Prof. Krystyna Pawłowicz: Polska jest obiektem wojny medialnej. List Dekana to przykład politycznego wpływu na media

Media są najważniejszą władzą. Ministrowe, posłowie mogą sobie mówić, co chcą, ale co z tego dojdzie do ludzi, decyduje niemiecki „przekazior”, który mówi dokładnie inaczej, niż jest w rzeczywistości.

Prof. Krystyna Pawłowicz określiła list Marka Dekana jako polityczny wpływ na media. Stwierdziła, że pojęcie wolności nieograniczonej, propagowane przez niektóre środowiska, jest pułapką: – Dla obezwładniania grup, społeczeństw, państw. Pojęcie wolności doznaje ograniczeń w polskiej i każdej innej konstytucji.

Poseł PiS stwierdziła, że obecna sytuacja medialna jest zagrożeniem: – Przede wszystkim narusza się bezpieczeństwo państwa polskiego poprzez podjudzanie i właściwie napuszczanie polskich obywateli na demokratycznie wybraną władzę. Po drugie, ogranicza się moje prawo do rzetelnej informacji na temat działań mojej reprezentacji.

Spójność polskiej wspólnoty jest wartością nadrzędną. Ujawniła się sytuacja, że Polacy są urabiani przeciwko własnemu państwu. Wolność mediów i w żadnej innej dziedzinie nie może być koniem trojańskim w niszczeniu państwa polskiego – kontynuowała.

Nawiązując do określenia mediów jako czwartej władzy, powiedziała: – W moim przekonaniu media są najważniejszą władzą. Władza formalna, polityczna – ministrowe, posłowie mogą sobie mówić, co chcą, ale co z tego dojdzie do ucha i oka ludzi, decyduje niemiecki „przekazior”, który mówi dokładnie inaczej, niż jest w rzeczywistości.

Zdaniem Krystyny Pawłowicz, obecny rząd ma nieporównywalnie mniejsze szanse przebicia się do opinii publicznej niż jego poprzednicy.

Równowaga jest całkowicie zachwiana. Mówi się, że media publiczne mają misję i że muszą zapraszać innych. Przecież oni mają wszystkie inne media, a my zabieramy sobie czas. Uważam, że nasi nie powinni chodzić do tych niemieckich mediów.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

WJB

Doskonałe wyniki budżetowe. Za okres styczeń-luty 2017 roku skarb państwa zanotował prawie miliard złotych nadwyżki

Dochody budżetu wyniosły 60,9 mld zł, co stanowi aż 18,7% dochodów zaplanowanych na cały rok. Skarb państwa wydał 60,1 miliarda złotych, czyli ponad 15% sumy zapisanej w ustawie budżetowej.

Nadwyżka budżetu państwa po lutym br. wyniosła 0,9 mld zł – w ustawie budżetowej zaplanowano zaś 59,3 mld zł deficytu – podało Ministerstwo Finansów.

Wg szacunkowych danych ministerstwa, w okresie od stycznia do lutego 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 4,8 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Dochody podatkowe wzrosły w tym okresie o 25,6 % rok do roku. Wzrost dochodów w stosunku do okresu styczeń-luty 2016 roku odnotowano we wszystkich głównych podatkach:

• dochody z podatku VAT były wyższe o 40,1% r/r. (tj. ok. 9,6 mld zł),

• dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 6,9% r/r (tj. ok. 0,7 mld zł),

• dochody budżetu państwa z podatku PIT były wyższe o 5,5% r/r (tj. ok. 0,4 mld zł),

• dochody budżetu państwa z podatku CIT były wyższe o 5,8% r/r (tj. ok. 0,3 mld zł).

Dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych za okres I-II 2017 wyniosły 0,7 mld zł. W okresie styczeń – luty 2017 r. wykonanie dochodów niepodatkowych wyniosło 3,0 mld zł i było niższe o 7,0 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. W lutym 2016 roku miała miejsce wpłata na rachunek budżetu państwa z tytułu aukcji LTE, której nie ma w roku 2017.

Wykonanie wydatków budżetu państwa w okresie styczeń – luty 2017, wg szacunkowych danych wyniosło 60,1 mld zł, tj. 15,6% planu. W analogicznym okresie roku 2016 r. przekazano 59,3 mld zł środków na wydatki.

Największe różnice w wykonaniu wydatków w stosunku do okresu styczeń – luty roku ubiegłego odnotowano w ramach budżetów wojewodów (wykonanie wyższe o ok. 4,3 mld zł), co jest głównie związane z wypłatą świadczeń wychowawczych w ramach priorytetowego rządowego programu rodzina 500 plus w okresie styczeń – luty br. W roku ubiegłym wypłata tych świadczeń wystartowała od kwietnia.

 

ŁAJ/PAP

Grupa G20 osiągnęła kompromis w sprawie wolnego handlu. Komunikat po posiedzeniu uwzględnia interesy wszystkich krajów

Komunikat uwzględnia zarówno interesy krajów, które na nim zyskują, jak i tych, które mają deficyt handlowy – powiedział w sobotę wicepremier Mateusz Morawiecki podczas powrotu ze spotkania G20.

Mateusz Morawiecki wyjaśnił, że w ostatecznym kształcie komunikatu, po spotkaniu w Baden-Baden, nie ma kwestii dekarbonizacji. Podczas dyskusji nad konkluzjami po spotkaniu mocno akcentowane były mechanizmy wolnego handlu, niemniej – jak powiedział – ze względu na opór Amerykanów i na nowej administracji USA, wolny handel został opatrzony w komunikacie wieloma dodatkowymi zastrzeżeniami.

Został właściwie usunięty z pierwszej wersji. To oznacza, że de facto komunikat jest swego rodzaju wypośrodkowaną reprezentacją interesów zarówno krajów najbardziej otwartych, które na handlu najwięcej zyskują, jak Holandia, Niemcy, Austria, Belgia, jak i krajów, które od wielu lat mają deficyt w rachunku bieżącym handlowym, jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania – powiedział wicepremier.

Uważam, że Polska bardzo dobrze reprezentowała tę linię środka – zaznaczył wicepremier Morawiecki.

Z komunikatu wynika mocne zalecenie polityki fiskalnej, która promuje wzrost równości, redukcję nierówności oraz społeczne włączanie różnych grup.

Ponadto zwrócono uwagę na odpowiedzialny rozwój, czyli taki sposób prowadzenia polityki gospodarczej, który – zdaniem ministra Morawieckiego – proponowany jest przez Polskę.

Wicepremier poinformował, że dyskusja dotyczyła też wymogów kapitałowych i innych mechanizmów, które mają wzmacniać sektor kapitałowy: – Tutaj nasz kraj jest w bardzo bezpiecznej pozycji, ponieważ mamy sektor bankowy mocno skapitalizowany, jesteśmy w zgodzie z regulacjami europejskimi – zapewnił.

Wyjaśnił, że poziom aktywów w sektorze bankowym wynosi w Polsce ponad 80 proc. PKB, tymczasem są kraje rozwinięte, które mają większe aktywa, niż całe PKB danego kraju.

A więc z tego punktu widzenia zarówno parametry płynnościowe, jak i kapitałowe my wypełniamy znakomicie i już dzisiaj jesteśmy – można powiedzieć – w awangardzie – podkreślił wicepremier.

Wskazał, że dyskusja podczas spotkania G20 dotyczyła też włączenia do systemu finansowego osób, które są na jego marginesie: – Nasze projekty „cashless i paperless”, czyli Polska bez gotówki i Polska bez papieru, szły dokładnie w kierunku tym, który jest ujęty w konkluzjach – powiedział. Przedmiotem dyskusji, jak powiedział, było także wzmocnienie bezpieczeństwa cybernetycznego; Polska też wpisuje się w ten trend.

Dodał, że kwestią fundamentalną dla Polski, która była poruszana na spotkaniu, było unikanie opodatkowania: – Tutaj Polska, można powiedzieć, jest w szpicy państw, które chcą wymiany informacji, chcą transparentności, zakazu opodatkowania podwójnego, ale również – co padło podczas dyskusji – nie powinien mieć miejsca braku opodatkowania.

– Walczymy o to, aby nie było firm, które rozliczają swoje podatki na Seszelach czy Bermudach, płacąc 0,05 proc., a w Polsce wtedy w ogóle nie płacą podatku – podkreślił.

Według niego G20 podkreśla wagę automatycznej wymiany danych, transparentności, wypracowania reguł podwójnego opodatkowania ale i mechanizmów, które nie pozwolą uciekać z opodatkowaniem różnym firmom. Zwrócono też uwagę na rolę instytucji rozwojowych.

Minister Morawiecki powiedział, że podczas debaty plenarnej podkreślił, iż Polska jest pierwszym krajem, który trzy miesiące temu wyemitował tzw. zielone obligacje (przeznaczone na finansowanie inwestycji prośrodowiskowych – PAP), warte 750 mln euro.

Wicepremier poinformował, że podczas konferencji rozmawiał z prezesem banku centralnego Chin, dziękując mu za współpracę: – Jesteśmy pierwszym państwem, które wypuściło obligacje panda w juanie (…), dzisiaj zarabiamy na tych obligacjach, ponieważ marża jest ujemna po zamianie juana na euro. Prawdopodobnie będziemy robili drugą transzę obligacji w juanie, czyli panda bonds – zapowiedział.

PAP/WJB

Sasin o ustawie metropolitalnej: Projekt autorstwa PO generował dodatkową biurokrację. My chcemy ją zmniejszyć

Projekt PiS przewiduje zmniejszenie liczby wysokich urzędników oraz radnych na poziomie Rady m.st. Warszawy z 60 do 30 osób. Zakłada także możliwość wyboru przez mieszkańców miasta m.in. burmistrzów.

Jak zakomunikował w Poranku Wnet Jacek Sasin, deputowany PiS, jednym z głównych celów projektu o metropolii warszawskiej jest likwidacja zbędnej biurokracji poprzez zmniejszenie ilości radnych.

Ustawa o metropolii autorstwa Platformy Obywatelskiej generowała dodatkową administrację i biurokrację, my jej nie chcemy, a wręcz przeciwnie, nasz projekt oznacza zmniejszenie biurokracji – powiedział.

Jacek Sasin tłumaczył, że projekt PiS przewiduje zmniejszenie ilości wysokich urzędników oraz radnych na poziomie Rady m.st. Warszawy z 60 do 30 osób. Kompetencje wydelegowanych urzędników mają zostać skierowane do władz poszczególnych warszawskich dzielnic. Dodał także, że projekt zakłada możliwość wyboru przez mieszkańców miasta m.in. burmistrzów.

Co więcej, chcemy, aby wszyscy byli wybierani przez mieszkańców. Od radnego w dzielnicy po prezydenta w metropolii i radę metropolitalną – powiedział.

Poseł PiS w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim oznajmił również, że większość samorządowców popiera plan utworzenia metropolii warszawskiej: – Głosów na „nie” praktycznie nie ma. Deklarowali chęć rozmowy i przekonywali, że ustawa jest potrzebna.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

K.T.

Wiceszef Biełsat TV: Trwające obecnie spontaniczne protesty na Białorusi mogą zostać przejęte przez Rosjan

Jeżeli w Mińsku na ulice wyjdzie kilka tysięcy ludzi, może się okazać, że opozycja nie jest w stanie kierować takim tłumem. A Rosjanie potrafią to robić – w Poranku Wnet mówił Aleksy Dzikawicki.

Gość Poranka Wnet, Aleksy Dzikawicki, szef programu informacyjnego „Obiektyw” w Biełsacie, opowiadał o protestach, które, jak dotąd, zawiązują się spontanicznie. – Poziom frustracji jest już niezmiernie wysoki. Ludzie nie mają pracy albo dostają propozycje na poziomie 100 euro. Przez podatek od tzw. nieróbstwa znacznie zmniejszyła się opłacalność sezonowych wyjazdów zagranicznych. [related id=”7317″]

Zatrzymano kilkadziesiąt osób. Do wczorajszego dnia aresztem lub grzywnami ukarano 50 osób. Skala protestów przerosła oczekiwania. Od lat 90. zwykli ludzie nie wychodzili na ulice. Mieliśmy do czynienia co najwyżej z manifestacjami osób zaangażowanych politycznie – kontynuował nasz gość.

Łukaszenka jest w najtrudniejszej sytuacji od wielu lat. Rosja nie może już finansowo wspierać Białorusi, ponieważ ma znaczne wydatki gdzie indziej, choćby na Ukrainie. Łukaszenka, nie mając rosyjskiej strzykawki, nie może teraz np. podnieść ludziom pensji – podsumował Aleksy Dzikawicki.

Obecny w studio Sławomir Ozdyk, ekspert ds. bezpieczeństwa, podzielił się swoimi obserwacjami z niedawnego pobytu na Białorusi. Opowiedział między innymi o wstrzymanych pracach budowlanych w tym kraju. Mówił także o związkach białoruskich nacjonalistów i ukraińskich narodowców.

Wiosną 2015 roku prezydent Aleksander Łukaszenka podpisał dekret, zgodnie z którym osoby zdolne do pracy, które nie przepracują przynajmniej połowy w roku, są zobowiązane do płacenia tzw. podatku „od bezrobocia”. Jest to jednorazowa opłata, równowartość ok. połowy średniej pensji na Białorusi. Podatku nie płacą zarejestrowani bezrobotni.

AA

Grupa Polskiego Funduszu Rozwoju: mamy 15 mld złotych na inwestycje w ramach Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju

O propozycjach reformy OFE, zachętach podatkowych w ramach systemu zabezpieczenia emerytalnego oraz projekcie wielkiego portu lotniczego w centrum Polski mówi w Poranku Wnet prezes PFR Paweł Borys.

Gość Poranka Wnet mówił o roli Polskiego Funduszu Rozwoju w realizacji Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju: – Grupa Polskiego Funduszu Rozwoju prezentuje nowe podejście, jeżeli chodzi o polskie instytucje rozwoju, które funkcjonowały przez lata, ale były nieuporządkowane oraz niedoinwestowane. Teraz w ramach grupy integrujemy te podmioty. W tej chwili PFR dysponuje 15 miliardami złotych.

Zorganizowaliśmy centrum informacyjne, gdzie można uzyskać wszystkie informacje. Do tej pory ta sfera była nieuporządkowana. Wszystkie instytucje rozwojowe stworzyły 150 różnych portali informacyjnych – powiedział Paweł Borys.

Z prezesem Polskiego Funduszu Rozwoju rozmawialiśmy także o propozycjach reformy systemu emerytalnego, opracowywanych przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. – Rozwiązanie zaproponowane przez ministerstwo rozwoju zakłada, że 75% środków zgromadzanych w OFE zostanie przekazanych na indywidualne konta emerytalne. W tym wariancie ponad 100 miliardów złotych trafiłoby na Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. Te środki będą własnością oszczędzających (…) Pozostałe 25% środków zostanie przeniesione do Funduszu Rezerwy Demograficznej, aby zbudować realnych bufor finansowy ZUS-u.

System OFE nie był zdrowy i był finansowany poprzez przyrost długu publicznego. Do tego dochodziły, zwłaszcza na początku, wysokie koszty obsługi. To był błąd, że nie postawiono od razu na zdrowy i silny III filar – zaznaczył gość Poranka Wnet, podkreślając, że pierwszy filar systemu emerytalnego nie zdoła zapewnić godziwych świadczeń emerytalnych i konieczna jest reforma systemu prywatnych ubezpieczeń.

Emerytury z ZUS będą coraz niższe i musimy mieć świadomość, że jeżeli chcemy mieć bezpieczeństwo finansowe na emeryturze, musimy zacząć sami oszczędzać. Państwo ma tutaj swoją rolę do odegrania, aby taki system upowszechnić i stworzyć zachęty podatkowe dla jego funkcjonowania.

Na koniec rozmowy z Pawłem Borysem, prezesem PFR, Krzysztof Skowroński zapytał o projekt budowy centralnego lotniska. – Komitet Ekonomiczny pozytywnie zaopiniował projekt centralnego portu lotniczego, ale ostateczna decyzja należy do rządu.

– Wierzę, że to jest projekt transformacyjny z punku widzenia polskiej gospodarki. Mamy realną szansę, aby stworzyć w centrum Polski regionalny ośrodek logistyczny. Można taki centralny port lotniczy połączyć z dobrymi połączeniami kolejowymi i skutecznie wykorzystać nasze położenie geograficzne.

ŁAJ

Poranek 17 marca 2017 – Jacek Sasin – poseł PiS, Paweł Borys – prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Nie chcemy dodatkowej biurokracji w Warszawie – o planowanej reformie administracyjnej stołecznej aglomeracji mówił w Poranku Wnet jej autor, Jacek Sasin.

 


Paweł Borys – prezes PFR; 

Jacek Sasin – poseł PiS; 

Aleksy Dzikawicki – zastępca dyrektora Bielsat TV;

Sławomir Ozdyk – ekspert ds bezpieczeństwa; 

Tomasz Wybranowski – dziennikarz Radia Wnet; 

Jan Bogatko – korespondent Radia Wnet; 


Prowadzący: Krzysztof Skowroński  
Realizator: Konrad Abramowicz  
Wydawca: Łukasz Jankowski


 

Część pierwsza: 

Mieczysław Kościuk o protestach przeciw likwidacji kopalni „Krupiński” i nieprawdziwych informacjach podawanych w tej sprawie przez ministra Tchórzewskiego.

Sławomir Ozdyk o problemach związanych z obecnością muzułmańskiej mniejszości w Niemczech. Zdaniem eksperta, społeczeństwa zachodnie reagują niedostatecznie na coraz lepiej zorganizowane działania islamistów.

Tomasz Wybranowski z Irlandii o obchodach dnia św. Patryka.

Sławomir Ozdyk o konflikcie między Turcją i Europą.

Część druga:  

Aleksy Dzikawicki o protestach na Białorusi i represjach stosowanych przez władze. Nasz gość opowiedział też o działalności telewizji Biełsat.

Sławomir Ozdyk o swoich obserwacjach z niedawnego pobytu na Białorusi

Jan Bogatko o islamskich przybyszach w Zgorzelcu i innych niemieckich miastach. Nasz korespondent opowiedział także o agendzie wizyty Angeli Merkel w Stanach Zjednoczonych.

Aleksy Dzikawicki o udziale anarchistów w protestach na Białorusi i związkach tamtejszych nacjonalistów z narodowcami ukraińskimi.

Część trzecia:  

Jacek Sasin o projekcie reformy administracyjnej metropolii warszawskiej i reakcjach jakie on wywołuje. Nasz rozmówca mówił też ogólnie o ustroju polskich samorządów.

Część czwarta:

Paweł Borys o znaczeniu Polskiego Funduszu Rozwoju w kontekście Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju – flagowego przedsięwzięcia wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Nasz gość omówił rządową koncepcję reformy systemu emerytalnego.

Część piąta:  

Wojciech Piotr Kwiatek z Kurierem Kulturalnym, a w nim: o książce Katarzyny Pinkosz „Wybudzenia”, poświęconej problemowi ludzi, którzy popadli w śpiączkę i ogółowi problemów z tym związanych (dramatyczna szczupłość bazy medycznej) oraz o polsko-francusko-niemiecko-belgijskiej filmowej superprodukcji „Maria Skłodowska – Curie”.

Bogusław Szostkiewicz o książce ks. Jana Twardowskiego „Wszędy pełno ciebie”.


Posłuchaj całego Poranka

 

Ministrowi Tchórzewskiemu zostało 13 dni na opamiętanie się i cofnięcie decyzji o zamknięciu kopalni „Krupiński”

Tchórzewski: węgiel w „Krupińskim” musiałby być transportowany pod ziemią 7 km, a powyżej 5 km to nieopłacalne. Kościuk: minister mówi o innej kopalni i o innym pokładzie. Dlaczego minister kłamie?

Minister energii Krzysztof Tchórzewski bronił w środę 15 lutego słuszności decyzji o przekazaniu kopalni „Krupiński” do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Podczas dyskusji w Senacie, poświęconej nowelizacji tzw. ustawy górniczej, poinformował senatorów, że dwukrotnie zwracał się do instytucji finansowych z pytaniem o możliwość renegocjacji umowy restrukturyzującej zadłużenie JSW, której jednym z elementów jest przeniesienie „Krupińskiego” do SRK. [related id=6617]Jednak odpowiedź banków była odmowna. – Wypowiedzenie tego porozumienia oznaczałoby natychmiastową wymagalność całego zadłużenia – wyjaśnił minister Tchórzewski, przypominając, że JSW wynegocjowała z instytucjami finansowymi odroczenie rozpoczęcia spłat zobowiązań wobec nich o dwa lata oraz wydłużenie spłat w czasie z 5 do 10 lat.

Według ministra, kopalnia „Krupiński”, która w ciągu ośmiu lat przyniosła 970 mln zł strat, była w opinii bankowców i analityków najtrudniejszym elementem, jeśli chodzi o finanse JSW.

Tchórzewski przyznał, że gdyby w kopalnię zainwestować w ciągu trzech lat ok. 300 mln zł, dopłacając w tym czasie do wydobycia kolejne 250 mln zł, byłaby możliwość udostępnienia pokładów węgla, dających szansę rentownego działania. Węgiel ten musiałby być transportowany pod ziemią przez 7 km, choć eksperci z reguły uznają podziemny transport powyżej 5 km za nieopłacalny.

Z takim stanowiskiem ministerstwa nie zgadza się gościa Poranka Wnet, przewodniczący „Solidarności” w KWK „Krupiński”, Mieczysław Kościuk, twierdząc, że minister Tchórzewski mówi o sytuacji zupełnie innej kopalni i innym pokładzie. Według map geologicznych przedstawianych przez stronę społeczną, pokład 405/1, gdzie znajduje się węgiel koksujący, znajduje się w odległości 600 metrów od głównego szybu wydobywczego kopalni „Krupiński”.

Zdaniem przewodniczącego Kościuka, przekazywane przez ministra energii informacje o sytuacji geologicznej i wynikach finansowych „Krupińskiego” są nieprawdziwe. – Załoga została przekonana do tego, że warto bronić kopani „Krupiński”. Trzeba ostro zaprotestować przeciwko wypowiedziom pana ministra Tchórzewskiego, które są konfrontacyjne wobec załogi. Jak minister może kłamać w rozmowach z posłami i senatorami z Prawa i Sprawiedliwości?!

Zdaniem naszego rozmówcy, to niemiecki kapitał wpływa na postanowienie Ministerstwa Energii o zamknięciu kopalni „Krupiński”.

[related id=7339 side=left]

Mieczysław Kościuk podważył również wyliczenia ministra energii dotyczące wpływu likwidacji kopalni na kurs akcji całej Jastrzębskiej Spółki Węglowej. – Minister przekonuje, że wartość akcji JSW wzrosła po zapadnięciu decyzji o likwidacji KWK „Krupiński”. A kiedy spojrzymy kursy akcji jastrzębskiej spółki, to wyraźnie zobaczymy, że po grudniowym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, gdzie ogłoszono decyzję o likwidacji „Krupińskiego”, doszło do spadku ich wartości o prawie 10 złotych.

Za pierwszy kwartał wyniki JSW wyniosą najprawdopodobniej około jednego miliarda złotych zysku netto. Więc jak się mają niezbędne wydatki inwestycyjne w KWK „Krupiński”, szacowane na wysokość 200 milionów złotych, do wyników finansowych całej spółki? A trzeba pamiętać, że „Krupiński” jest kopalnią, która najszybciej może rozpocząć fedrowanie nowych podkładów węgla koksowego w całej jastrzębskiej spółce – podkreślił nasz rozmówca.

ŁAJ

Wiceminister Szwed: Nie będzie rewolucji w urzędach pracy, ale przymierzamy się do zmiany ustawy o zwalczaniu bezrobocia

O obecnej sytuacji na rynku pracy, pomysłach na jej poprawę i możliwościach aktywizacji zawodowej osób bezrobotnych. Rozmowa ze Stanisławem Szwedem, wiceministrem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Sytuacja na rynku pracy jest bardzo dobra, ale wciąż bardzo liczna jest grupa osób nieaktywnych zawodowo, która powinna zacząć w pełnym wymiarze uczestniczyć w życiu gospodarczym. – Mamy najniższą stopę bezrobocia od 27 lat, ale są jeszcze województwa, gdzie wskaźnik osób pozostających bez zatrudnienia jest dwucyfrowy. Ciągle niezwykle palącym problemem w naszym kraju są osoby długotrwale bezrobotne, czyli takie, które są na bezrobociu ponad 12 miesięcy. To jest grupa, którą staramy się zaktywizować i przywrócić na rynek pracy, ale to nie jest łatwy proces.

Stopa bezrobocia rejestrowanego przez urzędy pracy, według metodologii liczenia GUS, w styczniu 2017 roku wyniosła 8,6% osób w wieku produkcyjnym. Wskaźnik podawany przez Eurostat wyniósł 5,9%, wobec 9,6% bezrobocia w strefie euro.

Mimo dobrych wyników wskaźników bezrobocia, wskaźniki aktywności zawodowejw Polsce wciąż należą do najniższych w Unii Europejskiej.

Zdaniem wiceministra, właśnie na walce z niską aktywnością zawodową będzie obecnie skupiać się ministerstwo pracy. – Zwiększymy ilość środków przekazywanych na aktywizację bezrobotnych. Przymierzamy się również do zmiany ustawy o zwalczaniu bezrobocia, tak aby środki przeznaczane na ten cel były bardziej efektywnie wydawane – podkreślił minister Szwed.

Z wiceministrem Rodziny Pracy i Polityki Społecznej rozmawialiśmy o realizacji ustawy o podniesieniu najniższej stawki godzinowej do 13 złotych. – Po dwóch miesiącach funkcjonowania stawki 13 złotych za godzinę mamy informacje, że niektórzy nieuczciwi przedsiębiorcy starają się te przepisy obchodzić – powiedział nasz rozmówca.

Stanisław Szwed odniósł się również do wpływu pracowników zza wschodniej granicy na polski rynek pracy. – Musimy wprowadzać takie rozwiązania, które uszczelnią ten system [rynku pracy dla osób spoza UE]. Chcemy również mieć bardziej szczegółową informację, co dzieje się z osobami, które wjeżdżają do naszego kraju. Czy podejmują pracę, czy wykorzystują tylko przyznaną wizę, aby jechać dalej do krajów Europy Zachodniej.

ŁAJ

Polska liderem absorbcji środków z UE; ponad połowa wszystkich dużych inwestycji infrastrukturalnych pochodzi z Polski

Ministerstwo Rozwoju zwiększyło finansowanie programu Infrastruktura i Środowisko, z którego będzie zasilone kolejne dziesięć inwestycji w infrastrukturę drogową. Do tej pory pozyskano 3,4 mld zł.

 

Szczegóły programu inwestycyjnego przedstawiał wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński, odpowiedzialny w rządzie, za absorpcję środków europejskich. – To jest dobra informacja dla dziesięciu inwestycji drogowych o kluczowym znaczeniu dla dziewięciu miast, również tych powiatowych. Wiele polskich miast boryka się z problemami komunikacyjnymi, czekając często dziesiątki lat na istotne drogi lub wiadukty. Dlatego zdecydowaliśmy się na przyznanie nowych środków w ramach projektu 4+2 i programu Infrastruktura i Środowisko.

W ramach przyjętych programów skala dofinansowania unijnego sięga 85 procent, resztę porywają pieniądze publiczne. – Bardzo ważne jest dla naszego kraju, żeby kolejne inwestycje otrzymały dofinansowanie z funduszy europejskich. Dzisiejsza decyzja jest to odpowiedzią na pytania i prośby samorządowców oraz członków rządów o pomoc w przeprowadzeniu kluczowych inwestycji i szybszym nadrabianiu opóźnień. W dziewięciu miastach zrealizujemy inwestycje na 1,5 miliarda złotych, w ramach tej sumy dofinansowanie ze środków unijnych wyniesie ok. 1,2 miliarda.

– Do tej pory w programie Infrastruktura i Środowisko przyznano dofinansowanie na 4,5 miliarda złotych. W tej sumie 3,4 miliarda złotych stanowiły środki wspólnotowe. To jest największe przedsięwzięcie infrastrukturalne w ostatnich latach – oświadczył w czasie konferencji wiceminister rozwoju i dodał: – To nie będzie koniec tego typu wiadomości w tym roku.

Jerzy Kwieciński podkreślił, że jesteśmy liderem zagospodarowywania środków europejskich.

Ponad połowa wszystkich dużych projektów infrastrukturalnych, współfinansowanych przez Unię Europejską, pochodzi z Polski. Chcemy nadrabiać zapóźnienia infrastrukturalne w kraju, ale chcemy również, aby te drogi były osią transportową całej Unii Europejskiej, wpisując się chociażby w projekt budowy drogi Via Carpatia.

W ramach obecnej unijnej perspektywy finansowej i programu Infrastruktura i Środowisko, do tej pory wsparto projekty w szeregu miast powiatowych, takich jak Tarnów Leszno, Tychy, Zamość, Rybnik, Bydgoszcz, Częstochowa, Łomża czy Nowy Sącz. Wszystkie z zaprezentowanych dzisiaj projektów kończą się do 2019 roku.

Odpowiadając na pytania dziennikarzy o pochodzenie środków, które zostaną przekazane na inwestycje, wiceminister rozwoju podkreślił: – Żeby udało się sfinansować wymienione inwestycje, musieliśmy przesunąć te środki z programu 4+1.

 

ŁAJ