Jak bardzo chwytliwy stał się patent na dodatkowy podatek ekologiczny od CO2, nie trzeba wiele mówić. Wystarczy zauważyć, jak wiele rządów bezkrytycznie go kupiło i wprowadziło w swoich krajach.
Jacek Musiał
Aby społeczeństwo zbiorowo nie zbuntowało się przeciwko podatkom, musi swoje podatki akceptować. (…) Jeśli przyjąć globalne ocieplenie jako skutek działalności antropogenicznej, to obok szkodliwych odpadów produkcyjnych, oprócz zniszczenia przyrody i krajobrazu, obok hałasu i innych uciążliwości można przyjąć, że wzrost temperatury naszej planety jest rodzajem „zanieczyszczenia” środowiska. Jest faktem, że ludzkość coraz intensywniej eksploatuje i zanieczyszcza środowisko. Na potęgę są też zużywane zasoby naturalne, w końcu – ograniczone. Od połowy ubiegłego wieku problem środowiska zaczął być zauważalny przez coraz większą część społeczeństwa.
Przekonujące powody dają dużą szansę, że już nawet niewielkimi zabiegami psychologicznymi uda się społeczeństwo przekonać, że zanieczyszczenie środowiska powinno być opodatkowane.
(…) W tym artykule poruszymy te aspekty opodatkowania, które przekładać się mogą na globalne ocieplenie. Co da się opodatkować? Oto rodzaje działalności człowieka, na które teoretycznie można nałożyć podatki ekologiczne z uwagi na możliwy wpływ na antropogeniczne globalne ocieplenie (AGW):
Emisja CO2;
Każda energia: a) wytworzona technicznie lub importowana (w tym w szczególności elektryczna, chemiczna (np. paliwa węglowe i węglopochodne oraz wodór), jądrowa, mechaniczna, np. wodna, wiatrowa, słoneczna) lub, alternatywnie; b) każda energia zużyta przez ostatecznego konsumenta;
Uwolnienie wolnej wody w trakcie uzyskiwania energii;
Wydobycie/produkcja metanu jako osobny problem poza metanem jako paliwem;
Spalanie wodoru;
Emisja innych szkodliwych gazów, substancji niegazowych, w tym pyłów mogących mieć wpływ na ocieplenie klimatu;
Ubytek tlenu;
Ubytek terenów leśnych;
Wzrost powierzchni terenów pozbawionych roślinności;
Ścieki;
Ogniska, grille;
Pożary (?);
Kombinacje powyższych.
Część z wymienionych rodzajów działalności jest już od dawna obciążona daninami, które obowiązują także w Polsce (i/lub w Unii Europejskiej). Jak bardzo chwytliwy z wyżej wymienionych stał się patent na dodatkowy podatek ekologiczny od CO2, nie trzeba wiele mówić. Wystarczy zauważyć, jak wiele rządów bezkrytycznie go kupiło i wprowadziło w swoich krajach (choć niektóre zrezygnowały lub nawet się wycofały). Bezkrytycznie, bo trudno od polityków wymagać wiedzy z fizyki, chemii, meteorologii…
Fiskalizm jest tak pożądanym towarem dla rządzących, że kupując patent, zawsze mogą podeprzeć się wiedzą o efekcie cieplarnianym, podawaną na tacy w mediach, bądź znaleźć ekspertów, którzy potwierdzą oczekiwaną tezę.
Czy w świetle ponoszonych kosztów utrzymania systemu, ale przede wszystkim kosztów społecznych i gospodarczych kraju, jest to opłacalne? Niewielu jest tak odważnych polityków jak Donald Trump, aby przeciwstawić się opiniom raportów IPCC (International Panel no Climate Change). Widocznie korzystał z opinii własnych ekspertów – naukowców mających odmienne zdanie. Co ciekawe, polscy pogromcy mitów – studenci AGH, dokonując własnych wyliczeń, zgadzają się z opinią amerykańskiego prezydenta.
Cały artykuł Jacka Musiała pt. „Sprzedam patent na podatek” znajduje się na s. 1 i 5 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jacka Musiała pt. „Sprzedam patent na podatek” na s. 1 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com
Piotr Semka, autor wielu znanych książek, publicysta „Do Rzeczy” opowiada o swoim najnowszym dziele, książce „Piątka u Semki”. Jest to wywiad rzeka, przeprowadzony przez Jana Hlebowicza.
– Ta książka powstała z potrzeby podsumowania mojego życia po skończeniu 50 lat. Wywiadu rzeki udzieliłem Janowi Hlebowiczowi, ponieważ bardzo zależało mi, aby była to rozmowa z kimś sporo młodszym, z kimś, kto ma inną perspektywę patrzenia na historię. Janek jest z 88 roku… Byłem ciekawy co w wydarzeniach z czasów tworzenia się III RP będzie interesujące dla kogoś z jego generacji – opowiada w Poranku WNET Piotr Semka. I dodaje, że okres między rokiem 1987 a 2005 jest zupełnie nieznany szerszemu gronu w Polsce. Dlatego postanowił zapełnić tę lukę.
Historycy rzadko piszą o tym okresie, szczególnie prawa strona mało się nim zajmuje. Postanowiłem napisać, jak wyglądało tworzenie się świata dziennikarskiego, wraz z dobrze znanymi bohaterami, takimi jak Monika Olejnik i Tomasz Lis z jednej strony a Jacek Łęski czy Cezary Gmyz z drugiej.
Publicysta podkreśla, że napisanie nowej książki było dla niego trudnym wyzwaniem:
– Podczas pisania książki postawiłem się w niewdzięczniej roli, ukazuje ona bowiem, jak ciężko było się przebijać przez ład mediów III RP, szczególnie prawej stronie. Opowiedziałem, jak widziałem tamte wydarzenia – mówi.
W najnowszej książce Piotra Semki można znaleźć również dużo informacji dotyczących historii Gdańska oraz tworzenia się tamtejszej opozycji lat 80.
Aby zohydzić ludziom dwutlenek węgla, dokonano nieuczciwych zabiegów socjotechnicznych powiązania go w świadomości społecznej z trującym tlenkiem węgla, śmierdzącym smogiem i z globalnym ociepleniem.
Jacek Musiał, Karol Musiał
Od dawna wiadomo, że naciągacze lubią żerować na ludzkich lękach, zatem naukowcy-futurolodzy stworzyli na zamówienie katastroficzny obraz świata, wskazując, jakoby winowajcą był dwutlenek węgla. Na podstawie starych hipotez naukowców stał się on głównym oskarżonym o powodowanie globalnego ocieplenia. Teoria globalnego ocieplenia wywołanego CO2 nawiązuje do hipotez z lat 70. ubiegłego wieku i starszych, a wraz z rozwojem technik cyfrowych zyskała potężną nadbudowę w postaci tysięcy pięknie prezentujących się prac.
Dziś praktycznie już nikt za wiele się nie zastanawia, czy wyjściowe modele powstałe ponad pół wieku temu były prezentowały prawdę, czy nie. Tym bardziej, że obecnie mają służyć dwom konkretnym celom – wyparcia węgla przez lobby paliw płynnych i energetykę jądrową oraz ściągnięcia z obywateli dodatkowego podatku, tak pożądanego przez wszystkie pazerne rządy świata.
Aby zohydzić ludziom dwutlenek węgla, dokonano nieuczciwych zabiegów socjotechnicznych powiązania go w świadomości społecznej z trującym tlenkiem węgla, ze śmierdzącym smogiem oraz ze wspomnianym globalnym ociepleniem. Pomimo istnienia już chyba 10 tysięcy prac naukowych na temat globalnego ocieplenia, proces skazania CO2 można bezwarunkowo nazwać poszlakowym, zaś o CO2 powinno się mówić tylko jako o świadku w sprawie, a nie jako o podejrzanym. Wspomniana ilość prac nie dowodzi winy – jakoby wzrost globalnego ocieplenia obserwowany w ostatnich latach był istotnie skutkiem zwiększenia emisji CO2 przez człowieka. Warto wiedzieć, że ilość prac naukowych nie przesądza o czyjejś winie lub niewinności. Podobnie na podstawie ilości prac naukowych opisujących różne religie nie można wnioskować o prawdziwości lub nieprawdziwości jakiejś religii. (…)
W procesie uniewinniającym należy przede wszystkim oddzielić od siebie, jako niezależne cztery tematy, dwutlenek węgla CO2, tlenek węgla CO, smog oraz globalne ocieplenie, a także podjąć przynajmniej niektóre spośród poniższych działań:
1) powołać się na zastrzeżenia zawarte w pracach naukowych i opiniach samych autorów tych teorii; 2) znaleźć błędy w opracowaniach naukowych, np. IPPC Raport 5 lub wcześniejszych pracach, na podstawie których Raport konstruował swoje teorie i dalsze modele; 3) pokazać, że na podstawie najbardziej znanego Raportu IPCC nie można jednoznacznie wskazać winy antropogenicznego CO2; 4) wykazać konflikt interesów naukowców biorących udział w tym przedsięwzięciu; 5) wskazać innego lub innych potencjalnych winowajców obserwowanego wzrostu temperatury Ziemi, bądź to pośród zjawisk naturalnych, bądź działalności antropogenicznej innej aniżeli uwolnienie przez człowieka CO2, lub koincydencji takich czynników.
Cały artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Uniewinnić dwutlenek węgla” znajduje się na s. 17 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Uniewinnić dwutlenek węgla” na s. 17 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com
ONI wyglądają tak samo jak my, mówią płynnie po polsku, śpiewają te same piosenki biesiadne, kibicują Małyszowi i Kubicy, ale jak się zachowają w hipotetycznej chwili próby, np. inwazji wrogich wojsk?
Jan Martini
Polska jest najbardziej jednolitym etnicznie i wyznaniowo krajem Europy. Tym niemniej ideowe podziały są wśród Polaków tak głębokie, że mówi się o „dwóch plemionach” określanych różnie, w zależności od „przynależności plemiennej” określającego. (…)
W Polsce 120 lat zaborów nie spowodowało większych spustoszeń mentalnych. Nawet ludzie pracujący w administracji państw zaborczych i dochodzący tam do wysokich stanowisk pozostawali Polakami i nikt nie nazwałby ich kolaborantami. Dlatego możliwa była tak szybka reintegracja podzielonych terytoriów polskich po 1918 roku. Wystarczyło jednak 40 lat PRL, by pojawili się ONI – duża grupa uprzywilejowanych „poturczeńców”, potocznie zwanych komuchami. (…)
Podział nie tylko nie zniknął wraz z upadkiem komunizmu, lecz rozrastanie się „narodu równoległego” paradoksalnie uległo wzmożeniu. W 1989 wydawało się, że ONI ulegną „zresorbowaniu” i powrócą na łono narodu jako marnotrawni synowie. Zapanuje powszechne zjednoczenie, poloneza będą wodzić Polak z Polakiem, wasz prezydent z naszym premierem. Niestety wkrótce okazało się, że rację miały wietrzące podstęp prawicowe „nienawistne oszołomy” – prezydent był rzeczywiście „wasz”, ale za to premier nie nasz. „Alek” z „Bolkiem” porozumieli się jak agent z agentem, a my przekonaliśmy się, że ci, którymi Związek Radziecki posługiwał się do utrzymania swojego panowania nad Polską, wyszli na tym dobrze. To ludzie, którzy „nie płakali po papieżu” i opowiadali dowcipy o kaczce po smoleńsku. Kuba Wojewódzki jest im autorytetem, a biblią Wyborcza. (…)
W etnicznie jednolitej Polsce wytworzyła się nowa mniejszość. Bo ONI są mniejszością, choć dysponują większością majątku narodowego. I stwarzają wszystkie zagrożenia, jakie sprowadza fakt istnienia licznej, wpływowej i nieprzyjaznej mniejszości. To z nich wyrasta agentura wpływu – wszyscy ci, o których wspominał ambasador Rosji, mówiąc: „W Polsce mamy wielu przyjaciół”. Wielotysięczna armia agentów wpływu odpowiednio rozstawionych w polityce, wojskowości, gospodarce, mediach, sądownictwie, nauce, kulturze, nawet w Kościele, ma zasadniczy wpływ na utrzymywanie Polski w stanie znacznej zależności od zewnętrznych ośrodków sterujących. ONI wyglądają tak samo jak my, mówią płynnie po polsku, śpiewają te same piosenki biesiadne, kibicują Małyszowi i Kubicy, ale jak się zachowają w (hipotetycznej) chwili próby, np. inwazji wrogich wojsk? Będą z nami, czy znajdą swoją szansę w pomocy agresorom?
Cały felieton Jana Martiniego pt. „III RP obojga narodów” znajduje się na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana Martiniego pt. „III RP obojga narodów” na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com
Piotr Gliński, wiceprezes Rady Ministrów o konferencji pt. „Wolność (słowa) kocham i rozumiem” zorganizowanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich oraz o stosunkach polsko-izraelskich.
Zdaniem ministra kultury i dziedzictwa narodowego tego typu debaty dziennikarskie są bardzo ważne i potrzebne dla dobrego funkcjonowania polskiej demokracji, dla funkcjonowania instytucji publicznych oraz wspólnoty politycznej.
„Bez wolności mediów nie ma współczesnej demokracji, nie ma także sukcesu we wspólnotach politycznych. Już od kilkuset lat ludzie nie organizują się dobrze, jeżeli nie ma wolności […] Każde takie forum, każda okazja, aby mówić o faktach, jest dla nas czymś pozytywnym”.
Piotr Gliński opowiada również o relacjach polsko- żydowskich.
– Elementem polskiego dziedzictwa narodowego jest również dziedzictwo polskich Żydów, czyli milionów polskich obywateli, którzy żyli na polskich ziemiach przez wiele lat – mówi. – Nasze relacje układały się różnie, ale nigdy nie doprowadziliśmy do eskalacji nienawiści takiej, jaką zorganizowała niemiecka, nazistowska machina Państwowa w czasie II wojny światowej. W tej chwili jesteśmy oskarżani, nasza historia jest przekłamywana i stoją za tym jakieś grupy interesów. Naszym obowiązkiem jest mówić prawdę o relacjach oraz o żydowskim dziedzictwie.
Zdaniem ministra Glińskiego obecnie relacje polsko-izraelskie są o wiele lepsze niż takie, które mieliśmy w styczniu zeszłego roku.
„W ciągu jednego roku sprawiliśmy, że relacje polsko- żydowskie weszły na zupełnie inny poziom”.
Jako przykład zmiany w naszych relacjach Gliński przytoczył fakt, że w momencie skandalicznego ataku szefa izraelskiego MSZ Israela Katza na Polskę, z użyciem najbardziej rasistowskich, stereotypowych, głupich oskarżeń, byliśmy natychmiast bronieni zarówno przez polskie środowiska żydowskie, ale również przez amerykański oraz Światowy Kongres Żydów.
Prof. Ryszard Legutko, współprzewodniczący EKR, polityk PiS, kandydat do Europarlamentu opowiada w Poranku WNET o zróżnicowaniu mediów w Polsce, wrogim języku opozycji i problemie despotyzmu
Trwa wojna, która została wypowiedziana przez „drugą” stronę. W dzisiejszej audycji Poranka Wnet, gość Krzysztofa Skowrońskiego, prof. Ryszard Legutko zaznacza, iż Polska jest krajem, gdzie druga strona jest mocno zinstytucjonalizowana. W Polsce istnieją silne partie i media konserwatywne, a to jest zjawisko nieistniejące w całym świecie zachodnim.
Cały czas jest jeden głos elit politycznych, środowisk naukowych. To jest bardzo przykre bo mamy do czynienia z despotyzmem. My tu jesteśmy krajem niezwykłym i trzeba to zauważać. Wojna dotyczy przede wszystkim fundamentalnych kwestii moralnych: życia i śmierci – wyjaśnia Legutko.
Prof. Legutko określa Polskę jako jeden z ostatnich wolnych narodów. Pochyla się nad problemem nadmiernej wrogości wobec Polski.
Wrogość do polskiego rządu, partii rządzącej polega nie na tym co rządzący robią, ale kim są. Traktowani są oni jako ciało obce, które musi zostać zniwelowane – mówi profesor.
Profesor podkreśla, że opozycja dąży do likwidacji strony konserwatywnej. My jako konserwatyści nigdy nie dążyliśmy do zlikwidowania tej drugiej strony, a takie zjawisko ma miejsce w nieprzyjaznych dla nas środowiskach – mówi.
Gość Poranka WNET zwraca również uwagę na język, którym operuje opozycja w stosunku do partii rządzącej. Mówi o wulgaryzacji, brutalności i obelgach.
Rozmowy można wysłuchać w części trzeciej Poranka WNET
Zdaniem ks. dr Pawła Rytel-Adranika Ojciec Święty w czasie spotkania w Rzymie o przestępstwach seksualnych dał nadzieję, że można coś zrobić, aby wzmocnić ochronę dzieci i młodzieży.
W ostatnich dniach w Rzymie odbywał się szczyt na temat walki z pedofilią w Kościele oraz ochrony nieletnich zorganizowano po raz pierwszy w historii. Spotkanie rozpoczęło się w czwartek 21 lutego i trwało do niedzieli 24 lutego. Duchowni najpierw słuchali świadectw ofiar księży pedofilów, następnie dyskutowali o odpowiedzialności Kościoła oraz o sposobach walki z pedofilią wśród księży.
Papież mówi bardzo mocno, że osoba konsekrowana, wybrana przez Boga, by prowadzić dusze do zbawienia, poddaje się ludzkiej słabości czy chorobie, staje się narzędziem szatana. Na początku Papież powiedział, że ten problem dotyka wszystkich kultur i społeczeństw – podkreślił na antenie Radia WNET ks. Paweł Rytel-Adrianik.
Relacjonując przebieg spotkania ks. Rytel-Adrianik, wskazywał na uniwersalnych charakter problemu wykorzystywania seksualnego, co również podkreślał Ojciec Święty: Jak powiedział Papież Franciszek, kiedyś dzieci składano w ofierze bożkom. Tak samo teraz bożkowi pieniądza czy władzy, również oddaje dzieci się w ofierze, które stają się ofiarami turystyki seksualnej, prostytucji, pedofilii czy aborcji. (…) Człowiek po grzechu pierworodnym pozostaje grzeszny i ten grzech wciska się wszędzie, do społeczeństwa, do Kościoła, jest on obecny i był obecny w przeszłości, ale w sposób szczególnie po roku 2000, kiedy okazało się, jak wielka jest skala grzechu na świecie.
Gość Popołudnia WNET odniósł się również do zapisów raportu o molestowaniu seksualnym w polskim Kościele, który został przekazany przez jedną z polskich posłanek: Z odpowiedzi przesłanych przez diecezje na raport fundacji „Nie lękajcie się”, wynika, że w raporcie jest wiele fałszywych twierdzeń i oskarżeń. To warto odnotować.
Zdecydowana większość kapłanów wypełnia swoją posługę z poświęceniem i są niesłusznie oskarżani, dlatego dziękuje im za wierną posługę. W kościele ten grzech bardzo boli, bo księża powinni prowadzić wiernych do Boga, a zamiast tego dochodzi do niszczenia człowieka w wyniku grzechu – podkreślił rzecznik episkopatu Polski.
To jest jeden z trzech przełomowych momentów w walce z pedofilią w Kościele katolickim – podkreślił ks. Paweł Rytel-Adrianik, wskazując, że już poprzedni Papieże aktywnie walczyli z problemem. Pierwszym przełomowym momentem była zmiana prawa przez św. Jana Pawła II, który zdecydowanie zaostrzył prawo za wykorzystywanie seksualne i radykalnie spadła liczba przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich. Drugi moment to Papież Benedykt XVI, który w związku z rozwojem świata cyfrowego, jeszcze wzmocnił te przepisu w 2010 roku i teraz spotkanie w Rzymie.
Na szczycie klimatycznym w Katowicach nie pochylono się nad potrzebami krajów rozwijających się ani takich, które dopiero dołączają do rozwiniętych gospodarek świata. Dotyczy to także Polski.
Mariusz Patey
Polska może promować alternatywę dla polityki klimatycznej UE pozwalającą na utrzymanie naszego wzrostu gospodarczego, jednocześnie nie rezygnując z celu, jakim jest poprawa warunków ekologicznych Europy i świata, znajdując na pewno wielu sojuszników tak w Europie, jak i poza nią. Zanim przejdziemy do opisu modelu o bardziej sprawiedliwym podziale kosztów polityki klimatycznej, zdefiniujemy parę wielkości.
Emisja netto niech będzie dana wzorem: E netto = emisja brutto – absorpcja brutto,
gdzie
absorpcja brutto = absorpcja CO2 przez substancję zieloną w danym kraju + absorpcja CO2 gleb i osadów oraz inne źródła pochłaniana w danym kraju.
Emisja brutto = emisja przemysłowa CO2 + emisja gospodarstw domowych CO2 + emisja środków transportu CO2 w danym kraju.
Postulujemy powołanie jednej, globalnej instytucji (może pod auspicjami ONZ), która zarządzałaby emisją tzw. zielonych certyfikatów, tworząc globalne cele emisji CO2, oraz agend krajowych w krajach uczestniczących w systemie, które monitorowałyby ilość emisji i absorpcji na danym terenie. Instytucja projektująca politykę klimatyczną miałaby wpływ na ilość zielonych certyfikatów w obiegu. Rynek szukałby równowagi między popytem a podażą, tym samym promując inwestycyjne ograniczające niezbilansowane emisje CO2.
Ilość tzw. zielonych certyfikatów, które dany kraj mógłby otrzymać, byłaby powiązana z możliwościami absorpcyjnymi (większa zdolność pochłaniania – większa ilość przekazanych zielonych certyfikatów).
Emitenci CO2 musieliby kupować zielone certyfikaty na giełdach w ilości proporcjonalnej do ilości emisji CO2 (za możliwość emisji każdej tony CO2 trzeba byłoby nabyć tzw. zielony certyfikat). Podmioty absorbujące CO2 otrzymywałyby za każdą tonę absorbowanego CO2 zielony certyfikat, który mogłyby sprzedać na giełdzie.
Zielone certyfikaty byłyby przedmiotem globalnego obrotu i mogłyby być wymieniane na środki pieniężne właśnie z pomocą specjalistycznych giełd transakcyjnych. Emitenci mogliby zaangażować się kapitałowo w zakup powierzchni leśnych, poprawiając tym samym swój bilans zielonych certyfikatów. System taki łatwo byłoby sobie wyobrazić, jeśli wykorzystać przy tym technologię blockchain.
Polska i kraje Europy Środkowo- Wschodniej powinny głośno podnosić potrzebę głębokiej redukcji CO2 w krajach, które mają wysokie emisje netto CO2 (odliczając absorpcję CO2 przez substancję zieloną w danym kraju) w przeliczeniu na mieszkańca.
Polska mogłaby jeszcze zwiększyć areał leśny, przyczyniając się do ochrony klimatu, gdyby zmieniono system obrotu tzw. zielonymi certyfikatami. System nagradzający kraje utrzymujące i powiększające swoje obszary leśne jest jednym z kluczowych elementów budowy zrównoważonej gospodarki w skali świata.
Kto byłby beneficjentem takiego rozwiązania? Kraje, które posiadają duże zasoby leśne, takie jak Brazylia i inne kraje Ameryki Południowej czy zwrotnikowe kraje Afryki i Azji. One dostawałyby największą ilość zielonych certyfikatów, które mogłyby następnie sprzedać tym, którzy emitują CO2. Taki mechanizm dotyczyłby także prywatnych właścicieli lasów. Środki pochodzące z zakupu tzw. zielonych certyfikatów powinny wspomagać np. inwestycje w zalesianie, regenerację tkanki leśnej. Być może zahamowana zostałaby rabunkowa gospodarka leśna przyczyniająca się do ograniczenia ilości drzewostanu, a przez to – zmniejszania możliwości pochłaniania CO2.
Moglibyśmy sobie wyobrazić na przykład cementownię inwestującą aktywnie w obszary leśne i w ten sposób obniżającą swoje limity emisji CO2 netto. Polska, odchodząc od polityki klimatycznej forsowanej przez niektóre gremia polityczne na Zachodzie, mogłaby u siebie uruchomić taki innowacyjny system transferu środków od emitentów do adsorbentów. Jednym z efektów tak skonstruowanego systemu byłoby to, iż kraje o niższej emisji netto na mieszkańca, ale bogate we florę, miałyby możliwości rozwoju finansowanego przez kraje wyżej rozwinięte, ale ubogie w roślinność. Kraje o dużym przyroście areału leśnego byłyby zatem nagradzane. Być może taki system skuteczniej hamowałby rabunkową gospodarkę leśną, wycinanie lasów tropikalnych, niż restrykcje i kary.
Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Szczyt klimatyczny i co dalej?” znajduje się na s. 3 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Mariusza Pateya pt. „Szczyt klimatyczny i co dalej?” na s. 3 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com
Prof. Jan Żaryn bardzo krytycznie wypowiada się o sposobie organizacji paryskiej konferencji poświęconej Zagładzie. Twierdzi, że polski rząd nie powinien wspierać projektów godzących dobre imię Polski
Prof. Jan Żaryn komentuje w Poranku WNET paryską konferencję pt. „Nowa Polska Szkoła Historii Zagłady”. Uważa, za żenujący fakt, że współorganizatorem wydarzenia jest Polska Akademia Nauk. – My sami jako Polacy dostarczyliśmy amunicji antypolskiej legitymizując wystąpienia osób, które nie są reprezentatywne w tym temacie – mówi kategorycznie. Przypomina, że zignorowano osoby, których badania nie pasują do narracji prezentowanych na konferencję. Chodzi m.in. o prof. Chodakiewicza, Gontarczyka czy samego Żaryna.
Dla Żaryna hańbiące jest przyznawanie grantów „naukowcom” pokroju Jana Tomasza Grossa czy Barbary Engelking. – To masochizm – mówi. Autor „Dziejów Kościoła w Polsce” sądzi, że antypolskie tezy dotyczące zagłady Żydów wynikają z jakiejś niechęci wobec naszego kraju.
Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!
organizacji konfer poświęconej Holokaustowi konferencji w Paryżu. Sugeruje również, że Polska nie powinna dotować projektów godzących w jej dobre imię
Ponieważ generalnie komunizm na świecie służy najwyżej jako epitet do okładania przeciwników politycznych – eurokomuniści rozmyli się i rozproszyli, zasiedlając równomiernie całe spektrum polityczne.
Jan Martini
Gdzie się podziali eurokomuniści?
Pojawienie się komunistów na terenach, gdzie stanęła stopa radzieckiego żołnierza, było zjawiskiem naturalnym i zrozumiałym, ale występowali oni także w miejscach odległych o tysiące kilometrów od „ojczyzny światowego proletariatu”. „Ustrój sprawiedliwości społecznej” czy „zniesienie wyzysku człowieka przez człowieka” to hasła, które musiały inspirować umysły ludzkie – podobnie jak wcześniejsze „wolność, równość, braterstwo”. Jednak same hasła i idee nie dały by wymiernych efektów bez odpowiedniego wspomagania – czyli „eksportu rewolucji”. Najbardziej spektakularne rezultaty przyniosła sowiecka praca nad Francją, gdzie agentura rosyjska była (i jest) ogromna – ilościowo równa agenturze w Polsce (według Olega Gordijewskiego, więcej szpiegów działa tylko w USA i Niemczech).
Głównym zadaniem agentury we Francji było (i jest) niszczenie stosunków z USA, a jej największy sukces to wyjście Francji z NATO w 1967 roku. Jak ujawnił Mitrochin w swoim Archiwum, liczni agenci wpływu wokół Charlesa de Gaulle’a zdołali przekonać go o mocarstwowości Francji i „pokojowej polityce ZSRR”. Wydawca tygodnika „Trybuna Narodów” – Andre Ulman „Jurij” – otrzymywał 200 tys. fr. miesięcznie z POLSKI (cały „obóz socjalistyczny” solidarnie finansował „siły postępu” na Zachodzie). To pismo, wydawane od 1946 do 1978 roku, kosztowało nas niemal 2 mln franków. Bardzo ważną postacią był dziennikarz Pierre-Charles Pathe. Ten pochodzący ze znanej rodziny wynalazcy patefonu mason kierował agencją o nazwie Ośrodek Informacji Naukowej, Gospodarczej i Politycznej i założył Ruch Niezależności Europy. Jego honoraria od 1967 do 1979 roku wyniosły 218 tys. franków (plus zwroty kosztów 68 423 fr.). W 1976 r. zaczęto wydawać dwutygodnik – bezpłatny biuletyn „Syntezy”, rozsyłany do 70% posłów, 47% senatorów i 41 wpływowych dziennikarzy.
Niemniej ważna była praca nad poglądami społeczeństwa francuskiego. Dzięki rozbudowanej sprawozdawczości w sowieckich służbach możemy poznać szczegóły pracy nad mózgami Francuzów. Fragment sprawozdania z działalności za 1961 rok: „Zainspirowano 230 artykułów prasowych, wydano 11 książek, zorganizowano 9 wieców, wydrukowano 14 tys. plakatów. Z inicjatywy agentów powstały 32 interpelacje i oświadczenia parlamentarne”. Nic dziwnego, że postrzeganie ZSRR i Stanów Zjednoczonych uległo gwałtownej zmianie.
W 1966 roku już 35% Francuzów było pozytywnie nastawionych do ZSRR (rok wcześniej 25%), a sympatia do USA spadła z 54% do 22%. Zachował się nawet wykaz nagród noworocznych na 1974 rok dla wyróżniających się agentów.
Ale materialna sytuacja zdrajców zmieniła się w 1975 roku, gdy wraz z powstaniem „eurokomunizmu” nastąpił rozbrat zachodnich komunistów z ZSRR. Partie francuska i włoska wydały tzw. Manifest eurokomunizmu. Jego założenia zostały przedstawione w pracy przywódcy Komunistycznej Partii Hiszpanii Santiago Carrilla Eurokomunizm a państwo. W 1980 eurokomunizm został uznany na XV zjeździe Włoskiej Partii Komunistycznej za koncepcję strategiczną tej partii. Eurokomuniści sądzili, że socjalizm da się zainstalować w ramach demokracji parlamentarnej. Eurokomunizm zakładał pozostanie na gruncie marksizmu, ale odrzucał totalitarny leninizm w formie „dyktatury proletariatu”. Potępiał interwencje radzieckie na Węgrzech, w Czechosłowacji, w Afganistanie i odmawiał KPZR prawa kierowania ruchem komunistycznym. Ale czy faktycznie zachodni komuniści zerwali z moskiewską centralą?
Wątpił w to brytyjski sowietolog Christopher Story, uważając ten „rozwód” za sowiecką dezinformację, mającą na celu wprowadzenie w błąd zachodnich społeczeństw. Story był jak najgorszego zdania o europejskich i amerykańskich sowietologach, którzy „naukowo” komentowali wiadomości podrzucane im przez KGB, stając się de facto przedłużeniem radzieckiej machiny propagandowej. Ostateczną kompromitacją tychże sowietologów był zresztą fakt, że nie przewidzieli oni zespołu zjawisk potocznie nazwanych „upadkiem komunizmu”. Story nie wierzył w ten upadek, uważając, że system uległ transformacji w nową, sprawniejszą formę. Za najgroźniejszą broń komunizmu uważał dezinformację, wobec której społeczeństwa zachodnie są całkowicie bezbronne.
Odmawiał też jakiejkolwiek roli w walce z komunizmem Lechowi Wałęsie twierdząc, że był on całkowicie sterowany przez służby („nie mógł umyć zębów bez pozwolenia lokalnego KGB”).
Story pisał: „W ciągu 1991 roku znika ten ideologiczny bełkot, oni nagle pojawiają się w zachodnich garniturach, z miłymi uśmiechami, niecierpliwie chcący robić „biznes” i dołączyć do nowoczesnego świata. (…) Wszystko to, sowiecka dezinformacja, mistyfikacje, było szczegółowo planowane dekady temu i miało na celu zniszczenie Zachodu”. Dziś prawdopodobnie większość z nas słyszała o Antonio Gramscim i jego „marszu przez instytucje”, ale we wczesnych latach 90. to właśnie Christopher Story był człowiekiem, który przypomniał idee włoskiego komunisty: „Należy powiedzieć o zjawisku zwanym »destrukcją Gramsciego«. Antonio Gramsci to włoski komunista, założyciel włoskiej partii komunistycznej. Stwierdził on, że aby osiągnąć cele rewolucji, trzeba zmienić bazę kulturową. Należy zniszczyć sztukę, zaśmiecać umysły, zastąpić muzykę bezsensownym hałasem, podważać tradycyjne wartości i instytucje, eliminować religie i ich nauczanie. To wszystko potocznie nazywamy wojną kultur, a jest to strategia leninowskiej rewolucji.
Gramsci uważał, że chrześcijaństwo jest siłą wiążącą razem całe społeczeństwo: chłopów, robotników, arystokrację, duchowieństwo w jednorodną kulturę. Na tej podstawie polemizował z leninowską tezą, że masy mogą powstać i obalić rządzącą nadbudowę. Nie pozwoli im na to ich chrześcijańska wiara”.
Story był bardzo sceptyczny wobec władz w Brukseli, które „narzucają dzień po dniu niemal dyktatorską kontrolę nad najdrobniejszymi szczegółami życia i działalności wszystkich obywateli. (…) Wspólnota Europejska powołała socjalistyczny, scentralizowany rząd, przenosząc na całkiem nowy poziom unifikację bliską totalitaryzmowi, umożliwiając kontrolowanie całego kontynentu i niszcząc narodową suwerenność poszczególnych krajów. Najłatwiej możemy to zrozumieć, wracając do Lenina, który jest przeciwny istnieniu państwa. Celem UE jest zmieszanie wszystkich państw w jeden regionalny blok. W zamierzeniach Unia Europejska powinna ogarnąć cały blok lądowy od Atlantyku aż po Władywostok. (…) EU dąży do ekspansji na wschód, by objąć wszystkie te pozornie niekomunistyczne państwa, w których właśnie »obalono komunizm«” (pisane przed rozszerzeniem Unii).
Story uważał współpracę gospodarczą z byłymi (?) komunistami za bardzo groźną, powodującą uzależnienie i narażającą na szantaż. Radził, aby wycofać się z kooperacji i przestać pomagać Rosji w rozwoju gospodarczym. C. Story zginął w niejasnych okolicznościach w lipcu 2010 roku. Świadczy to, że mówił prawdę i miał rację. Tezy Christophera Story’ego w pełni potwierdza uciekinier z KGB – płk Anatolij Golicyn, który w książce Nowe kłamstwa w miejsce starych (wyd. 1984) ujawnił plany KGB „wielkich przemian”, jakie miały nastąpić po 1989 r.
Golicyn przewidział wybór młodego Sekretarza Generalnego KPZR – reformatora, reaktywację Solidarności i Okrągły Stół w Polsce, „wyzwolenie się” krajów Demokracji Ludowej, rozpad Związku Radzieckiego i zjednoczenie Niemiec. Współczynnik trafności prognoz Golicyna to 94%!
Golicyn nie był jasnowidzem – to znajomość sowieckich planów i scenariuszy umożliwiła mu tak precyzyjnie przewidywanie rozwoju wydarzeń: „W trzeciej fazie można oczekiwać, że zostanie uformowany rząd koalicyjny, skupiający przedstawicieli partii komunistycznej, reprezentantów reaktywowanej Solidarności oraz Kościoła. W tym rządzie mogłoby się znaleźć również kilku tak zwanych „liberałów”. Przyjęty jako spontanicznie ukonstytuowany, o nowej formie wielopartyjnego, półdemokratycznego reżimu, w istocie służyłby podkopywaniu oporu przeciwko komunizmowi, wewnątrz i na zewnątrz bloku. Na Zachodzie byłaby coraz bardziej kwestionowana potrzeba łożenia ogromnych wydatków na obronę. Pojawiłyby się nowe możliwości do oddzielania Europy od Stanów Zjednoczonych i zniszczenia NATO. Wielka Brytania stanęłaby przed koniecznością wyboru między neutralną Europą a Stanami Zjednoczonymi. Parlament Europejski mógłby stać się ogólnoeuropejskim socjalistycznym parlamentem, z reprezentacją ze Związku Sowieckiego”. (Rosja była wielokrotnie zapraszana do UE, m.in. przez Radka Sikorskiego).
Dopiero od Golicyna dowiedzieliśmy się, że agencja informacyjna „Nowosti” n i e współpracowała z KGB, lecz była jego integralną częścią, a w ramach struktury tego przedsiębiorstwa istniał departament dezinformacji z dyrektorem w randze ministra.
Tak więc ZSRR był jedynym na świecie państwem mającym Ministerstwo Dezinformacji. Wyprzedzając świat o 50 lat, sterował informacją (i dezinformacją), by osiągnąć cele polityczne, kładąc tym samym podwaliny pod nowoczesną wojnę informacyjną.
Miłośnicy pokoju w służbie postępu
Mało było państw na świecie kochających pokój tak mocno jak Związek Radziecki. To funkcjonariusze tego państwa powołali Światową Radę Pokoju zwaną „cyrkiem Stalina”, która – notabene – działa do dziś, protestując m.in. przeciw szczytowi NATO w Warszawie w 2015 roku. Regularnie były organizowane Kongresy Obrońców Pokoju, gdzie rozmaite picassy i aragony potępiały imperializm amerykański, rasizm, ostrzegały przed odradzającym się faszyzmem itp. Sowieccy funkcjonariusze pogardliwie nazywali takich zachodnich intelektualistów „gównojadami”, gdyż pracowali dla bolszewików społecznie, nie pobierając wynagrodzenia. Ale walka o pokój kosztuje.
Jak ustalił amerykański badacz ruchów pokojowych Jerome Corsi, 100% amerykańskich ruchów pokojowych było finansowane przez ZSRR. Potwierdził te ustalenia generał KGB zalegendowany jako pułkownik wojsk rumuńskich – Ion Pacepa, który „wybrał wolność” w 1978 roku.
Jak to funkcjonowało w praktyce, pokazuje przypadek Johna Kerry’ego (kandydata na prezydenta USA w 2004 roku, sekretarza stanu w rządzie Obamy). Wstępem do jego kariery politycznej była praca jako rzecznika organizacji Weterani Przeciw Wojnie. Wśród licznych wtedy „działaczy pokojowych”, przeważnie długowłosych hippisów, Kerry – gładko ogolony, elokwentny i elegancki absolwent prestiżowego uniwersytetu, korzystnie się wyróżniał. Przewodniczącym organizacji był kpt. Hubbard – czarnoskóry lotnik – inwalida, ranny w Wietnamie. W trójkę, wraz z piękną aktorką Jane Fondą objeżdżali campusy amerykańskich uczelni z płomiennym, antywojennym przesłaniem. Wkrótce młodzież zaczęła „robić miłość, nie wojnę”, palić karty powołania, wąchać LSD, słuchać Hendrixa na Przystanku Woodstock. Młodzi ludzie woleli być „red than dead” („czerwoni niż martwi”).
Po jakimś czasie okazało się, że Hubbard nie jest kapitanem ani pilotem, nigdy nie był w Wietnamie, a kontuzji uległ podczas meczu bejsbolowego w szkole… Zgadzało się tylko, że był Murzynem. Zakończenie wojny w Wietnamie, gdzie Amerykanie nie przegrali ani jednej większej bitwy, dowodzi niezwykłej skuteczności wojny informacyjnej w wydaniu sowieckim. W wojnie tej John Kerry nie był bynajmniej pionkiem i nie walczył po stronie amerykańskiej. Świadczy o tym jego zdjęcie w sali poświęconej zasłużonym dla zwycięstwa cudzoziemcom w Muzeum Wojny w Hanoi.
W tym samym 1975 roku, kiedy narodził się eurokomunizm, przez przypadek (a może nie?) ogłoszono Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie – dokument podpisany przez 35 szefów państw i rządów. Po raz pierwszy wówczas na tak wysokim szczeblu państwa obu bloków zdecydowały się przyjąć wspólne zasady postępowania w stosunkach międzynarodowych. Sygnatariuszami Aktu stały się 33 państwa europejskie oraz Kanada i USA. Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE), zorganizowana z inicjatywy KGB (przy pomocy sowieckiego agenta „Timo” z Helsinek), miała na celu rozbrojenie i budowę wzajemnego zaufania. Ale z sowieckiego punktu widzenia najważniejszy był tzw. „trzeci koszyk” w którym kraje „socjalistyczne” zobowiązały się przestrzegać praw człowieka! Ponieważ przygotowania do „upadku komuny” były już prowadzone (powstał think tank pod kierownictwem prof. płk KGB W. Rubanowa i prof. płk GRU W. Szłykowa), istniała pilna potrzeba wytworzenia legalnej opozycji, której można było by „przekazać władzę”.
Służby zaczęły zakładać różnego rodzaju „organizacje niezależne”, a wśród nich np. ruchy ekologiczne (poznaliśmy je przy budowie obwodnicy Augustowa w dolinie Rospudy czy ratowaniu otuliny Puszczy Białowieskiej, ale prawdziwego „koncertu” możemy się spodziewać dopiero przy pracach nad przekopem Mierzei Wiślanej).
Jerzy Targalski w pracy pt. Służby specjalne i pieriestrojka (Rola służb specjalnych i ich agentur w pieriestrojce i demontażu komunizmu w Europie Środkowej) przeanalizował sytuację we wszystkich krajach „demokracji ludowej”, przytaczając setki faktów i śledząc biografie aktorów procesów dziejowych. Wynikiem była konkluzja, że proces generowania i uwiarygodniania „działaczy opozycyjnych” musi trwać wiele lat. Już w 1981 roku znana była ekipa, której zamierzano „przekazać władzę” niemal 9 lat później. Czołowe postacie życia politycznego i społecznego III RP, „autorytety moralne” zostały internowane i „podlegały represjom” w luksusowym ośrodku na terenie poligonu drawskiego w Jaworzu (inni internowani byli w regularnych więzieniach). To tutaj budowano „piękne życiorysy opozycyjne” Geremka, Mazowieckiego, Komorowskiego, Niesiołowskiego, Bartoszewskiego, Celińskiego, Czumy, Drawicza (TW „Kowalski” – szef Radiokomitetu).
Wyuzdanie w służbie postępu
Komuniści zauważyli, że idee rewolucji źle się sprzedają wśród ludzi wierzących, stąd ich obsesyjna walka z chrześcijaństwem. Urodzony w okolicach Tarnopola, działający we Wiedniu Wilhelm Reich – komunista i seksuolog – zorientował się, że agitowani robotnicy szybko tracą zainteresowanie, gdy mówi się im o walce klas. Natomiast chętnie słuchają pogadanek o tematyce damsko-męskiej.
Powszechnie wiadomo było, że ludzie rozwiąźli (kiedyś się mówiło „zdemoralizowani”) łatwo porzucają praktyki religijne.
Dlatego Reich organizował pogadanki „uświadamiające” wśród młodzieży, kleryków czy żołnierzy uderzając w „piętę achillesową” chrześcijańskiej etyki – w sprawy związane z seksualnością. Niejeden z nas wie, że łatwiej się powstrzymać od zabijania, kradzieży, mówienia fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu niż od cudzołóstwa. Do Reicha nawiązał György Lukács (Lowinger), gdy będąc komisarzem oświatowym w Węgierskiej Republice Rad (1919) wprowadził do szkól edukację seksualną. Porzucono „postępowe rozpasanie”, gdy okazało się, że rozwiązłość nie sprzyja rewolucji. Dziś komisarze unijni wracają do źródeł, lansując „edukację seksualną” jako rzekome remedium na choroby weneryczne i ciąże nastolatek, choć statystyki wskazują, że jest wręcz przeciwnie. Także w znamiennym roku 1975, prawdopodobnie przez przypadek (a może nie?) w postępowej Szwecji socjalistyczny premier Olaf Palme wprowadził dużą pomoc finansową dla samotnych matek.
I choć na wykresach demograficznych widać było niemal natychmiast „tąpnięcie”, dopiero w dłuższej perspektywie ujawniły się implikacje kulturowe tego posunięcia. Spadła znacząco ilość zawieranych małżeństw i rodzących się dzieci, a wzrósł procent urodzeń poza rodziną. Szwecja okazała się „trendsetterem”, za którym podążyła reszta Europy. Sposób życia od tysiąca lat – wynikający z chrześcijaństwa, gdzie rodzina była podstawową komórką społeczną – uległ erozji. Pojawiła się „planeta singli” (w wielkim mieście i na wsi), a konsekwencją było szybkie kurczenie się populacji rdzennych Europejczyków.
Marksizm wiecznie żywy
To nie zbieg okoliczności, że przypadającą niedawno rocznicę urodzin Karola Marksa obchodzono w Unii nadzwyczaj uroczyście. Mało kto zdaje sobie sprawę, że komunistyczny „Manifest z Ventotene” A. Spinellego jest oficjalnym dokumentem programowych Unii Europejskiej. Nie nagłaśnia się tego specjalnie.
Inny, również nie nagłaśniany fakt jest taki, że wśród wysokich unijnych urzędników występuje nadreprezentacja osób związanych (niegdyś) z organizacjami komunistycznymi.
Jeszcze bardziej niepokoi sowiecka pragmatyka przy awansach. Jak wiadomo, w komunizmie na ważne posady mianowano wyłącznie ludzi, na których były „kompromaty”, gdyż było to gwarancją ich uległości i lojalności. Przykładem może być znana nam Neelie Kroes, która pryncypialnie, w obronie świętych zasad doprowadziła do likwidacji polskiego przemysłu stoczniowego. Tak o niej pisze niemiecki dziennikarz śledczy Jurgen Roth w książce pt. Cichy pucz: „Neelie Kroes została w 2004 roku komisarzem do spraw konkurencji. Nominacja ta wzbudziła gwałtowne protesty w kontekście bliskich stosunków Kroes z wielkim biznesem oraz jej domniemanego uwikłania w podejrzane interesy związane z handlem bronią w czasach, gdy sprawowała ona jeszcze urząd ministra gospodarki w holenderskim rządzie. Kroes (…) piastowała 81 stanowisk w radach nadzorczych i gremiach doradczych. Ówcześni krytycy argumentowali, że jej doświadczenia będą implikować konflikt interesów. Jednak za jej kandydaturą opowiedziała się nawet niemiecka SPD, co zresztą wzbudziło powszechne zdziwienie”. Niemcy się na niej nie zawiedli. Zrobiła swoje. Roth później napisał jeszcze książkę o zamachu smoleńskim, ale źle się poczuł i umarł.
Jeśli się uwzględni powyższe fakty, łatwiej zrozumiemy, dlaczego wprowadzali nas do Unii towarzysze Miller z Kwaśniewskim, świeżo skonwertowani na liberalnych demokratów i dlaczego urzędnicy unijni z taką determinacją walczą, by w Polsce nie dopuścić do dekomunizacji sądów. Na tytułowe pytanie, „gdzie się podziali eurokomuniści?”, można odpowiedzieć: (euro)komuniści są, mają się dobrze, robią to co zawsze, choć się tym nie chwalą. Po owocach ich poznacie.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Gdzie się podziali eurokomuniści?” znajduje się na s. 6 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Gdzie się podziali eurokomuniści?” na s. 6 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com