Według lewicowych mediów, na wizytę prezydenta Trumpa PiS zwiózł do Warszawy autokarami „tłuszczę” z całej Polski

Po wizycie Donalda Trumpa w Polsce przeczytałam o „zwiezionej przez PiS autokarami tłuszczy”. Informacja dotyczy mnie osobiście, bowiem przyjechałam na spotkanie amerykańskiego prezydenta autokarem.

Aleksandra Tabaczyńska

Autokar był wypełniony do ostatniego miejsca. Z moich informacji wynika, że była to w wielu wypadkach inicjatywa oddolna. Innymi słowy, to „tłuszcza” prosiła Prawo i Sprawiedliwość o pomoc w zorganizowaniu przyjazdu do Warszawy.

Do stolicy dotarliśmy wcześnie rano 6 lipca i ustawiliśmy się w ogromnej kolejce na ul. Miodowej, aby wmaszerować na pl. Krasińskich. Stałam wraz z tysiącami rodaków, czekając na wejście ponad trzy godziny. Atmosfera była świetna.

Ludzie rozmawiali, dzielili się przemyśleniami i nadziejami związanymi z wprowadzanymi reformami. Jacyś górale podgrywali; jednym słowem – polski duch patriotyczny. Stojąc wśród gęstego i żywiołowego tłumu byłam świadkiem wybuchów radości i oklasków na widok przedstawicieli partii rządzącej oraz gromkich buczeń i gwizdów, gdy na przykład przechodził poseł Schetyna lub jego koledzy z opcji totalnej opozycji. (…)

Wszystko, co mówił prezydent USA, kierował do ludzi głęboko świadomych swej historii i doskonale rozumiejących znaczenie Boga, honoru i tożsamości narodowej. Przemawiał do społeczeństwa, które kocha swój kraj i potrafi tę miłość okupić najwyższą ceną.

Pasja, z jaką Donald Trump mówił o historii Polski, dowodziła, że dzieje naszego narodu wywarły na prezydencie USA wrażenie. A wiedzy swej na pewno nie czerpał z artykułów Anne Applebaum czy opowiastek Jasia Grossa.

Po przemówieniu ulice Warszawy wypełnił tłum ludzi dumnych, radosnych, niosących polskie i amerykańskie flagi oraz żywo dyskutujących o tym, czego przed chwilą byli świadkami. Na zakończenie wizyty amerykańskiego prezydenta Ministerstwo Obrony Narodowej zorganizowano wojskowy piknik przy stadionie Narodowym: pokaz sprzętu wojskowego, koncert orkiestry i inne atrakcje. Można było zobaczyć m.in. warsztaty kodowania i programowania amerykańskiego robota. Na chętnych czekały punkty informacyjne uczelni, jednostek i instytucji wojskowych.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Polska tłuszcza autokarowa” znajduje się na s. 2 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Polska tłuszcza autokarowa” na s. 2 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

08.08/W 80 dni dookoła Polski/Dzień 42/ Poranek WNET z Wadowic

08.08/W 80 dni dookoła Polski/Dzień 42/P oranek WNET z Wadowic

Ewa Filipiak – poseł PiS, przez 20 lat burmistrz Wadowic;

Stanisław Kotarba – działacz samorządowy w Wadowicach;

Michał Siwiec-Cielebon – historyk z Wadowic;

Michał Płaszczyca – redaktor portalu wadowice24.pl;

Anna Czajkowska – Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II;

Krzysztof Sitko – dziennikarz prasy lokalnej;

Jacek Warchał – przedsiębiorca;

Zdzisław Szczur – NZSS „Solidarność”;

O. Ryszard Stolarczyk – Klasztor Ojców Karmelitów Bosych w Wadowicach.


Prowadzący: Witold Gadowski

Wydawca: Andrzej Abgarowicz

Realizator: Karol Smyk

Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski


 

Część pierwsza:

O. Ryszard Stolarczyk o proroctwie w Kościele katolickim oraz Klasztorze Ojców Karmelitów Bosych w Wadowicach.

– Tam dokonano poważnego procesu zniszczenia społeczeństwa i to nie tylko w sensie duszpasterskim, ale przede wszystkim zniszczono rodzinę, własność społeczną, wiele struktur społecznych, co utrudnia odbudowę tego wszystkiego – powiedział Stolarczyk. – Ci, którzy pozostali, są skażeni wielokrotnie doświadczeniami, tym złem, które uczynili. To nie wygasza się tak szybko.

 

Część druga:

Michał Siwiec o prywatnym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Wadowicach. Działalność instytucji jest przez wielu mieszkańców małopolskiego miasta negowana. Powodem negatywnego stosunku do muzeum jest pochodzenie Wadowiczan, którzy w dużej mierze wywodzą się z kręgów komunistycznych działaczy.

List Josepha Conrada do Bertranda Russella.

 

Część trzecia:

Krzysztof Sitko mówił o tajemniczej osobie Afela Sterna, człowieka wydającego kilka lat temu kontrowersyjne opinie na temat współczesnych wydarzeniach.

Nie mogę zdradzić tożsamości Fiatowca, bo to jest człowiek bardzo pilnie poszukiwany przez Fiata. Nadepnął na odcisk koncernowi włoskiemu, który wszedł do Polski w dziwny sposób w czasie procesu prywatyzacyjnego w latach 90. – zastrzegł rozmówca Witolda Gadowskiego. Jego zdaniem internet jest takim miejscem, gdzie bardzo łatwo wykreować pewne postaci, jakąś rzeczywistość.

Michał Siwiec o charakterze Wadowic, które kojarzone są przede wszystkim z osobą Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II.

 

Część czwarta:

Serwis informacyjny Radia Warszawa.

 

Część piąta:

Jacek Warchał  i Zdzisław Szczur opowiadali o nieprzychylnej wobec ludzi wywodzących się z kręgu NSZZ „Solidarność” działalności burmistrza Wadowic.

Na szerszym, krajowym forum Klinowski zasłynął jako przykład chciwości samorządowców. Po objęciu przez niego stanowiska uznał, że powinien dostać podwyżkę pensji o… 10 tysięcy złotych! Choć zarabiał wówczas dokładnie 11 415 zł brutto miesięcznie, czyli ok. 8020 zł na rękę.

Anna Czajkowska o odkupieniu przez fundację Ryszarda Krauzego Domu Rodzinnego Jana Pawła II, dzięki czemu stał się on muzeum otwartym dla wszystkich, chcących zwiedzić papieskie mieszkanie. Stwierdziła również, że większość wycieczek, które przyjeżdża do Wadowic – pomimo walorów przyrodniczych, jakie można dostrzec w tej części Małopolski – skupia się głównie na poznaniu historii Karola Wojtyły.

Zdaniem Anny Czajkowskiej tym, co przyciąga zwiedzających do Wadowic, są nie tylko ślady Jana Pawła II, ale także walory przyrodnicze miasta i okolic. Atrakcyjność tych terenów zwiększy dodatkowo powstanie zbiornika Świnna Poręba (trwa spór o to, jaką ma mieć nazwę – Jezioro Mucharskie czy Wadowickie). Jednak historia Jana Pawła II i pamiątki po nim są główną motywacją do odwiedzin miasta.

Michał Siwiec przypomniał, że z ziemi wadowickiej pochodzi również Czesław Kiszczak.

Stanisław Kotarba o spuściźnie św. Jana Pawła II oraz katolickim charakterze Wadowic.

 

Część szósta:

Ewa Filipiak o infrastrukturze drogowej w Wadowicach, która wymaga modernizacji. Posłanka, po rozmowie z premier Beatą Szydło, oznajmiła, że przebudowa kluczowych dróg w Wadowicach jest włączona w plan finansowy państwa. Ponadto skomentowała obecną sytuację polityczną w kraju oraz działania burmistrza Wadowic.

– W jego wypadku przejście z Krakowa do Warszawy pokazało jakby jego drugie oblicze. Jest to dla mnie wielkie zaskoczenie – wyznała Ewa Filipiak, która nie wyklucza, że rzeczywiście posłowie opozycji mogą odgrywać pewne role, które ktoś bardziej lub mniej nieudolnie dla nich rozpisuje.

 

 


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

 

 

Ewa Filipiak, poseł PiS z Wadowic, o wydarzeniach w sejmie: Ktoś palcem wskazuje, kto jaką rolę i kiedy ma odegrać

Cały czas mam wrażenie, że jest reżyser i są pisane scenariusze, które czasami są pisane bardzo szybko i wychodzą głupoty – powiedziała Filipiak o zachowaniu posłów opozycji w ubiegłym miesiącu.

– W parlamencie jestem w Komisji Sprawiedliwości, czyli tej, która przez ostatnie dwa lata pracowała najwięcej – powiedziała posłanka PiS Ewa Filipiak, która wierzy głęboko, że praca tej komisji nie pójdzie na marne.

– Awantury na Komisji Sprawiedliwości są normą. Bardzo trudno przewodniczącemu Stanisławowi Piotrowiczowi nad tym wszystkim zapanować, ale wywiązuje się ze swej roli doskonale – powiedziała pytana o wielką awanturę, jaka miała miejsce podczas uchwalania ustaw reformujących sądownictwo w Polsce w ubiegłym miesiącu.

Jej zdaniem przewodniczący Komisji Sprawiedliwości jest „obrażany non stop”, a skala „arogancji i obrazy jest dla mnie nie do pojęcia” – wyznała posłanka PiS, która jako burmistrz również była przedmiotem różnych chamskich niekiedy i niewybrednych ataków, ale „to, z czym ma tam do czynienia, przechodzi ludzkie wyobrażenia”. Jej zdaniem zachowanie agresywne posłów opozycji było nie do przyjęcia.

– To jest dla mnie szczególnie przykre – powiedziała, gdy redaktor Gadowski przypomniał, że swoją rolę w tej awanturze sejmowej odegrali posłowie z Małopolski. Zwłaszcza, że znała od lat posła Mejsztowicza (był wicewojewodą małopolskim) i posła Marka Sowę (były marszałek sejmiku Małopolskiego), a także posła Borysa Budkę, który w sprawach związanych z reformą wymiaru sprawiedliwości odgrywa czołową rolę. Była zdumiona zachowaniem posła Sowy, bowiem do tej pory zawsze umiał się zachować.

– W jego wypadku przejście z Krakowa do Warszawy pokazało jakby jego drugie oblicze. Jest to dla mnie wielkie zaskoczenie – wyznała Ewa Filipiak, która nie wyklucza, że rzeczywiście posłowie opozycji mogą odgrywać pewne role, które ktoś bardziej lub mniej nieudolnie dla nich rozpisuje.

– Cały czas mam wrażenie, że jest reżyser i to są pisane scenariusze, które czasami są pisane bardzo szybko i wychodzą głupoty – powiedziała. Jej zdaniem ktoś nad tym czuwa, ktoś rozpisuje role i jeszcze wskazuje palcem, kto jaką rolę ma odegrać.

– Jest to osoba, która jest mi kompletnie obojętna – powiedziała pytana o swego następcę, aktualnego burmistrza Wadowic Klinowskiego (o jego wyczynach więcej w artykule: „Wadowice – prywatny folwark burmistrza Mateusza Klinowskiego. Progresja agresji„). Mimo to wierzy w mądrość wadowiczan, którzy widzą, co się dzieje i z tego powodu odpowiednio wypowiedzą się podczas przyszłorocznych wyborów samorządowych.

[related id=33845]- Przez 20 lat wydawało mi się, że wiem, jakie są Wadowice, niestety w 2014 roku musiałam tę swoją wiedzę zweryfikować – powiedziała Ewa Filipiak, pytana o to, jakie są Wadowice, których przez 20 lat była burmistrzem. Jej zdaniem aktualny burmistrz Wadowic rodem z Ruchu Palikota to zwykły przypadek. Ma jedynie nadzieję, że mimo wszystko będzie kontynuował te prace, które ona i jej zespół rozpoczęli, bowiem potem bardzo trudno wrócić do porzuconych inicjatyw.

Zachwycona jest napełniającym się od początku tego roku jeziorem, jakie powstało w okolicach Wadowic, a które jeszcze nie ma nazwy. Zwłaszcza wspaniałymi drogami i trasami rowerowymi okalającymi ten zbiornik wodny. Była burmistrz Wadowic chciałaby, aby potencjał stworzony przez zbudowanie jeziora został wykorzystany. Widzi tu szczególną rolę samorządów, które mogą zagospodarować nabrzeże. Sama ze swojej strony robi, co może, bowiem dzięki jej interwencji Wadowice znalazły się w państwowym planie przebudowy dróg, a zwłaszcza Beskidzka Droga Integracyjna wiodąca na Śląsk.

Była burmistrz podniosła również kwestie związane z promocją miasta Wadowice, które rozsławił papież Jan Paweł II. Jej zdaniem tego, co zrobił on dla tego miasta, nie można z niczym porównać, bo aby stało się tak sławne, jak jest teraz, trzeba by wydać setki milionów na promocję.

MoRo

O papieskich kremówkach i innych sprawach dotyczących Wadowic w wywiadzie Witolda Gadowskiego mówi posłanka PiS i była burmistrz Wadowic Ewa Filipiak.

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

 

Ojciec Ryszard Stolarczyk ze Zgromadzenia Karmelitów Bosych w Wadowicach: Polska ma moc duchowej pracy pokoleń!

Dzień 42. z 80 / Wadowice / Poranek WNET – Ci, którzy pozostali, są skażeni wielokrotnie doświadczeniami, tym złem, które uczynili. To nie wygasza się tak szybko – powiedział Stolarczyk o Ukraińcach.

„Kto mi powie, że Moskale przyjaciółmi są Lechitów, temu pierwszy w łeb wypalę pod kościołem karmelitów” – w taki nieco ekscentryczny sposób rozpoczął dzisiejszy gospodarz Poranka Wnet, Witold Gadowski, rozmowę z o. Ryszardem Stolarczykiem, karmelitą ze zgromadzenia Ojców Karmelitów Bosych w Wadowicach, skąd nadawano Poranek Wnet.

– To męska profesja, można powiedzieć, która uczy obrony życia i mienia – powiedział o straży pożarnej ojciec Stolarczyk, który jest jej oficerem. Jego zdaniem zawód ten pomaga odkryć to, co rzeczywiście jest wartością, a więc ludzkie życie, ale również dobra, które człowiek nagromadził. Ojciec jest duszpasterzem więźniów w Zakładzie Karnym w Wadowicach i przyznaje, że gdy szedł  tam, to miał nieco skrzywiony obraz rzeczywistości panującej za kratami.

Wcześniej ojciec Stolarczyk przez kilkanaście lat był w klasztorze we Lwowie. Przyznał, że Polska zdecydowanie różni się od Ukrainy.

– Polska ma inną moc – powiedział karmelita, bowiem tutaj czuć tę wielopokoleniową, nieprzerwana pracę duchowieństwa.

– Tam dokonano poważnego procesu zniszczenia społeczeństwa i to nie tylko w sensie duszpasterskim, ale przede wszystkim zniszczono rodzinę, własność społeczną, wiele struktur społecznych, co utrudnia odbudowę tego wszystkiego – powiedział Stolarczyk. – Ci, którzy pozostali, są skażeni wielokrotnie doświadczeniami, tym złem, które uczynili. To nie wygasza się tak szybko.

Polska postrzega Wadowice jako miasto szczególne, papieskie, a to zwykłe, niezbyt duże miasto, ze swoimi problemami.

Klasztor karmelitów w Wadowicach pojawia się pod koniec XIX wieku, w 1892 roku. W latach 1897-1899 zakonnicy zbudowali z czerwonej cegły trzynawowy neoromański kościół oraz południowe skrzydło klasztoru. Kościół został konsekrowany 27 sierpnia 1899 r. przez ówczesnego ordynariusza diecezji krakowskiej, księdza biskupa Jana Puzynę. Sześć dni później został usamodzielniony i ogłoszony wikariatem, a w 1903 przeoratem, czyli klasztorem w pełni uformowanym. Pierwszym przeorem wybrano o. Jana Chryzostoma Lamosia. Trzy lata później zastąpił go o. Rafał Kalinowski.

– Klasztor budował i tworzył legendarny powstaniec styczniowy, święty Rafał Kalinowski – powiedział ojciec Stolarczyk, który wyjaśnił, że św. Rafał Kalinowski nie tylko zbudował mury zgromadzenia, ale również odbudował całą społeczność i sprawił, że wzrastała w wierze i patriotyzmie.

[related id=33845]Kościół karmelicki był parafialnym dla dorastającego Karola Wojtyły, który był również w funkcjonującym przy klasztorze Bractwie Matki Bożej Szkaplerznej, oddając się pod Jej opiekę, stąd zapewne też papieskie „Totus Tuus”. W latach 1914-1949 wpisano do bractwa ponad 14 tysięcy osób. Szczególnym wyrazem przywiązania do sanktuarium było przekazanie mu przez Jana Pawła II  19 marca 2004 roku papieskiego Pierścienia Rybaka, który przyozdobiono słynący łaskami obraz św. Józefa.

W sanktuarium znajdują się relikwie św. Rafała Kalinowskiego, założyciela i pierwszego przełożonego klasztoru. Dostępna dla zwiedzających jest również cela, w której żył i umarł św. Rafał. Natomiast w ołtarzu Matki Bożej Szkaplerznej znajduje się sarkofag z relikwiami bł. Alfonsa Marii Mazurka.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z ojcem Stolarczykiem w części pierwszej Poranka.

„Moje biedne, czerwone Wadowice” – czy te słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w 1979 roku, są nadal aktualne?

Dzień 42. z 80 / Wadowice / Poranek WNET – O Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Wadowicach oraz o tym, czy współczesne Wadowice pamiętają o dziedzictwie Jana Pawła II.

Michał Siwiec-Cielebon, wadowicki działacz polityczny, twórca prywatnego Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Wadowicach, był gościem Witolda Gadowskiego w Poranku WNET nadawanym z Wadowic. Opowiedział o założonym przez siebie muzeum i o tym, co go skłoniło do jego założenia, a także o sytuacji we współczesnych Wadowicach.
Muzeum Tradycji Niepodległościowych ma pomóc ocalić od zapomnienia przede wszystkim żołnierzy 12 Pułku Piechoty Ziemi Wadowickiej. Do stworzenia placówki skłoniły Michała Siwca tradycje rodzinne. Jego babcia była żoną majora, zastępcy dowódcy pułku, mama – jego córką. Wszyscy działali w strukturach konspiracji niepodległościowej wojennej i powojennej. [related id=33845]

Wadowice powojenne to niestety – jak mówi Michał Siwiec – Wadowice skomunizowane, w których dokonano brutalnej wymiany elit. Kariery najczęściej robili tu ludzie „z awansu społecznego”. Jako ludzie „najgorszego sortu” niszczyli wartości i dorobek wypracowany przez Polskę w ciągu wieków.

To nieco wyjaśnia słowa Jana Pawła II: „moje biedne, czerwone Wadowice”, wypowiedziane, gdy papież w 1979 r. wylądował na stadionie MKS „Skawa” i zobaczył otaczające stadion czerwone transparenty przygotowane przez władze, które chciały w ten sposób zademonstrować socjalistyczny i świecki charakter miasta. Pamiętamy głównie słowa o kremówkach, a te – nie .

Powojenna historia Wadowic ma dzisiaj skutki, co można zaobserwować m.in. w polityce obecnych władz miasta, które usuwają z jego herbu odniesienia papieskie, czy w tym, że przyjmują zjazd progresywnych burmistrzów i prezydentów polskich miast. Zjazd ten ma być, według Michała Siwca, przeciwwagą dla „papieskości” miasta.

Uczestniczący w rozmowie o. Ryszard Stolarczyk komentował, że tego rodzaju działania nie są wyrazem poglądów konkretnych osób, bo osoby te poglądów nie mają, ale obroną „ich paskudnego życia”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w drugiej części Poranka WNET.

JS

Wadowice – prywatny folwark burmistrza Mateusza Klinowskiego. Progresja agresji wobec przeciwników politycznych

Dzień 42. z 80 / Burmistrz jeździ po Polsce na różne manifestacje, zamiast się zabrać za pracę na terenie miasta […], bo dla niego ważny jest tylko PR – uważa jeden z rozmówców Witolda Gadowskiego.

W rozmowie uczestniczyli Jacek Warchał, właściciel Aromat Cafe, kawiarni przy Rynku w Wadowicach, i Zdzisław Szczur, szef wadowickiej Solidarności, wadowiczanin z urodzenia, który w latach 80. był represjonowany i znalazł się w więzieniu.

– Nowy burmistrz [Mateusza Klinowski -przyp.red], który nastał w Wadowicach po pani Ewie Filipak, zaczął nas szykanować nie ze względów biznesowych, ale politycznych – powiedział Jacek Warchał.

W trakcie kampanii w 2014 roku Jacek Warchał wspierał komitet opozycyjny względem aktualnego burmistrza i umieścił banery w ogródku kawiarnianym. Wyrażał w ten sposób sprzeciw wobec inicjatywy Klinowskiego Wolne Wadowice, mającej portal Wolne Wadowice, który, co ciekawe, zarejestrowała w Stanach Zjednoczonych, co uniemożliwia dochodzenie wszelkich praw przed polskimi sądami.

– Burmistrz chciał, abyśmy zrezygnowali z działalności – powiedział Warchał. W maju 2015 roku władze miasta wypowiedziały właścicielom Aromat Cafe lokal przy Rynku, który prowadzili od 16 lat i właśnie rok wcześniej wyremontowali go, na co wydali 400 tysięcy złotych. Jak donosiły media w tamtym okresie, po wypowiedzeniu umowy miasto nie zamierzało zwrócić rodzinie pieniędzy poniesionych na remont lokalu, bo – jak twierdzi burmistrz – nie było tego w umowie najmu.

– Podjęto kroki, aby zakręcić w lokalu wodę, i zakręcano ją kilka razy – wspominał Jacek Warchał. Co prawda ustalenie, który kurek zakręca wodę akurat Warchałom, trwało jakiś czas i udało się to dopiero za trzecim razem. Akcja ta, jak wspomina pan Jacek, skorelowana była z odwiedzinami sanepidu – dwukrotnie, gdy przyjeżdżał na kontrolę, woda w lokalu była, więc nic nie mógł zdziałać.

– Myśmy pilnowali lokalu od tyłu, żeby nikt nie wszedł do naszej piwnicy, tam gdzie jest zawór, ale o godzinie czwartej rano straż miejska zaatakowała nas, powaliła na ziemię, odcięła kłódki i zakręciła wodę – wspominał pan Warchał.

– Smutne i przykre to było, jak zostaliśmy wyrzuceni jako Solidarność – mówił Zdzisław Szczur.

[related id=33845]- Przecież dzięki Solidarności to miasto zyskało dużo, bo między innymi Solidarność przywróciła pomnik 12 Pułku Piechoty Ziemi Wadowickiej na należne mu miejsce – mówił rozgoryczony działacz. Przypomnijmy, że pomnik w latach 70. ubiegłego wieku rozebrano i przeniesiono na cmentarz wojskowy. Także Solidarność wadowicka przywróciła nazwę Marcina Wadowity lokalnemu liceum. Trudno tu nie wspomnieć o sprawie budowy muzeum Jana Pawła II, którego inicjatorem również była Solidarność. Zbierała też pieniądze na mieszkania dla rodzin zakwaterowanych w dawnych pomieszczeniach po Wojtyłach.

– Naprawdę dużo Wadowice zawdzięczają Solidarności, a ten „narcyz”, jak go nazywają lokalne media, po prostu wyrzucił nas na bruk – powiedział Zdzisław Szczur. Tłumaczenia i rozmowy na ten temat w żaden sposób nie przekonują aktualnego burmistrza, zdaniem działacza Solidarności „to była typowa zemsta tego człowieka”.

– Burmistrz jeździ po Polsce na różne manifestacje, zamiast się zabrać za pracę tutaj, na terenie miasta, i zadbać o jakieś dobro […], bo dla niego ważny jest tylko PR – mówił działacz Solidarności.

– To dla mnie jest też zaskakujące, sądzę, że Jan Paweł II chciał coś przez to powiedzieć wadowiczanom, żeby się zastanowili nad swoim postępowaniem – mówił – kto wie, być może jest potrzebne takie otrzeźwienie.

Nasi goście komentowali również ubiegłoroczny zjazd „progresywnych burmistrzów i prezydentów miast”, z prezydentem Słupska Robertem Biedroniem na czele.

Na szerszym, krajowym forum Klinowski zasłynął jako przykład chciwości samorządowców. Po objęciu przez niego stanowiska uznał, że powinien dostać podwyżkę pensji o… 10 tysięcy złotych! Choć zarabiał wówczas dokładnie 11 415 zł brutto miesięcznie, czyli ok. 8020 zł na rękę. A to nie jedyna sprawa, jaka ciągnie się za Klinowskim, bowiem niedawno sąd warunkowo umorzył sprawę, w której oskarżony był o złożenie kilka lat temu fałszywych oświadczeń majątkowych.

Fot. Facebook burmistrz Wadowic

Do szczególnego rodzaju kuriozalnego wybryku aktualnego burmistrza Wadowic można również zaliczyć „życzenia” świąteczne, jakie opublikował na swoim facebooku w grudniu 2015 roku (patrz screen z jego strony internetowej).

– Wadowice są skomplikowane i trudne, ale myślę, że w sposób naturalny – powiedział Michał Siwiec. Jak zauważył, świat tylko przywykł postrzegać Wadowice nieco cukierkowo i laurkowo, przez pryzmat papieskich kremówek, miejsca narodzin i młodości papieża Jana Pawła II.

MoRo

Chcesz wysłuchać Poranka Wnet, kliknij tutaj

O Mateuszu Klinowskim goście wspominali podczas całego Poranka Wnet

Wywiad z Jackiem Warchałem w części piątej Poranka Wnet

Wywiad ze Zdzisławem Szczurem szefem Solidarności w Wadowicach w części piątej Poranka Wnet

Wywiad z Michałem Śiwcem w części piątej, trzeciej i drugiej Poranka Wnet

Wadowice stały się symbolem patriotyzmu, katolicyzmu i przywiązania do wartości, które wyznawał Karol Wojtyła

Dzień 42. z 80 / Wadowice / Poranek WNET – O tym, jak dom rodzinny Jana Pawła II został odkupiony i utworzono w nim muzeum oraz o uniwersalnym znaczeniu tradycyjnych wartości głoszonych przez papieża.

Witold Gadowski gościł w Poranku WNET w Wadowicach panią Annę Czajkowską z muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II i pana Stanisława Kotarbę, wadowickiego działacza samorządowego.

Anna Czajkowska opowiedziała o tym, jak fundacja Ryszarda Krauzego odkupiła rodzinny dom Jana Pawła II i przekazała archidiecezji krakowskiej. Ta zdecydowała, że w całej kamienicy, od piwnic do poddasza, powstanie muzeum poświęcone Janowi Pawłowi II. Obecnie rocznie odwiedza je 250 tysięcy ludzi z całego świata.

Zdaniem Anny Czajkowskiej tym, co przyciąga zwiedzających do Wadowic, są nie tylko ślady Jana Pawła II, ale także walory przyrodnicze miasta i okolic. Atrakcyjność tych terenów zwiększy dodatkowo powstanie zbiornika Świnna Poręba (trwa spór o to, jaką ma mieć nazwę – Jezioro Mucharskie czy Wadowickie). Jednak historia Jana Pawła II i pamiątki po nim są główną motywacją do odwiedzin miasta.

Stanisław Kotarba był najbliższym współpracownikiem Ewy Filipiak, poseł PiS, gdy sprawowała funkcję burmistrza Wadowic (przez ponad 20 lat). Okres jej rządów przypadał na czas pontyfikatu Jana Pawła II. Wadowice bardzo się wówczas zmieniły.

Anna Czajkowska – Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II | Fot. Radio Wnet

Gość Radia WNET uważa, że Wadowice, miasto raczej prowincjonalne, w którym dominowały służby mundurowe i środowiska lewicowe, „naraz stało się symbolem patriotyzmu, katolicyzmu i przywiązania do wartości rodzinnych, do wartości uniwersalnych, które Karol Wojtyła wyznawał i prezentował światu”. Jak wielka jest to wartość, „widać dopiero, gdy papieża już nie ma i pozostała po nim pustka”.
Unia Europejska obecnie błądzi i odcina się od swoich korzeni, które są przecież chrześcijańskie. „Lewackość” doprowadza do tego, że wszystko traci sens, życie traci sens. Powstaje to, co papież nazywał cywilizacją śmierci. Powinniśmy więc wsłuchiwać się w jego nauczanie. Gdybyśmy to robili, nie mielibyśmy problemów, które on przewidział. Musimy być wierni naszej tradycji, naszym korzeniom. To my, Polacy, jesteśmy Europejczykami. Powinniśmy zreformować Unię Europejską, naprawić ją, naprowadzić na pierwotne tory.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w Poranku WNET w części piątej, a w niej także o wizycie Jana Pawła II w Wadowicach w 1999 r. i o wspaniałej atmosferze w czasie spotkania papieża z wadowiczanami.

JS

Krzysztof Sitko z portalu pressmania.pl w Poranku Wnet: Krótka historia przejęcia pressmixa przez Alefa Sterna

Dzień 42. z 80 / Wadowice / Czasami zastanawiamy się, czy to nie było zlecenie – powiedział Krzysztof Sitko o fatalnej w skutkach sprzedaży za symboliczny 1 tys. zł portalu pressmix Alefowi Sternowi.

– Alef Stern to kreacja pisarza, który tak naprawdę nazywa się Tomasz Markowski – powiedział Krzysztof Sitko. Zastrzegł, że nie zdradza tutaj żadnych tajemnic, bo Stern sam ujawnił się w momencie, kiedy kupił za symboliczną sumę jednego tysiąca złotych portal pressmix prowadzony przez Sitkę. Niestety projekt, który był mediami obywatelskimi, podobnie jak Radio Wnet, Markowski zniszczył, „wdeptał w ziemię i upokorzył wszystkich tych, którzy ciężko pracowali przez prawie cztery lata, żeby to dzieło powstało naprawdę z niczego”.

Fot. Facebook

Przypomnijmy, że – po wygranych przez PO wyborach w 2007 roku – w lipcu 2009 roku ukazała się książka wydana pod pseudonimem Alef Stern „Pola Laska”. Jak możemy przeczytać na stronie reklamującej owo dzieło, to oniryczno-alegoryczny pamflet na najnowszą historię III Rzeczpospolitej, ze szczególnym uwzględnieniem niechlubnej roli mediów, jaką odegrały w tym czasie. W pierwszym okresie, tuż po publikacji, dla wielu Stern był niczym „objawienie”, a po fatalnym 10 kwietnia 2010 roku ogłaszał różne tajemnice na temat katastrofy smoleńskiej, twierdząc, że jakoby nie tylko Rosja była zamieszana w zamach.

W tym czasie w internecie Alef Stern podał do publicznej wiadomości, że jego książka, w której wyjaśnia wszystko na temat katastrofy, została „aresztowana”. Poza tym ogłaszał w nim swe rzekome wizje, zwłaszcza w 2012 roku, kiedy to miał nastąpić koniec świata. Rok później, również w internecie, zaczęły pojawiać się wpisy na jegotemat, m.in. że  Alef Stern to oszust, amator i „osoba, której zlecono zadania do wykonania. Taki Nostradamus na etacie”.

– Czy to była tak wielka popularność, naprawdę trudno powiedzieć, bo to było dwóch internautów, którzy rozmawiali ze sobą, czyli Fiatowiec i Alef Stern – powiedział Sitko. Jego zdaniem podczas tych „rozmów” w sieci „jeden drugiego napędzał”. Przypomniał, że Fiatowiec bronił ludzi pracy w spółce Fiata w Polsce, a Stern kreował rzeczywistość; „na czyje zlecenie, trudno powiedzieć”.

– Nie mogę zdradzić tożsamości Fiatowca, bo to jest człowiek bardzo pilnie poszukiwany przez Fiata. Nadepnął na odcisk koncernowi włoskiemu, który wszedł do Polski w dziwny sposób w czasie procesu prywatyzacyjnego w latach 90. – zastrzegł rozmówca Witolda Gadowskiego. Jego zdaniem internet jest takim miejscem, gdzie bardzo łatwo wykreować pewne postaci, jakąś rzeczywistość.

Krzysztof Sitko był przez cztery lata redaktorem naczelnym pressmix.eu i jak sam przyznaje, to jedno z jego „dzieci medialnych”, które razem z zespołem wyprowadził na poziom rozpoznawalności.

– Dogadał się z nami, ze mną i moim wydawcą Mirkiem Jamro z Bielska Białej, że ten portal „dostanie skrzydeł”, wprowadzi reklamy i domy mediowe – mówił Sitko, opowiadając o obietnicach składanych przez Markowskiego, gdy chciał przejąć portal, który już wtedy miał dużo użytkowników. Dziś samo wspomnienie sprzedaży Markowskiemu strony, na której było ponad 1600 artykułów, oprawa, rozpoznawalność, marka, cały brend itd. za symboliczną sumę jednego tysiąca złotych sprawia, że gorzko „wzdycha nad swoją głupotą”, bo „chcieliśmy, żeby to się rozwijało”.

– Czasami zastanawiamy się, czy to nie było zlecenie – powiedział – bowiem portal stał po stronie prawdy i obywatelskiej rzeczywistości, która wówczas miała się zmienić [był okres kampanii wyborczej]. Krzysztof Sitko uważa, że być może Markowski miał wykonać zlecenie przejęcia, a potem zniszczenia portalu, bo dziś nie można na niego wejść, gdyż jest zawirusowany. Pokazuje się informacja, że „hakerzy przejęli kontrolę” nad nim. Redakcja Wnet sprawdziła to – rzeczywiście tak jest. Okienka wyskakują jedno po drugim jak oszalałe.

Witold Gadowski przypomniał, że na koniec Alef Stern poparł aktualnego burmistrza w wyborach samorządowych.

– W momencie, kiedy sprzedaliśmy portal, potrafił przyjechać z Tomaszem Godlewskim do Wadowic i dogadywać się z burmistrzem Klinowskim, żeby mnie zniszczyć. Próbował nazywać mnie kryminalistą, przestępcą, w dodatku wydzwaniał do moich znajomych i twierdził, że nie istnieje taka osoba jak Krzysztof Sitko – powiedział Sitko, co było dla niego tak „chamskie, niskie i obrzydliwe, że nie da się tego nawet opowiedzieć”. Dodał przy tym, że „palec Boży” dotknął Markowskiego zaraz po wyjeździe z Wadowic, bo już na obwodnicy tego miasta Godlewski z Markowskim mieli wypadek, a potem problemy z powrotem do domu.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego poranka Wnet, kliknij tutaj

 

W sporze o nową ustawę nie chodzi tylko o to, że dotychczasowi sędziowie Sądu Najwyższego przechodzą w stan spoczynku

Co by szkodziło większości parlamentarnej, w ogniu krytyki mediów i opozycji, wyjaśnić, czemu Sąd Najwyższy staje się „de facto zupełnie nowym sądem, tak w charakterze ustrojowym, jak funkcjonalnym”?

Jakub Słoniowski

Działalność Sądu Najwyższego jest bardzo ważna dla całego wymiaru sprawiedliwości, z wyłączeniem kontroli legalności działalności organów administracji publicznej, bo tym zajmują się – jak wspomniałem – sądy administracyjne z NSA na czele.

Co zatem leży w tym zakresie? Sprawy, z którymi spotyka się lub może spotkać każdy Polak. Sprawy życia codziennego lub związane z działalnością gospodarczą, najczęściej cywilnoprawne, a więc o zapłatę rachunku czy faktury, o odszkodowanie, sprawy pracownicze, a także inne, jak sprawy spadkowe, rozwody itp. Co oprócz tego? Sprawy karne, czyli sprawy o przestępstwa i o wykroczenia. Zarówno bardzo poważne, np. o morderstwa, korupcję, jak i błahe, o wykroczenia, np. drogowe, jeśli nie przyjmie się mandatu. (…)

Rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego nie mają mocy precedensowej w takim sensie, jaki znamy z USA albo systemu prawnego Unii Europejskiej. Jednakże ich wpływ na to, jak wyrokują sądy powszechne, od sądów rejonowych wzwyż, jest tak duży, że nieco upraszczając, mówi się, że w Polsce mamy do czynienia z precedensami nie de iure, ale de facto. (…)

Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że ustawa dotycząca Sądu Najwyższego, która ogniskuje uwagę opinii publicznej i wzbudza liczne protesty, nie jest ustawą wyłącznie zmieniającą przepisy w tym zakresie, o którym mówią media.

Ustawa ta nie dotyczy więc jedynie tego, że dotychczasowi sędziowie SN przechodzą w stan spoczynku (art. 87), a pozostają ci, których wskaże Prezydent (lub – jak było w pierwszym projekcie zgłoszonym do laski marszałkowskiej – Minister Sprawiedliwości), ale – przynajmniej według deklarowanych intencji popierających ją parlamentarzystów koalicji rządzącej – nadaje Sądowi Najwyższemu nowy ustrój. (…)

Nie zamierzam teraz wchodzić w spór co do słuszności i zgodności z konstytucją przeniesienia w stan spoczynku sędziów SN i innych kwestii z tym związanych (np. tego, kto ma decydować o tym, którzy spośród nich pozostaną). Nie chcę też prezentować samego ustroju Sądu Najwyższego proponowanego przez nową ustawę.

Pragnę natomiast zwrócić uwagę na to, że (1) albo uzasadnienie ustawy w tym aspekcie jest prawdziwe w tym sensie, że rzeczywiście następuje bardzo istotna zmiana i „Sąd Najwyższy stanie się de facto zupełnie nowym sądem, tak w charakterze ustrojowym, jak funkcjonalnym”, (2) albo też tak naprawdę uchwalenie całej ustawy jest jedynie pretekstem do dokonania zmian personalnych w Sądzie Najwyższym, a rozwiązania, które ustawa zawiera, w istocie niewiele zmieniają w działaniu tego sądu (np. nadane zostają nowe nazwy izbom SN i dodana nowa – dyscyplinarna). (…)

Ustawa o Sądzie Najwyższym została przyjęta przez parlament. Prezydent skorzystał jednak z prawa weta i zapowiedział, że przygotuje nowy projekt. Bez względu na to, czy sędziowie SN zostaną przeniesieni w stan spoczynku, i na to, kto będzie decydować o tym, którzy z nich pozostaną w stanie czynnym, wprowadzone zostaną nowe rozwiązania dotyczące organizacji Sądu Najwyższego. Jeśli będą obowiązywać przez dłuższy czas, będą znacząco wpływać na sprawy, którymi na co dzień zajmują się sądy, a więc sprawy zwykłych obywateli. Za jakiś czas być może nie będziemy pamiętać o sporze o zasadność zmian personalnych w Sądzie Najwyższym, a sądy, w sprawach zupełnie niemedialnych, będą nadal będą musiały zmagać się z wątpliwej jakości przepisami. Na to nawet stuprocentowa wymiana kadry sędziowskiej nie wpłynie. (…)

Przepisy często są nieprzemyślane, niespójne, źle zredagowane, nieprzeanalizowane pod kątem tego, czy są w ogóle potrzebne. W efekcie sędziowie, wyrokując, muszą w drodze wykładni odnajdywać w nich jakiś sens, często daleko wychodząc poza ich językowe brzmienie. Obywatel „podsądny” nie może potem zrozumieć, dlaczego przegrał sprawę. Nie może też zrozumieć zawartych w uzasadnieniu wyroku litanii cytatów z orzecznictwa Sądu Najwyższego lub ciągu ich sygnatur.

Oczywiście nie jest to jedyny problem wymiaru sprawiedliwości ani też wytłumaczenie wszystkich rozstrzygnięć sądowych, nieraz słusznie bulwersujących opinię publiczną, lub nielicujących z powagą urzędu wskazywanych przez media zachowań pewnych sędziów. Podam więc teraz jeszcze inne przyczyny, za które już raczej można winić samych sędziów (choć same przepisy też mają w tym udział).

Cały artykuł Jakuba Słoniowskiego pt. „Na marginesie sporu o nową ustawę o Sądzie Najwyższym” znajduje się na s. 1 i 13 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jakuba Słoniowskiego pt. „Na marginesie sporu o nową ustawę o Sądzie Najwyższym” na ss. 1 i 13 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

 

Burmistrz Żywca Antoni Szlagor: Chcemy zrewitalizować Jezioro Żywieckie, odmulić je, zrobić ścieżki rowerowe

Dzień 41. z 80/Żywiec – Gdy udzielano mi absolutorium, to wszyscy radni mi go udzielili – powiedział burmistrz Żywca, który uważa, że w polityce na szczeblu lokalnym chodzi o to, by wszystkich łączyć.

– Wybory wygrałem trzykrotnie, nie należąc do żadnej partii. Stworzyliśmy koalicję samorządową, której na sercu leży miasto Żywiec i region Żywiec – mówił Antoni Szlagor, burmistrz Żywca od 2002 roku, który z żywieckim samorządem związany jest od początku lat 90. Był wtedy zastępcą przewodniczącego Rady Miasta (1994-98), a w późniejszym okresie przewodniczącym Rady Miasta Żywca (1998-2002).
Żywiec zaliczany jest do krajowych liderów w pozyskiwaniu środków unijnych, a także znalazł się w ekskluzywnym gronie laureatów nagrody przygotowanej przez prof. Pawła Swianiewicza z Uniwersytetu Warszawskiego, zatytułowanej „Sukces minionej kadencji”.

Wczoraj koncertem zakończył się trwający dziewięć dni Tydzień Kultury Beskidzkiej. Wystąpili zespół Ziemia Żywiecka, a wcześniej zespół gruziński, który porwał całą publiczność – tak na przeglądzie bywa rokrocznie. Jak przyznaje burmistrz, mimo że przedsięwzięcie do tanich nie należy, opłaca się, bo można obejrzeć zespoły z całego świata, a także rozkrzewić kulturę i folklor Żywiecczyzny.

– My z Gruzją mamy bardzo bliskie kontakty, jesteśmy bowiem miastem partnerskim Borjomi – powiedział burmistrz Żywca. Zwrócił uwagę, że tak jak Żywiec, słynie ona z wody mineralnej, ale nie tylko, bowiem analogii jest więcej – np. na Żywiecczyźnie jest zameczek prezydencki w Wiśle, a w pobliżu Borjomi jest również posiadłość prezydencka.

– Mamy piękne Jezioro Żywieckie […], chcemy je odmulić, zrobić nad nim ścieżki rowerowe i inne atrakcje, co nie jest takie proste, bo wymaga nakładów – powiedział burmistrz. Innym problemem przy rewitalizacji Jeziora Żywieckiego jest to, że znajduje się ono pod zarządem Regionalnej Dyrekcji Gospodarki Wodnej.

– Udało nam się zrobić 1400 km sieci kanalizacyjnej, 200 km sieci wodociągowej po to, by wszystkie te potoki i rzeki, które płyną do jeziora, były czyste – powiedział burmistrz, chwaląc się, że jezioro już jest czyste. Budżet Żywca to około 140 milionów złotych rocznie.

– To naprawdę nie są duże pieniądze – powiedział burmistrz, który mimo to nie zadłużył jeszcze miasta tak, jak to bywa w innych miastach w Polsce, bo Żywiec pożycza jedynie na „inwestowanie w coś, z czego będzie potem można czerpać jakieś korzyści”.

– Gdy udzielano mi absolutorium, to wszyscy radni mi go udzielili – powiedział burmistrz Żywca, który uważa, że w polityce na szczeblu lokalnym chodzi o to, by wszystkich łączyć.

MoRo