Zmiany w ustawie śmieciowej. Odpowiedzialność zbiorowa za niesegregowanie odpadów?

W czwartek wieczorem Sejm przyjął znowelizowaną ustawę śmieciową. Na mocy jej zapisów osoby niesegregujące odpadów zapłacą od dwóch do czterech razy więcej.

Za uchwaleniem dokumentu głosowało 258 posłów, 142 było przeciw, a 26 wstrzymało się od głosu. Teraz nowela ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw trafi pod obrady Senatu.

Jedną z przyczyn wprowadzenia w życie zapisów aktu prawnego jest chęć zmotywowania mieszkańców do segregacji odpadów komunalnych. Głównym narzędziem służącym temu celowi jest wprowadzenie „widełek” w opłatach dla osób, które nie będą wypełniać tego obowiązku. Osoby niesegregujące zapłacą za śmieci nie mniej niż dwukrotność, ale nie więcej niż czterokrotność opłaty śmieciowej.

„Oznacza to naliczanie opłaty za odpady zmieszane, nawet w przypadku, gdy jeden z mieszkańców nieruchomości wielolokalowej, całkowicie anonimowy, nie dopełni obowiązku segregacji, a zjawisko niezachowania segregacji jest marginalne” – alarmuje Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa w Bielsku-Białej. Twierdzi przy tym, że jest to odpowiedzialność zbiorowa.

Zapisy znowelizowanej ustawy przewidują także możliwość obniżenia opłaty śmieciowej. Będzie ona przysługiwała tym mieszkańcom, którzy mają przydomowe kompostowniki, czyli zagospodarowują sami część produkowanych przez siebie odpadów. Samorządom przysługuje w tej sprawie prawo do skontrolowania mieszkańców.

Zgodnie z dokumentem, jeżeli właściciele nieruchomości nie będą selektywnie zbierać śmieci, firmy odbierające odpady przyjmą je jako niesegregowane (zmieszane) i powiadomią o tym fakcie władze gminy.

Nowe przepisy będą również znosić obowiązek regionalizacji w zakresie zagospodarowania m.in. bioodpadów, zmieszanych odpadów komunalnych, czy pozostałości z sortowania. Pozwoli to na przekazywanie takich odpadów do instalacji w całym kraju.

Dr Rupiewicz: Kazimierz Dolny posiada niezwykłą przyrodę, która jest niszczona w imię chciwości

Co można zobaczyć w Kazimierzu Dolnym i dlaczego jego niezwykła przyroda nie jest należycie chroniona? Odpowiada dr Romana Rupiewicz.

Dr Romana Rupiewicz zachwyca się pięknem Kazimierza Dolnego, w którym mieszka, choć wykłada historię sztuki na UKSW.

Kocham Kazimierz Dolny, jestem od niego uzależniona […] Kazimierz Dolny to niezwykła symbioza pięknej, bardzo magicznej architektury lokalnej osadzonej w tutejszej tradycji oraz przyrody. […] Wystarczy oddalić się trochę poza rynek, by doświadczyć czegoś niezwykłego.

Jedną z tych rzeczy jest ponad 500 km bieżących wąwozów, które są jedyne i niepowtarzalne na całym świecie. Innym są stare drzewa, z których część jest niestety wycinana, jak było w przypadku budowy wyciągu narciarskiego.

Ich gęstość jest niezwykła. Musimy chronić stare drzewa i tę niezwykła roślinność. Spotkać tu można bardzo dużo gatunków zwierząt, włącznie z czarnymi bocianami gniazdującymi na krowiej wyspie. Mamy także siedlisko żółwi błotnych.

Do strzeżenia tej przyrody powołany jest Kazimierski Park Krajobrazowy, działający od 30 lat. Jednak jak stwierdza dr Rupiewicz, „nie robi nic, żeby chronić przyrodę kazimierską”. Mógłby podjąć takie działania jak wprowadzić zakaz jeżdżenia quadami po wąwozach i określić strefy, gdzie nie powinno być zabudowy. Przez to, że tego nie robi, zabudowy nie ma tam, gdzie mogłaby i powinna powstać, a buduje się ją w miejscach, gdzie wiąże się to z niszczeniem przyrody. Zdaniem rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego, zgody na budowę wydaje się ludziom zamożnym – „przekształca się działki wybranych, pieniądz rządzi i chciwość”.

W dwudziestoleciu, latach powojennych Kazimierz był wspaniałym letniskiem, do którego przyjeżdżali ludzie na tydzień, dwa tygodnie, pół miesiąca. Lokalni mieszkańcy mieli tutaj swoje kwatery, gotowali dla nich przysmaki lokalnej kuchni. Teraz to przejął obcy kapitał, jest dużo hoteli, których właściciele są zupełnie z zewnątrz. Te pieniądze stąd odpływają.

Dr Rupiewicz odnosi się do problemów społecznych Kazimierza Dolnego. Miasto, jak mówi, podlega procesowi suburbanizacji. Ludzie z wielkich miast wykupują działki, gdzie budują swe wille, które generują koszta dla miasta, a w których ich właściciele pojawiają się nawet raz na kilka lat. Dodaj, że mieszkańcy pracujący w hotelach i restauracjach stanowią tanią siłę roboczą i wykonują ciężką fizyczną pracę, często nie mając nawet umowy o pracę.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Sieprawski: Decyzja co do budowy bloku węglowego już zapadła, czekamy na rozpoczęcie prac budowlanych

O tym, dlaczego Zakłady Azotowe Puławy odniosły spektakularny sukces w ostatnim kwartale i jak postępują pracę nad budową bloku węglowego. Odpowiada rzecznik prasowy Grupy, Marek Sieprawski.

 

Marek Sieprawski, rzecznik prasowy Zakładów Azotowych Puławy mówi o okresie wakacyjnym, który dla zakładów produkujących m.in. nawozy dla rolników, paradoksalnie jest okresem wytężonej pracy, związanej z koniecznością zabezpieczenia sprawności ruchowej całej instalacji. Gość „Poranka WNET” chwali się także wynikami finansowymi przedsiębiorstwa.

Pierwszy kwartał tego roku był najlepszy w historii spółki.[…] Świetne wyniki- ponad 165 mln zł zysku netto zanotowały Zakłady Azotowe w Puławach. To jest absolutnie rewelacyjny wynik, na co przekłada się z jednej strony oczywiście dbałość o kondycję, obrót, o atrakcyjną ofertę handlową, ale też, nie ukrywajmy rekordowo tani gaz na rynku.

Dla porównania 2018 r. był dla Zakładów trudny ze względu na wysoką cenę gazu- wtedy w całym roku odnotowały one zysk w wysokości 84 mln zysku netto. Jak mówi Sieprawski, Zakłady są pod tym względem zależne bezpośrednio od PNGiG, nie od Gazpromu. Dywersyfikacja źródeł gazu jest przy tym rzeczą dobrą i przyczyni się do dostosowania cen gazu do rynku europejskiego. Same Puławy zużywają 8,5 do 9% gazu w Polsce. Ku uniezależnieniu Azotów od dostaw gazu prowadzić ma budowa elektrowni węglowej.

Spodziewamy się, że rozpoczęcie budowy nastąpi w najbliższych tygodniach, ponieważ mamy już wstępnie wybranego wykonawcę, zgody korporacyjne oraz budżet dla  bloku węglowego.

Pierwotnie projekt ten miał być realizowany razem z PGE Dystrybucja, ale partner się wycofał. Spowodowało to konieczność zmniejszenia planowanej elektrowni o połowę.

Czasy last 70 i 80 tych na pewno nie były dla mieszkańców Puław łatwe […] Już w latach 80. przygotowano kompleksowy program ochrony środowiska. Został przyjęty w 1986 r. do realizacji. […] Na koniec lat 90. ówczesne Zakłady Azotowe SA zostały skreślone z listy największych trucicieli.

Sieprawski mówi także o ochronie środowiska, która stanowi trzecią część wydatków Zakładów. Obecnie grupa pracuje nad redukcją tlenku azotu z jednego kotłów elektrociepłowni. W latach 2013-2014 obniżono jego wydzielanie w dwóch z pięciu kotłach. Teraz ma nastąpić to w kotle nr 2.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Niemczuk: Polska jest liderem w Europie, jeśli chodzi o zwalczanie afrykańskiego pomoru świń [WIDEO]

Skąd się wziął i jak jest zwalczany afrykański pomór świń? Czy 5G zaszkodzi pszczołom? Odpowiada Krzysztof Niemczuk, dyrektor Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach.

Krzysztof Niemczuk opowiada o pracy w Państwowym Instytucie Weterynarii w Puławach. Jego zadaniem jest weterynaryjna ochrona zdrowia publicznego. Instytut jako jeden z niewielu w kraju posiada w kolekcje szczepów wirusów i bakterii. Dba on, by polska żywność była zdrowa tak jak polskie zwierzęta hodowlane. Jak mówi Niemczuk „żywność polska jest żywnością bardzo bezpieczną”. Jedynie 0,2% nie spełnia norm, co jest dobrym wynikiem, nawet wśród krajów starej Unii.

Jesteśmy swoistego rodzaju liderem w Europie, pamiętajmy, że afrykańskim pomorze świń, jest w krajach, które z nami sąsiadują, czyli: Ukraina, Białoruś, Litwa, Federacja Rosyjska poprzez obwód Kaliningradzki. Pamiętajmy również o„Zawitał” w państwach starej Unii m.in. w Belgii, […] Wszystkie te państwa są na tym samym etapie zwalczania afrykańskiego pomoru świń […] Stosują ten sam model zwalczania co my. […] Nasi specjaliści również uczestniczą w kreowaniu i dzieleniu się doświadczeniem na rynku europejskim w zwalczaniu tej niesamowicie groźnej, ale z punktu widzenia ekonomicznego, choroby.

Odpowiadając na pytanie, dlaczego mimo to, od 6 lat zmagamy się z problemem afrykańskiego pomoru świń, dyrektor stwierdza, że to problem całego regionu, nie tylko nasz. Gdybyśmy byli wyspą, łatwiej byłoby opanować chorobę, gdyż jednym z problemów są dziki, które swobodnie przekraczają granice państwowe. Opisuje dzieje choroby. Została ona przywieziona w 2007 r. do Gruzji, wraz ze statkiem handlowym płynącym z południowej Afryki, którego kapitan nie dopełnił procedur. Przez to zaraziły się gruzińskie dziki, zaś następnie epidemia dotarła do Rosji, a przez nią do innych krajów.

Niemczuk podkreśla, że afrykański pomór świń ma negatywne skutki gospodarcze, ale nie jest groźny dla człowieka. Za to obecnie wraz z ocieplaniem się klimatu musimy liczyć się z migracjami owadów z Afryki Płn., które mogą przynieść takie groźne dla człowieka choroby jak np. gorączka zachodniego Nilu.

Stacje przekaźnikowe, telefonii komórkowej czy też innego rodzaju emitery fal elektromagnetycznych mają wpływ na to, jak zachowują się owady, w tym te pożyteczne dla naszego otoczenia, czyli w tym momencie. Tego rodzaju badania są prowadzone.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego odpowiada na pytanie o zagrożenia związane z rozważanym wprowadzaniem w Polsce sieci 5G. Jak mówi, badania wciąż trwają i potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby ustalić, jakie niosłoby to skutki dla polskich pszczół. Podkreśla, że trzeba w tej sprawie szukać złotego środka.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Sławiński: Mamy do czynienia z nachalną propagandą LGBT. Państwowe agencje nie powinny uczestniczyć w tym procederze

– Poprawność poszła za daleko. To jest narzucane przez administrację, która chce być super poprawna. Te działania zaczynają mieć totalnie odwrotny skutek – dodaje Aleksander Sławiński.

Tomasz Wybranowski rozmawiał z szefem londyńskiego oddziału Radia WNET Aleksandrem Sławińskim na temat rodzajów ludzkiej godności w kontekście nachalnej promocji ideologii LGBT. Gospodarz Studia 37 na początku rozmowy przytoczył cytat z książki Triumf człowieka pospolitego pióra profesora Ryszarda Legutki:

[Obecne pojęcie godności] Nie zobowiązywało człowieka do doskonalących go działań i do zdobywania jakiejkolwiek moralnej zasługi, lecz pozwalało mu zgłaszać roszczenia i usprawiedliwiać swoje działania na podstawie argumentów o przysługującej mu a priori godności ludzkiej. Ktoś, kto pragnął zadowolenia świni, był w takim samym stopniu wyposażony w godność jak ten, kto starał się pójść drogą Sokratesa./…/ Godność w nowym rozumieniu okazała się zatem czynnikiem wspierającym minimalistyczną koncepcję człowieka albo – by lepiej to wyrazić – była tej koncepcji prawowitym dzieckiem.

Jak powiedział rozmówca Tomasza Wybranowskiego, nachalna ideologiczna propaganda z którą mamy do czynienia, musi w końcu spotkać się z silnym sprzeciwem, tak jak wielokrotnie miało to miejsce w historii:

Jak wiemy, zawsze w takich momentach nie kończyło się to najlepiej. Czy to było narzucanie ideologii faszystowskiej, czy komunistycznej, czy tak jak dzisiaj, jeżeli chodzi o pewne elementy naszej kultury, naszej moralności.

Aleksander Sławiński odniósł się do sposobu, w jaki władze stolicy Wielkiej Brytanii propagują ideologię LGBT. Chodzi konkretnie o „przyozdobienie” Londyńskich stacji symboliką tęczową, bezpośrednio kojarzoną z lewicową ideologią:

W okolicy Hammersmith, symbol określony nazwą stacji lub też logiem samego metra, został symbolicznie zamieniony w tęczową flagę. Troszeczkę mnie to zaskoczyło, ponieważ jak wiemy, metro londyńskie jest firmą, która powinna reprezentować wszystkie wszystkich mieszkańców Londynu, również ludzi, którzy z pewnymi ideologiami się nie zgadzają.

Dalej szef londyńskiego oddziału Radia WNET wymienia przykłady „dosyć nachalnej propagandy środowisk LGBT”. Jak zaznaczył, propaganda w poprzednich latach dotykała nawet komisariatu policji, gdzie zawieszono ogromną tęczową flagę. Ostatnimi czasy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zmieniło na oficjalnym profilu Facebookowym własne logo na tęczowe barwy, jednoznacznie kojarzone z ideologią LGBT. Jego zdaniem, tego typu działania, które do tej pory dotyczyły co najwyżej prywatnych firm, nie powinny być realizowane w ramach oficjalnych państwowych agencji czy spółek skarbu państwa:

Nie wiem czy państwo, które z samego założenia jest sekularne, powinno takie rzeczy robić […] zrozumiałem, że na przykład prywatne firmy jak John Lewis, które również zmieniają swoje logo na fladze tęczową robią to, ponieważ to jest ich prywatna sprawa, to są prywatne spółki. Dziwne jest kiedy robią to właśnie takie agencje jak Home Office.

W dalszej części swojej wypowiedzi, Aleksander Sławiński odniósł się również do wyraźnych nacisków na różne organy publiczne, które mają doprowadzić do usunięcia takich pojęć jak ojciec i mąż, żona, matka, a zamiast nich używać terminów takich jak… partner:

Poprawność poszła za daleko. To jest narzucane przez administrację, która chce być super poprawna. Te działania zaczynają mieć totalnie odwrotny skutek. Po pierwsze dzieci nie potrafią się identyfikować ze swoimi rodzicami, gdyż nawet nie wiedzą jak ich nazwać, a po drugie, w samych zapisach administracyjnych trudne jest wytłumaczenie tego, między innymi samym urzędnikom.

A.M.K.

O wyginaniu drutu, czyli cwaniacka, lewacka strategia pokonywania przeciwnika za pomocą manipulowania jego świadomością

Metafora z drutem bierze się stąd, że aby przerwać drut, należy go wyginać w przeciwne strony. Nie trzeba być mędrcem, aby zauważyć, że takich wygibasów nie wytrzymują także inne rzeczy, byty, idee.

Herbert Kopiec

Jak podkopać istniejący porządek? Oto odpowiedź: „Nigdy za, nigdy przeciw – tylko po to, żeby wszystko poluzować, rozdzielić, zdemontować”. Na takie i podobne zygzaki i wygibasy – przykładowo – w ocenie stanu edukacji i wychowania w Polsce natrafi nawet czytelnik, którego trudno by zaliczyć do kategorii mola książkowego. Przy czym zazwyczaj czytelnik nie wie, jaki jest cel tego, co zwróciło jego uwagę.

Bo jak pojąć pedagoga, który ufundował całą swoją karierę na implantacji do Polski zachodniej/lewackiej/postmodernistycznej pedagogiki, by następnie się od tego dobrodziejstwa odciąć, przestrzegać przed nim, pisać o zagrożeniach stąd płynących?

Ale w innych miejscach i czasie owe zagrożenia marginalizować, unieważniać, bo straszenie nimi rzekomo zagraża demokracji, czyli tolerancji, pluralizmowi i wielowymiarowości rzeczywistości. A to przecież dla wyemancypowanego postępowca współczesna świętość (B. Śliwerski, Współczesne teorie i nurty wychowania, 1998).

Przypomnijmy zatem, że zajmujemy się (opisaną przez Vladimira Volkoffa w książce: Psychosocjotechnika, dezinformacja – oręż wojny z 1991 roku) cwaniacką, lewacką strategią, jak pokonać przeciwnika, manipulując jego świadomością. Sugestywna metafora porównania z drutem bierze się stąd, że aby przerwać drut, należy go wyginać w przeciwne strony. Nie trzeba być mędrcem, aby zauważyć, że takich wygibasów nie wytrzymują także inne rzeczy, byty, idee i sprawy. Można w ten sposób skutecznie opanować, zdestabilizować, zniszczyć – zapewnia V. Volkoff – nawet całe grupy społeczne. W przemilczanej przez pedagogów w Polsce książce Volkoffa (sięgała do niej socjolog prof. Anna Pawełczyńska) odnajdziemy wskazówki do analizy, rozpoznawania i odnajdywania forteli stosowanych przez konkretnych autorów. Analizy nie powinny się ograniczać – instruuje Volkoff – do badania wszystkich ważniejszych tekstów, pojedynczych artykułów, dyskursów itp. Trzeba dokonać starannej analizy porównawczej. Wówczas okaże się, że przekłamania, dezinformacja nie występują w sposób ciągły ani z jednakowym natężeniem. Wspominałem już, że wg Volkoffa „agentami lub potencjalnymi agentami mogą dla komunistów być osoby niemające o tym najmniejszego pojęcia”. (…)

Tak oto można być równocześnie za, a nawet przeciw Kościołowi katolickiemu. Sprawy katolików najchętniej i najbardziej zdecydowanie komentują ci, którzy do Kościoła nie chodzą, albo są po prostu niewierzący.

Skąd publicyści, celebryci – ateiści czerpią wiedzę o Kościele? Coś mi się zdaje, że z mediów, gdzie sprawy kondycji polskiego katolicyzmu, episkopatu i stanu kapłańskiego komentują ludzie tacy jak oni, czyli od siebie samych i swoich komiltonów.

Red. Żakowski od znanej oponentki Pana Boga – prof. Środziny i red. Szostkiewicza, Szostkiewicz od zawodowego lewoskrętnego intelektualisty red. Sierakowskiego, a Sierakowski od prof. Środziny i Żakowskiego. Nie trzeba dodawać, że nieuchronnie prowadzić to musi do zamulenia świadomości, burzy ład społeczny i zarazem służy niszczycielskiej dyrektywie ujętej w słowach: „Staraj się wprowadzić zamęt. Mów zawsze tak, żeby nikt nie potrafił oddzielić, co jest prawdą, a co jest kłamstwem. Kiedy ludzie mają zamęt w głowach, łatwo nimi pokierować tam, gdzie my chcemy”.

Należy zadać sobie pytanie – podpowiada dalej Volkoff – na ile pewne poglądy stanowiska, opinie i idee, „które zmierzały w pewnym określonym kierunku, były powtarzane i roztrząsane, podczas gdy o wszystkich przeciwnych zaledwie wspominano”. Bez ryzyka popełnienia błędu, mimo że takich szczegółowych analiz nie przeprowadziłem, da się na powyższe pytanie odpowiedzieć: otóż na salonach polskiej pedagogiki, a tym bardziej na nieustająco organizowanych w ostatnim trzydziestoleciu konferencjach naukowych, prawdziwy duch sporu, osławionego ‘dyskursu’ (ale autentycznego – sic!) póki co się nie unosi. Pewne wyobrażenie w tym zakresie daje wgląd w bibliografie będących w obiegu publikacji.

Dość powiedzieć, że – przykładowo – najważniejsza książka amerykańskiej myśli konserwatywnej XX wieku, która przyczyniła się do odbudowy amerykańskiego ruchu konserwatywnego po II wojnie światowej, jest w Polsce przemilczana. Autor książki opublikowanej w 1948 roku, Richard M. Weaver (Idee mają konsekwencje, w Polsce ukazała się w 2010, wyd. Prohibita, Warszawa) sformułował w swoim dziele tezę o głębokim kryzysie cywilizacji Zachodu. Dokonał wszechstronnej analizy przyczyn tego upadku i wskazał jego symptomy oraz bliższe i dalsze konsekwencje. (…)

Idzie przekaz: trzeba was, rozumiecie, ostrzegać. Uważajcie, bo szerzy się wścieklizna, taka jak: homofobia, nietolerancja, katolicki fundamentalizm itd., itp. I trzeba się na to szczepić. Konkludując: bywa, że szeregowy akademicki pedagog dzięki tej terapii wie, jak uniknąć wścieklizny. Ma zapamiętać wielokroć powtarzane: jedyną szczepionką jest aktywne uczestnictwo w dyskursie pedagogicznym i regularna lektura dzieł przedstawicieli amerykańskiej lewicy kulturowej, Henry’ego A. Girouxa, Lecha Witkowskiego, Kwiecińskiego…

Tak oto (kto wie, czy dzięki takiej terapeutycznej, a nie naukowej działalności) dziś nikt nie musi okupować naszego terytorium. Dziś okupuje się świadomość. Trzeba tą świadomością zawładnąć. Ale trzeba wiedzieć, jak to zrobić!

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Przypowieść o wyginaniu drutu (II)” znajduje się na s. 5 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 60/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Przypowieść o wyginaniu drutu (II)” na s. 5 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 60/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Bilkiewicz: Z najgorszej ruiny można rozbudować pałac. Pasja i determinacja w działaniu Gabrieli Bilkiewicz

To jest nasza mała ojczyzna – o krainie rumianku opowiada Gabriela Bilkiewicz – twórczyni miejsca.

 

 

Jesteśmy dowodem na to, że chcieć to móc i nawet przy niewielkich środkach, jeśli jest pasja to można osiągnąć sukces.

Gabriela Bilkiewicz oprowadziła słuchaczy Radia WNET po Krainie Rumianku, będącej wioską tematyczną, gdzie dzieci i młodzież i dorośli mogą doświadczyć jak żyli, pracowali i odpoczywali nasi przodkowie. Wszystko to dzieje się w scenerii polskiej wsi, gdzie dawne obyczaje są wciąż żywe i praktykowane. Kraina rumianku słynie ze starych domów, pięknych pokoi i  świeżego powietrza. Jak podkreśla rozmówca:

Z najgorszej ruiny można rozbudować pałac. Z niczego, jeśli się ma pasję, konsekwencje w działaniu, można coś zbudować, a Kraina Rumianku jest tego przykładem.

W upływie 6-ciu lat, Kraina rumianku przeszła wiele remontów na powieszchni 36 arów, a także wszystkich budynków stojących na tym terenie. Z pobliskiej miejscowości udało się przenieść 100-letnią chatą, która została wyremontowana i odświeżona. Dodatkowo zostały zaaranżowane ogrody. Wszystkie prace idą naprzód, a kraina rozrasta się w błyskawicznym tempie. Jak mówi Gabriela Bilkiewicz –

Polityką wspólną Krainy Rumianku jest troska o dobra wspólne. Działania na rzecz tego, aby mieszkało się w coraz lepiej. Obszar ten rozwija się i można tam rzeczywiści odpocząć.

Na koniec rozmowy gość „Poranka WNET” z pozytywnym nastawieniem na najbliższy czas mówi:

Życie jest piękne, życie jest śliczne, życie nastraja optymistycznie.

M.N.

Wojtkowski: W Chełmie powstaje jeden z najnowocześniejszych zakładów recyklingowych w Europie

Co można wykonać z granulatu gumowego i dlaczego rośnie zapotrzebowanie na przetwórstwo opon? Odpowiada Dariusz Wojtkowski z firmy Recykl Organizacja Odzysku S.A.

Krzysztof Skowroński rozmawia z Dariuszem Wojtkowskim, pracownikiem firmy Recykl Organizacja Odzysku S.A. ze Śremu. Firma buduje w Chełmie zakład do przetwórstwa opon.

Oczyszczony taki granulat gumowy wykorzystywany jest w różnych gałęziach. Robimy z niego np. boiska piłkarskie, tzw. orliki. […] Przy większym rozdrobnieniu można zawrócić do produkcji różnych gumowych produktów jak maty do przemysłu, wycieraczki samochodowe.

Firma planuje skupować i przetwarzać opony z Wielkopolski. Zgodnie z planem powstały z opon granulat ma być sprzedawany w Polsce i Europie.

Ma być to jeden z nowocześniejszych zakładów w Europie przerabiających opony.

Głównym wykonawcą jest firma Atlas Ward. Produkcja ma ruszyć jeszcze w tym roku. Jak mówi Wojtkowski, sama technologia nie jest szczególnie nowa, natomiast wraz z rozwojem motoryzacji rośnie zapotrzebowanie na takie usługi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Iwaniuk: Polesie – wielka kraina bogata we wszystkie formy ochrony przyrody

To właśnie przyroda jest tym elementem, który obok zabytków i obok historii jest najciekawszym magnesem przyciągającym turystów i zachęcających ich do zwiedzania tych terenów – Dariusz Iwaniuk.

 

 

Polesie jest to kraina bagienna, równinna, melancholijna. Różni się ona od Podlasia, Mazowsza, ma ona pierwiastek nieco inny, a tą inność widzimy nie tylko w kulturze, architekturze czy zabudowie, ale także w bogactwach przyrodniczych.

Dariusz Iwaniuk dyrektor regionalnego ośrodka dyrekcji ochrony środowiska nawiązał do miejsca, w którym znajduje się wraz z wyjazdowym zespołem Radia WNET, na czele z Krzysztofem Skowrońskim. Jak mówi, to właśnie przyroda jest tym elementem, który  obok zabytków i obok historii jest najciekawszym magnesem przyciągającym turystów i zachęcającym ich zwiedzania tych terenów.

 Mamy Poleski Park Narodowy, Poleski Rezerwat Biosfery Polesie Zachodnie, liczne obszary natura 2000, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, w zasadzie niemal wszystkie formy ochrony przyrody, polskie, jak i międzynarodowe. Na Polesiu możemy odnaleźć gatunki, czy ekosystemy, które są jedyne w swoim rodzaju, jedyne w skali Polski.

Wyjątkowość tego obszaru polega na tym, że tereny te są domem dla ptaka wodniczka, który nie występuje w żadnym innym miejscu. Na unikalną biosferę Polesia składają się także takie gatunki jak np. bardzo rzadka ryba strzebla Błotna. W pięknym zakątku nad Bugiem, przyroda ma naturalny dziki charakter. Bug jest rzeką naturalną, meandrującą, z licznymi starorzeczami, a co więcej jest rzeką graniczną, co daje jej większą ochronę.

M.N.

Ministerstwo Środowiska wdraża projekt poprawy warunków życia dla 44 polskich miast

Każde miasto jest już w posiadaniu swojego planu adaptacji do zmian klimatu – mówi gość „Poranka WNET” – Mirosław Hegemajer.

 

„Mamy dwa rodzaje działań. Jednym z nich są adaptacje. Jeżeli nie możemy sobie z tym poradzić, drugim rozwiązaniem jest mitygacja, czyli ograniczanie naszego negatywnego wpływu na środowisko. Staramy się dostosowywać miejskie plany adaptacji do zmian klimatu, gdyż jest to część działań związanych z poprawianiem warunków życia w mieście.” – mówi gość „Poranka WNET”

Projekt, o którym mowa, jest to przedsięwzięcie mające na celu poprawianie jakości życia w mieście. Jego inicjatorem jest Ministerstwo Środowiska, które zdecydowały się wydać środki unijne na 44 największe miasta. Plany adaptacji mają na celu przystosowanie miasta do zachodzących zmian klimatycznych. Każde z miast posiada  własny plan adaptacji, który wykonywać będą osoby do tego wydelegowane.

Głównymi celami według Ministerstwa Środowiska, którym  trzeba poświęcić uwagę są: sektor gospodarki wodnej, sektor zdrowia publicznego i różnorodność biologiczna. Wśród niepokojących zjawisk możemy dostrzec podnoszący się poziom wód, jak równie globalne ocieplenie.

Określiliśmy cele, będziemy pozyskiwać środki – dodał na zakończenie Mirosław Hegemajer.