Walec postępu przyśpiesza. Wiwisekcja akademickiej degrengolady / Herbert Kopiec, „Śląski Kurier WNET” nr 68/2020

Czyżby minister Gowin – w sposób świadomy (?) – wałęsizną: „jestem za, a nawet przeciw” – oswajał nas z tzw. orwellowskim dwójmyśleniem? Czyżby nie dostrzegał w tym lekceważącego stosunku do rozumu?

Herbert Kopiec

Walec postępu przyśpiesza…

Wiwisekcja akademickiej degrengolady

Po 29 latach nienagannej pracy pani profesor Ewa Budzyńska (socjolog i psycholog) z Uniwersytetu Śląskiego poinformowała, że wraz z końcem semestru (23.02. 2020) na znak protestu kończy swoją karierę zawodową na tej uczelni.

Postanowiła złożyć na ręce rektora wypowiedzenie z pracy w związku z poddaniem jej szykanom ze strony władz Uniwersytetu Śląskiego, m.in. za wykłady poświęcone propagowaniu tradycyjnego modelu rodziny. W atmosferze niewielkiego zainteresowania najbliższego środowiska (natomiast w internecie zrobiło się głośno) wywiesiła białą flagę. Poddała się w gruncie rzeczy bez walki już w pierwszej rundzie rozkręcającej się dopiero bijatyki. Narzuca się pytanie: czy postąpiła roztropnie, czy aby się zbytnio nie pośpieszyła ze swoją decyzją?

Zanim z perspektywy postawionych wątpliwości przyjrzymy się sprawie bliżej, przywołajmy spostrzeżenie natury ogólnej, które odnosi się do dość powszechnie podzielanego dziś przeświadczenia, że w ramach rozlewającej się po Europie rewolucji kulturowej mamy do czynienia z anarchizowaniem/destablizowaniem społeczeństwa poprzez banalizowanie m.in. hipokryzji i cynizmu. Oto przecież wyszło na to, że w czasach pysznie propagowanej hipertolerancji, wbrew obowiązującej (?) dyrektywie, że „nie wolno nikogo dyskryminować” – siły postępu zakorzenione w Uniwersytecie Śląskim uznały, że prof. Budzyńska wykazuje zbyt mało entuzjazmu dla cywilizacyjnego/obyczajowego postępu, pojmowanego jako powolny (póki co jeszcze bezkrwawy) proces mający doprowadzić do tzw. zmiany społecznej, czyli najogólniej rzecz biorąc, postawienia na głowie świata funkcjonującego w oparciu o tradycyjne wartości.

Trzeba przyznać, że rzeczywiście tradycyjna rodzina (składająca się z ojca, matki i dziecka) i chrześcijaństwo, w tym zwłaszcza Kościół katolicki (choć ostatnio już nie zawsze) stoi owemu postępowi na przeszkodzie. Bóg zawadza więc lewackim humanistom, którzy najwyraźniej padli ofiarą własnego histerycznego optymizmu postawienia CZŁOWIEKA w miejsce Boga.

Nie może więc specjalnie zaskakiwać, że prof. Ewa Budzyńska, która na wykładach, najogólniej rzecz ujmując, broni obecności Bożej w ludzkim życiu (tak to przynajmniej wygląda w świetle informacji pochodzących z różnych źródeł), oczekuje na rozprawę przed uniwersytecką Komisją Dyscyplinarną. Jej termin wyznaczono na 31.01.2020. Werdykt Komisji już niczego nie zmieni w życiu zawodowym Budzyńskiej, a mimo to pokibicuję kłopotom pani profesor z pozycji starszego kolegi. Mam bowiem za sobą koszmar podobnych doświadczeń, zafundowanych mi swego czasu przez siły lewackiego postępu za pośrednictwem Komisji Dyscyplinarnej ds. Nauczycieli Akademickich jednej ze śląskich uczelni.

O co poszło?

W rozmowie z redaktorem Gromadzkim w Telewizji Republika obwiniona prof. Budzyńska wyjaśniła, że w tym wszystkim, co ją spotyka ze strony uniwersyteckich humanistów, najwyraźniej chodzi o wykluczanie z uczelni tych zajęć i tych wykładowców, którzy nie utożsamiają się z lewicowymi ideologiami. Trafiła oczywiście w sedno. Ponad wszelką wątpliwość mamy do czynienia ze starą śpiewką, przećwiczoną już na Zachodzie z fatalnym skutkiem dla zachowania tradycyjnego, sensownego ładu społeczno-moralnego. „Jeśli ktoś jest radykalnym katolikiem, no to oczywiście musi też być homofobem i antysemitą (…) jeszcze zabrakło jakiegoś faszyzmu – mówi prof. Budzyńska, nie skrywając, że przeżywa z tego powodu jako nauczyciel akademicki trudny okres w swoim życiu. Jest Jej najzwyczajniej przykro, zwłaszcza że i studenci mają do niej pretensje, choć przyznaje, że są pośród nich i tacy, którzy deklarują, że są gotowi wziąć ją w obronę. Natomiast w szerzej pojętym środowisku uczelnianym (poza solidarną reakcją bezpośredniego przełożonego) zaległa, niestety, cisza.

Czym skorupka za młodu nasiąkła

Trudno się poniekąd dziwić, że ów radykalny katolicyzm i związane z nim konserwatywne, tradycjonalistyczne ciągotki prof. Budzyńskiej nie spodobały się postępowym, lewackim władzom śląskiej uczelni, zwanej ongiś „czerwonym uniwersytetem”. Obserwacje wskazują, że na uznanie w śląskiej Alma Mater mogą liczyć uczeni radykalnie lewicowi, postrzegający konserwatyzm w każdej postaci jako „coś, co już odeszło”. Dość powiedzieć, że „olbrzym polskiej pedagogiki i jej odnowiciel”, wyróżniony doktoratem honorowym UŚ prof. Zbigniew Kwieciński (promocja w 2014 r.), zapytany ostatnio o swoje związki z pedagogiką konserwatywną, wyznał (2019 r.), że nie posiada w tej dziedzinie żadnych kompetencji. „Ja się na tym nie znam” – dodał z rozbrajającą szczerością. Prof. Budzyńska „się na tym zna” i właśnie objęta została postępowaniem rzecznika dyscyplinarnego Uniwersytetu Śląskiego – prof. Wojciecha Popiołka – „w związku z podejrzeniem popełnienia czynów, które naruszają obowiązki i godność nauczyciela akademickiego”.

Trzeba przyznać, że brzmi to groźnie… Jestem jednak przekonany, że wciąż zbyt mała jest świadomość, iż na dłuższą metę znacznie groźniejsza jest wzmiankowana cisza wokół tego skandalu w najbliższym otoczeniu konserwatywnej socjolożki.

Bez ryzyka popełnienia błędu da się powiedzieć, że utytułowana społeczność uczonych w obawie o własną skórę nabrała wody w usta, udając, że nic się nie stało. Myślę, że ta postawa jest prawdziwym powodem nas wszystkich do strachu. Wszak każda wspólnota dla swojego normalnego rozwoju potrzebuje elit, które wyznaczają i chronią standardy przyzwoitego zachowania jej członków.

Cóż takiego przeskrobała pani profesor, czym naraziła się uniwersyteckim władzom? Ano prof. Budzyńska, absolwentka KUL, poniekąd sama zgotowała sobie taki los, skoro mówi, że „bardzo negatywnie ocenia ideologię gender” i podkreśla, że zawsze mówi o gender jako ideologii, czyli całkowitym przekreśleniu podstaw biologicznych naszej płciowości. „Z jednej strony – słusznie zauważa brak konsekwencji obwiniona prof. Budzyńska – uważa się, że płeć staje się sprawą do wyboru, ale z drugiej strony, jeśli przychodzi co do czego, np. do płacenia alimentów na dziecko, to nagle okazuje się, że plemnik (podarowany przez dawcę – chodzi, przypomnijmy, o związek lesbijek) ma jednak swoją płeć i w związku z tym chce się pozyskać alimenty od owego dawcy plemnika”. I trudno nie przyznać jej racji. Jakoż sprawa mocno się komplikuje w świetle zaskakującego stanowiska, jakie zajął ostatnio w analizowanej kwestii minister nauki i szkolnictwa wyższego, wicepremier Jarosław Gowin: „Położę się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował ograniczać wolność słowa zwolennikom ideologii gender (Radio Zet, 04.11. 2019).Ta sympatia ministra Gowina do zwolenników ideologii gender zaskakuje, gdyż jeszcze niespełna dwa miesiące wcześniej na pytanie, czy ideologia gender to zagrożenie dla Polski i polskich rodzin – odpowiedział: „To jest ideologia – w moim przekonaniu – sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem i też z tradycyjnymi polskimi wartościami. Natomiast wierzę, że polskie społeczeństwo jest na tyle zdrowe moralnie i przywiązane do tych tradycyjnych wartości i zdrowego rozsądku, że ta ideologia nie będzie się szerzyć”.(Radio Zet, 17.09.2019). Przykład ongiś religijnej Irlandii jakoś nie zaniepokoił (choć wydawałoby się, że powinien) i nie zmącił dobrego samopoczucia ministra rządu dobrej zmiany. Czyżby więc minister Gowin – w sposób świadomy (?) – słynną wałęsizną: „jestem za, a nawet przeciw” – oswajał nas, konserwatywnych zacofańców, z tak zwanym orwellowskim dwójmyśleniem? Czyżby minister nie dostrzegał w tym lekceważącego stosunku do rozumu?

Sięgam do intuicji konserwatywnego (bo bywają już też kapłani lewicujący) ks. prof. Tadeusza Guza (A. Ciborowska, „Nasz Dziennik”, kwiecień 2019) i aż mnie korci, żeby zapytać pana ministra, czy można sensownie żyć zgodnie z wolą Boga-Stwórcy, stojąc w rozkroku pomiędzy prawdą o tym, od kogo pochodzi wszechświat, człowiek i prawo, a zafałszowaniem tej prawdy? Czy da się żyć zgodnie z wolą Boga, stojąc pomiędzy Bogiem a siłami struktur zła, narzucającymi własną religię – tzw. humanistyczną, z jej rzekomo „zbawczą wiedzą” i z jej człowieczeństwem wypatroszonym z sumienia?

Czy można służyć Bogu, wysługując się Jego wrogom? Nie znamy odpowiedzi ministra rządu dobrej zmiany na te pytania, ale mam poczucie, że mogłem nimi pogłębić stan bezradności niejednego akademika.

Jednego wszelako można być pewnym: gdyby ów stan bezradności wyrażał się w znanym powiedzeniu „bądź mądry i pisz wiersze”, to siły postępu będą odradzać ucieczkę w poezję, zachęcą natomiast, aby zasilić ich szeregi wprzęgnięte w przeprowadzanie bezrozumnej, choć niewinnie brzmiącej zmiany społecznej. Nie dziwi też, że oberwało się pani profesor Budzyńskiej za to, że nie pochwala i nie aprobuje żłobków. Najlepszym środowiskiem dla dziecka – dowodzi konsekwentnie – jest tradycyjna rodzina: pełna i połączona trwałymi więziami. A co na to studenci?

Studenci skargę piszą…

Posłuchajmy jej dosłownego brzmienia: „Na wykładach i ćwiczeniach prof. Budzyńska wypowiadała się o osobach nieheteroseksualnych, stygmatyzując je negatywnie. Podkreślając, że normalna rodzina składa się zawsze z mężczyzny i kobiety. Jesteśmy oburzeni taką postawą. Nie zgadzamy się na żadną dyskryminację. W naszej grupie są osoby nieheteroseksualne, które poczuły się mocno dotknięte zaistniałą sytuacją. Homoseksualizm został przecież usunięty przez WHO w 1992 roku z międzynarodowej statystycznej klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych. Uważamy, że obowiązkiem wykładowczyń i wykładowców jest szerzenie tolerancji i akceptacji, aby wszyscy studenci czuli się bezpieczni”.

Mam poczucie, że brzmi mi to jakoś bardzo swojsko, skreślone na to samo, znane mi kopyto. I rzeczywiście. Oto mam przed sobą dwustronicowe pismo (z dnia 28.02.2011) studentów Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości (GWSP) skierowane do rektora uczelni. Pismo (anonim) zachowało się w moim prywatnym archiwum. Studenci proszą w nim o „interwencję w sprawie Pana Doktora Herberta Kopiec”, (…) bo są „zszokowani poziomem nauczania, jaki tenże reprezentuje. To wstyd – piszą – że na szanującej się uczelni pracuje i naucza osoba, która jest ewidentnym homofobem i fanatykiem religijnym.(…) skandalem jest, że dla Doktora tylko chrześcijaństwo jest jedyną i pożądaną religią (…). Doktor jest osobą nietolerancyjną, ewidentnie uprzedzoną do homoseksualistów i do osób innej wiary. (…) poprzez swoje konserwatywno-chrześcijańskie poglądy, wygłaszane głośno i dobitnie rani uczucia studentów (…). Przykro tego wszystkiego słuchać, tym bardziej, że na auli pośród nas znajdują się osoby z różnym bagażem doświadczeń życiowych, różnej wiary, zapewne także różnej orientacji seksualnej”.

Niezły ze mnie gagatek, co? Mimo że studenci/autorzy pisma (przytoczyłem z niego zaledwie część zarzutów) woleli pozostać anonimowi – rektor uczelni (notabene – jak się później okazało – tajny współpracownik SB) nadał mu urzędowy bieg i status. Co istotne, owo pismo zostało wykorzystane w misternej operacji wyrzucania mnie z pracy. Dramaturgia z tym związana (uchwycona w dokumentach sądowych, np. degrengolada moralna świadków w postępowaniu sądowym itp.) zawiera sporo pouczających wątków zasługujących na to, aby o nich kiedyś opowiedzieć. Dziś poprzestańmy jedynie na odnotowaniu, że:

Gliwiccy humaniści przegrali proces!

W dokumencie pt. Wyrok w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (28 marca 2014 roku) stwierdza się: „Sąd Rejonowy w Gliwicach Wydział VI Pracy i Ubezpieczeń Społecznych po rozpoznaniu sprawy z powództwa Herberta Kopca przeciwko Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości o przywrócenie do pracy (…) przywraca powoda do pracy u pozwanej na dotychczasowych warunkach pracy i płacy” (Sygn. akt VI P 646/12). Gdyby ktoś zapytał, po co mu tym wszystkim zawracam głowę, śpieszę z odpowiedzią: rośnie tempo ludzkiej żeglugi w stronę degrengolady, stąd nigdy za dużo przypominania, że złu trzeba się sprzeciwiać zawsze.

Antoine de Saint-Exupery pisał, że „znosić podłość jest sposobem, aby ją zniszczyć”. Słowem: Drogi Czytelniku, jeśli się (nie daj Boże!) znajdziesz na celowniku zdemoralizowanych sił postępu, nie wywieszaj zbyt pochopnie białej flagi…

Podzwonne dla Rogera Scrutona (1944–2020)

Motto:

„Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was” (Mt 5,11).

Na celowniku humanistycznych sił postępu niewątpliwie znalazł się zmarły w styczniu tego roku konserwatywny filozof Roger Scruton. Był w czasach rosnącego szaleństwa znakomitym obrońcą zdrowego rozsądku. Nie muszę zapewniać, że nam, zacofanym moherowcom, będzie go bardzo brakowało, bo nikt lepiej od niego nie potrafił w kilku słowach obalać lewackich frazesów związanych z ideologicznym nonsensem i uchwycić rozległych destrukcyjnych procesów społecznych, które odczuwają konserwatyści na całym świecie.

Wśród histerycznych wrzasków, rozlegających się spod sztandarów sił postępu, stwierdził kiedyś, że „walka z mową nienawiści polega na przypisywaniu własnej nienawiści przeciwnikom politycznym”. Oczywiście nie darowano mu tego. Spotkała go za to fala oszczerstw, pośród których „mowa nienawiści” pojawiała się najczęściej. Gdy mówił i pisał o swoim przerażeniu częstym zmienianiem partnerów i zachorowalnością na AIDS przez homoseksualistów, został nazwany homofobem (J.A. Maciejewski, „Sieci” 4/2020). Gdy prezydent Andrzej Duda dekorował go (czerwiec 2019) Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP, w Wielkiej Brytanii trwała absurdalna nagonka na tego konserwatywnego filozofa, wywołana przez skandaliczną manipulację jego wypowiedzią w wywiadzie dla „New Statesman”. Na uroczystości dekoracji Scrutona w pałacu prezydenckim nie było brytyjskiego ambasadora. Został zaproszony. Nie przybył – gorzko wspominał o tym Scruton – gdyż był w tym samym czasie niezwykle zajęty promowaniem udziału brytyjskiej ambasady w warszawskiej paradzie równości (Ł. Warzecha, „Do Rzeczy”, nr 4, 2020).

W przedmowie do Pożytków z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei (Zysk i S-ka, 2012) Scruton pisał: „Temat zbiorowego bezrozumu ludzkości nie jest nowy i można sobie zadać pytanie, czy da się coś dodać do opublikowanego w 1852 roku znakomitego przeglądu tego zagadnienia autorstwa szkockiego poety Charlesa Mackaya pt. Niezwykle popularne złudzenia i szaleństwa tłumów. Okazuje się, że wszystkie zjadliwie opisane przez Mackaya zjawiska proroctw, zabobonów, polowań na czarownice, z głupawym idealizmem obecnym we wszystkich nurtach politycznych występują nadal z taką samą częstością i gorszymi skutkami („Do Rzeczy”, op. cit.).

Francuski filozof Henri Bergson (1859–1941) w swoim eseju z 1900 roku pt. Śmiech opisał, jak działa ZŁO: „Obniżanie prestiżu wszystkiemu, co jemu (złu) przeciwne. Rozzuchwalona, ostentacyjna przeciwnormalność. Wskazywanie rzekomo nowych rozwiązań społecznych, a w rzeczywistości krzewienie nędzy moralnej pod kostiumem pychy, władzy, zadufkostwa. Swobodne przyzwalanie na triumf nonsensu. Melancholijna zaduma nad donkiszoterią (…) urągającą rozumowi, silącą się na pozorne przekraczanie granic ludzkich możliwości. Zaciekłość wobec niedającego się ujarzmić ducha ludzkiego, który wciąż powstaje, mimo iż wciąż ponosi klęskę”.

Czyż nie jest przyzwalaniem na urąganie rozumowi argumentacja, stojąca przecież w niezgodzie z biologią, a dotycząca rzekomego istnienia 54 płci? Czyż owa zaciekłość wobec nie dającego się ujarzmić ducha ludzkiego nie jest reakcją na ewangeliczne zapewnienie bliskie sercu każdego katolika, że Kościół nie umrze, bo obiecał nam to Chrystus Pan?

PS

Prof. Budzyńska postawione jej zarzuty uznała za absurdalne. Nie przyznaje się do nich. Uważa je za „krzywdzące, niesprawiedliwe i nie mające pokrycia w rzeczywistości”. Złożyła merytoryczne wyjaśnienia, które, niestety, nie zostały przyjęte. Rzecznik dyscyplinarny uznał je za niewiarygodne i wystąpił do komisji dyscyplinarnej o karę nagany. W oburzających prof. Budzyńską stwierdzeniach pomieszczonych na końcu wniosku (który liczy 30 i pół strony) w punkcie 98 rzecznik dyscyplinarny napisał, że „wymierzenie obwinionej stosunkowo łagodnej kary nagany będzie stanowiło adekwatną dla czynu obwinionej karę, a także wyraz prewencji ogólnej i prewencji szczegółowej”. Podkreślił nadto, że „w środowisku akademickim nie mogą być akceptowane takie zachowania, jakie przypisywane są obwinionej”.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Walec postępu przyśpiesza” znajduje się na s. 5 „Śląskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł Herberta Kopca pt. „Walec postępu przyśpiesza” na s. 5 „Śląskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Historia Polski jest za ciężka dla jednego człowieka / Bernard Mégeais, „Kurier WNET” nr 68, luty 2020

Jesteśmy w stanie wojny, a hasło ‘demokracja’ to pozór. Suwerenność ma przestać istnieć, płeć – zastąpić człowieczeństwo, mają zniknąć religia i rodzina, która mogłaby być przechowalnią solidarności.

Neutralnie i z dystansu

Bernard Mégeais

Witajcie, Drodzy Polscy Przyjaciele!

Moje zainteresowanie Waszym krajem zaczęło się już w rodzinnym domu. Tu opowiadało się o naszym przodku ze strony mamy, Pierze-Maurisie Glayre’em, ostatnim sekretarzu osobistym króla Augusta Poniatowskiego, który mając za cel uniknięcie rozbioru Polski, prowadził ostateczne rozmowy z Fryderykiem Wielkim i carycą Katarzyną, a następnego dnia po powrocie do Warszawy, nie chcąc oglądać dalszych, dramatycznych wydarzeń, opuścił stolicę Polski, by powrócić do Szwajcarii.

Los sprawił, że dzięki miłości i małżeństwu poznałem komunistyczną Polskę roku 1985. Ołowiane niebo, puste sklepy… Droga Krzyżowa wokół kościoła św. Stanisława Kostki, upamiętniająca księdza męczennika Jerzego Popiełuszkę. Tu poczułem dotychczas mi nieznany, przytłaczający ciężar historii i wtedy zrozumiałem słowa przyjaciółki żony: „Historia Polski jest za ciężka dla jednego człowieka”.

Po upadku dyktatury komunistycznej myśleliśmy, że wszystko się zmieni. Że wreszcie ujrzymy triumf suwerenności narodu, wolności i demokracji. Ta wiara wynikała z niezrozumienia charakteru upadłej dyktatury i, wprost, naiwności ze strony tzw. Zachodu, który wierzył, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dotychczasowi despoci znikną.

Ale Zachód chciał też robić interesy. W stosunku do potężnych, jeszcze przed chwilą władających przemocą całymi narodami grup dyktatorów zachowywał się jakby z dziecięcą naiwnością.

Zapomniano o ambicjach i wytyczonych celach Unii Europejskiej, związku starych imperiów, które nie utraciły instynktu kolonialnego. W tym Niemiec i ich egocentryzmu oraz atawistycznego dążenia do dominacji, a także Francji, która radzi sobie z rozwojem jako „wagon niemieckiego pociągu” i współpracownik swego wschodniego sąsiada.

I tak kraje Europy Wschodniej stały się łatwym kąskiem do pożarcia dla Zachodu, który zamiast zaaplikować coś w rodzaju planu Marshalla w celu stymulacji ich samodzielnego rozwoju, wolał opanowywać banki, przedsiębiorstwa, handel i co się tylko dało, w stylu starego, dobrego kolonializmu opakowanego w antyspołeczny ultraliberalizm. Poletko doświadczalne tego, co zamierzano wprowadzić na Zachodzie. Rękami Donalda Tuska podwyższono wiek emerytalny, obniżono emerytury, prywatyzowano przedsiębiorstwa państwowe, wycofywano się ze świadczeń społecznych itp., itd. Kontynuacja właśnie odbywa się we Francji Macrona, w Grecji i we Włoszech.

Dzisiaj Francja jest nowym laboratorium testowym Unii Europejskiej, sprawdzającej granice tolerancji narodu na regresję socjalną i represje policyjne. Jeszcze nigdy nie widziano tylu Francuzów rozmyślnie poranionych (szczególnie w oczy) przez własną policję/milicję.

Jak w państwach totalitarnych – zranić, by wystraszyć innych, zniechęcić do manifestowania. Z udziałem mediów w służbie władzy, które, jak należy, zaprzeczają policyjnej przemocy.

Unia Europejska cofa się pod względem socjalnym, czemu towarzyszy prywatyzacja na bezprecedensową skalę oraz polityka neoliberalna. Jesteśmy w stanie wojny, a hasło ‘demokracja’ to pozór. Suwerenność ma przestać istnieć, płeć – zastąpić człowieczeństwo, mają zniknąć religia i rodzina, która mogłaby być przechowalnią solidarności. Dotyczy to także spuścizny historycznej i tradycji. Człowiek, czym bardziej zagubiony, tym łatwiejszy do wykorzystania, Każdy przeciwnik to populista, „suwerenista”, nacjonalista albo faszysta. UE wraz z jej mediami, atakując nie trzymających się posłusznie linii brukselskiej, korzysta ze stalinowsko-bolszewickich metod socjotechnicznych.

W 1991 r. w Norwegii, gdzie właśnie byłem, jedyną osiągalną gazetą francuskojęzyczną był „L’Express International”. Zamieszczono tam wywiad z laureatem nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, który powiedział, że demokracja jest ostatnią przeszkodą dla pełnego rozkwitu ekonomii liberalnej. Tego samego roku, już w Szwajcarii, w programie telewizyjnym kanału Arte usłyszałem stwierdzenie pewnego ekonomisty, że należy powrócić do zasad wieku XIX. Dziennikarzowi nawet nie przyszło do głowy, by spytać, czy w takim razie dzieci powinny powrócić do kopalń.

Ale – pomimo to – nie cała nadzieja stracona. Można ją odnaleźć w Polsce. W polityce premiera Morawieckiego, w powrocie do ekonomii keynesizmu (to jedna ze szkół o charakterze makroekonomicznym, propagująca interwencjonizm państwa. Zyskała ona szybki rozgłos oraz wiele pozytywnych ocen wśród wybitnych znawców dziedziny…), gdzie bogactwo nie koncentruje się w rękach jednej kasty, ale w ramach polityki społecznej jest dzielone w formie zasiłków na dzieci, rewaloryzacji emerytur oraz pensji itd. Korzysta na tym większość społeczeństwa.

Najnowsze badania makroekonomiczne wskazują, że podwyższenie siły nabywczej uboższych grup społecznych powoduje wzrost PKB o 3 do 7%, ale jeżeli pomagać najbogatszym w dalszym bogaceniu się, efekt jest zerowy. Dlatego w rezultacie stosowania ekonomii neoliberalnej kraje ubożeją.

Następnym dobrym posunięciem większości sprawującej władzę jest odmowa wejścia do strefy euro, waluty, która nie jest związana z gospodarką żadnego z krajów, w których obowiązuje. Kurs euro jest za niski dla Niemiec, co je wzbogaca, ale zbyt wysoki dla Francji i innych krajów południa, co powoduje ubożenie tych państw i ich ludności. Utrzymując własny pieniądz, Polska zachowuje niezależność monetarną, czego nie toleruje „niemiecka Unia Europejska”, która chce utrzymywać kraje członkowskie pod swoim butem. Euro stało się nową panzer division, która ma gwarantować niemiecką supremację gospodarczą.

Obecnie najniebezpieczniejszą rzeczą jest utrata suwerenności i demokracji. Ich brak umożliwia UE prowadzenie „wojny pozycyjnej”, na przykład przeciwko Szwajcarii, której wymiar sprawiedliwości, by zachować istniejące umowy handlowe, musiał podporządkować się zasadom narzuconym przez unijny Trybunał Sprawiedliwości, a ten posunął się do żądania anulowania decyzji podjętej drogą głosowania narodowego.

To już ewidentne niszczenie demokracji. TSUE jest narzędziem służącym zwalczaniu legalnej, zgodnej z własnym i międzynarodowym prawem, suwerennej polityki państw, a także potępianiu rozwiązań prospołecznych, wprowadzanych przez legalnie wybrane, demokratycznie rządy. Tenże Trybunał to instrument narzucania dyktatu na obraz i podobieństwo systemu kolonialnego. Sędzia lub komisarz europejski, pochodzący z dowolnego kraju, może narzucać jakiemuś państwu i narodowi politykę z goła odmienną od jego oczekiwań, a to już jest bardzo niebezpieczne.

Szwajcaria, należąca do grupy Schengen, musiała rozbroić członków swej armii, którzy przechowywali w domach dobrze zabezpieczoną broń i zapasy amunicji. Powierzona żołnierzom odpowiedzialność i zaufanie były ich dumą. Ten system gwarantował skuteczność i niespotykaną zdolność do szybkiej mobilizacji oraz stałą gotowość do natychmiastowej interwencji. Dzisiaj, pod presją Unii Europejskiej i Grupy Schengen, status obywatela-żołnierza uległ osłabieniu.

Moja generacja, czyli z lat 50./60., jest świadkiem erozji suwerenności kraju, która jeszcze się pogłębi za sprawą nowych traktatów, które UE zamierza wymusić na Szwajcarii pod ultymatywnymi groźbami „pogorszenia stosunków”.

Krótko po okresie rozbiorów Polska doznała jednoczesnego ataku nazistowskich Niemiec i Rosji Sowieckiej. W praktyce to okres nieprzerwanych okupacji i najazdów. Po upadku komunizmu Polacy, którzy żywili nadzieję na odzyskanie suwerenności i samostanowienia, znowu muszą zmagać się z ponadnarodową władzą Unii Europejskiej, czyli, praktycznie, z okupacją polityczną.

Z punktu widzenia Szwajcara postawa opozycji, nie akceptującej werdyktu, który zapadł przy urnach, czyli ignorującej podstawowe zasady demokracji, jest dla Polski poniżająca. Totalna opozycja, zachowująca się jak donosiciel po to, by poddawać spory w sprawach polityki wewnętrznej własnego kraju pod rozstrzygnięcia obcym państwom i sali posiedzeń plenarnych Parlamentu Europejskiego, sama okazuje swą słabość i niemożność samodzielnego myślenia. Przypomina to komunistów jeżdżących po rozkazy do Moskwy. Coś takiego nie byłoby możliwe w żadnej z demokracji zachodnich. Opozycję działającą w ten sposób natychmiast poddano by sankcjom, a jej własny naród by się jej wyrzekł.

Tu powracam do mego przodka, Pierra-Maurice’a Glayre’a, sekretarza osobistego ostatniego króla Polski, opisującego zachowanie targowiczan, zakłamanie i haniebne zaprzaństwo konfederatów radomskich w czasie rozbioru Polski. Zdumiewało go, „z jaką łatwością Polacy, dla zaspokojenia osobistych ambicji, zwracali się ku obcemu mocarstwu i jak łatwo było sąsiedniemu krajowi pozyskać tu swoich stronników”.

Mnie zdumiewa podobieństwo argumentów dzisiejszej opozycji do tych przedstawianych wówczas. Takie same przedziwne, nieodpowiedzialne oraz sprzeczne ze sobą wypowiedzi i posunięcia jak tych, których celem kiedyś było zakwestionowanie prawa do władzy i jej odebranie królowi, poświęconemu bez reszty idei uniknięcia rozbioru.

Król zlecił Pierrowi-Maurice’owi Glayre’owi jako wybitnemu i szanowanemu dyplomacie zredagowanie listu do dworów: francuskiego, angielskiego, szwedzkiego i duńskiego z prośbą o interwencję w celu zapobieżenia jednemu z najcięższych gwałtów, jakich kiedykolwiek dokonano na jednym z państw naszego kontynentu, albo co najmniej złagodzenia go. Bez skutku. Polska pozostała osamotniona, a rozbiór dokonał się przy całkowitym milczeniu, a nawet aprobacie zaprzyjaźnionych mocarstw.

Ile jeszcze razy Polska znajdzie się w takiej sytuacji?

Wśród obecnie ważnych spraw polskich wymieniłbym: przypisywanie współwiny Polakom za Holocaust, Putinowskie oskarżenia o wywołanie II wojny światowej, brak uznania oczywistego faktu, że to polski ruch oporu jako pierwszy uporczywie informował Zachód i aliantów o istnieniu niemieckich obozów eksterminacji. Tu za podstawowe źródło wiedzy uważałbym książkę Nom de code: Zegota: À la rescousse des Juifs en Pologne occupée (Code Name: Zegota: Rescuing Jews in Occupied Poland, 1942–1945), dzieło Ireny Tomaszewskiej i Teci Werbowskiej. (Nie udało mi się ustalić czy książka ukazała się w wydaniu polskim, a jeżeli tak. to kiedy. Obecnie polskiej wersji nie ma w sprzedaży – przyp. tłum.). Ta książka, o heroicznej organizacji ruchu oporu, powinna być przetłumaczona na wiele języków i dotrzeć pod wszystkie strzechy świata. Pomogłaby zwalczać karykaturalny, rewizjonistyczny obraz Polski i jej rzekomego antysemityzmu, jednocześnie oddając hołd bohaterstwu Polaków, którzy są narodem najliczniej reprezentowanym w Jad Vashem.

Tłumaczenie z francuskiego: Adam Gniewecki

Autor jest rdzennym Szwajcarem mieszkającym w swoim kraju, od dawna z uwagą obserwującym Polskę.

Artykuł Bernarda Mégeais pt. „Neutralnie i z dystansu” znajduje się na s. 1 „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, i mec. Jacka Jonaka, na s. 1 „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Trzy miesiące przed wyborami: Zwycięstwo Andrzeja Dudy (w II turze) szansą na odzyskanie przez Polskę suwerenności

Piszę o tym teraz, żebyście nie wymyślili innej koncepcji. Bo – wiem to po sobie – mózg człowieka potrafi wymyślić największą fantasmagorię, uznać ją za rzeczywistość, a potem bronić do utraty sił.

Jan A. Kowalski

Najpierw postraszmy się trochę. Andrzej Duda, pomimo uzyskania 48% głosów w I turze, przy pełnej mobilizacji opozycji przegrywa II turę. Do głosowania przeciwko niemu wzywają nie tylko KO-wcy i zwolennicy Wiosny, ale również Kosiniak-Kamysz z przybocznym Kukizem i kandydat Konfederacji, Krzysztof Bosak. Ci dwaj ostatni w imię walki z pisowskim (pamiętamy o pogardzie przy wypowiadaniu słowa?) bolszewizmem w polityce i w imię prawdziwej wolności.

Prezydentem Polski zostaje Małgorzata Kidawa-Błońska. Cieszy się nie tylko nadbudowa ideologiczna systemu Okrągłego Stołu w postaci aktualnych partii politycznych z ich napompowanymi na potrzeby telewizji liderami. Radość wraca również do ledwo dyszącego obozu patologii gospodarczej. Po 5 latach posuchy w miejsce sprawnego państwa powraca żerowisko. Państwo teoretyczne, którego ludność można bezczelnie i bezkarnie okradać za pomocą piramid finansowych, z wykorzystaniem w reklamach uśmiechu prezydenta i premiera. I premiera? Oczywiście, bo pierwszym dążeniem obozu nowego prezydenta będzie rozpisanie nowych wyborów. I wygranie ich. A nawet jeżeli to się w pełni nie uda, to uda się jedno – destabilizacja państwa. Wprowadzenie chaosu w życie polityczne, które uniemożliwi sprawne funkcjonowanie wewnętrzne aparatu państwowego i zablokuje egzekwowanie prawa. Bo reforma sądownictwa zostanie natychmiast zablokowana. Po to, żeby stara wojskowa agentura mogła być dalej uniewinniana przez swoich służbowych podwładnych w postaci tzw. sędziów. Czeka nas zatem okres kompletnej anarchii dla uciechy Niemiec i Francji, i Rosji.

Nie sposób przecież nie wywnioskować, że wspierana przez ostatnie lata przez Komisję Europejską Koalicja Obywatelska zrobi wszystko, żeby swoim europejskim przyjaciołom się odwdzięczyć. A to będzie oznaczać oddanie polskiej polityki w ręce Brukseli (= Niemcy i ciut Francji).

Zatem zahamuje rozwój koncepcji ścisłego sojuszu wojskowego z USA. I wykluczy koncepcję budowy Międzymorza pomiędzy Niemcami a Rosją jako zabezpieczenia wpływów amerykańskich w Europie i naszego bezpieczeństwa. A prezydent Kidawa-Błońska w jednym z pierwszych wystąpień przeprosi dożywotniego prezydenta Rosji za brata-bliźniaka, który przeżył, i za Macierewicza. Za bezczelne domaganie się przez pisowski rząd zwrotu polskiego samolotu, który zniszczył kawał pięknej rosyjskiej przyrody. (Czy nie powinniśmy za to zapłacić?).

Podsumowując wszystkie strachy, przegrana Andrzeja Dudy będzie oznaczać:

1)  zahamowanie możliwości uzdrowienia państwa z priorytetowym obecnie systemem sądownictwa;
2)  powrót do władzy patologii polityczno-gospodarczej, zatem brak „piniędzy” dla wszystkich, żeby starczyło dla swoich;
3)  oddanie terenu Polski na służbę Brukseli, żeby nie mogło tu powstać silne państwo – dla zabezpieczenia interesów Niemiec, Francji i Rosji.

Mam nadzieję, że wystarczająco Was przestraszyłem. Na tyle przekonująco, że nawet nie pomyślicie, żeby w II turze zagłosować przeciwko Andrzejowi Dudzie albo zostać w domu. A piszę o tym teraz, na trzy miesiące przed wyborami, żebyście w Waszych mózgach nie wymyślili jakiejś innej niedorzecznej koncepcji. Bo – wiem to po sobie – mózg człowieka potrafi wymyślić największą nawet fantasmagorię, zachwycić się nią, uznać za rzeczywistość, a potem bronić do utraty sił. I nawet zginąć niż przyznać się do błędu.

A dlaczego dla dobra Polski prezydent Duda powinien zwyciężyć dopiero w II turze? I dlaczego kandydat Konfederacji, Krzysztof Bosak, powinien uzyskać co najmniej 10% głosów w I turze? To wszystko wyjaśnię w kolejnym, marcowym „Kurierze WNET”.

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Zwycięstwo Andrzeja Dudy (w II turze) szansą na odzyskanie przez Polskę suwerenności” znajduje się na s. 8 „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Zwycięstwo Andrzeja Dudy (w II turze) szansą na odzyskanie przez Polskę suwerenności” na s. 8 „Kuriera WNET”, nr 68/2020, gumroad.com

 

 

Mówiono o wielu możliwościach i bardzo ambitnych zamiarach, zabrakło jednak konkretnych projektów dwustronnej współpracy

„Po wizycie Emmanuela Macrona jakość polsko-francuskich stosunków poprawi się na pewno, ponieważ gorzej już być nie może”. To cytat z francuskiej prasy sprzed wizyty w Polsce prezydenta Macrona.

Zbigniew Stefanik

Francja to szósty partner handlowy Polski, a Polska jest – przed Rosja i Japonią – dziesiątym partnerem handlowym Francji. W roku 2018 polsko-francuskie obroty handlowe wyniosły 21 mld euro. Francja jest czwartym zagranicznym inwestorem w Polsce. Obecnie jej inwestycje w Polsce szacuje się na około 18 mld euro. Na polskim rynku działa ok. 1100 francuskich podmiotów gospodarczych (firm, korporacji i innych). Francuski biznes jest trzecim zagranicznym pracodawcą w Polsce. Według danych GUS i francuskich instytutów statystycznych, francuskie przedsiębiorstwa zatrudniają w Polsce ponad 200 tys. osób. Polska jest 21. państwem Unii Europejskiej, które od początku swojego urzędowania jako prezydent Francji (maj 2017 r.) odwiedził Emmanuel Macron. (…)

Bez przełomu, ale z optymistyczną perspektywą na przyszłość. Tak można pokrótce podsumować wyniki rozmów francuskiej delegacji prezydenckiej z polskimi władzami.

Francuski prezydent wraz z polskim prezydentem i premierem najpierw na konferencji prasowej obu prezydentów, a następnie na konferencji prasowej francuskiego prezydenta z polskim premierem zadeklarowali:

1) Współpracę na rzecz bezpieczeństwa. E. Macron przypomniał, iż w ramach działań paktu militarnego NATO ponad 4000 żołnierzy francuskich bierze udział w zabezpieczaniu tzw. wschodniej flanki, oraz potwierdził francuski zamiar dalszego uczestnictwa w tych militarnych działaniach obronnych. Polsko-francuska współpraca ma również ziścić się w dziedzinie cybernetycznej w celu przeciwstawiania się wrogim działaniom w cyberprzestrzeni.

2) Współpraca przemysłowa. Francja i Polska mają współpracować w dziedzinie rozwoju europejskiej baterii elektrycznej, technologii elektromotorniczej i europejskiego przemysłu zbrojeniowego, w tym europejskiego czołgu.

3) Współpraca w dziedzinie energetycznej. Polska i Francja zapowiadają wspólne działania na rzecz redukcji emisji CO2. Francja wyraża gotowość pomocy Polsce w rozwijaniu elektrowni atomowych, a jej prezydent deklaruje wsparcie dla finansowania z unijnego budżetu polskiej transformacji energetycznej. Wreszcie rządzący obu państwami opowiadają się za tzw. podatkiem emisyjnym, czyli podatkiem europejskim dla przemysłu pochodzenia pozaeuropejskiego, który nie przestrzegałby europejskich norm ekologicznych i emisyjnych, a kraj jego pochodzenia zamierzałby eksportować swoje towary do UE.

4) Współpraca fiskalna. Polska i Francja opowiadają się za utworzeniem szeregu europejskich podatków, między innymi podatku cyfrowego, który zostałby nałożony na podmioty gospodarcze czerpiące zyski z działalności w internecie, oraz europejskiego podatku od transakcji finansowych. Ponadto polskie i francuskie władze zapowiadają wspólne przeciwstawianie się tzw. rajom podatkowym oraz ich działaniom na skraju legalności, które przynoszą straty Unii Europejskiej i jej państwom członkowskim.

5) Wsparcie dla europejskiej polityki rolnej. Oba państwa opowiadają się za utrzymaniem i rozwojem europejskiej polityki rolnej, którą uznają za niezbędną dla zachowania europejskiej suwerenności żywnościowej.

Od dłuższego czasu stosunki polityczne między Polską i Francją nie sprzyjają gospodarczej i handlowej współpracy polsko-francuskiej. W tej kwestii nie doszło do przełomu podczas wizyty Emmanuela Macrona i jego współpracowników w Polsce.

Rozmowy nie doprowadziły do żadnych konkretnych wspólnych przedsięwzięć, które miałyby się ziścić w następnych latach. Można więc zaryzykować diagnozę, iż spotkanie doprowadziło jedynie do oczyszczenia atmosfery, w której dotąd przeważały wzajemne negatywne emocje i uprzedzenia, oraz do odprężenia w politycznych relacjach polsko-francuskich.

W rezultacie wizyty zidentyfikowano również, być może wręcz skatalogowano główne dziedziny, w których współpraca polsko-francuska byłaby korzystna dla obu stron. Jednak wszystko wskazuje na to, iż nadal brakuje politycznej koncepcji na zbudowanie trwałych stosunków polsko-francuskich opartych na wspólnych celach. Wynika to być może częściowo z faktu, iż Polskę i Francję nadal dzieli bardzo wiele.

Wydaje się, że podczas pierwszej wizyty Emmanuela Macrona w Polsce usiłowano akcentować to wszystko, co Polskę i Francję łączy, pomijając – przynajmniej podczas wspólnych konferencji prasowych – to, co je dzieli i co zdaje się być poważną przeszkodą w konstruktywnych polsko-francuskich relacjach politycznych. Do takich spraw należy dążenie francuskiego prezydenta do zmian europejskich reguł dotyczących rynku pracy i statusu na nim pracowników pochodzących z Europy Środkowej. Za sprawą francuskiego prezydenta przyjęto w ostatnich latach rozwiązania, które wprowadzają szereg utrudnień w państwach zachodnioeuropejskich nie tylko dla pracowników z Europy Środkowej, ale również dla środkowoeuropejskich podmiotów gospodarczych, które są postrzegane przez francuskiego prezydenta jako rosnąca konkurencja i w efekcie – zagrożenie dla zachodnioeuropejskiego biznesu.

Cały artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Czy Polskę i Francję więcej dzieli, czy łączy?” znajduje się na s. 17 „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Czy Polskę i Francję więcej dzieli, czy łączy?” na s. 17 „Kuriera WNET”, nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Komentarz Vytautasa Landsbergisa po sławetnej lekcji z historii ex catedra cremlina wygłoszonej przez Wołodimira Putina

Świat kapitalizmu był zły, a świat czerwonego socjalizmu z jego terrorami i „hołodomorami” lśnił w czystości niczym łza niemowlęcia. Nigdy na nikogo nie napadał, a na odwrót – wszystkich wyzwalał.

Vytautas Landsbergis

Nauczycielowi lepiej się nie przeciwstawiać, bo wystawi złą ocenę. Nie za wiedzę, tylko za sprawowanie. A czy nauczyciel może otrzymać złą notę? Może, jeżeli uczniowie dojdą do wniosku, że jest jakiś kopnięty i nie zasługuje na szacunek.

Takie myśli powstają po wysłuchaniu sławetnej lekcji z historii ex catedra cremlina.

Usłyszeliśmy w niej ważne novum. Ale były i antiqua. Na przykład, że świat kapitalizmu podstępnie osaczający Ojczyznę ludu pracującego całego świata, był zły i nie do naprawienia, pełen błędów i zbrodni, zasługujący na zgubę; natomiast świat czerwonego socjalizmu z jego terrorami i „hołodomorami” lśnił w czystości niczym łza niemowlęcia. Nigdy na nikogo nie napadał, a na odwrót – wszystkich wyzwalał. (Brunatny socjalizm na razie zostawiamy na boku). Łgarze mówią, że ZSRS i Niemcy porozumieli się, aby rozpocząć drugą wojnę światową przeciwko Finlandii, Estonii, Łotwie, Litwie i Polsce, poczynając od Polski. To nieprawda, gdyż „Prawda” ustaliła, że to Brytyjczycy z Francuzami zaatakowali swojego rywala – Niemcy, którym ZSRS sumiennie pomagał, zgodnie z zawartym pomiędzy nimi traktatem o przyjaźni. Niestety, za agresję przeciwko sąsiadom ZSRS został wyrzucony z Ligi Narodów. Widocznie Niemcy miały rację, że wcześniej (w 1933 r.) same opuściły tę burżuazyjną organizację. Niebawem agresor Hitler dokonał napadu na sprawiedliwego towarzysza Stalina, mimo że to właśnie Stalin wcześniej triumfował, podpisując traktat o rozbiorach narodów: „Naduł Gitlera!” („Oszukałem Hitlera!”).

Nawet Litwa podpisała traktat z Hitlerem – słyszymy z Kremla – oddając swój jedyny port Kłajpedę. Austria oddała całą siebie, tylko niepotrzebnie po wojnie uznano to za winę Niemiec. To wina Austrii, tak samo jak Litwy w sprawie Kłajpedy. Czechosłowacja też zawiniła, gdyż nie wpuściła wyzwalającej wszystkich i po bratersku przygarniającej Armii Czerwonej.

Szkoda, że ZSRS nie przytulił zaproponowanych przez Hitlera dwóch milionów niemieckich i austriackich Żydów. Zamiast Birobidżanu przygarnął ich Auschwitz.

A wielką wojnę zaczęła, widzicie, nieustępliwa Polska, wersalski bękart, po uprzednim odkrojeniu dla siebie kawałka sprzedanej przez innych Czechosłowacji. I cóż miał począć ojciec narodów Stalin wobec takich łajdaków? Nic, tylko napaść na „kraj trzeci” – Polskę (zgodnie z traktatem zawartym z Hitlerem), wprawdzie po utrzymaniu w tej kompozycji niewielkiej luft-pauzy (w muzycznej terminologii – pauza w oddechu). Wkrótce po zwycięstwie nad Polską, 22 września 1939 r., sojusznicy odbyli wspólną defiladę w Brześciu nad Bugiem.

Zawarcie układu moskiewskiego z 23 września 1939 r. przeciwko Polsce i reszcie ofiar dziś przedstawia się jako spryt i sukces dyplomacji sowieckiej, tyle że potępienie Stalina za ten przebiegły a podstępny czyn zbrodniarza światowego pozostaje w mocy, gdyż rezolucji Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRS z dnia 24 grudnia 1989 r. wciąż nie odwołano. Gdy odwołają, staną otwarcie obok towarzysza Hitlera.

Tak wygląda historia męczeństwa i ofiarności Sowietów według powtarzanej oraz nieco odnowionej kremlowskiej narracji. Podczas wojny miały miejsca wszelkie nieładne rzeczy, nawet zbrodnie wobec ludzkości, okrutne zdrady – lecz tylko nie ze strony Sowietów.

Z Katyniem dotychczas nie jest wszystko jasne; może ci wrodzy Polacy sami się zastrzelili po wzięciu do niewoli.

Tej niejasności nie rozwiewają nawet podpisy Stalina i Berii, potwierdzające, że polscy jeńcy wojenni są winni i podlegają likwidacji za antysowiecką propagandę. Czerwonoarmiści byli samym wcieleniem człowieczeństwa, zwłaszcza wobec milionów oswobodzonych niemieckich kobiet. Nawet sowieccy generałowie zachęcali do swoiście humanitarnej zemsty na niemieckich kobietach od 8. do 80. roku życia.

Wojna jest rzeczą straszną i oczyszczenie nie jest łatwe, a zatem powiedzenie wszystkiego, jak to dziś namawiają kremlowscy włodarze, byłoby słuszne. Tylko prawa międzynarodowego nie należałoby odsyłać do lamusa.

Artykuł Vytautasa Landsbergisa pt. „Wykłady z historii” znajduje się na s. 12 lutowego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł Vytautasa Landsbergisa pt. „Wykłady z historii” na s. 12 lutowego „Kuriera WNET”, nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wydarzenia oczekiwane i niechciane, tematy, które nie powinny się zakończyć oraz takie, które zakończyć się nie chcą

Wynik brexitu: minus 5% terytorium, -13% ludności i -15% PKB stało się dla Unii Europejskiej faktem. * Poinformowano, że wzrost unijnego PKB w ub.r. sięgnął 1,4%, a w strefie euro: 1,2%.

Maciej Drzazga

  • Odszedł Wojciech Piotr Kwiatek.
  • Partia AfD po raz trzeci z rzędu zmuszona została do odłożenia swojego zjazdu z uwagi na nieudostępnienie jej do tego celu ani jednej sali w Berlinie.
  • Przejęcie przez PLL LOT niemieckich linii Condor wywołało w niemieckiej prasie falę spekulacji na temat możliwych, a nawet wskazanych kroków odwetowych ze strony Lufthansy.
  • Wyszło na jaw, że Platforma Obywatelska liczy obecnie 11 tysięcy zarejestrowanych członków. Trzykrotnie mniej, niż podaje Wikipedia.
  • Poparcie sondażowe dla PiS zaczęło maleć.
  • Agent Tomek znowu zaczął nadawać.
  • Całą serią błędów na temat historii II wojny światowej popełnionych podczas Światowego Forum Holocaustu w Jerozolimie Yad Vashem potwierdził, że nie jest instytutem naukowym.
  • Na mistrzostwach Europy w piłce wodnej wyspiarze z Malty ulegli reprezentacji nizinnych Węgier 26:0.

Zapraszamy do przeczytania całego „Telegrafu” Macieja Drzazgi na s. 2 lutowego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

„Telegraf” Macieja Drzazgi na s. 2 lutowego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Mediom łatwo prawdę zatuszować, przeinaczyć lub schować/ Jolanta Hajdasz, „Wielkopolski Kurier WNET” nr 68/2020

Krzywdzącymi orzeczeniami sądów wypełnić można niejeden program i niejedną gazetę. Niewiele dowiemy się o nich z najpopularniejszego w Polsce źródła informacji w internecie – Onetu. Poniżej przykład.

Jolanta Hajdasz

Media są kluczem do zrozumienia mechanizmów rządzenia współczesnym światem. Ale prawda o tym, co dookoła nas nie leży na wierzchu, często jest niewygodna, a rzadko efektowna. Bywa też skomplikowana. Mediom łatwo ją zatuszować, przeinaczyć, schować przed oczami tych, którzy nieprzygotowani do jej szukania, odpuszczą analizę treści zaraz po przeczytaniu nagłówka. Ale spróbujmy dowiedzieć się czegoś o otaczającym nas świecie raz jeszcze. Na jednym małym przykładzie.

Najpierw relacja z niemieckiego Onetu. Komornik zajął rentę po zmarłym ojcu 11-letniej dziewczynki. Zuzia miała do spłaty milion złotych długu po tacie. Komornik rentę Zuzi oddał. To cały nagłówek, taki jest lid, czyli dziennikarskie sedno sprawy. Większość internautów nie przeczyta nic więcej. Klik i już są w innym miejscu.

Ale jeszcze ciąg dalszy „informacji” z Onetu. Sprawę opisał tygodnik „Wprost”. 11-latka jest ścigana za dług ojca przez firmę windykacyjną Ultimo i chrzanowskiego komornika za dług zmarłego taty. Wszystkie zajęte pieniądze przez komornika finalnie zostały dziecku zwrócone. Zuzia dostawała 604 zł, komornik zabierał jej miesięcznie 180 zł i zostawiał 424 zł. W Krakowie w sprawie sytuacji Zuzi odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Izby Komorniczej. Zlecono kontrolę w kancelarii Marcina Musiała, komornika, który zajął rentę Zuzi. Oceniono, że Musiał popełnił błąd. – Z wyjaśnień komornika prowadzącego sprawę wynika, iż rzeczywiście wskutek omyłki pracownika i błędnego odczytania wniosku wierzyciela wyszedł poza zakres wniosku egzekucyjnego i zajął rentę rodzinną dziewczynki – mówi komornik Rafał Łyszczka, Krajowa Rada Komornicza. Komornik przeprosił matkę i dziecko za sytuację.

Tyle. To całe info na Onecie. Tymczasem w tej sprawie ogromną rolę odegrało ministerstwo sprawiedliwości i wiceminister Sebastian Kaleta, co opisał szczegółowo komunikat Polskiej Agencji Prasowej. To Ministerstwo Sprawiedliwości wystąpiło do prezesa Sądu Rejonowego w Chrzanowie, przy którym działał komornik.

To resort wskazał, że komornik popełnił karygodne błędy przy egzekucji pieniędzy, a samo wystąpienie MS spowodowało przełom w sprawie. Warto też zauważyć, iż resort sprawiedliwości zainteresował się sprawą długu 11-letniej Zuzi, zanim przedstawiły ją „Wprost”, a za nim inne media.

Ministerstwo zwróciło się także z do prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie o zbadanie prawidłowości nadania klauzuli wykonalności egzekucji długu od dziewczynki, dzięki czemu można było potwierdzić, iż zgodnie z obowiązującymi przepisami egzekucja ponad wartość odziedziczonych nieruchomości dawnej hurtowni nie będzie prowadzona. W komunikacie przesłanym do PAP-u Ministerstwo Sprawiedliwości zaznaczyło, że dziewczynka i jej mama mogą spać spokojnie, bo interesy 11-latki zostały zabezpieczone.

To długie wyjaśnienie jest istotne dla tej sprawy. Jest ważne przede wszystkim dla pokrzywdzonej przez komornika żony i córki zmarłego, bo ktoś wreszcie zinterpretował przepisy zgodnie z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. Jest ważne też dla nas wszystkich, bo mamy prawo wiedzieć, że „sam z siebie” komornik nie naprawił swojego „błędu”, ani też jego koledzy „sami z siebie” nie zajęli się prostowaniem tej sytuacji, tak jak wcześniej nikt nie widział niczego złego w tym, że z niewielkiej renty po tacie zabiera się dziecku pieniądze i zamierza nimi spłacić milionowy dług, którego dziecko nie zaciągnęło.

Przyzwyczailiśmy się do tego typu krzywdzących dla ludzi orzeczeń sądów. Jest ich tyle, że wypełnić nimi można niejeden program i niejedną gazetę. Dziś pragnę tylko zwrócić uwagę na to, jakie są w tej sprawie fakty i jak niewiele dowiemy się o nich z najpopularniejszego w Polsce źródła informacji w internecie, jakim jest Onet, portal niemieckiego koncernu Ringier Axel Springer. Ale to podobno nie ma znaczenia.

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz, Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 lutowego „Wielkopolskiego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz, Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET”, na s. 1 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie mam zaufania do największych przyjaciół Rosji w Europie/ Jadwiga Chmielowska, „Śląski Kurier WNET” nr 68/2020

Wszyscy zastanawiają się, dlaczego Macron był w Polsce taki przyjazny. Otóż dlatego, że Polska przez ostatnie lata stawiała na swoim, zamiast kulić ogon pod siebie jak poprzednie rządy.

Jadwiga Chmielowska

Luty przyniósł nowe wyzwania. Wielka Brytania opuściła UE. Może urzędnicy UE zrewidują swoje postępowanie. Skończą z butą, arogancją i narzucaniem narodom zgubnych ideologii. Tego nie wiemy. Równie trudno przewidzieć zamysły Prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Czy szczerze chce ocieplenia stosunków z Polską, czy jedynie poklepać „Polaczków” po ramieniu, powiedzieć kilka zdań po polsku, by zmusić nas do podporządkowania się polityce UE? Czyżby nasz sojusz z USA był dla nich aż tak niewygodny?

Rok temu to Stany Zjednoczone miały budować elektrownię atomową w Polsce, teraz chcą Francuzi. Wolałabym mimo wszystko technologię amerykańską.

Niepokoi mnie pomysł wspólnej produkcji czołgu europejskiego. Czyżby dla wielonarodowej armii europejskiej, o której od lat marzy Macron? A co ze współpracą z Koreańczykami? Co z tymi 800 czołgami? Koncern Hyundai Rotem miał proponować Polsce dostosowany do jej potrzeb model czołgu K2, razem z transferem technologii, którego chce Warszawa. „Po tak gigantycznym kontrakcie Polska będzie dysponować liczbą nowoczesnych czołgów większą niż Niemcy i Francja razem wzięte” – alarmowała kilka dni temu „Die Welt” twierdząc, że zbrojeniówce niemiecko-francuskiej ucieka olbrzymi zysk.

Nie mam zaufania do największych przyjaciół Rosji w Europie. Dodatkowo warto pamiętać, że niemieckie, odkupione przez Polskę Leopardy są ciągle w remoncie. Prasa ostatnio doniosła: „Plan remontu do końca 2020 r. kupionych przez Polskę 150 czołgów jest niewykonalny”. Kilka lat temu świat obiegła informacja o stanie niemieckiej armii – niejeżdżące czołgi i nielatające helikoptery.

Co do francuskiej zbrojeniówki też nie mam złudzeń. Francuzi oferowali nam nie tak dawno kupno śmigłowców H225M Caracal. Tymczasem na wyposażeniu francuskich sił zbrojnych do lotu jest podobno zdatny jedynie co czwarty.

Nawet samochód przywieziony z Francji do obsługi prezydenta Macrona popsuł się i ambasador w Warszawie użyczył mu swojego.

Wszyscy zastanawiają się, dlaczego Macron był w Polsce taki przyjazny. Otóż dlatego, że Polska przez ostatnie lata stawiała na swoim, zamiast kulić ogon pod siebie jak poprzednie rządy. Dobrze, że Prezydent RP podpisał ustawę reformującą sądy.

Przeciwko Macronowi od kilkunastu miesięcy (64 weekendy) trwają manifestacje, coraz brutalniej tłumione na rozkaz jego administracji. Oddziały pacyfikacyjne w pogoni za „żółtymi kamizelkami” nie oszczędzają nawet świątyń. Interwencję policji w kościele Notre-Dame du Taur potępił abp Tuluzy Robert Le Gall, przypominając, że kościoły są „miejscem pokoju i azylu”. Nawet ZOMO w Polsce stanu wojennego nie pałowało w kościołach. Schronieni w kruchcie demonstranci cierpieli jedynie od gazu łzawiącego, rozpylanego na zewnątrz.

W grudniowym numerze pisałam o przypadkach dżumy i kilku zgonach w Chinach. Teraz świat niepokoi epidemia koronawirusa 2019-nCoV. Pierwsze przypadki zachorowań miały miejsce w listopadzie ʼ19 roku. Genom wirusa wyhodowanego na zlecenie chińskiej armii w laboratorium 4. klasy bezpieczeństwa w Wuhan jest w 95% podobny do koronawirusa, z którym mamy teraz do czynienia. Podobno mogło dojść do jego wycieku z laboratorium w Wuhan. W ubiegłym tygodniu Rosja ujawniła pierwsze przypadki koronawirusa, izolując obywateli chińskich.

Moskwa ogłosiła stan wyjątkowy, zamykając 2500 kilometrów chińskiej granicy. Zawiesiła też wydawanie elektronicznych wiz obywatelom Chin i zapowiedziała ekstradycję chorych. Trudno powiedzieć, czy jest to panika wywoływana sztucznie, dla odwrócenia uwagi, czy rzeczywiste zagrożenie.

Co roku zwykła grypa zabiera na całym świecie kilkadziesiąt tysięcy osób. W 1918 roku wirus hiszpanki zdziesiątkował populację wycieńczonej wojną Europy.

Trzeba ufać Bogu i prosić Go, by pomógł nam rozumieć świat i podejmować słuszne decyzje.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 lutowego „Śląskiego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, na s. 1 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Latami nie poruszano publicznie tematu polskiej racji stanu/ Krzysztof Skowroński, Jacek Jonak, „Kurier WNET” 68/2020

Analogia z sytuacją z XVIII w. i targowicą jest uzasadniona nie tylko dlatego, że zasiedziałe środowisko wpływowych sędziów i profesorów prawa postawiło swój interes przed interesem Rzeczypospolitej.

Krzysztof Skowroński, Jacek Jonak

Wiemy, że dziesiątego maja odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Zetrą się w nich dwie koncepcje wolności: wolność ku odpowiedzialności i wolność ku niewoli. Nie będę się tu rozpisywał, bo po pierwsze, czytelnicy „Kuriera WNET” wiedzą, o co chodzi, a po drugie – tym razem lepiej ode mnie zrobi to Jacek Jonak:

Koniec świata szwoleżerów AD 2020

Polecam Państwu znakomity wykład prof. Nowaka o pojęciu ‘elity’ w języku polskim. Słowo to zaistniało dopiero pod koniec XIX wieku, Norwid ani Mickiewicz go nie używali. Sędzia mówił: „Przecież są w estymie/ U ludzi, bo szanujem w nich ród, dobre imię/ Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem/ Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem”.

Wbrew etymologii (‘élu’ oznacza po francusku osobę wybraną), do elity się nie wybiera. Elity dobierają sobie kolejnych, podobnych im członków.

PiS złamał umowę. Niepisaną, zawartą być może przy Okrągłym Stole lub niedługo potem, że prawniczych ani uniwersyteckich (szczególnie humanistycznych) elit ruszać nie wolno. W odpowiedzi elity te łamią jednak umowę znacznie ważniejszą, na której stoi Rzeczpospolita – umowę społeczną.

One pierwsze odważyły się na zlekceważenie demokratycznego wyboru, jawne wypowiedzenie posłuszeństwa władzy państwowej i ramię w ramię z totalną opozycją szukają poparcia dla swojego rokoszu za granicą. Robią to dzielni i prawi działacze dawnej opozycji solidarnie z dawnymi żałosnymi oportunistami. Dowód na to, że także elity rycerskie mogą zejść na pasożyty.

Za nimi idą ci, którzy w dobrej wierze (mam nadzieję) nie zgadzają się z działaniami większości parlamentarnej, inaczej rozumiejąc dobro Rzeczypospolitej. Wielu z nich, od dziesięcioleci wierząc wyblakłym dziś autorytetom, nauczyło się nienawidzić Prawa i Sprawiedliwości i jego zwolenników, i nie rozumie już, że można inaczej.

Powszechnie używana analogia z sytuacją z XVIII wieku i targowicą jest uzasadniona nie tylko dlatego, że zasiedziałe środowisko wpływowych sędziów i profesorów prawa postawiło swój interes przed interesem Rzeczypospolitej. Myślę, że jest jeszcze drugi, głębszy i ważniejszy powód: podobnie jak wtedy, tak i dziś w sferze publicznej przez lata nie istniał temat polskiej racji stanu, tak jakby przystąpienie do NATO i do Unii Europejskiej zdjęło z nas obowiązek debatowania o wspólnocie i zabezpieczeniu jej przyszłości. Nie ma więc zrozumiałej dla wszystkich miary, której można użyć, żeby właściwie oceniać słowa i czyny, aby potrafić rozpoznać, co buduje, a co niszczy nasz dom.

Wiem, że rozmowa się toczy, także na łamach „Kuriera WNET” i w Radiu WNET. Wiele jednak przed nami, aby przebiła się przez lenistwo i nieuctwo tych, co nadają ton, w elitach i mediach wszelkiego koloru.

***

Ale kropla drąży. Zachęcam państwa do lektury kolejnego numeru „Kuriera WNET”. Zanim to nastąpi, wierzących proszę o modlitwę za duszę świętej pamięci redaktora Wojciecha Piotra Kwiatka, naszego przyjaciela, miłośnika kryminałów, filmów, pasjonata kultury, zasłużonego dla Radia WNET twórcy, autora wielu książek, w tym ostatnio nadawanej jego młodzieńczej powieści kryminalnej Parszywa trzynastka.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, i mec. Jacka Jonaka, znajduje się na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 12 marca 2020 roku!

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, i mec. Jacka Jonaka, na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 68/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Apel Akademickich Klubów Obywatelskich do polskich środowisk naukowych ws. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej

Niezależne naukowe badania katastrofy smoleńskiej przez społecznie zorganizowane 4 Konferencje Smoleńskie były przez dzisiejszą opozycję zwalczane, a przez dzisiejsze władze państwowe – przemilczane.

Apel Akademickich Klubów Obywatelskich im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, Warszawie, Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Katowicach, Lublinie, Toruniu i Olsztynie do polskich środowisk naukowych w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej

Zbliża się 10 rocznica katastrofy smoleńskiej, w której śmierć poniósł urzędujący Prezydent Rzeczypospolitej i 95 towarzyszących mu osobistości. Słyszymy często pytanie, czy po 10 latach poznamy przyczynę śmierci tych, którzy zginęli w służbie Ojczyzny? Pytanie takie jest dowodem wielu wątpliwości nurtujących Polaków. Zarówno w rozmowach prywatnych, jak i w debatach publicznych jesteśmy głęboko podzieleni. Podział biegnie nie według wiedzy, lecz według wiary – jedni wierzą, że w Smoleńsku był zamach, a inni, że wypadek lotniczy. Przyczyną tego podziału społeczeństwa jest dezercja wszystkich oficjalnych instytucji naukowych. W sferze publicznej nie słychać opinii naukowych, lecz jedynie zacietrzewionych publicystów pozbawionych wiedzy merytorycznej. Powoduje to ogromne szkody w świadomości społecznej.

Próby niezależnego naukowego badania katastrofy smoleńskiej przez społecznie zorganizowane 4 Konferencje Smoleńskie były przez dzisiejszą opozycję zwalczane, a przez dzisiejsze władze państwowe – przemilczane. Wyniki tych badań zignorowano, mimo że organizatorzy przesłali je nie tylko do instytucji naukowych, lecz również do wszystkich 460 posłów i 100 senatorów.

Nigdy żadna oficjalna instytucja naukowa nie zechciała włączyć się do badań. Co więcej, żadna z nich nie zechciała zorganizować choćby naukowej debaty na temat tych wyników, zostawiając problem naukowo-techniczny dziennikarzom i propagandzistom.

Efektem tego jest obecna sytuacja Podkomisji Smoleńskiej powołanej do ponownego zbadania Katastrofy. Publicznie zarzuca się jej niszczenie bliźniaczego Tu-154 stacjonującego w Mińsku Mazowieckim. W przestrzeni medialnej istnieją wyłącznie wypowiedzi osób niemających wiedzy ani o przeznaczeniu samolotu, ani o prowadzonych przez Podkomisję badaniach.

W tej sytuacji niezbędne jest ponowienie apelu, jaki został skierowany do senatorów wyższych uczelni w dokumencie końcowym II Konferencji Smoleńskiej w październiku roku 2013. Dokument ten został przyjęty przez uczestników konferencji i podpisany przez komitet organizacyjny i komitet naukowy (ponad 50 profesorów). Wspomniany apel nie tylko został podany do wiadomości przez transmitujące stacje radiowe i TV i umieszczony w internecie (jest nadal), ale został też przesłany imiennie do każdego z senatorów każdej publicznej uczelni technicznej – łącznie blisko 2 tys. senatorów. Oto treść tego apelu.

„Szanowni Senatorowie,

W sytuacji usilnie propagowanej fałszywej wersji co do mechaniki zniszczenia samolotu w Katastrofie Smoleńskiej, zwracamy się do Was jako pracowników nauki z apelem o zerwanie z postawą bierności wobec wpajania fałszu w dziedzinie, która jest właśnie nauki domeną. Wymaga tego uczciwość naukowa i odpowiedzialność za kształtowanie postaw młodzieży akademickiej. Apelujemy więc o podjęcie stosownych uchwał, które umożliwią pracownikom Waszej uczelni włączenie się do badań nad przebiegiem Katastrofy Smoleńskiej z zachowaniem wszystkich zasad obowiązujących w życiu naukowym. Uważamy, że konieczne jest znalezienie środków na niezależne badania prowadzone w ramach uczelni i zachęcenie pracowników, aby w zakresie swych kompetencji zechcieli niezależnie przeanalizować poszczególne aspekty technicznej strony Katastrofy Smoleńskiej. Materiały Konferencyjne stanowiące dorobek I Konferencji Smoleńskiej znajdują się już w Waszej uczelnianej bibliotece, a także dostępne są na stronach internetowych http://konferencjasmolenska.pl i http://smolenskcrash.com. Na stronach tych dostępna jest też relacja filmowa z całości obrad II Konferencji Smoleńskiej. Materiały te mogą posłużyć do krytycznej analizy dotychczasowego dorobku obu konferencji.

Chcemy jednak podkreślić, że nawet w sytuacji całkowitego braku środków niezbędne jest zorganizowanie seminariów naukowych umożliwiających taką analizę i ocenę przedstawionych w materiałach wyników, aby w społeczności akademickiej zerwać z poczuciem obojętności wobec największej powojennej tragedii w Kraju.

Mamy przecież wszyscy świadomość, że w sytuacji żywego zainteresowania całego społeczeństwa okolicznościami Katastrofy Smoleńskiej, ta manifestacyjna obojętność ze strony oficjalnych instytucji akademickich nie przynosi im chwały, lecz napawa poczuciem wstydu wielu uczciwych ludzi”.

Milczenie wszystkich uczelni w odpowiedzi na ten apel ilustruje ówczesną atmosferę panującą w środowisku akademickim.

Ponawiamy dziś ten apel. Obecnie do analizy mogą posłużyć wyniki wszystkich czterech Konferencji Smoleńskich, a także dorobek badawczy Podkomisji. Wyjaśnienie okoliczności katastrofy smoleńskiej nie może pozostać domeną upolitycznionej publicystyki. Apelujemy więc nie tylko do senatorów, lecz do całego środowiska naukowego o podjęcie wysiłków w celu wyjaśnienia tej katastrofy metodami naukowymi.

Wzywamy Ministra Nauki, Prezesa PAN i NCBiR do ogłoszenia stosownych programów badawczych i grantów w celu zapewnienia niezbędnych środków finansowych dla osób i zespołów pragnących włączyć się do badań.

2.12.2019 r.

Przewodniczący Akademickich Klubów Obywatelskich:

prof. dr hab. Stanisław Mikołajczak – Poznań, prof. dr hab. inż. Artur Świergiel – Warszawa, prof. dr hab. Bogusław Dopart – Kraków, prof. dr hab. Michał Seweryński – Łódź, prof. dr hab. inż. Andrzej Stepnowski – Gdańsk, prof. dr hab. inż. Bolesław Pochopień – Katowice, prof. dr hab. Waldemar Paruch – Lublin, prof. dr hab. Jacek Piszczek – Toruń, prof. dr hab. Małgorzata Suświłło – Olsztyn

oraz uczestnicy otwartego zebrania AKO w Poznaniu dnia 2 grudnia 2019 roku

Apel AKO do polskich środowisk naukowych ws. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej znajduje się na s. 2 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

Apel AKO do polskich środowisk naukowych ws. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej na s. 2 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego