„Śląski Kurier Wnet” 37/2017, Zdzisław Janeczek: Powrót Bohatera. W Warszawie odsłonięto pomnik rtm. Witolda Pileckiego

Rotmistrz Witold Pilecki jest przez historiografię brytyjską zaliczany w poczet największych bohaterów II wojny światowej. Cechowała go odwaga i hart ducha niedostępny zwykłym ludziom.

Zdzisław Janeczek

Pomnik Niezłomnego Żołnierza

Wstęp

W czasach, w których pisze się o „Niewoli bez kajdan”[i] i „Rozbiorach bez zmiany granic”[ii], a „próby wygaszania Polski we wszystkich dziedzinach nie pozostały niezauważone”[iii], przypomnienie sylwetki tego żołnierza ma wyjątkowe znaczenie dla jego rodaków. Jest on postacią, która dokonała czynów na miarę greckiego króla Sparty – Leonidasa.

Rotmistrz Witold Pilecki (1901–1948), bo o nim tu mowa, był oficerem kawalerii Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, żołnierzem Armii Krajowej, ochotnikiem do KL Auschwitz i organizatorem obozowego ruchu oporu. Ponadto – autorem raportów o Holokauście, tzw. Raportów Pileckiego, uczestnikiem powstania warszawskiego (Reduta Witolda), jeńcem obozów w Lamsdorf i Murnau, wreszcie żołnierzem II Korpusu we Włoszech, dowodzonego przez gen. Władysława Andersa.

Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci, został stracony w mokotowskim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie 25 V 1948 r. i pochowany w bezimiennej mogile na powązkowskiej Łączce. Oskarżenie anulowano dopiero w 1990 roku.

Pośmiertnie, z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w 2006 r. otrzymał Order Orła Białego, a w 2013 r. został awansowany do stopnia pułkownika. Rotmistrz W. Pilecki jest przez historiografię brytyjską zaliczany w poczet największych bohaterów II wojny światowej. Cechowała go odwaga i hart ducha niedostępny zwykłym ludziom. Rotmistrzowi Pileckiemu należne są więc słowa wieszcza Adama Mickiewicza zawarte w wierszu Do Matki Polki, „o synu wyzwanym do boju bez chwały”:

Wyzwanie przyśle mu szpieg nieznajomy,
Walkę z nim stoczy sąd krzywoprzysiężny,
A placem boju będzie dół kryjomy,
A wyrok o nim wyda wróg potężny.

Zwyciężonemu za pomnik grobowy
Zostaną suche drewna szubienicy,
Za całą sławę krótki płacz kobiecy
I długie nocne rodaków rozmowy.

Nazwisko bohatera zaczęto nadawać szkołom, pojawiły się też inicjatywy upamiętnienia tej postaci w formie pomników i tablic. Niestety do dziś bohater nie ma swojej mogiły; zadbali o to jego prześladowcy. Z powierzchni ziemi starto także jego dom rodzinny – stary dwór w Sukurczach – zacierając najmniejsze po nim ślady. Jednak takich jak on, którzy na zawsze mieli zniknąć z życia i dziejów kraju, przywołuje poeta Jarosław Rymkiewicz. Grzebie we wnętrznościach historii, wydobywa z grobów niepamięci na powierzchnię i daje im nowe życie.

Fot. z archiwum autora

Tam jeszcze – słyszysz – mówią nasi bracia mili
Polaku powiedz Polsce żeśmy tutaj zgnili

Że tutaj na reducie gdzieście nas chowali
Czekamy na tę chwilę gdy się lont zapali

Patrz jak te czarne liście biją o mogiłę
Jak się kruszą jak gniją nasze kości miłe

Jak się kruszą pękają nasze orły szare
Te czaszki które Bóg miał przyjąć na ofiarę

Jeśli jesteś Polakiem nie mów ani słowa
Patrz toczy się wśród liści twoja głowa

Patrz wśród tych czarnych liści twoje serce gnije
A kto by wieniec wić chciał to niech z czaszek wije

Z tych skrzydeł które nasze orły pogubiły
Z krzyży co choć złamane strzegą nam mogiły

Aż przyjdzie dzień Te groby znowu się otworzą
Wejdziemy na ten cmentarz pod ojczystą zorzą

I Ordon weźmie w dłonie szablę połamaną
A z tych grobów to wtedy czyi zmarli wstaną

Konkurs, jak upamiętnić Rycerza Najjaśniejszej Rzeczpospolitej

Do utrwalenia i rozpropagowania wartości wyznawanych przez pokolenie Żołnierzy Niezłomnych przyczynił się także Jacek Kiciński junior, autor pomnika Wawrzyńca Hajdy w Piekarach i zwycięzca konkursu na pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego w Warszawie. Młody artysta nie tylko z powodzeniem kontynuuje tematykę sakralną, tak ważną w twórczości jego ojca Mirosława Kicińskiego. Rzeźbę postaci Wawrzyńca Hajdy dłuta Jacka Kicińskiego należy zaliczyć do prac, które przyciągają uwagę publiczności i stają się ikonami narodowych krajobrazów kulturowych. Emocjonalność autora zmierzającego do nakreślenia „portretu duszy” śląskiego Wernyhory znalazła ujście w dziele, naznaczonym delikatną ekspresją uczuć i ciekawą fakturą powierzchni. Kiciński, zafascynowany mocą duchową, bogactwem wewnętrznego życia Hajdy i jego zmaganiami z ułomnościami ciała, uwiecznił te cechy. Na podobną ocenę zasługuje pomnik rotmistrza Pileckiego, który stanął na Żoliborzu.

Myśl o jego powstaniu zainicjowało cztery lata temu Stowarzyszenie Młodzi dla Polski. W marcu 2014 r. Rada Warszawy poparła inicjatywę Stowarzyszenia, które w tej sprawie reprezentował Mateusz Parys. Jednogłośnie przyjęto uchwałę zobowiązującą stołeczny ratusz do wykonania pomnika. O jego autorstwie miał rozstrzygnąć ogólnopolski konkurs. Monument miano sfinansować ze środków budżetu miasta. Koszt całkowity przedsięwzięcia obliczono na blisko 1,5 mln złotych.

W dniach 3–4 XII 2014 r. zwołano sąd konkursowy w składzie: przewodniczący Marek Mikos, Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego, sędzia referent Jacek Kucaba, Związek Polskich Artystów Plastyków, Krzysztof Bugla, Urząd Dzielnicy Żoliborz, Ewa Janus, Związek Polskich Artystów Plastyków, Dorota Optułowicz, Mc Quaid Akademia Sztuk Pięknych – Warszawa / Rodzina, Mateusz Parys, Stowarzyszenie Młodzi dla Polski, Andrzej Pilecki, Rodzina, Adam Siwek, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Wojciech Wagner, Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego, i Mariola Wawrzusiak, Akademia Sztuk Pięknych – Kraków.

Projekt Jacka Kicińskiego, wyróżniony spośród ponad 40 nadesłanych prac, otrzymał pierwszą nagrodę za: „udane wpisanie się w kontekst miejsca za pomocą czystej, geometrycznej formy i klarownej kompozycji upamiętnienia”. Jak oceniło jury: „Jednolita bryła, przełamana ekspresyjnym elementem rzeźbiarskim, posiada z jednej strony wymiar monumentalny, z drugiej zaś jest naturalnym nośnikiem przekazu informacyjnego, który dzięki starannemu opracowaniu wzmacnia siłę wyrazu całej kompozycji”. I tym razem artysta z dużym wyczuciem sportretował postać niezwykłą, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Wawrzyńca Hajdy. Równocześnie pokazał widzowi, że Polaków stać na wielkie czyny!

Realizacja projektu artystycznego

Pomnik Witolda Pileckiego ukazuje go jako jednego z żołnierzy wyklętych, broniących nawet za cenę życia takich wartości, jak wolność, honor i godność człowieka. Nieprzypadkowo historycy zaliczyli go w poczet sześciu najwybitniejszych twórców europejskiego ruchu oporu.

Monument ma formę pękniętego, kamiennego bloku, z którego wyłania się pełna dynamiki i heroizmu postać rotmistrza Witolda Pileckiego. Sześcienny blok jest symbolem zniewolenia, Pilecki niczym antyczny heros rozrywa powłokę kamiennego bloku i wychodzi zwycięsko z tych prometejskich zmagań. Jednak w przeciwieństwie do tytana Prometeusza, nasz bohater nie był w swojej walce osamotniony.

Ostateczne zwycięstwo, wyrażone pękającą sześcienną bryłą, jest dziełem zbiorowym, dokonującym się w określonym czasie. Unicestwienie zniewalającej powłoki nie następuje w jednej chwili, najpierw pojawiają się pęknięcia i rysy. Jest to dzieło ukazanych w sposób symboliczny na jednej ze ścian tysięcy anonimowych żołnierzy polskiego Państwa Podziemnego, ofiar dwóch systemów totalitarnych nękających ich Ojczyznę. Tak więc postać Witolda Pileckiego wyłania się z pękniętego kamienia tak samo, jak prawda o nim, która została ujawniona po upływie czterdziestu lat od jego męczeńskiej śmierci, w chwili upadku komunistycznego reżimu.

Poza przedstawieniem figuralnym Witolda Pileckiego pojawiają się horyzontalnie ułożone postaci na ścianie z tekstem, na pozór abstrakcyjne formy. Są one bezpośrednim nawiązaniem do obrazów z obozów zagłady, symbolem upodlenia i wyniszczenia. Natomiast wertykalne postaci ustawione rytmicznie, acz nieregularnie, to anonimowe ofiary reżimów, które podobnie jak bohater rotmistrz Witold Pilecki trwają w walce o świat wartości; egzystując w bólu i cierpieniu, podążają ku prawdzie. Ta prawda przedziera się przez szczelinę w bloku, wyłania się z mroków zakłamania i zbrodni komunistycznych decydentów. Uosobieniem tej prawdy jest sam rotmistrz Witold Pilecki, nie wyidealizowany stalowy rycerz, lecz wciąż żywy, jak prawda o nim samym. Wybrane fragmenty mogą nam kojarzyć się nawet z Guernicą Pabla Picassa.

Warto także zwrócić uwagę na aspekt architektoniczny. Nieskomplikowana bryła pomnika rozpoznawalna jest w miejscu przeznaczenia, na pasie zielonym w Alei Wojska Polskiego, w otoczeniu zabudowań równie geometrycznych. Stwarza wrażenie, jakby istniała tam od zawsze. Idealnie wpisuje się w otoczenie.

Prof. Jan Żaryn podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Witolda Pileckiego | Fot. Z. Janeczek

Należy również wspomnieć, iż koncepcja artystyczna i techniczna realizacja projektu zostały dostosowane do warunków zawartych w Regulaminie konkursu. Jacek Kiciński jako autor projektu w jego opracowaniu od strony architektonicznej i technicznej korzystał z wiedzy i umiejętności architekta Rafała Stachowicza. Po wspólnych ustaleniach przyjął on, iż „sześcian” zostanie wykonany z granitowych płyt mocowanych za pomocą wieszaków systemowych do wcześniej wymurowanych ścian nośnych. Rzeźba postaci Witolda Pileckiego zostanie zaś odlana z brązu metodą traconego wosku. Alternatywnym rozwiązaniem mogło być wykonanie bryły pomnika z betonu architektonicznego jako monolitycznego odlewu.

Zagospodarowanie terenu otaczającego pomnik zaprojektowane zostało jako plac o wymiarach 13 x 15m. Posadzka placu została wyłożona płytami z grafitowego granitu o wymiarze 1 x 1m. Elementami małej architektury placu miały być granitowe/betonowe siedziska. Oświetlenie placu i pomnika uzyskano za pomocą punktów oświetlenia kierunkowego zlokalizowanych na obrysie placu oraz opraw montowanych w posadzce po obrysie pomnika.

Podczas prac nad pomnikiem pracownię artysty odwiedziła córka rotmistrza, Zofia Pilecka-Optułowicz, która dorobiła do dzieła J. Kicińskiego własną legendę i interpretację. Wyrazem oswojenia z dziełem sztuki była jej wypowiedź: „Dziś nawet jestem zadowolona z tego, że jest on taki nietypowy. Tłumaczę go sobie następująco: Witold Pilecki wychodzi z czeluści do żywych, patrzy, czy coś dobrego się w Polsce dzieje, czy szkoły jego imienia funkcjonują jak trzeba”.

Słowo o autorze dzieła

Jacek Kiciński urodził się 14 II 1966 r. w Częstochowie. Jego ojcem był artysta rzeźbiarz Mirosław Kiciński (1943–2002). Jest absolwentem PLSP w Katowicach (1981–86) i PWSSP w Gdańsku 1987–92. Dyplom uzyskał na wydziale rzeźby w pracowni prof. Edwarda Sitka w 1993 r. Zajmuje się rzeźbą sakralną, monumentalną, portretową oraz kameralną, realizując swoje prace w brązie, drewnie, sztucznych tworzywach, piaskowcu, granicie oraz innych opracowanych przez siebie technologiach. Prowadzi firmę „MORFES” s.c. Rzeźba i Architektura Wnętrz, która realizuje często duże inwestycje od projektu do montażu w miejscu docelowym.

Jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych w kraju i za granicą. Od 1999 r. do 2016 r. pracował jako pedagog w Zespole Sztuk Plastycznych w Katowicach, prowadząc pracownie rzeźby w metalu. Nie można pominąć faktu, iż dorastał w pracowni ojca Mirosława Kicińskiego, z którym wykonał kilka znaczących prac.

Fot. Z. Janeczek

Wystawy indywidualne: Gdańska Galeria Rzeźby „ZAR” ’93 r.; Galeria „Triada”, Sopot ’93 r.; Galeria „Po Schodach”, Muzeum Miejskie w Siemianowicach Śl. ’94 r.; Miejska Galeria Sztuki „Extrawagance”, Sosnowiec ’94 r.; Galeria „A”, Starogardzkie Centrum Kultury, Starogard Gdański ’94 r.; udział w innych wystawach i plenerach: „Malarstwo i Rzeźba”– zamek Golub-Dobrzyń ’93 r.(wystawa poplenerowa); „Dyplom 92–93”, Warszawa ’94 r.; „Salon Zimowy” Galeria „ZAR”, Warszawa ’94 r. (srebrny medal); „Młoda Rzeźba Gdańska” – Galeria „ZAR”, Gdańsk ’94 r. (II nagroda); „Danziger Avangarde II”, ratusz w Norderstedt, Hamburg ’94 r.; Galeria „Sophie Edition“ – wystawa po plenerze „Holz Sympozium”, Berlin ’95 r.; udział w międzynarodowym eksperymentalnym projekcie „Kalejdoskop”, Berlin ’95 r.; Galeria ”EL”, „MY i…”, Elbląg ’95 r.; “50-lecie PLSP Katowice”, Śląskie Centrum Kultury, Katowice ’97 r.; „Ogrody Sztuki”, Czeladź ’98 r.; Konkurs na rzeźbę miejską, Czeladź ’98 r. (II nagroda); stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, 2000 r.; Wystawa Prac Pedagogów Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Katowicach, 2000 r.; Galeria „Po Schodach”, Muzeum Miejskie w Siemianowicach Śl., wystawa z okazji 75-lecia nadania praw miejskich; „Lengerch’2002” – udział w międzynarodowym plenerze „Trinecke dny umeni”, Trinec, 2003 r.– udział w międzynarodowym rzeźbiarsko-kamieniarskim plenerze „Triennale Rzeźby Sakralnej”, Kraków 2005 r.; Wystawa Prac Pedagogów Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Katowicach, 2006 r.; „Śląskie Prezentacje” – Wilno 2006 r.; „Triennale Rzeźby Sakralnej”, Kraków 2008 r.; Zbiorowa wystawa rzeźby środowiska śląskiego galeria „Elektrownia”, 2008 r.; Wystawa Prac Pedagogów Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Katowicach, 2011 r.; wystawa z okazji 15-lecia Liceum Plastycznego w Zabrzu, Dom Muzyki i Tańca, 2012 r.

Twórca pomnika Jacek Kiciński (po lewej) przed swoim dziełem. Z prawej autor tekstu | Fot. z archiwum autora

Dzieła rzeźbiarskie: Ma na swoim koncie wiele realizacji świeckich i sakralnych, między innymi: rzeźby w Hotelu Bałtyk w Gdyni; plenerowa rzeźba pt. „Ławeczka” w Siemianowickim Parku Miejskim; rzeźby na placu zabaw w Czeladzi; „Ostatnia Wieczerza”(10 x 3 m), realizacja w kościele pw. Miłosierdzia Bożego w Szczecinie (wraz z ojcem Mirosławem Kicińskim); figura Matki Bożej Boguckiej (wys.8 m), Katowice-Bogucice; obelisk poświęcony pamięci św. Stanisławowi Kubiście, Katowice-Kostuchna; pomnik płk pilota Stanisława Skarżyńskiego Warta nad Wartą; obelisk poświęcony pamięci śmierci dr. T. Mielęckiego w Katowicach; monumentalna Droga Krzyżowa na kalwarii Bazyliki NMP w Chełmie (piaskowiec, brąz), początek realizacji 2005 r.; monumentalna rzeźba w parku na placu zabaw w Czeladzi – „Żyrafa” (ponad 5 m); monumentalna rzeźba Chrystusa Zmartwychwstałego do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Szczecinie, 2006 r., wraz z nastawą ołtarzową – 2007; rzeźba orła jako zwieńczenie Pomnika Czynu Niepodległościowego w Siemianowicach Śląskich 2007; płaskorzeźba portretowa upamiętniająca I rocznicę tragicznej śmierci Barbary Blidy. Siemianowice Śl. 2008 r.; kamienne tablice upamiętniające siemianowickich policjantów zamordowanych przez Sowietów w Miednoje i innych obozach na Wschodzie, Siemianowice Śl. 2008 (mowę laudacyjną wygłosił Zdzisław Janeczek); pomnik Mirosława Breguły, Chorzów 2010; płaskorzeźba portretowa upamiętniająca o. Ludwika Mzyka, Chorzów 2012 r.; nagrobny pomnik poległych żołnierzy, Siemianowice Śl., 2010 r.; pomnik Wawrzyńca Hajdy (śląskiego Wernyhory, piekarzanina, społecznika), Piekary Śląskie, 2012 r. (mowę laudacyjną wygłosił Zdzisław Janeczek, ponadto opracował okolicznościowy folder); pomnik upamiętniający 750 lat lokacji Bobrownik, Bobrowniki, 2013 r.

Realizacje rzeźbiarsko konserwatorskie: konserwacja zabytkowego nagrobka rodziny Skowrońskich w Siemianowicach Śl.; kopia figury św. Jana w Katowicach ul. Św. Jana; rekonstrukcja i kopia figury Chrystusa na krzyżu (1,8.m), Katowice-Załęże; konserwacja i rekonstrukcja rzeźb i płaskorzeźb na elewacji teatru im. St. Wyspiańskiego w Katowicach; konserwacja zabytkowego krzyża wotywnego z wioski Bedersdorf, Katowice, os. 1000-lecia; rekonstrukcja brakujących elementów (detal rzeźbiarsko-architektoniczny) kościoła pw. NMP w Katowicach; konserwacja zabytkowego krzyża wotywnego pochodzącego z okolic ronda im. gen. J. Ziętka Katowice-Bogucice, parafia pw. św. Szczepana; konserwacja zabytkowego nagrobka na cmentarzu ewangelickim w Katowicach. Ponadto dla Katowic wyrzeźbił w kamieniu monument pt. Tragedia Górnośląska 1945.

Jacek razem z ojcem Mirosławem Kicińskim przez kilka dekad współpracowali z Towarzystwem Przyjaciół Siemianowic Śląskich. Jako jego członkowie wykonali dla miasta kilka znaczących zamówień, m.in. Laur Bytkowski, a na Starym Cmentarzu przeprowadzili restaurację zniszczonego nagrobka rodziców poety ks. Aleksandra Skowrońskiego. Uwagę miłośników historii zwróciła także kunsztowna figurka Siemiona, założyciela osady, dzieło rąk M. Kicińskiego. Z kolei kunszt rzeźbiarski Jacka w kategorii portretu objawił się w dwóch znakomitych dziełach umiejscowionych na placu Grunwaldzkim w Galerii Artystycznej w Katowicach: rzeźbie przedstawiającej siemianowickiego muzyka bluesmana Jana Skrzeka (Kyksa 2015) i malarza prymitywisty Teofia Ociepki (2016).

Jednak ukoronowaniem wszystkich artystycznych przedsięwzięć jest Pomnik Rotmistrza Witolda Pileckiego w Warszawie na Żoliborzu w Al. Wojska Polskiego i Armii Krajowej, u zbiegu z ulicą Bitwy pod Rokitną. Jego montaż ukończono 28 II 2017 r., a odsłonięcie zaplanowano na 13 V br., tj. w 116. rocznicę urodzin bohatera. Lokalizacja monumentu nawiązuje do (kamienicy nr 40, gdzie było mieszkanie jego szwagierki Eleonory Ostrowskiej) miejsca, w którym rotmistrz Witold Pilecki w 1940 r. dołączył do łapanki, żeby znaleźć się wśród osób wywiezionych do obozu KL Auschwitz.

Witold Pilecki w Auschwitz | Fot. Wikipedia

O taką właśnie lokalizację pomnika przez dwa lata toczyła boje rodzina bohatera. Była to propozycja córki, Zofii Pileckiej-Optułowicz. Wcześniej chciano monument postawić w miejscu pomnika Czterech Śpiących (Żołnierzy Armii Radzieckiej). Następnie debatowano nad lokalizacją na Krakowskim Przedmieściu. Ostatnia propozycja optowała za tym, by stanął on na Ursynowie, na skwerku przy ul. Witolda Pileckiego, jednak było to zbyt daleko od centrum Warszawy. „Dlatego błagałam o tę Aleję Wojska Polskiego i tak na szczęście się stało” – konkludowała Z. Pilecka-Optułowicz.

Uroczyste odsłonięcie

Na okoliczność odsłonięcia monumentu w kilku miastach Polski zorganizowano marsze upamiętniające rotmistrza Witolda Pileckiego, m.in. pod hasłem: „Melduję Tobie Polsko – Rotmistrz Witold Pilecki”. W Nowogardzie został patronem jednej z ulic, a w Warszawie na Kępie Potockiej odbył się bieg jego imienia. O tym ostatnim z dumą wyznała Zofia Pilecka-Optułowicz: „Uczestniczyłam w nim, nawet strzelałam z pistoletu na jego otwarcie. Staram się być wszędzie tam, gdzie mój ojciec jest upamiętniany. Powiem […], że jestem teraz bardzo zaangażowana w wojsko. 23 września będę we Wrocławiu w trzech wyższych szkołach – lądowej, morskiej i sił powietrznych. Rektorzy tych uczelni zapraszają mnie na uroczystości przysięgi podchorążych. Potem będę w Bydgoszczy, też w wojsku. Poza tym jest coraz więcej szkół noszących imię Witolda Pileckiego, obecnie przymierza się do przyjęcia jego imienia już 38 szkoła, z województwa zachodniopomorskiego. Więc nie tylko same ulice, place, pomniki czy drużyny harcerskie są imienia mojego ojca. Śmieję się, że ten Witold Pilecki rozpycha się po całej Polsce”.

Uroczystość 13 V 2017 r. pod pomnikiem zorganizował Urząd Miasta stołecznego Warszawy. Wzięli w niej udział m.in: prezydent stolicy, burmistrz dzielnicy Żoliborz, rodzina rotmistrza Witolda Pileckiego oraz prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Odsłonięcie poprzedziły okolicznościowe przemówienia. Jako jedna z pierwszych głos zabrała prezydent stolicy, mówiąc, iż „Zdarzają się w historii społeczeństw postacie-symbole. Postacie skupiające w sobie najszlachetniejsze pierwiastki narodowych i ludzkich wartości. Postacie-wzorce, które stawiać można kolejnym pokoleniom za niedościgły przykład zachowań”. Ich przedstawicielem jest Pilecki.

Grono weteranów reprezentował Prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Leszek Żukowski. Przypominając życiorys Witolda Pileckiego, przyznał on, że jako więzień byłego obozu koncentracyjnego Flossenburg nie może zaakceptować potocznego nazywania rotmistrza „ochotnikiem do Auschwitz”. Dlatego, iż obóz koncentracyjny to nie obóz kondycyjny, którego można być uczestnikiem i wycofać się z niego w dowolnym momencie. „Podjęcie się zadania bez gwarancji przeżycia warunków tam panujących to nie tylko odwaga” – to bohaterstwo – ocenił prezes Żukowski.

W lochach MBP 14 V 1947 r. rotmistrz Pilecki zredagował wierszowaną petycję, w której dał wyraz prawdzie, iż ma już tylko jedno zmartwienie – by nikogo nie wciągać w pułapkę, którą zastawiono na niego i wzorem dyktatora Romualda Traugutta postanowił wziąć całą winę na siebie.

Fot. z archiwum autora

Dlatego więc piszę niniejszą petycję,
By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano,
A choćby mi przyszło postradać życie –
To wolę – niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę.

Wicepremier i minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki, wspominając niezłomną postawę Witolda Pileckiego, powiedział, że „zabijano go dwa razy”. Tak jak wielu jego towarzyszy broni, m. in. ppłk. Łukasza Cieplińskiego, który odważył się w styczniu 1947 r. stanąć na czele IV Zarządu ZG WiN. Pileckiego „zabito w maju 1948 r., ale zabijano też pamięć o nim przez kolejnych wiele lat, a o jego towarzyszach zabijano pamięć do całkiem niedawna” – zaznaczył wicepremier Morawiecki.

Z kolei reprezentujący Stowarzyszenie Młodzi dla Polski Grzegorz Kowalczyk zwrócił uwagę, że granitowa bryła oraz wykonana z brązu postać rotmistrza Pileckiego symbolizują walkę o wolną Polskę, która dla Polaków nie skończyła się w 1945 r. Ponadto zaznaczył, że młodzi ludzie pragną brać przykład z niezłomnej postawy Witolda Pileckiego. „Chcemy przypominać o jego wielkim heroizmie i poświęceniu dla ojczyzny” – mówił Grzegorz Kowalczyk.

Podobna była wypowiedź historyka i prezesa Fundacji „Łączka”, Tadeusza Marka Płużańskiego, syna prof. Tadeusza Płużańskiego, naukowca, więźnia stalinowskiego, członka TAP. Wyraził on nadzieję, że w Polsce będą powstawały kolejne pomniki upamiętniające rotmistrza Pileckiego. „Na pierwszy jego pomnik czekaliśmy wiele lat” – podkreślił T.M. Płużański. Przypomniał też, że przez długi czas Witold Pilecki był wyklętym bohaterem, a jego pamięć zaczęto przywracać, podobnie jak innych Żołnierzy Niezłomnych, dopiero kilka lat temu.

Pod pomnikiem po okolicznościowych mowach i przecięciu wstęgi złożono wieńce i wiązanki kwiatów, m.in. w imieniu Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Osobiście uczynili to: wicepremier Mateusz Morawiecki, prezydent miasta stołecznego Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, członkowie rodziny rotmistrza Witolda Pileckiego – córka Zofia Pilecka-Optułowicz, syn Andrzej Pilecki, wnuczki i prawnukowie, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, z-ca szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, a w imieniu senatu prof. Jan Żaryn, pełniący m.in. funkcje prezesa Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza (od 2011 r.) i przewodniczącego Komisji Historycznej Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, zasiadający równocześnie w Radzie Historycznej Związku Żołnierzy NSZ, inicjator serii wydawniczej „W służbie Niepodległej”.

[i] Wygaszanie Polski 1989-2015. Kraków 2015, s. 6.
[ii] Tamże.
[iii] Tamże, s. 7.

Cały artykuł Zdzisława Janeczka pt. „Pomnik Niezłomnego Żołnierza” znajduje się na ss. 6-7 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zdzisława Janeczka pt. „Pomnik Niezłomnego Żołnierza” na ss. 6-7 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Ruch Autonomii Śląska spokojnie realizuje cele, które są sprzeczne z interesem Polski. Robi to za pieniądze podatników

Katowice / 1 lipca – Krzysztof Skowroński w rozmowie z Piotrem Spyrą, byłym wicewojewodą śląskim, założycielem stowarzyszenia Ruch Obywatelski Polski Śląsk, o sytuacji politycznej na Śląsku.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego mówił o sytuacji politycznej na Śląsku, o tym, że jest teraz duża potrzeba działania w ruchach obywatelskich, które wspierają polską opcję na Śląsku, zwłaszcza po utworzeniu Śląskiej Partii Regionalnej.

– Ślązacy o polskiej opcji nie mają swojego ruchu, takiego jakim dotychczas wydawał się być Związek Górnośląski.

W Katowicach dużo mówi się o Ślaskiej Partii Regionalnej – powiedział Piotr Spyra. – Mam czasem wrażenie, że liderzy tej partii będą wzorowali się na nacjonalistach katalońskich. W pierwszej kolejności będą dążyć do autonomii, odseparowania Ślązaków od Polski, do stworzenia narodu z odrębnym językiem, etnosem, a następnie, na bazie tego, do budowania dalszych postulatów politycznych.

Były wicewojewoda Śląski powiedział, że na ten moment Ruch Autonomii Śląska nie stanowi zagrożenia. Analiza wyników wyborów wskazuje, że grupa wyborców RAŚ oscyluje w granicach 100 tys. głosów i jest to na ten moment constans.

RAŚ finansowany jest przez pieniądze polskich podatników: – Jeżeli RAŚ otrzymuje środki od marszałka województwa śląskiego, to są to pieniądze polskich podatników.

Piotr Spyra powiedział, że RAŚ spokojnie i metodycznie realizuje swojego cele, które nie są zgodne z polską racją stanu. Jako przykład podał sytuację, kiedy min. Piotr Gliński złożył deklarację o współfinansowanie zespołu pieśni i tańca „Śląsk”, który jest regionalną instytucją województwa śląskiego. Wówczas wicemarszałek województwa śląskiego Henryk Mercik próbował sabotować to działanie – krótko mówiąc, nie chciał dopuścić do tego, żeby zespół regionalny ze śląska był finansowany przez państwo polskie.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego twierdzi, że w pewnym sensie jest tak, że  RAŚ jest od lat w offensywie – oni tylko „zdobywają”, a żywioł polski – traci. – Nawet jeżeli RAŚ w jakimś stopniu stępił ostrze swojego radykalizmu, to nadal robi swoje.

Piotr Spyra powiedział na zakończenie, że z punktu widzenia polskiej racji stanu na Śląsku nie widać pozytywnych działań ze strony rządu, aby przystopować działania RAŚ.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

Czy należycie korzystamy z odkryć polskich naukowców i ze współpracy z inżynierami z Doliny Krzemowej?

Katowice / Poranek WNET / 30 czerwca – Aleksander Fiszer o polskich specjalistach w Dolinie Krzemowej, a także o upamiętnieniu Henryka Sławika, który w czasie II wojny światowej uratował 5000 Żydów.

Krzysztof Skowroński gościł w studiu w Katowicach Aleksandra Fiszera, prezesa Klubu Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych MARCHOŁT.

Gość opowiedział o swojej działalności w stowarzyszeniu US-Polish Trade Council (USPTC) i Polsko-Amerykańskiej Radzie Współpracy w Katowicach, które zostały założone przez polskich inżynierów i naukowców pracujących w słynnej Dolinie Krzemowej. Ich mentorem jest profesor na Uniwersytecie Stanforda, Piotr Moncarz, który założył kilkanaście startupów.[related id=”27101″]

W Dolinie Krzemowej pracuje wielu ludzi z Polski lub mających polskie korzenie. Cieszy to, że coraz więcej spośród nich, nawet jeśli nie umie mówić po polsku, przyznaje się do polskiego pochodzenia.

Aleksander Fiszer mówił także o tym, jaki wpływ na gospodarkę w Polsce może mieć współpraca polskich inżynierów z inżynierami i naukowcami z Doliny Krzemowej. Podkreślił też konieczność wykorzystywania technologii i patentów polskich naukowców, np. profesora Bohdana Żakiewicza.

Inną niezmiernie ważną sprawą jest dla gościa Radia WNET należyte upamiętnienie osoby Henryka Sławika, związanego ze Śląskiem dziennikarza, który w czasie II wojny światowej organizował na Węgrzech pomoc dla polskich uchodźców i żołnierzy. Między innymi udało mu się uratować około pięć tysięcy Żydów. Pomagał też w przerzucaniu polskich żołnierzy z Węgier do Francji, gdzie tworzyła się armia polska po przegranej kampanii wrześniowej.

Zapraszamy do słuchania Poranka WNET, w którym można usłyszeć Aleksandra Fiszera w części drugiej i piątej.

JS

Nieprawidłowości przy wyborze dyrektora Instytutu Śląskiego? Ilu posłów ma Śląska Partia Regionów?

Katowice / Poranek WNET / 30 czerwca – Redaktor Jadwiga Chmielowska opowiadała w Radiu WNET o walce „schlesierstwa” z polskością oraz o powstającej Śląskiej Partii Regionów.

Radio WNET gościło dziś w redakcji „Śląskiego Kuriera WNET” w Katowicach, przy ul. Warszawskiej 37. Prowadzącemu Poranek Krzysztofowi Skowrońskiemu towarzyszyła Jadwiga Chmielowska, redaktor naczelna „Śląskiego Kuriera WNET”, a w czasach komuny działaczka „Solidarności” i „Solidarności Walczącej”.

Na Śląsku – jako to określiła – zaostrza się walka Ruchu Autonomii Śląska z polskością. Wydawało się, że po zwycięstwie PiS RAŚ ucichnie, ponieważ wydawało się oczywiste, że PiS nie przyjmie ustawy o uznaniu narodowości śląskiej ani nie będzie podejmować działań na rzecz skodyfikowania języka śląskiego. Tymczasem wcale tak nie jest.

„Schlesierstwo” obecne jest we wszystkich partiach i podejmuje ponadpartyjną współpracę. Jeden z posłów klubu Kukiz’15 zbiera podpisy pod projektem ustawy w sprawie uznania Ślązaków za mniejszość etniczną. Pojawia się też wspomniany pomysł skodyfikowania języka śląskiego. Jadwigę Chmielowską to dziwi, gdyż Paweł Kukiz jest jej zdaniem „antyschlesierem”.

Dalszym krokiem jest powołanie Śląskiej Partii Regionów, którą tworzy, oprócz RAŚ, Związek Górnośląski. Partia ta ma mieć już swoich posłów w Sejmie i jednego, a może nawet trzech europosłów.

[related id=”27101″]Drugim tematem poruszonym przez Jadwigę Chmielowską są nieprawidłowości przy wyborze dyrektora Instytutu Śląskiego w Opolu. Otóż miała zostać „uwalona” pierwsza kandydatura dr Wanik. Zaskoczono ją w momencie wchodzenia na salę wymogiem przedstawienia prezentacji po francusku. Wybór dyrektora został wtedy pozostawiony bez rozstrzygnięcia. Teraz doszło do wyboru innego kandydata, który – zdaniem Jadwigi Chmielowskiej – reprezentuje opcję „schlesierską”.

Poseł PiS Wojciech Szarama poprosił o dokładniejsze informacje na temat sprawy powołania dyrektora Instytutu Śląskiego i obiecał zainteresować się nią.

Wypowiedzi Jadwigi Chmielowskiej można posłuchać w drugiej, czwartej i piątej części Poranka WNET.

JS

Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz prowadziła z urzędnikami wielogodzinne rozmowy na temat poszczególnych reprywatyzacji?

Poranek WNET / 30 czerwca – Komisja ds. weryfikacji „dzikiej reprywatyzacji” przesłuchiwała b. dyrektora Marcina Bajkę, który o reprywatyzacji wie wszystko. O przesłuchaniu opowiada radny Oskar Hejka.

W czasie podróży „W 80 dni dookoła Polski” Radio WNET nie przestaje śledzić bieżących wydarzeń. Wczoraj komisja ds. weryfikacji tzw. dzikiej reprywatyzacji w Warszawie przesłuchiwała Marcina Bajkę. O tym przesłuchaniu Krzysztof Skowroński rozmawiał dziś z Oskarem Hejką, warszawskim radnym Prawa i Sprawiedliwości i członkiem Rady Społecznej, działającej przy komisji weryfikacyjnej.

Marcin Bajko był dyrektorem Biura Gospodarowania Nieruchomościami w urzędzie miejskim w Warszawie, które zajmowało się reprywatyzacją. Dyrektor nie wydawał decyzji administracyjnych, gdyż nie miał pełnomocnictwa do tego od prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Decyzje wydawali jego zastępcy. Marcin Bajko został zwolniony po tym, jak zaczęło się dużo mówić o nieprawidłowościach przy reprywatyzacji w Warszawie. [related id=”26366″]

Oskar Hejka powiedział, że Marcin Bajko jest osobą, która wie wszystko o reprywatyzacji w Warszawie, w tym o tzw. dzikiej reprywatyzacji. Jako dyrektor BGN przez wiele lat zarządzał tym procesem.

Według Oskara Hejki zeznania byłego dyrektora BGN ujawniają dwie bardzo istotne kwestie. Pani prezydent miała mieć pełną wiedzę na temat przebiegu reprywatyzacji. Wiedziała, co i komu się zwraca. Uczestniczyła w wielogodzinnych rozmowach z Marcinem Bajką, w których omawiali konkretne przypadki (co, komu i na jakich zasadach się zwraca). Nieprawdziwe są więc wcześniejsze zapewnienia Hanny Gronkiewicz-Waltz, że nie interesowała się reprywatyzacją, a zajmowali się tym jedynie urzędnicy za to odpowiedzialni.

Drugim „newsem” (jak to określił gość Radia WNET) było to, jaką politykę edukacyjną prowadziła prezydent Warszawy. Miała powiedzieć Marcinowi Bajce, że w Śródmieściu Warszawy nie powinno być szkół. Prawdopodobnie uzasadniała to ceną gruntów. Jeśli wartość nieruchomości, w której znajduje się szkoła, przekracza określoną kwotę, to – jej zdaniem – szkoła powinna zostać przeniesiona gdzieś indziej. Dlatego właśnie gimnazjum na Twardej zostało przeniesione, co ułatwiło późniejszą reprywatyzację.[related id=”27101″]

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie pojawiła się przed komisją. Tłumaczy to na dwa sposoby. Najpierw tym, że komisja jest niekonstytucyjna. Następnie tym, że ma miejsce dualizm kompetencyjny w sprawie reprywatyzacji. Otóż zajmuje się nią komisja weryfikacyjna oraz urząd miasta. Oskar Hejka zwrócił tu uwagę, że sama prezydent doprowadziła do powstania tego dualizmu, gdyż wznowiła postępowania w sprawie decyzji reprywatyzacyjnych, aby właśnie móc się na niego powołać.

Oskar Hejka nie chciał mówić o szczegółach reprywatyzacji, z którymi miał możliwość zapoznać się, mając dostęp do akt postępowań administracyjnych. Związany jest bowiem tajemnicą. Ogólną informacją, którą może podać, jest to, że w aktach przewija się wiele ciekawych nazwisk, w tym związanych z minionym ustrojem.

Wygląda na to, że w Warszawie funkcjonował – jak to nazwał gość Radia Wnet – przemysł czy też biznes reprywatyzacyjny, który doprowadził do „rozkradzenia połowy miasta”. Był on bardzo dokładnie przygotowywany przez wiele lat. Dlatego teraz tak trudno go zwalczyć.

Zapraszamy do wysłuchania całego Poranka WNET? Rozmowa z Oskarem Hejką jest w części pierwszej audycji.

JS

Z archiwum WNET / Beata Szydło – Publikujemy archiwalne nagranie wywiadu Radia WNET z poseł Beatą Szydło

Katowice / 30 czerwca / Poranek WNET – Przypominamy Państwu wywiad z poranka Wnet jaki 20 kwietnia 2012 r. przeprowadzili Katarzyna Adamiak Sroczyńska i Krzysztof Skowroński.

W 2012 roku zorganizowaliśmy cykl konferencji ekonomicznych pod tytułem Wracamy do Siebie. Na uniwersytet ekonomiczny zaprosiliśmy min. profesora Jana Szyszkę, prof. Mariusza Orion-Jędryska i panią Beatę Szydło. Dyskusja dotyczyła bezpieczeństwa energetycznego Polski. Nie wzbudziła wtedy zainteresowania studentów.

Poseł Beata Szydło, dziś premier, udzieliła nam wówczas wywiadu. Zapraszamy do słuchania.

30.06 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 3 / Poranek WNET spod siedziby Śląskiego Kuriera WNET w Katowicach

Śląskie sprawy z prężnie działającym RAŚ w tle, reprywatyzacja w Warszawie, temat polskich naukowców przeprowadzających badania w Dolinie Krzemowej – to wszystko w Poranku Wnet z Katowic.

Goście Poranka Wnet:

Jadwiga Chmielowska – redaktor naczelna „Śląskiego Kuriera WNET”;

Aleksander Fiszer – prezes Klubu Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych MARCHOŁT;

Oskar Hejka – warszawski radny z ramienia PiS;

Mariusz Skiba – zastępca prezydenta miasta Katowice;

Wojciech Szarama – poseł Prawa i Sprawiedliwości;

Marian Niemirski – starosta w Przysusze;

Paweł Czyż – dziennikarz „Niezależnej Gazety Obywatelskiej” nie tylko w Opolu;

Tadeusz Puchałka – autor „Śląskiego Kuriera Wnet”;

Krzysztof Danilewicz – spółdzielca Mediów Wnet.


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Wydawca: Lech Rustecki

Realizator: Karol Smyk

Wydawca techniczny: Luiza Komorowska


Część pierwsza:

Oskar Hejka o przesłuchaniach komisji reprywatyzacyjnej i wnioskach z nich płynących.

Mariusz Skiba o infrastrukturze w  Katowicach.

 

Część druga:

Aleksander Fiszer o polskich naukowcach pracujących w Dolinie Krzemowej.

Jadwiga Chmielowska o zaostrzającej się w ostatnim czasie walce Ruchu Autonomii Śląska z polskością.

Paweł Czyż o miasteczku-proteście przed Sądem Najwyższym.

 

Część trzecia:

Serwis informacyjny Radia Warszawa i Słup Ogłoszeniowy Radia Wnet.

 

Część czwarta:

Wojciech Szarama i Jadwiga Chmielowska o destruktywnej dla Polski działalności Ruchu Autonomii Śląska.

Wojciech Szarama o zdecydowanych działaniach polskiego rządu, który wydaje się nie liczyć z partiami opozycyjnymi.

 

Część piąta:

Marian Niemirski o mieście Przysucha, w którym odbędzie się Kongres Prawa i Sprawiedliwości.

Wojciech Szarama o tematach zbliżającego się Kongresu PiS.

Tadeusz Puchałka apeluje do władz, by szybciej wprowadzali dobre zmiany.

Paweł Czyż o ustawie pomnikowej, która została wprowadzona niedawno w Polsce.

Jadwiga Chmielowska i Aleksander Fiszer o kopalniach węglowych.


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

Radio Wnet pyta wielkopolskich producentów naturalnie tłoczonych olejów i soków, co sądzą o „dobrej zmianie”

Szamotuły / Poranek WNET / 29 czerwca – Jak prosperują rodzinne przedsiębiorstwa w Wielkopolsce? Czy optymistycznie patrzą w przyszłość? O tym w rozmowie Krzysztofa Skowrońskiego. Zapraszamy.

Gośćmi Poranka WNET w Szamotułach byli dwaj przedsiębiorcy z Wielkopolski: pan Jerzy Just, zajmujący się produkcją naturalnych olejów, i pan Tomasz Rembowski, produkujący naturalnie tłoczone soki owocowe.

Obaj opowiadali o historii swoich firm i o tym, jak odbierają rządy Prawa i Sprawiedliwości, czyli tzw. dobrej zmiany.

Wiedza na temat oleju, z której korzysta Jerzy Just, to wiedza pochodząca od trzech pokoleń, ponieważ jego firma właśnie od trzech pokoleń należy do jego rodziny. Czysty olej, który można u niego nabyć, jest wytwarzany według procedury stosowanej od trzech tysięcy lat.

Jerzy Just „dobrze postrzega Dobrą Zmianę”. Daje mu ona pewność warunków produkcji, a także możliwość promocji za granicą.

Soki tłoczone w przedsiębiorstwie drugiego z rozmówców Krzysztofa Skowrońskiego, Tomasza Rembowskiego, mają oryginalny smak, gdyż od początku prowadzenia firmy nie stosował technologii nowoczesnej obróbki surowca, ale „działał, jak w duszy grało”. Dzięki temu teraz jego marka jest rozpoznawalna.

Ze strony państwa nie otrzymywał żadnej pomocy, od władzy samorządowej pomoc była natomiast symboliczna, np. w postaci pucharów. Obecnie, pomimo że na rozwój działalności musiał zaciągnąć duże zobowiązania, ma silną nadzieję, że firma nie podzieli losu 60-70% firm rodzinnych, które nie przeżywają jednego pokolenia. [related id=26868]

„Dobrą zmianę” Tomasz Rembowski zauważył – jak to określił – psychicznie, gdyż lepiej się w Polsce czuje. Poprzez Program 500+ ,swiadczy o tym, że dostrzeżeni zostali zwykli ludzie. Ponadto „dobrą zmianą” jest jego zdaniem odebranie wysokich uposażeń emerytalnych funkcjonariuszom służb minionego systemu.

Rozmowy z Jerzym Justem można wysłuchać w trzeciej części Poranka WNET, a z Tomaszem Rembowskim również w części trzeciej oraz w części ósmej.

JS

Czy obecne elity Poznania to dzieci i wnuki aparatu bezpieczeństwa PRL „rzuconego” po Czerwcu ’56 na odcinek poznański?

Szamotuły / Poranek WNET / 29 czerwca – O poznańskim Czerwcu, o tym, czy Zbigniew Brzeziński zasługuje na hagiografię oraz jak powstawała konstytucja z 1997 roku, opowiadał Jan Martini.

Gościem Poranka WNET z Szamotuł był między innymi Jan Martini, z zawodu pianista, a zarazem publicysta „Wielkopolskiego Kuriera WNET”.

Jako pianista Jan Martini przypomniał o Franciszku Ksawerym Scharwence, neoromantycznym kompozytorze pochodzącym z Szamotuł, który w Niemczech uchodzi za twórcę niemieckiego, a w Polsce – za polsko-niemieckiego. [related id=”26785″ side=”left”]Był on długoletnim dyrektorem konserwatorium w Berlinie. Jego najpopularniejszym dziełem są „Tańce polskie”, natomiast niedawno nagrane przez znanego kanadyjskiego pianistę koncerty Scharwenki wytrzymują porównanie z koncertami Rachmaninowa.

Z kolei już jako publicysta gość Poranka mówił o znaczeniu poznańskiego Czerwca ’56, który w historiografii PRL funkcjonuje często pod nazwą „wydarzeń poznańskich” lub „wypadków poznańskich”. Tymczasem, aby spacyfikować Poznań, potrzebne było 10 tysięcy wojska i 350 czołgów (z czego kilkadziesiąt zostało spalonych). Dowodził nimi generał Stanisław Popławski, który ponoć naprawdę nazywał się Siergiej Fiodorowicz Gorochow. Jeszcze w 1956 roku został on odwołany do Moskwy, gdzie spędził resztę życia, pobierając polską emeryturę, a zmarł w 1973 roku. Postać ta w czasach PRL-u była upamiętniana w różny sposób, m.in. w 1974 roku jego imię (oczywiście Stanisław Popławski, a nie Siergiej Fiodorowicz Gorochow) zostało nadane jednemu ze statków. Widać władza komunistyczna była mu wdzięczna za rozprawę z Poznaniem.

Po poznańskim Czerwcu znacząco zwiększona została obsada aparatu bezpieczeństwa w Poznaniu. Był to wyraz typowej dla władz PRL taktyki „dynamicznej alokacji” – rzucania sił i środków na odcinki, na których z jej punktu widzenia było szczególne zagrożenie. Skutki tego są zdaniem Jana Martiniego widoczne do dzisiaj w wyborach w Poznaniu i innych miastach – w Częstochowie i w Rzeszowie rządzi SLD, w Wadowicach – Ruch Palikota. W Poznaniu już przed Czerwcem obsada w służbach była duża – 700 osób – gdyż ten katolicko-endecki teren był uznawany za trudny. Po Czerwcu wzrosła do 900 osób. Z tych ludzi wywodzą się miejskie elity: dzieci, wnuki „poszły w profesory” itd.

Jan Martini wypowiedział się także na temat niedawno zmarłego Zbigniewa Brzezińskiego. Po jego śmierci prasa wszystkich odcieni rozpisywała się na jego temat w tonie „hagiograficznym”. [related id=26868]Tymczasem był on doradcą Jimmy’ego Cartera, który obok Barracka Obamy był najgorszym prezydentem USA w historii. Za jego czasów ZSRR osiągnął największą potęgę, a Brzeziński głosił teorię konwergencji, czyli wzajemnego zbliżania się i przenikania systemu komunistycznego i kapitalistycznego – mówił gość Poranka.

Rozmowa dotyczyła też obecnej konstytucji RP i konieczności jej zmiany. Jan Martini przypomniał artykuł Janiny Paradowskiej o tym, jak powstawała konstytucja. Pisało ją około 10 osób, głównie takich, jak Włodzimierz Cimoszewicz czy Marek Borowski, dziś rzekomo niezależnych polityków, którzy – pamiętać powinniśmy – byli w PZPR. Był tam też jeden polityk z Unii Wolności – Jerzy Madej – którego rola ograniczyła się do poprawek językowych, w tym przede wszystkim usuwania rusycyzmów.

Cała rozmowa z Janem Martinim w Poranku WNET w Szamotułach jest dostępna w części siódmej audycji. Zapraszamy do słuchania!

JS

„Śląski Kurier Wnet” 37/2017, Jadwiga Chmielowska: Frasyniuk dał niezamierzony dowód, komu służy KOD i cała ta hałastra

Plakietka z napisem „Ебать ПиС” ustawiła Władysława Frasyniuka nie tam, gdzie stało ZOMO, ale OMON! No cóż, Władku, nie sądzę, byś się spodobał Putinowi, prędzej pomyślał – Wot i durak!

Jadwiga Chmielowska

Historia nabiera tempa. Na konflikcie USA z Niemcami, które nadają ton polityce UE, Polska i małe kraje mogą tylko wygrać. Prorosyjska polityka Angeli Merkel prowadzi w konsekwencji do wojny z Rosją. Imperializm rosyjski nie zmienił się. Putinowi, tak jak Leninowi, marzy się Europa od Atlantyku do Pacyfiku. W 1920 roku na przeszkodzie stanęła Polska, teraz Ukraina. Uratować Europę mogą jedynie USA, dając jej wsparcie.

Mit globalnego ocieplenia upadł, lecz pakiet klimatyczny nadal uderza nie tylko w naszą gospodarkę, ale i w bezpieczeństwo energetyczne. Na jego zapisach znów najbardziej cierpi Śląsk.

Współpracę Niemiec i Rosji w destabilizacji Polski najlepiej widać na Śląsku. Jeden z przywódców Związku Ludności Narodowości Śląskiej próbował mi tłumaczyć, że autonomia jest w interesie Polski, bo jak Rosja i Niemcy ją rozgrabią, to zostanie skrawek wolnego terytorium. Fałszowana jest historia Śląska, promuje się niemieckość.

Polityka tworzenia sztucznego narodu nie jest nowa. Już na początku XX wieku miała stanowić zaporę dla polskiego żywiołu. Teraz na zachodzie Europy realizuje się pomysł rozmycia narodów przez napływ imigrantów i rozbicie państw na autonomie i państewka, aby nie mogły się bronić i stanowiły łatwy łup. Postawa Polski, Czech, Węgier i Austrii może zniweczyć te plany. Europejskie elity polityczne nie zdały egzaminu. Poszczególne narody zdają sobie teraz z tego sprawę.

Polskie elity – już na szczęście opozycyjne – poznaliśmy na biesiadach u Sowy. Teraz Tusk dał popis zdrady interesów państwa. Jacek Saryusz-Wolski tak wspomina posiedzenie w Brukseli: Byłem na sali plenarnej, kiedy Donald Tusk poparł procedurę Komisji Europejskiej prowadzącą do sankcji przeciw Polsce. Powiedziałem sobie w myślach: „Co za szmata”.

Wiele postaci opozycji solidarnościowej lansowanych na przywódców okazało się żałosne. Najlepszy popis dał ostatnio Władysław Frasyniuk. Plakietka z napisem „Ебать ПиС” ustawiła go nie tam, gdzie stało ZOMO, ale OMON! No cóż, Władku, nie sądzę, byś się spodobał Putinowi, prędzej pomyślał – wot i durak!

Swoją drogą, trzeba pochwalić Frasyniuka. Dał niezamierzony dowód, komu służy KOD i cała ta hałastra.

Znowu protektor niemiecki spotkał się z rosyjskim. Historia się lubi powtarzać, ale w groteskowej formie. Jakich mamy współczesnych targowiczan, każdy widzi. Niestety nie każdy zaprzaniec jest tak durny. Cały czas idzie rosyjska propaganda i dezinformacja robiona w bardzo fachowy sposób. Miliardy dolarów przeznaczają na obcojęzyczne media, na agentów wpływu.

Wbrew pozorom, Rosjanom jest trudniej prowadzić propagandę w krajach postkomunistycznych niż w wolnym świecie. Tam i lewicowe, i prawicowe partie otrzymują pękate sakiewki. Nawet w USA udowodniono próby rosyjskiej ingerencji w wybory. Kilka krajów odeszło od elektronicznego liczenia głosów z obawy przed fałszerstwem.

Najgorsze jest to, że wyborcy nie wiedzą, na kogo głosują. Wybierani są ludzie, których lansuje marketing polityczny. Stąd taki szok wśród łże-elit po wyborze Trumpa. Amerykanie wybrali człowieka, wydaje się, autentycznego, a nie kolejną marionetkę establishmentu.

Różne GIODO i sądy czuwają nad tym, by nie ujawniać informacji mogących wpłynąć negatywnie na wizerunek kolejnego Dyzmy, kreowanego na wielkiego patriotę i fachowca.

Piłsudski już 100 lat temu apelował – Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej na s. 1 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl