Nobel dla autora 11 przykazania? Wystarczy przestrzegać Dekalogu. Hipokryzja mediów i autora hasła „nie bądź obojętny”

To obojętność wobec Dekalogu prowadziła krok po kroku do Auschwitz i do wcześniejszych i późniejszych ludobójstw. Nie spadły one z Nieba, lecz były konsekwencją odrzucenia tego, co z Nieba spadło.

Józef Wieczorek

Wypowiedziane przez Mariana Turskiego słowa „Auschwitz nie spadł nam z nieba” i propozycja 11 przykazania „nie bądź obojętny” poruszyły polską, a także zagraniczną opinię publiczną. Środowisko tygodnika „Polityka” rozpoczęło zbieranie podpisów pod nominacją Mariana Turskiego do pokojowej Nagrody Nobla i już wiele setek osób pod tym apelem się podpisało, nie bacząc na kontrowersyjną wymowę tych wypowiedzi człowieka, który przeszedł piekło niemieckich obozów koncentracyjnych (nie tylko KL Auschwitz), a jakby był obojętny na los ludzi przechodzących piekło nie tylko w Auschwitz, ale także w Gułagu czy w katowniach UB, tworzonych przez instalatorów systemu komunistycznego w ramach walki o szczęście i pokój całej ludzkości. Najbardziej zasłużeni dla wspierania tej walki otrzymali rozmaite odznaczenia, w tym Leninowską (wcześniej Stalinowską) Nagrodę Pokoju.

Marian Turski, który jako młody człowiek przeszedł niemieckie piekło zbrodniczego systemu nazistowskiego, przystąpił w zniewolonej przez Armię Czerwoną Polsce (na której terytorium zainstalowano PRL) do wspierania zbrodniczego systemu komunistycznego. Działał w młodzieżówce PPR, następnie w PZPR, był na froncie propagandowym w randze redaktora naczelnego (w latach 1956–1957) „Sztandaru Młodych” – komunistycznego organu prasowego ZMP (później ZMS). Pismo to zainaugurowało swoją działalność 1 maja 1950 r., zamieszczając na pierwszej stronie przemówienia wybitnych bojowników o pokój i sprawiedliwość społeczną – Bolesława Bieruta, Konstantego Rokossowskiego, Józefa Stalina. Od 1958 był publicystą tygodnika „Polityka” – tuby propagandowej PZPR; kierownikiem jego działu historycznego i jest z tym tygodnikiem związany do dnia dzisiejszego.

„Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się… Aż stało się to, co stało się tutaj”– mówił Marian Turski, przypominając oczywiste słowa, jakie kiedyś wygłosił prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.

W tej „drodze do Auschwitz” nie wspomniał nawet o ludobójstwie Ormian, a znany jest argument Hitlera uzasadniający eksterminację ludności polskiej w 1939 r.: „Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?” Czy obojętność świata wobec ludobójstwa Ormian nie stanowiła kroku (nie tylko kroczku) ku Auschwitz?

Dlaczego się tego nie przypomina, podobnie jak wcześniejszego ludobójstwa ludności Wandei podczas rewolucji francuskiej, którą to rewolucję czci się do dnia dzisiejszego, a dokonane podczas niej ludobójstwo jest tematem tabu. Skąd ta obojętność?

KL Auschwitz zaczął funkcjonować od 1940 r. jako miejsce eksterminacji Polaków, których pierwszy transport trafił tam 14 czerwca 1940 r. I to był ważny krok do stworzenia tam fabryki śmierci – miejsca eksterminacji głównie ludności żydowskiej, ale nie tylko.

O tym kroku Marian Turski w swym wystąpieniu nawet nie wspomniał. Podobnie jak o późniejszej historii KL Auschwitz, po wkroczeniu Armii Czerwonej i rozpoczęciu instalacji systemu komunistycznego na terytorium Polski.

Na stronach Centralnej Biblioteki Wojskowej zamieszczono informacje, które Marian Turski winien znać: „W lutym 1945 roku NKWD utworzyło dwa obozy na terenie byłego obozu macierzystego i w obrębie byłego KL Auschwitz II Birkenau. Pierwszy obóz funkcjonował w dawnym KL Auschwitz I przypuszczalnie do jesieni 1945 roku i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W drugim z nich, założonym w obrębie byłego obozu KL Auschwitz II Birkenau, więziono także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia, podejrzewane o brak lojalności wobec Polski. Obóz ten funkcjonował do marca 1946 roku. W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż 25 tys. osób. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano więźniów przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Od wiosny 1945 roku w Oświęcimiu istniał również obóz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), utworzony niedaleko dworca kolejowego, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, pochodzenia niemieckiego, podejrzane o przynależność do NSDAP, lub Polaków nie akceptujących przejęcia władzy w Polsce przez komunistów lub oskarżanych o sympatię dla ich przeciwników”.

W tym czasie Marian Turski działał już w młodzieżówce komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej. Niestety o tych krokach do stworzenia kolejnego zbrodniczego systemu nie wspomina.

System komunistyczny nie spadł nam z nieba, został zainstalowany za pomocą sowieckich czołgów i przy pomocy marionetek Kremla, nazywających się „patriotami polskimi” i mordujących tysiące prawdziwych – nie kremlowskich – Polaków, którzy na instalację zbrodniczego systemu, zniewolenia Polski nie byli obojętni.

To, co się działo w KL Auschwitz w latach 1940–43, opisał w swych raportach inny więzień KL Auschwitz – rtm. Witold Pilecki, który tak był nieobojętny wobec doniesień o eksterminacji więźniów tego obozu, że poszedł tam na ochotnika, aby to zbadać na miejscu.

Historia pierwszych lat KL Auschwitz jest jednak jakby wymazywana z pamięci, stąd nie wszyscy wiedzą, że KL Auschwitz został założony z myślą o eksterminacji ludności polskiej.

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!” znajduje się na s. 9 marcowego „Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Auschwitz nie spadł nam z nieba, komunizm też!” na s. 9 marcowego „Kuriera WNET”, nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zmarł Emil Karewicz. Aktor miał 97 lat

W środę nad ranem w szpitalu zmarł aktor Emil Karewicz. W ubiegłym tygodniu odtwórca roli Hermanna Brunnera skończył 97 lat. Jak informuje rodzina zmarłego, jego śmierć była nagłym przypadkiem.

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Emila Karewicza. Zmarł w wieku 97 lat. Największą popularność przyniosły mu role: H. Brunnera w serialu „Stawka większa niż życie”, oficera gestapo w filmie „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” oraz króla Jagiełły w „Krzyżakach”.

W tych słowach o śmierci urodzonego w 1923 r. w Wilnie artysty, napisało na Twitterze Ministerstwo Kultury. Emil Karewicz swoją karierę zaczynał w wileńskim Teatrze Małym. Późniejszy odtwórca roli porucznika AK „Mądrego” w „Kanałach” Andrzeja Wajdy, przebył w czasie II wojny światowej swój szlak bojowy pod gen. Karolem Świerczewskim jako żołnierz 2 Armii Wojska Polskiego. Po wojnie ukończył prowadzone przez Iwona Galla Studio Dramatyczne. Od tego czasu grywał na scenach łódzkich, a po 1962 r. warszawskich. Zagrał w wielu filmach i serialach. Wystąpił on, jak przypomina Onet.pl w aż 150 różnych filmach, a także  wielu serialach, wśród których była  „Stawka większa niż życie” z której najszerzej był znany.

A.P.

Wzburzenie i zamieszki w Libanie. Obraz „Szwajcarii Bliskiego Wschodu” i kraju cudu gospodarczego legł w gruzach

W Libanie przekonujemy się, że możemy podziękować naszym rządom, że nie dały się uwieść politykom dużych państw UE, proponującym Polsce mechanizm relokacji przy jednostronnej polityce otwartych drzwi.

Witold Dobrowolski, Mariusz Patey

Zdjęcia: Witold Dobrowolski

11 lutego br. w Bejrucie doszło do kolejnych zamieszek i starć protestujących, najczęściej młodych ludzi, z policją i wojskiem. Użyto armatek wodnych gazów łzawiących, a z drugiej strony – kamieni. Polski turysta może czuć się zdezorientowany. Widzi nowoczesne wieżowce i drogi, a jednocześnie – rozgoryczonych sytuacją polityczną i gospodarczą Libańczyków. Dlaczego od dłuższego już czasu ludzie chodzą pod parlament wyrażać niezadowolenie? (…)

Gospodarka Libanu, wyspecjalizowana w świadczeniu usług finansowych dla bogatych państw Zatoki Perskiej, nie potrafi odzyskać dawnej świetności. Przyczyn można wymieniać wiele. Według obserwatora z zewnątrz, kiedy w Libanie trwały walki, państwa Zatoki Perskiej zaczęły inwestować we własną infrastrukturę instytucji finansowych. Nie przypadkiem w amerykańskim Citi Banku głównymi akcjonariuszami zostali saudyjscy inwestorzy. W imię spokoju ostatnimi czasy w rządach Libanu uczestniczą ministrowie kojarzeni z organizacją szyitów – Hezbollahem.

W USA, Izraelu i państwach UE Hezbollah, powiązany z Iranem i Syrią, jest uważany za organizację terrorystyczną.Ten fakt tym bardziej ogranicza napływ do Libanu kapitałów z USA i państw Zatoki Perskiej.

Kolejne rządy libańskie nie potrafiły znaleźć nowego pomysłu na kraj, co gorsza, niemal wszyscy politycy tradycyjnych ugrupowań politycznych stracili zaufanie Libańczyków ze względu na szerzącą się korupcję, nepotyzm, układy rodzinne, klanowe i towarzyskie na wszystkich szczeblach władzy, w tym i w wymiarze sprawiedliwości. Bogactwo polityków razi szczególnie w czasach stagnacji gospodarki.

Uchodźcy w Libanie. Lekcja dla Polski

Liban, liczący 4,5 mln mieszkańców, to także kraj uchodźców. Wielu z nich przybyło w kolejnych falach, począwszy od 1948 r., z ogarniętej wojną i poddanej czystkom etnicznym Palestyny. W Libanie uzyskali schronienie, ale ich organizacje traktowały terytorium Libanu jako bazę wypadową na obszar wrogiego Izraela. Doprowadziło to do militarnych akcji Izraela i stało się jedną z przyczyn wojny domowej. Od 2011 r zaczęli licznie przybywać uchodźcy z Syrii. (…)

Odwiedzając Liban, przekonujemy się, że możemy podziękować naszym rządom, że nie dały się uwieść politykom dużych państw UE, proponującym Polsce mechanizm relokacji przy jednostronnie prowadzonej polityce otwartych drzwi. Nasz kraj, do którego już przyjechało 2 mln Ukraińców wskutek tamtejszego kryzysu ekonomicznego wywołanego wojną, nie jest przygotowany instytucjonalnie i kulturowo do prowadzenia skutecznych działań integracyjnych, tak jak byłe kraje kolonialne.

Duża liczba uchodźców przybywająca w krótkim czasie może wywołać problemy społeczne w społeczeństwie polskim i wśród nowo przybyłych. Pomagajmy tak, by sobie nie szkodzić.

(…) Tragedia losu chrześcijan polega na tym, że byli wyniszczani i wyrzucani z domów przez radykalnych bojowników islamskich walczących z Assadem. Strategie przetrwania wypracowywane przez setki lat nie zadziałały. W obozach dla uchodźców chrześcijanie jako mniejszość często byli dyskryminowani przez uchodźców muzułmańskich i zajmowali najniższe szczeble drabiny społecznej. Odpowiednie instytucje ONZ z rzadka dostrzegały ten problem.

W Libanie angażują się polskie organizacje charytatywne: Caritas, Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, Polskie Centrum Pomocy Charytatywnej i inne. Niosą znaczącą pomoc, organizując pomoc medyczną, zapewniając namioty czy całe wioski kontenerowe. Organizują także pomoc rozwojową ważną dla lokalnych mieszkańców, np. rozbudowę oczyszczalni ścieków. Polityka pomocy na miejscu jest bardziej efektywna i może trafić do większej ilości osób w ramach posiadanego budżetu.

Protesty – zwiastun nowej ery?

(…) To jeden z paradoksów tego państwa: konserwatyzm stosunków społecznych współegzystuje z liberalnymi rozwiązaniami gospodarczymi, dużym udziałem kapitału prywatnego w PKB kraju. Wiele obszarów tzw. usług publicznych, np. służba zdrowia, energetyka, usługi komunalne – wymaga reform.

(…) Powstają nowe inicjatywy polityczne głoszące potrzebę transparentności, walki z korupcją, a także z pamiętającym czasy Francuzów systemem parytetów ze względu na przynależność religijno-etniczną. Wspomniane na początku protesty są także okazją do autopromocji wielu małych, skrajnych ugrupowań lewicy. Uczestnicy protestów nie wierzą jednak partiom i przywódcom. Tworzą ruch bez spójnego programu reform. Mimo przekonania o odpowiedzialności polityków rządzących dotychczas ugrupowań za problemy Libanu, nowe inicjatywy polityczne są przyjmowane z dystansem. Protestujący obawiają się, że na ich plecach przyjdą do władzy kolejni skorumpowani politycy, a los ludzi się nie zmieni.

Tylko część uczestników protestów to osoby biedne, pochodzące z ubogich szyickich dzielnic Bejrutu. Spotykaliśmy wśród protestujących także dobrze wykształconych przedstawicieli klasy średniej, studentów renomowanych uczelni.

Niestety należy się obawiać, że samo doprowadzenie do transparentności w polityce i dobrych praktyk w organach państwa nie wystarczy. Także zniesienie systemu parytetów, choć przybliży kraj do współczesnych modeli demokracji typu liberalnego, bez aktywnych działań przyciągających kapitały inwestujące w realną gospodarkę opartą na wiedzy nie spełni oczekiwań społecznych, a są one niemałe. 75% pracujących Libańczyków dostaje wynagrodzenia miesięczne ponad 1260 USD. Zarobki w Libanie na tle regionu są wysokie. (…)

Próba blokady parlamentu i gwałtowne starcia

12 lutego na godzinę 11 zaplanowana była sesja parlamentu mająca doprowadzić do sformowania nowego rządu zjednoczonej koalicji. Spotkało się to z silnym sprzeciwem opozycji i demonstrantów, którzy zapowiedzieli tego dnia blokadę gmachu parlamentu (…). W noc przed sesją parlamentu na placu Męczenników zbierali się młodzi ludzie, by o świcie przystąpić do blokady (…). Wśród nich były osoby w wieku studenckim, szkolnym, ale również ludzie starsi.

Jedną trzecią stanowiły kobiety, których duże zaangażowanie w protesty i traktowanie ich na równi z mężczyznami to cecha Bejrutu jako jednej z oaz pod tym względem na Bliskim Wschodzie.

Mężczyźni i kobiety zaczęli ciskać kamieniami w kierunku armatek i oddziałów prewencji policji, na co odpowiedziano wystrzałami gazu. Takie starcia trwały parę godzin. (…) Wielu funkcjonariuszy policji nie było również w stanie powstrzymać emocji i ciskało w demonstrantów kamieniami. Uczestnicy protestów, którzy podczas starć dostali się w ręce funkcjonariuszy, byli bici do nieprzytomności na oczach prasy, a następnie ciągnięci po asfalcie do miejsc przetrzymywania. Ostatecznie tego dnia policja przy wsparciu wojska spacyfikowała demonstrację, spychając jej uczestników z okupowanego placu Męczenników, do czego użyła m.in. kilkudziesięciu kanistrów z gazem łzawiącym. Nieprzygotowanie i zaskoczenie demonstrantów wobec użycia gazu spowodowało ich rozproszenie i ustanie walk jeszcze przed zapadnięciem zmroku. W walkach rannych zostało kilkadziesiąt osób z policji, armii i demonstrantów.

Ostatecznie 84 na 128 deputowanych wzięło udział w obradach parlamentu i ta liczba wystarczyła, żeby oficjalnie sformowano nowy rząd. Protestujący, liczący na przyspieszone wybory parlamentarne, nie osiągnęli swego celu.

Cały artykuł Witolda Dobrowolskiego i Mariusza Pateya pt. „Liban w labiryncie zależności” znajduje się na s. 16 i 17 marcowego „Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Witolda Dobrowolskiego i Mariusza Pateya pt. „Liban w labiryncie zależności” na s. 16 marcowego „Kuriera WNET”, nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Co stało się w Niemczech, a konkretnie w Turyngii, że główne media krzyczą o próbie przejęcia władzy przez nazistów?

AFD ma problemy z dostaniem lokalu czy hotelu na zjazdy partyjne, domy jej liderów są oblewane farbą, samochody i biura podpalane, rodziny zastraszane, zdarzyło się nawet pobicie do nieprzytomności.

Zbigniew Kopczyński

Co się stało, że kanclerz i prezydent obwiniają partię Alternatywa dla Niemiec o niszczenie demokracji?! Cóż więc zrobiła AFD?

Otóż jej przedstawiciele wybrani legalnie jako posłowie do turyngijskiego Landtagu, otrzymując prawie jedną trzecią głosów, odważyli się… zagłosować. Tak! Tak po prostu, bezczelnie, demokratycznie zagłosować! Nie żeby chcieli rządzić, nie żeby chcieli wejść do jakiejś tam koalicji. Oni odważyli się zagłosować tak po prostu! (…)

A na kogo? Nie na, broń Boże, przedstawiciela swojej partii albo innego ekstremistę, ale na kompromisowego kandydata Kemmericha z FDP, polityka centro-liberalnego. Chociaż jego partia zdobyła zaledwie 5% głosów, to jednak uzyskał poparcie i CDU, i SPD, które to partie nie wystawiły swojego kandydata. Cały szkopuł w tym, że do absolutnej większości potrzebne były głosy AFD. Cóż więc zrobił nowo wybrany premier Turyngii, Tomasz Kemmerich, że został nazwany faszystą? Odważył się przyjąć ten wybór! Tak po prostu, przyjąć demokratyczny wybór! Tym samym zablokował możliwość ponownego wyboru Bodo Ramelowa, polityka skrajnej lewicy, partii Die Linke (Lewica), wywodzącej się z enerdowskiej SED. Winą Kemmericha jest to, że nie powinien dać się wybrać głosami znienawidzonej AFD! I jak tu zgłębić zakamarki niemieckiej demokratycznej duszy? (…)

Dopiero kanclerz aż z Afryki musiała rzucić gromami, i od razu poleciały głowy. Tylko, że kanclerz nie jest już szefową partii. Po klęsce wyborczej swojej partii – właśnie w Turyngii – była zmuszona podzielić się władzą. Nową przewodniczącą CDU została jej własna protegowana, szczupła saaryjska katoliczka Annegreta Kramp-Karrenbauer, w skrócie AKK. A teraz znowu Angela się rozsiadła i zrzuciła tym samym Annegretę z jej prezesowskiego fotela. Że przekroczyła swoje kompetencje? Cóż, takie drobiazgi nie obchodzą jej już od dawna. Robi to, na co ma ochotę. A co zrobił komisarz dla wschodnich landów? Przesłał gratulacje nowo wybranemu premierowi Turyngii! Zwykła formalność, a starczyło, by stracić pracę.

Niemcy już kompletnie pogubili się w tej swojej demokracji. No bo jak tu wybrać rząd bezwzględną większością głosów, gdy tylko nienawistna AFD tę większość gwarantuje? A być wybranym dzięki AFD to hańba.

(…) Hańba erfurcka musi więc zostać pomszczona. Zagraża ona bowiem chwiejnej koalicji CDU z SPD w Bundestagu, a co za tym idzie, samej Merkel. A ma ona dalekosiężne plany, „modernizacji” całej Unii Europejskiej po opuszczeniu jej przez Brytyjczyków.

Podczas gdy organizacja landowa jej własnej partii i wieloletnia partia koalicyjna są odżegnywane od czci i wiary, a za jakikolwiek kontakt z AFD politycy stają się trędowatymi i wykluczonymi, kanclerz pertraktuje telefonicznie z Bodo Ramelowem, kiedyś przez lata obserwowanym przez Urząd Ochrony Konstytucji za kontakty z Komunistyczną Partią Niemiec. (…)

Kryptobojówki Ramelowa zastraszają opozycję w Turyngii, w całych Niemczech Antifa pozwala sobie na coraz większe akty przemocy, a przez to likwidację konkurencji na prawicy. AFD ma problemy z dostaniem lokalu czy hotelu na zjazdy partyjne, domy jej liderów są oblewane farbą, samochody i biura podpalane, rodziny zastraszane, zdarzyło się nawet pobicie do nieprzytomności.

Za obiad z politykiem Alternatywy można nawet stracić posadę, o czym przekonał się Bogu ducha winny Jan Joachim Mendig, szef heskiego Instytutu Filmowego.

Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Haniebny wybór” znajduje się na s. 6 marcowego „Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Haniebny wybór” na s. 6 marcowego „Kuriera WNET”, nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Módlmy się wspólnie „Nowenną w czasie epidemii” do Patrona Polski, Andrzeja Boboli, który posługiwał dotkniętym zarazą

W czasie epidemii musimy zachowywać jak największą izolację fizyczną, ale duchowo możemy pozostawać w tym większej jedności, modląc się, każdy „w swojej izdebce”, tą samą modlitwą. Nie lękajmy się!

Tekst nowenny do pobrania pod poniższym linkiem:

https://jezuici.pl/2020/03/jezuici-zapraszaja-do-modlitwy-za-wstawiennictwem-sw-andrzeja-boboli/

NOWENNA DO ŚW. ANDRZEJA BOBOLI W CZASIE EPIDEMII

Nowennę do św. Andrzeja Boboli można rozpocząć dowolnego dnia w czasie zagrożenia epidemią.

W latach 1625-1629 Wilno nawiedziło kilka niezwykle groźnych epidemii, które dziesiątkowały jego mieszkańców. Ludzie masowo opuszczali miasto, pozostawiając niejednokrotnie swych bliskich bez opieki, skazując ich na samotną śmierć. Chorzy często leżeli na ulicach lub w zamkniętych domach. Ojciec Andrzej Bobola wraz z innymi kapłanami nieśli tym opuszczonym i porzuconym swą ofiarną pomoc duchową i materialną. Nie bacząc na możliwość zarażenia się, Ojciec Andrzej opiekował się chorymi i głodnymi ludźmi. Spowiadał wiernych i udzielał im sakramentów świętych, a zmarłych grzebał. Wielu duchownych oddało swe życie w czasie tych straszliwych epidemii, służąc do końca swym braciom potrzebującym pomocy.

DZIEŃ PIERWSZY

Modlitwa wstępna: (odmawiana przez wszystkie dni nowenny)

Wszechmogący, wieczny Boże!

Bądź pochwalony za świat, który dla nas stworzyłeś i za ludzi, których stawiasz na drodze naszego życia. Dziękujemy za wielkiego Rodaka i orędownika w niedolach i przeciwnościach losu – świętego Andrzeja Bobolę, którego wywyższyłeś ponad innych za jego wyjątkową wiarę, oddanie i miłość. Dziękujemy za pełne trudów życie Patrona Polski, który wskazywał i nadal wskazuje nam drogę rozwoju i wzrastania w Bogu. Dziś zwracamy się do Ciebie, Boże z wołaniem, aby trudne doświadczenie epidemii pogłębiło naszą wiarę i miłość oraz wzmocniło wspólnotę rodzinną, religijną i narodową. Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Amen.

Litania do św. Andrzeja Boboli
(odmawiana przez wszystkie dni nowenny)

Kyrie eleison! Chryste eleison! Kyrie eleison!

Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!

Ojcze z nieba Boże,                     –  zmiłuj się nad nami

Synu, Odkupicielu świata, Boże,

Duchu Święty, Boże,

Święta Trójco, jedyny Boże.

Święta Maryjo,                          –  módl się za nami

Święty Andrzeju Bobolo,                 – módl się za nami.

Święty. Andrzeju, wierny naśladowco Dobrego Pasterza,

Święty Andrzeju, napełniony duchem Bożym,

Święty Andrzeju, czcicielu Niepokalanie Poczętej Maryi Panny,

Święty Andrzeju, duchowy synu świętego Ignacego Loyoli,

Święty Andrzeju, miłujący Boga i bliźnich aż do oddania swego życia,

Święty Andrzeju, w życiu codziennym oddany Bogu i bliźnim,

Święty Andrzeju, zjednoczony z Bogiem przez nieustanną modlitwę,

Święty Andrzeju, wzorze doskonałości chrześcijańskiej,

Święty Andrzeju, Apostole Polesia,

Święty Andrzeju, powołany przez Boga do jednoczenia rozdzielonych sióstr i braci, Święty Andrzeju, gorliwy nauczycielu dzieci i ludzi religijnie zaniedbanych,

Święty Andrzeju, niezachwiany w wierze mimo gróźb i tortur,

Święty Andrzeju, wytrwały w największych cierpieniach,

Święty Andrzeju, męczenniku za jedność chrześcijan,

Święty Andrzeju, męczenniku i apostole,

Święty Andrzeju, apostołujący po śmierci wędrówką relikwii umęczonego ciała,

Święty Andrzeju, wsławiony przez Boga wielkimi cudami,

Święty Andrzeju, chlubo naszej Ojczyzny,

Święty Andrzeju, wielki Orędowniku Polski,

Święty Andrzeju, proroku zmartwychwstania Polski po trzecim rozbiorze,

Święty Andrzeju, nasz wielki Patronie.

Abyśmy wszyscy chrześcijanie stanowili jedno,    –    uproś nam u Boga

Abyśmy nigdy od naszej wiary nie odstąpili,

Abyśmy żadnego grzechu ciężkiego nie popełnili,

Abyśmy za popełnione winy szczerą pokutę czynili,

Abyśmy dla naszego zbawienia gorliwie z łaską Bożą współpracowali,

Abyśmy Bogu wiernie służyli,

Abyśmy Najświętszą Maryję Pannę jako Matkę miłowali,

Abyśmy w znoszeniu wszelkich przeciwności wytrwali,

Abyśmy z Tobą nieustannie Bogu chwałę oddawali,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

Kapłan: Módl się za nami, święty Andrzeju Bobolo,

Wierni: Abyśmy się stali godni obietnic Chrystusowych.

Módlmy się:

Boże, nasz Ojcze, Ty przez śmierć umiłowanego Syna chciałeś zgromadzić rozproszone dzieci. Spraw, abyśmy gorliwie współpracowali z Twoim dziełem, za które oddał życie święty Andrzej Bobola, Męczennik. Prosimy o to przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski!

Przychodzimy dziś do Ciebie, prosząc o wstawiennictwo u dobrego Boga o rychłe zakończenie epidemii w Polsce i na świecie. Sam w życiu byłeś świadkiem epidemii i chorób. Wiesz, ile wnoszą cierpienia i jak przemieniają ludzkie życie i życie narodu. Uproś nam łaskę ufności w Bożą miłość i prowadzenie. Pomóż nam zrozumieć i z zaufaniem przyjąć słowa Pana Jezusa: „Nie lękajcie się”. Wierzymy, że dzięki Twemu wstawiennictwu zaraza ominęła Pińsk i jego okolice podczas Wielkiej Wojny. Wierzymy, że także teraz za Twoją przyczyną wirus przestanie się szerzyć.

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ DRUGI

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski!

Prosimy, aby za Twoim wstawiennictwem Bóg dodał siły, odwagi i nadziei tym, którzy zmagają się ze swoją chorobą. Prosimy, by wszyscy chorzy i zagrożeni uzyskali odpowiednie wsparcie i pomoc. Wierzymy w uzdrowienia, przedstawione w Twoim procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym oraz w wiele innych, które zdarzyły się za Twoją przyczyną.

Racz prosić miłosiernego Boga o uzdrowienie chorych, zainfekowanych wirusem, aby odzyskali w pełni zdrowie i siły, o ile jest to zgodne z Jego wolą.

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ TRZECI

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski!

Wstawiaj się za tymi, którzy codziennie stają do walki z chorobą innych, którzy są gotowi służyć bliźnim w potrzebie, Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i trzeźwego myślenia (2 Tm 1,7). Oby dobry Bóg chronił ich przed wszelkim niebezpieczeństwem i docenił ich ofiarność. Rozumiesz to, bo sam posługiwałeś chorym w czasie wielkiej zarazy w Wilnie, z poświęceniem towarzysząc chorym i umierającym. Prosimy Cię o wstawiennictwo do Ojca niebieskiego o łaski potrzebne kapłanom w sprawowaniu duchowej posługi.

Prosimy Cię, abyś wołał do Boga, by przyjął do swojego Królestwa wszystkich, którzy odeszli z tego świata oraz by przyniósł ukojenie w cierpieniu rodzinom i przyjaciołom, którzy stracili bliskich. Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ CZWARTY

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski!

Ty, który niosłeś ludziom Dobrą Nowinę – często samotnie i na odludziu, pomóż i nam, w sytuacji zagrożenia, dawać ewangeliczne świadectwo miłości nie tylko tym, z którymi dzielimy wspólnotę duchową, lecz także tym, którzy są oddaleni od Boga. Wypraszaj nam, Święty Andrzeju, łaskę miłości, która wychodzi naprzeciw wszystkim ludziom i każdemu przebacza winy. Naucz nas bezinteresownie służyć innym, wspierać ich swoją obecnością, słowem, dobrami materialnymi, tym wszystkim, co otrzymaliśmy od Boga. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! (Mt 10, 8).

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ PIĄTY

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski!

Prosimy za Twoim wstawiennictwem o dary Ducha Świętego, abyśmy potrafili wypełniać swe życie dobrą treścią i dodaj nam siły do walki z codziennymi trudnościami.

Prosimy, aby czas epidemii stał się czasem naszego nawrócenia i wznoszenia ku Bogu oraz skutecznych zmagań z wadami naszego charakteru. Wierzymy słowom Pana: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor,12,9).

Pomóż nam wznieść się ponad ludzkie ograniczenia, przekształcać wady naszego charakteru w cnoty i sięgać po zwycięstwo nad sobą, na wzór tego, które się stało Twoim udziałem.

Święty Andrzeju Bobolo módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ SZÓSTY

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski!

Idąc za Panem pokonywałeś bezdroża i pustkowia Polesia. Niech Twój przykład pomaga nam przejść zwycięsko przez ten czas, pełen trosk, pytań i niepokoju. Tyle jest niewiadomych, tyle zagrożeń. Wyproś nam łaskę u Pana, abyśmy wyszli z ciemności do światła.

Wyproś nam u Boga wytrwałość i męstwo w znoszeniu niewygód, ale też uznanie z pokorą naszej bezradności i szukania pokoju w Panu, który wzywa: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię (Mt, 11,28). Prosimy, pomóż nam, by czas kwarantanny był czasem zatrzymania się w codziennej gonitwie, spojrzenia z miłością na drugiego człowieka, budowania bliskich więzi w rodzinie, wzajemnego zrozumienia.

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ SIÓDMY

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Jedności!

za Twoim pośrednictwem zwracamy się do Boga Wszechmogącego o jedność w naszym narodzie, o szczerość i wielkoduszność w zakończeniu waśni i kłótni w rodzinach, miejscach pracy i polityce. Bardzo pragnąłeś, by Polski nie rozdzierały podziały religijne, społeczne, polityczne i ekonomiczne. Oddałeś swe życie za Jezusowe pragnienie: aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś (J 17,21). Niech Twoja ofiara i przebaczenie prześladowcom będzie dla nas nauką wznoszenia się ponad ziemskie sprawy. Niech przyniesie nam zrozumienie, że to miłość łączy życie ziemskie i wieczne, że będzie ona naszym znakiem w Niebie.

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ ÓSMY

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Jedności!

Przez Twoje wstawiennictwo prosimy Boga, aby ten trudny czas prowadził do wielkiego oczyszczenia naszego narodu i odbudowywania wspólnoty opartej na przeszłości i otwartej na przyszłość. Pomóż nam pojąć, że inność nie musi oznaczać wrogości, a rozmowa jest fundamentem porozumienia. Ty rozmawiałeś ze wszystkimi: prostymi chłopami, uczonymi, prawosławnymi kapłanami, szlachcicami i dworzanami królewskimi. Niech będzie to czas trwania przy Bogu wraz ze Świętymi naszego kraju i otwarcia na ludzi w duchu ewangelicznej miłości. Oręduj za nami u Pana, abyśmy nie zmarnowali tego czasu, który może nas pokrzepić duchowo i doprowadzić do większej dojrzałości.

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

DZIEŃ DZIEWIĄTY

Modlitwa wstępna

Litania do św. Andrzeja Boboli

Modlitwa nowennowa:

Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski, Patronie Jedności!

(W wigilię Zwiastowania Pańskiego) zwracamy się do Boga przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny oraz Twoje, abyśmy potrafili bezgranicznie zawierzyć się woli Bożej.

Z Twojej inspiracji w Katedrze Lwowskiej zostały złożone Śluby króla Jana Kazimierza i Stanów Rzeczypospolitej, dotyczące polepszenia doli ludu pracującego oraz oddawania czci Najświętszej Panny jako Królowej Korony Polskiej. Potrzeba nam dzisiaj Twojego dojrzałego spojrzenia na wszystkie sprawy naszej Ojczyzny.

W duchu zawierzenia wraz z Maryją i Tobą prosimy Boga o potrzebne łaski dla osób sprawujących władzę, które wykonują swoje obowiązki w poczuciu odpowiedzialności. Prosimy, by Duch Święty ogarnął ich swą mocą i umacniał ich wiarę.

Święty Andrzeju Bobolo, módl się za nami!

Święty Andrzeju Bobolo, oręduj za nami u Boga!

Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

O Asii Bibi i koronowirusie – Riksza miłosierdzia

W ostatniej audycji „Riksza Miłosierdzia” rozmawialiśmy o Asii Bibi Pakistance, która stała się symbolem cierpienia i prześladowań z jakimi spotykają się chrześcijanie na całym świecie.

Gośćmi audycji byli: Agnieszka Mazur, Maciej Grabysą i Michał Król. Rozmawialiśmy również telefonicznie z Dominiką Ćosić dziennikarką TVP, która przeprowadziła wywiad z uwolnioną Asią Bibi.

Innych audycji Rikszy Miłosierdzia można posłuchać m.in. tutaj

Jedna z wielu polskich historii. Tragiczne dzieje trzech braci – „wyklętych” na sposób niemiecki, sowiecki i peerelowski

W dziejach narodów duże znaczenie mają postawy poszczególnych ludzi, zwłaszcza jeśli można było ich poznać osobiście lub byli krewnymi, o których się słyszało chwalebne, choć tragiczne opowieści.

Paweł Milla

W artykule tym nie koncentruję się tylko na Żołnierzach Wyklętych w PRL, którzy odzyskali przez ostatnich kilka lat pamięć narodową. Podczas II wojny światowej i po niej było u nas więcej różnych WYKLĘTYCH i więcej Katyniów, o których należy wiedzieć i pamiętać. (…) Wybrałem kilka znanych mi historii, by z perspektywy mojej rodziny spojrzeć na Rozstrzelaną i Wyklętą Polskę przez jej zewnętrznych i wewnętrznych wrogów.

WŁADYSŁAW MILA VEL MILLA – Polski Katyń. Żołnierz WYKLĘTY, po polsku

Władysław Mila vel Milla | Fot. archiwum rodzinne autoa

Pisma wysyłane przez rodzinę ze Sławska Wielkiego na Kujawach w latach 1945–46 do lubelskich władz lokalnych, sądów i UB pozostawały najczęściej bez odpowiedzi. Nie było też informacji od przyjaciół i znajomych Władysława, którzy podobnie jak on poznikali w różnych aresztach i więzieniach Polski lubelskiej. Chcąc coś więcej ustalić, należało jeździć na drugi koniec Polski, lecz było to często niemożliwe ze względu na powojenną biedę i zniszczoną infrastrukturę. Ktoś poinformował tylko, że pozostały na Lubelszczyźnie Władysław został aresztowany pod koniec 1944 r. Po dwóch latach braku informacji o nim, ostatnią nadzieją na pomoc w poszukiwaniu wydawała się instancja najwyższych władz. 28 II 1947 r. 84-letni Wawrzyniec Mila ze Sławska Wielkiego napisał list do ówczesnego prezydenta Bieruta z prośbą, by pomógł ustalić, co się dzieje z jego synem Władysławem. Z zachowanego pisma cytuję fragmenty, zachowując oryginalną pisownię: „o synu mam słabą wiadomość o którą staram się przeszło rok. Zwracam się z gorącą prośbą do Pana Prezydenta Bieruta o wpłynięcie na Sąd Wojskowy w Lublinie, gdzie po długich staraniach dowiedziałem się, że akta oskarżenia jego znajdują się tamże. (…) Nie otrzymałem odpowiedzi, za co ukarano go i gdzie się znajduje. (…) Jestem ojcem tego syna i nie chce mi się wierzyć, aby przekroczył on jakiekolwiek prawo przeciw Polsce.(…) Przeto jeszcze raz bardzo proszę pana Prezydenta Biruta o wpłynięcie na powyższy Sąd Wojskowy w Lublinie aby ujawnił mnie stroskanemu, gdzie się znajduje syn mój i czy jeszcze zobaczyć się mógłbym o co bardzo bardzo proszę”.

Tym razem odpowiedź na list nie tylko nadeszła, ale wprost nadjechała. Do Sławska Wielkiego przyjechali jacyś funkcjonariusze UB i oznajmili rodzinie treść jakiegoś pisma, które informowało, że „Wasz syn był bandytą działającym przeciw Polsce Ludowej, został pozbawiony wszelkich praw i został rozstrzelany na początku 1945 r.”.

Dodali od siebie, że nie wolno o nim z nikim rozmawiać, bo konsekwencje będą surowe. Wawrzyniec stracił definitywnie nadzieję, że może chociaż trzeci syn przeżył wojnę. Wszyscy zginęli za Polskę. (…)

Ironią polskiej historii jest fakt, iż 23-letni por. Władysław Milla był przesłuchiwany przez takich oficerów śledczych na najważniejszych stanowiskach w Wojsku Polskim w IV oddziale Zarządu Informacji, jak kpt. Komissarow, kpt. Czerniawski, ppłk Łobanow, a prośbę o ułaskawienie negatywnie opiniował bolszewik polskiego pochodzenia, naczelny szef Sądownictwa Wojennego, gen. brygady Aleksander Tarnowski. Uwzględniając tę opinię, decyzję o odrzuceniu możliwości ułaskawienia i zatwierdzeniu wyroku śmierci podjął Naczelny Dowódca Wojska Polskiego gen. broni Michał Łyżwiński, zwany Rola-Żymierski, od wielu lat przed wojną tajny agent sowiecki, zdrajca i degenerat polskiego pochodzenia. Po kilku latach ciężkiej pracy i wyszkoleniu fachowców z polskich kadr czekistów, wielu z tych utrwalaczy PRL-u wyjechało z powrotem do ZSRR oraz do powstałego kilka lat później pewnego państwa w Palestynie. Nikt z tych antypolskich zbrodniarzy w Lubelskiem nie tylko nie został skazany, ale nawet pociągnięty do odpowiedzialności za te haniebne śledztwa.

Po wyrokach z 13 lutego Władysław Milla i koledzy z procesu zostali przewiezieni do więzienia na Zamku w Lublinie. Jeden z nich, Tadeusz Jost, w sierpniu 1945 r. zbiegł z więzienia razem ze strażnikiem i szczęśliwie ukrywał się do odwilży w 1956 r. Historyk i znawca spraw antykomunistycznego podziemia na Lubelszczyźnie L. Pietrzak napisał, iż „więzienie na Zamku, które w czasach hitlerowskiej okupacji było miejscem martyrologii Polaków walczących z okupantem, po wojnie stało się miejscem jeszcze bardziej przejmującej martyrologii walczących z komunistyczną władzą żołnierzy wyklętych. Choć Zamek miał opinię więzienia, z którego nie można uciec, w nocy z 18 na 19 lutego 1945 r. doszło do słynnej ucieczki 11 więźniów, z którymi zbiegło 12 wartowników. Inicjatorem ucieczki był Leon Majchrzak, ps. Dzięcioł. Udało mu się potem wrócić do działalności podziemnej, ale w grudniu 1953 r., okrążony przez UB, popełnił samobójstwo”. Władysława przewieziono do więzienia 13 lutego, a tydzień później miała miejsce największa ucieczka 11 AK-owców. Por. Władysław Milla był wówczas zamknięty w celi śmierci. Co musiało czuć w swoich sercach, jeśli w ogóle dowiedziało się lub coś usłyszało, ponad tysiąc uwięzionych polskich patriotów pozostałych na Zamku?

Z dokumentów w IPN wynika, że Władysław miał jednak w tym całym nieszczęściu proces sądowy, choć tajny i skandaliczny, oraz przyjął sakrament Ostatniego Namaszczenia (przy rozstrzelaniu zezwolono na obecność księdza).

Wielu Żołnierzy Wyklętych takiego przywileju nie miało – zostali zabici przez komunistów w różny sposób i bez żadnych śladów, również potajemnie zakopani. Porucznik Władysław Milla został rozstrzelany 4 marca i pochowany w tajemnicy w do dziś nieodnalezionej bezimiennej mogile na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie. (…)

Stanisław Milla | Fot. rodzinne autora

Stanisław Mila, brat Władysława – niemiecki Katyń, WYKLĘTY po niemiecku

Najstarszy syn Wawrzyńca, brat Władysława Stanisław, gospodarzył na roli w Sławsku, był zastępcą sołtysa, miał żonę i czwórkę dzieci. Tuż przed I wojną światową służył w wojsku pruskim. W dwudziestoleciu międzywojennym aktywnie działał w polskich organizacjach społeczno-narodowych i katolickich. W Sławsku Wielkim nie było Żydów, za to była mniejszość niemiecka. Gdy we wrześniu 1939 r. po napaści Niemców i Rosjo-sowietów ustawał polski opór wojskowy w całym podbitym kraju, obaj okupanci mogli robić, co chcieli. Przystąpili nie tylko do tradycyjnej dla nich denacjonalizacji naszego podbitego państwa i narodu, ale po raz pierwszy – do zaplanowanej eksterminacji ludności polskiej. Znaczącą rolę odegrali tu nasi dotychczasowi sąsiedzi, żyjący obok nas i stanowiący mniejszość niemiecką, żydowską i ukraińską. Pierwsze w tej wojnie utajnione ludobójstwo, połączone z wyklęciem zamordowanych Polaków, zostało dokonane przez Niemców.

Na naszych ziemiach Pomorza i Wielkopolski powstały we wrześniu 1939 r. paramilitarne formacje złożone z przedstawicieli niemieckiej mniejszości narodowej, tzw. Volksdeutscher Selbstschutz. To oni głównie przygotowali listy proskrypcyjne mieszkających na tych terenach Polaków, przeznaczonych w pierwszej kolejności do zabicia. Wicesołtys ze Sławska Wielkiego Stanisław Mila bez podania powodu został aresztowany i po kilku dniach, 4 X 1939 r., rozstrzelany bez sądu w masowej egzekucji. Wina zamordowanych polegała na tym, iż byli elitą polskiego narodu.

Na Pomorzu i Kujawach, włączonych natychmiast do III Rzeszy, to ludobójstwo nazwano Intelligenzaktion, a na pozostałych terenach utworzonego Generalnego Gubernatorstwa – Akcją AB. Zamordowano w kilka miesięcy bez sądów ponad 50 tys. osób – wyselekcjonowaną elitę polskiego narodu, a drugie tyle wysłano do obozów zagłady, gdzie prawie wszyscy zginęli.

Ciało Stanisława wydobyto z masowego grobu kaźni w Rożniatach i pochowano na cmentarzu w Sławsku Wielkim dopiero w 1945 r. W ten sposób tylko jeden z trzech braci Milów ma grób w Sławsku Wielkim. Drugi brat Władysława, Kazimierz, był wojskowym i najprawdopodobniej zginął w bitwie nad Bzurą, ale do dziś nie wiadomo, kiedy i gdzie.

List Antoniego Milli z Kazachstanu

Antoni Milla z Dobrego – Katyń Bis, WYKLĘTY po rosyjsku

(…) Brat mojego dziadka Władysława, Antoni Milla, który przed I wojną światową służył w carskim wojsku, napisał list do rodziny w Dobrem pod koniec 1956 r., że przebywa z rodziną w Kazachstanie i prosi o przesłanie jego polskiej metryki. To był pierwszy i ostatni ich list. Jeden z wujków należał do partii i napisał do nich, że będzie na jakimś kongresie naukowym w Moskwie, postara się do nich wybrać i przywiezie metrykę Antoniego. Nie miał pojęcia, że po Rosjo-sowietach nie można było podróżować bez specjalnych zezwoleń, a tym bardziej do obozów pracy, tzw. gułagów. Otrzymał zwrot listu z adnotacją, że taki adres nie istnieje! Uznał, że to pomyłka. Rodzina pisała do ich „Czerwonego Krzyża”, ale odpowiedź zawsze brzmiała, że tacy nie istnieją i takiego adresu nie ma. Po upadku komuny napisaliśmy do kazachskiego „Półksiężyca” i przyszło potwierdzenie, że te 4 osoby przebywały w obozie do 1956 r. Do dziś nie wiadomo jednak, jakie były ich dalsze losy.

Cały artykuł Pawła Milli pt. „Wyklęci w czasie wojny i po wojnie” znajduje się na s. 4 i 5 marcowego „Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Pawła Milli pt. „Wyklęci w czasie wojny i po wojnie” na s. 4 marcowego „Kuriera WNET”, nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dla przeciętnego Rosjanina, kto był pod ich okupacyjnym butem, jest „ich”/ Borys Stomachin, „Śląski Kurier WNET” 69/2020

Nie masz nienawiści groźniejszej niż ta, której przyczyną jest, że się z kimś niegodziwie postąpiło. Rosja brała udział w czterech rozbiorach Polski i była głównym źródłem cierpień narodu polskiego.

Borys Stomachin

Putin i Polska: z chorej głowy na zdrową

Dyktator Rosji Putin jako „sensację historyczną” ogłosił, że Polska rozpoczęła II wojnę światową i nazwał „swołoczą” ambasadora Polski w Niemczech nazistowskich, Józefa Lipskiego.

To, że „przed mocnym zawsze niesie winę bezsilny”, odkrył już w XIX wieku bajkopisarz rosyjski Iwan Kryłow, a Seneka, że nie masz nienawiści groźniejszej niż ta, której przyczyną jest, że się z kimś niegodziwie postąpiło. Rosja brała udział w czterech (!) rozbiorach Polski i była głównym źródłem nieszczęść i cierpień narodu polskiego przez stulecia. Związek Sowiecki, który uformował Putina w duchownym sensie, rozstrzelał tysiące oficerów polskich w 1940 roku i usiłował zrzucić winę za to przestępstwo na okupantów nazistowskich. Podczas pierestrojki wreszcie przyznano, że rozstrzeliwało Polaków NKWD, jednak w Rosji dzisiejszej znowu się głosi, że Polaków rozstrzelali naziści.

W obecnych czasach Rosjanie popełnili przeciwko Polsce i narodowi polskiemu przestępstwo, które nie ma sobie równych w historii. Chodzi o zniszczenie samolotu z Lechem Kaczyńskim na pokładzie nad Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku.

Polska jest wiecznym wyrzutem sumienia Rosjan… chciałem powiedzieć. Ale oni nie mają sumienia, a Putin jest tylko średnią arytmetyczną gustów i preferencji obywateli, którzy śpią i marzą, że znowu wracają do ZSRR.

W rozumieniu przeciętnego Rosjanina ostatecznym argumentem jest to, że kto był pod ich okupacyjnym butem, stał się „ich”. „To jest nasze, to są nasze tereny, które musimy znowu odzyskać” – kategorycznie oświadczają nie tylko co do byłych sowieckich republik – Ukrainy i Białorusi, ale również co do Polski i Finlandii, a także Alaski i Kalifornii. Czy trzeba dziwić się temu, że władza na czele z Putinem trzyma się tej zasady? „Wielka Rosja, której wszyscy muszą się bać i którą należy szanować” jest najlepszym narkotykiem, wykorzystywanym przez władze Rosji wobec własnego społeczeństwa, kiedy powstają polityczne lub gospodarcze problemy. Pomaga to zjednoczyć się wokół swojego führera. Kto jest następny po inwazji na Ukrainę w 2014 roku? Kto będzie ofiarą nowej „małej, zwycięskiej wojny” i okupacji? Znowu Ukraina? Białoruś, o której teraz dużo się mówi? A może Polska?

Żeby zrozumieć, co się dzieje dziś w Rosji, trzeba znać jej historię. Początek Rosji to jest XIII wiek i inwazja Złotej Hordy mongolskiej. Moskwę założył w 1272 roku jeden z chanów ordyńskich.

Państwo moskiewskie zostało wychowane w okropnej, wstrętnej szkole niewolnictwa mongolskiego.

Moskwa wzmocniła się dzięki temu, że stała się arcymistrzem w sztuce niewolnictwa. Nawet po wyzwoleniu z opieki mongolskiej pozostała niewolnikiem, który stał się panem. Mongołowie Złotej Hordy zawsze dążyli „do ostatniego morza”, na Zachód. Stając się Hordą Moskiewską, Rosjanie odziedziczyli od Złotej Hordy to instynktowne dążenie do agresji i ekspansji, do opanowania wszystkiego, co leży między Moskwą i „ostatnim morzem”, czyli całej Europy. A Polska zawsze stała im na drodze. Na wschód od Polski jest wciąż ta sama horda, ci sami barbarzyńcy. I nie wolno dać się zwieść temu, że zamiast skór zwierzęcych mają na sobie garnitury i krawaty. Zmieniły się formy, ale istota pozostaje ta sama. Rosjanie pozostają dzisiaj ordyńcami, dzikusami, barbarzyńcami. Ludność barbarzyńska wybiera na prezydentów najbardziej brutalnych i cynicznych tyranów, barbarzyńców. Rosjanie mają specyficzną mentalność: podstęp, podłość, chytrość, cynizm, złość i okrucieństwo są ich głównymi cechami, odziedziczonymi po hordzie mongolskiej.

Historia świadczy, że Rosja nie mniej niż Niemcy hitlerowskie jest odpowiedzialna za Holokaust i II wojnę światową. Na początku lat 30. XX wieku Stalin doprowadził do rozłamu między komunistami i socjaldemokratami w Niemczech, co zapewniło partii hitlerowskiej zwycięstwo w wyborach w 1933 roku. ZSRR uzbrajał i szkolił Reichswehrę oraz wspierał Berlin pożyczkami i surowcami. Ale korzenie tego zła tkwią jeszcze głębiej w przeszłości Rosji.

W 1905 roku zostały opublikowane fałszywe „Protokoły mędrców syjońskich”, które napisał agent policji carskiej. „Protokoły” stały się bardzo popularne w Niemczech i to na ich podstawie Rosenberg (urodzony w imperium rosyjskim) opracował swoją teorię rasową, a więc to Rosji naród żydowski zawdzięcza swoją tragedię w XX wieku.

Nie Polska, ale Rosja z jej Stalinem jest winna wybuchu drugiej wojny światowej, bo to Moskwa, a nie Warszawa podpisała pakt z Hitlerem w 1939 roku. Wniosek z tego jest jednoznaczny: Rosja nie zmienia się w ciągu stuleci, pozostaje imperium barbarzyńskim, które nadal zagraża wszystkim sąsiadom tak, jak setki lat temu. Od tego zagrożenia nie może uratować nawet członkostwo w NATO. Gwarancja niepodległości i bezpieczeństwa wszystkich krajów Europy Wschodniej i Środkowej nastąpi dopiero wtedy, kiedy Rosja wreszcie rozpadnie się, jak rozpadły się w historii wszystkie imperia, i przestanie istnieć. Dlatego głównym zadaniem państwa i narodu polskiego jest przyczyniać się ze wszystkich sił do rozłamu Rosji.

Borys Stomachin (Борис Стомахин) – dysydent rosyjski okresu putinowskiego, publicysta, wydawca, autor książek o współczesnej Rosji. Urodził się w Moskwie w 1974 roku. Działalność polityczną rozpoczął w 1990 roku. Wydawał gazety: „Radikalnaja politika” i internetową „Soprotiwlenije”. Jako jeden z pierwszych wystąpił przeciwko Putinowi, kiedy ten został premierem Rosji w 1999 roku. Prowadził kampanię protestacyjną przeciwko wojnie czeczeńskiej. W 2000 r. władze zaczęły dochodzenie przeciwko niemu, a w 2001 przeprowadziły pierwszą rewizję w jego mieszkaniu. Borys Stomachin przez 20 miesięcy nielegalnie mieszkał w Moskwie, unikając aresztowania. Został aresztowany w marcu 2006 r. i przez 5 lat, do 2011 r., był więziony w GUŁAG-u putinowskim. W listopadzie 2012 r. znowu został aresztowany za publikację tekstów w internecie i osądzony na 6 lat i 5 miesięcy łagrów. Ale po dochodzeniu ze strony FSB dostał 7 lat więzienia. Ogólnie spędził w więzieniach i łagrach 12 lat. Wyszedł na wolność we wrześniu 2019 r. Nielegalnie przekroczył granicę ukraińską i zwrócił się tam z prośbą o azyl polityczny. Obecnie mieszka w Kijowie.

Artykuł Borysa Stomachina pt. „Putin i Polska: z chorej głowy na zdrową” znajduje się na s. 1 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Borysa Stomachina pt. „Putin i Polska: z chorej głowy na zdrową” na s. 1 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Pamięci Żołnierza Wyklętego Zdzisława Badochy „Żelaznego”. Ważne, by takim jak on bohaterom przywracać należną cześć

IPN poświęcił „Żelaznemu” zeszyt V komiksowego cyklu Wilcze tropy – „Żelazny” – Zdzisław Badocha i książkę Łukasza Borkowskiego „Żelazny” od „Łupaszki”. Ppor. Zdzisław Badocha (1925–1946).

Arkadiusz Siński

Fot. IPN Katowice

Z okazji obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych 1 marca 2020 roku w Dąbrowie Górniczej odsłonięto w Bazylice pw. Najświętszej Marii Panny Anielskiej tablicę upamiętniającą ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego” (1925–1946), urodzonego w Dąbrowie Górniczej żołnierza Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, oficera 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. (…)

Pochodził z rodziny patriotycznej o wojskowych tradycjach. Jego ojciec był żołnierzem Korpusu Ochrony Pogranicza i w związku z jego służbą w 1937 roku cała rodzina zamieszkała na Wileńszczyźnie. Lata sowieckiej okupacji rozpoczęły się dla „Żelaznego” dwukrotnym aresztowaniem. Po zwolnieniu z obozu pracy w 1942 roku wstąpił do Armii Krajowej i przyjął pseudonim „Żelazny”, rozpoczynając tym samym działalność w konspiracji. Na początku 1943 roku jako pracownik stacji kolejowej Nowe Święciany otrzymał przydział do 23. Ośrodka Dywersyjnego Ignalino-Nowe Święciany, gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy 9. patrolu, a zajmował się dywersją i sabotażem na szlakach kolejowych.

Okładka książki Łukasza Borkowskiego o „Żelaznym | Fot. IPN Katowice

W marcu 1944 roku w związku z dekonspiracją został przeniesiony do V Wileńskiej Brygady AK, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Po wyzwoleniu Wilna razem ze swoim oddziałem przedostał się w okolice Białegostoku. Tam został wcielony do LWP, z którego zdezerterował. Kiedy Brygada Wileńska wznowiła walkę z sowieckim okupantem, jako dowódca patrolu bojowego był postrachem komunistycznej bezpieki na obszarach Borów Tucholskich, Pomorza i Powiśla, bo niezwykle skutecznie paraliżował tam działalność administracji, służb bezpieczeństwa oraz wojska. Największym sukcesem oddziału „Żelaznego” była akcja z 19 maja 1946 roku, kiedy w ówczesnych powiatach starogardzkim i kościerzyńskim rozbrojono siedem posterunków milicji, zlikwidowano dwie placówki UB i zdobyto ponad dwadzieścia sztuk broni oraz kilka tysięcy sztuk amunicji.

W Dąbrowie Górniczej w dniach 24 X – 1 XI 1945 roku spotkał się po raz ostatni z rodziną. 28 czerwca 1946 roku grupa operacyjna złożona z MO i KBW otoczyła Żelaznego. Próbował wyrwać się z okrążenia, ale zginął, trafiony odłamkiem granatu. Miał 21 lat. Mimo poszukiwań prowadzonych przez gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej, do dziś nie wiadomo, gdzie został pochowany. Rodzina dopiero w latach sześćdziesiątych poznała okoliczności jego śmierci.

Cały artykuł Arkadiusza Sińskiego pt. „Pamięci Żołnierza Wyklętego Zdzisława Badochy »Żelaznego«” znajduje się na s. 2 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Arkadiusza Sińskiego pt. „Pamięci Żołnierza Wyklętego Zdzisława Badochy »Żelaznego«” na s. 2 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wspomnienie o śp. Wojciechu Piotrze Kwiatku – jakim go zapamiętało środowisko dziennikarskie i przyjaciele

Pierwszy żal to ten, że odszedł człowiek, który był w naszym serdecznym krajobrazie codziennym, a drugi, że Wojtek miał jeszcze w sobie ogromny potencjał intelektualny, twórczy, duchowy i literacki.

Wspomnienie o Bratku*

Jerzy Biernacki

Rankiem 5 lutego 2020 roku odszedł od nas redaktor Wojciech Piotr Kwiatek. Prażanin, silnie odczuwający więź z ludowym etosem warszawskiej Pragi, miłośnik twórczości Marka Nowakowskiego. Umawiał się w ostatnich latach najchętniej w kawiarni „Piotruś” przy Nowym Świecie, w pobliżu lub przy stoliku upamiętniającym pisarza. O tym jednak wiedzieli jedynie najbliżsi jego przyjaciele. Naturalnie jego wizjer ogarniał znacznie szersze horyzonty, przede wszystkim kultury, nie tylko polskiej, a także polityki i życia społecznego.

Za komuny, po studiach filologicznych na Uniwersytecie Wrocławskim i Warszawskim, „ukrył się” w światku czy może w świecie (daleki jestem od pomniejszania jego wartości) literatury detektywistycznej, czy szerzej – kryminalnej, która stała się (czy może była od początku, skoro rozważaniom nie wyłącznie teoretycznym na ten temat poświęcił swoją pracę magisterską) jego wielką pasją. Po latach z pracy magisterskiej zrobił interesującą książkę pt. Zagadki bez niewiadomych. Kto i kiedy zamordował polską powieść kryminalną? Jako redaktor „Iskier” wyszukiwał młode talenty, sam próbował z powodzeniem dołączyć do grona autorów literatury kryminalnej, pisząc m.in. opowiadania wydane pt. Słaba płeć czy minipowieść Za żadne pieniądze.

Żywy nerw kryminalny przejawia jego późniejsza znacznie powieść radiowa Kretowisko, pisana z odcinka na odcinek i odczytywana w Radiu WNET w okresie jego początków. Wbrew pozorom, mimo oczywistej instrumentalności i zawężeń związanych z warunkami, w jakich powstało, Kretowisko ma samodzielną wartość literacką i jako kryminał, i jako political fiction, i jako powieść z kluczem.

Trzeba było powstania przed dziesięciu laty Radia WNET Krzysztofa Skowrońskiego, żeby doszło do odkrycia niezwykłego talentu radiowego Wojtka. Bez wątpienia od początku stał się jedną z ikon tego niezwykłego i tak świetnie rozwijającego się Radia.

Jego audycja wieczorna poświęcona szeroko pojętej kulturze, pt. Smaki i niesmaki, do której współprowadzenia miałem zaszczyt być zaproszony w okresie, gdy Radio nadawało audycje jeszcze z Hotelu Europejskiego, a potem z lokalu przy Koszykowej 8 (krótko to trwało jedynie z mojej winy), gromadziła postaci i mówiła o zjawiskach i wydarzeniach, którymi prawie nikt inny w tym czasie się nie zajmował. O takich, jak Galeria Działań na Ursynowie, jak problemy zmieniającego się języka debaty publicznej, upadek teatru czy misji telewizji publicznej albo fatalny los jednego z najwybitniejszych polskich publicystów o pokroju konserwatywnym, Piotra Skórzyńskiego. Kurier Kulturalny Wojtka Kwiatka, piątkowe kilkuminutowe wejścia na zakończenie Poranka WNET, poświęcone filmowi/filmom, książce, wystawie czy przedstawieniu teatralnemu, to były perełki felietonistyki kulturalnej. Czuł formę radiową, żywe słowo, jak mało kto.

Już wiele lat przedtem prezentował się jako znakomity, waleczny publicysta piszący. Najpierw jako członek redakcji „Tysola”, czyli „Tygodnika Solidarność”, skąd odszedł, poróżniwszy się z Andrzejem Gelbergiem, ale przede wszystkim na łamach niezapomnianego tygodnika „Nasza Polska” Marii Adamus, gdzie był przez wiele lat sekretarzem redakcji. Jego publikowane tam przez pewien czas Dialogi europejskie, gdyby je rozbudował i zebrał w książce, byłyby rewelacją intelektualno-literacką.

Ironia, pogranicze groteski, ośmieszanie różnych „europejskich” głupstw przy pozorach zachowywania powagi (to tak jak opowiada się dowcipy z kamienna twarzą) i oswajanie przerozmaitej grozy i zgrozy, której elementy właśnie się ziszczają na naszych oczach i dotykają naszego kraju – to treść owych niedokończonych dialogów.

Naturalnie w okresie swego sekretarzowania w „Naszej Polsce” i także później Wojtek pisywał wstępniaki i felietony, wyróżniające się aktualnym wyczuciem politycznym i świadomością, jak głęboko i nieodwracalnie skutkują błędy polityków, jeśli idzie o przyszłość kraju i narodu. Wprowadzał także na łamy poważnego tygodnika polityczno-kulturalnego formy lżejsze, oparte na właściwym mu poczuciu humoru, bez którego nie ma właściwie dobrego felietonu. Świetnie się też bawił, współpracując z redaktorem technicznym, w sprawach związanych z layoutem pisma, obróbką zdjęć, które układali niekiedy jak rozrzucone karty do gry, żeby czytelnika nie nudził grzeczny, banalny ich porządek. Pamiętam, jak kiedyś daliśmy zdjęcie Antoniego Macierewicza z kotem, ale coś nam w nim nie pasowało i postanowiliśmy zdjąć głowę Antoniego i dać nieco inaczej ułożoną z innego zdjęcia – wypadło znacznie lepiej. Antoni zdumiony zachodził w głowę, co to za fotografia, dopóki nie dowiedział się od nas prawdy.

Nie sposób w kilku zdaniach ogarnąć zakresu, formy i efektów jego kilkunastoletniej pracy w „Naszej Polsce”. Był tam centralną postacią, redaktorem, który potrafił współpracować z szefem bez schlebiania mu i z poczuciem, że ma prawo do czynienia mu w razie potrzeby krytycznych uwag, będąc zrazem łącznikiem między podwójnym kierownictwem redakcji (pani Maria miała decydujący głos, zwłaszcza w sprawach programowych i z zakresu „wysokiej polityki”, redaktor naczelny odpowiadał – krótko mówiąc – za dziennikarski profesjonalizm pisma) a gronem pracowników i współpracowników.

Jak przystało na indywidualistę, Wojtek miał również inne rzeczy niedokończone (nawiązuję tu do owych niedokończonych Dialogów europejskich), jak choćby spisywane w formie eseistycznej swoje rozmowy z Bogiem, o których raz kiedyś mi wspomniał.

Jakiś czas temu przeżył on głęboką metanoję, rzeczywiste nawrócenie. Poprosił ks. Stanisława Małkowskiego (który był kapelanem redakcji „Naszej Polski”) o przewodnictwo duchowe i pod tym wpływem, jak myślę, szedł duchowo wzwyż.

Kilka lat temu wznowił książkę wydaną 23 lata wcześniej, o początkach transformacji, w której pewną rolę odegrała także „długa ręka Moskwy”, ujawniona przez Sławomira Cenckiewicza dwadzieścia lat później. W Akrobatach i kuglarzach z 1993 roku (wznowionych bodaj w 2016 roku) autor nie ma co do tego złudzeń, podobnie jak co do tego, kogo ta ręka dotknęła i przemieniła nie do poznania. Książka Akrobaci i kuglarze ma wiele innych jeszcze zalet. Wystarczy powiedzieć, że dotyczy m.in. okresu powołania, półrocznego trwania i obalenia rządu Jana Olszewskiego i że jej autor miał dostęp do wszelkich informacji, pracując, zdaje się, w biurze prasowym partii Jarosława i Lecha Kaczyńskich Porozumienie Centrum. Autor odkrywa i demaskuje przyczyny takich a nie innych postaw znanych polityków (ukrytych pod lekko tylko zmienionymi nazwiskami, łatwymi do rozszyfrowania), i jest w tym bezlitosny. Wznowioną książkę zaopatrzył w 14 rysunków śp. Antoniego Chodorowskiego, z których prawie każdy jest samodzielnym arcydziełem rysowanej publicystyki

I wreszcie znakomita książka sprzed kilku lat, pt. Obywatel: powieść sensacyjna, political fiction całą gębą, napisana najwyraźniej pod wpływem gorącej tęsknoty do sprawiedliwości, do zadośćuczynienia za popełnione zło. W ostatnim czasie narodziła się nadzieja na ekranizację powieści. Wojtek napisał scenariusz (z pomocą fachowca z tej dziedziny), zaaprobowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, i zimą miały rozpocząć się zdjęcia do filmu. Obawiam się, czy w obliczu śmierci autora książki projekt ten nie zostanie zaniechany.

W Internecie, na Facebooku i w materiałach Radia WNET napisano wiele o tym, jakim Wojtek Kwiatek był człowiekiem, że do kolegów z Radia zwracał się słowami „Piękne Panie i Szlachetni Panowie”, że był wyczulony na dziejące się zło i dążył ku dobru, że był szarmancki wobec pań i lojalny w przyjaźni. To wszystko prawda.

Ale prawdą jest też, że każdą swoją audycję zaczynał od określenia stanu przyrody i pogody i od ich wpływu na psychikę człowieka, na nastrój rozpoczynającego się wieczoru. On, człowiek z gruntu „miastowy”, reagował cienkoskóro na wiatr, ulewę za oknem czy po prostu deszcz, jesienny deszcz. Miał naturę poety i zresztą pisywał dobre wiersze, jak np. ten o rozbieraniu choinki.

Rozbieranie choinki

Już jest po wszystkim. Już nikt się nie cieszy.
Zmęczonym gestem opuszcza gałązki
Stara choinka. Już ciążą łańcuchy
I świecidełka i anioł z papieru
Który już nie jest in excelsis, bo się
Czubek choinki pochylił ku ziemi.

Już jest po wszystkim. Rozbierzesz choinkę
Radość i ciepło w przegródki powkładasz
Jeszcze Cię może co ściśnie za gardło
Jak przy życzeniach w wigilijny wieczór.
„Mama” i „tata”, nie „ojciec” i „matka” –
Tak o nich mówisz dwa razy do roku.

Potem się sprzątnie, by ślad nie pozostał
Skrzętnie wybierze się igły spod stołu
Resztę opłatka zje brat, bo mu każesz
Mówiąc: zjedz, gnoju, przecież nie wyrzucę.
Obrazki, które dał ksiądz po kolędzie
Schowasz w pudełku na listy. Jak zawsze.

I będzie dobrze. Tak jak w zeszłym roku
Znów będzie można się modlić a potem
Lżyć i przeklinać i mówić, że „kocham”.

W sieci wymienione są też wszystkie sprawowane przezeń funkcje, zwłaszcza w SDP, gdzie był m.in. wiceprzewodniczącym Klubu Publicystyki Kulturalnej, i to wiceprzewodniczącym twórczym, samodzielnym. Warto jeszcze podkreślić, że oprócz kryminałów jego wielką pasją był film. Nawet w ostatnich latach, trudnych dla niego z powodu gnębiących go chorób, nie opuszczał żadnego pokazu, bez względu na samopoczucie. W SDP prowadził dyskusyjny klub filmowy.

Wojtek był też człowiekiem z gitarą. Lubił śpiewać, miał przyjemny, głęboki głos. W ogóle lubił muzykę, zarówno poważną, jak i rozrywkową. Ze szczególną pieczołowitością przygotowywał stronę muzyczną swojej audycji Smaki i niesmaki. Jedną z tych audycji poświęciliśmy w całości dziełu muzycznemu Kiko Argüello pt. Cierpienie niewinnych, przedstawionemu kilka lat temu na terenie niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau w obecności kilkudziesięciu rabinów żydowskich z całego świata i wielu biskupów Kościoła katolickiego. Grała orkiestra symfoniczna i śpiewał chór, liczące razem coś około 300 czy nawet więcej wykonawców.

Pamiętam też wspaniały, zainicjowany przez Wojtka koncert kolęd podczas jednego ze spotkań opłatkowych w Klubie Publicystyki Kulturalnej SDP. Próbowałem mu towarzyszyć, ale tylko on znał na pamięć wszystkie zwrotki śpiewanych kolęd i wykonywał je z rozmachem i swadą, tak że udało mu się rozśpiewać cały klub. Był bez wątpienia człowiekiem wielu przeznaczeń.

Można by wymieniać kolejne role czy funkcje pełnione przez Wojtka, jak np. rola członka kapituły (przez 10 lat) przyznawania medalu Opoki, nagrody społecznej imienia wspomnianego Piotra Skórzyńskiego, z którym się przyjaźnił, którego twórczość znał dobrze, niezwykle wysoko cenił i celnie potrafił o niej mówić. Bo miał on tę niezwykłą cechę, że nie zazdrościł nikomu jego wybitności, jego dorobku czy sukcesów, lecz – jak w tym przypadku – starał się wiedzę o nich rozpowszechniać. Wobec szczelnie zamilczanego Skórzyńskiego miało to szczególne znaczenie i wymagało odwagi cywilnej wysokiej miary. W 11 edycjach Opoki otrzymała medale (Opoki Ducha, Opoki Słowa i Opoki Czynu) plejada wybitnych niezłomnych Polaków, żeby wymienić tylko: Jerzego Narbutta, ks. Stanisława Małkowskiego, premiera Jana Olszewskiego, prof. Andrzeja Nowaka, Annę Walentynowicz, Marię Adamus, Antoniego Macierewicza, Marka Jana Chodakiewicza, Marcina Dybowskiego czy inż. Jacka Karpińskiego.

Myślę, że na zakończenie trzeba powiedzieć o podwójnym żalu: pierwszy żal to ten, że odszedł człowiek, który był w naszym serdecznym krajobrazie codziennym, a drugi żal to ten, że Wojtek miał jeszcze w sobie ogromny potencjał intelektualny, twórczy, duchowy i literacki. Jego dorobek pozwalał mu z pewnością myśleć o sobie: non omnis moriar. Ale nie skończył jeszcze 69 lat. Dlaczego, Panie Boże, nie dałeś mu choćby dekady? Twoja wola, Panie. R.I.P.

*Bratek to imię, jakie nadał autor „Kretowiska” sobie jako jednej z postaci powieści.

Artykuł Jerzego Biernackiego pt. „Wspomnienie o Bratku” znajduje się na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Cena „Kuriera WNET” w wersji elektronicznej i w prenumeracie pozostaje na razie niezmieniona.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 9 kwietnia 2020 roku!

Artykuł Jerzego Biernackiego pt. „Wspomnienie o Bratku” na s. 2marcowego „Kuriera WNET”, nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego