Panie A. Holland i M. Środa uderzają w obóz rządzący, zarzucając mu dechrystianizację naszego kraju i narodu

Chciałbym, aby obie Damy zrozumiały, że są ludzie, którzy inaczej traktują „coś” i „nic”, którzy są w stanie powstrzymać się od czekolady i schylić głowę nie nad korytem, ale przed Biało-Czerwoną.

Paweł Bortkiewicz TChr

W ostatnich tygodniach słowem-kluczem pojawiającym się w dyskusjach publicznych jest słowo „uchodźca”, a raczej słowo w liczbie mnogiej „uchodźcy”. Liczba mnoga ma tutaj istotne znaczenie, gdyż problem nie jest jednostkowy, ale jak najbardziej dosłownie – mnogi: dotyczy bowiem ogromnej i napierającej wciąż fali migrantów do Europy.

Dyskusje, które się toczą, przebiegają na różnych poziomach – politycznym, moralnym, prawnym, społecznym. Uwzględniają też różne punkty widzenia – polityczne lub religijne. Przy takich krzyżujących się liniach opisu rzeczywistości może oczywiście dojść do różnych, zaskakujących wręcz kombinacji – możliwości. Mimo tego, nie ukrywam, że ze zdziwieniem przyjąłem głos dwóch współczesnych apologetek chrześcijaństwa – p. Agnieszki Holland i p. Magdaleny Środy.

Obie Panie uderzają w swoim czerwcowym tekście opublikowanym oczywiście w wiadomej „Gazecie” w rządzącą formację polityczną. Ten fakt nie dziwi, wszak obie intelektualistki zdecydowanie obwieszczają swoją apolityczność w takim sensie, jak ekolog głęboki i weganin deklaruje swoją neutralność wobec restauracji MacDonalda.

Jednak tym, co tym razem mogło zaskoczyć w tych wypowiedziach, jest fakt, że obie Panie uderzają w obóz rządzący, zarzucając mu hipokryzję religijną, więcej – demaskując nieautentyczność głoszonej wiary chrześcijańskiej, aż po zarzut, iż prawica w Polsce dokonuje dechrystianizacji naszego kraju i narodu. Co oczywiście wywołuje nieskrywany ból, smutek i cierpienie obu Autorek. Smutek, wobec którego nawet Treny Kochanowskiego wydają się być jedynie otarciem nosa po chlipnięciu.

(…) skłonny byłbym uznać, że mamy w tej chwili wyjątkowy okres dziejów, w którym wartości chrześcijańskie torują sobie drogę do życia publicznego.

Inaczej wygląda to w oczach Autorek Lamentacji Dam. (…) „Jarosław Kaczyński już dawno temu zorientował się, ile można zyskać, gdy unieważni się normy moralne i chrześcijańskie. Jeszcze w kampanii wyborczej wzniecał strach i odrazę w stosunku do uciekających przed wojną syryjskich uchodźców. Nie zawahał się wtedy sięgnąć do języka nazistowskiej propagandy, która przedstawiała Żydów jako nosicieli chorób i pasożytów. Tacy też byli w oczach katolika Kaczyńskiego uchodźcy. Stali się nosicielami terroru, a garstka, którą mielibyśmy przyjąć, zagrożeniem dla naszej tożsamości, bezpieczeństwa i wartości. W imię dobra własnej partii Kaczyńskiemu udało się ich zdehumanizować. Przestali być naszymi bliźnimi, a ich cierpienie, bezradność i śmierć miały jedną funkcję – produkowanie polskiego strachu”.

Domyślam się, że obie Panie nawiązują do słynnego wystąpienia sejmowego Prezesa PiS, w którym opisał stan Europy dotkniętej plagą nachodźczą. Wyjaśniał to na przykładzie Szwecji, tak dotkliwie, że Ambasada Królestwa Szwecji dementowała niektóre z opisów i ocen. Na przykład to, że w kilkudziesięciu regionach Szwecji obowiązuje prawo szariatu. „Istnieje wiele nieporozumień dotyczących imigracji do Szwecji, m.in. w kwestii obowiązującego prawa. Wyjaśniamy: w Szwecji obowiązuje szwedzkie prawo” – oświadczono.

Jednak w świetle informacji podawanych przez policję, nie siedzącą w gabinetach politycznych, ale patrolującą ulice i dzielnice, w Szwecji istnieje ponad 50 stref, w których policja jest bezradna, ba, nie ma odwagi tam ingerować ani się nawet pojawiać. To strefy wojny, w których nie obowiązuje szwedzkie prawo.

A z kolei rzecznik duńskiego Instytutu ds. Szczepionek wyznał uczciwie, czyli niepoprawnie politycznie: „Nie ma wątpliwości, że choroby zakaźne są przenoszone przez uchodźców, a my nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Pojawiły się więc dyskusje na temat tego, czy wszyscy uchodźcy, którzy przyjeżdżają do Danii, nie powinni być poddawani szczegółowym badaniom”.

(…) Cóż, chciałoby się mieć nadzieję, że Kościół w Polsce zyskuje dwie apologetki, wprawne w bojach i stające teraz do obrony wartości chrześcijańskich. Przymknąłem oczy i wyobraziłem sobie p. Holland kręcącą nową wersję „Niemego krzyku” w kooperacji z Hollywoodem, o poczynaniach Planet Parenthood. Albo wyobraziłem sobie p. Środę walczącą publicznie o godność kobiet poniżanych przez seksualizację, pornografię.

Cały artykuł Pawła Bortkiewicza TChr pt. „Lamentacje Dam nad uchodźcami” znajduje się na s. 12 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Bortkiewicza TChr pt. „Lamentacje Dam nad uchodźcami” na s. 7 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Kurier Wnet” 37/2017, Jan Bogatko: „Ramadan, wielkie niemieckie święto”. Nikt w Niemczech się o to nie spiera

Co to znaczy ‘islamizacja’? Ilu muzułmanów musi mieszkać w państwie, by uznać je za obszar islamizacji? A może wystarczy, gdy staną się większością na jego pewnym obszarze, jak było w Libanie?

Jan Bogatko

Islamizacja? „Nie, skądże”, oponują przedstawiciele środowisk poprawnych politycznie. Tych samych, które terror islamski uważają za wymysł islamofobów. Kiedy „rycerz proroka” wjechał tirem na bożonarodzeniowy jarmark w Berlinie, także i w prasie w Polsce można było znaleźć tytuł „Polska ciężarówka wjechała w tłum”. Islam i terroryzm? „Nic ich ze sobą nie łączy” – śpiesznie składali oświadczenia tej treści niemieccy politycy. To samo słyszeli ludzie po zamachach w Manchesterze i w Londynie.

„Mają nas za durniów?” – pytali komentatorzy doniesień w gazetach i na portalach internetowych. Bariera strachu przed wypowiadaniem tego, co się myśli, przed publicznym ostracyzmem, wyraźnie spada.

Jeżeli 'Angst’ (strach) nadal jest jednym z najważniejszych pojęć w Niemczech, to dzisiaj już z nieco innego powodu niż nie całkiem tak dawno temu. A więc jednak islamizacja? Tak, czytam na łamach lewicowej (bo wszystkie są lewicowe) gazety „Die Welt”, dla której Polska jest największym zagrożeniem dla „Europy” (chodzi o Unię Europejską po ostrym skręcie w kierunku liberalizmu, rzecz jasna). (…)

Zmarły niedawno publicysta średniego pokolenia (swego czasu redaktor „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, zanim skręciła ostro na lewo) Udo Ulfkotte opublikował informację z kategorii poufnych, pochodzącą z resortowego źródła, według którego specjalnymi pociągami do Niemiec zwożono tysiącami uchodźców w najlepszym wypadku gospodarczych (nie mających zgodnie z niemiecką konstytucją prawa do azylu), i to w liczbie pięcio- a nawet sześciokrotnie wyższej, niż podawano do publicznej wiadomości Niemcom zafascynowanym Wilkommenskultur (kulturą powitania). (…)

Berlińska gazeta „Die Welt” stawia pytanie, czy nie należy mówić o islamizacji, kiedy w Berlinie młody żyd musi opuścić „Szkołę bez rasizmu” (sic!) bo jest szykanowany przez muzułmańskich kolegów z klasy, co pozostaje bez konsekwencji? W niemieckich szkołach antysemityzm, głównie islamskiego pochodzenia, jest powszechnym zjawiskiem. Stacja TV Arte odmówiła emisji filmu dokumentalnego o antysemityzmie w Europie. Z uwagi na poprawność polityczną?

Czy publiczna dyskusja na temat dopuszczalności wieprzowiny w publicznych stołówkach nie ma nic wspólnego z islamizacją? Czy to przypadek? Czy również przypadkiem jest (posiłkowe, przyznać muszę) stosowanie prawa koranicznego w procesie karnym w Niemczech?

Z ankiet wynika, że dla 47 procent muzułmanów w Niemczech religia i jej nakazy są ważniejsze od prawa państwa, w jakim żyją. Tego zdania są głównie młodzi wyznawcy islamu. Ta tendencja rośnie.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Ramadan, wielkie niemieckie święto” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera Wnet”, nr lipcowy 37/2017, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku Radia WNET na falach Radia Warszawa (106,2 FM) i Radia Nadzieja z Łomży (103,6 FM) oraz na www.radiownet.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „Ramadan, wielkie niemieckie święto” na s. 3 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wiele rzeczy możemy robić razem. Polska jest dla nas odpowiednim partnerem – mówi minister ds. morskich Indonezji

Mentalność narodu polskiego bardzo ułatwia współpracę. Czasami ma się bardzo wysoką technologię, ale dogadać się z ludźmi jest ciężko. Polacy to ludzie bardzo skromni, bardzo wydajni w pracy.

Krzysztof Skowroński
Luhut Binsar Pandjaitan

Jakie interesy wiążą Indonezję i Polskę?

Istnieje wiele wspólnych tematów biznesowych między naszymi państwami. Po pierwsze przemysł rybny. Polska potrzebuje surowca, my mamy dużo tuńczyka. To może być temat na wspólne przedsięwzięcie biznesowe.

Po drugie – macie bardzo dobry przemysł strategiczny: stocznie, radary, lekkie czołgi. Indonezja posiada własną branżę, ale potrzebujemy również polskiej technologii, którą uważamy za odpowiednią dla nas.

Po trzecie – my mamy olej palmowy. Firmy z Polski i Indonezji mogą współpracować także w tym sektorze.

Po czwarte edukacja. Myślę, że pod względem edukacji jesteście lepsi niż Indonezja. Populacja Indonezji to 250 milionów, a Polska 35-38 milionów. Myślę, że Polska, dzieląc się swoją technologią, jakością edukacji, może wpływać na poprawę jakości edukacji w Indonezji. Wiele rzeczy możemy robić razem.

Był Pan na Kongresie Morskim w Szczecinie. Czy udało się podpisać jakiś kontrakt?

Tak. Podpisano wczoraj umowę na budowę elektrowni w Indonezji. (…) Jak wspomniałem, populacja Indonezji to 250 milionów. Nasze PKB sięga to ponad 1 bilion USD, wzrost gospodarczy 5,3%, rosną inwestycje. Rynek jest ogromny. Mamy bogate zasoby naturalne. Tak więc z Polską możemy nawiązać bardzo dobrą współpracę, dobre stosunki handlowe. (…)

Czy Indonezja jest zainteresowana polskim mlekiem i polskimi jabłkami?

Tak. Także wołowiną, ponieważ jakość polskiej wołowiny jest wysoka. Pewien problem stanowi odległość. Ale jakość waszej wołowiny jest bardzo dobra, a cena bardzo niska w porównaniu do Indonezji. Zastanawiamy się, w jaki sposób możemy importować wołowinę z Polski.

Indonezja jest największym muzułmańskim krajem na świecie. Czy Pan też jest muzułmaninem?

Nie, jestem chrześcijaninem, protestantem. Ambasador Peter Gontha jest katolikiem. Dla nas, kraju o 250 milionowej populacji, gdzie 230 milionów jest muzułmanami albo uważa się za muzułmanów, równość religii jest bardzo ważna. Równe traktowanie i edukacja mają wielkie znaczenie dla minimalizowania radykalizmów. (…)

Był Pan w Szczecinie. Czy zostanie podpisany jakiś kontrakt na statki?

Tak, rozmawialiśmy z jedną z firm, ponieważ, jak wspominałem, polski przemysł stoczniowy jest bardziej zaawansowany od indonezyjskiego. W przyszłym miesiącu powołamy grupę roboczą, której pierwsze spotkanie odbędzie się w sierpniu w Dżakarcie. Będzie ono poświęcone następującym obszarom: edukacji, przemysłowi rybnemu, radarom, kształceniu oraz turystyce. Ta grupa robocza przyjrzy się tym potencjalnym obszarom współpracy i w ramach niej będziemy finalizować poszczególne projekty.

Cały wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Ministrem ds. Morskich Indonezji, Luhutem Binsarem Pandjaitanem, pt. „Możemy połączyć siły z pożytkiem dla obydwu krajów”, znajduje się na s. 6 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Ministrem ds. Morskich Indonezji, Luhutem Binsarem Pandjaitanem, pt. „Możemy połączyć siły z pożytkiem dla obydwu krajów” na s. 6 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Odsłonięcie pomnika Witolda Pileckiego. Jest to postać, która dokonała czynów na miarę greckiego króla Sparty Leonidasa

Rotmistrz Witold Pilecki jest przez historiografię brytyjską zaliczany w poczet największych bohaterów II wojny światowej. Cechowała go odwaga i hart ducha niedostępny zwykłym ludziom.

Zdzisław Janeczek

Rotmistrz Witold Pilecki (1901–1948), bo o nim tu mowa, był oficerem kawalerii Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, żołnierzem Armii Krajowej, ochotnikiem do KL Auschwitz i organizatorem obozowego ruchu oporu. Ponadto – autorem raportów o Holokauście, tzw. Raportów Pileckiego, uczestnikiem powstania warszawskiego (Reduta Witolda), jeńcem obozów w Lamsdorf i Murnau, wreszcie żołnierzem II Korpusu we Włoszech, dowodzonego przez gen. Władysława Andersa.

Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci, został stracony w mokotowskim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie 25 V 1948 r. i pochowany w bezimiennej mogile na powązkowskiej Łączce. Oskarżenie anulowano dopiero w 1990 roku. (…)

Niestety do dziś bohater nie ma swojej mogiły; zadbali o to jego prześladowcy. Z powierzchni ziemi starto także jego dom rodzinny – stary dwór w Sukurczach – zacierając najmniejsze po nim ślady.

Projekt Jacka Kicińskiego, wyróżniony spośród ponad 40 nadesłanych prac, otrzymał pierwszą nagrodę za: „udane wpisanie się w kontekst miejsca za pomocą czystej, geometrycznej formy i klarownej kompozycji upamiętnienia”. (…)

Pomnik Witolda Pileckiego ukazuje go jako jednego z żołnierzy wyklętych, broniących nawet za cenę życia takich wartości, jak wolność, honor i godność człowieka. Nieprzypadkowo historycy zaliczyli go w poczet sześciu najwybitniejszych twórców europejskiego ruchu oporu.

Monument ma formę pękniętego, kamiennego bloku, z którego wyłania się pełna dynamiki i heroizmu postać rotmistrza Witolda Pileckiego. Sześcienny blok jest symbolem zniewolenia, Pilecki niczym antyczny heros rozrywa powłokę kamiennego bloku i wychodzi zwycięsko z tych prometejskich zmagań. Jednak w przeciwieństwie do tytana Prometeusza, nasz bohater nie był w swojej walce osamotniony.

Ostateczne zwycięstwo, wyrażone pękającą sześcienną bryłą, jest dziełem zbiorowym, dokonującym się w określonym czasie. Unicestwienie zniewalającej powłoki nie następuje w jednej chwili, najpierw pojawiają się pęknięcia i rysy. Jest to dzieło ukazanych w sposób symboliczny na jednej ze ścian tysięcy anonimowych żołnierzy polskiego Państwa Podziemnego, ofiar dwóch systemów totalitarnych nękających ich Ojczyznę.

Tak więc postać Witolda Pileckiego wyłania się z pękniętego kamienia tak samo, jak prawda o nim, która została ujawniona po upływie czterdziestu lat od jego męczeńskiej śmierci, w chwili upadku komunistycznego reżimu.

Warto także zwrócić uwagę na aspekt architektoniczny. Nieskomplikowana bryła pomnika rozpoznawalna jest w miejscu przeznaczenia, na pasie zielonym w Alei Wojska Polskiego, w otoczeniu zabudowań równie geometrycznych. Stwarza wrażenie, jakby istniała tam od zawsze. Idealnie wpisuje się w otoczenie. (…)

Odsłonięcie zaplanowano na 13 V br., tj. w 116. rocznicę urodzin bohatera. Lokalizacja monumentu nawiązuje do (kamienicy nr 40, gdzie było mieszkanie jego szwagierki Eleonory Ostrowskiej) miejsca, w którym rotmistrz Witold Pilecki w 1940 r. dołączył do łapanki, żeby znaleźć się wśród osób wywiezionych do obozu KL Auschwitz.

Cały artykuł Zdzisława Janeczka pt. „Pomnik Niezłomnego Żołnierza” znajduje się na ss. 6-7 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zdzisława Janeczka pt. „Pomnik Niezłomnego Żołnierza” na ss. 6-7 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dekret Bieruta obowiązuje do chwili obecnej. Stawia znak równości pomiędzy władzą dzisiejszą a dawną władzą totalitarną

Pozbawienie własności nieruchomości wszystkich mieszkańców milionowego miasta – jedynego w kraju! – nie miało żadnego związku ze względami wyższej użyteczności publicznej i było całkowicie bezprawne.

Maria Czyżowicz-Malinowska

Niewyobrażalna jest sytuacja, ażeby obecnie w Niemczech obowiązywały ustawy norymberskie wydane przez III Rzeszę, np. O ochronie czci i krwi niemieckiej itp. zbrodnicze wytwory, które stanowiły fundament prawnej działalności totalitarnego państwa faszystowskiego. A w Polsce nadal obowiązuje „akt prawny”, stanowiący jeden z filarów totalitarnego państwa komunistycznego, którym jest dekret z 26 października 1945 r., pozbawiający własności gruntów (i budynków) wszystkich mieszkańców Warszawy, podpisany przez Bieruta.

Poseł Krzysztof Łapiński powiedział w programie „Kawa na ławę”, że reprywatyzacja to były bolszewickie praktyki, bo tysiące ludzi straciło swoje mieszkania, w których mieszkało po kilkadziesiąt lat, i trafili na bruk.

To nie do końca tak, szanowny Panie Pośle. Najpierw bezprawnie pozbawiono prawa własności tych, którzy byli prawowitymi właścicielami kamienic. Odpowiedzialność polityczną za obecną sytuację związaną z reprywatyzacją nieruchomości położonych w granicach miasta Warszawy z dnia 1 września 1939 r., która jest skutkiem wcześniejszego przejmowania przez władze publiczne nieruchomości warszawskich z naruszeniem prawa, ponoszą wszystkie ekipy polityczne, w tym obecna, która już raz była przy władzy, nie wyłączając władzy sądowniczej.

Od 1944 r. do chwili obecnej, to jest do 2017 r., bez względu na rodzaj opcji politycznej administracja publiczna, w tym także po części wymiar sprawiedliwości (sądy administracyjne), w odniesieniu do zagadnienia reprywatyzacji zachowują się jak paser, wyznający zasadę „raz ukradzionego nie oddamy”. A obecne twierdzenie elit politycznych, że powołanie komisji do spraw reprywatyzacji ma na celu naprawienie krzywd, jest czczą gadaniną. Naprawdę działanie to ma na celu doprowadzenie do wtórnego podziału łupów z tego, co już raz zostało ukradzione. (…)

Pozbawienie własności gruntów (i budynków) wszystkich mieszkańców milionowego miasta (jako jedynego na terenie kraju!) nie miało żadnego związku ze względami wyższej użyteczności publicznej i było całkowicie bezprawne. Przepisy dekretu naruszyły także zasadę równości obywateli wobec prawa, jako że restrykcyjność dekretu obejmowała wyłącznie właścicieli nieruchomości w Warszawie.

Obecne obowiązywanie omawianego dekretu w systemie prawnym naszego państwa stawia znak równości pomiędzy obecną władzą ustawodawczą i wykonawczą a dawną władzą totalitarną, która w sposób udokumentowany obciążona jest zbrodniami przeciwko własnemu narodowi. Od chwili transformacji ustrojowej w Polsce zarówno władza wykonawcza, jak i ustawodawcza werbalnie deklarują „rządy prawa” i budowę „państwa prawa”. Jednocześnie trwa dostosowywanie systemu prawa polskiego do systemu prawnego Unii Europejskiej, które najwyraźniej nie dotyczy dekretu z dnia 26 października 1945 r., skoro jego przepisy do chwili obecnej są przywoływane w decyzjach administracyjnych jako podstawa prawna tych aktów. (…)

Powołana przez Sejm Komisja do spraw reprywatyzacji powinna zająć się w pierwszej kolejności tym, co zostało zagarnięte przez władze publiczne wskutek bezprawnej, rozszerzającej interpretacji przepisów tzw. dekretu Bieruta, czyli tym, co do tej pory nie zostało zwrócone prawowitym właścicielom lub ich spadkobiercom. Dopiero później powinna przyjrzeć się nieruchomościom „zreprywatyzowanym”, co w szczególności dotyczy budynków, które nie zostały zniszczone w czasie działań wojennych lat 1939–1945.

Należałoby równolegle badać sprawy, w których wydano decyzje odmawiające zwrotu nieruchomości faktycznym spadkobiercom byłych właścicieli, a tam, gdzie zwrot w naturze nie jest możliwy, wypłacić odszkodowania za przejęty grunt i budynki według ich aktualnej wartości.

Krzywdy biednym lokatorom kamienic należy zaś naprawiać bez szczególnych sentymentów, ale z wyczuciem, ponieważ w zagarniętych prawowitym właścicielom nieruchomościach przydziały lokali mieszkalnych z reguły dostawali funkcjonariusze byłego Urzędu Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej, resortów MSW, członkowie etatowi PPR, PZPR, ZSL – i część obecnie „pokrzywdzonych reprywatyzacją” (czyli wyrzuconych z lokali) to ich potomkowie.

Nie znam przypadku, by po 1945 r. w kamienicy, która nie została zniszczona, tzw. szary obywatel dostawał przydział lokalu. Z reguły dostawał przydział w ruinach (piwnica, suterena), gdy wykazał, że był w nich zameldowany przed 1 września 1945 r.

Odnośnie do umów dotyczących odkupienia przez osoby trzecie roszczeń od faktycznych spadkobierców po prawowitych byłych właścicielach nieruchomości warszawskich – ewentualne odszkodowanie nie powinno być wyższe niż kwota, za jaką wykupiono roszczenie. A członków mafii reprywatyzacyjnej, przejmujących nieruchomości bez podstawy prawnej, należy pozbawić korzyści z zagarniętego mienia, orzekając jego zwrot lub zwrot równowartości, za jaką nieruchomość została sprzedana po jej przejęciu. Dodatkowo nałożyć karę grzywny oraz zapewnić dłuższy pobyt w zakładzie karnym. Kradzione nie tuczy.

Cały artykuł Marii Czyżowicz-Malinowskiej pt. „Kradzione nie tuczy” znajduje się na s. 12 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marii Czyżowicz-Malinowskiej pt. „Kradzione nie tuczy” na s. 12 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Wielkopolski Kurier Wnet” 37/2017, Jolanta Hajdasz: Czyżby była szansa na wznowienie śledztwa ws. kaźni abpa Baraniaka?

Państwo polskie skrzywdziło abpa Baraniaka w latach 50., gdy był więziony i katowany bez postawienia zarzutów, a drugi raz, gdy w 2011 r. umorzono śledztwo przeciw jego katom, ponoć „z braku dowodów”.

Jolanta Hajdasz

Kilka dni temu, późny wieczór i sms, którego już pierwsze zdanie stawia mnie na równe nogi: „Pani Jolu! Mam wezwanie do stawienia się na przesłuchanie w IPN na najbliższy piątek”.

Wiadomość przysłała dr Małgorzata Kulesza-Kiczka. To ta lekarka, która widziała blizny na plecach abpa Antoniego Baraniaka, sekretarza prymasów Hlonda i Wyszyńskiego, więzionego i torturowanego na Rakowieckiej w Warszawie przez ponad 2 lata. Blizny, które, jak sam powiedział badającym go kilka tygodni przed śmiercią lekarkom, były „pamiątką po pobycie w więzieniu”.

A więc jednak może jest szansa na wznowienie śledztwa w sprawie jego prześladowania fizycznego i psychicznego? – to moja pierwsza refleksja i najważniejsze pytanie, na które do tej pory odpowiadałam sobie negatywnie. Chodzi o śledztwo, które Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, czyli pion śledczy IPN, umorzyła w 2011 r. m.in. z braku dowodów.

Tymczasem od 6 lat rejestruję te dowody, czyli relacje świadków, w filmach dokumentalnych, ale póki co, żaden z nich nie był wystarczającym powodem do wznowienia tego śledztwa, choć żyło jeszcze pięciu oprawców abpa Baraniaka, którzy powinni za swoje czyny odpowiedzieć przed niezawisłym sądem.

Czyżby coś się zmieniło? Oby wreszcie tak. Państwo polskie skrzywdziło bowiem abpa Baraniaka co najmniej dwukrotnie: pierwszy raz w latach pięćdziesiątych, gdy został aresztowany, więziony i katowany, choć nawet nie postawiono mu zarzutów, a drugi raz właśnie wtedy, gdy w 2011 r. uzasadniano umorzenie śledztwa przeciwko torturującym go ubekom brakiem dowodów na prześladowanie fizyczne i psychiczne.

Ta decyzja w świetle tego, co wiemy dziś o mokotowskiej kaźni, jest skandalem. Ale czy uda się coś w tej sprawie zrobić teraz, po tylu latach, gdy świadków tamtych dramatów praktycznie nie ma wśród żyjących, bo ostatnie dziesięciolecie zabiera tych, którzy jeszcze pamiętają tamten czas?

Póki co, sprawiedliwości dla abpa Baraniaka szukamy w inny sposób – pisząc listy do kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, z prośbą o pośmiertne odznaczenie dla Niezłomnego Biskupa i do abpa Stanisława Gądeckiego, z prośbą o wszczęcie jego procesu beatyfikacyjnego.

Każdego, kto jeszcze tego podpisu nie złożył, zachęcam do odwiedzenia stronywww.antonibaraniak.pl – tam można się dowiedzieć wszystkich szczegółów. Obaj adresaci tych listów otwartych otrzymali już po blisko 7 tysięcy podpisów. Może zdążą na nie zareagować w tym roku, gdy mija 40 rocznica śmierci arcybiskupa Antoniego Baraniaka, zapomnianego bohatera polskiego Kościoła i Państwa.

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz znajduje się na s. 1 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz na s. 1 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Śląski Kurier Wnet” 37/2017, Jadwiga Chmielowska: Frasyniuk dał niezamierzony dowód, komu służy KOD i cała ta hałastra

Plakietka z napisem „Ебать ПиС” ustawiła Władysława Frasyniuka nie tam, gdzie stało ZOMO, ale OMON! No cóż, Władku, nie sądzę, byś się spodobał Putinowi, prędzej pomyślał – Wot i durak!

Jadwiga Chmielowska

Historia nabiera tempa. Na konflikcie USA z Niemcami, które nadają ton polityce UE, Polska i małe kraje mogą tylko wygrać. Prorosyjska polityka Angeli Merkel prowadzi w konsekwencji do wojny z Rosją. Imperializm rosyjski nie zmienił się. Putinowi, tak jak Leninowi, marzy się Europa od Atlantyku do Pacyfiku. W 1920 roku na przeszkodzie stanęła Polska, teraz Ukraina. Uratować Europę mogą jedynie USA, dając jej wsparcie.

Mit globalnego ocieplenia upadł, lecz pakiet klimatyczny nadal uderza nie tylko w naszą gospodarkę, ale i w bezpieczeństwo energetyczne. Na jego zapisach znów najbardziej cierpi Śląsk.

Współpracę Niemiec i Rosji w destabilizacji Polski najlepiej widać na Śląsku. Jeden z przywódców Związku Ludności Narodowości Śląskiej próbował mi tłumaczyć, że autonomia jest w interesie Polski, bo jak Rosja i Niemcy ją rozgrabią, to zostanie skrawek wolnego terytorium. Fałszowana jest historia Śląska, promuje się niemieckość.

Polityka tworzenia sztucznego narodu nie jest nowa. Już na początku XX wieku miała stanowić zaporę dla polskiego żywiołu. Teraz na zachodzie Europy realizuje się pomysł rozmycia narodów przez napływ imigrantów i rozbicie państw na autonomie i państewka, aby nie mogły się bronić i stanowiły łatwy łup. Postawa Polski, Czech, Węgier i Austrii może zniweczyć te plany. Europejskie elity polityczne nie zdały egzaminu. Poszczególne narody zdają sobie teraz z tego sprawę.

Polskie elity – już na szczęście opozycyjne – poznaliśmy na biesiadach u Sowy. Teraz Tusk dał popis zdrady interesów państwa. Jacek Saryusz-Wolski tak wspomina posiedzenie w Brukseli: Byłem na sali plenarnej, kiedy Donald Tusk poparł procedurę Komisji Europejskiej prowadzącą do sankcji przeciw Polsce. Powiedziałem sobie w myślach: „Co za szmata”.

Wiele postaci opozycji solidarnościowej lansowanych na przywódców okazało się żałosne. Najlepszy popis dał ostatnio Władysław Frasyniuk. Plakietka z napisem „Ебать ПиС” ustawiła go nie tam, gdzie stało ZOMO, ale OMON! No cóż, Władku, nie sądzę, byś się spodobał Putinowi, prędzej pomyślał – wot i durak!

Swoją drogą, trzeba pochwalić Frasyniuka. Dał niezamierzony dowód, komu służy KOD i cała ta hałastra.

Znowu protektor niemiecki spotkał się z rosyjskim. Historia się lubi powtarzać, ale w groteskowej formie. Jakich mamy współczesnych targowiczan, każdy widzi. Niestety nie każdy zaprzaniec jest tak durny. Cały czas idzie rosyjska propaganda i dezinformacja robiona w bardzo fachowy sposób. Miliardy dolarów przeznaczają na obcojęzyczne media, na agentów wpływu.

Wbrew pozorom, Rosjanom jest trudniej prowadzić propagandę w krajach postkomunistycznych niż w wolnym świecie. Tam i lewicowe, i prawicowe partie otrzymują pękate sakiewki. Nawet w USA udowodniono próby rosyjskiej ingerencji w wybory. Kilka krajów odeszło od elektronicznego liczenia głosów z obawy przed fałszerstwem.

Najgorsze jest to, że wyborcy nie wiedzą, na kogo głosują. Wybierani są ludzie, których lansuje marketing polityczny. Stąd taki szok wśród łże-elit po wyborze Trumpa. Amerykanie wybrali człowieka, wydaje się, autentycznego, a nie kolejną marionetkę establishmentu.

Różne GIODO i sądy czuwają nad tym, by nie ujawniać informacji mogących wpłynąć negatywnie na wizerunek kolejnego Dyzmy, kreowanego na wielkiego patriotę i fachowca.

Piłsudski już 100 lat temu apelował – Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej znajduje się na s. 1 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej na s. 1 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Kurier Wnet” 37/2017, Krzysztof Skowroński: 28 czerwca rozpoczynamy letnią trasę Radia WNET „W 80 dni dookoła Polski”

Pierwsze Poranki nadamy z Poznania i Katowic. W tym roku dwie ekipy naszych dziennikarzy będą przemierzać Polskę we wszystkich kierunkach, aby odwiedzić jak najwięcej miejscowości i ich mieszkańców.

Krzysztof Skowroński

W swojej historii Radio WNET przejechało dziesiątki tysięcy kilometrów, nadając setki godzin audycji z kilkuset miejsc w Polsce i w Europie.

Na żywo nadawaliśmy dla naszych słuchaczy na całym świecie „Poranki WNET” z placu Świętego Piotra, z ulic Rzymu, z placu św. Łucji w Wenecji, z Sarajewa, Budapesztu, z dachu Pałaców Biskupów w Pradze, z Berlina, Kijowa, Wilna, Lwowa, Stanisławowa, Krzemieńca, Bukaresztu, Bratysławy, Zagrzebia – i oczywiście wielokrotnie przejechaliśmy Polskę wzdłuż i wszerz.

Naszą tradycją stały się już wakacyjne podróże Radia WNET. Pierwsza, która trwała całe lato,  miała miejsce w roku 2012. Jej początek został uwieczniony na zdjęciu, które mogą Państwo zobaczyć na ostatniej stronie tego numeru „Kuriera WNET”.

Ubiegłego lata dziennikarze Radia WNET przemierzyli pieszo szlak z Jastarni na Jasną Górę, codziennie nadając 113-minutową audycję.

Naszą tegoroczną trasę pod hasłem „W 80 dni dookoła Polski” rozpoczniemy w czerwcu. Dwie ekipy naszych dziennikarzy będą przemierzać nasz kraj we wszystkich kierunkach, tak aby odwiedzić jak najwięcej miejscowości i ich mieszkańców. Jako pierwsze nadamy „Poranki WNET” z Poznania (28 i 29.06) oraz Katowic (30).

W lipcu będziemy w Głubczycach (3), Przemyślu (4), Świnoujściu (5), Warszawie (6), Szczecinie (7), Gorzowie Wielkopolskim (10), Zielonej Górze (11), Lubinie (12), Zgorzelcu (13), Bogatyni (14), Nowogrodźcu (17), Zamościu (18), Brzegu (19), Chełmie (20), Opolu (21), Włodawie (24), Suszcu (25), Terespolu (26), Cieszynie (27), Białowieży (28) i Supraślu (31).

W 73 rocznicę wybuchu powstania warszawskiego nadamy „Poranek WNET” z Warszawy.

Natomiast trasę „W 80 dni dookoła Polski” będziemy kontynuować w sierpniu, realizując nasze poranne audycje z Augustowa (2), Sejn (3), Suwałk (4), Żywca (7), Wadowic (8), Nowego Targu (9), Nowego Sącza (10), Zakopanego (11), Bartoszyc (14), Gietrzwałdu (15), Olsztyna (16), Przekopu (17), Malborka (18), Gdyni (21), Tarnowa (22), Słupska (23), Rzeszowa (24), Gryfic (25), Sanoka (28), Szczecina (29), Przemyśla (30) i po raz kolejny z Lubina (31), gdzie trzy lata po podpisaniu porozumień sierpniowych z 1980 roku, w trakcie stanu wojennego, w wyniku działań milicji i ZOMO od kul zginęły 3 osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych.

We wrześniu dwie ekipy naszego radia będą się przemieszczać wzdłuż Wisły. Jedna rozpocznie podróż od jej ujścia i dlatego miesiąc przywitamy w Gdańsku (1). Druga wystartuje od źródeł naszej królowej rzek i pierwszy „Poranek Wnet” nada z Wisły (4).

Kolejnych audycji wysłuchają Państwo z Mikoszewa (5), Harmęż (6), Chełmna (7), Tyńca/Krakowa? (8), Torunia/Bydgoszczy? (11), Nowego Korczyna, (12), Czerwińska (13) i Puław (14). 15 września, w 80 dniu tegorocznego objazdu po Polsce, obie ekipy spotkają się w Warszawie.

Zapraszamy do włączenia radia na stronie WNET.fm, gdzie „Poranków WNET” codziennie można słuchać na żywo od 7:07 do 9:00, a następnie najciekawsze rozmowy oraz całą audycję odsłuchać w artykułach multimedialnych publikowanych przez naszą redakcję.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego znajduje się na s. 1 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego na s. 1 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego