Dominik Kolorz: Walka o kolejne kopalnie jest przed nami, ale nie potrafię się pogodzić z likwidacją „Krupińskiego”

– Następnych kopalni węgla już nie pozwolimy oddać tak łatwo. Do działań rządu w górnictwie mam coraz więcej zastrzeżeń – podkreślił przewodniczący „Solidarności” regionu śląsko-dąbrowskiego.

Gość Poranka Wnet krytycznie odniósł się do działania rządu oraz ministerstwa energii w zakresie restrukturyzacji kopalni węgla kamiennego. – Największym sukcesem rządu na Śląsku, mówiąc w dużym cudzysłowie, jest to, że udało się doprowadzić do rozbicia ruchu związkowego. To rozbicie służy temu, że te kopalnie są tak spokojnie likwidowane.

Zdaniem gościa Poranka Wnet, rządowe plany zamykania kopalń spotkają się ze zdecydowanym sprzeciwem strony związkowej, jeśli nie dojdzie do zmiany polityki. – Ocena rządowego programu restrukturyzacji nie może być pozytywna. My na Śląsku pamiętamy, co się działo w kampanii wyborczej, kiedy wszyscy politycy z Prawa i Sprawiedliwości nas zapewniali, że nie będzie powtórki z polityki Platformy Obywatelskiej. Niestety po półtora roku doszło już do zamknięcia dwóch kopalń, a szykuje się zamknięcie kolejnych trzech.

Jak podkreślił Dominik Kolorz, obecna sytuacja finansowa spółek węglowych pozwalała na uratowanie KWK „Krupiński”. – To, że JSW, która ma bardzo dobre wyniki, nie chce inwestować w KWK „Krupiński”, w kopalnię, która ma doskonałe złoże, jest przejawem złego zarządzania. Tutaj ministerstwo energii dało się ograć Unii Europejskiej i zbyt mocno zagwarantowało, że niektóre kopalnie będzie likwidować. Ale w momencie podpisania porozumień  sytuacja gospodarcza była zupełnie inna, nie było tak dobrej koniunktury na węgiel, to powinno zmienić podejście rządu do kwestii porozumień z Brukselą.

– Być może uda się zawiązać spółkę pracowniczą, znaleźć inwestora i dalej pracować, tak aby nie marnować skarbu narodowego, jakim jest polski węgiel – podkreślił w Poranku Wnet Dominik Kolorz.

Przewodniczący „Solidarności” podkreślał, że w połączeniu dwóch górniczych spółek istnieje ryzyko dla całej branży. – Sytuacja rynkowa jest teraz dobra i połączenie PGG z KHW w efekcie końcowym powinno wywołać pozytywny efekt synergii. Ale z drugiej strony obserwujemy niebezpieczne eksperymenty w zarządzaniu i mimo, że mamy ssanie na węglowej, to nie potrafimy go wydobywać w większej ilości, aby zapełnić rynek.

Dominik Kolorz wskazał, że jest możliwość ekspansji rynkowej dla polskiego węgla, jednak w ostatnim roku produkcja węgla energetycznego spadła. – Unia zaimportuje w tym roku około 160 milinów ton węgla, więc mamy rynek zbytu tuż pod nosem, a nie potrafimy z tego korzystać. Musimy dozbroić infrastrukturalnie i organizacyjnie nasze kopanie, aby następnie, kiedy przyjdzie dekoniunktura na rynku węgla, cały sektor był na to gotowy.

ŁAJ

 

Za likwidację kopalni „Krupiński” postawimy ministra energii przed sądem, oświadczył szef Solidarności w KWK „Krupiński”

– KWK „Krupiński” zostanie sprzedana oferentowi, który da najwyższą cenę, czyli najprawdopodobniej spółce niemieckiej – ostrzegał w Poranku Wnet Mieczysław Kościuk, szef „Solidarności” w „Krupińskim”.

Przewodniczący „Solidarności” na KWK Krupiński relacjonował w Poranku Wnet ostatnie próby ratowania swojej kopalni przed przekazaniem jej do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, gdzie ma zostać zlikwidowana. Jedną z ostatnich szans na przekonanie ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego i pełnomocnika rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego Grzegorza Tobiszowskiego do zmiany decyzji była dyskusja na forum sejmowej komisji energii.

[related id=8548]

Posłowie na wniosek Platformy Obywatelskiej wysłuchali informacji ministra o powodach zamknięcia kopalni „Krupiński”. Minister Tchórzewski podkreślał, że fatalna sytuacja finansowa całej Jastrzębskiej Spółki Węglowej nie dawała innej możliwości zwarcia porozumienia z wierzycielami, jak podjęcie decyzji o zamknięciu KWK „Krupiński”. Obecnie nie ma możliwości podjęcia próby renegocjacji umowy.

Szef „Solidarności” na KWK „Krupiński” wyraził stanowczy sprzeciw wobec argumentacji ministra oraz całego przebiegu debaty na komisji energii. – W ostatnich dniach nie wydarzyło się nic takiego, co był zmieniło los kopalni „Krupiński”. Nie możemy być zadowoleni z przebiegu komisji Sejmowej Energii i Skarbu Państwa. To był występ jednego aktora w postaci przewodniczącego Suskiego, który zrobił wszystko, aby nie dopuścić do merytorycznej debaty.

– SRK to nie jest spółka restrukturyzacji, tylko likwidacji. Tam nie ma mowy o żadnej restrukturyzacji, tam się albo kopalnie zamyka, albo je sprzedaje – podkreślił Mieczysław Kościuk.

Zdaniem gościa Poranka Wnet działania ministra energii są wynikiem wpływów kapitału niemieckiego. – Kopalnia „Krupiński” znajdzie się w SRK w wyniku działań lobbingowych, prowadzonych przez niemieckie spółki, którym członkowie rządu albo nie byli w stanie się przeciwstawić, albo można nawet powiedzieć, że się do nich przyczynili.

[related id=7693 side=left]

Pogłoski o możliwości przejęcia złóż węgla koksowego należących do kopalni w Suszcu krążyły od kilkunastu miesięcy. Do zakupu miała się przymierzać spółka Silesian Coal, należąca do niemieckiej firmy HMS Bergbau. Informacje o obecności przedstawicieli niemieckiego kapitału w KWK „Krupiński” przedstawił Mieczysław Kościuk:

Kilka dni temu na dole kopalni była grupa pięciu osób zgłoszonych przez firmę ZUK, która wykonuje prace przygotowawcze na rzecz jastrzębskiej spółki. W tej grupie znalazły się dwie osoby z konsorcjum banków niemieckich, które badały kopalnię „Krupiński”, czy warto ją przejmować od SRK oraz czy warto w nią inwestować i rozcinać złoże węgla koksowego.

Do dzisiaj nie ma porozumienia ze stroną związkową w sprawie alokacji pracowników kopalni „Krupiński”, która już się odbywa, a na którą nie zgodził się żaden związek zawodowy – zaznaczył Mieczysław Kościuk.

Z komunikatu wystawionego przez Jastrzębską Spółkę Węglową w kopalni trwają intensywne prace dotyczące alokacji pracowników do innych zakładów JSW. Do tej pory nowe miejsca pracy znalazło 547 pracowników kopalni.

Do końca tego tygodnia do innych zakładów JSW zostanie przeniesionych ponad 1200 pracowników, z tego 97 w poniedziałek, 181 w środę, 199 w czwartek, a 764 w piątek, 31 marca.

[related id=7339]

Do końca tygodnia mają dobiec końca wszystkie prace dotyczące przekazania kopalni Krupiński do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. 1 kwietnia ma zostać podpisana umowa notarialna w sprawie nieodpłatnego przekazania kopalni do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

Gość Poranka Wnet zapowiedział również możliwość złożenia zawiadomienia do prokuratura na postępowanie ministra energii. – Będziemy chcieli wystosować wniosek do prokuratury pod adresem ministra i wiceministra energii, za działania na szkodę państwa. Ministerstwo nie chce udostępnić wyników audytu, gdzie są podane ceny węgla, który był sprzedawany nie tylko znacznie poniżej kosztów wydobycia, ale również cen rynkowych, co negatywnie wpływało na wyniki kopalni. Za takie działania wyrzucono wiceprezesa spółki, ale nie zmieniono perspektyw rentowności „Krupińskiego”.

ŁAJ

Witold Waszczykowski po spotkaniu z szefem dyplomacji Nigerii: Nigeria jest ważnym celem naszego programu Go Africa

Polska jest zainteresowana współpracą z Nigerią w ramach kontaktów Unii Europejskiej z Afryką, z Nigerią: – Będziemy dążyć do tego, aby ta współpraca została wypełniona treścią jeszcze w tym roku.

Nigeria jest ważnym celem naszego programu Go Africa – oświadczył minister SZ Witold Waszczykowski po spotkaniu z szefem dyplomacji Nigerii Geoffreyem Onyeamą. „To był cel polityczny MSZ, który przejęliśmy kilka lat temu”, powiedział. Dodał, że przekonywał partnera nigeryjskiego do poparcia kandydatury Polski w staraniach o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Rozmawialiśmy również o bezpieczeństwie międzynarodowym. Wymieniliśmy się uwagami, opiniami, jak wygląda sytuacja zarówno w Europie i wokół Europy, jak wygląda sytuacja bezpieczeństwa w Afryce, szczególnie pod kątem wojny z terroryzmem – dodał minister.

[related id=”8826″ side=”left”]

Przekonywałem również mojego partnera nigeryjskiego do poparcia naszej kandydatury w staraniach o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Mam nadzieję, że przekonałem do takiego głosowania. Rezultat będziemy oczywiście widzieć 2 czerwca tego roku w ONZ – powiedział szef polskiej dyplomacji.

Jak podkreślił, Polska jest zainteresowana współpracą z Nigerią w ramach kontaktów Unii Europejskiej z Afryką i Unii Europejskiej z Nigerią. – Będziemy wspierać tę współpracę, będziemy dążyć do tego, aby ta współpraca została wypełniona treścią jeszcze w tym roku na spotkaniu w Abidżanie między Unią Europejska a Afryką – zaznaczył Waszczykowski.

Nigeria to jeden z największych krajów Afryki, posiadający równie dużą gospodarkę na tym kontynencie. W ciągu ostatnich 10 lat rozwijała się ona bardzo szybko, bo przyrost PKB rocznie wynosił 7%.

Obecnie kraj ten należy do czołowych wydobywców ropy naftowej na świecie. Sprzedaż ropy jest głównym źródłem dochodu budżetowego Nigerii. Oprócz tego, że Nigeria jest źródłem innych bogactw naturalnych, takich jak gaz ziemny, węgiel czy cyna, dysponuje także pokaźnym kapitałem ludzkim. W państwie tym mieszka ok. 160 mln ludzi. Ze względu na dobre warunki klimatyczne i glebowe istnieje duża szansa na rozwój rolnictwa kraju.

PAP/lk

Białoruś – bunt czy rewolucja? Rzekoma odwilż była tylko spektaklem dla Zachodu. Skala przemocy jest większa niż w Rosji

Łukaszenka stoi dziś przed wyborem – dać się zmieść narastającej fali buntu albo zastosować nadzwyczajne środki represji. Na żaden Okrągły Stół nie ma miejsca, bo nie ma z kim podzielić się władzą.

 

Irena Lasota mówiła w Poranku WNET o wydarzeniach w Rosji i na Białorusi. Zdaniem publicystki rosyjskie protesty całkowicie przyćmiły to, co się dzieje na Białorusi. Tymczasem skala represji jest tam dużo większa niż w Rosji.

W momencie kiedy Łukaszenka dostał carte blanche od Europy, żeby zostać „wielkim humanistą”, nagle się okazało, że gniew i frustracja  w narodzie są tak duże,  że jedno konkretne prawo – niesprawiedliwe i uderzające w biednych ludzi – przelało czarę goryczy.

Komentatorka zwróciła uwagę na milczenie zachodniej opinii publicznej – nawet Polska, przez lata przedstawiająca się jako europejski pomost na Białoruś, jest mało aktywna.

Pytanie: rewolucja czy bunt? Łukaszenka stoi przed wyborem: albo dać się zmieść – bo nie bardzo widzę możliwości, żeby mógł podzielić się władzą, tam nie ma warunków dla „okrągłego stołu” – albo zastosować nadzwyczajne środki represji, żeby zakończyć falę, która narasta i która ma w sobie coś bardzo silnego. Jest spontaniczna i nie zależy od przywództwa kilku osób. 

Irena Lasota zwróciła uwagę, że wydarzenia na Białorusi nie mają charakteru buntu ekonomicznego. Pojawiają się też hasła polityczne, np. żądania wolnych wyborów.

Z jakiegoś powodu na Zachodzie, i w Polsce też, panuje przeświadczenie, że Białorusini są bierni i kochają Łukaszenkę. To, co się mówi dziś o Białorusi, bardzo przypomina mi to, co różni oficjele z Polski mówili, kiedy przyjeżdżali do Ameryki pod koniec lat siedemdziesiątych – że robotnikom chodzi tylko o kiełbasę, nie mają żadnej świadomości i jak im da się za dużo wolności, nie będą wiedzieli, co z tym zrobić.

Publicystka mówiła też o demonstracjach w Rosji: – Z jakiegoś powodu Miedwiediew jest wysunięty na pierwsze miejsce w tych protestach, chociaż to Putin jest bardziej skorumpowany, a jego własność prywatna za granicą wielokrotnie przekracza to, co wiadomo o Miedwiediewie. Jak zawsze, wszystko związane z Nawalnym i z Rosją jest niejasne.

W rozmowie nie zabrakło też  refleksji o polityce amerykańskiej i parlamentarnej porażce Donalda Trumpa w sprawie Obamacare.

 

 

 

 

Liczyliśmy na uczciwość polityków – podkreślali przedstawiciele „frankowiczów” protestujący przed Pałacem Prezydenckim

Protestujący zarzucali prezydentowi Andrzejowi Dudzie, że wprowadził ich w błąd, bo przed wyborami obiecywał rozwiązanie problemu „frankowiczów”, a teraz usłyszeli „idźcie do sądów”.

Propozycje zawarte w ustawie prezydenckiej, nad którymi aktualne pracują posłowie, komentował na antenie Radia Wnet Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. – W przypadku średniego kredytu o we frankach, przy wysokości raty około 2000 złotych, przy wejściu ustawy prezydenckiej ta rata może spaść o około 50 złotych. Wyroki, jakie zapadają w sądach, powodują, że ta średnia rata może spaść o około tysiąc złotych.

[related id=7899 side=left]

Aktualne Sejm pracuje nad trzema projektami, które rozpatrywane są przez specjalnie powołaną podkomisję. Obok ustawy prezydenckiej pod obrady specjalnej podkomisji trafiły dwa projekty zgłoszone przez środowiska opozycyjne. Pierwsze rozwiązanie zostało zgłoszone przez posłów PO i jest powieleniem projektu jeszcze z poprzedniej kadencji Sejmu. Drugi projekt, zgłoszony przez klub Kukiz’15, reprezentuje założenia zgłoszone przez środowiska zrzeszające „frankowiczów”.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że obawy KNF podzielił Narodowy Bank Polski pod kierownictwem prezesa Glapińskiego, który włączył się w proces tworzenia projektu prezydenckiego. Powstał obecny projekt prezydencki, który spotkał się ze zdecydowaną krytyką strony społecznej, ale z przychylnością sektora bankowego.

Prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu wskazywał na dziwne zachowanie instytucji państwowych przy pracach nad prezydenckim projektem ustawy. – Przy ustawie prezydenckiej działały ręce bankokracji, a dokładnie instytucja, która powinna chronić obywateli, czyli Komisja Nadzoru Finansowego, która wyliczyła absurdalne koszty przewalutowania. Koszty miałyby wynieść wynieść kilkadziesiąt miliardów, kiedy rocznie do banków wpływa kilka miliardów, a przecież banki dalej dobrze by zarabiały, bo kredyty były spłacane na warunkach kredytów złotowych.

Chcielibyśmy też, by ludzie zaprzestali płacić raty – zaznaczył Zając, podkreślając: – Dziś koszt spłat jest dla nas wysoki, a jak bank nas pozywa, ten koszt zmniejsza się, tym bardziej, że ludzie dzisiaj wygrywają w sądach – dodał przedstawiciel środowisk zrzeszających „frankowiczów”.

W Pałacu Prezydenckim delegacja protestujących zostawiła list do Andrzeja Dudy oraz książkę dla dzieci o Pinokiu. Tymczasem Kancelaria Prezydenta poinformowała, że trwają prace analityczne i prawne zmierzające do przygotowania nowych narzędzi prawnych, jakie Prezydent RP zgłosi w ramach rozwiązywania tego kryzysu.

[related id=2468]

Po spotkaniu przedstawicieli prezydenta z delegacją protestujących Kancelaria Prezydenta wydała oficjalny komunikat, w którym możemy przeczytać:

„Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP przyjęli 25 marca 2017 r. delegację protestujących kredytobiorców posiadających kredyty powiązane z walutami obcymi. Złożyli oni petycję do Andrzeja Dudy, Prezydenta RP. Zwracają się z wnioskiem o wycofanie prezydenckiego projektu ustawy o zasadach zwrotu niektórych należności wynikających z umów kredytu i pożyczki z Sejmu RP.

Podczas spotkania rozmawiano o aktualnym stanie działań podejmowanych przez różne instytucje państwowe w ramach dążenia do rozwiązania systemowego problemu tych kredytów i zniwelowania związanego z tym ryzyka walutowego.

Przedstawiciele kredytobiorców z dezaprobatą, bardzo krytycznie ocenili działania Komisji Nadzoru Finansowego i Narodowego Banku Polskiego. Natomiast członkowie zespołu eksperckiego pracującego w Kancelarii Prezydenta RP nad rozwiązaniami prawnymi i finansowymi w tym obszarze przedstawili stanowisko Kancelarii Prezydenta RP”.

ŁAJ/PAP

Wiceminister Piotr Dardziński: Elita polskich naukowców nie opuści kraju dzięki systemowi doktorantów wdrożeniowych

– Doktoranci wdrożeniowi dostaną atrakcyjną propozycję pracy, zatrudnienia na cztery lata, a uczelnie dostaną ambitnych doktorantów – dr Piotr Dardziński, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jak powiedział wiceminister w rozmowie z Łukaszem Jankowskim, polskiemu biznesowi oraz szkolnictwu wyższemu brakuje osób, dzięki którym będą mogli współpracować: – Ludzi, którzy potrafią zrozumieć zarówno logikę, jak i zasady funkcjonowania w rzeczywistości naukowej i w rzeczywistości biznesu. Właśnie ci doktoranci wdrożeniowi mają być zatrudnieni w przedsiębiorstwie, ale prowadząc działania naukowe na uczelni.

Odpowiadając na zarzuty, iż tacy doktoranci zaniżą poziom studiów, minister stwierdził, iż będą oni stanowić elitę: – Każdy doktorant, który będzie studiował i korzystał z tego programu, musi spełnić wszystkie wymagania, które spełnia normalny doktorant będzie też musiał spełnić warunek wdrożenia, czyli praktycznego wykorzystania pracy, a pilnować tego będzie promotor pomocniczy.

Wobec tej ustawy pojawiają się również zarzuty o nieprecyzyjny język: – Wszystkie sformułowania już dzisiaj istnieją. Przepisy, które zastosowaliśmy wobec doktora pomocniczego, są analogicznymi przepisami, które stosujemy dzisiaj do naukowców, którzy mają tytuł doktora, a przyjeżdżają do nas z Zachodu. Ale on ma być tylko profesorem pomocniczym.

Czy przedsiębiorcy deklarują chęć zatrudnienia takich osób? Ilu doktorantów ma mieć szansę ukończenia takich studiów?
Zapraszamy do wysłuchania nagrania.

WJB

Za Platformy nikt w ministerstwie finansów nie interesował się coraz większą luką w podatku VAT, teraz to się zmieniło

– Ostatnie wyliczenia wskazują, że po raz pierwszy od wielu lat luka w podatku VAT spadła z 2,9 do 2,5 procent PKB, a kolejne dane mogą być jeszcze lepsze – powiedział Jan Tokarski, ekspert podatkowy.

Z dyrektorem Zespołu ds. Postępowań Podatkowych w firmie doradczej PwC rozmawialiśmy o efektach polityki fiskalnej wicepremiera Morawieckiego na kanwie ostatnich wyników budżetowych. Za okres dwóch pierwszych miesięcy 2017 roku budżet państwa zanotował prawie miliard złotych nadwyżki, przy zapisanym w ustawie budżetowej deficycie na poziomie prawie 60 miliardów w skali całego roku.

Zdaniem gościa Południa Wnet, dane podawane przez MF robią wrażenie. – Wyniki budżetowe są bardzo ciekawe, wpływy z VAT-u rok do roku o 40 procent wyższe. Są tacy, którzy powiedzą, że to wynika ze sztuczek księgowych, ale wyraźnie widać, że pobory podatku rosną, pierwszy raz od wielu lat.

Jan Tokarski wskazał, że przez lata luka podatkowa rosła bez właściwej reakcji ze strony władz. – Polska dostała niechlubny tytuł specjalisty od przestępstw karuzelowych.

Przestępczość VAT-owska się popularyzowała od początku wejścia Polski do UE, na co nie było realnej reakcji ze strony ministerstwa finansów. Kiedy politycy i eksperci zwracali uwagę na zjawisko przestęp karuzelowych, ministerstwo mówiło, że nie bada takiego zjawiska.

Teraz sytuacja się zmieniła. Rząd wprowadził szereg zmian w prawie podatkowym, od tzw. pakietów paliwowego i przewozowego przez wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego dla firm, który zmienia zasady przechowywania przez podmioty informacji podatkowej oraz nowego sposobu na analizowanie danych, aż do znacznego zwiększenia kar za przestępstwa podatkowe do 25 lat więzienia za wyłudzenia ponad 10 milionów złotych ze skarbu państwa.

– Jednolity Plik Kontrolny od 1 stycznia objął małych i średnich przedsiębiorców. Na jego podstawie przedsiębiorcy raportują swoje rozliczenia do fiskusa. W lutym na podstawie JPK system wskazał na kilkanaście tysięcy podejrzanych transakcji, mogących świadczyć o przestępstwie karuzelowym – powiedział Jan Tokarski.

Z gościem Południa Wnet dyskutowaliśmy również o reformie służby skarbowej, która weszła w życie 1 marca, powołując na miejsce trzech dotychczas działających służb i urzędów jedną Krajową Administrację Skarbową.

Każda reforma powoduje potrzebę dostosowania się ludzi do nowych uprawnień i nowego sposobu działania, niemniej postępowania toczą się całych czas. Pojawiają się chwilowe zamieszania, ale istotne jest to, że dojdzie do przesunięć większej ilości urzędników do kontroli i poszukiwań tych, którzy naruszają prawo podatkowe.

ŁAJ

Wiceszef MSZ Marek Ziółkowski spotkał się z przedstawicielami białoruskich środowisk niezależnych

Poszanowanie praw człowieka, swoboda wypowiedzi i wolność zgromadzeń to podstawowe wartości, na których UE i Polska chcą opierać współpracę z Białorusią – mówił wiceminister do uczestników spotkania.

Poszanowanie praw człowieka, swoboda wypowiedzi i wolność zgromadzeń to podstawowe wartości, na których UE i Polska chcą opierać współpracę z Białorusią – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Marek Ziółkowski na czwartkowym spotkaniu z przedstawicielami białoruskich środowisk opozycyjnych.

Jak poinformowało MSZ w przekazanym PAP komunikacie, wśród uczestników spotkania znaleźli się reprezentanci opozycyjnych środowisk politycznych i obrońcy praw człowieka.

„Podczas rozmów ze stroną polską wyrazili oni przekonanie, że ostatnie protesty są wyrazem dążeń Białorusinów do zmian systemu polityczno-społecznego i reform gospodarczych. Zwrócili się także z apelem do władz polskich o kontynuowanie wsparcia dla białoruskich środowisk niezależnych i podkreślili znaczenie wkładu Polski we wspieranie niezależnych mediów na Białorusi” – głosi komunikat resortu.

Przedstawiciele białoruskiej opozycji przebywają z dwudniową wizytą w Warszawie na zaproszenie Sejmu RP i MSZ.

„Poszanowanie praw człowieka, swoboda wypowiedzi i wolność zgromadzeń stanowią podstawowe wartości, na których Unia Europejska i Polska chce opierać współpracę z Białorusią” – powiedział po spotkaniu Ziółkowski, cytowany w komunikacie.

[related id=”8291″]

Wiceminister SZ podkreślił, że czwartkowe spotkanie jest „wyrazem poparcia Polski dla prawa społeczeństwa białoruskiego do aktywnego i pokojowego uczestniczenia w politycznych procesach”. Zapewnił też, że doniesienia o aresztowaniach niezależnych działaczy i dziennikarzy są obserwowane przez polski rząd z zaniepokojeniem.

„Przypominamy władzom białoruskim, że Unia Europejska postanowiła zawiesić reżim sankcyjny w oparciu o pozytywne sygnały płynące z Mińska” – mówił. Wyraził też nadzieję, że Białoruś utrzyma obrany przed rokiem kurs dialogu z UE. Wiceszef MSZ podkreślił, że „w obliczu wyzwań, przed jakimi stoi dziś Białoruś, byłoby wielką szkodą, gdyby wysiłek włożony w normalizację naszych relacji poszedł na marne”.

Ziółkowski zapewnił, że „podejmowane przez Polskę i UE wysiłki na rzecz normalizacji relacji z władzami Białorusi będą kontynuowane, jeśli przyczynią się także do rozszerzenia społeczno-politycznego dialogu na Białorusi”.

Od połowy lutego w różnych miastach Białorusi dochodzi do protestów przeciwko tzw. dekretowi o pasożytnictwie i w związku z trudną sytuacją gospodarczą. Od początku marca trwają zatrzymania uczestników i organizatorów demonstracji. Według niezależnego Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, takich osób jest już ponad 240. Dużej części z nich wymierzane są kary aresztu lub grzywny. W aresztach przebywa wielu liderów i działaczy środowisk opozycyjnych.

PAP/lk

Premier Beata Szydło o deklaracji rzymskiej: Tekst jest bezpieczny dla Polski – mogę go podpisać

Warunki polskiego rządu to jedność Europy, wspólny, niepodzielony rynek, polityka obronna UE ściśle powiązana z polityką NATO i odpowiednia pozycja parlamentów narodowych w procesie legislacyjnym.

Premier w piątek na konferencji prasowej przed wylotem na szczyt UE do Rzymu, podkreśliła, że może z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, iż wynegocjowany tekst deklaracji rzymskiej ako przedstawiciel Polski, premier polskiego rządu, może podpisać, „ze względu na to, że jest to tekst dla Polski bezpieczny”. Jak dodała, wynegocjowany tekst deklaracji daje nam „wykładnię tych priorytetów, które Polska postawiła”.

Uroczyste podpisanie deklaracji rzymskiej ma nastąpić w sobotę w sali Horacjuszy i Kuracjuszy w pałacu na Kapitolu. W tym miejscu 60 lat temu zostały podpisane traktaty rzymskie, dające początek europejskiej integracji. Uroczystości na Kapitolu będą kulminacyjnym punktem obchodów, wezmą w nich udział liderzy 27 państw członkowskich, bez udziału Wielkiej Brytanii, która przygotowuje się do opuszczenia Wspólnoty.

Premier Szydło podkreśliła, że deklaracja rzymska „nie jest ambitna na tyle, na ile my oczekiwaliśmy”. – Uważaliśmy, że Europę stać na więcej – przyznała. Jednak – jest to dokument, który w obecnej sytuacji politycznej jest możliwy do przyjęcia przez wszystkie państwa członkowskie.

Jego wartością jest to, że wszyscy zdecydowali się na to, ażeby ten dokument przyjąć – podkreśliła premier. – Na ostatnim szczycie w Brukseli bardzo jasno – wtedy, kiedy dyskutowaliśmy o kształcie tej deklaracji, kiedy była dyskusja na temat tego, jak ten dokument powinien wyglądać, co w nim powinno być zawarte – ja bardzo jasno postawiłam warunki Polski – podkreśliła szefowa rządu.

Jak dodała, dla Polski było ważne, aby w tekście były zawarte cztery nasze priorytety, ale też, aby nie znalazły się tam zapisy, które są dla Polski nie do przyjęcia. – Walczyliśmy również o coś więcej, niż tylko tekst, walczyliśmy o pewną atmosferę, o pewien klimat tego szczytu. I to się udało, jest pełny sukces w tym zakresie – podkreśliła Szydło.

Warunki polskiego rządu, które znalazły się w deklaracji rzymskiej, to – wyliczała – jedność Europy, wspólny, niepodzielony rynek, polityka obronna UE, realizowana w ścisłym powiązaniu z polityką NATO, i odpowiednia pozycja parlamentów narodowych w procesie legislacyjnym.

Zdaniem Szydło, szczyt w Rzymie ma pokazać Europejczykom, że Unia to jest projekt, który ma przed sobą przyszłość, że wyciągamy wnioski z kryzysów, które się zdarzyły.

Musimy myśleć przede wszystkim o przyszłości, o rozwoju, o niepodzielności – przekonywała szefowa rządu.

Polska uważa, że Unię, Europę stać na bardzo ambitne cele, które powinniśmy sobie stawiać wszyscy, żeby UE się rozwijała, miała przed sobą dobrą przyszłość. Powinniśmy być odważni w podejmowanych decyzjach – powiedziała premier. Podkreśliła, że deklaracja rzymska ma pokazywać dorobek UE, „wszystko co przez ten czas osiągnięto w budowaniu Wspólnoty Europejskiej”, i wyznaczać kierunek, w którym Unia ma podążać.

Szydło podkreśliła, że deklaracja będzie zawierała polskie postulaty i postulaty te „są w tej deklaracji i są bezpieczne”. – Nie zdecydowałam się, że polski rząd będzie popierał tę deklarację do momentu, aż byłam pewna, że polskie postulaty zostaną tam zawarte – oświadczyła. Podkreśliła, że „jedność Europy, to jest priorytet, który podkreślamy i będziemy podkreślać zawsze”.

Jedność i niepodzielność Europy, ten zapis znalazł się w deklaracji i to jest sukces polskiej dyplomacji, ponieważ stawialiśmy ten warunek bardzo mocno – zaznaczyła premier. Jak dodała, nie było od początku zgody wszystkich państw, żeby taki zapis się znalazł.

Postawiłam również drugi (warunek), ażeby wspólny rynek nie był podzielony, nie był niszczony poprzez przyjmowanie rozwiązań socjalnych, które uderzałyby w podział tego rynku. Byśmy dalej zachowali te swobody, które są z naszego punktu widzenia, również i pozostałych państw członkowskich, ale szczególnie z punktu widzenia Polski, podstawowymi, czyli szansa i rozwój polskich przedsiębiorców, równe możliwości konkurowania na rynku europejskim, dostępność do rynku europejskiego dla polskich pracowników – powiedziała premier.

Jak podkreśliła, trzecią podnoszoną przez polski rząd kwestią była polityka obronna UE, realizowana w ścisłym powiązaniu z polityką NATO. – Ten zapis również uzyskaliśmy – mówiła.

Czwartym warunkiem stawianym przez Polskę była odpowiednia pozycja parlamentów narodowych w procesie legislacyjnym. – Prawo stanowione w UE musi być bardzo jasno określone. Musi być pod kontrolą parlamentów narodowych – oświadczyła Beata Szydło. – Odpowiednia pozycja parlamentów narodowych to również priorytet Polski, który znalazł się w deklaracji – podkreśliła.

Wiceszef MSZ Konrad Szymański przyznał, że wiele państw UE ma „całkowicie rozbieżne intencje co do przyszłości Unii, celów, w szczególności hierarchii tych celów”. Jak dodał, ostateczny kształt deklaracji nie był przez ostatnie dni tak bardzo przewidywalny, jak sądzą niektórzy politycy opozycji.

Mieliśmy pełną świadomość tego, że wiele państw członkowskich zgłaszało całkowicie odmienne postulaty, sprzeczne z polskim interesem i polską wizją Unii – podkreślił.

Dlatego premier uznała, że byłoby czymś przedwczesnym, aby obniżyć napięcie negocjacyjne tydzień temu, a może i wcześniej, a tego typu sugestie słyszeliśmy z ław opozycji, która kolejny raz w tego typu sprawach zachowuje się w sposób nieodpowiedzialny, podyktowany tanimi, płytkimi względami wizerunkowymi, zamiast zwracać uwagę na to, jaka jest treść procesu politycznego – mówił Szymański.

PAP/lk

Hajdasz: Niepokojący jest sposób interpretowania przez Ministerstwo Kultury tego, co się dzieje na rynku prasy w Polsce

– Warto byłoby uświadomić Ministerstwo Kultury, że problem istnieje i należy poważnie zająć się przepisami dotyczącymi dekoncentracji czy repolonizacji – powiedziała redaktor Jolanta Hajdasz.

Redaktor naczelna „Wielkopolskiego Kuriera Wnet”, relacjonując wczorajsze posiedzenie sejmowej komisji kultury, stwierdziła, że niewiele wiadomo na temat sytuacji prasy w Polsce: – Nie wiadomo, czy prace podążają w kierunku opracowania zupełnie nowych przepisów, czy też nowelizacji obowiązujących, ani czy konsultowane będą założenia do ustawy, czy już sam projekt.

Również informacje przedstawione przez ministerstwo nie napawają optymizmem: – Moja konkluzja jest następująca: wszyscy zagraniczni właściciele prasy w Polsce mogą spać spokojnie, bo na pewno prawo nie będzie działać wstecz, na pewno nikt nie będzie im niczego siłą narzucał – mówiła Jolanta Hajdasz.

[related id=”3768″]- To, co niepokojące, to sposób interpretowania tego, co się dzieje na rynku prasy w Polsce. Przedstawiono nam informacje tak, jakby problemu właściwie nie było. Porównano sektory mediów, dzienniki ogólnokrajowe, opiniotwórcze tygodniki ogólnopolskie i regionalne dzienniki i tygodniki. Właściwie w tych czterech grupach wyszło, że problemem jest tylko rynek dzienników regionalnych, gdzie dominuje grupa Polska Press – relacjonowała redaktor Hajdasz.

W jej opinii powinno się patrzeć na nakład i sprzedaż danych tytułów: – Jeżeli porówna się ten wskaźnik, to okaże się, że nr jeden w Polsce jest niemieckie wydawnictwo Bauer, dwa to Ringier Axel Springer, trzy to Polska Press Grupa. Agora jest dopiero czwarta.

Co więcej: – Nie rozumiem, dlaczego mamy się zastanawiać tylko nad tygodnikami opiniotwórczymi, kiedy dzisiaj przekazywanie treści odbywa się przede wszystkim nie w tych poważnych tygodnikach, tylko przez prasę kolorową – stwierdziła.

WJB
Fot.