Minister Macierewicz: Instytucje państwowe, które badały katastrofę pod Smoleńskiem, nie dopełniły swoich obowiązków

W poniedziałek, w siódmą rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem, ustanowiona do jej zbadania podkomisja przedstawiła swoje dotychczasowe ustalenia. Dziennikarzom zaprezentowano film.

Instytucje państwowe, które badały katastrofę w Smoleńsku, nie dopełniły najbardziej podstawowych swoich obowiązków; decyzje w tej sprawie miały charakter polityczny – powiedział szef MON Antoni Macierewicz na początku posiedzenia podkomisji smoleńskiej.

Dziś jest czas czynów, a nie słów – powiedział minister Macierewicz na początku posiedzenia podkomisji.

Wskazał, że na dotychczasowy dorobek podkomisji składają się „dziesiątki, wręcz setki analiz, eksperymentów, doświadczeń robionych zarówno w Polsce, jak i za granicą, we współpracy z najlepszymi uniwersytetami i instytutami specjalistycznymi zajmującymi się badaniem tragedii, katastrof samolotowych”.

Z przykrością trzeba powiedzieć, z żalem i wstydem, że te instytucje państwowe, które po 10 kwietnia 2010 r. tym się zajęły, nie dopełniły swojego obowiązku, nie dopełniły najbardziej podstawowych swoich obowiązków – powiedział Macierewicz.

Ale też, żeby być uczciwym, żeby nie obarczać odpowiedzialnością ludzi, którzy na to nie zasłużyli, trzeba jasno powiedzieć, że decyzje w tej sprawie miały charakter polityczny. Wystarczy powiedzieć, że fundament, jakim jest w każdej takiej sytuacji powołanie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, został zrealizowały dopiero 5 dni po katastrofie – powiedział minister.

Dodał, że to ówczesny minister obrony narodowej powinien natychmiast powołać Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. – Zrobił to dopiero 15 kwietnia. W związku z tym nie powinniśmy się dziwić, że ludzie którzy tam zostali wysłani, nie mieli pełnomocnictw i możliwości zbadania tej katastrofy, w pierwszych, najważniejszych momentach. Nie powinno się ich obarczać odpowiedzialnością, lecz tych, którzy zdecydowali wysłać ich bez żadnych pełnomocnictw, a w międzyczasie przyjąć warunki rosyjskie, które oddały całe postępowanie w ręce rosyjskie.

Minister Macierewicz zaznaczył, że obecny rząd podejmuje się zadania wyjaśnienia okoliczności katastrofy. „Dzisiaj mamy zaszczyt przedstawić pierwsze wyniki”.


Podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej ustaliła, że od samego początku zachowanie rosyjskich nawigatorów na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. odbiegało od przyjętych standardów.

„Samolot, który leciał do Smoleńska, był w rosyjskim regulaminie oznaczony literą A, co było równoznaczne z koniecznością dochowania szczególnej staranności przy sprowadzaniu na ziemię. Mimo to od samego początku zachowanie rosyjskich nawigatorów odbiegało od przyjętych standardów” – poinformowała podkomisja.

Zwróciła uwagę, że obaj nawigatorzy z lotniska w Smoleńsku – ppłk Paweł Plusnin i mjr Wiktor Ryżenko – 10 kwietnia 2010 r. rano nie przeszli obowiązkowych badań lekarskich, więc nie mogli być „dopuszczeni do realizacji tak ważnych zadań”.

Podkomisja zaznaczyła też, że w lotnictwie rosyjskim, podobnie jak w polskim, nawigatorzy mają pełną autonomię działania, nawet zakazuje się im w trakcie sprowadzania samolotu przyjmowania poleceń od przełożonych i oficerów wyższych stopniem. „Tymczasem w Smoleńsku na wieży kontroli lotów od samego początku działały trzy ośrodki decyzyjne. W Moskwie, w centrum (o kryptonimie – PAP) „Logika” rozkazy wydawał gen. (Władimir) Benediktow, były dowódca wojsk specjalnych w Afganistanie, który łączył się bezpośrednio ze Smoleńskiem, podejmując ostateczne decyzje. Dodatkowo na wieży – poza kierownikiem lotów ppłk. Pawłem Plusninem, odpowiadającym za dowodzenie i kierowanie samolotami oraz kierownikiem systemu lądowania mjr. Wiktorem Ryżenką, który miał sprowadzać samolot po kursie i ścieżce zniżania – pojawił się jeszcze płk Nikołaj Krasnokutski, były dowódca bazy w Smoleńsku, który przejął dowodzenie na wieży i ostatecznie wydawał rozkazy. Było to oczywistym złamaniem przepisów rosyjskiego prawa lotniczego” – podała podkomisja.

„Dwa samoloty poprzedzające podejście tupolewa sprowadzone były nie tylko zgodnie z zasadami obowiązującymi według przepisów prawa lotniczego, ale i starannością. Na lotnisku działał w pełni sprawny system precyzyjnego sprowadzania, wyposażony w aparaturę radiotechniczną lotniska (radary – PAP). Zachowano też najnowocześniejszy system analizy meteorologicznej, korzystający z rosyjskich i amerykańskich satelitów” – poinformowała podkomisja na filmie, który zaprezentowano dziennikarzom.

„W dniach poprzedzających wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego rosyjska dyplomacja prowadziła grę pozorów, mającą zniechęcić prezydenta do obecności w Katyniu. Do ostatniego momentu podkreślano, że lotnisko może być niesprawne, że nie dysponuje nawet kartami podejścia i nie wiadomo, czy przyjmie samolot z prezydentem na pokładzie. Mimo to Rosjanie przeprowadzili całą serię przygotowań, gwarantujących realizację zakładanych celów, wśród których było przecież przyjęcie 7 kwietnia 2010 r. samolotu premiera Rosji Władimira Putina i jego gościa Donalda Tuska. Dokonano więc oblotu i certyfikacji lotniska, zapewniono obecność na wieży byłego dowódcy bazy w Smoleńsku, przygotowano liczne służby ratownicze i porządkowe, w tym nawet specnaz” – przeczytał lektor.

Zdaniem podkomisji w tym kontekście zadziwiający jest dialog między kierownikiem lotów w Smoleńsku ppłk. Pawłem Plusninem a centrum „Logika” w Moskwie 10 kwietnia 2010 r., pomiędzy godz. 6.40 a 6.48 – czyli zanim Tu-154M wystartował z Warszawy. „Proszę powiedzieć, o Polakach nie macie żadnych informacji, tak? (…) Czy wyleciał czy nie wyleciał” – mówił Plusnin. I dalej: „Tak, na razie mamy potwierdzenie, że tylko Ił leci, innej informacji nie ma” – dodał, a następnie powiedział: „Może zaspał… przecież w sumie sobota”.

„Te słowa pokazują nie tylko niechęć i lekceważenie okazywane przez rosyjskich wojskowych Polsce i jej prezydentowi, ale także chaos i brak przygotowania do realizacji tak poważnego zadania, jakim jest sprowadzenie samolotu z prezydentem państwa na pokładzie” – uważa podkomisja.

Jeden z fragmentów filmu prezentowany w poniedziałek poświęcony jest rosyjskiemu samolotowi transportowemu Ił-76, który leciał do Smoleńska przed Tu-154M z polską delegacją na pokładzie. Jak informowano do tej pory, Ił, pilotowany przez byłego zastępcę dowódcy bazy w Smoleńsku, ppłk Frołowa, wiózł samochody, którymi kolumna prezydenta miała pojechać do Katynia.

„Wspomnianych samochodów dla prezydenta w tym samolocie nie było. Z całego systemu komend i zachowania samego Frołowa, jak i nawigatorów (z lotniska – PAP) wynika bowiem, że pilot nie miał lądować, a dokonywana przezeń kalibracja przyrządów wyznaczała tor dla Tu-154M” – przeczytał lektor na filmie.

Jak przedstawiono na nagraniu, w okolicach dalszej radiolatarni kierownik system lądowania mjr Wiktor Ryżenko zezwolił na lądowanie warunkowo: posadka dopołnitielno, co „zgodnie z rosyjskimi przepisami jednoznacznie oznaczało, że najdalej na wysokości 100 metrów nad pasem kierownik lotów ma obowiązek podać decyzję o lądowaniu lub odejściu na drugi krąg”. „Ryżenko nie dopełnił jednak tego obowiązku i mimo precyzyjnie podanej komendy: Jeden, na kursie i ścieżce, decyzję o odejściu na drugi krąg podał dopiero ok. 200 metrów przed pasem” – podała podkomisja.

Podkomisja zwraca uwagę, że nie wiadomo, na jakiej wysokości był samolot. Frołow zeznał, że było to ok. 60 metrów, a inne źródła rosyjskie mówią nawet o 73 metrach. „Inaczej widzieli to świadkowie wydarzeń, którzy wylądowali kilkanaście minut wcześniej – por. Artur Wosztyl i pozostali członkowie polskiej załogi Jaka-40. Według nich Ił miał przelecieć zaledwie kilka metrów nad ziemią, z lewej strony pasa, w odległości ok. 170 m, nieomal zawadzając skrzydłem o ziemię” – poinformowano na filmie.

„O tym, że Iłowi groziła katastrofa, przekonani byli wszyscy świadkowie i łączyli to z fatalną pogodą spowodowaną narastającą w szybkim tempie mgłą. Jednak Frołow, znakomity pilot, świetnie znający lotnisko, przez cały czas musiał wiedzieć, co robi i jak ryzykuje. Od początku był precyzyjnie sprowadzany i do wysokości decyzji ani jedna decyzja nie była sprzeczna z regulaminem sprowadzania samolotu” – przeczytał lektor.

„Komendy Ryżenki i to, co Frołow wykonał nad lotniskiem, było wpisane w scenariusz dramatu 10 kwietnia 2010 roku” – dodał. Ma to potwierdzać kolejne zajście Iła-76. „Frołow podchodził bowiem po raz drugi do lądowania, i to mimo faktu, że na pytanie o pogodę otrzymał od nawigatora odpowiedź 'Jest jeszcze gorzej’. Komentarz Frołowa był znamienny: 'Przyjąłem’. I tym razem powtórzył się scenariusz sprzed kilku minut. (…) Samolot znowu wyszedł z lewej strony pasa i przeleciał nad nim zaledwie kilka metrów. Stało się tak mimo precyzyjnego sprowadzania i mimo tego, że kierownik systemu lądowania przez cały czas świetnie widział Frołowa na wskaźnikach stacji radiolokacyjnej. W innym wypadku nie mógłby tak precyzyjnie sprowadzać go ścieżką (o kącie nachylenia – PAP) 2 st. 40’ ani też wcześniej wprowadzać w kolejne zakręty kręgu nadlotniskowego” – uważa podkomisja.

„Czwartego (sic!) podejścia Frołow już nie wykonał. Wszystko zostało ustalone, a Tu-154M zbliżał się do Siewiernego. Nikt też nawet nie zastanawiał się, jak prezydent Lech Kaczyński dojedzie do Katynia, skoro Ił, mający rzekomo wieźć samochody, nie wylądował” – podkreśliła podkomisja.

Według podkomisji nagrania rozmów rosyjskiej kontroli ruchu powietrznego ukazują chaos i to, że rolą kierownika lotów w Smoleńsku „była realizacja poleceń przekazywanych przez płk. Krasnokutskiego, a wydawanych przez Moskwę”. Wg podkomisji za przebieg wypadków odpowiada strona rosyjska. „A trzeba jasno powiedzieć, że działania strony rosyjskiej w tym dniu musiały doprowadzić do katastrofy” – brzmi teza podkomisji.

„Załoga polska jasno ustaliła plan działania. Dwukrotnie kpt. Arkadiusz Protasiuk powtarza, że jeśli nie będzie pogody, to odejdą na drugi krąg, dodając, że przeprowadzą tę operację w  automacie, a na ewentualne krążenie nad lotniskiem paliwa wystarczy na pół godziny. Tymczasem strona rosyjska wyraźnie przerzuca odpowiedzialność z nawigatorów na Moskwę i odwrotnie” – stwierdza materiał zaprezentowany przez podkomisję.

W przedstawionym w poniedziałek filmie podkomisja stwierdza, że samolot „nie podchodził do trzeciego zakrętu z prawidłowym kursem”, a był to – przypuszczają autorzy – „zapewne skutek silnego wiatru znoszącego samolot”.

Komendy podawane przez kontrolę „przy zmienionym i nie skorygowanym wcześniej przez nawigatora naziemnego kursie” doprowadziły – podaje komisja – „do drastycznego skrócenia trzeciego zakrętu, a następnie także czwartego”. „W efekcie samolot został wyprowadzony na kierunek pasa w odległości 10,5 km zamiast co najmniej 14-15 km. Skróciło to w znacznym stopniu czas wejścia na ścieżkę schodzenia w porównaniu do Iła-76. W tym momencie Tupolew wciąż nie otrzymał ani informacji o sposobie zajścia, ani nie został spytany o warunki pogodowe, w jakich leci” – podaje lektor ustalenia podkomisji.

„Już w tym momencie dla nawigatorów było jasne, że sytuacja samolotu będzie bardzo trudna. Problem w tym, że nie tylko nie informowali o tym załogi Tu-154M, ale kontynuowali wprowadzanie jej w błąd” – twierdzi podkomisja.

Destrukcja lewego skrzydła Tu-154 rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad „słynną” brzozą; świadczą o tym odłamki leżące kilkadziesiąt metrów wcześniej – poinformowała w poniedziałek podkomisja smoleńska.

Jak podano w specjalnej prezentacji, pierwszy ze znalezionych odłamków samolotu leżał 45 m przed brzozą. „Odłamek ten został dokładnie zidentyfikowany, opisany i zmierzony już w 2012 r. Co więcej, jego oderwanie się od samolotu nie mogło być spowodowane uderzeniem w jakiekolwiek przeszkody terenowe, gdyż pierwszą większą przeszkodą była brzoza na działce Bodina” – poinformowano.

Według podkomisji, „wszystkie inne zarośla nie stanowiły przeszkody mogącej spowodować takie uszkodzenia, a ich wysokość nie przekraczała 4 m nad ziemią”. „Tymczasem wszystkie dane, jakie posiadamy, mówią, że samolot nigdy do uderzenia w ziemię nie zszedł poniżej 6 m. Licznie odrywające się odłamki lewego skrzydła utworzyły tzw. blaszane ptaki, które w Smoleńsku zostały odnalezione np. wiszące na wielu gałęziach. Ich występowanie jest charakterystycznie dla typów katastrof, w których samolot rozpada się w powietrzu, a nie na ziemi” – podano.

Podkomisja poinformowała, że w przypadku wypadków, w których samolot jako całość uderza w ziemię, ruch poszczególnych fragmentów „jest zdeterminowany przez prędkość, z jaką samolot uderza w ziemię, a trajektoria ruchu każdego z fragmentów jest pozioma”.

„Różnice w trajektorii lotu poszczególnych fragmentów samolotu, ich dyslokacja na ziemi i przeszkodach terenowych pozwala w sposób jednoznaczny odróżnić oba typy katastrof. Tylko w przypadku rozpadu samolotu nad ziemią jego lecące odłamki mogą wytracić swoją prędkość w wyniku oporów powietrza oraz następnie opaść na zabudowania i gałęzie drzew” – poinformowała podkomisja.

Z powodu niewłaściwych informacji kontroli naziemnej pilot Tu-154M musiał zwiększyć prędkość zniżania – stwierdziła Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Katastrofy Smoleńskiej w przedstawionej w poniedziałek prezentacji.

Według podkomisji kpt. Arkadiusz Protasiuk został oszukany „co do odległości wejścia na ścieżkę”, przez co był przekonany, że ma bardzo małą odległość do progu pasa. „Oznaczało to, że musi jak najszybciej zwiększyć prędkość zniżania, by zejść po stromej ścieżce (…) tak, aby w ogóle mieć szansę wylądować”.

„Począwszy od wejścia Tu-154 na ścieżkę i ustawienia zejścia pod zbyt stromym kątem, Ryżenko systematycznie podawał Polakom fałszywe, zaniżone o ok. pół kilometra informacje co do odległości od pasa” – twierdzi podkomisja.

„Wbrew utrwalanej przez ostatnie lata wizji zdarzeń, to informacja o odległości, a nie wysokości była najważniejsza, bo tę ostatnią pilot kontrolował na przyrządach” – podała w prezentacji podkomisja.

Według niej „samolot, żeby znaleźć się na właściwej wysokości, musiał ostatecznie przyjąć dużo ostrzejszy kąt schodzenia i przyspieszyć opadanie”. „Oznacza to też, że zamiast do progu pasa – tak jak to było w przypadku podejścia Iła – nieuchronnie zbliżał się do zarośli na kilometr przed pasem” – twierdzi podkomisja.

„Systematyczne zaniżanie przez rosyjskiego nawigatora odległości od progu pasa tylko dla Tu-154M wyklucza, że był to przypadek. Tym bardziej, że Polacy, wbrew kłamliwym zeznaniom Plusnina i Ryżenki, kwitowali informacje o odległości wysokością. Ponadto rosyjscy nawigatorzy stale wprowadzali w błąd polskich pilotów, informując, że są na kursie i ścieżce, mimo iż ci znajdowali się na lewo od prawidłowej ścieżki podejścia do pasa startowego” – uznała podkomisja.

Ostatnia faza tragedii w Smoleńsku spowodowana była eksplozją, do której doszło w kadłubie i która zniszczyła samolot, rozbijając go na fragmenty i dziesiątki tysięcy odłamków, równocześnie zabijając pasażerów – poinformowała podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej.

„Tuż przed całkowitą utratą zasilania system TAWS zdążył jeszcze nagrać awarię systemu nawigacyjnego, kolejną w całym ciągu awarii. Samolot stracił wówczas nie tyko istotną część lewego skrzydła, lecz także lewy statecznik poziomy, część statecznika pionowego i fragmenty lewego podwozia”.

„Ostatnia faza tragedii spowodowana była eksplozją, do której doszło w kadłubie i która zniszczyła samolot, rozbijając go na fragmenty i dziesiątki tysięcy odłamków, równocześnie zabijając pasażerów” – przekazano.

Podkomisja podkreśliła, że członkowie podkomisji, we współpracy z National Institute of Aviation Research, podjęli się próby wyjaśnienia sprawy drugich drzwi lewej burty. „Zostały one bowiem wbite w ziemię dłuższą krawędzią na głębokość aż jednego metra, odwrócone swoją wewnętrzną częścią do kierunku lotu” – zaznaczono.

„W wyniku przeprowadzonych testów i wyliczeń zostało ustalone, że prędkość pionowa drzwi była 10-krotnie większa od prędkości pionowej samolotu przed uderzeniem w ziemię, i co za tym idzie, drzwi musiały posiadać dodatkowe źródło energii, zwiększającej ich pęd” – ustaliła podkomisja.

Zwrócono uwagę, że badając kwestię wbicia w ziemię drzwi, starano się uzyskać warunki podobne do tych panujących w Smoleńsku. „Prowadząc szereg symulacji z miękką glebą i niską prędkością oraz twardą i wysoką, uzyskując warunki, panujące w Smoleńsku, specjaliści starali się odtworzyć rezultat wbicia drzwi na głębokość jednego metra przy takich samych zniszczeniach, jakie występowały w Smoleńsku. Eksperci zajęli się badaniem charakterystyki gleby, analizą, czy drzwi były wstrzelone, czy wciśnięte w ziemię oraz porównaniem zniszczeń badanych drzwi z drzwiami rządowego samolotu” – dodano.

Ustalenia podkomisji mówią o tym, że w wyniku eksplozji w kadłubie, centropłacie oraz w skrzydłach, konstrukcja Tu-154M została rozerwana.

Dalej podkomisja poinformowała, że przygotowano animację ostatnich sekund lotu, która uwzględniała kolejność rozpadu poszczególnych fragmentów samolotu. „Ukazała ona faktyczny obraz zdarzenia lotniczego. Pierwsze elementy lewego skrzydła zaczęły spadać na ziemię około 900 m przed początkiem pasa startowego. Wśród nich znajdowały się odłamki slotów, deflektora, klapy zaskrzydłowej oraz konstrukcji konsoli odejmowanej części skrzydła, a także lewego podwozia” – przeczytał lektor. W wyniku przeprowadzonych eksperymentów możemy powiedzieć, że najbardziej prawdopodobną przyczyną eksplozji był ładunek termobaryczny, inicjujący silną falę uderzeniową.

Następna kwestią jest rozstawienie reflektorów. W tym miejscu Tu 154 również dostał mylące dane.

„Załoga Tu-154 M została poinformowana o rozstawieniu APM dosyć wcześnie przez swoich kolegów z Jaka 40. Porucznik Artur Wosztyl przekazał, że Rosjanie rozstawili APM 200 metrów od pasa zgodnie z tym, jak było to podczas lądowania Jaka, ale kapitanowi Protasiukowi, dowódcy Tu 154 M, Plusnin podał zupełnie inne dane: 'reflektory w trybie dziennym, z lewej, z prawej, z początkiem pasa’, co oznacza, że Polacy mieli zobaczyć je później, niż się tego spodziewali. APM-y miały być na początku pasa”- podała podkomisja smoleńska.

Jak poinformowano, około 10 minut przed podejściem Tu-154 M do pasa „Krasnokucki wydał jednoznaczny rozkaz: 'Pasza, sprowadzamy do 100 metrów bez dyskusji, na drugi krąg i tyle’. „Ta komenda spowodowała przejęcie dowodzenia przez Krasnokuckiego. Poskutkowała niepewnością w podejmowaniu decyzji przez Plusnina i Ryżenkę, a w dalszej kolejności ich zaniechanie przez oczekiwanie na dalsze decyzje od dowódcy bazy lotniczej”.

Według podkomisji, Polacy spodziewali się, że na wysokości 100 m zostanie im podana komenda „co do tego, co mają dalej robić i oczywiście, że będą dalej precyzyjnie prowadzeni zgodnie z zasadami sztuki nawigatorskiej”. „Stało się jednak inaczej. Gdy Tu 154 M znalazł się na wysokości 100 m, nawigatorzy milczeli i żaden z nich, Ryżenko, Plusnin czy Krasnokucki, nie wydał wymaganej komendy odejścia na drugi krąg”.

„Pokazaliśmy to, co robiliśmy w zeszłym roku; to jest ilustracja naszych badań. Te badania są znacznie szersze, zajęły dużo czasu, dużo wysiłku” – powiedział Berczyński po prezentacji filmu obrazującego ustalenia podkomisji z ostatniego roku.

Berczyński dziękował wszystkim członkom komisji. „Każdy z nich miał duży wkład w pokazanie tego, co się stało” – ocenił.

„To jest tylko ilustracja tego, co zrobiliśmy. Te badania są znacznie szersze i znacznie głębsze i będziemy je kontynuować aż do wyjaśnienia przyczyn katastrofy” – powiedział.

Berczyński dziękował także ministrowi obrony narodowej Antoniemu Macierewiczowi, prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, wszystkim gościom poniedziałkowego posiedzenia oraz „rodzinom smoleńskim za poparcie i obecność”.

Na godz. 22.30 na portalu niezalezna.pl zaplanowany jest wideoczat z członkami podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej – poinformowano na zakończenie prezentacji jej dotychczasowych ustaleń oraz na profilu MON na Twitterze.

Źródło: PAP

lk

Premier Beata Szydło: Naszym obowiązkiem jest, by każdy, kto zginął w tej katastrofie, miał swoje miejsce pamięci

W Warszawie powinien wreszcie stanąć pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego; jesteśmy to winni prezydentowi, który pozostawił nam w testamencie, że państwo zawsze ma stać po stronie słabszych…

W poniedziałek w 7 rocznicę katastrofy smoleńskiej odsłonięto w KPRM tablicę upamiętniającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wicepremiera Przemysława Gosiewskiego i ministra Zbigniewa Wassermanna, którzy w 2010 r. zginęli w katastrofie smoleńskiej.

Premier wyraziła pragnienie, żeby 10 kwietnia był dniem, w którym pamiętamy, wspominamy, ale też upominamy się o prawdę. – Historia zatoczyła koło i dzisiaj o naszych bohaterów my musimy się upominać. Musimy się upominać o pamięć o tych, którzy 7 lat temu chcieli oddać hołd naszym przodkom, naszym ojcom, dziadom i sami stracili życie tam, pod Smoleńskiem.

– Polecieli do Katynia, bo mieli poczucie obowiązku, bo mieli poczucie tego, że są Polakami i że trzeba o tym mówić głośno i zawsze trzeba pamiętać o tych, którzy oddawali życie za naszą wolność – przemawiała szefowa rządu. – Polecieli lotem, który miał być pokazaniem całemu światu, że Polska nie zapomina o swojej historii, nie zapomina o swoich bohaterach i zawsze się o ich upomni.

– Pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego wreszcie powinien stanąć w Warszawie – kontynuowała. – Jesteśmy to winni wybitnej postaci, wybitnemu Polakowi. Naszym obowiązkiem jest, aby każdy, kto zginął w katastrofie, miał swoje miejsce pamięci, aby były tablice, aby były spotkania. Aby 10 kwietnia to był dzień, w którym pamiętamy, wspominamy, ale też upominamy się o prawdę. I aby wreszcie tutaj, w Warszawie, stanął pomnik pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Jesteśmy to winni panu prezydentowi. Jesteśmy to winni wybitnej postaci, wybitnemu Polakowi, który powiedział nam wszystkim – i to pozostawił nam w testamencie – że musimy pamiętać o tym, że państwo zawsze ma stać po stronie słabszych. I państwo musi opiekować się tymi, którzy to państwo tworzą. Musimy się o to upomnieć. Musimy zadbać o to, aby ta pamięć była ciągle żywa – mówiła premier.

– Musimy dzisiaj, 10 kwietnia, nie tylko wspominać, ale głośno nawoływać do tego, że upominamy się o 96 ofiar katastrofy smoleńskiej. My – Polacy na całym świecie. I ten głos stąd, z Warszawy, musi płynąć. Przede wszystkim stąd, z Warszawy; bardzo głośno – nawoływała Beata Szydło. – Dzisiaj przede wszystkim wspominajmy i upominajmy się o pamięć, upominajmy się o prawdę.

W kancelarii premiera odsłonięto w poniedziałek tablicę upamiętniającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wicepremiera Przemysława Gosiewskiego i ministra Zbigniewa Wassermanna, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku.

Źródło: PAP

lk

Trudno zrozumieć to, co przez lata działo się wokół katastrofy smoleńskiej, brak notatek z rozmów, protokołów z wydarzeń

Dlaczego sprawę oddano w rosyjskie ręce? Dlaczego nie ma protokołów i notatek z podstawowych wydarzeń – pytał prezydent w 7 rocznicę katastrofy smoleńskiej, oddając hołd poległej parze prezydenckiej.

Trudno zrozumieć to, co przez lata działo się wokół katastrofy smoleńskiej, dlaczego sprawę oddano w ręce rosyjskie, nie ma protokołów, notatek z podstawowych wydarzeń – powiedział w poniedziałek w Krakowie prezydent Andrzej Duda.

Prezydent Duda, w 7 rocznicę katastrofy smoleńskiej uczestniczył w poniedziałek rano w modlitwie przy grobie pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich w krypcie katedry na Wawelu. Razem z nim hołd tragicznie zmarłym rodzicom oddała Marta Kaczyńska wraz córkami.

Po zakończeniu tych uroczystości prezydent był pytany przez dziennikarzy, czy jesteśmy obecnie bliżej wyjaśnienia przyczyn tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r.

Ja mam przede wszystkim takie oczekiwanie od samego początku, od dnia, w którym to się zdarzyło, od tego 10 kwietnia 2010 roku, że polskie państwo uczyni wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić, żeby dociec tego, dlaczego i w jaki sposób zginęło, po pierwsze, mnóstwo Polaków (…), po drugie, wielkich osób polskiego życia publicznego, polskiego życia politycznego, wykonując swoje państwowe obowiązki – mówił.

Prezydent ocenił, że „to, co się działo przez lata” w sprawie katastrofy – „cała postawa w związku ze śledztwem, początek, oddanie sprawy w ręce rosyjskie – do dzisiaj trudno jest to zrozumieć, dlaczego to nastąpiło, dlaczego nie ma chociażby protokołów, notatek z podstawowych wydarzeń, które wtedy miały miejsce”.

Jak wskazał, brakuje m.in. „notatek z podstawowych rozmów, które wtedy były prowadzone pomiędzy czołowymi politykami”. – To jest coś, czego nie sposób zaakceptować, i to jest na pewno coś, co powinno być badane i co powinno być ustalane. Natomiast nie przy wigilijnym stole, w domach Polaków, tylko po prostu są właściwe organy państwa: są służby, jest prokuratura, są biegli i to oni się tymi sprawami powinni zajmować. Powinni się byli nimi zajmować rzetelnie od samego początku – dodał prezydent.

To nie było byle wydarzenie, to nie był jakiś tam wypadek – to była katastrofa, w której, będąc na służbie, zginęła elita polskiego świata polityki i polskiego życia publicznego. Obowiązkiem polskiego państwa, absolutnym obowiązkiem polskiego państwa od samego początku, czyli władz państwowych, było czynić wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić – podkreślił.

Prezydent pytany był również o ocenę prac podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. „Czekam spokojnie na wyjaśnienie tej sprawy, nie przeszkadzam w tym, nie wtrącam się w to, ponieważ dzisiaj jest prokuratura, która tą sprawą się zajmuje, są służby, które tą sprawą się zajmują i ja po prostu pozwalam działać, czekam na wyniki tych prac” – mówił prezydent.

Andrzej Duda podkreślił, że sprawa zwrotu wraku samolotu Tu-154M, jest coraz bardziej znana w przestrzeni międzynarodowej. – Proszę mi wierzyć, ja prowadzę wiele rozmów międzynarodowych. Rozmawiałem ostatnio w Monachium na ten temat z senatorem McCainem (…) i innymi politykami – podkreślił Duda.

Prezydent w lutym wziął udział w 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium; rozmawiał tam m.in. z amerykańskim senatorem Johnem McCainem. Siedem lat po katastrofie wrak samolotu nadal znajduje się w Rosji, w hangarze na terenie lotniska wojskowego w Smoleńsku.

Systematycznie informuję, jak ta sytuacja wygląda. Ona jest znana, coraz bardziej znana w przestrzeni międzynarodowej, bo wiedza na ten temat jaką ja zastałem, kiedy po raz pierwszy zacząłem się spotykać jako prezydent RP, była na arenie międzynarodowej w zasadzie żadna, jeśli chodzi o czołowych polityków – podkreślił Andrzej Duda.

Wyraził nadzieję, że sytuacja będzie się stopniowo zmieniała. – Zmienia się też sytuacja międzynarodowa. Proszę zobaczyć, jakie wydarzenia miały miejsce od 2010 r. Ile się zmieniło w tej przestrzeni międzynarodowej, przede wszystkim na gorsze, niestety. Sytuacja nie jest łatwa w tej sprawie. To jest taki trudny proces dyplomatyczny, polityczny. Sprawa bardzo złożona. Trzeba prowadzić konsekwentne działania – zauważył.

Prezydent rano wziął udział we mszy św., a potem przeszedł do krypty na Wawelu, aby dokładnie o godz. 8.41 złożyć kwiaty przy grobach pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich oraz modlić się. Razem z nim hołd tragicznie zmarłym rodzicom oddała Marta Kaczyńska wraz córkami.

Po wyjściu z uroczystości Duda powiedział, że 10 kwietnia 2010 r. był dniem absolutnie niepowetowanej straty dla polskiego życia publicznego. „Na przestrzeni tych lat widać, że ta strata jest” – zaznaczył.

Jednocześnie podkreślił, że 10 kwietnia, „to dzień głębokiej refleksji, zadumy i wspomnienia o tamtym dniu sprzed siedmiu lat, o tym, co przeżyliśmy”. – A przede wszystkim o tych, których nie ma dziś wśród nas, których nam – przynajmniej mnie osobiście na pewno bardzo brakuje – pana prezydenta profesora Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki pani Marii – Marylki, wspaniałych osób, bardzo wielu pięknych ludzi, którzy wtedy odeszli – powiedział prezydent.

Po przyjeździe do Warszawy Andrzej Duda złożył wieniec przed pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Towarzyszyła mu małżonka Agata Kornhauser-Duda, szef BBN Paweł Soloch oraz wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. Również na grobach ofiar katastrofy złożono wieniec i zapalone zostały znicze.

Przy pomniku znajdują się nagrobki 28 ofiar katastrofy pochowanych w Kwaterze Smoleńskiej. Są to: gen. Andrzej Błasik, gen. Franciszek Gągor, Grażyna Gęsicka, gen. Kazimierz Gilarski, Przemysław Gosiewski, ppłk Robert Grzywna, Mariusz Handzlik, ks. Roman Indrzejczyk, kpt. Paweł Janeczek, Dariusz Jankowski, Natalia Januszko, Mariusz Kazana, Janusz Krupski, Wojciech Lubiński, Barbara Maciejczyk, Barbara Mamińska, Stefan Melak, ppor. Andrzej Michalak, mjr Dariusz Michałowski, Stanisław Mikke, por. Piotr Nosek, Andrzej Przewoźnik, Sławomir Skrzypek, Władysław Stasiak, ppor. Jacek Surówka, Aleksander Szczygło, Jolanta Szymanek-Deresz i Izabela Tomaszewska.

Znajdujący się na Wojskowych Powązkach pomnik upamiętniający 96 ofiar katastrofy samolotu pod Smoleńskiem ma formę bloku białego granitu przełamanego na dwie zapadające się w ziemię części; biały granit jest umieszczony na ciemnej nawierzchni. Część główna białej bryły wznosi się nad mogiłą, w której pochowane są spopielone szczątki 12 ofiar katastrofy. Na ścianach, które powstały w wyniku przełamania bryły, umieszczono listę ofiar oraz napis: „Pamięci 96 ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010. Oddali życie w służbie ojczyzny w drodze na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej”.

Źródło: PAP

Profesor Piotr Witakowski w siódmą rocznicę tragedii podsumowuje dotychczasowy przebieg badań nad katastrofą

Bez przeprowadzenia badań wraku i terenu niemożliwe jest ustalenie wielu ważnych faktów, a tym samym niedopuszczalne byłoby zamknięcie śledztwa – pisze Piotr Witakowski, goszczący na naszym portalu.

Przedstawiamy artykuł profesora Piotra Witakowskiego, współorganizatora Konferencji Smoleńskich, podsumowujący dotychczasowe badania nad przyczynami i przebiegiem katastrofy smoleńskiej. Publikacja za zgodą autora.

W 7. ROCZNICĘ TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

Zwycięstwo Federacji Rosyjskiej

Zbliża się 7. rocznica katastrofy smoleńskiej. Największej narodowej tragedii, jaka wydarzyła się w Polsce po II wojnie światowej. Wywołuje to zrozumiały wzrost zainteresowania wszystkimi jej okolicznościami. Ponownie pojawią się w przestrzeni publicznej ostre spory dotyczące przyczyn tej tragedii. Spory te, tak jak w ubiegłych latach, będą miały przyczyny polityczne. Nie ma w tym nic dziwnego, bo katastrofa smoleńska zmieniła sytuację polityczną zarówno w Polsce, jak też w Europie.

Nie chodzi tylko o to, że miejsce prezydenta Lecha Kaczyńskiego zajął jego polityczny przeciwnik Bronisław Komorowski. I nie tylko o to, że w Smoleńsku zginęło całe dowództwo sił zbrojnych Rzeczypospolitej, a posiadane przez polskich generałów kody i tajne informacje NATO wpadły w ręce rosyjskie. Chodzi o to, że na scenie europejskiej i światowej zabrakło polityka, który mógłby zmobilizować opór demokratycznego świata przeciwko aneksji Krymu i Donbasu, tak jak to miało miejsce podczas ataku na Gruzję w roku 2008.

Następnego dnia po 10 kwietnia 2010 r. obudziliśmy się w innym, podzielonym politycznie świecie. Powszechna żałoba Polaków zderzyła się z radością niektórych środowisk, że znikła przeszkoda przed przemodelowaniem sceny politycznej i otworzyły się możliwości skierowania Polski na całkiem nowe tory. Formalnie Polska pozostawała nadal członkiem NATO, ale jej polityka zagraniczna zmieniła się tak, jakby odwróciły się jej sojusze.

Oficjalnie mówiło się o resecie w stosunkach z Federacją Rosyjską. Na czym ten reset polegał, najlepiej wskazuje umowa o współpracy między polską Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) i rosyjską Federacyjną Służbą Bezpieczeństwa (FSB), zawarta bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej w kwietniu 2010 r. Rosjanie nie tylko przejęli środki łączności i zasoby informatyczne, jakimi dysponowali polscy generałowie, którzy zginęli w Smoleńsku, ale w wyniku tego przejęcia uzyskali możliwość penetracji tajemnic militarnych Polski i NATO.

Federacja Rosyjska stała się wielkim beneficjentem. Katastrofa smoleńska zapewniła Federacji Rosyjskiej usunięcie najgroźniejszego z jej punktu widzenia polityka w Polsce, dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych i wymianę na tych wszystkich stanowiskach na osoby z przychylnego Rosji nadania politycznego. Nigdy w historii żaden kraj nie odniósł tak spektakularnych korzyści nawet w wyniku wygranej kampanii wojennej. A wszystkie te korzyści Rosja uzyskała bez strat własnych. Nie jest też dziwne, że stara się te korzyści utrzymać i nie jest dziwne, że przychylne jej w Polsce siły usilnie w tym pomagają.

Warunkiem utrzymania tych korzyści politycznych jest wpojenie wszystkim zainteresowanym przekonania, że strona rosyjska nie ponosi żadnej winy za śmierć polskiej elity politycznej i wojskowej. To wielkie wyzwanie dla aparatu rosyjskiej propagandy w Polsce i na całym świecie. W Polsce propaganda ta uzyskała możnych sojuszników.

Wykorzystanie inżynierii społecznej

Śmierć głowy państwa w katastrofie lotniczej miała już kilkakrotnie miejsce w przeszłości. Zawsze taka katastrofa okazywała się wynikiem zamachu [1]. Zdrowy rozsądek podpowiada, że śmierć głowy państwa stanowi tak niezwykłe wydarzenie, iż nie może być dziełem przypadku czy też zbiegu okoliczności, lecz wynikiem zamierzonego działania. Nie jest to oczywiście żaden dowód celowego doprowadzenia do katastrofy w Smoleńsku, ale odrzucenie takiej możliwości bez dowodu jest pogwałceniem zdrowego rozsądku.

Fakt, że w tym zakresie udało się pozbawić zdrowego rozsądku znaczną grupę Polaków, jest zdumiewający jedynie dla osób nie znających współczesnych technik manipulacji świadomością społeczną – tzw. inżynierii społecznej. W wydanej w 2003 r. w Moskwie książce politologa Siergieja Kara-Murzy „Manipulowanie świadomością” [2] można zapoznać się z podstawowymi metodami opanowywania ludzkiej świadomości za pomocą mediów. Sens manipulowania świadomością polega nie na przymusie, lecz na przeniknięciu do podświadomości i sprawieniu, by manipulowany chciał tego, czego chce manipulator. Manipulowanie świadomością pozbawia więc jednostkę wolności skuteczniej niż przymus bezpośredni i to bezboleśnie.

Warunkiem skutecznej manipulacji jest takie działanie, by manipulowany nie dostrzegał manipulacji. Osiąga się to przez określone techniki informacyjne – dezinformację. Normalnie wydarzenie tworzy informację, natomiast z dezinformacją mamy do czynienia wtedy, gdy zależność jest odwrotna – informacja tworzy wydarzenie w świadomości manipulowanego. Każdy człowiek stara się postępować rozsądnie, tj. zgodnie z posiadanymi informacjami. Wystarczy więc przekazywać mu dobrane specjalnie i niekoniecznie prawdziwe informacje, by zaczął się zachowywać w sposób pożądany przez informatora.

Nazywam to syndromem Otella – jeśli przekazywać człowiekowi określone informacje, to można go doprowadzić do takiego stanu, że nawet najbardziej ukochaną osobę gotów jest zamordować własnymi rękami. Tym tłumaczy się fakt, że wielu ludzi z gruntu uczciwych z pełną wiarą broni wersji wydarzeń podawanych przez dominujące media. Listę środków zastosowanych przez przychylne Rosji media w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej ukazała Maria Szonert-Binienda w swoim referacie „Socjotechnika zastosowana do Tragedii Smoleńskiej”, jaki został wygłoszony podczas III Konferencji Smoleńskiej w roku 2014 [3].

Studnia świadomości

Najważniejszą sprawą w narzuceniu określonej wizji wydarzenia jest natychmiastowe jego wyjaśnienie w sposób, który nie może być skonfrontowany z innymi odmiennymi wyjaśnieniami. Posiadana przewaga medialna pozwala w tym przypadku przerodzić się w monopol medialny.

Pierwszy powszechny przekaz co do przebiegu i przyczyn danego wydarzenia w sytuacji monopolu medialnego powoduje wprowadzenie świadomości społecznej w swoistą „studnię świadomości”. Wydobycie się z tej studni nie jest już możliwe przez podanie kontrprzekazu. Jeśli ludzie uwierzą w początkowy przekaz, będą bronić swego przekonania, gdyż stanowi on już fragment ich dorobku intelektualnego.

Wyjście ze studni świadomości wymaga znacznie większego wysiłku, niż wpadnięcie do niej. Zmiana przekonania musi przecież wymagać przyznania, że poprzednio się myliłem, a więc nie byłem dostatecznie rozsądny. Ale, jak mówi Kartezjusz, rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej rozdzieloną między ludźmi, gdyż nawet ci, którzy go mają niewiele, uważają, że mają go dostatecznie dużo. To dlatego ludzie pozbawieni rzeczywistej  wiedzy o przebiegu katastrofy smoleńskiej, jeśli raz uwierzyli w winę pilotów, będą uparcie bronić tego przekonania i odrzucać wszelkie dowody swego błędu. Hipotezę MAK/Millera, czyli podaną w raportach MAK i komisji Millera, nie traktują jak hipotezę, lecz jak zasadę wiary.

Nie wszyscy ulegają działaniu inżynierii społecznej. A i ci, którzy jej ulegli, w miarę napływania nowych informacji znajdują dowody, że hipoteza MAK/Millera nie jest zgodna z prawdą. Obserwujemy wśród nich tzw. dysonans poznawczy – sprzeczność między wcześniejszym przekonaniem, a nowymi informacjami. Sprzeczność tę próbują wyjaśnić w dostępny sobie sposób, co jest źródłem pojawiania się nowych hipotez.

Zjawisko to jest całkiem naturalne i uwzględniane przez manipulatorów w sposób mający zdyskredytować inne wersje wydarzeń, niż przez nich forsowana. Sprowadza się to do celowego generowania i przedstawiania opinii publicznej hipotez absurdalnych. Na ich tle oficjalna hipoteza wydaje się jedyną racjonalną. W przypadku katastrofy smoleńskiej to aparat propagandy podrzuca hipotezy o rozpyleniu helu, zderzeniu z innym samolotem, zestrzeleniu rakietą itp. Te absurdalne hipotezy służą do kompromitowania wszystkich, którzy nie zgadzają się z hipotezą MAK/Millera, bo w porównaniu z nimi hipoteza ta wydaje się najbardziej racjonalna.

Hipoteza MAK/Millera

Według oficjalnej wersji przebiegu katastrofy smoleńskiej podanej przez Międzypaństwowy Komitet Lotnictwa – MAK [4] i powtórzonej w raporcie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (tzw. Komisji Millera) [5], przebieg wydarzeń był następujący:

„Samolot w gęstej mgle zszedł poniżej dopuszczalnej wysokości 100 m i mimo prób odejścia (na drugi krąg), zniżał się nadal na skutek błędu pilota, który próbował wykonać niemożliwy technicznie manewr odejścia 'w automacie’. Po utracie cennego czasu pilot wykonał ten manewr ręcznie, lecz nim samolot zaczął się wznosić, znalazł się już tylko kilka metrów ponad terenem. Uderzył lewym skrzydłem w rosnącą na linii lotu brzozę, skutkiem czego odcięta została końcówka skrzydła o długości około 6 m, a sama brzoza została złamana. Spowodowało to asymetrię sił aerodynamicznych działających na samolot, w wyniku czego obrócił się on wokół swej osi podłużnej o około 180 stopni (wykonał tzw. półbeczkę), a następnie skierował się ku ziemi, w którą uderzył górną częścią kadłuba. Ponieważ górna część kadłuba ma znacznie słabszą konstrukcję niż dolna, uderzenie w ziemię spowodowało rozbicie całej konstrukcji na wiele fragmentów o różnej wielkości i rozsypanie ich na dużej przestrzeni”.

Jest tu zarówno opis przebiegu katastrofy smoleńskiej, jak też ukazanie jej przyczyn – błąd pilota. Wspomniany raport stanowi oficjalny dokument sporządzony przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego i podany do wiadomości publicznej w dniu 29 lipca 2011 r. Jest to jednak drugi oficjalny dokument sporządzony przez tę komisję.

Zgodnie z uprawnieniem wynikającym z Załącznika 13 do Konwencji ICAO, ta sama komisja w dniu 19 grudnia 2010 r. złożyła do projektu raportu MAK swoje Uwagi [6], w których na 148 stronach wylicza błędy i uchybienia strony rosyjskiej w czasie badania i kończy się zdaniem (podkreślenia w oryginale):  „W związku z powyższym strona polska wnosi o ponowne sformułowanie przyczyn i okoliczności wypadku samolotu Tu-154 oraz zaleceń profilaktycznych, po uwzględnieniu wszystkich czynników mających wpływ  na zaistnienie wypadku, w tym opisanych w niniejszym dokumencie”.  Z tekstu tego jasno wynika, że autorzy dokumentu odrzucają w całości przedłożony projekt raportu MAK i  domagają się „ponownego sformułowania przyczyn i okoliczności wypadku”.

Rodzi się zrozumiałe pytanie, co się stało między 19.12.2010 a 29.07.2011, że ta sama komisja wytworzyła dokument zaprzeczający swojemu wcześniejszemu stanowisku. Na pewno jednak przyczyny zmiany tego stanowiska nie wynikały z badań wraku, terenu katastrofy i ciał ofiar. Jest bowiem swoistym kuriozum, że komisja Millera wydała swój raport bez badania wraku, bez badania terenu katastrofy i bez badania ciał ofiar.

Jest to jedyny taki przypadek w historii lotnictwa światowego. Podstawę do sporządzenia raportu komisji Millera stawiły wyłącznie informacje i materiały
przekazane Komisji przez stronę rosyjską. Nie ma też żadnego śladu analizy wiarygodności materiałów
przekazanych Komisji przez Rosjan. Komisja przyjęła je bezkrytycznie.

Konferencje Smoleńskie

W kategoriach mechaniki na hipotezę podaną przez MAK i Komisję Millera składa się 5 wydarzeń – etapów, z których każdy może być badany odrębnie i zweryfikowany metodami naukowymi:

  1. lot samolotu według podanej trajektorii przed uderzeniem w brzozę na działce Bodina,
  2. uderzenie w brzozę,
  3.  lot samolotu między brzozą a uderzeniem w ziemię,
  4. uderzenie samolotu w ziemię i jego dezintegracja,
  5. lot poszczególnych fragmentów samolotu do miejsca ich końcowego położenia.

Badania i naukowe analizy wykonane przez niezależnych badaczy wykazały, że każdy z etapów hipotezy MAK/Millera jest sprzeczny z prawami fizyki i ogólnie dostępnymi dowodami. Wyniki tych badań zostały przedstawione w trakcie czterech Konferencji Smoleńskich, jakie odbyły się w Warszawie w latach 2012-2015 [7]. Ich podsumowaniem jest opracowanie zatytułowane „Co wiemy o przebiegu Katastrofy Smoleńskiej” [8], w którym przedstawiono zasadniczy przebieg katastrofy smoleńskiej.

Dalsze badania są oczywiście konieczne, w szczególności dla ustalenia przyczyn, ale nie zmienią już one wiedzy o przebiegu katastrofy. Przebieg ten został bowiem odtworzony na podstawie tysięcy zdjęć i filmów ukazujących deformację i dyslokację szczątków samolotu i jest on całkowicie sprzeczny z hipotezą MAK/Millera.

Ponieważ każdy uważny obserwator dojdzie do tego samego wniosku, informacje o położeniu szczątków na wrakowisku w Smoleńsku są skrzętnie ukrywane. Wśród wielu dowodów wskazujących na rzeczywisty przebieg katastrofy smoleńskiej są takie, które mają charakter dowodów rozstrzygających. Z praw mechaniki wynika bowiem, że znane z licznych zdjęć podłużne rozerwanie kadłuba mogło nastąpić wyłącznie na skutek wewnętrznej eksplozji. Innym takim dowodem jest położenie szczątków z wnętrza kadłuba wcześniejsze niż ślad pierwszego jego uderzenia w ziemię. Dowodzi to, że rozerwanie kadłuba nastąpiło w powietrzu, jeszcze zanim dotknął on ziemi.

Wnioski płynące z przedstawionych na Konferencjach Smoleńskich badań z różnych dziedzin nauki są zgodne i potwierdzają się wzajemnie. Badania geodezyjne i geotechniczne, archeologiczne i medyczne, fizyczne i chemiczne, mechaniczne i aerodynamiczne, elektrotechniczne i akustyczne – wszystkie przedstawione na konferencjach referaty układają się w spójny obraz i pozwalają na sformułowanie następujących wniosków.

  1. Katastrofa smoleńska stanowiła to, co w literaturze światowej określa się jako controlled demolition
    (kontrolowana rozbiórka) i została zrealizowana przez serię eksplozji materiałów wybuchowych, jakie miały
    miejsce w zamkniętych profilach samolotu, a tym samym były niedostępne dla inspekcji pirotechnicznych.
  2. Rosyjska ekipa kontrolująca miejsce katastrofy dołożyła starań, aby uwiarygodnić hipotezę MAK/Millera.
    Temu celowi służyło przenoszenie szczątków w wyznaczone miejsca oraz zatajanie i niszczenie dowodów
    przeczących hipotezie.

Podkomisja Smoleńska

W dniu 4 lutego 2016 r minister obrony narodowej Antoni Macierewicz w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych i administracji podpisał „Rozporządzenie w sprawie organizacji oraz działania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego” powołujące do życia Podkomisję ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem, zwaną Podkomisją Smoleńską. Podkomisja Smoleńska została utworzona w ramach Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) jako autonomiczny organ z zadaniem wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. W istocie ma ona taki sam cel i obowiązki, jak wcześniejsza Komisja Millera. Tak jak każda komisja badania wypadków lotniczych ma ona trzy zasadnicze zadania:

  1. przebadać wrak samolotu,
  2. przebadać teren katastrofy,
  3.  przebadać ciała ofiar.

Podkomisja Smoleńska jest w specyficznej sytuacji – nie ma dostępu ani do wraku, ani do terenu katastrofy, a autopsja ciał ofiar po kilku latach od katastrofy nie jest możliwa bez ekshumacji, do której uprawniona jest jedynie prokuratura. Ta ostatnia rozpoczęła ekshumacje i badanie ciał ofiar. Podkomisja może więc spodziewać się, że wyniki autopsji będą dla niej dostępne. Inaczej jest z dwoma pierwszymi zadaniami. Dostęp do wraku i terenu katastrofy uzależniony jest od zgody władz Federacji Rosyjskiej, a uzyskanie tej zgody nie jest zadaniem Podkomisji, lecz dyplomacji Rzeczypospolitej. Badanie terenu katastrofy smoleńskiej jest niezbędne dla dokończenia prac archeologicznych rozpoczętych w październiku 2010 roku.

W sytuacji braku dostępu do zasadniczych dowodów Podkomisja zmuszona jest do ograniczenia swych prac do:

  1. badania dokumentów i dowodów rzeczowych dostępnych na terenie kraju,
  2. symulacji komputerowych,
  3. badań doświadczalnych.

Ogromną pomocą w tych pracach jest istnienie bliźniaczego samolotu Tu-154 stojącego na lotnisku w Mińsku Mazowieckim. Niestety, samolot ten nie może być uruchomiony i wzbić się w powietrze celem badań. Przeprowadzenie skanowania samolotu umożliwiło jednak stworzenie jego modelu wirtualnego (w pamięci komputera) z dokładnością lepszą niż 1 mm. Model ten jest wykorzystywany do komputerowej symulacji zachowania samolotu w powietrzu w różnych konfiguracjach, a w szczególności do badania jego zachowania po utracie różnej długości fragmentu skrzydła. Analogiczne badania wykonywane są doświadczalnie.

Ten sam model pozwala na wykonanie techniką druku 3D modeli fizycznych samolotu, które następnie badane są w tunelu aerodynamicznym. Wszystkie badania wykonywane są co najmniej w dwóch niezależnych instytucjach badawczych. Zgodnie ze standardami naukowymi traktuje się jako poprawne, tylko w przypadku zgodności wyników uzyskanych w różnych ośrodkach, jak też zgodności badań symulacyjnych i doświadczalnych. Tak prowadzone badania są żmudne i czasochłonne, ale zapewniają stopniowo coraz lepszą wiedzę o właściwościach aerodynamicznych samolotu w stanie nieuszkodzonym, jak i uszkodzonym bez dostępu do oryginału samolotu.

W szczególności ustalono, że utrata końcówki skrzydła o długości ok. 6 m mogła być zrównoważona przez pilota ruchem lotki na drugim skrzydle i nie doprowadziłaby samolotu do obrotu wokół osi. Potwierdza to wyniki analiz przedstawiane na konferencjach smoleńskich. Odrębną sprawą są badania pirotechniczne, których wyniki będą przedstawione przez Podkomisję.

Chociaż ogólny przebieg katastrofy smoleńskiej jest znany i można go było ustalić na podstawie nielicznych stosunkowo dowodów, to jest oczywiste, że śledztwo dotyczące przyczyn katastrofy wymaga przeprowadzenia badania terenu katastrofy i szczątków wraku samolotu. Bez przeprowadzenia tych badań niemożliwe jest ustalenie wielu ważnych faktów, a tym samym niedopuszczalne byłoby zamknięcie śledztwa.

Zbadaniem miejsca katastrofy  musi się zająć zespół złożony z archeologów, geodetów i specjalistów od dochodzeń kryminalnych. Cel – przebadanie archeologiczne terenu do tej pory nie zbadanego.

Zbadaniem szczątków samolotu musi się zająć zespół złożony ze specjalistów od mechaniki, konstrukcji lotniczych, chemii, pirotechniki i innych. Cel – rekonstrukcja Tu-154 ze szczątków. Podobnie jak w Lockerbie i przy MH17 zestrzelonego nad Ukrainą. Szczególnie ważne jest ustalenie:

  1. jakich szczątków brakuje,
  2. jak pasują do siebie szczątki pozostałe,
  3. jak wyglądają krawędzie szczątków celem ustalenia przyczyny rozdzielającej.

Niezbędny jest szereg innych badań – chemicznych, pirotechnicznych, analiza poszczególnych instalacji – elektrycznych, klimatyzacyjnych, odlodzeniowych i analiza szczątków włącznie z kompleksowymi badaniami obecności materiałów wybuchowych. Jeśli wrak samolotu nie zostanie zwrócony Polsce, to dla wykonania tych badań niezbędne będzie stworzenie w Smoleńsku kompleksowego laboratorium polowego.

Piotr Witakowski

[1] Maria Szonert Binienda „Badania istotnych katastrof lotniczych. Polityczno-prawne studium porównawcze”, Materiały Konferencyjne. II Konferencja Smoleńska 21-22.10.2013, Warszawa 2014;
http://konferencjasmolenska.pl/materialy2/37.pdf
[2] http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/dezinformacja-czyli-manipulowanie-swiadomoscia/26zqd
[3] Maria Szonert Binienda „Socjotechnika zastosowana do Tragedii Smoleńskiej”. Materiały Konferencyjne. III Konferencja Smoleńska 20.10.2014, Warszawa 2015; http://konferencjasmolenska.pl/materialy3/16szonert.pdf
[4] http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/tu-154m_101/finalreport_eng.pdf
[5] „RAPORT KOŃCOWY z badania zdarzenia lotniczego nr 192/2010/11 samolotu Tu-154M nr 101 zaistniałego dnia 10 kwietnia 2010 r. w rejonie lotniska SMOLEŃSK PÓŁNOCNY”; http://dlapilota.pl/files/upld/RaportKoncowyTu-154M.pdf
[6] „Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej jako: państwa rejestracji i państwa operatora do projektu Raportu końcowego z badania wypadku samolotu Tu-154M nr boczny 101, który wydarzył się w dniu 10 kwietnia 2010 r., opracowanego przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy MAK” http://www.faktysmolensk.gov.pl/przebiegbadania
[7] http://konferencjasmolenska.pl/
[8] „Co wiemy o przebiegu Katastrofy Smoleńskiej. Wstępne podsumowanie Konferencji Smoleńskich”, Komitet Organizacyjny Konferencji Smoleńskiej. Warszawa marzec 2016; http://konferencjasmolenska.pl/podsumowanie/zal2.pd

Wiktor Suworow: W chwili, kiedy Rosjanie nie przekazali śledztwa ws. Smoleńska w niezależne ręce, przyznali się do winy

Znany rosyjski dysydent w drugą rocznicę Katastrofy Smoleńskiej podkreślił, że podejście Kremla do wyjaśniania katastrofy i brak transparentności w śledztwie, wskazują na winę strony rosyjskiej.

Ziemia smoleńska jest nasączona polską krwią i kiedy rozbije się prezydencki samolot, rosyjskie władze powinny od razu zaprosić międzynarodową komisję i niczego nie dotykać. Jak tylko Rosjanie dotknęli czarnej skrzynki, to przyznali się, że są winni – podkreślił Wiktor Suworow w rozmowie z Jerzym Jachowiczem i Krzysztofem Skowrońskim.

[related id=11629]

Jak podkreślił Suworow, skala nieufności istniejąca między obydwoma narodami nie pozwoliła na wyjaśnienie wszelkich wątpliwości wokół Katastrofy Smoleńskiej, bez powierzenia śledztwa komisji w pełni niezależnej od Moskwy oraz Warszawy. – Między Rosją a Polską przez wieki istniały problemy. To są narody bratnie, ale między braćmi często bywają jakieś niesnaski. Nie ufamy sobie nawzajem, ale to w Rosji przydarzyło się wam coś niedobrego. W takim przypadku ja jako Rosjanin nie powinienem niczego dotykać, pokazując że jestem niewinny i wszystkie dowody przekazuję międzynarodowej komisji.

Kiedy ja, jako Rosjanin, nie wierzę Polakom, a oni również mi nie ufają, to niech żadna ze stron nie bierze udziału w wyjaśnianiu katastrofy, niech to zrobi międzynarodowa komisja, bez Rosjan i bez Polaków – podkreślił na antenie Radia Wnet Wiktor Suworow.

ŁAJ

 

Rząd uderza w międzynarodowe korporacje audytorskie. Nowa ustawa ma zdemonopolizować rynek audytu w Polsce

Od tego roku zmieniają się zasady prowadzenia audytów dla największych przedsiębiorstw i instytucji finansowych w Polsce. PiS wprowadza przejrzystość w sferze audytu i doradztwa podatkowego.

W piątek 7 kwietnia Sejm przyjął ustawę reformującą zasady działania biegłych rewidentów i audytorów. Założenia ustawy budzą duże poruszenie wśród firm wykonujących usługi audytorskie, których działalność ulegnie znacznemu ograniczeniu. Jak otwarcie przyznaje Ministerstwo Finansów, ustawa miała uderzyć w wielkie międzynarodowe korporacje, zgrupowane w tzw. „wielkiej czwórce”, czyli KPMG, EY, PwC, Deloitte Skich. Wielka czwórka niemalże w całości podzieliła między siebie polski rynek usług audytorskich i księgowych.

[related id=10799]

Oficjalnie ustawa o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz o nadzorze publicznym jest implementacją przepisów prawa unijnego z zakresu audytu, obejmujących dyrektywę 2014/56/UE w sprawie ustawowych badań rocznych sprawozdań finansowych i skonsolidowanych sprawozdań finansowych. Prawo unijne miało odpowiedzieć na zarzuty o nieprawidłowości w audytach, ujawnionych po kryzysie finansowym z 2009 roku.

Ustawa w ostatecznym kształcie skupia się na trzech kwestiach: rozdzielności audytu od innych usług doradczych i księgowych, rotacji firm audytorskich co pięć lat oraz reformie samorządu biegłych rewidentów.

Największe niepokoje firm audytorskich budzi zapis o całkowitej rozdzielności usług audytorskich od doradztwa podatkowego. Ostateczny kształt ustawie nadała poprawka, zgłoszona przez ministerstwo finansów pod sam koniec prac legislacyjnych w Sejmie. Znowelizowana ustawa wprowadza przepisy, mówiące o całkowitym rozdzieleniu działań audytorskich z innymi formami współpracy z tą samą spółką.

Przyjęte rozwiązanie spowoduje, że nie będzie możliwe jednoczesne badanie sprawozdań finansowych oraz świadczenie usług niebędących czynnościami rewizji finansowej na rzecz tej samej spółki. Do tej pory wielkie korporacje nagminnie łączyły funkcje audytu z doradztwem podatkowym. Zakaz świadczenia dodatkowych usług ma wprowadzić pełną transparentność. Nie będzie możliwa sytuacja, gdy jedna i ta sama firma najpierw doradza, jak optymalizować koszty podatkowe, a następnie ocenia wyniki swoich działań w audycie.

Nowe zasady pełnej rozdzielności działalności audytorskiej oraz pięcioletni okres rotacji będzie dotyczył około dwóch tysięcy spółek, zdefiniowanych przez ustawodawcę jako „jednostki zainteresowania publicznego”. Są to m.in. spółki giełdowe, banki czy największe jednostki samorządowe.

Jak podkreślił wiceminister finansów Wiesław Janczyk, ustawa wprowadza nowe rozwiązania w zakresie pracy audytorów i biegłych rewidentów.– To jest novum, również w skali międzynarodowej, że dla około dwóch tysięcy najważniejszych podmiotów działających w Polsce wprowadzamy konieczność oddzielenia usług doradztwa i audytu – podkreślił Wiesław Janczyk. Jak zaznaczył wiceminister, jedynym zamiarem ustawodawcy było zapewnienie jak najbardziej rzetelnej informacji finansowej dla największych firm.

W tej ustanie został wpisany mechanizm zobiektywizowania kontroli, bo rozdzielenie roli jednego podmiotu do dwóch niezwiązanych ze sobą firm daje możliwość zobiektywizowania procesów rachunkowo-księgowych – podkreślił sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Jak wskazywało ministerstwo finansów, zamiarem rządu była próba demonopolizacji rynku audytu, o czym alarmował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zapisy zawarte w ustawie o biegłych rewidentach pozwolą, aby również średnie firmy z polskim kapitałem mogły wziąć udział w podziale rynku usług audytorskich, doradztwa podatkowego i innych usług księgowych.

Zdaniem Pawła Grabowskiego z Kukiz’15, główny cel przyświecający rządowi nie zostanie zrealizowany poprzez zapisy przyjętej ustawy. Wariant pełnej transparentności to swoisty „obuch prawny”, skonstruowany do bicia wielkich korporacji, ale nie zapewniający żadnego realnego wsparcia dla polskich firm.

Jak podkreślił poseł Kukiz’15, rozwiązania nowej ustawy mogą mieć zgubny wpływ dla odbiorców usług rewizyjnych i księgowych, których cena w nowych warunkach będzie wyższa. Niepokój polityka budzi również możliwość paraliżu usług audytorskich, które przy pełnej sterylności nie będą mogły być skutecznie wykonywane.

Podobne zastrzeżenie zgłaszają przedstawiciele wielkich firm audytorskich, wskazując, że całkowite rozdzielenie usług doprowadzi do chaosu na giełdzie i w sektorze bankowych. Zdaniem ekspertów PwC przyjęta ustawa wpłynie na zwiększenie kosztów usług audytorskich.

Zdaniem Artura Sobonia z PiS, nie ma obaw, że ceny audytów poszybują w górę, ponieważ do tej pory wszystkie usługi, które były realizowane w ramach jednej firmy, były również wyceniane w ramach kompleksowych świadczeń, często po bardzo wysokich stawkach.

Ustawa daje gwarancje, że nieprawidłowości pokazywane przez media, kiedy audytorzy mówili „unikajcie podatków, a my przymkniemy oko przy badaniu ksiąg”, zostaną wyeliminowane. Ta ustawa wprowadza bezpieczeństwo i wiarygodność rynku – podkreśliła poseł PiS.

Zapewnienia ministerstwa finansów oraz posłów Prawa i Sprawiedliwości nie uspokajają jednak środowiska mniejszych firm audytorskich, zrzeszonych w Komisji Nadzoru Audytowego, którego członkowie zarzucają rządowi uleganie lobby doradców podatkowych. Piotr Kamiński, członek Komisji Nadzoru Audytowego, wskazywał na niebezpieczeństwo zakłócenia działalności spółek na giełdzie, chociażby w ramach procedury wystosowywania tzw. comfort letter.

[related id=11014 side=left]

Kontrowersje spółek audytorskich budzi zapis o skróceniu okresu rotacyjnego z dziesięciu do pięciu lat, który będzie najkrótszy w Unii Europejskiej. W myśl zapisów, po pięciu latach świadczenia usług w zakresie audytu, przedsiębiorstwo, należące do grupy jednostek zainteresowania publicznego, będzie musiało zmienić audytora. Jeżeli firma korzystała przez poprzednie cztery lata z usług danego audytora, to już za rok będzie musiała podpisać umowę na usługi audytorskie z nowym podmiotem.

Rok 2017 będzie rokiem przejściowym, kiedy prace audytorów będą mogły być kontynuowane, nawet jeśli współpraca trwa ponad pięć lat. Rotacja w pełnym wymiarze wejdzie od 1 stycznia 2018 roku, kiedy wszystkie firmy, które współpracującą z jednym audytorem więcej niż 5 lat, będą musiały go zmienić. Zdaniem Artura Sobonia z PiS, tylko w pierwszych dniach pełnego obowiązywania zasad rotacji, nowych audytorów będzie musiało znaleźć ponad 500 spółek.

Zdaniem Pawła Grabowskiego, posła Kukiz’15, zapis o pięcioletnim okresie rotacji nie pomoże w demonopolizacji rynku audytorskiego. – Po początkowym zamieszaniu tzw. wielka czwórka z powrotem podzieli się rynkiem, zmieniając się w obsługiwaniu największych przedsiębiorstw i banków. Cel założony przez ministerstwo nie zostanie osiągnięty również z powodu słabości polskich podmiotów, które po prostu nie będą w stanie sprawnie obsługiwać największych podmiotów, np. PZU czy KGHM – podkreślił poseł Kukiz’15.

Zdaniem posłów opozycji, restrykcyjne zapisy ustawy spowodują, że rynek audytów nie będzie mógł normalnie funkcjonować i po kilku miesiącach przepisy będą musiały zostać znowelizowane.

[related id=10821]

 

Jak wskazuje część ekspertów, wprowadzenie większej transparentności może mieć również całkiem wymierny efekt dla budżetu państwa. Jak podkreślają, wprowadzenie mechanizmu całkowitego rozdzielenia może wpłynąć na obniżenie stopnia stosowania agresywnej optymalizacji podatkowej. Wielkie spółki doradztwa podatkowego będą trzymać się zasad prawa podatkowego, wiedząc, że ich działania będą kontrolowali niezależni audytorzy.

Przedstawiciel rządu oraz posłowie PiS oficjalnie zaprzeczają, że wizja zwiększenia wpływów do budżetu była brana pod uwagę przy projektowaniu ustawy. Jednak poseł Artur Soboń wskazał, że istnieje możliwość wzrostu wpływów z tytułu podatku CIT. Z kolei zdaniem Pawła Grabowskiego, mogą zwiększyć się wpływy z podatku VAT. Politycy i prawnicy są zgodni, że nowa regulacja może mieć pozytywny wpływ na przychody do budżetu państwa.

ŁAJ

Wojciech Cejrowski: Napiszmy konstytucję na nowo. Mam nawet już sporządzonych kilka artykułów

Pisarz i podróżnik powiedział w Radiu Wnet, że Polsce potrzebna jest zmiana ustawy zasadniczej. Skomentował też wypowiedź Pawła Kukiza na temat możliwości napisania nowej konstytucji.

Wojciech Cejrowski wezwał do napisania na nowo konstytucji. W rozmowie w Radiu Wnet pisarz i podróżnik podał przykłady kilku artykułów konstytucyjnych, które sam dotychczas napisał.

Jednym z artykułów, które jego zdaniem powinny znaleźć się w nowo napisanej konstytucji, dotyczy podatków: – Wedle moich artykułów nie można byłoby nakładać kilku kar tudzież podatków za to samo. Nie może być paru różnych podatków nałożonych na to samo, bo jest to istotowo niedobre i oszukańcze. Niech państwo obciąży podmiot lub przedmiot jaką chce daniną. Ale nie może być tak, że na przykład na jednym towarze nałożony jest podatek VAT, akcyza i inne. Jeden byłby o wiele prostszy w pobieraniu – powiedział Cejrowski.

Konstytucja ma też stanowić, że podatki powinny być dla wszystkich równe: – Co by się wtedy stało? Obywatel powiedziałby: „Nie oszukuję systemu podatkowego, bo mi się nie chce!”

Wojciech Cejrowski przedstawił też inny pomysł na przepis konstytucji – zgodnie z nim wszelkie wybory w państwie powinny być jednomandatowe.

[related id=”10880″]

Odniósł się też do dzisiejszych słów Pawła Kukiza w Poranku Radia Wnet, który powiedział, że w Polsce należy zmienić obowiązującą konstytucję, oraz pochwalił determinację prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w tym zakresie.

Podróżnik wezwał Pawła Kukiza, żeby nie przejmował się PiS-em („w tyłku z Pisem”) i sam z pomocą kilku ludzi napisał konstytucję, tak jak napisano konstytucję USA. Zapowiedział, że może mu w tym pomóc. Jeśli taka konstytucja okaże się dobra, będzie można pójść z nią „w lud” i 3 maja (po raz drugi) uchwalić: – Od jęczenia nie napisze się konstytucji – podsumował.

 

K.T.

Fala aresztowań opozycjonistów na Białorusi była dla nas zaskoczeniem – powiedział w Poranku Wnet Stanisław Karczewski

Z marszałkiem Senatu rozmawialiśmy o polityce wschodniej. – W tej chwili mamy zamrożone stosunki z Rosją, a w rozmowach z Kijowem jasno mówimy: na Banderze Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej.

Gościem Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku Wnet był Stanisław Karczewski, marszałek senatu. Pierwszym tematem rozmowy była szansa na zmianę ustawy zasadniczej po 20 latach jej obowiązywania. – Jesteśmy skłonni do zmiany Konstytucji w przyszłości. Minęło 20 lat od uchwalenia ustawy zasadniczej i jest potrzeba jej przejrzenia (…) Obecna Konstytucja jest słaba i mizerna, nie jest mocnym fundamentem dla ustroju politycznego –  oświadczył w Poranku Wnet marszałek Senatu.

Jak podkreślił Gość Poranka Wnet, dyskusja nad zmianami ma charakter czysto teoretyczny, ponieważ w obecnym parlamencie nie ma większości gotowej do uchwalenia nowej Konstytucji. – Problem polega na tym, że większość opozycji nie chce rozmawiać o zmianach w Konstytucji. PO i Nowoczesna nie chcą podjąć żadnej debaty nad reformą ustroju Polski. Realnie nie widzę możliwości zmiany Konstytucji, ale powinniśmy rozpocząć debatę nad nową ustawa zasadniczą.

Marszałek Senatu odniósł się także do wotum nieufności dla rządy Beaty Szydło, które zgłosiła Platforma Obywatelska. Oświadczył, że będzie się przyglądał debacie nad wnioskiem. Głos w obronie dokonań rządu zabierze prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Obecna sytuacja w rządzie, któremu przewodzi premier Beata Szydło, jest bardzo stabilna,  a totalna opozycja rzuca mu piasek w koła. Politycy opozycji mówią już o używaniu kija bejsbolowego – powiedział to przewodniczący klubu Platformy.

Z gościem Poranka Wnet rozmawialiśmy także o możliwych zmianach w rządzie.

– Z bliska obserwuję pracę ministrów. Są niezwykle zaangażowani i pochłonięci swoją działalnością. Należy się doskonalić, a wyciąganie wniosków jest rolą pani premier, ale na razie rząd pracuje bardzo dobrze – podkreślił Stanisław Karczewski, nie wykluczając, że w przyszłości może dojść do zmian na stanowisku ministrów. – Chciałbym, aby pani premier rządziła przez dwie kadencje; w pewnym momencie przyjdzie czas na zmiany w rządzie.

Gość Poranka Wnet odniósł się również do wniosku polskiej prokuratury o postawianie kolejnych zarzutów rosyjskiej obsłudze lotniska w Smoleńsku w sprawie tragedii z 10 kwietnia 2010 roku: – Zaskoczyła mnie natychmiastowa odpowiedź Rosji, że nie będzie przesłuchania kontrolerów z lotniska w Smoleńsku.

Stanisław Karczewski odniósł się również do sytuacji za wschodnią granicą.

Z prezydentem Białorusi rozmawiałem w dobrej atmosferze, przedłożyłem całą agendę, którą sobie zaplanowałem. Natomiast efekty okazały się złe. Jeśli dojdzie do ponownego ocieplenia stosunków, to po raz kolejny spotkałbym się z Aleksandrem Łukaszenką, bo przyciągnięcie Białorusi do Unii jest dla nas bardzo korzystne. (…) Stosunki dyplomatyczne z Mińskiem obecnie bardzo się ochłodziły. Fala aresztowań była dla nas zaskoczeniem.

Na spotkaniach z przewodniczącym litewskiego Sejmu czy ukraińskiej Rady Najwyższej rozmawialiśmy o problemach bilateralnych. Z naszej strony padła deklaracje wsparcia Ukrainy, kraju, gdzie toczy się wojna, ale mówimy jasno, że na Banderze Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej – podkreślił w Poranku Wnet Stanisław Karczewski.

ŁAJ

 

Przekop Mierzei Wiślanej to szansa na otwarcie światowych rynków dla elbląskiego przemysłu – powiedział poseł Jerzy Wilk

Kanał skróci drogę morską z Elbląga do portów trójmiejskich o 90 km. Według byłego prezydenta Elbląga uzyskamy niezależność od Rosji, która obecnie może w każdej chwili zamknąć wyjście na Bałtyk.

Z posłem Prawa i Sprawiedliwości Jerzym Wilkiem rozmawialiśmy w Radiu Wnet o projekcie specjalnej ustawy dotyczącej budowy nowego szlaku żeglugowego z Zalewu Wiślanego na Bałtyk. – Wczoraj pan prezydent podpisał ustawę o przekopie Mierzei Wiślanej. Teraz trwa opracowywanie dokumentacji przez polskie firmy, które wygrały przetarg, co potrwa około 1,5 roku, a potem zacznie się w budowa.

Przy budowie kanału przez Mierzeję stanęła również kwestia własności złóż bursztynu, które zostaną wydobyte przy okazji budowy przekopu mierzei – Koszt budowy sięgnie 880 milionów złotych, inwestycja rozpocznie się na jesieni przyszłego roku i zakończy się w 2022 roku. (…) Na Mierzei Wiślanej znajdują się duże pokładu bursztynu, niektórzy podkreślali, że zyski związane z pozyskaniem bursztynu mogą znacznie ograniczyć koszty całej inwestycji.

Jerzy Wilk wskazywał, że budowa kanału przez Mierzeję pozwoli na lepszą integrację dużych polskich portów na Bałtyku z Zalewem Wiślanym. – Port w Elblągu zawsze rozwijał się w kooperacji z portami trójmiejskimi. Wielkie statki będą zawijać, jak do tej pory, do portów trójmiejskich, a następnie towary będą przeładowywane na barki i transportowane do portu w Elblągu i dalej śródlądowymi drogami wodnymi w głąb Polski.

Budowa kanału to również szansa dla przemysłu ciężkiego, który powstał na gruncie dawnych zakładów przemysłowych „Zamech”. – Liczę, że dzięki budowie kanału żeglugowego, wielkie konstrukcje stalowe, które powstają w zakładach przemysłowych Elbląga, jak chociażby turbiny do elektrowni, będą mogły być wysyłane do portów światowych – stwierdził poseł PiS.

Poseł wypowiedział się także na temat bieżącej sytuacji politycznej: – Nie wierzę w możliwość upadku rządu Beaty Szydło, bo nawet cała opozycja nie jest przekonana do tego wniosku. To jest kolejna próba dezorganizacji prac sejmu, bo ta debata nie jest poważna.

Jego zdaniem największym niedopatrzeniem rządów PiS jest niezałatwienie sprawy kredytów frankowych.

ŁAJ

Trump prowokuje Chińczyków, słabnąca Rosja pręży muskuły. Co z tego wynika dla Polski – mówi doktor Jacek Bartosiak

Trump dąży do rewizji układu międzynarodowego. Może się jednak okazać, że jego ekipa przeszacowała aktualną siłę Ameryki. Tymczasem polityka polska musi przygotować się na zmiany w geopolityce.

O geopolitycznych implikacjach zbliżającego się spotkania Donalda Trumpa z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej i szefem Komunistycznej Partii Chin Xi Jingpingiem rozmawiali w dzisiejszym Poranku WNET Witold Gadowski i dr Jacek Bartosiak – komentator zagadnień międzynarodowych i autor głośnej książki „Pacyfik i Eurazja. O wojnie”.

– Prezydent Trump prowadzi nie tylko politykę personalną wskazującą, że jest zdeterminowany, aby zmienić reguły globalnej wymiany. Prowadzi też wobec Chin działania dwutorowe. Z jednej strony wysyła do Chińczyków Kissingera, a z drugiej zmienia dotychczasowe rytuały, co bardzo denerwuje stronę chińską. Z chińskiej perspektywy Trump to nieprzewidywalny „najeźdźdzca z Północy”, którego bardzo trudno przejrzeć i przekupić.

Jacek Bartosiak zwrócił uwagę na niekonwencjonalną konstrukcję nadchodzącej wizyty. Prezydent Chin uda się bezpośrednio do rezydencji Trumpa na Florydzie, nie będzie więc miał okazji do spotkania z liderami Kongresu i przedstawicielami waszyngtońskiego establishmentu. To naruszenie reguł dyplomacji musi być zaskoczeniem dla chińskich polityków, którzy zgodnie z tradycją przywiązują dużą wagę do rytuału w relacjach międzynarodowych.

Dużą część dyskusji w studiu poświęcono wnioskom wynikającym z tej niestabilnej sytuacji dla polityki RP.

– Po raz pierwszy od wielu lat mamy bardzo poważną sytuację rywalizacji mocarstw w Eurazji. To jest sytuacja dużo poważniejsza niż za „późnych Sowietów”, bo Chiny są dużo potężniejsze niż Związek Sowiecki. 

– Stawiając diagnozę, że obecny system jest źle skonstruowany i trzeba go zniszczyć – stąd te wycieczki wobec Niemiec, Japonii i Chin – ekipa Trumpa może popełniać błąd przeszacowania potęgi Stanów Zjednoczonych. Trumpowi wydaje się, że Amerykanie są wciąż tak potężni, że potrafią zastosować terapię szokową – zniszczyć ten ład i ustanowić nowy, bardziej sprzyjający industrializacji Ameryki. Jest pytanie, czy mają jeszcze taką siłę. To jest wielkie pytanie z punktu widzenia polskiej geostrategii.

[related id=”2430″]

Analityk mówił o wyzwaniach stojących przed polską polityką: – Okresy przełomu rodzą ogromny potencjał szans i ryzyk. Przed ludźmi formułującymi zasady polskiej polityki międzynarodowej stoi zadanie uniknięcia napięć i równocześnie wykorzystania szans związanych z aktualnym przetasowaniem światowej sceny politycznej.

– Jesteśmy na wysuniętych rubieżach amerykańskich pozycji w Eurazji. Nasze uzależnienie od polityki amerykańskiej wynika z tego, że żyjemy w cieniu Rosji. Sytuację zmienia jednak fakt, że Rosja jest obecnie najsłabsza od lat, słabsza nie tylko od USA, ale i od Chin. To zmienia rachunek geostrategiczny w Eurazji – stwierdził dr Bartosiak.

Ponieważ Amerykanie zawsze zwalczają najsilniejsze mocarstwo w Eurazji, Rosja może okazać się dla Ameryki użytecznym partnerem w rywalizacji z Chinami. Z drugiej strony bez Polski nie ma wejścia geopolitycznego do Eurazji. Wielkim wyzwaniem jest naturalny z geopolitycznego punktu widzenia kierunek formowania na obszarze pomostu bałtycko-czarnomorskiego jednolitego organizmu państwowego.

W rozmowie uczestniczył również redaktor Stanisław Michalkiewicz. Znany publicysta zwracał uwagę na różne wymiary i komplikacje sojuszu Polska-USA. Polskiej polityce brakuje jasnego sformułowania, czego oczekujemy od Amerykanów.

ax