12.09/ W 80 dni dookoła Polski/ Dzień 77. z 80/ Zapraszamy na Poranek WNET z Czerwińska

Podczas podróży wzdłuż królowej polskich rzek, dotarliśmy do Czerwińska. Zapraszamy na opowieść o tym niezwykłym miejscu i sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, którym opiekują się Salezjanie.

 

Goście audycji:

Maciej Wąsik – Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów;

Rafał Ziemkiewicz – publicysta „Do rzeczy”;

Ks. Piotr Wyszyński – salezjanin

Ryszard Gortat – były wójt Czerwińska, ojciec obecnego wójta;

Artur Czapliński – radny powiatu płońskiego;

Waldemar Olejniczak – poseł PiS;

Jarosław Dąbrowa – nauczyciel;

Teresa Pietrzak – historyk;

Dariusz Umięcki – nauczyciel, historyk.

 


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca: Małgorzata Wieczorek

Wydawca techniczny: Jan Brewczyński


Część pierwsza:

Krzysztof Skowroński wprowadza w klimat Czerwińska

Jarosław Dąbrowa określił Czerwińsk jako zapomnianą perłę Mazowsza.

Artur Czapliński stwierdził, że w miasteczku pod klasztorem zatrzymał się czas. Wypowiedział się krytycznie wobec działalności marszałka Adama Struzika. Zdaniem rozmówcy Krzysztofa Skowrońskiego, zajmuje się on przede wszystkim polityką krajową i promowaniem samego siebie, nie działając na rzecz Mazowsza.

Ks. Piotr Wyszyński oprowadził po zakonie salezjanów.

Teresa Pietrzak przedstawiła historię cudu, który dokonał się w sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia.

 

Część druga:

Waldemar Olejniczak opowiedział o mozolnej pracy zmiany przepisów obowiązujących przedsiębiorców. Zapytany o stworzenie prostych ustaw, które nie dałyby manewru urzędnikom, stwierdził, że nie jest to możliwe z powodu złożoności różnych dziedzin przemysłu, którego mają dotyczyć. Jego marzeniem jest nowy, polski samochód osobowy.

Cykl audycji ekonomicznych Radia Wnet. Dzisiaj o tym, dlaczego należy unikać kredytów i pożyczek.

Krzysztof Nowicki mówił o utrzymaniu plantacji oraz sytuacji na rynku truskawek, a także wyrecytował wiersz opowiadający o wyprawie Jana III Sobieskiego, która odbyła się 334 lata temu.

 

Część trzecia:

Ryszard Gortat opowiedział o olbrzymim głazie narzutowym, który podczas II wojny światowej został częściowo zniszczony przez Niemców, gdyż przeszkadzał im w wywożeniu polskich dóbr. Z głazem wiążą się legendy, w tym o ukrytym pod nim skarbie templariuszy. Podobno cieszy się także szczególnym zainteresowaniem ptaków i bobrów. Po rozmowie z prof. Andrzejem Sadurskim opowiedział historię żydowskiej dziewczynki uratowanej przez jego ojca.

Andrzej Sadurski przedstawił mazowiecki odcinek Wisły.

 

Część czwarta:

Serwis informacyjny Radia Warszawa i słup ogłoszeniowy Radia Wnet

 

Część piąta:

Maciej Wąsik zachęcił do odwiedzenia Czerwińska oraz całego Mazowsza, w tym jego rodzinnej miejscowości. Ocenił, iż Prawo i Sprawiedliwość łączy w sobie nurt pozytywistyczny i romantyczny. Jego zdaniem opozycji brakuje argumentów, na które mogłaby rozsądnie walczyć z partią rządzącą. Zapytany, czy zostaną rozliczone afery, które działy się za poprzedniej władzy, odparł, że młyny sprawiedliwości mielą wolno, ale prace prokuratury i służb wiąż trwają.

Ryszard Gortat opowiedział o usypaniu kopca Kościuszki.

 

Część szósta:

Rafał Ziemkiewicz stwierdził, że Czerwińsk mógłby być miejscowością turystyczną niczym Kazimierz nad Wisłą. Wymaga to inwestycji zarówno w samej miejscowości, jak i w Warszawie oraz na trasie łączącej te miejscowości. Komentując Dobrą Zmianę, uznał, że jeżeli PiS nie popełni błędów, to poparcie dla tej partii powinno być jeszcze większe niż obecnie.

 

Część siódma:

Ryszard Gortat kontynuował opowieść o uratowaniu przez jego ojca żydowskiej dziewczynki. Jego ojciec, gdy otrzymał medal Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, przekazał go do kościoła, uznając, że należy się on wszystkim mieszkańcom, ponieważ nikt go nie wydał.

Dariusz Umięcki opowiedział o wotach, które zostały złożone w czerwińskim sanktuarium, które po przeniesieniu stolicy do Warszawy stało się kościołem często odwiedzanym przez królów.

Ks. Mariusz Lach przedstawił działania teatru ITP, a Julia Laskowska zapowiedziała spektakl „Prorock” – musical rockowy. Jest to przedstawienie oparte na biblijnej historii proroka Daniela.

Ks. Piotr Wyszyński opowiedział o dzisiejszej działalności klasztoru, w tym o imprezach, które organizują salezjanie.

 


Cała audycja:

 

13.09/ W 80 dni dookoła Polski/ Dzień 78. z 80/ Zapraszamy na Poranek WNET z Torunia

W naszej podróży wzdłuż Wisły trafiliśmy do Torunia, gdzie spotkaliśmy Mikołaja Kopernika we własnej postaci.

Goście audycji:

Krzysztof Czabański – przewodniczący Rady Mediów Narodowych;

Prof. Wojciech Polak – historyk;

Karol Wojtasik – radny miasta Torunia;

Bogdan Czajkowski – reżyser;

Wojciech Jankowski – korespondent Radia Wnet;

Jacek Żurawski – przewodniczący zarządu NSZZ Solidarność regionu toruńsko-włocławskiego;

Piotr Witt – korespondent Radia Wnet z Francji;

Olgierd Dubowik – właściciel restauracji „Mistrz i Małgorzata” w Toruniu;

Dorota Zawacka-Wakarecy – prezes Fundacji Elżbiety Zawadzkiej.


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca: Małgorzata Wieczorek

Wydawca techniczny: Luiza Komorowska


Część pierwsza:

Karol Wojtasik o zagospodarowaniu Wisły w Toruniu. Wisła w tym mieście ma wielki potencjał. Radni PiS w Toruniu chcą, by powstał tam port przeładunkowy. To umożliwiłoby np. ściąganie ładunków z Trójmiasta.

Wojciech Jankowski o sytuacji Tatarów na Krymie.

 

Część druga:

Cykl audycji ekonomicznych Radia Wnet.

 

Część trzecia:

Jacek Żurawski pozytywnie ocenia „dobrą zmianę”. Według naszego gościa panują dobre nastroje i poczucie stabilizacji. Demokracja ma się dobrze, a najlepszym dowodem tego są protesty opozycji.

Bogdan Czajkowski o swoich problemach z sądami w Polsce.

 

Część czwarta:

Piotr Witt o polskim czytelnictwie i zafałszowanej historii powojennej. „Obraz dorobku kulturalnego uległ totalnemu zakłamaniu”.

Jacek Żurawski o oczekiwaniach względem „dobrej zmiany” na najbliższe dni i miesiące. Jest to np. zmiana wieku emerytalnego.

 

Część piąta:

Serwis informacyjny Radia Warszawa i słup ogłoszeniowy Radia Wnet.

 

Część szósta:

Prof. Wojciech Polak o polskim konflikcie Komisji Europejskiej i reparacjach wojennych należących się Polsce po II wojnie światowej – „Z Niemcami trzeba rozmawiać twardo”.

 

Część siódma:

Krzysztof Czabański o „gorącej jesieni” w polskiej polityce. W Sejmie rozpoczną się prace nad wdrożeniem kolejnych ustaw, które mają na celu zreformowanie państwa polskiego. Przewodniczący RMN mówi również o ustawach medialnych.

 

Część ósma:

Dorota Zawacka-Wakarecy – o Fundacji Elżbiety Zawackiej. Kim była pani generał Elżbieta Zawacka? Torunianką, pedagogiem, żołnierzem i historykiem.

Podziękowanie dla Marii Zalewskiej za gościnę ekipy Radia Wnet w Toruniu.


Posłuchaj całego Poranka Wnet:

„Nadzwyczajna kasta ludzi”. Rujnująco szkodliwy okazał się wieloletni brak kontroli narodu nad swymi służbami

Nie było ani jednego spośród tysiąca delegatów, który by oburzył się, odciął się oświadczeniem albo choć demonstracyjnie opuścił owo zgromadzenie zacnych pyszałków po oświadczeniu sędzi Kamińskiej.

Antoni Ścieszka

Coraz więcej ludzi obecnie ulega pokusie pieniądza i władzy. Te dwie pożądliwości stają u szczytu hierarchii wartości, równolegle ze wzrostem zamożności. Modne jest powiedzonko, że każdego można przekupić – problem tylko, za ile. Psycholodzy nazywają ten samouspokajający mechanizm obronny – racjonalizacją.

Tak ma się sprawa z wielkimi aferzystami, ale jak wytłumaczy sobie nawet psycholog, a co dopiero prosty człowiek – dlaczego sędzia zarabiający 8 i więcej tysięcy kradnie w sklepie 50 zł położone na ladzie przez klientkę, która na chwilę odwróciła uwagę (casus wiceprezesa Sądu Okręgowego w Żyrardowie)? Dlaczego sędzia ze Szczecina wynosi z marketu części do wiertarki wartości 95 zł, skoro sto takich mógłby kupić za jedną pensję, a sędzina z tegoż grodu przekleja cenę książeczki z 14,99 zł na 4,99? Inna zaś próbowała ukraść spodnie za 129,90. Sędzia Robert W. z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu przywłaszcza sobie pendrive, a zatrzymany przez ochronę sklepu zasłaniał się immunitetem. Dopiero wezwana policja i zgoda prezesa sądu sprawiły, że musiał poddać się przeszukaniu.

Psychiatrzy diagnozują, że to choroba – kleptomania, której sprzyja bezkarność eufemistycznie mylona z niezależnością i niezawisłością. Kleptomania to nabyty skutek, a nie wrodzona przyczyna. Trudno uwierzyć, że to bezwiedne, niezależne od woli skłonności.

Kiedyś jechałem tramwajem ze znaną mi stażystką po studiach polonistycznych. Zauważyłem, że nie kasuje biletu. Zapytana o to oświadczyła, że ma zwyczaj jeździć „na gapę”, że taka jazda przynajmniej nie jest nudna i przyjemnie ją „podkręca”. Okazuje się, że chyba to nie choroba, ale coś w rodzaju potrzeby sportowych emocji, biologicznego popędu do różnych satysfakcji, a może i rajska ciekawość grzechu. Ryzyko popełniania wykroczeń bywa na tyle atrakcyjne i podniecające, że przezwycięża u niektórych obawę przed kompromitacją środowiskową, wyrzutami sumienia nawet w nobliwym zawodzie sędziego. (…)

Zupełnie nie pochwalam likwidacji Kolegiów Orzekających. Zrobiono to chyba tylko po to, aby zarzucić sądy drobnymi sprawami, powodując pobieżne traktowanie poważnych, aferowych. Drobne sprawy z powodzeniem mógłby rozpatrywać w pojedynkę obierany przez ludność Sędzia Pokoju. Byłem ławnikiem w Kolegium Orzekającym i wiem, że to zbyteczna funkcja. Ze sprawą zaznajamia się wcześniej tylko ten, kto ją prowadzi. Obaj ławnicy – tuż przed posiedzeniem albo w ogóle przychodzili tylko posiedzieć i po dietę (podobnie bywa z radnymi). Aktywni nie są mile widziani – przedłużają i przeszkadzają przewodniczącemu. Może dlatego byłem ławnikiem tylko przez jedną kadencję.

Długo też nie zagrzałem miejsca jako kurator sądowy. Zupełnie nie odpowiadało mi prowadzenie wywiadów środowiskowych i szczerych rozmów z podopiecznymi, a po nich, co miesiąc, pisanie dla sądu szczegółowych sprawozdań. Przydałoby się mniej zdawkowej biurokracji, a więcej wychowawczych oddziaływań dobrze przygotowanych opiekunów, wynagradzanych za efekt końcowy – utrwaloną poprawą podopiecznego.

Podsumowując, wypada życzyć naszemu Prezydentowi udanej wersji ustawy wprowadzającej zmiany w sądownictwie. Pewnie będzie się starał uwzględnić możliwie wszystkie sugerowane, również obywatelskie, uwagi i pomysły. A tym wszystkim, którzy w Jego wecie upatrują tylko rozgrywki politycznej – dedykuję sentencję: „mniej ważne, kto silniejszy; ważniejsze, kto cierpliwszy”.

Cały artykuł Antoniego Ścieszki pt. „Co dalej z sądami?” znajduje się na s. 2 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Antoniego Ścieszki pt. „Co dalej z sądami?” na s. 1. wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Komisja do spraw Amber Gold szokujące zeznania świadków. Dylczyk i Olech o inwestycjach Amber Gold w Jet Air

Byłem sceptyczny wobec inwestycji Amber Gold w Jet Air, moje osobiste odczucie było takie, że coś tu jest nie tak; moim zdaniem to przedsięwzięcie miało upaść i wygenerować duże koszty – mówił Dylczyk

W poniedziałek przed komisją śledczą zeznawał były dyrektor marketingu linii lotniczych Jet Air Ireneusz Dylczyk, a także gdański biznesmen Marius Olech.

Nigdy nie byłem zainteresowany żadnymi inwestycjami w linie lotnicze; ubolewam nad osobami, które straciły pieniądze w Amber Gold, ale nie znam szefa tej spółki Marcina P., ani nikogo z tej firmy – mówił w poniedziałek przed komisją śledczą gdański biznesmen. Przesłuchanie Olecha podyktowane było tym, że jego nazwisko wielokrotnie padało podczas wcześniejszych prac komisji śledczej, m.in. w kontekście inwestora interesującego się firmą OLT Jet Air.

W połowie 2011 r. spółka Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express, pod którą działały linie OLT Express Regional (z siedzibą w Gdańsku, wykonujące rejsowe połączenia krajowe) oraz OLT Express Poland (z siedzibą w Warszawie, które wykonywały czarterowe przewozy międzynarodowe). Linie OLT Express rozpoczęły działalność 1 kwietnia 2012 r. Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r., z kolei w połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosił Amber Gold.

Dylczyk mówił przed komisją, że od samego początku był sceptyczny, jeśli chodzi o inwestycje Amber Gold w Jet Air.

„Jeśli chodzi o pochodzenie kapitału, to osobiście miałem świadomość, że pochodzi z innej działalności państwa P.; ja nie oceniałem czy Amber Gold to piramida finansowa, parabank, bo się na tym nie znam” – podkreślił. Przyznał, że ze spółką Jet Air był związany od końca 2007 r. do stycznia 2012 r., „kiedy nowy zarząd OLT Express Regional podziękował mu za współpracę”.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka, dlaczego szef Amber Gold Marcin P. zdecydował się zainwestować 300 mln zł w upadającego przewoźnika, jakim był Jet Air. Pytając o tę kwestię powoływał się na zeznania Dylczyka z 2013 r., kiedy był przesłuchiwany przez ABW. „To nie do końca jest tak, że zainwestowanie 300 mln zł w upadającego przewoźnika jest abstrakcją i nonsensem. To ma sens pod warunkiem, że jest to prowadzone w odpowiedni sposób” – odpowiedział świadek.

„A było?” – dopytywał polityk Nowoczesnej. „Jak widać nie” – odparł Dylczyk. Dodał, że nie widać było tego na żadnym etapie wejścia Amber Gold w branżę lotniczą. Podkreślił, że zakończył współpracę z tymi liniami lotniczymi „na dość wczesnym etapie, nim na dobre się rozkręcił w wydawaniu pieniędzy w ten czy inny sposób”. Wskazał m.in. na wysokie koszty marketingu, czy rażąco niskie ceny oferowanych biletów.

„Moim zdaniem było to przedsięwzięcie na pewno skazane na niepowodzenie. Moim zdaniem przedsięwzięcie było przeszacowane, jeśli chodzi o koszty. Moim zdaniem celem było doprowadzenie tego przedsiębiorstwa do upadku i wygenerowanie dużych kosztów” – dodał.

[related id=27824]Podkreślił, że dyrektor zarządzający OLT Express Jarosław Frankowski musiał wiedzieć, że „to się nie może udać”. Dopytywany dlaczego więc Amber Gold zainwestował w OLT odparł, że nie rozmawiał o tym z Frankowskim.

Świadek pytany czy miał świadomość skąd pochodzą pieniądze, które inwestował Amber Gold stwierdził, iż nie. Zembaczyński zwrócił uwagę, że podczas zeznań składanych ABW Dylczyk ocenił, że OLT mogło być pralnią pieniędzy. „Ile pieniędzy według pana w tej pralni zostało wybielonych?” – pytał polityk.

Świadek w odpowiedzi relacjonował, że po jednym ze spotkań z przedstawicielami Jet Air małżeństwo P. zapowiadało, że będzie budować przewoźnika niskokosztowego. Chcieli to jednak zrobić – jak relacjonował Dylczyk – „rozdmuchując koszty do bizantyjskich rozmiarów”. „Trudno, mając wiedzę na temat, tego jak funkcjonuje ten rynek, jak funkcjonują tacy przewoźnicy (…) trudno nie odnieść wrażenie, że koszty są rozdmuchiwane nieproporcjonalnie” – stwierdził.

Dopytywany przez Marka Suskiego (PiS) dlaczego obawy przedstawicieli Jet Air zmniejszyły się i zdecydowano się na współpracę z Amber Gold, Dylczyk wskazał, że szefowie spółki zaprezentowali im złoto ze skarbca. „W trakcie prezentacji nastąpiła przerwa i doszło do prezentacji chyba jednego z elementów skarbca Amber Gold, zostało nam pokazane złoto, które wprowadzono na wózku do sali” – mówił.

„Ile tego było” – pytali inni członkowie komisji. „Trudno mi powiedzieć na kilogramy, ale trochę tego było; takich sztabek mogło być 20-30” – odparł świadek.

Dopytywany przez Zembaczyńskiego w kontekście zeznań złożonych ABW, na czym mógł polegać proces prania pieniędzy Amber Gold świadek odparł, że w Jet Air „nie ocenialiśmy jak może wyglądać ten proces”. „Tylko moje odczucie było takie, że generalnie coś tu jest nie tak” – zaznaczył. Zwracał też uwagę m.in. na bardzo duże koszty marketingowe, jakie ponosił przewoźnik. „Nie wiem czy było to wyprowadzanie pieniędzy (…), ale akcje marketingowe były ogromne, pieniądze na to szły naprawdę gigantyczne” – mówił. Zaznaczył, że nie wie, kto o tym decydował. „Moim zdaniem, to nie było decydowane w Jet Air” – stwierdził.

Dylczyk odpowiadając na pytania posłów wskazał, że środki na kampanię marketingową linii lotniczych przekazywał Ambner Gold. Dodał, że o zawyżonych kosztach akcji marketingowych informował prezesa firmy Excelo Michała Forca (b. rzecznik Ambe Gold). Firma ta odpowiadała za reklamę i PR m.in. OLT Express. „Kiedyś wyraziłem takie zdanie: panie Michale dobrze pan wie, że na rynku może być różnie odbierane, że może budzić podejrzenia” – mówił. Mimo to – jak dodał świadek – Forc robił swoje.

Dylczyk stwierdził też przed komisją, że nie wiedział, iż Marcin P. był prawomocnie karany za zwoje wcześniejsze biznesy, ani że Amber Gold była umieszczona na liście ostrzeżeń publicznych KNF.

Komisja pytała też świadka m.in. o spotkania z gdańskim biznesmenem Mariusem Olechem, który według zeznań z wcześniejszych posiedzeń komisji był zainteresowany nabyciem Jet Air. Dylczyk powiedział, że to on skontaktował ludzi z Jet Air z Olechem ws. rozmów o dokapitalizowaniu firmy.

Dylczyk mówił, że jedno ze spotkań odbyło się na zaproszenie Olecha w Gdańsku w jego domu, w części przeznaczonej dla gości. Wzięło w nim udział kilka osób ze strony linii lotniczych. Świadek powiedział, że po tym spotkaniu Olech nie był zainteresowany wejściem w biznes lotniczy i wyraźnie to powiedział.

Poseł Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski pytał, czy podczas spotkania w Gdańsku padło nazwisko Marcin P. Świadek odparł: „nie”. „Wiem na 100 procent, że nie było tam mowy o panu P.” – zeznał.

Jednak Rzymkowski zauważył, że Dylczyk w zeznaniach, jakie złożył w marcu 2013 r. w ABW informował, że podczas tego właśnie spotkania, Zbigniew Młotkowski z Jet Air wspomniał o mailu od jednego z pasażerów, Marcina P. „W tym mailu było zaproszenie na spotkanie, o ile spółka jest zainteresowana uzyskaniem wsparcia lub inwestycją” – przypominał Rzymkowski.

„Bardzo dobrze pamiętam to przesłuchanie, dlatego, że dużo mówiłem, a niewiele było notowane” – powiedział świadek. Rzymkowski zauważył, że Dylczyk podpisał się pod tymi zeznaniami, co potwierdził świadek. „Pan zawsze podpisuje się pod czymś, czego pan nie powiedział?” – pytał Rzymkowski. „Podczas mojej pracy przy tym projekcie kilkukrotnie spotykałem się z panem Mariusem Olechem, być może jest to kwestia nie wiem, niezanotowania czy błędnego zanotowania tego zeznania” – powiedział świadek.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) dopytywała, czy podczas spotkania w domu Olecha w Gdańsku, Młotkowski wyciągnął maila, w którym jest mowa o tym, że Marcin P. pisze do spółki pana Krzysztofa Wicherka (był właścicielem Jet Air – PAP), że jest zainteresowany tym biznesem. „Nie” – powiedział świadek. Wassermann dopytywała więc, czy złożył fałszywe zeznania przed ABW. „Wedle mojej wiedzy, pamięci, tak jak pamiętam tamto spotkanie nie miało miejsce odczytanie (maila). Być może jest to kwestia mojego nieprzeczytania dokładnie protokołu, który był spisywany w ABW, nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie w tej chwili” – zapewniał Dylczyk.

Dodał, że Zbigniew Młotkowski wspomniał mu o mailu od P., ale świadek nie wskazał, podczas którego spotkania to było, zapewnił, że ten mail nie był omawiany podczas spotkania w Gdańsku u Olecha

Wassermann pytała świadka, kiedy ostatni raz kontaktował się z Olechem. „Kontaktowaliśmy się w lipcu tego roku” – powiedział Dylczyk. Wassermann dopytywała, czy było to przed przesłuchaniem, które było pierwotnie wyznaczone na lipiec. „Ja do niego zadzwoniłem po tym, jak zostało ono odwołane z pytaniem, czy jest w drodze, czy jedzie, czy już wie, że będzie odwołane” – powiedział świadek.

Dopytywany, czy wcześniej się nie kontaktował z Olechem, odparł, że w tym roku rozmawiali telefonicznie. Pytany, czy rozmawiali w okresie od momentu powołania go na świadka do teraz. „Myślę, że raz albo dwa rozmawialiśmy. Ja dzwoniłem do pana Olecha” – powiedział Dylczyk. „Pytałem się, czy jest wezwany na świadka, czy się stawi, kiedy ma termin, czy możemy się spotkać, porozmawiać” – wyjaśnił. Dodał, że do spotkania z Olechem nie doszło.

W efekcie tej wymiany zdań poseł Rzymkowski złożył wniosek o wystąpienie o billingi świadka i kontakty z Mariusem Olechem.

„Ani pana Marcina P., ani żadnych członków zarządu, poza jedynym panem Młotkowskim (Zbigniew z Jet Air – PAP), ani nikogo z firmy Amber Gold nie znam, nie znałem. Marcin P. na pewno nigdy u mnie nie przebywał, na żadnym spotkaniu w domu, nie byłem nigdy żadnym pośrednikiem jakiejkolwiek transakcji między Marcinem P. zarówno bezpośrednio jak i pośrednio” – oświadczył Olech na wstępie poniedziałkowego przesłuchania.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał świadka, kiedy po raz pierwszy poznał Wicherka. Olech zeznał, że poznał go poprzez b. szefa marketingu Jet Air Ireneusza Dylczyka. Powiedział, że na jednym ze spotkań Dylczyk chciał mu przedstawić ofertę ewentualnego wejścia kapitałowego do linii lotniczych. „Powiedziałem mu, że nie bardzo mnie to interesuje, bo nie znam się na tym biznesie” – zaznaczył świadek.

Dylczyk – jak relacjonował – namawiał go jednak do spotkania z Wicherkiem. „Zrobiłem więc typową, grzecznościową przysługę i spotkałem się z Wicherkiem” – dodał.

Krajewski dopytywał świadka, czy w 2010 r. był zainteresowany jakąkolwiek inwestycją w linie lotnicze. „Nigdy nie byłem zainteresowany żadnymi inwestycjami w linie lotnicze. Jeśli czymkolwiek byłem zainteresowany to tylko lotami widokowymi moim własnym malutkim samolocikiem, którym – jako hobby – latam” – odparł Olech.

„Czyli to pan Dylczyk zainteresował pana kwestią Jet Air i ewentualnego inwestowania w te linie?” – pytał dalej poseł PiS. „Pan Dylczyk prosił mnie, żebym się spotkał; zrobiłem to na jego prośbę” – odparł Olech. „Powtórzę to jeszcze raz, nie interesowały mnie linie lotnicze i mnie nie interesują. Nie znam się na tym interesie, to nie jest moja bajka” – podkreślił.

„Jeśli w cokolwiek z reguły inwestuję, to inwestuję w nieruchomości” – dodał. Zaznaczył, że sprawy linii lotniczych, to „w ogóle marginalne to były sprawy”. „Tym bardziej, że od początku wiedziałem, iż nie będę żadnym inwestorem i ten temat mnie nie interesował, grzecznościowo prowadziłem rozmowy” – dodał.

Joanna Kopcińska (PiS) pytała, dlaczego – skoro świadek nie był zainteresowany inwestycją – następowała „kontynuacja spotkań”. Olech odpowiedział, że cały czas odbywało się to na prośbę Dylczyka, a „później już z inicjatywy pana Wicherka. „Skądinąd bardzo sympatycznej osoby, która przypadła mi do gustu mentalnie i osobowo” – powiedział Olech o Wicherku.

„Pan Wicherek próbował jeszcze ratować swoją sytuację, ale ja wiedziałem z góry, że to niestety nie ja, bo ja się nie znam na liniach lotniczych i nie zamierzam nigdy inwestować w tego typu działalność” – zeznał świadek.

Witold Zembaczyński z Nowoczesnej zadając Olechowi pytania przypomniał, że prowadził on wiele biznesów w latach 90. „Znając to środowisko gdańskie, czy ma pan jakąkolwiek wiedzę, kto mógł stać za Marcinem P., czy to była jego swobodna twórczość, czy rzeczywiście miał jakąś protekcję i skąd miał kapitał początkowy na rozkręcenie tej działalności” – pytał.

„Ubolewam nad osobami, które straciły pieniądze. Chciałbym, żebyście państwo doszli tej prawdy, kto to rzeczywiście za tym stał, ale proszę mi wierzyć, naprawdę mnie to nie interesuje” – odpowiedział Olech.

W trakcie przesłuchania doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy Olechem a posłem Nowoczesnej. Zembaczyński zaczął w pewnym momencie cytować – jak zaznaczył – odtajniony materiał przygotowany przez jedną z komórek ABW ze stycznia 2017 r., która dotyczyła Olecha. Wynikało z niej m.in., że Olech prowadził firmę spedycyjną, sieć kantorów, agencje celne oraz bank, który upadł na początku lat 90-tych. Jak cytował poseł, w tym czasie miał poznać jednego z liderów świata przestępczego z Trójmiasta Nikodema Skotarczyka, ps. Nikoś.

„To jest nieprawda, bo go znałem wiele lat” – odparł świadek.

Według tych informacji – kontynuował Zembaczyński – wśród znajomych Olecha był też Jan Przywara ps. Tygrys. Poseł dodał, że w materiale ABW wskazano, że pierwsze pieniądze, które zasiliły rachunki Amber Gold pochodziły od Olecha i Przywary, a działalność spółki miała zalegalizować dużą liczbę gotówki należącej do karteli narkotykowych z Ameryki Południowej.

„To bzdura, totalny bełkot” – mówił Olech odnosząc się do słów Zembaczyńskiego.

Zembaczyński dodał jednak, że z dokumentów Agencji wynika, iż Olech był zaangażowany w przejęcie Jet Air przez Amber Gold, a linie lotnicze miały służyć biznesmenowi do przewozu złota i pieniędzy do Niemiec bez żadnej kontroli. „Czy pan to potwierdza?” – pytał polityk.

„Nie potwierdzam. To się staje żenujące, co pan czyta. Albo to pisał kretyn, albo kłamczuch, bo innej możliwości nie ma. Myślę, że gdybym znał nazwisko tego oficera, to wiedziałbym jak pójść z nim do sądu” – ripostował Olech.

Olech mówił też, że nie zna syna b. premiera Donalda Tuska, Michała Tuska i nie miał z nim osobistego kontaktu. Dodał, że nie wiedział również o zatrudnieniu Tuska w liniach lotniczych OLT, ani w gdańskim porcie lotniczym. „Dopiero później z przekazów prasowych dowiedziałem się” – zaznaczył Olech.

Poseł PiS Marek Suski pytał świadka o szereg jego inicjatyw biznesowych, m.in. zakupy gruntów czy wynajem lokali w Gdańsku. Suski pytał także, czy to prawda, że finansował wódkę na imieniny b. prezydenta Lecha Wałęsy. „Nie finansowałem wódki, bo ja ją produkowałem; (…) być może degustację w jednym z miejsc robiliśmy, tak robiliśmy w wielu miejscach, podczas różnych okoliczności” – odparł Olech.

„Czyli przynajmniej działalność jednego polityka w jakiś sposób pan wspierał?” – stwierdził Suski nawiązując do Wałęsy. „Nie wiem, czy to jest wspieranie, to była bardziej promocja moich produktów niż wspieranie” – odpowiedział świadek. „Rzeczywiście z punktu widzenia filozoficznego picie wódki niekonieczne może być rozumiane jako wspieranie, może jako szkodzenie, no ale to już jest kwestia filozofów” – mówił Suski.

Głośno o sytuacji spółki Amber Gold zrobiło się w lipcu 2012 r., kiedy linie OLT Express zaczęły mieć kłopoty finansowe – zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika, a następnie spółka poinformowała, że wycofuje się z inwestycji w linie lotnicze. Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. W połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosiła spółka Amber Gold.

Po upadku OLT Express okazało się, że ze spółką współpracował pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku Michał Tusk, który miał się zajmować obsługą prasową linii OLT Express i analizą ruchu lotniczego z Gdańska.

Z materiału zebranego do tej pory przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi – która bada, gdzie trafiły pieniądze wyprowadzone z Amber Gold – wynika m.in., że od 15 grudnia 2011 r. do 30 sierpnia 2012 r. na rzecz OLT Express przelano z kont Amber Gold 5 mln 800 tys. dolarów i 43 mln 600 tys. zł. Jak ustalono, mimo tego OLT Express nie realizowała swoich zobowiązań finansowych wynikających choćby z konieczności uregulowania rat leasingowych za samoloty.

PAP/MoRo

Komitet Narodowych Obchodów 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości odbył inauguracyjne posiedzenie w poniedziałek 11.09

Chciałbym, aby w każdym najmniejszym zakątku Rzeczypospolitej rozmawiano o stuleciu odzyskania niepodległości – powiedział prezydent Andrzej Duda na pierwszym spotkaniu Komitetu w Pałacu Prezydenckim.

Inauguracyjne posiedzenie Komitetu odbyło się w poniedziałek w Pałacu Prezydenckim.

„Czekają nas bardzo ważne i, powiedziałbym, podniosłe lata. Mówię 'lata’, bo uznajemy tę symboliczną datę 11 listopada 1918 r., ale przecież Polska nie powstała, ot tak, 11 listopada 1918 r. w pełnych swoich granicach, w których później istniała do 1939 roku. To był proces kształtowania się na powrót tej wolnej, niepodległej II Rzeczypospolitej. W tym procesie miały miejsce różne wydarzenia, wszystkie były ważne dla naszej historii, miały miejsce wielkie zrywy (…). Ich setne rocznice będziemy świętowali w najbliższych latach” – mówił prezydent.

Jak zaznaczył, cieszy się, że „będziemy czynili to razem”. „Tak jak ci, których fotografie są tu za mną, wielcy Polacy, których nazywamy ojcami niepodległości. Przecież wszyscy wiemy, jak różne mieli poglądy, i wiemy, że w sensie światopoglądowym, ideologicznym dzieli ich bardzo wiele. Były to często przepaście. Ale w sprawach najważniejszych dla Rzeczypospolitej, w sprawie jej istnienia, jej niepodległości, suwerenności, w sprawie walki z wrogiem Rzeczypospolitej zawsze potrafili stanąć razem, odrzucając wszelkie podziały” – podkreślił Andrzej Duda.

„Dlatego cieszę się, że jesteśmy dzisiaj tu razem w tej sali, właśnie teraz, także po tych stu latach, ludzie o różnych poglądach, bardzo różnym często spojrzeniu na dzisiejszą Rzeczpospolitą, na to, jaka ona powinna być. Ale jesteśmy tutaj razem, bo wszyscy pewni jesteśmy jednego – że powinna być niepodległa i powinna być suwerenna, że powinna być wolna” – mówił prezydent.

Jak mówił, ogromnie ważne jest dla niego, aby istota obchodów stulecia odzyskania niepodległości przez Rzeczpospolitą „miała charakter lokalny”.

„Żeby w każdym najmniejszym zakątku Rzeczypospolitej rozmawiano o stuleciu odzyskania niepodległości, mówiono o Polsce – nie tylko z punktu widzenia historii, nie tylko z punktu widzenia tych minionych stu czy więcej lat, jeżeli będziemy patrzyli na to, choćby dlaczego doszło do utraty niepodległości i dlaczego nie mieliśmy jej przez 123 lata” – dodał.

Prezydent podkreślił, że chciałby, aby w lokalnych społecznościach byli wspominani ci, którzy są „bohaterami niepodległości”. „Nazwiska powstańców, tych, którzy pierwsi chwycili za broń, którzy walczyli, którzy zginęli. Bardzo często dzisiaj w polskich miastach, miasteczkach, wioskach już nie pamięta się nawet nazwisk tamtych bohaterów. Chciałbym, żeby one zostały przypomniane” – podkreślił prezydent.

„Chciałbym, żeby była świadomość lokalnego udziału w odzyskaniu niepodległości. Bardzo to jest istotne właśnie dlatego, żebyśmy w ten sposób budowali wspólnotę, żebyśmy budowali to poczucie łączności międzypokoleniowej, poczucie także wdzięczności obecnego pokolenia dla tamtych pokoleń, które już odeszły, ale dzięki którym m.in. dzisiaj mamy wolną, niepodległą i suwerenną Polskę” – mówił prezydent.

Pełnomocnik rządu ds. obchodów stulecia niepodległości, sekretarz Komitetu Jarosław Sellin zaprezentował założenia wieloletniego programu „Niepodległa” na lata 2017-21.

Jak mówił, na potrzeby przygotowań programu rządowego Narodowe Centrum Kultury wraz z TNS Polska latem 2016 r. przeprowadziło badania społeczne dotyczące stosunku Polaków do patriotyzmu, polskiej historii, a także świętowania niepodległości.

„Z wypowiedzi Polaków na temat poczucia wspólnoty wypływa niestety niepokojący wniosek – jest ono na zdecydowanie niezadowalającym poziomie (…) 41 proc. respondentów biorących udział w sondażu stwierdziło, że Polaków łączy tyle samo, co dzieli, aż 40 proc. wskazało na odpowiedź – 'więcej dzieli niż łączy’. Tylko 14 proc. respondentów uważa, że jest odwrotnie – stąd sformułowanie głównego celu programu odnoszącego się do próby budowania wspólnoty obywatelskiej” – powiedział Sellin.

Przypomniał, że program „Niepodległa” podzielony został na trzy główne działy – ogólnopolski, regionalny i lokalny oraz międzynarodowy.

W trakcie uroczystości prezydent podpisał postanowienie ws. powołania członków Komitetu Narodowych Obchodów 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości RP, a także wręczył kilkudziesięciu przedstawicielom partii i ugrupowań politycznych, organizacji i podmiotów wskazanych przez siebie akty powołania na członków Komitetu.

Podczas posiedzenia Komitetu w Pałacu Prezydenckim obecni byli m.in.: pełnomocnik rządu ds. obchodów stulecia niepodległości, sekretarz Komitetu Jarosław Sellin, wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński, wicepremier, minister nauki Jarosław Gowin, szef MON Antoni Macierewicz, minister edukacji Anna Zalewska, szefowa kancelarii premiera Beata Kempa, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski oraz p.o. szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk.

Powołanie Komitetu Narodowych Obchodów 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości RP, z udziałem m.in. z prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu oraz premiera, zakłada ustawa o obchodach 100-lecia niepodległości Polski przygotowana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Według ustawy w przygotowaniu narodowych obchodów powinny brać udział partie polityczne i inne ugrupowania.

Celem Komitetu jest realizowanie w latach 2017-21 zadań dotyczących upamiętnienia i uczczenia wydarzeń oraz osób związanych z odzyskaniem i utrwaleniem niepodległości przez Polskę.

PAP/MoRo

Narodowe Centrum Kultury animatorem i sponsorem wydarzeń lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich ważnych dla Polaków

Dzień 76. z 80 / Warszawa / Za nami ok. 500 km Wisły/ W Poranku WNET rozmowa z dyrektorem Narodowego Centrum Kultury prof. Rafałem Wiśnieckim o działalności kierowanej przez niego instytucji.

[related id=37796]W Poranku WNET gościł dyrektor Narodowego Centrum Kultury prof. Rafał Wiśniecki. Opowiedział o działalności NCK i zaprezentował wydaną ostatnio przy współudziale NCK reedycję płyty zespołu Armia.

W ostatnim czasie NCK w sali BHP w Stoczni Gdańskiej zaprezentowało film „Gdzie jest porozumienie gdańskie”. Jest to próba rekonstrukcji drogi dokumentów, które historia nazwała porozumieniami sierpniowymi, podpisanymi w sierpniu 1980 r. w Gdańsku.

W Galerii Kordegarda w Warszawie NCK zaprezentowało wystawę, w której pokazane zostało, w jaki sposób „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego było wystawiane na deskach polskich teatrów w ciągu 100 lat od jego napisania. Można było zobaczyć, jak niektóre fragmenty były cenzurowane jeszcze w czasach zaborów.

Dziełem NCK była też impreza z okazji narodowego czytania 'Wesela” Wyspiańskiego w Ogrodzie Saskim w Warszawie oraz „Festiwal Psalmów Dawidowych na Podkarpaciu”. Ponadto NCK współorganizowało Festiwal w Rzeszowie, Białymstoku i Lublinie „Wschód kultury”.

NCK dysponuje kilkudziesięcioma milionami złotych budżetu, który jest przeznaczony na różne wydarzenia o charakterze lokalnym, regionalnymi i ogólnopolskim. W przyszłym roku NCK będzie zaangażowane w obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę w roku 1918.

– Niepodległość jest czymś ważnym i NCK chciałoby, aby poza rokiem rocznicowym, w którym będziemy celebrować odzyskanie niepodległości już od 1 stycznia do ostatniego dnia grudnia 2018, także o tym pamiętać i to nie tylko 11 listopada – powiedział Wiśniecki.

[related id=37678]W trakcie są wydarzenia związane z „Rokiem Wisły” i „Rokiem Conradowskim”, a także innymi jubileuszami.

Na koniec rozmowy dyrektor NCK zaprosił na 14 września do Galerii Kordegarda na wystawę pod tytułem „60 Warszawskich Jesieni. Impresje muzyczne”.

Całej rozmowy można posłuchać w części piątej dzisiejszego Poranka WNET. Uczestniczył w niej również Maciej Bodasiński, organizator akcji „Różaniec do granic”. Zapraszamy do słuchania.

JS

 

Organizator Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”: Uaktywniła się Polska lokalna próbująca opisywać swych bohaterów

Dzień 76. z 80/Warszawa /Za nami ok. 500 km Wisły/ Dyrektor Festiwalu NNW Arkadiusz Gołębiewski o mającej się odbyć w Gdyni w dniach 27-30.09.2017 IX Edycji Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”.

[related id=37770]- Cel tego festiwalu pozostaje wciąż ten sam. W tym roku do konkursu filmowego „Złoty Opornik” zgłoszono ponad sto filmów – powiedział dyrektor Festiwalu NNW Arkadiusz Gołębiewski. – Potrzeba dyskusji na temat, jak prawdę historyczną przekładać na język filmu.

W 2008 roku, w momencie, gdy festiwal startował po raz pierwszy, emocje rozpalała dyskusja na temat, jak prawdę historyczną przekładać na język filmu, i to nie tylko filmu dokumentalnego, a przede wszystkim – fabularnego. Wszyscy zastanawiali się wówczas, jak to zrobić, aby te filmy były bardzo dobre i nie funkcjonowały tylko jako swego rodzaju opowieści. Zdaniem Gołębiowskiego „im więcej jest projektów, tym większa jest potrzeba dyskusji”. Do ciekawych w tegorocznym przeglądzie zaliczył film o Hieronimie Dekutowskim pt. „Zapory”.

– Wartością tego festiwalu przede wszystkim jest to, że uaktywniła się Polska lokalna, która próbuje opisywać swoich bohaterów, i to jest dużą wartością – powiedział Gołębiewski.

Festiwal przyznaje również nagrody: „Drzwi do Wolności” to wyróżnienie przyznawane bohaterom drugiego planu za odwagę oraz poświecenie i wspieranie działaczy podziemia niepodległościowego i solidarnościowego; „Sygnety Niepodległości” to wyróżnienie przyznawane świadkom historii bohatersko walczącym o wolność i niepodległość kraju.

– Nasi świadkowie historii, którzy są bardzo wiekowi, przyjeżdżają, jak chociażby studwuletnia pani Mirecka-Loryś – powiedział Gołębiewski.  Kpt. Maria Mirecka-Loryś to była komendantka główna Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet. Rok temu została uhonorowana przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności polonijnej, społecznej i charytatywnej w Polsce i Stanach Zjednoczonych Ameryki, w szczególności na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie.

Tegoroczne hasło festiwalu to „Wolna Polska w wolnym świecie”, co jest nawiązaniem do manifestu sprzed 40 lat Janusza Krupskiego, który na łamach pierwszego wydania „Spotkań” napisał, że „nie będzie wolnej Polski bez odzyskania niepodległości przez kraje okupowane przez Związek Radziecki”.

[related id=37678]- Do tych słów nawiązujemy, zapraszając dosyć dużą grupę opozycjonistów z różnych krajów – powiedział Arkadiusz Gołębiewski. W tym roku między innymi przyjedzie z Węgier pani Maria Witner, która jako młodziutka dziewczyna walczyła w 1956 roku w Budapeszcie i za udział w powstaniu węgierskim została skazana na karę śmierci; karę zamieniono potem na dożywocie.

W ramach projektu „Młodzi dla historii” przyjadą również do Polski przedstawiciele amerykańskiej młodzieży z największej organizacji tego typu w USA „National History Day”, która zajmuje się upowszechnianiem historii całego świata.

Od dwóch lat przyznawana jest również nagroda literacka w ramach festiwalu oraz nagroda za dokument radiowy. Festiwal w tym roku odbędzie się w dniach 27-30 września w Gdyni.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka WNET

Cały wywiad z szefem Festiwalu Niepokorni,  Niezłomni, Wyklęci p. Arkadiuszem Gołębiewskim w części szóstej Poranka WNET

W historii Polski jeszcze nie było takiego wydarzenia, w którym ponad milion ludzi staje do modlitwy w tym samym czasie

Dzień 76. z 80 / Warszawa – W Poranku WNET Maciej Bodasiński opowiedział o akcji „Różaniec do granic” – wspólnej modlitwie na różańcu 7 października 2017 r. w 319 punktach wzdłuż granic Polski.

W Poranku WNET gościł u Krzysztofa Skowrońskiego Maciej Bodasiński, który opowiedział o współorganizowanej przez siebie akcji „Różaniec do granic”.

– Inicjatywa ta ma zaprosić Opatrzność Bożą do działania mocnego w naszej rzeczywistości, do interwencji w naszym życiu. 7 października będziemy otaczać całą Polskę różańcem – powiedział Maciej Bodasiński o „Różanicu do granic”.

Przedsięwzięcie polega na tym, że wzdłuż granic Polski zostało wyznaczonych 319 kościołów, mniej więcej w równych odstępach. 7 października uczestniczący w nim wierni, a może być nim każdy, będą się w tych świątyniach gromadzić o tej samej godzinie i modlić się na różańcu.

O 10:30 jest przyjazd, o 11:00 Msza Święta, potem krótkie nabożeństwo wprowadzające, a o 14:00 modlitwa różańcowa za Polskę i za świat o pokój.

– To jest akcja, której główną intencją, główną myślą, jest to, żeby modlić się o pokój, o pokój na świecie. Nie tylko i wyłącznie o taki pokój, który jest brakiem wojny. Pokój to jest stan ducha, który jest darem bożym. Bóg daje człowiekowi i światu, jeśli ten się modli i spełnia jego przykazania, stan pokoju. Doświadczenie pokoju może być powszechne, może go doświadczyć świat, jeśli z wiarą duża grupa ludzi zaprosi Boga do rzeczywistości, która go otacza – tak Maciej Bodasiński przedstawił cele „Różańca do granic”.

– Od ponad dwustu lat Matka Boża przez wszystkie objawienia mówi o różnych rzeczach, ale jedna powtarza się cały czas – to jest różaniec. Jest to sposób, narzędzie, przez które dzisiaj mamy wypraszać łaski u Pana Boga dla tego świata. Jest wolą bożą po prostu, żeby różaniec był naszą modlitwą współcześnie używaną – Maciej Bodasiński wyjaśnił, dlaczego akcja obejmuje właśnie modlitwę na różańcu. – Bardzo gorąco zapraszamy 7 października. To bardzo ważne wydarzenie, które może bardzo wiele zmienić w naszej rzeczywistości, w naszym życiu, w naszych sercach.

W rozmowie z Maciejem Bodasińskim można także usłyszeć o skuteczności modlitwy różańcowej, a także jego osobiste świadectwo wiary. Gość Poranka opowiedział także o tym, jak modlitwa na różańcu wpłynęła na losy Polski i świata. Przed kampanią wiedeńską król Jan III Sobieski odwiedził sanktuaria maryjne w Polsce i zawierzył losy wojny Maryi. W tym czasie cały Kościół w Polsce wzywał do modlitwy na różańcu. Jego zdaniem dzięki temu wojskom polskim udało się pokonać Turków pod Wiedniem. Kolejny przykład wymodlenia cudu różańcowego, jaki podał, to czas wojny z bolszewikami w 1920 roku.[related id=37678]

Są też sytuacje odwrotne, gdy Polska „odrzucała chroniącą rękę opatrzności”, gdy nie była wierna przykazaniom, następowały bardzo trudne wydarzenia. Jako przykład Maciej Bodasiński podał rozbiory i czas przed drugą wojną światową.

„Różaniec do granic” jest „zaproszeniem do wielkiego ruchu duchowego w całej Polsce”, żeby Polacy „spojrzeli w górę, zwrócili swoje serca do Pana Boga, odpowiedzieli na zaproszenie Maryi”. Działanie modlitewne ma wydobyć na wierzch wielowiekowe dziedzictwo Polski, jakim jest wiara i królowanie Maryi nad Polską, aby „ze światłem wiary pójść do Europy”.

– 7 października spotykamy się wzdłuż granic Polski. Wzdłuż tych granic są wyznaczone kościoły jako miejsca spotkań. Na stronie internetowej www.rozaniecdogranic.pl jest interaktywna mapa, na której te wszystkie miejsca są zaznaczone. Można zapisać się do podanego punktu. (…) Są wyznaczone linie, do których wolontariusze, osoby posługujące w tych kościołach, będą prowadzić w te miejsca, gdzie rozpocznie się modlitwa. (…)

– Idea jest taka, żeby do punktów modlitwy nie było daleko, żeby można było na piechotę albo samochodem dotrzeć tam w krótkim czasie. Też tak to jest pomyślane, żeby nie musieli państwo nigdzie nocować, wystarczy rano wyjechać z domu, koło 16 wszystko się kończy.

Będą też punkty specjalne. Umówieni są rybacy, którzy wypłyną na Bałtyk, żeby modlić się na różańcu. Podobnie kajakarze, którzy będą modlić się na różańcu, płynąc Bugiem.

W akcję można się też włączyć indywidualnie o 14:00 7 października, na przykład odmawiając dziesiątek różańca. – Nam chodzi o to, żeby przełamać schematy w myśleniu, zrobić coś, co by nie było codzienne. W historii Polski jeszcze nie było takiego wydarzenia, w którym milion ludzi, czy więcej, staje do modlitwy w tym samym czasie wzdłuż granic. My, chrześcijanie, często obserwujemy, czytamy gazety, słuchamy radia i załamujemy ręce nad tym, co się dzieje na świecie, współczujemy, ale sami nie włączamy się w konkretne działanie. Taka modlitwa różańcowa to jest bardzo konkretne działanie, którym możemy wpłynąć na otaczający nas świat – zachęcał do udziału w przedsięwzięciu gość Radia WNET.

Zaprosił też, aby organizować się w grupy i razem jechać modlić się na granicy.

Zapraszamy do wysłuchania Poranka WNET. Rozmowy z Maciejem Bodasińskim są w części drugiej i w części piątej.

JS

 

Prof. Paweł Kalczyński: Gdy huragan uderzał w południowe krańce Florydy, wiatr wiał z prędkością 200 km/h

Dzień 76. z 80 / Warszawa – W Poranku WNET o tym, jak przebiega huragan Irma, który zaatakował Florydę, co wiadomo o stratach oraz czy administracja prezydencka stanęła na wysokości zadania.

Przez Florydę przechodzi huragan Irma. W dzisiejszym Poranku WNET najnowsze informacje z Florydy przekazał Krzysztofowi Skowrońskiemu prof. Paweł Kalczyński.

Huragan Irma zaatakował półwysep Floryda od południa, obecnie jest w jego środku, dojdzie niedługo do jego północnej części. Zniszczenia spowodowane są głównie wiatrem. Gdy huragan uderzał w południowe krańce Florydy, wiatr wiał z prędkością 200 km/h, przy czym nie były to porywy, ale jego stała prędkość. Wtórne uderzenie huraganu na środek stanu ma już prędkość ok. 160 km/h. Pojawiają się też inne zjawiska atmosferyczne – tornada, grad oraz opady deszczu. Wydaje się, że głównym zagrożeniem jest nie deszcz, jak w wypadku huraganu Harvey, który uderzył dwa tygodnie temu w Teksas, a wiatr. [related id=37678]

Mieszkańcy Florydy zdają sobie sprawę, że huragany się zdarzają, ponieważ w ciągu ostatnich stu lat półwysep już ich doświadczał. Na szczęście zniszczenia, jakie Irma dokonała na ulicach, nie są tak wielkie, jakby mogło się to wydawać, sądząc z danych o prędkości wiatru. Z relacji – jak na razie – wynika, że nie ma wiele zawalonych budynków czy pozrywanych dachów. Te dane mogą się jednak zmienić po nocy. Mieszkańcy Florydy mogli dowiedzieć się o zbliżającym się huraganie, przygotować się na niego i ewakuować. Jeśli chodzi o liczbę ofiar, do tej pory potwierdzono śmierć kilku osób. Jednak tak jak w przypadku huraganu Harvey, ich liczba może wzrosnąć do kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu.

Straty będą wielomilardowe, tak jak w Teksasie. Policzyć je będzie można dopiero gdy huragan przejdzie. Administracja Donalda Trumpa jak dotąd – zdaniem Pawła Kalczyńskiego – stanęła na wysokości zadania. Odnosi się wrażenie, że prezydent i jego administracja sto procent czasu poświęcają pomocy poszkodowanym.

Rozmowy z profesorem Pawłem Kalczyńskim można posłuchać w pierwszej części Poranka WNET. Na temat huraganu Irma w dzisiejszym Poranku mówiła też Irena Lasota w części czwartej. Zapraszamy do słuchania.

JS

 

O pustoszącym Florydę i Karaiby huraganie Irma: Obliczenie strat w dolarach tak naprawdę nie oddaje tragedii

Nie stało się to, o czym marzyli korespondenci mediów. Służby meteorologiczne USA  podały, że huragan Irma wytraca swoją moc: „Niestety, nie będzie aż tak silny, jak się spodziewaliśmy”.

– Od kilku dni obliczano, którędy ten huragan będzie przechodził, ale to jest nieobliczalne, ponieważ jest to jedno z tych zjawisk, których nie możemy kontrolować – powiedziała Irena Lasota, pytana o huragan Irma, który wczoraj dotarł do Stanów Zjednoczonych.

– Mimo że ewakuowano całe wschodnie wybrzeże Florydy, to największe uderzenie nastąpiło w zachodnią jej część.

Z pierwszych oględzin wynika, że bardziej niż Miami ucierpiała Tampa i inne miejscowości zachodniego wybrzeża Florydy. Przygotowania do huraganu spowodowały, ze ponad sześć milionów mieszkańców tego stanu opuściło go, udając się w bardziej bezpieczne rejony.

Publicystka wspomniała również o mobilizacji organizacji, które mają doświadczenie w pomaganiu i ratowaniu w trakcie tego typu katastrof. Na Florydę przyjechali wolontariusze z Teksasu, ale też z Nowego Jorku. Szczególnie dobrą opinią cieszy się w USA Czerwony Krzyż.

Zdaniem Ireny Lasoty media amerykańskie skupiły się przede wszystkim na tym, co dzieje się w USA, i praktycznie pomijają milczeniem spustoszenia, jakich dokonała Irma chociażby na Karaibach. Szczególnie poszkodowana jest mała wysepka Saint Martin. W wyniku przejścia huraganu aż 90 procent „wszystkiego, co tam stało”, zostało zmiecionych z powierzchni ziemi.

[related id=37670]- Dla zwykłych ludzi, którzy nie są turystami ani z turystyki nie żyją, jest to katastrofa, która będzie wymagała wielu, wielu lat, aby przywrócić stan sprzed huraganu – oceniła Irena Lasota. Zwróciła uwagę na fakt, że szacowanie strat zależy przede wszystkim od tego, „co ile w danym kraju kosztuje”. Podała tu jako przykład chatkę w górach, którą na Haiti można nabyć za 1000 dolarów, a podobny obiekt na Florydzie – już za 100 tysięcy dolarów.

– Obliczenie strat w dolarach tak naprawdę nie oddaje tragedii tego, co się dzieje – stwierdziła publicystka, podkreślając, że mieszkańcy wysp usytuowanych na Morzu Karaibskim nie mieli nawet czasu na ewakuację, a nawet nie mieli dokąd uciekać. USA ewakuowały z wysp około tysiąca swoich obywateli, to samo zrobiły również Francja i Holandia. Rozmówczyni Poranka przypomniała, że Floryda bardzo często pada ofiarą tego typu kataklizmów, a problemy natury meteorologicznej są także przyczyną tego, że archipelag Key West ma tylko jedno miasto.

– Nie stało się to, o czym marzyli korespondenci telewizyjni i radiowi – powiedziała, ironizując, Irena Lasota – bowiem służby meteorologiczne USA podały, że huragan zaczął wytracać swoją moc, co jeden z dziennikarzy nieopatrznie skomentował wypowiedzią: „niestety nie będzie aż tak silny, jak się spodziewaliśmy”.

[related id=37696]Mimo że huragan uderzył z mniejszą od spodziewanej siłą, to nadal sieje spustoszenie, a ulice Miami, na przykład, wyglądają niczym rzeki. Fala, którą ze sobą przyniósł huragan, sięga pięciu metrów.

– Taki huragan podobno wsysa piasek z plaży i po jego przejściu niektóre plaże nie pojawią się już w tych miejscach, gdzie były – poinformowała Lasota. Jak mówi, obawia się, że Irma poza stratami materialnymi spowoduje nieodwracalne zmiany linii brzegowej. – Woda wróci, ale plaże już niekoniecznie.

– Prezydent Trump jest bardzo dobrze przygotowany. Przede wszystkim to, że otoczony jest wojskowymi, bardzo pomogło jego wizerunkowi medialnemu – oceniła Irena Lasota. Jej zdaniem zachowanie prezydenta, który otacza się ludźmi kompetentnymi, bez wątpienia „podniesie mu rating” u wyborców. – Sytuacja, jaka ma miejsce, wprowadziła pokój między prezydentem a Kongresem, bo pod koniec sierpnia zapowiadało się na wielką wojnę w sprawie budżetu.

[related id=37678]Jej zdaniem Trump w sprawie budżetu postąpił „po swojemu”, bo porozumiał się nad głowami Republikanów z Demokratami, a to pozwoli mu na „odbudowanie Florydy i Teksasu”, które ucierpiały po przejściu huraganów.

W rozmowie również o zadziwiającej sytuacji z „przebiciem się przez granicę polsko-ukraińską prezydenta Saakaszwilego”, a także o ćwiczeniach Zapad 2017.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka WNET

Rozmową z Ireną Lasotą w części czwartej Poranka WNET