi aktywiści przenieśli swe postępowe i liberalne idee do polityki i działalności publicznej (Bill Clinton, Joschka Fischer).

W Kościele ten efekt jest opóźniony z uwagi na dłuższą drogę awansu – stąd tu liberalna formacja dochodzi do głosu dopiero teraz.

Za najbardziej pilny cel uznaje ona „sprzątanie po Janie Pawle II”, w czym mają ambicję być prymusami kardynałowie niemieccy Reinhard Marx i Walter Kasper. Nie uchodzi więc powoływać się na encykliki JP II, jego teologia ciała została zapoznana, a seksualność zupełnie odarta z duchowości i głębi człowieczeństwa.

A w Polsce mieliśmy obsceniczne spektakle teatralne, film Kler i świeżutką, zainspirowaną nim cegłę Nic co ludzkie, wydaną przez Agorę SA. Z gadzią głową w pastorale. Kultura sekularna bez najmniejszych skrupułów ranienia uczuć katolików brutalnie rywalizuje z chrześcijaństwem i wyraźnie ma zakusy przybrania wierzenia religijnego. Stąd jej pośpieszne agitki są uznawane za kultowe… Tworzona jest płynna religijność w płynnej rzeczywistości, a punktem dojścia tego kolejnego idiotycznego eksperymentu ma być, zdaniem Grzegorza Górnego, jakiś postkatolicki postKościół.

Czy także postEuropa postwartości? Oby nie! I tego życzę Wszystkim, także pogubionym postępowcom, w nowym, 2019 roku!

Artykuł Danuty Moroz-Namysłowskiej pt. „O jakich wartościach marzymy?”, znajduje się na s. 2 i 3 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 55/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

 

Cejrowski: Papież Franciszek jest niepokojący jeśli chodzi o doktrynę kościoła, więc słucham go z uwagą

Studio Dziki Zachód. Nie da się w nieskończoność z kimś rozmawiać i nie z każdym należy, bo można się upaprać. Tego kościół też uczył przed Franciszkiem, a teraz nagle Franciszek mówi odwrotnie…

 

W dzisiejszym Studio Dziki Zachód Wojciech Cejrowski słucha korespondenta WNET Michała Kłosowskiego relacji ze Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Relacjonuje przerwę w kryzysie amerykańskiej administracji oraz waszyngtoński marsz dla życia i rodziny. Komentuje również sytuację polityczną w Polsce.

Michał Kłosowski, Studio Panama: Ojciec święty jest już wyleciał do Rzymu. Wiele ludzi wciąż tu pozostało – to przystanek w pielgrzymce zapoczątkowanej przez Jana Pawła II. Część pojedzie odwiedzić sanktuarium Matki Boskiej Guadelupe w Meksyku.

Wojciech Cejrowski, Studio Dziki Zachód: Niewiele do mnie docierało informacji z Panamy. Kiedy Jan Paweł II jeździł po świecie. to było zawsze wydarzenie medialne. Tymczasem obecny papież Franciszek jest używany przez media, kiedy coś chlapnie takiego, że lewicy pasuje. Oni wtedy podpierają się Watykanem mówiąc „o właśnie nawet papież powiedział, że mur na granicy z Meksykiem jest niedobry”. Natomiast wydarzenia czysto religijne nie interesują mediów i nigdzie nie zauważyłem Panamy na tych kanałach, które oglądam w Ameryce. Większość z nich jest prawicowa i zauważa coś takiego, jak wielki marsz dla życia w Waszyngtonie. To są kanały, które powinny zauważyć tę Panamę. Jednak choć wszyscy zauważyli wydarzenia w Wenezueli, mszy i spotkania z Franciszkiem w Panamie nikt nie raportował.

Michał Kłosowski: Papież mówił bardzo wyraźnie o tym, że trzeba budować kulturę porozumienia. Panama to kraj „pomiędzy”, to kraj który łączy oceany, łączy Ameryki, łączy kultury. I to jest główne przesłanie tego, co papież Franciszek mówił. A mówił, że trzeba zawsze szukać porozumienia, budować dialog. Że trzeba zawsze zrozumieć drugiego człowieka. Szczególnie w ostatniej homilii. Mówił również, że młodzi są nadzieją przyszłości. Ale żeby ta przyszłość mogła się wydarzyć, młodzi muszą już teraz podejmować decyzje, już teraz zmieniać ten świat na lepsze.

Wojciech Cejrowski: Papież Franciszek jest niepokojący jeśli chodzi o doktrynę kościoła, więc słucham go z uwagą – właśnie dlatego, że jestem zaniepokojony. Nie wprowadza pokoju we mnie, tylko właśnie zaniepokojenie. I jeżeli przyjąć za prawdę to, co pan mówił, że zawsze, w każdej sytuacji trzeba uprawiać dialog to chciałbym zapytać papieża Franciszka: a co z tą sceną, kiedy Pan Jezus kazał otrzepać proch z sandałów i odejść? Co z tymi wszystkimi momentami w Ewangeliach czy szerzej w Biblii, kiedy należy kogoś wykluczyć, bo nie da się z nim gadać? Dlaczego papież takich rzeczy nie zauważa? Nie da się w nieskończoność z kimś rozmawiać i nie z każdym należy, bo można się upaprać. Nie należy wchodzić na msze satanistyczne i uprawiać dialogu. I tego kościół też uczył przed Franciszkiem, a teraz nagle Franciszek mówi „zawsze gadać ze wszystkimi w kółko”.

Krzysztof Skowroński: Wspominał pan o marszu dla życia w Waszyngtonie. Czy marsz zrobił na Amerykanach wrażenie?

Wojciech Cejrowski: Jeżeli go oglądali to zrobił na nich wrażenie. On jest przez media ukrywany właśnie dlatego, że jest potężny. Dzień później marsz kobiet był dużo mniejszy i były kłopoty, żeby się w ogóle odbywał. Marsz kobiet, czyli przeciwko życiu – feministki i te wszystkie głupoty, które one wygadują. W zeszłym roku było starcie tych dwóch marszów – i podobnie, jak w Polsce, marsze w obronie życia i rodziny są przez media lewicowe ukrywane, bo im nie pasują do ichniej narracji.

Marsz dla życia w Ameryce jest potężny. Można znaleźć film z kamery studenckiej – on robi wrażenie – zainstalowanej na jednym z wieżowców. Oni pokazują w internecie skrót – bardzo przyspieszony. Widać, jak tam godzinami ludzie maszerują przed tą kamerą i jaka ogromna jest masa tych ludzi. To największy i najdłużej trwającym nieprzerwanie cyklicznym marszem – co roku wraca do Waszyngtonu o tej samej porze.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

 

PP

Dr Ruszar: Dobra literatura nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Ona ma być po prostu dobra i być pod ochroną państwa

Wyrwane z kontekstu fragmenty wywiadu, jakiego udzieliłem „Gazecie Wyborczej” zostały wykorzystane w napastliwym artykule, skierowanym głównie przeciw ministrowi Glińskiemu – mówi na antenie dr Ruszar

– Mimo autoryzacji, której udzieliłem „Gazecie Wyborczej”, wywiad ze mną nie ukazał się w druku, ponieważ miałem zostać przedstawiony jako oszołom i bezwolne narzędzie w rękach ministrach Glińskiego, który będzie wydawać tylko prawicowych autorów jak Rymkiewicz czy Wildstein – mówi w Poranku WNET dr Józef Ruszar. – Rozmowa nie była specjalnie uprzejma, a pytania można określić „szczuciem”. Cierpliwie tłumaczyłem dziennikarzowi, że nie dzielę literatury na prawicową i lewicową, ale na dobrą i złą. I powinna być ona pod ochroną państwa jak wojsko, policja, rodzina i innymi przejawy życia koniecznymi do istnienia państwa.

Choć kilka dni później dostał informację, że wywiad się nie ukaże, gdyż był „za ostry”, wyrwane z kontekstu jego fragmenty zostały wykorzystane w napastliwym artykule, skierowanym głównie przeciw ministrowi Glińskiemu. Postawę „GW” gość Poranka WNET uważa za manipulację. – Tym bardziej skandaliczną w kontekście jej rzekomej walki z mową nienawiści – mówi.

Zapraszamy do wysłuchania audycji!

mf

Kubik: Powodem decyzji Norwegii o wydaleniu konsula RP była walka o polskie dzieci odbierane rodzicom przez Barnevernet

W opinii Norwegów konsul Sławomir Kowalski prowadził działalność niezgodną z rolą dyplomaty – o kulisach odwołania polskiego konsula w Norwegii opowiada Artur Kublik, przewodniczący Solidaritet Norge

Artur Kubik, przewodniczący Solidaritet Norge – Polskiego związku zawodowego w Norwegii, opowiada o wydaleniu z kraju Sławomira Kowalskiego, kierownika wydziału konsularnego polskiej ambasady w Oslo. Norweskie ministerstwo spraw zagranicznych dało polskiemu dyplomacie trzy tygodnie na wyjazd z ich kraju.

– Powodem takiej decyzji jest walka Kowalskiego o polskie dzieci w Norwegii, które były odbierane przez Barnevernet, tamtejszy Urząd Ochrony Praw Dziecka – mówi Kubik. – Strona norweska nie potwierdziła, aby to był powód wydalenia jego z kraju. W opinii norweskiej administracji jego działalność była „niezgodna z rolą dyplomaty w kilku sprawach konsularnych oraz wykazał niewłaściwe zachowanie wobec funkcjonariuszy publicznych”. W to jednak nikt nie wierzy.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!