Wspomnienie o śp. Profesorze Janie Szyszce: zaszczytem było z Nim pracować, ogromnym bólem jest Go żegnać

Szczęść Boże, Darz bór – tak się witał. Powiedzieć o Profesorze: naukowiec, polityk, patriota, społecznik, wykładowca, wychowawca, pasjonat, leśnik, etyczny myśliwy, ekolog – to wszystko mało.

Paweł Sałek

Jan Szyszko był w wielu wymiarach człowiekiem wielkim i wybitnym. Należał do grona światowej sławy uczonych, ale nie miał zwyczaju się chwalić, dlatego nie każdy wie, że jako jeden z dwóch Polaków – obok Ojca Świętego Jana Pawła II – otrzymał prestiżową nagrodę Ettorego Majorany – Erice – „Nauka dla Pokoju”, przyznawaną przez Światową Federację Naukowców. Nagrodę tę otrzymały tylko 62 osoby na świecie, w większości laureaci nagrody Nobla.

Był wizjonerem i wybitnym naukowcem. Chyba jako pierwszy i jedyny polski uczony założył i prowadził prywatną stację badawczą. Cenił sobie bowiem niezależność i rzetelność w pracy naukowej. Po latach funkcjonowania i – należy to podkreślić – ogromnego wysiłku swojego i swojej rodziny, Terenowa Stacja Badawcza w Tucznie posiada profesjonalne sale wykładowe, laboratorium, muzeum historii naturalnej Tuczna, pokoje gościnne, a ponadto dużą kolekcję owadów i roślin naczyniowych. Na obserwacje jest przeznaczone ponad 1200 ha powierzchni doświadczalnej. Od 1988 roku prowadzone są tam badania nad pochłanianiem dwutlenku węgla przez żywe zasoby przyrodnicze. Ponadto cele badawcze to regeneracja gleb i zwiększenie ich produkcyjności, kształtowanie bioróżnorodności, sterowanie dynamiką liczebności populacji; chodziło także o tworzenie miejsc pracy w terenach wiejskich.

Trzeba podkreślić, że w badaniach tych uczestniczyli najwyższej klasy naukowcy z całego świata. Na ten cel Profesor przeznaczał w dużej mierze prywatne środki i osobiste zbiory, i nie pobierał żadnych dopłat, wbrew temu, co insynuowały niektóre media.

Hektary Profesora weszły do historii literatury naukowej jako miejsce zwane Krzywdą. Dlaczego Krzywda?? Otóż miejscowy rolnik, gdy dowiedział się, że Profesor kupił te grunty – bagna i nieużytki – powiedział wówczas: „Panie, toż to krzywda to kupić”.

Stacja badawcza w Tucznie była miejscem setek spotkań, konferencji, seminariów, wykładów naukowych. Wiele z nich miało charakter międzynarodowy czy nawet światowy. Powstał zwyczaj, że każdy gość Profesora sadził drzewo, którego stawał się patronem. Obecnie na sławetnej Krzywdzie rośnie piękna aleja dębowo-lipowa.

Niech miarą tego wyjątkowego miejsca będzie anegdotka, jak to jeden z dziennikarzy pewnego tygodnika, chcąc dokuczyć Profesorowi, zasugerował, że dorobił się on na tej ziemi… a Pan Profesor dowcipnie, ale zgodnie z prawdą odpowiedział: „ten dorobek to 3 habilitacje, kilka doktoratów i setki prac magisterskich”.

Wielu z nas doświadczyło jego niebywałej gościnności. Zawsze z otwartymi ramionami przyjmował wszystkich. Nigdy nie pobierał żadnych opłat za użytkowanie stacji i laboratorium. Sam jako student byłem wiele razy jego gościem, zresztą jak setki innych studentów, którzy przez te 30 lat przewinęli się przez stację. Pozwalał nam korzystać z unikatowych zbiorów i infrastruktury stacji, a nierzadko udostępniał dach nad głową i strawę. (…)

Chyba jako pierwszy w Polsce promował zdrową, ekologiczną żywność. Zawsze powtarzał, że polskie rolnictwo to nasz największy skarb: tradycyjne, ekstensywne, oparte na naturalnych procesach, bez sztucznych wspomagaczy i nadmiernej chemizacji, a przede wszystkim bez GMO. Był z polskiego modelu rolnictwa bardzo dumny, powtarzał, że kraje rozwinięte, do których wówczas aspirowaliśmy, mogą tylko pomarzyć o takich zasobach i takiej bioróżnorodności, o znakomitych i niezdegradowanych glebach. Potrafił prowadzić wielogodzinne dysputy o znaczeniu polskich krajobrazów, „polskiej miedzy” czy mozaiki pól, o procesach glebotwórczych, bioróżnorodności gatunkowej roślin i zwierząt. (…)

Ale największą troską otaczał Lasy Państwowe. Był wielkim orędownikiem ich struktury, organizacji i tradycji. Uważał je za wzór zrównoważonego rozwoju.

Powszechnie z nich korzystamy, pozyskujemy drewno, a jednocześnie zachowujemy wysoką bioróżnorodność i wysokie standardy środowiskowe. Zasoby leśne są dobrem narodowym i muszą służyć każdemu Polakowi. To nasze bezpieczeństwo ekologiczne, to czyste powietrze, czysta woda oraz siedlisko bytowania gatunków dziko żyjących. Estymą otaczał każdego leśnika, od dyrektora generalnego do zwykłego gajowego, niezwykle cenił sobie ich służbę i praktyczną wiedzę. Zawsze powtarzał, że Lasy Państwowe to podstawa bytu i niepodległości Polski i Narodu, a zarządzanie nimi zgodnie z koncepcją zrównoważonego rozwoju stymuluje rozwój terenów wiejskich i kreuje tam nowe miejsca pracy. Wiele razy płacił za te poglądy utratą stanowisk i nieustaną kampanią oszczerstw i pomówień, bo w historii 30 lat III RP następowały próby rozbicia, demontażu, a nawet prywatyzacji Lasów Państwowych. Był tego zdecydowanym przeciwnikiem, uważał że Lasy Państwowe to najlepiej zorganizowana gałąź gospodarki. (…)

Niezwykle ważnym rozdziałem w działalności Pana Profesora była sprawa Konwencji Klimatycznej Organizacji Narodów Zjednoczonych. On pierwszy zrozumiał jej treść i pojął, jak ważny to instrument; że możemy go wykorzystać dla rozwoju kraju. (…)

Był przekonany, że pakiet klimatyczno-energetyczny niszczy polskie bezpieczeństwo energetyczne, uzależnia nasz kraj od obcych źródeł energii, zmniejsza konkurencyjność polskiego przemysłu i stymuluje bezrobocie. Żartował, że największym problemem polskiego węgla jest to, że właśnie my go mamy.

(…) Pamiętajmy, że jako twardy, ale rozsądny negocjator doprowadził do wpisania do Porozumienia Paryskiego neutralności klimatycznej czyli bilansowania CO2 przez lasy i gleby, a z zapisów porozumienia usunięto dekarbonizację.

Całe wspomnienie Pawła Sałka o śp. prof. Janie Szyszce, pt. „Zaszczytem było z Nim pracować, ogromnym bólem jest Go żegnać”, można przeczytać na s. 8 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Wspomnienie Pawła Sałka o śp. prof. Janie Szyszce, pt. „Zaszczytem było z Nim pracować, ogromnym bólem jest Go żegnać” na s. 9 listopadowego „Kuriera WNET”, nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Żołnierze oddziału Gwardii Narodowej Ukrainy „Azow” to nie terroryści. Polemika z artykułem z „Rzeczpospolitej”

Nikt nie poddaje kontroli wyznania członków pułku. To samo dotyczy poglądów politycznych. Wszystkich żołnierzy łączy pragnienie wyzwolenia okupowanych przez siły rosyjskie terytoriów ukraińskich.

Wład Kowalczuk

Pułk „Azow” powstał na bazie batalionu ochotniczego „Azow”, tworzonego przez środowiska kibiców sportowych klubów piłkarskich, także tych ze Wschodniej Ukrainy. Nie jest prawdą, że dominowały tam osoby o poglądach skrajnych – nazistowskich czy faszystowskich. Członkowie batalionu mieli różne poglądy polityczne i byli różnych wyznań. Ochotników walczących w batalionie „Azow” łączyła chęć zatrzymania rosyjskiej agresji, mającej na celu podważenie integralności granic, a być może przejęcie bezpośrednio lub pośrednio kontroli nad całym krajem. W trudnym okresie lat 2014–2015 każdy, kto zgłaszał się, by wesprzeć Ukrainę, kto był gotów ryzykować własne życie w walce z agresorem, był witany z wdzięcznością.

Problem agresji, radykalizacji poglądów wśród byłych żołnierzy jest zjawiskiem opisanym jako stres pourazowy. Jednostkowe przypadki agresywnych zachowań zdarzają się także i w armiach mających do dyspozycji całą infrastrukturę leczenia urazów psychicznych.

Przez batalion, a potem pułk „Azow” przewinęło się kilka tysięcy osób. Procentowo ilość przestępstw popełnianych przez kombatantów „Azowa” nie odbiega od przestępczości wśród uczestników wojny w Afganistanie czy Iraku. Winę za urazy psychiczne żołnierzy ponosi państwo-agresor, a nie broniące swojego kraju jednostki ukraińskie, w tym batalion „Azow”.

Nie jest prawdą, że partia Korpus Narodowy jest związana z pułkiem „Azow”, który jest częścią Gwardii Narodowej jednostek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy. Część wolontariuszy wspierających batalion ochotniczy „Azow” i byłych uczestników ATO (operacja antyterrorystyczna) zdecydowała się prowadzić działalność polityczną, jednak nie w celu budowy dyktatury brunatnej czy innej, ale dlatego, by przeciwdziałać psuciu państwa przez korupcję i nietransparentne związki polityki z biznesem.

Korpus Narodowy jest legalnie zarejestrowaną partią respektującą cezurę kartki wyborczej w walce politycznej, nie rewolwer czy pałkę. Kontakty KN ze skrajną prawicą zachodnioeuropejską są elementem walki o sympatię dla sprawy ukraińskiej w środowiskach tradycyjnie prorosyjskich. Inne środowiska ukraińskich patriotów, jak i czynniki rządowe, starają się robić to samo, tyle że w tzw. europejskim mainstreamie politycznym. Środowiska KN mają w programie rozwój współpracy z krajami regionu, w tym z Polską, w ramach projektu Intermarium. Nie ma to nic wspólnego z szowinizmem. Zrównywanie ukraińskich patriotów z rosyjskimi przedstawicielami idei imperialnej, jawnie nawołującymi do rewizjonizmu, ekspansjonizmu – jest manipulacją.

W 2014 roku, kiedy na Ukrainie zaczęła się wojna z Rosją, kraj w ogóle nie był przygotowany na odparcie wrogiej agresji, tymczasowy rząd bał się stanowczych ruchów skierowanych przeciw rosyjskim agresorom na Wschodzie Ukrainy, nie wierząc w możliwość wygrania starcia z Rosją, kiedy rosyjskie wojska zajęły już Krym.

Ciężar walki, by zatrzymać rosyjski pochód na zachód, spoczął na ochotnikach, aktywistach Majdanu, patriotach zorganizowanych między innymi wokół ukraińskich środowisk kibiców sportowych.

I jest prawdą, że kiedy wiele jednostek wojskowych poddawało się bez walki, jedną z sił zmotywowanych do aktywnej obrony były środowiska tzw. kiboli, często chuliganów stadionowych. Wiele osób, które walczyły przedtem o naprawę instytucji demokratycznego państwa prawa niszczonych przez skorumpowaną mafię skupioną wokół prezydenta Janukowycza, podczas Rewolucji Godności, po ucieczce Wiktora Janukowycza i wejściu hybrydowych wojsk rosyjskich zaczęło tworzyć ochotnicze partyzanckie oddziały, zrzeszające ludzi różnych wyznań i poglądów politycznych.

Chciałbym tu zaznaczyć, że Gwardia Narodowa jako struktura sił MSW Ukrainy w tym okresie jeszcze nie istniała i tworzyła się w trakcie wojny obronnej na Donbasie. Obywatele nie mieli zaufania do ówczesnych jednostek wojsk MSW oraz armii zawodowej ze względu na udział członków tych formacji w próbie pacyfikacji Majdanu, dlatego woleli tworzyć własne oddziały. Kiedy kraj pada ofiarą agresji, armia jest zdemoralizowana, a rząd nie wie, co robić, gdy giną i są porywani ludzie – czy można w tej sytuacji robić selekcję na podstawie poglądów politycznych czy przynależności do grup subkulturowych?

Ojczyzna przyjmowała pomoc wszystkich, którzy chcieli dla niej ryzykować swoje życie. Dla Polaków powinno to być zrozumiałe. Także musieli się organizować, walcząc o swoją niepodległość.

Cały artykuł Włada Kowalczuka pt. „Pułk Azow a terroryzm” można przeczytać na s. 10 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Włada Kowalczuka pt. „Pułk Azow a terroryzm” na s. 10 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

50 młodocianych gangów muzułmańskich w Szwecji. Gwałcą, kradną i podpalają auta. Policja jest tutaj ubezwłasnowolniona

Mirosław Prandota o fatalnych skutkach szwedzkiego eksperymentu społecznego, bezkarności młodych muzułmanów w Szwecji i przyczynach ich frustracji oraz o braku reakcji Szwedów.

Mirosław Prandota o „laboratorium społecznym”, jakim jest Szwecja. Próbuje się tam bowiem „połączyć cywilizację europejską z muzułmańską”. Szwedzki rząd czeka, aż muzułmanie zaczną się integrować i zachowywać jak Szwedzi, a tymczasem najmniej zintegrowani są ci z nich, którzy urodzili się już w Szwecji.

Policja dosłownie codziennie wykrywa potencjalnych zamachowców. Ta policja jest nastawiona na zamachy. […] Co godzinę dochodzi do gwałtów w Szwecji.

Przywołuje zamieszczony w jednej z lokalnych szwedzkich gazet list 15-letniej Szwedki wskazującej na ciągłą niepewność i poczucie zagrożenia związane z przebywaniem poza domem. Idąc bowiem ulicą, można zostać otoczonym przez gang i być przezeń pobitym lub molestowanym. Jak stwierdza dziennikarz, takich rzeczy dopuszczają się 15 i 16-latkowie, którzy są absolutnie bezkarni i o tym wiedzą. Policja jest tutaj ubezwłasnowolniona. Nie może ich ukarać, więc jedynie prosi ich, aby się lepiej zachowywali.

W 2015 r. Angela Merkel zaprosiła do siebie muzułmanów. […]  Wtedy wieść się rozległa, że najspokojniej i najlepiej jest w Szwecji. Dochodziło do takich paradoksów, że przyjeżdżał muzułmanin z trzema żonami i kilkanaściorgiem dzieci i dostawał trzy mieszkania.

Sytuacja się pogorszyła po 2015 r., kiedy do Szwecji przybyłą nowa fala przybyszów z południa. Ci, którzy przybyli później, byli sfrustrowani, że nie zapewniono im takich samych warunków jak ich poprzednikom. Frustracja ta jest związana także z bezrobociem wśród tej społeczności i problemami, jakie młodzi muzułmanie mają w szkole. W połączeniu z bezkarnością daje to 50 oficjalnych gangów młodzieży muzułmańskiej, które dzielą się na gangi gwałcicieli, rabusiów i podpalaczy aut. Najwięcej jest tych pierwszych. Co na to Szwedzi? Prandota odpowiada:

Cały czas Szwed bije brawo rządowi, cieszy się, że Szwecja jest taka humanitarna […] natomiast w piątek […] kiedy [Szwedzi] sobie trochę popiją, wtedy przeklinają islam na wszystkie strony. Ale w sobotę, kiedy trzeźwieją, zaczynają być tacy sami.

Niewygodne fakty są przez ogólnokrajowe media zamilczane, wspominają o nich co najwyżej lokalne gazety. Propaganda skutecznie działa, gdyż, jak mówi nasz gość: „Szwedzi wierzą w to, co mówi telewizja, jak w jakąś świętość”. Wypierają oni ze świadomości przemoc ze strony agresywnych imigrantów. Autor książki „Przepustka do raju” przytacza przypadek, w którym Szwed, zaraz po pobiciu przez jeden z gangów, miał zaprzeczać, jakoby muzułmanie bili ludzi, mówiąc, iż „oni tylko tak żartują”, a informacje o gwałtach przez nich popełnianych nazwał propagandą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Protesty w Hongkongu. Dobrowolski: Trwa 6.dzień oblężenia Politechniki. Shen: Działania policji były bardzo brutalne

Ucieczka kanałami, aresztowania, poparcie młodzieży. Witold Dobrowolski z Politechniki w Hongkongu o tym, jak wygląda sytuacja na miejscu. Hanna Shen o spojrzeniu z Tajwanu i tamtejszych wyborach.

Działania policji były bardzo brutalne, prawdopodobnie część tych policjantów to byli przebrani żołnierze.

Hanna Shen mówi o protestach w Hongkongu. Studenci z tamtejszej politechniki powoli kapitulują. Policja większość z grup na uczelni rozbiła. Witold Dobrowolski odnosi te słowa korespondentki do weekendowej akcji policji, gdzie nawet tysiąc osób zostało zatrzymanych. Studenci chcący opuścić teren Politechnika w Hongkongu, a pragnący uniknąć aresztowania mogą to zrobić ambulansem jako ranni (i uciec bez dokumentów) lub opuścić teren uczelni kanałami, na co decyduje się większość. Dziennikarzowi udało się towarzyszyć jednej z grup, która wybrała tę drogę.

Jak mówi Shen, wśród protestujących policja znalazła ok. 200 młodych ludzi poniżej 18. roku życia, których wypuszczono do domów. Między okupującymi  uczelnię jest także dziennikarz Tygodnika TVP, jako jedyny polski dziennikarz. Jak mówi:

Trwa szósty dzień oblężenia Politechniki i nie wiadomo, ile jeszcze będzie trwał.

Na terenie uniwersytetu pozostało wciąż kilkadziesiąt osób. Dobrowolski stwierdza, że poparcie dla protestujących wciąż jest masowe. Mają oni za sobą całe młode pokolenie.

Spotykałem się wielokrotnie z antykomunistycznym nastawieniem […]. Chiny postrzegane są po prostu jako państwo opresyjne i dyktatorskie.

Hongkończycy boją się utraty swej autonomii, ale w większości nie są przeciwko temu, by ich miasto pozostało część ChRL. Jak zauważa Shen, protesty odbywają się przed niedzielnymi wyborami samorządowymi.

Wybory w każdej chwili mogą być odwołane.

Korespondentka zauważa na poparcie dla sił prodemokratycznych, które mogą wygrać niedzielne wybory. Z tego powodu ich odwołanie byłoby pod pewnym względem na rękę Pekinowi. Jednocześnie jednak mogłoby to sprowokować jeszcze większe protesty niż były dotychczas, kiedy to w szczytowym okresie na ulicach były 2 mln ludzi.

Tymczasem wybory zbliżają się także w Republice Chińskiej. O prezydenturę na Tajwanie będą się mierzyć w styczniu 2020 r. obecna prezydent Tsai Ing-wen z liberalnej i proniepodległościowej Demokratycznej Partii Postępu i Han Kuo-yu
z Kuomintangu. Drugi z kandydatów, burmistrz miasta Kaohsiung jest, jak mówi Shen, „uważany za kandydata Pekinu”. Obecna sytuacja w Hongkongu jest pilnie śledzona przez Tajwańczyków, gdyż wnioskują na jej podstawie, jak wyglądałoby ich własne życie, gdyby zdecydowali się na zjednoczenie z ChRL. Zyskuje na tym politycznie obecna prezydent Republiki Chińskiej.
Wysłuchaj obu rozmów już teraz!

 

K.T./A.P.

Autorytety rodem z PRL bałamucą naród, ale rząd konserwatywny chętniej finansuje swoich przeciwników niż zwolenników

Siła oddziaływania autorytetów jest nie do przecenienia. Autorytetom ukształtowanym przez komunę ślamazarna polityka historyczna PiS-u nie potrafiła do tej pory przeciwstawić niczego.

Piotr Witt

PiS ma za sobą naród, ale przeciwko sobie ma autorytety. Większość z nich została ukształtowana w formach komunistycznych i post-komunistycznych. O tych, co tworzyli Polskę Ludową w oparciu o zbrojne ramię Armii Czerwonej, można powiedzieć wiele złego, ale nie to, że byli to ludzie głupi.

Jakub Berman był człowiekiem dużej i przebiegłej inteligencji. Kupował autorytety, dobrze płacąc, wzorem swoich sowieckich mocodawców. Zostali zaciągnięci pod czerwony sztandar Tuwim, Ważyk, Andrzejewski, Konwicki i wielu innych. Jeżeli nie było odpowiedniego materiału na rynku, tworzono je.

I tak, z kiepskiego studenta szkoły filmowej, lecz gorliwego działacza ZMP i PZPR, został wystrugany socjalistyczny Matejko dziejów Polski, czyli reżyser Wajda. Partia inwestowała weń szczodrze. Nagrody filmowe krajowe i międzynarodowe, festiwale, krytyka, kształtowanie opinii. No, nie wszyscy na świecie ulegali ślepo propagandzie. Po premierze szwajcarskiej Popiołu i diamentu dziennik „Neue Zürcher Zeitung” napisał: „Tacy artyści jak Andrzej Wajda (…) są emisariuszami zręcznie działającego systemu Chruszczowa wysyłanymi na Zachód jako pułapka dla głupców. Dzięki (…) pozornej artystycznej wolności są bardziej niebezpieczni niż ciężcy i nudni bardowie Żdanowa”. I przenikliwy recenzent dodał: „Partia prowadzi ich na smyczy (…) i w odpowiednim momencie gwizdem przywołuje do porządku.(…)”.

Kiedy przed wyjazdem z kraju współpracowałem z redakcją kultury w TV, widziałem ten system w akcji. W momentach trudnych szefowa redakcji rozkazywała „Wołajcie autorytety!”. I autorytety przybywały do studia, żeby wskazać narodowi, co ma myśleć. Od etyki i moralności był dr, później profesor Henryk Jankowski z UW, zmarły w podeszłym wieku z przepicia. Od religii – Jerzy Zawieyski – prywatnie organizator orgii homo z klerykami; później Tadeusz Mazowiecki – pogromca biskupów – dyżurny chrześcijanin. (…)

Kto inwestuje w noblistów? Superiores Incogniti – nieznani zwierzchnicy. W każdym razie obecnie wypowiedź o „Polakach, którzy muszą zapłacić za zbrodnie dokonane na Żydach”, nabiera nowego ciężaru gatunkowego jako opinia słynnej pisarki.

Niedługo z pewnością zostanie na podstawie nagrodzonego dzieła nakręcony film z hollywoodzkim rozmachem, posypią się omówienia, doktoraty, pewnie i serial telewizyjny z udziałem gwiazd. Ludzie nie czytają tysiącstronicowych ksiąg. Czerpią wiedzę z telewizji i z filmu. Prawda historyczna nie ma tu nic do rzeczy; liczy się post-prawda.

Tylko patrzeć, jak Wysoki Autorytet weźmie nas za mordę. Nie po to dano mu do ręki Wielką Tubę, żeby milczał. Paryska stacja Polskiej Akademii Nauk nie czekała na werdykt komitetu noblowskiego. Miesiąc wcześniej urządziła sesję „naukową” z udziałem przyszłej laureatki, poświęconą problemom polskich Żydów nawracanych na katolicyzm w XVIII wieku metodą szczucia i prześladowań.

Historia zawajdana ukazywała Polaka jako łachudrę i naiwniaka. Teraz portret zostanie uzupełniony o cechy rasisty, fanatyka i sadystycznego zbrodniarza.

Artykuł „Zanim autorytety wezmą nas za mordę” Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w listopadowym „Kurierze WNET” nr 65/2019, s. 3 – „Wolna Europa”, gumroad.com.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na wnet.fm.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Felieton Piotra Witta pt. „Zanim autorytety wezmą nas za mordę” na s. 3 „Wolna Europa” listopadowego „Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Profesor Jacek Łuczak – lekarz, jakiego chciałby spotkać każdy chory. Był prekursorem medycyny paliatywnej w Polsce

Uczymy się wiele lat i naszym powołaniem jest dobro chorego rozumiane jako jego powrót do zdrowia. Profesor Jacek Łuczak w codziennej pracy musiał się z tym mierzyć. Do końca był ze swoimi chorymi.

Aleksandra Tabaczyńska

Zmarł prof. dr hab. nauk medycznych Jacek Łuczak – twórca polskiej opieki paliatywnej, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Odszedł 22 października br. w wieku 84 lat. Profesor Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej w Polsce poradni walki z bólem.

– Był lekarzem, jakiego z pewnością każdy chory chciałby spotkać, bo dla Jacka zawsze na pierwszym miejscu był pacjent – tak wspomina swojego wieloletniego kolegę prof. Marian Smoczkiewicz, chirurg. (…) – Leczenie bólu, opieka nad ludźmi terminalnie chorymi wymaga od lekarza nie tylko specjalistycznej wiedzy, ale też pogodzenia się z tym, że nie każdego pacjenta można wyleczyć. Wypracowanie takiej postawy jest bardzo trudne. Uczymy się wiele lat i naszym powołaniem jest dobro chorego rozumiane jako jego powrót do zdrowia. Profesor Jacek Łuczak w codziennej pracy musiał się z tym mierzyć. Jednak stanął przy łóżkach tych, którym objawy ciężkiej choroby można jedynie złagodzić, i skutecznie to robił. Do końca był ze swoimi chorymi.

Warto też w tym miejscu jak najdobitniej potwierdzić, że był prawdziwym obrońcą życia. Przez wiele lat pokazywał, jak ważna jest godność umierającego człowieka. Stał zdecydowanie na przeciwnym biegunie tak modnej w niektórych krajach eutanazji. (…)

– Cierpienie, chociaż tak trudne i bolesne, jest przecież rzeczą bardzo ludzką, a uczestniczenie w cudzym cierpieniu może być wielką nauką. Człowiek umierający może nauczyć nas przede wszystkim tego, jak żyć – przekonywał, stojąc wśród młodzieży, a nie na scenie, prof. Jacek Łuczak, specjalista medycyny paliatywnej.

Młodzi, sprawni, nierzadko świetnie wysportowani uczniowie szkoły średniej dowiedzieli się, że aby odczuć czyjś ból duchowy, potrzeba nie tylko wrażliwości, ale odpowiedniego przygotowania. A tym właśnie zajmuje się medycyna paliatywna, której celem jest zapewnienie umierającemu godnego przeżywania ostatnich chwil życia.

Istota tej opieki polega na tym, że próbuje się łagodzić ból nie tylko ciała, ale także duszy. Działania zespołu zajmującego się opieką paliatywną są nie do przecenienia. I tak lekarz uśmierza ból. Pielęgniarka jest pierwszym powiernikiem duchowego cierpienia pacjenta. Kapelan pomaga uporządkować niepokoje sumienia. Wolontariusz może po prostu wysłuchać chorego, który w obliczu śmierci ma często wiele do powiedzenia.

Cisza i skupienie, które trwało przez całą prelekcję, przemieniło się w wartość dodaną. To spotkanie przyniosło owoce w postaci zaangażowania się młodzieży szkolnej w wolontariat związany z hospicjum Palium, który trwa i rozwija się do dziś.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Lekarz, jakiego chciałby spotkać każdy chory” można przeczytać na s. 3 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Lekarz, jakiego chciałby spotkać każdy chory” na s. 3 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wirusa ASF do lubuskiego mogli przewieźć Ukraińcy. Ardanowski: Problemem jest to, że nie walczy się z ASF na Ukrainie

Jan Krzysztof Ardanowski o możliwych źródłach ogniska ASF w lubuskiem, walce z tą chorobą; tym jaka powinna być polska polityka klimatyczna; o spółdzielczości rolniczej i stosunkach polsko-żydowskich

Jan Krzysztof Ardanowski o wpływie polityki klimatycznej na politykę rolną. Stwierdza, że Polska powinna z jednej strony zmniejszać emisję, a z drugiej zwiększać pochłanianie „przez dobrze skonstruowane lasy i rolnictwo”. Zwraca uwagę na protesty w Holandii, „najbogatszym kraju rolniczym”, gdzie rolnicy protestują przeciwko ograniczeniom w ilości sztuk bydła, jakie wolno hodować. Popierane przez organizacje ekologiczne regulacje wynikają z tego, że krowy wydzielają gazy cieplarniane.

Musimy zmienić swój miks energetyczny, ale robiąc to racjonalnie, tak jak na to możliwości zaopatrzenia w energię pozwalają. Najgłośniej w Europie krzyczą Niemcy, którzy mają trzydzieści parę proc. węgla w miksie energetycznym.

Minister rolnictwa mówi o potrzebie strategii zrównoważonego rolnictwa. Komentuje także sprawę wystąpienia ognisk ASF w dwóch powiatach województwa lubuskiego:

Problemem jest to, że nie walczy się z ASF na Ukrainie. Cały kraj jest zakażony. W Polsce jest 1,5 mln pracowników z Ukrainy. Przywożą ze sobą jedzenie, m.in wędliny, w słoikach mięso.

W lubuskiem w rolnictwie pracuje 40 tys. Ukraińców. To oni mogli przenieść wirusa. [co by oznaczało, że zostały złamane przepisy celne zakazujące wwozu produktów pochodzenia zwierzęcego na teren UE, bez uprzedniej kontroli weterynaryjnej– przyp. red] Ardanowski przyznaje, że afrykański pomór świń to poważna sprawa, która jak podkreśla, dotyczy nie tylko Polski, ale kilkudziesięciu różnych krajów na świecie. Stwierdza, że w Polsce udało się zejść ze stu ognisk choroby w zeszłym roku do 48 w obecnym. Odnosząc się do problemów rolników na rynku, stwierdza, że rozwiązaniem nie są kolejne regulacje rządowe, ale spółdzielczość rolnicza, która z powodzeniem funkcjonuje w innych krajach europejskich.

Pojedynczy rolnik na rynku nie liczy się wcale. Tylko rolnicy, którzy się organizują, tworzą spółdzielnie: razem prowadzą zaopatrzenie, sprzedają, negocjują ceny […]. Tylko ci się na rynku liczą. A w Polsce […] my nie chcemy nic z sąsiadami, bo ich podejrzewamy, że są nieuczciwi.

Problemem jest mentalność Polaków kojarzących spółdzielczość z komunizmem i niemających zaufania do innych.

Ponadto w „Poranka WNET” minister odnosi się do projektu ustawy likwidacje 30-krotności składki ZUS. Jest za tym projektem.

Nie ma powodu, by robić prezenty dla tych, którzy lepiej zarabiają.

Stwierdza, że nie chodzi tylko o podnoszone przez media siedem dodatkowych miliardów do budżetu, ale o sprawiedliwość, gdyż „czemu ten, co zarabia bardzo wysoko ma tej składki nie płacić”.

Biorę udział we wszelkiego rodzaju wydarzeniach podkreślających udział Polaków w ratowaniu Żydów.

Ardanowski mówi również o swojej działalności związanej ze stosunkami polsko-żydowskimi. Przypomina słowa ocalonego z Zagłady Edwarda Mosberga, który zażądał przeprosin ze strony izraelskiego ministra Israela Katza, za jego słowa o tym, iż Polacy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. Obywatel Polski i USA, na co dzień mieszkający w Stanach stwierdził, że nie wróci do Izraela, dopóki nie usłyszy tych przeprosin.

Posłuchaj całą rozmowę już teraz!

 

K.T./A.P.

Lisicki: Mamy do czynienia z zachwianiem rozumienia tego „czym jest człowiek” w kulturze Zachodu [VIDEO]

Paweł Lisicki o ideologii nowej lewicy, tym jak przejęła język debaty publicznej na Zachodzie, bierności i ustępstwach wobec niej prawicy, „flircie PiS-u z Lewicą” oraz o kryzysie w Kościele.


Paweł Lisicki o wyborze Magdaleny Biejat (Lewica Razem) na przewodniczącą sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.  Nie widzi strategicznego sensu tego posunięcia w tym wypadku przez Prawo i Sprawiedliwość. Być może powodem „flirtu PiS z Lewicą” jest chęć jeszcze większego osłabienia Koalicji Obywatelskiej. Inną możliwością może być szukanie wsparcia Lewicy dla zniesienia 30-krotności limitu ZUS, którego nie poprze Porozumienie Jarosława Gowina. Umocnienia lewicowego ugrupowania to jednak wysoka cena za wszelkie doraźne korzyści. Jak twierdzi Lisicki, głównym trzonem opozycji zamiast rozparcelowanej i chaotycznej KO będzie Lewica, która jest wspierana przez zachodnie ośrodki, a jej ideologia jest daleka od myśli konserwatywnej.

Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” podejmuje następnie temat szczytu ONZ w Nairobi, w którym próbowano uznać aborcję za prawo człowieka, co ostatecznie odniosło fiasko. Zauważa, że debata się radykalizuje.

Jak możemy przyznać człowiekowi prawo do zabicia drugiego człowieka?

Zauważa, że pierwszym krajem, który zalegalizował aborcję, był Związek Sowiecki [ściśle rzecz biorąc  bolszewicka Rosja w 1920 r., ZSRS powstał w 1922 r.-przyp. red.]. Inne państwa europejskie przepisy dopuszczające aborcje zaczęły wprowadzać w latach 60. i 70. przy względnie biernej postawie ówczesnej prawicy. Dodaje, iż kultura hedonizmu obecnie podbija kraje zachodnie:

To prawo do unikania konsekwencji własnych działań. I prawo do przyjemności świadomych dorosłych nad prawem do życia nieświadomych a autentycznych dzieci. Do tego się to sprowadza. Cala reszta to kamuflaż i zasłona dymna.

Lisicki tłumaczy przy tym, skąd grupa osób chcących chronić życie nienarodzonych dzieci jest tak w społeczeństwie nikłe. Stwierdza, że siły zachowawcze kluczyły i ustępowały, kiedy wprowadzane były postępowe zmiany. Doszedł do tego „bardzo poważny kryzys jedynej instytucji mogącej się przeciwstawić tym zmianom”, czyli Kościoła. W rezultacie władzę nad dyskursem publicznym przejęli zwolennicy rewolucji obyczajowej, którzy mogą sprowadzać na poziomie semantycznym człowieka do „zbioru tkanek”, a jego morderstwo do „zabiegu medycznego”. Jest to, jak mówi, „kanibalizm w białych rękawiczkach”.

W związku z chęcią uznania aborcji za prawo człowieka nasz gość podejmuje temat Planned Parenthood, amerykańskiej sieci klinik aborcyjnych, która została ukazana w filmie „Nieplanowane”. Przywołuje bulwersujący proceder, który ujawniono już kilka lat temu, a mianowicie handel pochodzącymi z aborcji ludzkimi organami, w którym uczestniczyli pracownicy PP.

Dziennikarz także opisuje antyludzkie ideologie. Jedną z nich jest przekonanie, iż ludzi jest za dużo na świecie. Inną jest antynatalizm. A jeszcze inną jest pragnienie pozbycia się człowieka z Ziemi, ponieważ niejako stanowi infekcję tudzież bakterię i skaża raj, jakim jest świat.

Mamy do czynienia z zachwianiem rozumienia tego „czym jest człowiek” w kulturze Zachodu. Jaka jest różnica jakościowa między nim a innymi gatunkami.

Lisicki stwierdza, że „ochrona klimatu w rozsądnych miarach jest czymś, co trzeba wspierać”. Czym innym jednak jest sianie paniki i wywieranie nacisków na polityków na podstawie „rzeczy nieistniejących”, jak robi część ludzi z tytułami naukowymi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Niemal cała Wenecja objęta powodzią. Jedna osoba nie żyje. Woda w Bazylice św. Marka

Aż 7 mld euro wydanych na ochronę przeciwpowodziową w Wenecji, a miasto zalane. Piotr Kowalczyk o powodzi w Najjaśniejszej, stratach, jakie miasto poniosło, sytuacji turystów i reakcji mieszkańców.

Piotr Kowalczuk opowiada o sytuacji w Wenecji we Włoszech, gdzie woda zalała niemalże całe miasto. Powódź objęła ponad 80 proc. miasta.

Te półtora metra nie jest tak groźne jak to, co się stało we wtorek, kiedy poziom wód wynosił prawie 2 m. 20 cm więcej niż strefa bezpieczeństwa.

Polski dziennikarz podkreśla, że straty mogą wynieść nawet miliard euro (a nieoszacowane są straty bezcennych dzieł sztuki). Zalana została po raz 6. Bazylika św. Marka, co jest dla nie szkodliwe, gdyż nawet jak woda wyparowuje, to „sól zostaje i wżera się w posadzki”. Winowajcą zalania Wenecji był silny wiatr Sirocco, który pchał wodę do licznych kanałów. Poziom wody we wtorek osiągnął blisko 187 cm. Rekord wynosi 194 cm (1966 roku). Jedna osoba zginęła. Człowiek ten został porażony prądem, kiedy próbował włączyć pompę. Jednak jak wskazuje Kowalczuk „nie ma niebezpieczeństwa dla turystów”. Ci, których mieszkania zostały zalane, zostali przeniesieni do innych, ale nie ma potrzeby ich ewakuacji.

Od wielu lat są projekty co zrobić, by ratować Wenecję.

Przed takimi sytuacjami miał miasto uchronić „system Mojżesz”. Jednak jak mówi nasz gość, „Włochy są krajem szalenie skorumpowanym”. 17 osób zostało skazanych w związku z tą inwestycją, która pochłonęła jak dotąd 7 mld euro, tj. więcej niż było przewidziane na całość budowy. Kowalczyk podkreśla, że umowa jest skonstruowana tak, żeby wykonawcom  opłacało się przeciągać budowę.

Włosi na północy to nie są ci stereotypowi Włosi.

Dodaje, że miejscowy lud jest bardzo twardy, a w Wenecji działa w takich sytuacjach system wzajemnej pomocy i wczesnego ostrzegania. Wenecjanie potrafią działać w obliczu zagrożenia katastrofą naturalną taką jak powódź czy trzęsienie ziemi.

Korespondent Polskiego Radia w Rzymie stwierdza, że nie można do końca oszacować strat materialnych, gdyż w grę wchodzą zabytki kultury jak Bazylika św. Marka. Straty wyniosły, jak mówi, w sumie miliard euro.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Zmarł Tadeusz Patecki, orędownik powrotu do Poznania Pomnika Wdzięczności, stróż pamięci Pomordowanych na Wschodzie

Będzie nam bardzo brakowało Jego mądrych, fachowych rad, rozsądku i serdeczności. Jego często powtarzane słowa »ten Pomnik musi wrócić do Poznania« traktujemy jak testament do wykonania”.

Jolanta Hajdasz

8 października 2019 r. na cmentarzu parafialnym w Koszutach k. Środy Wielkopolskiej pożegnaliśmy śp. Tadeusza Pateckiego, wielkopolskiego przedsiębiorcę budowlanego oraz działacza społecznego, członka Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich i prezesa Stowarzyszenia „Katyń” w Poznaniu. Obie te funkcje zrosły się z Tadeuszem tak mocno, że w stolicy Wielkopolski trudno dziś sobie wyobrazić, kto mógłby go w tej tak ważnej dla naszej historii działalności zastąpić. Tadeusz był współinicjatorem oraz kierownikiem budowy Pomnika Ofiar Katynia i Sybiru w Poznaniu, kierownikiem budowy Pomnika Armii Krajowej i Państwa Podziemnego w Poznaniu. Monument ten, usytuowany naprzeciwko klasztoru Dominikanów, jest dziś jednym z najważniejszych miejsc w mieście, przy nim odbywają się często główne patriotyczne uroczystości rocznicowe. Tadeusz był najczęściej ich współorganizatorem, rozsyłał zaproszenia, pilnował, by trafiała do mediów informacja o nich, by rozpowszechniano ją nie tylko w środowiskach kombatanckich, ale także, a może raczej przede wszystkim, wśród najmłodszych, wśród harcerzy i uczniów wszelkiego rodzaju szkół. Wszędzie i wszyscy cenili go za to zaangażowanie.

Specjalne podziękowanie za współpracę i wspomnienie o Nim przesłała także Izabella Sariusz-Skąpska, prezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich. To wystąpienie odczytano podczas uroczystości pogrzebowych. Izabella Sariusz-Skąpska podkreśliła w nim ogromną dbałość Tadeusza Pateckiego o kontakt z młodzieżą, o przekazywanie im prawdy o Katyniu i jego Ofiarach. „Na Tadeusza zawsze mogliśmy liczyć. Wiedziałam zawsze, że na wszystkie nasze uroczystości przyjedzie autokar z Poznania i że co najmniej połowa jego uczestników to będzie młodzież” – napisała prezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich. Tadeusz Patecki od wielu lat zabiegał o ujawnienie prawdy o zbrodni na polskich oficerach zamordowanych przez Sowietów w Katyniu.

Tadeusz Patecki był także wielkim zwolennikiem odbudowy Pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa – Pomnika Wdzięczności w Poznaniu. Był on członkiem założycielem Społecznego Komitetu Odbudowy Pomnika i od momentu jego powstania w 2012 r. pełnił w nim funkcję członka Zarządu. W imieniu SKOPW pożegnała śp. Tadeusza Jolanta Hajdasz, wiceprezes Komitetu. „Żegnamy wielkiego orędownika powrotu na ulice Poznania Pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa, zwanego Pomnikiem Wdzięczności. Będzie nam bardzo brakowało Jego mądrych, fachowych rad, rozsądku i serdeczności. Jego często powtarzane słowa »ten Pomnik musi wrócić do Poznania« traktujemy jak testament do wykonania” – powiedziała.

Cały artykuł Jolanty Hajdasz pt. „Pożegnanie Tadeusza Pateckiego” można przeczytać na s. 3 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Jolanty Hajdasz pt. „Pożegnanie Tadeusza Pateckiego” na s. 3 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego