Urszula Olbromska: Nigdzie na świecie nie ma takiego połączenia jak w Przemyślu. Muzeum Dzwonów i Fajek jest jedyne

Dzień 64. z 80 / Przemyśl / Poranek WNET – Fajkarstwo i ludwisarstwo to dwa rzemiosła w Przemyślu z wieloletnią tradycją, kontynuowaną do tej pory. Dlatego tutaj powstało tak nietypowe muzeum.

Na Starym Mieście w Przemyślu Łukasz Jankowski rozmawiał z dr Urszulą Olbromską, kierownikiem Muzeum Dzwonów i Fajek w Przemyślu.

Historia podaje, że już w XIX wieku w Przemyślu produkowano fajki. Najpierw gliniane, później drewniane. Na początku XX wieku do miasta zawitał przybysz z Czech Wincenty Swoboda, który na nowo rozbudził zamiłowanie do fajek i ich produkcji. Od tamtej pory rzemiosło nieustannie się rozwija. Za to dzwony przyjechały z Kałusza z rodziną Felczyńskich. Obecnie ludwisarnia w Przemyślu znana jest na całym świecie.

 

fot. Konrad Tomaszewski

[related id=35911] O każdej fajce znajdującej się w muzeum można by długo opowiadać. Każda ma swoją historię. W muzeum jest zbór różnych fajek z całego świata, jednak przeważają europejskie, pięknie rzeźbione. Muzeum może się pochwalić również fajką zakupioną w Przemyślu, która była używana przez powstańca styczniowego, przepięknymi fajkami ceramicznymi i wieloma egzemplarzami fajek rezerwisty (ozdobne fajki, kiedyś ofiarowywane żołnierzom przy odejściu do rezerwy; były wręczane, w zależności od lokalnych czy pułkowych tradycji, przez dowództwo (głównie jako wyróżnienie za dobrą służbę), kolegów lub organizacje rezerwistów.

– Ja wszystkie fajki kocham, wszystkie są i piękne, i mają swoją historię – powiedziała dr Urszula Olbromska.

Fajka jest nie tylko przedmiotem służącym do palenia, jest też przedmiotem sztuki. Są wytwórcy, którzy – zarówno kiedyś, jak i dziś – przywiązują bardzo dużą wagę do szaty artystycznej fajki. Dzięki temu mamy malutkie dzieła sztuki.

Dr Urszula Olbromska opowiedziała nam o swojej ulubionej „tajemniczej faceę” z muzealnych zbiorów. To rzeźbiona drewniana fajka w kształcie zwierzęcia podobnego do konia, z tym że z rogami. W środku miała karteczkę, na której było napisane, że pochodzi z namiotu Chmielnickiego. Jest to jednak tylko legenda, gdyż powstanie fajki datuje się na koniec XIX wieku. Tak czy tak ma „niesamowity urok” – podkreśla pani Olbromska, dodając, że to „od niej się zaczęło, po prostu zaczęłam się interesować fajkami”.

 

fot. Konrad Tomaszewski

Muzeum oprócz fajek w swojej kolekcji posiada około 100 dzwonów. Można oglądać XVII-wieczne dzwony z wytwórni gdańskich. Muzeum ma także dzwony toruńskie i te pod przemyskie, dekorowane przez znakomitych rzeźbiarzy m.in. herbem Przemyśla.

Całego Poranka można posłuchać tutaj. Wywiad z dr Urszulą Olbromską w części pierwszej.

MW

Lucyna Podhalicz: Pula środków rządowych i unijnych była dzielona niesprawiedliwie dla miast takich jak Przemyśl

Dzień 64. z 80 / Przemyśl / Poranek WNET – O tym, czy Przemyślowi zagraża utrata dotychczasowej pozycji, oraz o perspektywach rozwojowych miasta w rozmowie z przewodniczącą Rady Miasta.

Lucyna Podhalicz, przewodnicząca Rady Miasta Przemyśla, była gościem Łukasza Jankowskiego w Poranku WNET.

Zdaniem Lucyny Podhalicz bywa tak, że władza „schematycznie patrzy na rzeczywistość”. Dlatego w Przemyślu zorganizowano akcję, w ramach której mieszkańcy mogli zgłaszać pomysły na to, co lokalny samorząd mógłby uczynić dla miasta. Zgłoszoną ideą, którą szczególnie popiera radna miasta, jest zorganizowanie ośrodka terapii uzależnień nie tylko od alkoholu i narkotyków, ale też hazardu i internetu. [related id=35911]

Lucyna Podhalicz mówiła też o miejskich inwestycjach i perspektywach rozwoju. Przemyśl znalazł się dość wysoko na liście 122 miast, które według raportu sporządzonego przez naukowców z PAN zagrożone są utratą swoich funkcji społecznych i gospodarczych. Pani radna uważa, że paradoksalnie to, że Przemyśl znalazł się na tej liście, może być dla niego korzystne, gdyż w związku z tym otrzyma większe wparcie finansowe na rozwój miasta niż do tej pory. Według rządowych zamierzeń środki finansowe z części programów będą przeznaczane wyłącznie dla miast średnich. Dzięki temu miasta duże nie będą mogły o nie aplikować.

Dotychczas duża część środków na Podkarpaciu przypadała Rzeszowowi jako największemu ośrodkowi w regionie. „Mocna stolica to jest dla regionu korzyść” – powiedziała Lucyna Podhalicz, jednakże zaznaczyła, że pula środków rządowych i unijnych była dzielona niesprawiedliwie, na korzyść stolic województw.

Przemyśl prowadzi dość oszczędną politykę budżetową. Obecnie ma nadwyżkę budżetową. Lucyna Podhalicz jest zdania, że można było gospodarować nieco inaczej, na przykład mocniej stawiać na rozwój turystyki. Jednak docenia starania prezydenta Przemyśla, żeby spłacać zadłużenie miasta, które obecnie wynosi około 50% sumy jego dochodów.

Łukasz Jankowski zwrócił uwagę, że w wielu miejscach Polski stawia się na turystykę, w związku z czym nie każda inwestycja miejska idąca w tym kierunku (np. budowa fontanny) może przynieść wymierny zwrot. Z tym Lucyna Podhalicz się zgodziła i powiedziała, że Przemyśl nie stawia tylko na turystykę, ale stara się tworzyć warunki dla dużych inwestycji mogących znacząco wpłynąć na wzrost gospodarczy w regionie.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w Poranku WNET w części szóstej. A w niej także o tym, co sądzi Lucyna Podhalicz sądzi o pracy ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.

JS

 

 

 

Płk Robert Rogoz ze Straży Granicznej: Zaczyna się zorganizowany przemyt ludzi drogą przez Ukrainę do Polski

Dzień 64. z 80 / Przemyśl – Rozbudowujemy te komórki, w których widzimy największe zagrożenie, a w tej chwili są to migracja, narkotyki i broń – powiedział szef Bieszczadzkiej Straży Granicznej.

Gościem Łukasza Jankowskiego w Poranku Wnet był pułkownik Robert Rogoz, szef Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. Zatrudnia ona ponad 2 tys. osób, a swoim zasięgiem obejmuje całe Podkarpacie i zabezpiecza prawie 250 kilometrów granicy z Ukrainą i 120 kilometrów ze Słowacją. Codziennie oddział tej Straży Granicznej odprawia prawie 40 tys. osób. Szczególnie ważna ze względu na trwający konflikt w Donbasie jest granica z Ukrainą.

– Jest podniesiony poziom migracji na granicy z Ukrainą (…). W tym półroczu zatrzymaliśmy już 80 cudzoziemców, którzy nielegalnie, w celach migracyjnych, usiłowali przekroczyć granicę. Nie jest to oczywiście skala masowa, ale już obserwujemy wzrost na poziomie 40-50 procent – powiedział płk Rogoz. – Jest to kanał prowadzący przez Rosję, Ukrainę do Europy Zachodniej i to są głównie obywatele Pakistanu, Afganistanu, Bangladeszu, Wietnamu. To są nacje, których mamy mniej na południowej granicy UE.

Tego typu ruch migracyjny się nasila, bowiem w ubiegłym roku zatrzymano 70 nielegalnych imigrantów, w tym roku z danych za pierwsze półrocze wynika, że zatrzymano już 80 osób.

– Najbardziej nas niepokoi to, że zaczyna to mieć formę zorganizowaną, czyli za przerzut płaci się pośrednikom, ludziom, którzy czerpią z tego korzyści – powiedział płk Rogoz. Przyznał, że działa to na podobnej zasadzie, jak to ma miejsce na południu Europy i w Afryce, gdzie przemytem ludzi zajmują się wyspecjalizowane mafie. Zaznaczył jednak, że dzieje się to na zdecydowanie mniejszą skalę i „to są dopiero początki”.

– Ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy, zwykle zostają w krajach biednych – powiedział płk Rogoz. Uważa, że do UE docierają zwykle ci, których status materialny w ich ojczyźnie jest wysoki.

Wyjaśnił, że ze względu na ułatwienia wizowe Ukraińcy wjeżdżają do Polski legalnie, z wyjątkiem osób, które mają zakaz, dlatego Straż Graniczna nie ma z nimi problemu.

– W tej chwili na granicy coraz częściej spotykamy się z próbami przemytu broni. Obserwujemy szczególnie na Zakarpaciu porachunki mafijne z użyciem broni – powiedział płk Rogoz. Ze względu na rosnące zagrożenia w tej służbie Straż Graniczna od półtora roku jest dozbrajana. Proces ten będzie trwał jeszcze długo, bowiem nie jest problemem zakup broni, a odpowiednie wyszkolenie funkcjonariuszy, którzy muszą być przygotowani na to, że „niekiedy trzeba będzie tej broni użyć”.

– Dziś rano prowadziliśmy poszukiwania za przemytnikami papierosów, którzy próbują do Polski przerzucać papierosy z wykorzystaniem motolotni – mówił szef bieszczadzkiego oddziału. Przyznał, że straż – ze względu na różnicę w cenie papierosów między Polską i Ukrainą – zmuszona jest dbać również o naszą „błękitną granicę”, bowiem pomysłowość przemytników w tej kwestii jest duża i straż już wielokrotnie spotkała się z wykorzystaniem przez przemytników dronów, motolotni, a nawet samolotów.

– W tym roku zatrzymaliśmy największy transport narkotyków z Polski na Ukrainę. Było to 250 kilogramów profesjonalnie ukrytego haszyszu – powiedział płk Rogoz, wyjaśniając, że kanał przerzutowy haszyszu wiedzie do Polski i dalej aż z Afryki. Przypomniał o „renomie” Polski jako producenta amfetaminy, która jest przerzucana przez Ukrainę do Rosji. Problemem jest również przemyt broni, ale na razie nie przybrał on jeszcze formy zorganizowanej.

[related id=35911] – Rozbudowujemy te komórki, w których widzimy największe zagrożenie – w tej chwili są to migracja, narkotyki i broń – powiedział płk Rogoz. Jest przy tym zdania, że straż ma na swoim koncie wiele sukcesów, ale w tych sprawach „żadna straż nie jest stuprocentowo skuteczna”. – Nasza przewaga polega na tym, że nie skupiamy się tylko na fizycznym zatrzymaniu narkotyków, ale przede wszystkim na rozbijaniu całych grup przestępczych.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego podkreślił, że Straż Graniczna to dziś „dobra marka”, świadczy o tym chociażby fakt, że ostatnio na 25 miejsc zgłosiło się przy naborze aż 600 chętnych.

W rozmowie poruszono również tematy wyłudzeń podatku VAT i roli Straży Granicznej w ukrócaniu tego procederu, pracujących na czarno Ukraińców, przemytu paliwa i wewnętrznego w ramach UE monitoringu przepływu towarów i ludzi.

MoRo

Wywiad z płk. Robertem Rogozem w części 2 Poranka Wnet.

Cały Poranek Wnet.

 

Twierdza Przemyśl była potężną inwestycją austriacką. Pierścień zewnętrzny twierdzy ciągnął się przez 45 kilometrów

Dzień 64. z 80 / Przemyśl / Poranek WNET – Gdyby nie inwestycje militarne poczynione od połowy XIX wieku, to miasto Przemyśl byłoby o wiele mniejsze – powiedział historyk Tomasz Idzikowski.

W dzisiejszym Poranku Wnet z Przemyśla Łukasz Jankowski rozmawiał z historykiem Tomaszem Idzikowskim, prezesem Stowarzyszenia Twierdzy Przemyśl.

Twierdzę Przemyśl zaczęto budować podczas wojny krymskiej w latach 1854-55. Monarchia austriacka, później austro-węgierska, spodziewając się wojny w związku z napiętymi stosunkami z imperium rosyjskim, postanowiła wybudować system fortyfikacyjny na linii Sanu i Dniestru. Fortece były budowane na głównych przeprawach przez te rzeki. Przemyśl był największą z nich.

Tomasz Idzikowski potwierdził, że Twierdza Przemyśl była ważnym punktem obronnym w pierwszych miesiącach I wojny światowej – to tutaj na długie miesiące zatrzymała się ofensywa rosyjska.

– W pierwszym roku wojny Przemyśl był dwukrotnie oblężony. Pierwsze oblężenie trwało zaledwie kilka tygodni, drugie kilka miesięcy. Twierdza całkowicie odcięta od swojego zaplecza, pozbawiona zapasów żywnościowych musiała się w końcu poddać – powiedział historyk.

Tomasz Idzikowski przyznał, że przemyślanie mają sentyment do cesarsko-królewskich czasów Przemyśla, choć „on nie jest do końca uzasadniony. Z dokumentów wynika, że wcale tak dobrze dla cywili nie było pod rządami austriackimi, również jak Rosjanie zajęli Przemyśl nie było dobrze”.

Podczas pierwszego oblężenia mieszkańcy Przemyśla, którzy nie mieli zapasów żywności na trzy miesiące, byli z twierdzy po prostu wyrzucani. Dodatkowo z okolicznych wsi na rozkaz komendanta brano zakładników, którzy – w razie gdy mieszkańcy tych wiosek pomagali oblegającym twierdzę wojskom – byli wieszani w mieście.

Twierdza Przemyśl była nowoczesną twierdzą pierścieniową. Składała się z dwóch pierścieni – wewnętrznego o obwodzie około 15 kilometrów i zewnętrznego o obwodzie 45 kilometrów, w którym było 15 głównych fortów, a każdy z nich miał jeszcze jeden lub dwa pomocnicze. Budowa twierdzy była ogromną inwestycją, która pochłonęła bardzo duże środki.

– W każdym roku walczono o budżet państwowy, by móc budować kolejne forty. Jednakże około 1900 roku Austriacy zdali sobie sprawę, że Rosja nie posiada odpowiedniej siły uderzeniowej, odpowiednich wojsk artylerii, i przestali inwestować w Przemyślu. Zaczęli inwestować na południu, przede wszystkim na granicy z Włochami – powiedział Tomasz Idzikowski.

Podczas I wojny światowej twierdza w końcu została zdobyta, a wycofujące się wojska austriackie wysadziły większość fortów. Dziś została tylko, jak mówi Tomasz Idzikowski, „zbita skorupka z jajka”. Nie ma całej zawartości. [related id=35911]

– Forty albo są gruzowiskiem, jeżeli w ogóle istnieją, albo są malowniczą ruiną. Oczywiście są również lepiej zachowane forty, przeważnie starsze, których Austriacy nie wysadzali. Natomiast z tych nowoczesnych przeważnie nic nie zostało.

Niestety problemem fortyfikacji jest ich bardzo kosztowne utrzymanie, a dochód z turystyki nie jest generowany bezpośrednio w tych obiektach, tylko w hotelach i restauracjach. To tam turyści zostawiają pieniądze.

W Przemyślu znajdują się dwa muzea poświęcone twierdzy. Muzeum Narodowe, w którym znajduje się ekspozycja o twierdzy, i Muzeum Twierdzy Przemyśl prowadzone przez Stowarzyszenie Twierdza Przemyśl. Teren twierdzy jest bardzo atrakcyjny zarówno dla turystyki pieszej, jak i rowerowej.

– Austriacy w spadku pozostawili nam wiele wyśmienitych dróg, ciągnących się często górami, lasami, serpentynami, po których sam cały czas jeżdżę na rowerze – mówił gość Poranka.

Całego Poranka można posłuchać tutaj. Wywiad z Tomaszem Idzikowskim w części pierwszej. Zapraszamy.

MW

Andrzej Matusiewicz: Potrzebna jest druga część reformy, zmieniająca procedury sądowe i kognicję sądów

Dzień 64. z 80 / Przemyśl / Poranek WNET – O tym, co powinno się znaleźć w prezydenckich projektach ustaw o SN i KRS, oraz o preambule przyszłej konstytucji w rozmowie z przemyskim posłem PiS.

Andrzej Matusiewicz, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z ramienia PiS, adwokat, był dziś gościem Łukasza Jankowskiego w Poranku WNET nadawanym z Przemyśla. Tematem rozmowy była reforma wymiaru sprawiedliwości i reakcje na nią w Unii Europejskiej.

Zdaniem posła reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce nie jest podstawą do ingerencji Komisji Europejskiej. Po pierwsze jest to wewnętrzna sprawa każdego kraju. Po drugie proponowane rozwiązania (częściowo już wprowadzone) są stosowane w wielu krajach europejskich (np. w Niemczech czy Hiszpanii).

Weto prezydenta w stosunku do ustawy o SN, którą Andrzej Matusiewicz zajmował się w Sejmie w imieniu klubu PiS było „przejściowym zaskoczeniem”. Spór dotyczył tego, kto ma przeprowadzać przeniesienie obecnych sędziów SN w stan spoczynku. Artykuł 180 ust. 5 konstytucji pozwala na przeniesienie sędziów w stan spoczynku w razie zmiany ustroju sądów.

Dlaczego prezydent na to się zdecydował? Andrzej Matusiewicz przyznaje, że prezydent ma swoje racje. Były różne koncepcje, kto ma przenosić sędziów w stan spoczynku – prezydent, Krajowa Rada Sądownictwa czy minister sprawiedliwości. Zawetowana ustawa wybierała tę trzecią wersję. Jest to sprawa, którą należało uregulować w ustawie, gdyż konstytucja na ten temat się nie wypowiada.

Czy jednak ingerencja ministra sprawiedliwości nie szła za daleko, jak to powiedziała Zofia Romaszewska? Poseł uważa, że było to tylko rozwiązanie przejściowe, incydentalne, niezmieniające ogólnej zasady, że prezydent powołuje sędziów SN. Coś trzeba było wybrać.

Jeśli chodzi o zmiany wprowadzone do ustawy o ustroju sądów powszechnych i zarzuty formułowane wobec niej, to poseł Matusiewicz zwrócił uwagę, że prezesi sądów mają funkcje tylko organizacyjne. Nie mają wpływu na działalność stricte sędziowską, orzeczniczą. Zaznaczył też, że większość sędziów postępuje w sposób niezawisły. Twierdzenia o tym, że sędziowie są nadzwyczajną kastą, dotyczy jedynie elit sędziowskich, a nie sędziów sądów rejonowych, których jest 8,5 tysiąca. Są to często lokalne autorytety, osoby dobrze znane w swoich miejscowościach, również od strony prywatnej. Dlatego również politycy z prawej strony nie powinni nadużywać tego określenia. Należy dbać o to, żeby budowany był autorytet sędziowski, autorytet trzeciej władzy. [related id=35911]

Andrzej Matusiewicz uważa, że teraz trzeba zrobić drugą część reformy, polegającą na zmianach proceduralnych i zmianach w kognicji sądów. Sądy zajmują się za dużą liczbą spraw. Wartościowe byłoby wprowadzenie sądów pokoju, przy czym do tego – jego zdaniem – potrzebna jest zmiana konstytucji. Natomiast wprowadzona reforma ustroju sądów powszechnych zmierza do tego, żeby jak najwięcej sędziów było „na linii orzeczniczej”, a nie było tylko sędziami funkcyjnymi. Ważne też jest, żeby był czytelny system awansowania w hierarchii sędziowskiej. Obecnie wielu dobrych sędziów z tytułami naukowymi spędza całe życie zawodowe w sądach rejonowych.

Jeśli chodzi o większość potrzebną do powołania członków KRS, to w ocenie gościa Poranka lepsze jest rozwiązanie z większością kwalifikowaną, wymagające szerszego konsensusu w Sejmie.

Poseł Matusiewicz nie słyszał o tym, żeby prezydent czy też jego przedstawiciele konsultowali nowe projekty ze swoim zapleczem, tj. Prawem i Sprawiedliwością. Prezydent ma prawo przedstawić swój projekt. Pewnie większość ogólnych rozwiązań zostanie w nim powtórzonych. Zmiany będą polegać na tym, że większy wpływ będą miały środowiska sędziowskie na wybór piętnastki kandydatów na członków KRS.

Jeśli chodzi o przeniesienie w stan spoczynku sędziów SN i przerwanie kadencji prezesa SN, to przepisy SN „trochę są sprzeczne” – jeden mówi o tym, że można w razie reorganizacji przenieść sędziów w stan spoczynku (art. 180 ust. 5), a drugi, że kadencja prezesa SN trwa sześć lat (art. 183 ust. 2). To być może uda się rozwiązać za pomocą przepisów przejściowych.

Rozmowa pod koniec dotyczyła preambuły nowej konstytucji. Powinna ona zdaniem Andrzeja Matusiewicza zawierać preambułę odnoszącą się do wartości chrześcijańskich, a nie bliżej nieokreślonych, uniwersalnych, jak to jest w obecnej konstytucji. Nad nią przedstawiciele partii prawicowych nie mieli okazji pracować – projekt Solidarności został odrzucony, a konstytucję przygotowano w czasie kadencji parlamentu z lat 1993-97, czyli z lat, kiedy większości partii prawicowych nie udało się przekroczyć nowo wprowadzonego progu wyborczego. Nieprawdą jest więc, że konstytucja z 1997 roku jest wynikiem szerokiego porozumienia „od prawa do lewa”.

Andrzej Matusiewicz skomentował też wypuszczenie z aresztu Jana Burego, byłego posła PSL oskarżonego o popełnienie wielu przestępstw korupcyjnych. Samo niezastosowanie aresztu jest sprawą proceduralną, ale wątpliwości budzą związki Jana Burego z sędziami, którzy – jak się okazuje – znają go osobiście i wyłączają się z orzekania w jego sprawach. Dlatego zdaniem posła postępowania dotyczące Jana Burego powinny zostać przeniesione do innego okręgu sądowego.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w Poranku WNET z Przemyśla w części piątej.

JS

 

Wiceminister obrony Wlk. Brytanii Mark Lancaster z wizytą w Polsce: polsko-brytyjski traktat obronny przed końcem roku

Lancaster powiedział, że spodziewa się podpisania przed końcem roku polsko-brytyjskiego traktatu o relacjach obronnych. „To podkreśla, że nasza relacja z Polską będzie się nadal rozwijać”.

Lancaster przyleciał do Polski we wtorek, a w środę spotka się z wiceministrem obrony narodowej Tomaszem Szatkowskim i pojedzie do siedziby batalionowej grupy bojowej NATO w Orzyszu. W trakcie wizyty w Europie odwiedzi również Estonię i Ukrainę.

W wywiadzie dla PAP przed przyjazdem do Polski Lancaster podkreślił, że celem wizyty jest odwiedzenie stacjonujących w tych krajach brytyjskich żołnierzy.

Jak ocenił, ich obecność „demonstruje zobowiązanie Wielkiej Brytanii do ochrony wspólnego, europejskiego bezpieczeństwa”, pomimo planowanego wyjścia kraju z Unii Europejskiej, a także „głęboką wiarę, że członkostwo w NATO jest fundamentem naszej polityki bezpieczeństwa”.

Minister dodał, że dotychczasowe funkcjonowanie wschodniej flanki NATO wyraźnie wskazuje, że to „bardzo pozytywny krok w rozwoju Sojuszu”. Brytyjscy żołnierze są obecni w Estonii (ok. 800) i Polsce (ok. 150), a także w Rumunii, gdzie brytyjskie lotnictwo bierze udział w misji obserwacyjnej nad Morzem Czarnym.

Zdaniem Lancastera, obecność w Polsce żołnierzy rozpoznawczego pułku pancernego Light Dragoons, który działał wcześniej m.in. w Bośni, Iraku i Afganistanie, świadczy o sile sojuszu polsko-brytyjskiego, „który – mówił – mam nadzieję będziemy rozbudowywać w kolejnych miesiącach i latach”.

„Nasi premierzy mają regularne spotkania bilateralne i liczymy na podpisanie jeszcze w tym roku traktatu o relacjach obronnych, co pokazuje, jak nasza relacja będzie się rozwijać w przyszłości” – tłumaczył.

Zapowiedź podpisania traktatu pojawiła się podczas wspólnej konferencji prasowej brytyjskiej premier Theresy May i polskiej szefowej rządu Beaty Szydło w trakcie konsultacji międzyrządowych w Londynie w listopadzie ub.r. Nowy dokument ma zastąpić istniejące memorandum polsko-brytyjskie z 1995 roku.

Dokładny zakres tematyczny traktatu nie jest jasny, ale według ubiegłorocznej zapowiedzi ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza może obejmować m.in. współpracę wojskową (w tym dotyczącą obrony terytorialnej), a także wspólne działania przemysłu obronnego i konsultacje w zakresie zamówień dla armii obu państw.

Lancaster uniknął odpowiedzi na pytania o szczegółowe zapisy porozumienia, ale podkreślił, że w ciągu ostatniego roku „wykonano znaczący postęp” w tej sprawie.

„Wielka Brytania i Polska zgadzają się co do bardzo wielu kwestii. Oba państwa realizują swoje zobowiązanie do ponoszenia wydatków na obronność na poziomie 2 proc. PKB, a w tym roku Polska miała swój wkład w formie zmechanizowanej grupy bojowej w działanie Very High Readiness Joint Task Force (tzw. szpicy NATO – PAP), za co odwzajemnimy się w przyszłości, kiedy Polska stanie na czele szpicy w 2020 roku” – tłumaczył wiceminister.

Pytany o brytyjskie obawy związane z rosyjsko-białoruskimi ćwiczeniami Zapad 2017, Lancaster powiedział, że rząd w Londynie „będzie się im przyglądał bardzo uważnie, ale nie widzimy w tym na razie nic nadzwyczajnego, bo to coroczne ćwiczenia wojskowe Rosji”.

Jak zapewnił, konieczne jest jednak naciskanie na większą transparentność w działaniach Rosji i Białorusi, w tym jeśli chodzi o deklarowanie realnej liczby żołnierzy biorących udział w manewrach i ewentualnej wymaganej obecności międzynarodowych obserwatorów, co jest „ściśle uregulowane” za pomocą umów międzynarodowych.

„Powiedzmy sobie jednak jasno, że (…) nasze relacje z Rosją nie są takie, jakby nic się nie działo – tak nie jest. Istnieją obszary, w których zdecydowanie się różnimy, np. w naszym podejściu do Ukrainy i tego, co uważamy za ich destabilizujące podejście do Ukrainy (…) oraz w Syrii. To nie oznacza jednak, że nie powinniśmy mieć konstruktywnej relacji z Rosją i próbować sprawić, żeby nasze interesy były zbieżne, i współpracować w tych obszarach, gdzie tak jest” – powiedział.

Jednocześnie brytyjski wiceminister zapewnił, że Wielka Brytania nadal będzie wspierała rząd w Kijowie w zakresie treningu defensywnego, m.in. logistyki i pierwszej pomocy, „zapewniając, żeby Ukraina mogła sama siebie bronić”.

„Nie chcemy widzieć przeprowadzanych przez inne państwa prób destabilizacji Ukrainy. To nie jest pozytywne ani nie jest dobrą drogą naprzód i dlatego wspieramy ukraiński rząd” – tłumaczył.

Pytany jednak o to, czy Wielka Brytania jest gotowa naśladować USA po tym, gdy szef Pentagonu James Mattis nie wykluczył przekazania Ukrainie broni ofensywnej, Lancaster powiedział: „na tym etapie nie bierzemy tego pod uwagę”. „Mamy otwartą głowę i będziemy rozmawiali o tym z Ukraińcami” – zaznaczył.

47-letni pułkownik rezerwy Lancaster jest od czerwca 2017 r. brytyjskim wiceministrem obrony ds. sił zbrojnych, a wcześniej był w tym resorcie wiceministrem odpowiedzialnym za sprawy weteranów, rezerw i personelu.

PAP/MoRo

Waszczykowski: Polska jest gotowa na kompromis w sprawie pracowników delegowanych, warunkiem są ustępstwa drugiej strony

Dzień 64. z 80. / Przemyśl – Mam nadzieję, że minister spraw zagranicznych Białorusi przedstawi nam jakąś wykładnię na temat manewrów Zapad 2017 i uspokoi, że nie grożą one żadnym agresywnym zamiarom.

[related id=35937] – Polska dyplomacja już dwa lata temu zdefiniowała swoje cele i walczymy o nie skutecznie, a są to: sprawy bezpieczeństwa międzynarodowego, gospodarczego, energetycznego, integracja regionalna. We wszystkich tych płaszczyznach nasze cele udaje się realizować – powiedział w Poranku WNET szef MSZ Witold Waszczykowski, zapytany o to, czy opozycja nie ma racji mówiąc o postępującym izolacjonizmie wobec Polski na arenie międzynarodowej. Przypomniał, że podniesione zostało bezpieczeństwo Polski przez rozlokowanie sił sojuszniczych i zintegrowany został region między innymi przez rozbudowującą się wciąż sieć połączeń energetycznych.

– Symbolicznym przykładem sukcesu polskiej dyplomacji był wybór Polski do Rady Bezpieczeństwa ONZ – zwrócił uwagę Waszczykowski, zaznaczając, że każdy z celów stawianych sobie przez polską dyplomację wymaga innych sojuszy.

[related id=36020]- Faktem jest, że zdefiniowanie przez Polskę jasno celów międzynarodowych wywołuje pewne niezadowolenie w niektórych kręgach Unii Europejskiej, bo pewnej części elit europejskich wydawało się, że Polska będzie miała pewną niezbyt aktywną rolę państwa, które wspiera i przytakuje głównemu nurtowi, nie zabiegając o realizację własnych celów – powiedział Waszczykowski. – Stąd dywagacje na temat Polski i nękanie nas z powodu zmian systemu prawnego w Polsce, do którego mamy prawo i Unia nie powinna się wtrącać.

Waszczykowski nie sądzi, aby wizyty premiera Francji Emmanuela Macrona cokolwiek zmieniły, jeśli chodzi o spoistość Grupy Wyszehradzkiej, chociażby w odniesieniu do dyrektywy unijnej dotyczącej pracowników delegowanych.

– Polska jest gotowa na pewne kompromisy w sprawie pracowników delegowanych, ale to jak powiedziałem muszą być rozwiązania kompromisowe, takie które wszystkim idą na rękę, a nie na zasadzie dyktatu – oświadczył minister Waszczykowski. Uważa przy tym, że sprawa pracowników delegowanych i sporu wokół tej kwestii została sztucznie rozdmuchana przez media. Państwa Grupy Wyszehradzkiej w tej sprawie mówią jednym głosem i o tym przekonał się prezydent Macron.

[related id=35916] – Takie stanowisko zostało zaprezentowane prezydentowi Macronowi, kiedy spotkał się z Austrią, Słowacją i Czechami. Nasi partnerzy jasno postawili sprawę, że musi ona być rozwiązana w sposób kompromisowy – powiedział Waszczykowski. – Jeśli ten problem byłby przekierowany do ekspertów na rozmowy techniczne, to oczywiście jest do rozwiązania, natomiast jest on wykorzystywany do akcji politycznej, co ewidentnie zrobił prezydent Macron, do rozwiązywania swoich wewnętrznych problemów.

Waszczykowski ocenił, że polityka prowadzona przez prezydenta Francji może tylko doprowadzić do utwardzenia stanowisk w tej sprawie.

Kwestia pracowników delegowanych będzie również rozpatrywana na jutrzejszym szczycie państw Grupy Wyszehradzkiej na poziomie ministrów spraw zagranicznych, który odbędzie się w Budapeszcie.

[related id=36275]Szef MSZ wypowiedział się także na temat Trójkąta Sławkowskiego (Austrii, Węgier i  Czech), który jego zdaniem jest „instrumentem nostalgicznym za dawnym Cesarstwem Austro-Węgierskim i ma bardzo regionalne kwestie do rozwiązania wśród tych trzech państw, które w nim biorą udział”. Jego zdaniem Grupa Wyszehradzka ma bardziej ambitne cele, a polska dyplomacja, tworząc partnerstwo flanki wschodniej NATO, czy pogłębiając współpracę w ramach Trójmorza, współtworzy wiele instrumentów integracji regionu.

Jego zdaniem wczorajsze wystąpienie Angeli Merkel nie stygmatyzowało Polski. Kanclerz Niemiec jedynie wyraziła w nim przekonanie o ważności kwestii praworządności, a „my zabiegamy o utrzymanie praworządności w Polsce”.

– Reformy, które wprowadzamy nie wpływają na trójpodział władzy, nie wpływają na niezawisłość sędziowską. Kopiujemy wiele rozwiązań, które już funkcjonują w państwach Europy Zachodniej i nie uważamy, aby Komisja Europejska mogła się w ten proces włączać, tym bardziej, że on trwa – wyjaśnił szef MSZ. Uważa on też, że działania KE są „przedwczesne, aby Polskę krytykować i Polsce coś imputować”.

[related id=36025]  – Mamy coraz mocniejsze podejrzenia, że ta ingerencja niektórych technokratów i polityków europejskich jest motywowana politycznie, a nie chęcią utrzymania norm i standardów europejskich – podkreślił Waszczykowski.

W rozmowie poruszono również kwestie związane z manewrami Zapad 2017, które budzą niepokój we wszystkich państwach flanki wschodniej NATO. Waszczykowski nazwał je „niezasadnymi” w takiej skali. Wyjaśnił, że rozumie potrzebę doskonalenia umiejętności armii, ale ani Rosji, ani Białorusi nic nie grozi ze strony NATO, który jest sojuszem obronnym.

Przypomniał, że zarówno Białoruś jak i Rosja są „ciągle zaprzyjaźnione z Sojuszem” i chociażby z tego powodu rozgrywanie podczas tych ćwiczeń scenariusza ewidentnie przeciw państwom NATO jest prowokacyjne. Jego zdaniem w manewrach tych powinni uczestniczyć obserwatorzy zgodnie z konwencją wiedeńską, którzy powinni sprawdzić, czy „nie przekształcają się one z ćwiczeń w akcję wojenną”

[related id=34966]- Monitorujemy tę sytuację, dlatego w ubiegłym tygodniu gościliśmy sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, z którym omawialiśmy te problemy – powiedział Waszczykowski. W dniu jutrzejszym podczas szczytu w Budapeszcie spotka się z przedstawicielami krajów z Partnerstwa Wschodniego.

– Mam nadzieję, że minister spraw zagranicznych Białorusi przedstawi nam jakąś wykładnię na temat manewrów Zapad 2017 i uspokoi, że nie grożą one żadnym agresywnym zamiarom – powiedział Waszczykowski. Minister odniósł się też do  sprawy finansowania Telewizji Biełsat. Ma ona wyjaśnić się do końca roku, przy czym minister ma nadzieję na wypracowanie jakiegoś modelu jej finansowani.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z ministrem Witoldem Waszczykowskim w części szóstej Poranka Wnet

 

30.08 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 64. / Poranek Wnet z Przemyśla

Ekipa Radia Wnet przyjechała do Przemyśla, tym samym kończąc dziewiąty tydzień naszej podróży do źródeł, czyli wszędzie tam, gdzie wy się znajdujecie.

Goście audycji:

Andrzej Matusiewicz – poseł PiS;

Lucyna Podhalicz – przewodnicząca Rady Miasta Przemyśla;

Witold Waszczykowski – minister spraw zagranicznych;

Dr Urszula Olbromska – kierownik Muzeum Dzwonów i Fajek w Przemyślu;

Maciej Dębicki – wiceprezes Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej;

Ewa Karlik – Patriotyczny Przemyśl;

Katarzyna Trojanowska – etnograf;

Ewa Latusek – przewodnicząca „Solidarności” w Autosanie sp. z o.o.;

Tomasza Idzikowski – historyk, pisarz;

Płk Robert Rogoz – komendant Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.


Prowadzący: Łukasz Jankowski

Wydawca: Luiza Komorowska/Łukasz Jankowski

Realizator: Konrad Abramowicz

Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski


 

Część pierwsza:

Dr Urszula Olbromska mówiła o fajkach oraz dzwonach, które są charakterystycznymi elementami obrazu Przemyśla. Tam bowiem przemysł ludwisarski oraz fajczarski jest bardzo popularny.

Tomasza Idzikowski opowiadał o Twierdzy Przemyśl, która została wybudowana w 1891 roku.

 

Część druga:

Płk Robert Rogoz o nielegalnych migrantach z Ukrainy, którzy przekraczają polsko-ukraińską granicę „kanałem przemyskim”. Mówił również o dużej skali przemytu różnych towarów ze wschodniej granicy.

Maciej Dębicki o Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej, do której może należeć każda osoba, będąca przedsiębiorcą bądź chcąca działać na rzecz rozwoju miasta. Powiedział także o największej bolączce Przemyśla – migracji ludności do bogatszych regionów.

 

Część trzecia:

Ewa Latusek sprostowywała swoją ostatnią wypowiedź w Radiu Wnet. Kilka dni temu wówczas stwierdziła, iż dziennikarze „Gazety Wyborczej” oraz RMF.Fm mieliby przekupywać pracowników Autosan sp. z o.o. Podkreślamy, iż ta informacja była nieprawdziwa.

Ewa Karlik o zapomnianych orlętach przemyskich, upamiętnianiu historii w Przemyślu oraz stosunkach polsko-ukraińskiej.

 

Część czwarta:

Serwis informacyjny Radia Warszawa.

 

Część piąta:

Andrzej Matusiewicz zaopiniował krytyczne wypowiedzi Komisji Europejskiej oraz władz  niektórych państw Europ Zachodniej wobec reformy Krajowej Rady Sądownictwa, jaką zamierza przeprowadzić Prawo i Sprawiedliwość. Mówił także o niesprawiedliwościach, które mają miejsce w polskim sądownictwie.

Zdaniem posła reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce nie jest podstawą do ingerencji Komisji Europejskiej. Po pierwsze jest to wewnętrzna sprawa każdego kraju. Po drugie proponowane rozwiązania (częściowo już wprowadzone) są stosowane w wielu krajach europejskich (np. w Niemczech czy Hiszpanii).

 

Część szósta:

Lucyna Podhalicz o szansach Przemyśla w uzyskaniu funduszy z kasy projektu rządowego – Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Mówiła także o działaniu lokalnych instytucji świadczących usługi medyczne.

Dotychczas dużą część środków na Podkarpaciu przypadała Rzeszowowi, jako największemu ośrodkowi w regionie. „Mocna stolica to jest dla regionu korzyść” – powiedziała Lucyna Podhalicz, jednakże pula środków rządowych i unijnych była dzielona niesprawiedliwie na korzyść stolic województw.

Witold Waszczykowski o jednolitym głosie Grupy Wyszehradzkiej w unijnych dyskusjach oraz stosunku kanclerz Niemiec Angeli Merkel do stanowiska Polski ws. przyjmowania przyjmowania uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Minister spraw zagranicznych zaopiniował także manewry wojsk białoruskich i rosyjskich – Zapad-2017.

– Mam nadzieję, że minister spraw zagranicznych Białorusi przedstawi nam jakąś wykładnię na temat manewrów Zapad 2017 i uspokoi, że nie grożą one żadnym agresywnym zamiarom.

 


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski: nowe dowody ws. zdrady dyplomatycznej w tzw. śledztwie okołosmoleńskim

W ostatnich tygodniach pojawił się nowy materiał dowodowy w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej w „śledztwie okołosmoleńskim” – poinformował Święczkowski w programie „Koniec systemu” w TV Republika.

Święczkowski nadzoruje dwa postępowania związane z katastrofą smoleńską – postępowanie związane z tzw. zdradą dyplomatyczną i drugie dot. niedopełnienia obowiązków, tj. nieprzeprowadzenia w Polsce oględzin ciał ofiar katastrofy. Jak powiedział w programie „Koniec systemu” w Telewizji Republika, oba te śledztwa toczą się sprawnie.

„Ostatnie tygodnie, miesiące przyniosły zaskakujący nowy materiał dowodowy (…); to są rzeczy, które dotąd w sferze publicznej nie były znane” – powiedział prokurator krajowy. Dopytywany, czy chodzi o materiały z przesłuchania b. premiera Donalda Tuska powiedział: „to nie są takie zaskakujące materiały”.

„Ja mówię o poważnych materiałach dowodowych, które udało się uzyskać w toku czynności prowadzonych przez funkcjonariuszy służb specjalnych i prokuratorów. Zabezpieczono nowy materiał dowodowy, którzy rzuca dodatkowe, bardzo mocne światło na decyzje, które w tym czasie podejmowano” – powiedział Święczkowski. Jak powiedział, ten materiał dowodowy „był gdzieś schowany”.

Dodał, że prokuratura musi jeszcze przeprowadzić szereg czynności procesowych. „W moim przekonaniu przełom roku przyniesie nam jakieś tutaj istotne decyzje procesowe” – zapowiedział Święczkowski. Sprecyzował, że chodzi o oba śledztwa, które nadzoruje, „chyba, że pojawią się nowe materiały dowodowe”.

Pytany o termin zakończenia postepowań ws. katastrofy smoleńskiej, Święczkowski powiedział, że zależy to m.in. od wyników badań laboratoriów zagranicznych i od tego, czy przyniosą one jakieś przełomowe ustalenia czy nie. „Oczywiście musimy także kontynuować dalsze ekshumacje” – dodał. Jak powiedział, jeżeli chodzi o tzw. śledztwa okołosmoleńskie to one będą szybciej finalizowane, chyba że pojawią się nowe materiały dowodowe.

PAP/MoRo

Sławomir Ozdyk o kampanii wyborczej w Niemczech: Skrajna AfD „partia opozycyjna z prawdziwego zdarzenia”

Dzień 63. z 80./ Szczecin Paradoksalnie na terenie Niemiec partnerami do rozmów są organizacje jeszcze do niedawna Polsce bardzo przeciwne, czyli niemiecka skrajna prawica AfD- powiedział Ozdyk.

[related id=35891]Ozdyk wyjaśnił, że poglądy na temat  polskiej polityki w niemieckich mediach kształtowane są przez polskich polityków totalnej opozycji często goszczących w opiniotwórczych mediach niemieckich. Z tego powodu konieczna jest zmiana polityki informacyjnej w stosunku do mediów zachodnich.

-Nie powinniśmy pokazywać, że jesteśmy podnóżkiem Europy, ale równorzędnym partnerem. Niemcy nie będą szanować parobków – powiedział Ozdyk, który uważa, że jedynie artykułowanie twardej racji stanu da jakiś wymierny efekt.

Jego zdaniem tylko konsekwentne przeprowadzanie reform spowoduje, „że będzie to w końcu inaczej odebrane przez panią kanclerz”, bo Polska jest dużym krajem europejskim, w którym Niemcy prowadzą różnorodne interesy i „nie zrezygnują z tych interesów za darmo”.

-Paradoksalnie na terenie Niemiec partnerami do rozmów są organizacje jeszcze do niedawna Polsce bardzo przeciwne, czyli niemiecka skrajna prawica AfD (Alternative fur Deutschalnd)- powiedział Ozdyk. Jego zdaniem jest to fenomen politologiczny, ale faktem jest że AfD nie postrzega już Polski w kategoriach wroga.

[related id=35899]Wyjaśnił, że skrajna prawica to jest w Niemczech również AfD, bo każdy kto jest przeciwny liberalno-demokratycznym poglądom tak jest tam postrzegany. Zauważył, że notowania tej partii w dużej mierze zależą od stopnia zagrożenia, jaki odczuwają potencjalni wyborcy kryzysem emigracyjnym i związanymi z tym pośrednio zamachami terrorystycznymi w całej Europie. Ostatnie sondaże dają temu ugrupowaniu około 10 procent, ale – jak zaznaczył nasz rozmówca – ugrupowanie to posiada duży elektorat ukryty ze względu na odium nazistowskiego, jakim to ugrupowanie jest przez media obarczane.

-W tej chwili jest 10 procent, ale sądzę że będzie więcej – przewiduje nasz ekspert, który uważa, że nie zaszkodzi to pani kanclerz i nie odbierze jej to rządów w Niemczech, ale sprawi że wreszcie „będzie tam partia opozycyjna z prawdziwego zdarzenia”.

Po wyborach, które odbędą się 24 września, jak przewiduje Ozdyk powstanie koalicja CDU, SPD, Zieloni, „a może i nawet Linke”.

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad ze Sławomirem Ozdykiem w części 2 Poranka Wnet.

MoRo

Czytaj również: Merkel broni swojej polityki migracyjnej, krytykuje Turcję i odpiera zarzuty związane z kampanią wyborczą