Ryszard Kukliński patrzy z Góry Przemienienia w kierunku Krakowa, symbolicznie obejmując wzrokiem także całą Polskę

Bohaterstwo Kuklińskiego było na miarę Żołnierzy Niezłomnych. Wygnanie, wyrok śmierci we własnym kraju do 1995 r., banicja, infamia, ciągłe oskarżenia o zdradę, wyrok wykonany na synu – musiały boleć.

Andrzej Andy Waligóra

11 czerwca 2017 r. w podkrakowskiej, znanej już w świecie Morawicy – na Polskiej Górze Przemienienia – odsłonięto pomnik generała Ryszarda Kuklińskiego przy okazji 87 rocznicy urodzin bohatera (13 czerwca 1930 r.). Po wielomiesięcznych rozmowach z prezesem Stowarzyszenia Sympatyków Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego Andrzejem Lorencem oraz z proboszczem parafii pw. św. Bartłomieja, ks. Władysławem Palmowskim, udało się zrealizować ten projekt. Ryszard Kukliński jest patronem Klubu Gazety Polskiej w Wiedniu, z którym związany jestem od 10 lat, i Fundacji Jack Strong. (…)

Aktu odsłonięcia pomnika dokonali rodzice Pana Prezydenta RP dr. Andrzeja Dudy – prof. Janina Duda i prof. Jan Tadeusz Duda w asyście kombatantów: kpt. Edwarda „H” Serwińskiego, kpt. Stanisława Szury i pułk. Wacława Szaconia ps. Czarny – Żołnierza Niezłomnego (Wyklętego).

Posąg gen. Kuklińskiego w Morawicy jest dziełem artysty rzeźbiarza Krzysztofa Krzysztofa, wielkiego patrioty, aktualnie piszącego także doktorat na wrażliwe dla dzisiejszych europejskich „elit” tematy. Przedstawił on młodego Kuklińskiego w mundurze i płaszczu wojskowym, stojącego obiema nogami na konturze Polski, ale zarazem czyniącego krok na Zachód – ku tej naszej symbolicznej wolności. Ryszard Kukliński dzisiaj patrzy z Góry Przemienienia w kierunku Krakowa, symbolicznie obejmując wzrokiem także całą Polskę. Pomnik wyróżnia się pięknym, złotym kolorem, jest pokryty patyną i w słońcu nabiera szczególnego wyrazu. (…)

Fragment pomnika Ryszarda Kuklińskiego w Morawicy

W korowodzie wielkich Polaków umieszczonych na Górze Przemienienia Ryszard Kukliński jest postacią graniczną. Widać to również w Morawicy: stoi na wprost kamienia chrztu Polski, jakby mówił, że my z niego wszyscy, a zarazem wprowadza zwiedzających w historię III RP, zaczynającą się prawie 10 lat po opuszczeniu przez niego Polski. Zdecydowana większość „twórców” III RP, jak Kiszczak, Jaruzelski i Wałęsa, określiła Kuklińskiego mianem zdrajcy. (…)

Jest to pierwszy taki pomnik w Małopolsce, nie licząc popiersia w Krakowskim Parku im. dr. T. Jordana. Dziwi więc, że to wydarzenie przeszło prawie bez echa. Z ogólnopolskich mediów jedynie Polska Agencja Prasowa i Telewizja Polska z Krakowa stanęły na wysokości zadania, zmotywowane filmowaniem pana dr. J. Wieczorka, (krótka migawka w Krakowskiej Kronice Filmowej). A w gazetach pojawiły się tylko: wywiad z T. Płużańskim w GPC i krótka wzmianka w Niedzieli z 25 czerwca.

Cały artykuł Andrzeja Andy’ego Waligóry pt. „Odsłonięcie pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego w podkrakowskiej Morawicy” znajduje się na s. 15 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Andrzeja Andy’ego Waligóry pt. „Odsłonięcie pomnika generała Ryszarda Kuklińskiego w podkrakowskiej Morawicy” na s. 8 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Zasoby kulturowe w polskich bibliotekach i archiwach mamy znacznie bogatsze niż zasób intelektualny we własnych głowach

Polski rząd i jego instytucje powinny podnieść jedno wielkie hasło: „Cały polski naród pisze program dla Międzymorza” i podjąć szeroką działalność w kierunku popularyzacji jego idei.

Ryszard Surmacz

Obecny system polityczny w Europie wciąż nie może wydostać się ze szponów postanowień kongresu wiedeńskiego i Świętego Przymierza z 1815 r. Przypomnijmy, minęło ponad 200 lat, w międzyczasie Wiedeń [related id=6603]zamieniono na Berlin, patronat rosyjski na amerykański, a układ wciąż dobrze się trzyma i nadal daje możliwość powielania wymiennych sojuszy – mniej więcej w tym samym klubie. Ta wiedeńsko-paryska (Święte Przymierze podpisano w Paryżu) trumna wciąż rządzi Europą i wciąż jest stymulatorem stosunków międzynarodowych.

Silniejsza od układu politycznego jest jednak tradycyjna mocarstwowa polityka zagraniczna. Ona, podobnie jak ludzki organizm, też ma swoją genetykę. Wydawało się, że w obu wojnach światowych dwukrotnie pokonane Niemcy, zamknięcie procesu zbierania ziem ruskich na wschodzie oraz oderwanie Polski od koncepcji jagiellońskich są wystarczającym argumentem na pokojowe współistnienie tych państw. Stało się jednak inaczej. Przesunięcie polskich granic państwowych niczego nie zmieniło. A skoro tak, to przyczyna leży gdzie indziej.

Wypada więc zapytać, dlaczego agresja w stosunku do Polaków i polskiego państwa wciąż narasta? Dlaczego Polska tak wszystkim przeszkadza i za co jest atakowana?

Ale to nie nowość, bo gdy sięgniemy do historii, to okaże się, że te same pytania stawiali nasi dziadowie, będąc pod zaborami, i również nie znaleźli na nie właściwej odpowiedzi. Nadal to „coś” jest więc niezidentyfikowane i nadal stanowi dla nas takie samo zagrożenie, jak niegdyś.

Polityka zagraniczna Niemiec, Rosji, Francji czy Anglii w Europie nie zmieni się dotąd, dopóki trwale nie upadnie system kolonialno-lichwiarski, który żywi i umacnia ich międzynarodową pozycję. Sojusz z Niemcami przeciwko Rosji czy z Rosją przeciwko Niemcom nie ma sensu, bo siła ich pierwotnych powiązań jest znacznie większa niż siła doraźnego porozumienia przeciw jednemu z nich. Tak więc niezmienność sojuszy tworzy trwałą niemożliwość ich przełamania. Dowodów na to dostarcza polska historia.[related id=2601]

Oczywiście, przedmiotowe traktowanie Europy Środkowej, w tym Polski, nie zmieniło się, ale na przełomie XX/XXI w. Chiny, za pomocą swojej pozycji gospodarczej w świecie, dokonały poważnego wyłomu. Tym wyłomem jest neutralizacja politycznego „centrum rozliczeniowego”, jakim dotąd była Europa Środkowo-Wschodnia. Nie chodzi o ekspansję juana, lecz o obszar kolonialny, który stabilizował stary system ekonomiczny na kontynencie. Ten obszar nadal potrzebny jest Europie i Rosji, nie jest natomiast potrzebny Chinom. I ten fakt Święte Przymierze czyni nieważnym. Rola Ameryki, ze względu na odległość, może mieć charakter obrotowy. Stany Zjednoczone Europę mogą pogrążyć i mogą ją uratować. (…)

Europa Środkowa, chce czy nie, staje się terenem rozgrywek chińsko-amerykańskich. Oznacza to, że nasza część kontynentu staje się papierkiem lakmusowym ich wzajemnych stosunków. Pocieszające jest to, że obydwa mocarstwa zdają sobie sprawę ze strategicznego położenia Europy Środkowej i wiedzą, że jest chyba jedynym obszarem, na którym mają wspólny interes. Jest nim oddzielenie Rosji od Niemiec i utrzymanie pokoju w Europie. Prawdziwe pole konfrontacji znajduje się bowiem w Azji.

Obydwa mocarstwa muszą postawić na Polskę albo Niemcy. Jeżeli nie znajdą w Polsce odpowiedniego odzewu, postawią na Niemcy i będzie jak zawsze. Zagadką staje się wówczas pytanie: w jaki sposób wykorzystają ludność muzułmańską mieszkającą w Europie?

Polska staje więc wyraźnie przed nową dziejową szansą. Stawia ona nam oczywiście określone wymagania intelektualne, techniczne i psychiczne. Po PRL i w tzw. III RP mamy duży deficyt ludzi dużego formatu: mała perspektywa rodzi małych ludzi, lichwa i łatwe pieniądze tworzą kundli, a złe wykształcenie namnaża pożytecznych idiotów. Można powiedzieć (mówiąc delikatnie), że zasoby kulturowe kryjące się w polskich bibliotekach i archiwach mamy znacznie bogatsze niż zasób intelektualny, pojęciowy i wyobrażeniowy we własnych głowach. (…)[related id=27523]

Polacy, chcąc przetrwać, są skazani na starą jagiellońską myśl, którą muszą przystosowywać do nowych piastowskich warunków geopolitycznych; muszą rozwijać ją w kierunku rzeczywistej demokracji – takiej, na którą czeka cała Europa, zgodnie z nauką Jana Pawła II. I na tej drodze, chcemy czy też nie, swoim przemówieniem w Warszawie postawił nas Donald Trump. Ta droga ma swoje imię – nazywa się Międzymorze.

I musimy zdać sobie sprawę, że od tej chwili Stany Zjednoczone mają drogę odwrotu (zdrady), ale my już jej nie mamy. Dla Stanów Zjednoczonych, a także Chin, korzystniej mieć jedno silne państwo w Europie Środkowej niż dwa (Niemcy i Rosję) najpierw dążące ku sobie, ale jednocześnie gotowe w każdej chwili rzucić się na siebie.

I teraz, jeżeli nie podejmiemy wyzwania, zostaniemy ukarani przez wszystkich – za tchórzostwo, głupotę, za swoją kulturę, za istnienie i za wypiętrzenie przeszkody na drodze do europejskiego „nieba”. Jeżeli natomiast przegramy, spotka nas jeszcze większa kara. A jaką wymyśli XXI w. – nikt jeszcze nie wie. Jedno jest pewne, nie będzie łagodniejsza niż w II wojnie światowej. Ale tego właśnie Polakom wytłumaczyć nie można.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Krajobraz przed bitwą” znajduje się na s. 4 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Krajobraz przed bitwą” na s. 4 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Uczczono pamięć pomordowanych mieszkańców Woli. „Nie ma słów, które w pełni oddadzą grozę tamtych wydarzeń”

Apelem pamięci, salwą honorową i złożeniem wieńców oddano w sobotę hołd mieszkańcom Woli zamordowanym przez Niemców podczas powstania warszawskiego. To hołd dla ofiar mordów dokonanych 73 lata temu.

„Nie ma słów, które w pełni oddadzą grozę tamtych wydarzeń” – napisał prezydent Andrzej Duda w liście odczytanym podczas uroczystości w hołdzie ludności cywilnej Woli, zorganizowanej w ramach obchodów 73. rocznicy powstania warszawskiego.

Prezydent podkreślił w liście, że po wybuchu powstania wojska niemieckie i oddziały ich sojuszników przystąpiły do eksterminacji ponadmilionowego miasta.

„Apogeum tej zbrodniczej akcji był mord dziesiątków tysięcy mieszkańców Woli (…). Od kul, granatów i bagnetów, od płomieni dymu i walących się budynków umierały całe rodziny, całe sąsiedzkie wspólnoty – mężczyźni, kobiety, dzieci, osoby starsze, ranni, chorzy i niepełnosprawni (…) Nie ma słów, które w pełni oddadzą grozę tamtych wydarzeń” – napisał Andrzej Duda.

Jak podkreślił, podczas powstania warszawskiego naród polski poniósł straty, których nie sposób ocenić i wynagrodzić. „Zginął kwiat stołecznej młodzieży, tysiące bohaterskich żołnierzy polskiego podziemia i ponad 150 tys. osób cywilnych. Ich tragiczna śmierć to wielkie, nieusuwalne brzemię winy ciążące na tych, którzy Warszawę zniewolili i unicestwili. Zagładzie ludności stolicy towarzyszył ogrom zniszczeń w obszarze dóbr kultury, dzieł sztuki, zabytków piśmiennictwa i architektury. (…) Hekatomba powstańców i zagłada dziesiątek tysięcy warszawiaków wciąż pozostają bolesną raną polskiej duszy. Ufamy, że czas zdoła ją uleczyć” – zaznaczył prezydent.

„Naszej historii nie możemy zmienić, ale możemy i musimy wyciągnąć z niej wnioski. Z obowiązkiem pamięci o bohaterstwie i męczeństwie Polaków podczas II wojny światowej wiąże się inny obowiązek. Powinniśmy budować państwo, które będzie naszym bezpiecznym i trwałym schronieniem, gwarantem naszych praw, przestrzenią wolności, krajem, w którym prawość i patriotyzm, inwencja i praca, solidarność i służba będą sprawiedliwie nagradzane” – napisał Andrzej Duda.

„Niech pomnik ofiar Rzezi Woli i warszawski Skwer Pamięci, otoczony nowoczesnymi biurowcami i budynkami mieszkalnymi, będą symbolem nowej Polski, obrazem państwa, które czerpiąc siłę ze swojej historii i tradycji, suwerennie buduje swoją dobrą przyszłość” – napisał prezydent.

Zastępca prezydenta m.st. Warszawy Włodzimierz Paszyński podkreślił, jak ważna jest pamięć o powstaniu i ludności cywilnej, która w nim zginęła. „Spotykamy się dziś w pięknym mieście, które powstało jak feniks z popiołów, którego miało nie był, które zamordowano” – powiedział.

Burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski podkreślał, że naprzeciwko bezbronnej ludności cywilnej Woli „stanęli mordercy, kryminaliści ubrani w mundury SS”. „Przed nami, szczególnie młodym pokoleniem, jest taka wielka misja, żeby zadośćuczynić temu wielkiemu zadaniu, które słyszymy z ust powstańców. Staramy się, by szczególnie młodzi (…) otrzymali choć cząstkę tej nadziei, która niosła do walki powstańców” – podkreślił .

Uroczystość zakończył Apel Pamięci, trzykrotna salwa honorowa i złożenie wieńców w imieniu prezydenta RP, premier, marszałka Sejmu, powstańców i mieszkańców stolicy. Kwiaty złożył wicemarszałek Senatu Adam Bielan i wiceszef MON Bartosz Kownacki. Przed monumentem zaciągnięto wartę honorową, a hołd pomordowanym oddały poczty sztandarowe organizacji kombatanckich i harcerskich.

PAP/MoRo

73. rocznica Powstania Warszawskiego. Marsz w hołdzie cywilnym ofiarom powstania warszawskiego

Mieszkańcy stolicy przeszli w sobotę wieczorem ulicami Woli w Marszu Pamięci, by oddać hołd cywilnym ofiarom powstańczego zrywu. Po drodze zapalano znicze w miejscach upamiętniających zamordowanych.

Marsz, który rozpoczął się po uroczystościach przed pomnikiem poświęconym zamordowanym mieszkańcom Woli, znajdującym się w rozwidleniu al. Solidarności i ul. Leszno, przeszedł ulicami dzielnicy. Jego uczestnicy otrzymali świece, biogramy jednej z ofiar oraz opisy 20 miejsc upamiętniających pomordowanych. Tam po drodze wolontariusze Muzeum Powstania Warszawskiego, organizatora Marszu, złożyli kwiaty i zapalili znicze.

Marsz zakończył się w Parku Powstańców Warszawy, gdzie jest prezentowana wystawa „Zachowajmy ich w pamięci”. Umieszczono na niej ponad 90 białych brył z imionami i nazwiskami cywilnych ofiar powstania, a tam, gdzie to było możliwe, z datami ich urodzenia i ostatnim znanym warszawskim adresem. Uczestnicy Marszu w każdym z tych miejsc zapalili świece.

Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski powitał wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego i podziękował za zaangażowanie Wojska Polskiego w uroczystość i w Marsz. Podkreślił także, że Niemcy, którzy wykonali rozkaz Hitlera m.in. tu, na Woli, dążyli do zabicia nie tylko ludzi, ale i pamięci o nich.

Zaznaczył, jak ważne jest zachowanie pamięci o ludziach, by „plan III Rzeszy zabicia tej pamięci się nie udał”. „I jak co roku prosimy o wszelkie informacje, które państwo macie, o tych ofiarach. Przekazujcie je do nas. Naszym obowiązkiem jest pamiętać” – mówił Jan Ołdakowski.

Uczestniczka powstania Wanda Traczyk-Stawska podkreśliła, że to miejsce, obok Cmentarza Powstańców Warszawy, nadal żyje. „Przychodzą tu mamy z dziećmi i ważne, że te dzieci, kiedy dorosną, będą o tym cmentarzu pamiętać. Ważne także, by jak najszybciej powstał Mur Pamięci, na którym będą wykute nazwiska tych dotąd bezimiennych ofiar powstania” – powiedziała.

Apelowała także do mieszkańców stolicy o pamięć o cywilnych ofiarach zrywu. „Ludność cywilna Warszawy tym się różni od wszystkich innych, że stanęła do walki. Bez nich my byśmy nie trwali 63 dni. Dlatego pamiętajmy o nich. Będziemy także zbierali pamiątki, bo tu stanie Izba Pamięci. Jeśli więc macie jakieś pamiątki, przynoście je” – apelowała Wanda Traczyk-Stawska.

Ksiądz Stanisław Kicman wspominał Rzeź Woli, w której uczestniczył jako siedmioletni chłopiec. „Mieszkaliśmy przy ul. Dworskiej 7, blisko szkoły. Nastąpił 8 sierpień, ten dla nas najtragiczniejszy dzień powstania. Wypędzono nas z mieszkań w okrutny sposób, strzały, wybuchy granatów. Na podwórzu ustawianie, wydawało się, że będzie egzekucja. Wywożono cały nasz dobytek, była powszechna grabież. Domy płonęły. Pod kościołem św. Wojciecha rozdzielano kobiety i dzieci, i mężczyzn. We wnękach kościoła erkaemy. Czekać trzy godziny na śmierć jest bardzo ciężko, ale ostatecznie przeżyliśmy. Mama modliła się wtedy w tym kościele i myślę, że wymodlila to nasze przeżycie. Chciałem to świadectwo dać państwu” – opowiadał duchowny.

PAP/MoRo

Micheil Saakaszwili, były prezydent Gruzji, dla TV REPUBLIKA: Lech Kaczyński został zamordowany! Nie ma takich wypadków!

Katastrofa smoleńska była zemstą Putina na Lechu Kaczyńskim za jego zachowanie w konflikcie rosyjsko-gruzińskim w 2008 r. i postawę w tamtym czasie, podczas pobytu w Tbilisi – uważa Saakaszwili.

Były prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili był w piątek gościem TV Republika.

„Nie ma takich wypadków, nie wierzę w tego typu przypadki. To było celowe działanie Putina. Jestem pewien, że był bardzo zadowolony z tego, co się wydarzyło” – powiedział Saakaszwili.

Zdaniem byłego prezydenta Gruzji „można to potraktować jako akt wojny, celowe doprowadzenie do katastrofy, obojętnie, czy samolot został zestrzelony, czy w inny sposób doprowadzono do wypadku, rezultat jest taki sam”.

– Pewnych rzeczy się po prostu nie robi. Kiedy przylatuje prezydent, nie usuwa się wyposażenia lotniska. Pozostaje tyle niewyjaśnionych kwestii – co robiła kontrola lotów na lotnisku? W jakim stanie była aparatura? Przecież tak było, kiedy przez błędne dane aparatury naziemnej doprowadzono do katastrofy samolotu z prezydentem Mozambiku gdzieś w południowej Afryce. Jeśli ktoś wie, jak to zrobić, to nie będzie z tym żadnego problemu, a Putin jest mistrzem w takich grach – twierdzi Saakaszwili. Jego zdaniem to oczywiste, bo Kaczyński był nie tylko zagrożeniem, ale symbolem.

[related id=”33603″]Były prezydent Gruzji uważa, że dla Putina ukaranie swoich wrogów jest rzeczą absolutnie podstawową.

– Kaczyński został zamordowany, ale z mojego punktu widzenia wciąż żyje w sensie symbolicznym, w sensie tych rzeczy, które były dla niego ważne. Do dziś we wszystkich, a przynajmniej w większości gruzińskich domów pamięta się o Lechu Kaczyńskim.

Były prezydent Gruzji ujawnił też, że dwa dni przed lotem do Smoleńska Lech Kaczyński proponował mu, aby poleciał z nim. „Odpowiedziałem mu, że przecież Putin nie wpuści mnie do samolotu, to oczywiste. Lech powiedział po prostu – wejdź do mojego samolotu i polecimy razem”.

Saakaszwili oświadczył także, że były prezydent RP odegrał kluczową rolę w budowie bloku państw Europy Środkowej, w którym Polska miała pozycję mocarstwa. „Kiedy poznałem Kaczyńskiego, kiedy usłyszałem, co mówi, i zobaczyłem, jak się zachowuje, uświadomiłem sobie, że mam do czynienia z prawdziwym bohaterem” – podkreślał.

Przypomniał m.in. o udziale prezydenta Lecha Kaczyńskiego w wiecu w Tbilisi w sierpniu 2008 roku, po wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej, a także o wspólnej z nim podróży w listopadzie tego samego roku na granicę z kontrolowaną przez Rosjan Osetią Południową. Obu prezydentów, jak przypomniał, powitały wówczas strzały stojących na tej granicy rosyjskich żołnierzy.

„To była jego inicjatywa, odwiedzić posterunek niezbyt oddalony, jakieś 40 minut od Tbilisi” – powiedział Saakaszwili.

„Jechaliśmy kolumną, byliśmy odpowiednio oznaczeni, z kogutami na dachu i nagle pijani rosyjscy żołnierze otworzyli do nas ogień. Później mówiono nam, że było to lekkomyślne, ale prezydent Lech Kaczyński chciał zobaczyć, jak wygląda sytuacja na froncie. Wyszliśmy z samochodu, a wtedy zaczęli do nas strzelać. Widzieliśmy, jak lecą pociski. Było po zmroku, ale było je widać. Moi ochroniarze byli wyszkoleni, żeby zapewnić mi bezpieczeństwo. Kiedy rozległy się strzały, rzucili się na mnie i powalili mnie na ziemię. Zacząłem krzyczeć i spojrzałem w górę, a Lech Kaczyński stał wyprostowany. Wszyscy naokoło leżeli, a kule latały bardzo blisko. On trzymał głowę wysoko, a nawet lekko się uśmiechał” – opowiadał Saakaszwili.

„Niektórzy dziennikarze zauważyli to i pisali potem, że Lech Kaczyński stał jak bohater. Jestem pewny, że był bohaterem. Nie bał się wrogów i z otwartą przyłbicą czekał na swój los, na swoją śmierć” – dodał.

TV Republika, PAP/MoRo

 

Suwałki – ciągle rozwijające się miasto, niezniszczone podczas wojen, z którego dumni są mieszkańcy

Dzień 38. z 80 / Suwałki / Poranek WNET – Suwalszczyzna to kraina piękna jak baśń – z jeziorami, przepięknymi pagórkami morenowymi, z ciekawymi ludźmi, których warto posłuchać – mówiła Beata Choińska.

Po dotarciu do Suwałk Wojciech Jankowski postanowił zapytać o miasto jego mieszkańców. W hotelu „Hańcza” rozmawiał z recepcjonistką Agnieszką Protasiewicz, która uwielbia to miejsce. Jest to miasto typowo polskie, dobrze traktujące mniejszości narodowe – mówiła. Zawsze chciała w nim mieszkać. Sama pochodzi z Gołdapi.

Główna ulica Suwałk, Kościuszki, z obu stron ma oryginalną klasycystyczną zabudowę z XIX wieku, która została odrestaurowana.

– Podczas II wojny światowej mieliśmy tylko jeden budynek wysadzony. Tam, gdzie jest dom nauczyciela, może hotel „Logos”, tam jest tabliczka napisana. Była tam siedziba Gestapo i ten budynek został wysadzony w powietrze. O innych mi nie wiadomo – podkreśliła mieszkanka Suwałk.

Wspomniała także o rozebranej w latach 50. synagodze i o charakterystycznych szerokich ulicach: „Suwałki są miastem szerokich ulic, ponieważ było to miasto wojskowe, mające trzy garnizony”. Zdaniem Agnieszki Protasiewicz „Suwalszczyzna nie jest Podlasiem”, dlatego powinna być odrębnym województwem.

O opinię w tej kwestii Wojciech Jankowski zapytał również Beatę Choińską, która pracuje w  Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach.

– Podlasie to obszar oddalony od nas, połozony, jak my to mówimy, za Biebrzą, za Bugiem. My nigdy nie byliśmy Podlasianinami – odpowiedziała.

Na Suwalszczyźnie mieszka lud bałtyjski, zwany Jaćwingami. Oprócz historii Suwalszczyznę od Podlasia odróżnia także wododział – ma ona dopływy nie Wisły, lecz Niemna. To zachodnie Pojezierze Litewskie. Podlasie jest zalesione i płaskie, za to Suwalszczyzna pagórkowata, z dużą liczbą jezior. Przeważa teren błotnisty, podmokły, niedostępny, przez co bardzo ciekawy. Mylenie tych dwóch krain to wynik zmian administracyjnych dotyczących podziałów geograficznych, a dokładnie – likwidacji województwa suwalskiego i powstania dużego województwa podlaskiego.

Region suwalski został bardzo okrojony po II wojnie światowej. Przed wojną rzekami granicznymi były Ełk, Rospuda, Biebrza, a po wschodniej stronie – Niemen. Region, który znalazł się poza granicami Polski, nadal przez Litwinów nazywany jest Suvalkai. [related id=33425]

– Litwini przyjeżdżając tutaj, czują się jak u siebie w domu. Granice tworzą politycy, a ludzie żyją troszeczkę inaczej – podkreśliła Beata Choińska.

Suwałki założone zostały w dobrach kamedulskich pod koniec XVII wieku, były osadą prywatną. Mała wioska szybko rozrastała się z powodu atrakcyjnego położenia na szlaku wiodącym z Prus do Wilna i Trok. W 1720 roku otrzymała prawa miejskie. Największy rozkwit miasta nastąpił w czasach Księstwa Kongresowego, a później Królestwa Polskiego.

– Co ciekawe, Suwałki nigdy nie zostały zburzone, zniszczone – ani podczas I, ani podczas II wojny światowej. Oczywiście Niemcy, wycofując się w ’44 roku, wysadzili w powietrzę placówkę Gestapo, a także zburzyli wieżę kościoła św. Aleksandra, jednak suwalszczanie bardzo lubią, kochają swoje miasto, więc nie ma nawet śladu po jakichkolwiek zniszczeniach – mówiła z dumą Beata Choińska.

Przeprowadzona w Suwałkach sonda uliczna pokazała, że mieszkańcy są dumni ze swojego miasta, kochają je i są zadowoleni, że właśnie tutaj przyszło im żyć. Wielokrotnie podkreślali, że miasto nieustannie się rozwija i pięknieje.

Całego poranka możesz posłuchać tutaj. Wywiad z mieszkanką Suwałk Agnieszką Protasiewicz i przedstawicielką Muzeum im. Mari Konopnickiej w Suwałkach Beatą Choińską w części pierwszej.

MW

Po wprowadzeniu przez USA sankcji na Rosję UE już wydaje oświadczenia, że może na nie odpowiedzieć (sic!)

Bez wątpienia Fundacja Otwarty Dialog ma potężne środki i zabiega o popularność, jednak przedstawianie jej jako organizatora rewolucji na Ukrainie jest po prostu nieprawdziwe.

[related id=”33554″] Na początku lipca br. Agencja Reutera poinformowała, że na Krym trafiły dwie turbiny niemieckiego Siemensa, które przyjechały do Rosji i miały zostać wykorzystane w elektrowni w Sewastopolu, a w ostateczności wylądowały na terytoriach okupowanych, to jest na Krymie.

Reuters ujawnił nawet ich symbole, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, bo Siemens nie za bardzo chciał się przyznać do dostarczenia tam turbin, bowiem oznaczałoby to, że złamał unijne sankcje nałożone na Rosję za aneksję Krymu. Po kilku dniach okazało się, że trafiły tam kolejne dwie turbiny Siemensa, co też potwierdzili Niemcy. Firma ostatecznie zainicjowała przeprowadzenie dochodzenia i skierowała sprawę do rosyjskiego sądu arbitrażowego w Moskwie. Zapowiedziała również, że zablokuje możliwość dostaw sprzętu na okupowany Krym i będzie się domagała zwrotu sprzętu już tam dostarczonego. Co ciekawe, pozwy Siemens skierował do trzech rosyjskich firm, wśród których jedna jest określana jako wspólne przedsiębiorstwo Siemensa i firmy rosyjskiej, jednak wcześniej Siemens stwierdził, że nic nie wie na ten temat.

Wczoraj Siemens poinformował, że w wyniku całej tej operacji stracił ok. 100-200 mln euro, i podkreślił, że kontrakt przewidywał dostarczenie turbin na terytorium Federacji Rosyjskiej do elektrowni na półwyspie Tamań. Swoją drogą elektrownia ta miała dostarczać prąd na tereny okupowanego Krymu. Siemens twierdzi, że pozbędzie się udziałów w rosyjskiej spółce, a także wstrzyma wszelkie dostawy sprzętu.

Przypomniał, że zaledwie dwa dni temu nowe sankcje na Rosję podpisał Donald Trump, a szef Komisji Europejskiej już zaznaczył, że Unia może na nie odpowiedzieć, jeśli naruszą one interesy firm europejskich. Przypomniał, że Rosja nie jest w Unii Europejskiej, ale jak widać na przykładzie sprzedaży turbin, są w Unii firmy zainteresowane interesami z Rosją.

[related id=”33261″]Gospodarz programu „Poranek Wnet” Wojciech Jankowski zapytał naszego korespondenta z Ukrainy, który dziś wyjątkowo nadawał z Krakowa, o kwestie związane z Fundacją Otwarty Dialog.

– Znamy Fundację Otwarty Dialog, bo obserwowaliśmy jej działalność na kijowskim Majdanie – powiedział Paweł Bobołowicz, przypominając, że pierwszy tekst dotyczący kontrowersji wokół fundacji pojawił się w 2014 roku w tygodniku „Wprost”, który informował, że fundacja może być instytucją lobbującą na rzecz Muchtara Abliazowa, przeciwnika prezydenta Kazachstanu Nazarbajewa. Abliazow uznawany był za najbogatszego Kazacha i przed ucieczką w 2011 roku do Wielkiej Brytanii był ministrem energetyki i handlu. W Kazachstanie jest oskarżony o kierowanie grupą przestępczą, sprzeniewierzenie około 6 mld dolarów i pranie brudnych pieniędzy.
Prócz Kazachstanu zarzurty postawiły Abliazowowi również władze Rosji i Ukrainy. Biznesmen został zatrzymany dopiero we Francji, która jednak odmówiła wydaniu go Rosji, w której został skazany na 20 lat pozbawienia wolności i utratę mienia.

W 2014 roku „Wprost” mówił o powiązaniach Abliazowa z Fundacją Otwarty Dialog, której prezes miał szczególne wpływy na niektórych polskich polityków przez finansowanie ich wyjazdów i właśnie działalność lobbystyczną. Po tej publikacji tygodnik był zmuszony do zawarcia z fundacją ugody, do której doszło w 2016 roku.  W toku postępowania ustalono, że część materiałów wykorzystanych do publikacji to była notatka operacyjna rosyjskich i ukraińskich służb specjalnych zajmujących się tą sprawą za czasów byłego prezydenta Wiktora Janukowycza.

– Nie ulega żadnych wątpliwości, że fundacja dysponuje potężnymi środkami i zabiega o popularność, ale przedstawianie jej jako organizatora rewolucji na Ukrainie, jest po prostu nieprawdziwe – powiedział Paweł Bobołowicz. Przypomniał, że na Majdanie była ona jedną z setek, a może tysięcy organizacji, które tam działały, miała tylko jeden namiot i siedzibę w wynajętym mieszkaniu.

– To byli ludzie, którzy nie uczestniczyli w środowiskach decyzyjnych ani nie byli też wśród rewolucjonistów na Majdanie – podkreślił korespondent.

– Nieuczciwe jest porównywanie ukraińskiego Majdanu do legalnych protestów, które odbywały się w Polsce – argumentował. – Nie mają one takiego charakteru, jaki miał Majdan na Ukrainie, i są obrazą pamięci tych, którzy na Majdanie zginęli.

[related id=”33425″] Paweł Bobołowicz przyznał, że Otwarty Dialog na Ukrainie jest zaangażowany w wiele przedsięwzięć, a niektóre z nich są bardzo kontrowersyjne. Ta opinia dotyczy m.in. zaangażowania w ukraińską lustrację czy obronę Nadii Sawczenko, co też skończyło się „małym skandalem, bo Otwarty Dialog twierdził, że opłacał adwokata Sawczenko, a jej główny adwokat Mark Fejgin temu zaprzeczał”. Korespondent przypomniał, że Otwarty Dialog nie jest ukraińską fundacją, mimo że w jej strukturach są obywatele Ukrainy. Jednak fundacja jest zarejestrowana w Polsce, więc jako taka jest fundacją polską.

MoRo

Cała relacja Pawła Bobołowicza w części trzeciej Poranka Wnet

Prezydent Suwałk: Niech politycy częściej ze sobą rozmawiają ludzkim językiem, bo wszystkich męczy ta ciągła walka

Dzień 38. z 80 / Suwałki / Poranek Wnet – Fabryka mebli FORTE plus zakłady płyt wiórowych budowane za kwotę 700 mln zł to największa w Europie inwestycja tego typu – powiedział Czesław Renkiewicz.

Suwałki, miasto nad Czarną Hańczą, w dorzeczu Niemna. Miejsce, gdzie przed wiekami żyli Jaćwingowie, dziś jest „najwspanialszym miastem do życia”, jak twierdzą jego mieszkańcy. Od siedmiu lat włada nim prezydent Czesław Renkiewicz, zastępca i naturalny kontynuator nieodżałowanej pamięci prezydenta Józefa Gajewskiego, którego po dziś dzień dobrze wspominają suwalszczanie.

– Znaczące jest to, że przybywa nam mieszkańców. W zeszłym roku po raz pierwszy od 20 lat zdarzyło się, że bilans wyjazdów i przyjazdów do naszego miasta jest dodatni dla nas – powiedział prezydent Renkiewicz. Jednocześnie podkreślił, że sukcesywnie rośnie liczba miejsc pracy na terenie Suwałk. Jego zdaniem Suwałki mają bardzo dobry klimat inwestycyjny.

– Budowane są olbrzymie zakłady pracy i w tej chwili borykamy się z problemem braku ludzi do pracy – stwierdził, dodając przy tym, że sytuacja zmusiła lokalnych pracodawców do zatrudnienia aż dwóch tysięcy Ukraińców, którzy w wielu przypadkach decydują się także na zakup mieszkań. Przyznał, że na zakupy do Suwałk przyjeżdżają Litwini, Łotysze i Estończycy, bowiem wprowadzenie euro w państwach nadbałtyckich spowodowało drożyznę, a różnice w cenach są duże, bo często sięgają 20-30 procent.

 – Co najmniej trzecia część klientów w naszych marketach to są Litwini, którzy kupują nie tylko artykuły spożywcze, ale również budowlane, meble, praktycznie wszystkie towary, które są tutaj dostępne – powiedział prezydent i zaznaczył, że to napędza Suwałkom koniunkturę. Na tę sytuację w sklepach, gdzie towary są przebrane, często skarżą się mieszkańcy, ale prezydent uważa, że i tak korzyści dla Suwałk są  duże.

Wyjaśnił, że podatki od nieruchomości komercyjnych w wysokości 20 złotych za metr są odprowadzane do kasy miejskiej. Tutaj odprowadzane są również podatki od wynagrodzeń pracowników oraz podatki płacone przez przedsiębiorstwa, czyli tak zwany CIT.

– Niestety w Polsce mało kto płaci ten podatek, bowiem wprowadzone są takie rozwiązania prawne, że bardzo łatwo to obejść – skarży się prezydent. Wie, co mówi, bowiem przed przejściem do samorządu był naczelnikiem urzędu skarbowego w Suwałkach. Zaznaczył, że sytuacja ta dotyczy nie tylko firm z kapitałem zagranicznym, ale również krajowych. Pochwalił się, że z danych GUS-u wynika, że zamożność w Suwałkach wzrasta. Mimo to dobrze wyedukowana młodzież nadal wyjeżdża za chlebem do stolicy, bo praca w Suwałkach jest nisko płatna, chociaż są i tacy, którzy chcą wracać lub zastanawiają się nad powrotem do Suwałk.

– Brak ludzi do pracy w Suwałkach spowodował wzrost płac – powiedział prezydent. Jego zdaniem aktualnie mamy do czynienia z odwróceniem trendu w płacach; „liczę na to, że będą one stopniowo wzrastać przez jakiś czas”.

[related id=”33425″]- Fabryka mebli FORTE plus zakłady płyt wiórowych budowane za kwotę 700 mln zł jest to (jak mówi prezes Maciej Formanowicz) największa w Europie inwestycja tego typu – powiedział prezydent Renkiewicz. Jak mówi, cieszy się, że FORTE wybrało specjalną strefę ekonomiczną w jego mieście. Wśród inwestujących wymienił również firmy Padma, Padma Art czy Malow – czołowego producenta mebli metalowych w Europie, który ostatnio wykupił firmę ze Szwecji i przenosi produkcję do Suwałk.

Prezydent chwalił rządowy program 500 plus, który przyczynił się do rozwoju Suwałk.

– Martwi mnie to, co się w tej chwili dzieje – powiedział o ostatnich niepokojach politycznych, jakie miały miejsce w ubiegłym miesiącu. Jego zdaniem politycy powinni zaprzestać rozsiewać niepokój, przynajmniej w okresie wakacji.

– Chciałbym, aby politycy częściej ze sobą rozmawiali ludzkim językiem, siadali razem do stołu i zastanawiali się, co w tej Polsce można zmienić, bo wszystkich nas męczy ta ciągła walka – powiedział samorządowiec. Zastrzegł przy tym, że nie chce opowiadać się po żadnej ze stron.

MoRo

Chcesz wysłuchać Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z prezydentem Czesławem Renkiewiczem w części piątej Poranka Wnet.

Czesław Renkiewicz (ur. 25 maja 1960 r. w Filipowie) – polski samorządowiec, ekonomista i urzędnik, od 2010 r. prezydent Suwałk. Od lat osiemdziesiątych urzędnik samorządowy, następnie pracownik, później naczelnik urzędu skarbowego w Suwałkach. Po wyborach samorządowych w 2006 r. prezydent Suwałk Józef Gajewski powołał go na swojego pierwszego zastępcę. W wyborach w 2010 roku wystartował na urząd prezydenta Suwałk z ramienia lokalnego komitetu „Suwałki – wizja Gajewskiego”, skupiającego współpracowników zmarłego kilka miesięcy wcześniej prezydenta. 

Ciągłe zmiany, unifikacja, pogoń za zyskiem powodują, że odchodzi świat, który pamiętają jedynie starzy ludzie na wsi

Dzień 38. z 80 / Suwałki / Poranek WNET – O ginącym już duchu Suwalszczyzny na przykładzie historii staroobrzędowców w rozmowie z Piotrem Malczewskim oraz o jego inspiracjach w fotografii i podróżach.

W czasie podróży po Suwalszczyźnie Radio WNET dotarło do Budy Ruskiej, znanej powszechnie z tego, że ma tam dom były prezydent Bronisław Komorowski. Są tam też inne ciekawe miejsca i ludzie. Odwiedziliśmy dawną chatę staroobrzędowców i jurtę mongolską. Mieszka tam też Piotr Malczewski, fotografik i podróżnik, z którym rozmawiał w Poranku WNET Wojciech Jankowski.

Północno-wschodnia Polska jest dla Piotra Malczewskiego kopalnią motywów. Podróżuje też do Mongolii i na Syberię, które najbardziej przypadły mu do gustu ze względu na ich dziką przyrodę i jej piękno, które w Europie znika, oraz  przestrzeń, która umożliwia rozbijanie obozowiska gdziekolwiek. Są tam także sympatyczni i życzliwi ludzie. Tego w Europie zaczyna coraz bardziej brakować wraz z bogaceniem się społeczeństwa. Piotra Malczewskiego w fotografii bardziej interesuje przyroda niż ludzie. Ludzie bardziej przy prezentowaniu ich historii.

Gość Poranka uważa, że z Suwalszczyzny powoli uchodzi jej duch. Żyjemy w świecie ciągłych zmian. Odchodzi tradycyjna wieś. Odchodzą ludzie, którzy mają piękne historie. Unifikacja, pogoń za zyskiem powodują, że tych historii będzie coraz mniej. Coraz mniej będzie też ludzi mających czas i chęć je opowiadać. Czas i chęć opowiadać i rozmawiać mają jeszcze starsi ludzie na wsi. Nie doceniamy tego, a mają oni do przekazania historie światów, które znikają. [related id=33425]

Przykładem świata, który odchodzi na naszych oczach, jest świat staroobrzędowców, którzy żyją w okolicach Sejn, Suwałk i Augustowa. Ich garstka jest też na Mazurach. Przybyli na przełomie XVII i XVIII wieku, uciekając przed prześladowaniami w Rosji carskiej. Wówczas osiedliło się ich w Rzeczypospolitej od 70 do 100 tysięcy. Z tego dzisiaj pozostało jedynie 2-3 tysiące. Staroobrzędowcy są też na Bukowinie w Rumunii, a nawet na Alasce.

Staroobrzędowcy to wyznanie powstałe w wyniku rozłamu w rosyjskim Kościele prawosławnym w Rosji w połowie XVII wieku. Przyczyną rozłamu była dokonana wtedy reforma ksiąg liturgicznych, której część wiernych nie uznała. Z powodu represji, które spadły na nieakceptujących reform ze strony Kościoła prawosławnego i państwa rosyjskiego, opuszczali oni Rosję, skąd trafiali m.in. do Rzeczypospolitej, w której mogli cieszyć się tolerancją religijną.

Jest to wyznanie zamknięte i tajemnicze dla Polaków. Trudno dotrzeć do tego środowiska. Piotr Malczewski sądzi, że mu się to udało, aczkolwiek nie ma co do tego pewności. Zamkniecie starowierców polega między innymi na tym, że nie pozwalają wchodzić do molendy (ich świątyni), nie pokazują ksiąg liturgicznych, ikon i krzyży. Mówią, że potrzebują już jedynie świętego spokoju. Katolicy są w pewnym sensie są bliżsi starowiercom niż prawosławni, ponieważ od prawosławia doznawali prześladowań.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w ósmej części Poranka WNET nadawanego z Suwałk.

JS

Andrzej Strumiłło: zawsze tęsknimy do tego, co było kiedyś niepowtarzalne i piękne. Ja tęskniłem do tej ziemi

Dzień 38. z 80 / Suwałki / Poranek WNET/ O wielkim przywiązaniu do północno-wschodnich terenów Polski, tamtejszej kultury i mentalności oraz o pierwszych inicjatywach ochrony Suwalszczyzny.

[related id=”33149″]W dzisiejszym Poranku mogliśmy usłyszeć fragment przeprowadzonego wczoraj przez Antoniego Opalińskiego wywiadu z Andrzejem Strumiłłą, znanym malarzem, grafikiem, fotografem.

Andrzej Strumiłło urodzony w Wilnie. Dzieciństwo i młodość spędził na ziemi wileńskiej i nowogródzkiej. Jako doskonały grafik zjeździł całą Polskę, Europę, Stany Zjednoczone. Gdziekolwiek się znajdował, zawsze tęsknił za ojczystą ziemią, niebem, rzekami, rodzimą mentalnością.

Na początku lat 80., zmęczony pracą na Manhattanie, gdzie był szefem komórki zajmującej się projektowaniem grafiki, wystaw, plakatów, wydawnictw dla Organizacji Narodów Zjednoczonych postanowił: – Skończę z tym wielkim światem i jadę gdzieś nad czystą rzekę, na skraj lasu, zbuduję sobie dom i będę czekał na śmierć we miejscu własnym.

Osiedlił się w Maćkowej Rudzie na rzeką Czarna Hańcza, czyli największym dopływem Niemna w Polsce.

– Dla mnie to jest rzeka symboliczna, bo płynie do Niemna. W Niemnie się kąpałem, wszystkie rzeki moje płynęły do Niemna kiedyś.

[related id=33425]Po powrocie na polską ziemię angażował się i podejmował wiele inicjatyw w nieistniejącym już województwie suwalskim. W rejonie Wigier organizował międzynarodowe sympozja poświęcone sztuce i ekologii, kulturze i przyrodzie. Dzięki dobrej znajomości terenu, ludzi, możliwości powstawały coraz to nowe projekty.

– My tutaj z artystami z Polski i Europy i z administracją lokalną debatowaliśmy nad tym, jak chronić przyrodę i kulturę regionu. Tutaj powstały koncepcje Wigierskiego Parku Krajobrazowego, potem Narodowego, Suwalskiego Parku Krajobrazowego, Mazurskiego Parku Krajobrazowego – bo mazury były włączone do województwa suwalskiego.

Całego Poranka możesz posłuchać tutaj. Fragment wywiadu z Andrzejem Strumiłłą w części trzeciej.

MW

Andrzej Strumiłło  (ur. 23 października 1927 w Wilnie) – polski malarz, grafik, rzeźbiarz, fotograf, poeta, pisarz, scenograf, profesor kontraktowy ASP Kraków, a także były kierownik pracowni graficznej Sekretariatu Generalnego ONZ. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików i Rady Naukowej Wigierskiego Parku Narodowego, a także członek kapituły nagrody „Włócznia Jaćwingów” oraz kapituły „Złotego Berła Kultury Polskiej”. Laureat złotego medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Honorowy Ambasador Województwa Podlaskiego i Honorowy Obywatel Miasta Suwałk. Jest autorem pomnika poświęconego ofiarom Obławy Augustowskiej tzw. małego Katynia.