Parafia pw. Wniebowzięcia NMP w Chełmnie – jedyna parafia w Polsce, która posiada pięć gotyckich kościołów

Dzień 79. z 80/ Chełmno – Proboszcz tej nietypowej parafii, ksiądz Adam Ceynowa, opowiedział w Poranku WNET o gotyckim dziedzictwie Chełmna, o jego zabytkach, historii i życiu duchowym.

Radio WNET dotarło dzisiaj do Chełmna, pięknego, pełnego zabytków miasta. W Chełmnie znajduje się jedyna w Polsce parafia, na terenie której znajduje się pięć gotyckich kościołów. Z jej proboszczem księdzem Adamem Ceynową rozmawiał w Poranku WNET Krzysztof Skowroński.

Chełmno lata największej świetności przeżywało w XIII-XIV wieku, kiedy to powstawały stojące do dzisiaj gotyckie świątynie. Miasto było wtedy prężnie rozwijającym się ośrodkiem religijnym. Miało być wsparciem dla biskupa, którego siedzibą według zamierzeń miało być Chełmno. Biskupstwo powstało jednak nie tutaj, a w Chełmży. Zabytki wszelako pozostały.

Gotyckie świątynie Chełmna to: kościół farny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pofranciszkański kościół św. Mikołaja i św. Jakuba, podominikański kościół św. Piotra i Pawła, kościół Świętego Ducha (dawny kościół szpitalny), niewielki kościół św. Marcina oraz kaplica „Na Bramce” Matki Bożej Bolesnej (znajdująca się w Bramie Grudządzkiej).

Jak mówi ks. Ceynowa, kościoły te świadczą nie tylko o tym, co było, ale też o tym, co jest. Otoczone są opieką i przywracane do życia religijnego i kulturalnego.

Budowę kościoła farnego rozpoczęto w połowie XIII wieku, a ukończono w 1320 roku. Niedługo obchodzone będzie więc jego 700-lecie. Budowy tak naprawdę jednak nigdy nie ukończono, gdyż w zamyśle, oprócz wieży północnej, miała być też masywna wieża południowa.

We wnętrzu jest mnóstwo ołtarzy, głównie z XVII i XVIII wieku. Jest też wiele różnych elementów wyposażenia kultycznego. W kryptach pochowane są znaczące dla Chełmna osobistości. [related id=38213]

Jak już było wspomniane, największa świetność Chełmna przypadła na panowanie krzyżackie w XIII i XIV wieku. Jednak w Chełmnie dobrze się działo też później, o czym świadczy choćby – wybudowany już za czasów polskiego panowania – renesansowy ratusz.

W czasach średniowiecznych Chełmno było potężnym centrum religijnym. Oblicza się, że miało około 1500 mieszkańców, sześć wielkich na ówczesne czasy kościołów i trzy klasztory – franciszkanów, dominikanów i cysterek (potem benedyktynek).

W czasach I Rzeczypospolitej Chełmno było miastem starościńskim. Jako położone nad Wisłą, miało znaczenie gospodarcze, ale nie tak duże jak Toruń czy Grudziądz. Było za to istotnym ośrodkiem naukowym. Podjęto próbę założenia uniwersytetu. Nie udało się to, ale działająca tu Akademia Chełmińska miała dużą renomę, o czym świadczy osoba jej najsłynniejszego absolwenta – Mikołaja Kopernika.

Szczególnie cenne w Chełmnie jest to, że udało mu się uniknąć zniszczeń w czasie II wojny światowej. Zabytki nie są rekonstrukcjami, a stoją tak, jak zostały postawione. W całości ocalały między innymi mury miejskie. Jest to jeden z nielicznych tego rodzaju przypadków w Polsce.

Nie znaczy to, że II wojna światowa nie dotknęła ziemi chełmińskiej. W październiku 1939 roku w położonej niedaleko od Chełmna miejscowości Klamry Niemcy zamordowali prawie 2500 osób, najbardziej znaczących, członków miejscowych elit i inteligencji.

Po II wojnie światowej Chełmno przyjęło wiele osób przybyłych z Kresów Wschodnich. Znaczącą częścią mieszkańców są też rodziny żołnierzy, którzy tu stacjonowali ze swoją jednostką wojskową.

Parafialny kościół księdza Ceynowy, kościół farny, jest sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, związanym z cudem uzdrowienia ze ślepoty. Dlatego Członkowie Polskiego Związku Niewidomych i Niedowidzących chętnie doń pielgrzymują. Parafia jest też sanktuarium świętego Walentego, którego relikwie znajdują się w Chełmnie od średniowiecza. Co roku wraz z władzami miasta organizuje walentynki. Mają one dwa oblicza – ludyczne i religijne. Uczestniczą w nich małżonkowie, narzeczeni, w parafii odbywają się rekolekcje – jest to charakterystyczny element życia Chełmna.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w Poranku WNET w części pierwszej.

JS

Rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński zapewnił, że Andrzej Duda nie żądał dymisji Antoniego Macierewicza

Prezydent Andrzej Duda nie żądał dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza, mogę to zdementować po raz kolejny, choć pewnie znajdą się tacy, którzy w to nie uwierzą – powiedział w czwartek rzecznik.

Rzecznik prezydenta był pytany w czwartek w radiowych Sygnałach Dnia, czy nie powinny się odbyć konsultacje i rozmowy pomiędzy prezydentem Dudą a szefem MON Antonim Macierewiczem, ponieważ od dłuższego czasu widać, że Kancelaria Prezydenta, BBN oraz MON komunikują się głównie za pomocą pism.

Łapiński powiedział, że żadna ze stron – ani BBN, ani MON – „nie kryje, że w kilku kwestiach są pewne różnice zdań”. „Każda ze stron prezentuje swoje argumenty – dlaczego uważa, że jej wariant czy jej wersja tego rozwiązania jest lepsza. To jest często dyskusja naprawdę bardzo ekspercka” – zaznaczył.

Rzecznik prezydenta zaapelował, aby „nie stwarzać wrażenia, że jeśli jest pomiędzy dwoma ośrodkami dyskusja o ważnych sprawach nt. obronności i padają argumenty eksperckie, to jest jakiś konflikt czy coś złego”.

„Lepiej, żeby właśnie takie dyskusje się toczyły, bo właśnie z takich dyskusji być może wykuje się najlepszy projekt i najlepsze rozwiązania dotyczące systemu kierowania i dowodzenia armią” – przekonywał.

Łapiński zdementował informacje medialne, według których prezydent zażądał od premier Beaty Szydło dymisji Macierewicza. „Takiego żądania nie było, mogę to zdementować po raz kolejny, choć pewnie znajdą się tacy, którzy w to nie uwierzą” – podkreślił.

Pod koniec sierpnia premier Beata Szydło zapowiedziała, że nie będzie teraz zmian kadrowych w rządzie. Oceniła, że Macierewicz jest skutecznym ministrem, który dba o rozwój armii i o jej reformowanie. Zaznaczyła, że szef MON „swoimi działaniami naraził się wielu wpływowym grupom interesów, więc ma wrogów”.

Antoni Macierewicz pytany w zeszłym tygodniu o to, czy to prawda, jak niektórzy politycy i komentatorzy twierdzą, iż jest konflikt między MON a Pałacem Prezydenckim, odpowiedział: „Ja takiego konfliktu nie dostrzegam”.

PAP/lk

Dzięki podniesieniu tematu reparacji, o zbrodniach, których Niemcy dopuszczali się w Polsce, dowiedział się cały świat

Rozpoczyna się bardzo ciekawy konflikt prawny, który przysłonić może „historie, na których wyżywały się niemieckie media”. Stosunki polsko-niemieckie wreszcie dotyczą spraw realnych.

[related id=38338]W cotygodniowej korespondencji o tym, co niemieckie media piszą na temat reparacji wojennych i jakie to może mieć skutki dla świadomości Niemców.

„Der Spiegel” zaniepokojony pyta – czy Niemcy muszą teraz wypłacić Polsce miliardy reparacji wojennych? Odpowiada, że oczywiście nie. Jan Bogatko widzi jednak w niemieckich mediach wielkie zaniepokojenie wywołane rozpoczęciem dyskusji na temat odszkodowań wojennych dla Polski.

Korespondent Radia WNET zwraca uwagę na jeden ważny skutek pojawienia się tematu reparacji, niezależny od samej zasadności roszczeń, która według niemieckich ekspertów jest wątpliwa. Otóż teraz o zbrodniach, których dopuszczali się Niemcy w Polsce, dowiedział się cały świat.

Do tej pory w niemieckich mediach o tym nie pisano nic – wydawało się, że w Polsce były tylko polskie obozy koncentracyjne, a Polacy pomagali mordować Żydów. Okazuje się jednak, że na terenie Polski w czasie wojny działo się coś innego. Niemcy dopuszczali się w Polsce takich rzeczy, jak prawie nigdzie poza nią. Z 39 milionów Polaków 5,5 mln nie przeżyło wojny, a do tego Niemcy niszczyli wsie, miasta, zabytki kultury, a Warszawę wysadzili dom po domu po powstaniu warszawskim, o którym też nikt wcześniej w Niemczech nie wiedział. Przysłaniało je inne powstanie – powstanie w getcie. Zginęło w nim około kilka tys. osób. Jest to olbrzymia tragedia, ale „zamordowanie całego miasta nie mieściło się nikomu w głowie”.

Mnóstwo ekspertów zabrało w Niemczech głos. Jeden powiedział, że Niemcy straciły jedną piątą terytorium, a Polska uzyskała olbrzymi majątek. Jan Bogatko odpowiada na to w oczywisty sposób – prawda, że Niemcy utraciły jedną piątą terytorium, ale Polska ponad połowę, i to nie Polska napadła na Niemcy, ale odwrotnie.

Jan Bogatko uważa, że Niemcy wiedzą o tym, że żądania reparacji są uzasadnione, że „coś w nich jest”. Oczywiście wszystkie inne media w Niemczech powołują się na to, że Polska w 1953 roku miała zrzec się prawa do odszkodowań wojennych. Przecież w 1953 roku nie było Polski! To tak samo, jakby zjednoczone Niemcy zaczęły uznawać zobowiązania powzięte przez NRD, czyli sowiecką kolonię na terenie Niemiec.

To wszystko przypomina sprawę odszkodowań dla przymusowych robotników w Niemczech. Początkowo mówiło się tylko o robotnikach żydowskich. O polskich przymusowych robotnikach w czasie II wojny światowej nikt w Niemczech nie wiedział poza tymi, którzy sami korzystali z ich pracy. Okazało się jednakowoż, że tacy robotnicy byli i doszło do wypłaty odszkodowań.

Rozpoczyna się więc bardzo ciekawy konflikt prawny, który przysłonić może „historie, na których wyżywały się niemieckie media” dotychczas, czyli zagrożenia dla konstytucji, demokracji itd. Stosunki polsko-niemieckie wreszcie, jak mówi Jan Bogatko, zaczynają dotyczyć spraw realnych.

[related id=38213]Drugim tematem felietonu były wybory parlamentarne w Niemczech, które odbędą się już za 10 dni. Jan Bogatko uważa, że Angela Merkel je wygra, „bo nie ma innego wyjścia”, a „nawet jeśli przegra, to wygra”. Pozostaje tylko pytanie o to, jaka będzie koalicja po wyborach, czy dojdzie do „remake’u” wielkiej koalicji.

Wiadomo jedno – po wyborach pejzaż polityczny będzie inny. Partia AfD zdobywa popularność, szczególnie w landach wschodnich. Jan Bogatko stawia tezę, że AfD po wyborach będzie trzecią siłą w parlamencie. To zmusi Niemcy do innego spojrzenia na Europę, na Polskę, na świat, a może nawet i na samych siebie.

Felietonu można wysłuchać w części trzeciej Poranka WNET.

JS

Rzymkowski: b. szef MSW Jacek Cichocki przewija się w sprawie Amber Gold. Owocne konsultacje u prezydenta Dudy

Jedynym doradcą ds. bezpieczeństwa prezydenta Adamowicza w latach 2011-2016 był zastępca szefa Delegatury Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Gdańsku pułkownik Krzysztof Bolin (…) a on nic nie wiedział?

[related id=38053]Poseł Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski, przedstawiciel Sejmu w KRS i zastępca szefa komisji śledczej ds. Amber Gold uważa, że ostatnie zeznania świadków wniosły „bardzo dużo ciekawych elementów” do sprawy. Ocenił, że bardzo interesujące były poniedziałkowe zeznania świadka Ireneusza Dylczyka, „które przeczą jego zeznaniom pod przysięgą w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Lublinie”, w dodatku, jak się wyraził poseł, „w stopniu bardzo szerokim” – Dylczyk, zeznając przed komisją, złożył zeznania zaprzeczające wcześniejszym w ABW.

– Co ciekawe, w ABW Dylczyk podczas zeznań ujawniał wiele szczegółów, chociażby taki, że podczas słynnej rozmowy biznesmena gdańskiego Mariusa Olecha padło nazwisko Marcina P., a w zeznaniach przed komisją zaprzeczał, jakoby to nazwisko padło i dowiedział się wówczas o panu Marcinie P. i firmie Amber Gold – powiedział Rzymkowski. Jego zdaniem, zeznający we wtorek prezydent Adamowicz również był bardzo ciekawy, „powiedziałbym – ekspresyjno-agresywny w stosunku do członków komisji”.

– Ośmieszał się przez niektóre swoje wystąpienia. Przykładowo, kiedy zadałem mu pytanie, czy zna Michał Tuska, twierdził, że nie wie, co znaczy słowo „znać” – powiedział Rzymkowski, dla którego najistotniejszymi twierdzeniami prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza były te, w których zaprzeczał, jakoby miał kontakt ze służbami specjalnymi,

bo nie miał takich możliwości, jakie mają członkowie rządu i jest tylko samorządowcem, nie zna przedsiębiorców, nie wiedział, czym jest Amber Gold, spółka, którą prosił o finansowanie filmu o Lechu Wałęsie – „generalnie było to dosyć dziwne”.

– Jedynym doradcą do spraw bezpieczeństwa prezydenta Adamowicza od 2011 do ubiegłego roku był zastępca szefa delegatury bezpieczeństwa wewnętrznego w Gdańsku, pułkownik Krzysztof Bolin – powiedział Rzymkowski, który podczas przesłuchań pytał się Adamowicza o jego doradcę do spraw bezpieczeństwa, ale prezydent Gdańska wydawał się o nim nie pamiętać.

[related id=38232]Przypomniał, że jest to osoba bardzo barwna, od lat 80. znajomy prezydenta Adamowicza, z którym razem działali w Ruchu Młodej Polski. Bolin po 90. roku był dość ważnym funkcjonariuszem UOP-u, który w 1992 roku wysłał słynną notatkę do ówczesnego szefa UOP Piotra Naimskiego z informacją o tym, że znalazł w delegaturze gdańskiej UOP znikomą część teczki tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek”. W 2010 roku Bolin zakończył oficjalnie swoją służbę w ABW w stopniu pułkownika, pełniąc funkcję zastępcy szefa delegatury.

– Nie wierzę, żeby tak wysoki funkcjonariusz ABW nie miał świadomości, czym jest firma Amber Gold, i że jest to podmiot będący w polu zainteresowania służb, jak i też – kim jest pan Marcin P. To jest po prostu niemożliwe, żeby osoba zajmująca się bezpieczeństwem i doradzaniem prezydentowi Adamowiczowi nie wiedział nic o firmie Amber Gold – powiedział Rzymkowski.

Wczorajsze posiedzenie komisji ds. Amber Gold jednak najbardziej go zaskoczyło, bowiem w toku prac okazało się, że funkcjonariusze ABW dopuścili się fałszowania stenogramów z podsłuchów, w tym m.in. rozmów wczoraj zeznającego Emila Marata z Marcinem P.

– Mieliśmy tak drastyczne rozbieżności w tych stenogramach, a do tego dochodzi jeszcze kwestia nadawania wysokich klauzul tym podsłuchom – powiedział Rzymkowski, według którego owe podsłuchy to standardowe procedury operacyjne w tego typu sprawach – nadanie dwóch różnych klauzul stenogramom z tej samej rozmowy i do tego drastyczna rozbieżność nie tylko w przypisywaniu słów poszczególnym osobom, ale nawet w nomenklaturze zwrotów grzecznościowych. W jednym jest „witam” w drugim „dzień dobry”. No… jest dosyć duża rozbieżność i mam wrażenie, że doszło tutaj do fałszerstwa i celowego zaciemniania sprawy.

– W rozmowach tych panowie powoływali się między innymi na znajomość  z ówczesnym ministrem spraw wewnętrznych Jackiem Cichockim  – ujawnił Rzymkowski.

Rzymkowski o konsultacjach w sprawie sądownictwa u prezydenta Andrzeja Dudy

[related id=38307]- Założenia prezydenta są bardzo ciekawe. Zauważyłem elementy rzeczywiście reformujące wymiar sprawiedliwości, to jest novum w stosunku do tego, było poprzednio przedłożone przez Ministerstwo Sprawiedliwości – powiedział Tomasz Rzymkowski, pytany o wczorajsze konsultacje u prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie ustaw reformujących polski wymiar sprawiedliwości. Jego zdaniem realne problemy polskiego sądownictwa, wskazywane już wcześniej przez Kukiz’15, prezydent i jego współpracownicy „już zauważyli i ta ponadgodzinna rozmowa z przedstawicielami klubu Kukiz’15 była bardzo merytoryczna, o konkretnych problemach i konkretnych rozwiązaniach”.

– Bardzo nas ucieszyła zmiana dotycząca wyboru sędziów KRS na kwalifikowaną większością 3/5 głosów przez Sejm, ale równie udział czynnika społecznego  w postępowaniu dyscyplinarnym wobec sędziów – to były nasze dwa kluczowe postulaty – powiedział Rzymkowski, który uważa, że właśnie te dwa rozwiązania prawne przyczyniają się do wdrożenia realnej reformy w sądownictwie. – Przy czym główną bolączką w polskim sądownictwie jest przerośnięta kognicja (pogląd ten podziela również prezydent), to jest zbyt szeroka właściwość sądów do orzekania różnych spraw.

Rzymkowski stwierdził, że prezydent bardzo przychylnie spogląda na postulat wprowadzenia do polskiego systemu prawnego sędziów pokoju, nad którym pracuje Kukiz’15. Zdradził nam, że niebawem jego klub parlamentarny złoży w tej sprawie projekt ustawy. – Aby te najdrobniejsze sprawy nie zalewały polskich sądów, tylko były rozstrzygane przez sędziów pokoju wybieranych w wyborach bezpośrednich na kadencję cztero- czy pięcioletnią – powiedział Rzymkowski.

Poseł uważa, że zreformowanie polskiego sądownictwa to tylko kwestia czasu, bowiem wola obywateli jest oczywista, bo ponad 80 procent polskiego społeczeństwa chce wprowadzenia zmian w wymiarze sprawiedliwości.

– Znacząca cześć środowiska sędziowskiego również dostrzega potrzebę reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości – powiedział. Jego zdaniem jedyne rozterki, jakie temu towarzyszą, to to, jakie zmiany wprowadzić i w jaki sposób. Skrytykował ustawy zawetowane przez prezydenta, a za największe kuriozum „niespotykane na świecie” uważa pomysł ustanowienia prokuratora generalnego zwierzchnikiem sądów w Polsce. Wskazał, że niedopuszczalne w tamtej koncepcji było to, że uczestnik postępowania przed sądem – jakim nawet prokurator generalny – był zwierzchnikiem sędziego. Przypomniał, że sędzia orzekając winien cieszyć się niezawisłością, a jednostka organizacyjna, jaką jest sąd, niezależnością.


W dniu wczorajszym media obiegła wiadomość, że lider Kukiz’15 Paweł Kukiz trafił do szpitala. Rzymkowski zapewnił, że ma stały kontakt z Pawłem Kukizem, a ten ma się coraz lepiej.

Zresztą już wczoraj wieczorem Paweł Kukiz napisał na Facebooku :

Wszystkich tych, którzy w komentarzach pod artykułami z informacją o moim pobycie w szpitalu życzą mi jak najgorzej, spodziewają się rychłego zgonu, dignozują ćpanie, przepicie itp. sprawy, muszę zmartwić…. Będę żył, czuję się coraz lepiej, bronchoskopia nie wykazała nowotworu, a Pani Doktor pochwaliła, że przeszedłem te badania bardzo dzielnie  🙂
Ponieważ Obywatel powinien znać stan zdrowia posła, to informuję o zmianach miażdżycowych i zaburzenia czynności wentylacyjnej. Ale to już rezultat PESEL, papierochów i „energetyków”. I do wyleczenia.
Aby dać pożywkę trollom, informuję również, że przebywam w szpitalu MSWiA. Można więc rozwijać wątki „Służb”, WSI i powiązań z obcym wywiadem, który spreparował moją chorobę, by „pod przykryciem” wrzucić mnie do resortowego szpitala, abym wydobył od lekarzy tajemnice o stanie zdrowia najwyższych urzędników państwowych i przekazał je Moskwie w zamian za koryto w następnej kadencji 🙂

 

MoRo

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowa koalicja na Ukrainie Tymoszenko i Sadowy wspierają Saakaszwilego przeciw Poroszence w cieniu Zapad 2017

Krytycy Saakaszwilego zarzucają mu, że do powrotu na Ukrainę wybrał bardzo zły czas, wpisując się w rosyjski scenariusz prowokacji wobec Ukrainy. Dzisiaj bowiem rozpoczynają się manewry Zapad 2017.

[related id=38268]27 lipca tego roku prezydent Petro Poroszneko odebrał ukraińskie obywatelstwo Saakaszwilemu, które ten otrzymał w 2015 roku – zresztą z inicjatywy samego Petra Poroszenki. Saakaszwili wtedy został zaproszony przez ukraińskiego prezydenta o objęcie funkcji odeskiego gubernatora. W listopadzie 2016 roku Saakaszwili z funkcji gubernatora zrezygnował i zaczął krytykować Poroszenkę, stworzył również ugrupowanie Ruch Nowych Sił, które jednoznacznie stało się ugrupowaniem opozycyjnym.

Krytyka prezydenta, a według Saakaszwilego też tajne porozumienie Poroszenki z obecnymi władzami Gruzji, miało być przyczyną odebrania gruzińsko-urkaińskiemu politykowi ukraińskiego obywatelstwa. Odbyło się to w czasie, gdy Saakaszwili przebywał w USA i tym samym został pozbawiony formalnej możliwości powrotu na Ukrainę.

W ostatnią niedzielę, 10 września, jednak powrót na Ukrainę mu się udał. Chociaż polityk powrócił w atmosferze skandalu – praktycznie siłą przekraczając ukraińską granicę. Saakaszwili wjeżdżał na Ukrainę z terytorium Rzeczypospolitej, z której został zresztą wypuszczony bez problemów.

Na Ukrainę jednak dostał się otoczony przez swoich zwolenników, deputowanych, przedzierając się siłą przez kordon ukraińskich pograniczników, w takiej sytuacji oczywiście już bez odprawy paszportowej. Zresztą według Saakaszwilego jego paszport podczas tej akcji miał mu przepaść czy wręcz zostać wykradziony przez ukraińskie służby, a Saakaszwili twierdzi, że dokument leży teraz w gabinecie Poroszenki.

Ostatecznie straż graniczna przedstawiła Saakaszwilemu protokół (już w czasie jego pobytu we lwowskim hotelu) dotyczący przekroczenia granicy z naruszeniem procedur administracyjnych. W tej sprawie 18 września ma się odbyć posiedzenie sądu w Mościskach.

Saakaszwilemu towarzyszyli i wsparli go w akcji politycy, którzy do niedawna byli jego konkurentami czy nawet przeciwnikami politycznymi – na granicę przyjechała Julia Tymoszenko, a Saakaszwili zatrzymał się we Lwowie – do którego „na kawę” zaprosił go mer tego miasta i lider opozycyjnej w stosunku do obecnych władz partii Samopomoc Andrij Sadowy.

Saakaszwili od razu faktycznie rozpoczął silną kampanię polityczną. Wczoraj spotkał się z mieszkańcami Czerniowiec i występuje w ukraińskich mediach przede wszystkim krytykując prezydenta Poroszenkę.

Najbardziej jednak może zaskakiwać fakt, że cała akcja zjednoczyła w poparciu byłego prezydenta Gruzji dawnych wrogów, a co najmniej konkurentów politycznych: Julię Tymoszenko i Andrija Sadowego.

[related id=38286]Tymoszenko od dawna ostro i jednoznacznie krytykuje prezydenta Poroszenkę, oskarżając go o sprzeniewierzenie się ideałom Majdanu i o dyktatorskie zapędy. Była premier faktycznie jest liderem sondaży w wyścigu o fotel prezydencki – wybory mają się odbyć w 2019 roku. Niektórzy z ukraińskich komentatorów zarzucają jej jednak, że popieranie Saakaszwilego jest z jej strony hipokryzją, skoro nie wspierała go w czasie wojny z Rosją w 2008 roku, ale o byłej premier teraz ciepło wyraża się i sam Saakaszwili, podobnie jak i o Andriju Sadowym, który pozostaje w otwartym konflikcie z obecnymi władzami Ukrainy, czego przejawem była blokada śmieciowa.

Lwów przez miesiące tonął w śmieciach, bo nie miał gdzie ich wywozić ze względu na zapełnienie dotychczasowego wysypiska śmieci. Władze w Kijowie zarzucały Sadowemu nieudolność, a ten Kijowowi – celowe blokowanie Lwowa i chęć usunięcia go ze stanowiska mera tego miasta. Nie ulega wątpliwości, ze Sadowy chciał, podobnie jak i Julia Tymoszenko, kandydować na prezydenta Ukrainy. Czy teraz wspólne wystąpienie konkurentów politycznych w sprawie Saakaszwilego oznacza również trwały sojusz przeciwko Poroszence, na pewno jeszcze nie można jednoznacznie stwierdzić.

W swojej wojnie o ukraińskie obywatelstwo Saakaszwili uzyskał silne wsparcie ze strony ważnego partnera Ukrainy jakim są USA. Kurt Wolker – specjalny przedstawiciel USA ds. Ukrainy – stwierdził, że jeśli Ukraina chce budować państwo prawa, to „Saakaszwilemu trzeba dać prawo obrony swojego obywatelstwa w sądzie”. Poroszenko zaś powinien „mniej dramatycznie podchodzić do Saakaszwilego i zająć się sprawą usprawnienia zarządzania krajem i walką z korupcją”.

Na marginesie może warto wspomnieć, iż pomimo że Saakaszwili twierdzi, że miał tylko ukraiński paszport, to często mówiono, że ma również obywatelstwo amerykańskie, do czego on sam się nie przyznaje. Bez wątpienia jednak ma szereg dobrych kontaktów w USA, gdzie też ma otrzymywać wysokie honoraria za wykłady. USA nie zapomną mu, że był niewątpliwie najbardziej proamerykańskim prezydentem Gruzji, a same przecież wspomagały go podczas wojny z Rosją w 2008 roku, wspomagały nie tylko politycznie.

Krytycy Saakaszwilego zarzucają mu, że do powrotu na Ukrainę wybrał bardzo zły czas, wpisując się w rosyjski scenariusz prowokacji wobec Ukrainy. Dzisiaj bowiem rozpoczynają się potężne manewry rosyjsko-białoruskie Zapad 2017, których władze w Kijowie się obawiają i głośno te obawy wyrażają.

Paweł Bobołowicz z Ukrainy

 

Adam Smith. Ojciec współczesnej ekonomii / piąta audycja z cyklu pt. „Czy fortuna kołem się toczy?”

Adam Smith, XVIII-wieczny autor „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, dzieła nazywanego biblią kapitalizmu, którego data wydania uznawana jest za datę narodzin współczesnej ekonomii.

Ten osiemnastowieczny szkocki ekonomista i filozof w „Badaniu nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” opisał pierwszy system ekonomii politycznej.

Dokładna data urodzin Adama Smitha nie jest znana, ale zarejestrowana została data jego chrztu, który odbył się 5 czerwca 1723 roku w miejscowości Kirkcaldy w Szkocji. Adam Smith uczęszczał do szkoły Burgh School, gdzie uczył się łaciny, matematyki, historii i sztuki pisania. Studia na Uniwersytecie w Glasgow rozpoczął w wieku 14 lat, a w 1740 roku przeniósł się do Oxfordu.

W roku 1748 rozpoczął serię otwartych wykładów na Uniwersytecie w Edynburgu. Dzięki tym wykładom w 1750 roku poznał Davida Hume’a, szkockiego filozofa i ekonomistę, co zapoczątkowało ich dozgonną przyjaźń. Owocem ich znajomości było przyjęcie Adama Smitha do kadry Uniwersytetu w Glasgow w 1751 roku.

Osiem lat później Smith opublikował „Teorię uczuć moralnych”, książkę, w której twierdził, że moralność jest zależna od sympatii pomiędzy osobą a innymi członkami społeczeństwa. Niedługo po ukazaniu się tej pozycji został nauczycielem przyszłego księcia Buccleuch (1763-1766). Udał się z nim do Francji, gdzie spotkał innych wybitnych myślicieli swoich czasów, takich jak Benjamin Franklin i francuski ekonomista Turgot.

„Bogactwo narodów”

Adam Smith pracował przez dziewięć lat nad swoją następną książką i w 1776 roku opublikował „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” (zwykle nazywaną w skrócie „Bogactwo narodów”). „Bogactwo narodów” jest uznawane za pierwszą pracę poświęconą analizie ekonomii politycznej.

Ekonomia tamtych czasów była zdominowana przez koncepcję, zgodnie z którą najlepszą miarą bogactwa kraju były jego zapasów złota i srebra. Smith zaproponował, że bogactwo kraju powinno być oceniane za pomocą innej miary – całkowitej wartości produkcji i handlu; miary dzisiaj
nazywanej Produktem Krajowym Brutto, czyli PKB. Smith w swojej pracy zgłębił teorię podziału pracy oraz koncepcję, wywodzącą się jeszcze od Platona, która twierdzi, że wyspecjalizowanie prowadzi do wzrostu wydajności. Krytykował taki podział pracy twierdząc, że może powodować u pracowników „psychiczne okaleczenie”, czyniąc ich wyizolowanymi ignorantami ze względu na pracę ograniczającą się do wykonywania jednej powtarzalnej czynności.

W swoich pracach Adam Smith zastanawia się nad ekonomią w kontekście początków rewolucji przemysłowej i stwierdza, że gospodarki wolnorynkowe, czyli kapitalistyczne, są najbardziej wydajne i korzystne dla społeczeństw. Smith argumentuje za systemem ekonomicznym opartym na indywidualnym własnym interesie i prowadzonym przez „niewidoczną rękę”. Uważa, że w takim systemie wszyscy zdobędą największe dobro.

„Bogactwo narodów” zapewniło Smithowi dalekosiężną sławę, a samo dzieło, uznawane za fundamentalne dzieło klasycznej ekonomii, jest jedną z najbardziej wpływowych książek po dziś dzień. Adam Smith został rektorem Uniwersytetu w Glasgow w roku 1787, a trzy lata później zmarł w wieku 67 lat.


Projekt „Pieniądz – historia i teraźniejszość. Zarządzanie finansami – zagrożenia i szanse” – realizowany z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.

14.09/ W 80 dni dookoła Polski/ Dzień 79. z 80/ Zapraszamy na Poranek WNET z Chełmna

W przedostatnim punkcie naszej osiemdziesięciodniowej trasy trafiliśmy do miasta, którego nazwa pochodzi od słowa „chełm”, co dosłownie oznacza – osada na wzgórzu.

Goście Poranka Wnet:

Tomasz Rzymkowski – poseł Kukiz’15;

Mariusz Kędzierski – burmistrz Chełmna;

Anna Grzeszna-Kozikowska – historyk, przewodnik turystyczny;

Anna Soborska-Zielińska – pracownik Muzeum Ziemi Chełmińskiej;

Władysław Flieger – przewodnik po Chełmnie;

Paweł Bobołowicz – korespondent Radia Wnet z Ukrainy;

Jan Bogatko – korespondent Radia Wnet z Niemiec;

Ks. Adam Ceynowa – proboszcz parafii w Chełmnie;

Dorota Zawacka-Wakarecy – prezes Fundacji Elżbiety Zawadzkiej.

 


Prowadzący: Krzysztof Skowroński

Realizator: Andrzej Gumbrycht

Wydawca: Małgorzata Wieczorek

Wydawca techniczny: Jan Brewczyński


Część pierwsza:

Dorota Zawacka-Wakarecy opowiedziała o swoim rodzinnym Chełmnie.

Ks. Adam Ceynowa opowiedział o pięciu gotyckich kościołach, które są pod jego opieką, szczególnie o najstarszym kościele w Chełmnie, czyli kościele farnym. Jak mówi, plany architektoniczne tego kościoła nigdy nie zostały całkowicie zrealizowane.

 

Część druga:

Paweł Bobołowicz o powrocie Micheila Saakaszwilego na Ukrainę, przekroczeniu granicy przy użyciu siły oraz prawnych konsekwencjach tego wydarzenia. Byłemu prezydentowi Gruzji zarzuca się również działanie, które może wykorzystać Rosja.

Cykl audycji ekonomicznych Radia Wnet. Dzisiaj prezentujemy postać Adama Smitha.

 

Część trzecia:

Jan Bogatko relacjonował wciąż trwającą w Niemczech dyskusję, czy są winne Polsce odszkodowań za II Wojnę Światową. Komentując zbliżające się wybory w Niemczech, stwierdził, że Angela Merkel wygra niezależnie od ich wyniku. Mimo wszystko nastrój w tym kraju się zmienia.

Krzysztof Romaniuk o zbliżającej się Wielkiej Warszawskiej.

 

Część czwarta:

Serwis informacyjny Radia Warszawa i słup ogłoszeniowy Radia Wnet.

 

Część piąta:

Tomasz Rzymkowski o spotkaniu przedstawicieli klubu Kukiz’15 z prezydentem Andrzejem Dudą, dotyczącym ustawy mającej reformować sądownictwo. Relacjonował i komentował wczorajsze przesłuchanie przed komisją śledczą ds. Amber Gold prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza oraz Emila Marata – byłego doradcy zarządu Amber Gold.

Mariusz Kędzierski o charakterystyce miasta, problemach oraz plusach tej miejscowości. Chełmno nie zostało zniszczone podczas wojny, prawdopodobnie dzięki złamaniu rozkazu Hitlera. Heinz Guderian nie dopuścił do poprowadzenia frontu przez swoją rodzinną miejscowość. Chełmianie starają się pozyskać jak najwięcej turystów, a problemem jest emigracja młodych ludzi.

 

Część szósta:

Anna Grzeszna-Kozikowska opowiedziała o gotycko renesansowych klimacie panującym w muzeum miasta oraz relikwiach św. Walentego.

Anna Soborska-Zielińska przybliżyła postać i osiągnięcia Ludwika Rydygiera,  jednego z najwybitniejszych ówczesnych polskich, a także światowych chirurgów.

Władysław Flieger opowiedział o działalności sióstr Szarytek w Chełmnie.

 

Cała audycja:

Ponad dwa miliony Polaków nie spłaca długów w terminie / trzecia audycja z cyklu pt. „Czy fortuna kołem się toczy?”

Ponad 14% wszystkich klientów banków, SKOK-ów i firm pożyczkowych współpracujących z BIK nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Średnia kwota zaległego zobowiązania na osobę wynosi 20 790 zł.

Zgodnie z badaniami Biura Informacji Kredytowej w Polsce z września 2016 r. ze spłatą swoich długów w terminie nie radzi sobie już ponad dwa miliony osób. Średnia wartość ich zaległego zobowiązania wynosi ponad 20 tys. złotych. Prawie połowa ma zaległości przekraczające 5 tys. złotych. Rekordziści są zadłużeni na nawet ponad 100 mln złotych!

Choć zadłużenie prywatne w Polsce jest znacznie niższe niż w krajach rozwiniętych, to udział kredytów zagrożonych jest względnie wysoki. Po części wynika to z bardziej restrykcyjnych regulacji, a po części jednak z naszej własnej niefrasobliwości.

Łączna kwota zaległych płatności klientów czasowo niewywiązujących się ze zobowiązań wynosiła w czerwcu 2016 r. 44,6 mld zł i od 2008 r. wzrosła prawie 5,5-krotnie. W czerwcu 2016 r. problem dotyczył ok. 2,15 mln osób, czyli nieco ponad 14% wszystkich klientów banków, SKOK-ów i firm pożyczkowych współpracujących z BIK.

Raport InfoDług definiuje również profil osoby, która przestała spłacać długi w terminie. Aktualnie jest to mężczyzna w wieku od 35 do 44 lat, mieszkaniec Śląska. Właśnie z tego regionu Polski pochodzi najwięcej, bo ponad 14%, osób nieterminowo regulujących zobowiązania. Średnie zaległe zobowiązanie statystycznego Polaka wynosi 26 367 złotych. Osoba ta częściej ma problem ze spłatą rachunków i alimentów niż kredytów. Kredyty znajdują się na dalszym planie. W zaległościach kredytowych osobom w wieku 35-44 lat dorównują Polacy, którzy ukończyli 65. rok życia.

Średnia kwota zaległego zobowiązania przypadająca na osobę nieregulującą terminowo zobowiązań wyniosła 20 790 złotych. 51,1% z tych osób miało zaległości nieprzekraczające 5 tys. złotych. W przypadku 34,7% zaległości przekraczają 10 tys. złotych.

Prawie 215 tys. zł to średnia wartość zaległego kredytu mieszkaniowego. Właśnie te zobowiązania wraz z zaległymi alimentami są odpowiedzialne za wysokie zaległe płatności Polaków.

Powyższe dane uzupełnia raport nt. finansów gospodarstw domowych publikowany cyklicznie przez Instytut Ekonomiczny Narodowego Banku Polskiego. Raport potwierdza, że zobowiązania Polaków ciągle rosną. Natomiast dane od 2010 r. pokazują stabilizację transakcji w formie kredytów mieszkaniowych i wskazują na trend wzrostowy transakcji w formie kredytów konsumpcyjnych.

Większość ekspertów doradzających w zakresie finansów osobistych i rodzinnych zgadza się, że zadłużenie budżetu domowego nie jest dobrą sytuacją. Marcin Iwuć, który po 11 latach w branży finansowej zostawił korporację, aby zająć się popularyzowaniem wiedzy o zarządzaniu finansami, w swojej książce określa dług jako ryzyko i przeciwieństwo oszczędności. Uważa, że ci, którzy chcą być zamożni, powinni uwolnić się od wszelkich długów.

Ekspert w kroku czwartym proponowanego programu zarządzania finansami zachęca do uregulowania zobowiązań, których możemy się pozbyć w planowy sposób. Ważna jest kolejność. Po pierwsze, zaległe opłaty związane z mieszkaniem. Potem „chwilówki” i pożyczki z różnego rodzaju parabanków, bo tutaj odsetki rosną w zastraszającym tempie. W następnej kolejności kredyty konsumpcyjne. Rozważając zmniejszenie obciążeń wynikających z kredytu hipotecznego, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że – w przeciwieństwie do powyższych rodzajów kredytów – ma on zabezpieczenie i jest względnie nisko oprocentowany. Ponadto wcześniejsza spłata kredytu hipotecznego nierzadko wiąże się z dodatkowymi opłatami.

Długi wpisujemy na listę w kolejności od najniższej do najwyższej kwoty pozostałej do zapłaty. Jest to kolejność, w jakiej powinniśmy rozprawiać się z tymi długami. Na liście zamieszczamy informacje o wysokości raty lub miesięcznej kwoty spłaty, oprocentowaniu i kwocie pozostałej do spłaty. Gdy spłacimy najniższe zadłużenie, nasza lista stanie się krótsza, a my zyskamy dodatkową motywację do dalszej walki z długami, a właśnie stopniowy spadek motywacji oraz zniechęcenie, które dopada nas, gdy nie widzimy rezultatów, jest główną przyczyną niepowodzenia w procesie oddłużania.


Projekt „Pieniądz – historia i teraźniejszość. Zarządzanie finansami – zagrożenia i szanse” – realizowany jest z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.

 

 

Obraz naszej kultury i historii, ten, który funkcjonuje w świadomości zbiorowej, jest wciąż wypaczony i popsuty

Nasi najeźdźcy ze wschodu i zachodu (…), aby sprowadzić naród do poziomu niewolników i analfabetów razem z ludźmi niszczyli dorobek intelektualny i naukowy.

Obraz naszej kultury i historii, ten, który funkcjonuje w świadomości zbiorowej, jest wciąż wypaczony i popsuty. Czyż celem naszych najeźdźców ze wschodu i zachodu nie była elita narodu intelektualna i patriotyczna: uczeni, lekarze, prawnicy, inżynierowie. Trzeba było życia dwóch pokoleń, aby odbudować jako tako tylko straty biologiczne. Aby sprowadzić naród do poziomu niewolników i analfabetów, razem z ludźmi niszczyli dorobek intelektualny i naukowy zawarty w książkach i dokumentach.

Jedno z pierwszych zarządzeń niemieckich w okupowanej Warszawie dotyczyło wydawnictw. Kiedy władze okupacyjne już uporały się z przejmowaniem banków, zakładów przemysłowych i firm handlowych, nakazały zwieźć na plac Piłsudskiego całą literaturę antyfaszystowską celem jej spalenia. Wystarczyło jedno zdanie nieprzychylne dla Niemiec, aby książka poszła na stos.

Następnie przyszła kolej na książki związane z historią Polski. (…) Jak podkreśla Piotr Witt, zakazano druku nowych pozycji zarówno po polsku, jak i w innych językach, co więcej, zakazano sprzedaży nawet istniejącego zasobu.

Dzieła zniszczenia dziedzictwa narodowego dokończył nowy okupant, który zlikwidował prywatne wypożyczalnie i biblioteki, których przed wojną było ponad osiem tysięcy.(…) Podszedł do tego w sposób radykalny, biblioteki zlikwidowano, a książki poszły na przemiał.

Wycofane zostały z bibliotek wszelkie pozycje antykomunistyczne, antyrosyjskie, liberalne i książki dotyczące „gniazda przesądu”, czyli literatura religijna, wszelka literatura tzw. reakcyjna i dekadencka. Administracja komunistyczna nie oszczędziła nawet książek dla dzieci. Kornel Makuszyński był zakazany jako groźny antysemita, podobnie zresztą jak Adam Nowaczyński i Zygmunt Nowakowski.

Aleksander Kamiński zakazany był jako szkodliwy reakcjonista i prześladowany. Jego epopeja o Armii Krajowej „Kamienie na szaniec” została skazana na zapomnienie. W tym samym czasie wydawano w nakładzie 300 tys. egzemplarzy „Obywateli” Kazimierza Brandysa, podręcznik donosu dla młodzieży gimnazjalnej, i „Między wojnami” – pięć wydań przedstawiających zafałszowany obraz Polski przedwojennej. (…)

Obraz polskiego dorobku intelektualnego uległ radykalnemu zafałszowaniu.

W felietonie Piotra Witta także o bestsellerze światowego formatu, jakim była powieść Zofii Kossak-Szczuckiej o Franciszku z Asyżu „Bez oręża”, oraz o wykreślonych przez komunistów pisarzach emigracyjnych, a także o konieczności zaangażowania się polskiego rządu we wskrzeszenie polskiej kultury.

MoRo

Karol Wojtasik, radny miasta Torunia: Port przeładunkowy na Wiśle dla Torunia to szansa dla tego miasta na rozwój

Dzień 78. z 80/Toruń/Za nami 839 km Wisły- Nie ma bardziej proekologicznego środka transportu żeglugi śródlądowej – tak do idei budowy portu przeładunkowego w Toruniu dla trasy E-40 przekonywał radny.

– Toruń to miasto nad Wisłą, przez którą prowadzi międzynarodowa droga wodna E-40; wiedzie ona przez Mińsk, Kijów, Dniepropawłowsk z Gdańska nad Bałtykiem do Chersonia nad Morzem Czarnym – powiedział radny. Przypomniał, że od średniowiecza Wisła w tym miejscu stanowiła element wielkiego szlaku handlowego od Waregów do Greków.

– Trzy tygodnie temu na festiwalu inaugurującym rok rzeki Wisły klub radnych PiS wyszedł z inicjatywą zapisania w wieloletniej strategii dla miasta Torunia budowy rzecznego portu przeładunkowego na Wiśle.

Zwrócił uwagę na fakt wieloletnich zaniedbań na odcinku polskim tej trasy, to jest fragmencie rzeki Bug, gdzie urządzenia hydrotechniczne są przestarzałe i uniemożliwiają spływ dużych barek. W 2013 roku przebadano możliwości ponownego uruchomienia szlaku i okazało się, że z ponad 3600 km tej trasy czwartą lub piątą klasę żeglowności ma jedynie odcinek 215 kilometrów.

Mimo to radni PiS z Torunia chcą powstania portu przeładunkowego, który umożliwi transport do Europy Wschodniej towarów z polskich portów w Gdyni, Gdańsku, a jak powstanie przekop przez Mierzeję Wiślaną, również z Elbląga. Projekt ten zdaniem radnych PiS z Torunia kwalifikuje się do tego, aby dostać dofinansowanie unijne.

– Nie ma bardziej proekologicznego środka transportu od żeglugi śródlądowej – przekonywał Karol Wojtasik, cytując dane dotyczące spalania ropy naftowej przez barki i TIR-y: żeby przetransportować ten sam ładunek, TIR-y zużyją siedmiokrotnie więcej paliwa niż barki rzeczne.

Szacuje się, że na jednym litrze paliwa na odległości jednego kilometra można przetransportować barką aż 127 ton ładunku, koleją 97 ton, samochodem 50 ton.

Wywiad z Karolem Wojtasikiem, radnym miasta Torunia, w części pierwszej Poranka WNET

Cały poranek WNET

MoRo