Dzień 14. z 80/ prof. Leszek Jazownik: Polski MSZ zręcznie ukręca sprawy przeciwko sprawcom ludobójstwa na Kresach

ŁĘŻYCA – 11.07
– Czekamy na wyraźne stanowisko polskich władz, że Ukraina ze swoją pamięcią UPA i SS Galizien nie ma prawa wchodzić do Europy – powiedział w Poranku Wnet profesor Leszek Jazownik.

Dzisiaj po raz pierwszy obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej.

– Po wielu walkach i utarczkach słownych kolejnych ekip rządzących Polską wreszcie udało się wywalczyć ten dzień – powiedział profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego Leszek Jazownik. Jego zdaniem jest to zaledwie pierwszy krok, jaki należałoby zrobić.

– Środowiska kresowe domagają się ustawy, a nie uchwały, mówiącej o ludobójstwie dokonanym na Kresach, to po pierwsze – powiedział Jazownik, który uważa, że skoro to było ludobójstwo, należałoby wyciągnąć konsekwencje prawne. Przypomniał, że na mocy międzynarodowych konwencji rząd zobowiązany jest do ścigania zbrodni ludobójstwa, w tym między innymi ekstradycji zbrodniarzy. Zwrócił uwagę, że mimo istnienia pionu śledczego w IPN-ie, „do tej pory od czasów powojennych nie udało się ani jednego zbrodniarza ukraińskiego ścigać” za to, że dokonywał masowych mordów na ludności polskiej. [related id=”28623″]

Na Ukrainie ujawniają się bohaterowie z UPA, którzy mają polską krew na rękach – powiedział prof. Jazownik. Jego zdaniem ustalenie tożsamości tych zbrodniarzy nie jest szczególnie trudne.

– Prokuratorzy IPN-u, przez wiele lat współpracując ze środowiskami kresowymi, niekiedy ze łzami w oczach mówili, jak polski MSZ w III RP zręcznie ukręca sprawy – powiedział Jazownik.

– Można budować dobre stosunki polityczne tylko wówczas, gdy ureguluje się kwestie prawne – zauważył gość Poranka Wnet. Jego zdaniem sprawa ścigania zbrodni ludobójstwa to nie jest kwestia złej czy dobrej woli politycznej, ale tego, jak traktujemy polskie i międzynarodowe prawo.

– Ukraińcy pochodzący ze wschodniej Ukrainy po prostu najczęściej nie wiedzą, że coś takiego miało miejsce, i nie mają nic wspólnego z tymi zbrodniami, bo żyli w zupełnie innych uwarunkowaniach politycznych i społecznych – powiedział Leszek Jazownik. Zgodnie z jego wiedzą Ukraińcy z zachodniej Ukrainy są podzieleni, bo część ma takie same stanowisko jak Polacy, a część pielęgnuje pamięć UPA i SS Galizien.

– Czekamy na wyraźne stanowisko polskich władz, że Ukraina ze swoją pamięcią UPA i SS Galizien nie ma prawa wchodzić do Europy – powiedział prof. Jazownik.

– Jan Piekło, ambasador Polski na Ukrainie, został natychmiast przez MSZ w Kijowie wezwany na dywanik po tym, jak powiedział, że jeśli Ukraina nie odstąpi od celebrowania pamięci zbrodniarzy nacjonalistycznych, to Polska może wstrzymać swoje bezkrytyczne poparcie dla niej w Europie – powiedział Jazownik, który uważa za jedną wielką manipulację tłumaczenie, jakoby rzeź wołyńska to był temat tylko dla historyków, bo ofiary były po obydwu stronach. [related id=”28604″]

– To tak jakby powiedzieć, bo skala zbrodni jest podobna, że Niemcy mordowali Żydów, ale z drugiej strony w trakcie powstania w getcie Żydzi mordowali Niemców, a więc jesteśmy kwita, pogódźmy się i mówmy tylko o wspólnej przyszłości – zauważył prof, Jazownik. Jego zdaniem warunkiem pojednania i przebaczenia – którego Polacy chcą i potrafią tego dokonać, o czym przekonali się Niemcy – jest prośba o to przebaczenie, a Ukraińcy do tej pory tego nie zrobili, bo cały czas kontynuują politykę ignorowania zbrodni i „gloryfikacji zbrodniarzy”, „upowszechniają symbolikę nazistowską”.

– Tak się nie buduje żadnego pojednania – powiedział prof. Jazownik, który uważa, że Ukraińcy powinni zacząć od przyznania się do popełnionych zbrodni i odstąpić od czczenia tych ludzi, którzy są za to ludobójstwo bezpośrednio odpowiedzialni. Jego zdaniem sytuacja, w której Ukraińcy tłumaczą, że nie czczą ludzi, którzy byli odpowiedzialni za ludobójstwo, a jedynie ich opór przeciwko władzy sowieckiej, przypomina tę, w której ktoś powiedziałby, że „nie czci Eichmanna za to, że wysyłał Żydów do gazu, ale za to, że rozwiązywał kwestie migracyjne na szeroką skalę”.

Chcesz wysłuchać całego poranka wnet, kliknij tutaj

Dzień 14. z 80/ Poranek Wnet/ Ogorzałek: W imię geopolitycznych gierek nie można zamiatać zbrodni tej pod dywan, to błąd

ŁĘŻYCA – 11.07 – Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma szansę dotknąć tej historii na żywo. Ci ludzie już odchodzą – powiedział Jacek Ogorzałek ze Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z Zielonej Góry.

– Mam poczucie obowiązku – powiedział gość Poranka Wnet Jacek Ogorzałek, mówiąc o swej działalności w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość” Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego Obszaru Zachodniego, które ma na celu utrzymanie pamięci o zbrodni wołyńskiej. [related id=”28623″]Wspominał uratowanego z pogromu rzezi wołyńskiej we wschodniej Małopolsce Franciszka Prusa, który mając kilka lat, przeżył te tragiczne chwile i przez całe życie prześladowały go makabryczne wspomnienia o mordowanej rodzinie.

– Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma szansę dotknąć tej historii na żywo. Ci ludzie już odchodzą, czasu się nie oszuka – powiedział Jacek Ogorzałek.

– Państwo polskie od kilkudziesięciu lat sukcesywnie zapomina o ludobójstwie na Kresach Wschodnich, zarówno na Wołyniu, jak i w Małopolsce Wschodniej – powiedział gość Poranka Wnet. Jego zdaniem zbrodnia ta jest „zamiatana pod dywan”.

– W imię geopolitycznych gierek nie można zamiatać zbrodni tej pod dywan, to błąd – powiedział gość Poranka. Mówił o szoku, jaki wywołała informacja, że Jerzy Giedroyć, twórca paryskiej „Kultury”, gościł u siebie niejakiego Doncowa, który był twórcą całej ideologii integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, który przejęła Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. [related id=”28604″]Kolejną szokującą dla niego historią była informacja, że generał Anders w latach 1945-47 przyczynił się do tego, że wydano polskie paszporty Ukraińcom z SS Galizien tylko po to, aby nie zostali wydani NKWD i byli traktowani jako obywatele II Rzeczpospolitej. Przypomniał, że była to formacja ochotnicza. Ludzie ci dzięki polskim paszportom mogli udać się do Kanady.

– To byli mistrzowie propagandy, mistrzowie kłamstwa, którzy dzięki dobrodziejstwu generała Władysława Andersa wyjechali do Kanady i Stanów Zjednoczonych, by natychmiast przystąpić do antypolskiej propagandy – powiedział Jacek Ogorzałek.

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

 

Dzień 14. z 80/ Poranek Wnet/ Mjr Starczewski z 27 Wołyńskiej Dywizji AK: Pop czyta odezwę Szeptyckiego „Rizaty Lachiw!”

ŁĘŻYCA 11.07 – Kanonizacja grekokatolickiego abp Szeptyckiego została wstrzymana – poinformował mjr Władysław Starczewski, przewodniczący ZŻAK w Zielonej Górze, który cudem przeżył rzeź wołyńską.

– Z mojej rodziny spalono żywcem sześć osób, czego byłem świadkiem – mówił mjr Władysław Starczewski (ur. 1931 na Kresach Wschodnich). Wspominał, że Ukraińcy okrążyli dom i wrzucili do środka granat zapalający. Gdy budynek się zajął, strzelali do tych, którzy próbowali wyskoczyć z domu. Reszta „miała tylko popalone nogi”, w odróżnieniu od stryja, którego 12-letni wówczas Władek poznał „po charakterystycznych butach”. [related id=”28623″]

Co szczególnie boli gościa Poranka Wnet, to fakt, że w wolnej Polsce musiał się procesować aż przez 10 lat, aby uznano jego stryjostwo wraz z dziećmi za ofiary rzezi wołyńskiej. „Sąd poszatkował to” aż na dziewięć spraw i wyrok w tej sprawie mjr Starczewski otrzymał dopiero wczoraj.

– Sam byłem świadkiem morderstwa i zeznawałem w tych sprawach w sądzie – poinformował słuchaczy Poranka nasz gość.

– Bandy UPA miały wszystko, nawet cysternę z paliwem. Niemcy ich wyposażyli – opowiadał mjr Starczewski, podkreślając, że tylko dzięki przypadkowi udało mu się przeżyć ten nieludzki czas, gdy razem z rodziną ukrywali się po lasach. Z tamtego okresu pamięta przede wszystkim dojmujący strach.

W 1944 roku Władysław Starczewski został łącznikiem 27 Wołyńskiej Dywizji AK.

– Jak on może być święty, jak on odezwy pisał w sprawie mordowania Polaków? – pytał Starczewski w Poranku Wnet, komentując sprawę dotyczącą procesu beatyfikacyjnego arcybiskupa grekokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, o którego wyniesienie na ołtarze od lat starają się Ukraińcy. Dwukrotnie, w 1958 i 1962 roku, podejmowano starania o beatyfikację Andrzeja Szeptyckiego, jednak Watykan odrzucił te wnioski. Proces beatyfikacji metropolity Szeptyckiego został wówczas dwukrotnie zablokowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego. Parę lat temu archidiecezja lwowska zakończyła przygotowanie nowego wniosku beatyfikacyjnego i przesłała go do Watykanu.

Obecnie trwa kolejny proces beatyfikacyjny. Wyniesieniu biskupa Szeptyckiego na ołtarze ostro sprzeciwiają się polskie środowiska kresowe skupione wokół księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Jan Paweł II wypowiedział się o osobie metropolity Szeptyckiego i jego beatyfikacji w homilii wygłoszonej 27 czerwca 2001 na hipodromie we Lwowie podczas mszy świętej: „Jak moglibyśmy nie wspomnieć dalekowzrocznej i gruntownej działalności pasterskiej Sługi Bożego metropolity Andrzeja Szeptyckiego, którego proces beatyfikacyjny posuwa się do przodu i którego mamy nadzieję oglądać pewnego dnia w chwale świętych”.
16 lipca 2015 roku papież Franciszek w czasie audiencji udzielonej prefektowi Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato zatwierdził dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego Andrzeja Szeptyckiego.[related id=”28604″]

– Pop czyta odezwę Szeptyckiego „Rizaty Lachiw!” – ostrzyć siekiery, piły. […] Musimy wyrżnąć wszystkich Polaków – taki sens miały te odezwy – powiedział Starczewski. Jak twierdzi, sam pisał do kancelarii Ojca Świętego Franciszka w tej sprawie. Gdy zadzwonił i chciał się dowiedzieć o losy tego pisma, okazało się, że nie ma go w Watykanie. Przynajmniej taką informację dostał w 2015 roku. Dlatego napisał kolejne pismo i ono zostało przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

– Kanonizacja grekokatolickiego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego została wstrzymana – poinformował Starczewski.

Chcesz wysłuchać całej audycji, kliknij tutaj

 

Dzień 14. z 80/ Poranek Wnet z Łężycy: Jak można było mordować wszystkich po kolei, od tego w kołysce po starca?

Chcemy żyć w zgodzie z Ukraińcami, ale zapomnieć nam nie wolno! – powiedział Czesław Laska, inicjator budowy pomnika upamiętniającego ofiary ludobójstwa na Kresach Wschodnich, który stanął w Łężycy.

– Żeby nie zapomnieć o tym ludobójstwie na Kresach Wschodnich, którego dokonali Ukraińcy na narodzie polskim – powiedział Czesław Laska, inicjator budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich w Łężycy, gmina Zielona Góra. [related id=”28623″]

On sam urodził się już na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych w latach 50., ale jego rodzice pochodzili z Kresów Wschodnich i zostali wysiedleni po II wojnie światowej na mocy układów, jakie zawarły państwa alianckie z ZSRR pod koniec wojny.

– 17 lutego 1944 roku został zamordowany mój stryj Władysław Laska, żołnierz XIV Pułku Ułanów Jazłowieckich, za to, że był Polakiem – powiedział Laska.

– Nawet się nie spodziewali, że sąsiad może zamordować sąsiada – powiedział gość Poranka. Dowodził, że ta metodyczna i skoordynowana akcja wymierzona w Polaków miała miejsce na terenie aż sześciu województw II RP jednocześnie. Przypomniał, że „wszystko się zaczęło” w województwie tarnopolskim, mimo że do historii rzeź ta przeszła pod mianem ludobójstwa na Wołyniu. [related id=”28604″]

– Jak można było mordować wszystkich po kolei, od tego w kołysce po starca? – pytał gość Poranka Wnet. Nie może zrozumieć, mimo upływu lat, jak mogli dokonać tak haniebnej zbrodni przy ołtarzu w kościele ludzie „przecież wierzący, grekokatolicy”, „podlegający pod tego samego papieża” .

– Chcemy żyć w zgodzie z Ukraińcami, ale zapomnieć nam nie wolno! – powiedział rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

 

Prawda i Pamięć: 11 lipca 1943 roku „krwawa niedziela” – apogeum Rzezi Wołyńskiej dokonanej na Polakach przez Ukraińców

11 i 12 lipca 1943 r. zbrodnicze organizacje OUN-UPA dokonały skoordynowanego ataku na polskich mieszkańców 150 miejscowości na Wołyniu. W wyniku Zbrodni Wołyńskiej zginęło ponad 100 tysięcy Polaków.

Sprawcami Zbrodni Wołyńskiej były Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja Stepana Bandery – i podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia oraz ludność ukraińska uczestnicząca w mordach swoich polskich sąsiadów. OUN-UPA nazywała swoje działania „antypolską akcją”. To określenie ukrywało zamiar, jakim było wymordowanie i wypędzenie Polaków. Do tej pory historycy spierają się w kwestii liczby ofiar. W wielu opracowaniach szacuje się, że w trakcie rzezi na Wołyniu zginęło nawet 300 tysięcy Polaków i około 10-20 tysięcy Ukraińców, często w wyniku bratobójczych mordów spowodowanych zdecydowanym sprzeciwem wobec żądań, aby brali udział w mordowaniu własnych sąsiadów. [related id=28627]

Według szacunków historyków IPN ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 100 tysięcy Polaków. 40-60 tysięcy zginęło na Wołyniu, 20-40 tysięcy w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tysiące na terenie dzisiejszej Polski. Terror UPA spowodował, że setki tysięcy Polaków opuściły swoje domy, uciekając do centralnej Polski.

Palili żywcem w kościołach

Pierwszy masowy mord na ludności polskiej na Wołyniu został dokonany 9 lutego 1943 roku przez oddział Ukraińskiej Armii Powstańczej, który zamordował 173 Polaków we wsi Parośla I w powiecie sarneńskim.

Wpływ na nasilenie się fali zbrodni miało porzucenie w marcu i kwietniu 1943 roku przez policjantów ukraińskich służby na rzecz Niemiec i przejście w szeregi UPA. Wielu z tych policjantów brało wcześniej udział w zagładzie Żydów. Jednej z największych zbrodni ukraińscy nacjonaliści dokonali w nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku – UPA spaliła osadę Janowa Dolina i zamordowała ok. 600 Polaków.

Szczególne nasilenie zbrodni nastąpiło w lipcu 1943 roku. Zamordowano wówczas ok. 10-11 tysięcy Polaków. 11 i 12 lipca UPA dokonała skoordynowanego ataku na Polaków w 150 miejscowościach w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i łuckim. Wykorzystano fakt gromadzenia się w niedzielę 11 lipca ludzi w kościołach. Doszło do mordów w świątyniach, m.in. w Porycku (dziś Pawliwka) i Kisielinie. Około 50 kościołów katolickich na Wołyniu zostało spalonych i zburzonych. Często dochodziło do zamykania ludności polskiej w świątyni i podpalania jej. Ludzie, którym udało się wyrwać z pożogi, często byli dobijani przez Ukraińców, którzy krążyli wokół palącego się kościoła.

Używano siekier i wideł

16 lipca 1943 roku oddziały UPA we wsi i w majątku Pułhany (pow. Horochów) zamordowały około 120 Polaków, a w Kupowalcach (pow. Horochów) około 150.

Zbrodnie na Polakach dokonywane były niejednokrotnie z niebywałym okrucieństwem, palono ludzi żywcem, wrzucano do studni, używano siekier i wideł, wymyślnie torturowano ofiary przed śmiercią, a także gwałcono kobiety.

Ogółem zbrodni na Polakach dokonano w 1865 miejscach na Wołyniu. Największych masakr dokonano w Woli Ostrowieckiej, gdzie zamordowanych zostało 628 Polaków, w kolonii Gaj – 600, w Ostrówkach – 521, Kołodnie – 516.

Polska samoobrona

UPA atakowała bazy samoobrony polskiej na Wołyniu, w których chroniła się ludność, m.in. Przebraże, gdzie uratowało się ok. 10 tysięcy Polaków. Tylko część baz samoobrony przetrwała. Pomocy bazom udzielała partyzantka sowiecka, a także żołnierze węgierscy, sprzedając amunicję. Były przypadki pozyskiwania broni od Niemców. Polacy szukali ratunku, uciekając do miast i miasteczek kontrolowanych przez wojsko niemieckie. Wielu z nich zostało wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec. Niewielkie szanse na przeżycie mieli ci, którzy na własną rękę opuszczali bazy samoobrony – m.in. 16 lipca 1943 roku oddziały UPA wymordowały co najmniej 155, być może nawet 600 Polaków, którzy opuścili Hutę Stepańską (pow. Kostopol), ośrodek polskiej samoobrony.

Określenie Zbrodnia Wołyńska dotyczy nie tylko masowych mordów dokonanych na terenach Wołynia, czyli byłego województwa wołyńskiego, ale także w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim (Galicja Wschodnia), a także w województwach lubelskim i poleskim.

SS Galizien razem z UPA mordowała Polaków

UPA, kierowana przez Romana Szuchewycza „Tarasa Czuprynkę”, rozpoczęła antypolską akcję w Galicji Wschodniej w kwietniu 1944 roku. Miała ona być w założeniu nie tak drastyczna, jak ta przeprowadzona na Wołyniu. Zamierzano zmusić Polaków do opuszczenia domów pod groźbą śmierci. W przypadku odmowy mieli być zabijani tylko mężczyźni. W praktyce często dochodziło do zbrodni na wszystkich mieszkańcach. Masowych mordów dokonano m.in. w Podkamieniu (100–150 zabitych), Bryńcach Zagórnych (100-145 ofiar) Berezowicy Małej (130-135 ofiar). W zbrodniach oprócz UPA wzięli udział ukraińscy żołnierze, ochotnicy dywizji SS Galizien (Huta Pieniacka, 600-900 zabitych).
Z rąk nacjonalistów ukraińskich ginęły także rodziny polsko-ukraińskie, Ukraińcy odmawiający wzięcia udziału w zbrodniczej akcji oraz osoby ratujące Polaków. „Kresowa Księga Sprawiedliwych” (wyd. IPN), opracowana przez Romualda Niedzielkę, podaje, że Ukraińcy uratowali 2527 Polaków. Do tej pory udało się udokumentować tylko 384 takie przypadki.

Ludobójstwo na Kresach

W opinii znawcy problematyki polsko-ukraińskiej historyka prof. Grzegorza Motyki „choć akcja antypolska była czystką etniczną, to jednocześnie spełnia ona definicję ludobójstwa”. Celem było bowiem zniszczenie na Wołyniu w całości, a na innych terenach w części polskiej grupy etnicznej.

W 2016 roku Sejm ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Sejm – głosi uchwała – oddaje hołd „wszystkim obywatelom II Rzeczypospolitej bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów”.

MoRo/PAP

Kaczyński: będziemy kontynuowali swój marsz. Kontrmanifestacji szef PiS dziękuje, bo takiej frekwencji dawno nie było

Będziemy kontynuowali swój marsz aż do momentu, kiedy tu, niedaleko stąd staną pomniki: prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz upamiętniający wszystkich, którzy polegli w katastrofie smoleńskiej.

Prezes PiS przemawiał na zakończenie obchodów 87. miesięcznicy smoleńskiej. Uczestnicy wieczornego zgromadzenia przeszli w marszu pamięci z warszawskiej archikatedry św. Jana – gdzie odprawiona została msza w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej – przez plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście przed Pałac Prezydencki. Na czele marszu niesiony był transparent z napisem „Smoleńsk – pamiętamy”.

Nawiązując podczas przemówienia przed Pałacem Prezydenckim do zorganizowanej przez ruch Obywatele RP w poniedziałek w Warszawie kontrmanifestacji, Kaczyński mówił: – Ci którzy, próbują odebrać nam prawa obywatelskie, którzy próbują odebrać prawa katolikom, Kościołowi pewnie sądzą, że będę się nimi zajmował. Nie, proszę państwa, ja im tylko podziękuję, bo dawno takiej frekwencji nie było i w katedrze, i tutaj. Dawno nie było tylu księży koncelebrujących mszę. Tak, że mogę powiedzieć: dziękuję.

– A to, że Lech Wałęsa – no widocznie nie mają innych autorytetów. Można im współczuć – dodał prezes PiS. Uczestnicy poniedziałkowej kontrmanifestacji często skandowali nazwisko Wałęsy.

– Natomiast my będziemy kontynuowali swój marsz aż do momentu, kiedy tu, niedaleko stąd, staną pomniki: stanie pomnik prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego, stanie pomnik upamiętniający wszystkich, którzy polegli w katastrofie smoleńskiej. I wierzę, że to, mam nadzieję, stanie się już za taki czas, który mierzy się w miesiącach, a nie latach, że wtedy już będziemy dużo więcej wiedzieli o przyczynach tej katastrofy, o tym, co się stało – podkreślił Kaczyński.

– Bo przecież – mówił szef PiS – poważne badania prowadzone w skali międzynarodowej są w toku. I będziemy wiedzieli: było tak, czy było tak. Być może jeszcze nie wszystko, ale na pewno już bardzo dużo. I wtedy będziemy mogli powiedzieć: nasza misja się skończyła, ale nikt nam nie zdoła w tym przeszkodzić. Na szczęście polskie państwo jest demokratyczne i nie jest już teoretyczne.

– Inna droga, droga odbudowy polskiego państwa, które ma służyć wszystkim Polakom będzie kontynuowana i będzie kontynuowana droga obudowy sprawiedliwości, która już dziś przyniosła bardzo znaczące zmniejszenie różnic społecznych – oświadczył Jarosław Kaczyński.

– Będziemy szli w odwrotną stronę niż ta, w którą prowadzili nas nasi poprzednicy z krótkimi przerwami przez wiele lat, drogą, której szczegóły, poszczególne afery, poszczególne przestępstwa są coraz lepiej społeczeństwu znane. I jestem przekonany, że będą znane za jakiś czas jeszcze lepiej i że będą konsekwencje, że będziemy mogli powiedzieć, że ten niedobry czas się skończył, że czas dobrej zmiany jest czymś, co na trwałe zmieni Rzeczpospolitą, uczyni ją państwem naprawdę silnym, naprawdę podmiotowym na arenie międzynarodowej, naprawdę dumnym – powiedział prezes PiS.

Jak dodał, „mieliśmy tego już pierwsze, bardzo poważne objawy, mieliśmy tego dowody. – Dowody tego, że polityka prowadzona przez rząd, prowadzona tutaj w tym pałacu przez prezydenta Rzeczpospolitej przynosi rezultaty i tych rezultatów będzie coraz więcej – bądźcie pewni.

– Tylko nie możemy się zawahać, nie możemy schodzić z tej drogi, którą idziemy: odbudowy polskiej demokracji, czynienia jej realną, odbudowy polskiego społeczeństwa, odbudowy polskiej wspólnoty, polskiego narodu, który jest jeden i musi być jeden, ale który musi być czymś rzeczywiście istniejącym, czymś, co naprawdę łączy i w sferze ducha, jak niedawno mówiłem, i w sferze materialnej – podkreślił Kaczyński.

– Powtarzam: będziemy szli tą drogą i wiemy, że mamy przeciwników, w ogromnej mierze ludzi wprowadzonych w błąd, naiwnych czy po prostu niemądrych, ale zwyciężymy, bo prawda zawsze kiedyś zwycięża, bo zwycięża Polska.

Po przemówieniu szefa PiS zgromadzeni przed Pałacem Prezydenckim modlili się w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Następnie posłanka PiS Anita Czerwińska odczytała apel.

„Nasza obecność w tych miejscach, gdzie modlimy się za ofiary smoleńskiej tragedii, budzi nienawiść i sprzeciw ludzi, którzy mają na sumieniu smoleńskie kłamstwo. Szczególna nienawiść towarzyszy modlącym się tutaj w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu. Byliśmy już świadkami znieważenia znaku krzyża, wyszydzania i napadania na modlących się, i wreszcie próby wszczynania ulicznych rozruchów. Można powiedzieć, że zło niezwykle mocno reaguje na miejsce uświęcone modlitwą i cierpieniem. Narzędziami zła stają się ludzie zaślepieni chęcią odzyskania władzy i przywilejów, które utracili w wyniku jednoznacznej decyzji narodu”.

„Dzisiaj Polacy mają wielką szansę zobaczyć, gdzie jest zacietrzewienie, nienawiść, a gdzie jest troska o wspólnotę narodu. Światło padające ze zniczy na Krakowskim Przedmieściu oświetla nie tylko twarze, ale i intencje tutaj przychodzących. Pokornej modlitwy nie zagłuszy żaden megafon. Tak jak żadne kłamstwo nie zagłuszyło prawdy. Krzyż, którego tu odmawiano poległym, a zbudowany został trwale w naszych sercach, jest znakiem wiary w ostateczne zwycięstwo dobra. Jego podstawy są dzisiaj mocno utwierdzone dzięki wytrwałości tysięcy ludzi dobrej woli” – głosił apel.

Podczas przemówienia szefa PiS grupa kontrmanifestantów zgromadzona przy hotelu Bristol na wysokości ul. Karowej gwizdała i krzyczała m.in. „wolność, równość, demokracja”, „kłamca, kłamca” oraz „Lech Wałęsa”. Kontrmanifestanci nie widzieli miejsca, z którego przemawiał prezes PiS, ponieważ widok przesłaniało im kilka dużych transparentów ustawionych w poprzek ulicy.

PAP/MoRo

11.07 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 14 / Poranek WNET z Łężycy spod Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich

Łężyca to wieś, która do końca 2014 r. była w gminie Zielona Góra, a później została częścią miasta. Tam poznaliśmy pana Czesława Laskę, inicjatora pomnika Polaków pomordowanych na Kresach Wschodnich.

A tak Krzysztof Skowroński zapraszał na Poranek Wnet z Łężycy w transmisji na żywo:

Goście Poranka WNET:

Ryszard Czarnecki – eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości;

Anna Laska – przyjechała w 1958 r. do Łężycy;

Czesław Laska – inicjator budowy pomnika Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich;

Mjr Władysław Starczewski (ur. 1931 na Kresach Wschodnich) – świadek historii;

Tomasz Naruszewicz – prezes Stowarzyszenia Lubuszanie dla Rzeczpospolitej;

Beata Pachnik-Łodzińska – Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Lubuszanie dla Rzeczpospolitej;

Jacek Ogorzałek – Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość Stowarzyszenie Społeczno-Kombatanckie Obszar Zachodni;

Prof. dr hab. Leszek Jazownik – kierownik Zakładu Dydaktyki Literatury i Języka Polskiego Uniwersytetu Zielonogórskiego;

Dr Tadeusz Dzwonkowski – Dyrektor Archiwum Państwowego w Zielonej Górze;

Wojciech Antoń – przedstawiciel firmy Rezonans Dokumentacja Filmowa dla Przemysłu.


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Wydawca: Lech Rustecki

Realizator: Karol Smyk

Wydawca techniczny: Luiza Komorowska


Część pierwsza:

Czesław Laska i Anna Laska oraz mjr Władysław Starczewski wspominają swoje tragiczne przeżycia z czasów rzezi wołyńskiej.

Jacek Ogorzałek o działalności Zrzeszenia Wolności i Niezawisłości Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego Obszaru Zachodniego, która ma na celu utrzymanie pamięci o zbrodni wołyńskiej.

 

Część druga:

Ryszard Czarnecki o napiętych stosunkach międzynarodowych związanych z działaniami Korei Północnej.

Tomasz Naruszewicz tłumaczy na  czym polega spór o pomnik Bohaterów w Zielonej Górze. Pomnik powstał na cześć żołnierzy sowieckich, a potem przeszedł „lifting” i przekształcił się w pomnik bohaterów drugiej wojny światowej, zachowując symbole sowieckiej władzy.

Wojciech Antoń o dokumentacji filmowej dla przemysłu.

Serwis informacyjny Radia Warszawa i słup ogłoszeniowy Radia Wnet.

 

Część trzecia:

Profesor Leszek Jazownik o prawdzie i pamięci historycznej dotyczącej rzezi wołyńskiej, właściwym nazywaniu tej zbrodni. Bez prawdy nie ma pojednania.

Dr Tadeusz Dzwonkowski opowiada o represjach miejscowej ludności przez władze komunistycznej Polski w 1960 roku.

 

Część czwarta:

Henryk Subocz o elektrowni w Tychach.

Małgorzata Krojcig o Starej Winnej Górze w Górzykowie.

Goście z najważniejszym przesłaniem Poranka Wnet z Łężycy.


Posłuchaj całego Poranka WNET:

 

Sławomir Ozdyk o zamieszkach w Hamburgu: „Totalna anarchia, czyli pies urwał się z łańcucha, a mleko się wylało”

Wbrew pragmatyzmowi ustalono, że szczyt odbędzie się w Hamburgu, a nie w miejscu, które łatwo kontrolować. Politycy będą musieli się nagłowić, jak to wszystko załagodzić, bo Niemcy są wstrząśnięci.

Wydarzenia podczas szczytu G-20 wstrząsnęły całymi Niemcami i śmiem twierdzić, że nawet części otworzyły oczy – powiedział Sławomir Ozdyk z Berlina.

W tym roku wbrew pragmatyzmowi postanowiono, że szczyt G-20 odbędzie się w Hamburgu, a nie jak dotychczas w miejscu odosobnionym, gdzie łatwo wszystko kontrolować. Ozdyk przypomniał, że G-20 ulokowano na terenie targów hamburskich, w pobliżu dzielnicy znanej ze swych lewicowych poglądów. W dzielnicy tej znajduje się „Neue rote flora”, to znaczy pustostan i były teatr, zajęty od 1989 roku przez lewackie ugrupowania, który de facto jest centrum lewackich ugrupowań w Niemczech.

– Doprowadziło to do tego, że na szczyt zjechało bardzo dużo lewackich ugrupowań z całej Europy – powiedział Ozdyk. Przypomniał, że w internecie znalazł się „instruktaż”, jak mają się te organizacje zachowywać podczas szczytu G-20. Dodał, że jest również jego wersja w języku polskim i rosyjskim. Wśród aresztowanych jest wielu Hiszpanów, Włochów, Greków i są też tam Rosjanie.[related id=28463]

– Zamieszki w miniony weekend miały zupełnie inny charakter niż dotychczas – zauważył Ozdyk. Jego zdaniem „mieliśmy tutaj do czynienia z totalną anarchią”, niszczeniem własności prywatnej i to nie tylko – jak to nazywają organizacje lewicowe – własności kapitalistów, krwiopijców, ale również tych, którzy na to mienie musieli bardzo ciężko pracować. „Palono nie tylko limuzyny, mercedesy czy BMW”, ale też samochody ludzi biednych.

– To, co szczególnie wstrząsnęło Niemcami, to brutalność tych zajść – zauważył Ozdyk. Przypomniał, że dotkliwie pobito dziennikarza lewicowej gazety, powybijano szyby w bankach, a także w malutkich sklepach. Nie miało prawa bytu i było niszczone wszystko to, co stanęło na drodze „tej przelewającej się ulicami Hamburga lewackiej hordzie”.

– Dochodziło nawet do wojny pomiędzy lewakami, gdyż podczas plądrowania sklepu z iphonami każdy z nich chciał tego iphona zatrzymać – poinformował Ozdyk. Zwrócił uwagę, że mimo iż większość społeczeństwa jest zszokowana zajściami, to znaleźli się politycy lewicowych ugrupowań, którzy plądrowanie nazywają „otwarciem sklepu”, a kradzieże nazywają „dystrybucją towarów”.

Jego zdaniem działania bojówek lewackich były świetnie zorganizowane i opanowały bardzo dobrze tak zwaną taktykę pięciu palców. Odseparowywały niewielkie oddziały policji i usiłowały przedostać się na tereny, które ona chroniła. Korespondent zwrócił uwagę na fakt, że podczas tych zajść zostało rannych niemal 500 policjantów, do których strzelano z procy metalowymi kulami, co spowodowało ciężkie obrażenia.

– Dwadzieścia tysięcy policjantów sprowadzonych do Hamburga nie potrafiło sobie dać rady z tym, co się działo na ulicach – powiedział Ozdyk.

– W tej chwili w Niemczech trwa wielka dyskusja, mająca ustalić, kto jest temu winien – relacjonuje Ozdyk, dodając, że „oczywiście nikogo nie znajdą”. Zwrócił uwagę, że „wśród dziczy, która dokonywała spustoszenia w mieście, znajdowało się bardzo dużo młodych ludzi w wieku 15-20 lat”. Poinformował, że wielu komentatorów w Niemczech podnosi, że jest to „pokłosie wieloletnich zaniedbań”.[related id=28443]

– Po prostu lewacka strona polityczna latami czuła się chroniona przez pokolenie ’68 roku – powiedział Ozdyk. Jego zdaniem policja niemiecka doskonale sobie zdawała sprawę z tego, co się szykuje, bo przecież miała dostęp do internetu, jednak nie doszacowała zagrożenia.

– Na te zamieszki przyjeżdżały do Hamburga całe pociągi i autobusy. Przyjeżdżały ekipy z Berlina, ze Szwajcarii, Włoszech, Hiszpanii – powiedział Ozdyk, który uważa, że policja musiała to w jakiś sposób monitorować. Ale dopiero po zamieszkach zdecydowała się na przeszukiwanie tych pociągów i autobusów. Dopiero wtedy zaczęto te osoby legitymować.

– Lewacy szybko się o tym dowiedzieli i na jednym z tweetów możemy przeczytać, żeby uczestnicy tych zamieszek nie brali ze sobą żadnych materiałów obciążających ich i zostawili je w Hamburgu – powiedział Ozdyk, co świadczy o bardzo dobrej koordynacji całej „imprezy”.

– Oczywiście wszyscy politycy niemieccy, łącznie z lewą stroną sceny politycznej, stanowczo potępiają to, co wydarzyło się w Hamburgu – powiedział Ozdyk.  Zauważył, że schemat postępowania jest taki sam jak w przypadku zamachów terrorystycznych. Politycy niemieccy zrobią wszystko, aby załagodzić sytuację, bowiem we wrześniu odbędą się wybory w Niemczech.

– Nie pokazuje się w mediach brutalności działań Czarnego Bloku, natomiast w sieci możemy znaleźć zdjęcia, kiedy to jeden z ich bojówkarzy odpala policjantowi petardę prosto w twarz – powiedział Ozdyk. Jego zdaniem masowość bandyckich działań była tak duża, że teraz niemieccy politycy będą musieli się nagłowić, jak to wszystko w oczach swoich obywateli wyciszyć.

– Komentarze w sieci są zdecydowanie negatywne i praktycznie oprócz skrajnie lewackich polityków nie można znaleźć nikogo, kto by wspierał działania w Hamburgu – powiedział nasz rozmówca.

Całej rozmowy można wysłuchać w części pierwszej dzisiejszego (10.07) Poranka Wnet

MoRo

 

 

Dzień 13. z 80 / Minister Elżbieta Rafalska: Przywrócenie wieku emerytalnego nie zagrozi budżetowi

Program 500 Plus jest realizowany, a ta niechęć, właściwie nienawiść, nie jest adresowana jedynie do nas, ale uderza we wszystkie polskie rodziny – powiedziała Elżbieta Rafalska, minister RPiPS.

– Po tej debacie żałowałam, że dałam się ponieść emocjom, bo to wszystko powinno być analizowane zupełnie na chłodno – wyznała Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Rzekome dane, na które powoływała się Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka Nowoczesnej, podczas niezwykle emocjonalnego wystąpienia w Sejmie w trakcie debaty przed głosowaniem zmian uszczelniających ustawę 500 Plus, „są nieprawdziwe” – podkreśliła Rafalska.

– Odniosę się chociażby do tego prowokacyjnego twierdzenia, jakoby dzieci rodziło się mniej, bo dzieci rodzi się więcej – sprostowała Rafalska. Przypomniała, że w pierwszym kwartale br. urodziło się 100 tysięcy dzieci, a niewielki spadek odnotowano tylko w kwietniu.

– Procesy tego typu nie są liczone w perspektywie miesiąca i ten wzrost, który zaczął się w Polsce w listopadzie 2016 roku, ciągle trwa – powiedziała minister rodziny, pracy i polityki społecznej w Poranku Wnet. Jej zdaniem efekty działania 500 Plus są zdecydowanie lepsze niż zakładali to jego twórcy.

– Wystąpienia takie, jak pani poseł, skutecznie ogień nienawiści wzniecają – zauważyła Rafalska, odnosząc się do wystąpienia Scheuring-Wielgus, jakie miało miejsce w ubiegły piątek, kiedy to posłanka Nowoczesnej, przywoływana do porządku przez marszałka Sejmu, histerycznie krzyczała z mównicy: „Pani nie reaguje, nie słyszy i przyzwala na mowę nienawiści Jarosława Kaczyńskiego, która sączy się od siedmiu lat 10-go każdego miesiąca!”.

Przypomnijmy, że opozycja przed wprowadzeniem programu 500 Plus ostrzegała PiS, że tego typu rozdawnictwo sprawi, że Polska zbankrutuje, a i tak nie przyniesie ono żadnych korzyści, jedynie długi, które będą zmuszone spłacać przyszłe pokolenia.

– Program 500 Plus jest realizowany, a ta niechęć, właściwie nienawiść, nie jest adresowana jedynie do nas, ale uderza we wszystkie polskie rodziny – zauważyła Rafalska. Jej zdaniem polskie rodziny są zdroworozsądkowe i wszelkie niesprawiedliwe i krzywdzące, przekłamane informacje potrafią ocenić. „Uważam, że opozycja traci na  tym”, przez „wypowiedzi takie, jak pani poseł, ci politycy po prostu się kompromitują”. Przypomniała, że Nowoczesna była zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzenia 500 Plus.

– Gdyby ci politycy kiedykolwiek, w co nie wierzę, przejęli władzę, zapewne pierwsze, co by zrobili, to zlikwidowali 500 Plus – powiedziała Rafalska.

– Zmiany, które były głosowane w piątek, to nie tylko kwestie tzw. uszczelnienia 500 Plus, ale również te związane z opieką naprzemienną, kwestie informacyjne, zmiana terminu składania wniosków o przyznanie 500 Plus, rozwiązania związane z Kartą Dużej Rodziny – poinformowała minister. Zwróciła uwagę na to, że „zmienia się mechanizm podejścia do utraty uzyskiwania dochodu”, a także kwestie związane z obowiązkiem alimentacyjnym.[related id=”28516″]

– Liczyłam na to, że będzie to merytoryczna i sensowna dyskusja nad tym projektem i się kolejny raz przeliczyłam – mówiła Rafalska, wyraźnie rozczarowana poziomem dyskusji w Sejmie.

– Nie zapominajmy, że mamy bardzo dobrą sytuację gospodarczą, duży wzrost PKB, rosnące zatrudnienie – to wszystko ma wpływ na fundusze, które mi podlegają: ZUS, fundusz pracy, fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych – powiedziała Rafalska. Podnosiła, że reforma przywracająca wiek emerytalny została dobrze przygotowana i skutki finansowe jej wprowadzenia zostały dobrze oszacowane i dlatego „nie stanowi to zagrożenia dla budżetu”.

– Proszę pamiętać, że przywrócenie wieku emerytalnego daje nam swobodę wyboru, a nie narzuca przymus pójścia na emeryturę – wskazała Rafalska, która uważa, że wiele osób skorzysta tylko na wprowadzonych rozwiązaniach prawnych.

– Jesteśmy przygotowani na to, że wszyscy skorzystają z możliwości, jakie daje przywrócenie wieku emerytalnego, takie mamy środki zarezerwowane w budżecie – powiedziała minister pracy i polityki socjalnej. Pochwaliła się, że dotacja budżetowa dla ZUS w 2016 roku była najmniejsza od 10 lat.

– Wyniki finansowe pokazują, że reforma ta jest wprowadzana w dobrym momencie – powiedziała Rafalska.  [related id=”28443″]

– Chyba trochę innego wystąpienia się spodziewałam. Nie sądziłam, że Trump jest tak znakomitym mówcą – powiedziała Rafalska, pytana o przemówienie Donalda Trumpa. Jej zdaniem prezydentowi USA skutecznie przyprawia się „pewną etykietę, kompletnie nie przystającą do tego, co zobaczyłam na żywo 6 lipca”. Tego dnia usłyszała, że ktoś, kto nie jest znakomitym mówcą, nie mógłby zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ujęło ją nie tylko konsekwentne odwoływanie się Trumpa do historii, ale również do wartości takich, jak silna rodzina, która, jak podkreślał Trump w przemówieniu, jest równie ważna jak silna gospodarka.

– Największa promocja, jakiej Polska mogła się doczekać w wykonaniu prezydenta Trumpa – oceniła Rafalska. Zauważyła, że my, Polacy, rzadko kiedy mamy odwagę, aby w taki sposób chwalić się swoją historią, a często zarzuca się nam zbytnią egzaltację i epatowanie historią.

Pytana o zamieszki w Hamburgu, zwróciła uwagę, że wszystko to działo się w kraju, który szczyci się swą demokracją, a do tłumienia rozruchów trzeba było tysięcy policjantów.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Dzień 13. z 80/Poranek Wnet/Plan Morawieckiego daje dużą nadzieję przedsiębiorcom na rozwój i my ten rozwój już widzimy

GORZÓW WIELKOPOLSKI – 10.07 / Z mapy Gorzowa znikły takie przedsiębiorstwa, jak Ursus, Stilon, Silvana (…) To trzeba będzie odbudować – powiedział Augustyn Wiernicki, miejscowy przedsiębiorca.

– Plan Morawieckiego daje dużą nadzieję przedsiębiorcom na rozwój i my ten rozwój już widzimy – powiedział Augustyn Wiernicki, który stworzył przedsiębiorstwo Metalplast Meblopol w Gorzowie Wielkopolskim, funkcjonujące na rynku od 1982 roku i po dziś dzień pozostające firmą rodzinną.

– Pierwsze, co daje się odczuć, to wprowadzenie do gospodarki pieniędzy. Te ponad 20 miliardów złotych jest kołem napędowym polskiej gospodarki – powiedział Wiernicki. Jego zdaniem uruchomiło to już aktywność przedsiębiorców w regionie.

– Niestety z mapy Gorzowa znikły takie przedsiębiorstwa, jak Ursus, Stilon, Silvana; tutaj było przedsiębiorstwo, które zajmowało się budową mostów, czy fabryka domów. To trzeba będzie odbudować – powiedział Wiernicki, który uważa, że firmy upadły, bowiem gospodarka socjalistyczna zamiast ekonomią, kierowała się ideologią. Nie ma co do tego wątpliwości, że odbudowanie przedsiębiorstw będących lokomotywami ciągnącymi przedsiębiorczość w regionie przyczyni się do rozwoju Polski.

– Może w innej formie, może dysponować powinny inną techniką, ale wrócić powinny – podkreślał Wiernicki. Poinformował, że na terenie jest wielka firma chińska o zasięgu globalnym, która wybudowała ogromne hale – montownie monitorów, gdzie zatrudniani są głównie Ukraińcy. [related id=”28443″]

– Nie wiem, czy tam jest produkcja, ale na pewno składa się tam telewizory – mówił gość Poranka Wnet, który uważa, że jest to wielka produkcja, która daje „pewien obszar zagospodarowania ludzi bezrobotnych”, ale na pewno nie przyczynia się do rozwoju Polski.

– Z mojej firmy kilka osób wyjechało do Anglii i Irlandii. Dzisiaj mamy sygnały, że osoby te chcą wrócić, pytają się, czy przyjmę je do pracy – powiedział Wiernicki, który w PRL-u rozpoczynał własną działalność od kiosku Ruchu, gdy został zwolniony po ogłoszeniu stanu wojennego ze swej funkcji dyrektora dużych zakładów w Gorzowie, ze względu na to, że nie należał do PZPR-u.

– Razem z księdzem Władysławem Pawlikiem wymyśliliśmy sobie, a potem założyliśmy malutką stołówkę, i tak powstała ogromna organizacja charytatywna – wspominał początki swojej działalności społecznej Wiernicki, który ma „wielki dług u Pana Boga”, że mu się udało „jakoś z tego bałaganu i kłopotu wybrnąć”.

Magister inż. Augustyn Wiernicki jest współzałożycielem Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna i przewodniczącym jego zarządu. Od początku jego istnienia nieodpłatnie, z pełnym poświęceniem, pełni funkcję prezesa stowarzyszenia. Społecznik, a w latach 2006-10 radny miasta Gorzowa Wielkopolskiego.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.