Krzysztof Skowroński, przewodniczący SDP, dla PAP: Zachodnie media przyjęły punkt widzenia polskiej opozycji

Dominująca większość zachodnich mediów przyjęła aksjomat, że w 2015 r. w Polsce do władzy doszła partia antydemokratyczna; jest to punkt widzenia opozycji. (…) Pluralizm mediów nie jest zagrożony

– powiedział PAP Krzysztof Skowroński, szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i współwłaściciel Radia Wnet.

PAP: Po protestach przeciwko reformie sądownictwa w zachodnich mediach nastąpił wysyp komentarzy dotyczących ostatnich posunięć Prawa i Sprawiedliwości. Są one jednostronne i krytyczne. Z czego wynika takie stanowisko wobec reform PiS?

Krzysztof Skowroński: Dominująca większość zachodnich mediów przyjęła aksjomat, że jesienią 2015 roku w Polsce władzę przejęła partia antydemokratyczna. Jest to aksjomat fałszywy, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość jest partią proeuropejską i na wskroś demokratyczną. Tym niemniej przyjęcie tego aksjomatu zdeterminowało sposób postrzegania Polski przez zachodnie media. Oznacza to, że media te przyjęły punkt widzenia partii opozycyjnych, takich jak Platforma Obywatelska czy Nowoczesna.

Jest to zaskakujące, bo wydawałoby się, że dla moich zachodnich kolegów taka elementarna zasada dziennikarska, jak wysłuchanie wszystkich stron sporu, powinna być oczywistością. Tak jednak nie jest.

PAP: Jakie są skutki takiego wizerunku Polski w zachodnich mediach?

Krzysztof Skowroński: Przede wszystkim taki stan rzeczy może się odbić na zwykłych ludziach. Jeżeli konsekwentnie, przez lata, Polska będzie – wbrew faktom – pokazywana jako kraj zmierzający w stronę autorytaryzmu, w którym buzują złe, antydemokratyczne emocje, to taka łatka przylgnie w końcu do Polaków jako takich. A z tego nic dobrego nie wyniknie.

PAP: Czy Polska ma możliwość skutecznego przeciwstawienia się tej narracji?

Krzysztof Skowroński: W praktyce jest ona bardzo ograniczona. Jako Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich też zresztą staramy się w miarę możliwości interweniować tam, gdzie media zachodnie i inne ośrodki opiniotwórcze najzwyczajniej w świecie kłamią, kreując całkowicie wypaczony obraz Polski.

PAP: Może Pan podać przykład takiej interwencji?

Krzysztof Skowroński: Niedawno amerykański Freedom House opublikował raport, z którego wynika, że w Polsce pluralizm jest zagrożony, że mamy do czynienia z zamachem na wolność mediów. Działające przy SDP Centrum Monitoringu Wolności Prasy protestowało przeciwko tej publikacji. W Polsce pluralizm mediów nie jest zagrożony, wystarczy iść do kiosku czy włączyć telewizor, by przekonać się, że opinii publicznej prezentowane jest pełne spektrum opinii i poglądów, a informacje mogą swobodnie krążyć w przestrzeni publicznej.

PAP/MoRo

Czy istnieje zbiorowy geniusz polityczny Polaków? Czy może jeszcze się ujawnić, tak jak w czasie I wojny światowej?

Dzień 24. z 80 / Poranek WNET / prof. Jan Żaryn – O gorącym sporze dotyczącym ustaw reformujących ustrój wymiaru sprawiedliwości oraz o obchodach Roku gen. Józefa Hallera i jego „Błękitnej Armii”.

W Poranku WNET nadawanym z Opola Antoni Opaliński rozmawiał z profesorem Janem Żarynem, senatorem PiS, inicjatorem uchwały Senatu w sprawie ustanowienia roku 2017 Rokiem Generała Józefa Hallera.[related id=”31393″]

Rozmowa w Poranku nie mogła jednak nie dotyczyć bieżącej polityki, gdyż Senat dziś pracuje nad uchwaloną przez Sejm nową ustawą o Sądzie Najwyższym. Przewiduje ona m.in. przeniesienie w stan spoczynku wszystkich sędziów SN, z wyjątkiem tych, których pozostanie w stanie czynnym zostanie zatwierdzone przez prezydenta (według pierwszej wersji projektu ustawy miała to być kompetencja ministra sprawiedliwości).

Senator Jan Żaryn uważa, że należy „oddzielić sprawy ważne i najważniejsze od drugorzędnych”. Można więc oczywiście kontestować proponowane zmiany w ramach porządku demokratycznego. Jednak to, co było widać w czasie prac sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, pokazało wyraźnie, że opozycja totalna nie ma żadnych kontrpropozycji względem projektów wprowadzanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Nie ma też wcale woli sformułowania innego projektu zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Jedynie ogólnie mówi się o potrzebie zmian. Cała energia idzie w kierunku zniszczenia tego, co proponuje koalicja rządząca.

Profesor Jan Żaryn ma nadzieję, że prezydent Andrzej Duda, jako osoba stojąca z boku sporu politycznego i bardziej obiektywnie patrząca na to, co się dzieje w parlamencie, doprowadzi do dyskusji na temat trzech ustaw reformujących ustrój wymiaru sprawiedliwości (wspomnianej już ustawy o Sądzie Najwyższym, a także wcześniej już uchwalonych nowelizacjach ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o ustroju sądów powszechnych), a następnie podejmie salomonową decyzję.

Głównym przedmiotem namysłu powinno być to, czy zasadnicze kompetencje w organizacji wymiaru sprawiedliwości powinna mieć władza wykonawcza (minister sprawiedliwości), władza ustawodawcza czy też prezydent. W każdym razie w dyskusji na ten temat nie powinno być wątpliwości, że reforma wymiaru sprawiedliwości jest potrzebna.

[related id=31450]

W drugiej części rozmowy gość opowiedział o roku Hallerowskim, który został uchwalony przez Senat. Uchwała stwierdza między innymi, że „Ogłoszenie roku 2017 Rokiem Generała Józefa Hallera pozwoli nie tylko przybliżyć postać samego generała i jego najbliższych (Stanisława Hallera i Cezarego Hallera, również oficerów Wojska Polskiego), ale także skupi uwagę Polaków na ważnych wydarzeniach i wyjątkowych organizacjach, zasłużonych w dziejach Polski, znanych z krzewienia polskości i patriotycznego ducha”.

Dzięki „Błękitnej Armii” gen. Jozefa Hallera i Komitetowi Narodowemu Polskiemu, któremu podlegała, wygraliśmy I wojnę światową. KNP reprezentował interesy narodu polskiego wobec państw Ententy (sojuszu pomiędzy Wielką Brytanią, Francją i Rosją). Działalność Komitetu i gen. Józefa Hallera doprowadziła do tego, że i militarnie, i politycznie wygraliśmy I wojną światową, pomimo że jeszcze wtedy nie istniało wolne i suwerenne państwo polskie.

Jest to „fenomen w naszych dziejach”. Warto się przyjrzeć, kto do niego doprowadził, a także zastanowić się,

czy zbiorowy geniusz polityczny naszego narodu, który wtedy zadziałał i w efekcie którego odzyskaliśmy niepodległość, jest czymś co tkwi w nas i może jeszcze ujawnić się , czy też było to jednorazowe wydarzenie w dziejach Polski, które już się nie powtórzy?

– pytał w Poranku Wnet z Opola profesor Żaryn, zachęcając do udziału w różnych imprezach związanych z obchodami roku Hallerowskiego, szczególnie tych organizowanych przez profesora Wiesława Jana Wysockiego.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy, która dostępna jest w siódmej części dzisiejszego Poranka WNET.

JS

Uchwalono nowe prawo wodne. Sejm zgodził się z propozycją Senatu dot. usztywnienia taryf na dostarczenie wody

Posłowie przyjęli senackie poprawki do Prawa wodnego, dotyczące kwestii opłat za wodę. Nowe przepisy zamrażają ceny dla mieszkańców na dwa lata. Ustawa czeka na podpis prezydenta.

Najważniejsza z przyjętych przez Sejm poprawek mówi o tym, że wprowadzenie opłat za usługi wodne nie może stanowić podstawy do zmiany taryf, o których mowa w przepisach ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków określonych na rok 2018 i 2019.

Posłowie poparli ponadto propozycję, która pozwoli na zwolnienie z opłaty rocznej gruntów pokrytych wodami, które znajdują się w użytkowaniu jednostek samorządu terytorialnego i są przekazywane np. klubom sportowym czy osobom, które amatorsko łowią ryby. Takie zwolnienie będzie możliwe, o ile taka infrastruktura, np. pomosty, będzie ogólnodostępna i bezpłatna.

Kolejna ze zmian obniża możliwą maksymalną opłatę, jaką można pobierać za dostarczenie mieszkańcom wody przeznaczonej do spożycia. Po zmianie te górne opłaty wyniosą 0,30 gr. za metr sześcienny; 0,2 gr. oraz 0,15 gr. za metr sześcienny.

Posłowie opowiedzieli się także za poprawką, której konsekwencją będzie obniżenie maksymalnych opłat do celów rolniczych na potrzeby zaopatrzenia w wodę ludzi i zwierząt gospodarczych. Chodzi m.in. o pobór wody wykorzystywanej później do pojenia zwierząt gospodarskich.

Właśnie kwestia opłat za wodę i ewentualnych podwyżek dla mieszkańców wzbudziły podczas prac parlamentarnych nad ustawą najwięcej sporów. Ustawa bowiem w pełni będzie wdrażać unijną Ramową Dyrektywę Wodną (RDW), w tym jej kontrowersyjny artykuł 9., mówiący o zwrocie kosztów usług wodnych. Polska była już upomniana przez Komisję Europejską za niewdrożenie tych przepisów.

Premier Beata Szydło zapewniała, że po zmianie przepisów ceny wody nie wzrosną. Zapowiedziała, że senatorowie złożą poprawki, które zabezpieczą Polaków przed możliwością niekontrolowanych podwyżek cen wody.

Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk przyznawał w Sejmie, że nowe prawo może być wykorzystywane przez samorządy do podnoszenia cen za dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków od mieszkańców. Dlatego też zadeklarował, że w przyszłości powstanie regulator cen wody, miałby on działać w nowej instytucji „Wody Polskie”. Regulator miałby zatwierdzać taryfy za wodę, jakie przygotowywane są przez przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne.

Do tej kwestii odniosło się też Ministerstwo Środowiska.

Według wiceministra Mariusza Gajdy nowe Prawo wodne umożliwia obniżenie maksymalnej opłaty z 4,23 zł do 0,70 zł za metr sześcienny.

„Stawki będą szczegółowo określone w rozporządzeniu Rady Ministrów, ale nie są przewidziane skokowe podwyżki opłat za pobór wody dla mieszkańców. Pozostaną one na niezmienionym poziomie do 2020 r. Jeżeli zajdzie taka konieczność, to będą one wzrastały stopniowo, po wykonaniu analiz społeczno-ekonomicznych. Dostawca wody nie musi sprzedawać jej po maksymalnych stawkach przewidzianych w rozporządzeniu. Nowe Prawo wprowadza jedynie opłatę stałą w celu racjonalnego wykorzystania zasobów wodnych” – wyjaśnił.

Według opozycji – PO, Nowoczesnej, PSL i Kukiz’15 nowe Prawo wodne to de facto nowy podatek wodny i zapłacą go wszyscy, od mieszkańców po przemysł, energetykę i rolnictwo. Według nich o przyszłych podwyżkach ma świadczyć chociażby fakt, że przychody nowej instytucji „Wód Polskich” sięgać będą kilku miliardów złotych rocznie.

Rząd tłumaczył, że dodatkowe obciążenia wynikające z ustawy będą dotyczyć największych gospodarstw rolnych (ok. 3,1 tys.), energetyki. Według szacunków MŚ, udział opłaty w cenie sprzedaży energii elektrycznej nie przekroczy rocznie 1 zł na osobę.

Pobór wody do 5 tys. litrów na dobę do celów rolniczych ma być bezpłatny.

Nowe przepisy wprowadzą też opłatę „za utraconą wodę”. Ministerstwo tłumaczy, że będzie ona dotyczyła dużych nieruchomości, których powierzchnia w 75 proc. jest trwale zabudowana, uszczelniona. Chodzi np. o parkingi. Jeśli jednak przy takich obiektach będą powstawać instalacje pozwalające na retencję wody, to stawka opłaty ma być nawet dziesięciokrotnie niższa.

Resort środowiska podkreśla, że musimy zacząć lepiej zarządzać zasobami wodnymi w naszym kraju. Polskie zasoby wynoszące rocznie 1,5-1,6 tys. metrów sześc. na jednego mieszkańca są jednymi z najniższych w Europie. To prawie tyle, co w Egipcie – podkreśla MŚ.

Nowemu prawu przyświeca zasada „rzeka, wały w jednych rękach”. W tym aspekcie również chodzi o dostosowanie polskiego prawa do prawa europejskiego i wprowadzenie zarządu nad wodami w układzie zlewniowym, a nie administracyjnym, jak to jest teraz. Ministerstwo zwraca uwagę na obecny problem rozproszenia kompetencji. Wielokrotnie zdarza się bowiem, że na granicy województw wałami przeciwpowodziowymi zarządzają inni marszałkowie, a sama rzeka jest np. w zarządzie rządowym. To powoduje m.in. brak koordynacji przy prowadzeniu inwestycji przeciwpowodziowych.

Dlatego też ustawa powołuje nową instytucję Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie”, która w imieniu Skarbu Państwa będzie pełniła rolę gospodarza na wszystkich wodach publicznych. Pozwolić to ma m.in. na sprawniejsze zarządzanie zasobami wodnymi, a także możliwość planowania inwestycji wieloletnich, a nie w ujęciu budżetu jednorocznego.

Nowe przepisy mają pozwolić na uruchomienie 3,5 mld euro z funduszy europejskich m.in. na inwestycje przeciwpowodziowe.

Prawo wodne ma wejść w życie z początkiem 2018 r. Pierwotnie miało być gotowe w 2015 r.

Prace nad projektem nowych przepisów rozpoczęła poprzednia koalicja PO-PSL w latach 2011-2012. Projekt trafił do konsultacji społecznych w grudniu 2014 r., ale ostatecznie nie został przyjęty przez rząd. Zgodnie ze składanymi wówczas zapowiedziami, Rada Ministrów miała go rozparzyć w połowie 2015 r.

Projekt PO-PSL, podobnie jak obecny, miał wprowadzać zlewniowy model zarządzania rzekami w Polsce. W zależności od rangi rzeki zarządzać mieli nimi marszałkowie województw bądź zarządy dorzecza Odry i Wisły. Ówczesny projekt miał też wprowadzić kontrowersyjne przepisy dotyczące opłat, lecz sposób ich naliczania miał być określony nie w samej ustawie, a w rozporządzeniu do niej.

Po wyborach nad nowym projektem zaczął pracować rząd PiS. W październiku ub.r. rząd przyjął projekt z zastrzeżeniem, że musi on jednak zostać dopracowany. Ostatecznie resort środowiska uzupełnił projekt i przesłał go do Sejmu pod koniec kwietnia br.

PAP/MoRo

Ministerstwo Finansów: Nadwyżka budżetowa po czerwcu wyniosła 5,9 mld zł. Rosną wpływy z VAT

Według szacunkowych danych w okresie styczeń – czerwiec nadwyżka budżetu państwa wyniosła 5,9 mld zł – poinformowało Ministerstwo Finansów. W budżecie zaplanowano 59,3 mld zł deficytu w 2017 roku.

Jak informuje resort, dochody wyniosły 176,7 mld zł, czyli 54,3 proc. założonych w ustawie budżetowej. Z kolei, wydatki wyniosły 170,8 mld zł, czyli 44,4 proc. planowanych w ustawie.

„Według szacunkowych danych w okresie styczeń – czerwiec 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 25,1 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Wzrost dochodów podatkowych utrzymuje się w dalszym ciągu na wysokim poziomie, tj. 17,7 proc. rok do roku” – napisano w komunikacie.

Jak informuje ministerstwo, wzrost dochodów w stosunku do okresu styczeń – czerwiec 2016 r. odnotowano we wszystkich głównych podatkach. Dochody z VAT były wyższe o 28,1 proc., czyli o ok. 17,6 mld zł.

Dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier były wyższe o 3,7 proc., czyli o 1,2 mld zł, dochody z podatku PIT były wyższe o 7,9 proc. (tj. ok. 1,7 mld zł), dochody z podatku CIT były wyższe o 13,7 proc. (tj. ok. 1,9 mld zł). Z kolei, dochody z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych za okres styczeń – czerwiec wyniosły 2,2 mld zł.

„W okresie styczeń – czerwiec 2017 r. wykonanie dochodów niepodatkowych wyniosło 20,7 mld zł i było wyższe o 1,6 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

W czerwcu br. miała miejsce wpłata z zysku z Narodowego Banku Polskiego w wysokości 8,7 mld zł. Ponadto, w lutym 2016 roku miała miejsce wpłata na rachunek budżetu państwa z tytułu aukcji LTE, której nie było w 2017 r.” – napisano w komunikacie.

Jak informuje MF, największe różnice w wykonaniu wydatków w stosunku do okresu styczeń – czerwiec roku ubiegłego odnotowano w ramach budżetów wojewodów (wykonanie wyższe o ok. 7,1 mld zł), co jest głównie związane z wypłatą świadczeń wychowawczych w ramach priorytetowego rządowego programu Rodzina 500 plus w okresie styczeń – czerwiec br. – w roku ubiegłym wypłata tych świadczeń wystartowała od kwietnia.

Resort dodaje, że różnice w wykonaniu wydatków w stosunku do okresu styczeń – czerwiec roku ubiegłego odnotowano ponadto w ramach ZUS (wykonanie niższe o ok. 4,9 mld zł), co jest spowodowane przede wszystkim lepszym wpływem składek w okresie styczeń – czerwiec 2017 r. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

PAP/MoRo

Sejm uchwalił nową ustawę o Sądzie Najwyższym. „Chcemy weta” manifestacje przed Pałacem Prezydenckim i Sejmem

Sejm uchwalił nową ustawę o Sądzie Najwyższym, która przewiduje m.in. możliwość przeniesienia obecnych sędziów SN w stan spoczynku. Zjednoczona opozycja protestuje pod Sejmem i Pałacem Prezydenckim.

fot. PAP/ Bartłomiej Zborowski

Protestujący przeciw reformie sądownictwa przeszli sprzed Pałacu Prezydenckiego przed Sejm. „Chcemy weta” – skandowali. Zapowiedzieli, że pozostaną przed siedzibą parlamentu.
Od odczytania przez aktorkę Joannę Szczepkowską preambuły do Konstytucji z 1997 r. rozpoczęła się w czwartek po godz. 20 manifestacja przeciwko reformie sądownictwa przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie.

Przed Pałacem Prezydenckim postawione zostały barierki, które zabezpieczają policjanci. Wyłączone z ruchu jest Krakowskie Przedmieście; od strony pl. Trzech Krzyży został zablokowany także wjazd na Nowy Świat.

Manifestujący docierali pod Pałac Prezydencki od strony Nowego Światu, od pl. Piłsudskiego i pl. Zamkowego. Trzymają flagi Polski i UE, pojedyncze osoby przyniosły także flagi partyjne Nowoczesnej i PO. Skandują: „zjednoczona opozycja”, „chcemy weta!”, „wolne sądy!”

Pod Pałac Prezydencki przyszli posłowie opozycji PO, PSL i Nowoczesnej, którzy opuścili odbywające się w tym czasie głosowania m.in. Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak-Kamysz, a także Ryszard Petru. Jest również b. I prezes Sądu Najwyższego Adam Strzembosz powitany oklaskami.

W kulminacyjnym momencie demonstracji przed Pałacem Prezydenckim brało udział 14 tys. osób – poinformował PAP w czwartek wieczorem Mariusz Mrozek z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji. Rzecznik ratusza twierdzi, że w proteście uczestniczy 50 tys. osób.

Rzecznik warszawskiego ratusza Bartosz Milczarczyk napisał na swoim profilu na Twitterze, że w zgromadzeniu przed Pałacem Prezydenckim bierze udział ponad 50 tys. osób.

Uchwalono ustawę reformującą sądownictwo w Polsce

Uchwałę poparło 235 posłów, przeciw było 192, a 23 wstrzymało się. Teraz ustawa trafi do Senatu. Za przyjęciem nowego prawa opowiedziało się w czwartkowym głosowaniu 231 posłów PiS; trzech posłów rządzącego ugrupowania nie wzięło udziału w głosowaniu – Zbigniew Biernat, Jan Mosiński i Łukasz Rzepecki.

fot. PAP Sejm podczas uchwalania reformy sądownictwa

Ustawę o SN poparło ponadto troje posłów koła Wolni i Solidarni oraz jeden poseł niezrzeszony.

Przeciwko ustawie zagłosowali w czwartek wszyscy biorący udział w głosowaniu posłowie PO – 135 osób (w głosowaniu nie wzięła udziału Joanna Kluzik-Rostkowska), 26 posłów Nowoczesnej (nie głosowała Kornelia Wróblewska), 15 PSL, trzech posłów koła Unii Europejskich Demokratów oraz dwóch posłów niezrzeszonych.

Przeciw nowym przepisom o SN opowiedziało się ponadto 10, spośród 30 biorących udział w głosowaniu posłów Kukiz’15, m.in. wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka, przedstawiciel klubu w komisji sprawiedliwości Tomasz Rzymkowski, a także posłowie: Piotr Apel, Grzegorz Długi, Jakub Kulesza, Agnieszka Ścigaj; pozostałych 20 – w tym lider ugrupowania Paweł Kukiz – wstrzymało się od głosu.

Podzieleni byli również posłowie zrzeszeni w kole Republikanie; jeden poseł zagłosował przeciw projektowi, a jeden się wstrzymał. Od głosu wstrzymało się także dwóch posłów niezrzeszonych.

30 poprawek PiS
Nowa ustawa przewiduje m.in. utworzenie trzech nowych Izb SN, zmiany w trybie powoływania sędziów SN i umożliwienie przeniesienia obecnych sędziów SN w stan spoczynku.

Posłowie wprowadzili ponad 30 poprawek PiS, które wnoszą do ustawy o SN m.in. propozycje zgłoszone przez prezydenta Andrzeja Dudę. Poprawki te wzmacniają kompetencje głowy państwa i wprowadzają przepis, że Sejm będzie wybierał sędziów członków KRS większością 3/5 głosów.

Inna poprawka – uwzględniająca wniosek prezydenta Andrzeja Dudy – zakłada, iż o tym, kto spośród obecnych sędziów pozostanie w SN po uchwaleniu nowej ustawy, ostatecznie zdecyduje prezydent, a nie – jak pierwotnie proponowano – minister sprawiedliwości. Zgodnie ze zmodyfikowanym przepisem „z dniem następującym po dniu wejścia w życie niniejszej ustawy sędziowie Sądu Najwyższego, powołani na podstawie przepisów dotychczasowych, zostają przeniesieni w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów, których pozostanie w stanie czynnym zostało zatwierdzone przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”.

Kolejna poprawka przewiduje, że regulamin SN będzie określał prezydent w drodze rozporządzenia, a nie minister sprawiedliwości . Poprawką wydłużono też vacatio legis ustawy z 14 do 30 dni.

Fot. Pap/ Bartłomiej Zborowski Opozycja jednoczy siły w obronie status quo w wymiarze sprawiedliwości

Odrzuconych zostało natomiast ponad 1,3 tys. poprawek wszystkich klubów opozycyjnych: PO, Nowoczesnej, PSL i Kukiz’15.

Kukiz: Nie mogę zagłosować przeciw tej ustawie

– Ja nie mogę zagłosować przeciw tej ustawie, bo ja rozumiem intencję: skończenie z patologią w sądownictwie – powiedział lider Kukiz’15 Paweł Kukiz.

–  Panie prezesie, to nie jest reforma. To są tylko zmiany kadrowe. Przez reformę sądownictwa rozumiemy udział czynnika obywatelskiego w kontroli sądów, bo sądy powinny być pod kontrolą obywateli – dodał Paweł Kukiz.

Opozycja zdecydowanie przeciw 

Przed uchwaleniem projektu odbyła się debata, podczas której opozycja nawoływała do odrzucenia ustawy zaproponowanej przez PiS.

Grzegorz Schetyna podczas swojego wystąpienia dowodził, że każde głosowanie PiS „zapisze się w historii”. Lider Nowoczesnej zaapelował w czwartek w Sejmie do Polaków, aby wytrwali w walce o sądownictwo, a do sędziów Sądu Najwyższego, aby nie bali się „złej zmiany” i nie ulegali. Prezes PSL stwierdził, że zasada ugrupowania rządzącego, którą się ono kieruje, reformując polskie sądownictwo, to: „partia rządzi, partia sądzi”.

 

PAP/MoRo

Rzecznik PiS Beata Mazurek: Majdan, czyli co? Opozycja chce rozlewu krwi w Polsce?! My do tego nie dopuścimy!

Zdumiewają mnie wypowiedzi niektórych osób, które twierdzą, że w Polsce trzeba zrobić Majdan […] Czyli co, opozycja chce rozlewu krwi w Polsce?! – pytała posłanka ziemi chełmskiej w Poranku Wnet.

– Ma być tak, jak było, i żadnych reform totalna opozycja nie chce – powiedziała rzecznik PiS, posłanka ziemi chełmskiej Beata Mazurek pytana o wydarzenia, jakie miały miejsce w Sejmie w trakcie procedowania przepisów o KRS i Sądzie Najwyższym. Jej zdaniem totalna opozycja nie ma nic Polakom do zaoferowania poza utrzymaniem status quo.

– To, z czym mieliśmy do czynienia, to totalne awanturnictwo, granie na emocjach i wywoływanie konfliktu, paraliżowanie prac komisji tylko po to, aby nie przeprowadzać [related id= „31316”]reformy wymiaru sprawiedliwości  – podkreśliła Beata Mazurek, która przypomniała, że PiS swój program wyborczy pisał wspólnie z Polakami bardzo długo. Jej zdaniem walory tego programu zaważyły na tym, że dziś PiS może rządzić samodzielnie i dlatego „naszym obowiązkiem jest ten program realizować”. Reforma sądownictwa znalazła się jako jeden z filarów programowych PiS i dlatego ugrupowanie to czuje się zobligowane przez swoich wyborców do jej przeprowadzenia.

– W naszej ocenie wielu sędziów nie reaguje na patologię w swoim środowisku – powiedziała rzecznik PiS, podkreślając, że Polacy czekają na sprawiedliwość latami i często „są traktowani w tych sądach skandalicznie, bo wyroki są zaskakujące i niesprawiedliwe”.

– Sądownictwo cierpi na dwie choroby, to jest upadek zasad moralnych i etycznych oraz niesprawność, która skutkuje przewlekłością postępowań – powiedziała posłanka. Przywołała tu doniesienia medialne na temat skandalicznych zachowań niektórych sędziów, jak „jazda pod wpływem” czy kradzieże dokonywane w sklepach przez przedstawicieli tego zawodu.

– Ponad 70 procent ludzi źle ocenia wymiar sprawiedliwości. My go zmieniamy po to, aby ludzie, idąc do sądu, wiedzieli, że ta sprawiedliwość ich czeka i nieważne będzie to, czy jeden pan z jedną panią się dogada – podkreśliła Beata Mazurek. Jej zdaniem ludzie powinni mieć przeświadczenie, że gdy idą do sądu, to zostaną osądzeni w sposób właściwy, tzn. sprawiedliwy.

– Niedopuszczalna jest wypowiedź pierwszej pani prezes Sądu Najwyższego, która mówi, że za 10 tysięcy można przeżyć tylko na prowincji. (…) To jest skandaliczna wypowiedź świadcząca tylko o tym, że ta nadzwyczajna kasta nadal chce być uprzywilejowana. My z tym skończymy bez względu na to, z jakim oporem spotykamy się tu, w parlamencie, i na ulicach – zadeklarowała w imieniu partii.

– Rząd pani premier Beaty Szydło nie zrobi nic, żeby narazić bezpieczeństwo Polaków, dlatego nie zostaną podjęte żadne[related id=”31215″] decyzje, które by to bezpieczeństwo narażały na szwank – odpowiedziała Beata Mazurek, pytana, gdzie jest granica nakręcania spirali niepewności, która towarzyszy reformie systemu sprawiedliwości w Polsce.

Dodała, że polski rząd chce utrzymać bezpieczeństwo na obecnym poziomie, by ludzie, tak jak w Europie Zachodniej, nie musieli się bać wychodzić na ulice. Jej zdaniem opozycja nie cofnie się przed niczym. Podała tu jako przykład Jarosława Kaczyńskiego, który podczas ostatniego posiedzenia Sejmu „zareagował, tak jak zareagował”, „po latach kalumnii, błota bezkarnie rzucanego przez opozycję na niego samego, jak i na jego śp. brata Lecha Kaczyńskiego”.

– Zdumiewają mnie wypowiedzi niektórych osób, które twierdzą, że w Polsce trzeba zrobić Majdan. […] Czyli co, opozycja chce rozlewu krwi w Polsce?! My do tego nie dopuścimy – powiedziała rzecznik PiS. Zwróciła uwagę na fakt, że rozumując tak, jak to robi dzisiejsza opozycja, można by dojść do wniosku, że tylko jej przedstawiciele są godni, aby sprawować rządy. „A tak przecież nie jest!”, bo PiS wygrało wybory w sposób demokratyczny i ma dlatego mandat, aby realizować swój program wyborczy.

– Z czym totalna opozycja nie może się pogodzić, przy czym kłamią, manipulują, nakręcają spiralę nienawiści – podsumowała rzeczniczka PiS postępowanie opozycji.

Interwencja posłanki ziemi chełmskiej w sprawie obwodnicy

– Kiedy rządzili przez osiem lat [PO-PSL -przyp. red.], wielokrotnie mówili o tym, że będzie północna obwodnica Chełma – [related id= „31321”]powiedziała, pytana o to, posłanka Mazurek, której interwencja spowodowała, że wreszcie to rozwiązanie problemów komunikacyjnych Chełma weszło do programu budowy dróg krajowych na lata 2014-23.

Przy okazji każdych wyborów politycy Platformy i PSL przyjeżdżali do nas na Chełmszczyznę i mówili o tej obwodnicy – powiedziała posłanka, która uważa, że politycy tych formacji najczęściej w trakcie kampanii wyborczej obiecywali przysłowiowe „gruszki na wierzbie”, bowiem zapominali o finansowaniu i „bagatela, na te propozycje księżycowe brakowało 90 miliardów złotych”. Przypomniała, że kiedy PiS był u władzy w latach 2005-07, inwestycja w obwodnicę Chełma miała się rozpocząć w 2010 roku.

– Tylko dzięki Platformie i PSL Chełm jeszcze nie ma obwodnicy – podsumowała Beata Mazurek.

Całej rozmowy z Beatą Mazurek można posłuchać w części piątej Poranka Wnet z Chełma.

MoRo

Południe Radia WNET z Akademickiego Portu Lotniczego w Depułtyczach Królewskich, wybudowanego przez uczelnię w Chełmie

Latanie to sport, pasja, sposób na życie, ale może być też poważnym i dobrze płatnym zawodem. W Południu WNET dyrekcja, personel i uczniowie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie.

Łukasz Puzio – Dyrektor Centrum Lotniczego przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie;

Jakub Drzewiński – instruktor w Ośrodku Kształcenia Lotniczego PWSZ  w Chełmie;

Kinga Tchorz i Tomasz Hornik – studenci PWSZ.


Prowadzący: Tomasz Wybranowski

Realizator: Karol Smyk


Część pierwsza: 

Łukasz Puzio o historii i teraźniejszym działaniu Akademickiego Portu Lotniczego w Depułtyczach Królewskich przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie. Od 2004 r. władze tej uczelni, dostrzegając ogromny potencjał rozwojowy branży lotniczej, budują bazę edukacyjną dla kształcenia fachowców w rozmaitych dziedzinach związanych z aeronautyką. Na samolotach takich jak Cesna czy Seneka 3, korzystając z własnego lotniska, studenci w praktyce poznają zagadnienia związane z najszybciej rozwijającą się na świecie gałęzią transportu.

Część druga:

Jakub Drzewiński o pracy trenera i instruktora lotniczego. Sporty samolotowe, do których kadry PWSZ zachęcają swoich studentów, pomagają kształcić umiejętności ważne w praktyce zawodowej przyszłych pilotów rejsowych, zwłaszcza w sytuacjach nieprzewidywalnych i niebezpiecznych. Gość południowej audycji WNET przedstawił słuchaczom specyfikę, wymagania i uroki rozmaitych dyscyplin lotniczych.

Część trzecia: 

Kinga Tchorz i Tomasz Hornik opowiedzieli o drodze, jaką przechodzą młodzi adepci sportów lotniczych.

 


Posłuchaj całego Południa Wnet!

Dzień 23. z 80 / Chełm – największy w Polsce ośrodek kształcenia w zakresie lotnictwa cywilnego. Rozmowa z prorektorami

Spełnione marzenie – Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Chełmie wykształciła w ubiegłym roku więcej pilotów ze wszystkimi licencjami niż obydwie renomowane szkoły lotnicze w Dęblinie i Rzeszowie.

Radio WNET gościło dziś w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie. Tomasz Wybranowski rozmawiał o fenomenie tej szkoły z jej prorektorami – prof. dr. hab. Józefem Zającem, prorektorem ds. studenckich, senatorem RP, członkiem Senackiej Komisji Nauki, Edukacji i Sportu, oraz z dr Beatą Fałdą, prorektorem ds. rozwoju.

Profesor Józef Zając przypomniał historię uczelni, która obecnie jest chlubą Chełma, jego wizytówką. Senator nazywa ją też spełnionym marzeniem, a przede wszystkim przełamaniem stereotypu, że wschodnie tereny Polski to „ściana płaczu”, gdzie nic się nie dzieje.

Mówi, że marzenie o uczelni wcale nie było trudne do zrealizowania. Najważniejsze było mieć pomysł na to, jak to marzenie wprowadzić w życie. Kiedy pracował w Instytucie Matematycznym PAN, jeździł po świecie, obserwując i podpatrując, jak zorganizowane jest nauczanie za granicą – co na tamtejszych uczelniach jest dobre, co nietrafione czy wręcz niepożądane. To pomogło stworzyć projekt uczelni zawodowej, który był gotowy w czasie, gdy ustawa pozwoliła na zakładanie tego typu uczelni w Polsce.

Wszystko przemawiało za tym, że przedsięwzięcie się powiedzie: Chełm jest miastem odpowiedniej wielkości, jako byłemu miastu wojewódzkiemu uczelnia mu przysługiwała, poza tym jako specjalność szkoły przewidziano kierunki ścisłe i techniczne. Te drugie, jak mówi profesor, rozwinęły się w Chełmie nadspodziewanie, łącznie z pilotażem, który stał się wizytówką szkoły. Ten profil kształcenia przyciąga dziś studentów z całej Polski.

Prowincjonalna uczelnia, mająca własne lotnisko, właściwie wyprzedziła plany rozwoju wschodniej Polski, o których mówi wicepremier Mateusz Morawiecki.

Wyprzedziła je i organizacyjnie, i inwestycyjnie. Na konferencji rektorów uczelni zawodowych w Krośnie, gdzie przedstawiono dane dotyczące rozwoju wszystkich uczelni tego typu w Polsce, okazało się, że chełmska szkoła dokonała inwestycji na sumę dwukrotnie wyższą niż następna z kolei uczelnia.

Nie licząc kosztów bieżącego kształcenia, inwestycje przekroczyły 300 mln zł. A rzeczone lotnisko, jak powiedział senator Józef Zając, „dołożyliśmy z własnej kieszeni”. Najpierw udało się pozyskać pas ziemi wzdłuż trasy w kierunku Krasnegostawu.

– Poprosiliśmy ministerstwo o pomoc w wybudowaniu całej infrastruktury lotniskowej. Powitał nas śmiech i zapytanie jednej z pań dyrektor departamentu: „A tam w tym Chełmie to ktoś w ogóle będzie chciał studiować?”.

Okazuje się, że dziś przyjeżdża na studia młodzież z całej Polski. PWSZ jest największym ośrodkiem kształcenia w zakresie lotnictwa cywilnego w kraju. W ubiegłym roku szkołę ukończyło więcej pilotów ze wszystkimi licencjami niż w pozostałych obydwu łącznie renomowanymi uczelniami kształcenia lotniczego w Dęblinie i Rzeszowie.

– Oczywiście ministerstwo nie dało ani grosza na lotnisko – kto by realizował takie fantazje! Zaciągnęliśmy kredyt i przeznaczyliśmy go na wybudowanie wieży kontroli lotów, stacji paliw, hangaru, ogrodzenia, dróg dojazdowych. Teraz latamy, sytuując się na czwartym miejscu w kraju pod względem liczby operacji lotniczych, włączając w to oczywiście Okęcie.

Jak określił to prowadzący rozmowę Tomasz Wybranowski, obecnie wszystkie nitki mikro- i makrogospodarcze zbiegają się w Indochinach. Tymczasem PWSZ niejako wyprzedziła czas i nawiązała współpracę z jedną z uczelni wietnamskich.[related id=31321]

Jak przyznał prorektor Józef Zając, inicjatywa wyszła ze strony wietnamskiej. – Nie wiedzieliśmy, że nas podglądają z różnych stron świata. Okazało się, że Wietnamczycy są zainteresowani organizacją naszego kształcenia lotniczego. Przyjechała dziewięcioosobowa delegacja, wszystko obejrzeli i – zwyczajem wschodnim – dokładnie obfotografowali. Efektem było podpisanie umowy o współpracy.

Sukcesem uczelni jest także „odczarowanie” wysokich kosztów kształcenia pilotów. Zostało ono zorganizowane w sposób nowatorski – to jedna z przyczyn zainteresowania zagranicy – i przynosi przede wszystkim efekt finansowy. W Chełmie kształcenie na kierunku lotniczym jest tańsze niż studia medyczne.

Inny sukces to fakt, że dla absolwentów szkoły chełmskiej otworzył się ogromny rynek pracy. Roczny wzrost obrotów na rynku przewozów lotniczych wynosi powyżej 18%. Tak więc, jak z satysfakcją mówi prof. Józef Zając, jest to świetna inwestycja i pomysł trafiony „w dziesiątkę”.

Jak przypomniała prorektor ds. rozwoju dr Beata Fałda, w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej kształci się obecnie około 2000 studentów. A chełmską uczelnią interesują się nie tylko Wietnamczycy. Odwiedziły ją delegacje z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Meksyku, Japonii. Uczelnie, z którymi nie było dotąd kontaktu, zgłaszają chęć przyjazdu, aby poznać tutejsze metody i organizację nauki.

Dr Fałda przypomniała również, że uczelnia współpracuje z różnymi liniami lotniczymi, m.in. z Wizzair i Ryanair, gdzie studenci odbywają praktyki i znajdują zatrudnienie, a coraz więcej kapitanów latających na tych liniach to absolwenci PWSZ.

Jak odbywa się rekrutacja na kierunek pilotażu? Czy trzeba mieć żelazne zdrowie, żeby zostać pilotem? Jaki charakter ma działalność prof. Józefa Zająca w Senacie RP? Tego wszystkiego można się dowiedzieć, słuchając całego wywiadu Tomasza Wybranowskiego z senatorem prof. Józefem Zającem i dr Beatą Fałdą w czwartej części Poranka Wnet z patio w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie.

MS

Dzień 23. z 80 / Poranek Wnet / Lucjan Jagiełło, właściciel browaru i społecznik: „Dobro, które zostało dane, wróciło”

W okolicy były browary – w Chełmie trzy, w Krasnymstawie, Zamościu i Janowie Podlaskim – powiedział prezes Browaru „Jagiełło”. Jednak małe browary nie dały rady walczyć z gigantami. Jego przetrwał.

 

Naszym gościem w Poranku Wnet był prezes browaru Lucjan Jagiełło, który swój browar po prostu wyśnił. „Na wiosnę roku 1993, kiedy ptaki postanowiły budować gniazda, a drzewa zawiązywać owoce, Grażyna i Lucjan Jagiełłowie kupili ziemię, a na niej nieruchomość. Długo myśleli, co zbudować i czemu dać początek na pięknej chełmskiej ziemi”- czytamy na stronach browaru.

„Pewnej czerwcowej nocy, zmęczony rozmyślaniem, Lucjan Jagiełło przyłożył głowę do poduszki i zapadł w ciepły, kojący sen. We śnie Pan Lucjan siedział na nowej ziemi pod jasnym niebem i w promieniach czerwcowego słońca. A słońce czerwcowe przygrzewa mocno i budzi pragnienie.

Pan Lucjan zamarzył o chłodnym, bursztynowym piwie… I nagle w środku nocy otworzył oczy i z wrażenia usiadł na łóżku. Już wiem, co tam stworzymy – powiedział na głos – browar”. Tyle legenda powstania browaru „Jagiełło”, który jest dumą regionu.

– Gdy prowadzi się biznes, trzeba się szybko wysypiać, bardzo często rano wstawać i bardzo późno się kłaść – powiedział w Poranku Wnet prezes Lucjan Jagiełło.

Historia Browaru Jagiełło sięga 1993 roku, kiedy to we wrześniu zostało uwarzone pierwsze piwo. Obecnie Browar Jagiełło to lider w produkcji piw smakowych – marek rozpoznawanych na polskim rynku, który eksportuje swoje wyroby między innymi do Szwecji, a niebawem także do Stanów Zjednoczonych i Singapuru. W przyszłym roku rodzina Jagiełłów, bo browar pozostał do tej pory firmą rodzinną, będzie obchodziła jubileusz 25-lecia firmy. Aktualnie browar daje pracę 50 osobom, w tym członkom rodziny: synowi, córce, zięciowi, a także współzałożycielce browaru, żonie naszego gościa Grażynie.

– Lata były różne. Dziś jest sukces, ale były i ciężkie chwile, gdy trzeba było porozmawiać samemu ze sobą – wspomina prezes Jagiełło, który czerpie satysfakcję z tego, że udało mu się mimo wszystko przetrwać i aktualnie jego piwo można kupić na terenie całego kraju.

Podkreślał, że od początku istnienia browaru ogromne znaczenie przywiązywano do surowców, z jakich tworzone jest piwo. W browarze piwo warzone jest z chmielu goryczkowego i aromatycznego, pochodzącego ze słynnych lubelskich upraw oraz słodów najwyższej jakości. – Niczego nie przyspieszamy, fermentacja trwa odpowiedni czas, tak jak leżakowanie – zapewnia gość Poranka Wnet.[related id= „31321”]

Pod koniec lat 90., jak wspomina prezes Jagiełło, przyszedł dla browarnictwa polskiego bardzo trudny okres, bowiem zrównano fiskalnie małe polskie regionalne browary z wielkimi koncernami międzynarodowymi.

– Małe browary nie dały rady walczyć z gigantami. W okolicy było wiele browarów, w samym Chełmie trzy, w Krasnymstawie, Zamościu i Janowie Podlaskim, który, poza moim, trzymał się  najdłużej – powiedział prezes, który mimo wielu ofert nie zdecydował się na sprzedaż swojego zakładu koncernom.
– Nie ma takiej opcji – powiedział, pytany, czy nie skusi go jakaś dobra oferta kupna.

– Nasze piwa budzą uznanie wielu smakoszy. Jesteśmy dumni z otrzymanych nagród – powiedział. Przypomnijmy, że w 2008 roku w Browarze „Jagiełło” uwarzono piwo z kilku gatunków słodu, które zostało piwem roku. Piwo Magnus jest piwem niezwykle lubianym i docenianym – otrzymało złoty medal przyznany podczas XVI Jesiennych Spotkań Browarników. Piwo Magnus dało początek tworzeniu palety piw smakowych.

– Chemii nie używamy żadnej do produkcji naszego piwa – powiedział prezes Jagiełło, którego browarnik „podchodzi z sercem do swojej pracy”.

– Dobro które się daje, wraca. To mój wniosek poparty życiowym doświadczeniem – powiedział prezes Browaru „Jagiełło”, znany z działalności charytatywnej nie tylko w Polsce, ale również z hojności za naszą wschodnią granicą, wśród Polaków pozostawionych na ziemiach zabranych nam po II wojnie światowej.

MoRo

Rozmowa z Lucjanem Jagiełłą w części drugiej Poranka Wnet. Aby jej wysłuchać, kliknij tutaj

 

 

Dzień 23. z 80 / Prof. Andrzej Wawryniuk: Nie da się w żaden sposób historycznie udowodnić, że Chełmszczyzna to Ukraina

Chełmszczyznę Ukraińcy mieli dostać za milion ton zboża i 50 tysięcy ton mięsa wołowego, i niech to wystarczy za komentarz – powiedział historyk profesor Andrzej Wawryniuk, gość Poranka Wnet.

 

Profesor Andrzej Wawryniuk, historyk, autor pionierskiego dzieła „Od wojny do wojny. Granica wschodnia II Rzeczypospolitej po traktacie ryskim” był gościem Poranka Wnet z Chełma. Opisując historię tego miasta, zwrócił uwagę, że pierwsze wzmianki dotyczące Chełma datowane są na wiek X. Nestor w swoich kronikach, spisanych cyrylicą, pisząc o wyprawie jednego z ruskich książąt „na Lachy”, wymienił w 981 roku Chełm jako gród znaczący dla tej ziemi i Polski.[related id= „31285”]

– Zawsze będę twierdził jako historyk, że ziemie te od niepamiętnych czasów należały do Słowian polskich, zachodnich, jak chociażby Lędzianie sandomierscy – powiedział gość Poranka Wnet, który uważa, że mimo położenia miasta na terenie historycznej Rusi Czerwonej jest to gród czysto polski.

Nawet Daniel Halicki, który w XIII wieku zjednoczył Ruś Halicko-Wołyńską i ustanowił Chełm swą siedzibą, był prawnukiem Bolesława Krzywoustego. Warto w tym miejscu dodać, że przez Ukraińców jest on uważany za pierwszego króla Ukrainy. Historyk zwrócił uwagę, że Daniel wychowywany był wśród Polaków i na Polaka; jego ojciec został zabity, gdy miał zaledwie dwa lata. Przyjął wiarę katolicką, również w obrządku katolickim został koronowany.

Najbardziej zasłużonym dla Chełma królem był jednak Władysław Jagiełło, który nadał w 1392 roku miastu prawo magdeburskie i tym samym uczynił zeń miasto królewskie, które do czasu rozbiorów położone było w województwie ruskim.

Chełm do II wojny światowej był miastem trzech żywiołów: polskiego, ruskiego i żydowskiego. Po dziś dzień prawicowi Ukraińcy mówią o nim i tutejszych okolicach jako o „naszym Zacurzoniu”. Profesor Andrzej Wawryniuk uważa na podstawie swych wieloletnich badań, które przeprowadził, by napisać dwie książki – „Od wojny do wojny. Granica wschodnia Rzeczypospolitej po traktacie ryskim” i wcześniejszą podejmującą ten sam temat – że „nie da się w żaden sposób potwierdzić, że po traktacie brzeskim z 1918 roku te ziemie były w jakikolwiek sposób ukraińskie”.

– Nie da się w żaden sposób historycznie udowodnić, że Chełmszczyzna to Ukraina – powiedział profesor Wawryniuk. Przypomniał, że podczas obrad w Brześciu Niemcy, Austro-Węgry, Państwo Osmańskie i Bułgaria powołały do życia państwo ukraińskie.

– Chełmszczyznę Ukraińcy mieli dostać za milion ton zboża i 50 tysięcy ton mięsa wołowego, i niech to wystarczy za komentarz – powiedział prof. Wawryniuk, którego specjalizacją są studia nt. kształtowania się granicy Polski na wschodzie.

Zwrócił uwagę, że naukowcy niechętnie sięgali po tematykę, którą on się zajmuje[related id=31321], bowiem do przemian ustrojowych temat ten po prostu z wiadomych względów nie istniał, a później „też nie bardzo”. Przypomniał, że do tej pory istnieje paragraf w kodeksie karnym Rosji, który grozi więzieniem do lat pięciu tym, którzy źle mówią bądź piszą na temat Związku Sowieckiego i Armii Czerwonej.

– Jeżdżę na Ukrainę od 40 lat i jeszcze mi się nie zdarzyło, abym miał jakieś nieprzyjemności z powodu tego, że jestem Polakiem – powiedział prof. Wawryniuk, między innymi wykładowca katedry Stosunków Międzynarodowych na Wschodnioeuropejskim Uniwersytecie Narodowym im. Łesi Ukrainki w Łucku, gdzie pozostało wielu Polaków. Zwrócił uwagę na to, że powrót diecezji rzymskokatolickiej do Łucka nie był przypadkowy.

Cały wywiad z profesorem Andrzejem Wawryniukiem  w części pierwszej Poranka Wnet.

MoRo

Chcesz wysłuchać Poranka Wnet, kliknij tutaj