78. rocznica wybuchu II wojny światowej. Premier: Westerplatte to symbol niezłomności i patriotyzmu polskiego narodu

Westerplatte to miejsce wyjątkowe dla każdego Polaka; to symbol niezłomności, bohaterstwa i patriotyzmu polskiego narodu – powiedziała premier Beata Szydło. O Westerplatte trzeba mówić dzisiaj głośno.

– To tu, w Gdańsku, na Westerplatte, 78 lat temu miała miejsce pierwsza bitwa II wojny światowej. To tu rozpoczął się rozpętany przez hitlerowskie Niemcy koszmar, który na całym świecie pochłonął kilkadziesiąt milionów istnień ludzkich, a Polska na sześć lat trafiła pod okrutną, niemiecką okupację – powiedziała premier.

Jak oceniła, Westerplatte to „miejsce wyjątkowe dla każdego Polaka”. „To symbol niezłomności, bohaterstwa i patriotyzmu polskiego narodu”. Jej zdaniem, o Westerplatte trzeba mówić dzisiaj „głośno”.

– Jesteśmy tu dziś po to, by oddać hołd polskim żołnierzom. Czynimy tak od lat, by upamiętnić ich heroizm oraz uczcić pamięć ofiar tej największej w historii wojny. Cześć i chwała wszystkim polskim żołnierzom walczącym o wolność i niepodległość naszej ojczyzny. Cześć i chwała bohaterom kampanii wrześniowej. Cześć i chwała żołnierzom Westerplatte! – podkreśliła premier.

Zaznaczyła też, że dla Polski II wojna światowa to nie był tylko konflikt militarny, ale „przede wszystkim niespotykana dotąd w historii hekatomba zwyczajnych ludzi”.

Dodała, że gdyby nie „piekło” II wojny światowej, siła gospodarcza Polski byłaby teraz „znacznie większa”. – Polska została doszczętnie zniszczona i ograbiona. Warszawę zrównano z ziemią. Na terenie okupowanej Polski niemiecki, hitlerowski najeźdźca wybudował liczne obozy zagłady” – powiedziała.

Zwróciła uwagę, że „wszystko to działo się na oczach świata i Europy”, która – jak oceniła – „nie chciała wtedy ginąć za Gdańsk”.

– Za to polscy żołnierze ginęli, solidarnie walczyli o wolność europejskich narodów na wszystkich frontach wojny. Mimo to po wojnie, przy milczącym udziale państw zachodnich, Polska trafiła w okowy narzuconego jej siłą komunistycznego systemu. Jakże niedopuszczalne, jakże niesprawiedliwe i haniebne jest mówienie dziś przez niektóre zachodnie media o polskich obozach koncentracyjnych. Nie możemy godzić się na takie kłamstwa (…) w trosce o przyszłość Europy, bo nie ma przyszłości bez prawdy. Musimy ciągle przypominać, kto był ofiarą, a kto katem – przekonywała szefowa rządu.

Podkreśliła, że „Polska była ofiarą II wojny światowej, ale Polska była też bohaterem II wojny światowej”. – Możemy być dziś z siebie dumni – staliśmy po właściwej stronie, zachowaliśmy się jak trzeba. Mamy czyste sumienie, a najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata to Polacy – stwierdziła.

Przytoczyła też słowa b. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który mówił: „To nie Polska powinna odrabiać lekcję pokory – nie mamy do tego żadnego powodu, powód mają inni, powód mają ci, którzy do tej wojny doprowadzili, którzy tę wojnę ułatwili”.

Zdaniem szefowej rządu, wartości, którymi podczas wojny kierowali się Polacy, „legły u podstaw procesu jednoczenia się kontynentu”, który – jak mówiła – „rozpoczął się przecież w odpowiedzi na piekło wojny”. – Dlatego w dobie, kiedy w Europie rodzą się różne partykularyzmy, Polska ma moralne prawo upominać się o te wartości, ma obowiązek stać na straży solidarności, jedności i równych praw wszystkich państw. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której niektórzy europejscy przywódcy ulegną pokusie, aby z innymi rozmawiać z pozycji siły – podkreśliła premier Szydło.

Przekonywała, że „tylko w zjednoczonej i zachowującej podmiotowość państw członkowskich Europie narody europejskie mogą skutecznie bronić swoich interesów i zachować jakże pożądane obecnie bezpieczeństwo”.

– Europa stoi dzisiaj w obliczu niepokoju i destabilizacji. Dlatego nie możemy zdezerterować, musimy być odważni i zdeterminowani, by wspólnie utrzymać porządek prawd i wartości, które leżą u fundamentów naszej kultury. Musimy to zrobić dla siebie, dla przyszłych pokoleń, by wreszcie z przekonaniem mogły one mówić, że nigdy więcej wojny – mówiła szefowa rządu. – Polska jest krajem solidarnym, bezpiecznym, praworządnym i demokratycznym – zapewniła.

List do uczestników uroczystości na Westerplatte skierował prezydent Andrzej Duda, a odczytał go szef BBN Paweł Soloch. „78 lat temu, tu w Polsce rozpoczął się najstraszliwszy, najbardziej krwawy konflikt zbrojny w dziejach ludzkości. Wojna totalna, która objęła niemal cały glob ziemski. Wojna, która według niektórych szacunków, pochłonęła blisko 80 mln istnień ludzkich” – napisał prezydent.

Jak podkreślił, „obrona Westerplatte na wieczne czasy zapisała się w kronikach chwały polskiego oręża”. „To było pierwsze starcie wojsk III Rzeszy i Rzeczypospolitej, w sposób niezwykle jasny ujawniając intencje, ideały i wartości obu walczących stron. Polski duch wolności, heroiczny patriotyzm, a także rycerski etos poszanowania prawa wojennego i prawa narodów zderzyły się z nazistowską ideologią nienawiści, z kultem przemocy i pogardą dla wszelkich norm etycznych” – ocenił Andrzej Duda.

Prezydent zaznaczył, że „zbrodnia wieluńska” i „podstępny” atak na Westerplatte były „zapowiedzią setek zbrodni wojennych, których dopuścili się później niemieccy agresorzy”.

„Po Wieluniu, Westerplatte i Tczewie, po Auschwitz, Treblince i Stutthofie, po Palmirach i zagładzie Warszawy, nic nie było już takie jak dawniej. Przytłaczający ogrom zniszczeń i ofiar poniesionych przez nasz naród odczuwamy do dzisiaj. Prawie 5 lat w nieustannym lęku, poniżeniu i niedostatku, wśród kul, bomb i pożarów, wśród grabieży, masowych aresztowań i egzekucji, w żałobie po straconych najbliższych, oraz po zaginionych i poległych obrońcach naszej ojczyzny – to tragedia, która zaciążyła na losie kolejnych pokoleń Polaków” – zaznaczył Andrzej Duda.

Jak stwierdził prezydent, wolna i suwerenna Polska – która jest członkiem NATO i Unii Europejskiej – „jest i pozostanie obrońcą nie tylko własnej wolności i własnych granic, ale także pokoju oraz stabilnej architektury bezpieczeństwa w Europie i na świecie”. Andrzej Duda zapewnił, że naród Polski jednoznacznie potępia wszelkie formy agresji i bezprawia.

„Pamiętając o ofierze życia złożonej przez naszych bohaterów, stajemy w jednym szeregu z narodami, które stanowczo przeciwstawiają się terroryzmowi i nieuprawnionym atakom na terytorialną integralność suwerennych państw. Nie godzimy się na zastępowanie dialogu dyktatem siły” – podkreślił prezydent.

Głos na uroczystości zabrał też prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. – To tu Polacy powiedzieli „nie” agresji i deptaniu praw człowieka i praw boskich. Opowiedzieli się po stronie niezbywalnych wartości, wolności i niepodległości, przeciw sile i przemocy. Walczyli osamotnieni – podkreślił.

– Świadomi doświadczeń, które złożyły się na lekcję tamtego września, po raz kolejny musimy z całą mocą powtórzyć: że Polska może być bezpieczna tylko w zjednoczonej Europie. Dlatego każda próba osłabienia naszych związków z Europą, wyprowadzanie nas z Unii Europejskiej jest nie tylko sprzeczne z polską racją stanu, lecz jest rozłożonym na raty politycznym samobójstwem – powiedział prezydent Gdańska.

Przywołał też słowa Jana Pawła II ze mszy w 1987 r. na Westerplatte, skierowane do młodych ludzi, że każdy z nich powinien mieć w swoim życiu jakieś Westerplatte i zbiór zasad, których należy bronić.

– Każde pokolenie ma swoje Westerplatte, każdy ma porządek praw i wartości, które trzeba utrzymać i obronić. Dzisiaj naszym Westerplatte jest obrona najbardziej zagrożonych wartości: konstytucji i wolności, solidarności ze słabszymi, obrona rządów prawa, niezawisłości sędziowskiej i przyzwoitości, prawdy w życiu publicznym. Musimy te wartości utrzymać i obronić w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych – to nasza powinność, obowiązek, nasza miara człowieczeństwa – to przesłanie Westerplatte 2017 – powiedział Adamowicz.

Podczas uroczystości na Westerplatte odczytany został Apel Pamięci, w którym znalazło się wspomnienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii, a także ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, którzy „oddali życie w katastrofie smoleńskiej wraz z 93 uczestnikami pielgrzymki do Katynia”.

Apel Pamięci miał być pierwotnie odczytany przez harcerza, harcmistrza Artura Lemańskiego – tak zapowiedział to w swoim przemówieniu Adamowicz. Tekst przeczytał jednak żołnierz. Prezydent Gdańska powiedział dziennikarzom po uroczystości, że harcerz został w ostatniej chwili „zablokowany przez funkcjonariusza Żandarmerii Wojskowej”. – Jasno było ustalone (z przedstawicielami MON), że harcmistrz Lemański odczytuje apel, natomiast odniesienia „są wśród nas” wygłasza oficer Marynarki Wojennej. To jest coś niebywałego, smutnego, wręcz skandalicznego, że młodzież harcerską traktuje się jako rekwizyt, odrzuca się ją i odsuwa – ocenił.

Po uroczystościach premier Szydło złożyła kwiaty w Sopocie pod tablicą upamiętniającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz w Gdańsku przed pomnikiem Anny Walentynowicz, działaczki Solidarności, która zginęła w katastrofie pod Smoleńskiem.

PAP/MoRo

Obchody 78. rocznicy wybuchu II wojny rozpoczęły się o 4.40. Prezydent: Wieluń symbolem niemieckiego bestialstwa

Centralne obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej odbyły się  w tym roku w Wieluniu, pierwszym mieście zbombardowanym przez Niemców we wrześniu 1939 roku. W ataku zginęło około 1200 osób.

Westerplatte jest symbolem bohaterstwa polskiego żołnierza, Wieluń – symbolem niemieckiego bestialstwa – powiedział prezydent Andrzej Duda, który w piątek w Wieluniu wziął udział w obchodach 78. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

– Początek największej wojny w dziejach świata, która pociągnęła za sobą też najwięcej ludzkich istnień, ma dwa wielkie symbole, oba w naszym kraju – powiedział prezydent.

– Jednym jest Westerplatte – miejsce, gdzie rozpoczęły się pierwsze walki II wojny światowej, miejsce, które jest symbolem bohaterstwa polskiego żołnierza (…). Drugim symbolem jest Wieluń, wasze miasto. Ale ono nie jest symbolem bohaterstwa, ono jest symbolem bestialstwa, niemieckiego bestialstwa, złamania konwencji międzynarodowych, zaatakowania w zdradziecki sposób, bez żadnego ostrzeżenia, bez żadnego uprzedzenia zwykłych, śpiących ludzi, bombardowania szpitala, zniszczenia obiektów kultu – mówił Andrzej Duda.

Jak ocenił, dziś taki atak, jak ówczesne zbombardowanie Wielunia, „nazwalibyśmy atakiem terrorystycznym”.

fot. Wikimedia commons
Centrum Wielunia po nalocie 1 września 1939

– Nasze obchody mają zawsze niezwykle podniosły charakter – są też bardziej przejmujące niż uroczystości organizowane na Westerplatte – uważa burmistrz Wielunia Paweł Okrasa. Jak dodał, na Westerplatte doszło do potyczki wojennej między uzbrojonymi jednostkami wojska, natomiast w Wieluniu nie było żadnego systemu obrony; niemieckie bomby spadły na domy pogrążonych we śnie bezbronnych mieszkańców. – Był to atak ludobójczy – powiedział PAP.

Przed wybuchem II wojny światowej Wieluń był 16-tysięcznym miasteczkiem położonym 21 km od granicy III Rzeszy. W chwili ataku niemieckiego nie stacjonowały w nim żadne jednostki Wojska Polskiego, nie było tam również stanowisk obrony przeciwlotniczej. Nie tylko z punktu widzenia militarnego, ale również gospodarczego nie stanowiło ono żadnego istotnego celu dla Luftwaffe.

– Niemieckie Luftwaffe dokonało aktu terroryzmu; 75 procent centrum miasta legło w gruzach, pod którymi zginęło prawie 1,2 tys. mieszkańców – zaznaczył burmistrz.

Prezydent Okrasa pierwsze zaproszenie do Andrzeja Dudy skierował jeszcze w trakcie kampanii wyborczej. W poprzednich latach w obchodach rocznicowych uczestniczyli ówcześni prezydenci – Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński, jednak do Wielunia przyjeżdżali oni po południu – rano brali udział w uroczystościach na Westerplatte.

Wczoraj w Polskiej Nowej Wsi koło Opola, z której niemieckie samoloty wyruszyły do ataku na Wieluń, zostanie zapalony Znicz Pamięci i Pojednania. Ogień zostanie przeniesiony przez uczestników sztafetowego Biegu Pamięci, którzy biegną 110 km, aby dostarczyć go na główne uroczystości.

 

Uroczystości te rozpoczęły się dzisiaj o godz. 4.40 przed II Liceum Ogólnokształcącym w Wieluniu – w miejscu, gdzie znajdował się niegdyś Szpital Wszystkich Świętych, na który spadły pierwsze bomby. W mieście rozległ się dźwięk syren alarmowych. W hołdzie ofiarom bombardowania odczytany został apel poległych. Głos zabrał prezydent Andrzej Duda.

Na wieluńskim pl. Legionów stanie plenerowa wystawa łódzkiego IPN poświęcona niemieckim zbrodniom popełnionym na Ziemi Łódzkiej. Kilka lat temu historycy ustalili, że na Wieluń miały spaść pierwsze bomby II wojny światowej – o godzinie 4.40, a więc kilka minut wcześniej niż na Westerplatte. Dr Grzegorz Bębnik z katowickiego oddziału IPN twierdzi, że bombardowanie Wielunia rozpoczęło się godzinę później, czyli o godz. 5.40. Według niego różnica wynika z błędnego przyjęcia, że w Niemczech obowiązywał tzw. czas letni, z godziną przesuniętą do przodu w stosunku do stosowanego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego.

Wieluń został zaatakowany przez jednostki Luftwaffe podlegające dowódcy lotnictwa do zadań specjalnych, gen. Wolframowi von Richthofenowi. Na miasto spadło 380 bomb o łącznej wadze 46 ton. Atak trwał do godziny 14. Zdaniem historyków miasto zbombardowano, by przetestować sprzęt i zastraszyć ludność cywilną.

Łódzki IPN wznowił kilka lat temu umorzone wcześniej przez prokuratury niemieckie śledztwa ws. zbrodni wojennej popełnionej na mieszkańcach Wielunia. Zdaniem śledczych nie było możliwe jednoznaczne ustalenie liczby ofiar, nie została bowiem sporządzona – zarówno podczas wojny, jak i po jej zakończeniu – żadna dokumentacja dotycząca zabitych wskutek nalotów. Różne źródła podają, że w ataku zginęło od 1,2 do 2 tys. ludzi.

Śledztwo IPN w sprawie nalotów na Wieluń zostało umorzone; wojskowi odpowiedzialni za ataki lotnicze na miasto zmarli jeszcze w latach 40. XX wieku.

PAP/MoRo

Andrzej Gwiazda legenda „Solidarności”: Strajk w 1980 r. był wspólnotą ludzi uczciwych, patriotów

Strajk był wspólnotą ludzi uczciwych, patriotów, dbających też o poziom gospodarki – mówił Gwiazda -solidarność to nie jedność, jedność jest próbą odtworzenia totalitarnego systemu.

[related id=36111]Gwiazda w 37. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych zaznaczył, że Solidarność dalej jest związkiem zawodowym i nie musi już walczyć z rządem, bo rząd „odbudowując gospodarkę po katastrofie Okrągłego Stołu, realizuje również postanowienia pracowników”. „W Solidarności nie mogliśmy prowadzić selekcji i każda swołocz, bo polskiego odpowiednika tego słowa nie ma, mogła się zapisać, siedziała między nami, zdobywała prawo głosu. Dzisiaj stoimy w dwóch zdecydowanie oddzielnych obozach, już nie musimy na nich patrzeć, z nimi gadać, w nieświadomości podawać ręki” – mówił w czwartek w TVP Info.

„Strajk był wspólnotą ludzi uczciwych, patriotów, dbających też o poziom gospodarki” – powiedział dodając, że nie chce „żadnej wspólnoty” z uczestnikami wiecu zorganizowanego w Gdańsku przez organizacje pozarządowe i stowarzyszenia, głównie przez KOD.

„Nie da się połączyć uczciwości i zdrady i oszustwa z uczciwością, dlatego że wtedy jedna strona musi upaść. Przeważnie pada uczciwość. Wtedy między sobą tworzyliśmy jedność, ale wtedy Michnik i Frasyniuk mówili to samo co uczciwi ludzie” – podkreślił Gwiazda.

[related id=36253]Jego żona Joanna Duda-Gwiazda, również była opozycjonistka zauważyła, że „KOD próbował zawłaszczyć KOR, próbują zawłaszczyć Solidarność”. „Uderzają w Solidarność, w pana Piotra Dudę, który jest, naprawdę uważam, bardzo przyzwoitym przewodniczącym, oni jeszcze rozszerzają front. Okazuje się, że są nie tylko politycznymi przeciwnikami PiS, ale również takiej społecznej organizacji jak związek zawodowy” – mówiła.

Jej zdaniem solidarność nie oznacza jedność. „Ale jeśli ktoś walczy z Polską, z państwem polskim, z polskimi instytucjami, które w tej chwili naprawdę według nas są pierwszym porządnym rządem, który realizuje interesy narodowe i ma sukcesy, to jak traktować przeciwników tego rządu, takich zagorzałych” – pytała Duda-Gwiazda.

Jej mąż dodał, że w ich ocenie Polska jest na właściwych torach. „I tych, którzy by chcieli te tory zmieniać, stary już jestem, niewiele wywalczę, ale do walki stanę” – powiedział. W jego ocenie

Lech Wałęsa obecnie „trafił do swoich i niech tam zostanie”. „Ma tam swoje środowisko, płk Mazgułę i całą resztę, to są jego ludzie, to jest jego środowisko. Im był przez cały czas wierny, ich nie oszukiwał, ich nie zdradził” – podkreślił.

Joanna Duda-Gwiazda zaznaczyła, że Wałęsa został wybrany przewodniczącym Solidarności, ale „oszukał ludzi”. „Gdyby wtedy ludzie wiedzieli, że on jest tajnym współpracownikiem SB to tym przewodniczącym by nie został” – mówiła.

[related id=36148]Pytana czy dzisiaj ideały Solidarności przetrwały oceniła, że przetrwała taka świadomość, że „jeśli porozumiemy się, wytyczymy sobie jakieś cele, jeśli mamy do siebie zaufanie, możemy osiągnąć to, co chcemy”. „Rzeczą najbardziej rzucającą się w oczy w czasie strajku było wzajemne zaufanie. Przetrwała świadomość, że przebieg historii nie jest zdeterminowany, nie jest tak, że jak raz popadliśmy w błąd, w jakąś niewolę, to to już jest koniec” – powiedziała Gwiazda.

Andrzej Gwiazda dodał, że atmosfera w czasie strajku 1980 r. była dokładnie taka jak wśród ludzi w 1970 r. przed komitetem – pełne zbratanie i zaufanie. „Ostatnio doświadczyłem takiej atmosfery na Krakowskim Przedmieściu w 2010 r. Ale nie byliśmy przecież wtedy solidarni, ani nie zamierzaliśmy się jednoczyć z tymi, którzy do zamachu doprowadzili. Każdy wybiera z kim chce być solidarny. Solidarność to nie jest jedność, to było zaprzeczenie totalitaryzmu, jedność jest próbą odtworzenia totalitarnego systemu” – podkreślił.

PAP/MoRo

Prezydent: Lubin krwią podpisał porozumienia sierpniowe; robotnicy zginęli za wolność

Lubin krwią podpisał porozumienia sierpniowe i przez krew zrobił krok ku wolnej Polsce – powiedział prezydent Andrzej Duda w 35. rocznicę zbrodni lubińskiej i 37. podpisania porozumień sierpniowych.

31 sierpnia 1982 r. podczas manifestacji na ulicach Lubina oddziały ZOMO i MO strzelały do mieszkańców w trakcie pokojowej manifestacji zorganizowanej w rocznicę podpisania porozumień sierpniowych. Zginęły wówczas trzy osoby: Michał Adamowicz, Andrzej Trajkowski i Mieczysław Poźniak, a kilkadziesiąt zostało rannych.

W czwartkowej uroczystości udział wzięli także m.in. premier Beata Szydło, szef MON Antoni Macierewicz oraz szef Solidarności Piotr Duda. Prezydent i premier złożyli kwiaty pod krzyżem, w miejscu, gdzie w 1982 r. zginęły trzy osoby.

„Można tylko w dwóch miejscach w Polsce tak naprawdę obchodzić rocznicę powstania Solidarności (…) to właśnie Gdańsk, Sala BHP i tu – w Lubinie. Dlaczego? Bo tutaj robotnicy w tamten sierpień zginęli za wolność, która została wtedy częściowo wywalczona, której przedsmak udało się wtedy przez rok poczuć ” – powiedział prezydent.

Zaznaczył, że robotnicy w Lubinie „zginęli od kul, zginęli tak, jak się ginie na wojnie, zginęli tak, jak ci, którzy zginęli bezbronni w powstaniu warszawskim, którzy choć broni nie mieli, chcieli wolnej Polski”. „Oni chcieli wolności osobistej i wolności państwowej. Dlatego tu właśnie wtedy byli, protestując razem z innymi mieszkańcami Lubina przeciw stanowi wojennemu, przeciwko odebraniu wolności, przeciwko państwu, które nie było państwem suwerennym” – podkreślił Andrzej Duda.

Prezydent powiedział, że Lubin „krwią podpisał porozumienia sierpniowe i przez krew zrobił wielki krok ku wolnej Polsce, w której wszyscy dzisiaj żyjemy”. Jak zaznaczył, wielu historyków badając zbrodnię lubińską podkreśla, że to był koniec władzy ludowej i koniec PRL.

Andrzej Duda podkreślił, że mieszkańcy Lubina wyszli wtedy na ulice, bo „mieli pełną świadomość, co to znaczy wolne i niewolne państwo, jaka jest różnica w jakości życia – być człowiekiem wolnym i nie być człowiekiem wolnym, być obywatelem wolnego państwa i być obywatelem państwa zniewolonego”.

„Oni wtedy już doskonale rozumieli, co to znaczy wspólnota, zobaczyli ją, kiedy trzy lata wcześniej do Polski przyjechał Ojciec Święty Jan Paweł II i spotkał się z milionami Polaków” – mówił prezydent. Dodał, że mieszkańcy Lubina zobaczyli również wspólnotę, kiedy powstała Solidarność, która – jak zaznaczył – zrzeszała cały naród, wszystkie warstwy polskiego społeczeństwa.

„Oni też czuli się częścią tej wspólnoty, a naprzeciwko tej wspólnoty stała narzucona władza, która siebie mieniła władzą ludową, władzą robotników, którą w rzeczywistości – jak wszyscy wiemy – nie była” – powiedział prezydent. Mieszkańcy Lubina – jak mówił – wyszli na ulice i „nie ugięli się pod kulami”, pokazali, że „wspólnota Lubina, wspólnota Polaków jest razem przeciwko władzy pseudoludowej i że ta władza nie ma żadnej legitymacji”.

„Kule nie były w stanie dać legitymacji tej władzy i nie były w stanie zastraszyć Polaków, nie były w stanie zastraszyć lubinian. I za to wszyscy Polacy chylą dzisiaj głęboko czoło przed tymi, którzy polegli, przed ich najbliższymi, a także przed wszystkimi bohaterami tamtych dni” – powiedział Andrzej Duda.

„A wolna Polska, moimi ustami, ustami prezydenta Rzeczypospolitej, wyraża wam dzisiaj głęboką wdzięczność. Cześć i chwała bohaterom. Wieczna chwała poległym. Niech żyje wolna Rzeczypospolita. Szczęść Boże” – powiedział prezydent, zwracając się m.in. do dawnych działaczy opozycji antykomunistycznej.

Prezydent odznaczył – za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski: Zofię Jaszczę, Franciszka Kamińskiego, Tadeusza Madziarczyka, Anielę Sakwę i Jana Ziębę.

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej, otrzymali: Józef Czyczerski, Kazimierz Żołnierek i Tadeusz Trziszka.

Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi we wspieraniu przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy duszpasterskiej i społecznej prezydent odznaczył księdza Mariana Kopkę i księdza Wiesława Migdała.

Prezydent odznaczył też Złotym Krzyżem Zasługi Mariannę Żabińską – za zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce i osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej, a Srebrnym Krzyżem Zasługi – Piotra Kaczorka, za zasługi w działalności związkowej.

Podczas uroczystości odczytano apel pamięci, wymieniono w nim m.in. imiona i nazwiska dowódców wojskowych oraz duchownych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej; wspomniano także wszystkich, którzy „polegli” w Smoleńsku.

W trakcie apelu poległych kibice Zagłębia Lubin rozwiesili baner z napisem „Chwała bohaterom” i zapalili kilkadziesiąt rac. Skandowali hasła: „Chwała bohaterom”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” i „Precz z komuną”.

Wieńce pod pomnikiem złożyło kilkadziesiąt delegacji, m.in. przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, instytucji i komitetów zakładowych NSZZ „Solidarność” oraz przedstawiciele rodzin zabitych.

37-letni Andrzej Trajkowski, starszy syn zastrzelonego przed 35. laty Andrzeja Trajkowskiego, powiedział PAP, że obecność prezydenta i premier na tegorocznych uroczystościach ma dla niego i całej rodziny duże znaczenie.

„Ojca prawie nie pamiętam, głównie z opowieści mamy, która zawsze opowiadała, że był wielkim patriotą. Podobno wtedy, w ten dzień, bardzo chciałem, by został w domu, ale on pobawił się ze mną, zjadł obiad i poszedł na manifestację” – powiedział Andrzej Trajkowski.

Podkreślił, że ból po stracie ojca minął z upływem czasu, ale tegoroczne obchody były ze względu na rangę wyjątkowe i dodały otuchy całej rodzinie. „To był zaszczyt, że taka była oprawa, że nowa władza tak honoruje nie tylko mego zmarłego ojca. Gdyby nie nastąpiła zmiana władzy, to niewykluczone, że nie poszedłby do więzienia ten dowódca MO (Jan M. – PAP), który tyle lat uchylał się od odbycia kary” – dodał Andrzej Trajkowski.

Jego młodszy, 34-letni brat Dawid Trajkowski urodził się już po śmierci ojca. „Mama Stanisława w sierpniu była już ze mną w ciąży. Potem się denerwowała przez te wszystkie lata. Nawet wtedy, gdy już trwał proces milicjantów, a potem był powtarzany. Teraz się doczekaliśmy, że po 35 latach ostatni skazany poszedł siedzieć” – powiedział Dawid Trajkowski.

Bracia Trajkowscy, podobnie jak ich ojciec, pracują w KGHM Polska Miedź.

Po wieloletnich procesach, dwukrotnie wznawianych, zapadły prawomocne wyroki wobec trzech dowódców milicji. Byli to: Bogdan G., ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej w Legnicy, który odsiedział w więzieniu rok i trzy miesiące, i Tadeusz J., dowódca plutonu ZOMO, skazany na dwa i pół roku więzienia. Nadal nie wiadomo m.in., kto konkretnie strzelał do demonstrantów. Do tej pory nie zostali ukarani mocodawcy pozwolenia na użycie broni podczas manifestacji w Lubinie.

Trzeci ze skazanych w 2007 r. prawomocnym wyrokiem, Jan M., były zastępca komendanta rejonowego MO w Lubinie, usłyszał wyrok trzech i pół roku więzienia. Jednak nie wykonano kary wobec niego przez wiele lat z powodu jego choroby kardiologicznej. Dopiero w lipcu 2017 r. decyzją wrocławskiego Sądu Okręgowego Jan M. trafił na oddział szpitalny aresztu w Bytomiu.

Emerytowany górnik Mirosław Młodecki pracował razem z zastrzelonym Michałem Adamowiczem i był razem z nim na manifestacji.

„Rozmawiałem z nim jeszcze pod kościołem i potem już go nie widziałem. Nagle tynk zaczął lecieć ze ścian i wyszła na nas milicja. Rozpoznałem kilku, bo mieszkałem w bloku, gdzie mieszkali też milicjanci. Wiatr wiał od strony ZOMO, które zaczęło na nas polować” – wspominał Młodecki, który odsiedział pełny wyrok trzech i pół roku więzienia za udział w manifestacji.

PAP/MoRo

IV Bieg Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Sobótce/ „Naród bez pamięci historycznej nie jest narodem”

Ci ludzie walczyli po właściwej stronie i naszym obowiązkiem jest przypominanie młodemu pokoleniu o tym, komu zawdzięczamy wolność. To kawał historii Polski, Europy i świata, przez lata wymazywany.

W Sobótce na Dolnym Śląsku 19 sierpnia br. odbył się IV Bieg Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Przed rozpoczęciem biegu z Martą Ziembikiewicz, córką Władysława Łukasiuka „Młota”, dowódcy VI Brygady Wileńskiej AK, jednego z tych, których pamięć czczą coroczne biegi, oraz z Wiesławem Drozdowskim, pomysłodawcą i twórcą imprezy, rozmawiał Wiktor Sobierajski, dziennikarz „Śląskiego Kuriera Wnet”.

Jest Pani z Biegiem Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych od początku. Dziękujemy.

Rzeczywiście jestem tutaj od czterech lat i będę przyjeżdżać dalej. Czuję się zaszczycona, że mogę tu być. Bardzo mi się tu wszystko podoba, a przede wszystkim organizacja. Trwa okres wakacyjny, a uczestników jest bardzo wielu. W innych miejscach trudno byłoby tylu zebrać.

Proszę powiedzieć, kim był Pani ojciec, „Młot”?

Władysław Łukasiuk „Młot”

Był dowódcą VI Brygady Wileńskiej AK na terenie Podlasia. Szósta brygada powstała z V Brygady Wileńskiej, tej od Łupaszki. Łupaszka poszedł na Pomorze, a VI Wileńska została na Podlasiu i walczyła bardzo długo. Po moim ojcu dowództwo objął Huzar i walczył do 1952 roku. Ojciec zginął w lasach Podlasia. Został zastrzelony w czerwcu 1949 roku. Z jego brygady wszyscy albo zginęli, albo zostali aresztowani.

Ten bieg jest bodajże jedyną imprezą upamiętniającą na terenie województwa dolnośląskiego wydarzenia z okresu drugiej konspiracji. Sądzę, że bardzo mocno trafia do młodych ludzi właśnie przez sportowy charakter.

Bardzo mocno, bo bierze w nim udział także Instytut Pamięci Narodowej. Udostępnia on różne publikacje tematyczne, są również wystawy. Szczególnie cieszy mnie fakt, że w biegu bierze udział duża liczba młodzieży, dzieci – nawet małych. Rozpiętość wiekowa uczestników jest bardzo duża.

Poza tym jest to jedyny tego rodzaju bieg na tym terenie. W innych miejscach Polski odbywają się marsze, biegi szlakami żołnierzy wyklętych, np. na Podhalu, na Podlasiu, Pomorzu czy Lubelszczyźnie. Tam pozostały szlaki, którymi przemieszczali się żołnierze niezłomni. Tutaj zaś nie było tych walk, ale trwa bardzo mocna pamięć. Nie było oddziałów, ale za to na tych terenach bardzo wielu żołnierzy, ściganych za swoją postawę, szukało schronienia. Korzenie tego biegu sięgają więc różnych stron Polski.

Jest z nami dyrektor Ślężańskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Sobótce Wiesław Drozdowski, dzięki któremu bieg w ogóle istnieje.

Bieg istnieje dzięki tak wspaniałym ludziom, jak pani Marta Łukasiuk-Ziembikiewicz, córka bohatera. Mnie przyświeca to, co pani Marta powiedziała przed pierwszym biegiem. Przepraszam, ale łamie mi się głos. Powiedziała, że wreszcie przyszedł czas, kiedy możemy w sposób jawny, otwarty, jednoznaczny zmazywać wstyd, który przez wiele lat jako Polacy zgotowaliśmy naszym bohaterom okresu drugiej konspiracji.

Ogromną rolę w tym odgrywa także Światowy Związek Żołnierzy AK Okręg Dolnośląski, na czele z panem pułkownikiem Ryszardem Filipowiczem. To także kombatanci pokolenia Jaworzniaków, czyli najmłodsze pokolenie wyklętych z lat 40. i 50. To wreszcie wspaniali współorganizatorzy, jak Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych im. gen. Jakuba Jasińskiego z Wrocławia, jak wspomniany wcześniej IPN z Wrocławia.

Przypomnę, że dwukrotnie gościliśmy na biegu pana profesora Krzysztofa Szwagrzyka. Wśród zainteresowanych organizacją naszego biegu jest Fundacja „Łączka”. Pomaga nam wiele środowisk patriotycznych, np. Stowarzyszenie „Odra – Niemen”, Stowarzyszenie „Traugutt” z Pruszcza Gdańskiego, Stowarzyszenie „Inicjatywa Historyczna”. Nie chciałbym nikogo pominąć…

Dla Pana cel edukacyjny oraz udział młodych ludzi jest bardzo ważny.

Chyba najważniejszy. W tym roku w biegu uczestniczą dzieci i młodzież w wieku od czterech do 15 lat, na różnych dystansach. Odbędą się także, jako impreza towarzysząca, zawody strzeleckie w strzelaniu z łuku i z broni pneumatycznej. Będzie też pokaz grupy rekonstrukcyjnej, wystawa o Solidarności Walczącej z lat 70. i 80. W naszej imprezie bierze też udział wydawnictwo Miles z Krakowa pana Kajetana Rajskiego. Elementów biegu jest bardzo dużo.

Chcę jednak podkreślić, że po to żyjemy, po to nas Pan Bóg przy życiu trzyma, aby ta misja, którą realizujemy, przywracała pamięć o żołnierzach niezłomnych, wyklętych. Naród bez pamięci historycznej nie jest narodem.

Musimy pamiętać, komu zawdzięczamy dzisiejszą wolność. Wolność to nie tylko prawa, ale i obowiązki. Ci ludzie walczyli po właściwej stronie i uważam, że naszym obowiązkiem jest przypominanie młodemu pokoleniu o tym wspaniałym okresie. To ogromny kawał historii Polski, Europy i świata, przez lata wymazywany. O tym trzeba mówić, o tym trzeba pamiętać.

Bieg Niezłomnych – Pamięci Żołnierzy Wyklętych stał się imprezą o zasięgu światowym.

Rzeczywiście, a to za sprawą Polskich Kontyngentów Wojskowych stacjonujących poza granicami kraju. Pobiegną żołnierze w Iraku, Afganistanie, w Kuwejcie, w Rumunii, na Litwie, w Bośni i Hercegowinie. Dostaną oni takie same pakiety startowe jak uczestnicy biegu w Sobótce. W sumie żołnierzy wystartuje 945, chociaż zgłoszeń było około dwóch tysięcy.

(MZ) Pan dyrektor mówi tak skromnie. Ale cała organizacja była robiona ogromnym sercem. Chciałabym jeszcze wspomnieć, że w ubiegłym roku była w Sobótce młodzież z Wilna i z Wielkiej Brytanii. W tym roku jest z nami młodzież z Mołdawii. Tak więc bieg ten staje się ogólnoświatowy. Duża w tym rola Stowarzyszenia „Odra – Niemen”, które wynajduje kombatantów oraz młodzież. Znaleźli też nas, dzieci bohaterów tamtych lat.

Rozmawiał Wiktor Sobierajski

Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. […] Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by Świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię. (Fragment ulotki wydanej przez VI Brygadę Wileńską AK kpt. „Młota”)

Pełna informacja o kpt. Władysławie Łukasiuku „Młocie”: http://www.solidarni.waw.pl/

 

 

Karygodne wypowiedzi Borysa Budki w wywiadzie dla niemieckiego „Die Zeit”. „Unia musi postawić ultimatum Polsce”

Dzień 65. z 80 / Warszawa / Poranek WNET – Jan Bogatko skomentował stworzonego przez posła Platformy Obywatelskiej „fake newsa”, który rozprzestrzenił się po Niemczech i wywołał gorącą dyskusję.

W dzisiejszym Poranku Antoni Opaliński połączył się telefonicznie z Janem Bogatką, korespondentem Rradia Wnet z Niemiec.

– Jeżeli człowiek przegląda prasę niemiecką, to drapie się lekko po czole i zastanawia, gdzie jest, czy to jest jakiś sen, czy to jest prawda, co to jest wolność infornmacji – rozpoczął rozmowę Jan Bogatko.

Przed tygodniem Borys Budka, polityk PO, wyszedł z cienia i udzielił wywiadu niemieckiemu lewicowemu tygodnikowi „Die Zeit”, w którym nieustannie powtarzał, że w Polsce dzieją się „wstrząsające rzeczy”, bo władza wykonawcza chce sobie całkowicie podporządkować władzę sądowniczą. Niestety nie mógł powiedzieć, jak to podporządkowanie władzy ma wyglądać. Stworzył „fake newsa”, który publikowany jest w Niemczech i wywołuje niesamowitą falę dyskusji.

Poseł zapytany, dlaczego prezydent Duda, uważany za bardzo PiS-owskiego, zaprotestował w sprawie reformy sądownictwa, odparł, że musiał tak zrobić, ponieważ chce pozyskać głosy w wyborach, także i z centrum. – Nie definiuje przy tym, co to jest centrum, może myśli o sobie, nie wiem – powiedział korespondent z Niemiec.

Jak relacjonuje Jan Bogatko, „Die Zeit” pytał posła, czy Polska, mimo ewentualnych reform, pozostanie państwem prawa. To oznacza, że jeszcze 23 sierpnia Polska była państwem prawa, kiedy był przeprowadzany ten wywiad – komentował przebieg rozmowy z eurodeputowanym PO nasz korespondent z Niemiec – a dopiero od chwili uchwalenia tych ustaw przestanie być państwem prawa. Przecież KOD walczy o demokrację właśnie dlatego, że Polska przestała być państwem prawa i jest już dyktaturą.

Borys Budka mówił również niemieckiemu dziennikarzowi o „strasznym populizmie” w Polsce. PiS cieszy się poparciem – twierdzi – ponieważ rząd dokonuje rzeczy nieprawdopodobnych, na przykład obniżył wiek emerytalny. – Może ktoś powinien byłemu ministrowi uświadomić, że w Niemczech też obniżono wiek emerytalny w bardzo podobnej sytuacji, dlatego że były protesty przeciwko jego podniesieniu – skomentował tę wypowiedź Jan Bogatko. – Nie jest to więc „taki straszny populizm”, chyba że uważa się to za populizm w Polsce, a w Niemczech już nie. [related id=36106]

Inną „straszną rzeczą” według posła PO było wprowadzenie 500+. – Dodatki na dzieci w Niemczech są o wiele wyższe, wiec przeciętnemu Niemcowi, jak to czyta, trudno jest zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi – mówił z ironią Jan Bogatko, po czym dodał, że po opublikowaniu wywiadu tygodnik „Die Zeit” na swojej stronie internetowej umieścił sprostowanie, że zaszła pomyłka, bo pan Budka nie mówił w swoim wywiadzie o programie dla dzieci 500+. – W takim razie to zostało dopisane? Skoro nie powiedział, nie powinno się tam znaleźć? – pytał retorycznie korespondent.

Wyrazem populizmu według Borysa Budki jest również domaganie się odszkodowania od Niemiec. – Jest to rzecz straszliwa i budząca grozę – podkreślił Jan Bogatko. Przecież wiadomo, kto tę wojnę rozpoczął, kto skończył i o co chodziło.

Zwrócił uwagę, że pojawiające się w niemieckich mediach tytuły w stylu „Polska kampania przeciwko Niemcom” pokazują, jaka będzie tematyka na 1 września – być może znów usłyszymy, tak jak w 1939 roku, że „Polska atakuje Niemcy”.

Całego Poranka możesz posłuchać tutaj. Relacja Jana Bogatki w części trzeciej.

MW

Wasza Eminencjo, w Poranku Wnet usłyszałam o powołaniu komisji Episkopatu ds. walki ze „szlachecką tradycją pijaństwa”

Szkoda, że przy Episkopacie nie ma komisji do walki z neomarksizmem, który niszczy tożsamość człowieka, wypiera Boga z dusz, rozbija rodzinę, marginalizuje i szykanuje ludzi sprzeciwiających się temu.

Bożena Ratter

(…) Czemu Episkopat nie walczy z mafią, która ustawicznie, pod patronatem „Gazety Wyborczej”, w pismach psychologicznych, socjologicznych, kosmetycznych, młodzieżowych, w działalności teatralnej, kinowej, telewizyjnej itp. niszczy tożsamość człowieka, wyśmiewa Boga, kulturę łacińską, oczernia relacje rodzinne, tradycję, miłosierdzie i miłość do człowieka wyznania rzymskokatolickiego?

Czemu nie podaje do publicznej wiadomości faktu, iż w Londynie powstało 490 meczetów, a zamknięto 500 kościołów? Bo wszak nie o likwidację religii chodzi, ale likwidację chrześcijaństwa (islam, buddyzm, wiara we wróżki, gusła, talizmany promowane są przez kulturotwórcze środowiska „Gazety Wyborczej”, środowiska LGBT, w prasie, mediach, kinach, teatrach), byśmy – odczłowieczeni – dali się manipulować twórcom nowoczesnej odmiany doktryny marksizmu (starej, w postaci stalinizmu, nie udało się człowieka zniszczyć).

Marksizm kulturowy skutecznie wychowuje kolejne pokolenie wrogów Boga, a wielu przedstawicieli Kościoła udaje, że tego nie widzi (zwłaszcza w Warszawie, która wpływa na świadomość Polaków również spoza Warszawy).(…)

Dlaczego przy Episkopacie nie powstała Komisja, która pomagałaby powstrzymać (leczyć) wchodzenie w związki partnerskie (hetero i homo) księży? Ten fakt bulwersuje parafian, zwłaszcza na prowincji, gdzie jest to bardziej widoczne. Fakt ten przyczynia się do odchodzenia wiernych z Kościoła, obniża jego prestiż w oczach tych, których trwanie przy Kościele i tak już nadwyrężała marksistowska ideologia przez 70 lat.

Dlaczego nie ma Komisji, która ustawiczne dopingowałaby księży, by właśnie teraz, w okresie niszczenia Kościoła przez środowiska LGTB, dołożyli wszelkich starań, by zatrzymywać wiernych swoją bezwzględną wiarą dekalogowi, erudycją, autorytetem, zaangażowaniem i osobistym udziałem w aktywności wspólnoty?

Dlaczego księża tacy, jak ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski czy ks. Sławomir Żarski, którzy podobnie jak ks. Jarosław są wspaniałymi gospodarzami, niestrudzoną działalnością okazują miłość Bogu i wiernym, wspierają najbardziej potrzebujących, mają wiedzę, kulturę – nie są promowani jako wzór przez metropolitę warszawskiego, który nie sprzeciwia się ostro wojnie wypowiedzianej kulturze łacińskiej i religii chrześcijańskiej, a raczej wspiera działania przeciwne, w neomarksistowskim Tygodniku Powszechnym?

Cały list od słuchaczki Radia WNET Bożeny Ratter pt. „Gdzie ta Komisja?” znajduje się na s. 18 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

List Bożeny Ratter pt. „Gdzie ta Komisja?” na s. 18 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

 

Komisja weryfikacyjna badała sprawę ul. Poznańskiej 14. „To jest po prostu handel ludźmi i kamienicami”

Sprawa zreprywatyzowanej w 2013 roku Poznańskiej 14 wzbudziła dziś w Sejmie wiele emocji. Mieszkańcy opowiadali mrożące krew w żyłach historie. Wykluczono pełnomocników miasta za nękanie świadków.

Komisja nałożyła grzywnę na prezydent Warszawy, wykluczeni z rozprawy zostali pełnomocnicy miasta. W odwecie za to przedstawiciele magistratu domagają się wykluczenia przewodniczącego sejmowej komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego z jutrzejszych obrad.

– Jeżeli pracownicy Ratusza, którzy „są odpowiedzialni za to gigantyczne złodziejstwo w Ratuszu”, są tak przeciwni mojej pracy, to jest to chyba najlepsze docenienie dorobku komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji – stwierdził w środę przewodniczący komisji wiceminister Patryk Jaki.

[related id=26366]Poznańska 14 to nieruchomość, którą w 2013 r. przekazano w użytkowanie wieczyste na 99 lat spadkobiercy dawnych właścicieli, którego reprezentował adwokat Robert N. Kilka miesięcy później spadkobierca sprzedał spadek Robertowi N. i Januszowi Piecykowi. Jak podawały media, w styczniu 2014 r. sprzedali oni nieruchomość spółce Jowisz związanej z Grupą Fenix. Zarząd grupy zapewnia, że z wyjątkową starannością podszedł do zakupu nieruchomości.

Przed komisją zeznawali mieszkańcy zwróconej nieruchomości, którzy wskazywali, że po reprywatyzacji znacznie pogorszyła się ich sytuacja, a także podważali prawidłowość sądowego postępowania spadkowego z 2010 r. W czasie rozpraw przewodniczący komisji Patryk Jaki zdecydował o wykluczeniu pełnomocników miasta; komisja nałożyła także kolejną grzywnę – w wysokości 3 tys. zł – za niestawienie się przed komisją na prezydent stolicy Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Jako pierwszy przed komisją zeznawał mieszkaniec kamienicy przy Poznańskiej 14 Robert Mirgos. Mówił, że kiedy właścicielem kamienicy było miasto, stawka dla niego za czynsz wynosiła 8 zł za metr kwadratowy, a po reprywatyzacji wzrosła do 14,70 zł, następnie do 25 zł i obecnie do 59 zł. Zeznał, że do mieszkańców przysyłane były dokumenty dotyczące naliczania wyższych czynszów, było sugerowane, że lepiej wyprowadzić się z kamienicy, niż się „szarpać”. Mirgos pytany, czy miasto oferowało pomoc osobom zmuszonym do opuszczenia lokali, odparł, że nic mu o tym nie wiadomo.

Dodał, że prokuratura odrzuciła zawiadomienie Stowarzyszenia Poznańska 14 o nieprawidłowościach w postępowaniu spadkowym. Stowarzyszenie powiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez mec. Roberta N. i Janusza Piecyka w związku z przejęciem praw do kamienicy. Jak mówił, działali oni na szkodę Aleksandra Włodawera – który miał być według sądu jedynym spadkobiercą – bo kupili od niego roszczenia za 4 mln zł, a później odsprzedali kamienicę spółce Jowisz za 12 mln złotych.

Inna mieszkanka Poznańskiej 14 Anna Thomas zeznała jednak, że po zażaleniu Stowarzyszenia dochodzenie podjęto. Zdaniem pani Thomas w sprawie długo nic się nie działo, aż w ubiegłym roku trafiła ona do prokuratury we Wrocławiu.

Anna Thomas uważa, że w przypadku przekazywania kamienic z lokatorami mamy do czynienia ze zbyciem. „To jest po prostu handel ludźmi i kamienicami” – stwierdziła. Dodała, iż powiedziano jej, że lepiej, aby opuściła stowarzyszenie lokatorów kamienicy, jeżeli chce tam dalej mieszkać.

Według niej miasto nie pomogło w zdobywaniu lokali komunalnych dla ludzi, którzy musieli opuścić Poznańską 14. „Pytam więc, gdzie jest ta pomoc tego miasta?” – oświadczyła.

„Jakby miasto mogło, to by nas w kałuży wody utopiło, żebyśmy zniknęli” – mówiła. „Czujemy się jak śmieci” – powiedziała, dodając, że mieszkańcy Poznańskiej 14 czuli się wykluczeni i pozostawieni sami sobie, gdyż nie byli „stroną postępowania”.

Pani Thomas podkreśliła, że od 2013 r. bada losy rodziny Włodawerów i pracowała w zespole ds. reprywatyzacji przy urzędzie dzielnicy Śródmieście. Powiedziała, że ówczesny wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak po trzech miesiącach działania rozwiązał zespół, nie podając przyczyny. Według niej powodem mogły być nieprawidłowości w oddawaniu kamienic, którymi zajmował się zespół.

Członek zarządu wspólnoty przy Poznańskiej 14 Marta Sieciarz powiedziała, że mieszkańcy postanowili sprawdzić postępowanie względem kamienicy. Zwróciła uwagę, że w postępowaniu spadkowym doszło do pominięcia możliwych innych, obok Aleksandra Włodawera, spadkobierców.

„Dostaliśmy się do dokumentów, w których był akt postępowania spadkowego, akt notarialny. Wielką nasza uwagę przykuła taka historia, że jedna ze spadkobierczyń Estera dziedziczyła sama po sobie i wszyscy ludzie, tam było czternaścioro rodzeństwa, zmarli bezpotomnie. Nie zgadzały się też udziały wartości tego spadku, a cały ostatecznie spadek przypadał Aleksandrowi Włodawerowi, czyli jednej osobie” – powiedziała Sieciarz.

„Staramy się za wszelką cenę nie poddawać i walczyć” – powiedziała przed komisją reprywatyzacyjną jedna z właścicielek mieszkań w kamienicy przy Poznańskiej 14, Joanna Szymańska, opisując spory ze spółką, która kupiła budynek i prowadzi remont.

„Oni chcieli podjąć takie uchwały, które po prostu załatwiłyby Wspólnotę całkowicie – sprzedaliby sobie strychy, zrobiliby sobie remonty, sprzedali i zmienili akty własności. Stałoby się tak, gdybyśmy nie powoływali się stale na zasadę głosowania – jeden właściciel, jeden głos” – mówiła Szymańska, która zasiada w zarządzie wspólnoty mieszkaniowej przy Poznańskiej 14.

„Zwoływali zebrania Wspólnoty np. w Wielki Piątek, my zbieraliśmy pełnomocnictwa, by uzbierać 19-20 głosów na takim zebraniu i wystąpić przeciw temu, co się dzieje” – opisywała postępowanie spółki.

Zaznaczyła, że jednocześnie, jako właściciele wykupionych mieszkań, prowadzili negocjacje, ale – jak zaznaczyła – przynajmniej w jej ocenie „arogancja tamtej strony była po prostu nieprzeciętna”. Powiedziała, że jedna z osób ze spółki na jednym ze spotkań potwierdziła, że wszystkie rzeczy, które utrudniały życie mieszkańcom i właścicielom, robili specjalnie i „że te wszystkie działania mają na celu to, by nas pozbawić głosu i żebyśmy zgodzili się na wszystko, czego oni chcą”.

„Przedstawiciele właścicieli spółki mówili, że nie powstrzymamy ich przed zrobieniem tego interesu, który sobie zaplanowali, bez względu na wszystko” – mówiła komisji Szymańska. „Na jednym ze spotkań negocjacyjnych padło stwierdzenia psy szczekają, karawana idzie dalej – tak jak na Poznańskiej 16, gdzie zrobili nadbudowę bez zezwolenia i mimo kar i nakazu rozbiórki ta nadbudowa jest dalej, a wszystko zmierza do tego, żeby tę nadbudowę zalegalizować” – powiedziała Szymańska.

Mówiła też, że nie ma już zaufania do inspekcji budowlanej. „Nie mam zaufania do takich instytucji jak PINB, bo oni przyjeżdżają i jakby byli z innej planety. Mimo że belka stropowa jest ugięta, a ludzie zastanawiają się, czy mogą przespać jeszcze jedną noc i czy to się nie zawali, to ta instytucja stwierdza, że nic się nie dzieje” – relacjonowała. „Czy okno wypada na stronę ruchliwej ulicy” – opisywała prowadzony, jak to określiła, „remont – dewastację”.

Podała, że próbowano też wymusić zapis w uchwale wspólnoty, że w jednym z lokali będzie restauracja, a wspólnota ma się „zgodzić na koncesję na alkohol dla tej restauracji, pod rygorem 100 tys. zł kary”.

„Staramy się za wszelką cenę nie poddawać i walczyć” – mówiła Joanna Szymańska. „Prosimy też komisję o to, by łaskawiej spojrzeć na osoby, które wykupiły mieszkania w kamienicy albo kupiły je normalnie na rynku, ponieważ dla nas nie ma pomocy”. „Wszyscy nam mówią, że jesteśmy na tyle bogaci, żeby się bronić za własne pieniądze, a naprawdę ich nie mamy” – dodała.

Inny z członków wspólnoty podkreślił, że kamienica przeszła kosztowny i gruntowny remont na koszt miasta.

Dyrektor Biura Spraw Dekretowych Urzędu m.st. Warszawy Piotr Rodkiewicz mówił, że miasto nie brało udziału w postępowaniu spadkowym ws. Poznańskiej 14, a postanowienie sądu z 2010 r. w tej sprawie wówczas nie budziło wątpliwości.

Na uwagę członka komisji Sebastiana Kalety, że Ratusz w sierpniu wznowił postępowanie ws. spadku, Rodkiewicz odparł, że nie byłoby wznowienia, gdyby nie wątpliwości prokuratury. „Będziemy wznawiać sprawy, gdzie będzie informacja, że były jakieś nieprawidłowości” – dodał. „Szkoda że po siedmiu latach” – skomentował Kaleta, według którego miasto powinno przystępować do takich spraw z zasady.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz została po raz piąty ukarana 3 tys. zł grzywny za niestawienie się przed komisją. Za taką decyzją głosowało pięciu członków komisji, jeden był przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu.

W czasie rozprawy przewodniczący komisji wykluczył z niej pełnomocników miasta. Jaki stwierdził, że nie pozwoli na „przeczołganie” mieszkańców kamienicy. Ocenił, że pytania pełnomocników miasta przekraczają wszelkie granice. W przerwie rozprawy powiedział, że oczekuje, iż prezydent Warszawy przeprosi za swoich pełnomocników. Wiceprezydent Warszawy Witold Pahl zapowiedział na konferencji w Ratuszu, że w czwartek miasto złoży wniosek o wyłączenie z prac komisji Jakiego, zarzucił mu działanie z pobudek politycznych.

Zarząd Fenix Group w stanowisku przekazanym mediom oświadczył, że firma z wyjątkową starannością podeszła do zakupu kamienicy przy Poznańskiej 14 i „w dobrej wierze, zgodnie z prawem” nabyła 63 proc. udziałów w tej kamienicy.
PAP/MoRo

37. rocznica podpisania porozumienia sierpniowego w Szczecinie. „Solidarnościowe przesłanie to fundament wolnej Polski”

Polski Sierpień i wolne związki zawodowe to jedne z wielkich symboli historii, także tej powszechnej – napisał prezydent RP Andrzej Duda. Według niego ideały Solidarności są ciągle aktualne.

Sygnał do rozpoczęcia obchodów pod bramą stoczni szczecińskiej dały w środę w samo południe stoczniowe syreny; złożono meldunek wojskowy i zabrzmiał hymn państwowy. Pod stocznią zgromadzili się przedstawiciele najwyższych władz, związków zawodowych, uczestnicy tamtych wydarzeń i mieszkańcy miasta.

Szefowa Kancelarii Prezydenta Halina Szymańska odczytała przesłanie Andrzeja Dudy skierowane do uczestników rocznicowych obchodów. „Polski Sierpień, powołanie wolnych związków zawodowych, dokonania 10-milionowego ruchu Solidarności to wielkie wydarzenia-symbole nie tylko naszej, lecz także powszechnej historii. Dały one początek wielkim zmianom, przyniosły koniec komunizmu i ukształtowały nowe oblicze Polski i Europy” – napisał prezydent Duda.

„Przed 37 laty Szczecin był jednym z najważniejszych miejsc, gdzie rozstrzygnęły się polskie losy” – kontynuował prezydent. „Zawsze będziemy pamiętać, że to właśnie tutaj zostało podpisane pierwsze z porozumień sierpniowych. Szczecin, który z taką determinacją wystąpił w obronie ludzkiej godności, praw pracowniczych w grudniu 1970 roku i tak boleśnie został doświadczony również 10 lat później, odważnie rzucił wyzwanie komunistycznej władzy” – podkreślał.

Prezydent zwrócił uwagę, że ideały Solidarności są ciągle aktualne i inspirujące. „Solidarnościowe przesłanie powinniśmy traktować jako etos założycielski, fundament wolnej Polski. Niepodległa, silna, sprawiedliwa Rzeczpospolita stanie się urzeczywistnieniem marzeń Polaków, gdy w powszechnym odczuciu wesprze się na takich podwalinach, jak dobro wspólne, podmiotowość obywateli, równość szans, poszanowanie praw pracowniczych, dialog społeczny czy zrównoważony rozwój” – dodał.

Andrzej Duda nawiązał także do referendum ws. konstytucji. „Z wielką satysfakcją uczestniczyłem w rozpoczęciu debaty konstytucyjnej, którym stała się konferencja zorganizowana przed kilkoma dniami przez komisję krajową NSZZ Solidarność. Zachęcam państwa do udziału w tej debacie poświęconej sprawom decydującym o pomyślności naszej ojczyzny. Głęboko wierzę, że uda nam się wspólnie budować Polskę czerpiącą swoją wielkość z solidarnościowego etosu” – napisał.

Wyraził także wdzięczność „ludziom Solidarności ze Szczecina, Pomorza Zachodniego i wszystkim, którzy w tym regionie tak ofiarnie zasłużyli się Polsce. Cieszę się z dobrych zmian, jakie się tutaj dokonują, świadczących o odradzaniu się przemysłu stoczniowego i gospodarki morskiej oraz o potencjale ekonomicznym tej ziemi i społecznej energii jej mieszkańców” – dodał na zakończenie.

„Solidarność to nie byli przywódcy, to nigdy nie były jednostki” – powiedział do zgromadzonych wicepremier i minister kultury Piotr Gliński. „Solidarność to był wielki manifest zbiorowej woli wolnego narodu, chcącego zrzucić z siebie jarzmo władzy pozbawionej jakiejkolwiek legitymizacji. Jednostki temu wielkiemu duchowi mogły trochę pomagać, mogły trochę przeszkadzać, ale nie mogły nim kierować, ni go powstrzymać. To była podmiotowość i tożsamość zbiorowa, i w najlepszym tego słowa znaczeniu – wspólnotowa” – dodał wicepremier.

Piotr Gliński zaznaczył także, że dzisiejsza obecność pod bramą stoczni to świadectwo dla kolejnych pokoleń Polaków i całej Europy, „która nie zawsze chce dziś pamiętać o tym naszym polskim Sierpniu, że nie zaginie pamięć o bohaterach tamtych sierpniowych dni. Nie zaginie pamięć o polskiej Solidarności. Solidarności, której mogą się od nas uczyć nasi bliżsi i nieco dalsi sąsiedzi, bo nie była to solidarność łatwa, deklaratywna i koniunkturalna, ale bardzo trudna i odpowiedzialna, za którą w tamtych czasach można było zapłacić cenę najwyższą. Niech Europa o tym pamięta” – podkreślał.

Zgromadzeni złożyli przed tablicą upamiętniającą poległych w Grudniu’70 kwiaty i wieńce. Wręczono także odznaczenia państwowe zasłużonym działaczom Solidarności i opozycji antykomunistycznej; Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyże Wolności i Solidarności.

Minister Gliński tuż po uroczystości zwiedził historyczną stołówkę stoczniową, wktórej podpisano w 1980 r. szczecińskie porozumienia. „Chcemy zbudować instytucję, która będzie w sposób godny upamiętniała ten szczeciński protest i szczecińską Solidarność z 1980 r. i lat późniejszych” – powiedział dziennikarzom. Jak dodał, „to doskonałe miejsce na tego rodzaju instytucję – upamiętniającą, a jednocześnie będącą instytucją edukacyjną, instytucją skierowaną także do przyszłości, do Polaków i całego świata”.

„Myślę, że wspólnie z miastem i IPN, a także gospodarzami, czyli Solidarnością i wszystkimi, którzy będą chcieli uczestniczyć w tym projekcie, zbudujemy takie centrum Solidarności szczecińskiej” – dodał wicepremier.

 

30 sierpnia 1980 r. podpisano porozumienie szczecińskie, kończące strajki 1980 r. na Pomorzu Zachodnim. Było to pierwsze z porozumień zawartych pomiędzy strajkującymi robotnikami a rządem. Kolejne podpisano następnego dnia w Gdańsku. Porozumienia sierpniowe doprowadziły do powstania NSZZ „Solidarność” – pierwszej w krajach komunistycznych, niezależnej od władz, legalnej organizacji związkowej – i stały się początkiem przemian z 1989 roku – obalenia komunizmu i końca systemu jałtańskiego.

Pierwsze strajki latem 1980 r. były reakcją na podwyżki cen mięsa i wędlin wprowadzone przez ówczesną ekipę Edwarda Gierka. W połowie sierpnia 1980 r. zaczęły się strajki na Wybrzeżu.

PAP/MoRo

Manifestacja ugrupowań prawicowych przed siedzibą KE w Warszawie przeciwko ingerowaniu w wewnętrzne sprawy Polski

Manifestanci nieśli hasła: „Ręce precz od Polski”, „TAK dla Europy ojczyzn, NIE dla brukselskiej biurokracji”, „Precz z eurofaszyzmem. NSZZ „Solidarność” zapowiedziała swój protest na 16 września. 

[related id=35867]Komisja Europejska odrzuciła we wtorek stanowisko Polski mówiące, że KE nie ma prawa ingerować w polski system sądownictwa. „Ramy procedury praworządności ustalają, jak Komisja powinna zareagować, jeśli pojawią się wyraźne zagrożenia dla praworządności w państwie członkowskim. KE uważa, że jest takie zagrożenie dla praworządności w Polsce” – powiedziała we wtorek na konferencji prasowej w Brukseli rzeczniczka KE Vanessa Mock.

„Komisja Europejska nie ma żadnych kompetencji dotyczących systemu sądownictwa; to przekracza jej kompetencje” – oświadczył wiceprzewodniczący Prawicy RP Marian Piłka. „Jest to kolejne wydarzenie, które organizuje wiceszef KE Frans Timmermans, które ma na celu nękać nasz kraj” – podkreślił polityk.

[related id=36054]Jak zaznaczył, KE ma prawo zwracać uwagę, jeśli są naruszane podstawowe wolności, „ale w Polsce nie są naruszane żadne wolności”. Według polityka w UE dąży się do utworzenia supermocarstwa, a Polska jest przeciwna tym dążeniom.

Prezes Unii Polityki Realnej, poseł Kukiz’15 Bartosz Jóźwiak mówił, że „nic mu o tym nie wiadomo, żeby Polska zrzekła się swojej niepodległości”. Jego zdaniem „Unię drażni to, że Polska jest na tle Europy białą plamą, krajem, w którym nie ma zamachów terrorystycznych, w którym można swobodnie wyrażać swoje opinie”.

„Jeżeli ktoś tu łamie prawa, to jest to Unia Europejska” – powiedział poseł. Jak ocenił, polityka emigracyjna UE ściągnęła do Europy „kłopoty, mordy i terroryzm”.

Tomasz Kalinowski ze stowarzyszenia Marsz Niepodległości i Obozu Narodowo-Radykalnego stwierdził, że „Polska jest atakowana, bo nie chce być jedną z federacji w Unii Europejskiej”.

Manifestanci demonstrowali z hasłami: „Ręce precz od Polski”, „TAK dla Europy ojczyzn, NIE dla brukselskiej biurokracji”, „Precz z eurofaszyzmem”.

Również dzisiaj zapadła decyzja, że NSZZ „Solidarność” zorganizuje 16 września protest przed siedzibą Komisji Europejskiej w Warszawie – poinformował w środę rzecznik związku Marek Lewandowski. To reakcja na działania KE ws. obniżenia od 1 października wieku emerytalnego w Polsce.

Decyzja o zorganizowaniu pikiety zapadła podczas obrad Komisji Krajowej Związku w Lubinie (woj. dolnośląskie).

Lewandowski podkreślił w rozmowie z PAP, że protest to sygnał, że „S” nie zgadza się z działaniami KE. „To polskie władze, zgodnie z wolą społeczeństwa, podjęły decyzję ws. wieku emerytalnego, która wejdzie 1 października” – mówił Lewandowski.

„Chcemy wysłać jednoznaczny sygnał unijnym urzędnikom, że nie odpuścimy tego tematu i będziemy z tym walczyć” – dodał rzecznik „S”.

W podobnym tonie wypowiedział się w Lubinie szef „Solidarności” Piotr Duda. „Przywrócenie wieku emerytalnego to decyzja Polaków, a nie unijnych komisarzy. Ja nie głosowałem na Junckera, czy Timmermansa, tylko na Prawo i Sprawiedliwość i prezydenta Andrzeja Dudę – czytamy słowa szefa związku zacytowane na stronie internetowej „Tygodnika Solidarność”.

NSZZ „Solidarność” zwrócił się kilka tygodni temu do KE z pytaniem, czy jej wiceszef Frans Timmermans, kwestionując różny wiek sędziów przechodzących na emeryturę w nowym prawie o sądach, w ogóle kwestionuje zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w Polsce. W odpowiedzi komisarz ds. równości płci Vera Jourova i komisarz ds. socjalnych Marianne Thyssen skierowały do przewodniczącego „S” list, w którym padło stwierdzenie, że „Komisja Europejska podejmie stosowne działania w celu zapobiegania dyskryminacji ws. różnego wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn”.

W odpowiedzi szef „S” podkreślił, że niższy wiek emerytalny kobiet to przywilej, nie dyskryminacja. Jego zdaniem KE próbuje ingerować w suwerenne decyzje polskich obywateli.

PAP/MoRo