Dla tego dialogu nie ma alternatywy – twierdzi Człowiek Pojednania Polsko-Ukraińskiego, ks. mitrat Stefan Batruch

Dialog i pojednanie między narodami wymagają pogłębionej refleksji teologicznej, by zrozumieć, dlaczego są ważne i potrzebne. Pomysłodawcom zależało, by zejść z poziomu politycznego do duchowego.

Wojciech Pokora, ks. Stefan Batruch

Człowiek Pojednania Polsko-Ukraińskiego to nagroda, która została przyznana w tym roku po raz pierwszy. Uroczystość odbyła się w Rzymie. Gdy myślimy o pojednaniu Polski i Ukrainy, to nasze myśli rzadko kierują się do Włoch. Skąd zatem wziął się Rzym w relacjach polsko-ukraińskich?

Od pewnego czasu środowiska, które badają zagadnienie dotyczące dialogu, genezy dialogu polsko-ukraińskiego, czy też pojednania polsko-ukraińskiego, zaczęły zauważać, że Rzym odgrywał pod tym względem, szczególnie w okresie Związku Radzieckiego i PRL-u, bardzo ważną rolę. Wtedy jakiekolwiek działania na rzecz pojednania i porozumienia między Ukrainą a Polską właściwie nie mogły mieć miejsca ze względu na sytuację polityczną. Ukraina nie była państwem niezależnym, zresztą Polska również pozostawała pod ogromnym wpływem Związku Radzieckiego – właściwie była satelitą. W jakimś sensie kartą ukraińską rozgrywano wszelkie dążenia do samostanowienia, do odzyskania niepodległości państwowej – jeżeli chodzi o Ukrainę, ale i u nas również dążenia do niepodległości politycznej były tłumione i właściwie sprowadzane do tego, żeby oba narody bardziej skonfliktować, trzymać w napięciu, wręcz w konfrontacji i wrogości. Stąd na przykład w okresie PRL-u w Polsce stworzył się negatywny obraz Ukraińca – człowieka złego, z negatywnymi cechami.

Właściwie słowo ‘Ukrainiec’ pod koniec lat 80. stało się niemalże synonimem zbrodniarza, złoczyńcy, człowieka z bardzo złymi intencjami, szczególnie wobec Polaków. W tym czasie nawet wypowiadanie słowa ‘Ukrainiec’ było dla wielu Polaków, również tych życzliwie nastawionych do tego narodu, pewną niezręcznością.

Gdzieś w świadomości tkwiło poczucie, że mówiąc o kimś „Ukrainiec”, można tego kogoś urazić. Do tego doprowadziła propaganda. W takich warunkach, na początku troszeczkę w środowiskach opozycyjnych, ale to też dopiero w latach 80., zaczął się pojawiać temat ukraiński i stosunków polsko-ukraińskich. Oczywiście aktywnie zajmowało się tym środowisko paryskiej „Kultury”, jednak jeśli chodzi o środowisko kościelne i cerkiewne, to Rzym był właśnie takim ważnym ośrodkiem. (…)

Rzym, 10 października 2019 r. Ks. mitrat Stefan Batruch, laureat Nagrody Człowiek Dialogu Polsko-Ukraińskiego | Fot. Associazione Religiosa „Santa Sofia”

Z czasem coraz bardziej docierało do naszej świadomości, że spotkanie przedstawicieli Episkopatu Polski i Synodu Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, które miało miejsce w Rzymie w 1987 roku w dwóch kolegiach – polskim i ukraińskim – było wydarzeniem przełomowym. (…)

I zaczęliśmy zadawać sobie pytanie – jak do tego doszło? Czy to wydarzenie w 1987 roku było czymś zupełnie spontanicznym?

Obfitowało w wiele symboli jak na wydarzenie spontaniczne.

Niewiele było wiadomo o kulisach tego spotkania. Wiedzieliśmy, że odbyło się z inspiracji Jana Pawła II, ale dlaczego? Skąd u niego wzięło się takie przekonanie, że trzeba to zainicjować? Że to spotkanie musi się odbyć? Na pewno to Jan Paweł II przekonał zarówno Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa, jak i kardynała Myrosława Iwana Lubacziwskiego, by do tego spotkania doszło, bo z wypowiedzi i wystąpień prymasa Glempa i zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, które się zachowały, widać, że to było bardzo spontaniczne. Nawet do pewnego stopnia, jakby to było nie do końca przygotowane, ale ważne wydarzenie.

Jego owocem było Wasze spotkanie w roku 2017?

Tak. Kapituła Pojednania Polsko-Ukraińskiego nagradza przedstawicieli różnych dziedzin – historyków, środowiska artystyczne, filmowe, ale też instytucje. Wtedy pojawił się pomysł, już bardziej w środowisku związanym z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim i Katedrą Aksjologii Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego z prof. Markiem Melnykiem na czele, żeby zacząć nagradzać osoby niekonieczne duchowne, ale z wykształceniem teologicznym. Bo dialog między narodami wymaga również pogłębionej refleksji teologicznej, by zrozumieć, dlaczego dialog i pojednanie są ważne i potrzebne. Pomysłodawcom zależało na tym, by zejść z poziomu politycznego, czy wręcz upolitycznionego, do wymiaru duchowego. Przecież ten dialog jest ważny także ze względu na wspólne korzenie chrześcijańskie Polaków i Ukraińców. Jest to zresztą przesłanie czysto ewangeliczne, które powinno być przedmiotem refleksji teologicznej czy filozoficznej.

Wtedy też zaczęliśmy coraz mocniej odczuwać, że spotkanie w 1987 roku było konsekwencją czegoś, co musiało się odbyć wcześniej. Jednak nie mieliśmy danych, by to zrozumieć. W międzyczasie, po spotkaniu w Papieskim Instytucie Studiów Kościelnych okazało się, że światło dzienne ujrzały zdjęcia ilustrujące wydarzenia sprzed lat.

I czego się dowiedzieliśmy? Otóż już w latach 60. w tymże Papieskim Instytucie Studiów Kościelnych spotykali się Zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego kardynał Josyf Slipyj i Metropolita Krakowski arcybiskup Karol Wojtyła.

Spotkali czy spotykali? To było jednorazowe wydarzenie?

Właśnie okazuje się, że nie było jednorazowe. Mało tego, osobą, która w jakiś sposób koordynowała współpracę między nimi, był dominikanin Feliks Bednarski. To ciekawa postać. Był on również związany z Lublinem. Niedługo po II wojnie światowej był kierownikiem Katedry Etyki na Wydziale Filozoficznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i w momencie, gdy przeszedł do Rzymu, Katedrę Etyki przejął późniejszy metropolita krakowski arcybiskup Karol Wojtyła. Znali się osobiście.

Co się okazuje? Również kardynał Josyf Slipyj, gdy po powrocie z Syberii, gdzie spędził 18 lat, został zmuszony do wyjazdu do Rzymu, stworzył tam środowisko swoich konsultantów, z którymi omawiał wiele kwestii dotyczących sytuacji kościelnej i międzynarodowej. Wśród tych zaufanych osób był również właśnie dominikanin prof. Feliks Bednarski. Pełnił on zatem rolę swego rodzaju łącznika. Okazuje się ponadto, że to prof. Feliks Bednarski wysunął propozycję współpracy teologów i filozofów słowiańskich, w szczególności polskich i ukraińskich. Jak świadczą zachowane pisma i listy – kardynał Slipyj i kardynał Wojtyła poparli tę inicjatywę. To pokazuje, że ta współpraca zaczęła się wcześniej niż w latach 80.

Oni poznali się bliżej nieprzypadkowo. To też rzuca światło na inne fakty.

Zwróćmy w tym kontekście uwagę, że Wojtyła, wykonując pewne gesty, nie działał nieprzemyślanie, bez przygotowania. Doskonale obrazuje to przykład sytuacji, gdy został wybrany na papieża i kardynałowie klękali przed nim w geście wierności. Przed dwoma hierarchami – kardynałem Stefanem Wyszyńskim i kardynałem Josyfem Slipyjim papież Jan Paweł II wstał z tronu.

Rzym, 10 października 2019 r., ks. Stefan Batruch zasadza oliwkowe drzewko „pojednania” w ogrodzie cerkwi-soboru Świętej Sofii (Mądrości Bożej) | Fot. Associazione Religiosa „Santa Sofia”

Z jednej strony świadczyło to o pewnych więziach między nimi, ale również o tym, że był to gest, którego wobec innych kardynałów jednak nie wyraził. Było to bardzo ważne i znamienne. Ten gest został zauważony, ale nie był rozumiany. Może jeśli chodzi o kardynała Wyszyńskiego, był to gest wówczas bardziej czytelny, ale wobec Slipyja nie. Dlaczego to zrobił?

Dziś już wiemy dlaczego?

Okazało się to o wiele później, gdy światło dzienne ujrzał protokół ze spotkania z Radą Główną Episkopatu Polski na Jasnej Górze podczas pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski w 1979 roku. Tam w wypowiedzi skierowanej do obecnych (złożone z siedmiu biskupów ciało było de facto „rządem” polskiego Kościoła) wspomniał m.in. o tym, że pierwszą osobą, z którą się spotkał – niecały miesiąc po wyborze na papieża – był właśnie kardynał Slipyj. (…)

Okazuje się, że w relacjach polsko-ukraińskich, na tej najwrażliwszej płaszczyźnie, czyli dialogu, strona kościelna zrobiła więcej, niż udało się zrobić politykom.

Trudno tutaj porównywać, ale na pewno ze strony Kościoła jest wola szukania płaszczyzn porozumienia. Oczywiście działania te natrafiają na pewne trudności. To nie jest tak, że ten dialog idzie gładko, bez przeszkód. Zresztą porozumienie nie może być aktem jednorazowym. Przecież dotyczy całych społeczeństw.

Społeczeństwo składa się z jednostek, które są bardzo różnorodne i jedni szybciej, inni wolniej przyjmują pewne apele związane z tym, że trzeba szukać tego, co łączy i bardziej na nie kłaść akcenty niż na to, co dzieli. Trzeba szukać jakiejś możliwości, by uwolnić się od negatywnych emocji związanych z przeszłością.

Ale właśnie w Kościele to się wydarzyło. To kardynał Lubomyr Huzar, witając w 2001 roku we Lwowie papieża Polaka, powiedział: „Może się to wydać dziwne, niezrozumiałe i niewłaściwe, że w tej właśnie chwili, gdy Ukraiński Kościół Greckokatolicki zaznaje tak wielkiej chwały, uznajemy także, iż w ubiegłowiecznej historii naszego Kościoła były też chwile mroczne i duchowo tragiczne. Stało się tak, że niektórzy synowie i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wyrządzali zło – niestety świadomie i dobrowolnie – swoim bliźnim z własnego narodu i z innych narodów. W twojej obecności, Ojcze Święty, i w imieniu Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego pragnę za nich wszystkich prosić o przebaczenie Boga, Stwórcę i Ojca nas wszystkich, oraz tych, których my, synowie i córki tego Kościoła, w jakikolwiek sposób skrzywdziliśmy. Aby nie ciążyła na nas straszliwa przeszłość i nie zatruwała naszego życia, chętnie przebaczamy tym, którzy w jakikolwiek sposób skrzywdzili nas. Jesteśmy przekonani, że w duchu wzajemnego przebaczenia możemy spokojnie przystąpić do wspólnego z Tobą sprawowania tej Eucharystii, ze świadomością, że w ten sposób wstępujemy ze szczerą i mocną nadzieją w nowe i lepsze stulecie”.

Ważne jest też to, co powiedział we Lwowie Ojciec Święty: „Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności”. Ten akt się dokonał. Akt, o którym w przestrzeni politycznej mówi się nieustannie, oczekując wciąż na nowo próśb o przebaczenie. A to się w Kościele wydarzyło.

Nie zauważa się tego aktu bądź politycy może nawet o nim nie wiedzą.

Cały wywiad Wojciecha Pokory z ks. Stefanem Batruchem pt. „Dla tego dialogu nie ma alternatywy” znajduje się na ss. 10 i 11 listopadowego „Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Wywiad Wojciecha Pokory z ks. Stefanem Batruchem pt. „Dla tego dialogu nie ma alternatywy” na ss. 10 i 11 listopadowego „Kuriera WNET”, nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Pięciu Braci Polskich. Autor oprawy plastycznej spotkania Polska pod Krzyżem o tworzeniu wizerunków polskich świętych

W nocy 10 listopada 1003 r., w trakcie wspólnej wieczornej modlitwy zostali napadnięci i zamordowani ciosami mieczów i oszczepów. Napastnicy nie znaleźli przy ofiarach żadnego srebra ani pieniędzy…

Andrzej Karpiński

Wizerunek św. Pięciu Braci Polskich, który wykonałem dla fundacji Solo Dios Basta do projektu modlitewnego Polska pod Krzyżem. (…) Była to jedna z najbardziej pracochłonnych prac graficznych, gdyż miała zawierać aż pięć portretów.

Chciałem znaleźć kompromis pomiędzy istniejącymi wizerunkami, do których wierni są już przyzwyczajeni, a rzeczywistym wyglądem braci, wynikającym z opisów biograficznych.

Wizerunek św. Pięciu Braci Polskich wykonany przez Andrzeja Karpińskiego dla fundacji Solo Dios Basta jako część oprawy plastycznej akcji modlitewnej Polska pod Krzyżem

Znajdujące się w kościołach lub w archiwach wizerunki postaci w formie grafik lub obrazów w większości przedstawiają Braci jako starców z brodami. Niestety nie jest to zgodne z opisami historycznymi, a przede wszystkim z wiekiem braci, z których najstarszy w momencie śmierci miał 63 lata, a najmłodszy – 23. Większość, dostępnych opracowań przedstawiało Pięciu Braci w momencie śmiertelnego napadu rabunkowego, a nie o takie przedstawienie graficzne chodziło. Dodatkowym wymogiem organizatorów akcji Polska pod Krzyżem było, aby wszystkie wizerunki były komponowane w pionie. To niezwykle utrudniało zmieszczenie pięciu mężczyzn w kompozycji.

Po długich przemyśleniach i poszukiwaniach inspiracji podjąłem decyzję, że zbuduję własną kompozycję, ale na podstawie obrazu autorstwa Stefana Chmiela z 1960 roku, wyeksponowanego w kościele kamedułów w Bieniszewie. Podobał mi się w tym obrazie ogólny układ postaci oraz gesty braci świadczące o uniesieniu modlitewnym. Cennym wzorcem był także wygląd białych habitów kamedulskich. Aby dwie postacie znajdujące się z tyłu były widoczne, należało je przedstawić w pozycji stojącej. Natomiast pozostałe trzy postacie, z przodu – w pozycji klęczącej. Taka kompozycja świadczy o momencie rozpoczęcia lub zakończenia modlitwy. Dodatkowo zakonnicy w trakce modlitwy powinni mieć nałożone kaptury, które jednak uniemożliwiałby prezentację twarzy. Zatem przedstawienie nie wszystkich braci w kapturach i w pozycji klęczącej było uzasadnione, gdyż ich modlitwa właśnie została przerwana napadem.

Wszystkie twarze i całe głowy opracowałem zgodnie z wiekiem męczenników oraz z ówczesnymi fryzurami i zarostem. Ponieważ grafika miała być powiększana drukiem wielkoformatowym, musiała być wykonana w wysokiej rozdzielczości. Dlatego dobierając poszczególne części twarzy: oczy, nosy, usta, zwracałem uwagę na ich wyrównaną jakość techniczną, chociaż stojący z tyłu św. Jan i św. Mateusz mogli mieć twarze mniej wyraziste. Najstarszy ze św. Braci, 63-letni benedyktyn Jan, urodził się w 940 r. w Wenecji. Z opisów biograficznych wynika, że nosił na twarzy głębokie blizny po ospie i miał uszkodzone oko. Z tego powodu, jako jedyny z braci, ciągle nakrywał głowę kapturem. Pozostali byli dużo młodsi.

Benedyktyn Benedykt, urodzony w Benewencie w 970 r., miał w dniu śmierci 33 lata. Natomiast pochodzący z okolic Międzyrzecza benedyktyni Izaak i Mateusz mieli po 28 lat. Najmłodszy z braci, Krystyn, pełniący w klasztorze funkcję sługi i kucharza, miał zaledwie 23 lata. Młodzi ludzie! Cała trójka Polaków pochodziła najprawdopodobniej z okolicznych książęcych rodów.

Uważałem zatem, że mimo zobowiązania do pustelniczego trybu życia, wszyscy bracia powinni wyglądać schludnie i należy ich przedstawić z zadbanymi fryzurami i zarostem. (…)

Świętych Pięciu Braci Polskich – inspiracje | Fot. A. Karpiński

Kult męczenników rozpoczął się już od ich pogrzebu, na który przybył biskup poznański Unger. Rok później, w 1004 r., papież Jan XVIII zaliczył pustelników w poczet świętych męczenników Kościoła, a kult został zatwierdzony przez papieża Juliusza II w 1508 roku.

Przy tej okazji warto przypomnieć, że Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest świętem zmarłych, ale radosnym dziękczynieniem za wszystkich, którzy osiągnęli stan świętości i trafili do nieba. W tym dniu zwracamy uwagę także na tych, którzy wiedli święte życie w ukryciu, lecz nie zostali kanonizowani. Tego dnia naszym obowiązkiem jest uczestnictwo przede wszystkim w Mszy Świętej. Natomiast wyznaczony już w 988 r. przez opata benedyktyńskiego Odylona dzień Wszystkich Wiernych Zmarłych (zwany Dniem Zadusznym, Zaduszkami lub Świętem Zmarłych) Kościół obchodzi 2 listopada! Wtedy dopiero należy odwiedzać groby bliskich, by przy nich modlić się za zbawienie ich dusz.

Cały artykuł Andrzeja Karpińskiego pt. „Świętych Pięciu Braci Polskich” można przeczytać na s. 8 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Andrzeja Karpińskiego pt. „Świętych Pięciu Braci Polskich” na s. 8 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Manosfera. Czy ruch zbuntowanych mężczyzn przejmie rolę feminizmu? / Łukasz Burzyński, „Kurier WNET” nr 65/2019

Feministki nie garną się do oddania monopolu na rolę ofiary w opresyjnym społeczeństwie. Mężczyźni w narracji lewicowej kojarzeni są z patriarchatem i z założenia mają się jawić jako źródło opresji.

Łukasz Burzyński

Manosfera – miejsce nowej rewolucji?

Twórca ruchów męskich

Druga połowa lat 60. ubiegłego wieku. Warren Farrell przeprowadza się wraz z żoną Ursulą do Nowego Jorku, gdzie dołącza do Międzynarodowej Organizacji na Rzecz Kobiet. W organizacji feministycznej zajmuje bardzo wysokie stanowiska, aż czterokrotnie zostaje wybrany na jej przewodniczącego w USA. Staje się ulubieńcem feministek.

Wspominał później: „Bez przerwy pytały mnie :»Jak możemy cię sklonować?« Na imprezach przyprowadzały do mnie swoich mężów i chciały, żebym nauczył ich, jak mają się zachowywać”. Farrell rzeczywiście był wymarzonym mężem – kochającym i wspierającym żonę w karierze matematyczki, pracownicy IBM. Oboje chętnie pozowali do zdjęć. Na jednym z najbardziej znanych Warren zajmuje się przygotowaniem posiłku, a Ursula czyta gazetę, co na tamte, jeszcze mocno patriarchalne czasy, było obrazem rzadkim. Po dziesięciu latach małżeństwo rozpadło się. Sam Farrell tak o tym opowiadał: „Zapytałem ją kiedyś, z jakim mężczyzną by się związała, gdybym umarł. Odpowiedziała, że obecnie łączy ją więź z kolegą z pracy. Wtedy wziąłem głęboki oddech”. Innym razem na pytanie, czy wolałaby mężczyznę o wysokim statusie społecznym i mocnym charakterze, pod warunkiem, że zostałaby w domu, czy mężczyznę równego jej statusem, odpowiedziała, że tego pierwszego – czym miał być głęboko zawiedziony.

Jak sam twierdzi, po rozstaniu z Ursulą doszedł do wniosku, że społeczeństwo zajmuje się tylko kobietami, powstaje dużo badań i prac naukowych o tym, jakie są one pokrzywdzone, a nie wspomina się o krzywdzie mężczyzn.

Następnie napisał serię książek o sytuacji mężczyzn we współczesnym świecie, m.in. Mit męskiej władzy, Czy feminizm dyskryminuje mężczyzn?. Dziś uznaje się go za „ojca ruchu mężczyzn”, który od czasu jego pierwszych manifestów ewoluował w różne odłamy – od mizoginistycznych po takie, które utożsamiają się z ideą feminizmu.

Pokrótce o ruchu mężczyzn

Czym jest ruch mężczyzn? Przede wszystkim kojarzy się ze stowarzyszeniami i fundacjami walczącymi o opiekę nad dziećmi po rozwodach i separacjach. W Polsce działają od lat m.in. Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy, Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca i Dziecka czy Dzielny Tata. Te organizacje śmiało można zakwalifikować do ruchu mężczyzn, choć poruszają się one w wąskim obszarze zagadnień. Można postawić więc tezę, że ruch mężczyzn w życiu społecznym istnieje od dawna.

Od kilku lat na forach internetowych pojawia się jednak zupełnie nowe zjawisko, oparte na aksjomatyce demoliberalnej, czy inaczej rzecz nazywając – emancypacyjnej.

Zjawisko to w zachodnich społeczeństwach zostało naznaczone piętnem faszyzmu, mizoginizmu i wszelakiego zła, choć trzeba uczciwie przyznać, że głosami tych samych osób, które faszyzmem nazywają zgoła wszystko, co nie zgadza się z przyjętą przez nie wizją świata.

Ruch ten jest zróżnicowany. O ile w internecie dominują głosy bardzo niechętne kobietom, o tyle bardziej intelektualne formy ruchu mężczyzn nie sprzeciwiają się nawet feminizmowi trzeciej fali. Jeśli idzie o konkretniejszą definicję, należałoby go zdefiniować jako walkę o… równe traktowanie kobiet i mężczyzn. Mężczyźni, którzy czują się dyskryminowani ze względu na płeć, wprowadzają te zagadnienia do debaty publicznej, głównie online, w tzw. manosferze, czyli luźnym zbiorze ruchów męskich, często powiązanych ze skrajnie prawicowym ruchem określanym ogólnym mianem alt-right. Najbardziej popularne fora to amerykański reddit czy polski wykop. Tworzą także kanały na Youtube, jak MGTOW (polskie: MGTOW Polska lub Radio Samiec), fejsbukowe blogi, jak Men’s Rights (Men’s Rights Polska) czy strony internetowe, np. samczeruno.pl i forum braciasamcy.pl. Definicja ruchu może wskazywać na kolejną roszczeniową grupę społeczną, która szuka powodu, by nazywać się uciśnioną. Dopiero po analizie ich postulatów można dojść do wniosku, że ruch mężczyzn to odpowiedź na feminizm.

Jest albo anarchistycznym (bo nieformalnym i niehierarchicznym) zrzeszeniem przeciw roszczeniowym postulatom tego środowiska kobiet, które zdaje się dyskryminować mężczyzn, albo uzupełnieniem feminizmu w postaci emancypacji mężczyzn, tak jak do tej pory zajmowano się emancypacją kobiet.

W książce The Boy Crisis autorstwa Warrena Farrella i Johna Graya przytoczono badania na temat przedwczesnej śmierci w 20 krajach OECD. Ich wyniki są bezwzględne. Autorzy stwierdzają, że „bycie mężczyzną to obecnie największy czynnik ryzyka przedwczesnej śmierci”. Słowo „obecnie” jest tutaj kluczowe, bo mężczyźni do 50. roku życia są dwukrotnie bardziej niż kobiety narażeni na przedwczesną śmierć; jest to więcej niż podczas II wojny światowej. Z szacunkowych badań Nesse’a wynika, że mężczyźni umierają coraz młodziej. Statystycznie codziennie w USA 150 pracowników ginie podczas wykonywania swojego zawodu, a średnio 92% z tych pracowników to mężczyźni.

Farrell i Gray postawili tezę, że to społeczna rola mężczyzny jest powodem takiego stanu rzeczy. Wpisuje się to oczywiście w lewicową teorię konstruktywizmu społecznego. Autorzy zauważyli, że to, co jest szczególnego w przypadku samobójstw mężczyzn, to rodzaj usprawiedliwienia i sposób samobójstwa, świetnie opisany na przykładzie Brada, uczestnika trzeciej misji w Afganistanie.

Brad wrócił do kraju w 2016 roku z pieniędzmi zapewniającymi jemu i jego rodzinie bezpieczny byt. Podczas wojny został dotknięty zespołem stresu pourazowego (PTSD) i po powrocie nie mógł odnaleźć się w rodzinie. Pewnego dnia wręczył żonie kwiaty, a dzieciom kupił najnowszy model PlayStation. Pożegnał się z żoną i wsiadł do starszego z dwóch samochodów rodzinnych, mówiąc, że jedzie na zakupy. Popędził krętą szosą i „wypadł” z niej na zakręcie nad przepaścią. Żona Brada przyznała później, że w momencie pożegnania była świadoma, co się może stać. Powiedziała: „gdy puszczały mu nerwy, zwykle mawiał, że nie jest wart więcej niż polisa na życie”. Upozorował wypadek samobójczy, by rodzina mogła dostać odszkodowanie, gdyż nie traktowano tego jako samobójstwa.

Podobnie bywa w większości przypadków samobójstw mężczyzn. Wielu z nich jest przekonanych, że więcej korzyści przyniosą swojej rodzinie martwi. Decydując się na zakończenie życia, bardziej niż o sobie myślą o tym, by na ich pieniądzach skorzystali najbliżsi.

Badania pokazują, że mężczyźni czują presję posiadania środków finansowych na utrzymanie siebie i rodziny, a ci ubożsi uważają się za bezwartościowych.

Podczas kryzysu finansowego w badanych krajach na każde 100 samobójczyń przypadało 154 samobójców. W 2015 roku, zaliczanym do okresu stabilności finansowej, na 100 samobójczyń przypadało już blisko 350 samobójców płci męskiej.

Autorzy książki zwracają uwagę na inny problem mężczyzn, głównie młodych: bigoreksję, czyli przesadną dbałość o własny wygląd. Przytoczyli przykład Jonathana, którego brat był mistrzem zapasów w szkole średniej. Kolega z drużyny miał porównać braci do tytułowych bohaterów filmu Bliźniacy z Arnoldem Schwarzeneggerem (zbliżonego wyglądem do brata Jonathana) i Dannym DeVito (tym miał być Jonathan). Jonathan robił więc wszystko, by już nigdy nie być postrzeganym jako niski słabeusz. Zaczął obsesyjnie trenować i przyjmować suplementy, później brać sterydy, a wkrótce ich nadużywać.

Sfeminizowane i dyskryminujące społeczeństwo?

Ktoś może zauważyć, że jako społeczeństwo zmagamy się z pewnym problemami cywilizacyjnymi i nie ma co dzielić ich na męskie i kobiece. Jednak prawdą jest, że wiele mówi się o nierównościach płacowych, parytetach płci, „kulturze gwałtu”, społecznej pozycji kobiet czy o ich – niekiedy absurdalnych – roszczeniach. Milczy się zaś o problemach płci męskiej.

Ruch mężczyzn zwraca uwagę na mało w Polsce znane pojęcie ginocentryzmu. Ginocentryzm to koncentracja społeczeństwa na płci żeńskiej i umniejszanie wartości mężczyzn.

W roku 2016, podczas tzw. czarnych protestów, posłanka Scheuring-Wielgus krzyknęła przez pomyłkę słynne zdanie „Dość dyktatury kobiet!”. Paradoksem jest, że w tym zdaniu nie ma już nic śmiesznego, bo pracuje się nie nad poprawą obecnego prawa, ale nad pogłębieniem dyskryminacji mężczyzn. Lewicowe partie w Polsce domagają się zniesienia domniemania niewinności w przypadku tzw. przemocy wobec kobiet. Mężczyzna oskarżony przez kobietę o przemoc byłby z urzędu skazywany na wyrzucenie z domu i izolację od dzieci, a nawet areszt. Takie prawo istnieje już w Hiszpanii, gdzie dochodzi do tego, że kobiety wzywają policję w przypadku większej sprzeczki, a mężczyzna nie ma szans się obronić. Należy też wspomnieć, że mężczyźni za identyczne przestępstwa jak popełnione przez kobiety dostają niemal zawsze wyższe kary. System zdecydowanie sprzyja kobietom także w kwestii podzielności majątku porozwodowego czy prawa do dzieci, nawet w przypadkach, gdy istnieje prawdopodobieństwo, że matka je zaniedbuje.

Badania (autorstwa Tindera) wskazują, że blisko 80% mężczyzn jest klasyfikowanych przez kobiety poniżej średniej atrakcyjności! To znaczy, że zdecydowana większość kobiet musi zadowolić się kimś, kogo ma za „mniej niż przeciętnego”. W konsekwencji kobiety mniej cenią swoich partnerów, a te bardziej niezadowolone częściej występują z pozwami o rozwód, co potwierdzają statystyki. W kwestii wartościowania partnerów warto dodać, że badania potwierdzają roszczeniową postawę kobiet w Polsce: „mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu i 6 tys. zł pensji” (cytat z jednego z portali opiniotwórczych), a atrakcyjniejsi dla nich są partnerzy z krajów zachodnich i egzotycznych.

„Geniusz” feminizmu polega na tym, że nawet nie-feministki i znaczna część mężczyzn przyjmuje narrację ginocentryczną.

Incele

Najjaskrawszym odłamem ruchu mężczyzn jest Incel. Termin ‘incel’ pochodzi z połączenia dwóch angielskich słów involuntary celibates – niedobrowolny celibat. Incele to członkowie internetowej subkultury, którzy definiują siebie jako niezdolnych do podjęcia romantycznego lub seksulnego partnerstwa. Przez intelektualistów nowolewicowych ich postulaty nazywane są użalaniem się nad sobą, standardowym rasizmem i faszyzmem, mizoginizmem, a nawet mizantropią, a opis ich działalności internetowej w lewicowo-liberalnej prasie polega na wyciąganiu z kontekstu obraźliwych komentarzy wobec kobiet i kategoryzowaniu inceli jako nienawistników.

Incele są przez neolewicowców błędnie charakteryzowani jako społeczność konserwatywna. Jednak uważają oni, że rozwiązłość seksualna jest zjawiskiem naturalnym i domagają się „sprawiedliwej dystrybucji” seksu, co w środowiskach konserwatywnych jest nie do przyjęcia. Z kolei nietrudno wyobrazić sobie, że w programie co bardziej postępowych partii lewicowych znalazłby się zapis o refundacji seksu dla 80% mężczyzn i 22% kobiet, opatrzony podanym wyżej wynikiem badań. Ba! Pomysł usuwania nierówności w dostępie do seksu nie jest czymś nowym nawet w Polsce. W 2013 r. jeden z posłów Ruchu Palikota, Armand Ryfiński, wypowiedział się m.in. w programie „Młodzież kontra”, iż jego ugrupowanie popiera pomysł refundowania – dosłownie – „talonów na prostytutki dla osób chorych i niedołężnych”. Jest to więc postulat oparty na aksjologii lewicowego materializmu, bazującego na dogmatach oświeceniowych, w żadnym wypadku konserwatywnych.

Incele to niechciane dziecko aksjologicznego porządku myśli lewicowej – tj. wyzwolenia seksualnego i równej redystrybucji. Dlaczego niechciane? Przede wszystkim – na lewicy siedzą już feministki, które nie garną się do oddania komukolwiek monopolu na rolę ofiary w opresyjnym społeczeństwie. Z drugiej strony, mężczyźni w narracji lewicowej kojarzeni są z patriarchatem, więc z założenia mają się jawić jako źródło opresji, nie jej ofiara.

Doskonały dżentelmen

Brak akceptacji społecznej, ale także empatii ze strony współideowego mainstreamu pcha młodych mężczyzn w kierunku ekstremizmu i terroryzmu.

„Bunt prawiczków” rozpoczął 22-letni Elliot Rodger – syn hollywoodzkiego reżysera. Wieczorem 23 maja 2014 r. w Isla Vista w Santa Barbara w Kalifornii zadźgał on nożem dwójkę swoich współlokatorów i ich kolegę. Następnie wsiadł do swojego bmw i pojechał do Starbucksa, gdzie zamówił kawę i wysłał wideo zatytułowane „Zemsta” na swój kanał na Youtube, a także e-mail do swojej psychoterapeutki, z 141-stronicowym manifestem o tytule Mój pokręcony świat. Kilka minut po wysłaniu e-maila Elliot zapukał do drzwi żeńskiego akademika. Nikt mu nie otworzył, więc wyjął pistolet i zaczął strzelać do przechodzących dziewczyn. Zabił dwie studentki. Znów wsiadł do bmw, ostrzelał kawiarnię, zastrzelił chłopaka, jadąc pod prąd taranował pieszych, strzelał do ludzi. W końcu przystawił sobie pistolet do głowy i pociągnął za spust. Oprócz siebie zabił 6 osób i ranił 14.

Elliot już wcześniej wysyłał szereg sygnałów alarmowych, np. deklarację „wojny przeciwko kobietom za to, że odmówiły mu seksu”; jednak nikt nie spodziewał się, że może dopuścić się masowego morderstwa. Wspomniany manifest „Mój pokręcony świat” zawiera opis jego życia, jego relacji z ludźmi, a przede wszystkim z dziewczynami. Film „Zemsta” wyjaśnia jego pobudki; oto fragment: „To niesprawiedliwe. Wy, dziewczyny, nigdy nie czułyście do mnie pociągu. Nie wiem, dlaczego wy, dziewczyny, nie czujecie do mnie pociągu, ale ukarzę za to każdą z was. To niesprawiedliwość, zbrodnia, ponieważ nie wiem, dlaczego nic we mnie nie widzicie. Jestem doskonały, a mimo to rzucacie się na tych wszystkich ohydnych facetów zamiast na mnie, doskonałego dżentelmena. Ukarzę was za to… [śmiech]. (…) Dziewczyny, jedyne, czego chciałem, to kochać was i być przez was kochanym. Chciałem mieć dziewczynę. Chciałem seksu. Chciałem miłości, czułości, adoracji. Myślicie, że nie jestem tego wart. To zbrodnia, której nie można wybaczyć. Skoro nie mogę was mieć, dziewczyny, zniszczę was… [śmiech]. Odmówiłyście mi szczęśliwego życia, w zamian ja odmówię życia wam. [śmiech]. Tylko tak jest sprawiedliwie”.

Elliot Rodger został potępiony przez wszystkie główne media w USA, jednak stał się idolem młodych mężczyzn na forach dla inceli. Co ważne, wcześniej latami uczestniczył w ich internetowych dyskusjach. Niedługo okazało się, że po masakrze w Isla Vista dokonano jeszcze aż sześciu zamachów z podobnych co Elliot powodów, a niektórzy sprawcy odwoływali się do ich prekursora. Trzy zamachy miały miejsce w zeszłym (2018) roku (Parkland w święto zakochanych, Toronto i Tallahassee), a ostatni w sierpniu tego (2019) roku (Dayton).

Mężczyźni podążający własną drogą

Jednak ruch mężczyzn to nie tylko młodzi, pogrążeni w ekstremizmie incele. To także mężczyźni po przejściach z kobietami, którzy twierdzą, że idealistyczne podejście do kobiet, do instytucji małżeństwa i roli społecznej mężczyzn jest dla nich krzywdzące. Mowa jest o ruchu MGTOW, akronimu utworzonego od słów Men Going Their Own Way (Mężczyźni obierający własną drogę): „MGTOW to antyfeministyczna, głównie internetowa społeczność, która zaleca mężczyznom oddzielenie się od społeczeństwa, które uważają za szkodliwe dla mężczyzn, a szczególnie unikania małżeństwa i współżycia heteroseksualnego. Społeczność występuje pod postacią stron internetowych i obecności w mediach społecznościowych w ramach tego, co jest szerzej nazywane manosferą. MGTOW dąży do skoncentrowania się na sobie samym, a nie na zmianie status quo poprzez aktywizm i protesty, co dla członków jest odróżnieniem ich od ruchu na rzecz praw mężczyzn”. (Wikipedia anglojęzyczna; polskojęzycznego odpowiednika tego hasła nie ma).

Można wyróżnić różne poziomy zaangażowania MGTOW: od samej świadomości tego, jak funkcjonuje sfeminizowane społeczeństwo, poprzez odrzucanie związków (np. „strajki małżeńskie”) po bierność gospodarczą i społeczną.

Społeczność MGTOW uważa, że istnieje systemowa, gynocentryczna stronniczość wobec mężczyzn, w tym podwójne standardy w roli płci, uprzedzenia wobec mężczyzn w sądach rodzinnych, brak troski o mężczyzn fałszywie oskarżonych o gwałt i brak konsekwencji prawnych dla ich oskarżycieli.

Szczególnie w Polsce MGTOW podkreśla problemy fałszywych oskarżeń o ojcostwo, które prowadzą do wyłudzania alimentów. W Polsce, żeby udowodnić ojcostwo, należy pobrać próbki DNA ojca, dziecka i… matki, na co ta ostatnia lub prokuratura może nie wyrazić zgody. Mężczyźni zwracają także uwagę na przemoc w rodzinach, przede wszystkim na fakt, że kobiety bardzo często stosują przemoc psychiczną w postaci manipulowania czy tzw. „cichych dni”. Te ostatnie zachowania kobiet są w społeczeństwie uznawane nie tylko za normę, ale nawet „urok kobiet” (sic!).

Pisząc o polskiej manosferze, nie wypada nie napisać o forum braciasamcy.pl, własności Marka Kotońskiego, youtubera (twórca kanału Radio Samiec) i autora kilkunastu książek o relacjach damsko-męskich, w tym m.in. Kobietopedia czy Co z tymi kobietami?. Jak stanowi 11. punkt regulaminu forum, „Czynny udział w dyskusjach na Forum mogą brać jedynie mężczyźni, kobiety mogą zamieszczać posty w wydzielonym dziale Rezerwat”.

Forum skupia ponad 7 tysięcy kont. Regularnie korzysta z niego około 500 użytkowników dziennie. O czym piszą forumowicze? Udzielają sobie porad, rozmawiają o swoich relacjach, seksie, bójkach, pieniądzach, problemach alimentacyjnych, środowiskowych, zdrowotnych i rodzinnych. Pojawiają się czasem zgryźliwe komentarze na temat kobiet, jednak zarówno regulaminowo, jak i w praktyce obrażanie jest zabronione i karane banicją. Forumowicze nie są też incelami.

Wojna płci – koniec czasów

Nowa lewica w swoich filozoficznych założeniach podważa monogamię jako metodę życia. Poligamia/poligynia towarzyszyła ludzkości przez wieki; jest naturalna wśród niektórych zwierząt, np. goryli. Wkraczamy tutaj w sferę barbarzyńskiej siły fizycznej, w której zwycięża najsilniejszy.

Nauka dowiodła, że społeczeństwa monogamiczne są dużo mniej konfliktowe niż te, które opierają się na walce o zaspokojenie potrzeb seksualnych. Zmieniające się wzorce kulturowe nie napawają więc optymizmem.

Zamęt, w którym jednostki nie potrafią identyfikować się z wzorcem społecznym, mogą doprowadzić do nieprzewidywalnych konsekwencji. Już dzisiaj widzimy w mężczyznach niechęć do obciążania się małżeństwem i rodzicielstwem; tym bardziej nie sprzyja temu pewność, że w razie problemów zostaną oni przez partnerki puszczeni z torbami.

Od lat konserwatyści powtarzają, że świat nieskończonej emancypacji runie. Jeśli mają rację, to czy początkiem rewolucji będzie manosfera?

Artykuł Łukasza Burzyńskiego pt. „Manosfera – miejsce nowej rewolucji?” można przeczytać na s. 15 listopadowego „Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Łukasza Burzyńskiego pt. „Manosfera – miejsce nowej rewolucji?” na s. 15 listopadowego „Kuriera WNET”, nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Thomas: Ludzie w Wielkiej Brytanii mają dosyć elit medialnych i rządzących, które cały czas im mówiły, że są głupi

David Thomas o wyniku zdecydowanym zwycięstwie torysów w przedterminowych wyborach w UK, porażce Jeremy’ego Corbyna, restrukturyzacji brytyjskiej gospodarki i zmęczeniu Brytyjczyków ich elitami.


David Thomas o przedterminowych wyborach w Wielkiej Brytanii, gdzie wygrała Partia Konserwatywna z Borisem Johnsonem na czele. Zdobyła 368 mandatów. Drugie miejsce zajęła Partia Pracy, która wprowadzi do Izby Gmin 191 przedstawicieli. To wielki sukces konserwatystów.

Był mrożony proces demokratyczny w Wielkiej Brytanii przez wyborami. Rząd będzie mógł prowadzić kraj dalej.

Nasz gość mówi, iż bez tych wyborów demokracja w Wielkiej Brytanii nie byłaby efektywna. Izba Gmin może w końcu zacząć normalnie działać. Podkreśla, że torysi zdobyli więcej procent głosów niż dotychczasowych rekordzista Edward Heath, który zastąpił premiera z ramienia laburzystów Harolda Wilsona w 1970 r. Oznacza to, że obecny rząd ma wyjątkowo mocny mandat społeczny.

Ludzie w Wielkiej Brytanii mają dosyć elit medialnych i rządzących, które cały czas im mówiły, że są głupi i powinni ich słuchać.

Thomas widzi przyczyny takiego wyniku w zmęczeniu Brytyjczyków ich elitami. Wskazuje również na słabość kampanii laburzystów kierowanych przez Jeremy’ego Corbyna. Ten ostatni wynik wyborów uznał za swoją osobistą porażkę i zrezygnował z dalszego kierowania  Partią Pracy. Gość „Poranka WNET” podkreśla, że:

[Corbyn] prowadził kampanię językiem marksistów.  To był język sprzed stu lat.

Przywódca laburzystów wypowiadał się tak, jakbyśmy wciąż żyli w czasach drugiej rewolucji przemysłowej, a nie czwartej.

Jest jasne, że biznesmeni i wszystkie rynki kapitałowe potrzebują jeden j rzeczy i to jest pewność, przez ostatnie trzy lata jej nie było.

Obecnie, jak mówi przewodniczący Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej, gospodarka brytyjska będzie musiała przejść restrukturyzację, by przygotować się do funkcjonowania poza Unią Europejską. Także ta ostatnia musi przygotować się gospodarczo na Brexit. Podkreśla, że „nie będzie łatwo, będzie ból”.

Stwierdza, że wybory w czwartek to tradycja. Mówi o sposobie liczenia głosów, który jest bardzo przejrzysty. Specyficzne jest także ogłaszanie wyników wyborów. Wszyscy kandydaci z okręgu stają razem na scenie, gdzie ogłaszane jest, który z nich dostał się do parlamentu.

Byłem tutaj w trakcie stanu wojennego, pomagałem rodzinie żony.

Thomas mówi również o swoich wspomnieniach związanych z dzisiejszą rocznicą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Machura: Mówią, że Jeremy Corbyn ma bardzo silne trockistowskie poglądy. Część lewicowców nie jest w stanie go poprzeć

Tomasz Machura o wyborach w Wielkiej Brytanii, ty, jaka jest ich stawka i czemu poglądy Jeremy’ego Corbyna nie są akceptowane nawet przez część jego własnej partii.

Tomasz Machura mówi o wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii, które odbywają się w czwartek. Żaden z komentatorów nie pragnie przewidywać, kto mógłby je wygrać. Albowiem Partia Konserwatywna i Partia Pracy „szły łeb w łeb” w przedwyborczym wyścigu.

To pierwsze wybory naprawdę przełomowe. Przedstawione są dwie radykalnie różne wizje Wielkiej Brytanii.

Torysi mówią dużo o zakończeniu Brexitu i o budowaniu dynamicznej gospodarki brytyjskiej z niskimi podatkami. Tymczasem Jeremy Corbyn postuluje nacjonalizację kolei i firm energetycznych. Chciałby on upaństwowić firmę będącą dostawcą internetu, by zapewnić obywatelom Wielkiej Brytanii „darmowy” internet. Za ten ostatni Brytyjczycy musieliby zapłacić ze swych podatków, ale jak twierdzą socjaliści, tylko ci bogaci.

Duża część mediów poparła Borisa Johnsona […] mówiąc, że to jedyna szansa by Wielka Brytania zachowała swój status silnej, gospodarki […] zderegulowanej, o niskich podatkach.

Media prawicowe, związane z Partią Konserwatywną poparły w znacznej mierze obecnego premiera. Jeżeli zaś chodzi o media lewicowe i tradycyjnie sprzyjające laburzystom, to jak zwraca uwagę Machura, część z nich poparła Corbyna, ale wiele też zachowało neutralność.

Jeremy Corbyn […] od lat 70. swych poglądów nie zmienił. Ma bardzo silne, jak niektórzy mówią, trockistowskie poglądy.

Poglądy szefa Partii Pracy są nie do zaakceptowanie dla części brytyjskiej lewicy, w tym nawet dla części laburzystów. Jak podkreśla nasz gość:

Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, takich jak ta, gdy 15 posłów Partii Pracy napisało list do swoich wyborców, by tym razem nie głosowali na Partię Pracy.

Socjalistyczni parlamentarzyści stwierdzili wprost, że współrządy ich partii doprowadziłyby Wielką Brytanię do katastrofy. Wśród postulatów Corbyna jest, poza wspomnianą nacjonalizacją, zmuszenie dużych firm brytyjskich, notowanych na giełdzie, by przekazały rządowi 10% swoich akcji, z których dochody mają być przeznaczone na wyrównywanie nierówności społecznych.

Wstępne wyniki wyborów będziemy znać po 22, kiedy ukarze się sondaż exit poll. Do tego czasu media nie mogą podawać cząstkowych wyników wyborów, ani pokazywać głosujących ludzi. Inaczej niż w Polsce, cisza wyborcza w Zjednoczonym Królestwie trwa tylko w czasie samego głosowania.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Waszyngton stara się wykorzystać wszelkie dostępne środki, aby wyrównać szanse w obecnej wojnie handlowej z Pekinem

Wojna ta dotyczy w szczególności deficytu handlowego USA z Chinami, który według amerykańskiego urzędu statystycznego osiągnął poziom 152,2 mld dolarów. Ale tak naprawdę chodzi o wiele więcej.

Peter Zhang

Chińska kradzież amerykańskiej własności intelektualnej kosztuje obecnie od 225 do 600 mld dolarów rocznie.  (…) Co więcej, dziesięciolecia zachodnich wysiłków na rzecz demokratyzacji komunistycznego Państwa Środka – przyznanie mu statusu stałych, normalnych stosunków handlowych, umożliwienie wejścia do Światowej Organizacji Handlu oraz pełnej integracji Pekinu z rynkiem globalnym – okazały się próżnym trudem. Niezrównoważony handel z Chinami jest tylko objawem drapieżnego charakteru chińskiego reżimu. Stany Zjednoczone, opowiadając się za wolnym i uczciwym handlem z Chinami, muszą posłużyć się inną bronią. (…)

Należy pamiętać, że Chiny, które mają 1,3 mld mieszkańców, a Komunistyczna Partia Chin (KPCh), licząca zaledwie 80 mln członków, to nie to samo. KPCh zaimportowała komunizm w latach dwudziestych XX w. i od 1949 roku narzuciła go całemu narodowi. (…)

Politolodzy na ogół zgadzają się, że wszystkie zamknięte społeczeństwa, aby przetrwać, bazują na trzech kluczowych warunkach: 1. kontrolowaniu informacji – w tym rozpowszechnianiu dezinformacji, 2. stosowaniu przemocy w celu utrzymania władzy, a także 3. zmuszaniu mas do zaakceptowania ideologii sprzyjającej władcom. Te trzy warunki okazują się kluczowe dla przetrwania KPCh. (…)

600 mln chińskich internautów żyje wewnątrz internetu sztucznie kontrolowanego chińskim „Wielkim Firewallem”. KPCh wydaje miliardy dolarów na wzmocnienie technologii nadzoru, w tym na skradzione z Ameryki know-how do rozpoznawania twarzy i głosu. Teraz Pekin zmusza Apple Inc. do budowy centrum danych w chmurze w Chinach, aby reżim miał dostęp do informacji o użytkownikach. (…)

W niedawnym zeznaniu przed Senatem USA były urzędnik Departamentu Stanu Ely Ratner zaproponował, aby „Kongres zapewnił środki i nakazał Departamentowi Obrony opracowanie narzędzi umożliwiających obejście chińskiego Wielkiego Firewalla i ułatwienie chińskim obywatelom dostępu do globalnego internetu”. (…) Tego najbardziej obawia się KPCh, ponieważ wolność informacji oznaczać będzie koniec zamkniętego społeczeństwa. (…)

Amerykańska ustawa Magnitskiego z 2016 roku, która zezwala na zastosowanie sankcji wobec obywateli innych krajów, którzy łamali prawa człowieka, także daje Waszyngtonowi pewną przewagę.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że wielu urzędników KPCh przeniosło zarówno swoje aktywa, jak i członków rodziny za granicę, zwłaszcza do Stanów Zjednoczonych.

Wiadomo również, że wielu z tych urzędników KPCh bezpośrednio lub pośrednio uczestniczyło w łamaniu praw człowieka wobec podziemnych wspólnot chrześcijańskich, wobec praktykujących Falun Gong, Tybetańczyków, prawników broniących praw człowieka oraz znanych intelektualistów. Odmawianie tym osobom wjazdu do Ameryki i zamrożenie ich aktywów w Stanach Zjednoczonych za ich zbrodnie byłoby nie tylko rozsądne; byłoby również słuszne w myśl ustawy Magnitskiego. (…)

Być może bardziej skuteczną strategią byłoby ukierunkowanie się na najsłabsze punkty KPCh: strach przed uświadomieniem obywateli poprzez nieocenzurowany internet i sprawiedliwa kara za łamanie praw człowieka zgodnie z amerykańską ustawą Magnitskiego, obejmującą cały świat. W końcu nie chodzi tu o potyczkę z KPCh z powodu samego handlu, lecz o wojnę, która ma zakończyć ustawiczne zdradzanie ludzkości.

Cały artykuł Petera Zhanga pt. „Oswajanie Czerwonego Smoka” można przeczytać na s. 9 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Petera Zhanga pt. „Oswajanie Czerwonego Smoka” na s. 9 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Profesor Marks o kłamstwie klimatycznym, wymieraniu gatunków, braku wody, zmianach w przyrodzie i produkcji CO2

Zachodzące na ziemi zmiany klimatyczne nie są wywołane przez człowieka, a są częścią naturalnego cyklu. W czasie potężnych zlodowaceń na ziemi było 10 razy więcej dwutlenku węgla w atmosferze.


Profesor Leszek Marks, geolog, pracownik Uniwersytetu Warszawskiego mówi o zmianach klimatycznych w dzisiejszym świecie. Mówi, że takie zmiany miały już miejsce w dziejach:

Jak ziemia istnieje od 4,5 miliarda lat, to klimat zawsze się zmieniał, raz szybciej, raz wolniej, ale nigdy to nie było stabilne.

Zmiana klimatyczna, którą obserwujemy od lat, w żadnym wypadku nie jest jedynie wynikiem działań człowieka:

Na pewno wpływ człowieka jest w skali lokalnej, ale przyczyna zmian, które zachodzą, nie tkwi tylko w działalności człowieka. […] Mamy okresy, kiedy takie zmiany następowały, wcale nie w szybszym tempie niż obecnie […] średniowiecze było okresem ciepłym w Europie i był to okres rozkwitu jeżeli chodzi o działalność człowieka, umiejętności, działalność artystyczną […] to że w niektórych regionach było w owym czasie gorzej, to jest też zrozumiałe, bo ziemia nie jest jednorodna. […] Nie wszędzie zmiana działa jednakowo, w niektórych przypadkach jest to korzystniejsze.

Gość „Poranka WNET” przypomina wędrówki ludów z czasów, kiedy klimat zdecydowanie się ochładzał i zachęca do adaptowania się człowieka do zmian klimatu np. migrowania, rozwijania technologii, która przeciwdziałałaby zagrożeniom wynikającym ze zmian klimatycznych:

Dzięki temu Słowianie przyszli na tereny, na których teraz żyjemy. Gdyby nie zmiany klimatu, to gdyby był naród taki jak naród Polski, to prawdopodobnie żyłby w rejonach Kaukazu. […] Człowiek powinien adaptować się do zmian klimatu, kiedyś adaptował się nogami, czyli wędrował, w tej chwili może zrobić znacznie więcej […] Są kraje w Europie, gdzie nie ma wody pitnej np. Cypr czy Malta i jakoś sobie radzą. Zrobili pewne przedsięwzięcia i wodę tę zaczęły gromadzić.

Profesor Marks podkreśla, iż należy zdroworozsądkowo korzystać ze źródeł energii i skrajne działania, takie jak odchodzenie od energetyki węglowej i jądrowej jest irracjonalne:

W tej chwili oparcie się tylko i wyłącznie na odnawialnych źródłach w tej chwili jest niemożliwe ze względu na problemy technologiczne […] przede wszystkim nie mamy możliwości magazynowania tej energii […] trzeba poszukiwać różnych źródeł, ale na razie nie mamy innej możliwości niż korzystanie z energetyki węglowej albo jądrowej, która będzie nam stabilizować cały system. […] Polska nie znajduje się w tak dobrym położeniu jak choćby Norwegia, która może bazować na hydroelektrowniach.

W historii świata naturalnie następują cykle, które dla jednych gatunków oznaczają koniec, dla innych zaś są początkiem:

Gatunki wymierają zawsze […] Jeżeli jedne gatunki wymrą, to na to miejsce mogą wejść nowe. Dzięki temu, że wymarły dinozaury, to na to miejsce weszły ssaki, bo zrobiła się luka w przyrodzie. Następnie z tym poszedł człowiek. Wyginięcie jednych jest korzyścią dla drugich. Nie można tego rozpatrywać jednokierunkowo.

W dzisiejszej sytuacji ocieplenie klimatu może być powtórką ze średniowiecza, jednak jak zauważa Leszek Marks, jeszcze prawdopodobnie nie dotarliśmy do temperatur z tamtych czasów:

W przyrodzie nie powtarza się wszystko idealnie, wydaje się, że w średniowieczu zimy były jednak chłodniejsze, niż obecnie. […] W otoczeniu północnego atlantyku są tak zwane cykle Bonda […] Odchylenia temperatur pojawiają się średnio co 1250 lat.

Samo ocieplenie klimatu swój początek ma w zmianach cyrkulacji powietrza na północnym Atlantyku:

Prąd północnoatlantycki okresowo zmniejsza swój zasięg, jeżeli chodzi o płynięcie w kierunku północnym, czyli docieranie do Oceanu Atlantyckiego. Powoduje to troszkę mniejszą cyrkulację w rejonie północnego Atlantyku […] To powoduje, że ta cyrkulacja się zmienia i albo suche powietrze dociera do Europy środkowej i północnej, albo bardziej wilgotne – mówiąc ogólnie, a odwrotnie się dzieje wtedy w rejonie śródziemnomorskim.

Dwutlenek węgla przez świat naukowy i opinię publiczną jest mocno demonizowany, należy jednak pamiętać, iż jest to gaz, bez którego nie byłoby ludzi na świecie:

Niczego nie moglibyśmy uprawiać, żadna roślina nie mogłaby wyrosnąć na ziemi. […] Wystarczy, że do 1/4 zmniejszymy ilość CO2 na świecie i nie urosną żadne rośliny na ziemi. […] Jak sięgniemy do przeszłości ziemi, to były takie epizody, kiedy było 10 razy więcej dwutlenku węgla w atmosferze i co ciekawe, w tym czasie na ziemi były potężne zlodowacenia.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

Część druga:

 

K.T. / A.M.K.

Szaleństwo ekologiczne? Od 2021 r. w USA legalne będzie kompostowanie ludzi

Amerykańska działaczka klimatyczna Katrina Spade wprowadza do użytku wynalazek ograniczający wpływ pochówków na emisję gazów cieplarnianych.

Władze stanu Waszyngton zalegalizowały nową formę pochówku, zwaną „ludzkim kompostownikiem”. Polegać będzie on na przekształcaniu ludzkich szczątków w żyzną glebę.  Metoda ta jest wynalazkiem firmy Recompose. Pierwsza maszyna do wytwarzania „ludzkiego kompostu” wejdzie do użytku wiosną 2021 roku.

Legislatura stanowa Waszyngtonu zaakceptowała „ludzki kompostownik” w maju tego roku, a gubernator Jay Inslee podpisał stosowna ustawę, umożliwiając jej wejście w życie 1 maja 2020 r.

Katrina Spade, założycielka firmy Recompose, producenta „ludzkiego kompostownika” chwali projekt jako w pełni ekologiczny.  Dotychczasowe sposoby pochówku pozostawiają ślad węglowy, a kremacja ze względu na zużycie paliw kopalnych przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych do atmosfery.

A.W.K.

Nowa unijna komisarz ds. równości otwarcie popiera promowanie aborcji oraz zmiany płci na życzenie [VIDEO]

Komisarz Helena Dali chce ingerować w programy szkolne w poszczególnych krajach, niektóre z nich mają objąć nawet 4-letnie dzieci. Nadchodzi promocja gender oraz edukacji seksualnej wg standardów WHO.


Karolina Pawłowska z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris mówi o nowej unijnej komisarz ds. równości. Została nią Helena Dali:

Zapisała się w świecie politycznym bardzo śmiałymi działaniami promowania ruchu LGBT na Malcie. Największym „osiągnięciem” jest legalizacja i instytucjonalizacja związków partnerskich tej samej płci. Sprawiła ona, że na Malcie możliwa jest zmiana płci tylko poprzez urzędowe stwierdzenie […] bez medycznej korekty płci.

Ten sposób urzędowej zmiany płci jest jednym z najbardziej progresywnych praw dotyczących tej tematyki w Europie. W ostatnim czasie Malta została okrzyknięta przez lobby LGBT jednym z krajów najbardziej przyjaznych homoseksualistom:

Bez wątpienia, te „zasługi” przesądziły o tym, że Pani Helena Dali została wybrana na urząd komisarza ds. równości.

W przesłuchaniu, które miało miejsce w Parlamencie Europejskim przed przyjęciem przez nią tego urzędu, wprost powiedziała, że prywatnie jest zwolenniczką aborcji:

że będzie działać na rzecz przyjęcia dyrektywy antydyskryminacyjnej, przyjęcia konwencji stambulskiej przez całą Unię Europejską, a także, że jest zwolenniczką tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych oznaczających de facto promocję aborcji oraz edukacji seksualnej, czy wdrażania innych działań na rzecz społeczności LGBT.

Nowa komisarz ogłosiła, że będzie ingerowała w programy szkolne w poszczególnych krajach, tak aby promować w nich ideologię gender oraz „edukację seksualną według standardów WHO”:

Niektóre programy dotyczą nawet dzieci w wieku 4 lat […] Te programy praktycznie nie informują o tym, że można stosować wstrzemięźliwość seksualną, ale uczą dzieci o przyjemności płynącej z seksu, a nie o zagrożeniach, szczególnie dla tak małych dzieci i młodzieży tak bardzo narażonej dzisiaj na różne ryzyka.

K.T. / A.M.K.

Histeria wokół dwutlenku węgla, rzekomego globalnego ocieplenia i wykorzystania paliw kopalnych jest bezpodstawna

Roczny względny ubytek tlenu wskutek spalania wszystkich paliw kopalnych wynosi 0,003% i globalnie jest nieistotny, nawet gdyby w jakiejś perspektywie czasowej spalić wszystkie dostępne paliwa kopalne

Jacek Musiał, Karol Musiał

Histeria wywołana wokół dwutlenku węgla doprowadziła do sytuacji, że nawet raportowanie kluczowych wskaźników energetycznych przez poszczególne jednostki i szczeble, a nawet całe państwa, zamiast być wyrażane w jednostkach energii: dżulach, kilowatogodzinach, tonach oleju standaryzowanego (toe), kaloriach, czy innych wielkościach fizycznych, zaczęło się sprowadzać do wykazywania (z fałszywym wstydem) wielkości emisji CO2. Dwutlenek węgla w hipotezie szwedzkiego fizyka z przełomu XIX i XX wieku – Svante Arrheniusa – miał w przyszłości spowodować ocieplenie klimatu i poprawę warunków ludności żyjącej bliżej okolic podbiegunowych.

Wieloletnie anomalie pogodowe zdarzały się już w okresach prehistorycznych i historycznych, bez udziału dwutlenku węgla.

Postulowane ocieplenie taką drogą miałoby być bardziej widoczne w obszarach o niższej temperaturze (np. Szwecja) niż w klimacie okołorównikowym.

Kilkadziesiąt lat później „przecieki wywiadowcze” pochodzące z instytutów radzieckich (tak naprawdę – zajmujących się fizyką atmosfery dla celów ściśle militarnych) wywołały żywe zainteresowanie amerykańskich naukowców, w sumie kilku (w tym Jerry’ego Mahlmana, o którym po raz trzeci będzie wspomniane w przyszłości), ale przede wszystkim wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych – Ala Gore’a, który, zwęszywszy interes, zaczął forsować temat dekarbonizacji i spekulacji świadectwami emisyjnymi CO2. Nawiasem mówiąc, giełda działa tak, że czy instrumenty finansowe („papiery”) drożeją, czy tanieją, zawsze ma zysk z prowizji. Sukces Ala Gore’a okazał się krótkotrwały. Dzięki zdroworozsądkowemu podejściu prawdziwych uczonych w Stanach Zjednoczonych, ten pomysł został zarzucony. I to nie tylko dlatego, że nagła dekarbonizacja USA to deindustrializacja tego kraju i zachwianie równowagi ekonomicznej Zachód-Wschód, ku uciesze wschodnich rywali.

W świadomości wielu ludzi węgiel stał się już jednak synonimem zła, gaz ziemny– „błękitne paliwo” – dobra. Obecnie wielu europejskich polityków szermuje niczym mantrą hasłem ‘zeroemisyjność’ – nb. brzmiącym do złudzenia jak orwellowska nowomowa.

Kilku zaś prominentnych polityków umieszczonych we władzach Unii Europejskiej sprawia swoim zachowaniem wrażenie, jakby od niemowlęctwa nienawidzili Polski*). Dla takich każdy pretekst jest dobry do niszczenia Polski. Jednym z pretekstów, jak się wydaje, jest mit globalnego ocieplenia od polskiego węgla, a celem ataku – polska energetyka, opierająca się na węglu. Ponieważ jednak we wcześniej zindoktrynowanym społeczeństwie i, sporadycznie, w niektórych kręgach naukowych wciąż pokutuje przeświadczenie o zgubnym wpływie węgla, przyjrzyjmy się, jak wygląda statystyka. W pierwszej części artykułu o dwutlenku węgla, zamieszczonym we wrześniowym numerze „Kuriera WNET”, zaprezentowaliśmy dane statystyczne pokazujące, że CO2 uwolniony przez przemysł w Polsce wynosi 315 Gt rocznie (na podst. BP Statistical Review of World Energy 2018), co stanowi mniej niż 1% emisji światowych, a np. Niemcy emitują go 765 Gt rocznie (źródło danych jw.), czyli 2,4 razy tyle co Polska – i nikt z polityków europejskich nie rozdziera z tego powodu szat. (…)

Spalane na świecie paliwa węglowodorowe dostarczają łącznie 1,4 CO2 w stosunku do jego ilości powstałej w wyniku zużycia węgla.

Gdyby przyjąć za prawdziwą hipotezę o wpływie dwutlenku węgla na globalne ocieplenie, jasno widać, że globalnie większa część emitowanego dwutlenku węgla pochodzi współcześnie ze spalania paliw węglowodorowych.

Odbiegając nieco od tematu, porównajmy, ile te paliwa pochłonęły tlenu z atmosfery. Światowe roczne zużycie tlenu podczas spalania paliw kopalnych wynosi około 2,6exp13 m3, czyli 3,7exp10 ton. Atmosfera ziemska ma 5x10exp15 ton, z czego tlen stanowi 23,25% tej masy, czyli 1,15exp15 ton. Zatem roczny względny ubytek tlenu wskutek spalania wszystkich paliw kopalnych wynosi 0,003% i globalnie nie jest istotny, nawet gdyby w jakiejś perspektywie czasowej spalić wszystkie dostępne paliwa kopalne.

* Uprzedzenia narodowościowe wobec Polaków, występujące jeszcze sporadycznie na Zachodzie, mają swoje korzenie w czasach zimnej wojny. Polska była wtedy drugą po radzieckiej armią w Układzie Warszawskim i niemałym zagrożeniem dla NATO. Przez dziesięciolecia prowadzono wojnę ideologiczną, oskarżając przeciwnika o najbardziej niecne czyny i zamiary. Było to i zakłamywanie historii, i nastawianie społeczeństwa wrogo wobec strony przeciwnej. Ówczesnemu RFN-owi cała akcja propagandowa była nawet na rękę, gdyż cichcem dawała przyzwolenie na korzystne w sojuszu państw NATO wybielanie swoich zbrodni wobec Żydów i… przerzucanie własnego antysemityzmu na Polaków, co dla nieświadomego odbiorcy było trudne do weryfikacji z powodu żelaznej kurtyny. Wywołana w tamtych czasach nienawiść do Polski i Polaków przetrwała, jak się okazuje, w niektórych kręgach Zachodu do dziś. Współcześnie, w związku ze zmianą sojuszy (kłania się Orwell – Rok 1984) oskarżanie Polski o antysemityzm i wywoływanie niesnasek przejęły media oficjalnie zarejestrowane na Zachodzie, a w istocie, jak się wydaje, kontrolowane przez byłe STASI i następców GRU. Można też domniemywać udziału w całym procederze agentów przerzuconych z byłego ZSRR na Zachód, w tym do Izraela. Ten drażliwy temat wymaga pilnych studiów, opracowań historycznych i socjologicznych.

Cały artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Dwutlenek węgla po ludzku”, wraz z danymi liczbowymi i wykresami, znajduje się na s. 4 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Dwutlenek węgla po ludzku” na s. 4 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego