As wywiadu i kontrwywiadu Komendy Głównej Armii Krajowej płk pilot dr inż. Kazimierz Leski (Leon Juchniewicz)

Wielokrotnie w mundurze niemieckiego generała Wehrmachtu von Hallmana, a później jako generał Karl Jansen przemierzał kurierskie trasy w Europie. Wykradł Niemcom plany umocnień Wału Atlantyckiego.

Piotr Edward Gołębski

Kazimierz Leski ukończył studia w Wyższej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. Wawelberga i Rotwanda. Wyjechał do Holandii, gdzie podjął studia na wydziale budowy okrętów Politechniki w Delft, jednocześnie pracując w tamtejszych stoczniach m.in. przy budowie dla Polski łodzi podwodnych „Orzeł” i „Sęp”.

Przed wybuchem wojny wrócił do kraju, a uprawiając od lat żeglarstwo i pilotaż, został pilotem wojskowym, przechodząc szkolenie w Szkole Rezerwy Lotnictwa w Sadkowie pod Radomiem. 17.09.1939 r. w czasie lotu porannego do Czortkowa nad Seretem został zestrzelony przez Amię Czerwoną, która rozpoczęła wojnę z Rzeczpospolitą. Dzięki pomocy miejscowej ludności, pomimo uszkodzonego kręgosłupa uciekł z aresztu i dotarł do Lwowa. Tam w klinice słynnego prof. Weigla, gdzie przedstawił się jako Leon Juchniewicz, wrócił do względnego zdrowia. Z grupą przyjaciół dostał się do matki w Warszawie i kontynuował leczenie w Szpitalu Ujazdowskim. (…)

Leskiemu polecono utworzenie działu wywiady obce (krypt. 997) i zaczęto tworzyć własne drogi przerzutowe do Naczelnego Dowództwa w Londynie. Znając języki: angielski, holenderski, niemiecki i francuski Leski zorganizował specjalny oddział 666, który przygotowywał trasy przerzutowe dla kurierów. Kurierzy przewozili materiały, które nie mogły dotrzeć drogą radiową (szkice umocnień i pozostałych obiektów oraz zdjęcia). Leski wykazał się bezgraniczną odwagą, gdy kilkanaście razy w mundurze niemieckiego generała Wehrmachtu Juliusa von Hallmana, a później – po odpowiednim ucharakteryzowaniu – jako generał Karl Leopold Jansen przemierzał kurierskie trasy w Europie. Wykradł Niemcom plany umocnień Wału Atlantyckiego.

Uczestniczył w rozpracowaniu agenta gestapo Józefa Hammera, który jako płk Baczewski utworzył siatkę przekazującą do gestapo tajemnice grypsów pisanych przez więźniów Pawiaka i innych więzień. Zlikwidowano zdrajcę i jego sztab latem 1942 r.

W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego Leski utworzył z cywilnych ochotników kilkunastoosobowy oddział o nazwie „Bradl”, który rozwinął się do kompanii, walczącej w Śródmieściu Południe (od nazwy firmy Leskiego Johannesa Bradla).

Po upadku powstania opuścił Warszawę w Korpusie Warszawskim, po zdaniu – celowo uszkodzonej – broni na placu przed politechniką. Oddziały szły w eskorcie Niemców i po uraczeniu najbliższych Niemców wódką wyniesioną z miasta, gdy zapadł zmrok, grupa jeńców „opuściła” kolumnę i dotarła do Milanówka.

Kazimierz Leski nawiązał łączność z gen. Okulickim „Niedźwiadkiem” i został w październiku 1944 r. szefem Sztabu Obszaru Zachodniego AK oraz pracował w Delegaturze Sił Zbrojnych na Kraj. Wielokrotnie składał meldunki gen. Okulickiemu i 19.01.1945 r. uczestniczył w opracowaniu szczegółów rozkazu o rozwiązaniu Armii Krajowej. (…)

Jeden z ujawnionych przesłuchiwany przez UB wydał Leskiego, który od wiosny 1945 r. jako Leon Juchniewicz pracował w Zjednoczeniu Stoczni Polskich i organizował Stocznię nr II w Gdańsku. W sierpniu 1945 r. Leski został aresztowany w Poznaniu, a następnie osadzony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie (pawilon X cela 19).

Włączono go do procesu Komendy Głównej Zrzeszenia WiN, gdzie pierwszym oskarżonym był płk. Jan Rzepecki. W nagłaśnianym przez komunistyczną prasę procesie w 1947 r. został skazany na 12 lat więzienia, potem zmniejszone do 6 lat, po liście byłych oficerów Gwardii i Armii Ludowej do ówczesnego prezydenta PRL Bolesława Bieruta.

W czasie odbywania wyroku Leski był brutalnie przesłuchiwany i zmuszany do podpisywania fałszywych zeznań w celu następnego oskarżenia. Jako wysokiemu oficerowi AK zarzucano mu rozpracowywanie lewicowych grup i organizacji PPR, Gwardii i Armii Ludowej oraz wmawiano współpracę z niemieckim okupantem poprzez oddawanie komunistów w ręce gestapo. Nie było na to cyniczne oskarżenie żadnych świadków i dowodów. Rozprawa odbyła się w więzieniu przy zamkniętych drzwiach 29 i 30 września 1952 r. przed Sądem Wojewódzkim dla m.st. Warszawy, gdzie skazano go na następne 10 lat więzienia.

W więzieniu Leski przeszedł typowe ubeckie piekło, co doprowadziło go do próby samobójczej. „Zupełnie traciłem kontrolę nad sobą. Bałem się, że zgodzę się na jakieś absurdy, obciążę siebie i ludzi” – wspominał. Po torturach doczołgiwał się do celi i pytał współwięźniów np. „Skąd tu tyle róż?”, jak mu później opowiadali.

Cały artykuł Piotra Edwarda Gołębskiego pt. „Człowiek, o którym warto pamiętać” znajduje się na s. 16 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Piotra Edwarda Gołębskiego pt. „Człowiek, o którym warto pamiętać” na s. 16 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Na co idą pieniądze przeznaczone na resort obrony, skoro nie potrafi on uchronić przed zhańbieniem polskiego sztandaru?

Pokój ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

Krzysztof Żabierek

Józef Beck wygłosił przemówienie w odpowiedzi na żądania hitlerowskich Niemiec. Powiedział: Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor.

W wyniku niepodporządkowania się Polski niemieckim żądaniom nastąpiła długoletnia wojna, miliony zabitych obywateli, zburzona stolica i wielomilionowe straty materialne, do dnia dzisiejszego niewyrównane.

Pomimo tych wszystkich nieszczęść, prowadząc rozmowy z weteranami tamtych walk, nie można spotkać się z opinią, że nie było sensu. Był, gdyż dzięki tym ofiarom uratowano ducha polskości i jej wartości, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

A jak wygląda to obecnie? Posiadamy Wojsko Polskie, które zgodnie ze słowami składanej przysięgi ma strzec honoru żołnierza polskiego, kultywując tradycje naszych dzielnych żołnierzy spod Monte Cassino, Falaise czy Westerplatte. Wojsko, które jest wierne tradycjom swoich poprzedników walczących z wrogami Rzeczpospolitej.

Jednym z tych wrogów, mordującym w okrutny sposób cywilnych obywateli Polski, były oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), która realizując ludobójczy plan, dążyła do fizycznego, brutalnego wyniszczenia ludności polskiej zamieszkującej wschodnie tereny II Rzeczpospolitej. Oddziały, które obecnie uznawane są na Ukrainie za bohaterskie jednostki walczące w czasach II wojny światowej i po jej zakończeniu o wolność wielkiej Ukrainy. (…)

24 sierpnia miało miejsce w Kijowie świętowanie Dnia Niepodległości Ukrainy. W uroczystej defiladzie wziął udział oddział Wojska Polskiego (żołnierze 21. Brygady Strzelców Podhalańskich). Nie byłoby w tym nic dziwnego – cóż, polskie elity polityczne od lat mają słabość do Ukrainy, gdyby nie… obecność czerwono-czarnych flag UPA na uroczystościach, podczas których miała być odegrana nowa wersja hymnu UON (na szczęście dla honoru żołnierza polskiego nie doszło do tego skandalu). (…)

Zwykli obywatele podnoszą larum na wiadomości o niebezpieczeństwie skandalu z odegraniem nowej wersji hymnu UON w obecności Wojska Polskiego, a ministerstwo Obrony Narodowej decyduje się wysłać oddział Wojska Polskiego na obchody, o których przebiegu twierdzi, że nie ma pojęcia?

Cały artykuł Krzysztofa Żabierka pt. „Strzec honoru żołnierza polskiego. Założenia a rzeczywistość” znajduje się na s. 7 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Krzysztofa Żabierka pt. „Strzec honoru żołnierza polskiego” na s. 7 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Śląski Kurier Wnet” 39/2017, Zdzisław Janeczek: Potoccy – ród od sześciu wieków współtworzący historię Rzeczpospolitej

W tym łańcuchu pokoleń ,byli ludzie wielcy i mali, dobrzy i źli, lecz na tym, kto nosi nazwisko Potocki, spoczywa obowiązek szanowania tego historycznego nazwiska i służenia Ludziom, Bogu i Ojczyźnie.

Zdzisław Janeczek

Społeczno-patriotyczna i wojskowa działalność rodu Potockich herbu Pilawa

Bohaterem tej opowieści jest dynastia – następstwo i wzajemne międzypokoleniowe relacje członków rodu oraz dziedzictwo kulturowe, które te relacje uosabia i wyraża. Historia tego rodu to dzieje Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy. Dzieje rodu Potockich to historia o polityce, militariach, kulturze i gospodarce dawnej Rzeczpospolitej, o sukcesie i rozczarowaniu, waśniach i umiejętności współdziałania.

Nazwisko Potockich nosili w przeszłości często ludzie oryginalni pod każdym względem, genialni i ekscentryczni, wielcy wojownicy, a ich życie może nam służyć nie tylko za kopalnię anegdot. Ich żywoty to historie, w których stykają się ze sobą władza, pieniądze i pokrewieństwo, pełne są też pasji i wielkich dramatów.

Bez znajomości tego fragmentu naszej przeszłości, jakim są losy Potockich i spokrewnionych z nimi Lubomirskich, Zamoyskich, Sapiehów czy Radziwiłłów nie jesteśmy w stanie zrozumieć mechanizmów rządzących Rzeczpospolitą Obojga Narodów. To tak jakby studiować dzieje Florencji z wykluczeniem rodu Medyceuszy, doskonale obrazujących rolę dynastii w polityce i gospodarce oraz koneksje między bogactwem, pozycją i potęgą polityczną tego miasta-państwa.

Potoccy to nowożytna dynastia, która wydostała się poza lokalny polski kontekst i odegrała kluczową rolę w tworzeniu I Rzeczpospolitej – wielonarodowej i wielokulturowej wspólnoty. Zarówno Ławry Poczajowskiej, potocznie nazywanej Ruską Częstochową, jak i wielu dumek kozackich trudno nie łączyć i nie kojarzyć z nazwiskiem Potockich.

W XVI i XVII wieku zasłynęli oni z dokonań w rzemiośle rycerskim. W XVIII stuleciu marszałek litewski Ignacy Potocki, współtwórca dzieła Komisji Edukacji Narodowej i Konstytucji 3 maja nosił miano polskiego Solona. Dzieło jego kontynuował brat Stanisław Kostka Potocki, wybitny minister oświaty, mecenas sztuki i archeolog, twórca panteonu chwały Jana III Sobieskiego w Wilanowie.

W XIX i XX wieku Potoccy byli liderami rozwoju gospodarczego i innowacji, architektami nowoczesności. Tak było od czasów bankiera Prota Potockiego, patrona Kompanii Czarnomorskiej i prekursora kapitalizmu na ziemiach Rzeczpospolitej po epokę Józefa Mikołaja Potockiego z Antonin, właściciela kopalń złota w Afryce, którego z honorami przyjmowano we wszystkich najważniejszych stolicach Europy.

Potoccy dzisiaj są przykładem międzypokoleniowych osiągnięć na przestrzeni sześciu stuleci. Informacje o nich można znaleźć w każdym XIX-wiecznym leksykonie Meyera lub Brockhausa. Otwarci na świat i tolerancyjni, inspirowali przedstawicieli innych narodów. Postawa Klaudyny, żony Bernarda Potockiego, która w 1831 r., nie lękając się ani Rosjan, ani cholery, pielęgnowała rannych i chorych w szpitalach wojskowych walczącej Warszawy, zrodziła ideę Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Z kolei wielu historyków żydowskich docieka istnienia magnata Walentego Potockiego, który jakoby w XVIII w. miał zostać spalony w Wilnie za przejście na judaizm.

O nich to Bartosz Paprocki napisał: „Dom Potockich, z krakowskiego województwa wyszli, starodawny, mężowie sławni z tego domu bywali”. Protoplastą rodu był Jakub z Potoka, wsi małopolskiej położonej nieopodal Jędrzejowa. Od niej wzięła nazwę ta jedna z najznakomitszych rodzin Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jakub spłodził dwóch synów: Andrzeja i Bernarda, dziedzica rodowej wsi Potok. Z kolei ten ostatni miał czterech synów: Bernarda, Macieja, Mikołaja i Stanisława. Maciej zapoczątkował szczep małopolski, a Stanisław – wielkopolski. Małopolski podzielił się heraldycznie na dwie linie: hetmańską, pieczętującą się herbem Srebrna Pilawa (zapoczątkowaną przez Andrzeja zm. w 1609 r.) i prymasowską, zwaną też Złotą Pilawą (wywodzącą się od Stefana zm. w 1631 r.). Z czasem linia hetmańska podzieliła się na gałęzie: wilanowską, tulczyńską, łańcucką i krzeszowicką.

Herb Pilawa | Fot. Poznaniak (CC A-S 2.5, Wikipedia)

Przełomowy w historii rodu okazał się XVI wiek. Wówczas ze średnio zamożnej szlachty awansowali do grona możnowładców. Pierwszym z rodu, który osiągnął godność senatorską, był Jakub (1554–1613), wojewoda bracławski. Swoją karierę zawdzięczał kanclerzowi i hetmanowi wielkiemu Janowi Zamoyskiemu, pod którego rozkazami walczył z Moskwą w Inflantach i przeciw arcyksięciu Maksymilianowi Habsburgowi pod Byczyną. Po śmierci hetmana Zamoyskiego nadal służył wiernie Zygmuntowi III Wazie, opowiadając się po stronie monarchy przeciw Mikołajowi Zebrzydowskiemu. Jakub wspomagany przez brata Jana Potockiego (ok. 1551–1611) walnie przyczynił się do klęski rokoszan pod Guzowem. Król w dowód wdzięczności mianował go wojewodą bracławskim. Zachęcony tym awansem, u boku hetmana Stanisława Żółkiewskiego wziął udział w oblężeniu Smoleńska, gdzie zmarł z trudów wojennych.

W tym samym okresie Potoccy zbudowali swoją potęgę materialną na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej, kolonizując Kijowszczyznę, ziemię halicką oraz województwa: bełskie, ruskie, podolskie i bracławskie. Syn podkomorzego halickiego Jakuba, Mikołaj Potocki (1517/1520–1572), starosta kamieniecki i zarządca twierdzy w Kamieńcu Podolskim, na gruntach wsi Zahajpole założył miasto Złoty Potok, które stało się kresowym gniazdem rodu. Z niego wywodziło się wielu senatorów, znakomitych dowódców (czterech hetmanów wielkich i jeden polny), polityków i dyplomatów, mecenasów i twórców kultury oraz uczonych. Śladem ich działalności są założone przez nich miasta (Złoty Potok, Stanisławów, Krystynopol, Józefów) i osady oraz wspaniałe rezydencje, jak Radzyń Podlaski, Łańcut, Krzeszowice, Jabłonna, Wilanów, Niemirów, Peczera nad Bohem, Pomorzany nad Złotą Lipą, Monasterzyska nad Koropcem, pałac we Lwowie, Antoninach nad Ikopatią, Tulczynie i słynna Zofiówka na Ukrainie. A także fundacje religijne, m.in. Leżajsk, Teplik (klasztor sióstr miłosierdzia), Horodenka (kościół i klasztor misjonarzy) i Poczajów na Wzgórzach Krzemienieckich, nazywany „ruską Częstochową”.

Na uwagę zasługuje mecenat prymasa Teodora Potockiego, przy którego pomocy powiększono kościół i klasztor Bernardynów w Stoczku Warmińskim. Wzniósł on również kościół i prawdopodobnie klasztor Bernardynów w Kiwitach. Fundował częściowo kościół w Chruścielu. Restaurował zamki w Lubawie, Lidzbarku i w Reszlu. Jednak jego największym dziełem była kaplica grobowa w katedrze gnieźnieńskiej.

Z kolei działalność fundacyjna Aleksandry (1818–1892) i Augusta (1806–1867) Potockich z Wilanowa doczekała się nawet osobnego opracowania monograficznego. Niestety większość założeń architektonicznych (i ich wyposażenie) nie przetrwała do naszych czasów, chociaż nie było miasta Rzeczpospolitej, w którym nie znajdowałaby się ich siedziba lub nawet kilka, m.in. w Krakowie (Pod Baranami), w Warszawie, Wilnie, Lwowie i Lublinie. Z racji swoich rozległych interesów mieli rezydencje także za granicą: we Francji, Austrii, Rosji (w Petersburgu) i Anglii.

Jednak bieg wydarzeń, które doprowadziły do upadku Rzeczpospolitej, nie pozwolił im przekazać tego dziedzictwa następcom. Cały majątek Potockich – pałace, wille, obrazy, posągi, klejnoty, meble, książki i rękopisy, ogromne kolekcje dzieł sztuki, zbierane przez wszystkie pokolenia ich przodków, zamiast być dostępne ku pożytkowi i radości obywateli Rzeczpospolitej (jak to było w przypadku Wilanowa) – uległ rozproszeniu i dostał się w ręce obcych, najczęściej zaborców.

Grabieżcy nie uszanowali nawet szczątków doczesnych właścicieli. Gdy w październiku 1945 r. zamknięto buczacki kościół parafialny i zamieniono go na kotłownię miejską, przystąpiono do dewastacji tego ośrodka dóbr starosty kaniowskiego Mikołaja Bazylego Potockiego, pod którego patronatem działał warsztat Bernarda Meretyna (zm. 1759) i J. Pensla. Artyści ci wykonali m.in. monumentalne figury św. Jana Nepomucena (1750) i Matki Bożej Niepokalanej (1751), poważnie uszkodzone po zajęciu miasta przez Rosjan. Z Kaplicy Męki Pańskiej usunięto urny z sercami synów kasztelana lwowskiego Józefa (ok. 1695–1764), Kajetana (kanonika krakowskiego i gnieźnieńskiego) i Pawła (kanonika łuckiego) Potockich, które po profanacji trafiły do muzeum w Tarnopolu. Los serc podzieliły pozostałe szczątki Pilawitów, które wrzucono do masowego grobu na cmentarzu parafialnym.

Stanisław Rewera Potocki | Fot. Wikipedia

Potoccy wraz z wzrostem zasług i zamożności sięgali po coraz wyższe urzędy dygnitarskie. Pierwszym w rodzie hetmanem wielkim koronnym został syn Jakuba Mikołaj (zm. 1651 r.), który okrył się chwałą pod Cecorą, gdzie do końca towarzyszył Stanisławowi Żółkiewskiemu i dostał się do niewoli tureckiej. Pod Korsuniem doznał dotkliwej porażki i został tatarskim jeńcem. Pod Beresteczkiem zrehabilitował się, przyczyniając się do klęski Bohdana Chmielnickiego.

Jednak największą legendą i chlubą rodu stał się Stanisław Rewera Potocki, który niemal osiemdziesiąt lat przepędził w obozach wojskowych i na wyprawach wojennych.

Syn kasztelana kamienieckiego Andrzeja i Zofii Piaseckiej, po kądzieli wnuk sławnego wojownika, którego Tatarzy powiesili na haku. Sztuki wojennej i dowodzenia uczył się od najlepszych, pod których rozkazami służył: od Stanisława Żółkiewskiego, Karola Chodkiewicza i Stanisława Koniecpolskiego. Bił się z Turkami i Tatarami pod Chocimiem i Cecorą, brał udział w wyprawie przeciw Kantymirowi-paszy i przeciw Szwedom. Na jego szlaku bitewnym znalazły się: Niedźwiedzie Łozy, Borowica, Chmielnik, Studziennica, Zborów, Zbaraż (gdzie uratował króla Jana Kazimierza) i Beresteczko. Owocem tych zmagań z Turkami, Tatarami i Kozakami było 137 zdobycznych chorągwi, które na sejmie w 1661 r. złożył u stóp królewskiego tronu.

To Rewerze, według przekazów, ubogi chłop wręczył żelazną buławę pod Lwowem w chwili, gdy Potocki zamierzał zrezygnować z dalszej kariery wojskowej i zająć się zarządzaniem własnym majątkiem. Ten ważny symbol władzy wojskowej miał on wyorać na swoim polu. Pod wpływem tego wydarzenia Rewera zmienił zdanie i resztę życia spędził wojując z wszystkimi wrogami Rzeczpospolitej, za co nagrodzono go buławą wielką.

Legendę rodu wielkiego hetmana utrwalali współcześni poeci i pisarze panegiryści, jak ksiądz Franciszek Niewęgłowski w Festum Crucis Potocianae, a później artyści, m.in. Józef Brandt w obrazie Stanisław Rewera Potocki pod Beresteczkiem oraz Juliusz Kossak w portrecie Hetman Rewera na białym arabie i w scenie Stanisław Rewera Potocki przyjmuje wyoraną buławę.

W ślady ojca poszli jego synowie. Starszy Andrzej walczył pod Zborowem, Beresteczkiem, Glinianami, Cudnowem, a w okresie potopu służył pod Stefanem Czarnieckim. Brał udział w wyprawie chocimskiej Jana Sobieskiego, który już jako król nadał mu urząd hetmański – „mniejszą buławę”. Również jego młodszy brat Feliks Kazimierz wiernie służył Janowi III, uczestnicząc w wyprawie wiedeńskiej i chwalebnie dowodząc w bitwie pod Parkanami. Już jako hetman w 1698 r. rozgromił Tatarów pod Podhajcami.

Legendą rodu był także starosta halicki i kołomyjski, rotmistrz i pułkownik jazdy Stanisław Potocki, którego krótkie życie obfitowało w niezwykłe wydarzenia. Jedno z nich uwiecznił w akwaforcie Romain de Hooghe. Stanisław Potocki w 1680 r. pod Brukselą ocalał z rozbitego okrętu, wioząc z Rzymu podarowane przez papieża relikwie św. Wincentego. Niestety trzy lata później zginął w bitwie pod Wiedniem, gdy na czele 86 pancernych razem ze stryjem Feliksem Kazimierzem wykonał rozpoznawczą szarżę na obóz turecki. Według tradycji rodzinnej poniósł śmierć, gdy ratował życie bliskiego krewnego. Ciało bohatera sprowadzono do rodzinnego Stanisławowa, a urna z sercem została w Wiedniu.

Teodor Potocki 1664-1738 | Fot. Wikipedia

Wydarzenie to upamiętniła tablica epitafijna poświęcona Stanisławowi Potockiemu wmurowana w ścianę kościoła Franciszkanów przy Franziskanerplatz. Fakty te były powszechnie znane m.in. dzięki panegirykowi Wojciecha Kazimierza Lesiowskiego Monumenta Triumphale Coronatis, wydanemu w 1684 r. w Krakowie, który sławił cudowne ocalenie Potockiego pod Brukselą i świetność całego rodu Pilawitów.

Obok wojskowych urzędów Potoccy piastowali wysokie godności kościelne. Najbłyskotliwsza kariera stała się udziałem przedstawiciela Złotej Pilawy Teodora (1664–1738), który dostąpił zaszczytu piastowania tytułu prymasa Polski. Dumny z przeszłości rodu i jego koligacji, kazał sobie wyryć na nagrobku: „po babce Mohilance, hospodarównie multańskiej, sięga cesarzów greckich, po matce Sołtykównie carów moskiewskich, a po obu rozciąga się do królów francuskich i polskich”.

W 1777 r. Wincenty Potocki, podkomorzy wielki koronny, został wyróżniony przez cesarza Józefa II tytułem książęcym. Natomiast w XIX wieku przedstawiciele wszystkich gałęzi rodu otrzymali tytuły hrabiowskie. Ich dobra znajdowały się na obszarze Rosji, Ukrainy, Galicji, Węgier i Moraw. Do nich należały liczne posiadłości w Wilnie oraz w powiecie wiłkomirskim i wileńskim.

Potoccy mieli także swój udział w polskich walkach niepodległościowych. Uczestnikiem powstania kościuszkowskiego i adiutantem księcia Józefa Poniatowskiego w armii doby Księstwa Warszawskiego był Stanisław (1778–1830), reprezentujący linię prymasowską, czyli tzw. Złotą Pilawę. Wyróżnił się on w kampanii 1809 r. w walkach o Zamość i Sandomierz. W noc listopadową 1830 r., podobnie jak większość generalicji o rodowodzie napoleońskim, próbował przeciwstawić się zrewoltowanym młodszym oficerom i został zastrzelony przez podchorążych.

Z kolei w kancelarii wileńskiego gubernatora wojskowego 15 maja 1851 r. zanotowano: „W 1831 r. odszedł z powstańcami za granicę Królestwa Polskiego hrabia Maurycy Potocki, syn obersztallmajstra hrabiego Aleksandra Potockiego, a ponieważ nie skorzystał on z darowanego w 1832 r. powszechnego przebaczenia, ogłoszony został za wygnańca z konfiskatą jego majątku. Obecnie wspomniany Maurycy Potocki na mocy zezwolenia carskiego wrócił z zagranicy, został przebaczony i pozostawiony na wolności”.

W kwietniu 1832 r. hrabiemu Leonowi Potockiemu za udział w „powstaniu polskim” skonfiskowano majątek Pietrowszczyzna w powiecie białostockim. W latach 1839–1840 Senat Rządzący Cesarstwa Rosyjskiego rozpatrywał sprawę konfiskaty na rzecz skarbu państwa majątku Klucz Zakątkowski, który pozostał po śmierci hrabiny Izabeli Potockiej. I jak pisze Jan Ciechanowicz, chociaż sąd w Białymstoku postanowił przekazać majątek Alojzemu Potockiemu, bratu zmarłej, to jednak Grodzieńska Komisja Likwidacyjna uznała, że prawnymi dziedzicami dóbr po swej ciotce powinni być Józef (zm. 1863) i Herman (zm. 1866) Potoccy, znajdujący się aktualnie na wychodźstwie we Francji ze względu na to, że brali udział w powstaniu 1830–1831 r. Fakt ten zadecydował o wywłaszczeniu Potockich z ich majętności.

Potoccy angażowali się także w wydarzenia 1863 r. Finansowo wspierali działania i akcje Hotelu Lambert, którym kierowali książęta Czartoryscy. Pieniądze te były przeznaczane m.in. na zakup broni dla powstańców. Szczególną rolę w tym okresie odgrywała linia łańcucka i krzeszowicka, której przedstawiciele zdominowali życie polityczne Galicji. Adam (1822–1872), właściciel Krzeszowic, był konserwatystą i jednym z przywódców obozu stańczyków, ponadto współzałożycielem krakowskiego „Czasu”. Czynnie popierał program autonomii Galicji.

Równie zaszczytne urzędy piastował jego syn Andrzej (1861–1908), marszałek krajowy, a potem namiestnik Galicji. Jeszcze bardziej eksponowane stanowisko zajmował Alfred Józef Potocki (1822–1889), minister i premier austriacki, marszałek krajowy i namiestnik Galicji, którego wnuk Alfred Antoni (1886–1958), ostatni ordynat łańcucki, na konferencji pokojowej w Paryżu zamykającej I wojnę światową reprezentował konserwatystów galicyjskich.

Natomiast podczas wojny Potoccy wspierali finansowo we Francji akcję gen. Józefa Hallera i jego „Błękitną Armię”. Józef Mikołaj Potocki z Antonin dał ze swoich stadnin 600 koni na potrzeby 2 Pułku Ułanów, który sformował się w Antoninach i wszedł w skład polskiego I Korpusu gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego.

Jadalnia wielka pałacu Potockich w Łańcucie | Fot. Piotrus (CC A-S 3.0, Wikipedia)

Po odzyskaniu niepodległości w okresie II Rzeczpospolitej brat Alfreda Antoniego, Jerzy Potocki (1889–1961) z Pomorzan, syn III Ordynata na Łańcucie, był dyplomatą i pełnił obowiązki ambasadora w RP, w Turcji i USA.

Równie aktywny był trzeci z braci, Józef Alfred (1895–1968) z Antonin, charge d`affaires w Portugalii, a następnie ambasador RP w Hiszpanii, twórca sekcji polskiej Radia Madryt.

Z kolei ostatni ordynat łańcucki Alfred Potocki przejął na siebie obowiązek goszczenia w swoim pałacu licznych zagranicznych delegacji rządowych, co było znaczącym obciążeniem jego finansów.

Ostatnią z Pilawitów panią na Wilanowie była Beata Maria Potocka (1896–1988) z Monasterzysk, prawnuczka gen. Antoniego (1780–1850), adiutanta ks. Józefa Poniatowskiego, bohatera spod Smoleńska, Możajska, Czirikowa, Wiaźmy, od 1921 r. żona Adama Branickiego, w czasie okupacji niemieckiej związanego z Armią Krajową.

Oboje małżonkowie prowadzili działalność społeczną i patriotyczną. Finansowali wykup więźniów z Pawiaka, Oświęcimia i innych obozów, a także wspierali tajne nauczanie. W 1945 r. cała rodzina została aresztowana przez NKWD i osadzona w Krasnogorsku pod Moskwą. Współpracy politycznej z Berlinem odmówił także Alfred Antoni Potocki z Łańcuta, który aby uniknąć losu rodziny Beaty Marii z Potockich Branickiej, opuścił kraj w 1944 r. i osiadł na stałe w Wiedniu.

Choć ród Pilawitów od wieków odgrywał w Polsce znaczącą rolę, zadziwia skromna liczba opracowań poświęconych życiu i działalności wielu jego przedstawicieli. Do wyjątków należy zaliczyć m.in. postaci Jana Potockiego (1761–1815) oraz braci Ignacego (1750–1809) i Stanisława Kostki (1755–1821) Potockich, którzy Wilanów zamienili w mauzoleum Jana III Sobieskiego ku chwale polskiego oręża i pamięci minionej świetności Rzeczpospolitej. A przecież osobowość, pasje i losy tych ludzi miały nie raz decydujący wpływ na życie narodu.

Przemilczano ich zasługi dla Kościoła katolickiego (ostoi polskości), a także unickiego jako fundatorów i opiekunów świątyń, szpitali, zakładów dla starców i kalek, darowizny olbrzymich sum na cele dobroczynne i walkę niepodległościową. Potoccy istotną rolę odegrali w życiu społecznym także jako protektorzy artystów, kolekcjonerzy, muzealnicy i twórcy wspaniałych księgozbiorów.

Działalność ta korespondowała z myślą księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, iż „Katolicyzm nie powinien być z miłości Ojczyzny, ale patriotyzm z miłości Boga”. W swoich dobrach zatrudniali samych Polaków, popierali polski przemysł, rolnictwo i handel oraz rodzimą twórczość i rzemiosło. Jak pisze Andrzej Majdowski, Aleksandra z Potockich Potocka (1818–1892) „dbała nawet o to, żeby na jej stole podawano wyłącznie potrawy przyrządzane z produktów krajowych.

Wierząc w zmartwychwstanie Polski, a także widząc, iż dla utrzymania polskości niezbędna jest duża liczba ludzi wykształconych, przekazywała fundusze na utrzymanie kilkunastu studentów Szkoły Głównej, a następnie Uniwersytetu Warszawskiego. Pokrywała też koszty wpisowe wielu studentów i uczniów, a także łożyła poważne sumy na Seminarium Archidiecezjalne w Warszawie oraz na seminarium duchowne w Lublinie i Żytomierzu”.

W 1839 r. pani Augustowa utworzyła fundusz na utrzymanie i edukację 12 dziewcząt przy kościele pw. św. Katarzyny w Petersburgu, który stał się podstawą do powstania szkoły żeńskiej prowadzonej przez zakon dominikanów aż do rewolucji październikowej.

Pałac Potockich w Antoninach na Wołyniu w 1914 r., litografia N. Ordy, domena publiczna, Wikipedia

Wielu przedstawicieli rodu zdobyło uznanie, uchodząc za wzór gospodarności. Antoni Protazy Jacek Potocki (1761–1801), znany jako Prot, był jednym z pierwszych polskich bankierów i przemysłowców oraz prekursorem kapitalizmu. Należał do grona współtwórców Kompani Handlowej Polskiej, która miała umocnić polski handel na Morzu Czarnym. W 1784 r. ułożył wspólnie z Antonim Dzieduszyckim jej statut, a następnie objął kierownictwo. De facto przejął on na siebie jej kapitał i tą decyzją uratował przedsięwzięcie.

Założył port oraz magazyny w Jampolu. Za jego sprawą z Chersonia nad Morzem Czarnym przez Bosfor szły statki z podolskim zbożem do zachodniej Europy. W 1784 r. od brzegów portowych odprawiono pięć polskich okrętów: „Polska”, „Podole”, „Jampol”, „Św. Prot” i „Ukraina” do Egiptu i Marsylii. W okresie Sejmu Wielkiego pośredniczył w procedurze pożyczki zaciąganej przez Rzeczpospolitą w Holandii. Ponadto podjął negocjacje w celu uzyskania dla Polski pożyczki w Genui. Równocześnie wyasygnował skarbowi ze swego banku 5 000 000 złp. Pieniądze te były potrzebne m.in. na realizację uchwały sejmowej o 100 tys. armii.

Za dobrego administratora i gospodarza uchodził syn Alfreda Józefa, namiestnika Galicji, Józef Mikołaj Potocki (1862–1922) z Antonin, wnuk księcia Romana Sanguszki, który zasłynął z wielotysięcznej hodowli koni roboczych, koni rasy arabskiej i angloarabskiej sprzedawanych jako materiał zarodowy do najsłynniejszych stadnin w całej Europie. W swoich rozległych dobrach (63 tys. ha) dokończył uwłaszczenie chłopów, meliorował folwarki, zakładał stawy rybne i plantacje buraka cukrowego. W Antoninie i Piszczowie posiadał własne stacje hodowli roślin. W oparciu o własne zasoby stworzył nowoczesny przemysł przetwórczy, na który składały się cukrownie, gorzelnie, fabryki sukna i młyny.

Jego aktywność gospodarcza zaowocowała powstaniem wielu tysięcy miejsc pracy dla miejscowej ludności. Dbał o warunki zatrudnienia i jakość życia swoich robotników. W Szepetówce rozbudował uzdrowisko antyreumatyczne i ustanowił opiekę lekarską, z której korzystali jego pracownicy. Ponadto utworzył fundusz emerytalny dla robotników oraz wspierał rozwój lokalnego szkolnictwa podstawowego i zawodowego. Jak pisze Józef Długosz, budował także szkoły rzemieślnicze, m.in. w Krzemieńczugach i Piszczowie.

F. Amerling, Aleksandra z Potockich Potocka 1818-1892 (domena publiczna, Wikipedia)

Aby powiększyć swój kapitał obrotowy i inwestować w kraju, sprzedał swoje udziały kopalń złota w Afryce Południowej. Za zgodą cara Mikołaja II zyskał koncesję dla utworzonego Towarzystwa Akcyjnego Kolei Podolskiej i zbudował linię Korosteń – Kamieniec Podolski łączącą poprzez linie boczne Polesie, Wołyń, Podole i Kijowszczyznę. Zabiegał o powrót do Warszawy Marii Skłodowskiej-Curie, dla której rezerwował kierownictwo projektowanego laboratorium radiologicznego. Ponadto był podróżnikiem, kolekcjonerem i badaczem zainteresowanym odkryciami geograficznymi, etnograficznymi i przyrodniczymi. Łożył duże sumy na Warszawskie Towarzystwo Naukowe i polskie periodyki. Z Józefem Mikołajem Potockim jako finansistą liczono się zarówno w Petersburgu, Paryżu jak i Londynie. Car Mikołaj II widział w nim „najlepszego rolnika” imperium Romanowów.

Równie aktywne bywały także kobiety z rodu Potockich. Aleksandra Potocka była zaangażowana w działalność Towarzystwa Rolniczego. W Wilanowie założyła pierwszą w Królestwie Polskim fermę drobiu. „Za wyhodowany przez siebie drób oraz bydło otrzymywała na wystawach rolniczych medale i listy pochwalne”. O jej osiągnięciach hodowlanych pisywała m.in. „Gazeta Rolnicza i Handlowa”.

Pilawici, od stuleci związani z dziejami Rzeczpospolitej, zasłużyli na pamięć. I chociaż, jak zauważyła Anna Konstantowa Potocka, w tym łańcuchu pokoleń ,,byli ludzie wielcy i mali, dobrzy i źli, jak wszędzie na świecie, lecz na tym, kto nosi nazwisko Potocki, spoczywa obowiązek szanowania tego historycznego nazwiska i starania się być szlachetnym człowiekiem, służenia sercem Ludziom, Bogu i Ojczyźnie”.

Artykuł Zdzisława Janeczka pt. „Potoccy herbu Pilawa” znajduje się na s. 8 i 9 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zdzisława Janeczka pt. „Potoccy herbu Pilawa” na s. 8 i 9 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Polskie siły specjalne od lat znajdują się w światowej elicie i mają już rozpoznawalną markę nie tylko wewnątrz NATO

Edukacja zawsze była w wojskach specjalnych bardzo ważna, od procesu naboru po kulturę organizacyjną. Idealnym kandydatem do służby w siłach specjalnych jest bardzo sprawny fizycznie intelektualista.

Jan Kowalczyk

Znaczenie deklaracji politycznych i ich odzwierciedlenie w rozwoju wojsk specjalnych można opisać poprzez pryzmat czterech najważniejszych aspektów: interoperacyjności, zdolności w zakresie dowodzenia, edukacji oraz zakupów nowoczesnego sprzętu i jego unifikacji.

Interoperacyjność, jaką udało się uzyskać wojskom specjalnym, jest wynikiem szeregu decyzji politycznych. Procesy uruchomione przez nie dały możliwość uczenia się od najlepszych, kooperowania z innymi komponentami specjalnymi. Niezwykle istotne jest to, że owa zdolność budowana była nie tylko w oparciu o wspólne ćwiczenia, ale również o wspólne operacje, głównie w Afganistanie. (…)

Wojska specjalne nigdy nie działają same, potrzebują wsparcia wojsk regularnych i bardzo wiele działań prowadzonych jest na korzyść tych sił. Wspólne ćwiczenia pozwoliły zrozumieć taką ich rolę w systemie bezpieczeństwa państwa. Interoperacyjność, osiągnięta z innymi rodzajami sił zbrojnych, stanowi ogromny krok w rozwoju nie tylko wojsk specjalnych, ale całych Sił Zbrojnych RP.

Zdolności w zakresie dowodzenia potwierdził dyżur Polski w ramach SON i osiągnięcie przez nasz kraj statusu państwa ramowego w dziedzinie operacji specjalnych, a tym samym zaliczenie do ścisłego grona kilku państw na świecie, którym udało się przebrnąć przez trudny proces przygotowania, certyfikacji i wreszcie wystawienia komponentu zdolnego do dowodzenia i prowadzenia połączonych operacji specjalnych w zasadzie w dowolnym punkcie globu. Poziom dowodzenia operacjami specjalnymi, zdobyty przez polskich oficerów na bardzo wielu ćwiczeniach i kursach międzynarodowych, wprowadził polskie siły specjalne do światowej elity, i mają już one rozpoznawalną markę nie tylko w łonie NATO. (…)

To w dużej mierze dzięki Polsce powstało Centrum Koordynacji Sił Specjalnych NATO (przekształcone w Dowództwo Operacji Specjalnych NATO), które obok Połączonego Uniwersytetu Sił Specjalnych w Tampie w chwili obecnej odgrywa kluczową rolę w kształceniu personelu służb specjalnych w bardzo wielu dziedzinach. Bardzo często to Polacy szkolą i prowadzą rozmaite kursy, dzieląc się zdobytą wiedzą i doświadczeniem.

Istotne jest też otwarcie się na współpracę ze środowiskiem cywilnym. W roku 2012 DWS podpisało z Uniwersytetem Jagiellońskim porozumienie o współpracy, które otworzyło drogę do wspólnych konferencji naukowych, sympozjów czy uzyskiwania analiz eksperckich, związanych często z bardzo wąską dziedziną wiedzy. (…)

W ostatnich latach zakupiono dla wojsk specjalnych wiele nowych sztuk broni, łodzi bojowych, bezzałogowych statków powietrznych i pojazdów. Element, który wciąż wymaga dalszego rozwoju, a (biorąc pod uwagę specyfikę działania wojsk specjalnych) jest kluczowy, to niedostatek statków powietrznych przeznaczonych dla SOF (Special Operations Forces), w tym głównie śmigłowców do prowadzenia operacji specjalnych. Polscy piloci szkolą się intensywnie, głównie w Stanach Zjednoczonych, a polskie jednostki ćwiczą wraz z amerykańskim 160. Pułkiem Lotniczym Operacji Specjalnych, stacjonującym w Fort Campbell w Kentucky. (…)

Jak dotąd, synergia zachodząca pomiędzy decyzjami na szczeblu politycznym i działaniami na niższych poziomach przyniosła rezultaty wskazujące, że wojska specjalne są istotnie bardzo silnym ogniwem i swoistym znakiem rozpoznawczym Sił Zbrojnych RP na świecie.

Cały artykuł Jana Kowalczyka pt. „Efekty decyzji politycznych dla rozwoju wojsk specjalnych” znajduje się na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalczyka pt. „Efekty decyzji politycznych dla rozwoju wojsk specjalnych” na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie jestem wielkim fanem demokracji, ale jak już w niej partycypujemy, to ma ona sens tylko i wyłącznie w samorządzie

Decyzje podejmowane na szczeblu lokalnym mają największe znaczenie dla nas, mieszkańców. To tu mamy realny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i wszystko, co dzieje się w naszej małej ojczyźnie.

Artur Szczepek

Od wielu lat obywatele zastanawiają się, jak zreformować polski samorząd, aby był mniej opresyjny oraz bardziej przyjazny dla mieszkańców. Funkcjonowanie danej jednostki terytorialnej zazwyczaj budzi wiele kontrowersji wśród społeczności lokalnej. Swoją frustrację często wylewają w rozmowach prywatnych czy na forach internetowych. W większości przypadków są to opinie bardzo krytyczne. Głównym winowajcą dla powyższych jest zarządca (burmistrz, prezydent czy wójt), ale czy aby na pewno możemy winić tylko samych urzędników? Wedle mojej opinii nie. (…)

Jedynym możliwym rozwiązaniem, które umożliwi im uczestnictwo w procesie elekcyjnym, jest wprowadzenie głosowania internetowego. Będzie to łatwa droga do oddania głosu przy najmniejszych nakładach czasowych oraz kosztowych. W systemie będzie możliwe zapoznanie się z sylwetkami kandydatów i procesem wyborczym. Głosowanie przez internet może zwiększyć komfort mieszkańców, poprawić znacznie frekwencję oraz obniżyć koszty organizacji wyborów. (…)

Najważniejsze decyzje inwestycyjne powinny być skonsultowane z całym lokalnym społeczeństwem. Jak to zrobić? Trzeba organizować lokalne referenda, które byłyby wiążące dla rządzących. (…) Mieszkańcy będą mieli wolną wolę, ale będą jednocześnie odpowiedzialni za swoje decyzje. To samo tyczy się radnych czy wójtów, burmistrzów etc. Każdego będzie można odwołać drogą referendalną. (…) Bardzo głośnym tematem jest ostatnio kadencyjność, ale czy jest to dobre rozwiązanie, śmiem wątpić, bo zmiana „moich” na „twoich” nic nie zmieni. Winny jest system.

W mojej wizji idealnego samorządu gmina jest głównym poborcą podatkowym na danym terenie. Dzisiaj wygląda to w ten sposób, że większość danin trafia do budżetu centralnego, a centrala decyduje o przekazaniu tych pieniędzy w drugą stronę. Dla mnie jest to absurd.

Zdaję sobie sprawę, że aparat państwowy trzeba utrzymywać, ale w moim mniemaniu państwo polskie powinno się zajmować tylko i wyłącznie zapewnieniem bezpieczeństwa wewnętrznego oraz zewnętrznego i bronić naszych podstawowych praw.

Wolność, praworządność i własność prywatna oraz sprawiedliwość (nie mylić z sprawiedliwością społeczną) powinna być największym bogactwem obywateli.

Moglibyśmy ograniczyć odpływ pieniędzy do większych ośrodków, odpartyjnilibyśmy samorządy (już nie musielibyśmy zabiegać o nasze pieniądze, zaznaczam: nasze – u polityków), włodarze zostaliby zobligowani do zapewnienia jak najlepszych warunków do życia dla mieszkańców, a szczególnie dla przedsiębiorców. Wtedy my jako mieszkańcy posiadalibyśmy straszliwą broń, a mianowicie głos w wyborach. Doszlibyśmy do momentu, gdzie władza dziesięć razy zastanowi się, zanim podniesie nam podatki, a wyborcy tak samo będą zwracać uwagę, na kogo oddadzą swój jakże cenny głos. (…)

Działanie ponad 350 powiatów jest nieefektywne. Zajmują się zadaniami zleconymi, które de facto są finansowane z budżetu państwa. Równie dobrze moglibyśmy te wszystkie zadania przekazać do realizacji gminom.

Cały artykuł Artura Szczepka pt. „Nowy wymiar samorządów” znajduje się na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Artura Szczepka pt. „Nowy wymiar samorządów” na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Prezydent proponuje zmiany w Sądzie Najwyższym i nowy 15 osobowy KRS

Sędzia SN ma przechodzić w stan spoczynku po ukończeniu 65 lat. SN ma rozpatrywać skargi nadzwyczajne na prawomocne wyroki, również w sprawach, które uprawomocniły się po 17.10.1997 r.

[related id=3957]We wtorek po południu projekt ten trafił do Sejmu; ujawniono go potem na stronie internetowej prezydenta. Propozycja liczy 74 strony i składa się ze 132 artykułów; dołączone do niej jest 24-stronnicowe uzasadnienie.

Główne założenia projektu prezydent Andrzej Duda przedstawił w poniedziałek. Informował wtedy, że jedną z głównych propozycji, która ma „charakter prospołeczny” i była przez niego obiecywana w kampanii wyborczej, jest wprowadzenie skargi nadzwyczajnej, czyli możliwości „wniesienia skargi od każdego prawomocnego orzeczenia” każdego sądu.

„Jednym z głównych motywów przeprowadzenia reformy sądownictwa, w tym SN, jest bardzo niskie zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości. Na ten stan rzeczy złożyły się różne okoliczności, w tym przede wszystkim szereg orzeczeń, które budzą nie tylko uzasadnione wątpliwości prawne, ale także w sposób rażący naruszają pryncypia wynikające z zasady sprawiedliwości” – zaznaczono w uzasadnieniu projektu.

Według projektu, „skargę nadzwyczajną wnosi się w terminie 5 lat od uprawomocnienia się zaskarżonego orzeczenia”. „Niedopuszczalne jest uwzględnienie skargi nadzwyczajnej na niekorzyść oskarżonego wniesionej po upływie 6 miesięcy od uprawomocnienia się orzeczenia lub od rozpoznania kasacji” – podkreślono. „Od tego samego orzeczenia w interesie tej samej strony skarga nadzwyczajna może być wniesiona tylko raz” – głosi przepis.

[related id=39731]Projektodawca – jak wynika z uzasadnienia – zdecydował się także na wprowadzenie przepisu zgodnie, z którym „wniesienie skargi nadzwyczajnej od prawomocnych orzeczeń kończących postępowanie w sprawach, które uprawomocniły się po dniu 17 października 1997 r.” będzie możliwe w okresie trzech lat od dnia wejścia w życie ustawy.

„Jednocześnie wprowadza się zastrzeżenie, że jeżeli od uprawomocnienia się zaskarżonego orzeczenia upłynęło pięć lat, a orzeczenie wywołało nieodwracalne skutki prawne lub przemawiają za tym zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w konstytucji, SN może ograniczyć się do stwierdzenia wydania zaskarżonego orzeczenia z naruszeniem prawa oraz wskazania okoliczności, z powodu których wydał takie rozstrzygnięcie” – wskazano.

Skargi te miałyby być badane przez dwóch sędziów SN i jednego ławnika SN, zaś jeżeli skarga nadzwyczajna dotyczy orzeczenia SN, sprawę rozpoznaje pięciu sędziów SN oraz dwóch ławników SN.

Skargę będzie można wnieść jeżeli skarżone orzeczenie narusza zasady, albo wolności i prawa człowieka lub obywatela określone w konstytucji, albo „w sposób rażący” narusza prawo przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie. Będzie ją można wnieść także wtedy, gdy „zachodzi oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego”.

Zgodnie z projektem skargę nadzwyczajną będą mogli wnieść: prokurator generalny, RPO, grupa co najmniej 30 posłów lub 20 senatorów, oraz – w zakresie swojej właściwości – prezes Prokuratorii Generalnej RP, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Pacjenta, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego i Rzecznik Finansowy.

Skarga nadzwyczajna grupy posłów lub senatorów wnoszona będzie przez marszałka Sejmu lub marszałka Senatu, który – oprócz wskazanego przez grupę posłów lub senatorów przedstawiciela – będzie mógł upoważnić pracownika Kancelarii Sejmu lub Senatu, adwokata lub radcę prawnego do jej popierania.

Obok funkcjonujących obecnie w SN izb: cywilnej, karnej oraz – zmodyfikowanej – Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych „dla realizacji nowych, niezwykle ważnych ustrojowo funkcji, projekt ustawy wyodrębnia dwie nowe izby: kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych oraz dyscyplinarną”. Izba Wojskowa uległaby likwidacji. Jej sprawy przejęłaby Izba Karna.

„Izba Dyscyplinarna, z uwagi na swoje społecznie ważne zadania, zyskuje szczególny status pośród izb SN. W zakresie właściwości Izby Dyscyplinarnej, jej wewnętrznej organizacji oraz zasad wewnętrznego postępowania, część zadań I Prezesa SN oraz Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN wykonywać będzie odpowiednio Prezes SN kierujący pracą Izby Dyscyplinarnej oraz Zgromadzenie Sędziów Izby Dyscyplinarnej” – przewidziano.

Zaproponowano utworzenie odrębnej kancelarii Prezesa SN kierującego pracą Izby Dyscyplinarnej; izba ta będzie też mogła samodzielnie kształtować projekt swojego budżetu, przy czym zaplanowana kwota wydatków nie będzie mogła być wyższa niż 15 proc. średniej kwoty wydatków SN.

W projekcie przewidziano szereg przepisów przejściowych. „Jednym z nich jest (…) przepis dotyczący przeniesienia w stan spoczynku sędziów SN, którzy ukończyli 65. rok życia. Z tym wiąże się także przepis określający procedurę w razie przejścia w stan spoczynku sędziego pełniącego urząd I Prezesa SN lub Prezesa SN i konieczności wybrania nowego prezesa” – zaznaczono w uzasadnieniu.

Jak przewidziano, co do zasady sędzia SN będzie przechodził w stan spoczynku po ukończeniu 65 lat, chyba że nie później niż na sześć miesięcy i nie wcześniej niż na dwanaście miesięcy przed ukończeniem tego wieku złoży oświadczenie o woli dalszego zajmowania stanowiska, a prezydent wyrazi na to zgodę. Sędzia SN – kobieta mogłaby przejść w stan spoczynku po ukończeniu 60 lat.

„W ciągu sześciu miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy sędzia SN może przejść w stan spoczynku, składając za pośrednictwem I Prezesa SN oświadczenie Prezydentowi RP” – głosi kolejny przepis. W stan spoczynku automatycznie przeszliby zaś sędziowie z likwidowanej Izby Wojskowej.

Jak wskazano, jeśli na skutek tych regulacji doszłoby do konieczności wyboru I Prezesa SN lub Prezesa SN, do czasu objęcia stanowiska przez wybranego sędziego prezydent powierzyłby kierowanie SN lub jego izbą „wskazanemu przez siebie sędziemu SN”. Ponadto – jako dodano – przepis „został tak skonstruowany”, aby kandydatów na stanowisko nowego I Prezesa SN „mogło wskazać dopiero Zgromadzenie Ogólne w odnowionym składzie”.

„Często powtarza się, że w SN przeprowadzona została dekomunizacja i nie zasiadają tam osoby, które angażowały się w działalność PZPR. Tymczasem, okazuje się, że istotnie, doszło po roku 1989, do dekomunizacji SN, ale, niestety, osoby, które były związane z PZPR, zostały powołane do pełnienia zaszczytnego urzędu sędziego SN już w wolnej Polsce” – wskazano w uzasadnieniu projektu.

Jak podkreślono „wśród osób tych jest osoba, która w czasie stanu wojennego była nie tylko aktywnym działaczem PZPR, ale także sporządzała dla KC PZPR codzienną informację o realizacji przez sądy ustawodawstwa stanu wojennego, czy też osoba, która pełniła w przeszłości funkcję I sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w sądzie”.

„O ile tuż po zmianie ustroju w orzecznictwie Trybunałów Konstytucyjnych państw Europy Środkowo-Wschodniej akceptowano, jako słuszną i dopuszczalną, przesłankę eliminacyjną w postaci współdziałania z poprzednim systemem, o tyle w Polsce nigdy na ten krok się nie zdecydowano” – wskazano w uzasadnieniu.

Według uzasadnienia „orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego rozmiękczało lub wprost wskazywało na niezgodność z Konstytucją RP narzędzi ustaw lustracyjnych”. „Często sprzeciwiały się nim szerokie środowiska prawnicze, a wielu z tych, którzy czynili to pod hasłami obrony demokracji – jak się następnie okazywało – występowało w swojej sprawie” – podkreślono.

Nowelizując Prawo o ustroju sadów powszechnych, projekt Andrzeja Dudy wprowadza „nowy, przyspieszony tryb uchylenia immunitetu w przypadku popełnienia przez sędziego najpoważniejszych przestępstw”.

Zgodnie z nimi m.in. sąd dyscyplinarny rozpoznawałby wniosek o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej w 14 dni od wpłynięcia, a jeśli wniosek dotyczyłby sędziego ujętego na gorącym uczynku przestępstwa zagrożonego karą co najmniej 8 lat więzienia, sąd dyscyplinarny musiałby decydować nie później niż przed upływem 24 godzin.

W odniesieniu do spraw dyscyplinarnych sędziów SN przewidziano, że będą one rozpatrywane w pierwszej instancji przez SN w składzie dwóch sędziów Izby Dyscyplinarnej oraz jednego ławnika, a w drugiej – w składzie trzech sędziów i dwóch ławników.

Ustawa przewiduje również kompetencje prezydenta w zakresie postępowania dyscyplinarnego prowadzonego wobec sędziów SN. Prezydent będzie mógł wyjść z inicjatywą powołania, z grona sędziów SN, sądów powszechnych i wojskowych, Nadzwyczajnego Rzecznika Dyscyplinarnego.

Nowa ustawa o SN miałaby wejść w życie po trzech miesiącach od jej ogłoszenia.

We wtorek do Sejmu trafił także drugi z zapowiadanych projektów prezydenckich – nowela ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Do reprezentowania swego stanowiska w pracach parlamentu nad tymi projektami Andrzej Duda upoważnił Annę Surówkę-Pasek, podsekretarza stanu w kancelarii prezydenta oraz swą doradczynię Zofię Romaszewską.

PAP/MoRo

Senator Piotr Andrzejewski: Cele prezydenta i Zjednoczonej Prawicy są zgodne, różnią się sposobem ich realizacji

W Poranku WNET senator PiS Piotr Andrzejewski skomentował przedstawione wczoraj przez prezydenta propozycje zmian w ustawach o SN i o KRS. Być może będziemy mieli do czynienia z „reformą na raty”.

Dziś prezydenckie projekty ustawy o Sądzie Najwyższym i o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa miały wpłynąć do parlamentu. Witold Gadowski w Poranku WNET zapytał senatora Piotra Andrzejewskiego, czy miał okazję już się z nimi zapoznać.

Teksty ustaw nie były jednak jeszcze dostępne. Senator zapowiedział, że będą teraz rozważane wszelkie warianty reakcji na te projekty. Uważa, że zakres celów przedstawionych przez prezydenta jest zgodny z celami Zjednoczonej Prawicy i jej oczekiwaniami. Ocena środków do ich realizacji może się różnić. Być może doprowadzi to do tego, że reforma będzie „reformą na raty”. Pierwsza część – zmiany prawa o ustroju sądów powszechnym już zostały uchwalone.

Senator wyjaśnił, dlaczego zmiany w wymiarze sprawiedliwości rozpoczęte zostały od Trybunału Konstytucyjnego, od Sądu Najwyższego i od Krajowej Rady Sądownictwa. Otóż uważa on, że głębokie zmiany postępowania cywilnego i karnego są niemożliwe wobec zapowiedzi ich blokowania przez te organy. Do tego doszła politycznie zaangażowana, sprzeczna z zasadą niezależności i niezawisłości postawa niektórych sędziów.

Cała refleksja nad podziałem władz jest, zdaniem Piotra Andrzejewskiego, zachwiana. Podział ten powinien obowiązywać, ale nie tak, że jedna z władz jest zupełnie niezależna od pozostałych. Większość – władza ustawodawcza – ma prawo decydować o sposobie wyboru sędziego, o funkcjonowaniu sądów powszechnych, o sposobie wyboru sędziów do KRS, o tym, jak wybierani mają być kandydaci na sędziów.

Imperium – władza mianowania sędziów – należy, jak podkreślił senator, do prezydenta. Tymczasem jego uprawnienia sprowadza się do czystej formalności i spełnienia obowiązku. Jeżeli prezydent ma prawo mianować sędziów, to – uważa Piotr Andrzejewski – wątpliwe jest domaganie się zmiany konstytucji.

Czy to wszystko wróży przesilenie pomiędzy prezydentem a rządem i Prawem i Sprawiedliwością? Gość Poranka uważa, że jest zbieżność celów i linii politycznej. Sposób ich realizacji jest odmienny. Prezydent stara się zasugerować rozwiązania. Te jednak należą do władzy ustawodawczej. „Może być różnica zdań, ale nie nazywałbym tego konfliktem”. Jeżeli prezydent będzie miał wątpliwości, to skieruje uchwalone ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Całej rozmowy można posłuchać w części pierwszej Poranka WNET.

JS

Stanisław Michalkiewicz o propozycjach prezydenta: Jak wiele trzeba zmienić, żeby wszystko pozostało po staremu [VIDEO]

Utrwalenie stanu dotychczasowego oznacza pogłębienie anarchii w Polsce i „nasza złota pani” może być tym zainteresowana, podobnie jak w XVIII w. utrwaleniem tego stanu była zainteresowana Katarzyna.

Byłoby przesadą przywiązywanie wagi do tych propozycji z kilku powodów – powiedział publicysta Stanisław Michalkiewicz pytany o propozycje ustaw prezydenckich. – Po pierwsze, dlatego, że uchwalenie propozycji ustawowych zgłoszonych przez prezydenta wymagałoby zmiany konstytucji, a po wczorajszych konsultacjach wyjaśniło się, że nikt się nie zgadza na jej zmianę. Po drugie, chciałem zwrócić uwagę, że prezydent, kierując ustawę do Sejmu, traci nad nią wszelką kontrolę, co mu przypomnieli wczoraj przedstawiciele PiS.

– W polityce liczy się rezultat, a nie intencje – powiedział Michalkiewicz, gdy prowadzący audycję redaktor Witold Gadowski powiedział, że prezydent zawsze ma możliwość zawetowania ustaw, gdyby po „obróbce w Sejmie ich nie poznał”. Zdaniem publicysty „o to właśnie chodzi”.

– Jestem przekonany, że taką taktykę doradziła panu prezydentowi nasza złota pani (Angela Merkel – przyp.red.) w czasie tej słynnej 45-minutowej rozmowy – powiedział. Przypomniał, że na temat tej rozmowy wypowiadał się rzecznik rządu niemieckiego, który pytany przez dziennikarzy przyznał, że to sprawa praworządności w Polsce była jej tematem, ale on nie będzie ujawniał treści poufnych rozmów. Prasa niemiecka nie była już taka powściągliwa i otwartym tekstem napisała, „że nasza złota pani interweniowała w tej sprawie u prezydenta”.

– Utrwalenie stanu dotychczasowego oznacza pogłębienie anarchii w Polsce i „nasza złota pani” może być tym zainteresowana, podobnie jak w XVIII wieku utrwaleniem stanu anarchii w Polsce zainteresowana była caryca Katarzyna – powiedział Michalkiewicz. – Gdy nasza złota pani po raz pierwszy została kanclerzem, to powiesiła u siebie w gabinecie portret Katarzyny, a więc tu pewna ciągłość istnieje. Pewnie dlatego, gdy Małgorzata Gersdorf poszła na rozmowę z panem prezydentem, już po zawetowaniu ustaw o SN i KRS, wybiegła z Belwederu cała w skowronkach i jestem przekonany, że to jej właśnie prezydent obiecał i dzięki temu Sąd Najwyższy zrobił ofiarę z własnych przekonań. Jeszcze w maju pryncypialnie zadekretował, że ułaskawienie przedterminowe Mariusza Kamińskiego przez prezydenta było złamaniem konstytucji i kodeksu postępowania karnego, a 1 sierpnia zawiesił postępowanie w tej sprawie jak gdyby nigdy nic.

W dodatku jakiś czas później tenże SN nie potrafił odpowiedzieć na skądinąd proste pytanie, czy Julia Przyłębska jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego.

Z powodu wizyty Gersdorf u prezydenta „salon zawył” i jak wyjaśniał rzecznik I prezesa SN był to wynik przepracowania.

– Jeśli nawet dajemy ciała, to w granicach przyzwoitości, a pani prezes, uczestnicząc w uroczystości zaprzysiężenia „sędziego dublera (bo takie kategorie się pojawiły), te granice najwyraźniej w opinii salonu i własnego rzecznika przekroczyła – szydził Michalkiewicz. – Wszystko ma swoją cenę i jeśli dzięki taktyce obranej przez prezydenta żadnej kuracji w sądach nie będzie, no to trzeba będzie się mu odwdzięczyć. Róbmy sobie na rękę, ale bez przesady… -Żeby unieść – dodał Gadowski.

– Prezydent Duda jest wynalazkiem prezesa Kaczyńskiego – powiedział Michalkiewicz, przypomnając, że rok przed wyborami prezydenckimi nikt w Polsce nie słyszał o Andrzeju Dudzie jako o polityku samodzielnym. Dlatego prezydent Komorowski jeszcze pół roku przed wyborami był szczerze przekonany, że nie ma z kim przegrać, a pół roku później przegrał i to właśnie z panem Dudą. –  Byliśmy świadkami wielkich cudów, nawet chyba większych niż ten w Kanie Galilejskiej. Takie rzeczy się zdarzają, gdy mniejsze państwo przechodzi pod kuratelę wielkiego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone. W związku z tym trzeba było uprzątnąć z polskiej sceny politycznej pozostałości pruskiego stronnictwa.

Zdaniem Michalkiewicza stronnictwo ruskie w Polsce jest zepchnięte do bardzo głębokiej defensywy, bo chociażby wybitny przedstawiciel tego stronnictwa „Piskorski już od roku jęczy i szlocha w areszcie wydobywczym pod zarzutem szpiegostwa tam umieszczony”. Co prawda ma ono swoich wyznawców, ale oni specjalnie się tam nie ujawniają.

– Stronnictwo pruskie dufne w poparcie „naszej złotej pani” nie traci nadziei, że znowu zajmie pozycję lidera. Myślę, że Amerykanie na to nie pozwolą, bo mają tu swoich faworytów w postaci Prawa i Sprawiedliwości oraz Starych Kiejkutów, których trzymają w rezerwie na wypadek, gdyby prezes Kaczyński się rozbrykał i zaczął im grymasić.(…) Z punktu widzenia Amerykanów bardzo wygodne jest pogrywanie z takim Bantustanem.

Zdaniem Michalkiewicza „Stare Kiejkuty” powiązane są nie tylko z Moskwą i Waszyngtonem, ale „z każdym”. W drugiej połowie lat 80., kiedy było już wiadomo po spotkaniu w Reykjavíku prezydenta Ronalda Regana z Michaiłem Gorbaczowem pojawiła się wiarygodna zapowiedź ewakuacji imperium sowieckiego z Europy Środkowej, wtedy rozpoczęły się przygotowania do transformacji ustrojowej. Ludzie ówczesnych służb specjalnych musieli sobie zadać pytanie co po sowieckiej ewakuacji? Zdawali oni sobie sprawę, z tego, że nastąpi odwrócenie sojuszy i w związku z tym w tamtym okresie ludzie ci „przewerbowywali się” i zgłaszali na służbę do nowego sojusznika.

– Polską rządzą rotacyjnie trzy stronnictwa: ruskie – teraz w głębokiej defensywie; pruskie – zepchnięte z pozycji lidera; amerykańsko-żydowskie, które aktualnie dominuje – powiedział Michalkiewicz, przedstawiając swoją ulubioną „teorię spiskową”.

-Wracając do prezydenta Dudy to prezes Kaczyński, który się dekuje na pozycji prostego posła w związku z tym za nic nie odpowiada, takie wynalazki lokuje na pozycji prezydenta, premiera itd. i zmusza tych ludzi do działania na granicy prawa, a nawet poza nim – ocenił Michalkiewicz. – Prezydent Duda powiedział „dosyć mi tego, bo wyląduję za kratami, jak się skończy moja kadencja”, a przecież jeszcze jest młody i nie żegna się z życiem tylko dopiero je zaczyna. Więc nic dziwnego, że wierzgnął i stanął dęba prezesowi. Teraz prezes ma z nim zgryzotę.

Michalkiewicz przypomniał, że pozycja konstytucyjna prezydenta w Polsce jest mizerna, co jest skutkiem konstytucji z 1997 roku, których współautorem był człowiek, „którego uważam za prawdziwe nieszczęście dla Polski” Aleksander Kwaśniewski.

– Uchwalając ją jeszcze nie wiedzieli czy „Stare Kiejkuty” nie wysuną na kolejną kadencję Lecha Wałęsę i na wszelki wypadek prezydentowi nałożyli dwa kaftany bezpieczeństwa w Konstytucji i nic dziwnego, że czuje się on skrępowany – podśmiewa się Michalkiewicz, który jako przykład owej „krępacji” podaje sprawę zwierzchnictwa w Siłach Zbrojnych, których prezydent jest niby zwierzchnikiem, ale z własnej inicjatywy „nie może nawet kiwnąć palcem”, bo jeśli już to tylko na wniosek Prezesa Rady Ministrów, lub Ministra Obrony, czyli ma nałożone dwa kagańce.  -Najwyraźniej autorzy konstytucji z 1997 roku musieli uważać prezydenta nie tylko za wariata, ale za wariata wyjątkowo niebezpiecznego, bo zwykłemu zakłada się jeden kaftan bezpieczeństwa .

MoRo

 

Obejrzyj również wywiad ze Stanisławem Michalkiewiczem na kanale YouTube Radia Wnet.

Prezydencki rollercoaster, czyli o tym, czym różnią się generałowie od pułkowników. Przemówienie zamiast publikacji

Prezydencki teatr jednego aktora w sprawie reformy sądownictwa po prostu się nie sprzedał. Wyszło trochę śmiesznie, tylko gdyby poważnie się nad tym zastanowić, to chyba jednak bardziej strasznie.

Prezydent w dniu wczorajszym zafundował nam rollercoaster. Wyszło trochę niepoważnie – kluby miały niecałe cztery godziny na podjęcie decyzji, czy są gotowe na wprowadzenie zmian w konstytucji. Opinia publiczna, zamiast skupić się na merytorycznej zawartości projektów, została zmęczona przepychankami politycznymi.

Ponoć postępowanie prezydenta miało, zdaniem jego doradców – co przyznają w nieoficjalnych rozmowach – narzucić ton w sprawie zmian i pokazać, że cały czas to on jest rozgrywającym. Dlatego najpierw zaproponował zmianę konstytucji w sprawie KRS… i z góry skazał się na porażkę, bo zmiana konstytucji wymaga właśnie konstytucyjnej większości. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć, jak zachowa się PO i Nowoczesna – w końcu to opozycja totalna.

W dodatku w dniu wczorajszym zamiast publikacji projektu dostaliśmy swego rodzaju résumé wygłoszone przez prezydenta. Jak wiadomo, w projektach prawnych zazwyczaj diabeł tkwi w szczegółach, a szczegółów niestety nie poznaliśmy. Za to dostaliśmy spektakl wątpliwej jakości, co ma się nijak do deklaracji o rzeczowej dyskusji w sprawie projektów reformujących sądownictwo w Polsce.

Wyszło, jak wyszło, i jak widać, zastępowanie zdrowego rozsądku zagrywkami typu PR nie zawsze wychodzi na zdrowie. Poza tym może doradcy prezydenta nie wiedzą, ale te tanie zagrywki to jedynie taktyczne sztuczki, a od „rozgrywającego” wymaga się raczej posunięć o znaczeniu strategicznym. Tym po prostu różnią się generałowie od pułkowników.

Monika Rotulska

Poranek Wnet 26 września 2017

Co dalej z reformą wymiaru sprawiedliwości ? Wśród gości Poranka WNET Stanisław Michalkiewicz, Piotr Łukasz Andrzejewski i poseł Stanisław Piotrowicz. Zaprasza Witold Gadowski

Goście Poranka WNET :

Stanisław Michalkiewicz  – publicysta;

mecenas Piotr Łukasz Andrzejewski – sędzia Trybunału Stanu, senator kilku kadencji;

Paweł Grabowski – prawnik, poseł klubu Kukiz’15;

Rafał Dzięciołowski – publicysta, specjalista od zagadnień wschodnioeuropejskich, Narodowa Rada Rozwoju przy Prezydencie RP;

Mirosław Rowicki – redaktor naczelny Kuriera Galicyjskiego;

Profesor Grzegorz Kucharczyk – historyk, znawca dziejów Niemiec i Francji, publicysta Polonia Christiana;

Prof. Maria Hortis-Dzierzbicka;

Irena Lasota – publicystka, Waszyngton.


Prowadzący: Witold Gadowski

Realizator: Karol Smyk

Wydawca: Antoni Opaliński

Wydawca techniczny: Luiza Komorowska


Część pierwsza:

Piotr Łukasz Andrzejewski skomentował propozycje prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym i o KRS.

W związku ze spotkaniem Federacji Mediów Polskich na Wschodzie Rafał Dzięciołowski mówił o stosunkach polsko-ukraińskich, a Mirosław Rowicki o funkcjonowaniu polskich mediów na Ukrainie.

 

Część druga:

Cykl audycji ekonomicznych Radia Wnet.

 

Część trzecia:

Paweł Grabowski o rozwiązaniach, jakie klub Kukiz’15 proponuje w sprawie reformy sądownictwa. Poseł zauważa, że Platforma Obywatelska i Nowoczesna nie składają żadnych propozycji i nawet nie próbują prowadzić dialogu, a jedynie skupiają się na wywoływaniu konfliktu.

 

Część czwarta:

Prof. Grzegorz Kucharczyk analizuje wyniki wyborów parlamentarnych w Niemczech, które, jego zdaniem, nie stanowią zaskoczenia. Gość kreśli profil ideowy partii, które weszły w skład do niemieckiego parlamentu. Mają one w większości zabarwienie liberalno-lewicowe. Jaki to będzie miało wpływ na sytuację Polski w Europie?

Dr Farhang Muhammad o niepodległościowym referendum w irackim Kurdystanie.

 

Część piąta:

Wiadomości Radia Warszawa i słup ogłoszeniowy Radia Wnet.

 

Część szósta:

Stanisław Michalkiewicz komentuje działania prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie reformy sądownictwa. Publicysta podejrzewa, że taktyka prezydenta Polski pochodzi ze spotkania z Angelą Merkel, która może być zainteresowana pogłębianiem anarchii w naszym kraju, a podtrzymywanie wymiaru sprawiedliwości w stanie obecnym właśnie do tego prowadzi.

Utrwalenie stanu dotychczasowego oznacza pogłębienie anarchii w Polsce i „nasza złota pani” może być tym zainteresowana, podobnie jak w XVIII w. utrwaleniem tego stanu była zainteresowana Katarzyna.

 

Część siódma:

Prof. Maria Hortis-Dzierzbicka o problemie tzw. zajęczej wargi. Profesor współtworzyła system, który był bardzo pomocny w leczeniu pacjentów tą dolegliwością, który niedawno przestał funkcjonować. W tej chwili dzieci są niepotrzebnie rehabilitowane aż do osiemnastego roku życia, co wcale nie nie przekłada się na poprawę ich mowy.

 

Część ósma:

Arkadiusz Gołębiowski zapowiada Festiwal „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, który rozpocznie się w Gdyni lada chwila. Mottem przewodnim tegorocznej edycji festiwalu jest: „Wolna Polska w wolnym świecie”.


Posłuchaj całego Poranka Wnet: