Czesław Chrapek, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Skoczowie: Tutaj większość związkowców musi działać w utajnieniu!!!

Dzień 69. z 80/ Wisła/ W 2017 r., kiedy wszystkie strony sporu politycznego odwołują się do dziedzictwa NSZZ „Solidarność”, są regiony w Polsce, gdzie związkowcy muszą się przed pracodawcami ukrywać.

– Podpisanie Porozumień Gdańskich to ważna data w historii – powiedział Czesław Chrapek, przewodniczący NSZZ „Solidarność” okręgu Skoczów region Podbeskidzie. Przypomniał, że strajki w Bielsku Białej i regionie podbeskidzkim wybuchły trochę później. – Tu również podpisano porozumienia, ale to był przełom stycznia i lutego 1981 roku.

– Wówczas odbył się 10-dniowy strajk, który Lech Wałęsa przyjechał gasić – powiedział Chrapek. – Mało tego, był to pierwszy strajk polityczny, a dotyczyło to pewnych spraw określonych wówczas mianem przestępstw gospodarczych. Dzięki strajkowi usunięto wówczas władze wojewódzkie – był to zatem moment bardzo istotny dla tego regionu.

Jego zdaniem, do tej pory nie wypełniono wszystkich postanowień zawartego wówczas porozumienia, „bo są pewne punkty, które historia zamknęła”, a które de facto jeszcze nie zostały zrealizowane. Ma tu na myśli możliwość zrzeszania się w związki przez pracowników, którzy nie byliby represjonowani za przynależność przez pracodawcę.

Czesław Chrapek, składając kwiaty przed pomnikiem w Skoczowie, zauważył, że tablica jeszcze nie jest skończona. Zapytał autora pomnika, dlaczego, a ten odpowiedział, że zostanie skończona dopiero wówczas, gdy wszystkie postulaty z porozumień Solidarności zostaną zrealizowane.

Gość Poranka WNET uważa, że region podbeskidzki jest specyficzny, bowiem jego większą część zajmują tereny turystyczne. Do wyjątków należą Ustroń, Skoczów, Cieszyn, a zwłaszcza Bielsko-Biała, gdzie „Solidarność bardzo pracowała, aby powstał rejon przemysłowy, i to się udało, dzięki czemu mamy tutaj znikome bezrobocie”.

– Inwestorzy są bardzo zainteresowani otwieraniem kolejnych przedsiębiorstw ze względu na pragmatyzm cieszyński i pracowitość tych ludzi – powiedział związkowiec.

Zdecydowanie podkreślił, że do tej pory nie zrealizowano jednego z pierwszych postulatów porozumień sierpniowych, którym była wolność pracowników zrzeszania się w związki zawodowe.

– W mojej komisji międzyzakładowej połowa członków działa w utajnieniu przed pracodawcami ze względu na prześladowania ze strony pracodawców, jakie niesie ze sobą przynależność związkowa – powiedział Czesław Chrapek. – Pracownik, który zostaje członkiem związku zawodowego, z automatu zostaje pracownikiem drugiej kategorii. Jest to bardzo przykre. Niestety, zamyka się wtedy jego ścieżka kariery. To jest poświęcenie tych pracowników, którzy przynależą do związku zawodowego.

Dodał, że ludzie ci są często bardzo dobrymi organizatorami, a przez pracodawców są skazywani na wegetację jako pracownicy jedynie z powodu przynależności do związku zawodowego; pracodawcy nawet „walczą z tymi ludźmi”. NSZZ „Solidarność” bardzo intensywnie aktualnie pracuje, aby przekonać pracodawców do idei związków zawodowych.

– W ostatnim czasie zawiązały się na moim terenie, oczywiście w utajnieniu, kolejne dwie komisje związkowe w zakładach o światowej renomie – powiedział Czesław Chrapek. -Zastaliśmy tam taki stan, że wynagrodzenie wynosiło 6,40 zł na godzinę. To już jest coś nieprawdopodobnego, a niestety takie sytuacje mają tutaj miejsce.

Przypomnijmy, że w tym roku wprowadzono płacę minimalną w wysokości 13 zł za godzinę, w przyszłym – 13,5 zł za godzinę.

– Stawki 13 zł za godzinę dotyczą jedynie umów cywilnoprawnych, a nie  umów o pracę, gdzie w dalszym ciągu funkcjonują dawne stawki – wyjaśnił rozmówca Łukasza Jankowskiego. – Tam, gdzie udało nam się założyć związek, podnieśliśmy praktycznie tę stawkę o 100 procent, a i tak ledwie sięga tych prawie 13 zł, o których mowa w przepisach. Reszta jest uzupełniana dodatkami, żeby tę płacę minimalną osiągnąć.

– Ma to bardzo negatywne (niska płaca z godzinę – przyp. red.) przełożenie na godziny nadliczbowe, które są często naliczane od tak niskiego pułapu – powiedział związkowiec, który uważa, że należałoby jeszcze doprecyzować prawo pracy. NSZZ „Solidarność” już zgłaszał to w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i oczekuje zmian. W tej sprawie aktywnie działa minister Stanisław Szwed, który pochodzi z tego regionu.

– Trwają prace w komisji nad nowym kodeksem pracy, nad nową ustawą o związkach zawodowych. Mamy nadzieję, że tam znajdą się te zapisy  – powiedział Czesław Chrapek.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Pranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad ze związkowcem w części drugiej Poranka Wnet.

 

Irena Lasota z Waszyngtonu: Czy USA powinny wprowadzić sankcje wobec Chin jako protektora Korei Północnej?

Dzień 69. z 80 / Wisła / Poranek Wnet – W relacji Ireny Lasoty o napiętej sytuacji na Dalekim Wschodzie w związku zapowiedziami przeprowadzenia przez Koreę Północną kolejnych prób broni atomowej.

[related id=36762]W Poranku WNET nadawanym z Wisły Antoni Opaliński rozmawiał z Ireną Lasotą. Mieszkająca w Waszyngtonie dziennikarka uważa, że sprawa z Koreą Północną, która prawdopodobnie dokona kolejnej próby z bronią jądrową, jest bardzo poważna.

Zaistniała sytuacja nie jest wynikiem polityki Donalda Trumpa, ale kilkunastoletniej polityki prowadzonej przez USA, które nie traktowały poważnie tego, co się dzieje w Korei Północnej. Posyłano tam różnych emisariuszy. To był błąd, który Ameryka robi od kilkudziesięciu lat, od czasu do czasu próbując „dogadać się z wampirem”.

Jedyna rzecz, która może – zdaniem Ireny Lasoty – doprowadzić do ograniczenia zbrojeń Korei, to groźby i sankcje. Teraz jednak może już być na to za późno. Obecnie zaczyna się mówić o tym, że USA powinny wprowadzić sankcje wobec krajów, które handlują z Koreą Północną, czyli przede wszystkim wobec Chin. Czy jednak USA byłyby teraz w ogóle w stanie coś takiego zrobić? Chiny są od dawna protektorem Korei Północnej. Irena Lasota uważa, że wprowadzenie sankcji w reakcji na postępowanie Chin potrzebne było już dawno. Tymczasem Donald Trump mówi o zerwaniu umowy handlowej z … Koreą Południową.

Korespondentka Radia WNET zwraca uwagę na to, że tak naprawdę nie wiadomo, „czym jest Korea Północna” i jakie zasoby posiada. Dlatego też trudno przewidzieć, jakie byłyby skutki militarnego zaangażowania USA w konflikt z nią. Mogłoby to zmienić cały porządek świata. USA byłyby wtedy zaangażowane już nie tylko na Bliskim, ale też na Dalekim Wschodzie. Co by to miało oznaczać dla Europy i dla NATO, nikt nie wie.

Niewiadomą też jest to, co się dzieje w Korei Północnej. Dziennikarze, którzy tam byli, oglądali wioski potiomkinowskie. O północnokoreańskim mechanizmie sprawowania władzy, poza tym że jest to zaostrzona wersja komunizmu wojennego, nic nie wiadomo. Ośrodki analityczne podzielone są jak zawsze na tych, którzy „są bardziej gołębiami lub bardziej jastrzębiami”.

[related id=36586]Tymczasem tak samo jak nieprzewidywalna jest Korea Północna, tak też nieprzewidywalny jest sam Donald Trump. Jedyne, co jest przewidywalne, to sztab generalny i Pentagon. Według Ireny Lasoty generałowie nie dopuszczą do pochopnych kroków. Jak na razie Donald Trump zrobił ten sam błąd, który już kilkakrotnie popełnił Obama – krzyknął :”Ani kroku dalej, bo was rozniosę!”, ten krok został zrobiony i… jak na razie, nic się nie dzieje.

Irena Lasota liczy, że najbliższe dni przyniosą coś więcej niż rezolucje ONZ i ogólne wyrazy oburzenia.

Zapraszamy do wysłuchania całej relacji z Waszyngtonu w Poranku WNET w części piątej.

JS/Irena Lasota z Waszyngtonu

Jolanta Gruca, nauczycielka chemii: Dzięki reformie przedmioty ścisłe wreszcie odzyskały należne im miejsce

Dzień 69. z 80 / Wisła – Przedmioty ścisłe w szkołach średnich wreszcie odzyskają swoją rangę – powiedziała nauczycielka chemii z Wisły. Zdradziła też, co mysli o reformie szkolnictwa.

– Reforma, która dzisiaj startuje, jest na pewno potrzebna – uważa Jolanta Gruca, wieloletnia dyrektorka zespołu szkół w Wiśle (podstawówka i gimnazjum). – Nauczanie przedmiotowe na pewno rozwinie młodzież. Przedmioty ścisłe w szkołach średnich wreszcie odzyskają swoją rangę.

Zwróciła uwagę na fakt, że do tej pory na przedmioty ścisłe, takie jak chemia i fizyka, było bardzo mało godzin, co „ograniczało możliwość wykształcenia młodego człowieka, który startując w klasie pierwszej liceum, nie wiedział, co będzie w przyszłości robił”.
– Chemia jest, tak jak fizyka, trudnym przedmiotem i tutaj wielka jest rola dyrektora, bo jeśli godziny dyrektorskie choćby przez jeden semestr wspomogą nauczyciela, to jest to wielki plus – powiedziała Jolanta Gruca. Jej zdaniem fizyka i chemia zyskają na tej reformie, gdyż w szkołach średnich (ponadgimnazjalnych) ich nauczanie było ograniczone do jednej godziny tygodniowo, a teraz w cyklu będą aż cztrery godziny. Licea dotychczas były tylko kursem przygotowawczym do testowej matury.

Jej zdaniem istnienie gimnazjów generowało ponadto wielkie problemy wychowawcze.
Przyznała, że założenia, według których gimnazja miały powstawać przy liceach, rozminęły się z rzeczywistością, bowiem większość gimnazjów powstała przy podstawówkach. Tak właśnie działo się ze szkołami w Wiśle i okolicach.

Gość Poranka ocenia też, że obawa zwolnień, jaka wiązała się z wprowadzeniem reformy, w Wiśle nie ziściła się. Jej zdaniem to, aby nauczyciele nie tracili pracy, jest zadaniem dyrektora, który musi tak pokierować placówką, aby zapewnić zatrudnienie wszystkim dotychczasowym pracownikom. Natomiast likwidacja gimnazjów nie wiąże się z likwidacją tych szkół, ponieważ mają one możliwość przekształcenia się w podstawówkę lub w szkoły branżowe.

[related id=36651]- Z okazji nadchodzącego roku szkolnego chcę złożyć uczniom życzenia, aby wykorzystali wszystkie szanse, jakie daje szkoła, nie bali się zadawać pytań i poszukiwać na nie odpowiedzi. Nie zrażajcie się niepowodzeniami, bo one zawsze są. Zawsze możecie liczyć na pomoc ze strony swoich wychowawców i nauczycieli. Kolegom i koleżankom życzę sukcesów w realizacji zadań edukacyjno-wychowawczych w tym trudnym zawodzie – życzyła na koniec rozmowy pani Jolanta Gruca.

MoRo

Aby wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj.

4.09 / W 80 dni dookoła Polski / Dzień 69. / Zapraszamy na Poranek WNET z Wisły

Zapraszamy na kolejny etap naszej podróży. 4 września rozpoczynamy trasę wzdłuż Wisły.

Goście Poranka WNET z Wisły:

Maciej Kopeć – wiceminister edukacji narodowej;

Adam Słomka – polityk, działacz Konfederacji Polski Niepodległej;

Czesław Chrapek – przewodniczący NSZZ „Solidarność” okręg Skoczów, region Podbeskidzie;

Irena Lasota – publicystka, Waszyngton;

Józef Broda – pedagog, folklorysta, multiinstrumentalista;

Mariusz Woś – przewodnik PTTK;

Jarosław Gluza – rzeźbiarz;

Paweł Szarzec – stolarz, mieszkaniec Wisły;

Angelika Piecuch-Woźniak – kierownik oddziału Związku Parków Krajoznawczych Województwa Śląskiego w Żywcu;

Jolanta Gruca – nauczyciel chemii, b. dyrektor Zespołu Szkół nr 1 w Wiśle;

Wanda Przybylska – prezes Stowarzyszenia Grupa Twórców „Wiślanie”.


Prowadzenie: Łukasz Jankowski

Wydawca: Antoni Opaliński

Realizator: Karol Smyk

Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski


 

Część pierwsza:

Mariusz Woś o źródłach Wisły oraz o tym, jakie miejsca i szlaki turystyczne w Beskidzie Śląskim najbardziej warto odwiedzić.

Jarosław Gluca i Wanda Przybylska o powstaniu i działalności Stowarzyszenia Grupy Twórców „Wiślanie” oraz o sztuce ludowej artystów z Wisły.

 

Część druga:

Józef Broda o swojej pasji gry na trombicie, o dialekcie języka polskiego, jakiego używało się w Beskidzie Śląskim, a także o różnicach między Beskidem Śląskim i Żywieckim.

Paweł Szarzec o Beskidzie Śląskim w czasach panowania Franciszka Józefa oraz dwudziestoleciu międzywojennym.

Czesław Chrapek skomentował tegoroczną rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Mówił także o niskim bezrobociu oraz inwestycjach w regionie Beskidu Śląskiego.

Tutaj większość związkowców musi działać w utajnieniu!!!

 

Część trzecia:

Serwis informacyjny Radia Warszawa.

 

Część czwarta:

Maciej Kopeć o rozpoczynającym się dzisiaj roku szkolnym i reformie szkolnictwa, która rusza właśnie dzisiaj.

 

Część piąta:

Jolanta Gruca o zmianach w systemie edukacji, które jej zdaniem poprawią stan wiedzy uczniów.

Reforma jest przygotowana a w roku szkolnym 2017/2018 obejmie uczniów klas VII, I i IV.

Irena Lasota o coraz bardziej napiętych stosunkach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną w związku zapowiedziami Korei kolejnych prób bomby atomowej.

 Czy USA powinny wprowadzić sankcje wobec Chin jako protektora Korei Północnej?

 

Część szósta:

Adam Słomka o reformie polskiego sądownictwa i reparacjach wojennych od Niemiec dla Polski. Gość Poranka Wnet stwierdził, że prędzej czy później państwo Angeli Merkel zapłaci reparacje.

Do zmian w wymiarze sprawiedliwości trzeba podejść roztropnie i dobrze je przygotować.

 


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

 

Początek roku szkolnego/ Surdy: Reforma szkolnictwa była koniecznością, chociaż nie jest doskonała

Moim zdaniem zmiana do systemu 8 lat podstawówki, 4 lat liceum jest właściwa i tu nie mam wątpliwości, że to jest słuszne. Jeżeli mówimy o programie(…) to pewne rzeczy będzie trzeba modyfikować.

Kiedy rozpoczynaliście strajk głodowy w marcu 2012, czy mieliście świadomość, że możecie wpłynąć na władzę?

Mieliśmy nadzieję, że forma – niewątpliwie radykalna i ostateczna – jaką przyjęliśmy, może przynieść efekt, ale wpłynie nie tyle na samą władzę, ile na ożywienie środowisk, pokazanie problemu, i zmobilizuje społeczeństwo do zajęcia stanowiska. Liczyliśmy, że władza będzie reagować na żądania społeczne, na wyraźne oczekiwania. Akcja zaczęła się od listów z inicjatywy prof. Andrzeja Nowaka i wiele uznanych osób pisało wcześniej do włodarzy państwa bez efektu.

Liczyliście, że władza zareaguje?

Liczyliśmy na odzew społeczny, na nagłośnienie problemu, który był właściwie widziany, nie tyle nauczycieli czy uczniów, ile przez środowisko akademickie, bo ono sygnalizowało w swoich wystąpieniach problem, co dzieje się z oświatą. Dla nas ważniejszy był problem w ogóle oświaty, nie tylko nauki historii, ale całości szkolnictwa i problemów wynikających z poprzedniej reformy.

 Co się wydarzyło, że odstąpiliście od tej formy protestu po 13 dniach?

Zadecydowało kilka czynników. Zobaczyliśmy, że w tak krótkim czasie, jakim była ta głodówka – dla nas długim, ale z perspektywy – niecałe dwa tygodnie – krótkim, efektu większego ponad to, co uczyniliśmy, nie widzieliśmy. Nie planowaliśmy irlandzkiej głodówki, czyli do śmierci. Zakładaliśmy, że wzruszymy sumienia, wzruszymy opinię, ale nie planowaliśmy oczywiście śmierci głodowej. I tak to było wystarczające wyrzeczenie. Udało nam się uruchomić też inne ośrodki. Po nas głodówkę rotacyjną przejęła Warszawa – Adam Borowski (działacz Solidarności Walczącej) z innymi ludźmi. Wtedy ustaliliśmy, że zmieniamy formułę na rzecz rotacyjnej, czyli że protest przejmują poszczególne ośrodki. Po to, żeby też obudzić innych, bo w Krakowie widzieliśmy to ożywienie, pielgrzymki, które przychodziły do kościoła, koncerty, zaangażowanie wielu osób, wyrażanie poparcia przez różne środowiska. Ze strony rządu był ewidentny blok na informację i to widzieliśmy. Mieliśmy też sygnały, np. z telewizji Kraków, która chciała wysłać materiały do centrali, że była blokowana. To było zresztą sprytne ze strony rządzących, że próbowali zablokować. To kiedyś komuniści robili – próbowali odcinać Wybrzeże, kiedy strajkowało, nie dopuścić do rozprzestrzenienia się informacji o strajkach. Tutaj pozwolono regionalnej telewizji, radiu nadawać, ale już w centrali nie szło. Dopiero pierwszymi akcjami ogólnopolskimi były relacje, o dziwo, w telewizji Polsat. I kiedy poszły pierwsze informacje w Polsacie, to ta blokada informacyjna została przełamana. Chcieliśmy pokazać, że nie jest to protest środowiska bezpośrednio zainteresowanego, czyli nauczycieli. Jeśli już, to rodziców zatroskanych o edukację swoich dzieci. Nasz mandat wynikał z naszych życiorysów, ludzi zajmujących się sprawami publicznymi, społecznymi od lat 80. XX wieku. Chcieliśmy pokazać, że to nie jest strajk o miejsca pracy czy o pieniądze, ale o wartości. Walka o tych, którzy nie mogą protestować, albo nie potrafią. To przyświecało nam w czasach komuny, to jest nam bliskie i dziś.

Od waszego protestu głodowego minęło 5 lat. Stoimy w obliczu kolejnej reformy w oświacie. Jak Pan ocenia kierunek tej reformy?

Uważam, że ona jest pewną koniecznością. Moim zdaniem zmiana do systemu 8 lat podstawówki, 4 lat liceum jest właściwa i tu nie mam wątpliwości, że to jest słuszne. Jeżeli mówimy o programie, to mam świadomość, że pewne rzeczy będzie trzeba modyfikować, ale to tak jest w życiu, że nie ma doskonałych mechanizmów. Trzeba będzie zwrócić baczną uwagę, posłuchać różnych krytycznych głosów, które się pojawią, bo pewnie wśród słów krytycznych będą i te, które będą wychodziły z troski czy z rzeczywistej potrzeby poprawy.

 Czy spodziewa się Pan na jesieni wokół reformy wysokiej temperatury politycznej?

Myślę, że nie. Słuchałem różnej argumentacji jednej i drugiej strony i przekonujące jest dla mnie, że nie ma zagrożenia dla nauczycieli i ich miejsca pracy. Poza tym może to wreszcie spowodować, co było pewnym problemem, że przerosty klas znikną i że teraz będą rzeczywiście mniej liczebne klasy. Przynajmniej chciałbym, żeby tak było, żeby bardziej zindywidualizować tę edukację. Zresztą to jest jedyna szansa, żeby nauczyciel, przy bezpośrednim kontakcie, dawał sobie radę z konkurentem, jakim stał się dzisiaj wszechobecny Internet i wiadomości płynące z Internetu. Przy jak najbardziej zindywidualizowanym trybie edukacji nauczyciel będzie w stanie obronić swój autorytet, korzystając z tych wszystkich nowinek cywilizacyjnych.

PAP

Grzegorz Surdy od 1981 działał w NZS. W latach 1983-1984 był redaktorem podziemnego pisma „Tymczasem”. W latach 1988/89 przewodniczący, następnie wiceprzewodniczący Komisji Uczelnianej NZS UJ, członek Prezydium Krakowskiej Rady Koordynacyjnej NZS. W marcu 2012 współorganizator, uczestnik głodówki w kościele św. Stanisława Kostki w Krakowie przeciwko degradacji polskiej edukacji; współzałożyciel, członek sekretariatu Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej.

 

Dyskusja w Polsce na temat reparacji. Czarnecki: Jeżeli Niemcy nie chcą płacić reparacji, to Polska to umiędzynarodowi

W Polsce trwa dyskusja na temat reparacji wojennych. Jej echa dyskutowane są w Berlinie. Zbierane są wstępne ekspertyzy prawne w tej sprawie, która w mediach funkcjonuje już od dwóch miesięcy.

[related id=36629]Wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki (PiS) podkreślił, że gdyby były jakiekolwiek dokumenty potwierdzające, że Polska zrzekła się reparacji, to Niemcy natychmiast by je przedstawiły. „A więc skoro nie ma dokumentów, że Polska się tych reparacji zrzekła, to jest to bardzo dla nas ważny moment i nasze roszczenia, rewindykacje, kwestia reparacji wojennych ze strony Niemiec dla Polski i Polaków, nabiera nowego kształtu” – powiedział w niedzielę w programie Radia Zet i Polsat News.

„Jeżeli Niemcy chcą mówić 'nie’ i chcą twardo mówić, że nie będą płacić reparacji, to my tę sprawę umiędzynarodowimy i nie będzie to z korzyścią dla wizerunku Niemiec” – powiedział Czarnecki.

[related id=36476]Przypomniał, że 1 stycznia 2018 r. Polska rozpocznie swoją dwuletnią kadencję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. „Na pewno w Parlamencie Europejskim mogę sobie wyobrazić jako wiceprzewodniczący zarówno interpelacje składane zarówno do Komisji Europejskiej i do Rady, jak i publiczne wysłuchania w tej izbie, jak też wnioski w naszej frakcji europejskich konserwatystów i reformatorów w sprawie zgłoszenia tego do porządku obrad” – wskazał.

Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński podkreślił, że Polska podczas II wojny światowej poniosła ogromne straty ludzkie i materialne, a Niemcy „w żaden sposób należyty nie zadośćuczyniły Polsce i Polakom za doznane krzywdy”. „Najpierw dobrze by było, żeby zostały w odpowiednich resortach sporządzone analizy, na ile jest to kwestia możliwa, a na ile nie” – powiedział.

„Pamiętajmy, że kilka lat temu Niemcy ukończyli spłacanie reparacji wojennych zdaje się Belgii i innym krajom za I wojnę światową. (..) Płacili przez niemalże 100 lat te reparacje co roku, więc nawet jeśli ktoś mówi o tych sumach, to wiadomo że reparacji nie płaci się zazwyczaj jednorazowo” – zaznaczył Krzysztof Łapiński.

Opozycja krytycznie

Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna) oceniła, że kwestia reparacji wojennych od Niemiec to „czysta gra pozorów”.  Również posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska oceniła, że jeżeli ktokolwiek chciałby „poważnie podważyć umowy, ład i porządek, który został wprowadzony”, to są do tego zupełnie inne metody i instrumenty.

„Nie ulega wątpliwości, że z punktu widzenia moralno-historycznego reparacje się Polsce należą” – powiedział wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz’15). Zaznaczył jednocześnie, że „nie wolno tak sobie rzucać hasła, tylko po to, żeby znowu dzielić Polaków, w sposób bardzo mocno populistyczny”.

„Polityka zagraniczna PiS (…) to są puste hasła PR-owe, obietnice, butne groźby, otwieranie frontu, kłócenie się ze wszystkimi państwami i nie ma w tym żadnych korzyści dla Polaków, a my mamy bardzo poważne sytuacje w tym momencie na arenie międzynarodowej, choćby to, że chcą wyrzucić z państw Europy Zachodniej polskich pracowników delegowanych” – powiedział Tyszka.

Zdaniem Marka Sawickiego (PSL) jeśli rząd PiS „występuje z roszczeniami wobec Niemiec, to musi na równi występować także z roszczeniami wobec Rosji”.

„Zniszczenia, jakich dokonywała na terytorium Rzeczypospolitej Rosja w czasie II wojny światowej i długo po niej, są także ogromne” – podkreślił. „Jeśli odważnie i poważnie PiS traktowałby sprawę, to najpierw przygotowałby ekspertyzy prawne ze strony rządu, ekspertów, a dopiero później wystąpił z tym na forum międzynarodowym” – dodał.

PAP/MoRo

Dwa tysiące nazw ulic ulegnie zmianie. Samorządy pytały IPN, czy dekomunizować Kościuszkę i Sosnkowskiego

Na początku września każdy wojewoda otrzyma szczegółowy spis nazw ulic i placów symbolizujących ustroje totalitarne. One powinny być zmienione – pisze dr Maciej Korkuć z IPN w swoim felietonie.

[related id=34696]W nowy etap wchodzi realizacja ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. To jedna z nielicznych ustaw, za którą głosowali niemal wszyscy posłowie.

Ustawa dała samorządom roczny termin na dokonanie w sposób samodzielny zmian wszystkich nazw, które „upamiętniają osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny”.

Od 2 września wojewodowie będą zobowiązani w terminie 3 miesięcy do wydania tzw. zarządzenia zastępczego, w którym wprowadzą nową nazwę w miejsce niezmienionej. Zarządzenia takie będą wydawane na podstawie opinii IPN.

W IPN już od ponad roku działa specjalny zespół, który realizuje ustawę. Na początku września każdy wojewoda otrzyma szczegółowy spis nazw ulic i placów, które powinny zostać zmienione. To wynik szczegółowego przeglądu dokonanego przez pracowników IPN na terenie wszystkich gmin w kraju.

Już dzisiaj wiadomo, że liczba zlokalizowanych tego typu nazw ulic i placów symbolizujących ustroje totalitarne wynosi około 2 tysiące. W różnych regionach liczba tych propagandowych upamiętnień jest zróżnicowana. Na przykład w województwie małopolskim przegląd ujawnił niemal 100 nazw, które będą podlegać zmianie, w Wielkopolsce – ponad 230, w zachodniopomorskim – ponad 150, w pomorskim – ponad 160.

Po zestawieniu wskazanych nazw z uchwałami, które w ostatnich miesiącach były i wciąż są procedowane w radach gmin okaże się, ile z nich będzie musiało zostać objętych rozstrzygnięciami nadzorczymi wojewodów.

Realizacja ustawy została uznana przez IPN za dobrą okazję do akcji edukacyjnej ukierunkowanej także na kształtowanie świadomości obywatelskiej. Do każdej nazwy wskazanej do zmiany dołączona jest nota historyczna wyjaśniająca jej charakter.

Również podczas bezpośrednich spotkań z samorządowcami pracownicy IPN objaśniali rzeczywiste znaczenie wydarzeń, dat i rolę osób upamiętnionych w nazwach ulic. Wiele z nich to działacze albo struktury komunistyczne. Spuścizną PRL było również fałszowanie pojęć i propagandowe zawłaszczanie bohaterów, którzy z komunizmem nie mieli nic wspólnego.

Historycy wielokrotnie musieli samorządom wyjaśniać, że takie postaci, jak niepodległościowi socjaliści Stefan Okrzeja czy Bolesław Limanowski, są błędnie kojarzone z komunizmem. W niektórych miejscowościach IPN wręcz blokował zmiany takich nazw jak chociażby ul. Batalionów Chłopskich, tłumacząc, że to struktura niepodległościowa i jeden z trzonów Armii Krajowej po scaleniu. Zdarzały się też kuriozalne pytania samorządów, czy dekomunizacji będą podlegać tacy bohaterowie polskiej historii jak: Tadeusz Kościuszko, Romuald Traugutt czy Kazimierz Sosnkowski.

Instytut Pamięci Narodowej w wielu wypadkach zderzał się z próbami obejścia zapisów ustawy. Zdarzało się, że na pośpiesznie zwoływanych różnego rodzaju zebraniach mieszkańców straszono kataklizmem rzekomych kosztów do poniesienia i zamętu organizacyjnego, łącznie z absurdalnymi zapowiedziami załamania obiegu korespondencji.

Tymczasem ustawodawca w sposób jednoznaczny zastrzegł, że wszystkie dokumenty zawierające stare nazwy zachowują swoją ważność, a zmiany w księgach wieczystych, rejestrach, ewidencjach i dokumentach urzędowych, dokonane w związku z realizacją ustawy, są wolne od opłat. Takie instytucje jak Poczta Polska jednoznacznie zapowiedziały, że z dostarczaniem listów nie będzie żadnego problemu.

Ustawa nie dotyczy tylko okresu PRL. W tym samym stopniu dotyczy bowiem także nazw nadanych w III Rzeczypospolitej (jak chociażby rondo Edwarda Gierka w Sosnowcu – mieście, gdzie się urodził). Zakaz dotyczy też nazw, które będą uchwalane w przyszłości.

Choć utarło się już o ustawie mówić „dekomunizacyjna”, to blokuje ona także gloryfikowanie innych ustrojów totalitarnych. Dochodziło już w Polsce do precedensowych zdarzeń, kiedy publicznie gloryfikowano ludzi związanych z niemieckim narodowym socjalizmem. Na przykład w ostatnich latach w Gdańsku na patrona tramwaju został wybrany Adolf Butenandt, mimo że jest on oskarżany o współpracę z Josefem Mengele – jednym z najstraszliwszych specjalistów od eksperymentów pseudomedycznych w KL Auschwitz.

dr Maciej Korkuć

PAP

dr Maciej Korkuć  historyk, naczelnik OBUWiM IPN w Krakowie, wykładowca Akademii Ignatianum.

Szef MON Antoni Macierewicz: Nie ma żadnych dokumentów potwierdzających zrzeczenie się przez Polskę reparacji

Nie ma żadnego dokumentu, nawet z PRL, który by potwierdzał zrzeczenie się przez Polskę reparacji wojennych od Niemiec – powiedział szef MON. Nie ma żadnej milczącej zgody na zrzeczenie się reparacji.

Szef MON był w TVP pytany o piątkową publikację „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, mówiącą o tym, że eksperci Bundestagu uznali, iż Polska nie ma podstaw do odszkodowań od Niemiec i że w 1990 r. była „milcząca zgoda” Polski na zrzeczenie się reparacji. „To w sposób oczywisty jest nieprawda” – powiedział Macierewicz.

Jak mówił, w kwestii reparacji strona niemiecka odwołuje się do decyzji „państwa marionetkowego, państwa okupacyjnego, czyli PRL, które nie miało znamion suwerenności”.

„Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie ma żadnego dokumentu, nawet PRL-owskiego, który by potwierdzał zrzeczenie się reparacji. Bo trudność uznać artykuł w Trybunie Ludu za oficjalne, udokumentowane stanowisko państwa PRL-owskiego w tamtym czasie. Jest oświadczenie, i owszem, ale strony sowieckiej, rządu sowieckiego” – podkreślił Macierewicz.

„Ci politycy, bądź ci prawnicy którzy by uważali, że oświadczenie rządu sowieckiego w imieniu Polski jest dokumentem wystarczającym narażają się na śmieszność” – dodał.

Odniósł się do opinii, że polskie żądania reparacji są „zaprzeczeniem wspólnego, spoglądającego w przyszłość projektu między Niemcami i Polską”. „Jest dokładnie przeciwnie, to jest warunek wspólnego projektu” – podkreślił szef MON.

Jak mówił, nie da zrekompensować finansowo straszliwych strat z czasów II wojny światowej; powołał się m.in. na 6 mln zamordowanych obywateli polskich oraz zrównanie z ziemią Warszawy, Wielunia i dziesiątków innych miast. „Nie ma takich pieniędzy, które pozwolą zrekompensować tego typu straty, nie mówiąc o dramatycznych cierpieniach całej ludności Polski i utraty niepodległości na ponad 50 lat” – powiedział.

Zaznaczył jednak, że „dopiero wyrównanie tych krzywd finansowe umożliwi rzeczywiste, skuteczne, długofalowe budowanie wspólnego projektu” – powiedział.

Dodał, że w 2004 r. złożył w Sejmie projekt uchwały mówiący o konieczności domagania reparacji został przyjęty jednogłośnie przez cały Sejm. Na uwagę, że opozycja ws. reparacji mówi, że „zaszkodzi to stosunkom z Niemcami”, odparł: „Rzeczywiście słyszę takie słowa, ale myślę, że to są ludzie, którzy są w pewnym stanie umysłowo-emocjonalnym na tyle niestabilnym, że nie traktuję tych słów serio”.

„Trudno jest mi sobie wyobrazić polskiego polityka, który jest gotowy odmówić, zrezygnować, działać na szkodę państwa polskiego, odmawiając Polsce należnej rekompensaty za straszliwe zniszczenia i cierpienie, jakie Polska poniosła, to jest dla mnie po prostu niewyobrażalne” – powiedział szef MON.

PAP/MoRo

We Francji wciąż mówi się o Polsce. Nie należy przywiązywać zbyt wielkiej wagi do tych wypowiedzi

Tenor wszystkich wypowiedzi niechętnych Polsce jest taki: my nie mamy wprawdzie pracy, pieniędzy ale mamy demokracje. W Polsce demokracja jest zagrożona.

W dzisiejszym Poranku z Wielunia Antonii Opaliński telefonicznie połączył się z Piotrem Wittem, korespondentem Radia Wnet, który opowiedział o echach polskich spraw we Francji.

We Francji wciąż mówi się o Polsce. Jednak „przeceniamy i wyolbrzymiamy znaczenie tych wypowiedzi”. Gdy francuski prezydent przemawia w Bułgarii, Polsce czy Pekinie, swoją wypowiedź przede wszystkim kieruje do wyborców, Francuzów, i do nich się zwraca.

Powakacyjny powrót do codzienności jest we Francji zawsze bardzo burzliwy, charakteryzuje się strajkami, a według komentatorów w tym roku strajki będą szczególnie nasilone. Francja ma poważne problemy wewnętrzne, na przykład ogromy dług publiczny. Deficyt budżetowy w tym roku wynosi ok. 80-100 miliardów euro.

Innym palącym problemem jest rosnące bezrobocie. Były prezydent François Hollande przed ustąpieniem ze stanowiska stworzył mechanizm fikcyjnego zatrudnienia. Zatrudnił około trzech milionów osób na krótki termin, w „bardzo fantazyjnych”, zupełnie niepotrzebnych zawodach. Teraz to wszystko się skończyło, a te trzy miliony wraca na rynek bezrobotnych.

– Jest problem późnych emerytur, z którymi społeczeństwo bardzo się nie zgadza, jest problem kodeksu pracy, jest problem oświaty. Nie wiem, czy do państwa dotarła ta wiadomość, ale w Polsce poziom oświaty jest całkiem dobry. Świadczą o tym wyniki olimpiad szkolnych, tych licealnych, w których Polska jest liderem światowym  i ma największą liczbę złotych medali.

Kolejnym coraz większym problemem Francji jest niepopularność Emmanuela Macrona, który wygrał wybory w maju, a urząd objął w czerwcu. Po dwóch miesiącach rządów jego poparcie z 72 procent spadło zaledwie do 30 procent zadowolonych z jego rządów.

– Tenor tych wszystkich wypowiedzi, bardzo Polsce niechętnych, jest taki: my nie mamy wprawdzie pracy, nie mamy pieniędzy, ale mamy demokrację. W Polsce demokracja jest zagrożona, ponieważ rząd chce uchwalić ustawę dotyczącą sądownictwa.

Jego zdaniem ustawa w Polsce jest absolutnie konieczna, o czym wiedzą wszyscy Polacy, a wymiar sprawiedliwości trzeba oczyścić, jednak o tym się we Francji nie mówi.

Rząd wybrany we Francji przez bankierów jest lewicowy. Jednak kraj stał się prawicowy, czego dowiodły wybory, w których Marine Le Pen byłaby prezydentem, gdyby nie fatalne wystąpienie w telewizji.

Na koniec Piotr Witt przytoczył komentarz wybitnego francuskiego adwokata o sporze prezydenta Francji z Beatą Szydło: „Nauczycielka niesfornemu i złemu uczniowi dała klapsa”.

Całego Poranka można posłuchać tutaj. Komentarz Piotra Witta w części drugiej.

MW

Beata Kempa: Polska dzisiaj pokazuje, że jest krajem równoprawnym w Europie. Nie będzie stać w kącie i czuć się gorsza

Dzień 66. z 80 / Wieluń / Poranek Wnet – 1 września uprawnia nas do tego, żeby powiedzieć, że w nasze własne sprawy po prostu nie wolno się wtrącać – powiedziała Beata Kempa.

W dzisiejszym Poranku z Wielunia gościem Antoniego Opalińskiego była szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Beata Kempa.

W rozmowach z mieszkańcami miasta można zauważyć, że nadal istnieją różne układy. Partie, które rządziły od zawsze, mimo zmian swoich nazw rządzą nadal. „Dobra zmiana” nie do końca dotarła jeszcze do Wielunia – stwierdził Antoni Opaliński.

– Kwestia „dobrej zmiany” to jest przede wszystkim proces. W przeciągu roku czy półtora, a z takim okresem mamy do czynienia, nie będziemy w stanie zrobić wszystkiego – powiedziała Beata Kempa.

Szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wraz z ministrem Henrykiem Kowalczykiem, szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów, już o poranku spotkali się ze strukturami Prawa i Sprawiedliwości i rozmawiali na temat ważnych spraw dotyczących Wielunia – zmian i tego, co powinno być zrobione w mieście.

Kluczowe znaczenie dla „małych ojczyzn” i „dobrej zmiany” mają wybory samorządowe. Duże rządowe programy, jak 500+, leki dla seniorów, mieszkanie+ – są ważne i pomocne, jednak „to, co bezpośrednio dotyczy żywotnych interesów życiowych obywateli, to kwestia w dużej mierze samorządów”. Prawo i Sprawiedliwość ma ludzi zdolnych dokonać zmiany. Ważne jest, żeby do wyborów stawali ci, którzy chcą coś zrobić, są aktywni, żeby to oni stawali się liderami lokalnymi.

– Ja wiele razy w takich wyborach startowałam, zawsze z bardzo dobrym skutkiem, powiem może nieskromnie, ale też bywały wybory, kiedy paręnastu głosów brakowało, żeby odnieść sukces. Nie ustawaliśmy w boju i szliśmy dalej do przodu. To pokazuje, że przede wszystkim jest nam potrzebna determinacja.

Beata Kempa, zapytana o reformę sądownictwa, powiedziała, że w jedności obiecywanej wyborcom „jest miejsce na różnorodność i na dobrą rzeczową dyskusję”. Prezydent zadeklarował, że ustawy są przygotowywane i niedługo zostaną przedłożone w Sejmie. Wtedy zaczną się nad nimi rzetelne prace, ponieważ cel jest jeden: reforma wymiaru sprawiedliwości. To jest warunek całej reformy państwa. Wiele reform już się udało, jednak na reformę sądownictwa już od wielu lat czeka rzesza Polaków.

Sądy muszą być przede wszystkim sprawiedliwe, uczciwe, profesjonalne i sprawne. Wiadomo że w sądzie jedni przegrywają, inni wygrywają. Zawsze będą osoby niezadowolone, chociażby z tego, że przegrali spór.

– Sprawność postępowania często jest determinantem tego, jak wymiar sprawiedliwości jest postrzegany. Przypomnę, że na wymiar sprawiedliwości bodajże w tej chwili łożymy (…) około 12 miliardów złotych. To jest naprawdę potężna suma. Polacy mają prawo oczekiwać, że sądy przede wszystkim będą działały sprawnie.

Kempa w Radiu Wnet powiedziała, że jest „dumna z polskich europosłów”, z europosłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy wczoraj wprost powiedzieli panu Timmermansowi, że nie może wtrącać się w wewnętrzne sprawy Polski. Wymiar sprawiedliwości od dawna potrzebował reformy. Proponowane rozwiązania są stosowane w wielu przypadkach w innych krajach Unii.

– Szukają okazji, żeby pokazać, że nasze miejsce jest wciąż w kącie Europy. Tak nie jest. To nie jest tak, że Francja, Niemcy będą wciąż hegemonami, będą dyktować warunki. Dzisiejszy dzień, właśnie dzisiejszy dzień, 1 września, tutaj w Wieluniu uprawnia nas do tego, żeby powiedzieć, że w nasze własne sprawy po prostu nie wolno się wtrącać. Bo jeśli sami siebie nie uszanujemy, to nie liczmy na to, że nas ktokolwiek uszanuje.

Beata Kempa podkreśliła, że rząd polski został wybrany przez obywateli, Polaków, „którzy postawili na zmianę i domagają się tej zmiany”, więc będziemy wprowadzać zmiany, reformy potrzebne polskiemu narodowi i nie powstrzyma nas strach przed Timermansem i innymi liberałami bądź osobami, które mają „lewackie zapatrywania”.[related id=36322]

Postępowanie niektórych polskich posłów, jak na przykład Borysa Budki, jest karygodne i niedopuszczalne. Nie można pozwolić, aby nie do końca świadomi tego, co robią, politycy przyzywali interwencji zewnętrznych, jakimi byłyby sankcje czy kary.

Szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów powtórzyła za profesor Barbarą Fedyszak-Radziejowską, że tak naprawdę Polska stara się przywracać w Europie świadomość tego, że jesteśmy równoprawnym w stosunku do pozostałych krajem. Będzie to budziło opór, bo Polska wciąż jest postrzegana jako ta, która ma „stać w kącie, w rogu i czuć się tą gorszą w Europie”.

Całego Poranka można posłuchać tutaj. Rozmowa z szefową Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Beatą Kempą w części piątej.

MW