W programie Tomasza Wybranowskiego najświeższe wieści ze Szmaragdowej Wyspy,. m.in. o walce irlandzkiego rządu z malwersantami i oszustami finansowymi oraz o spadku inflacji w strefie euro
W nastroju nostalgii opowieść o święcie Samhain, co w tłumaczeniu z języka Celtów znaczy mniej więcej tyle, co “koniec lata”. Ów termin znaczył także “uroczyste zebranie”. Podczas zgromadzenia 31 października każdego roku jego uczestnicy przygotowywali się do przywitania nowego roku.
Myśląc o Dniu Wszystkich Świętych nie sposób nie przypomnieć Słuchaczom o wielkiej ranie w irlandzkiej pamięci o swej historii i przodkach. W okresie od 1845 do 1849 roku Irlandia przeżywała jedną z największych klęsk naturalnych w dziejach kontynentu. Irlandzki „wielki głód” pociągnął za sobą ponad milion ofiar, a kolejny milion Irlandczyków zmusił do emigracji. Jednym z pierwszych, który pośpieszył z pomocą był nasz rodak Edmund Strzelecki.
Chociaż Irlandia była integralną częścią Zjednoczonego Królestwa, najpotężniejszego państwa owej epoki, nie udzielono jej zbyt wiele skutecznej pomocy. Zdaniem jednych obserwatorów, była to ostateczna maltuzjańska apokalipsa; zdaniem innych – kulminacja wielowiekowego okresu złych rządów.
Syl – Tax – partnerem Kuriera WNET – edycji irlandzkiej.
W gronie gości dzisiaj pani Sylwia Kosmala, doradca podatkowy, właścicielka firmy Syl – Tax (Unit 8A Coolmine Industrial Estate, Blanchardstown, Dublin 15). Rozmowa tutaj:
Piotr Słotwiński. Foto httpwww.piotrslotwinski.com
A także dziennikarz, publicysta, bloger Piotr Słotwiński, z którym zastanawiać się będziemy nad sensem zmian organizacyjnych Festiwalu PolskaEire, z polską ambasadą w Dublinie i Forum Polonia w tle.
Rozmowa tutaj:
W finale programu zaprosimy do wysłuchania reportażu Roberta Kawki „Jamajka Europy”. Wiosną 2017 roku, Robert Kawka realizował materiały do swojego reportażu o polskich rodzinach, które znalazły swoje miejsce na Ziemi pod irlandzkim niebem. Dziesięć niezwykłych spotkań i rozmów w różnych irlandzkich miejscowościach. Rozmowy o życiu w Irlandii i tęsknocie za Polską.
Reportażu można posłuchać tutaj:
Muzycznie m.in. Sinead O’Connor, Paddy Casey, Van Morrison i legendarna Chieftains.
Miałem 13 albo 14 lat, a była jesień 1957 (wrzesień, może październik), o tej porze roku mama często wysyłała mnie czy moich braci w widły ulic Warszawska / Cmentarna / Długa.
Tu znajdował się Miejski Ogród (dzisiejsza stacja paliw BP), w którym były (pięć czy sześć) szklarnie produkujące dla potrzeb mieszkańców miasta warzywa, tzw. nowalijki. Ogród wzdłuż tych ulic ogrodzony był siatką szczelnie porośniętą winoroślami, dziko rosnącymi, z czarnym winogronem o bardzo słodkich gronowych kiściach. Zrywaliśmy winne owoce i przynosiliśmy je w dużych ilościach do swoich domów.
Mamy przetwarzały winogrona na konfitury, dżemy, wina, soki i inne napoje, czyniąc zapasy na zimę czy wczesną wiosnę. Często na „winobraniu” spotykałem się ze starszym o dwa lata kolegą, dziś nieżyjącym, Andrzejem Śliwińskim (były pułkownik LWP).
Tutaj posłuchasz całego programu:
Inicjacja ROCK’n’ROLLA
Śliwińscy mieszkali w kamienicy przy ulicy Nieborowskiej, a ja róg Warszawskiej i Zawadzkiej (dziś na tym podwórku znajduje się wulkanizacja). Andrzej był inteligentnym, oczytanym chłopakiem. Pewnego wieczoru razem siedzieliśmy na winogronowym żywopłocie, blisko siebie, napełniając owocami swoje pojemniki. Po chwili Andrzej odzywa się do mnie:
– Tolek, zejdź na chwilę, muszę ci coś bardzo ważnego powiedzieć.
Zszedłem na ziemię, zbliżyłem się do niego. Andrzej, cały czas rozglądając się dookoła, czy nikogo w pobliżu nie ma, wziął mnie pod rękę i wzdłuż ogrodzenia doszliśmy do ulicy Cmentarnej, skręciliśmy w nią w lewo i doszliśmy do trzeciego, czwartego drzewa.
Andrzej rozejrzał się raz jeszcze – w lewo, w prawo – po czym nachylił się do mojego ucha, szeptem wypowiedział słowa:
– Słuchaj Tolek, to, co ci powiem, zatrzymaj tylko dla siebie, nikomu nie powtarzaj – i znów rozejrzał się wokół, zanim dokończył – istnieje na świecie taka muzyka, bardzo szalona, przybyła do Europy zza oceanu, jest zakazana i nazywa się rock’n’roll.
To, co ci powiedziałem, zachowaj dla siebie, nikomu ani słowa, ani mru, mru. Czułem, pomimo nieznanego mi wyrażenia, że Andrzej przekazał mi bardzo ważną informację, którą muszę pielęgnować i trzymać w głębokiej tajemnicy. Przez całą drogę, wracając do domu, by nie zapomnieć o zakazanym terminie, powtarzałem sobie: rock’n’roll, rock’n’roll, rock’n’roll.
Red. Konopka piętnuje „zgniły Zachód” i Elvisa…
Termin ten ani na moment nie dawał mi spokoju. Kiedy znalazłem się w domu, sięgnąłem po roczniki „Dookoła Świata” (ojciec prenumerował „Przekrój” i „Dookoła Świata”, które to egzemplarze po roku zszywał i oprawiał u introligatora w twarde okładki). Przeglądając całe rocznik 1956 i 1957 (były to kolorowe tygodniki), natrafiłem na artykuły pana Marka Konopki, był on stałym korespondentem agencji PAP piszącym ze Stanów Zjednoczonych.
Pan Konopka w swoich artykułach wyrażał się bardzo krytycznie o imperialnej Ameryce, o jej wyzyskującej, kapitalistycznej gospodarce, o rasizmie, o rozhuśtanej wolności, o pseudodemokracji i stosunkach międzyludzkich, ale również zauważyłem, że pisze artykuły o tajemniczo dla mnie brzmiącym terminie rock’n’roll.
Dotarłem do dwóch bardzo ważnych artykułów, które utwierdziły mnie, że mam do czynienia z zakazanym owocem i to, co Andrzej Śliwiński mi przekazał, było racją – muszę wystrzegać się tej muzyki i trzymać ją w wielkiej tajemnicy przed innymi koleżankami i kolegami.
Pierwszy artykuł dotyczył Elvisa Presleya (Jailhouse Rock, Blue Moon, It’s Now Or Never), a właściwie była to bardzo krytyczna, karykaturalna recenzja z pierwszego filmu z Presleyem, „Love Me Tender” (1956 rok).
Elvisa, króla rock’n’rolla, przedstawił, nazywając western kiczowatym, jako ryczącą krowę na amerykańskiej prerii (dziś wiemy, co to były za tytułowe hity, np. Love Me Tender czy Poor Boy, obie piosenki z filmu). Pierwszy raz zetknąłem się z tak szkalującym określeniem Presleya – Elvis Pelvis (pelvis – miednica, biodro) – nadane mu ze względu na nowatorski, jak na tamte czasy, sposób poruszania się po scenie w trakcie koncertowania.
Pragnę nadmienić, że w tym krytykowanym przez Marka Konopkę okresie (rok 1956), Elvis, jak nikt dotąd działający w światowym show businessie, nagrał w jednym roku i sprzedał osiem Złotych Płyt (singli), tzn. że każda z nich sprzedana była w milionie egzemplarzy. Drugi artykuł pana Konopki dotyczył największego skandalisty w historii, killera rock’n’rolla Jerry’ego Lee Lewisa (Whole Lotta Shakin’ Go On, Great Balls Of Fire, Crazy Arms).
Te dwa artykuły uświadomiły mi, że mam do czynienia z szatańską, demoralizującą muzyką, że muszę się jej – choć emocjonalnie podnieca każdą młodą duszę – wystrzegać.
Choć po 1956 roku (miesiąc październik), po upadku prześladowczego i zbrodniczego stalinizmu żelazna kurtyna oddzielająca zgniły ZACHÓD od postępowego WSCHODU podniosła się nieco wyżej, to jednak słuchanie zakazanego rock’n’rolla nadal odbywało się w wielkiej konspiracji, by nikt nie wiedział, bo inaczej można było popaść w kłopoty, szczególnie w szkole.
A jak to można było zrobić, kiedy epidemia rock’n’rolla opanowała i zaraziła cały kapitalistyczny świat, wszystkie kraje demoludu, również Polskę, moje miasto, mój dom?
1 listopada w Radiu WNET 87.8 FM wspomnienie Elvisa Presleya. Przy mikrofonie spotkam się o godzinie 11:00 z Tomaszem Wybranowskim.
Antoni Malewski
Antoni Malewski. Fot. Archiwum rodzinne Antoniego Malewskiego.
Antoni Malewski urodził się w sierpniu 1945 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w którym mieszka do dziś. Pochodzi z robotniczej rodziny włókniarzy. Jego mama była tkaczką, a ojciec przędzarzem i farbiarzem. W związku z ogromną fascynacją rock’n’rollem z wielkimi kłopotami ukończył Technikum Mechaniczne i Studium Pedagogiczne. Sześć lat pracował w szkole zawodowej jako nauczyciel. Dziś jest emerytem i przekroczył most 70-ki.
O swoim dzieciństwie i młodości opowiedział w książkach „Moje miasto w rock’n’rollowym widzie”, „A jednak Rock’n’Roll”, „Rodzina Literacka ‘62”, a ostatnio w „Subiektywnej historii Rock’n’Rolla w Tomaszowie Mazowieckim” – książce, która zajęła trzecie miejsce w V Edycji Wspomnień Miłośników Rock’n’Rolla zorganizowanych w Sopocie przez Fundację Sopockie Korzenie.
Dzisiaj w Radiu WNET o gospodarce polskiej i światowej, elektromobilności, reformie wymiaru sprawiedliwości, genderyzmie oraz o polityce polskiej i światowej. Zapraszamy do słuchania na WNET.fm.
Wśród gości Poranka WNET byli m.in.:
Stanisław Piotrowicz – poseł PiS, przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka;
Jakub Kulesza – poseł klubu Kukiz’15;
Krzysztof Bosak – polityk, działacz Ruchu Narodowego;
Andrzej Kensbok – wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu;
Paweł Kwaśniak – prezes zarządu Centrum Życia i Rodziny;
Izabela Mosakowska – organizatorka Kongresu Życia i Rodziny;
Prof. Piotr Witakowski – naukowiec, doktor habilitowany w zakresie budownictwa;
Maciej Srebro – Ursus Bus SA;
ks. dr Dariusz Chwastek – proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie;
Michał Zajda – wiceprzewodniczący krakowskiego oddziału Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, autor wystawy o żydowskich parlamentarzystach w II RP;
Jerzy Bielewicz – komentator ekonomiczny;
Zbigniew Stefanik – korespondent z Francji.
Prowadzący: Aleksander Wierzejski
Wydawca: Antoni Opaliński
Realizator: Karol Smyk
Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski
Część pierwsza:
[related id=43682]Jerzy Bielewicz o aktualnej koniunkturze ekonomicznej na świecie. Wielu ekonomistów i instytucji finansowych ostrzega, że ona nie będzie trwać bez końca. Wiele zdarzeń, które miały miejsce w ostatnich latach, np. kupowanie przez banki centralne obligacji emitowanych przez państwo, może skutkować kryzysem. Kryzys ten może mieć rozmiary światowe. Przykładowo, bank JP Morgan zapowiada wielki kryzys płynności.
Wywiązała się dyskusja między posłem a Jerzym Bielewiczem, który pozostał w studiu po pierwszej części Poranka.
Część trzecia:
Andrzej Kensbok mówił o niedzielnym (29 października) XI Kongresie Republikańskim, na którym prowadzono dyskusje na temat polityki ekonomicznej PiS-u. Zdaniem uczestników kongresu reformy gospodarcze rządu premier Beaty Szydło idą w dobrym kierunku.
Część czwarta:
Przegląd prasy o godzinie 8:00, przygotowany przez Antoniego Opalińskiego.
Część piąta:[related id=43729]
Stanisław Piotrowiczo spotkaniu z przedstawicielami Komisji Weneckiej, które odbyło się w ostatnią środę (25 października). Podczas spotkania obecni byli członkowie różnych polskich partii. Posłowie PiS, jak powiedział, odwoływali się do konkretnych spraw i przepisów prawnych, opozycja zaś – do emocji. Stwierdził, że Komisja Wenecka czuje niesmak wobec „totalnej opozycji”, gdyż żadne stronnictwo europejskie w swoim sprzeciwie wobec polityki prowadzonej przez ich rząd nie posuwa się tak daleko, żeby występować przeciwko niemu wobec innych krajów i instytucji międzynarodowych. Ponadto poseł Piotrowicz opowiedział o tym, jak działa i czym zajmuje się Krajowa Rada Sądownictwa oraz o rozmowach między prezydentem a PiS na temat koncepcji reformy KRS i SN. Rozmowy te mają być już na ukończeniu. Ich przedmiotem jest obecnie głównie kwestia sposobu wyboru sędziów do KRS w razie „klinczu parlamentarnego”, tzn. sytuacji, gdy w Sejmie nie uda się osiągnąć większości kwalifikowanej 3/5 głosów.
Maciej Srebro o firmie Ursus Bus S.A., produkującej autobusy elektryczne, o planach przedsiębiorstwa na przyszłość i rozwoju elektromobliności w Polsce.
Część szósta:
Michał Zajda i Klaudia Klimek o wystawie w Sejmie pt. „Żydzi w przestrzeni politycznej II RP”. Wspomina ona Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy sprawowali najważniejsze funkcje w państwie. Wielu z nich w czasie II Rzeczypospolitej było posłami z ramienia partii żydowskich, którym ówczesna prawo wyborcze dawało możliwość uczestniczenia w polityce.
Część siódma:
Przegląd prasy o godzinie 9:00, przygotowany przez Antoniego Opalińskiego.
Część ósma:
Ks. dr Dariusz Chwastek podjął temat 500. rocznicy reformacji, którą świat będzie obchodził w tym roku. Proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej opowiedział, jakie są, jego zdaniem, pozytywne następstwa reformacji. Są to m.in.: przetłumaczenie Pisma Świętego na języki narodowe, upowszechnienie się modlitw w językach ojczystych wiernych, rozwój edukacji i demokracji.
Izabela Mosakowska i Paweł Kwaśniak o IV Kongresie Życia i Rodziny, na którym omawiano zagrożenia płynące ze strony takich prądów kulturowych jak genderyzm czy neomarksizm i związane z nimi problemy seskualizacji dzieci i młodzieży oraz kryzysu rodziny.
Część dziewiąta:
[related id=43726]Krzysztof Bosako tym, dlaczego hasłem tegorocznego Marszu Niepodległości jest hasło „My chcemy Boga”. Ruch Narodowy chce – jak powiedział gość – żeby prawo w Polsce było oparte na Dekalogu, a nie laickich koncepcjach praw człowieka, interpretowanych przez Amnesty International lub ONZ. W tym roku Marsz Niepodległości po raz pierwszy rozpocznie się mszą w rycie trydenckim.
Gość opowiedział też, co jego zdaniem zmieniło się w Polsce w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Pozytywne jest to, że w ekipie rządzącej jest więcej ludzi kierujących się etosem służby publicznej niż za poprzedniego rządu. Negatywnie ocenia jednak mało asertywną politykę wobec Litwy i zwłaszcza Ukrainy, która buduje swoją tożsamość na kulcie UPA i Stepana Bandery. Skrytykował też przyjmowanie przez Polskę dużej liczby ukraińskich pracowników.
Prof. Piotr Witakowski o potrzebie zmiany ordynacji wyborczej.
Najważniejszy postulat strajku, utworzenie niezależnych związków zawodowych – został osiągnięty WBREW staraniom doradców. Przeciwstawiali się oni również tworzeniu ogólnopolskiej struktury związkowej.
Jan Martini
Kto doradzał doradcom „Solidarności”?
Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę. W sikawki wtłacza to wszystko drań jakiś, By pod ciśnieniem w świat puścić przez rurę. Proces ten ujrzy kiedyś na obrazku Przyszły człowieczek i z szczęścia zakwili, Historia w lśniącym, szczerozłotym kasku Ukaże wielkość niepowrotnej chwili.
Tak jak przewidywał w swoim wierszu Witkacy, Ojcowie Założyciele III RP – doradcy „Solidarności” – jawią się nam jako postaci ze spiżu. Na ich cześć kwili bezustannie legion człowieczków, a wraz z nimi człowieczek Budka („moim wzorem są Geremek i Mazowiecki”). Ponieważ historia jawi się nam w szczerozłotym kasku, nie pamiętamy faktów, które nie pasują do obecnie obowiązującej, zatwierdzonej przez historyków-lukierników wykładni.
Już starotestamentowy mędrzec Syrach pisał: Strzeż się doradcy i najpierw poznaj, jakie są jego potrzeby. Każdy doradca wysoko ceni swoją radę, a przecież bywa i taki, który doradza na swoją korzyść. Ale kto dziś czyta Biblię?
Kim byli najważniejsi doradcy „Solidarności” Geremek i Mazowiecki?
Ich oficjalne życiorysy koncentrują się na dokonaniach 1980 roku i późniejszych. Wiemy jednak, że w młodości byli aktywnymi funkcjonariuszami proletariackiej rewolucji, bezgranicznie oddanymi „władzy ludowej”. W pewnym, trudnym do uchwycenia momencie stali się demokratami. Chyba jednak jakaś słabość do komunizmu pozostała im do końca życia…
Mało kto wie, co eksperci doradzali strajkującym robotnikom. Najważniejszy postulat strajku sierpniowego – utworzenie niezależnych związków zawodowych – został osiągnięty WBREW staraniom doradców. Przeciwstawiali się oni również tworzeniu ogólnopolskiej struktury związkowej i usiłowali dopisać w statucie związku paragraf o „kierowniczej roli PZPR”. Eksperci mieli pomagać „prostym robotnikom” w rokowaniach z komunistami, ale działali konsekwentnie na rzecz osłabienia związku.
Skąd się wzięli doradcy w stoczni?
Jakiejś grupie we władzach zależało na szybkim pojawieniu się ekspertów na Wybrzeżu. Prawdopodobnie była to grupa związana z przyszłym przywódcą komunistów w Polsce, Stanisławem Kanią. Możliwe, że szykowano scenariusz znany z roku 1956 i 1970 – zmiany ekipy rządzącej przy pomocy „gniewu ludu”. Termin wybuchu strajku (14 sierpnia) nie był przypadkowy – I sekretarz PZPR Edward Gierek odpoczywał na Krymie. Także Andrzej Gwiazda – lider Wolnych Związków Zawodowych był na wakacjach. Zakłada się, że strajk zorganizowali Bogdan Borusewicz i Lech Wałęsa. Jednak pierwszego dnia strajku Borusewicza w ogóle nie było na terenie stoczni, a Wałęsa spóźnił się kilka godzin. W końcu „Lechu przeskoczył płot” (czyli został dowieziony wojskową motorówką) i objął kierownictwo strajku.
Gdy wiadomość o strajku dotarła do Warszawy, 64 lewicowych intelektualistów postanowiło napisać tzw. Apel 64, w którym zwrócono się do obu stron konfliktu o podjęcie rozmów. Intelektualiści pochodzili głównie z takich organizacji, jak Towarzystwo Kursów Naukowych, Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość” czy Wolność i Pokój (to tu udzielał się Kasprzak – trójzębny lider Obywateli RP). Były to organizacje nielegalne, acz tolerowane, a ich działalność spotykała się z umiarkowanymi represjami. Dziś trochę inaczej je postrzegamy, bo znamy już instrukcje gen. Kiszczaka: SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym, a także na szczeblach podstawowych muszą być przez nas operacyjnie opanowane. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki.
Apel powstał w mieszkaniu Bronisława Geremka, który wysłał kopie pocztą do marszałka sejmu i premiera, a do KC partii zaniósł osobiście (z racji starych znajomości). Czy decyzja wyjazdu Mazowieckiego i Geremka do strajkujących robotników wynikała z potrzeby serca, czy ktoś im to zasugerował – nie wiadomo. Nie wiemy także, kto był pomysłodawcą Apelu 64.
Wiadomo, że 22 sierpnia Geremek i Mazowiecki zjawili się w Gdańsku z tekstem owego apelu i udali się do I sekretarza KW PZPR Fiszbacha, a później pół nocy konferowali z Wałęsą. Nazajutrz na jego prośbę podjęli się sformowania grupy doradców wspierających strajk. Kilku następnych ekspertów zjawiło się później (strona rządowa zapewniła im bilety lotnicze i miejsca w hotelu), a komisja została formalnie powołana 24 sierpnia 1980 r. z Tadeuszem Mazowieckim jako przewodniczącym.
Co na temat ekspertów mówili sami uczestnicy wydarzeń?
Anna Walentynowicz: W jakim celu i na czyje polecenie pojawili się w stoczni reprezentanci „opozycyjnej warszawki”? Nikt ich przecież nie zapraszał. Przyjęliśmy argumenty Geremka, że rozmowy z przedstawicielami rządu mogą być trudne i przyda się ktoś doświadczony, obyty w kontaktach z władzą, czyli poseł PRL, Tadeusz Mazowiecki. Ta dwójka „ekspertów” dobierała sobie współpracowników. Dlaczego doradcy usiłowali nakłonić nas do rezygnacji z postulatów mówiących o uwolnieniu więźniów politycznych i o powołaniu wolnych związków zawodowych? (…) O czym rozmawiali z ekipą rządową, kiedy udawali się na spoczynek do tego samego hotelu? Czy im również doradzali?
(…) Jagielski spotkał się w nocy 22 VIII w willi w Sopocie z przedstawicielem MKZ Florianem Wiśniewskim (przyjacielem Wałęsy), który, jak się później okazało, był agentem SB. W jego obecności Jagielski zadzwonił do Artura Hajnicza do Warszawy, żeby załatwił doradców dla stoczniowców. On im gwarantuje miejsce w hotelu i przelot samolotem. Następnego dnia zjawili się Mazowiecki i Geremek z poparciem 64 intelektualistów. Borusewicz poinformował mnie, że będziemy mieli doradców. „Po co nam doradcy? Mamy 21 postulatów” powiedziałam. (…)
Ktoś z nas powiedział: tam jest wolny pokój, jak my sobie nie poradzimy, to pana poprosimy. Nie wyszedł i nie można było się ich pozbyć; to oni się pozbyli nas.
Andrzej Kołodziej (jeden z przywódców strajku): Wtedy nie wiedzieliśmy, że Geremek miał ponoć jakieś kontakty z Gierkiem. Te rzeczy dotarły do nas później. Również później dowiedzieliśmy się, że doradców przywieziono do Gdańska samolotem rządowym (…) Jest to fakt dość wymowny, że to władza dobierała nam wtedy ludzi na doradców. Zrozumieliśmy, że w zasadzie są oni emisariuszami władzy komunistycznej. (…)
Przybyli intelektualiści próbowali przekonać strajkujących, iż postulat zalegalizowania Wolnych Związków Zawodowych jest absurdalny i nierealistyczny: Uważali, że władze nigdy nie zgodzą się na wolne związki i jeśli z tego postulatu nie zrezygnujemy, dojdzie do sowieckiej interwencji.
Andrzej Gwiazda: W czasie pierwszej rozmowy eksperci przedstawili nam propozycję zażądania wyborów do rad zakładowych w związku CRZZ-owskim: Kiedy odrzuciliśmy, powiedzieli, że mają propozycję drugą, daleko idącą: mamy założyć niezależny związek i zarejestrować się w CRZZ. Spytałem, czy są przekonani, że tak powinniśmy postąpić – odpowiedzieli, że absolutnie tak. Podziękowałem im więc za trud i dobre chęci, ale damy sobie radę sami.
Waldemar Kuczyński (doradca): Nasz wpływ był bardzo ważny, bo z jednej strony wzmacnialiśmy siłę negocjacyjną tego ruchu, dostarczając mu wiedzy, a z drugiej – trzymaliśmy nogę na hamulcu.
Ekspertem była również przez jakiś czas Jadwiga Staniszkis. Oto jej relacja: Widać było gołym okiem, jak to wszystko było pozabezpieczane. No przecież część ekspertów, która pojechała do Gdańska, dostała bilety na pociąg w Komitecie Wojewódzkim. Tadeusz Kowalik, doradca Solidarności, był profesorem w szkole partyjnej, do której uczęszczał przyszły premier Jagielski. W świetle tych wszystkich układów, piętrowych zabezpieczeń, tej całej siatki, to Wałęsa był mały pikuś.
Byłam zdziwiona, że oni ten strajk podgrzali, zamiast go zakończyć. (…) Wprowadzenie Wałęsy na przywódcę strajku w Gdańsku stanowiło zabezpieczenie przed Moskwą. Rząd mógł powiedzieć: wszystko kontrolujemy. Szybko zorientowałam się, że to, co się tam dzieje, tak naprawdę kamufluje coś znacznie głębszego.
Niewątpliwe jest, że komuniści, gdyby chcieli, nie wpuściliby doradców do Stoczni.
Podpisane porozumienie było daleko posuniętym kompromisem z obu stron – związkowcy „odpuścili” postulat wolnych wyborów, a komuniści zgodzili się na powstanie niezależnych związków, ale tylko regionalnych.
Natychmiast po podpisaniu porozumienia obie strony przystąpiły do jego łamania: strona rządowa zaczęła sporządzać listy proskrypcyjne, a Andrzej Gwiazda wyjechał w Polskę jednoczyć komitety strajkowe. Wbrew przewodniczącemu Wałęsie, wbrew doradcom, łamiąc podpisane porozumienie (zgoda na wolne związki dotyczyła tylko Gdańska), udało się doprowadzić 17 września do powstania Niezależnych, Samorządnych Związków Zawodowych „Solidarność”. Ogólnopolskich.
Kontrofensywa doradców
Doradcy mieli być swoistym buforem chroniącym komunistów przed radykalizmem robotników, lecz podczas rokowań sierpniowych ich wpływ na decyzje związkowców okazał się ograniczony.
Z czasem jednak, wraz z powiększaniem się ilości „ekspertów”, często dziwnych, ich rola wzrosła. Zbiegło się to z innym procesem osłabiającym związek – zatrudnianiem przez przewodniczącego Wałęsę tajnych współpracowników SB w administracji Solidarności.
Przewodniczący łódzkiego regionu Kropiwnicki negatywnie ocenił te sytuacje: Uruchomiony został obcy związkowi proces eliminacji działaczy i środowisk niepodporządkowanych politycznemu kierownictwu J. Kuronia, A. Michnika, B. Geremka i A. Celińskiego. (…) Pojawia się realna groźba przeobrażenia związku, bez pytania jego członków o zgodę, w organizację quasi-partyjną, lewicową.
Prof. Tadeusz Chrzanowski (który też był doradcą) opisał spotkanie, na które Kuroń przyprowadził grupę świeżo zaangażowanych doradców. Jedna twarz wydawała mu się znajoma. Kuroń przedstawił: „Profesor Wiktor Herer – będzie się zajmował rolnictwem”. Dla Chrzanowskiego był to szok. Pamiętał funkcjonariusza UB płk Herera z przesłuchań na Rakowieckiej. Kolejnym szokiem była reakcja Kuronia – oznajmił, że jeśli mu się nie podoba Herer, to może zrezygnować z doradztwa…
Złowroga rola doradców objawiła się w pełni podczas tzw. kryzysu bydgoskiego. W marcu 1981 grupa związkowców zaproszona do urzędu miejskiego w Bydgoszczy została pobita przez milicję (to wtedy przyszły senator PO Jan Rulewski stracił zęby). Wobec bezpośredniego ataku na związek, Solidarność musiała odpowiedzieć ogólnopolskim strajkiem generalnym. Żądano ukarania winnych prowokacji.
Podczas 4-godzinnego strajku ostrzegawczego „stanęła” dosłownie cała Polska. I wówczas wkroczyli eksperci. Rokowania odbywały się w warszawskim hotelu „Solec” pod kierownictwem doradców Celińskiego i Geremka. Chciał w nich wziąć udział członek władz Solidarności Lech Dymarski, ale nie został dopuszczony przez Wałęsę, choć w rokowaniach uczestniczył kierowca Wałęsy – Wachowski…
W „kompromisie warszawskim” strona związkowa wykazała się całkowitą uległością. Był to ważny test – sygnał dla władzy, że doradcy uzyskali pełną kontrolę nad Solidarnością i można atakować związek. Dymarski tak opisuje wydarzenie: Zorientowałem się, że misją doradców jest nie dopuścić do strajku za wszelką cenę, za cenę nawet związku. Zapaliło się zielone światło dla stanu wojennego…
Czasem spotyka się opinię, że stan wojenny był odpowiedzią na radykalizację związku. Zdaniem Andrzeja Gwiazdy było dokładnie odwrotnie – komuniści mieli mentalność gangsterów i wszelkie porozumienia czy kompromisy traktowali jako słabość. Wzrastało wtedy niebezpieczeństwo siłowego rozwiązania.
Już po śmierci Geremka został odnaleziony przez historyków szyfrogram ambasadora NRD ujawniający rewelacje tow. Cioska – ministra ds. współpracy ze związkami zawodowymi: Właśnie miałem osobliwą rozmowę z szefem ekspertów Solidarności Geremkiem, który ma ścisłe kontakty z Międzynarodówką Socjaldemokratyczną i osobiste kontakty z zachodnimi politykami. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja między Solidarnością w obecnej formie a socjalizmem realnym jest już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna. Aparat Solidarności musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji Solidarność mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy, bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez ambicji politycznego sięgnięcia po władzę. Być może tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane… Trudno o wyraźniejsze dowody zdrady doradcy wobec Solidarności.
Ale eksperci ujawnili w pełni swój potencjał dopiero w czasach Okrągłego Stołu (który był ich „koncertem”), podczas gdy Wałęsa został sprowadzony do roli dekoracyjnej paprotki na tym stole. Komuniści przekazali władzę w dobre ręce. Eksperckie.
Całe życie na odcinku katolickim
Adam Michnik na swoim spotkaniu w Poznaniu powiedział: Jaki będzie Kościół polski, taka będzie Polska. Michnik sam sobie tego nie wymyślił, bo do tego wniosku doszli lewicowi intelektualiści zatrudnieni w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego już w latach czterdziestych. Zdawali sobie oni sprawę, że w Polsce zlikwidowanie Kościoła w taki sposób, jak w Chorwacji czy na Słowacji, jest niemożliwe. Dlatego rozpoczęto trwającą kilkadziesiąt lat pracę nad Kościołem. Jednym z jej elementów był ruch tzw. księży patriotów.
Andrzej Gwiazda: – Polacy zachwycali się, że mamy katolickiego premiera. Kim był Mazowiecki? Był aktywnym organizatorem ruchu „księży patriotów”. Aktywność jego polegała na tym, że jeździł gazikiem z ubekami, wchodził na plebanię, brał proboszcza pod rękę i wieźli go na zebranie „księży patriotów”. Mazowiecki był zaufanym człowiekiem partii ds. kleru. Prymas Wyszyński nigdy, mimo wielokrotnych starań ze strony Mazowieckiego, nie zamienił z nim nawet dwóch słów.
Gwiazda przytacza rozmowę z pewnym księdzem – wykładowcą seminarium, który starał się o paszport, by wraz z alumnami odbyć pielgrzymkę do jednego z sanktuariów zachodnich. Skierowano go do człowieka, który tym się zajmował– był to Mazowiecki. Paszportów nie udzielono, gdyż na pytanie, co sądzi o uwięzieniu prymasa Wyszyńskiego, odpowiedź okazała się niesatysfakcjonująca.
Tadeusz Mazowiecki (Człowiek Dwudziestolecia „Gazety Wyborczej”) to według Wikipedii potomek polskiej rodziny szlacheckiej herbu Dołęga, biorącej początek od średniowiecznych dziedziców dóbr w Mazowszu. Ponieważ chodziły plotki, że dziadek premiera nazywał się Mazower, a on sam ukrywał się podczas okupacji, zaprzyjaźniony z gen. Kiszczakiem sekretarz episkopatu Dąbrowski dokonał kwerendy w księgach parafialnych i podobno znalazł dowody chrztu wszystkich przodków premiera parę wieków wstecz (aż do Konrada Mazowieckiego?).
Niewiele wiemy o życiu „wczesnego Mazowieckiego”. Wiadomo, że parę miesięcy studiował prawo (stąd pojawiająca się czasem informacja „z wykształcenia prawnik”), znamy jego prasowe ataki na biskupa Kaczmarka. Jako redaktor naczelny wrocławskiego „Tygodnika Katolików” w 1952 r. domagał się rozprawy z opozycją i emigracyjnymi politykami, „by przestali bruździć”. Wówczas działał jako klasyczny utrwalacz „władzy ludowej”, lecz po zakręcie historii w 1956 r. odrzucił dogmatyczny komunizm, stając się demokratą i działaczem koncesjonowanej opozycji katolickiej. I ta droga wyniosła go na szczyt.
12 września 1989 r. Sejm PRL powołał rząd „pierwszego niekomunistycznego premiera”, w skład którego weszło 11 przedstawicieli Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, po 4 ministrów z PZPR i ZSL oraz 3 z SD.
Czyli stało się dokładnie tak, jak opisywał (w 1984 roku!) uciekinier z KGB płk Anatolij Golicyn: Zostanie uformowany rząd koalicyjny, skupiający przedstawicieli partii komunistycznej, reprezentantów reaktywowanej Solidarności oraz Kościoła. W tym rządzie mogłoby się znaleźć również kilku tak zwanych „liberałów”.
Pod koniec życia Mazowiecki widywany był, jak samotnie modlił się w kościele na różańcu. Nie przekazał jednak formacji swoim dzieciom. Wojciech Mazowiecki – szef Superstacji – znany jest z postępowości i niechęci do klerykalizmu, szowinizmu, ksenofobii, homofobii, antysemityzmu, obskurantyzmu itp.
Po linii internacjonalizmu
Lech Wałęsa powiedział kiedyś, że polskie drogi są skomplikowane. Jedna z takich dróg zawiodła również innego doradcę Solidarności – Bronisława Geremka – na sam szczyt.
François Mitterrand sugerował, że właśnie Geremek powinien być prezydentem Polski, bo „tak pięknie mówi po francusku”. Madaleine Albright określiła go jako „skarb prawdziwy”. Sale im. „prof. Bronisława Geremka” istnieją zarówno w polskim sejmie, jak i w parlamencie europejskim (profesor został profesorem w 1989 roku, już po „prześladowaniach” okresu komunistycznego).
Bronisław Geremek musiał być wyjątkowo zdolny, skoro w pierwszej połowie lat 50. otrzymał stypendium do Nowego Jorku. Może karierze zdolnego młodzieńca dopomógł fakt, że już w liceum wstąpił do partii komunistycznej. Później był sekretarzem partii na wydziale historii Uniwersytetu Warszawskiego. Z tego okresu zachował się jego „pozytyw” na podaniu o przyjęcie do partii reportażysty-konfabulanta Ryszarda Kapuścińskiego (TW „Vera Cruz”).
Geremek boleśnie odczuł śmierć Stalina. Przemawiając na uroczystości żałobnej, powiedział, że życie dla niego straciło sens i nie wie, co robić. Ktoś z sali mu poradził: „powieś się”.
W 1963 roku Geremek jako naukowiec znający 4 języki europejskie otrzymał atrakcyjną posadę dyrektora Polskiego Ośrodka Kultury w Paryżu. Musiał się cieszyć zaufaniem sowieckich służb, gdyż placówki tego rodzaju zwyczajowo były wykorzystywane jako centrale logistyczne dla agentury. Pojawiały się spekulacje, że jego zadaniem było utrzymywanie łączności z zachodnimi partiami komunistycznymi. Mówiono też, że to on był tym mitycznym il professore, który miał jakieś kontakty z lewakami – przyszłymi terrorystami we Włoszech.
Coś mogło być na rzeczy, bo w Wikipedii jest informacja: Jerzy Urban oskarżył go na konferencji prasowej o współpracę z CIA. Jeszcze bardziej absurdalne były zarzuty o kontakt z terrorystami z Frakcji Czerwonej Armii.
W 1968 roku intelektualista pogniewał się na partię i stał się demokratą (może to partia pogniewała się na towarzysza pochodzenia żydowskiego?). W 1978 roku, mimo wystąpienia z partii, Geremek dostał kolejny raz stypendium do Ameryki.
Warto przytoczyć kilka myśli prof. Geremka z zagranicznych i krajowych wywiadów:
Komunizm? Partia komunistyczna? Te rzeczy już nie istnieją.
Gorbaczowska koncepcja wspólnego europejskiego domu nie powinna być brana za byle jaki slogan – to jest prawdziwa koncepcja.
Populizm i demagogia są największym zagrożeniem dla młodych demokracji w Europie Środkowo-Wschodniej.
Uczucia narodowe były przez długi czas naturalnym odniesieniem przeciwko władzy, oznacza to, że niebezpieczeństwo istnieje, ale jesteśmy czujni i będziemy umieli stawić mu czoła.
Zjednoczona Europa powinna być też otwarta ku Związkowi Radzieckiemu.
Na zarzuty, że partia o rodowodzie solidarnościowym zawsze głosuje w sejmie jak SLD, Geremek opowiedział: Nieprawdą jest, jakoby Unia Demokratyczna głosowała tak jak komuniści. Natomiast problemem Unii jest fakt, iż komuniści głosują tak jak Unia.
Wielokrotnie zresztą byli towarzysze Kwaśniewski i Geremek wykazali całkowitą zgodność poglądów. Np. bardzo im się nie podobał pomysł dekomunizacji. Postanowili więc wspólnie strzec zasad państwa prawnego. Ostrzegali, że nie dopuszczą do „polowań na czarownice”, a uchwalenie ustaw dekomunizacyjnych zaskarżą do Trybunału Konstytucyjnego i instytucji międzynarodowych. Tak też zrobili, a sędzia Zoll wraz z kolegami podzielił ich stanowisko, „odrzucając w całości” projekty ustaw lustracyjnych.
W wywiadzie dla „Polityki” Geremek mówił: Nie dajmy się porwać nienawiści i głupocie. Polityka dekomunizacji, co potwierdzają także doświadczenia innych państw naszego regionu, powoduje krzywdę ludzką, wzrost fanatyzmu, irracjonalność zachowań politycznych, spiralę zemsty i nienawiści, powstaje więc sytuacja, w której pierwszy lepszy może sięgnąć po władzę. Pod hasłem zwalczania komunistycznej przeszłości może być zniszczone wszystko, co osiągnęliśmy w przebudowie państwa.
Antoni Macierewicz nie zdecydował się na umieszczenie Geremka na swojej liście, gdyż znaleziono tylko jeden dokument o treści: „z czynnej sieci agenturalnej wykreślono w roku 1968” (z esbeckiej teczki Bronisława Geremka zachowały się jedynie okładki).
W 2007 r., będąc europarlamentarzystą, Geremek odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego, informując: Powiedziano, że ustawa lustracyjna ma cel moralny. Nie podzielam tego poglądu. Uważam, że ustawa ta w obecnym kształcie narusza zasady moralne, stwarza zagrożenie dla wolności słowa, dla niezależności mediów, dla autonomii instytucji akademickich. Kreuje swoiste „ministerstwo prawdy”, czy też „policję pamięci”, a obywatela czyni bezbronnym wobec kampanii pomówień, osłabiając ochronę sądową jego praw.
Na pytanie, czy Bronisław Geremek podporządkuje się prawu, nakazującemu mu złożenie oświadczenia lustracyjnego, Władysław Frasyniuk odpowiedział: Niektórym ludziom pewnych pytań się nie zadaje. I do takich ludzi należy profesor Geremek.
Bronisław Wildstein był jednak innego zdania: Informacja o tym, że Bronisław Geremek był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, odpowiada nam na pytanie, dlaczego tak mało wiemy o naszej najnowszej historii. Dlaczego osoba tak eksponowana, adorowana przez główne środowiska opiniotwórcze w Polsce, wynoszona do rangi koryfeuszy polskiej niepodległości, nie ma nadal biografii? Być może dlatego, że ci, którzy chcieliby ją napisać, obawiają się tego. Środowiska opiniotwórcze oczekują hagiografii, a takiej nie da się napisać.
Profesor Geremek utrzymywał ścisłe kontakty z Georgem Sorosem i był członkiem rady nadzorczej Fundacji Batorego. Nic dziwnego, że w dobie przemiany komuny w postkomunę Geremek dysponował znacznymi zasobami zagranicznych środków płatniczych na cele demokracji. Środkami tymi zasilał różne, bliskie mu ideowo organizacje. Wtedy zwrócił się do przewodniczącego KPN Leszka Moczulskiego z propozycją przekazania zawrotnej w owych czasach sumy 50 tys. dolarów, jednak pod warunkiem pokwitowania 500 tysięcy…
Choć Geremek miał tylko tyle wspólnego z wiarą katolicką, że zwalczał ją jako redaktor ateistycznych „Argumentów”, jego uroczystości pogrzebowe w warszawskiej katedrze celebrowane były z wielką pompą. Płomienna homilia red. Michnika z pewnością zapadła na długo w pamięci wiernych. Czy nie należało jednak przeprowadzić jakichś obrzędów ekspiacyjno-pokutnych, zdekontaminować albo powtórnie konsekrować świątynię?
Wojny doradców
W strajkującej stoczni zjawili się (i zostali zaakceptowani przez stoczniowców jako eksperci) także ludzie kojarzeni ze środowiskami niepodległościowymi. Spotkało się to z niechęcią doradców „różowych” (czy wręcz „czerwonych”) – starano się nie dopuścić ich do strajkujących.
O takich praktykach wspominał prof. Stefan Kurowski: Mazowiecki, który znał mnie osobiście z KIK, zwrócił się do mnie, abym wyszedł z sali. Nie ruszyłem się, więc Mazowiecki wezwał jednego z robotników ze straży strajkowej, aby mnie wyprowadził. Byłem od tego robotnika dużo starszy, a on chyba nieśmiały i grzeczny, więc nie chciał użyć siły. Wtedy Mazowiecki osobiście podszedł do mnie, złapał mnie z lewej strony pod rękę i wydał polecenie temu młodemu człowiekowi, aby mnie wyprowadzić. W ten sposób usunięto nas z sali.
O zabawnym zdarzeniu wspominał Krzysztof Wyszkowski. Otóż Jan Olszewski i Tadeusz Chrzanowski napisali projekt statutu związku i przynieśli go do przepisania na maszynie. Gdy maszynistka na chwilę się odwróciła, ktoś porwał dokument i zniknął w tłumie. Podejrzewano, że zrobił to jeden z konkurencyjnych ekspertów – Wielowieyski (kojarzony z katolicyzmem, ojciec ekstremalnie postępowej dziennikarki). Jednak przez noc Olszewski z Chrzanowskim zdołali odtworzyć dokument i statut został wykorzystany.
Chrzanowski twierdził, że kiedy przybył do Stoczni z mec. Siłą-Nowickim, wśród doradców pojawił się niepokój, gdyż ten legendarny obrońca polityczny był oceniany jako człowiek o „poglądach skrajnych”. Siły-Nowickiego nie dopuszczono do negocjacji i nie udzielono mu głosu.
Tak więc już wtedy zarysował się obecny konflikt polityczny między postępowymi realistami – internacjonałami a konserwatywnymi niepodległościowcami.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Kto doradzał doradcom Solidarności” znajduje się na s. 4 i 5 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Kto doradzał doradcom Solidarności?” na s. 4-5 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
Z okazji roku Tadeusza Kościuszki zapraszamy do wysłuchania rozmowy z prof. Marianem Markiem Drozdowskim oraz z dr Longiną Ordon – autorami książek o przywódcy insurekcji kościuszkowskiej.
Dr Longina Ordon jest autorką książki „Spory o Tadeusza Kościuszkę w polskiej historiografii i literaturze w latach 1792-2016″. Prof. Marian Marek Drozdowski jest autorem książki „Tadeusz Kościuszko dzieje i tradycja”. Zapraszamy do wysłuchania audycji.
prof. Ryszard Terlecki – wicemarszałek sejmu, przewodniczący klubu parlamentarnego PiS;
Stanisław Pięta – poseł, członek komisji badającej aferę „Amber Gold”;
Jan Bogatko – korespondent Radia WNET w Niemczech;
Paweł Bobołowicz – korespondent Radia WNET na Ukrainie;
Wojciech Jankowski – korespondent Radia WNET na Ukrainie;
prof. Paweł Kalczyński – informatyk, wykładowca California State University, USA;
dr Paweł Zyzak – historyk;
Dariusz Kowalski – aktor;
Jadwiga Chmielowska – redaktor śląskiej edycji Kuriera WNET, działaczka Solidarności Walczącej;
Krzysztof Cezary Buszman – poeta.
Prowadzący: Krzysztof Skowroński
Wydawca: Antoni Opaliński
Realizator: Andrzej Gumbrycht
Wydawca techniczny: Konrad Tomaszewski
Część pierwsza:
[related id=43372]Paweł Bobołowiczopowiedział o eksplozji bomby w centrum Kijowa, przed studiem telewizji Espreso. Do wybuchu doszło, kiedy poseł Ihor Mosijczuk wychodził ze studia. Deputowany został ranny, a dwie osoby: ochroniarz Mosijczuka oraz trzydziestoletni mężczyzna o nieustalonej tożsamości zmarły. Sam deputowany trafił na operację. Jako jeden z możliwych motywów zamachu na ukraińskiego deputowanego wymienia się jego krytykę Ramzana Kadyrowa – prezydenta Czeczeni. SBU zakwalifikowała zamach jako „akt terrorystyczny”.
Prof. Paweł Kalczyński przedstawił najnowszy skandal w Stanach Zjednoczonych. Republikański przewodniczący komisji wywiadu Izby Reprezentantów Devin Nunes bowiem ogłosił we wtorek wszczęcie śledztwa w sprawie przejęcia przez Rosję w 2010 roku kanadyjskiej firmy górniczej Uranium One, która dysponuje znaczną częścią złóż uranu w USA. Transakcja uczyniła z Rosatomu (rosyjskiej agencja energii atomowej) największego producenta uranu na świecie. Uran w USA jest uważany za surowiec o znaczeniu strategicznym. Aby dokonać transakcji, konieczna była zgoda szeregu amerykańskich agencji rządowych, w tym Departamentu Stanu USA, którym kierowała wówczas Hillary Clinton. Niedoszła prezydent USA zatem posądzana jest o nadużycie władzy.
Część druga:
[related id=43393 side=left]Stanisław Piętaskomentował środowe przesłuchania przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Jednym z przesłuchiwanych był Sylwester Latkowski, b. redaktor naczelny tygodnika „Wprost”. Jak stwierdził poseł, Latkowski był doskonałym świadkiem, gdyż mówił o wszystkim bez ogródek. „Musimy teraz skoncentrować się na zaniedbaniach urzędów i instytucji państwowych. Dopóki nie poznamy całej prawdy, dopóty nie ustąpimy”. Poseł Pięta odniósł się również do złożonego przez posłów klubu Kukiz’15 projektu uchwały ws. powołania komisji śledczej ds. VAT. W jego opinii taka komisja powinna być powołana, gdyż skala wyłudzeń tego podatku była ogromna.
Część trzecia:
[related id=43413]Krzysztof Cezary Buszman o nagranej płycie na rzecz ratowania Starych Powązek. Płyta zawiera nagrania wierszy naszego gościa, wykonywanych przez aktorów. Pieczę nad tym przedsięwzięciem objął ks. prałat Marek Gałęziewski – proboszcz Parafii pw. św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach.
Wojciech Jankowski o wylocie lidera Tatarów krymskich Ilmiego Umerowa z zaanektowanego przez Rosję półwyspu do Ankary.
Część czwarta:
Przegląd prasy o godzinie 8:00, przygotowany przez Antoniego Opalińskiego.
Część piąta:
[related id=43373]Prof. Ryszard Terleckiodmówił odpowiedzi na pytanie o szczegóły zmian w rządzie premier Beaty Szydło. Rekonstrukcja będzie, a nie powie jaka. Zapytany o ostateczny kształt projektu ustawy o sądownictwie, stwierdził, że niebawem będzie on gotowy, gdyż rozmowy między prezydentem Andrzejem Dudą a prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim idą w dobrym kierunku. Wicemarszałek Sejmu mówił z zaniepokojeniem o rozrastającym się proteście lekarzy rezydentów, którzy nieprzerwanie od kilkunastu dni prowadzą głodówkę. Zdaniem Terleckiego protest nie ma poparcia społecznego. Przedłużający się protest w oczach wicemarszałka ma charakter przede wszystkim polityczny.
Część szósta:
Dr Paweł Zyzak o amerykańskiej ustawie budżetowej i kolejnych domniemaniach mediów dotyczących związków prezydenta Donalda Trumpa z władzami Federacji Rosyjskiej. Gość mówił też o dużej reformie systemu podatkowego, która niebawem zostanie przeprowadzona w Stanach Zjednoczonych. Trump twierdzi, że będzie to „największa w historii redukcja podatków”. „Będzie jedyną w życiu pokolenia szansą na odbudowę amerykańskiej wielkości” – uważa prezydent USA. Historyk powiedział także o stosunku amerykańskich elit do Polski. Nie jest on niestety przychylny. Duża część wpływowych i opiniotwórczych środowisk w USA (m.in. politolog i filozof polityczny Francis Fukuyama) twierdzi, iż władza w Polsce ma znamiona nacjonalizmu na wzór Niemiec za czasów NSDAP. Innym zagadnieniem podjętym przez gościa Poranka WNET było finansowanie przez rosyjskie władze amerykańskich polityków, zarówno tych wywodzących się z Partii Demokratycznej, jak i Republikańskiej. Problem ten dotyczy zdaniem dra Zyzaka wielu środowisk politycznych w prawie wszystkich krajach.
Część siódma:
Przegląd prasy o godzinie 9:00, przygotowany przez Antoniego Opalińskiego.
Część ósma:
Dr Józej Krop o medycynie niekonwencjonalnej, która w przypadku leczenia chorób przewlekłych i cywilizacyjnych jest, w jego przekonaniu, znacznie skuteczniejsza niż współczesna medycyna. Ta radzi sobie dobrze jedynie z przypadkami wymagającymi nagłej interwencji, jak złamania. Mówił o utrapieniu, jakim są antybiotyki dla współczesnego człowieka. „Medycyna nie jest nastawiona na prewencję, ale na przepisywanie chemii. Nie usuwa ona przyczyn, ale powoduje to, że zatruwamy organizm (…) W przewlekłych przypadkach medycyna straciła orientację”.
Jadwiga Chmielowska opowiadała o konferencji, która odbyła się niedawno w polskiej ambasadzie w Gruzji. Omawiano na niej między innymi stosunki Polski z zakaukaskimi państwami na początku XX wieku.
Ks. Marcin Falkowski o dzisiaj rozpoczynającej się pielgrzymce do Libanu, zorganizowanej przez spółdzielców WNET. Ksiądz Falkowski jest jej kapelanem.
O tym, dlaczego powinniśmy być dumni z Insurekcji oraz jej naczelnika Tadeusza Kościuszki, opowiedział Krzysztof Jabłonka w audycji „Polskie bitwy i powstania”. Zapraszamy do słuchania.
Zdaniem posła do Parlamentu Europejskiego zmiana na fotelu premiera mogłaby wpłynąć na jeszcze sprawniejszą pracę rządu PiS, a premier Beata Szydło powinna działać w polityce europejskiej.
Gościem Poranka Wnet był profesor Zdzisław Krasnodębski, poseł do Parlamentu Europejskiego reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość. Nasz rozmówca odniósł się do wczorajszej decyzji unijnych ministrów pracy, którzy przyjęli proponowane przez Francję propozycje radykalnego ograniczenia możliwości delegowania pracowników. Maksymalny czas delegowania zostanie ograniczony do 12 miesięcy, a delegowany pracownik będzie musiał otrzymywać wynagrodzenie minimalne obowiązujące w kraju, w którym wykonuje zlecenie. Opłacane powinien mieć też wszystkie składki zabezpieczenia socjalnego. Obowiązywać będą również układy zbiorowe pracy z miejsca wykonywania pracy przez delegowanego pracownika.
– Cała ta sprawa jest bardzo komentowana, że jest to pierwszy sukces Macrona, a z drugiej strony jest wrażenie, że bardzo coś chciano oddać prezydentowi Francji, a najłatwiej było oddać interesy Europy Środkowej – powiedział gość Poranka WNET o wczorajszej decyzji Rady Unii Europejskiej.
W trakcie negocjacji część krajów naszego regionu, w tym Czechy i Słowacja, ostatecznie przyjęły francuskie propozycje, łamiąc solidarność Grupy Wyszehradzkiej. Zdaniem Zdzisława Krasnodębskiego nie jest to istotny cios w politykę europejską polskiego rządu. To nie jest tylko opowieść o silnej i spójnej polityce Europy Środkowej – uważa profesor. Według niego „są też różne interesy i też kraje Grupy Wyszehradzkiej różnią się stopniem determinacji w obronie konkretnych z nich. W sprawie kwestii pracowników delegowanych Polska, Węgry i dwa kraje bałtyckie bardzo mocno walczyły do końca.
Prof. Krasnodębski uważa, że działania Paryża w polityce europejskiej mogą doprowadzić do erozji ekonomicznej wspólnoty w ramach UE: – Różne kraje są bardzo wspaniałomyślne, jeśli chodzi o imigrację zewnętrzną, a zaczęły, zwalczając mobilność wewnętrzną pod hasłem obrony praw socjalnych. Choć prawie wszyscy eksperci mówią, że nie ma mowy o jakimś dumpingu socjalnym, to pokazuje czysty populizm polityki Marcona.
– Prezydent Francji występuje przeciwko dotychczasowym zasadom, które mówiły, żeby zwiększać przepływ usług i mobilności pracowników. A polityka Macrona to tak naprawdę protekcjonizm. Tak jak nie ma jednolitego rynku usług w UE, ponieważ to nie służy najsilniejszym krajom – podkreślił prof. Zdzisław Krasnodębski.
[related id=42974]Gość Poranka Wnet powiedział, że coraz częściej to kraje naszego regionu proponują rozwiązania zwiększające spoistość Unii: – To Polska zgłasza propozycje liberalizacji, chociażby usług cyfrowych, przy silnym oporze płynącym z Niemiec. Sprawa pracowników delegowanych jest bardzo charakterystyczna. My chcemy, aby poprawiał się standard tych pracowników, ale nie chodzi o to, aby ujednolicać cały rynek pracy.
Profesor Zdzisław Krasnodębski odniósł się również do spekulacji na temat rekonstrukcji gabinetu premier Beaty Szydło: – Celem jest jak najsprawniejsze rządzenie, a osoby są drugorzędne. Krążą takie informacje, że występuje klincz między ministerstwami i że należałoby dynamiczniej rozwiązywać tego rodzaju wątpliwości. Pani premier, gdyby nastąpiła taka zmiana, będzie dalej odgrywać ważną rolę – mówi się o polityce europejskiej.
– Ponieważ mijają dwa lata, trzeba dokonać wnikliwej oceny pracy. Rekonstrukcja byłaby korzystna ze względu na jakość rządzenia. I to nie tylko wymiana ministrów, ale głębsza zmiana, także może z wymianą kapitana – podkreślił Zdzisław Krasnodębski.
ŁAJ
Rozmowa z prof. Zdzisławem Krasnodębskim miała miejsce w części pierwszej dzisiejszego Poranka WNET.
Węgry nie traktują Rosji w kategoriach zagrożenia, a więc strategiczne stosunki z USA nie są ich priorytetem. Dlatego amerykańska idea wzmocnienia wschodniej flanki NATO nie bierze Węgier pod uwagę.
Brunon Podlacha
Obecnie podkreśla się na każdym kroku przyjaźń i chętnie wraca się do wspaniałej tradycji i historii obu narodów, jednak w wielu sytuacjach okazuje się, że Polska i Węgry mają inne priorytety. Już na drodze obu państw do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej pojawiła się rywalizacja. Obecne różnice na poziomie stosunków politycznych obrazuje zwłaszcza odmienne podejście do relacji z Federacją Rosyjską, którą Polska od lat traktuje jako fundamentalne zagrożenie dla suwerenności państwa, a Węgry postrzegają w pragmatycznych kategoriach gospodarczo-energetycznych. (…)
Zarówno sprawujący obecnie władzę w Polsce (PiS), jak i na Węgrzech (FIDESZ) krytykują funkcjonowanie Unii, a zwłaszcza jej instytucji. Jednakże, pomimo ostrej retoryki, nie było dotąd mowy o wyjściu ze struktur europejskich. Obecnie Polska i Węgry postulują raczej potrzebę fundamentalnych zmian w funkcjonowaniu UE. (…)
Węgry od początku stały na czele państw zdecydowanie sprzeciwiających się niemieckiej propozycji obowiązkowego przydzielania konkretnych kwot imigrantów poszczególnym państwom Unii. (…) W Polsce kryzys imigracyjny nie był tak gorącym tematem w wewnętrznej debacie publicznej, jak na Węgrzech, ale również wzbudził wiele kontrowersji. (…) Dla nowej premier Beaty Szydło i ekipy sprawującej rządy w Polsce punktem wyjścia w tym kontekście była kwestia bezpieczeństwa: „Najważniejsze jest bezpieczeństwo polskich obywateli”. (…) Polska i Węgry razem z innymi państwami regionu nie koncentrowały się jedynie na sprzeciwie wobec odgórnego przydziału imigrantów. Wykazały się również aktywnością w formułowaniu propozycji rozwiązań. (…)
Niewątpliwie Polska i Węgry stoją dzisiaj w opozycji do głównego nurtu w Unii Europejskiej i sprzeciwiają się pogłębianiu integracji. Wspólnie opowiadają się także za ograniczeniem roli Komisji Europejskiej, aspirującej do przywództwa politycznego na rzecz Rady Europejskiej. Polsko-węgierski sojusz w sprawach Unii Europejskiej został jednak nadszarpnięty w czasie niedawnego wyboru (marzec 2017) na kolejną kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Polski rząd, wysuwając jako kontrkandydata Jacka Saryusza-Wolskiego, liczył bardzo na poparcie ze strony państw wyszehradzkich, zwłaszcza Węgier. Tak się nie stało, co zostało przez rządzących w Polsce źle odebrane. (…)
Orbán podkreślił jednak, że „obecna decyzja nie wpływa na polsko-węgierski sojusz, nadal twardo będziemy stać u boku Polski w każdej sprawie, w której Polskę dotykają niesłuszne ataki, a takich nie brakuje w Unii Europejskiej”. Trzeba nadmienić, że zarówno rząd polski, jak i węgierski aktualnie napotykają negatywne sygnały ze strony unijnych przywódców i instytucji, zarzucających im m.in. ograniczanie demokracji, wolności słowa i praw człowieka. W tym kontekście wspomina się też o nałożeniu sankcji na oba państwa. (…)
Przeszkodą w zacieśnianiu polsko-węgierskich relacji jest obecnie jednak zdecydowanie odmienna polityka Polski i Węgier w stosunku do Federacji Rosyjskiej, a co za tym idzie, niejednakowe podejście do Ukrainy. Polska od wielu lat uważa, że Rosja stwarza zagrożenie dla stabilności w tej części świata. Stąd też nasze jednoznaczne stanowisko w sprawie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i aneksji Krymu. Obecnie na polskie stosunki z Rosją rzutuje także kwestia katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku.
Węgry patrzą na relację z Rosją przede wszystkim w kategoriach interesów gospodarczo-energetycznych. Atak Rosji na Ukrainę nie przeszkodził Viktorowi Orbánowi w regularnych spotkaniach z Władimirem Putinem. 17 lutego 2016 roku doszło do spotkania obydwu przywódców, na którym Putin potwierdził, że Rosja zaangażuje się w rozbudowę węgierskiej elektrowni jądrowej w Paks. Zawarto również wynegocjowany w 2015 roku kontrakt, którego przedmiotem było przedłużenie dostaw gazu na Węgry do roku 2019. Viktor Orbán zaapelował na spotkaniu o normalizację stosunków z Rosją i pochwalił działania Rosji w kontekście syryjskiego konfliktu i kryzysu migracyjnego. Charakter konsultacji węgiersko-rosyjskich świadczy o tym, że Węgry chcą współpracy z Rosją również w wymiarze politycznym. Potwierdzeniem tego kierunku jest chociażby wizyta Władimira Putina w Budapeszcie (luty 2017 r.).
Odmienna natura relacji Polski i Węgier z Rosją automatycznie przekłada się na pewien dysonans w kontekście stosunków z Ukrainą. Polska jednoznacznie potępiła rosyjski atak na Krym i wsparła Ukrainę w tym konflikcie. Stanowisko Węgier jest nieco dwuznaczne. Z jednej strony, Węgry były współautorem deklaracji V4 i UE, której celem było potępienie rosyjskich działań na Krymie i wyrażenie wsparcia dla suwerennej i integralnej terytorialnie Ukrainy. Z drugiej strony premier Viktor Orbán oświadczył, że jego rząd jest bezstronny w stosunku do konfliktu ukraińsko-rosyjskiego.(…)
Polska i Węgry są najbardziej aktywnymi państwami w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Czechy i Słowacja nie traktują V4 tak priorytetowo. Można też zauważyć, że to Węgry przejęły inicjatywę i starają się zdominować współpracę państw Europy Środkowej. Ważnym tego aspektem była ich bardzo aktywna rola w czasie kryzysu imigracyjnego. (…)
Polska chce być ważnym sojusznikiem USA i jak największa obecność wojsk amerykańskich w jej granicach jest od lat jednym z celów zacieśniania współpracy. Stąd m.in. liczna obecność polskich żołnierzy na misjach w Iraku i Afganistanie, czy też działania na rzecz budowy na terenie Polski tzw. tarczy antyrakietowej. Ze względu na to, że Węgry nie traktują Rosji w kategoriach zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, strategiczne stosunki z USA nie są ich priorytetem. Dlatego amerykańska idea wzmocnienia wschodniej flanki NATO nie bierze Węgier pod uwagę. (…)
W ostatnich latach można zauważyć coraz większe zainteresowanie Chin Europą Środkowo-Wschodnią. Najważniejszym aspektem tych kontaktów są relacje gospodarcze. Dowodem na tę tendencję jest powstanie w 2012 roku formuły 16+1, w skład której wchodzi szesnaście państw leżących w Europie Środkowo-Wschodniej (w tym Polska i Węgry) oraz Chiny. (…)
Niewątpliwie Polska i Węgry rywalizują o względy Chin, dla których „Nowy Jedwabny Szlak” to również bardzo istotne narzędzie do rozgrywania interesów z państwami regionu. (…)
Myślę, iż w kontekście wyżej opisanych aspektów relacji polsko-węgierskich najbardziej trafną konkluzją jest stwierdzenie, że stosunki polsko-węgierskie są dobre, ale trudno mówić o partnerstwie strategicznym między obydwoma państwami. (…)
Artykuł Brunona Podlachy pt. „Perspektywy stosunków polsko-węgierskich” znajduje się na s. 13 październikowego „Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Brunona Podlachy pt. „Perspektywy stosunków polsko-węgierskich” znajduje się na s. 13 październikowego „Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl
Wojsko się informatyzuje, co wymaga inwestycji, na które nie znajdziemy środków w budżecie. Na szczęście – potrzebne pieniądze leżą niemal na ulicy. Trzeba się tylko po nie umiejętnie schylić.
Andrzej Jarczewski
Zarobić podwójnie na infoarmii
Partnerstwo publiczno-prywatne jest wartościową ideą w teorii i zawiedzioną nadzieją w praktyce. By w tej materii wyrwać się z marazmu, potrzeba nowych pomysłów, pewnych korekt w ustawach i takich rozwiązań, które wykluczą lub zminimalizują możliwości korupcji, bo ta na styku sfery prywatnej i państwowej rodzi się sama.
Istotą nowoczesnego partnerstwa prywatno-publicznego nie jest wspólne robienie interesów. Państwo w ogóle nie powinno prowadzić działalności gospodarczej, poza sektorami o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa kraju. Bo właśnie zapewnienie bezpieczeństwa jest pierwszym obowiązkiem rządu, w tym również bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i wszelkiej przedsiębiorczości. Rozpatrzmy to na konkretnym przykładzie, gdy – w celu podniesienia stanu bezpieczeństwa ogólnego – obywatele robią interes, a państwo gwarantuje tylko, że na tym interesie nie stracimy.
Sto miliardów luzem
W epoce wojen informacyjnych zrodziło się nowe zagrożenie, którego długie lata nie dostrzegano. Obecnie wojsko się informatyzuje, ale jakościowy przełom wymaga inwestycji, na które nie znajdziemy środków w budżecie. Na szczęście – potrzebne na ten cel pieniądze leżą niemal na ulicy. Trzeba się tylko po nie umiejętnie schylić.
Wprawdzie oszczędności obywateli polskich, ulokowane w różnych formach w różnych miejscach, sięgają dziś niemal półtora biliona złotych, to czystej, wolnej gotówki na kontach mamy znacznie mniej, choć nadal jest to kwota ogromna, liczona dziesiątkami, a nawet setkami miliardów. Nie bardzo wiemy, co z tymi pieniędzmi robić, bo lokaty bankowe w zasadzie tylko kompensują inflację, a wieloletnie przetrzymywanie oszczędności na rachunkach bieżących przynosi oczywistą stratę.
Ryzykanci grają na giełdzie, ale tam zwykłemu obywatelowi przez całą dekadę łatwiej było stracić, niż zarobić (teraz giełda lekko odbija). Z kolei na Foreksie musi przegrać każdy leszcz, bo jest to system wymyślony dla cwaniaków, którzy wielkimi operacjami swoich firm czy banków kształtują kursy walut, a na boku – małymi prywatnymi pieniędzmi dorabiają się dużych prywatnych pieniędzy, zawsze trafnie „zgadując”, jak dany kurs zmieni się za pięć sekund.
Tak czy owak – niezależnie od biedy i wielu niezaspokojonych potrzeb bieżących – jako całe społeczeństwo odłożyliśmy co najmniej sto miliardów złotych, które chcemy zostawić sobie na „czarną godzinę” lub choćby na stare lata, spodziewając się lichej emerytury. Istotną cechą oszczędności, o których teraz mowa, jest to, że – w naszych planach – zostaną one wykorzystane za kilka, kilkanaście lat. Cały nasz problem sprowadza się do tego, by siła nabywcza tych pieniędzy nie zmalała, a najlepiej – żeby wzrosła. O ten segment wolnych oszczędności tu chodzi.
Cyberarmia
Obecnie mamy w Polsce 5 rodzajów sił zbrojnych: Wojska Lądowe, Siły Powietrzne, Marynarkę Wojenną, Wojska Specjalne i nowe Wojska Obrony Terytorialnej. Nie wątpię, że jest to właściwy zestaw w sytuacji zagrożenia takim typem wojny, jaki znamy z filmów historycznych i aktualnych reportaży telewizyjnych. Stopniowo też uczestniczymy w światowym trendzie zbrojeniowym, zapowiadanym przez filmy science fiction. Chodzi o tworzenie tzw. cyberarmii, czyli jednostek wyposażonych w drony i inne zautomatyzowane lub zdalnie sterowane aparaty do czynienia szkód przeciwnikowi i do obrony przed takąż bronią, użytą przez wroga.
Przypuszczam, że w ciągu jednego pokolenia wszystkie rodzaje sił zbrojnych zostaną mocno nasycone sprzętem cyberarmijnym. Ten proces zaczął się w USA wiele lat temu, a obecnie, gdy wszyscy chłopcy już od przedszkola wychowują się w środowisku gier komputerowych, gdy wiadomo, że z łatwością opanują oni najbardziej zaawansowany sprzęt elektroniczny – tego sprzętu na wyposażeniu armii będzie lawinowo przybywać. Ale ktoś to musi produkować w kraju, nawet pod ostrzałem. Bo dostawy procesorów i całej elektroniki dla wojska nie mogą zależeć od drożności Jedwabnego Szlaku.
Pieniądze na zakup cyberbroni każde państwo ma w swoim budżecie, natomiast nie każde ma na swoim terenie fabryki zdolne do wytwarzania takiej broni. Również w Polsce potrzebne są poważne inwestycje w rozpatrywanym sektorze. Przypuszczam, że będzie to sieć wielu raczej małych zakładów naukowych, projektowych i produkcyjnych, ale cała ta sieć musi powstawać w sposób skoordynowany i zgodny z jakąś strategią zbrojeniową.
Mówimy więc o wielomiliardowym przedsięwzięciu, którego raczej nie sfinansujemy z budżetu. Otwiera się tu duża, nowa przestrzeń dla partnerstwa prywatno-publicznego: państwo daje program i gwarancję zamówień na coraz nowsze bronie, obywatele – gotówkę.
Mocni w mediach
Już ponad pół wieku temu między głównymi mocarstwami zapanowała ogólna zgoda co do niemożności pokonania przeciwnika bez własnych wielkich strat, więc poważniejsze wojny między potentatami się nie toczą, jeśli nie liczyć ustawicznych ćwiczeń, rozgrywanych na obcych terytoriach kosztem mieszkającej tam ludności. Głównym polem konfrontacji staje się internet. Nie rozważam teraz, kto z kim i o co walczy. Twierdzę natomiast, że cokolwiek dzieje się w tej przestrzeni – słabi na tym tracą, a mocni zyskują. Wniosek prosty: należy być mocnym w internecie i w innych mediach! Obywatele mogą nawet wykupić znaczny pakiet mediów krajowych po zapowiadanej dekoncentracji. Trzeba tylko opracować wiarygodny mechanizm gromadzenia środków. Oczywiście – nie taki jak Amber Gold.
To kosztuje. Ale właśnie na to mamy prywatne pieniądze. Nie mówię teraz o czymś w rodzaju przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej, którego część stanowiły obywatelskie darowizny. Owszem, w stanie zagrożenia darowizny są konieczne, natomiast obecnie chodzi tylko o znalezienie bezpiecznej i w miarę dochodowej lokaty środków, stanowiących niejako popyt odłożony. Nie chodzi więc również o zasilanie Polskiej Fundacji Narodowej drobnymi datkami i nie chodzi o crowdfunding.
To ma być biznes. Te sto miliardów złotych, o których mowa wyżej, odpowiada z grubsza trzyletniemu budżetowi ministerstwa obrony narodowej. To daje pojęcie o skali zasobów, jakimi dysponujemy.
Do rozwoju nowych technologii od dawna przyczyniają się rządowe zamówienia, lokowane w firmach danego kraju. Tak jest np. w USA i w Izraelu, gdzie technika wojskowa jest ważnym dostarczycielem materiałów, urządzeń i oprogramowania, przydatnego również na rynku cywilnym. Dotyczy to wielu innych krajów, ale jeszcze nie Polski. Przyzwyczailiśmy się do bezsensownych zakupów byle czego za granicą, a krajowy przemysł zbrojeniowy dopiero teraz przestaje się zwijać.
Infoarmia
Infoarmia różni się od cyberarmii rodzajem używanej broni. Tu nie ma aparatów do niszczenia czegokolwiek. Tu jest intelekt i środki upowszechniania prawdziwych, a także blokowania fałszywych informacji. Bo nie jest dla Polski nieważne, co o nas mówi się w mediach świata. Dobra opinia o kraju sprzyja inwestycjom i turystyce, pomaga emigrantom utrzymywać związki z Polską. Zła opinia prowadzi do bojkotu na różnych polach, szykan i nękania w różnych organizacjach. Nie można jednak liczyć na działania amatorskie, reaktywne, uruchamiane wtedy, gdy jakiś nieuk lub polakożerca opublikuje gdzieś kolejną potwarz o „polskich obozach”. Potrzebne są działania kompleksowe, wyprzedzające, wyjaśniające i w różny sposób uczestniczące w medialnej grze. To musi kosztować.
Unia Europejska jest genialnym projektem, ale obliczonym tylko na dobrą pogodę. Gdy zaczyna padać – każdy rozpościera parasol wyłącznie nad własnym interesem (Macron). Wobec największych zagrożeń pozostaje nam wiara w solidność NATO. Ale NATO nie zajmuje się masą drobnych antypolskich agresyjek, dokonywanych w mediach na całym świecie. Z tym musimy uporać się sami, a przez wiele lat flanka medialna była całkowicie otwarta. Kto chciał, mógł pleść dowolne polonofobiczne androny, a nasi ambasadorowie – z niesławnej pamięci Ryszardem Schnepfem na czele – przyglądali się temu biernie i reagowali dopiero po interwencjach Reduty Dobrego Imienia.
Gdzie ci… informatycy!
Co z tego, że nasi młodzi informatycy wygrywają światowe konkursy w programowaniu, skoro są na pniu wykupywani przez firmy komercyjne i zwykle później robią byle co. Byle co w skali ich talentów i umiejętności. Warto jednak odnotować, że istnieje w Polsce sporo firm, które robią naprawdę świetny software, w tym np. gry komputerowe, a stąd tylko krok do gier wojennych czy wojskowych. Przy całej mizerii polskiego szkolnictwa wyższego, ujawnianej co roku żenująco dalekimi pozycjami naszych najlepszych uczelni w rankingach światowych, otóż mimo marnego stanu polskich uniwersytetów – akurat system kształcenia informatyków mamy znakomity. Do tego stopnia, że rozrywani są już studenci drugiego roku!
Jeżeli damy im szansę ciekawej, twórczej i dochodowej pracy w kraju – nie będą szukać kłopotów za granicą. I to jest trzeci element układanki: 1) państwowe gwarancje; 2) prywatne oszczędności; 3) kwalifikacje i entuzjazm twórców.
Potrzebna jest nam ochrona przed hakerstwem i innymi ofensywnymi działaniami obcych ośrodków. Tu konieczny jest „skok technologiczny”, wejście na poziom światowych mocarstw w tej dziedzinie (niekoniecznie są to akurat światowe mocarstwa atomowe). Obojętnie kto jest dziś na topie – wiemy, co jest na topie infoarmii światowej i tam powinna stanąć polska stopa.
Inżynieria finansowa
W gospodarce rynkowej istnieje wiele mechanizmów angażowania sumy drobnych prywatnych pieniędzy w duże przedsięwzięcia gospodarcze. Tu nie trzeba niczego wymyślać, tylko rozejrzeć się po możliwościach. Z punktu widzenia państwa ważne jest uruchomienie polskich środków prywatnych w celach inwestycyjnych. Ale niczego w tej sprawie nie da się zdziałać apelami i reklamami. Obywatel musi mieć gwarancje bezpieczeństwa zainwestowanych oszczędności, np. poprzez wykup akcji imiennych z odpowiednim dyskontem, gdy ich kurs rynkowy spadnie poniżej pewnej wartości.
Wystarczy przypomnieć „Bezpieczną” Kasę Oszczędności, bank Lehman Brothers i wiele innych piramid finansowych, by pozbyć się nadziei, że jakikolwiek podmiot prywatny może gwarantować zwrot wkładów i nakładów, gdy sam znajdzie się w tarapatach. Takich gwarancji może udzielić tylko państwo, a i to może być ryzykowne w nadzwyczajnych sytuacjach. Jednakże gwarancje państwowe są bez porównania pewniejsze niż prywatne. Z kolei przedsiębiorstwa prywatne dużo lepiej radzą sobie na rynku i zapewniają znacznie większe zyski niż nieefektywne firmy upaństwowione, czego również doświadczyliśmy.
Cały problem sprowadza się do opracowania takiej inżynierii finansowej, która połączy zalety przedsiębiorczości prywatnej z wiarygodnością państwową. Przy czym państwo nie może udzielać gwarancji powodzenia w jakiejkolwiek dziedzinie rynkowej. Na przykład producenci butów muszą konkurować. Najlepszy utrzyma się, najsłabszy zbankrutuje i państwu nic do tego. Ale już producent butów dla wojska mógłby otrzymać wieloletnie gwarancje stałych zamówień. Oczywiście takie gwarancje w obecnym ustawodawstwie gospodarczym nie są możliwe. Konieczne byłyby pewne korekty i uzgodnienia unijne, na których sukces szybko bym nie liczył.
Zostawmy więc buty i zajmijmy się produkcją szeroko rozumianej informacji. W tej dziedzinie każdy rząd może robić to, co uważa za dobre dla swojego kraju, i nie musi tego z nikim negocjować. Jeżeli więc polski rząd udzieli gwarancji, że oszczędności obywateli zainwestowane w infoarmię nie stracą na sile nabywczej – ludzie bardzo szybko będą skłonni do ulokowania swych pieniędzy w tak gwarantowane przedsięwzięcie.
Zakładam, że nowe, innowacyjne przedsiębiorstwa infoarmijne będą produkować różne dobra również na rynek cywilny, dostarczając nowe rozwiązania i technologie zdolne do sprostania konkurencji światowej. Stanie się tak dzięki koncentracji intelektów, rozproszonych dziś między masą większych i mniejszych projektów. Szkoły wyższe otrzymają sygnał, że zapotrzebowanie na speców od informacji i informatyki szybko wzrośnie, że trzeba będzie uczestniczyć w światowym wyścigu technologicznym, że produkty nowego sektora wytwórczości trzeba dopiero wymyślić itd., itd.
Ostatecznie – uzyskamy zdolności obronne w nowej dziedzinie, a obywatele zyskają podwójnie. Po pierwsze: ich oszczędności zwiększą swą siłę nabywczą, po drugie: ich, czyli nasze państwo zyska osłonę przed zniesławianiem, a przez to podniesie swoje ratingi i pozycję w społeczności międzynarodowej. Obcym stolicom trudniej będzie nami manipulować i rozgrywać jednych przeciw drugim, a Polskę i Polaków trzeba będzie szanować i nie traktować kolonialnie.
Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Zarobić podwójnie na infoarmii” znajduje się na s. 2 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl.
„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Zarobić podwójnie na infoarmii” na s. 2 październikowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 40/2017, wnet.webbook.pl