Szef kancelarii premiera zapowiedział, że w czwartek Komitet Stały RM będzie pracował nad ustawą o działach, która podzieli pomiędzy ministerstwa kompetencje w zakresie budownictwa.
W najbliższych dniach zapewne poznamy nazwisko osoby, która będzie kierować resortem cyfryzacji. Jest to decyzja pana premiera i pozwólmy mu ją w stosownym czasie zakomunikować – stwierdził Michał Dworczyk na konferencji w KPRM.
Szef Kancelarii odniósł się również do kwestii przyszłości działu – budownictwo, który został wydzielony z ministerstwa Marka Adamczyka: Jeśli chodzi o sprawę budownictwa i nowelizacji ustawy o działach, to w najbliższych czwartek na komitecie stałym rady ministrów pojawi się rządowy projekt nowelizacji tej ustawy i będzie dotyczył między innymi działu – budownictwo, który zostanie rozdzielony, a zadania realizowane w jego ramach zostaną rozłożone pomiędzy trzy resorty.
Dzisiaj rada ministrów przyjęła ustawę o powołaniu Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka. Jest to realizacja międzyrządowych ustaleń jeszcze z ubiegłego roku. Na jesieni 2017 roku rząd węgierski powołał instytucję, która będzie działała na rzecz rozwoju współpracy polsko-węgierskiej.
Wacław Felczak był z wykształcenie historykiem i wybitnym znawcą stosunków polsko-węgierskich. W czasie wojny służył jako kurier rządu RP na uchodźctwie. Po wojnie podjął pracę naukową. Pomagał również w postawaniu demokratycznych partii politycznych na Węgrzech.
Instytut będzie miał charakter państwowej osoby prawnej , a jego budżet, w pełni finansowany ze środków państwowych, jest zaplanowany na 6 milionów złotych. Celem funkcjonowania instytutu będzie rozwijanie współpracy w przestrzeni kulturalnej w zakresie wymiany młodzieży, ale również współpracy naukowej oraz tworzenia projektów innowacyjnych.
Wiceminister kultury Jarosław Sellin dodał: Taka instytucja, której powstanie dzisiaj komunikujemy, to jest ważne narzędzie do prowadzenia tzw. miękkiej polityki bilateralnej. W ministerstwie kultury istnieje centrum dialogu i porozumienia polsko –rosyjskiego. Jak wiemy, stosunki między naszymi krajami są bardzo trudne, ale taka instytucja daje pewne możliwości utrzymywania kontaktów na bazie współpracy naukowej i kulturalnej. Planujemy też w ramach ministerstwa powołanie instytutu polsko-niemieckiego pojednania, a w przyszłości także polsko-ukraińskiego.
Podczas wtorkowego posiedzenia rząd nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz przedstawiał założenia dla polityki zagranicznej. Następnie rząd przyjął dokument: „Założenia polskiej polityki zagranicznej na 2018 r.”
Rada Ministrów przyjęła także dwa projekty ustaw:
– projekt ustawy o Instytucie Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka,
– projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw.
Zaakceptowano również uchwałę w sprawie ustanowienia programu wieloletniego „Pomoc w zakresie finansowania kosztów zarządzania infrastrukturą kolejową, w tym jej utrzymania i remontów do 2023 roku”.
Rada Ministrów zapoznała się z informacją na temat realizacji programów polityki spójności 2014-2020 (stan na koniec 2017 r.).
Za premierostwem Kaczyńskiego przemawia poważny argument: jasna i jednoznaczna kwestia odpowiedzialności. Argument istotny, lecz dla mnie nie decydujący. Pozwolę sobie zaprezentować zdanie odmienne.
Zbigniew Kopczyński
Dyskusja na ten temat rozgrzała do czerwoności uczestników i obserwatorów polskiego życia politycznego. Przeciwnicy PiS, a osobiście prezesa Kaczyńskiego, zarzucają mu tchórzostwo, chowanie się za plecami marionetek, a przede wszystkim wypaczanie polskiej demokracji poprzez niespotykany i nienormalny model tworzenia i funkcjonowania rządu. Nienormalny i niespotykany? Czyżby? Przyjrzyjmy się, jak to było w przeszłości.
W blisko trzydziestoletniej historii III RP wśród siedemnastu nominacji i szesnaściorga premierów (Waldemar Pawlak nominowany był dwukrotnie – pierwszy raz wskutek „nocnej zmiany”), a więc licząc od Tadeusza Mazowieckiego do Mateusza Morawieckiego, dwanaścioro spośród nich nie było w momencie nominacji liderami swoich partii. Daje to trzy czwarte, czyli 75%. Jest więc to w Polsce raczej norma niż wyjątek. (…)
Liderami zwycięskich partii, którzy objęli urząd premiera, byli jedynie Leszek Miller, Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Jeśli zdobędziemy się na chłodne i w miarę obiektywne spojrzenie, trudno nam będzie uzasadnić, że rządy Millera, Tuska i Kaczyńskiego, oceniane jako całość, były lepsze niż gabinety tych, którzy nie byli liderami partii. (…)
Jarosław Kaczyński był już premierem i wie, co to jest. Premier obarczony jest mnóstwem obowiązków, w części odpowiednich dla celebryty. Musi rozstrzygać wiele drobnych, acz pilnych spraw, przy których najważniejsze, strategiczne, ale bez określonego terminu, odsuwane są na plan dalszy.
Będąc jedynie prezesem rządzącej samodzielnie partii, Jarosław Kaczyński ma czas i możliwość, by myśleć o kwestiach strategicznych i realizować program swojej partii, wykorzystując do tego posiadane narzędzia, jakimi są, bez żadnej urazy, klub parlamentarny i rząd.
„Obrońcom demokracji”, tak hołubiącym zasadę trójpodziału władzy i heroicznie walczącym o uchronienie władzy sądowniczej od wpływów pozostałych władz, umknęło, że mamy jeszcze kwestię rozdziału władzy prawodawczej i wykonawczej. W Polsce, gdzie rząd jest oddziałem wykonawczym parlamentu, władza wykonawcza podporządkowana jest prawodawczej. Nie da się wprowadzić ich rozdziału na wzór amerykański. Niemniej rozdzielenie funkcji lidera partii dysponującej większością parlamentarną i premiera jest krokiem w kierunku rzeczywistego trójpodziału władz. Krokiem następnym powinien być rząd składający się z ministrów bez mandatu poselskiego, co dziś nie wydaje się realne bez względu na to, kto będzie rządził.
Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Czy Kaczyński powinien być premierem?” znajduje się na s. 1 i 2 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Czy Kaczyński powinien być premierem?” na s. 1 i 2 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Nie milkną echa dymisji rządu premier Szydło. Wyborcy PiS nie rozumieją tego posunięcia. Jednak ten ruch jest przejawem geniuszu Jarosława Kaczyńskiego, który już rozgrywa następne kampanie wyborcze.
Michał Bąkowski
Prezes PiS ma świadomość, że starcie w przyszłorocznych wyborach samorządowych będzie miało fundamentalne znaczenie w kontekście długofalowych rządów jego partii. Obecnie w większości województw władzę niepodzielną pełni koalicja PO-PSL, natomiast stanowiska prezydentów największych polskich miast zdominowane są przez przedstawicieli Platformy Obywatelskiej lub jej sympatyków. Gdyby PiS-owi udało się odzyskać samorządy, korzyści będą dwie: skuteczniejsze realizowanie przez rząd polityki centralnej oraz stworzenie mocnych podwalin pod kolejną kampanię prezydencką i parlamentarną. Kampania wyborcza, prowadzona przez pozostające przy władzy PiS-owskie samorządy oraz ośrodki centralne, będzie miała dużą moc uderzeniową.
Geniusz Jarosława Kaczyńskiego to dalekowzroczność oraz umiejętne rotowanie zasobami ludzkimi. Beata Szydło jest bardzo pozytywnie postrzegana przez społeczeństwo, głównie za sprawą udanej polityki socjalnej rządu. Można śmiało powiedzieć, że dla wielu polskich rodzin była premier jest Beatą „500+” Szydło. Do tego inne rozwiązania polityki socjalnej: „Mieszkanie+”, podniesienie płacy minimalnej oraz kwoty minimalnej emerytury. Dodatkowo rząd znakomicie sprzedaje PR-owo spadek bezrobocia, szczyt NATO czy organizację Światowych Dni Młodzieży. To wszystko wpływa pozytywnie na wizerunek byłej Pani premier.
Jednak pełniąc dotychczasową funkcję, nie mogłaby skutecznie wykorzystać swojej popularności na rzecz nadchodzących wyborów. Natomiast objęcie nowej funkcji o dużo mówiącej nazwie – wicepremiera ds. społecznych – będzie umożliwiało częste podróże po całym kraju i bliski kontakt z potencjalnymi wyborcami. Prezes Kaczyński zapewne pamięta, że Szydło bardzo dobrze rozegrała kampanię prezydencką Andrzeja Dudy, a następnie wygrała starcie w batalii parlamentarnej. Teraz jej umiejętności, doświadczenie i pozytywny wizerunek mają zapewnić dobre fundamenty pod nadchodzące wybory.
Oczywiście lukę po Beacie Szydło trzeba było wypełnić osobą, która może również przynieść korzystne rozwiązania dla partii i rządu. Mateusz Morawiecki na pewno będzie bardzo dobrze radził sobie w zagadnieniach związanych z sprawami finansowymi. Pozycja eksperta, którą uzyskał, obracając się w kręgach bankowych, na pewno stawia go na mocnej pozycji w debacie dyplomatycznej z Brukselą i Waszyngtonem. Możemy się więc spodziewać, że niedługo Pani Szydło zacznie objazd kraju w celu zaktywizowania lokalnych struktur i zabiegania o głosy społeczeństwa.
Felieton Michała Bąkowskiego pt. „Beata Szydło asem w talii Jarosława Kaczyńskiego” znajduje się na s. 6 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Felieton Michała Bąkowskiego pt. „Beata Szydło asem w talii Jarosława Kaczyńskiego” na s. 6 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Zamykanie katalońskich polityków w kryminale to konieczna obrona demokracji, zaś uchwalona przez polski Sejm ustawa zmieniająca organizację sądów to niedopuszczalne naruszenie europejskich standardów.
Henryk Krzyżanowski
Brukselski odlot eurokratów, czyli uruchomienie wobec Polski surowego artykułu 7, postawił w głupiej sytuacji krajową opozycję. Choć z jednej strony opozycjoniści zapewne się cieszą, że „zagranica” wreszcie się ruszyła i szturchnęła rządzących, to z drugiej nie mogą nie odczuwać zakłopotania wobec stylu, w jakim to poszturchiwanie się odbywa. Bowiem jaskrawo naruszono przy tym traktaty (ustrój sądownictwa to sprawa wewnętrzna krajów członkowskich) oraz pokazano, nie po raz pierwszy przecież, że w UE obowiązują podwójne miary. Zamykanie katalońskich polityków w kryminale stanowi konieczną obronę demokracji, zaś uchwalona przez polski Sejm ustawa zmieniająca organizację sądów to niedopuszczalne naruszenie europejskich standardów. Pięknie, nie ma co. Nie dziwi więc, że krajowi zwolennicy dyscyplinowania Polski przez KE wolą nie chwalić tej ingerencji wprost, a uciekają się do metafor.
W telewizyjnej dyskusji jeden z czołowych polityków PO użył więc porównania do piłki nożnej, mówiąc, że Polska słusznie dostała żółtą kartkę za faule i niestosowanie się do reguł gry. Niestety, politycy polemizujący z nim w studio tę fałszywą metaforę podjęli i dyskusja potoczyła się dalej wokół zasad na piłkarskim boisku. Niepotrzebnie, bowiem polityka jest czymś kompletnie innym od sportu, choćby przez to, że nie obowiązują w niej sztuczne reguły, uzgodnione z góry (i przestrzegane) przez zawodników, którzy w grze uczestniczą w sposób całkowicie dobrowolny. A udział w międzynarodowej polityce dla narodów i państw dobrowolny przecież nie jest.
Drugą przenośnią zaciemniającą widzenie jest obraz szkoły. Publicysta opozycyjnej gazety pisze o przeniesieniu się na własne życzenie z europejskiego mainstreamu do „oślej ławki”. To jest jeszcze bardziej dziwaczne – jeśli UE to szkoła, to kto jest nauczycielką i kiedy będzie rozdanie świadectw? A czy będą promocje?
Znamienne, że opozycyjni inteligenci z uporem odwołują się do pedagogiki zawstydzania Polaków, mimo iż ta od dawna wykazuje swą nieskuteczność. Owszem, podatna na nią jest część profesury z państwowych uniwersytetów oraz artyści-performerzy i dziennikarze opozycyjnych mediów. Ale przeciętnego wyborcę skłania ona raczej do głosowania na PiS lub, w przypadku zwolenników PO, do pozostania w domu. Czyżby więc obsesjonat Leo Timmermans był ukrytym agentem PiS-u?
Co ważne, u podstaw sporu polskich władz z unijną wierchuszką nie leży wcale praworządność. Chodzi o fundamentalnie odmienne podejście do przyszłości Europy – my chcemy Unii niezależnych państw narodowych, a eurokraci dążą do stworzenia jednego państwa rządzonego z Brukseli. To jest konflikt ideologiczny, który musimy podjąć i w którym nie wolno nam ustąpić ani o krok.
Felieton Henryka Krzyżanowskiego pt. „O szaleństwie eurokratów” znajduje się na s. 3 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Felieton Henryka Krzyżanowskiego pt. „O szaleństwie eurokratów” na s. 3 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Klub Zdesperowanych Romantyków - autorzy i twórcy nowego Numer '1" na Liście Polskich Przebojów WNET Poliszczart.
Pierwsze, co rzuca się w oczy uważnemu obserwatorowi ostatnich notowań Listy Polisz Czart, to coraz bardziej liryczny charakter pierwszej dwudziestki.
Owa pierwsza „20” z notowania na notowanie staje się coraz bardziej… romantyczna, a mówiąc bardziej kwieciście… sercem pisana.
„Dopóki serce bije, daj mi znak,
że jeszcze kochasz, żyjesz, daj mi znak…”
Marek Andrzejewski zdołał nas już wprawdzie od jakiegoś czasu przyzwyczaić do swojej podwójnej obecności w TOP 20, ale tego, że Janusz Radek tak szybko to jego osiągnięcie wyrówna, a biorąc pod uwagę zdobyte miejsca 6 i 14 ten znakomity wynik Marka przeskoczy, nie brali chyba pod uwagę nawet najbardziej niepoprawni optymiści i to wcale nie dlatego, że poziomowi artystycznemu reprezentowanemu przez Janusza Radka można cokolwiek zarzucić, lecz dlatego, iż ostatnimi czasy ilość oddawanych na jego utwory głosów wyraźnie zmalała.
Marek Andrzejewski
Tym bardziej cieszy fakt, że zwarty elektorat tego artysty – używając terminologii sportowej – złapał drugi oddech, co przełożyło się na wielki come back jego piosenek do ścisłej PoliszCzartowej czołówki. Jeśli dorzucić do tego jeszcze 10 miejsce Pawła Domagały, to – jak łatwo policzyć – jedna czwarta pierwszej 20 należy do Krainy Łagodności, czego Magdzie Karasek i jej Przyjaciołom szczerze i gorąco gratulujemy.
Janusz Radek
Nie do ruszenia…
Mainstreamowa klasyka rocka tym razem nie zaskoczyła ani na plus, ani na minus. Jej obecność to już stały krajobraz ostatnich miesięcy naszej Listy, a pozycje takich wykonawców jak: Hey, Kult, T. Love, Strachy Na Lachy, Mela Koteluk, Sztywny Pal Azji, Organek, Farben Lehre, Scorpionsi i Voo Voo nie tylko nikogo nie dziwią, ale sprawiedliwie oddają procentowy udział mistrzów.
Wspomnieni mistrzowie w strefie rocka na dzień dzisiejszy uznaniem wśród głosujących zdecydowanie wyprzedzają wszelkiej maści pretendentów – i tu znów pozwolę sobie użyć terminologii sportowej – o co najmniej jeden, a w niektórych przypadkach nawet o kilka stadionów. Gdzie należy szukać przyczyny, że pomimo tak wielu znakomitości młodego pokolenia, ciągle jeszcze nie objawiły nam się osobowości na miarę Kasi Nosowskiej, Muńka, Kazika czy Grabaża?
Wsłuchując się w bardzo nierówny poziom młodych wilków rockowego grania, przyczyny tego zjawiska nie doszukiwalibysmy się li-tylko i w zaniedbaniu tych środowisk przez skostniały od lat rynek koncertowo-wydawniczy. Probleme, w naszej opini, jest fakt, iż współczesna młoda scena rockowa przez ostatnie lata nie potrafiła wypracować ani wspólnej, niezależnej formy ekspansji, co efektownie uczyniły choćby sceny klubowa i hip hopowa.
Nie wypracowała też zwartych i silnych środowisk, nazywanych dawniej subkulturami, których „wyznawcy” w latach 80-tych – na złość wszelkim systemowym utrudnieniom ze strony ówczesnej władzy – wszelkimi dostępnymi środkami lokomocji tysiącami wędrowali po całym Kraju, aby nie uronić choćby jednego koncertu swoich idoli, czym budowali ich Legendy.
„Stali i Nierdzewni” mimo przekroczenia już jakiś czas temu 50 lat życia, nic na swojej pozycji nie straciły, gdyż ci, którzy do tej rangi uwielbienia latami ich wynosili, nie tylko o bohaterach młodości nie zapomnieli, ale swoim do nich przywiązaniem piszą tej bogatej historii ciąg dalszy.
Silna grupa pościgowa
Gaba Kulka, Joanna Kołaczkowska & Blues Flowers Jaromiego Drażewskiego, pARTyzant oraz Grubson & BRK to – chyba jednak nie ucieknę dziś od terminologii sportowej – niewielka grupa pościgowa, której uczestnicy mimo, że znajdują się na różnych poziomach popularności oraz na różnych poziomach tzw. „parcia na szkło”, od kilku dobrych lat reprezentują najwyższy poziom artystyczny jak i w dziedzinie metafor tak i kompozycji.
Sławomir Orwat w rozmowie z połową duetu pARTyzant
To, czego im tak naprawdę najbardziej (może poza Grubsonem) brakuje najbardziej, to należyta promocja i skuteczny management, czym jednak nie grzeszą bardziej, niż większość współczesnych pretendentów do muzycznej „Ligii Mistrzów”, którym w dużej większości wydaje się, że już samo nagranie i umieszczenie swej twórczości w nieprzebranym gąszczu YuoTube’a powinno przełożyć się na poziom popularności.
Walka o głosy na listach przebojów i różnego rodzaju plebiscytach medialnych ciągle jeszcze niestety wielu młodym, będącym dopiero na starcie muzykom uwłacza, podczas gdy np. dwójka z naszej czwórki pościgowej jakże często wyraża swoją radość i składa publiczne podziękowania swoim fanom za głosy, które przełożyły się na ich wysoką pozycję w naszej zabawie, co w konsekwencji przekłada się na cotygodniową, regularną emisję ich muzyki w przestrzeni FM.
Historia, która dopiero się rozpoczyna
Na koniec tym razem zostawiłem sobie nasz sensacyjny nr 1. Klub Zdesperowanych Romantyków to zespół rockowy z Płocka., którego muzyka oparta jest na autorskich kompozycjach Tomasza Gębarowskiego orsx jego gitarze, głosie i tekstach i lawiruje gdzieś pomiędzy popem a rockiem alternatywnym.
Klub Zdesperowanych Romantyków
Specjalnością Romantyków są wysokoenergetyczne występy na żywo, a oto co o swojej kapeli mówią sami muzycy:
„Długo moglibyśmy pisać kto, jak, z kim i dlaczego. Kto pił ze Zdziśkiem wódkę, a kto dostał bezczelnie po twarzy i w jakich warunkach powstawał Klub Zdesperowanych Romantyków. Dobrze jednak wiemy, że niezbyt to kogokolwiek interesuje… a poza tym, przecież nie warto opowiadać historii, która dopiero się rozpoczyna. Prawdopodobnie nie zmienimy świata, nie wprowadzimy wielkiej rewolucji, być może za kilka lat nikt nawet nie będzie wiedział, kim byliśmy, a nam samym nie pozostanie nic oprócz kilku mglistych wspomnień, ale będąc tu i teraz mamy wielką nadzieję, że zatrzymacie się chociaż na chwilę i posłuchacie jak pięciu zwykłych facetów oddaje się temu, co kochają najbardziej… muzyce”.
Zespół tworzą: Tomek Gębarowski – wokal, gitara, Krzysiek Kaźmierczak – gitara, Maciek Rzymkowski – bas, Piotrek Kosowski – perkusja oraz Kuba Jabłoński – klawisze, a my życzmy młodej płockiej grupie, aby osiągnęła kiedyś poziom popularności dwóch innych uznanych powszechnie płockich formacji – Farben Lehre i Lao Che.
Tomasz Gębarowski
I jeszcze jedno. Składamy niniejszym podziękowania liderowi i wokaliście punkowej płockiej załogi Reszta Pokolenia Sławkowi Kurkowi, który mimo, że nigdy wielkiego sukcesu na naszej Liście nie osiągnął, stałym i wiernym jej Słuchaczem jest niemal od samego początku jej istnienia, a jakiś czas temu wiadomością o Liście Polisz Czart podzielił się z niejakim…
Tomaszem Gębarowskim, którego…
Klub Zdesperowanych Romantyków osiągnął właśnie dziś jej szczyt. „Dopóki serce bije, daj mi znak, że jeszcze kochasz, żyjesz, daj mi znak…” I tak Panowie trzymajcie po kres Waszego istnienia.
Wyniki 39 Notowania Listy Listy PoliszCzart – 12 stycznia 2018
1 – – N Klub Zdesperowanych Romantyków – Dopóki serce bije
2 5 +3 9 Hey – 2015
3 2 -1 9 Kult – Opowiadam się za miłością
4 17 +13 5 T. Love – Marta Joanna od Aniołów
5 4 -1 5 Strachy Na Lachy – Co się z nami stało
6 12 +6 10 Janusz Radek – Nie mów, że dotyk
7 13 +6 6 Mela Koteluk – Melodia ulotna
8 8 – 6 Sztywny Pal Azji – Luxtorpeda
9 41 +32 3 GrubSon & BRK (Gruby Brzuch) – Szansa
10 24 +14 4 Paweł Domagała – Opowiem Ci o mnie
11 11 – 9 Marek Andrzejewski – Kiedykolwiek
12 10 -2 8 Organek – Mississippi w ogniu
13 7 -6 3 pARTyzant – Kenopsja
14 49 +35 3 Janusz Radek – Manekin start
15 28 +13 8 Joa Kołaczkowska & Blues Flowers – Blues o Zenonie L.
16 – – N Gaba Kulka – Niejasności
17 19 +2 9 Farben Lehre – Wolność
18 6 -11 5 Scorpions – Tainted Love
19 9 -10 6 Voo Voo – Słowa pożegnania
20 20 – 3 Marek Andrzejewski – Ballada o Czarnym Wtorku
21 15 +6 3 Gienek Loska Band – Pieśń emigranta
22 – – – Tabu – Kasia
23 27 +4 5 Hetman – Czarny chleb i czarna kawa
24 – – N d light ft. Tomek Gębarowski – Baltic Sea Dancing
25 31 +6 11 Piotr Selim – Specjalista od wzruszeń
26 31 +5 2 Eltron John – Since
27 22 -5 5 Kasia Moś – Charlene
28 – – N Zuzanna Płaza – Babę zesłał Bóg
29 – – N Jan Kondrak – Miłości mej pierwszej
30 32 +2 5 Piotr Woźniak – Tango Mortale
30 29 -1 3 Piotr Selim – W rytmie bolera
30 1 -29 2 Skołowani – Kolęda Przemyślenia
31 – – N Piotr Wróbel – Ty i Ja i Świat
32 42 +10 2 L.U.C ft. K. Prońko, K2, Mesajah – W związku z tym
33 40 +7 2 Mikromusic – Synu
34 23 -11 7 Katedra – Kiedy zgasło serce
35 21 -14 2 Remi & Falko – Świąteczna Piosenka
36 16 -20 11 Agnieszka Truszczyńska – Niekochanie
37 – – N Damian Luber Quartet -Time to heal my soul
38 39 +1 3 Lubelska Federacja Bardów – Kowalski, jako taki
39 – – N Angelika Salus feat. Adrian Karczewski – Galimatias
40 21 -19 3 Agnieszka Truszczyńska – The Morning
41 3 -38 3 Remi & Falko – Metafora i oksymoron
42 46 +4 4 Scream Maker – Cisza
43 27 -16 5 Paweł Szymański – Mija czas
44 25 -19 2 Olga Szmidt – Funabre
45 – – N Pablopavo i Ludziki – Dancingowa piosenka miłosna
45 – – N Daymos – Jeden na milion
46 14 -32 3 Dezerter – Paradoks
47 – – N Bethel – Rzeki
48 29 -19 4 Riverside – The Depth Of Self Delusion
49 – – N Piotr Krakowski – Life
49 – – N Koniec Świata – Mikorason
50 43 -7 2 Stara Rzeka – My Only Child
50 37 -13 6 Kabanos feat. Zacier – Balony
50 18 -32 9 Old Breakout – Modlitwa
Sławomir Orwat i Tomasz Wybranowski
Całego wydania Listy Polskich Przebojów Radia WNET Poliszczart posłuchasz tutaj:
W STUDIU DUBLIN informacje z Republiki Irlandii. Tym razem o doniesieniach korespondentów Irish Times i Irish Independent oraz RTE o rozmowie Jean-Claude’a Junckera z premierem Mateuszem Morawieckim.
Irlandzkie media sporo uwagi poświęciły roboczej kolacji w Brukseli, między premierem Polski Mateuszem Morawieckim a przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem. Jak doniósł Irish Times:
„Obecny był także wiceprzewodniczący Komisji Franz Timmermans, który – jak wyraził się irlandzki dziennikarz „wspomina symboliczne razy, które otrzymał od poprzedniej premier Beaty Szydło”.
W STUDIU DUBLIN także o:
przygotowaniach irlandzkiego gabinetu Leo Varadkara do II tury rozmów z premier rządu brytyjskiego Teresą May w sprawie Brexitu. Unijni liderzy popierają stanowisko Irlandii, ale z perspektywy Dublina sprawy wyglądają zupełnie inaczej niż z Londynu czy Brukseli. Dlatego premier Irlandii Leo Vardkar szuka sprzymierzeńców w stolichach Europy. Wizja granicy między Irlandia Północną a Republiką „miękkiej lub twardej” jest dla irlandzkich władz absolutnie kluczowa, zarówno z powodów gospodarczych, jak i bezpieczeństwa. Nikt na Szmaragdowej Wyspie nie spodziewa się, by rząd mógł w tej sprawie ustąpić. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że rząd Varadkara jest w na granicy parlamentarnego przetrwania.- Dublin ma świadomość, że ma obecnie dużą siłę negocjacyjną, bo bez jego zgody nie będzie można przejść do drugiej fazy negocjacji, a do tego ma pełne poparcie państw członkowskich. Oczekuje od Londynu namacalnego zapewnienia, że tej granicy nie będzie po Brexicie – mówią komentatorzy.
słów kilka o decyzji Komisji ds. Publicznych Irlandii (Standards in Public Office Commission), która nakazała Amnesty International zwrot około 160 tys. dolarów, które organizacja ta otrzymała od fundacji Georga Sorosa na proaborcyjną kampanię w tym kraju. Według orzeczenia komisji pieniądze zostały przekazane z pogwałceniem prawa;
oraz o gotowości irlandzkiego prezydenta Michaela Higginsa, że jest gotowy do pełnienia funkcji przez kolejne siedem lat. Oficjalną decyzję o ewentualnym kandydowaniu ma jednak podjąć dopiero w maju.
Bogdan Feręc, nasz ekpert i cykliczny, obok Kamili Turzyńskiej i Piotra Słotwińskiego, gość Studia Dublin.
W gronie gości i ekspertów – Bogdan Feręc, załozyciel i szef portalu Polska-IE.com – najważniejszego portalu informacyjnego w Irlandii, partnera Radia WNET i Studia Dublin. Nasz ekspert, tak oto mówi o misji serwisu Polska-IE:
POLSKA-IE Naszym celem jest prezentowanie spraw, które mają bezpośredni wpływ na życie polskiej emigracji na Zielonej Wyspie. Prezentujemy informacje, które przybliżają polityczne zasady funkcjonowania państwa, opisują zasady działania gospodarki i pokazują sprawy, na które każdy może mieć wpływ. Portal Polska-IE powstał w 2014 roku i był odpowiedzią na niszę, jaka powstała w rynku mediów polonijnych w Irlandii.
Już wkrótce w serwisie Polska-IE zakładka Radia WNET.
Tomasz Wybranowski
Całej audycji Słuchaczki i Słuchacze możecie posłuchać tutaj:
Stulecie może być uczczone spotkaniem w Warszawie w dniu 11 XI 2018 r. przedstawicieli rządów tych państw, które kultywują swe powstanie od 1918 roku i czczą je świętem państwowym czy narodowym.
Memoriał w sprawie obchodów stulecia niepodległości 18 narodów
Krzysztof Jabłonka
Rok 1918, trwający od grudnia 1917 do stycznia 1919, charakteryzował się erupcją niepodległości osiemnastu narodów, obecnych państw Europy. Spośród nich osiem zdołało utrzymać niepodległość przez cały okres międzywojenny, pięć weszło w mniej lub bardziej równoprawne unie z sąsiednimi, najczęściej pokrewnymi im językowo narodami, tak jak Czesi ze Słowakami, Mołdawianie z Rumunami, wreszcie Słoweńcy, Chorwaci i Bośniacy z Serbami i Czarnogórcami, tworząc (od 1929 r.) Jugosławię. Pięć kolejnych narodów podbiła Rosja Sowiecka, tworząc z nich fikcyjne republiki sowieckie pod swoją dominacją. Były to Białoruś i Ukraina nad Dnieprem oraz Azerbejdżan, Armenia i Gruzja na Zakaukaziu, zrzeszone od grudnia 1922 r., włączone w jeden Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich.
Mapa Europy z 1923 r. | Fot. domena publiczna, Wikipedia
W 1940 r. straciły suwerenność, a zarazem niepodległość państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia oraz oderwana od Rumunii Mołdawia. W 1944 i 1945 odebrano również suwerenność państwom środkowej Europy: Polsce, Czechosłowacji i Węgrom.
W częściową zależność popadły: okresowo Jugosławia i nieco dłużej Finlandia, ulegając procesowi tzw. „finlandyzacji”, czyli zewnętrznemu zniewoleniu handlem i przymusową neutralnością, choć bez zmiany ustroju. Jedyne wolne, Islandia w 1944 oraz Irlandia w 1947 r. stały się republikami, zrywając resztki uzależnień od swych dawnych metropolii duńskiej i brytyjskiej.
Rok 1991 przyniósł nowy powiew wolności, rozpad i zanik ZSRS, zbrojny rozpad Jugosławii, a 1 I 1993 r. – pokojowe rozdzielenie się Czech i Słowacji. Od dominacji sowieckiej, tak politycznej jak i gospodarczej, uwolniły się zarówno kraje sfinlandyzowane, jak i dyskretnie okupowane, jak Polska, Węgry Czechosłowacja czy NRD. Wszystkie w swej historii i tradycji powróciły do święta niepodległości z lat 1917–1919, zwłaszcza z 1918 roku.
Pierwszym państwem, które ogłosiło swą niepodległość już 25 XI 1917 r., była Demokratyczna Republika Krymu. Autonomiczny dotąd Krym z czasów demokratycznej Republiki Rosyjskiej przygotowywał się do federacji z Rosją, gdy nadeszła wiadomość o bolszewickim przewrocie w Piotrogrodzie i obaleniu legalnych władz republiki. Zebrani właśnie na swym pierwszym Kurułtaju – Sejmie Tatarzy Krymscy nie czekali na dalszy rozwój wypadków. Mając pełne prawo do samostanowienia, potwierdzone przez samych bolszewików, postanowili jako pierwsi z niego skorzystać i ogłosili niepodległość wszystkich narodów zamieszkujących Krym. Zdołali ją, mimo przejściowej okupacji niemieckiej, utrzymać do połowy 1919 r., gdy najpierw biali, a w 1920 r. czerwoni pozbawili ich wszelkiej wolności, zamieniając w Autonomiczna Republikę Sowiecką Krymu w składzie Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Sowieckiej. Skutecznie wyzwoliła się za to Finlandia, pozostająca w Rosji od 1809 roku i posiadająca oddzielny parlament Eduskuntę, która już 6 XII 1917 r. proklamowała niepodległość Finlandii, początkowo jako Wielkiego Księstwa, a następnie, od 1918 r., Królestwa Finlandii, Karelii, Laponii i Alandii, by w 1919 r. stać się Republiką Fińską: Suomen Tavasaltą.
Rozbrajanie Niemców w Warszawie w 1918 roku | Fot. Wikipedia
22 I (9 starego stylu) 1918 r. ogłosiła niepodległość Centralna Rada Ukraińska w Kijowie, a 24 I – Mołdawska Republika Demokratyczna w Kiszyniowie. O ile Ukraińska Republika Ludowa przetrwała do 1921 r., nim uległa bolszewikom, o tyle Republika Mołdawii już 27 VI 1918 r połączyła się z Królestwem Rumunii. Mimo trwającej okupacji niemieckiej, 16 II Taryba, tj. Litewska Rada Narodowa ogłosiła w Wilnie niepodległość Królestwa Litwy z Mendogiem II jako jej królem. Litwini do końca pobytu okupacyjnych wojsk niemieckich byli z nimi ścisłym kontakcie, a ich dowódca Maxim von Katche stał się wodzem wojska litewskiego.
Korzystając z chwili przerwy między okupacjami, po wycofaniu się Rosjan, a przed nadejściem Niemców, 24 II 1918 r. niepodległość ogłosili Estończycy w Tallinie (dawnym Rewlu), utrzymując ją, mimo okupacji niemieckiej, aż do wycofania się Niemców w początku 1919 r. i broniąc bohatersko kraju przed kolejną agresją, sowiecką, aż do pokoju w Dorpacie w 1920 r.
Z kolei Białorusini ogłosili w Mieńsku (czyli dawnym Mińsku Litewskim) niepodległość 25 III 1918 r. (do dziś dla niepodległościowych Białorusinów jest to Dzień Niezależności) i mimo pobytu w mieście Niemców, utrzymali ją do podboju ich kraju przez sowieckich bolszewików w styczniu 1919 r. Powtórnie, w 1920 r., ogłosili niepodległość tzw. Republiki Słuckiej, w której wojska Stanisława Bułak-Bałachowicza, po wojnie polsko-bolszewickiej i rozejmie z 18 X 1920 r. wspierane przez Polskę, broniły się w błotach Polesia aż do wiosny 1921 r.
W kwietniu 1918 r. ogłosiła niepodległość Zakaukaska Republika Demokratyczna, aby w obliczu dwóch agresji: bolszewików na wolny Azerbejdżan i Turków na Armenię rozpaść się 26 V 1918 r. na trzy niepodległe państwa. W Tbilisi rozwiązał się Sejm Zakaukaski, aby natychmiast ogłosić 26 V 1918 r. niepodległą Republikę Gruzji, w której władzę przejęli miejscowi socjaliści, stąd stała się ona pierwszym w świecie krajem prawdziwie socjalistycznym. Podobnie postąpili dasznacy – socjaliści ormiańscy – i ogłosili 28 V 1918 r. w Erewaniu niepodległą Republikę Armenii, która w kilku bitwach, w tym pod Sardarapatem, obroniła się przed Turkami. Z kolei zebrani w Gandży musawatyści azerscy też 28 V 1918 r. ogłosili niepodległość Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Ponowili tę proklamację 1 VII 1918 r. w wyzwolonym już Baku. Utrzymali niepodległość do kwietnia 1920 r., kiedy to ulegli najazdowi Armii Czerwonej i stali się sowiecką republiką.
28 X 1920 r. padła Republika Armenii, a broniąc się w górach Zangezur jako Górska Republika Ararat, garstka Ormian dotrwała aż do lipca 1921 r. Za karę ormiański w 90% Arcach przekazany został Azerom jako ich Górski Karabach.
Ostatnia padła 15 III 1921 r. Republika Gruzji, napadnięta zarówno przez sowiecką Rosję od północy, jak i od południa przez kemalistowską Turcję, która chciała Gruzinom wyrwać Batumi. Z chwilą powstania Związku Sowieckiego uczyniono z tych trzech republik jedną, znów Zakaukaską Federacyjną Republikę Sowiecką, istniejącą do 1936 r., kiedy to przywrócono trzy oddzielne republiki.
Afisz z okazji Odzyskania Niepodległości | Fot. Archiwum Państwowe w Poznaniu
W czasie rozpadu Rosji niepodległość ogłosiła jeszcze Federacja Górskich Narodów Północnego Kaukazu zw. Kaukazją oraz Emirat Północnokaukaski złożony z Czeczenii i Dagestanu, Republiki Kozackie Donu i Kubania, Kałmucja, Idel-Ural jako Federacja Republik Tatarstanu i Baszkortostanu, Republika Komi, a na pograniczu fińskim Republiki Uchtua-Karelia i Inkeri-Ingria. W Azji zaś Turkiestan, złożony z Republik Buchary i Chorezmu. Wszystkie te narody, z wyjątkiem Armenii i Białorusi, z dodatkiem Tatarów Krymskich zawiązały na emigracji Ruch 12 narodów Prometejskich wspieranych przez niepodległą Polskę m. in. poprzez Instytut Wschodni w Warszawie i pismo „Prometeusz”, wydawane po francusku w Paryżu.
1 VII 1918 r. przygotowywała się do niepodległości Islandia, oddzielając się od Danii z zachowaniem wspólnego z nią władcy, który 1 XII 1918 r uznał jej niepodległość.
Nową grupę niepodległych państw 1918 roku stanowią te, które powstały, niemal dzień po dniu, w wyniku gwałtownego rozpadu Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Dniem niepodległości Czechów jest 28 X 1918 r., w którym to Austria przyjęła warunki zakończenia I wojny. Niemal natychmiast Sejm i gazety czeskie proklamowały wolne Czechy i Morawy, a tłum opanował zamek Hradczany, symbol niepodległych Czech. Następnego dnia, 29 X 1918 r., Sabor Chorwacji ogłosił w Zagrzebiu rozwiązanie unii z Węgrami, proklamując niepodległość Chorwacji i przyłączenie do niej królestwa Dalmacji.
30 X 1918 r. w Svatym Martinie Turczańskim niepodległość ogłosili Słowacy. Niemal natychmiast, w myśl ugody z Pittsburga, już 5 XI 1918 r. zawarto podległościową unię z Czechami, dając początek Czechosłowacji. Zrealizowano ją dopiero w grudniu 1918 r., wypierając ze Słowacji wojska węgierskie, a ze Spisza i Orawy – polskie. Tego samego dnia co Słowacja wyzwolił się Kraków-Płaszów na krakowskim Podgórzu, a nazajutrz, 31 X 1918 r., cała Galicja.
Na Węgrzech nastąpiła „rewolucja astrów”, która obaliła unię Węgrów z Austriakami. Węgry odzyskali suwerenność, aby 16 listopada ogłosić się republiką. Potraktowane jako oddzielne i przegrane państwo centralne, musieli zapłacić za klęskę Austrii połową swojego terytorium. Stąd dzień zerwania unii z Austrią nie jest dla Węgrów dniem niepodległości ani żadnym świętem. Jest nim dzień 15 III 1848 r. – wybuch powstania Węgrów w czasie Wiosny Ludów.
1 XI 1918 r. wyzwoliła się spod dominacji Austrii Słowenia i jej stolica Lublana, aby utworzyć z Chorwatami wspólne Państwo Słoweńców, Chorwatów i Serbów (bośniackich), zw. SHS. 3 XI 1918 r. polscy żołnierze wracający z frontu albańskiego wyzwolili Sarajewo, dając wolność Bośniakom i Hercegowinianom.
Republika Polska w połowie listopada 1918 roku | Fot. M. Szczepańczyk (CC A-S 4.0, Wikipedia)
11 XI 1918 r. zaś, na dwie godziny przed zawarciem rozejmu na froncie zachodnim o godz. 11.00, około godz. 9.00 rano zawarł rozejm z Niemcami zgrupowanymi w Warszawie Józef Piłsudski, dawny brygadier rozwiązanych w 1917 Legionów Polskich, którego ludzie z Polskiej Organizacji Wojskowej od 10 listopada, w walce, rozbrajali niemiecki garnizon. Zawarty 11 XI 1918 roku rozejm przerywał „Małe Powstanie Warszawskie”, otwartą walkę z Niemcami o stolicę Królestwa Polskiego, które od 14 XI stało się Republiką Polską, a następnie Rzecząpospolitą.
Podobnie do Polski postąpiła Rumunia, wypowiadając Niemcom wojnę ponownie 10 XI po to, by 11 XI zawrzeć z nimi rozejm, razem z całą Ententą. W ten sposób, za cenę jednego dnia wojny tak Polska, jak i Rumunia znalazły się we wspólnym gronie zwycięskich w I wojnie światowej państw i mocarstw. Tydzień później, 18 XI 1918 r. również przeciw Niemcom wystąpili Łotysze, proklamując jednocześnie niepodległość i zjednoczenie swych ziem z trzech krain. W styczniu 1920 r. w wyzwoleniu ostatniej krainy, Łatgalii, dopomogą Łotyszom Polacy.
1 XII 1918 r. niepodległość uzyskała formalnie Islandia jako oddzielne królestwo w unii z Danią, po akceptacji aktu niepodległości z 1 lipca przez króla Christiana X. Ostatecznie świętem dla Islandii stał się dzień 17 VI 1944 – proklamowania Republiki Islandzkiej z jej pełną suwerennością.
Ostatnim narodem wolnym w 1918 r. jest Irlandia, która po krwawo stłumionym wiosną 1916 r. Powstaniu Wielkanocnym zawarła układ z Brytyjczykami, że sprawę jej niepodległości rozstrzygnie wolny Sejm, zwołany od razu po zakończeniu wojny. Tak też się stało i 21 I 1919 r. irlandzki Deal ogłosił niepodległość Republiki Irlandii jako Poblacht na hÉireann. Niestety prowokacje brytyjskie i długa wojna domowa doprowadziły do podziału wyspy i wyodrębnienia tzw. Irlandii Północnej, zwanej odtąd Ulsterem, jako 4. części Zjednoczonego Królestwa. Resztę jako Wolne Państwo Irlandzkie w unii personalnej z Wielką Brytanią ponownie proklamowano suwerennym państwem od 6 grudnia 1922 roku. Dopiero w 1947 r. Irlandia stała się Republiką, zrywając wszelkie więzi z Brytyjczykami. Spór o jej część północną z przerwami trwa do dziś.
Ostatecznie od 6 XII 1917 r. do 6 XII 1922 r. odzyskało niepodległość w Europie w sumie 18 narodów, które łączą podobne okoliczności roku 1918.
Wspólne obchodzenie tak wielkiego dla każdego z tych narodów święta stulecia ma pełne szanse być wydarzeniem w pełni europejskim, zwłaszcza że wielkie rocznice mają to do siebie, że niosą ładunek bezinteresowności i można je albo uczcić i odpowiednio uszanować lub upamiętnić, albo przemilczeć. Są bowiem one w swej istocie niezależne od bieżącej polityki. Z naszej, polskiej strony stulecie może być uczczone i upamiętnione spotkaniem w Warszawie w dniu 11 XI 2018 r. przedstawicieli rządów tych państw, które kultywują swe powstanie od 1918 roku i czczą je świętem państwowym czy narodowym.
Uroczyste obchody mogą mieć miejsce z udziałem tychże przedstawicieli w takich wydarzeniach, jak uroczysta sesja w Sejmie Rzeczypospolitej czy przed grobem Nieznanego Żołnierza na placu J. Piłsudskiego. Wspólne święto można by uczcić uroczystym odsłonięciem miejsc na placach Warszawy, poświęconych upamiętnieniu daty niepodległości tych państw, ozdobionych godłem, herbem lub flagą oraz nazwą każdego państwa w jego języku.
Na każdym takim placu czy skwerze powinna zostać wyeksponowana wystawa czasowa ukazująca drogę każdego z narodów do niepodległości, jak i walkę podjętą dla jej utrzymania. Zostaną w ten sposób uwidocznione zarówno podobieństwa, jak i znaczne różnice, choćby w ilości pokonanych zaborców. W takim zestawieniu polska droga do niepodległości „przez siedem powstań” (od 1794 po rok 1918) nie wypada najgorzej, a rok 1920 pokazuje konieczność wspólnego bronienia wspólnie uzyskanej tak wtedy, jak i dziś niepodległości, zwłaszcza że grupuje ona prawie wszystkie państwa tzw. Międzymorza, od Finlandii po Bośnię.
W sytuacji zagrożenia decyzjami Unii Europejskiej wspólne okazanie sobie szacunku i zainteresowania niepodległością może wytworzyć ze wszech miar pozytywny klimat dla Polski jako państwa rówieśniczego z większością państw Międzymorza, zwłaszcza tych o tradycjach prometejskich. Dziesięć z nich należy do Unii (od Chorwacji po Finlandię).
Wytworzona wspólnota 1918 roku może zaowocować na wielu polach wzajemnego zainteresowania kulturą, etnografią i tradycją patriotyczną każdego z tych narodów, zwłaszcza, że może tym obchodom towarzyszyć festiwal pieśni patriotycznych z okresu walki o niepodległość, jak i udział, choćby w symbolicznym wymiarze, grup rekonstrukcyjnych z tych państw, podobnych do naszych strzelców czy peowiaków. Gotowość już zgłosili Ormianie i Finowie.
Fot. M. Szczepańczyk, Wikipedia
Istnieje historycznie uzasadniona okazja zaproszenia do wspólnych obchodów naszej niepodległości również Francji, ale dzień wcześniej, gdyż 10 listopada 1918 roku proklamowała swą niepodległość Społeczna Republika Alzacji, odrywając się od II Rzeszy, a istniejąc do 22 XI 1918 r. W Warszawie zaś nastąpił tego właśnie dnia powszechny bunt Alzatczyków służących w armii niemieckiej, którzy masowo przeszli na naszą stronę, pomagając naszym przodkom rozbroić Niemców, za co po stu latach należy im się nasza wdzięczność i stosowny pomnik u zbiegu ulic Alzacji i Lotaryngii na Saskiej Kępie, na przedłużeniu ulic Francuskiej i Paryskiej.
W przygotowaniach do wspólnego święta mógłby uczestniczyć „wolontariat niepodległości” młodych ludzi, poznających historię innych, niepodległych jak my państw, i przekazujących ją dalej. W nagrodę powinni mieć możliwość odwiedzenia tych państw, o których niepodległości by się już czegoś dowiedzieli przez spotkania z rówieśnikami z tych krajów.
Trwałą pamiątką tak rozszerzonego święta mogłyby być tzw. „punkty kultury”, które z jednej strony strzegłyby bezpieczeństwa i godnego zachowania placów i skwerów poświęconych niepodległości poszczególnych państw i narodów, z drugiej zaś propagowałyby folklor i kulturę danego kraju w postaci harmonijnego połączenia trzech funkcji: pierwszej – niewielkiego sklepu z książkami i pamiątkami, w tym symbolami narodowymi danych krajów, drugiej – jako sali konferencyjno-wystawowej dla imprez okresowych, takich jak pokazy filmów czy wystawy sztuki oraz trzeciej funkcji – stylowego lokalu, oferującego potrawy i napoje regionalne danego kraju. Czwarta część takiego obiektu byłaby ruchoma, raz kinowa i konferencyjna, raz kawiarniana.
Punkty, obsługiwane przez młodzież ze wszystkich tych krajów, mieszkającą w górnej części takiego obiektu, pozwoliłyby utworzyć zgraną grupę osób, która poznałaby z autopsji zarówno ludzi, jak i obyczaje w miarę możliwości wszystkich tych krajów. Dwuletni wolontariat, dający możliwość zarobienia pracą na swoje utrzymanie, z zachowaniem wszystkich praw socjalnych, połączoną z poznaniem podobnych do siebie narodów czy państw, zdecydowanie trwalej zbliżyłby nasze narody niż najbardziej huczne obchody. Podobieństwo losów wytworzyłoby wzajemną solidarność młodych ludzi, promując szacunek i patriotyzm ich postaw.
Uroczystym obchodom i wizycie premierów, a być może głów tych państw, mogłoby towarzyszyć przygotowanie i wspólne podpisanie „Międzynarodowej konwencji o wzajemnej ochronie dobrego imienia”, z projektem której to Konwencji zwróciła się do nas patriotyczna część społeczeństwa Armenii, nawzajem zainteresowana obroną pamięci ofiar Genocydu z 1915 r., nazwanego w Armenii „Wielkim Złem” – „Jedz Megern”.
Polski rząd 1918 | Fot. Wikipedia
Odbiorcą tych propozycji w Polsce jest Krąg Pamięci Narodowej, założony niegdyś przez Stefana Melaka i ks. Kasprowicza do obrony pamięci ofiar Katynia, a których dzieło kontynuuje do dziś brat Stefana, poseł na Sejm RP Andrzej Melak. Przykład Konwencji, zawierającej zaledwie dwa zdania o wyrzeczeniu się przez jej sygnatariuszy obojętności wobec fałszu w historii i wzajemnym powiadamianiu o jego zaistnieniu gdziekolwiek na świecie, wytworzyłby w sercu Europy strefę „wolną od kłamstwa”, w której nie pojawiałyby się już nigdy bezkarnie „polskie obozy śmierci” czy „polscy faszyści”.
Państwa poza tą strefą siłą rzeczy tworzyłyby „strefę kłamstwa”, czy też jego bezkarnej tolerancji, co już byłoby ujmą. Może to niewiele, ale nastąpiłoby trwałe zespolenie działań dla wzajemnej obrony godności narodowej przed bezkarnością i zorganizowanemu oraz notorycznemu kłamstwu i jego inspiratorom.
„Państwa ‘18 roku” posiadają ogromny potencjał nie tylko patriotyzmu i odwagi wobec oskarżeń o „niepoprawność polityczną”, ale i ukrytą siłę wspólnego bronienia tych wartości, które dały im przed stu laty tę właśnie niepodległość, a które my w Polsce nazywamy – za Marszałkiem – imponderabiliami.
Wspólne obchody, zrealizowane choćby tylko w jednej przedstawionej tu dziedzinie, zademonstrują całej Europie, że wszystkie jej narody w którymś momencie swych dziejów też wybijały się na niepodległość i że Europa 1918 roku to prawie połowa jej państw; że są narody, które nadal jeszcze oczekują swojego dnia niepodległości; że nie zakończył się ostatecznie, mimo licznych proklamacji, proces upodmiotowienia się wszystkich narodów, zapoczątkowany Wiosną Ludów 1848 r. Ważne jest, aby Polska była wśród młodszej jej połowy, tej z 1918 r.
UZYSKANIE NIEPODLEGŁOŚCI PRZEZ NARODY 1918 ROKU
12 XI/25 XI 1917 KRYM
6 XII 1917 FINLANDIA
9 I/22 I 1918 UKRAINA
11 I/24 I 1918 MOŁDAWIA
16 II 1918 LITWA
24 II 1918 ESTONIA
25 III 1918 BIAŁORUŚ
26 V 1918 GRUZJA
28 V 1918 ARMENIA
28 V 1918 AZERBEJDŻAN
1 VII 1918 druga niepodległość
28 X 1918 CZECHY
29 X 1918 CHORWACJA
30 X 1918 SŁOWACJA
31 X 1918 WĘGRY – suwerenność
1 XI 1918 SŁOWENIA
3 XI 1918 BOŚNIA i HERCEGOWINA
11 XI 1918 POLSKA
18 XI 1918 ŁOTWA
1 XII 1918 ISLANDIA
21 I 1919 IRLANDIA
6 XII 1922 WOLNE PAŃSTWO IRLANDZKIE
Artykuł Krzysztofa Jabłonki pt. „Memoriał w sprawie obchodów stulecia niepodległości 18 narodów” znajduje się na s. 1, 4 i 5 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Krzysztofa Jabłonki pt. „Memoriał w sprawie obchodów stulecia niepodległości 18 narodów na s. 1 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Wielkie zadania na rok 2018 – zrozumienie istoty niepodległości, zrozumienie, że polskość to absolutna normalność, odróżnienie niepodległości od wasalstwa wobec Brukseli, ugruntowanie patriotyzmu.
Paweł Bortkiewicz TChr
Nie ukrywam, że mam sporą trudność we wskazaniu znaczących wydarzeń w Wielkopolsce i Poznaniu w 2017 r. Za takie bowiem trudno mi uznać na przykład promowanie Poznania jako „miasta otwartego i tolerancyjnego”, czego wyrazem był udział urzędnika państwowego, jakim jest prezydent miasta, w hucpach pod tytułem Marsz Równości czy Kongres Kobiet. Pedałowanie na rowerze i zacieśnianie współpracy ze Słupskiem czy p. Biedroniem jest być może wzruszające w pewnych kręgach, ale niekoniecznie ociera się o sens.
W tej sytuacji wydarzeniem poznańskim realnej rangi jest w moim odczuciu wydobycie i ocalenie pamięci o postaci abpa Antoniego Baraniaka, męczennika doby komunistycznej. Wyrazem tego były podpisy zebrane w sprawie wszczęcia procesu beatyfikacyjnego, ogromna promocja tej postaci za sprawą m.in. filmu p. Jolanty Hajdasz i wreszcie ogłoszenie 7 października przez obecnego Metropolitę Poznańskiego wszczęcia procesu beatyfikacyjnego.
Wydarzeniem bardzo znaczącym jest oczywiście celebracja 99 rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Ona w sposób naturalny otwiera na nadzieje roku 2018 – roku 100-lecia odzyskania Niepodległości.
Polonia Restituta… Dziś takie rozumienie Polski jest chyba równie aktualne, co przed laty, choć z innych powodów. Potrzeba odrodzenia Polski, zrozumienie istoty niepodległości, zrozumienie, że polskość to absolutna normalność, odróżnienie niepodległości od uległości wasalskiej wobec Brukseli, ugruntowanie patriotyzmu – historycznego, gospodarczego, ekonomicznego, politycznego – to wielkie zadania na rok 2018. I nadzieje, które niech się spełnią.
Felieton Pawła Bortkiewicza TChr pt. „Z nadzieją w 2018” znajduje się na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Felieton Pawła Bortkiewicza TChr pt. „Z nadzieją w 2018” na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Czy warto i czy można rozsądnie rozprawiać o sławetnej „masonerii” jako o odrębnym bycie? Mówi się – nie bez racji, choć pewnie nie do końca słusznie – że kapitał ma narodowość. Ma ją i masoneria.
Onegdaj – za wyborów 2015 roku – częstą lekturą wielu Polaków były „Prawicowe dzieci”, książka pana Leszka Misiaka, dziennikarza poróżnionego z Niezależną, a przygarniętego przez innych mecenasów („Warszawską Gazetę”, co dość znamienne). Związany dziś z „Warszawską”, autor ten specjalizuje się w atakach na ministra Macierewicza. W książce „Prawicowe dzieci” Leszek Misiak stwierdził, że zamach w Smoleńsku dziełem Rosji najpewniej nie był; natomiast nie da się wykluczyć, że zorganizowała go masoneria, i to rytu szkockiego (czy jakoś tak; dokładnego cytatu nie przytoczę). Tak, tak. Rytu z Madrytu. Zrytu beretu.
Dziwaczna wypowiedź Leszka Misiaka spotkała się z zasłużonymi salwami śmiechu publiki. A jednak ta i inne podobne wypowiedzi bywają czasem powtarzane, jako że oskarżanie o wszystko „mazonerii” jest – wśród starszych zwłaszcza Polaków – równie częste, jak oskarżanie „Rzyduf” bądź nawet z nim wymienne.
Z opowieściami o „mazonach” (jak i o „rzydah”) przychodzą czasem różni ludzie. Kwitowanie tych opowieści szyderstwem albo uśmieszkiem niepotrzebnie zostawia idiotom i agentom nadzieje na szerszy posłuch.
Śmiech śmiechem, ale wypadałoby choć pokrótce opisać, na czym polega nonsens takich oskarżeń. Czytelnik uważny powinien zrezygnować z dalszej lektury tego artykułu, jest on bowiem przeznaczony dla tych, co zawsze wiedzieli, ale nie chcieli pytać.
Rozbierzmy więc sobie tu z powagą tezę, dlaczego „masoni” dowolnego rytu nie dokonali i nie mogli dokonać zamachu na delegację polską w Smoleńsku w 2010 roku.
Masoneria to niewątpliwie i w odróżnieniu od np. „chemtrails” zjawisko realne albo zespół zjawisk, organizacji, ludzi istniejących w świecie realnym, a nie wyłącznie urojonym. Wiedzę o masonerii – jak i, na przykład, o ludobójstwie na Wołyniu – czerpiemy nie z wrzutek trolla na fejsie, nie z nie wiadomo przez kogo założonych i finansowanych serwisów internetowych; nie z gazet (zwłaszcza „Warszawskiej Gazety”) ani telewizji; nie od blogerów (łącznie z niżej podpisanym). Czerpiemy ją z publikacji znajdujących się w uniwersyteckich bibliotekach. Są to publikacje opatrzone wstępem, definicjami pojęć, przypisami, bibliografią itp. Czasem bardzo obszerne.
Napisałem „czerpiemy”? Stop… Wróć. O ile publikacje o zjawiskach masowych, będących udziałem wielkich mas ludzkich, zostawiających ogromną ilość świadectw (dokumentów, relacji itp.) to źródło wiedzy w miarę, powiedzmy, bezpieczne, to z masonerią jest inaczej. Zachowane źródła siłą rzeczy będą dotyczyły węższych grup ludzi, poczynań czy praktyk niejawnych itp. Pokusa subiektywizmu – lub po prostu propagandy vel zwyczajnie kłamstwa, tak czy owak obecna wszędzie, tu siłą rzeczy jest proporcjonalnie większa. Akademicka ranga rzetelnej wiedzy wciąż jest wymagana (innej zresztą, powiedzmy, nie ma) – warto jednak zachować sceptycyzm i mieć świadomość pułapek i intelektualnego pola minowego. Kto chce, niech próbuje.
Znaczyłożby to, że przed nami, nie dysponującymi czasem i skazanymi na fejsa i sieć lajków, na zawsze już zatrzaśnie się wieko tajemnicy? Że na zawsze już tajemnicą pozostaną dla nas sprawy wazonów z trytu i Madrytu? Któż osuszy nam łzy sieroce? Proponuję, by uczynił to Józef Piłsudski ;))
Jak wiemy, Polska Niepodległa wyłaniała się w walce, a endecy do dziś nazywają piłsudczyków „bandytami”, co to z rewolwerem w ręku rabują banki. Ludzi tych, z samym Piłsudskim na czele, cechowało pewne zdecydowanie w działaniu wynikające z ich losów.
Generał Lucjan Żeligowski dostał od Piłsudskiego rozkaz zajęcia Wileńszczyzny i upozorowania budowy nowego państwa, Litwy Środkowej, którą po pewnym czasie – gdy zmniejszyły się przewidywane dla Polski koszty polityczne tego przedsięwzięcia – włączono do Polski. Wyrazem zdecydowania było i samo przejęcie władzy w 1926 r. Wywiad polski – jeśli nie zwyczajnie policja – infiltrował zdelegalizowaną „Komunistyczną Partię Polski” tak skutecznie, że Stalin uznał, iż polscy towarzysze do tego stopnia są niewiarygodni, że należy ich wszystkich wymordować – i jął energicznie realizować tę decyzję.
Posunięciem pod względem zdecydowania wręcz gangsterskim były składane od 1934 r. kilkakrotnie w Paryżu propozycje wojny prewencyjnej przeciw Niemcom. Mówi się, że propozycje polskie zmierzały głównie do ustalenia wiarygodności sojuszniczej Francji; gdyby jednak Francuzi miast samobójczej bierności rozsądnie je przyjęli, mogły zapoczątkować europejską grę przyspieszającą lub opóźniającą II wojnę światową, a w każdym wypadku zmieniającą jej warunki i układ sił. Lub ją uniemożliwiającą.
Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. tajne organizacje w Polsce zostały zakazane (nie wiem, czy dotyczyło to i masonerii), ale zakazu podobno nikt nie przestrzegał. Po roku 1926 podobno przestrzegał lub przynajmniej starał się to pozorować. I oto pewnego dnia Piłsudski lub ktoś z jego otoczenia dostrzegł, że sektę takich, co chodzą w fartuszkach i wspólnie śpiewają szanty lub modlą się do Azraela albo jakiegoś innego Beliala, wykorzystać można w interesie państwa polskiego. Tym bardziej, że do sekty należały rozmaite ważne persony tak zwanych „demokracji” bardziej zaawansowanych niż nasza, w tym ministrowie, członkowie rodzin panujących i tu i ówdzie jakiś premier, były lub przyszły.
Stosowne rozkazy padły i oto już wkrótce nienagannymi masonami zostali stosownie zalegendowani oficerowie Dwójki – wydziału II sztabu generalnego, czyli polskiego wywiadu. Nie znam szczegółów pracy polskiego wywiadu na odcinku fartuszkowym ani jej efektów – pewnie oszałamiające nie były. Pracę tę charakteryzowała też pewna zmienność, a masonów w Polsce niepodległej na przemian a to goniono, a to hołubiono.
Każdemu nasunie się tu naturalne pytanie, skąd niby wiadomo, że to polski wywiad, przynajmniej w interesujących go sprawach, kręcił masonami w Polsce, a nie na odwrót – masoni wywiadem? Czy to pies macha ogonem, czy na odwrót – ogon psem? A dokładniej: kto w danym wypadku jest psem, a kto ogonem?
Odpowiedź bynajmniej nie jest prosta i wymaga uważnego i sceptycznego rozważenia poszlak. Nie jest prosta nawet dla samych uczestników wydarzeń. W książce opublikowanej kilka lat temu w Polsce niemiecki dziennikarz Jurgen Roth opisuje raport wywiadu niemieckiego (BND) o „polskim polityku”, który zlecić miał zamach w Smoleńsku jakoby bezpośrednio znanym sobie i wymienionym przez Rotha z nazwiska oficerom KGB. Naturalnie, zlecanie czegokolwiek oficerom KGB bez wiedzy rządu Rosji możliwe nie jest. Ba – nie jest możliwe przede wszystkim bez i aktywnego udziału tego rządu, i samej inicjatywy z jego strony, jakkolwiek pomyślnie Rosjanie by ją maskowali przed owym nieszczęsnym, co pewnie do dziś wyobraża sobie, że to on merdał Rosją, a nie Rosja nim.
Być może, nie wolno lekceważyć panów w fartuszkach. Ani trochę bardziej niż owego „polskiego polityka”, co myśli, że merdał Rosją. Ze zmienności przygód polskiego wywiadu z masonerią zdaje się logicznie wynikać, że nie udało mu się – zresztą ani tego mógł, ani nawet chciał – sekty tej infiltrować tak zupełnie, jak infiltrował KPP. Ale… spytajmy prostolinijnie – właściwie dlaczego?
Ano… Czy nie dlatego, że na pomysł infiltracji nie wpadła tylko Dwójka? Czy na pomysł taki nie mogły wpaść i nie wpadły wywiady inne? Sowiecki, niemiecki, brytyjski i każdy inny, który chciał?
Czy w takim razie warto i czy można w ogóle rozsądnie rozprawiać o sławetnej „masonerii” jako o odrębnym bycie, a nie jeszcze jednej dekoracji, rozrywce nędznych, głupich i próżnych? Podatnych na szaleństwa i na merdanie? Czy nie jest ona tedy – w interesujących nas dziedzinach – zwyczajnie wypadkową gry polityków i wywiadów państw? Wypadkową konfrontacji interesów państw? Jak wszystko inne?
Mówi się – nie bez dużej dozy racji, choć pewnie nie do końca słusznie – że kapitał ma narodowość.
O konsekwencjach odwołania Antoniego Macierewicza z funkcji ministra obrony dla prowadzenia śledztwa smoleńskiego rozmawialiśmy z Andrzejem Melakiem, którego brat zginął w Katastrofie Smoleńskiej.
Zdaniem Andrzeja Melaka posła Prawa i Sprawiedliwości były Minister Obrony Narodowej powinien dalej czuwać nad wyjaśnieniem katastrofy prezydenckiego Samolotu Tu-154 w Smoleńsku – Nie chcę oceniać politycznie tych zmian. Myślę, że były głęboko przemyślane i mają poprawić działania „dobrej zmiany”. Pan minister Macierewicz jest zaangażowany w wyjaśnianie Katastrofy Smoleńskiej i był osobą, która jako jedna z pierwszych podjęła ten trud. Pan minister jest zbyt odpowiedzialnym obywatelem, by zrezygnować w pół drogi z tego, co już jest niemalże na finiszu.
Myślę, że to są insynuacje i plotki, że minister nie dokończy wyjaśniania katastrofy. Jestem za tym, żeby minister Macierewicz dokończył prowadzenie śledztwa – podkreślił Poseł PiS.
Andrzej Melak, brat śp. Stefana Melaka poległego w Smoleńsku, działacza opozycyjnego z okresu PRL oraz przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, jednoznacznie podkreślił, że to Antoni Macierewicz powinien ogłosić ostateczne wnioski specjalnej podkomisji ds. wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej – Wierze w mądrość pana ministra Macierewicza, że zrozumiał i pogodził się z tym, co zaszło. Tu najważniejsze nie są sprawy personalne tylko Polska. Minister Macierewicz, który jest na pewno państwowcem, i walczył o Polskę przez tyle lat, nie zrezygnuje ze tego, co się teraz dzieje [w Polsce] i będzie walczył na innym odcinku.