Paryskie Porozumienie Klimatyczne uderzy w potężne do tej pory Niemcy z energetyką opartą głównie na węglu brunatnym

Dzięki spekulacjom radzieckich naukowców z lat 70./80. XX wieku, dotyczących domniemanego wpływu CO2 na efekt cieplarniany, pierwszy chyba raz w historii to Francja (?) wykiwa Niemców w Europie.

Jacek Musiał
Michał Musiał

Na naszych oczach dokonywany jest lincz na CO2 na podstawie oskarżeń rzuconych przez IPCC jako ciało, które wydaje się być osobiście zainteresowane w skazaniu właśnie CO2. (…) Tymczasem polscy studenci starają się analizować nieścisłości w kolejnym raporcie IPCC, pracując nad wykazaniem, że nie CO2, lecz inne czynniki odpowiadają za globalne ocieplenie.

Paryskie Porozumienie Klimatyczne z 12.12.2015 roku najbardziej w Europie uderzy w potężne do tej pory Niemcy z energetyką opartą głównie na węglu brunatnym, zmniejszając dystans do Francji i Wielkiej Brytanii i w perspektywie 20-letniej może podważyć hegemonię Niemiec w Unii Europejskiej. (…)

Francja przy swojej energetyce opartej głównie na atomie, przy o 30% mniejszej obecnie gospodarce, dzięki uwikłaniu Niemiec w Porozumienie Paryskie i udział w spekulacyjnym handlu emisjami może odtrąbić zwycięstwo w wojnie ekonomicznej ze swoim odwiecznym rywalem.

Przy założeniu stałych cen EUA-ETS w perspektywie 10-letniej da to straty niemieckiej gospodarce nie mniej niż 170 mld euro!

Warto przypomnieć, że Gerhard Schröder w porozumieniu z partią Zielonych od 2000 roku podjął decyzję o stopniowym niszczeniu własnej energetyki jądrowej. Od tej pory niemiecka gospodarka sukcesywnie uzależnia się od rosyjskiego gazu (czyż nie jest ciekawostką, że Schröder od 2006 r. zasiadał w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream, a w 2017 został szefem rady dyrektorów w rosyjskim koncernie ROSNIEFT). (…)

Paryskie Porozumienie Klimatyczne najbardziej w Europie uderzy w Niemcy, dając w perspektywie długoterminowej przewagę Francji, a w świecie – Stanom Zjednoczonym i Rosji.

Francuzi mają swoją energetykę jądrową (blisko 50% energii elektrycznej Francji), Niemcy – węglową (wraz z węglowodorową dostarcza ok. 60% energii elektrycznej). Jakie są spodziewane wewnątrzeuropejskie skutki wdrażania Porozumienia Paryskiego? Można by zażartować, że dzięki spekulacjom radzieckich naukowców z lat 70./80. XX wieku, dotyczących domniemanego wpływu CO2 na efekt cieplarniany, a następnie stworzeniu systemu spekulacyjnego handlu świadectwami emisyjnymi i narzuceniu największych w Europie kontrybucji na niemiecką energetykę, pierwszy chyba raz w historii to Francja(?) wykiwa Niemców w Europie. Kto jednak ma największy interes w skłócaniu ze sobą członków Unii Europejskiej? Czy ci sami, którzy podsycają niepokoje wewnętrzne w krajach Unii? Czy ci sami, którzy wiodą Europę do upadku moralnego? Czy ci sami, którzy sprowokowali Wielką Brytanię do opuszczenia Unii?

Cały artykuł Jacka i Michała Musiałów pt. „Czy polscy studenci wesprą niemiecką gospodarkę?” znajduje się na s. 9 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jacka i Michała Musiałów pt. „Czy polscy studenci wesprą niemiecką gospodarkę?” na s. 9 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Cejrowski: Clintonowie powinni otworzyć w Sopocie dom publiczny. Do tego nadaje się była głowa USA

– W Gdańsku obchody 4 czerwca 1989 r. miał uświetnić Barack Obama, jednak okazał się on za drogi. Wspieranie lokalnych polityków przez zagranicznych powinno być zakazane – mówi Wojciech Cejrowski.

W poniedziałkowej audycji „Studio Dziki Zachód” Wojciech Cejrowski odnosi się do ogłoszonego 24 marca raportu prokuratora specjalnego Roberta Muellera. W dokumencie tym stwierdzono, że sztab wyborczy Donalda Trumpa nie działał w zmowie z Kremlem w celu wygrania wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2017 r. Tekst publikacji nie zostanie udostępniony w całości. Jego obszerniejsze fragmenty przekazane zostały do publicznej wiadomości we wtorek. Z raportu wynika m.in., że to główna kontrkandydatka Donalda Trumpa z kampanii prezydenckiej Hilary Clinton współpracowała z Rosjanami, a nie jej rywal.

 

[related id=72336] Podróżnik odnosi się również do informacji, według których obchody rocznicowe w Gdańsku pierwszych częściowo wolnych wyborów przypadających na 4 czerwca 1989 r. miał w tym roku uświetnić były prezydent USA Barack Obama. Udział czarnoskórego polityka w tym przedsięwzięciu miał okazać się jednak zbyt kosztowny, w związku z czym rzekomo podjęto próby zaproszenia na wydarzenie Billa i Hilary Clintonów. Cejrowski sceptycznie odnosi się do tego pomysłu stwierdzając, że udzielane poparcia politykom lokalnym przez tych zagranicznych powinno być zakazane. W działaniu tym upatruje śladów ingerencji zewnętrznej w politykę krajową. Ponadto wprost oznajmia, że była para prezydencka powinna otwierać w Sopocie dom publiczny, ponieważ znany z seksskandali Bill zdaniem podróżnika nadaje się do tego znakomicie.

Prowadzący „Studio Dziki Zachód” komentuje także książkę Tuckera Carlsona pt. „Ship of Fools: How a Selfish Ruling Class Is Bringing America to the Brink of Revolution”, w której autor pisze m.in. o źródłach kryzysu męskości w Stanach Zjednoczonych.

Wysłuchaj całej audycji już teraz!

A.K.

Szkoła w Berlinie nie przyjęła uczennicy, bo jest córką polityka AfD. Agresja marksizmu kulturowego wchodzi w nową fazę

Co przeciętny Niemiec, pożeracz gazet czy konsument radia lub telewizji na zachód od Odry rozumie pod pojęciem „prawica”? Otóż prawica to nazizm, czasem zwany po stalinowsku faszyzmem.

Jan Bogatko

Szkoła, która wywołała medialną burzę, o której pisały wszystkie mniej lub bardziej poważne niemieckie gazety (lewicowe, bo innych już nie ma; ‘gleichschalten’ to niemieckie słowo, ‘zglajchszaltować’ to germanizm tak obcy polskiej tradycji kulturowej, że nie mamy własnego odpowiednika, ‘urawniłowka’ to z kolei rusycyzm, więc tutejsze media piszą czy mówią na jedno kopyto); a zatem rzeczona szkoła mieści się w (byłej) stolicy Rzeszy, aczkolwiek nie brak i takich, którzy i dziś mówią tu Reichshauptstadt czyli stolica Rzeszy, w dzielnicy Treptow, ponad ćwierć miliona mieszkańców. (…)

Berlin, Treptow, Freie Waldorfschule Berlin-Südost, ulica Bruno Burgel Weg 9. Jedna z wielu szkół prowadzonych według antropozoficznych kanonów twórcy tych pedagogicznych placówek, Rudolfa Steinera. Jedni uważają te szkoły za ideał nowoczesnej oświaty, inni za przybytki sekty. Znam zarówno najzagorzalszych zwolenników tej pedagogiki, jak i jej przeciwników. Najwidoczniej rodzice dziewczynki, której to szkoła zatrzasnęła drzwi przez nosem, należeli do tej pierwszej grupy. Musieli być zachwyceni, skoro oddali swe dziecko najpierw do przedszkola Waldorf, afiliowanego przy owej szkole w Treptow, a teraz swą 6-letnią córeczkę chcieli powierzyć dalszej opiece nauczycieli Freie Waldorfschule Berlin-Südost. Okazało się jednak, że rodzice ci nie zdali egzaminu wstępnego do tej jakże postępowej placówki edukacyjnej.

Kierownik szkoły, Peter Lange, opowiadał w mediach, kiedy sprawa stała się głośna, że uczniowie i rodzice łącznie stanowią kolektyw szkolny, mający przetrwać dwanaście czy trzynaście lat. Dlatego przeprowadzono z posłem AfD do berlińskiego parlamentu miasta-landu oraz z jego małżonką, jako rodzicami przyszłej uczennicy, dłuższą rozmowę z udziałem grona pedagogicznego „na temat ogólnych kwestii politycznych, między innymi o ich postawie wobec jednopłciowych małżeństw”. Egzamin z sumienia wypadł dla kandydatów niepomyślnie.

Niemieckie „liberalne” media usprawiedliwiają decyzję szkoły tym, że jest to w końcu prywatna placówka oświatowa (lecz o państwowym cenzusie) i ma ona prawo kierować się własnymi zasadami. Niby pięknie. Ale w Niemczech obowiązuje ustawa o równym traktowaniu, zatem można sobie wyobrazić, że jakiś organ kontrolny mógłby, powołując się na ten akt prawny, oszczędzić dziecku stresu. Teoretycznie tak, mogę tylko powiedzieć. Teoretycznie, bowiem berliński wydział oświaty przyznał w sporze o równe traktowanie rację Freie Waldorfschule Berlin-Südost, ulica Bruno Burgel Weg 9. Urzędnicy tegoż, najwidoczniej inspirowani ideologią rewolucji ʼ68, doszli do wniosku, że odrzucenie sześcioletniej dziewczynki za poglądy rodziców było zgodne z prawem! Że nie naruszono przepisów antydyskryminacyjnych ani – uwaga – Ustawy o Równouprawnieniu (AGG). I na tym polega właściwy skandal w Berlinie. Waldorfschule na zewnątrz podkreśla, jakimi to demokratycznymi zasadami kieruje się w swej pracy. Otóż miano zgoła urządzić wiec dla rodziców pod hasłem „Co zrobimy, jak do szkoły zgłasza się dziecko polityka AfD”.

Postępowa jest szkoła Freie Waldorfschule Berlin-Südost, ulica Bruno Burgel Weg 9. Kolektyw tam decyduje.

Spróbujmy sobie przez chwilę wyobrazić sytuację: co działoby się w Niemczech, gdyby na przykład do katolickiej szkoły (a jest tu takich wiele) nie przyjęto dziecka ateisty. Albo muzułmanina. Media huczałyby aż do skutku, czyli usunięcia dyrektora lub zamknięcia wstecznej placówki oświatowej.

Znam te szkoły z autopsji, bo moje córki chodziły do takich w Bonn. Chrześcijańska tolerancja to nie sekciarska segregacja. Ani śladu apartheidu. Żadnych kolektywów, lecz profesjonalne zarządzanie. Walny udział rodziców. Oświata bez ideologii. Ale przecież o to nie chodzi orędownikom rewolucyjnej pedagogiki. Ona wyprodukować ma Nowego Człowieka. Nie udał się Człowiek Sowiecki, to może się uda Człowiek Europejski. A te wszystkie ustawy o równouprawnieniu służą roszczeniowym postawom New Religion, właśnie w celu jego wykorzenienia. Demokracja? Już była. A czy kiedyś znów będzie? Nie wiem. O przyszłych pokoleniach decyduje szkoła. To, co pokazał Berlin, napawa mnie lękiem.

Cały felieton Jana Bogatki pt. „Liberalny zamordyzm” – jak co miesiąc, na stronie 3 „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr kwietniowy 58/2019, gumroad.com.

 


Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia  na gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Liberalny zamordyzm” na s. 3 „Wolna Europa” kwietniowego „Kuriera WNET”, nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„W Polsce jest dużo zwolenników zamachowca z Nowej Zelandii, którzy cieszą się, że niewinne osoby zostały zamordowane”

Dlaczego imam Youssef Chadid wypowiedział tak skandaliczne słowa? Co organizatorzy tej manifestacji chcieli nimi osiągnąć? Tak ciężkiego oskarżenia nie formułuje człowiek dobrej woli, lecz prowokator.

Lidia Dudziak

Około 100 osób, w tym nieznana liczba cywilnych służb porządkowych, pojawiło się w sobotę 30 marca na placu Wolności, aby zamanifestować swój sprzeciw wobec rasizmu. Jak mówili organizatorzy, chcieli tym samym oddać hołd ofiarom masakry 49 osób w Nowej Zelandii. Podczas manifestacji wypowiadali się imamowie z Poznania oraz ksiądz z Reformowanego Kościoła katolickiego. Imam Youssef Chadid powiedział: (…) „W Polsce jest dużo zwolenników zamachowca z Nowej Zelandii oraz ludzi, którzy cieszą się, że niewinne osoby zostały zamordowane”. To skandal, nieprawda, fałsz i bardzo krzywdzące nas wszystkich słowa. One są po prostu niedopuszczalne w przestrzeni publicznej. Równie skandaliczne było użycie przez organizatorów manifestacji historycznego symbolu bohaterstwa Polaków w czasie II wojny światowej – kotwicy Polski Walczącej na plakacie, na którym zamaskowanego terrorystę z karabinem w ręce zrównano z wizerunkiem osobnika w koszulce z napisem „Polska dla Polaków” i kotwicą Polski Walczącej, krzyżykiem na łańcuszku oraz kijem bejsbolowym w ręce. Nie mogę i nie chcę patrzeć na to obojętnie. (…)

Tak ciężkiego oskarżenia nie formułuje człowiek dobrej woli, lecz prowokator. (…) Jesteśmy gospodarzami, gościmy was i szanujemy, ale nie pozwolimy, aby nam ubliżano i mówiono kłamstwa.

(…) Skoro imam nie wie, co oznacza symbol Polski Walczącej, to śpieszę go poinformować, iż „Polska Walcząca” to symbol w kształcie kotwicy, której człon w kształcie litery P symbolizuje Polskę, a ramiona literę W – walkę lub „kotwicę” – symbol nadziei na odzyskanie niepodległości Polski okupowanej przez Niemcy. (…) Muzułmanie odbywający służbę w Armii Chorwackiej chcieli walczyć w szeregach nowej jednostki, a ta jednostka to Dywizja Górska SS/chorwacka nr1/Handschar. Do tego czasu nowe formacje opierały się na żołnierzach narodowości niemieckiej lub niemieckiego pochodzenia. Czy wobec tego pomiędzy islamem, muzułmanami a SS i Hitlerem można postawić też znak równości?

Lidia Dudziak jest radną Miasta Poznania z ramienia PiS.

Cały artykuł Lidii Dudziak pt. „Antyrasistowska manifestacja” znajduje się na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Lidii Dudziak pt. „Antyrasistowska manifestacja” na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jegliński: To stek frazesów […] katedry nie da się odbudować w ciągu pięciu lat [VIDEO]

Piotr Jegliński o tym, jak przeżywał pożar katedry Notre Dame. Kiedy obiekt sakralny płonął, wydawca był w Paryżu i oglądał relacje z wydarzenia we francuskiej telewizji.

Widział wiele osób, które klęczały i modliły się przed kościołem. Jak się okazuje, ich czyny są zakazane przez francuskie prawo. „Widać, że prowadzący programy byli zaskoczeni tymi modlącymi się ludźmi. Nie mieli instrukcji, jak na to zareagować” – podkreśla. W poniedziałek zaś słuchał wystąpienia prezydenta Emmanuela Macrona. Czy było ono dobre? „To stek frazesów (…) To był stek pobożnych życzeń. Wszyscy podkreślali, że katedry nie da się – jak to oznajmia Macron – odbudować w ciągu pięciu lat” – komentuje.

Ponadto informuje słuchaczy Radia WNET, że na odbudowę katedry zebrano już 700 mln euro. Pomimo że środki na odbudowę są niebotyczne, Piotr Jegliński się martwi przyszłością kościoła. Albowiem wiele się we Francji słyszy głosów, wedle których katedra może zostać przemieniona z miejsca mszy i modlitwy na obiekt muzealny tudzież centrum multikulturowe.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Uratowano nie tylko Koronę Cierniową, ale także inne bezcenne relikwie

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówi, co zdołano uratować z płonącej katedry Notre Dame w Paryżu i jak wyglądała brawurowa akcja wkroczenia do Katedry w celu ocalenia bezcennych relikwii.

Wśród drogocennych przedmiotów (wielu relikwii), które znajdowały się w kościele, udało się wynieść między innymi: koronę cierniowa Jezusa, fragment krzyża oraz gwóźdź użyty przez rzymskich żołnierzy podczas ukrzyżowania Chrystusa, tunikę św. Ludwika, relikwie św. Jana Pawła II, a także kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Duchowny przedstawia przy tym brawurową akcję wyniesienia z palącej się katedry relikwii korony cierniowej przez kapelana strażaków. Ponadto Isakowicz-Zaleski przytacza głosy, które domniemywają, że przyczyną katastrofy jest „spartaczenie prac remontowych”.

Dziwne, że politycy nadal tak łatwo przyjmują argumenty Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu za dobrą monetę

Trudno będzie znaleźć specjalistę, który przyzna, że coś z tym raportem jest nie tak. Przecież nie wypada publicznie krzyknąć, że „król jest nagi”, kiedy wszyscy wokół podziwiają jego złote szaty.

Jacek Musiał
Michał Musiał

Czy nie jest zastanawiające, dlaczego Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nie uczestniczył w Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu, w grudniu 2018 w Katowicach – COP24? Dlaczego prezydent Trump nie zgodził się na realizację we własnym kraju planu dekarbonizacji przemysłu (w domyśle: deindustrializacji, czyli odprzemysłowienia)? Dlaczego w kwestii uzasadnienia swojej decyzji nabrał wody w usta? Skoro u siebie – nie, to czy Prezydent Stanów Zjednoczonych dla kontrastu popiera deindustrializację w krajach stanowiących konkurencję ekonomiczną dla Stanów Zjednoczonych?[related id=68246]

W kolejnych, zamieszczanych w numerach 55, 56 i 57 „Kuriera WNET” (styczeń, luty, marzec 2019) artykułach dotyczących danin ekologicznych, staraliśmy się przedstawić szersze aspekty problemu. Po zapoznaniu się z nimi nie powinno nikogo dziwić, że decydenci w wielu krajach tak bezrefleksyjnie „łykają” pomysł Ala Gore’a (byłego wiceprezydenta USA i orędownika spekulacji świadectwami emisyjnymi – po aferach jednak zarzuconych w jego kraju). Przynętą była wizja spływających podatków… lecz na krótką metę, bo długofalowa cena, jaką zapłaci za to państwo, które w to wejdzie, jest zabójcza.

Dlaczego jeszcze politycy tak łatwo przyjmują argumenty IPCC za dobrą monetę?

[related id=70249]Przede wszystkim Raport (AR5) pisany jest w języku angielskim. Jest to język zrozumiały dla Amerykanów i każdego tamtejszego naukowca, który, jeśli jest wystarczająco uczciwy, wytłumaczy prezydentowi Stanów Zjednoczonych skutki błędnych wniosków wyciąganych z ciekawych i dobrych badań naukowych. W krajach nieanglojęzycznych trudno będzie znaleźć specjalistę, który, po pierwsze, przeczyta ze zrozumieniem tak długi raport, po drugie – przyzna, że coś z tym raportem jest nie tak, nawet gdyby to podejrzewał. Przecież nie wypada publicznie krzyknąć, że „król jest nagi”, kiedy wszyscy zacni wokół podziwiają jego złote szaty.

Piąty Raport IPCC został przetłumaczony na 5 języków urzędowych ONZ nie w pełni, zaś na języki narodowe, i to tylko niektóre, zostało przetłumaczone jedynie „Summary for Policymakers” – „Wytyczne dla decydentów”, choć złośliwiej ktoś to nazwał „Instrukcją dla macherów polityki”. 30 stron tekstu to 30 x 100 zł, czyli 3000 zł! Polska, jeśli miałaby wypełnić zobowiązania umowy paryskiej, poniesie nieodwracalne straty dla gospodarki rzędu kilkunastu miliardów złotych. Dla jakich to oszczędności nasi politycy ograniczyli się do przekładu wyłącznie pisanych mało wymyślnym językiem, adresowanych do prostych polityków „Wytycznych dla decydentów”? Przy grze wartej wiele miliardów złotych… Czy ma tu zastosowanie stara maksyma, że za niewiedzę trzeba najwięcej płacić? Albo – chytry dwa razy traci? Wspomniany przetłumaczony tekst w 70% jest zwykłą futurologią. Czym jest futurologia – wyjaśni poniższy cytat z Wikipedii (III.2019):[related id=71993]

Futurologia jest określana bardzo różnie, a jej przewidywania – często nie bez racji – negowane. Próba określenia czym tak naprawdę ta dziedzina nauki jest, trudno określić. Można zaryzykować stwierdzenie, że to historia przyszłości lub socjologia przyszłości, która w przeciwieństwie do socjologii klasycznej nie bada społeczeństw z perspektywy statycznej, tylko dynamicznej. Innymi słowy jest nastawiona na badanie procesów w konkretnym czasie (przyszłym), a nie uniwersalnych.

Cele

  • Dla nauk społecznych futurologia stanowi „generator scenariuszy”, który służy do penetracji wyróżnionych zagadnień, dla szerzej rozumianych obszarów badawczych.
  • Może pełnić role ostrzegawcze zaniechania bądź kontynuowania określonych procesów.
  • Może służyć jako ideologiczne uzasadnienie panującej formacji (patrz: ‘Propaganda’)
  • Może służyć jako „wabik” dla społeczeństwa, w celu realizacji określonych zamierzeń władzy.

Cały artykuł Jacka i Michała Musiałów pt. „Piąty raport IPCC okiem laika” znajduje się na s. 3 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jacka i Michała Musiałów pt. „Piąty raport IPCC okiem laika” na s. 3 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Po co nam ten konflikt? Przez pamięć wspólnych ofiar – nie godzi się!/ Janusz Niewolański, „Kurier WNET” 58/2019

Los postawił nasze oba narody w sytuacjach skrajnie ekstremalnych. Czy nie chcemy wspólnie dochodzić prawdy? Czy godzi się ją zaciemniać i gubić z pola widzenia właściwych sprawców?

Janusz Niewolański

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni

W oparciu o nowelę ustawy o IPN, w imieniu Polski, kategorycznie domagam się badań naukowych! To właśnie my, Polacy, jesteśmy jak najbardziej w nich zainteresowani. Należy w trybie natychmiastowym rozpocząć ekshumacje w Jedwabnem i badać jak najbardziej naukowo te wydarzenia, a Izrael niech zbada w rosyjskich archiwach dokumenty dotyczące tzw. pogromu kieleckiego.

Nie jestem wprawdzie zawodowym historykiem ani socjologiem, nikim wybitnym. Rzekłbym, że z moim zakurzonym już nieco cenzusem zbliżam się do średniej intelektualnej naszej krajowej zbiorowości. I właśnie ta zaledwie przeciętność czyni mnie osobą reprezentatywną. Co istotne, moja rodzina pochodzi ze Lwowa ze strony ojca, a matka mojej mamy wywodziła się z Warszawy.

Pamiętam pierwszy fakt w postaci publikacji w GW artykułu autorstwa p. Cichego o rzekomym mordowaniu Żydów w trakcie powstania warszawskiego przez żołnierzy AK. Stało to w całkowitej sprzeczności z moją wiedzą – co prawda niedoskonałą, ale jednak całkiem pokaźną, bo tą z bezpośredniego przekazu i tą wyczytaną.

Poznałem osobiście i rozmawiałem z wieloma powstańcami, zwłaszcza ze środowiska bat. „Zośka” i „Parasol”. Nobilituje mnie tu, mówiąc nieskromnie, znajomość i wspaniała, niezapomniana rozmowa z legendarnym S. Broniewskim – „Orszą”. Przed oczami ukazały mi się też natychmiast zdjęcia i opisy oswobodzenia Żydów z tzw. Gęsiówki przez powstańców z komp. „Giewonta” bat. „Zośka”. Żydzi, jeszcze w pasiakach, stali w towarzystwie znanych mi zarówno z opisów książkowych, jak i osobiście (B. Deczkowski – „Laudański”) powstańców-harcerzy. W powstaniu warszawskim wielu Żydów walczyło ramię w ramię z żołnierzami AK do ostatnich dni, głównie przy „Radosławie”, co zostało dokładnie opisane. Aby dopełnić temat, dodam jeszcze, iż mój dziadek był d-cą plutonu „1750” i adiutantem kpt. A. Bożejki ps. „Bohun” w VII obwodzie AK „Obroża”, a w drużynie plutonu służyli dwaj jego synowie – bracia mojej matki. Jakże absurdalne i oderwane od rzeczywistości są zatem zarzuty mordowania niewinnych Żydów wobec tych wszystkich relacji, a zwłaszcza wobec tych wszystkich wspaniałych ludzi! I jak uwłaczające są dla nich te oszczerstwa!

Jeden z moich dziadków, Kazimierz Czarny, uczeń gimnazjum im. Batorego we Lwowie, był jednym z Orląt Lwowskich. Walczył potem w 1 pal. Leg. 21 VIII 1919 r. W rembertowskich aktach archiwalnych zachował się zapis tego wydarzenia („Kombatant”, maj 2000, nr 5 (111)). Będąc w tylnej straży, dziadek dostał się do niewoli sowieckiej. Z jego osobistego przekazu wiem, że był przesłuchiwany i bity przez Żydówkę o kruczoczarnych włosach – komisarza CzeKa. Został następnego dnia odbity, czemu zawdzięczał życie.

Przenieśmy się 20 lat później, w koniec września 1939. Jak wspominał mój ojciec, jego żydowscy koledzy z podwórka cieszą się i każdemu napotkanemu wykrzykują w twarz: – Nie ma już Waszej Polski!… Żydzi pluli i ciskali kamieniami w szeregi wziętych do niewoli żołnierzy i policjantów. Pojedynczych wyłapywali i oddawali na niechybną śmierć Sowietom. Kilku Żydów napotkanemu sowieckiemu patrolowi wskazało miejsce zamieszkania kolegi ojca, wrzeszcząc: – Tam mieszka burżujski policjant! Nigdy potem ojciec nie widział już nikogo z tej rodziny.

Z relacji mojego drugiego dziadka, który był archiwistą w Gmachu Sądów przy ulicy Batorego (słynącej trzecią budą pod nr 5), w ciągu miesiąca aresztowano wszystkich sędziów i większość pracowników – ich nazwiska w przyszłości wypełnią opasłe listy katyńskie. Tymczasem NKWD dokwaterowało do prywatnych mieszkań swoich oficerów. W mieszkaniu ojca pojawił się nowy lokator – sowiecki politruk, a u jego kolegi – Żyd, oficer NKWD.

Najtragiczniejszym rodzinnym wydarzeniem było jednak zadenuncjowanie i aresztowanie kuzyna mojego ojca, noszącego zresztą to samo imię i nazwisko co on, który potem „odnalazł się” na charkowskiej „Liście Katyńskiej”. Denuncjatorem był Żyd, jego tożsamość była powszechnie znana.

Aresztowanie odbyło się na lwowskim Cmentarzu Janowskim 1 listopada 1939 r., gdzie kuzyn ojca został otoczony przez sowiecki patrol i towarzyszącego im rzeczonego Żyda. Co ciekawe i znamienne, o fakcie dowiedziałem się nie od ojca, lecz przypadkiem w roku 2014 od jego kuzynki Kamili O. Po latach przypuszczam, dlaczego ojciec nie wyjawił mi tej dramatycznej historii. Nie chciał zapewne wzbudzać we mnie złych emocji i uczucia zemsty.

Pragnę bowiem stanowczo zaznaczyć, że we wszystkich tych bolesnych rodzinnych przekazach nikt nigdy nie wypowiadał wobec Żydów jakichkolwiek inwektyw i nie inkryminował ich. Dziadka mego zresztą maltretowała nie tylko owa żydowska komisarz CzeKa. Został też pobity do nieprzytomności przez Niemców w czasach konspiracji, a po wojnie, w 1954 r. w Zabrzu-Rokitnicy brutalnie skopali go Polacy (Ślązacy?) w tajemniczych okolicznościach. Za obronę Lwowa, wojnę 1920, kampanię 1939 i działalność w AK jemu i wielu innym tragiczny i okrutny los czasów PRL-u wymierzał niesprawiedliwe i krzywdzące wyroki.

Jak więc nazwać Żyda denuncjującego Polaka Sowietom? Czy to aby nie szmalcownik, a może istnieje jakieś inne określenie?

Nie był to odosobniony przypadek. Ktoś przecież sporządzał dla Sowietów listy inteligencji, urzędników, nie wspominając o sędziach, prokuratorach, wojskowych – szczególnie KOP-u i policjantów. Pisze przecież sam Jan Tomasz Gross w swojej książce W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali: „Żydzi przyjęli wchodzących Rosjan entuzjastycznie, ci też mieli do nich zaufanie. Żydzi zajęli od pierwszej chwili większość stanowisk w urzędach sowieckich” (s. 29). „Żyd z miasteczka Wielkie Oczy wspomina młodzież żydowską, która założywszy, jak powiada, »komsomoł«, objeżdżała później cały powiat, strącając kapliczki przydrożne i rozbijając je” (YV, 03/2821). Nieproporcjonalnie dużo Żydów zatrudnionych było w aparacie propagandy. „Miejscowa ludność aryjska patrzyła na to złym okiem i spotykano się często z groźbą popamiętania nam tego w późniejszym okresie” (YV,033/666). „I rzeczywiście antysemityzm narastał gwałtownie w okresie okupacji bolszewickiej”. Chwilę później Gross zadaje pytanie: „W jaki sposób zrozumieć i wytłumaczyć kolaborację Żydów z władzami sowieckimi?” (…) „Przesłanka dla Polaka intuicyjnie oczywista – że organizacja państwowości sowieckiej na ziemiach zajętych przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku to bezprawie, zaś wzięcie w niej udziału w pewnych eksponowanych rolach to akt zdrady narodowej – była dla Żyda pozbawiona sensu” (s. 30).

I jeszcze inne źródło: Wojna polsko-sowiecka 1939 R. Szawłowskiego:

  • Nim nastąpiła obrona Grodna przed wojskami sowieckimi, wybuchła w mieście na szeroką skalę dywersja komunistyczna V kolumny. Złożona ona była niemal wyłącznie z miejscowych Żydów, którzy w ʼ39 roku stanowili połowę ludności miasta (str. 106);
  • W co najmniej 3 przypadkach okazało się, że w czołgach sowieckich siedzieli jako przewodnicy młodzi Żydzi (s. 110);
  • Koło szkoły stało parę sowieckich czołgów, milicjanci, przeważnie młodzież żydowska z karabinami i czerwonymi opaskami na ramionach była zajęta rozmową z rosyjskimi żołnierzami (s. 123);
  • Denuncjował w szczególności aplikant sądowy – syn zamożnej rodziny żydowskiej (Równe) (s. 397)
  • Pierwsze skrzypce w owym „sądzie” grał niejaki Ettinger, student prawa, Żyd, syn miejscowego zamożnego kupca-papiernika, służył Sowietom jako miejscowy doradca (Łuck) (s. 398);
  • Na balkonach Żydzi z czerwonymi opaskami strzelają po ulicy do ludzi (Grodno) (t. 2, s. 191);
  • Naczelnikiem milicji w Żółkwi koło Lwowa był Żyd – Kuba Klein. „Oj, panie Brylak kochany, żeby pan wiedział, jaka to, psiakrew, paskudna ta służba, oj, żeby pan wiedział, jak mi żal te wszystkie więźnie” (Rocznik Lwowski 1992, s. 217);

Dopełniają książkowych opisów relacje naocznych świadków z kręgu mojej rodziny i znajomych, chociażby matki mojego przyjaciela, Eugenii B., czy jej męża Zygmunta B.: „Mój ojciec w resztkach polskiego munduru przechodził przez ryneczek Dobromila. Na rogu stało dwóch Żydów z opaskami sowieckiej milicji i paliło papierosy. Jeden miał nagana na sznurku i zobaczywszy ojca, chciał go na miejscu zastrzelić. Drugi powiedział od niechcenia: – Zostaw go, ja go znam, to porządny człowiek. To uratowało ojcu życie”. Ogrom i cynizm tych zbrodni poraża. Osobiście gorąco apeluję o przeprowadzenie rzetelnych badań naukowych celem wyjaśnienia okoliczności śmierci Henryka Skirmunta i jego siostry 20 IX 39 na Polesiu, bo na razie wszystko wskazuje na to, że dokonała tego żydowska jaczejka.

Tak oto wyglądały stosunki między Polakami a Żydami na okupowanych przez Rosję Kresach Wschodnich – a była to połowa terytorium Polski. Na tych terenach na długo przed Katyniem Sowieci prowadzili politykę planowej eksterminacji państwowotwórczych warstw społeczeństwa, wysługując się przy tym Żydami.

Na Kresach w wyniku tylko terroru sowieckiego zostało wymordowanych lub zmarło w wyniku zsyłek i represji 1,5 do 2,0 mln Polaków. Liczba rozproszonych po świecie, gnanych „kompleksem Kołymy” (byle dalej od nieludzkiej ziemi) w najodleglejsze zakątki, nie wyłączając antypodów, jest bliżej nieznana.

W czerwcu 1941 r., po wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej na Kresach, do rozdawania kart i pisania historii, równie krwawej, przystępują Niemcy, ale zanim wejdą, specjalne oddziały likwidacyjne NKWD zdołały wymordować w okrutny, przerażający i niespotykany sposób około 50 tys. ludzi trzymanych w więzieniach wielu kresowych miast (w samym Lwowie było 5 dużych więzień). Oktawia Grząska w pracy Byłam więźniarką NKWD, Warszawa 1999, opisuje koszmar lwowskiego więzienia na Zamarstynowie:

„Zwyrodnialec Żyd, niejaki Kałr, z rzeźnickiej rodziny z Zamarstynowa zawiadamiał z obleśnym uśmiechem przyprowadzanych po jednym więźniów o nagłej zmianie wyroku kary na natychmiastową śmierć przez rozstrzelanie z uwagi na – wojennoje wriemja. Nim skończył mówić, już zbiry wlekły nieszczęśliwca w czeluść lochów i tam dokonywała się mrożąca krew w żyłach rzeczywistość. Na ilu to biedakach stosowano tortury czerwonej rękawicy ? Oparzone po łokcie w kipiącej wodzie ręce odzierano ze skóry, ściągając ją jeszcze za życia ofiary jak rękawiczki. Ile obcięto uszu ? Męczeńska krew w lochach zakrzepła sięgała 30–40 cm”.

Cały aparat więzienno-sądowy, łącznie ze służbą medyczną czy prokolantami, w większości był żydowski. Oto wstrząsający opis tzw. „zbrodni w Dobromilu”: 26/27 VI 41, Dobromil. „Miejsce kaźni urządzono w składzie drewna. Wprowadzano do niego więźniów pojedynczo, a tam czekał już na nich kat z 5-kg młotem. Był to współpracownik NKWD poch. żydowskiego Grauer lub Kramer. Ofiary uśmiercał uderzeniem w głowę (…) księdzu połamali ręce i nogi, wycięli język i narządy płciowe”.

I znowu J.T. Gross W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali, s. 60:

„– Lwów. Oto otworzono więzienia. Niemcy dopuścili dziennikarzy, fotografów i każdego kto chciał do skrwawionych piwnic, znaleziono tam wielu, o których myślano, że żyją na wygnaniu. Niemcy natychmiast puścili wersję, że mordercami byli Żydzi na służbie w NKWD”.

A także Wspomnienia i zapiski Hugona Steinhausa, s. 210–212:

„Tymczasem moja Pazia-służąca szalała. Latała od więzienia do więzienia i oglądała trupy. W jej mieście rodzinnym, w Przemyślanach, rozpoznano w więzieniu jej braci stryjecznych, chlubę rodziny, młodzieńców w toku studiów. Jej stryj sam zabił 8 Żydów w zemście za ten mord”.

Większość, jeśli nie wszystkie pogromy Żydów odbyły się na terenie Kresów Wschodnich, a w każdym razie tam, gdzie były sowieckie więzienia. Mieszkańcy tych terenów zarzucali Żydom kolaborację z władzą sowiecką i udział w aparacie represji i eksterminacji.

Wydawanie Polaków sowieckim katom przez ich żydowskich sąsiadów to przecież tylko inny odcień szmalcownictwa, w jego żydowskiej wersji, którego skutkiem były makabrycznie męczone i w wymyślny sposób torturowane polskie ofiary. Trzeba spróbować wczuć się w rolę osoby, która straciła matkę, córkę, czasem wszystkich razem, na dodatek zamordowanych w tak nieludzki sposób. Udział Żydów w mordach uprawdopodabniały mniej lub bardziej prawdziwe i specjalnie rozsiewane przez Niemców plotki. Niestety relacji o kolaboracji, udziale zbrojnym, denuncjacjach i mordowaniu jest wiele w przeróżnych źródłach. Nastroje odwetowe były bezwzględnie wykorzystywane i podsycane przez okupantów niemieckich, realizujących przecież systematycznie plan „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”.

W końcu jest jeszcze zbrodnia najnowsza, z lat 40. i 50., Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, i jego arcykaci: Luna Brystygierowa, Helena Wolińska, Stefan Michnik, Salomon Morel, Tewje Bielski, Jakub Berman etc. Czy rzeczywiście skrajnym przejawem antysemityzmu było powiedzenie w oczy na przesłuchaniu Józefowi Różańskiemu (vel Goldberg) przez asa lotnictwa i bohatera generała Skalskiego, kiedy miał wbitą w odbyt nogę od taboretu, na której go ten oprawca posadził (sic!): „Ty parchaty Żydzie, jeszcze ci wolna Polska odpłaci”? (według własnego przekazu). Dziś ofiary tych zbrodniarzy wygrzebujemy z mozołem na Łączce, rozpoznając po sowieckiej metodzie strzału w potylicę, podczas gdy oni sami pozostali bezkarni.

Gdzież zatem jest ta nasza, tak wspólna przecież, wielowiekowa historia? Żydzi ściągali do Polski z całej Europy, tam niechciani i prześladowani (w rodzinie Mariana Hemara przechowywana była żywa pamięć o przodku spalonym na stosie w Hiszpanii).

Przybywali do kraju słynnego z tolerancji, wszak w płonącej stosami Europie Polska była wyjątkiem. Zostali zaakceptowani: „non est Iudaeus, neque Polonus; non est servus, neque liber” – i mieli prawa niedostępne im w innych krajach.

O równoprawnym statusie Żydów niech zaświadczy historyczne wydarzenie z 1655 roku, kiedy to 40 000 Kozaków i Moskali oblegało Lwów. Hetman Chmielnicki zażądał okupu i przedstawił swoje warunki. Jeden z punktów brzmiał: „Żydzi jako nieprzyjaciele Chrystusa i wszystkich chrześcijan, aby ze wszystkimi majątkami, z dziećmi i żonami w niewolę tak Moskalom, jak Kozakom zostali wydani i aby ich nie bronili obywatele”. W odpowiedzi usłyszał, że Żydzi to także obywatele Rzeczypospolitej, znajdują się pod opieką jej prawa, nie ma więc mowy o wydaniu ich nieprzyjaciołom. Hetman kozacki musiał z Żydów zrezygnować.

Po co nam, Polakom i Żydom, ten konflikt? Przez pamięć wspólnych ofiar „non licet” – nie godzi się!

Nie możemy się nawzajem obwiniać, bowiem los postawił nasze oba narody w sytuacjach skrajnie ekstremalnych lub, jak kto woli, ekstremalnie skrajnych. Czy nie chcemy wspólnie dochodzić prawdy? Czy godzi się ją zaciemniać i zgubić z pola widzenia właściwych sprawców?

Myślę, że nieżyjący już Stanisław Lem, sam przecież Żyd, charakteryzując obecną sytuację, zacytowałby łacińską maksymę: „Mundus vult decipi – ergo decipiatur” – świat chce być oszukiwany – więc oszukujmy.

Artykuł Janusza Niewolańskiego pt. „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” znajduje się na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 58/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Janusza Niewolańskiego pt. „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET”, nr 58/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Prof. Witakowski: Nie ma dla mnie wątpliwości, że samolot Tu-154M został rozerwany w powietrzu

Prof. Piotr Witakowski, członek Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem opowiada o postępach w śledztwie w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154M.

Prof. Piotr Witakowski mówi, że Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem obecnie zajmuje się ustaleniem przyczyn katastrofy, a nie jej samego przebiegu:

„Przebieg katastrofy w wyniku szeregu konferencji smoleńskich został już w większości ustalony. Prace dotyczące ustalenia przyczyn wypadku są tak rozplanowane, aby jeszcze w tym roku je zakończyć”. Jak dodaje gość Poranka Wnet, badania prowadzone są nie tylko w Polsce, ale również w Stanach Zjednoczonych i wykorzystuje się do nich najnowsze technologie:

„Obecna technologia pozwala właściwie na odtworzenie każdego zdarzenia, również katastrofy lotniczej drogą symulacji komputerowej” Prof. Witakowski dodaje, że Podkomisja posiada już wszystkie potrzebne dane, aby stworzyć symulację wypadku samolotu Tu-154M. Podczas eksperymentu kluczowe do sprawdzenia będą dwie hipotezy: uderzenie samolotu w brzozę oraz jego uderzenie o ziemię:

„Część symulacji już się rozpoczęła, niektóre prace zostały zakończone, jak chociażby symulacja oderwania drzwi samolotu i wbicia się ich w grunt w Smoleńsku”.[related id=”73038″]

Według tej symulacji nie jest możliwe, aby części samolotu wbiły się tak głęboko w ziemię, jak przy zwykłej katastrofie. Prof. Witakowski stwierdza, że przyczyną efektów kolizji musi być siła porównywalna do eksplozji materiałów wybuchowych wewnątrz samolotu.

Gość Poranka Wnet nie chciał komentować współpracy polsko-rosyjskiej dot. ustalenia przyczyn katastrofy, stwierdził jedynie, że nie ma wątpliwości, że to, co zrobiono w Moskwie, dalece odbiega od wyniku badań Podkomisji Smoleńskiej.

Prof. Witakowski na zakończenie rozmowy podkreśla, że wszystkie dotychczasowe wyniki badań wskazują, że samolot prezydencki rozpadł się na części jeszcze w powietrzu:

„Nie ma dla mnie wątpliwości, że samolot Tu-154M został rozerwany w powietrzu a na ziemie spadły oddzielne szczątki”.

Zapraszam do wysłuchania całej rozmowy.

JN

 

 

 

 

Por. Stanisław Leszczyc-Przywara i płk Wiesław Matejczuk na froncie walki o pamięć i przyszłość prawdziwej Polski

Działały stare, komunistyczne koterie i sowiecka agentura, które nie mogły uwierzyć, że pod ich nosem przez lata istniała antykomunistyczna grupa oficerów, a nie słynny jeden wyjątek – Kukliński.

Paweł Milla

Jasna Góra Zwycięstwa

Obraz MB Częstochowskiej w Płaszczu Hetmańskim | Fot. archiwum P. Milli

Na Jasnej Górze w dniu 3 maja 1976 r. Wujek wraz z kilkuset weteranami stoczyli pod koniec ich pełnego miłości do Boga i Ojczyzny życia największą bitwę z systemem. Rada Państwa PRL przyznała najwyższe odznaczenie wojskowe – Krzyż Wielki Orderu Virtuti Militari – Leonidowi Breżniewowi, sekretarzowi generalnemu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. W proteście przeciw sprofanowaniu najważniejszego dla Polaków orderu kombatanci postanowili swoje ordery i krzyże Virtuti Militari przekazać uroczyście jako wotum dla NMP Królowej Polski w dniu Jej święta.

Ojciec Eustachy Rakoczy, pomysłodawca, ceremoniarz i współorganizator uroczystości, tak to wspomina: „Hejnał WP towarzyszył chwili, w której obrońcy Rzeczypospolitej składali na ołtarzu najwyższe odznaczenia, świadczące o męstwie Polaków. Była to uroczystość, jakiej nie widziano dotąd w Rzeczypospolitej. Oto cenne wotum generałów składane było publicznie, w obecności Episkopatu Polski, kilkudziesięciu tysięcy pielgrzymów i przez świętą posługę Prymasa Tysiąclecia, kiedy Eucharystii przewodniczył ówczesny metropolita krakowski – kard. Karol Wojtyła”. (…)

Marsze Kadrówek

Po powstaniu Solidarności, gdy komuna na 13 miesięcy została zmuszona do wycofania się, legioniści oficjalnie wznowili działalność ZLP. Wówczas też udało się nawiązać do pięknej tradycji okresu międzywojennego i zorganizowano na początku sierpnia 1981 roku pierwszy powojenny Marsz Szlakiem Kadrówki na 120-km trasie krakowskie Oleandry–Kielce. Ostatni żyjący legioniści przekazywali młodzieży na spotkaniach w miejscach postoju historię i cieszyli się chwilową wolnością. Wujek był zaprzyjaźniony z Ludwikiem Nowakowskim ps. Bułgar (z I Brygady), który zaraził pasją czynu legionowego swojego wnuka i już w latach 70. zabierał go na uroczystości i spotkania ‘Legunów’ Piłsudskiego.

Dzisiaj dr nauk humanistycznych Krzysztof Nowakowski, który oprócz opieki nad Kopcem Piłsudskiego i współorganizowania (głównie z KPN) Marszów Kadrówki założył na UJ nieformalne Koło Sympatyków Legionów, wspomina: „Po moim dziadku legioniście Ludwiku to był drugi mój wychowawca uczący mnie miłości do Ojczyzny, szacunku dla pracy społecznej, jak również bezinteresownej pracy państwowotwórczej. Imponował mi swoją postawą, (…) autentyczną religijnością. Stanisław chodził zawsze prosty jak struna, zadbany, wąs zawsze przystrzyżony.

Piękna męska postawa, nie wyglądał wcale na swój wiek, był młody duchem (…) na wiele rzeczy patrzył z przymrużeniem oka. Zrównoważony, spokojny. Mocno przejęty ideą niepodległości i legionów aż do śmierci. Jak większość z nich.

(…) Stanisław łatwo i chętnie nawiązywał kontakt z młodzieżą, wpajał szacunek dla państwa, Ojczyzny, i kombatantów. Wiem, że pamięć o nim będzie we mnie trwała tak długo, jak będę na tym świecie”. (…)

Major Matejczuk

Spośród wielu przyjaciół Wujka wyróżniali się major Wiesław Matejczuk oraz jego syn Staszek. Wiesław Matejczuk nie zrobił kariery: nie należał do PZPR, chodził do kościoła, miał ślub kościelny, ochrzcił dzieci i przyjmował w domu m.in. ojców dominikanów. Zaczęły się naciski ze strony Zarządu Politycznego LWP, przenosiny i prześladowania, ale też i pomoc wielu, często nieznanych, oficerów. W jego aktach osobowych z lat 60. i 70. były wpisy o „niebezpiecznym elemencie rewizjonistycznym w LWP” oraz zabraniające powierzania Matejczukowi kontaktów z żołnierzami, na których „ma demoralizujący wpływ”. Od 1963 r. był związany z Katowicami, ale w wolnym czasie często przemieszczał się po kraju w związku z pasją filatelistyczną. To pomagało mu w utrzymywaniu znajomości z różnymi oficerami i stanowiło parawan ochronny dla działalności konspiracyjnej, jeszcze bez nazwy i sformalizowanej struktury.

W sierpniu 1980 r. wybuchła wolność Solidarności. Aktywność społeczna i patriotyczna Wiesława Matejczuka była niespożyta. Będąc formalnie poza wojskiem, rozbudowywał konspiracyjną organizację, wyławiając uczciwych oficerów. (…)

W okresie stanu wojennego konspiracyjna organizacja oficerów, którą założył Wiesław Matejczuk na Śląsku, połączyła się z podobną organizacją z Wielkopolskiego Sztabu Okręgu z płk. Dorffem i powstała organizacja pod nazwą „Viritim”, do której należało ok. 300 oficerów.

Porozumienie Centrum. Wiesław Matejczuk 3 od lewej | Fot. z archiwum S. Matejczuka

Ich celem było samokształcenie patriotyczne, samoorganizowanie się i działanie w przypadku interwencji zbrojnej Sowietów. Nie chcieli odchodzić z wojska, ale poznawać prawdę o polskiej historii i nawiązać do zerwanych tradycji i wzorów żołnierskich z legionów Piłsudskiego i II RP. W wojsku komunistycznym wykonywali zadania, jakie im przydzielono, szkolili się wg metod z Moskwy rodem – ale umieli odróżnić służbę Polsce od służalczości komunie. (…)

Gdy Kiszczak wycofał się z oficjalnego życia politycznego, kilkunastu oficerów Viritim ujawniło się w 1991 r. jako reprezentanci organizacji w ewentualnych rozmowach, prowadzących do ujawnienia się pozostałych jako kadra do prawdziwego zreformowania wojska. Wśród ujawnionych był major Wiesław Matejczuk i płk Henryk Michalski ze Sztabu Generalnego. Dużo „komunistycznego betonu” wysłano na emerytury, ale działały stare, komunistyczne koterie i sowiecka agentura, które nie mogły uwierzyć, że pod ich nosem przez lata istniała antykomunistyczna grupa oficerów, a nie słynny jeden wyjątek – Kukliński. Major Matejczuk wspomagał przyjaciela Jacka Maziarskiego i Jarosława Kaczyńskiego w budowaniu Porozumienia Centrum, które zdobyło kilkadziesiąt mandatów poselskich, a mądrze negocjując w rozdrobnionym parlamencie, pod koniec 1991 r. utworzyło mniejszościowy rząd Jana Olszewskiego. Było wiele pilnych spraw do załatwienia – nie tylko pełne zdekomunizowanie wojska, wydalenie sowietów czy zatrzymanie złodziejskiej tzw. prywatyzacji. Do rozpracowywania „Viritim” rzuciła się WSI i jej agendy. O większej reformie wojska nie było więc mowy. Obóz szeroko rozumianej targowicy obalił patriotyczny rząd Jana Olszewskiego w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r. W konsekwencji mieliśmy potem ćwierć wieku postkomuny.

Nie mogąc inaczej podejść majora Matejczuka, ówczesne prosowieckie odłamy WSI otoczyły go woalem izolacji i obaw przed kontaktem z nim, czego nie było nawet za komuny. Niektóre osoby były wręcz zastraszane przez „niezidentyfikowanych osobników”. Major był inicjatorem wielu wydarzeń, m.in. z ks. Kantorskim – pierwszej polskiej wizyty i mszy św. na grobach naszych oficerów w Katyniu. Zginął w wypadku samochodowym, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach.

Cały artykuł Pawła Milli pt. „»A gdzie mój legionista?« Walka o prawdziwą Polskę” znajduje się na s. 8 i 9 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 57/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Milli pt. „»A gdzie mój legionista?« Walka o prawdziwą Polskę na s. 8 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 57/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego