Barierołamacz Artur Świercz, audycja RadioAktywni, 29.01.2020
Barierołamacz , niezwykły Gość w niezwykłej Audycji. O pokonywaniu barier i nie tylko rozmawialiśmy z Arturem Świerczem.
Barierołamacz , niezwykły Gość w niezwykłej Audycji. O pokonywaniu barier i nie tylko rozmawialiśmy z Arturem Świerczem.
Buchna o proteście rybaków, którzy są niezadowoleni z wprowadzenia zakazu połowu dorsza na Bałtyku. Powodem takiej decyzji jest mała ilość ryby w morzu. „Sytuacja rybaków jest tragiczna” – mówi.
Jeśli chodzi o grupę rybaków, to tak naprawdę na dzień dzisiejszy nie ma żadnych konkretnych propozycji, a oni sami są na skraju bankructwa. Powodem takiej decyzji jest mała ilość dorsza w morzu. Sytuacja rybaków jest tragiczna. Tak samo dramatyczna sytuacja jest pod taflą wody, ponieważ nie wiadomo, z jakiego powodu ryby w Bałtyku jest coraz mniej – mówi gość „Poranka WNET”.
Mowa jest o rybakach tzw. małoskalowych. Ta właśnie grupa zawodowa podjęła stan gotowości do protestu na Konwencie Morskim oraz ogłosiła strajk, czyli pierwszą akcję protestacyjną, która odbędzie się na całym wybrzeżu morskim.
Pierwsza grupa, czyli armatorzy wędkarstwa morskiego byli to ludzie, którzy pracowali na rzecz turystyki i odegrali bardzo pozytywną rolę, korzystając z morskich zasobów. Dla nich jest to osobista tragedia, ponieważ jeśli nie ma ryb, nie mają bezpośrednich dochodów. Z drugiej strony ludzie, którzy przyjeżdżali na wybrzeże, również nie będą mogli skorzystać z atrakcji, jaką było wędkarstwo.
Jak dodaje: Widać, że zadziało się coś złego, że nie ma ryby, czyli stan środowiska na tyle się pogorszył, że żywe organizmy zniknęły. Rybacy małoskalowi odgrywali jeszcze większą rolę dla społeczeństwa, bo zdobywali pożywienie dla mieszkańców naszej Rzeczpospolitej, zdobywali pożywienie w postaci dorsza-świeżej, zdrowej i dobrej ryby, której również zabrakło.
Polska zawsze stała frontem do morza, a w tej chwili widzimy, że dzieje się coś złego, a my sami obracamy się do niego plecami. Sytuacja dla rybaków, jak i amatorów jest w tej chwili dramatyczna. Nikt nie potrafi określić przyczyny zniknięcia ryby. Sytuacja przerodziła się w kroki protestu, którego celem jest przekonanie o tym, że rybołówstwo jest ważną gałęzią gospodarczą, która powinna chronić i odbudowywać środowisko – zaznacza Marcin Buchna.
Rozmówca twierdzi, że działania w kierunku zbadania sytuacji zostały podjęte przez ministerstwo, ale jako organizacja ekologiczna mają szereg pytań i uwag do prezentowanego projektu badawczego, ponieważ jeśli tak duże pieniądze przydziela się w celu zdiagnozowania środowiska, to muszą to być właściwie spożytkowane pieniądze.
M.N.
Rodzina składa się z ojca, matki, dzieci, krewnych i powinowatych, a płód jest człowiekiem. Za te twierdzenie od roku Uniwersytet Śląski prowadzi postępowanie wobec prof. Ewy Budzyńskiej.
Magdalena Majkowska opowiada o sprawie prof. Ewy Budzyńskiej. Wykładowca prowadziła zajęcia pt. „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych” na Uniwersytecie Śląskimi. Jak możemy dowiedzieć się na stronie Ordo Iuris:
Celem zajęć było zapoznanie uczestników z rodziną jako elementem struktury społecznej oraz przedstawienie jakie formy przyjmowała ona na przestrzeni wieków w zależności od kształtującej ją kultury lub religii.
Prof. Budzyńska przedstawiała odmienności kulturowe rodziny w różnych religiach. Jak podkreśla prawniczka, prof. Budzyńska:
Jest naukowcem od 28 lat. Swoje informacje opiera na wieloletnich własnych badaniach.
Po zajęciach dotyczących rozumieniu terminu rodzina w kontekście nauki chrześcijańskiej grupa studentów złożyła do władz uczelni skargę. Zarzucali jej narzucanie słuchaczom „ideologii anti-choice, poglądów homofobicznych, antysemityzmu, dyskryminacji wyznaniowej, informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową oraz promowanie poglądów radykalno-katolickich”. Wobec tych skarg uczelnia rozpoczęła postępowanie wyjaśniające. Trwało on ok. roku. Jak mówi Majkowska badaczka nie będzie już pracować na Uniwersytecie Śląskim:
Prof. Budzyńska złożyła wypowiedzenie w geście protestu […] Od roku prowadzone jest wobec niej postępowanie o coś, czego nie zrobiła.
Obecnie zaś wobec wniesienia przez rzecznika dyscyplinarnego o karę nagany dla prof. Budzyńskiej będzie miało miejsce postępowanie dyscyplinarne. Pierwsza jego rozprawa będzie miała miejsce 31 stycznia. W sprawę obrony prof. Budzyńskiej zaangażował się minister Gowin.
Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!
K.T./A.P.
Czemu w Niemczech trwa obława na czeczeńskich islamistów? Jak wygląda kaukaska przestępczość w Niemczech, kogo korumpuje i co ma wspólnego z firmami ochroniarskimi? Odpowiada dr Sławomir Ozdyk.
Dr Sławomir Ozdyk komentuje przeprowadzoną w czterech niemieckich krajach związkowych: Berlin, Brandenburgia, Turyngia, Nadrenia Północna-Westfalia akcję przeciwko grupom czeczeńskim powiązanym ze środowiskami islamistycznymi. Jak podaje niemiecka policja, jest ona związana z planowanym zamachem terrorystycznym.
Zatrzymano Czeczena w samochodzie, przetrzepano komóreczkę i znaleziono dziwne zdjęcia. Policjanci doszli do wniosku, że prawdopodobnie grupy czeczeńskie przeprowadzają zwiad przez ewentualnym zamachem terrorystycznym w Niemczech.
Dwie osoby zostały wyprowadzone ze swego mieszkania w Berlinie, natomiast jeszcze nikt nie został formalnie aresztowany. Zabezpieczono sporą ilość gotówki, broni białej i zgromadzonych danych. Ekspert ds. bezpieczeństwa mówi o związkach Czeczenów ze środowiskiem przestępczym.
Nie możemy tylko mówić o przestępstwach popełnianych przez Czeczenów. Mówmy o przestępstwach popełnianych przez grupy kaukaskie. Mamy również Dagestańczyków, grupy z Kazachstanu. […] Jedni zajmują się włamaniami, inni napadami, jeszcze inni oszustwami. Czeczeni są najbardziej znani, jeśli chodzi o przestępstwa motywowane politycznie.
Obecnie w Czeczenii, rządzonej twardą ręką przez mającego dobre stosunki z Władimirem Putinem Ramzana Kadyrowa, panuje pokój. Część Czeczenów nie chce wracać do kraju ze względu na rozgrywki klanowe. Niektóre grupy stanowią forpocztę służb rosyjskich, gdyż służby czeczeńskie współpracują z rosyjskimi. Jak mówi dr Ozdyk, czeczeńskie meczety są pilnie obserwowane przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji.
Nie ma czegoś takiego, że obywatel Czeczenii przekroczy granicę niemiecką i przestawia się od razu na europejski kod kulturowy.
Jak mówi nasz gość, spory w środowiskach czeczeńskich imigrantów rozwiązywane są przy udziale tradycyjnego mediatora, a jeśli jego pośrednictwo nie wystarczy, przy użyciu siły. Zauważa, że czeczeńskie grupy przestępcze często zaczynają od terminowania u silniejszych klanów arabskich, takich jak klan Miri lub Abu Czaker, po to, by z czasem zacząć działać na własny rachunek. Rozmówca Jaśminy Nowak mówił też o wykorzystaniu przez grupy przestępcze firm ochroniarskich.
Jak grzyby po deszczu powstają firmy ochroniarskie arabskie, tureckie, kazachskie, czeczeńskie, które zawierają kontrakty, dają ceny dumpingowe, potem znikają.
Firmy te stanowią z jednej strony okazję do zdobycia cennych dla islamistów informacji (przy budowie lotniska Berlin-Brandenburg pracowali salafici), jak i do kradzieży. Przypomina historię kradzieży stukilogramowej złotej monety z Muzeum Bodego przez złodziei pochodzenia arabskiego, z którymi współpracować miał strażnik, ich kolega ze szkolnej ławy. W podobny sposób mogło, zdaniem dr Ozdyka, dojść do kradzieży saskich klejnotów koronnych z muzeum w Dreźnie. Ostatnio część z nich, jak mówi, wypłynęła „w Turcji lub w Izraelu, gdzie była oferowana komuś do kupna”. Dr Ozdyk stwierdza, że grupy przestępcze korumpują polityków, urzędników i biznesmenów, a swymi wpływami obejmują nawet także świat muzyczny.
Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!
A.P.
Tomasz Matynia o zmarłym niedawno brytyjskim filozofie, jego myśli, pasjach i słabościach oraz związkach z Polską.
Tomasz Matynia przedstawia sylwetkę śp. Rogera Scrutona, filozofa, który był teoretykiem myśli konserwatywnej:
Był to nietuzinkowy, bardzo konsekwentny, odważny człowiek. Nie bał się mówić co myśli. Na każdym spotkaniu biła z niego pewność siebie.
Związki Brytyjczyka z naszym krajem datują się na 1988 r., kiedy podczas pobytu w Polsce założył Jagiellonian Trust. Fundacja miała wspierać narody europejskie z wyzwalania się z oków komunizmu. Dyrektor Centrum Informacyjnego Rządu stwierdza, że:
Jest wielka teza konserwatystów zachodnich, że wielkich konserwatystów konstytuują wielkie bunty. Roger Scruton widząc rok 1968 stał się konserwatystą na wskroś. Tłumaczył współczesnym konserwatystom, czym jest konserwatyzm, tworzył pojęcia.
Brytyjczyk odnosił się do wrogości wobec Kościoła w Polsce środowisk LGBT. Matynia zauważa, że konserwatyzm jest nie tyle ideologią, co pewną postawą, co najlepiej pokazywał sam Scruton. O tym ostatnim mówi, że palił papierosy, który to nałóg „podkreślał, że był człowiekiem”. [Można dodać, że filozof pisał także artykuły krytyczne wobec odgórnych regulacji dot. palenia papierosów, pobierając przy tym pieniądze od firmy Japan Tobacco International- przyp. red.] Scruton uwielbiał poza tym estetykę przestrzenną, muzykę oraz angielską wieś. Podobała mu się także wieś Polska, która przelotnie miał okazję zobaczyć.
Organizator inicjatywy „Polska. Wielki Projekt” wspomina edycję, w której wziął udział brytyjski pisarz. Scruton nie spodziewał, że zostanie na nim wykonana przez polskich artystów jedna z napisanych przez niego kompozycji. Jak mówi Matynia, kiedy Scruton odbierał nagrodę od prezydenta Andrzeja Dudy był uhonorowany, ale kiedy słuchał napisanej przez siebie muzyki był wzruszony.
Posłuchaj całej rozmowy już teraz!
K.T./A.P.
Hołowacki doszedł do wniosku, iż współpraca polsko-ukraińska nie jest możliwa: „Z Polakami nie da się żyć. Nie da się znaleźć z nimi modus vivendi. Ten gordyjski węzeł przetnie chyba rosyjski miecz!”.
Od 1871 r. w Austriacy w rządzie centralnym powoływali ministra do spraw Galicji, którym najczęściej był Polak. W zamian koło polskie w Reichsracie stało wiernie po stronie Habsburgów. W ten sposób małymi krokami, poczynając od Sejmu Krajowego, ukształtowała się tzw. autonomia galicyjska, preferująca pod rządami austriackimi Polaków. Na tym tle należy oceniać przemiany, jakie następowały w ukraińskim ruchu narodowym.
Równolegle do rozwoju ruchu narodowego Rusinów w Galicji następował w zaborze austriackim, za pośrednictwem idei rusofilskich i panslawistycznych, wzrost nastrojów moskalofilskich w kręgach duchownych greckokatolickich.
Pierwotna ostoja narodowych tendencji ukraińskich – tzw. starocerkiewni duchowni greckokatoliccy, którzy w końcu XVIII i do połowy XIX w. pozostawali w sojuszu z austriackimi władzami zaborczymi ze względu na język liturgii, obrządek i wspólną przeszłość oraz konkurencję z Kościołem rzymskokatolickim – przechodzili na pozycje antyukraińskie. Znaczną rolę odgrywało w tym ich niskie uposażenie, przez co część z nich szukała wsparcia finansowego w Rosji. W rezultacie rusofile mieli we Lwowie swoje instytucje oraz czasopisma, jak choćby bardzo popularne w latach 1861–1887 „Słowo”.
Przykładem księdza greckokatolickiego, działacza ukraińskiego, który całkowicie zaprzedał się Rosji, był Jakiw Hołowacki, jeden z założycieli Ruskiej Trojcy. Po utworzeniu na Uniwersytecie Lwowskim Katedry Języka i Literatury Ruskiej rusińscy działacze narodowi w 1848 r. zgłosili go jako kandydata do kierowania nią, władze austriackie potwierdziły tę nominację, a dekretem cesarskim nadano Hołowackiemu tytuł profesorski. W początkach swojej pracy naukowej historię literatury ruskiej (którą nazywał też południowo-ruską) uznawał on za całkowicie odrębną od literatury rosyjskiej i białoruskiej, choć było to stanowisko w ówczesnym słowianoznawstwie zdecydowanie mniejszościowe. W ten sposób chciał się wykazać lojalnością wobec władz austriackich, a zwłaszcza podkreślić rolę cesarza Józefa II w procesach emancypacji Rusinów na terenie Galicji. W 1849 r. opracował nawet Gramatykę języka ruskiego, dla której źródłem były teksty pisarzy ukraińskich. Zawarł w niej również prognozy dotyczące dalszego rozwoju literatury ruskiej, niezależnego od piśmiennictwa innych narodów wschodniosłowiańskich.
W kilku następnych latach Hołowacki diametralnie zmienił poglądy w kwestii świadomości narodowej Rusinów oraz ich języka literackiego.
„Rozwijając pogląd, iż język ludowy nie wystarczy dla powstania języka literackiego, doszedł do wniosku, że słownictwo popularne musi zostać uzupełnione o terminy wywodzące się z języka cerkiewnosłowiańskiego”, który określał jako „język miłości pobratymczej” Słowian oraz „przedwieczną krynicę”. W oparciu o język cerkiewno-słowiański miał zamiar stworzyć uniwersalny język ruski, wspólny dla Galicji i Ukrainy pod panowaniem rosyjskim. (…) Już w 1851 r. w wykładach i publikacjach posługiwał się wytworzonym przez siebie wariantem języka, który w miarę upływu lat ewoluował w kierunku ówczesnego rosyjskiego. Następnie Hołowacki doszedł do wniosku, iż wszystkie narody wschodniosłowiańskie posługują się wspólnym językiem ruskim.
O ile studenci wykłady Hołowackiego uważali za suche i nieciekawe, jego praca naukowa spotykała się z uznaniem profesorów Uniwersytetu Lwowskiego. W 1858 r. został wybrany na dziekana wydziału, a w roku akademickim 1863/1864 był rektorem Uniwersytetu i wszedł do Sejmu Krajowego z listy wirylistów. Po wzroście znaczenia stronnictwa moskalofilskiego w latach 50. i 60. XIX wieku stał się jedną z jego pierwszoplanowych postaci. (…) W 1855 r. zainicjował wydawanie pisma „Siemiejnaja Bibliotieka” w języku „czysto russkim”, opracowanym przez siebie, niemal identycznym z rosyjskim
Ogłosił tam, iż języki ukraiński (ruski) i rosyjski są na tyle podobne, że powinny zostać zunifikowane, co miało dotyczyć także literatur narodowych.
Pogląd ten został odrzucony przez galicyjski ruch ukraiński, a pismo zbankrutowało, zebrawszy jedynie 35 prenumeratorów.
Od tego roku władze austriackie traktowały Hołowackiego jako osobę niepewną. Wykorzystał to namiestnik Galicji hr. Agenor Gołuchowski, który zwrócił uwagę ministra oświecenia hr. Leopolda Thuna, na fakt, że Hołowacki jednoznacznie opowiadał się za wprowadzaniem do języka Ukraińców galicyjskich wyrażeń i słów rosyjskich, co miało doprowadzić do zupełnej unifikacji języków. (…) Gołuchowski uznał go wówczas „za wichrzyciela i zażądał od niego skryptów wykładów. Po ich analizie ekspert rządu ds. piśmiennictwa ruskiego stwierdził, iż Hołowacki dąży do zlania się języka ruskiego (ukraińskiego) z rosyjskim. W dalszych kontaktach z ministrem oświecenia namiestnik Galicji pisał już o moskalofilstwie jako zjawisku niebezpiecznym, „żywiole separatystycznym grawitującym ku Rosji”; sugerował odebranie Hołowackiemu kierownictwa katedry uniwersyteckiej.
Minister wydał reskrypt ponownie upominający duchownego oraz zezwolił Gołuchowskiemu na wyznaczenie nowego kandydata na kierownika katedry. Namiestnik powołał wówczas specjalną komisję, która miała przedyskutować sytuację w społeczności ukraińskiej Galicji oraz wskazać sposoby walki z moskalofilstwem. Ks. Hołowacki został jednym z członków komisji, zaś do ministra skierował deklarację, iż zgodnie z jego życzeniami zmieni przekazywane na wykładach treści. W 1859 r. A. Gołuchowski odszedł z urzędu namiestnika Galicji, zaś Hołowacki pozostał na katedrze uniwersyteckiej. Jego silna pozycja wynikała z prestiżu, jaki zdobył w środowisku naukowym, oraz wsparcia Kościoła greckokatolickiego, w którym był postacią wpływową. Mógł promować duchownych podzielających jego poglądy polityczne i kulturalne; zarzucano mu nawet, iż utrudniał działalność i awans w hierarchii tym, którzy reprezentowali stanowisko odmienne. W greckokatolickim seminarium we Lwowie popularyzował poglądy moskalofilskie oraz sympatie dla prawosławia.
Moskalofilska postawa Hołowackiego stała się znana również wśród słowianofilów rosyjskich. „Zaczął od nich otrzymywać środki finansowe do podziału między innych rusofilów, by wspierać ich aktywność.
(…) Od roku 1866 działalność Hołowackiego była otwarcie prorosyjska i „daleko wykraczała poza lingwistyczne i kulturoznawcze badania naukowe”.
Gdy w tymże roku Agenor Gołuchowski po raz drugi został namiestnikiem Galicji, ponownie wystąpił przeciwko moskalofilom i udał się do ministerstwa oświecenia w Wiedniu, by uzyskać usunięcie Hołowackiego z Uniwersytetu Lwowskiego. Premier Richard Belcredi nieoczekiwanie sprzeciwił się temu, przypuszczalnie wskutek interwencji ambasadora rosyjskiego w Wiedniu. Jednak „Gołuchowski nakazał przeprowadzenie w domu Hołowackiego dwóch rewizji, w wyniku których zarekwirowano ok. 60 listów, w tym pismo warszawskiego kuratora oświaty w sprawie wyjazdów absolwentów Uniwersytetu Lwowskiego do Rosji (…). Hołowacki protestował przeciwko działaniom policji, twierdząc, iż wyjeżdżający z Austrii nie są przez niego nakłaniani do tej decyzji, a kraj opuszczają legalnie”. Protest wystosował również senat uczelni, jednak Gołuchowski wstrzymał go, a następnie nakazał władzom uniwersytetu przeprowadzenie postępowania dyscyplinarnego. Uzyskał także od premiera Belcrediego potwierdzenie decyzji o tymczasowym zawieszeniu Hołowackiego w prawach profesora.
Postępowanie dyscyplinarne na Uniwersytecie Lwowskim zakończyło się przyznaniem racji Hołowackiemu. „W czasie przesłuchania przed (…) komisją duchowny oskarżył (…) tłumacza zarekwirowanych mu dokumentów o świadome sfałszowanie ich przekładu na niemiecki tak, by stworzyć wrażenie agitacji prorosyjskiej. Zwracając się do Niemców zasiadających w komisji (stanowiących w niej większość) argumentował, iż jeśli uniemożliwi się pracę jego katedry, cały uniwersytet zostanie opanowany przez Polaków”. W tym okresie życia Hołowacki doszedł do wniosku, iż jakakolwiek współpraca polsko-ukraińska nie jest możliwa i zapisał prorocze słowa: „Z Polakami nie da się natomiast żyć. Dotąd prowadzono z Polakami zawziętą walkę, nie da się znaleźć z nimi modus vivendi. Ten gordyjski węzeł przetnie chyba rosyjski miecz!”.
„W roku 1867 jako reprezentant Rusi Czerwonej Hołowacki udał się do Rosji na wystawę etnograficzną, na którą gromadził eksponaty przedstawiające życie Rusinów galicyjskich. Został przyjęty z wielkim szacunkiem, przedstawiany jako męczennik za sprawę jedności wszystkich narodów wschodniosłowiańskich”.
11 maja uczestniczył w Świętej Liturgii w soborze św. Izaaka w Petersburgu. Rozmawiał z metropolitą petersburskim Izydorem, a 14 maja spotkał się z samym carem Aleksandrem II. Wiedział, że jest obserwowany przez agentów austriackich, ale wygłosił kilka przemówień, „których myślą przewodnią była jedność ziem dawnej Rusi Halickiej i Rosji. Zapewniał, iż ludność Galicji pragnie zjednoczenia z Imperium Rosyjskim”. Po powrocie do Galicji został ponownie oskarżony przez prasę o nielojalność wobec władz austriackich. Pojawiły się też pogłoski, że już otrzymał propozycję pracy na uniwersytecie w Petersburgu lub Odessie. W takiej atmosferze Hołowacki przeniósł się z rodziną ze Lwowa w góry pod Kołomyją. „Podjął ostateczną decyzję o emigracji do Rosji. Był przy tym przekonany, iż aneksja Galicji do tego kraju jest sprawą przesądzoną i nastąpi najpóźniej w ciągu dekady”.
W Wilnie 31 lipca 1868 r. cała rodzina Hołowackich złożyła „w cerkwi św. Mikołaja przysięgę na obywatelstwo rosyjskie”, a po zrzeczeniu się przez Hołowackiego święceń kapłańskich, „7 września w Soborze Zaśnięcia Matki Bożej Hołowaccy dokonali przed ks. Joannem Borzakowskim zmiany wyznania na prawosławne”.
W Rosji Hołowacki „utrzymywał kontakt korespondencyjny z moskalofilską prasą ukraińską w Galicji. Z czasem stał się nie tylko zwolennikiem unifikacji języka ukraińskiego i rosyjskiego, ale i uczynienia tego ostatniego wspólnym językiem wszystkich Słowian”. W 1878 r. „wydał w Moskwie trzy tomy zebranych w młodości utworów zatytułowany Pieśni ludowe Rusi Halickiej i Węgierskie. Otrzymał za tę pracę złoty pierścień z rubinami i brylantami oraz Nagrodę Uwarowowską z gratyfikacją 500 rubli. Władze carskie nadały mu również ordery św. Stanisława I stopnia i św. Anny I stopnia.
Zmarł 13 maja 1888 r. w Wilnie i został pochowany na miejscowym cmentarzu prawosławnym. W jego pogrzebie udział wzięli wszyscy najważniejsi przedstawiciele rosyjskiej elity miasta, w tym generał-gubernator wileński Iwan Kochanow. Obecna była również delegacja [moskalofilów – S. O.] z Galicji, która złożyła na grobie wieniec z napisem „Swemu Łomonosowowi od Rusi Czerwonej”. Tak zakończyła się droga życiowa jednego z twórców Ruskiej Trojcy, która zapoczątkowała formowanie się nowoczesnego narodu ukraińskiego…
Całe opracowanie Stanisława Orła pt. „Ukraiński ruch narodowy po powstaniu styczniowym” znajduje się na ss. 10–11 grudniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!


Powodzenie demokracji zależy od aktywnego udziału obywateli, podczas gdy sukces reżimu komunistycznego zależy od biernej wierności ludu, osiąganej dzięki propagandzie i opanowaniu wszystkich mediów.
Ostatnio w mediach powstał lekki szum na temat rzekomego określenia przez prezydenta Donalda Trumpa praktycznie każdego chińskiego studenta studiującego w Stanach Zjednoczonych jako szpiega, mimo że nie wymienił kraju ich pochodzenia z nazwy. Podczas gdy media głównego nurtu mogły uznać jego słowa za zbyt przesadne, Trump w pewnym sensie się nie mylił.
13 lutego 2018 r. dyrektor FBI Christopher Wray zeznał podczas przesłuchania w Senacie, że na uniwersytetach działa ogromna chińska sieć wywiadowcza: „profesorowie, naukowcy, studenci”. „Widzimy [to] w prawie każdym biurze terenowym FBI w całym kraju. Nie tylko w dużych miastach. W małych również” – powiedział. „Myślę, że poziom naiwności ze strony sektora akademickiego co do tej kwestii stwarza własne problemy. Korzystają z bardzo otwartego środowiska badawczo-rozwojowego, które mamy, które wszyscy szanujemy. Przy czym oni je wykorzystują”.
Obecnie do amerykańskich szkół wyższych uczęszcza ok. 350 000 studentów z Chin kontynentalnych (ok. 35 proc. wszystkich studentów z zagranicy w Ameryce). Według Michaela Wessela, komisarza działającej przy Kongresie Komisji Rewizyjnej ds. Ekonomii i Bezpieczeństwa w relacji USA–Chiny, Pekin rekrutuje niektórych z nich w celu zapewnienia sobie technologicznego know-how.
Przypadki takie jak Liu Ruopenga, byłego doktoranta na Uniwersytecie Duke’a, oskarżonego o przekazywanie Chinom wrażliwej technologii, nie są rzadkością, choć zazwyczaj nie są tak sensacyjnie opisywane w prasie, jak historia rosyjskiego szpiegostwa.
Chińskie stowarzyszenia studentów i naukowców (CSSA) funkcjonują w USA na praktycznie wszystkich uniwersytetach, które przyjęły chińskich studentów. Często stowarzyszenia te finansują i wywierają na nie wpływ lokalne chińskie konsulaty. To nie są typowe kluby studenckie; służą raczej monitorowaniu chińskich studentów i przeprowadzaniu różnych misji państwowych. (…)
W wywiadzie dla „Foreign Policy” student z komórki KPCh na Uniwersytecie Illinois powiedział: „Po powrocie do Chin odbyliśmy indywidualne spotkania z naszymi nauczycielami. Rozmawialiśmy o naszym zachowaniu i zachowaniu innych za granicą. […] Musieliśmy powiedzieć, czy inni studenci mieli jakieś przemyślenia antypartyjne”. Takie komórki KPCh działają w Kalifornii, Ohio, Nowym Jorku, Connecticut, Dakocie Północnej i Wirginii Zachodniej.
Panujący wśród studentów nawyk wzajemnego szpiegowania się nie jest czymś wyjątkowym w społeczeństwie orwellowskim. Studenci są zachęcani także do donoszenia na swoich profesorów. W następstwie donosów ze strony studentów profesor You Shengdong z Uniwersytetu Xiamen, profesor Zhai Juhong z Uniwersytetu Ekonomii i Prawa Zhongnan oraz profesor Tan Song z Chongqing Normal University zostali zawieszeni w nauczaniu za publiczne wygłaszanie na zajęciach komentarzy niepoprawnych politycznie.
Niewiele reżimów wykonało lepszą robotę niż KPCh, izolując swoich obywateli, aby lepiej manipulować i kontrolować ich sposób myślenia i zachowania.
Wieloletnie ofiary syndromu sztokholmskiego często mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że ich myślenie jest zniekształcone lub że są ofiarami. Chińczycy od najmłodszych lat nie są kształceni w oparciu o obiektywne fakty, ale indoktrynowani ideami, w które mają wierzyć, ponieważ tak chcą władze. Jest to niebezpieczne zarówno dla Chińczyków, jak i dla osób mieszkających poza granicami Chin.
Nie oznacza to, że demokratyczny rząd jest całkowicie wolny od ideologicznych manipulacji, ale istnieje duża różnica: powodzenie demokracji zależy od aktywnego udziału jej obywateli, podczas gdy sukces reżimu komunistycznego zależy od biernej wierności ludu, którą można osiągnąć jedynie na skutek stosowania nieustępliwej propagandy i poprzez drakońskie opanowanie wszystkich mediów, w tym dobrze izolowanego intranetu dla 600 mln użytkowników internetu. Dlatego jedynym sposobem na uleczenie całego narodu, będącego zakładnikiem monstrualnego systemu autorytarnego, jest wolne społeczeństwo. Przezwyciężenie skutków syndromu sztokholmskiego lub innych rodzajów kontroli umysłu po latach edukacji komunistycznej jest być może jednym z najbardziej zniechęcających zadań, przed jakimi stoją wszyscy Chińczycy, zwłaszcza studiujący za granicą, którzy mają dobrą okazję przekształcić się w wolne społeczeństwo. George Orwell napisał w Roku 1984: „Dopóki nie staną się świadomi, nigdy się nie zbuntują i dopóki się nie zbuntują, nie mogą stać się świadomi”.
Cały artykuł Petera Zhanga pt. „Zawsze pod kontrolą. Chińscy studenci w USA” znajduje się na s. 13 grudniowego „Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!


Bronisław Wildstein o Rogerze Scrutonie, jego ideach, o tym, jak nie ulegał współczesnych ideologiom i o cenie, jaką za to zapłacił.
Rozumiał filozofię tak, jak ją należy rozumieć, czyli jako umiłowanie mądrości.
Bronisław Wildstein opowiada o zmarłym Rogerze Scrutonie, który był kontynuatorem konserwatywnej myśli brytyjskiej. Podkreśla, że nie miała na niego wielkiego wpływu „tyrania opinii, mniemań”. Scruton zadawał pytanie „Co jest fundamentalne dla człowieka?” stwierdzając, że „natura ludzka jest taka sama jak tysiące lat temu”. Jak zaznacza nasz gość, stanowiło to „zakwestionowanie pewnych dogmatów, ideologii, które mówią, że nie ma czegoś takiego jak natura, co jest paradoksalne”. Brytyjczyk przeciwstawiał się poglądowi zgodnie z którym:
Dzisiaj się mówi, że naturą człowieka jest brak natury.
Za uzurpację filozof uznawał idee, że człowiek miałby być twórcą własnej natury, gdyż stawiałby się on na miejscu Boga. Tymczasem „podstawowym środowiskiem człowieka jest kultura”. Za Platonem, a wbrew sofistom takim jak Gorgiasz czy Protagoras, uznawał on, że:
Istnieją podstawowe idee niedowodliwe, jak dobro, prawda, piękno […] bez odniesienia do których człowiek jest zupełnie zagubiony.
Sofiści w czasach Platona twierdzili, że nie ma prawd, a jeśli nawet są, to nie da się ich przekazać. Istnieją więc jedynie opinie\mniemania (doksa). Platon i jego uczniowie stworzyli zaś filozofię przeciwko filodoksom. Autor „Oblicza Boga” był estetą i ekspertem ds. architektury, której poświecił wiele swych tekstów. Fundamentalnie inne poglądy na rolę piękna w architekturze mieli przywódcy związku zawodowego architektów. Kiedy pod ich naciskami został on usunięty z instytucji rządowej, jedna ze związkowych przywódczyń stwierdziła:
Jak dobrze, że człowiek mówiący o takich nonsensownych rzeczach jak piękno, został wreszcie usunięty ze stanowiska.
Ze względu na swoje konserwatywne poglądy, nieprzystające do współczesnej uniwersyteckiej „prawomyślności”, stał się obiektem wielu ataków. Jego książki były wyrzucane z uniwersyteckich bibliotek, a jego nazywano faszystą.
Wildstein znał Scrutona. Rozmawiał z nim kilka razy. Ma z nim wspólnych przyjaciół, do których należeli: Ryszard Legutko, Zdzisław Krasnodębski i Agnieszka Kołakowska. W kontekście zwalczania Scrutona Wildstein opowiada o tendencji wprowadzania cenzury na uniwersytetach w państwach Europy Zachodniej. Zwalczane są wystąpienia ludzi mających niepoprawne politycznie poglądy np. na ludzką seksualność. Także tą zajmował się zmarły, poświęcając jej książkę „Pożądanie”, w której zauważał, że
Nie można zrównywać homoseksualizmu z heteroseksualizmem, gdyż heteroseksualizm osadza pożądanie w kulturowo-społecznych warunkach, prowadzi do prokreacji, odpowiedzialności; homoseksualizm jest oderwany od tego wszystkiego.
Posłuchaj całej rozmowy już teraz!
K.T./A.P.
Adam Słomka o marszu tysiąca tóg, nierozliczonych za procesy polityczne sędziach peerelowskich i różnicy między TVN a TVP.
Powróciliśmy pod Sąd Najwyższy żeby przypomnieć, kto jest katem, a kto ofiarą.
Adam Słomka o sobotnim proteście pod Sądem Najwyższym, który był kontrmanifestacją wobec „Marsza tysiąca tóg”. Uczestniczyło w pikiecie kilkaset osób. Działacze KPN protestują przeciwko wywieszaniu portretów sędziów orzekających za czasów komunizmu. Nasz gość przypomniał o haśle: „Zamknąć Michnika, uwolnić Miernika” pod jakim protestowało miasteczko namiotowe pod SN, domagając się uwolnienia Zygmunta Miernika. Były opozycjonista w 2013 r. rzucił tortem w sędzię orzekającą o zawieszeniu procesu byłego szefa MSW w rządzie PRL. Za to został skazany w pierwszym procesie na dwa, a w drugim na 10 miesięcy więzienia.
Ani jeden sędzia czy prokurator komunistyczny nie poniósł odpowiedzialności. Dziwne, że środowisko samo się nie upomina. W sądach cały czas króluje system peerelowski.
Przewodniczący KPN-Niezłomni przypomina, że w sądach orzeka wciąż 400 sędziów, którzy za PRL sądzili w procesach politycznych, a żyje 200 z tych, którzy wydawali w nich wyroki śmierci, tak jak np. Stefan Michnik.
Sędzia Iwulski skazał Mariana Stacha, który był szefem Konfederacji Polski Niepodległej, za to, że planował doprowadzić do demokracji i niepodległości w PRL.
Słomka stwierdza, że wbrew temu co mówi dzisiaj prezes SN Małgorzata Gersdorf, sędziowie za PRL mieli wyjście i mogli odmówić sądzenia w procesach politycznych. Przywołuje przypadek Opola, gdzie „była spora grupa sędziów, która odmówiła skazywania w procesach politycznych, oni wszyscy rzucili legitymacjami PZPR i odmówili”. Dodaje, że to „na nich należałoby oprzeć reformę, a nie ta takich sędziach jak sędzia Iwulski”. Gość „Poranka WNET” zaznacza, że na manifestację sędziów „TVN przez dwa tygodnie namawiał do przyjścia”, tymczasem TVP nie robiło czegoś podobnego w odniesieniu do kontrmanifestacji.
Cały czas w Telewizji Publicznej reklamuje się zbrodniarzy, dewiantów, histeryków […] , którzy opowiadają bajki, że są represjonowani.
Podkreśla, iż największe ofiary słusznie minionego ustroju pozostają niedocenione i „zupełnie ich nie ma w przestrzeni medialnej”. Tymczasem w latach 1979-1983 kilkaset ludzi walczyło o polską niepodległość i należy im się pamięć, taka jak tym, którzy polską niepodległość budowali sto lat temu.
Posłuchaj całej rozmowy już teraz!
K.T./A.P.
Radni odrzucający założenia Karty Praw Rodzin dokonują intelektualnych wygibasów, nie rozumiejąc założenia Konstytucji, że małżeństwo cieszy się przywilejami, ponieważ zapewnia trwanie społeczeństwa.
3 grudnia Rada Miasta Poznania w głosowaniu odrzuciła możliwość przyjęcia Samorządowej Karty Praw Rodzin. Na początku października br. w Urzędzie Miasta Poznania został złożony – w trybie obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej – projekt uchwały dotyczący przyjęcia przez Miasto Poznań Samorządowej Karty Praw Rodzin, pod którym podpisało się ponad 1500 mieszkańców Poznania (głównie rodziców). Jak wówczas informował przewodniczący Komitetu Inicjatywy Uchwałodawczej Samorządowej Karty Praw Rodzin, dr Paweł Wosicki, Karta „ma formę deklaracji władz miasta, że w polityce oświatowej i społecznej przestrzegać będą konstytucyjnych praw rodziców do wychowania dzieci, a rodzin do szczególnej ochrony”. I znajdują się w niej między innymi następujące zapisy:
„Deklarujemy, że w szkołach prowadzonych przez nasz Samorząd będą przestrzegane ustawowe prawa rodziców, w tym w szczególności wymóg respektowania kompetencji Rady Rodziców do uchwalenia programu wychowawczo-profilaktycznego oraz do wyrażania zgody na podjęcie współpracy z organizacjami pozarządowymi i wymóg każdorazowego uzyskania zgody rodzica na udział dziecka w zajęciach nieobowiązkowych”.
„Deklarujemy, że instrumenty polityki społecznej prowadzonej przez gminę będą tworzone z uwzględnieniem kontekstu praw rodziny, jej autonomii i tożsamości”.
„Deklarujemy wprowadzenie mechanizmów, które umożliwią rodzicom najmłodszych dzieci wybór pomiędzy opieką domową, instytucjonalną opieką kolektywną i innymi formami opieki nad dzieckiem, pozwalając na realizację zróżnicowanych potrzeb, jakie mają różne grupy rodziców i dzieci”. (…)
Radny Marek Sternalski zarzucił Karcie „sznyt ideologiczny” wskazując, że jedna trzecia dzieci w Poznaniu rodzi się poza małżeństwami i Karta miałaby nie uwzględniać tego środowiska.
Radny Krzysztof Rozenkiewicz uznał, że to wystąpienie można podsumować jako komunikat do rodziców: „Jesteście kłopotliwymi mieszkańcami i nie do końca chcemy się do Was przyznać”.
Na sesję Rady Miasta przyszło wielu poznańskich rodziców, którzy również zabrali głos. Na przykład dr Paulina Michalska – matka pięciorga dzieci, ekspertka Polskiego Forum Rodziców – wskazała na potrzebę promocji tradycyjnej rodziny. Przekonywała, że w takiej rodzinie statystycznie jest mniej depresji, zachowań ryzykownych i uzależnień.
Bartosz Brzeziński, ojciec czworga dzieci, apelował , by wspierać silną tradycyjną, trwałą rodzinę, gdzie rodzice deklarują, że będą ze sobą na dobre i na złe, a dzieci będą miały ojca i matkę, nawet gdy nie wszystko będzie się idealnie między nimi układało.
Ostatecznie Rada Miasta Poznania w głosowaniu odrzuciła możliwość przyjęcia Samorządowej Karty Praw Rodzin, mimo że domagali się tego zgromadzeni w sali sesyjnej rodzice, a także ci, którzy podpisali się pod tą obywatelską inicjatywą uchwałodawczą.
Cały artykuł Elżbiety Lachman pt. „Rada Miasta Poznania przeciw Karcie Praw Rodzin” znajduje się na s. 2 i 3 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.
Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

