Kierownik zespołu „Pogranicze”: Przetrwało to co najlepsze z tego wymieszania Litwinów z Polakami na Suwalszczyźnie

Słowa znane są z kantyczek, ale melodię to już każda wieś ma swoją, a nawet poszczególne grupy śpiewacze mają swoje i to stanowi o bogactwie kulturowym Suwalszczyzny – powiedział Józef Murawski.

„Pogranicze” z Szypliszek na Suwalszczyźnie to unikatowy zespół ludowy, który ma na swoim koncie wiele nagród, jest ceniony za swoją niepowtarzalność, a także umiejętności wielogłosowego śpiewu ludowego, który mimo upływu lat zachował formę etniczną, jaka obowiązywała na przełomie XIX i XX wieku. „Pogranicze” często występuje poza konkursem na przeglądach folklorystycznych. Redakcji Wnet, która dziś gości w Suwałkach, udało się namówić na występ część zespołu, który przybył z okolicznych wsi wokół Szypliszek do naszego mobilnego studia, którego gospodarzem w Suwałkach był redaktor Wojciech Jankowski.

– Nasza praca polega na zbieraniu starych pieśni, odtwarzaniu  i propagowaniu ich – mówi pan Józef Murawski, kierownik artystyczny dwudziestoosobowego zespołu „Pogranicze” oraz twórca ludowy z gminy Szypliszki, specjalizujący się w dziedzinie folkloru muzycznego, tanecznego i obrzędowości na obszarze kulturowego pogranicza polsko-litewskiego.

– Robimy to już 36 lat i dobrze, że zaczęliśmy tak wcześnie, bo wówczas żyli jeszcze starzy śpiewacy, którzy urodzili się na początku XX wieku, a nawet w ostatnim dziesięcioleciu XIX – powiedział gość Poranka Wnet, który stara się utrzymać formę śpiewu, jakiego uczyli go tamci ludzie i „przekazywali to w naturalny sposób, śpiewając razem z nimi”.

Józef Murawski sam pochodzi z rodziny, gdzie tradycyjnie od pokoleń było wielu śpiewaków, a więc on także, śpiewając od najmłodszych lat, przesiąkł tą tradycją. Śpiewali na weselach, pogrzebach, w chórach kościelnych czy teatrach wiejskich działających w ramach Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Od dziecięcych lat interesował się rodzimym folklorem, zbierał stare pieśni, uczył się śpiewać i tańczyć, nie żałował czasu na rozmowy ze starszymi ludźmi na temat tradycji, w tym lokalnej obrzędowości. Jako działacz młodzieżowy organizował zabawy wiejskie, kuligi, ogniska, czasem wspólnie z harcerzami przyjeżdżającymi latem na Suwalszczyznę.

– Tak jak śpiewali nasi dziadkowie, tak my też śpiewamy. Staramy się tego nie zmieniać i zachować formułę pierwotną – tłumaczył kierownik artystyczny zespołu „Pogranicze”, którego nazwa została przejęta od nazwy miejsca, noszącego miano pogranicza od niepamiętnych czasów. Tu śpiewanie tak zwanym wielogłosem łączy dwie narodowości: Polaków i Litwinów oraz tworzy – mimo pewnych odrębności – wspólny obszar, zarówno muzyczny, jak i kulturowy.

– Słowa znane są z kantyczek (śpiewników – przyp. red.), ale melodię to już każda wieś ma swoją, a nawet poszczególne grupy śpiewacze mają swoje i to stanowi o bogactwie kulturowym Suwalszczyzny, gdzie linia melodyczna pieśni litewskich i polskich niewiele się różni – powiedział gość Poranka.

– Przetrwało to, co najlepsze z wymieszania Litwinów z Polakami na Suwalszczyźnie – uważa Józef Murawski, dla którego nie stanowiłoby problemu zaśpiewać coś z repertuaru litewskich zespołów działających na Suwalszczyźnie po stronie litewskiej; przeszkodą nie jest nieznajomość ich muzyki, ale języka litewskiego.

– Nie ograniczamy się do pieśni ludowych, ale śpiewamy również cały kalendarz liturgiczny – powiedział śpiewak z „Pogranicza” – bowiem zespół swoim śpiewem uświetnia wiele uroczystości związanych ze świętami kościelnymi i nabożeństwami, takimi jak nabożeństwa majowe, Gorzkie Żale, czy Dni Krzyżowe, kolędy czy pastorałki. Może dlatego członkowie zespołu, mówiąc o swojej przynależności, bardziej posługują się nazwą swojej parafii – Becejły, chociaż Szypliszki to miejsce, od którego „wszystko się zaczęło”.

Szczególną formą, dziś już w zaniku w Polsce, są śpiewy podczas czuwania przy zmarłym i w ostatniej drodze na cmentarz.

– Tradycja pogrzebu nigdy nie została przerwana i funkcjonuje cały czas – powiedział Józef Murawski.

Kierownik zespołu to skromny człowiek i nie pochwalił się na antenie, że był twórcą sukcesu „Pogranicza” w śpiewie  a capella.

„Pogranicze” od końca lat osiemdziesiątych śpiewa tylko pieśni, które występowały na tym terenie. Od początku istnienia zespół śpiewał wielogłosem, czyli manierą charakterystyczną tylko dla tego małego obszaru Suwalszczyzny (w Polsce jest to drugi po Podhalu region, gdzie występuje wielogłos, choć jest on całkowicie odmienny od podhalańskiego).

Kolejnym etapem w historii zespołu było zorganizowanie „Małego Pogranicza”, które dziś jest zespołem tanecznym. Wyboru tańców dokonano przy współpracy z etnochoreologiem, dr. Dariuszem Kubinowskim z Uniwersytetu im. M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wspólne poszukiwania przyczyniły się do „odkrycia” tańców tego regionu. Wkrótce znalazły się one w repertuarze „Pogranicza”.

Dorosłe „Pogranicze” wraz z „Małym Pograniczem” występowało również w Filharmonii Narodowej , a także w trakcie pobytu papieża Jana Pawła II podczas pielgrzymki w 1999 r. na Wigrach.

[related id=”33425″]Oto, jak zaznaczają na swojej stronie internetowej niektóre nagrody i wyróżnienia zespołu „Pogranicze” z Szypliszek:

1987 –  I nagroda na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą (oraz nagroda honorowa dziennikarzy redakcji „Burczybasa”);

– I nagroda na Ogólnopolskim Przeglądzie Wiejskich Zespołów Artystycznych w Kielcach;

1989 – nagroda zbiorowa im. O. Kolberga (dla zespołu „Pogranicze”);

1990 – zespół „Małe Pogranicze” zdobywa w Tarnogrodzie I nagrodę za spektakl obrzędowy „Chodzenie z   Ewangelią”. Jednocześnie przyznano nagrodę J. Murawskiemu za scenariusz i reżyserię. W 1998 r. spektakl  został zekranizowany w postaci 30-minutowego filmu, fabularyzowanego przez TVP2, reż. Aleksandra Domańska;

1990 – I nagroda na XIV Festiwalu Zespołów Folklorystycznych Ziem Północnych w Gdańsku (podczas „Jarmarku Dominikańskiego”);

1991 – powtórnie I nagroda na festiwalu w Kazimierzu (fundacji Marii i Jerzego Kuncewiczów);

1992 – nagroda dla „Małego Pogranicza” na Ogólnopolskim Konkursie Pieśni i Muzyki Ludowej w Jaśle;

1994 – nagroda specjalna na XXII Góralskim Karnawale w Bukowinie Tatrzańskiej;

1996 – II nagroda za widowisko „Król Herod” na XXIV Góralskim Karnawale w Bukowinie Tatrzańskiej;

1995 – Nagroda Główna „Taneczny Krąg”  na Ogólnopolskim Konkursie Tradycyjnego Tańca Ludowego w Rzeszowie (w 1992 r. zespół zdobył II nagrodę);

2006 – Nagroda Główna „Baszta” – 40 Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą; wcześniej na festiwalach kazimierskich m. in. dwukrotnie pierwsze nagrody (w latach 1987 i 1991);

2007 – Nagroda Specjalna Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego za szczególne zasługi dla kultury.

Całego Poranka możesz wysłuchać tutaj. Wywiad z Józefem Murawskim w części drugiej.

MoRo

Michał Karnowski: Fakt, że w trumnach pozamieniano ciała w tak dużej skali, jest bez wątpienia przestępstwem

Dzień 38. z 80 / Suwałki / Poranek WNET – W rozmowie z redaktorem naczelnym „wSieci” o politycznych skutkach wczorajszego przesłuchania Donalda Tuska oraz o tym, czy w PiS dojdzie do „wojny na górze”.

[related id=”33381″]Według Michała Karnowskiego o tym, czy wczorajsze przesłuchanie Donalda Tuska będzie miało znaczenie polityczne, jeszcze się przekonamy. Były premier nadal jest daleko w Brukseli i nie może wziąć bezpośredniego udziału w budowaniu siły opozycji. Przesłuchanie odegra natomiast rolę w ocenie i bilansie jego rządów. Wczoraj po raz pierwszy można było zobaczyć Donalda Tuska zdenerwowanego, wręcz przestraszonego. I nie dlatego, że ktoś mu robił krzywdę.

Prawnik byłego premiera i jego stronnicy starają się sprawę, w której był przesłuchiwany, sprowadzić do tego, czy był zakaz otwierania trumien, czy nie, oraz czy Tusk jest winien, że doszło do katastrofy smoleńskiej, czy też nie. Tymczasem chodzi o bardzo konkretny fakt. Kto odpowiada za tragedię smoleńską, może być dyskusyjne. Jednak to, że w trumnach pozamieniano ciała w tak dużej skali, jest zdaniem Michała Karnowskiego przestępstwem. Na to wpływ miał Donald Tusk jako ówczesny premier.

Redaktor naczelny tygodnika „wSieci” przypuszcza, że rzadkie u Donalda Tuska zdenerwowanie, które dało się zauważyć po jego wyjściu z prokuratury, mogło być spowodowane tym, że zaskoczony został trudnymi pytaniami prokuratorów. Być może na wiele z nich nie potrafił odpowiedzieć. [related id=33425]

Drugą wartą zauważenia rzeczą jest to, że były premier nie zdecydował się na zorganizowanie „takiego show”, jak przy poprzednim przesłuchaniu. Zdaniem Michała Karnowskiego świadczy to o tym, że musiał uznać, iż takie działanie Polaków nie przekonuje. Może to być również dowodem na to, że Polska się zmieniła przez ostatnie kilka lat i to, czym dawniej Donald Tusk uwodził Polaków, może już nie być tak skuteczne.

Czy istniej konflikt w obozie „dobrej zmiany”? Gorsza by byłaby fasadowa zgoda niż to co, się dzieje teraz. Emocje jednak trochę opadły. Ponadto prezydent powiedział, że przygotuje ustawy zasadniczo i radykalnie reformujące sądownictwo i – jak powiedział Michał Karnowski – warto go trzymać za słowo. Gość Poranka uważa jednak, że coś pękło. Nie skończy się to „wojną na górze” lub awanturą, ale część Prawa i Sprawiedliwości utraciła zaufanie do prezydenta i nie będzie go teraz traktować jako absolutnie pewnego sojusznika w twardym zmienianiu rzeczywistości. Naprawić to może tylko przedstawienie przez prezydenta ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości, które będą bardzo bliskie Prawu i Sprawiedliwości, czyli opierające się na tych zawetowanych, ale niezawierające błędów, które się w nie wdały.

Zapraszamy do słuchania całego Poranka WNET. Rozmowa z Michałem Karnowskim w części szóstej.

JS

 

 

4.08/W 80 dni dookoła Polski/Dzień 38/Poranek WNET z Suwałk

Wakacyjna trasa Radia WNET dotarła na Suwalszczyznę

Goście Poranka WNET:

Czesław Renkiewicz – prezydent Suwałk;

Andrzej Strumiłło – malarz, grafik, fotograf;

Michał Karnowski – publicysta WSieci, wpolityce.pl;

Paweł Bobołowicz – korespondent Radia WNET w Kijowie;

Piotr Malczewski – fotograf, podróżnik;

Beata Choińska – pracownik Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach;

Józef Murawski – muzyk i kierownik artystyczny zespółu Pogranicze z Szypliszek;

Agnieszka Protasiewicz – pracownik Hotelu Hańcza.


Prowadzący: Wojciech Jankowski

Wydawca: Antoni Opaliński

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca techniczny: Luiza Komorowska


Część pierwsza:

Agnieszka Protasiewicz o sławnych gościach hotelu Hańcza w Suwałkach i o samym mieście.

Beata Choińska o charakterystyce Suwalszczyzny i historii Suwałk.

 

 

Część druga:

Zespół folklorystyczny ” Pogranicze” z Suwalszczyzny. Kierownik zespołu Józef Murawski wyjaśnia na czym polega praca nad tego rodzaju warsztatem muzycznym.

Tak jak śpiewali nasi dziadkowie, tak my też śpiewamy. Staramy się tego nie zmieniać i zachować formułę pierwotną – tłumaczył kierownik artystyczny zespołu „Pogranicze”, którego nazwa została przejęta od nazwy miejsca, noszącego miano pogranicza od niepamiętnych czasów. Tu śpiewanie tak zwanym wielogłosem łączy dwie narodowości: Polaków i Litwinów oraz tworzy – mimo pewnych odrębności – wspólny obszar, zarówno muzyczny, jak i kulturowy.

 

Część trzecia:

Paweł Bobołowicz o szczegółach afery związanej z turbinami Siemensa na Krymie, a także o Fundacji „Otwarty Dialog”, której działalność w Polsce nie jest przejrzysta.

W 2014 roku Wprost wskazywał na powiązania Ablizowa z Fundacją Otwarty Dialog, której prezes miał szczególe wpływy na niektórych polskich polityków przez finansowanie ich wyjazdów i właśnie działalność lobbystyczną. Po tej publikacji tygodnik był zmuszony do zawarcia ugody z fundacją, która została zawarta w 2016 roku. W toku postępowania ustalono, że część materiałów wykorzystanych do publikacji to była notatka operacyjna rosyjskich i ukraińskich służb specjalnych zajmujących się tą sprawą za czasów Janukowycza.

Andrzej Strumiłło o swojej twórczości, a także o przywiązaniu do suwalskiej ziemi.

Zawsze tęsknimy do tego, co było kiedyś niepowtarzalne i piękne. Ja tęskniłem do tej ziemi

 

Część czwarta:

Serwis informacyjny i słup ogłoszeniowy.

 

Część piąta:

Czesław Renkiewicz o rozwoju gospodarczym i finansach miasta Suwałki.

Chciałbym, aby politycy częściej ze sobą rozmawiali takim ludzkim językiem, siadali razem do stołu i zastanawiali się co w tej Polsce można zmienić, bo wszystkich nas męczy ta ciągła walka

 

Część szósta:

Michał Karnowski o ostatnim przesłuchaniu Donalda Tuska w związku z nieprzeprowadzeniem sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej i o ewentualnym znaczeniu politycznym tego wydarzenia.

Fakt, że w trumnach pozamieniano ciała w tak dużej skali, jest bez wątpienia przestępstwem

 

Część siódma:

Grzegorz Kubaszewski o pamięci Obławy Augustowskiej na Suwalszczyźnie.

List Josepha Conrada

 

Część ósma:

Piotr Malczewski o inspiracjach w swojej twórczości, którą jest fotografia.

 


Posłuchaj całego Poranka WNET:

Burmistrz Nowalski: Pozostaje tylko modlić się, żeby wojna nie wybuchła ani nie miały miejsca wydarzenia na wielką skalę

Dzień 37. z 80 / Sejny /Poranek WNET – Kosztem naszego bezpieczeństwa to się odbędzie – żalił się Nowalski, gorzko żartując, że „znowu w mieście nad Marychą będzie można łatwiej kupić marychę”.

Bob Marley zapewne wybrałby się do Sejn, gdyby tylko usłyszał, że to gród nad rzeką Marychą, a tak na poważnie przesmyk sejneński lub przesmyk suwalski to aktualnie pojęcia obecne w terminologii NATO, oznaczające polskie tereny położone wokół Suwałk, Augustowa i Sejn, które jednocześnie stanowią połączenie terytorium państw bałtyckich z Polską i resztą państw NATO oraz rozdzielają terytorium rosyjskiego obwodu kaliningradzkiego oraz sojuszniczej wobec Rosji Białorusi. Według armii USA region ten należy do potencjalnie najbardziej zapalnych punktów w Europie.

– Mamy specyficzny moment, kiedy zarówno Rzeczpospolita, jak i Republika Litewska mogą na nowo ułożyć stosunki z sąsiadem – powiedział burmistrz Sejn Arkadiusz Nowalski. Jego zdaniem historycznie to, co dzieje się dzisiaj, można porównać do roku 1938, kiedy „Niemcy stworzyły pewną nową jakość i wtedy doprowadzono do pojednania polsko-litewskiego. Niestety, teraz Rosja tworzy podobny klimat”. Porównał korytarz suwalski do przesmyku Fulda, który leżał w RFN na granicy NATO i Układu Warszawskiego i był najbardziej zapalnym punktem epoki zimnej wojny.

– Jeżeli sojusznicy, to znaczy Rosja i Białoruś, będą się chcieli w ramach potencjalnego konfliktu połączyć, a ćwiczą to czasami, to będą musieli zająć nasze terytorium – powiedział burmistrz Nowalski. Ufa jednak, że polskie wojsko i Sojusz Północnoatlantycki również ćwiczą, aby do tego nie dopuścić.

Zaznaczył przy tym, że niestety miejscowa ludność w razie takiego kryzysu nie może liczyć na pełne bezpieczeństwo. Jego zdaniem brak jest jakichkolwiek działań, dzięki którym byłaby zabezpieczona – działań na poziomie rządowym i we współpracy z Litwinami.

– Potrzebujemy odpowiedzi na pytanie, skąd wziąć prąd, bo jesteśmy na jednej, pojedynczej nici elektrycznej – powiedział burmistrz. Jak uważa, bez konkretnych działań Warszawy Sejny nic nie mogą zrobić w tej sprawie, chociażby ze względu na zadłużenie i zakaz – w ramach planu naprawczego – inwestycji do 2022 roku.

– Pozostaje się tylko modlić, żeby wojna nie wybuchła ani nie miały miejsca wydarzenia na wielką skalę – powiedział Arkadiusz Nowalski, który mimo zaufania do władz centralnych i sojuszy, w jakich jest Rzeczpospolita, ma nadzieję, że nic takiego się jednak nie zdarzy.

Uważa, że coraz większe wyludnienie tych terenów powinno wreszcie skłonić Polaków i Litwinów do pojednania. Przypomniał, że Litwini mają ruch bezwizowy ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie często trafiają za chlebem.

Trudne lepsze stosunki z Litwinami

– Niedługo w tych rejonach, które zwykle były zarzewiem rozbieżności polsko-litewskich, nie będzie ani Polaków, ani Litwinów – powiedział gość Poranka. Jego zdaniem zarówno Litwa, jak i Polska powinny zrobić wszystko, aby ten proces zahamować. Jest to szczególnie paląca kwestia, bowiem jeśli Sejny nie odnotują wzrostu liczby mieszkańców, to całkiem realne stanie się zagrożenie, że miasto nie będzie w stanie spłacić swoich długów.

– Sejny to piękne miasto z pięknymi ludźmi i dużymi trudnościami, głównie natury finansowej – powiedział burmistrz Sejn, miasta o bogatej historii. Jego zdaniem, jest to najbardziej newralgiczny region dla dobrych stosunków polsko-litewskich poza rejonem Wileńszczyzny. Przyznał, że nie zawsze stosunki polsko-litewskie były dobre, ale ten etap „mamy już za sobą”. Nazwał je szczególnie trudnymi, bowiem lista rozbieżności jest długa, ale w mieście Sejny na szczęście została zredukowana do minimum.

– Przez ostatnich kilkanaście lat mieliśmy taką sytuację, że niepublicznym szkołom z językiem litewskim poprzedni burmistrz postanowił nie wypłacać wszystkich należności. Długi się spiętrzyły i sięgnęły do poziomu ponad miliona złotych wraz z odsetkami – powiedział Nowalski. Dodał, że część tej sumy stanowią kwoty, które powinny wpływać od sąsiednich gmin za dzieci z ich terenu, ale ponieważ miasto Sejny nie płaciło, to regres był niemożliwy. Jak mówi, to smutna historia. Przypomniał, że według polskiego prawa co cztery lata w samorządach jest przeprowadzana kompleksowa kontrola finansowa. W przypadku Sejn w okresie, gdy nie regulowano należności, miały miejsce trzy kontrole, a tylko jedna zajęła się tym tematem. – I po tej kontroli dług na nas spadł jak z przysłowiowego nieba, a jest to o tyle dziwne, że temat był wałkowany od dziesięciolecia na poziomie dyplomatycznym – powiedział Arkadiusz Nowalski. Zaznaczył, że dług narastał przez tyle lat, bo „mamy w naszym kraju czasami problemy z respektowaniem prawa”.

– Dziś trudno mi jest wymienić jakiś poważniejszy konflikt między Polakami i Litwinami – pochwalił się burmistrz Nowalski. Jako zarządca miasta zaczął w tym roku spłacać 12-letni dług i dlatego sąd zajmuje się ugodą miedzy miastem Sejny a organem prowadzącym niepubliczne litewskie szkoły w tym mieście.

Po wyjeździe psa zakwitnie handel marychą w mieście nad Marychą

Sejny jako miasto graniczne są również terenem, na którym dochodzi do handlu narkotykami. W ostatnim okresie Sejny zabłysły jako miasto mające psa, który w ubiegłym roku miał na swym koncie największą w Polsce liczbę wykrytych przemytów.

Sejny, „ze względu na wzmożoną ekspozycję młodzieży na narkotyki, podjęło decyzję o zakupie psa i ten pies w zeszłym roku zrobił rzeczywiście najlepsze wyniki” – pochwalił się burmistrz miasta. Nie ukrywa, że smutkiem napawa go fakt, że ten pies, jako mistrz wykrywalności, „pojedzie robić wyniki do Białegostoku”. Jego zdaniem dzieje się tak, bo Sejny nie mają „aż takiej siły przebicia”.

[related id=33271]- Suwałki stać na to, żeby sobie wybudować siódmą fontannę, Sejny, żeby sobie kupić psa, ale gdy ten pies robi wyniki, to przegrywamy z silniejszymi ośrodkami – zakończył smutną konstatacją burmistrz. Jego zdaniem administracja na całym świecie jest taka sama. Ktoś na górze w policji wymyślił centralizację i psy, które „robią wyniki”, mają być w jednym miejscu.

– My zainwestowaliśmy w nasze bezpieczeństwo i kosztem naszego bezpieczeństwa to się odbędzie – żalił się – I po tej kontroli dług na nas spadł jak z przysłowiowego nieba, a jest to o tyle dziwne, że temat był wałkowany od dziesięciolecia na poziomie dyplomatycznym – powiedział Arkadiusz Nowalski, żartując gorzko, że „znowu w mieście nad Marychą będzie można łatwiej kupić marychę”.

– Zachęcam do osiedlania się w Sejnach – zaapelował na koniec burmistrz, wymieniając zalety miasta – m.in. „świetny szpital” i to, że Sejny to szczególne miejsce, bo „ludzie tu, gdy wychodzą, często nawet domów nie zamykają”.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Ksiądz prałat Zbigniew Bzdak: Matka Boża Sejneńska łaskami słynąca to figura niezwykła i na właściwym miejscu

Dzień 37. z 80 /Sejny /Poranek WNET – Ks. bp Antoni Baranowski spoczywający w Sejnach to bardzo ważna postać dla naszych braci Litwinów – nazywają go swoim Mickiewiczem – powiedział proboszcz z Sejn.

Parafia pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Sejnach ma ponad 400 lat. Jej kościołem parafialnym jest Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. To kościół podominikański wraz z kompleksem klasztornym. Kościół pełni funkcję świątyni parafialnej, sanktuarium i kolegiaty. Ze względu na bogatą historię i wielokulturowość regionu jest prawdziwą atrakcją turystyczną północno-wschodniej Polski.

Matka Boska Sejneńska, łaskami słynąca, od Trójcy Świętej, Matka Wspomożenia Wiernych, Przemożna Orędowniczka

– Początki naszej parafii to XVII wiek, kiedy przybyli na te ziemie dominikanie z Wilna, z parafii Świętego Ducha, zaproszeni przez właściciela tych ziem Jerzego Grodzińskiego – powiedział ksiądz prałat Zbigniew Bzdak, gość Wojciecha Jankowskiego w Poranku Wnet nadawanym z Sejn. Jak podkreślił, wraz z przyjściem dominikanów Sejny zaczęły się rozwijać duchowo. Nie do przecenienia był również wkład zakonników w rozwój edukacyjny i gospodarczy tego miejsca.

– O gospodarczej działalności dominikanów może świadczyć fakt, że zmienił się szlak handlowy, który na początku XVII wieku przebiegał 12 km od Sejn, a w krótkim czasie po osiedleniu się dominikanów przywędrował do tego miejsca – powiedział ksiądz prałat. Jego zdaniem sukces dominikanów sejneńskich to wynik ich oddania się pod opiekę Najświętszej Marii Panny. Do tego doszło wsparcie Jerzego Grodzieńskiego, który oddał im „prawie całe swoje dobra”. W 1619 roku bazylika została ukończona. Sto lat później rozbudowano kościół o całą część wschodnią z potężnymi 46-metrowymi wieżami i frontonem. Dominikanie byli w Sejnach przez 200 lat, do 1804 roku. Pod zaborem pruskim dominikanie sejneńscy stracili wszystkie dobra – rząd pruski skonfiskował grunty, lasy i jeziora oraz kapitały zakonne i po kasacjach pruskich zgromadzenie opuściło miasto.

– W przyszłym roku będziemy mięli 200-lecie utworzenia diecezji sejneńskiej -augustowskiej, której katedrą był kościół w Sejnach – powiedział gość Poranka Wnet. W okresie międzywojennym Sejny znalazły się na Litwie, a diecezję przeniesiono do Łomży. Dopiero w 2009 roku Sejny zostały biskupstwem tytularnym.

W podziemiach bazyliki miejsce swego ostatecznego spoczynku znalazło trzech biskupów. Wśród nich jest również ksiądz biskup Antoni Baranowski.

– To bardzo ważna postać dla naszych braci Litwinów, którą uważają za ich Mickiewicza – powiedział ksiądz Bzdak, przypominając, że biskup Baranowski był poetą tworzącym po litewsku, ale również tłumaczem Pisma Świętego na litewski.

– Figura Matki Boskiej została sprowadzona przez Jerzego Grodzieńskiego w 1602 roku, nabył ją w Królewcu i oddał w opiekę dominikanom – powiedział proboszcz. Przypomniał, że w 1999 roku podczas wizyty Jana Pawła II w Ełku figura była elementem ołtarza polowego podczas jednej z mszy papieskich.

Jest to nieocenionej wartości historycznej figura, która zasłynęła licznymi łaskami, należy do jednego z trzech znanych typów figur szafkowych Madonny. Autorem jest nieznany rzeźbiarz, który stworzył ją prawdopodobnie na przełomie XIV i XV wieku, w okresie pobytu Krzyżaków na ziemiach polskich. Figura mogła w przeszłości stanowić wystrój ołtarza polowego Krzyżaków. Oprócz sejneńskiej zachowały się jeszcze cztery tego typu figury: w Lubieszowie, Klonówce, ponadto w Paryżu w Muzeum Cluny i w Norymberdze w Muzeum Germańskim.

Figura jest niezwykła nie tylko dlatego, że ma ponad 600 lat, ale również dlatego, że „jest jedyną na właściwym miejscu, to jest – odbiera kult” – podkreślił ksiądz Bzdak.

Figura Matki Boskiej siedzącej na tronie, trzymającej Dzieciątko Jezus u prawego boku jest misternie wyrzeźbiona w lipowym drewnie. Rzeźba otwiera się na boki, tworząc tryptyk – „skrzydła” to płaszcz opiekuńczy, podtrzymywany rękoma Maryi. Wewnętrzna płaskorzeźba wyobraża Boga Ojca siedzącego na tronie łaski, który trzyma krzyż ze zmarłym Jezusem Chrystusem. Nad głową Boga Ojca jest Duch Święty w postaci gołębicy. Na otwartych bokach płaszcza Matki Boskiej widnieją malowidła 26 postaci różnych stanów, po 13 z obu stron.

fot. Parafia Sejny
Matka Boska Sejneńska, łaskami słynąca, od Trójcy Świętej, Matka Wspomożenia Wiernych, Przemożna Orędowniczka

KRÓTKA HISTORIA FIGURY MATKI BOSKIEJ SEJNEŃSKIEJ ŁASKAMI SŁYNĄCEJ, OD TRÓJCY ŚWIĘTEJ

W roku 1610 dominikanie rozpoczęli budowę dużego murowanego kościoła klasztornego. Jesienią 1619 roku w uroczystej procesji wniesiono do niewykończonej jeszcze budowli kościoła cudowną figurę Matki Boskiej, którą umieszczono we wnęce głównego ołtarza. Wnęka była wyłożona brokatami, obramowana złoceniami i zwieńczona baldachimem z kosztownymi wisiorami. Z upływem lat figura była obwieszana coraz nowymi wotami, dowodami odebranych łask. Na figurę nałożono szczerozłote korony przyozdobione drogocennymi kamieniami. Wykonano w srebrze płaskorzeźby sześciu aniołków, z których jedna para podtrzymywała koronę Matki Boskiej, druga – baldachim, zaś trzecia była ustawiona u podstawy figury.
W 1720 roku przeor Franciszek Kosiewski przyozdobił figurę srebrną sukienką z bogato zdobionymi motywami kwiatowymi i złoceniami. Sprawiało to wrażenie, jakby Matka Boska była w pozycji stojącej. W tym też okresie Matce Boskiej, trzymającej w lewej dłoni jabłko, zawieszono kosztowny różaniec – jeden z symboli zakonu dominikanów.
Ksiądz Złotkowski, prepozyt Kapituły Kolegiackiej Sejneńskiej przed II wojną światową, w napisanej książeczce pt. „Figura łaskami słynąca Matki Boskiej i Kościół Sejneński” wydanej w 1938 roku stwierdza:

„Z przybyciem tej figury do Sejn i umieszczeniem jej w kościele św. Jerzego Matka Boska jak gdyby osobiście nawiedziła te strony, niby Królowa pośród wiernego ludu poczęła szczodrze siać łaski swoje. Rozsławiona zastała świętość tej figury szeroko w Polsce, Litwie i Prusiech, sprowadzała kilkakroć do roku niezliczone tłumy pielgrzymów…”

[related id=33271]Dominikanie w różnym czasie uzyskali brewa nadanych kościołowi odpustów wieczystych po wieczne czasy, które obchodzono na: św. Dominika, św. Jerzego, św. Anny, św. Agaty, uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej (odpust szlachecki) i uroczystość Nawiedzenia Matki Boskiej. W roku 1775 przeor Piotr Mangierd, chcąc chronić drogocenne korony figury, kazał wykonać korony ze srebra, pozłacane. Te pierwsze umieszczono w klasztornym skarbcu.

W roku 1866 biskup sejneński Konstanty Ireneusz Łubieński przystąpił do renowacji katedry sejneńskiej, w tym także do odświeżenia figury. Naoczny świadek tych zabiegów ks. Stanisław Jamiołkowski, wicekustosz katedry, opisał to wydarzenie. Oto fragment: „…Zdejmując z biskupem Łubieńskim w 1866 roku brylanty i perły, znaleźliśmy na głowie Najświętszej Panny koronę fasonu wysokiego z blaszek srebrnych wprawdzie, ale po prostu nożycami ciętych i sznurkami powiązanych. Brylanty i rubiny zdobiące ją, a kurzem odwiecznym pokryte, były nićmi lub drucikami…”

W roku 1881 staraniem biskupa Piotra Lubicza Wierzbowskiego dobudowano kaplicę – od północnej strony katedry, z wejściem od prawej bocznej nawy. Kaplica została wyposażona w renesansowy ołtarz z kolumnami. 2 sierpnia 1882 roku uroczyście umieszczono figurę Matki Boskiej we wnęce ołtarza kaplicy, które wybrano jako jej stałe miejsce. Kaplica nosi imię Matki Boskiej.

W czasie I wojny światowej, zwłaszcza w 1914 roku, Matka Boska Sejneńska ochraniała kościół. Ksiądz Złotkowski pisał: „wojskowi podziwiali, gdyż to cel dla pocisków był doskonały, wierni zaś rozumieli w tym opiekę Matki Boskiej, która przedziwnie chroniła świątynię, gdzie cudami słynąca Jej figura się, przechowuje…”

MoRo

Jeśli zabraknie kontroli na granicy, to napływ nielegalnych imigrantów może być podobny jak do Europy Południowej

Dzień 37. z 80 / Sejny / Poranek Wnet – O pracy Straży Granicznej na północno-wschodnim krańcu Polski w rozmowie z zastępcą komendanta placówki Straży Granicznej w Sejnach Krzysztofem Wojciechowskim.

Sejny znajdują się blisko wewnętrznej granicy Unii Europejskiej, która może być swobodnie przekraczana. Pomimo to Straż Graniczna przeprowadza częste kontrole, aby zwalczać nielegalną imigrację oraz przestępczość graniczną, jak przemyt osób i towarów akcyzowych, głównie papierosów.

Po wstąpieniu Polski w 2004 roku do Unii Europejskiej, a zwłaszcza później, w 2007 roku, do strefy Schengen, przemyt na granicy z Litwą znacznie się zwiększył. Gdy możliwe stało się swobodne przekraczanie granicy, wiele osób chciało łatwo i szybko zarobić duże pieniądze. Nie było tygodnia, żeby strażnicy nie zatrzymali większego transportu.

Obecnie na granicy z Litwą mamy do czynienia z przestępczością zorganizowaną. Grupy od kilku do kilkunastu osób wyposażone są w dobrej jakości sprzęt, za pomocą którego mogą śledzić poczynania Straży Granicznej. Dzięki temu dokonują przemytu papierosów z Białorusi lub Rosji do Polski i krajów Europy Zachodniej.

Częściej stosowaną drogą jest przemyt najpierw z Białorusi na Litwę, a dopiero potem do Polski, niż bezpośrednio z Białorusi do Polski, ponieważ granica polsko-białoruska jest lepiej strzeżona. [related id=33271]

Drugim poważnym problemem jest nielegalna migracja, głównie Wietnamczyków. Grupy przestępcze stworzyły regularne źródło dochodów z ich przemytu. Obywatele Wietnamu z terenu Rosji przedostają się na Litwę, Łotwę lub Estonię, a stamtąd do Polski i dalej do Europy Zachodniej.

– W czerwcu nasza placówka zatrzymała obywatela Rosji na łotewskiej karcie pobytu, który pojazdem dostawczym typu bus przewoził czterech obywateli Wietnamu, bez dokumentów, w specjalnie do tego stworzonej skrytce – mówił Krzysztof Wojciechowski.

Zdaniem gościa Poranka polskie granice powinny być kontrolowane, choć nie muszą być tak dobrze zabezpieczone, jak zewnętrzna granica Unii Europejskiej. Powinniśmy wiedzieć, kto do nas przyjeżdża, kto wyjeżdża i co przewozi. W ten sposób dbamy o bezpieczeństwo państwa. Jeśli tego zabraknie, będziemy mogli się spodziewać takiego samego napływu nielegalnych imigrantów jak do Europy Południowej.

Całego Poranka możesz posłuchać tutaj. Wywiad z kpt. SG Krzysztofem Wojciechowskim jest w części szóstej.

MW

Niemiecka prasa boi się, że Donald Tusk nie wróci do Polski i dlatego namaszcza Borysa Budkę i Kamilę Gasiuk-Pihowicz?

Dzień 37. z 80 / Sejny / Poranek WNET – W cotygodniowej korespondencji z Niemiec Jan Bogatko o sytuacji politycznej w Polsce widzianej tym razem oczami dziennikarza „Die Welt”.

W dzienniku „Die Welt” ukazał się artykuł Gerhada Gnaucka na temat tego, co aktualnie dzieje się w Polsce. Już nie „totalna”, a „zjednoczona opozycja” będzie protestować przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości, która dzieli Polaków. Połączyć ich może Donald Tusk, który dzisiaj przyjeżdża do Warszawy zeznawać na temat tego, co się wydarzyło po katastrofie smoleńskiej z jej ofiarami.

Sytuacja jest cały czas trudna, pomimo że dwie ustawy z trzech o wymiarze sprawiedliwości nie zostały podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Podpisana została trzecia. „Jak on mógł to podpisać!” W związku z tym Bruksela rozpoczęła postępowanie przeciwko Polsce. Za tym stoi Donald Tusk, jak go określił Jan Bogatko: niemiecki polityk, dawniej polityk polski.

Według „Die Welt” Donald Tusk ma potencjał, aby stać się mężem opatrznościowym Polaków. Czas jego rządów był okresem wspaniałej modernizacji kraju, solidnej polityki gospodarczej pomimo kryzysu na świecie. Rząd PO upadł jedynie dlatego, że była „jakaś” afera podsłuchowa, która nosi wyraźnie ślady rosyjskie. [related id=33271]

Mamy więc nową teorię spiskową – Rosja nie ma nic wspólnego z katastrofą smoleńską, ale z aferą podsłuchową, która ma „wyraźny podpis cyrylicą”, jak zażartował Jan Bogatko. Takie rzeczy wypisuje dziennikarz „Die Welt”, który „zna się na wszystkim”. Afera podsłuchowa miała według niego zdestabilizować Polskę przez odsuniecie od władzy „postępowej, wspaniałej, lubianej przez wszystkich” Platformy Obywatelskiej.

Dalej czytamy w „Die Welt”, że zwolennicy PO chcą, żeby Donald Tusk wrócił do Polski i odsunął od władzy autorytarnie rządzący PiS.

Dziennik tłumaczy też sprawę, w której były premier ma dzisiaj zeznawać. Otóż nie można było otwierać trumien zaraz po katastrofie, bo wywołałoby to rewolucję.

Czy Tusk w ogóle chce stanąć na ringu? – pyta z niepokojem dziennikarz „Die Welt”. Jedno jest jego zdaniem pewne – wielu Polaków, którzy teraz wychodzą na ulice, nie przepada za aktualnymi liderami PO i Nowoczesnej (Grzegorzem Schetyną i Ryszardem Petru), dlatego największe oklaski otrzymuje Borys Budka i Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Zapraszamy do słuchania Poranka WNET z Sejn. Korespondencja Jana Bogatki w części trzeciej.

JS

 

 

Mariusz Patey: Jesteśmy sąsiadami, mamy trudną historię, bez współpracy trudno myśleć o rozwoju naszych państw

Dzień 37. z 80 / Sejny / Poranek WNET – O próbach znalezienia porozumienia polsko-ukraińskiego i działalności Instytutu im. Romana Rybarskiego w rozmowie z jego dyrektorem i publicystą „Kuriera WNET”.

[related id=”27569″]W czasie Poranka WNET w Sejnach Antoni Opaliński połączył się z Mariuszem Pateyem, dyrektorem Instytutu im. Romana Rybarskiego. Instytut nawiązuje do myśli ekonomicznej jednego z najważniejszych polityków obozu narodowego przed wojną, wykładowcy akademickiego i publicysty. Był to wolnorynkowiec, którego sposób myślenia o gospodarce dziś niestety jest „mało widoczny w obozie narodowym”. Dlatego instytut stara się propagować poglądy tego wybitnego ekonomisty.

Instytut nie zajmuje się jednak wyłącznie historią myśli ekonomicznej, ale także tym, co dzieje się obecnie. Między innymi próbuje znaleźć porozumienie ze środowiskami nacjonalistycznymi na Ukrainie, czyli wydającymi się być jak najdalej od porozumienia z Polską.

Mariusz Patey twierdzi, że na Ukrainie są ludzie o różnych poglądach. Pośród tych, którzy identyfikują się z myślą patriotyczną i niepodległościową, są też tacy, którzy szukają porozumienia z Polską. Jesteśmy sąsiadami, mamy trudną historię, bez współpracy trudno myśleć o rozwoju naszych państw.

[related id=33271] Istnieją „niewykorzystane synergie w różnych obszarach”. Bez porozumienia nie zostaną spożytkowane.

W związku z tym, że 3 sierpnia są urodziny profesora Romana Rybarskiego, instytut organizuje dzisiaj zamkniętą konferencję poświęconą jego osobie, a również aktualne problemy Polaków znajdą tam swoje miejsce. Organizatorzy liczą, że wypracowane pomysły na Polskę „będą uwzględniane przynajmniej w programach prawicy narodowo-konserwatywnej”.

Zapraszamy do słuchania Poranka WNET. Rozmowa z Mariuszem Pateyem jest w drugiej części.

JS

Polecamy również na ten temat:

Polska – Ukraina: wiele się zmieniło, został spór o historię – z pewnością trudny, ale chyba możliwy do przezwyciężenia

Prof. Wojciech Roszkowski: Tytuły prawne do wypłaty odszkodowań przez Niemcy są oczywiste

Tytułów prawnych i historycznych do tego, żeby Niemcy wypłaciły Polsce reparacje (…) jest sporo – mówi Roszkowski Teza, że w 1953 r. Polska zrzekła się reparacji o wg niego „wielkie oszustwo”.

Biuro Analiz Sejmowych ma przygotować informację dotyczącą możliwości domagania się przez Polskę odszkodowań za straty wojenne od Niemiec – poinformował w środę PAP poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Analiza ma być gotowa do 11 sierpnia.

„Tytułów prawnych i historycznych do tego, żeby Niemcy wypłaciły Polsce reparacje za agresję w 1939 roku i wszystkie jej konsekwencje jest sporo, są one oczywiste” – mówi PAP prof. Wojciech Roszkowski.

„To Niemcy napadły na Polskę, a nie odwrotnie; to Niemcy dokonały zniszczeń materialnych i zadały nam olbrzymie straty w ludziach” – stwierdza historyk. Choć prof. Roszkowski zauważa, że napadając na Polskę Niemcy nie pogwałciły deklaracji o nieagresji – bo Hitler wcześniej ją wypowiedział – jednak „w świetle prawa międzynarodowego mieliśmy do czynienia ze zbrodnią przeciwko pokojowi”. „Możemy stwierdzić, że III Rzesza popełniła przestępstwo” – dodaje.

„Kolejny przyczynek do żądania reparacji to zbrodnie wojenne” – mówi historyk. „Przypomnijmy choćby bombardowanie Wielunia. To było miasteczko poza linią frontu – naloty na nie były typową zbrodnią przeciwko ludności cywilnej” – stwierdza prof. Roszkowski, i dodaje, że takich zbrodni przeprowadzono w czasie II wojny światowej bardzo dużo. „Niemcy sami mówili, że za jednego zabitego Niemca będą mordowali dziesiątki Polaków” – opisuje realia narodowo-socjalistycznej okupacji niemieckiej w Polsce.

„Nie można zapominać o Powstaniu Warszawskim. Wywołali je Polacy, ale już po polskiej kapitulacji Niemcy systematycznie zrównali miasto z ziemią” – mówi Roszkowski. Zauważa, że wartość tych strat wycenił warszawski ratusz za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. „Do tych wyliczeń powinniśmy powrócić, bo obrazują nam skalę niemieckich zbrodni w Polsce i stanowią punkt wyjścia do żądania finansowego zadośćuczynienia” – dodaje.

Komentując głosy sceptyczne wobec żądania reparacji, prof. Roszkowski wskazuje na przykład Namibii. „To państwo uznało, że Niemcy powinni zapłacić za swoje zbrodnie w tej części Afryki; postawa Namibii powinna dać krytykom do myślenia” – stwierdza, odnosząc się do wielomiliardowego namibijskiego pozwu wobec Niemiec za zbrodnie przed niemal 100 lat na ludach Herero i Nama.

Tezę, że w 1953 roku Polska zrzekła się odszkodowań od Niemiec prof. Roszkowski określa jako „wielkie oszustwo”. „W Poczdamie Związek Sowiecki przejął polskie roszczenia wobec Niemiec. Umowa między ZSRS-PRL zakładała, że odszkodowania niemieckie będą PRL-owi spłacane” – przypomina historię reparacji prof. Roszkowski. Jego zdaniem „sami Sowieci postawili warunek, że będą spłacali odszkodowania niemieckie pod warunkiem zawarcia specjalnej umowy na dostawy węgla z Polski do Sowietów, w cenie 1/10 rynkowej”. Tym samym, jak stwierdza Roszkowski, „Sowieci narzucili jeszcze jeden dodatkowy haracz na Polskę, a o spłatach tych odszkodowań źródła milczą”.

Zdaniem historyka dokładna wartość odszkodowań za agresję niemiecką wypłaconych przez ZSRS Polsce jest sprawą „której trzeba by dochodzić”. Natomiast „władze PRL rzekomo z tych odszkodowań zrezygnowały, tyle tylko, że nie można znaleźć żadnego dokumentu, który by to potwierdził”.

PAP/MoRo

Wiceminister MSW Jarosław Zieliński: Służba Ochrony Państwa będzie mogła prowadzić czynności operacyjno-rozpoznawcze

Dzień 37. z 80 / Sejny / Poranek WNET – O przyczynach powołania nowej służby w miejsce BOR oraz o tym, czy mamy do czynienia z „szorstką przyjaźnią” w ramach obozu rządzącego w Wywiadzie WNET z Sejn.

[related id=”25483″]W Poranku WNET nadawanym z Sejn Wojciech Jankowski rozmawiał z wiceministrem spraw wewnętrznych Jarosławem Zielińskim, posłem z Podlasia.

Gość opowiedział o projekcie ustawy, na mocy którego Biuro Ochrony Rządu zostanie zastąpione Służbą Ochrony Państwa. Projekt został przyjęty przez rząd i trafi teraz do Sejmu. Jego celem jest stworzenie nowoczesnej służby skutecznie reagującej na współczesne zagrożenia. SOP ma nie tylko odpowiadać na nie, ale również im zapobiegać. Dlatego według projektowanych przepisów SOP będzie miała możliwość prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych, czego obecnie brakuje BOR.

Prowadzony będzie nabór do nowej służby, zresztą już teraz trwa nabór do BOR. W SOP będzie jednak nowy sposób angażowania pracowników. Zatrudnieni wcześniej w BOR, jeśli będą spełniać kryteria, otrzymają propozycje kontynuacji pracy po zmianach. Istotną nowością będzie możliwość przenoszenia do SOP pracowników z innych służb, na przykład z policji. BOR był pod tym względem hermetyczny.

Reforma motywowana jest licznymi nieprawidłowościami w BOR. W opinii Jarosława Zielińskiego szczególnie na działanie BOR kładzie się cieniem to, co się działo podczas katastrofy smoleńskiej i zaraz po niej. Charakterystyczne było, że ówczesny szef BOR gen. Marian Janicki po katastrofie smoleńskiej nie tylko, że nie został odwołany, ale awansował.

Wiceminister wypowiedział się także na temat „szorstkiej przyjaźni” między prezydentem a rządem. Jego zdaniem relacje w obozie PiS są inne niż w czasie, gdy zaczęto używać pojęcia „szorstka przyjaźń” (za czasów rządów SLD-PSL i prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego). Nie powinno się wiec tym terminem określać obecnej sytuacji.

[related id=33271]Prezydent ma swoje kompetencje, skorzystał z nich, podejmując inną decyzję niż oczekiwał tego rząd. Jarosław Zieliński uważa, że najlepiej skomentował to prezes PiS Jarosław Kaczyński, mówiąc, że prezydent popełnił błąd, że to już się zdarzyło, a teraz trzeba pracować dalej nad reformą wymiaru sprawiedliwości. Weto tę reformę opóźniło, ale jej nie powstrzymało.

Zapraszamy do wysłuchania całego Wywiadu Poranka WNET. Rozmowa z wiceministrem spraw wewnętrznych w części piątej, a w niej także o sytuacji na Podlasiu oraz o Obławie Augustowskiej.

JS

Polecamy również na ten temat:

REFORMA SŁUŻB SPECJALNYCH: Rząd przyjął projekt ustawy o powołaniu Służby Ochrony Państwa, która zajmie miejsce BOR

Szef BOR Tomasz Kędzierski: BOR to przede wszystkim służba państwu polskiemu, z ryzykowaniem życiem i zdrowiem