Borowski: Konfederatów łączy chęć bycia w Sejmie i umieszczanie na listach ludzi, którzy wprost są agenturą Putina

Adam Borowski o filmie „Legiony” i swej pracy jako wydawca, reformach Dobrej Zmiany, które w sądownictwie są niepełne oraz o Konfederacji, jej pro-rosyjskości i o tym czemu nam nie grozi ustawa 447.

Adam Borowski podsumowuje rok 2019 z perspektywy swojej pracy zawodowej. Choć jego start w wyborach parlamentarnych z listy PiS, nie przyniósł mu mandatu, to jako wydawca jest zadowolony.

Pozostanę wydawcą, to bardzo szlachetny zawód.

Szczególnie dumny jest z filmu „Legiony”, który, jak przewiduje, stanie się klasykiem oglądanym przez kolejne dziesięciolecia, takim jak „Pan Wołodyjowski”.

Komentuje także najważniejsze wydarzenia ubiegającego roku. Jest zadowolony z działania Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ walczy z mafiami vatowskimi, a odebrane złodziejom pieniądze przekazuje ludziom w ramach programów socjalnych. Stwierdza, że utrata Senatu na rzecz opozycji to wina błędów w kampanii. Gdyby przyłożyć się bardziej np. w podwarszawskiej kampanii prof. Żaryna, to wynik wyborów mógłby być inny.

Działacz opozycji czasów PRL przyznaje, że PiS wycofał się z niektórych założeń reformy sądownictwa, takich jak instytucja „skargi nadzwyczajnej” czy z posłania na emeryturę wielu sędziów o komunistycznej przeszłości (np. Józefa Iwulskiego). Mówi też o hipokryzji lewicy, która solidaryzuje się z dziećmi z Zespołem Downa, a jednocześnie popiera aborcję eugeniczną, której głównymi ofiarami są właśnie ludzie z tym schorzeniem. Nasz gość ocenia również Konfederację. Podkreśla, że nie jest to jednolite środowisko.

Narodowcy z tzw. wolnościowcami mają ze sobą niewiele wspólnego, łączy ich chęć bycia w Sejmie, pewna pro-rosyjskość.

Zarzuca Konfederacji „umieszczanie na listach ludzi, którzy wprost są agenturą Putina”. Zwraca uwagę na hasła jakie podają na manifestacjach Konfederacji, gdzie mówi się, że „należy zrezygnować z niesłusznej krytyki Rosji”. Nie obawia się, że Polska jest zagrożona roszczeniami żydowskimi w związku z amerykańską ustawą 447, o czym mówią posłowie Konfederacji.

To dotyczy to wyłącznie majątku spadkowego.  […] Co nas obchodzi amerykańska ustawa, gdzie nie ma ani słowa o Polsce.

Podkreśla, że „to nas nie dotyczy”. Gość „Poranka WNET” jest niezadowolony, że Lewica weszła do parlamentu. Zarzuca ludziom z opozycji antykomunistycznej takim jak Antoni Mężydło, czy Grzegorz Schetyny, dawny członek Solidarności Walczącej, że:

W imię ślepej nienawiści do przeciwnika politycznego reaktywowali postkomunistyczną lewicę.

Partię Razem nazywa komunizującą. Zarzuca jej, że odżegnuje się od związków z polskością podkreślając jedynie swą europejskość. Wobec informacji, że dwudziestolatkowie chętniej niż trzydziestolatkowie lub starsze pokolenia wybierają Lewicę, pociesza Borowskiego fakt, że to młodzież wypromowała kult żołnierzy wyklętych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Ks. Zieliński: Chrystus przyszedł w konkretnym miejscu i czasie. Usiłuje się nam w miejsce nauki podkładać ideologię

Ks. Henryk Zieliński o wadze wydarzenia, jakim jest Wcielenie Jezusa Chrystusa, o tym jak nie należy pojmować chrześcijaństwa i jakie błędy wynikają z zastępowania nauki ideologią.


Ks. Henryk Zieliński o wielkim znaczeniu Bożego Narodzenia, gdzie Słowo stało się Ciałem. Podkreśla fakt Wcielenia Jezusa Chrystusa powtarzając za Apostołem, że „nie za wymyślonymi mitami poszliśmy”.

Chrystus przyszedł w konkretnym miejscu i czasie.

Podkreśla, że dzięki chrześcijaństwa nie można przy tym pojmować tylko jako religii czysto intelektualnej, przypominając przestrogi kard. Saraha w tej sprawie. Jest ono bowiem konkretnym wezwaniem skierowanym przez Boga do każdego człowieka.

Bóg wzywa byśmy się angażowali w przemianę świata począwszy od swego życia.

Jednocześnie w chrześcijaństwie wiara i nauka nie są ze sobą sprzeczne, a wręcz przeciwnie, nauki przyrodnicze kierują nasze myśli ku Stwórcy, tego co badami, a filozofia helleńska dała teologii chrześcijańskiej aparat pojęciowy, którym mogła ona wyrazić w zrozumiały dla ludzi sposób objawione prawdy wiary.

Usiłuje się nam w miejsce nauki podkładać coś, co nauką w ogóle nie jest, tylko jest ideologią.

Problem pojawia się, kiedy tak jak w przypadku gender, w szaty naukowe ubiera się konstrukty ideologiczne. Tymczasem z nauką gender ma tyle wspólnego co komunistyczny „światopogląd naukowy”. Nasz gość przytacza przykład Węgier, które wycofały finansowanie tego kierunku na swoich uczelniach publicznych. Kapłan mówi także o tradycyjnie chrześcijańskim spojrzeniu na ekologię.

Ileż u Chrystusa jest troski o stworzenie […] Patriarcha libański nałożył karę ekskomuniki na wycinających cedry libańskie.

Na rzecz rozumnej troski o środowisko przemawia życie i działalność św. Franciszka. Należy przy tym wystrzegać się, by ochronie Stworzenia Bożego nie przypisywać znaczenia jakie ona nie ma. Nie jest to coś, co nadaje sens naszemu życiu. Redaktor naczelny „Idziemy” przytacza słowa bpa Henryka Hosera, który przestrzegał przed procesem uczłowieczania zwierząt i animalizacji ludzi.

Gość „Poranka WNET” przypomina, że dzisiaj obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, gdyż oktawa Bożego Narodzenia ma rangę jedynie święta, nie uroczystości, jak oktawa Wielkiejnocy, w której się nie pości.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Niełatwo przywrócić w Gruzji tradycję chrześcijańską niszczoną za komunizmu/ Zurab Kakacziszwili, „Kurier WNET” 66/2019

My, Gruzini, składamy życzenia bożonarodzeniowe, za pomocą gozynaków, tak jak Polacy przełamują się opłatkiem. Gozynaki to masa z orzechów gotowanych w miodzie, po wylaniu na deskę krojona na kawałki.

Boże Narodzenie katolików w Gruzji

Ks. Zurab Kakachishvili

Gruzja przyjęła chrześcijaństwo na początku IV wieku jako drugi kraj na świecie. W ciągu wieków przeżyła wiele prześladowań z powodu wiary – ze strony Persów, Arabów, Turków i na koniec, w XX wieku – komunistów. Dziś, po upadku komunizmu, stara się stanąć na nogi, ale nie jest to łatwe, ponieważ panowanie komunizmu zostawiło swój wielki, negatywny ślad. Katolicy gruzińscy w XX wieku mieli wielką wiarę, byli bohaterami, bo mimo ogromnego prześladowania, tak jak potrafili, starali się przekazać wiarę i tradycję, otrzymane od swoich przodków.

Przyozdobiony adwentowo ołtarz katedry w Tbilisi pw. Wniebowzięcia NMP

Komuniści zburzyli albo zamknęli wiele kościołów, zabraniali mieć w domach krzyże, ikony i podtrzymywać jakiekolwiek tradycje religijne. Jednej z takich tradycji, bardzo pięknej i rodzinnej – Bożego Narodzenia – nie udało się im do końca wykorzenić. Mimo przeszkód i wyśmiewania ich religii, katolicy obchodzili te święta na tyle, na ile to było możliwe. 25 grudnia w całym Związku Radzieckim był dniem roboczym. Pamiętam, że normalnie chodziliśmy do szkoły do 30 lub do 31 grudnia. Wolnymi dniami były tylko 1 i 2 stycznia. A więc katolicy, z tego powodu nie mogąc obchodzić święta Bożego Narodzenia we właściwym czasie, przenieśli je na Nowy Rok.

Z dzieciństwa pamiętam, jak cieszyliśmy się na nadejście Nowego Roku, sprzątaliśmy dom, ubieraliśmy choinkę, dostawaliśmy prezenty od Dziadka Mroza (dziś już dzieci wiedzą, ze to jest Święty Mikołaj). Mama robiła świąteczne potrawy, takie, które szykowało się tylko na tę okazję. To między innymi chałwa, ciasteczka badamburi i najważniejsze – gozynaki. My, Gruzini, za pomocą gozynaków składamy życzenia bożonarodzeniowe, tak jak Polacy przełamują się opłatkiem. (Gozynaki robi się tak: drobno pokrojone orzechy włoskie gotuje się w miodzie, potem gorącą masę wylewa się na deskę, a jak ostygnie i stwardnieje, kroi się na małe kawałki).

Zebrani wokół stołu świątecznego z niecierpliwością czekaliśmy, kiedy 31 grudnia wybije północ, zwiastując początek Nowego Roku. Wtedy ojciec – głowa rodziny – brał talerz z gozynakami, podchodził do każdego z nas, zaczynając od mamy, i składał życzenia słowami „Ase tkbilad damiberdi” – ასე ტკბილად დამიბერდი, co znaczy: niech tak słodkie będzie twoje życie do starości. My odwzajemnialiśmy te życzenia i każdy z nas spożywał kawałek gozynaka.

Potem jedliśmy to, co było przygotowane przez mamę. Następnego dnia, 1 stycznia, od samego rana my, dzieci, obchodziliśmy wszystkie domy krewnych i znajomych, oczekując od gospodarzy prezentów, które dostawaliśmy, jeśli udało nam się być pierwszymi gośćmi w ich domu w nowym roku.

W tym wszystkim mało było elementów religijnych, zwłaszcza bożonarodzeniowych, a to dlatego, że komunistom udało się usunąć ze świętowania aspekt religijny. Ale tradycja pozostała, chociaż trochę przesunięta w czasie – z 25 grudnia na 1–2 stycznia. Takie mieliśmy Boże Narodzenie w czasie twardego komunizmu.

To prawda, że kościoły były zamknięte, księży w ogóle nie było (w całej Gruzji funkcjonował tylko jeden kościół katolicki – w Tbilisi kościół św. Piotra i Pawła – i tylko tam był ksiądz katolicki), ale wierzący katolicy, przeważnie osoby w podeszłym wieku, starali się zachować tradycje adwentowe. W mojej miejscowości, Wale, kościół katolicki był zamknięty, ale obok kościoła stał tak zwany „dom księdza” – plebania – który mieszkańcy przerobili na kaplicę. Tam się zbierali co niedzielę, na ołtarz kładli ornat i bez księdza odprawiali wszystkie modlitwy i śpiewy, tak jak się to robi podczas mszy świętej.

Z dzieciństwa pamiętam, jak w grudniu moja babcia budziła mnie w nocy i prowadziła do tej kaplicy. Przychodziło tam wówczas wielu dorosłych, dużo dzieci. Wtedy nie bardzo rozumiałem, dlaczego w nocy trzeba iść do kościoła, a to przecież były po prostu roraty, ale bez mszy, bez księdza, bez komunii…

W ten sposób ci ludzie – bohaterowie – nie poddawali się agitacji i groźbom komunistów, ale modląc się po kryjomu, przekazali nam wiarę. Dzięki nim jesteśmy katolikami. Chwała im, oni byli męczennikami za wiarę!

Obecnie gruzińscy katolicy mogą swobodnie przygotowywać się do Bożego Narodzenia w czasie Adwentu, przychodząc do kościoła na „prawdziwe” roraty, już z księdzem.

Przed Bożym Narodzeniem w domach stroi się choinki, przygotowuje się świąteczne potrawy, w obfitości przyrządza się gozynaki i szykuje prezenty dla dzieci. To prawda, że nie we wszystkich rodzinach, bo bardzo głęboko w naszej mentalności tkwi przyzwyczajenie, że świętuje się Nowy Rok (jest to jedna z pozostałości komunizmu), ale z czasem, myślę, że wszyscy zrozumieją i docenią ten trud, jaki włożyli nasi przodkowie w czasie komunizmu w zachowanie tradycji katolickiej.

Na pasterce wszystkie kościoły katolickie są pełne, bo pojawiają się nawet ci, którzy bardzo rzadko chodzą do kościoła. Śpiewa się kolędy gruzińskie i niektóre kolędy przetłumaczone z języka polskiego i włoskiego. Na pasterkę przychodzi także wielu Gruzinów wyznania prawosławnego. To pokazuje, jak wielki jest głód religijności w człowieku ery postkomunistycznej.

Po pasterce, gdy rodziny wracają do domów, już czeka na nie przygotowany stół, a głowa rodziny częstuje z gozynakami, mówiąc „Ase tkbilad damiberdi”.

Obecnie 25 grudnia w Gruzji nadal jest dniem roboczym, bo Gruzini w większości są prawosławni i państwowe święto Bożego Narodzenia przypada 7 stycznia – według kalendarza prawosławnego. Z tego powodu katolicy mają problem, by w ten świąteczny dla nich dzień pójść do kościoła na mszę.

Ks. dr Zurab Kakachishvili studiował w Archidiecezjalnym Misyjnym Seminarium Redemptoris Mater w Warszawie, gdzie przyjął święcenia kapłańskie z rąk JE ks. kardynała Prymasa Józefa Glempa. W 2003 roku na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie obronił pracę doktorską, która w roku 2016 została wydana w Polsce pod tytułem „Świadkowie Chrystusa w Gruzji od IV do X wieku”. W tym roku mija 20 lat jego kapłaństwa. Od 16 lat posługuje w różnych parafiach w Gruzji. Obecnie jest proboszczem parafii kościoła katedralnego pw. Wniebowzięcia NMP w Tbilisi oraz parafii Miłosierdzia Bożego w Rustawi koło Tbilisi. Pełni także funkcję kierownika duchownego na Katolickim Uniwersytecie Sulchan-Saba Orbeliani w Tbilisi.

Artykuł ks. Zuraba Kakacziszwilego pt. „Boże Narodzenie katolików w Gruzji” znajduje się na s. 19 grudniowego „Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

Artykuł ks. Zuraba Kakacziszwilego pt. „Boże Narodzenie katolików w Gruzji” na s. 19 grudniowego „Kuriera WNET”, nr 66/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Adam Borowski o Grudniu 1970: Te zbrodnie w ogóle nie zostały osądzone

Adam Borowski o wydarzeniach grudniowych, stanie wojennym i tym jak je wspomina, o nieosądzeniu tych zbrodni oraz o obserwowanej obecnie „recydywie komunizmu”.

Adam Borowski wspomina Zbyszka Godlewskiego, który został zastrzelony w czasie wydarzeń Grudnia 1970 (dokładnie 17 dnia tego miesiąca). We wtorek przypada 49. rocznica jego śmierci. Przypominamy, że „Ballada o Janku Wiśniewskim” mówi o śmierci 18-latka.

Te zbrodnie w ogóle nie zostały osądzone.

Nasz gość, podkreśla, że gen. Wojciech Jaruzelski nie doświadczył nawet politycznych konsekwencji swoich działań w czasie pacyfikacji Wybrzeża i później. Mówi jak wspomina tamte wydarzenia.

Z uchem przy głośnikiem Radia Wolna Europa, z napięciem słuchałem wiadomości płynących z Gdańska. Wychowawca z klasy groził nam, że każdy kogo się złapie uczestniczącego w jakichś zamieszkach zostanie relegowany ze szkoły. […] Miałem poczucie, że Warszawa nie wspiera Wybrzeża.

Borowski stwierdza, że „ten sam pluton strzelał do górników z Manifestu Lipcowego”, który później brał udział w pacyfikacji kopalni Wujek. Odnosząc się do skazania jednego ze strzelających tam funkcjonariuszy, stwierdza „co to jest 3 lata za zabójstwo?”.

Tam w Wujku to była egzekucja. Tylko po to, żeby społeczeństwo przestraszyć.

Działacz opozycji czasów PRL mówi także o „recydywie komunizmu”, z którą mamy do czynienia współcześnie. Przejawia się to m.in. w przywracaniu zdekomunizowanych przez PiS nazw ulic. Do polityki wrócili postkomuniści tacy jak Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz. Ten ostatni sam był członkiem PZPR, a także synem „umacniacza” władzy ludowej zwalczającego partyzantów antykomunistycznych i wnukiem komunisty przeciwnego niepodległości Polski.

Jak można tamten system usprawiedliwiać i wybielać? Potrzebna jest edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Synów komunistów nie przekonamy, bo oni wtedy żyli i mieli się świetnie.

Podkreśla, że trzeba edukować nowe pokolenia żeby wyrobiły sobie one mocny kręgosłup moralny.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

6 mld 800 mln zł dla polskiej zbrojeniówki. Skurkiewicz: Współpraca z Polską Grupą Zbrojeniową układa się bardzo dobrze

Jak MON wspiera polski przemysł zbrojeniowy i dekomunizuje wojsko? Gdzie leży źródło patologii polskiego sądownictwa? Kto ma szansę na walkę w II turze wyborów prezydenckich? Mówi Wojciech Skurkiewicz

Wojciech Skurkiewicz o dekomunizacji w armii. Wojsko odchodzi od swych komunistycznych patronów. Proces ten, nad którym czuwa powołana w tym celu komisja, ma zakończyć się w przyszłym roku. Dodaje, że nie tylko w armii potrzeba dekomunizacji przestrzeni publicznej.

Wielka szkoda, że my nie zrobiliśmy z tym porządku w latach 90.

Odpowiadając na zarzut, że także obecne rządy tego problemu nie rozwiązały, stwierdza, że wierzy, iż dekomunizacja dojdzie do skutku.

Wiceminister obrony narodowej mówi o współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową i  o zamówieniach Ministerstwa Obrony Narodowej na sprzęt wojskowy. Podkreśla, że resort wspiera polskie spółki.  W tym roku ulokowali w nich 6 mld 800 mln zł. Podkreśla, że zamówione za 683 mln zł śmigłowce Black Hawk będą (a konkretnie pierwsza z czterech maszyn) w kraju do końca roku, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami.

Następnie nasz gość komentuje słowa marszałka Senatu. Tomasz Grodzki niedawno zapowiedział próby blokowania ustawy ws. dyscyplinowania sędziów.

W moim przekonaniu to bardzo dobra ustawa. Zapobiega anarchizacji wymiaru sprawiedliwości. To co się ostatnio dzieje na tym polu jest bardzo niepokojące […] Po 1989 r. wymiar sprawiedliwości się sam nie oczyścił.

Podkreśla, że źródeł obecnych patologii sądownictwa należy szukać przy obradach Okrągłego Stołu, kiedy to „prof. Strzembosz odpowiedzialny za podstólik sędziowski powiedział, że wymiar sprawiedliwości sam się oczyści”. Tak się jednak nie stało, czego świadectwem są takie sprawy jak wyroki przeciwko Janowi Śpiewakowi.

W „Poranku WNET” Skurkiewicz wyraża również opinię na temat wyborów prezydenckich i kontrkandydatów Andrzeja Dudy:

Będziemy robić wszystko, aby obecny prezydent wygrał w pierwszej turze, bo to bardzo dobra głowa państwa, z której jesteśmy dumni. Jeśli miałby stanąć w drugiej turze to prawdopodobnie z Małgorzatą Kidawą-Błońską.

Dodaje, że krytycznie spogląda na kandydaturę Szymona Hołowni, prezentera TVN, którego ma okazję oglądać w programach rozrywkowych. Stwierdza, że jego zachowanie w nich nie odpowiada głoszonym przez niego katolickim poglądom. Przypomina także, iż:

Pięć lat temu mieliśmy podobną sytuację […] Przecież Tomasz Lis miał stratować w wyborach prezydenckich.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Thomas: Ludzie w Wielkiej Brytanii mają dosyć elit medialnych i rządzących, które cały czas im mówiły, że są głupi

David Thomas o wyniku zdecydowanym zwycięstwie torysów w przedterminowych wyborach w UK, porażce Jeremy’ego Corbyna, restrukturyzacji brytyjskiej gospodarki i zmęczeniu Brytyjczyków ich elitami.


David Thomas o przedterminowych wyborach w Wielkiej Brytanii, gdzie wygrała Partia Konserwatywna z Borisem Johnsonem na czele. Zdobyła 368 mandatów. Drugie miejsce zajęła Partia Pracy, która wprowadzi do Izby Gmin 191 przedstawicieli. To wielki sukces konserwatystów.

Był mrożony proces demokratyczny w Wielkiej Brytanii przez wyborami. Rząd będzie mógł prowadzić kraj dalej.

Nasz gość mówi, iż bez tych wyborów demokracja w Wielkiej Brytanii nie byłaby efektywna. Izba Gmin może w końcu zacząć normalnie działać. Podkreśla, że torysi zdobyli więcej procent głosów niż dotychczasowych rekordzista Edward Heath, który zastąpił premiera z ramienia laburzystów Harolda Wilsona w 1970 r. Oznacza to, że obecny rząd ma wyjątkowo mocny mandat społeczny.

Ludzie w Wielkiej Brytanii mają dosyć elit medialnych i rządzących, które cały czas im mówiły, że są głupi i powinni ich słuchać.

Thomas widzi przyczyny takiego wyniku w zmęczeniu Brytyjczyków ich elitami. Wskazuje również na słabość kampanii laburzystów kierowanych przez Jeremy’ego Corbyna. Ten ostatni wynik wyborów uznał za swoją osobistą porażkę i zrezygnował z dalszego kierowania  Partią Pracy. Gość „Poranka WNET” podkreśla, że:

[Corbyn] prowadził kampanię językiem marksistów.  To był język sprzed stu lat.

Przywódca laburzystów wypowiadał się tak, jakbyśmy wciąż żyli w czasach drugiej rewolucji przemysłowej, a nie czwartej.

Jest jasne, że biznesmeni i wszystkie rynki kapitałowe potrzebują jeden j rzeczy i to jest pewność, przez ostatnie trzy lata jej nie było.

Obecnie, jak mówi przewodniczący Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej, gospodarka brytyjska będzie musiała przejść restrukturyzację, by przygotować się do funkcjonowania poza Unią Europejską. Także ta ostatnia musi przygotować się gospodarczo na Brexit. Podkreśla, że „nie będzie łatwo, będzie ból”.

Stwierdza, że wybory w czwartek to tradycja. Mówi o sposobie liczenia głosów, który jest bardzo przejrzysty. Specyficzne jest także ogłaszanie wyników wyborów. Wszyscy kandydaci z okręgu stają razem na scenie, gdzie ogłaszane jest, który z nich dostał się do parlamentu.

Byłem tutaj w trakcie stanu wojennego, pomagałem rodzinie żony.

Thomas mówi również o swoich wspomnieniach związanych z dzisiejszą rocznicą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Machura: Mówią, że Jeremy Corbyn ma bardzo silne trockistowskie poglądy. Część lewicowców nie jest w stanie go poprzeć

Tomasz Machura o wyborach w Wielkiej Brytanii, ty, jaka jest ich stawka i czemu poglądy Jeremy’ego Corbyna nie są akceptowane nawet przez część jego własnej partii.

Tomasz Machura mówi o wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii, które odbywają się w czwartek. Żaden z komentatorów nie pragnie przewidywać, kto mógłby je wygrać. Albowiem Partia Konserwatywna i Partia Pracy „szły łeb w łeb” w przedwyborczym wyścigu.

To pierwsze wybory naprawdę przełomowe. Przedstawione są dwie radykalnie różne wizje Wielkiej Brytanii.

Torysi mówią dużo o zakończeniu Brexitu i o budowaniu dynamicznej gospodarki brytyjskiej z niskimi podatkami. Tymczasem Jeremy Corbyn postuluje nacjonalizację kolei i firm energetycznych. Chciałby on upaństwowić firmę będącą dostawcą internetu, by zapewnić obywatelom Wielkiej Brytanii „darmowy” internet. Za ten ostatni Brytyjczycy musieliby zapłacić ze swych podatków, ale jak twierdzą socjaliści, tylko ci bogaci.

Duża część mediów poparła Borisa Johnsona […] mówiąc, że to jedyna szansa by Wielka Brytania zachowała swój status silnej, gospodarki […] zderegulowanej, o niskich podatkach.

Media prawicowe, związane z Partią Konserwatywną poparły w znacznej mierze obecnego premiera. Jeżeli zaś chodzi o media lewicowe i tradycyjnie sprzyjające laburzystom, to jak zwraca uwagę Machura, część z nich poparła Corbyna, ale wiele też zachowało neutralność.

Jeremy Corbyn […] od lat 70. swych poglądów nie zmienił. Ma bardzo silne, jak niektórzy mówią, trockistowskie poglądy.

Poglądy szefa Partii Pracy są nie do zaakceptowanie dla części brytyjskiej lewicy, w tym nawet dla części laburzystów. Jak podkreśla nasz gość:

Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, takich jak ta, gdy 15 posłów Partii Pracy napisało list do swoich wyborców, by tym razem nie głosowali na Partię Pracy.

Socjalistyczni parlamentarzyści stwierdzili wprost, że współrządy ich partii doprowadziłyby Wielką Brytanię do katastrofy. Wśród postulatów Corbyna jest, poza wspomnianą nacjonalizacją, zmuszenie dużych firm brytyjskich, notowanych na giełdzie, by przekazały rządowi 10% swoich akcji, z których dochody mają być przeznaczone na wyrównywanie nierówności społecznych.

Wstępne wyniki wyborów będziemy znać po 22, kiedy ukarze się sondaż exit poll. Do tego czasu media nie mogą podawać cząstkowych wyników wyborów, ani pokazywać głosujących ludzi. Inaczej niż w Polsce, cisza wyborcza w Zjednoczonym Królestwie trwa tylko w czasie samego głosowania.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Jesienią 1939 roku bolszewicki zarząd zagarniętych ziem wschodniej Polski nie wstrzymał działalności Poczty Polskiej

Dokumenty pocztowe miały świadczyć, wg propagandy sowieckiej, że Polska na tym terenie istniała do czasu, kiedy naród, bez zewnętrznego przymusu zadecydował, aby przyłączyć się do „radzieckiego raju”.

Tadeusz Loster

27 sierpnia 1939 roku, czyli cztery dni po podpisaniu układu [Ribbentrop-Mołotow], Klimient Woroszyłow udzielił „Izwiestii” wywiadu, zawierającego „życzliwe” sugestie sowieckie, w których stwierdził możliwość (w razie wojny) dostaw dla Polski. 2 września ambasador ZSRR w Warszawie, Mikołaj Szaranow, zwracając się do ministra Becka, wyraził zdziwienie, że Polska nie korzysta z tej możliwości. 17 września o godzinie 9 rano mjr Zarębski przybył w tym celu do Moskwy. Wtedy sowiecka armia wkroczyła już kilkanaście kilometrów w głąb terytorium Polski.

Sowiecki dowód osobisty Heleny Loster, od 30 listopada 1939 roku Eleny Pietrownej Loster obywatelki ZSRR | Fot. ze zbiorów autora

Wojska bolszewickie przejechały przez granicę z białymi flagami, z otwartych wieżyczek czołgów żołnierze wymachiwali czapkami, wymijając w ten sposób napotkane na drodze polskie stanowiska graniczne. O godz. 11 oficerowie misji francuskiej donieśli, że czołgi bolszewickie przekroczyły Dniepr i są już 40 km od Kołomyi. (…)

Na zajętych przez siebie ziemiach polskich oddziały Armii Czerwonej zaczęły powoływać tymczasowe zarządy obwodowe składające się z funkcjonariuszy NKWD i reprezentantów tubylczej lewicy. W ten sposób na okupowanych terenach utworzono administrację bolszewicką. 28 października 1939 roku ZSRR oraz Rzesza Niemiecka zawarły traktat o granicach i przyjaźni, wyznaczający jako granicę linię Bugu. (…)

Ciekawymi dokumentami tego okresu są przesyłki pocztowe. Bolszewicki zarząd zagarniętych ziem nie wstrzymał działalności Poczty Polskiej, urzędy pocztowe działały jak przed wybuchem wojny. Nowe władze nie wycofały z obiegu polskich znaczków, utrzymały taryfę pocztową obowiązującą w RP od 1934 roku. Listy nadawane w urzędach pocztowych nie różniły się od listów przedwojennych, frankowane polskimi znaczkami i pieczętowane polskimi kasownikami, adresowane po polsku do instytucji o niezmienionych polskich nazwach, leżących przy ulicach o nazwach jak przed wojną. Z czasem, po wyczerpaniu się zasobów polskich znaczków pocztowych, zostały one zastąpione znaczkami radzieckimi w relacji: jeden złoty równał się jednemu rublowi.

List polecony wysłany z Wygody do Stryja dnia 25 października 1939 r. | Fot. ze zbiorów autora

Stopniowo zaczęły ukazywać się przesyłki oklejone tylko znaczkami sowieckimi lub bardzo ciekawe przesyłki, na których występowały znaczki Poczty Polskiej wraz ze znaczkami radzieckimi. W historii poczty rzadko można spotkać przesyłki opłacone znaczkami różnych państw.

Taka farsa pocztowa trwała oficjalnie do 30 listopada 1939 roku, kiedy obywatele polscy otrzymali obywatelstwo radzieckie. Po tej dacie z urzędów pocztowych znikały znaczki polskie, a polskie stemple pocztowe zastępowano radzieckimi. Zaczęła także obowiązywać taryfa taka sama, jak na całym obszarze Związku Sowieckiego.

Cały artykuł Tadeusza Lostera pt. „Dokumenty mówią” można przeczytać na s 3 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Tadeusza Lostera pt. „Dokumenty mówią” na s. 3 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

PSL – spadkobiercy komunistycznych ludowców udają więź z tradycjami Stronnictwa Ludowego, założonego w 1895 roku

Za każdym razem, gdy liderzy dzisiejszego PSL-u mówią o kontynuacji tradycji partii w wymiarze 124 lat – targają mną emocje. Czyżby ludzie nie znali historii, by się nabierać na propagandową sieczkę?

Piotr Hlebowicz

Tradycje Stronnictwa Ludowego – Polskiego Stronnictwa Ludowego – kończą się na wyjeździe Stanisława Mikołajczyka z Polski w roku 1947 i na represjach, które dotknęły w komunistycznej Polsce liderów tejże partii.

Ugodowi ludowcy (marionetki bierutowskiej władzy ludowej, którzy pomagali w likwidacji „mikołajczykowców”) stworzyli zalążek nowej partii, podległej PPR, którą nazwano Zjednoczone Stronnictwo Ludowe.

Tutaj tradycje się kończą, gdyż nowa „partia chłopska” została  satelickim kontrahentem powstałej z tak zwanego zjednoczenia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (w skrócie PZPR). Co prawda na emigracji w Londynie działała w rządzie na uchodźstwie PSL, jednak miała ona właściwie tylko symboliczne znaczenie, gdyż nie wpływała na życie kraju. I tak do 1989 roku rządziła PZPR (naczelna siła komunistyczna), a wtórowały jej „dwa kwiatki do kożucha” – ZSL i SD (Stronnictwo Demokratyczne). Wasale PZPR w tzw. Sejmie PRL. Widząc idące zmiany w Polsce, towarzysze z wierchuszki ZSL-u postanowili działać. Powołali do życia tzw. PSL „Odrodzenie”.

Od 1989 roku istniała też grupa tzw. wilanowskiego PSL-u, na czele z bardzo przyzwoitymi działaczami, wywodzącymi się z Niezależnego Ruchu Ludowego, „Solidarności” rolniczej oraz z Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników (działającego od roku 1982 w konspiracji). Czarodzieje z PSL „Odrodzenie” zaczarowali Romana Bartoszcze (stare komunistyczne wygi obiecały mu funkcję prezesa) i w maju 1990 r. oba PSL-e zostały „zjednoczone”. Owszem, Bartoszcze prezesem został, lecz tylko na rok. A potem nastąpiła akcja wyrugowania Romana i porządnych ludzi z nowo powstałej partii, a całą władzę przejęli towarzysze typu: Malinowski, Kalinowski, Olesiak, Jagieliński, Zych, młody Pawlak i inni.

W 1989 roku, z grupą znanego ludowca i żołnierza Armii Krajowej Józefa Teligi (przy poparciu Adama Bienia), próbowaliśmy odrodzić prawdziwy PSL. Niestety towarzysze z ZSL-u bardzo skutecznie nasze zamiary storpedowali. I to metodami niegodnymi. (…)

Lider tego nowego PSL-u, Władysław Kosiniak-Kamysz (zresztą syn wpływowego działacza ZSL-u okresu PRL), nie zareagował w maju 2019 r., uczestnicząc w „odczycie” Leszka Jażdżewskiego na UW, gdy ten zaatakował Kościół w sposób chamski i perfidny. A nawet oklaskiwał złotoustego antyklerykała!

Natomiast w obecnej kampanii wyborczej do parlamentu RP Władysław Kosiniak-Kamysz oddał miejsca na listach PSL-u sześciu kandydatom z organizacji „Ślonzoki Razem”. Może nic by nie było w tym dziwnego, gdyby stowarzyszenie to nie negowało polskości Śląska i nie trzymało się antypolskiej narracji historycznej. Po prostu – autonomiści.

Pan przewodniczący Kosiniak-Kamysz zasługuje na czerwoną kartkę od środowisk wiejskich całego kraju.

Niestety, wiedza historyczna naszego społeczeństwa jest w chwili obecnej znikoma. Cała masa poczciwych obywateli środowisk wiejskich nie jest świadoma, iż dzisiejsza partia pod nazwą PSL ma się do mikołajczykowskiego PSL-u, a tym bardziej do przedwojennego SL-u – jak pięść do nosa. Żadnej więzi historycznej NIE MA.

Cały artykuł Piotra Hlebowicza pt. „ZSL czy PSL?” można przeczytać na s. 4 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 19 grudnia.

Artykuł Piotra Hlebowicza pt. „ZSL czy PSL?” na s. 4 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 65/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Współzałożyciel spółki wydającej „Gazetę Wyborczą” informatorem Stasi? Tak wg dziennikarza wynika z dokumentów służb NRD

Jak napisał w sobotę na Facebooku Leszek Szymowski – dziennikarz śledczy i pisarz, Aleksander Paszyński był informatorem wschodnioniemieckiej służby bezpieczeństwa STASI.

Aleksander Paszyński – współzałożyciel „Gazety Wyborczej” był informatorem wschodnioniemieckiej służby bezpieczeństwa Stasi – wynika z dokumentów, do których udało mi się dotrzeć w Instytucie Gaucka.

[Aleksander Paszyński był współzałożycielem Agory, nie samej „GW”- przyp. red.]

Leszek Szymowski we wpisie na portalu Facebook podzielił się swoimi ustaleniami z kwerendy przeprowadzonej w Urzędzie Pełnomocnika Rządu Federalnego ds archiwów b. Stasi, tzw. Instytucie Gaucka. Wśród zgromadzonych tam akt Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego NRD (Ministerium für Staatssicherheit) znajdują się te kontrwywiadu w tym operujących w Polsce grup Warschau (Warszawa) i Breslau (Wrocław). W 1989 r. przedmiotem szczególnego zainteresowania pierwszej z grup, były, jak informuje dziennikarz, Obrady Okrągłego Stołu.

24 kwietnia 1989 oficer warszawskiej rezydentury sporządził obszerna notatkę z rozmowy z Aleksandrem Paszyńskim – wiceprzewodniczącym zespołu powołanego przy Okrągłym Stole ds mieszkaniowej. Zawierała informacje na temat nastrojów panujących w środowiskach opozycyjnych i zakulisowych rozmów przy Okrągłym Stole. Paszkowski, jak wynika z tego dokumentu, podzielił się że swoim niemieckim rozmówca wiadomościami na temat rozmów prowadzonych w kuluarach oraz stanowisk poszczególnych frakcji. Mówił o nastrojach panujących wśród działaczy opozycji, o tym kto prezentuje jakie stanowisko w jakiej sprawie, jakie rezultaty rozmów są spodziewane, a w końcu o tym jakie kroki zamierzają podejmować poszczególni działacze opozycji w sprawach będących przedmiotem obrad.

Szymkowski twierdzi, że wielu działaczy antykomunistycznej opozycji, biorącej udział w obradach Okrągłego Stołu, „w przerwach między obradami, ciągnęło” do ambasady NRD. Stwierdza, że wschodnioniemiecki atache, będący oficerem Stasi „wymienił Paszyńskiego z imienia i nazwiska. Zawarł też informacje, które go identyfikują >>dziennikarz<< i >>uczestnik obrad Okrągłego Stołu<<„.

Współzałożyciel Agory zmarł 27 czerwca 2001 w Warszawie. W związku z tym nie może odnieść się do oskarżeń. Dziennikarz śledczy zapowiedział też we wpisie, iż planuje wydanie książki opisującej działalność enerdowskich służb w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Zdradza, że:

Poznanie danych wielu jej [Stasi- przyp. red.] współpracowników, w tym znanych polityków, pozwoliło mi inaczej spojrzeć na polską rzeczywistość po roku 1989, w tym na polsko – niemieckie relacje.

A.P.