Dzień 16. z 80 / Stereotypy w relacjach polsko-niemieckich. Krygier: „Pod butą Niemców kryją się niepewność i kompleksy”

ZGORZELEC / Jan Bogatko: Istnieje określona grupa starszych ludzi, którzy nigdy nie idą na polską stronę, bo z góry wiedzą, że tam są złe produkty, że są oszukiwani, a benzyna jest mieszana z wodą.

– Pod niemiecką butą kryje się niepewność i kompleksy – uważa pisarka Joanna Krygier, która gościła w Poranku WNET w Zgorzelcu.

– My mamy do Niemców żal o to, że nie czują się winni z powodu II wojny światowej, a mnie się wydaje, że oni czują się winni, tylko zepchnęli ten kompleks winy tak bardzo głęboko, że powoduje to narastanie różnych warstw tych kompleksów – powiedziała Krzysztofowi Skowrońskiemu. Jej zdaniem nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale tak właśnie jest.

– Uważam, że to są ważne przemyślenia i warte „ubrania” w formę powieści czy inną książkową – ocenił Waldemar Gruna, redaktor naczelny Magazynu Polsko-Niemieckiego „Region Europa” i kolejny rozmówca goszczący w zgorzelskim Poranku WNET. Według niego często zarówno Polacy, jak i Niemcy o sobie nawzajem myślą stereotypowo.

– Znam różnych Niemców i w zasadzie oni wszyscy są wspaniałymi ludźmi. Tylko raz miałem dość nieprzyjemne spotkanie wiele, wiele lat temu, kiedy to zetknąłem się w Monachium z pewnym człowiekiem, który okazało się, że był w Warszawie w roku 1944 – powiedział Jan Bogatko, felietonista Radia WNET, współprowadzący dzisiejszy Poranek. Inaczej wygląda sprawa z młodymi Niemcami, którzy jeżdżą do Polski.  [related id=28850]

– W niemieckim Zgorzelcu występuje pewne zjawisko. Otóż istnieje określona grupa starszych ludzi, którzy nigdy nie przechodzą przez most, nie idą na polską stronę, bo z góry wiedzą, że tam są złe produkty, że są oszukiwani, a benzyna jest mieszana z wodą – powiedział Bogatko.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy o tym, jak się żyje na niemiecko-polskim pograniczu oraz o relacjach polsko-niemieckich. Rozmowa w części czwartej Poranka Wnet.

Żeby posłuchać całego poranka WNET, kliknij tutaj.

MoRo

 

Dzień 16. z 80/ Poranek WNET / Zgorzelec: Narkotykowa mafia pozostała, „coś się zmieniło, mordów już nie ma”

ZGORZELEC. Zastraszanie przez urzędy skarbowe, policję… ludzie znają te metody i boją się, że to ich dotknie, dlatego nie chcą uczestniczyć w odkrywaniu pewnych układów – powiedział Waldemar Gruna.

Poranku WNET w Zgorzelcu Krzysztof Skowroński rozmawiał z Janem Bogatką, Waldemarem Gruną oraz Włodzimierzem Krygierem. Tematem rozmowy były lokalne sprawy Zgorzelca i pogranicza polsko-niemiecko-czeskiego.

Przypadek profesora Stoecker’a z „uchodźcami”

Kilka lat temu profesor Winfried Stoecker – lekarz i założyciel oraz prezes Zarządu EUROIMMUN AG, międzynarodowy przedsiębiorca branży medycznej – kupił Kaufhaus Goerlitz, w odbudowie którego miały go wspomagać miejscowe instytucje.

– Wszystko szło dobrze dopóki profesor w wywiadzie, dla ważnej gazety regionalnej Sächsische Zeitung, nie opowiedział o swoich poglądach względem imigrantów. Zrobiła się wieka afera! – opowiedział Waldemar Gruna, przedsiębiorca ze Zgorzelca. Niemal natychmiast burmistrz Goerlitz stwierdził -„Nie chcemy takich inwestorów”.

– Profesora oskarżono o islamofobię, niemalże faszyzm. Miał wiele kłopotów również w Lubece, z której pochodzi – dodał Waldemar Gruna. Profesor Stoecker na forum publicznym przepraszał wielokrotnie za słowa, które padły w wywiadzie i tłumaczył, że został źle zrozumiany.

– To nic nie pomogło. Inwestycja została zatrzymana, ale… i to jest bardzo ciekawe , po trzech latach sytuacja się zmieniła, miasto pogodziło się z profesorem – powiedział Gruna. Profesor w tym czasie sprzedał swoją firmę w Lubece za 1 mld 200 mln euro farmaceutycznemu koncernowi amerykańskiemu i nadal  inwestował w Goerlitz.

– Dla profesora Kaufhaus Goerlitz to właściwie hobby – ocenił Jan Bogatko, który brał udział w wieczorze przedstawiającym projekt. Tam dowiedział się, że konserwator zabytków ma wielkie zastrzeżenia co do działalności profesora. – Rozumiem, że gdyby tym budynkiem zajmowały się gołębie i byłby odpowiednio udekorowany i upstrzony to odpowiadałoby to wizji konserwatora zabytków – ironizował Bogatko.

– Nie rozumiem dlaczego postępowe władze niemieckiego Zgorzelca nie otworzyły tam międzynarodowego bazaru, przecież tam można było budynek podzielić na piętra – zastanawiał się Bogatko. Jego zdaniem miasto wówczas „byłoby szczęśliwe i multikulturalne”.

– Profesor chciał, aby część pomieszczeń była udostępniona do wynajęcia Polakom – powiedział Waldemar Gruna, który stwierdził też, że profesor Stoecker liczył na klientów z Polski, bo Kaufhaus Goerlitz miał być wizytówką miasta.

Waldemar Gruna odniósł się także do problemu tzw. uchodźców. – Problem z imigrantami istniał i istnieje, chociaż już w mniejszym stopniu jest widoczny – stwierdził. Kwestie związane z uchodźcami stanowią „pewne tabu”, mimo że organizuje się spotkania i dyskusje na ten temat „to są to panele zamknięte”, w których uczestniczy niewiele osób. Problem imigrantów istnieje w społeczeństwie niemieckim i  prawdopodobnie podskórnie narasta. Wyraził obawę, że może to w przyszłości zaszkodzić dobrym relacjom polsko-niemieckim.

– Zmniejsza się liczba uchodźców, jak się tu określa imigrantów, w niemieckim powiecie zgorzeleckim ponieważ coraz więcej osób otrzymuje odmowę uzyskania azylu politycznego i musi opuścić kraj – poinformował Jan Bogatko.

Zgorzelec, Bogatynia, Zawidów kluczowy trójkąt dla przestępczości zorganizowanej

Tematem rozmowy w Poranku była też kwestia przestępczości na terenach przygranicznych.

– Narkotyki produkowane w Polsce i Czechach stanowią już od sześciu lat problem dla miasta Goerlitz – powiedział Waldemar Gruna. Starostwo w Goerlitz zrobiło nawet dwa, trzy lata temu akcję plakatową. Metaamfetamina, znana w Niemczech jako „Cristal” jest aktualnie produkowana na terenie Bogatyni i  Zgorzelca i stanowi poważny problem, ponieważ jest to środek silnie uzależniający, który powoduje duże spustoszenia w funkcjonowaniu mózgu.

Od około czterech lat istnieje polsko-niemiecka grupa policyjna, która zajmuje się ściganiem różnych przestępstw w tym związanych z produkcją narkotyków. Do tej pory udało jej się zlikwidować kilka „fabryk” metaamfetaminy w rejonie Bogatyni, na przykład w Zawidowie. „Zgorzelec, Bogatynia i Zawidów to taki łącznik między Polską i Czechami i Niemcami”, jeśli chodzi o zorganizowaną przestępczość. Ten „trójkąt” przewijał się również w głośnej sprawie Magdaleny Żuk – Polki, którą zamordowano lub popełniła samobójstwo w Egipcie.

– Ten temat lokalnie znany był już wcześniej – zastrzegł Gruna, który uważa że jest to bardzo trudna sprawa i „wiąże się z historią Zgorzelca w latach 80-tych i 90-tych”. Miasto Zgorzelec-Goerlitz w zasadzie „wyrosło na przemycie alkoholu”. Uważa, że już w latach siedemdziesiątych Zgorzelec znany był jako jedno z miejsc, w których produkuje się narkotyki.

– Statystycznie, średnio w tamtym okresie na jednego mieszkańca w Zgorzelcu przypadała większa liczba narkomanów niż w Nowym Jorku czy Warszawie – powiedział Gruna.

Pajęczyna władzy

Od kwestii przestępczości goście w studiu przeszli w rozmowie do zagadnień związanych z lokalną władzą w regionie Zgorzelca.

– Struktury tego miasta, które pochodzą z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, zachowały się i ciążą nad nim – ocenił Jan Bogatko, który elity rządzące w Zgorzelcu i okolicach uważa za „bardzo postępowe”.

Potwierdził to Waldemar Gruna: – To zagrożenie istniejące na obrzeżach Polski nie zostało do końca zlikwidowane. Jego zdaniem w tym układzie są zarówno politycy, samorządowcy, jak i biznesmeni. Obawia się on, że układ ten jest na tyle ustawiony i silny, że praktycznie jest nie do ruszenia. Kto jest kim w tym układzie to tajemnica poliszynela. Jednak nikt tego nie mówi głośno, bo ludzie się boją.

Dramatyzm sytuacji powiększa to, że środowiska, które stanowią „pajęczynę władzy” i „siatkę uaktywniającą się przy okazji różnych propagandowych posunięć” jest taki, że ci ludzie – jak twierdzi Jan Bogatko – trafiają na kluczowe stanowiska.

Waldemar Gruna uważa, że za naszą zachodnią granicą można spotkać patologie podobne do tych, które znamy z Polski: – Juergen Roth znany dziennikarz niemiecki sześć lat temu wydał książkę „W pajęczynie władzy”, opisując pewne metody działania, które również w Polsce były stosowane. Czyli zastraszanie przez urzędy skarbowe, policję… ludzie znają te metody i boją się, że to ich dotknie, dlatego nie chcą uczestniczyć w odkrywaniu pewnych układów – wyjaśnił Gruna.  [related id=28850]

– Burmistrzem Zgorzelca jest już drugą kadencję Rafał Gronicz z Platformy Obywatelskiej – powiedział Gruna, zapytany o to kto aktualnie sprawuje władzę w mieście.

– Przygraniczne historie zawsze są kryminogenne i obojętne jest w jakim miejscu świata się to dzieje – dodał przysłuchujący się rozmowie, Włodzimierz Krygier, mieszkaniec Zgorzelca. Uważa on jednak, że nie należy demonizować sytuacji.

Waldemar Gruna przypomniał historię porachunków mafijnych z lat 1995-2005. Były one bardzo krwawe. Bywało, że mordowano sześć osób w ciągu jednego dnia. Jest to co prawda historia, ale ma ona wpływ na to, jak postrzegają rzeczywistość ludzie tu mieszkający. Ta się zmieniła przynajmniej w tym sensie, że mordów już nie ma.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z Waldemarem Gruną, Janem Bogatką i Włodzimierzem Krygierem w czwartej części Poranka Wnet.

MoRo

Dzień 16. z 80/ Poranek WNET/ Najmłodszy poseł PiS przeciwny wprowadzeniu opłaty drogowej. „Jak obiecałem, tak zrobiłem”

Ta ustawa wprowadza wiele podwyżek cen, począwszy od paliwa poprzez usługi transportowe, a skończywszy na żywności. Na to mojej zgody nigdy nie będzie – powiedział Łukasz Rzepecki, poseł PiS.

Wczoraj najmłodszy poseł PiS Łukasz Rzepecki wystąpił w Sejmie, stanowczo sprzeciwiając się wprowadzeniu opłaty paliwowej.

– Odbyło się głosowanie nad tą ustawą i tak jak obiecałem, zrobiłem. Byłem przeciwny temu projektowi, tak jak zapowiadałem to wcześniej – powiedział w Poranku Wnet Łukasz Rzepecki. Przypomniał, że z mównicy sejmowej apelował do swoich kolegów i koleżanek:

„Ta ustawa jest zła, antyludzka i antyobywatelska. Dlatego z tego miejsca chciałbym zaapelować do moich koleżanek i kolegów z Prawa i Sprawiedliwości, do kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości, żebyście wycofali państwo podpisy pod tą ustawą”.

Nie możemy być jak Platforma Obywatelska

– Ta ustawa wprowadza wiele podwyżek cen, począwszy od paliwa poprzez usługi transportowe, a skończywszy na żywności. Na to mojej zgody nigdy nie będzie – powiedział Rzepecki, który uważa, że realizuje program PiS, mówiący jasno o zdecydowanym sprzeciwie tego ugrupowania wobec podnoszenia podatków.  Wczoraj na mównicy sejmowej podkreślał on: „nie możemy być jak Platforma Obywatelska w czasie kampanii, która mówiła jedno, a robiła co innego”.

W wyniku wczorajszego głosowania w sejmie projekt ustawy został skierowany do prac w komisji.

– Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do tego, że ta ustawa nie wejdzie w życie – powiedział poseł PiS. Zwrócił uwagę na to, że PO podczas kampanii wyborczej w 2007 roku przykładowo mówiła o braku zgody na podnoszenie wieku emerytalnego, po czym, gdy doszła do władzy, ten wiek podniosła do 67 roku życia. Nie chciałby, aby podobny scenariusz miał miejsce w przypadku Prawa i Sprawiedliwości.

Stanąłem w obronie zwykłych obywateli

– PiS zawsze deklarował, że jest przeciw podnoszeniu podatków i ja się tego konsekwentnie trzymam.  Dlatego też głosowałem za odrzuceniem tej ustawy w całości – powiedział Rzepecki. Przypomnijmy, że właśnie o to wnioskowała PO przed pierwszym czytaniem tego projektu autorstwa PiS.

– Dla mnie największe znaczenie ma to, że otrzymałem setki maili i SMS-ów, listów z podziękowaniami za to, że stanąłem w obronie zwykłych obywateli i mieszkańców naszego kraju – powiedział pytany o to, jakie wrażenie wywarło jego wystąpienie na kolegach z klubu parlamentarnego i władzach partii. Podkreślił, że „arytmetyka sejmowa jest, jaka jest” i dlatego ma pewne obawy o efekt swych działań. Wyraził nadzieję, że „moi koledzy z klubu parlamentarnego dojdą w końcu do wniosku, że ta ustawa jest zła”.

Ujawnił, że podczas obrad plenarnych podchodzili do niego jego koledzy z PiS i gratulowali mu wystąpienia, bowiem podzielają jego obawy o skutki wprowadzenia opłaty paliwowej. [related id=28850]

W ostateczności może zablokuje ją prezydent

– Później w głosowaniu okazało się , że tylko ja z klubu zagłosowałem za odrzuceniem tej ustawy – powiedział Rzepecki, który wyraził nadzieję, że podczas procedowania tej ustawy w końcu znajdzie się ktoś, kto ją zablokuje. Wskazał, że ostatecznie może to zrobić prezydent Andrzej Duda.

– Będę przekonywał również kierownictwo partii, aby PiS wycofało się z tej ustawy – zadeklarował młody, 24-letni poseł PiS, który kandydował z 8 miejsca na liście wyborczej. Dlatego uważa, że najwięcej zawdzięcza swym wyborcom i to przyrzeczeniom im składanym musi być wierny.

W dniu wczorajszym Sejm zajmował się projektem ustawy w sprawie Funduszu Dróg Samorządowych, który skierował do prac w komisji. Zakłada on dofinansowanie budowy lub przebudowy dróg lokalnych oraz mostów na drogach wojewódzkich. Fundusz ma zasilać nowa opłata paliwowa w wysokości 20 groszy za litr. Z szacunków autorów projektu o FDS wynika, że stawka opłaty drogowej zapewni wpływy w wysokości ok. 4-5 mld zł rocznie. Połowa kwoty zostanie przeznaczona na Fundusz Dróg Samorządowych, natomiast reszta wpływów zasili Krajowy Fundusz Drogowy.

Prezes firmy zarządzającej stacją benzynową na granicy polsko-niemickiej: Bardzo zły pomysł

– Opłata paliwowa w wysokości 25 groszy na litrze zrówna ceny benzyny w Polsce z ceną w Niemczech, co dla polskich przedsiębiorców tutaj, na naszych terenach jest bardzo złym pomysłem  – powiedział Dariusz Śmigielski, prezes spółki zarządzającej stacją benzynową w Łęknicy na granicy polsko-niemieckiej. Jego zdaniem, gdy porównamy zarobki Niemców z zarobkami Polaków, może okazać się, że po wprowadzeniu opłaty paliwowej

„nasze paliwo będzie jednym z najdroższych w Europie”.

Przypomnijmy, że setki stacji paliwowych rozsianych na granicy polsko-niemieckiej żyje właśnie z tankujących w Polsce tańsze paliwo Niemców. Po wzroście cen zapewne większość będzie zmuszona zamknąć interes.

MoRo

Chcesz posłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

Całego wywiadu z posłem posłuchasz w części pierwszej.

13.07 / W 80 dni dookoła Polski / Poranek WNET ze Zgorzelca na prawym brzegu Nysy Łużyckiej. Tam, gdzie 4 lata temu

Ponownie nadajemy z tarasu restauracji Piwnica Staromiejska, a naszym przewodnikiem po Zgorzelcu i Görlitz jest oczywiście Jan Bogatko, korespondent Radia WNET w Niemczech.

A tak Krzysztof Skowroński zapraszał na Poranek WNET ze Zgorzelca podczas transmisji na żywo:

Goście Poranka WNET:

Jan Bogatko – korespondent Radia Wnet w Niemczech;

Łukasz Rzepecki – poseł na Sejm RP, pełnomocnik Prawa i Sprawiedliwości w powiecie sieradzkim;

Zbigniew Stefanik – politolog, autor bloga „Polsko-francuski obserwator polityczny”;

Krzysztof Romaniuk – autor portalu wyscigi-konne.info;

Waldemar Gruna – wydawca i redaktor naczelny Magazynu Polsko-Niemieckiego „Region Europa”;

Joanna Kamila i Włodzimierz Krygierowie

Wojciech Cejrowski.


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Wydawca: Lech Rustecki

Realizator: Karol Smyk


Część pierwsza:

Łukasz Rzepecki – mówił o swoim sprzeciwie wobec ustawy wprowadzającej nową daninę od paliw na rzecz funduszu drogowego. Zdaniem najmłodszego posła PiS ta ustawa to złamanie obietnicy wyborczej, że obecna władza, w odróżnieniu od poprzedników, nie będzie podnosić podatków.

„Jak obiecałem tak zrobiłem”

Część druga:

Jan Bogatko – zrobił przegląd lokalnej prasy saksońskiej, informującej o akcji ustawiania nowych słupów granicznych, dozbrojenia policji w nową broń i sprzęt, aby lepiej walczyć z terroryzmem w Niemczech. Korespondent Radia Wnet mówił również o reakcjach niemieckich polityków i prasy po bitwie między anarchistami a policją w Hamburgu.

Zbigniew Stefanik – relacjonował polityczną sytuację we Francji przed wizytą prezydenta USA w Paryżu, która odbędzie się w święto zdobycia Bastylii 14 lipca. Nie jest przewidywane wystąpienie Donalda Trumpa do Francuzów – zaznaczył Zbigniew Stefanik.

Trump u Macrona: Cyberprzestępczość i walka z terroryzmem. Wizyta o charakterze polityczno-militarnym

Część trzecia:

Jan Bogatko – informował o kradzieży monety Big Maple Leaf (Wielki Liść Klonu) z kolekcji berlińskiego Muzeum Bodego. Moneta ważyła ponad sto kilogramów i była zrobiona z czystego złota. Policja zatrzymała czterech podejrzanych w wieku od 18 do 20 lat, pochodzących z imigranckiej dzielnicy.

Włodzimierz Krygier z rodziną – opowiadali, jak się żyje w Zgorzelcu.

Krzysztof Romaniuk z cotygodniowym raportem o wyścigach konnych na Służewcu.

Część czwarta:

Radiowy Słup Ogłoszeniowy;

Waldemar Gruna – mówił o inwestycjach w Görlitz, niemieckiej części Zgorzelca, gdzie wstrzymano rewitalizację zabytkowego hangaru ze względu na antyimigranckie poglądy inwestora. Gość Poranka Wnet mówił również o problemie handlu i produkcji narkotyków na pograniczu polsko-niemieckim. W produkcję i handel narkotykami zamieszani są i przedsiębiorcy i politycy oraz służby policyjne;

Narkotykowa mafia pozostała, „coś się zmieniło, mordów już nie ma”

Kamila Krygier – mówiła o życiu w Hongkongu w 20 lat po przyłączeniu do Chin.

Joanna Krygier – jak okiem pisarza wyglądają kontakty między Polakami a Niemcami i co jest w środku niemieckiej duszy.

Jan Bogatko – opowiadał o grupie starszych mieszkańców Görlitz, którzy nigdy nie przechodzą przez most na Nysie do Zgorzelca.

Część piąta:

Jan Bogatko – opowiadał o architektonicznych walorach Zgorzelca, który zachował oryginalny układ urbanistyczny.

Wojciech Cejrowski – chwalił przemówienie Donalda Trumpa na placu Krasińskich w czasie wizyty prezydenta USA w Polsce.

Chciałem, żeby to o Polsce wiedział Donald Trump, co Donald Trump o Polsce nam powiedział


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa – za jej przyjęciem było 227 posłów, przeciw – pięciu

Sejm uchwalił w środę nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, która przewiduje m.in. wygaszenie kadencji 15 członków Rady będących sędziami. Ich następców miałby wybrać Sejm.

Za przyjęciem noweli – przygotowanej przez resort sprawiedliwości – opowiedziało się 227 posłów; (224 z PiS, dwóch z koła WiS oraz jeden niezrzeszony). Przeciw projektowi było pięciu posłów (dwóch z PO i trzech z Koła Poselskiego Republikanie). Nikt nie wstrzymał się od głosu. W głosowaniu wzięło w sumie udział 232 posłów, czyli niewiele powyżej dopuszczalnego kworum.

Nowela trafi do Senatu

Po burzliwych głosowaniach Sejm przyjął kilka poprawek PiS o charakterze redakcyjno-uściślającym. Nie przeszły natomiast wniosek opozycji o odrzucenie projektu i wszystkie zgłaszane przez nią poprawki oraz wnioski mniejszości. Opozycja chciała m.in., by sędziów-członków KRS wybierały spośród swoich sędziów: SN, NSA, wojewódzkie sądy administracyjne, sądy wojskowe, sądy rejonowe, okręgowe i apelacyjne oraz sądy wojskowe.

W trakcie głosowań projekt krytykowali z trybuny posłowie PO, N, PSL i Kukiz’15. Podkreślano, że zapisy prowadzą do „upartyjnienia KRS” oraz „PRL-bis” i że są sprzeczne z konstytucją.

Ziobro: „polski system powoływania sędziów jest skrajnie niedemokratyczny”
„Może zaproponujemy wniesienie ustawy, która wygasi kadencję tego Sejmu? Na tej samej zasadzie możemy wygasić kadencję posłów, może tylko niektórych ugrupowań, ja wskażę których” – mówił Grzegorz Długi (Kukiz’15).

Replikując, Stanisław Piotrowicz (PiS) mówił, że KRS jest zdominowana przez sędziów, a sądy „są upolitycznione jak nigdy dotąd”. „Tak być nie może” – dodał. Podkreślał, że dopuszczalne jest przerwanie kadencji członków KRS, jeżeli przemawia za tym ważny interes publiczny. „Z nim mamy do czynienia, bo dzisiejsze kadencje sędziów nie pozostają w zgodności z konstytucją” – przekonywał.

„Polski system powoływania sędziów jest skrajnie niedemokratyczny. Rodzi się pytanie, czy jest zgodny nie tylko z duchem, ale też zasadami polskiej konstytucji” – mówił zaś z trybuny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Dodał, że

mechanizmy powoływania sędziów opierają się na zasadach kooptacji, które mają swoje źródło przed 1989 r., a na skutek „pewnego kompromisu z komunistami po 1989 r. mają swoją kontynuację poprzez KRS”.

Jak zaznaczył minister, jedynym symbolem demokratycznym w systemie powoływania sędziów jest prezydent, ale obecna KRS sprowadza jego rolę w tym systemie „do funkcji notariusza”. „Na szczęście prezydent Andrzej Duda pokazuje swoją podmiotowość” – podkreślił Ziobro. „KRS to korporacyjna spółdzielnia, która sama o wszystkim decyduje” – dodał, wspominając w tym kontekście o oczyszczeniu „stajni Augiasza”.

KRS składa się z 25 członków 
Trzecie czytanie projektu dwa razy było zdejmowane z porządku obrad. Uzasadniano to m.in. oczekiwaniem na rozstrzygnięcie przez Trybunał Konstytucyjny wniosku Prokuratora Generalnego ws. zapisów obecnej ustawy o KRS. 20 czerwca TK orzekł, że są one niekonstytucyjne, gdyż naruszają zasadę równości, a ustawodawca powinien stworzyć jednolitą procedurę wyboru sędziów-członków Rady. Za niezgodne z konstytucją uznano też indywidualne kadencje tych członków Rady.

KRS, konstytucyjny organ stojący na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, składa się z 25 członków – 15 sędziów do Rady wybierają przedstawiciele zgromadzeń sędziowskich; należą też do niej z urzędu I prezes SN, prezes NSA, minister sprawiedliwości, a także czterech posłów i dwóch senatorów oraz przedstawiciel prezydenta. Głównym zadaniem Rady jest opiniowanie kandydatów na sędziów (oraz do awansu do sądu wyższego szczebla) i przedstawianie ich do powołania prezydentowi.

Nowela przewiduje m.in. powstanie w KRS dwóch izb oraz wygaszenie, po 30 dniach od wejścia noweli w życie, kadencji jej członków: zarówno 15 sędziów, jak i sześciu parlamentarzystów.

Nowi członkowie-sędziowie Rady byliby wybrani na wspólną czteroletnią kadencję (tylko raz można by było być wybranym do KRS ponownie).

Kandydatów na członków-sędziów KRS marszałkowi Sejmu zgłaszałoby prezydium Sejmu lub co najmniej 50 posłów. Mogą oni wybierać kandydatów wyłącznie spośród sędziów zarekomendowanych przez środowiska prawnicze. Prawo do tego miałyby stowarzyszenia sędziów lub prokuratorów, grupy co najmniej 25 sędziów lub prokuratorów, Naczelna Rada Adwokacka, Krajowa Rada Radców Prawnych i Krajowa Rada Notarialna.

W skład Pierwszego Zgromadzenia KRS mieliby wejść: I prezes SN, prezes NSA, minister sprawiedliwości, osoba powołana przez prezydenta, czterech posłów i dwóch senatorów. Drugie Zgromadzenie ma utworzyć 15 sędziów wszystkich szczebli, wybieranych przez Sejm.

Wybór sędziów do KRS-u

Według noweli jeżeli obie izby będą miały różne opinie o kandydacie na sędziego, wówczas ta, która wydała o nim opinię pozytywną, może wnioskować o decyzję Rady w pełnym składzie. Wówczas za kandydatem musiałoby się opowiedzieć 2/3 składu całej Rady.

Zdaniem opozycji kadencji członków Rady nie można wygasić ustawą zwykłą, bo wymagałoby to zmiany konstytucji, według której „kadencja wybranych członków KRS trwa cztery lata”. Według MS wybór sędziów-członków Rady przez Sejm ma zobiektywizować tryb wyboru kandydatów, bo dotychczas decydowały o tym „w praktyce sędziowskie elity”. Resort zwracał też uwagę, że

podobne rozwiązania „z powodzeniem funkcjonują w Europie”.

„Uważam, że nie powinno wprowadzać się takich rozwiązań jak wygaszenie kadencji członków KRS przed upływem konstytucyjnego terminu zakończenia tej kadencji” – mówił w maju prezydent Andrzej Duda.

Zgodnie z nowelą wygaszona byłaby także kadencja rzecznika dyscyplinarnego sądów. Według noweli, jeśli pracownicy Biura KRS nie przyjęliby nowych warunków pracy i płacy, ich stosunki pracy wygasłyby. Nowela ma wejść w życie po 14 dniach od jej ogłoszenia.

Rząd przyjął projekt 7 marca. Sejm przeprowadził pierwsze czytanie w kwietniu. PO, Nowoczesna i PSL wnosiły wtedy o odrzucenie projektu, twierdząc, że jest on niekonstytucyjny.

Projekt budził krytykę m.in. środowisk sędziowskich, RPO i niektórych organizacji pozarządowych, a także OBWE.

PAP/MoRo

4. Bieg Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych / Sobótka, 19 sierpnia 2017 roku. Tu można sprawdzić swój charakter

Zapisy na bieg jeszcze trwają. Cała impreza to nie tylko bieg, ale również wystawy, koncerty oraz pokazy grup rekonstrukcyjnych, jak również, co jest nowością, odbędzie się konkurs strzelecki.

19 sierpnia w Sobótce w województwie dolnośląskim zostanie zorganizowany, już po raz czwarty, Bieg Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Pomysłodawcą i głównym organizatorem przedsięwzięcia jest Wiesław Drozdowski, dyrektor Ślężańskiego Ośrodka Kultury Sportu i Rekreacji w Sobótce. Bieg odbędzie się pod patronatem prezydenta RP Andrzeja Dudy.

Warto dodać, że cała impreza to nie tylko bieg, ale również wystawy, koncerty oraz pokazy grup rekonstrukcyjnych, jak również, co jest nowością, odbędzie się konkurs strzelecki.

Jeżeli chodzi o bieg, to warto dodać, że trasa została podzielona na trakty bohaterów drugiej konspiracji: Adama Lazarowicza ps. „Klamra”, Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”, Danuty Siedzikówny ps. „Inka”, Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”, Władysława Łukasiuka ps. „Młot”, Anatola Radziwonika ps. „Olech”, Stanislawa Sojczyńskiego ps. „Warszyc”, Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój”, Józefa Franczaka ps. „Lalek”.

– Tu można sprawdzić swój charakter – mówi Jacek Sobas, zawodnik z Kędzierzyna-Koźla, który po raz kolejny wybiera się na Bieg Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zapowiada także, że jak już raz znalazł się „na pudle”, nie zamierza go opuścić. Trasa biegu nie jest łatwa, ale bardzo przyjemna.

– Jest to jedna z najtrudniejszych „dziesiątek”, w jakich brałem udział. Pierwsze 4 km są cały czas pod górkę. Potem bardzo szybkie, ale też technicznie trudne, zbiegi. Na dziewiątym kilometrze znowu mocny podbieg i wreszcie meta. U kresu trasy byłem naprawdę wykończony. Dawno tak nie szukałem wzrokiem mety, jak na tym biegu. Zwykłe asfaltowe „dyszki” są dużo łatwiejsze i nudne. A tutaj ciągle coś się działo – powiedział nam Jacek Sobas, który rok temu zajął drugie miejsce.

– Moim marzeniem było, aby impreza ta miała nie tylko wymiar sportowy, ale także edukacyjny. Bardzo zależy nam na jak największej liczbie uczestników w tzw. biegach młodzieżowych. Serdecznie zapraszam do Sobótki całe biegające rodziny. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie – mówi Wiesław Drozdowski.

Chętni do udziału w rywalizacji mają jeszcze szansę, by zapisać się na bieg. Zapisy są prowadzone przez stronę internetową biegu www.biegniezlomnych.pl oraz przez portal datasport.

Partnerem strategicznym jest TAURON Polska Energia.
Patronat medialny nad biegiem sprawują: „Gazeta Polska”, www.niezależna.pl, Radio WNET, www.ngopole.pl, Radio Rodzina, Radio Szafir i miesięcznik „Polska Zbrojna”.

Wiktor Sobierajski

Prezes KGHM: Potrzebna jest ocena zasadności inwestycji w Kongo. Był to „bolesny proces” nauki zarządzania

Zyski na chilijskim projekcie (Sierra Gorda) mam nadzieję osiągnąć w perspektywie 2-3 lat – powiedział prezes KGHM Radosław Domagalski-Łabędzki, przyznając, że zainwestowano tam kilkanaście mld zł.

– Przetrwaliśmy ten najgorszy czas, kiedy był dołek surowcowy, i teraz sytuacja firmy jest stabilna – powiedział Radosław Domagalski-Łabędzki, prezes Zarządu KGHM Polska Miedź SA, która obecna jest na warszawskiej giełdzie od 20 lat.
Parkietowe sukcesy i porażki

Na GPW różnie się wiodło papierom KGHM-u. Dziś cena za akcję kształtuje się na poziomie stu kilkunastu złotych i jest spółką, bez której trudno sobie wyobrazić warszawski parkiet. To jedna z najpopularniejszych spółek wśród inwestorów indywidualnych, a przypomnijmy, że były czasy, gdy za akcje tej spółki płacono zaledwie 9,75 zł, ale i takie, gdy kurs poszybował na niebotyczny poziom 200 złotych za akcję.[related id=28780]

Główną przyczyną sukcesów była „surowcożerna” gospodarka Chin, która nakręcała koniunkturę, również dla KGHM. Miedziowy sukces zakończył się, gdy cios spółce zadał premier Donald Tusk, który wprowadził podatek od wydobycia miedzi i srebra. W połączeniu z niższymi cenami metalu sprawiło to, że KGHM zaczął mieć problemy.

Zakup kanadyjskiej firmy – konieczna ocena zasadności

Drugim wydarzeniem, które odmieniło KGHM, był zakup za niemal 10 mld złotych kanadyjskiej firmy Quadra FNX, który formalnie został sfinalizowany 5 marca 2012 roku. Aktualny prezes KGHM przyznał w rozmowie w Poranku Wnet, że przygląda się „potwornie skomplikowanej strukturze inwestycji w Kanadzie chociażby po to, aby wiedzieć, w jaki sposób nią zarządzać”. Wyjaśnił, że działania jego zarządu skupiają się na uproszczeniu struktury i likwidacji struktur w rajach podatkowych.

– Te 10 mld to oczywiście tylko kwota początkowa, bo projekt wymagał jeszcze dokapitalizowania – powiedział Domagalski-Łabędzki. Przyznał, że konieczna jest „ocena zasadności tej inwestycji”, a zwłaszcza czas, w którym została dokonana.

– Pytanie, czy KGHM był przygotowany od strony zarządczej do tego typu inwestycji – zastanawiał się szef lubińskiej firmy.

Sierra Gorda i kolejne straty

Oprócz kilku kopalni w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych KGHM nabył wielki projekt wydobywczy Sierra Gorda.[related id=25658] Chilijska inwestycja jak dotąd przyniosła spore straty. Wydano na nią „kilkanaście mld złotych i jest to największa zagraniczna polska inwestycja kapitałowa”. KGHM kupił drogo i nie docenił skali nadchodzącej wówczas bessy na rynku miedzi. Górniczy kombinat musiał zainwestować w nowe złoża, a za sprawą „kagiemnego” inwestycje w polskie pokłady miedzi stały się nieopłacalne. Dziś nowy zarząd chwali się pierwszym „dodatnim wynikiem operacyjnym z tej inwestycji”.

– Dzisiaj KGHM jest jedyną polską spółką globalną. Prowadzimy biznes na czterech kontynentach, mamy osiem kopalni i ambitne plany rozwojowe. Inwestujemy w nowoczesne formy zarządzania, dokładnie wiemy, co chcemy zrobić – zapewniał prezes.

– Ostatnio odnieśliśmy spore sukcesy, jeśli o chodzi o poprawę parametrów wydobywczych na Sierra Gorda – powiedział.

– Aktywa polskie i ich zrównoważony rozwój to jest priorytet, a na aktywach zagranicznych staramy się poprawić jakość zarządzania i wyjść przynajmniej na minimum, które stanowi „zero plus” – zadeklarował gość Poranka Wnet, który uważa, że celem zagranicznych inwestycji są zyski.

– Zyski na chilijskim projekcie (Sierra Gorda) mam nadzieję osiągnąć w perspektywie dwóch-trzech lat – zadeklarował, zastrzegając, że „parametry samego złoża nie są zachwycające”. Jego zdaniem o wiele lepiej wyglądają sprawy w polskich kopalniach KGHM.

Bolesny proces nauki, czyli miedź w Kongo

Pytany o inwestycje w kopalnie miedzi w Kongo, stwierdził, że inwestycje te „przerosły możliwości zarządcze w tak trudnym otoczeniu” ówczesnych władz KGHM.

Przypomnijmy, że KGHM wydzierżawił prawo eksploatacji złoża Kimpe od kongijskiej firmy Sodimico. Ta zaś na żądanie swego rządu wypowiedziała dzierżawę. Inwestycja w Kongu nie była więc oparta na solidnych podstawach prawnych. Ułatwiłoby to ewentualne wszczęcie procedury przed arbitrażem międzynarodowym i zwiększyło szansę na odzyskanie części nakładów inwestycyjnych. Sprawa zakończyła się tak naprawdę w końcu marca 2009 roku, kiedy zarząd KGHM Congo dosłownie uciekł z Afryki, pozostawiając spółkę z całym majątkiem (w tym kontami bankowymi zablokowanymi przez kongijski fiskus), a KGHM odnotował pokaźne straty.

– To jest temat definitywnie zamknięty i nie przewiduję, aby w najbliższej przyszłości KGHM mógł wrócić do Kongo. Rzeczywiście zostały popełnione wówczas ogromne błędy – powiedział Domagalski-Łabędzki, który stwierdził, że to był „bolesny etap uczenia się”.

Inwestycje KGHM

Również kwestia sprzedaży Polkomtela (sieć komórkowa Plus) wydaje się wpisywać w ów „bolesny” nurt nauki zarządzania w KGHM-ie. Chociaż prezes nie chciał tego jednoznacznie oceniać, stwierdził, że sprzedano wówczas „zdrowe aktywa” firmy, które mogłyby zabezpieczać jej byt w czasach dekoniunktury.

Możliwości inwestycyjne KGHM-u widzi w branży energetycznej, gdzie ma już aktywa, ale – jak zaznaczył prezes – każda inwestycja musi generować określone przychody. [related id=28737]

– Nie chcemy akumulować kapitału i szukamy możliwości inwestycyjnych, które przyczynią się do wzrostu gospodarczego Polski – powiedział Domagalski-Łabędzki. Zapewnił, że polityka KGHM jest zbieżna z planem Morawieckiego, ale inwestycje muszą być rozsądne, bezpieczne i spójne, zapewniające przede wszystkim rozwój spółce.

– Gwałtowne plany inwestycyjne, takie jak w wypadku Quadry, na pewno nie będą miały miejsca – powiedział. Jego zdaniem przyszłość i pozycja spółki jest przewidywalna, zwłaszcza że rynek metali jest stabilny, a złotówka tania, co dobrze wróży na przyszłość.

Rozmowy z prezesem KGHM można posłuchać w pierwszej części Poranka WNET.

MoRo

 

 

 

Dzień 15. z 80/ Poranek Wnet/Jędrysek: Polska ma spór arbitrażowy z zagranicznymi firmami poszukującymi złóż miedzi

– Na zachód od Nowej Soli mamy dwie firmy zagraniczne, które zajmują się poszukiwaniami miedzi i srebra. Otrzymały one koncesje od poprzedniej ekipy rządzącej, która pewnych rzeczy nie dopilnowała.

– Gorzów Wielkopolski na północy to jest jedno z lepszych miejsc w Polsce, jeśli chodzi o geotermię i dobrej jakości strumień cieplny – powiedział Mariusz Orion Jędrysek w rozmowie w Radiu WNET, Główny Geolog Kraju. Zwrócił uwagę na fakt przebiegania przez Polskę „na ukos” granicy geologicznej między platformą zachodnioeuropejską a wschodnioeuropejską, co jest głównym powodem dostępności i bogactwa na tym terenie różnych złóż mineralnych i kopalin.[related id=28776]

– Mamy również w całej ćwiartce południowo-zachodniej Polski potężne złoża węgla brunatnego i idąc w kierunku Dolnego Śląska, chyba największe w Europie złoże „Legnica”. Dalej jeszcze są złoża nieuruchomionej jeszcze kopalni Gubin-Brody, której złoża podzielone są Nysą na pół. Po drugiej stronie Niemcy eksploatują je już i wybudowali tam potężną elektrownię Jänschwalde – powiedział  gość Poranka Wnet. Powiedział, że na temat kopalni Gubin-Brody obradował międzyresortowy komitet polityki surowcowej państwa i „ma nadzieję, że zostanie ona uruchomiona”.

Pod ziemią na terenie gmin Brody i Gubin zalega około 2 miliardów ton węgla brunatnego. Około 60 procent znajduje się na terenie gminy Brody. Wielu analityków rynku energetycznego sądzi, że realizacja kopalni Gubin-Brody i budowa olbrzymiej elektrowni o mocy 3 tys. MW przez PGE jest tam bardziej realna niż realizacja programu elektrowni jądrowej w Polsce.

– Zachód Polski to również bardzo znaczące zasoby geologiczne miedzi, srebra, pierwiastków ziem rzadkich. Czyli to, co na Dolnym Śląsku wydobywa KGHM, jest zaledwie niewielkim ułamkiem tego, co posiadamy – stwierdził prof. Jędrysek. [related id=28776]

– Na zachód od Nowej Soli mamy dwie firmy zagraniczne, które zajmują się poszukiwaniami w tamtym rejonie miedzi i srebra i otrzymały koncesje od poprzedniej ekipy, która pewnych rzeczy nie dopilnowała – powiedział gość Poranka Wnet. Ujawnił, że spory z tymi firmami trafiły do arbitrażu międzynarodowego.

Przypomnijmy, że kanadyjska firma Miedzi Copper Corp. uzyskała pozwolenie i przeprowadziła szereg odwiertów poszukiwawczych w ramach realizacji wartego 360 mln zł programu w zakresie poszukiwań i wydobycia złóż miedzi i srebra w Polsce. Celem prowadzonych w okolicach Chełmka i Lubięcina w Lubuskiem prac jest weryfikacja wielkości złóż oraz opłacalności ich eksploatacji.

– Liczę, że wreszcie się uda wyjść z tej bardzo trudnej sytuacji  – powiedział prof. Jędrysek.

– Nie chciałbym więcej mówić na ten temat, bo rząd Platformy Obywatelskiej wnioskował o utajnienie tego arbitrażu i to, że on istnieje, można ujawnić, ale o tym, czego dotyczy, już nie mogę nic więcej powiedzieć – zastrzegł. Przyznał, że roszczenia tychże firm „są znaczące”.

– Staramy się go tak rozwiązać, aby Polska z tego wiele miała, i każdy zainteresowany – powiedział gość Poranka Wnet.

– Złoże istnieje wtedy, gdy się opłaca coś wydobyć – zastrzegł geolog. Jego zdaniem, jeśli warunki geologiczne wydobycia są trudne albo cena wydobywanego surowca jest zbyt niska w stosunku do nakładów i ryzyka inwestycyjnego, to „wtedy złoża nie ma”.

– Kwestię tę rozstrzyga dokumentacja przedstawiona głównemu geologowi kraju i po wnikliwej analizie zespołów przez niego powołanych wydawana jest decyzja o zatwierdzeniu lub odrzuceniu dokumentacji – powiedział prof. Jędrysek, zauważając przy tym, że potwierdzenie istnienia złoża nie świadczy o tym, że ktokolwiek będzie je wydobywał. [related id=28737]

– Ktoś, kto poniósł wielkie nakłady, nie może zostać z niczym, a my nie możemy wydawać decyzji według swego widzimisię – zauważył główny geolog kraju, który dodał, że tego typu odwierty kosztują zazwyczaj dziesiątki tysięcy dolarów.

– Staramy się, aby interes państwa, inwestora i społeczny był zachowany – zadeklarował profesor.

– Na zachodzie Polski w okolicach Zielonej Góry mamy również dość znaczące złoża gazu – powiedział, zapytany o lubuskie surowce.

– W Polsce mamy słabo rozpoznane głębsze struktury geologiczne i dlatego chciałbym uruchomić program głębokich wierceń i utworzyć nową geologiczną mapę Polski, ponieważ tak podstawowa mapa, jak 1:50000 jest skonstruowana na danych z lat 50. ubiegłego wieku – stwierdził prof. Jędrysek, dodając, że nawet to, co było robione później, nie zostało do mapy wprowadzone. Podniósł również kwestię skoku technicznego, jaki się dokonał przez ostatnich 70 lat i dlatego uważa, że należy stworzyć tę mapę na nowo. Jego zdaniem dopiero wtedy będzie można realnie ocenić, jakimi bogactwami naturalnymi tak naprawdę Polska dysponuje.

MoRo

Chcesz posłuchać całego poranka Wnet, kliknij tutaj.

Dzień 15. z 80/ Poranek Wnet z Łęknicy/ Park Mużakowski – perła polskiej turystyki z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO

Park zaprojektowany jako „obraz malowany za pomocą roślin”, wykorzystywał miejscową roślinność do podkreślenia walorów krajobrazu. W skład obiektu wchodzi również odbudowany zamek, mosty i arboretum.

 

Łęknica to niewielkie miasteczko w województwie lubuskim, leżące niemal na samej granicy Polski z Niemcami, nad Nysą Łużycką, na zachód od Żar. Mim że niewielkie, może się ono poszczycić zabytkami formatu światowego. Znajduje się tu dziewiętnastowieczny zespół pałacowo-parkowy, wpisany w 2004 roku na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dziś mało kto w Polsce wie o jego istnieniu. Po parku oprowadzali Krzysztofa Skowrońskiego Robert Brachun – właściciel firmy Leknica.net i Marek Maciantowicz – leśnik i dendrolog.

– Gdy pojechaliśmy na polskie targi we Wrocławiu w Hali Stulecia, Park Mużakowski, okazał się nowością i robił furorę, bo nikt kompletnie tego miejsca nie kojarzył – powiedział Robert Brachun, który przypomniał, że to jest takiej rangi obiekt, jak Wawel, krakowska starówka, kopalnia soli w Wieliczce, Zamość czy Malbork. – Według badań lubuskiego urzędu marszałkowskiego Park Mużakowski kojarzy jedynie 3 procent badanych, a więc „w granicach błędu statystycznego”.

– Można powiedzieć, że mamy w Łęknicy dwa obiekty którym patronuje UNESCO, to jest wspomniany już Park Mużakowski, ale też Geopark, który jest nową rzeczą i podlega ochronie dziedzictwa geologicznego.

Sama Łęknica, jak i jej okolice to bardzo malownicze tereny ze względu na ukształtowanie terenu po epoce lodowcowej. Wokół Łęknicy do tej pory przetrwała dobrze zachowana morena czołowa. Na tym terenie powstał Geopark.

– Przejście lodowca pół miliona lat temu miało duże znaczenie na ukształtowanie terenu i istnienie złóż mineralnych. Nacisk wytworzony przez lodowiec spowodował przemieszanie się różnych warstw geologicznych, co zaowocowało między innymi wypchnięciem ku górze bogatych złóż węgla brunatnego – powiedział Robert Brachun. Wyjaśnił, że przez tereny dawnej kopalni Babina biegnie aktualnie malownicza trasa geościeżki. Jest to obszar dawnych podziemnych i odkrywkowych eksploatacji węgla brunatnego oraz iłów ceramicznych, prowadzonych na skalę przemysłową w latach 1920-1973. W okolicy występuje około stu jezior, pięknych i kolorowych, m.in. szmaragdowych, granatowych, czerwonych. Istnieje tam podwodna trasa nurkowa. [related id=”28737″]

– Część z nich to jeziora utworzone po przejściu lodowca, a część to zalane tereny pokopalniane – powiedział Brachun. Na trasie geościeżki są również wybijające źródełka z wodami mineralnymi.

– Park Mużakowski, który jest częścią Geoparku, to największy park w stylu angielskim w Polsce – powiedział w Poranku WNET Marek Maciantowicz – leśnik i dendrolog, dla którego najcenniejszy jest unikatowy drzewostan parku z przedstawicielami takich gatunków, jak tulipanowce amerykańskie, magnolia drzewiasta czy kasztanowiec drobnokwiatowy, występujący jako krzew, którego kwiaty w USA zapylają kolibry, a w Polsce rodzaj motyla-ćmy – zawisak. Olbrzymia i ciekawa kolekcja różaneczników sprawia, że na przełomie maja i czerwca ogród, jak podkreśla Maciantowicz, jest szczególnie piękny, a od zapachów „można dostać zawrotu głowy”.

– Dąb mużakowski, który został tutaj wyhodowany, to ciekawostka dendrologiczna. Jego listki przypominają trochę liście laurowe – powiedział botanik. Cypryśnik błotny to kolejna ciekawostka dendrologiczna Parku Mużakowskiego, bowiem do 1941 roku było to drzewo znane jedynie z odcisków w węglu brunatnym i odnalazła je w górach Syczuanu wyprawa naukowa.

Park krajobrazowy o powierzchni 750 hektarów, rozciągający się po obu stronach Nysy Łużyckiej, wzdłuż której przebiega granica polsko-niemiecka, stworzony przez księcia Hermanna von Pückler-Muskau w latach 1815-1844, został harmonijnie wpisany w wiejski krajobraz. To zapoczątkowało nowe podejście do projektowania krajobrazu i wpłynęło na rozwój architektury krajobrazu w Europie i Ameryce.

Zaprojektowany jako „obraz malowany za pomocą roślin”, wykorzystywał miejscową roślinność do podkreślenia walorów istniejącego krajobrazu.  W skład obiektu wchodzi również odbudowany zamek, mosty i arboretum. Dzisiaj przez Park Mużakowski przebiega korytem Nysy Łużyckiej polsko-niemiecka granica. Jego obszar, obejmujący łącznie przeszło 700 ha, podzielony jest asymetrycznie rzeką pomiędzy niemieckie Bad Muskau (Saksonia) i polską Łęknicę (woj. lubuskie).

Po niemieckiej stronie znajduje się centralna część założenia, z głównymi budynkami, ogrodami i „pleasuregroundem” (ok. 1/3 historycznej kompozycji), po polskiej zaś – rozległy naturalistyczny park (ok. 500 ha). Obie części łączą dwa mosty parkowe: Most Podwójny oraz Most Angielski.

– Park jest rewitalizowany pod patronatem Rady UNESCO od 1989 roku – powiedział Maciantowicz. W miejscowym arboretum ogrodnik pałacowy miał pod swoją pieczą 2800 taksonów roślin, to jest więcej, niż stanowi cała flora Polski, z czego 1000 to gatunki drzewiaste.

Na rozwój turystyki gmina stara się pozyskiwać środki. Ma otrzymać wsparcie z programu Polska-Brandenburgia.

MoRo

Całej rozmowy o Parku Mużakowskim można posłuchać w pierwszej i drugiej części dzisiejszego Poranka Wnet; kliknij tutaj.

12.07 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 15. / Poranek WNET z Łęknicy koło Parku Mużakowskiego

Od północy do Łęknicy przylega XIX-wieczny park, wpisany w 2004 r. na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. 522 ha parku znajduje się po polskiej stronie granicy, a 206 ha po stronie niemieckiej.

Goście Poranka WNET:

prof. dr hab. Mariusz Orion Jędrysek – Sekretarz Stanu, Główny Geolog Kraju, Pełnomocnik Rządu Do Spraw Polityki Surowcowej Państwa;

Radosław Domagalski-Łabędzki – Prezes Zarządu KGHM Polska Miedź SA;

Robert Brachun – właściciel firmy Leknica.net;

Marek Maciantowicz – leśnik, dendrolog;

Piotr Kuliniak – burmistrz gminy Łęknica;

Józef  Tarnowy – dyrektor powiatowego urzędu pracy w Żarach;

Dariusz Śmigielski – właściciel Hotelu Mużakowskiego.


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Wydawca: Lech Rustecki

Realizator: Karol Smyk


Cześć pierwsza:

Robert Brachun oprowadza Krzysztofa Skowrońskiego po „Geoparku” w Łęknicy.

Radosław Domagalski-Łabędzki o 20-leciu debiutu akcji KGHM na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, o aktualnej sytuacji firmy i jej inwestycjach.

 

Część druga:

Prof.  Mariusz Orion Jędrysek o geologicznych bogactwach zachodniej części Polski i ich wykorzystaniu. W świetle najnowszych badań potencjał geologiczny Polski może okazać się większy niż dotąd uważano. Dlatego trwają prace nad nowym projektem polityki surowcowej państwa.

Polska ma międzynarodowy arbitraż w sprawie sporu o złoża miedzi w kraju.

Robert Brachun i Marek Maciantowicz o  Parku Mużakowskim, którego obszar znajduje się po obu stronach granicy polsko-niemieckiej. Ze względu na warunki klimatyczne zasoby roślinne Parku Mużakowskiego są unikalne w skali kraju.

 

 

Część trzecia:

Wiadomości Radia Warszawa i ogłoszenia

 

Część czwarta:

Burmistrz Piotr Kuliniak opowiada o ekonomicznym i społecznym charakterze gminy Łęknica. W rozmowie mowa między innymi  o rynku pracy, o zaniku przemysłu , o polsko-niemieckim handlu przygranicznym , o planach inwestycji w rozwój turystyki, a także o wpływie przemian własnościowych po 1989 roku na krajobraz okolicy.

W Łęknicy są dwa obiekty, którym patronuje UNESCO. To Park Mużakowski i Geopark.

Dalszy ciąg opowieści o Parku Mużakowskim i o Geoparku.

 

Część piąta:

Józef Tarnowy o pamięci o zbrodni wołyńskiej w Żarach, o kresowym pochodzeniu i współczesnej tożsamości mieszkańców Żar. Nasz rozmówca mówi o pasywności państwa polskiego wobec konsekwencji ludobójstwa na Wołyniu.

Piotr Kuliniak o atrakcjach turystycznych Łęknicy i okolic, między innymi o spływach kajakowych.

 

Cześć szósta:

Goście Poranka – Piotr Kuliniak, Robert Brachun i Marek Maciantowicz   podsumowują informacje o turystycznych atrakcjach Łuku Mużakowskiego i polsko-niemieckiego pogranicza – zarówno przyrodniczych, jak i historycznych, m.in. o podwodnej trasie turystycznej, o autentycznej  szubienicy (nieczynnej) i o bazaltowym moście w Kromlau.

Dariusz Śmigielski, właściciel Hotelu Mużakowskiego, mówi o ograniczeniach dla przedsiębiorczości w Polsce.


Posłuchaj całego Poranka WNET: