„Wielkopolski Kurier Wnet” 38/2017, ks. Dariusz Oko: Bogiem ateisty staje się jego niezwykle silna żądza seksualna

Człowiek zdominowany przez seksualność łatwo dzieli ludzi na obiekty pożądania, ludzi mu obojętnych, bo nieatrakcyjnych seksualnie, i przeciwników – przeszkadzających mu w realizacji jego dążeń.

Dariusz Oko

Dzieło rozumu ateistycznego

Gender to kolejna utopijna ideologia ateistów, tym razem przeznaczona dla tych, dla których bogiem stał się seks. Każde życie wymaga bowiem jakiegoś uzasadnienia, jakiegoś światopoglądu. Także życie kogoś, kto popadł w nałóg seksu, jak wiele współcześnie żyjących osób. Nawrócenie z mocnego, zakorzenionego nałogu jest bardzo trudne, dlatego wielu zamiast tego wybiera drogę racjonalizacji. W filozofii i psychologii znane są dziesiątki mechanizmów racjonalizacji. Jej współczesną odmianą, stosowaną przez ludzi zdominowanych przez seksualność, jest właśnie teoria gender.

Samookłamywanie, pozorne rozumowe tłumaczenie i uzasadnianie swojego postępowania jest oczywiście o wiele łatwiejsze niż walka z nałogiem, przynosi chwilową ulgę jako znieczulenie rozumu i sumienia. Według reguły: „Jeśli nie żyjesz, jak myślisz, to będziesz myślał jak żyjesz”.

Z teorią Marksa w tle

Teoria gender to głównie dzieło rozumu ateistycznego, gdyż to przede wszystkimi ateiści są jej prekursorami, twórcami oraz propagatorami. Widać to również w Polsce, gdzie najbardziej przekonani, walczący genderyści są zarazem najbardziej przekonanymi, walczącymi ateistami – jak profesorowie filozofii Jan Hartman i Magdalena Środa, prawnik Magdalena Fuszara oraz polityk Janusz Palikot.

Jest to zgodne z samą naturą ideologii gender, opartej głównie na myśli takich walczących ateistów, jak Fryderyk Nietzsche, Karol Marks, Jean-Paul Sartre, Antoni Gramsci, Herbert Marcuse, Michael Foucault czy Judith Butler. To dlatego ci, którzy jeszcze wczoraj głosili ateizm marksistowski, dzisiaj swobodnie przechodzą do głoszenia ateizmu genderowego – jak Zygmunt Bauman czy inni neomarksiści, postmoderniści i genderyści w jednej osobie.

Ateizm nie jest jednak dobrym punktem wyjścia w refleksji nad rzeczywistością. Z punktu widzenia teistycznego można przedstawić to tak, jakby nienarodzone jeszcze dziecko mówiło, że jego matka nie istnieje, bo jej nie widzi, albo jakby ogrodnicy mówili, że doskonale poradzą sobie bez słońca, bo wystarczy im księżyc. Teistyczny punkt widzenia był i jest dominujący, był i jest również najlepiej uzasadniony – rozumowo i liczbowo. Z naukowego punktu widzenia można powiedzieć, że jest on hipotezą najbardziej prawdopodobną, wiarą najbardziej racjonalną. To dlatego zdecydowana większość ludzi, w tym także zdecydowana większość naukowców oraz filozofów, była i jest teistami.

Ateizm był i pozostaje poglądem mniejszości (a nawet zjawiskiem marginalnym), czymś w granicach jednej z wielu możliwych umysłowych aberracji. W naszych czasach rozprzestrzenia się jedną z dwóch bardzo złych dróg. Pierwsza to narzucanie go poprzez krwawy terror i liczone w milionach ofiar masowe ludobójstwa – jak w Związku Radzieckim, Chinach, Kambodży czy Korei Północnej. Druga to otępienie przejedzonych, przesyconych społeczeństw bogatego Zachodu, gdzie coraz więcej ludzi skupia swoje zainteresowania jedynie na konsumpcji i trawieniu, a nie samym życiu i jego sensie.

Nie tylko rozum

Każdy światopogląd, filozofia czy ideologia są w dużej mierze wiarą w szerokim sensie, czyli zbiorem przekonań, których nie jesteśmy w stanie wystarczająco, do końca uzasadnić według racjonalnych kryteriów naszych czasów. Przekonań, które przyjmujemy zatem na zasadzie zaufania do ich głosicieli. Rozum i wiara są wobec tego nierozerwalne i nierozłączne. Występują razem wszędzie, w każdej nauce, w każdej filozofii i w każdym światopoglądzie – tylko w różnych proporcjach.

Dlatego ateizm również jest jedynie swego rodzaju wiarą, tyle że szczególnie słabo uzasadnioną i wybitnie prymitywną. Można powiedzieć, że jest w istocie wiarą najbardziej nieracjonalną. Ateiści bowiem wierzą w to, że istnieje jedynie materia, czyli coś nierozumnego, nieświadomego siebie, niezdolnego do podejmowania decyzji, do miłości i tworzenia kultury, a jednocześnie przez swoją działalność usiłują zaprzeczyć własnej wierze.

Pomimo tego poszczególni ateiści mogą okazać się osobami, które swoimi zaletami intelektualnymi i moralnymi przewyższają wielu teistów. Święta Edyta Stein, która długie lata przeżyła jako szlachetna ateistyczna filozof, po swoim nawróceniu mówiła, że kto szczerze szuka prawdy, ostatecznie szuka Boga.

Człowiek jest istotą bardzo skomplikowaną, złożoną, wielopoziomową, która często nie panuje nad samą sobą, nie jest do końca konsekwentna ani intelektualnie, ani moralnie, ani też egzystencjalnie. W przypadku irracjonalnych poglądów jest to akurat korzystne. Stąd na szczęście nie wszystkie absurdy, które nosimy w głowie, przekładają się na absurdy życia.

Istnieje także pewna fortunna niekonsekwencja – także ateistyczna niekonsekwencja. Ateiści zwykle nie są do końca konsekwentni w swojej ateistycznej wierze. Uznają na przykład w sobie te cechy czy zdolności – chociażby pragnienie duchowej miłości – których nie ma w materii, do której ich wiara redukuje całą rzeczywistość.

Jednak średnia statystyczna wskazuje, że ateiści wiodą gorsze życie, gorzej wypadają szczególnie na polu moralnym. Potwierdza to historia, badania socjologiczne i osobiste doświadczenie. Porównanie życia chrześcijan i ateistów zachodniego kręgu kulturowego wykazało, iż ci pierwsi żyją o wiele bardziej etycznie, są o wiele bardziej gotowi do pomocy i służby bliźnim. To, co w życiu najważniejsze – małżeństwo i rodzina – udaje się im najlepiej ze wszystkich, ich związki są trwalsze i szczęśliwsze, a dzieci zostają najlepiej ze wszystkich wychowane.

Źródło krzywdy i nędzy

Nieprzypadkowo w skali całego globu krajem największej ludzkiej krzywdy i nędzy, największego upodlenia człowieka jest Korea Północna. Kraj od siedemdziesięciu lat całkowicie poddany rządom ateistów, w którym zrealizowali oni wszystkie swoje plany. Doprowadziło to do urządzenia państwa na kształt wielkiego obozu koncentracyjnego. Nieprzypadkowo też najbiedniejszym krajem w Europie jest Albania, którą na drodze inżynierii społecznej i bezwzględnego terroru usiłowano przekształcić w państwo całkowicie ateistyczne.[related id=26119]

Największa – bo ateistyczna – nędza duchowa prowadzi też do największej nędzy materialnej. Nieprzypadkowo zbrodnie przeciw ludzkości motywowane ideologią – pochłaniające nieporównywalną z niczym ilość ofiar – popełnili właśnie ateiści. Ofiary komunizmu ocenia się na ponad 100 milionów osób. Jest to 17 razy więcej niż Holocaust Izraelitów dokonany przez nazistów, którzy także często byli ateistami (przynajmniej praktycznymi) albo okultystami, śmiertelnymi wrogami Boga i chrześcijaństwa.

Czerwoni Khmerzy w Kambodży w ciągu trzech i pół roku rządów pozbawili życia jedną czwartą swoich rodaków – około dwa miliony osób. Szacuje się, że wielki, sprowokowany przez komunistów głód na Ukrainie pochłonął przynajmniej 6 milionów ludzi; wszystkie zbrodnie komunistyczne dokonane w ZSRR szacowane są na 20 milionów ofiar, w Chinach zaś liczba ta zbliża się do 65 milionów (!). Do piekła Gułagu sowieckiego trafiło około 29 milionów osób.

Te największe zbrodnie dziejów popełniono w imię ideologii komunistycznej, która miała być najbardziej prawdziwą i najbardziej naukową teorią naszych czasów. Teorią nieomylną i absolutną, szczytowym wytworem ludzkiego umysłu – trzeba dodać: umysłu ateistycznego. Ateiści nigdy nie przeprosili za te zbrodnie i nigdy dostatecznie poważnie nie przemyśleli, dlaczego do nich doszło oraz co zrobić, żeby historia się nie powtórzyła. Te doświadczenia historyczne każą z najwyższą ostrożnością, krytycyzmem i podejrzliwością patrzeć na teorie będące dziełem myśli ateistycznej, które przypisują sobie cechy boskie, tj. nieomylność i absolutność.

Genderyści na ogół jednak nie są w stanie albo nie chcą dostrzec, że podobną krytykę, jaką stosują wobec innych, można i należy zastosować wobec nich samych. Studiując ich najbardziej reprezentacyjne dzieła, można dostrzec, że są to prace będące w dużym stopniu rezultatem następującej, dziesięcioetapowej dialektyki myślenia ateistycznego i ateistycznej egzystencji, warunkujących i napędzających się wzajemnie.

Dialektyka gender:

Po pierwsze: Jeżeli Bóg istnieje, co filozoficznie jest twierdzeniem najlepiej uzasadnionym, to ateizm jest fundamentalnym błędem początku, absurdem założycielskim, niejako grzechem pierworodnym myślenia, który nieuchronnie musi prowadzić do następnych błędów i absurdów na kolejnych etapach myślenia i egzystencji – podobnie jak poważny błąd na początku łańcucha równań matematycznych.

Po drugie: Jednym z pierwszych takich absurdów jest postawienie siebie ponad Boga. Dla ateisty bowiem Bóg jest jedynie błędną, pustą ideą, nieporównywalną z ateistą, czyli z żywą istotą o umyśle pełnym idei najbardziej słusznych i nieomylnych. Jak uczy historia, stawianie siebie ponad Boga łatwo prowadzi do czynów strasznych, wprost demonicznych.

Po trzecie: Ateista – zgodnie ze swoją wiarą w to, że istnieje tylko materia – uważa zazwyczaj samego siebie za jedynie przypadkowy produkt ewolucji, za trochę tylko bardziej inteligentne zwierzę. Ma dlatego nieuchronną tendencję do przeceniania w sobie tego, co zwierzęce, a niedoceniania tego, co duchowe. Nawet do odrzucania całej sfery duchowej. Chętnie tłumaczy zatem to, co człowiecze, poprzez to, co zwierzęce; to, co duchowe, poprzez to, co biologiczne, fizjologiczne. Niekiedy nawet redukuje pierwsze do drugiego, wyższe do niższego, przez co cofa się w ewolucji.

Nieraz argumentacja ateistyczna sprowadza się do nakazu: „Czyńmy tak, bo tak zachowują się zwierzęta”. Jest to tym bardziej nieunikniony punkt dojścia, że odrzucając Boga, ateista odrzuca to, co jest najwyższe, najbardziej duchowe w całym istnieniu, ale też i w nim samym. Neguje Byt absolutny, ale też neguje najlepszą, najwyższą część samego siebie, która jest przeznaczona do bycia miejscem poznania tego Bytu. Nie może tej sfery zupełnie zniszczyć, ale może ją wypierać ze swej świadomości i tym samym jakby „usypiać”. Tak doprowadza do okaleczenia i atrofii całą najwyższą i najbardziej centralną część swojego ducha.

Po czwarte: Prowadzi to jednak do fundamentalnej sprzeczności pomiędzy przypisywaniem sobie roli boskiej, a zarazem tendencją do redukowania siebie do zwierzęcości. Ateista usiłuje rozwiązać tę sprzeczność poprzez poszukiwanie boga zastępczego, na którego tak czy inaczej jest skazany. Jego ludzka natura, stworzona do bycia-z-Bogiem, domaga się jakiejś namiastki, jakiegoś zastępcy Boga odrzuconego. Każdy przecież potrzebuje jakiejś wartości centralnej i najwyższej, ześrodkowującej oraz organizującej całe jego życie (albo zespołu takich wartości).

Bezwzględność tej potrzeby widać szczególnie wyraźnie w totalitarnych państwach ateistycznych, które natychmiast, równolegle do eksterminacji religii i praktykujących wiernych, wprowadzają nowe formy quasi-religijne, w których cześć boską oddaje się najczęściej partii oraz jej liderom.

Taką namiastką Boga może stać się wiele rzeczy. Można jednak zauważyć pewne preferencje związane z ateistycznym przecenianiem siebie, a zarazem z redukowaniem siebie do fizyczności. Szczególnie uprzywilejowane są tutaj władza, bogactwo i zaspokajanie potrzeb zmysłowych, które mamy wspólne ze zwierzętami. Pozostaje to w zgodzie z powiedzeniem, że ateista to taki człowiek, który nie uznaje absolutnie żadnego Boga poza jednym wyjątkiem – siebie samego.

Dlatego też szczególnie często typowymi „bogami” ateisty staje się on sam i jego niezwykle silna żądza, czyli żądza seksualna. Widać to wyraźnie w życiu takich protagonistów genderyzmu, jak Markiz de Sade, Aleksandra Kołłątaj, Magnus Hirschfeld, Wilhelm Reich czy Alfred Kinsey. Ci ludzie rzeczywiście żyli tak, jakby seks był ich jedynym bogiem, dającym jedyne możliwe „zbawienie”. Konsekwentnie degradowali się, aż do gorzkiego końca, jako gorliwi wyznawcy takiego „boga”.

Butler, niejako Karol Marks współczesnego genderyzmu, czyni z przyjemności seksualnej centralną wartość swojego i społecznego życia, której muszą być podporządkowane inne wartości, w tym szczególnie małżeńskie i rodzinne. W publikacjach wielokrotnie eksponowała główny cel i sens swojej egzystencji, za które uważa maksymalizację przyjemności seksualnej. Tak jakby seks był bogiem, któremu cześć oddaje się całą sobą.

Po piąte: Funkcjonowanie jako czciciel bożka seksu musi jednak prowadzić do głębokiej destrukcji osobowości. Taka postawa życiowa rodzi złowrogie, zatrute owoce. Wówczas bowiem pewien rodzaj przyjemności zmysłowej stawia się ponad wszystko, także ponad to, co najwyższe i najpiękniejsze, najbardziej duchowe w człowieku i bycie. Ponad osobę i Boga, ponad duchowość i miłość, ponad rozum, wolność i uczucia. Rezultatem takiej postawy są nieopanowane dążenia, nienawistne słowa i okrutne czyny w konsekwencji prowadzące do zniszczenia całego życia.

Wyjaśnienie i uzasadnienie

Między innymi z tego właśnie względu w 2015 roku opinia publiczna w Polsce została wstrząśnięta słowami Jana Hartmana, najbardziej przekonanego i walczącego ateisty-genderysty, który stwierdził, że być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi? oraz: Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Dodał także: Wygląda na to, że upada najsilniejsze tabu ziemskiego globu, jakim jest zakaz kazirodztwa. (…) Co właściwie może dziś służyć za usprawiedliwienie zakazu kazirodztwa? Ze względu na odniesienie do matki, można tę wypowiedź rozumieć jako pochwałę nie tylko kazirodztwa, ale także pedofilii kazirodczej. W podobnym duchu o kazirodztwie wypowiadały się dwie inne walczące ateistki-genderystki, „profesorki” Magdalena Środa i Małgorzata Fuszara.

Nie jest to przypadek. Duński genderysta, profesor prawa Vagn Greve stwierdził: Jeśli dwie dorosłe osoby, w tym na przykład ojciec i córka, chcą być ze sobą razem, to nie widzę problemu. (…) Nie widzę absolutnie żadnej różnicy między legalizacją związków homoseksualnych a dopuszczeniem związków kazirodczych.

Podobnie wypowiedział się sędzia Garry Nielson z Australii: Sąd może nie widzieć niczego niewłaściwego w zbliżaniu się brata do siostry, jeżeli tylko jest ona dojrzała seksualnie, utrzymuje relacje seksualne z innymi mężczyznami i jest akurat ‘dostępna’, bo nie ma partnera seksualnego. (…) Gdybyśmy mieli 1950 rok, to kolegium 12 sędziów uznałoby niezawodnie, że dla mężczyzny jest rzeczą nienaturalną zainteresowanie innym mężczyzną lub chłopcem. Te rzeczy się zmieniły.

W tym punkcie genderyści mają rację. Przecież dokładnie te same argumenty, których użyto do legalizacji związków homoseksualnych, przemawiają również za legalizacją kazirodztwa. Jeśli ktoś da się przekonać do pierwszego, musi dać się przekonać i do drugiego. Dlatego w ramach optyki genderowej jest czymś oczywistym, że po legalizacji homoseksualizmu musi nastąpić legalizacja kazirodztwa. Hartman wypowiedział zatem tylko pewną genderową oczywistość. W Danii, Niemczech, Szwajcarii i Australii toczona już jest walka o legalizację kazirodztwa. W Niemczech walczy o to najbardziej genderowa partia kraju: Partia Zielonych. Według młodzieżówki tej partii: zakaz kazirodztwa w rozumieniu paragrafu 173 kodeksu karnego dotyczy także przypadków prawdziwej miłości. Tutaj nie ma żadnej ofiary, która musiałaby być chroniona przed sprawcami.

To należy przecież do istoty genderyzmu, w którym bogiem jest seks, a genderystom chodzi przede wszystkim o to, żeby w seksie możliwie wszystko było dopuszczalne – w tym także kazirodztwo. Jak widać, umysły zniszczone nadmiarem seksu nie cofną się przed niczym.

Kilka słów o pedofilii

Nie cofną się także przed pedofilią. Ta sama genderowa Partia Zielonych przez dziesięciolecia z niesamowitą determinacją walczyła o legalizację pedofilii. Odpowiedni projekt został wniesiony do Bundestagu i spoczywa w jego archiwach, czekając na „lepsze czasy”. Völker Beck, jeden z czołowych polityków tej partii, szef frakcji parlamentarnej, jako walczący gej przyjeżdżał do Polski na „parady równości”, aby wspierać gejów polskich w ich wojnie z normalnością.

Ten sam gej w Niemczech fanatycznie walczył o legalizację pedofilii, argumentując, że powinno się ją zaakceptować tak samo jak homoseksualizm. Wówczas każde dziecko w Niemczech mogłyby być bezkarnie molestowane i gwałcone. Jürgen Trittin, szef partii, pytany dlaczego „Zieloni” prowadzili taką walkę, odpowiedział, że działo się to na żądanie związków homoseksualistów, pod ich stałym naciskiem. Podobnie było w Holandii i Stanach Zjednoczonych. Za staraniami o legalizację pedofilii zawsze stali geje.

Dokładnie według tych samych genderowych zasad, tak jak zwolennicy kazirodztwa, swoich praw domagają się także zoofile. Na przykład w Szwecji zakaz zachowań zoofilnych został zniesiony w 1944 roku – razem z zakazem zachowań homoseksualnych. Na razie europejskim centrum zoofilii stała się Dania, do której w związku z tym są już organizowane wycieczki zoofilów, przede wszystkim z Holandii, Norwegii, Szwecji i Niemiec.

Podobnie jak w przypadku kazirodztwa, genderyści również tutaj mają gotowe uzasadnienie. Czołowy etyk myślący według ich zasad, Peter Singer z Australii, stwierdza, że „małżeństwa zoofilskie”, nazywane przez niego „związkami transgatunkowymi”, są jak najbardziej etyczne oraz godne polecenia i legalizacji. Jako uzasadnienie wskazuje na analogiczną legalizację związków homoseksualnych.

Jeśli nie chcemy tego uznać, to tylko dlatego, że według niego jesteśmy winni zbrodni „szowinizmu transgatunkowego” podobnie wielkiej, jak zbrodnia „homofobii”. Inni genderyści z dumą przyznają się do swojej własnej, osobistej zoofilii i w swoim redukcjonistycznym podejściu usiłują sprowadzić człowieka do zwierzęcia, zasadniczo przez zwierzęcość tłumaczyć swoje człowieczeństwo.

Gender i prostytucja

Przeforsowanie ideologii gender przynosi znaczne profity sutenerom i klientom prostytutek. Po pełnej legalizacji prostytucji w Niemczech buduje się tam największe domy publiczne świata. Sprowadza się do nich setki tysięcy kobiet z biedniejszych i najbiedniejszych krajów, także z Polski, aby służyły w nich jako seksualne niewolnice. W skali Europy są to już miliony najbardziej poniżonych i pozbawianych godności kobiet, przeżywających najgorsze cierpienia. Trudno o większe upodlenie kobiety niż prostytucja.

W Niemczech, w myśl skrajnie lewicowych ideologii, zalegalizowano prostytucję jako zawód jak każdy inny. Partia Zielonych domagała się nawet uznania jej za zawód, którego można nauczać. Miało to pomóc prostytutkom, ale w rzeczywistości ułatwiło tylko życie mafii, która wykorzystuje kobiety jak niewolnice w najbardziej okrutny sposób. Niemcy stały się dzięki temu rajem handlarzy kobietami.

Podobne doświadczenia płyną z wyników legalizacji nierządu w Holandii. Teraz, poniewczasie, przyznaje to nawet czołowa niemiecka feministka Alice Schwarzer. Niestety, realizując żądania ideologów, można się tak bardzo pomylić. Genderystom to jednak nie przeszkadza, bo maksymalizacja przyjemności seksualnej jest sensem i aksjomatem ich życia.

Dlatego też z całą stanowczością popierają również pornografię i poliamorię – posiadanie równocześnie wielu kochanków różnej płci. Przed bożkiem seksu trzeba złożyć wszystko w ofierze – najpierw rozum i godność, potem człowieka. Seks staje się jak Moloch, któremu rzuca się na ofiarę ludzi, przede wszystkim kobiety i dzieci.

Taka fundamentalna postawa życiowa prowadzi również do pogardy i nienawiści. Człowiek zdominowany przez własną seksualność patrzy na innych przedmiotowo, a nie podmiotowo, przede wszystkim jak na obiekty seksualne, jak na rzeczy przeznaczone do używania i wyrzucania. Takie postawy są charakterystyczne dla głównych apologetów genderyzmu.

Dominique Strauss Kahn, szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego i „stuprocentowy” kandydat socjalistów-genderystów na prezydenta Francji, miał bez trudu wygrać wybory i jako „francuski Zapatero” wprowadzać dyktaturę gender. Nie doszło jednak do tego, ponieważ wcześniej nie mógł się powstrzymać od zgwałcenia pokojówki w amerykańskim hotelu. Niezależnie od tej sprawy grozi mu obecnie kara wieloletniego więzienia za wcześniejsze gwałty, stręczycielstwo i wykorzystywanie nieletnich prostytutek na terenie Francji. Właśnie ten człowiek, dopuszczający się tak niegodnych czynów, był czołowym reprezentantem francuskich genderystów, „najlepszym” kandydatem, jakiego byli w stanie wyłonić ze swoich szeregów.

Były prezydent Francji François Hollande, pełniący aktualnie rolę „francuskiego Zapatero”, miał zwyczaj jeżdżenia na skuterze ze swojego pałacu do mieszkania jednej z wielu kochanek. Kiedy jego aktualna konkubina zaprotestowała, wyrzucił ją jak niepotrzebny przedmiot. W charakterze swoistej odpłaty ośmieszyła go w oskarżycielskiej książce.

Złość tej kobiety można zrozumieć. Można zrozumieć wszystkie kobiety ateistki traktowane w ten sposób przez swoich partnerów ateistów-genderystów. Można również zrozumieć nienawiść, z jaką ateistyczne feministki mówią niejednokrotnie o mężczyznach. Wypowiadają się one nieraz jak kobiety ze znanego filmu „Seksmisja” w reżyserii Juliusza Machulskiego, które starały się pozbawić życia ostatnich mężczyzn żyjących jeszcze w ich matriarchalnym społeczeństwie. Walczące feministki mają przecież z reguły kontakty jedynie z ateistami-genderystami, którzy zazwyczaj traktują je przedmiotowo i z pogardą. Nie znają innych mężczyzn, a po złych doświadczeniach narasta w nich nienawiść do całego rodzaju męskiego, przejawiająca się w słowach i czynach.

Skąd to się wzięło?

Kiedy studiuje się dzieła genderystów, nieraz ma się wrażenie przebywania w świecie jakiegoś neomarksistowskiego bełkotu, zanurzenia się w duchowej pustce ukrytej za intertekstualną maską pustosłowia. Swoim poziomem treściowym i logicznym bardzo przypominają one właśnie teksty marksistowskie, a zasadnicza różnica polega na obecnej w nich obsceniczności.

Czytelnik zastanawia się pewnie, jak mogło dojść do aż tak głębokiej degradacji myśli oraz myślących w taki sposób ludzi? Jak można aż tak ubogo postrzegać człowieka i jego egzystencję? Jak można człowieczeństwo sprowadzać do biologii, do fizjologii, do seksu – nawet najbardziej prymitywnego i wulgarnego? Jak w końcu można wyznawać aż tak fałszywą antropologię? Jak można głosić pochwałę kazirodztwa, pedofilii, prostytucji i zoofilii? Kiedy jednak mamy świadomość, że piszą to ateiści, którzy z seksu uczynili swojego boga, ich teksty stają się o wiele bardziej zrozumiałe. To założenie okazuje się kluczem hermeneutycznym znakomicie otwierającym świat ich myśli i czynów.

Gender zatem jest po prostu w dużym stopniu racjonalizacją życia ludzi, dla których centralną wartością stały się seksualne żądze i ich realizacja. Kto jednak okłamuje samego siebie, nieuchronnie próbuje też okłamywać innych. Podtrzymywanie jednego, wielkiego kłamstwa zawsze wymaga całej serii innych kłamstw, które nieuchronnie łączą się z nienawiścią do innych ludzi.

Człowiek zdominowany przez seksualność łatwo dzieli ludzi na trzy grupy – ludzi jako obiekty pożądania, ludzi zupełnie mu obojętnych (bo nieatrakcyjnych seksualnie) i przeciwników, którzy przeszkadzają mu w realizacji jego dążeń, choćby poprzez sankcje prawne albo też poprzez samo przypominanie zasad etycznych. Tych pierwszych używa, tych ostatnich nienawidzi całą duszą jako tych, którzy utrudniają mu zaspokojenie centralnej żądzy jego jestestwa.

Jest to zapewne jedna z głębokich przyczyn niesamowitej agresji i nienawiści, którae cechują wypowiedzi i zachowania genderystów w sferze publicznej i prywatnej. Trzeba jednak pamiętać, że człowiek opanowany żądzą, nienawiścią i pogardą jest zdolny do każdej niegodziwości, do każdego kłamstwa i każdej manipulacji. Z tego powodu w mediach służących genderystom dochodzi do tak wielu przekłamań i manipulacji. Dlatego na przykład Janusz Palikot, wykształcony filozof i zarazem polityk najbardziej propagujący zarówno ateizm, jak i genderyzm, osiągnął szczyty nienawiści. Wyrażał on już między innymi niesamowitą radość z tragicznej śmierci całej grupy swoich konkurentów politycznych oraz nawoływał do mordu na kolejnym z nich. Tak połączył diapazon ateizmu, genderyzmu i nienawiści – jest to efekt swoistej dynamiki jego ateistycznego myślenia.

Jeśli ludzie są tylko bardziej inteligentnymi zwierzętami, można ich traktować na równi z nimi. Kierowanie się jako główną zasadą postępowania żądzą, a nie rozumem, ciałem, a nie duchowością owocuje z reguły dążeniem do władzy niepodzielnej, nie znającej tolerancji – do władzy absolutnej. Tylko taka władza zapewnia bowiem konieczne środki i bezkarność w realizacji swoich rozpasanych dążeń. Pozwala ona narzucać wielu ludziom swoją głęboko wypaczoną wizję świata, co przynosi chwilową ulgę w wyrzutach sumienia.

Im większej grupie osób narzuci się swoje poglądy, tym bardziej mogą wydawać się one prawdziwe. Zgodnie z koncepcją Antoniego Gramsciego odbywa się to z jednej strony jako tzw. marsz poprzez instytucje, z drugiej natomiast poprzez „marsz po dzieciach”.

Rola mediów

Współcześnie instytucje opanowuje się najlepiej poprzez kontrolę mediów (a także kultury). Mają one zmienić świadomość społeczną na genderową tak, aby obywatele wybierali genderowych polityków, którzy ustanowią genderowe prawa jeszcze bardziej wzmacniające panowanie tychże genderowych mediów i polityków. Taki trójkąt media–polityka–prawo powinien dać władzę, która może zniewolić każdego i na zawsze – bez żadnej tolerancji. W ten sposób droga genderystów prowadzi od głoszenia tolerancji do ustanowienia totalitaryzmu, w którym tolerancji nie będzie już dla nikogo – poza samymi wyznawcami ideologii i ich czynami. Nieskończone trwanie tej władzy ma zapewnić wytworzenie nowego, genderowo zdegenerowanego człowieka. Dokonuje się to poprzez opanowanie przedszkoli i szkół, aby bez ograniczeń deprawować dzieci i młodzież. Dzieje się tak zgodnie ze strategią opracowana przez Reicha, która polega na tym, żeby nie atakować Boga, Kościoła i duchowych wartości wprost, tylko seksualizować młodzież, a reszta przyjdzie sama. Rzeczywiście, dawać dzieciom i młodzieży każdy seks bez ograniczeń, to tak, jakby bez ograniczeń dawać im alkohol i narkotyki. To jest sprzeczne z ich naturą, biologicznym i psychicznym rozwojem, które w konsekwencji mogą zostać zaburzone, co jest równią pochyłą ku zniszczeniu ich człowieczeństwa.

Taką degenerację należy traktować jako coś najgorszego, ponieważ jest to niszczenie jednego z najważniejszych dla człowieka procesu – wychowania i kształtowania osobowości. Innymi słowy, jest to niszczenie najwyższej wartości, tj. człowieka. Dlatego wszelkie dążenia tego rodzaju powinny być traktowane jako najcięższe przestępstwo i zbrodnia, ale taka zbrodnia, która jest jednak narzędziem politycznym. Tak ukształtowanymi ludźmi łatwo jest manipulować i kierować, łatwo jest ich zdominować.

Człowiek „wyzwolony seksualnie”, czyli „wyzwolony z rozumu, wartości i etyki”, jest w istocie człowiekiem zniewolonym przez swoje żądze. Jest jak zaprzęg, w którym konie są mocniejsze niż woźnica, żądze mocniejsze niż rozum. W takiej sytuacji rozmowa z woźnicą czy przekonywanie go nie ma sensu. Wystarczy manipulować koniem, kusić go choćby cukrem, a woźnica-rozum zostanie powieziony tam, gdzie pociągnie go mocniejszy od niego koń-pożądanie.

Tacy ludzie nie będą zbyt wiele myśleć, ich zmysł krytyczny zostanie stępiony, nie będą nauczeni stawiania władzy trudnych pytań. Ludźmi zdominowanymi przez żądze łatwo się steruje i równie łatwo się nad nimi dominuje – wystarczy choć częściowo zaspokajać ich żądze, nie zaś ducha czy rozum.

Nadzieja

Ostatnim etapem dialektyki takiego ateizmu, w którym seks stał się bogiem, jest samozniszczenie, samozagłada albo też przeciwnie – nawrócenie. Kto żyje w absurdzie, ginie pod jego ciężarem albo nawraca się, aby żyć. Człowiek zniewolony seksem może takim pozostać do końca życia i umierać jako jego niewolnik, strasznie cierpiący na skutek swego poddaństwa. Tak może umierać niedługo nasza zachodnia cywilizacja, niszczona przez demograficzną katastrofę. Powszechny brak dzieci pogłębia narzucanie ideologii gender, bo im bardziej ludzie są opętani seksem, tym bardziej dzieci stają się dla nich jedynie nieznośną przeszkodą w nieustannej zabawie. Te zaś nieliczne dzieci, które jeszcze się rodzą, mają zostać zdemoralizowane przez genderową edukację.

Charakterystyczne i godne uwagi jest, iż genderyści szczególnie chętnie swoje własne dzieci abortują, za to na cudzych wypróbowują deprawującą „edukację”.

Możliwe jest jednak nawrócenie i życie. Tak, przynajmniej częściowo, nawracali się bolszewicy, kiedy Włodzimierz Lenin zaraz po rewolucji październikowej jako jej konsekwencję wprowadził rewolucję seksualną, przyzwalając niemal na wszytko. To była pierwsza realizacja programu gender. Musiano się jednak szybko z niej wycofać, bo taki seksualny przewrót natychmiast doprowadził do epidemii chorób wenerycznych oraz do nieprzewidywalnego wzrostu odsetka samotnych matek i bezdomnych dzieci. Były to zjawiska tak masowe, że zagrażały samemu bytowi bolszewickiego państwa. Komisarze ludowi szybko zaczęli naśladować kapłanów i nawoływali do wierności, stabilności i duchowej miłości. Główną promotorkę seksualnej rewolucji, Aleksandrę Kołłontaj, usunięto z sowieckiego rządu i wysłano jako ambasadora poza granice ZSRR.

Takim obrotem spraw szczególnie zawiedziony i oburzony był Reich, który seksualną rewolucję zarzuconą przez bolszewików na Wschodzie postanowił zrealizować na Zachodzie, twórczo łącząc Marksa z Freudem. Niestety jemu oraz jego następcom o wiele bardziej się to powiodło. Nadzieję budzi jednak fakt, że człowiek zdolny jest do głębokiej przemiany duchowej i intelektualnej, nawet jeśli bardzo się myli, jeśli jest wyznawcą ateizmu. Wspaniałym przykładem jest tutaj Leszek Kołakowski, który z fanatycznego marksisty stał się jednym z największych i najbardziej znaczących krytyków myśli Marksa. Dla człowieka dostatecznie inteligentnego, krytycznego i uczciwego taka przemiana jest możliwa, przeżyło ją już wielu marksistów-ateistów.

Zakończenie

Pozostaje życzyć wszystkim genderystom, czyli współczesnym neomarksistom, aby udało im się przeżyć coś podobnego, żeby przed ostatecznym końcem swojego ziemskiego życia dane im było doświadczyć końca tej ideologii – przynajmniej w ich umyśle, w ich duchu. Wówczas wyrwaliby się z dialektyki ateistycznego myślenia i nieudanego życia. Wtedy dekonstrukcja własnego myślenia byłaby dla nich jak najbardziej zbawienna. Uchroniłaby ich od zgniecenia przez rozpadającą się konstrukcję genderowej utopii, od śmierci pod jej gruzami.

Powyższy tekst to drugi fragment eseju ks. Dariusza Oko z książki „Gender – spojrzenie krytyczne. Monografia wieloautorska pod red. naukową ks. Jarosława Jagiełły i ks. Dariusza Oko”, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II, Kielce 2016. W numerze 36/2017 „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” zamieściliśmy część 1. artykułu. Skróty i śródtytuły pochodzą od Redakcji.

Cały artykuł ks. Dariusza Oko pt. „Dzieło rozumu ateistycznego” znajduje się na ss. 6 i 7 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł ks. Dariusza Oko pt. „Dzieło rozumu ateistycznego” na ss. 6 i 7 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Telegraf Kuriera WNET – kwintesencja tego, co wartego uwagi wydarzyło się w Polsce i na świecie w ubiegłym miesiącu

Red. Pamuła z GW: Przyjmujemy 7 tys. uchodźców. Wśród nich jest zamachowiec, który wysadza się w powietrze i ginie 10 Polaków. Ale przecież uratowaliśmy życie 6999 osób, które uciekały przed wojną!

Maciej Drzazga

W Boże Ciało miliony katolików przemaszerowało ulicami miast w największej ulicznej demonstracji w Polsce.

W sztafecie rotacyjnego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej Polska przekazała pałeczkę Węgrom.

Według GUS produkcja przemysłowa wzrosła o 9 proc., a sprzedaż detaliczna o 8 proc. r/r.

Żubr wrócił do PKO.

Radio Wnet okazało się ledwo 8-latkiem.

IPN udostępnił 48 tysięcy teczek ze zbioru zastrzeżonego.

Komisja Europejska, w imię ludów spoza Europy, zaatakowała europejskie Czechy, Polskę i Węgry.

Na odsiecz krajom okrążanym rosyjsko-niemiecką rurą do Szczecina wpłynął amerykański LNG.

Okazało się, że ks. Sowa też chodził do Sowy.

Minęło 135 lat od wyplecenia pierwszego kosza plażowego.

Zapraszamy do przeczytania całego „Telegrafu” na s. 2 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Telegraf Macieja Drzazgi na s. 2 lipcowego „Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie zapłaczę po Zbigniewie Brzezińskim. Kierując się biblijną zasadą „po owocach ich poznacie”, zgłaszam zdanie odrębne.

Profesor Brzeziński, świadomie lub nie, ułatwił Sowietom realizację ich scenariusza i transformację znaną jako upadek komunizmu. Jego największym osiągnięciem była aura nieprzejednanego antykomunisty.

Jan Martini

Uważam, że Brzeziński jako doradca prezydenta Cartera walnie przyczynił się do wzrostu potęgi ZSRR i osłabienia Zachodu. Jego teoria „konwergencji” – czyli stopniowego zacierania różnic i przenikania systemu „komunistycznego” z „kapitalistycznym” – była zgodna z dążeniami komunistów postulujących „pokojowe współistnienie” i budowę „wzajemnego zaufania”.

Brytyjski sowietolog Christopher Story – doradca Margaret Thatcher – pisał, że w dziełach Lenina jest wyraźnie powiedziane, że na pewnym etapie rewolucyjnej walki o panowanie nad światem konieczne będzie przyjęcie języka i upodobnienie się do „kapitalistów”. (…)

Od 2010 roku sędziwy prof. Brzeziński był regularnie wyciągany z naftaliny i wykorzystywany do ataków na PiS (ostatni raz miesiąc przed śmiercią). Pamiętamy, jak w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” sugerował zaniechanie dociekań prawdy o „wydarzeniu” smoleńskim. Zaskakujące tezy wypowiedzi Zbigniewa Brzezińskiego przypisane zostały wówczas jego sędziwości i brakowi kontaktu z rzeczywistością. Jednak profesor był absolutnie przewidywalny, a jego działania od niemal pół wieku – spójne i konsekwentne.

Prezydent Carter pod wpływem swego doradcy dokonał kilku jednostronnych, bezinteresownych ustępstw wobec ZSRR, czym zasłużył sobie na pokojową nagrodę Nobla. Wpływ rosyjskiego lobby na przyznawanie tych nagród widoczny jest gołym okiem – Obama, autor „resetu”, również został uhonorowany.

Dziś trudno znaleźć człowieka, który nie byłby miłośnikiem demokracji i państwa prawa. Takim był też z pewnością Zbigniew Brzeziński, co nie przeszkadzało mu angażować się w przedsięwzięcia dalekie od demokracji. Jego aktywność w lożach masońskich i w tajemniczym klubie Bilderberg, do którego zapraszani są „możni tego świata” i którego ustalenia – choć nieformalne – są realizowane w skali globalnej, przeczą wizerunkowi demokraty.

Faktycznym efektem pracy politologa i geostratega Brzezińskiego był prosowiecki lobbing, ale jego największym osiągnięciem – aura nieprzejednanego antykomunisty.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Nie wierzę wybitnym antykomunistom” znajduje się na s. 2 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Nie wierzę wybitnym antykomunistom” na s. 2 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Władza inwestuje w Owsiaka. Inne podmioty zajmujące się działalnością charytatywną o takiej pomocy mogą tylko pomarzyć

Bez zaangażowania instytucji publicznych WOŚP byłaby jedną z wielu akcji charytatywnych. To dzięki temu niebywałemu wsparciu poczynania Owsiaka (polskiej Matki Teresy) mają rangę święta narodowego.

Herbert Kopiec

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak to obłudnicy czynią w synagogach i po ulicach, aby byli czczeni od ludzi. Zaprawdę powiadam wam: Wzięli zapłatę swoją (Mt 6,2).

Lewoskrętna władza Owsiakowi i jego akolitom wyznaczyła bowiem zadanie, aby wyrwać z chrześcijaństwa serce i uzdatnić je do włączenia w jakąś ogólnoświatową religię. Od 25 lat Jerzy Owsiak jest – jak się to dziś modnie mówi – PROJEKTEM POLITYCZNYM.

Nieliczni prawicowi publicyści (m.in. Ł. Warzecha) starają się pokazać, że Owsiak i WOŚP to nie szlachetny, ponadpolityczny projekt, ale sprytne, stricte polityczne przedsięwzięcie, zmierzające do przeprowadzenia tzw. zmiany społecznej, czyli najogólniej rzecz ujmując, postawienia świata tradycyjnych wartości na głowie.

I tak oto ocieplany wizerunkowo i wyorderowany za swoją działalność Owsiak aż nadto czytelnie (ale jak przystało na relatywistę – czasem nie) afiszuje swą wrogość do religii katolickiej, „kaczystowskiego reżimu” i ojca Rydzyka. Nie muszę dodawać, że tu leży kość niezgody, która tak mocno nas, Polaków, podzieliła.

Czy możliwe są działania rehabilitacyjne? Myślę, że oprócz woli porozumienia niezbędna jest większa świadomość w kręgach wielbicieli Jurka Owsiaka, iż jest poza dyskusją, że w działalności (WOŚP) mamy do czynienia z bałamutnym wymieszaniem dobra (działalność charytatywna/dobro dziecka) ze złem (czyli zgorszeniem kontrolowanym): propagowaniem relatywizmu i ideologii hasłowo ujętej jako róbta co chceta oraz działaniami zmierzających do rozmiękczania zasad i banalizacji zła.

Gdy idzie o działalność charytatywną, która mocno (niezasłużenie) uwiarygodnia Owsiaka, to zauważmy, że w licytacjach WOŚP biorą udział wszystkie liczące się firmy, wydając w ten sposób pieniądze swoich klientów bez specjalnego pytania ich o pozwolenie. (…)

W zarysowanym kontekście – hasłowo tu ujętym: bo chcemy być dobrzy – warto przypomnieć, że zadowolenie z własnej dobroci, wystawianie jej na widok publiczny, aby się wywyższyć, Jezus nazywa trąbieniem przed sobą, które jest wyrazem egoizmu i pychy. W tradycji chrześcijańskiej istnieje bowiem wymiar, w którym człowiek bezinteresownie dzieli się z potrzebującymi

Jezus mówi o „trębaczach”, że otrzymali już swoją nagrodę. Jakoż nie podzielają tego krytycznego stanowiska w kwestii „trębaczy” entuzjastycznie usposobieni wobec Owsiaka dyżurni celebryci, m.in Zbigniew Hołdys i Jan Nowicki. A o tym – co robi i co zawdzięczamy wyniesionemu na celebrycki parnas Owsiakowi – rockman Hołdys plótł następująco: Za tym idzie wzniosłość moralna. Choćby na jeden, trzy dni… (…)

W literaturze dawno już drobiazgowo opisano doświadczenia pokazujące, że nie ma nic bardziej wzruszającego, czystego i dobrego, niż ratowanie życia malutkich dzieci. Jeśli swoimi niewielkimi nawet datkami ratujemy małe dzieci, to odczuwamy przyjemne ukłucie w sercu, a stosunkowo niewielkim kosztem i wysiłkiem czujemy się lepsi.

Na dodatek przynależymy do ogromnej społeczności innych, lepszych, czujemy zatem siłę naszej dobroci i jest rzeczą zupełnie naturalną, że owo poczucie dobroci i siły z wdzięcznością – za ich coroczne dostarczanie – przenosimy na organizatora akcji, swoistego guru, ogrzewającego Polskę zimą, a jednocześnie pokazującego, jak skostniałe są inne struktury, które dotychczas gdzieś w cieniu i ciszy zajmowały się tradycyjną dobroczynnością.

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Apolityczny Jerzy Owsiak” znajduje się na s. 5 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Apolityczny Jerzy Owsiak” na s. 5 lipcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ateista nie uznaje Boga poza sobą. Jego typowym bogiem staje się on sam i jego niezwykle silna żądza seksualna

Człowiek „wyzwolony seksualnie”, czyli „wyzwolony z rozumu, wartości i etyki”, jest w istocie zniewolony przez swoje żądze. Jest jak zaprzęg, w którym konie są mocniejsze niż woźnica.

Ks. Dariusz Oko

Gender to kolejna utopijna ideologia ateistów, tym razem przeznaczona dla tych, dla których bogiem stał się seks. Każde życie wymaga bowiem jakiegoś uzasadnienia, jakiegoś światopoglądu. Także życie kogoś, kto popadł w nałóg seksu, jak wiele współcześnie żyjących osób.

Nawrócenie z mocnego, zakorzenionego nałogu jest bardzo trudne, dlatego wielu zamiast tego wybiera drogę racjonalizacji. W filozofii i psychologii znane są dziesiątki mechanizmów racjonalizacji. Jej współczesną odmianą, stosowaną przez ludzi zdominowanych przez seksualność, jest właśnie teoria gender.

Samookłamywanie, pozorne rozumowe tłumaczenie i uzasadnianie swojego postępowania jest oczywiście o wiele łatwiejsze niż walka z nałogiem, przynosi chwilową ulgę jako znieczulenie rozumu i sumienia. Według reguły: „Jeśli nie żyjesz, jak myślisz, to będziesz myślał, jak żyjesz”.

Teoria gender to głównie dzieło rozumu ateistycznego, gdyż to przede wszystkimi ateiści są jej prekursorami, twórcami oraz propagatorami. Widać to również w Polsce, gdzie najbardziej przekonani, walczący genderyści są zarazem najbardziej przekonanymi, walczącymi ateistami – jak profesorowie filozofii Jan Hartman i Magdalena Środa, prawnik Magdalena Fuszara oraz polityk Janusz Palikot. (…)

Ateizm był i pozostaje poglądem mniejszości (a nawet zjawiskiem marginalnym), czymś w granicach jednej z wielu możliwych umysłowych aberracji. W naszych czasach rozprzestrzenia się jedną z dwóch bardzo złych dróg. Pierwsza to narzucanie go poprzez krwawy terror i liczone w milionach ofiar masowe ludobójstwa – jak w Związku Radzieckim, Chinach, Kambodży czy Korei Północnej. Druga to otępienie przejedzonych, przesyconych społeczeństw bogatego Zachodu, gdzie coraz więcej ludzi skupia swoje zainteresowania jedynie na konsumpcji i trawieniu, a nie samym życiu i jego sensie. (…)

Ateizm również jest jedynie swego rodzaju wiarą, tyle że szczególnie słabo uzasadnioną i wybitnie prymitywną. Można powiedzieć, że jest w istocie wiarą najbardziej nieracjonalną. (…)

Pomimo tego poszczególni ateiści mogą okazać się osobami, które swoimi zaletami intelektualnymi i moralnymi przewyższają wielu teistów. Święta Edyta Stein, która długie lata przeżyła jako szlachetna ateistyczna filozof, po swoim nawróceniu mówiła, że kto szczerze szuka prawdy, ostatecznie szuka Boga. (…)

Ateista – zgodnie ze swoją wiarą w to, że istnieje tylko materia – uważa zazwyczaj samego siebie za jedynie przypadkowy produkt ewolucji, za trochę tylko bardziej inteligentne zwierzę. Ma dlatego nieuchronną tendencję do przeceniania w sobie tego, co zwierzęce, a niedoceniania tego, co duchowe. Nawet do odrzucania całej sfery duchowej.

Chętnie tłumaczy zatem to, co człowiecze, poprzez to, co zwierzęce; to, co duchowe, poprzez to, co biologiczne, fizjologiczne. Niekiedy nawet redukuje pierwsze do drugiego, wyższe do niższego, przez co cofa się w ewolucji. Nieraz argumentacja ateistyczna sprowadza się do nakazu: „Czyńmy tak, bo tak zachowują się zwierzęta”.

Każdy potrzebuje jakiejś wartości centralnej i najwyższej, ześrodkowującej oraz organizującej całe jego życie (albo zespołu takich wartości). Bezwzględność tej potrzeby widać szczególnie wyraźnie w totalitarnych państwach ateistycznych, które natychmiast, równolegle do eksterminacji religii i praktykujących wiernych, wprowadzają nowe formy quasi-religijne, w których cześć boską oddaje się najczęściej partii oraz jej liderom.

Taką namiastką Boga może stać się wiele rzeczy. Można jednak zauważyć pewne preferencje związane z ateistycznym przecenianiem siebie, a zarazem z redukowaniem siebie do fizyczności. Szczególnie uprzywilejowane są tutaj władza, bogactwo i zaspokajanie potrzeb zmysłowych, które mamy wspólne ze zwierzętami.

Cały artykuł ks. Dariusza Oko pt. „Dzieło rozumu ateistycznego” znajduje się na ss. 6 i 7 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł ks. Dariusza Oko pt. „Dzieło rozumu ateistycznego” na ss. 6 i 7 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Z dr. Herbertem Kopcem z Uniwersytetu Śląskiego nie mam nic wspólnego – ogłosił dr Hubert Kupiec ze Szczecina

W (dominujących) kręgach lewicowo-liberalnych pedagogicznych salonów od lat mam mocno zszarganą opinię. Ledwo mnie tu znoszą. Nie ma bowiem między nami, jak to się dziś mówi, chemii.

Herbert Kopiec

Nie od dziś lewackie siły postępu mają mnie na oku. Mam to nawet w jakimś sensie udokumentowane. Oprócz postanowień komisji dyscyplinarnych ds. nauczycieli akademickich, wyroków Sądu Pracy prawomocnie orzekających o wyrzuceniu, ale i przywracających mnie do pracy, anonimów, w których rozpoznano we mnie m.in. „homofoba, ksenofoba i religijnego fanatyka”. (…)

Kogo, przykładowo – no może właśnie oprócz Kopca – poirytowałaby wypowiedź pewnej pani profesor z szacownego uniwersytetu (miłosiernie pomińmy jej nazwisko) – która bez większej skromności zapewniwszy uczestników osławionego dyskursu pedagogicznego (w tym piszącego te słowa) o swoich najwyższych kompetencjach w zakresie znajomości filozofii klasycznej oraz współczesnej ideologii postmodernizmu – równocześnie poinformowała, że odnosi się do tych opozycyjnych/sprzecznych względem siebie nurtów myślenia – z tym samym najwyższym szacunkiem?

Jak myślisz, Czytelniku: czy ktoś na to zareagował, zgłosił wątpliwość, zadał pytanie? Niestety nie. (…)

Oświadczenie. Informuję, że ze względu na podobne brzmienie mojego imienia i nazwiska mylnie identyfikuje się moją osobę z wypowiedziami i artykułami Pana dr. Herberta Kopca z Uniwersytetu Śląskiego, z którym nie mam nic wspólnego. Dr Hubert Kupiec, Uniwersytet Szczeciński.

Informuję o tym dość kuriozalnym incydencie z niejakim opóźnieniem. Do zainteresowanych (w tym nadawcy/nadawców (?) i do mnie (Herberta Kopca) także on w końcu dotarł. Choć tak przecież być nie musiało, bo Oświadczenie zostało zamieszczone w niszowym, branżowym, acz oficjalnym, prestiżowym Biuletynie Informacyjnym Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk. (…)

Nie ukrywam, że lektura Oświadczenia w pierwszym oglądzie nasuwała myśl o nieszczęśliwym wypadku przy pracy (o czym będzie za chwilę), bo charakter, treść Oświadczenia nijak przecież nie przystaje do elitarnego, poważnego miejsca, w którym się ukazało.

Jakże to, pomyślałem dobrodusznie i naiwnie zdziwiony: oto w oficjalnym Biuletynie Polskiej Akademii Nauk, w którym pomieszczane są ważne informacje poważnych instytucji państwowych zarządzających akademicką pedagogiką, ni w pięć, ni w dziewięć ukazuje się informacja jakby – za przeproszeniem – z magla wzięta. Zachowanie autora Oświadczenia (ale tylko pod pewnym względem) przypomina zapobiegliwą ostrożność byłej małżonki pijaka, która już po rozwodzie – profilaktycznie – w lokalnej gazecie ogłosiła (w dziale „Ogłoszenia płatne”): za długi mojego byłego męża nie odpowiadam.

Jest oczywiście różnica zasadnicza. Była małżonka pijaka ma zazwyczaj rzeczywiste powody odcięcia się od swojego eksmałżonka. Może on przecież być dla niej hipotetycznie nadal niebezpieczny, choćby w obszarze sygnalizowanych zobowiązań finansowych. Nie da się tego powiedzieć o (nieznanym mi osobiście) panu doktorze z Uniwersytetu Szczecińskiego, noszącym podobnie do mojego brzmiące imię i nazwisko.

Jakoż zauważmy, mój szanowny prawie imiennik nie zdecydował się ujawnić, dlaczego (ewentualne, mylne) identyfikowanie go z Herbertem Kopcem byłoby mu nie na rękę i niemiłe (?). I z tego powodu zrobił to, co zrobił.

Taki już mam paskudny charakter, że jakieś licho podkusiło mnie, aby incydent próbować zrozumieć i wyjaśnić. Drogą telefoniczną i u samego źródła. W króciutkiej i gwałtownie przerwanej (nie z mojej winy) rozmowie zorientowałem się jednak, że jestem naiwnym pięknoduchem. Od samego początku rozmowa Kopca z Kupcem, najdelikatniej mówiąc, nie kleiła się. Zostałem pouczony, iż żyjemy w wolnym kraju i nie trzeba się nikomu tłumaczyć z podjętych decyzji i wyborów. Dotyczy to także udziału w dyskursie pedagogicznym bądź rezygnacji z niego.(…)

Tak czy owak, do rozmowy o potrzebie dyskursu pedagogicznego nie doszło. Było jak w czeskim filmie: nie wiadomo, o co chodzi. A szkoda.

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Wszystkie chwyty dozwolone…”, znajduje się na s. 5 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Wszystkie chwyty dozwolone…” na s. 5 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

„Kurier WNET” 38/2017, Luiza Komorowska, Antoni Opaliński: Opowieść jak z Hitchcocka o polskim lotniku-bohaterze

O Alexie Herbście, pilocie czasów wojny, o filmach nakręconych o nim i z jego udziałem, oraz o tym, co zawdzięcza spotkaniu z tym niezwykłym człowiekiem, mówi reżyser dokumentalista Sławomir Ciok.

Luiza Komorowska
Antoni Opaliński
Sławomir Ciok

Zapomniany bohater, który nie chciał mówić, że jest bohaterem

W wieku 99 lat zmarł w Edmond w USA kapitan Witold Aleksander Herbst, pilot polskich dywizjonów lotniczych 303 i 308 walczących w bitwie o Anglię. Jest Pan autorem filmu dokumentalnego o lotniku Alexie Herbście, a także jednym ze współautorów filmu, na który czeka bardzo wiele osób – filmu fabularnego o Dywizjonie 303.

Moje spotkanie z Alexem Herbstem kilka lat temu zaowocowało tym, że znaleźliśmy nić porozumienia, która po pewnym czasie umożliwiła mi realizację filmu, w którym pokazane jest całe jego życie. To jest pełnowymiarowy film, robiony według amerykańskich reguł. Było to możliwe dzięki osobowości jego bohatera, która potrafiła ożywić ten film i pomóc mi udźwignąć temat.

Jak Pan znalazł zapomnianego bohatera?

Zawsze szukałem ludzi, którzy niosą w sobie ciekawe, nieopowiedziane historie i byliby gotowi podzielić się ze mną wspomnieniami, spostrzeżeniami, swoją osobowością. W Ameryce każde spotkanie zaczyna się od tego: opowiedz mi swoją historię. I tam od razu przechodzi się do konkretów, a później jest czas na dopytywanie o szczegóły. Nie traci się czasu na przypominanie całej historii, tylko skupia się na najważniejszym, na dzisiejszej perspektywie. W tym przypadku opowiadamy o czasach wojny kilkadziesiąt lat po niej, pewne rzeczy wiedząc, pewnych wciąż nie wiedząc, ale przyjmujemy współczesną perspektywę, dla dzisiejszych, normalnych ludzi, niekoniecznie fascynujących się historią.

Jak doszło do spotkania z Alexem Herbstem?

Miałem dużą sieć kontaktów międzynarodowych i ludzie w różnych częściach świata wiedzieli, że szukam ciekawych historii. Pewnego doszła do mnie informacja, że istnieje taki człowiek, że bardzo chciałby opowiedzieć swoją historię. Pozostało mi tylko zorganizować sobie podróż do Seattle, porozmawiać z nim i zobaczyć, czy da się coś z tym zrobić.

Co Pan wiedział wcześniej o tym lotniku?

Dowiedziałem się o nim z opowieści Krzysztofa Poraja-Kuczewskiego, polskiego emigranta mieszkającego właśnie w Seattle, który działa w słynnym, w tej chwili już prawie stuletnim Domu Polskim w Seattle. To jest bardzo ciekawe miejsce; tam Jimi Hendrix wykonywał swoje pierwsze próby, kiedy jeszcze obowiązywała segregacja rasowa, a Polakom z Domu Polskiego zupełnie nie przeszkadzało, że był czarny i dali mu salę do prób.

W ostatnich latach wynikła z tego niezwykła historia. Rada miasta Seattle miała głosować nad tym, czy wesprzeć tę szacowną instytucję, jaką jest Dom Polski. Na początku wniosek o dofinansowanie przepadł. Ale okazało się, że w radzie miejskiej zasiada jeden z muzyków Jimiego Hendrixa, który przypomniał sobie, kto im kiedyś pomógł. Dzięki temu remont Domu został dofinansowany i budynek w tej chwili wspaniale wygląda.

Związek Hendrixa z polskimi lotnikami – tego by żaden scenarzysta nie wymyślił.

Tu jest wiele zdumiewających rzeczy. Godzinami można by opowiadać o tym, czym nasz bohater się interesował. On potrafił – muszę się przyzwyczaić do mówienia o nim w czasie przeszłym – zaskakiwać cytatami z Pana Tadeusza. Potrafił też cytować przedwojennego ministra Becka: „To niech mi pan teraz powie, o co tak naprawdę chodzi, czy o mniejszość niemiecką w Polsce, która nie jest uciskana, czy o mniejszość polską w Niemczech, która jest uciskana?” Ten żart powracał w naszych rozmowach.

Jak długo film był realizowany?

To trwało kilka lat, bo to były powracające rozmowy, które pozwalały mi wszystko zgłębić. Inna rzecz, że przez długie lata zupełnie nikt w Polsce nie był zainteresowany w tym, żeby mi pomóc. Mocno wierzyłem, że to ma sens, więc niezależnie od tego, ile osób wycofywało się z obietnic czy stawiało mi przeszkody, nie miało to znaczenia. Po prostu wiedziałem, że to zrobię, że na pewno znajdę sprzymierzeńców, i tak się stało.

Przez te kilka lat zdążył Pan pewnie poznać Alexa Herbsta i zaprzyjaźnić się z nim?

Wydaje mi się, że poznałem go dość dobrze i też – co było istotne dla mnie – w pewnym momencie zorientowałem się, że zasłużyłem sobie, to jest najlepsze słowo: zasłużyłem sobie na to, żeby uważał mnie za przyjaciela. To zaszczyt, żeby osoba tego pokroju doszła do wniosku, że jestem jej przyjacielem.

Jak to się stało, że jeden z żyjących jeszcze bohaterów, lotnik słynnego Dywizjonu 303, został zapomniany?

Ja też długo się nad tym zastanawiałem i opracowałem sobie taką teorię patriotyzmu deklaratywnego. Wiele osób w Polsce deklaruje patriotyzm, przywiązanie do pewnych wartości, takich, nie waham się użyć tego słowa, marek, jak Dywizjon 303, ale na deklaracjach to wszystko się kończy. I to jest właśnie patriotyzm deklaratywny.

Dla mnie akurat nie miało znaczenia to, że on jest znany, bo ja patrzę na człowieka, a nie na to, co ktoś inny o nim myśli. Pierwsza rzecz, którą musiałem zrobić, żeby powstał film, to przypomnieć o nim wszystkim mniej lub bardziej ważnym ludziom w Polsce. Bardzo pomocna w tym była jego osobowość.

Kiedy poinformowaliśmy o jego istnieniu i o sprawie ówczesną panią konsul generalną w Los Angeles, Joannę Kozińską-Frybes, ona pierwsza wyciągnęła do niego rękę w imieniu polskich władz, poinformowała MSZ, kancelarię prezydenta, MON, szkołę w Dęblinie. Wszystkich, którzy mogli być zainteresowani istnieniem Alexa Herbsta.

Przełomowy moment nastąpił 4,5 roku temu, kiedy z fabryki w Seattle odbieraliśmy pierwszego Dreamlinera. Tam na miejscu odbyła się kilkudniowa feta z udziałem chyba 180 gości z Polski. Alex Herbst był honorowym gościem wszystkich uroczystości i wtedy właśnie swoją osobowością – sposobem bycia, poczuciem humoru, inteligencją – wszystkimi swoimi wspaniałymi cechami zjednywał tych ludzi jednego po drugim. Dyrektorów, prezesów, ministrów, wiceministrów, generałów itd.

Pojawiły się też, jako wyraz więzi z Polską, odznaczenia nadawane przez prezydenta, MSZ, MON. I on też przekonał się w sposób namacalny, że Polska, z którą obawiał się, że jego więzi zostały całkowicie zerwane, sobie o nim przypomniała. Wtedy zrozumiałem, że wcześniej czy później się uda.

Wiemy, że przyjeżdżał do Polski.

Ostatnio był w Polsce 12 lat temu. To była taka sentymentalna podróż z synem, o której zresztą opowiada w filmie. Alex Herbst w trakcie wojny stracił całą rodzinę tak naprawdę nie miał do czego wracać. Wiedział też, czym grozi powrót do Polski pod koniec lat 40. i nie bardzo miał ochotę trafić do więzienia, tłumaczyć się z nie wiadomo czego albo nawet ryzykować wyrok śmierci. Skończył więc studia w Londynie, zdobył nowy zawód – miał wykształcenie ekonomiczne, znał kilka języków. Jakoś sobie radził. Oczywiście lata po wojnie były najcięższe, nie było mowy o żadnym godziwym zajęciu. Po kilku latach nędzy, tułaczki i wszystkiego co najgorsze, zdobył posadę w ambasadzie nowo tworzącego się Pakistanu, który budował także od podstaw swoje siły powietrzne, do których pozyskiwał właśnie pozostających bez zajęcia polskich pilotów.

To jest osobna epopeja; można powiedzieć, że Polacy stworzyli właściwie lotnictwo Pakistanu. Jest książka Moniki Rogozińskiej, która opowiada tę historię w kontekście bardzo osobistym.

Ktoś zrealizował też krótki film dokumentalny na ten temat. Zdarzyło mi się go oglądać w towarzystwie Alexa Herbsta. On był asystentem attaché lotniczego tej ambasady, koordynatorem pozyskiwania pilotów, w szczytowym momencie przełożonym dwustu pilotów pozyskanych do tych sił powietrznych. W taki sposób przepracował około 10 lat.

Później zatrudnił się w brytyjskich firmach eksportowych związanych z lotnictwem. Kiedy brytyjski przemysł lotniczy zaczął się już kurczyć, doszedł do wniosku wraz z żoną, że w Londynie nie da się już za wiele zrobić i wyemigrowali do Nowego Jorku. Tam zaczął inaczej oddychać, wiadomo – Nowy Jork to nie jest duszny Londyn, gdzie jeździ się metrem po tunelach i na dobrą sprawę świata nie ogląda.

Jeździł po świecie. Jako miłośnik kultury antycznej odwiedzał Kair, Ateny, bardzo często bywał służbowo w Barcelonie, latał kilka razy do Sydney. W zasadzie zwiedził cały świat, ale jego więzi z polskim klubem lotników, ze wszystkimi polskimi organizacjami po wyjeździe z Londynu w naturalny sposób zaczęły wygasać. Wspomina o tym w swojej książce „Podniebna kawaleria”, która ukazała się cztery lata temu; resztki nakładu być może są jeszcze gdzieś do kupienia.

25 lat po wojnie spotkał swojego przyjaciela-dowódcę, Witolda Retingera, i okazało się, że są sąsiadami na Long Island. Dzieliło ich chyba 12 mil, o czym nie wiedzieli. Spotkali się i nie mieli o czym rozmawiać. Te 25 lat osobnego, innego życia spowodowało, że z tych lat walki, przyjaźni nic nie zostało. Pożegnali się jeszcze tego samego wieczora i już nigdy więcej się nie zobaczyli.

Dlaczego o tym opowiadam? Bo nam się wydaje, że człowiek, który coś istotnego przeżył, powinien tą historią żyć do samego końca. To wcale nie jest prawda. My nawet nie powinniśmy od nich wymagać, żeby oni te wszystkie ciężkie doświadczenia nosili na swoich barkach przez całe życie. To jest też jedna z tych rzeczy, których się nauczyłem, obcując z takim bohaterem jak Alex Herbst.

Mówił Pan, że Alex Herbst bardzo chciał opowiedzieć swoją historię. Z czego to wynikało?

Kiedy go odnalazłem, on już dokonał przewartościowania swojego życia. To znaczy był po okresie zapomnienia, odreagowania i teraz na nowych zasadach, z dystansem chciał do tego wszystkiego wrócić. Nawet trochę wbrew żonie, która była bardziej zainteresowana prowadzeniem spokojnego życia na emeryturze niż rozgrzebywaniem starych, ale bądź co bądź ran. Dokonał głębokich przemyśleń, był już jakoś pogodzony ze swoim losem i pewnie nawet był w stanie przebaczyć wszystkie złe rzeczy, które go spotkały.

Jakie to były rzeczy?

Niemcy w ‘39 roku wkroczyli do miasta i jego ojciec został zamordowany w pierwszej kolejności, bo był na niemieckiej czarnej liście. Jego matka została w pierwszej kolejności wywieziona na Syberię po tym, jak Rosjanie wkroczyli „wyzwolić” to samo miasto. Jego ukochana została w Polsce i od końca ‘38 roku nigdy więcej jej nie widział… Można jeszcze wymienić parę spraw.

I to właśnie chciał opowiedzieć Alex Herbst.

To była tylko rozbiegówka. Bo na koniec wyszła taka opowieść jak, nie przechwalając się, u Hitchcocka. Zaczęliśmy od trzęsienia ziemi, jak powiedział jeden z dramaturgów oglądających film, i napięcie do końca się utrzymało.

Opowieść o jego życiu jest skonstruowana według amerykańskiego schematu: cały film składa się z drobniejszych, zamkniętych historii, a każda z nich ma swój sens, początek, rozwinięcie, zakończenie. I te wszystkie historie starałem się poukładać w taki sposób, żeby tworzyły dramaturgicznie całość.

Pana film został zaprezentowany na festiwalu w Cannes.

Tak, to była taka specjalna sekcja Doc Corner, która służy do tego, żeby prezentować filmy pełnometrażowe, możliwe do międzynarodowej dystrybucji i oczywiście nowe.

Jakie były reakcje?

Udało mi się spotkać wielu ludzi, którzy w tej chwili analizują, co mogą z tym filmem zrobić. Zauważyłem też bardzo pozytywną reakcję z Wielkiej Brytanii. Polskie filmy, nawet polskojęzyczne, potrafią w Wielkiej Brytanii wzbudzić duże zainteresowanie, a mój jest również anglojęzyczny. To jest zasługa naszych rodaków, którzy tam mieszkają, pracują, mają pieniądze i mają ochotę je wydawać na bilety do kina. Tylko tyle i aż tyle. To oczywiście przekłada się też na pieniądze dla kin, dystrybutorów.

Czy w Polsce będziemy mieli okazję obejrzeć ten film?

Zakładam, że tak. Lada moment będą go oglądali ludzie, od których zależy, kiedy i w jaki sposób ten film będzie prezentowany w Polsce. Jestem po kilku próbnych pokazach. Zrobiłem wszystko najlepiej jak potrafię, ale wolałem się też upewnić, konfrontując się, czasami nawet w bardzo bezwzględny sposób, z bardzo różnymi grupami widzów. Film robi wrażenie na kobietach, na mężczyznach, na ludziach, którzy interesują się historią, i na tych, którzy się nią nie interesują; na młodszych, na starszych. W związku z tym, jeśli są ludzie gotowi przyjść, obejrzeć, zapłacić, to należy im film pokazać. Gdyby miało być inaczej, to nie świadczyłoby zbyt dobrze o polskiej rzeczywistości. Ale mam nadzieję, że wszystko będzie okay.

Co w tym filmie ujmuje ludzi?

Ujmuje przede wszystkim jego osobowość. I to jest koszmarny sen niektórych historyków, którzy woleliby tę rzeczywistość widzieć troszeczkę inaczej, bardziej uładzoną, nawiązującą do tego patriotyzmu deklaratywnego.

W moim filmie słowo ‘patriotyzm’ chyba ani razu nie pada. Jednak każdy, kto go obejrzy, nie ma wątpliwości, z czym ma do czynienia. I o to mi chodziło – nie, żeby deklarować pewne istotne rzeczy, tylko żeby widzowie poczuli, o co chodziło mnie i samemu Alexowi Herbstowi, który odważył się powierzyć mi swoją historię.

Czy Alex Herbst miał żal do Polski? Trudno znaleźć winnych tego, że kontakty się urwały.

Największy żal miał do Sowietów i do całego systemu komunistycznego. Rozmawialiśmy bardzo otwarcie o kwestiach historycznych, bez silenia się na poprawność. Niemcy zaatakowali Polskę i rozpoczęli II wojnę światową; trudno było mieć do nich pretensje, że prowadzili wojnę po zaatakowaniu Polski. Ale to, co robili Sowieci i to całe zakłamanie utrzymywane przez lata w związku z zaatakowaniem i okupacją Polski – to było nie do pomyślenia i to była największa zadra w nim samym. Mniejszą pretensję miał do Niemców o zamordowanie ojca niż do Sowietów o to, co zrobili z matką.

W czym Alex Herbst nie zgadzał się z historykami?

Nie zgadzał się ze wszystkimi historykami, którzy twierdzili, że wiedzą lepiej, jak było tam, gdzie on sam był. Bardzo sceptycznie podchodził też do wszystkich niezdrowo zafascynowanych. Cenił umiar i umiejętność oceny na chłodno nawet najbardziej trudnych kwestii.

Czy to, w jaki sposób Alex Herbst postrzegał świat, jak mówił o swojej przeszłości, wpłynie na kształt fabularnego filmu o Dywizjonie 303?

Tak, w ostatnim czasie główny kreator i producent filmu Jacek Samojłowicz spotkał się z nim, żeby ustalić pewne kwestie związane ze szczegółami scenariusza i scenami, które jeszcze pozostały do realizacji. Uzyskaliśmy bardzo szczegółową wiedzę na temat spraw zarówno dekoracyjno-technicznych, jak i realiów życia w bazie Northolt. Mamy ją zabezpieczoną, nagraną i spisaną.

Czy rzeczywiście ci lotnicy to była inna Polska, inni ludzie, czy jednak my jesteśmy tacy sami jak oni, tylko w innych warunkach historycznych?

Lotnicy byli pewnego rodzaju elitą przedwojenną. Sami piloci byli elitą, a myśliwcy – elitą wśród pilotów. Selekcja do szkoły podchorążych lotnictwa w Dęblinie była bardzo ostra, z np. 7000 kandydatów po testach zostawało 200. Byli to też ludzie często z solidnym przedwojennym wykształceniem, obejmującym znajomość języków obcych. W lotnictwie też mieli dostęp do tajnych informacji, wiedzieli np. o tym, że nadchodzi wojna.

Powracającym pytaniem Alexa Herbsta w czasie naszych rozmów było: Czy dzisiaj młodzi ludzie troszczą się o Polskę? Wtedy czułem się nieco bezradny. Nie wiem po prostu. Ale myślę, że ważniejsze jest, że on takie pytania stawiał. Bo on pamiętał siebie jako młodego człowieka w roku ‘38, w pierwszej połowie ‘39, kiedy wiedział, że coś nadciąga. Młodzi ludzie byli wtedy przepojeni literaturą romantyczną, ale nie było tak, że oni wycierali sobie usta słowem ‘patriotyzm’. Nic takiego nie było. Wszyscy to czuli, ale nikt tego słowa nie używał.

Co do współczesnego pokolenia, żartowaliśmy sobie, że gdyby współczesnych pilotów wsadzić do kabiny ówczesnego Spitfire’a, to prawdopodobnie nie byliby w stanie zlokalizować pasa, na którym właśnie siedzą.

A jak by się zachował pilot tamtych czasów we współczesnym myśliwcu?

W ramach działań filmowych zorganizowaliśmy Alexowi Herbstowi lot Dreamlinerem. Pokazaliśmy to później jednemu z prominentnych generałów polskiego lotnictwa, byłemu szefowi całego wyszkolenia. Powiedział, że Alex Herbst przez lata zachował wszystkie odruchy, które powinien mieć pilot. Okazuje się, że jeśli pilot wyszkolony na nawet bardzo prymitywnym samolocie opanuje wszystkie podstawowe techniki pilotażu, to te wszystkie umiejętności nawet w najnowocześniejszej kabinie samolotu pasażerskiego są mu potrzebne, a technologia jedynie go wspomaga.

Można powiedzieć, że miał Pan szczęście i w ostatniej chwili zdążył opowiedzieć historię bardzo wartościowego człowieka.

Szczęście miałem bez wątpienia. Jestem absolutnie wdzięczny za to wszystko, co mnie spotkało dzięki Alexowi Herbstowi. Wiedziałem, że każde z tych wielu, wielu spotkań mogło być ostatnim. On za każdym razem żegnał się za mną w taki sposób, jakbyśmy się już widzieli ostatni raz: „ja już się będę odmeldowywał”. Wcale nie było mi łatwo.

Czy osobowość Alexa Herbsta i jego historia wpłynęła na Pana spojrzenie na świat?

Po to się spotyka ludzi, po to się podróżuje po świecie, żeby poszukiwać wzorców. Pomyślałem sobie, że jeśli tyle złego spotkało go w życiu i on potrafił sobie z tym poradzić, potrafił przeżyć tyle lat, wyprostować sobie wszystko, to ja się nie boję niczego, żadnych problemów, które były, może będą. Jestem sobie w stanie ze wszystkim poradzić. To jest największy dar, jaki od niego dostałem.

On mi może nie tyle uświadomił, co utwierdził mnie w przekonaniu, bo to też jest istotne – to nie jest tak, że on coś zasadniczo zmienił w moim życiu, tylko utwierdził mnie w wielu wcześniejszych przekonaniach: że nie należy rezygnować, nie można dać się złamać siłom, którym się wydaje, że mogą nami sterować. Jesteśmy wolnymi, niezależnymi ludźmi, możemy mieszkać tu, możemy mieszkać tam, a w dalszym ciągu będziemy Polakami.

Czy zrodziło się w Panu poczucie misji przekazania tej historii?

Wzorując się troszeczkę na jego podejściu do życia, powtarzam, że jestem niezależnym filmowcem, który może zajmować się takimi sprawami, na jakie ma ochotę i któremu zależy przede wszystkim na opowiadaniu wspaniałych historii z udziałem wspaniałych ludzi. A to, że w tej historii udało się również umieścić misję, to jest jej dodatkowa wartość. Ja nie tyle tutaj deklaruję pewnego rodzaju misyjność, co raczej w mimowolny sposób ją udowadniam.

Jak idzie ta praca nad filmem o Dywizjonie 303 i kiedy będzie można go obejrzeć?

Budujemy dekoracje i czekamy już tylko na skoordynowanie terminów aktorskich, żebyśmy mogli kręcić kolejne sceny.

Cały wywiad Luizy Komorowskiej i Antoniego Opalińskiego ze Sławomirem Ciokiem, pt. „Zapomniany bohater, który nie chciał mówić, że jest bohaterem”, znajduje się na s. 18 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Luizy Komorowskiej i Antoniego Opalińskiego ze Sławomirem Ciokiem, pt. „Zapomniany bohater, który nie chciał mówić, że jest bohaterem” na s. 12 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Wasza Eminencjo, w Poranku Wnet usłyszałam o powołaniu komisji Episkopatu ds. walki ze „szlachecką tradycją pijaństwa”

Szkoda, że przy Episkopacie nie ma komisji do walki z neomarksizmem, który niszczy tożsamość człowieka, wypiera Boga z dusz, rozbija rodzinę, marginalizuje i szykanuje ludzi sprzeciwiających się temu.

Bożena Ratter

(…) Czemu Episkopat nie walczy z mafią, która ustawicznie, pod patronatem „Gazety Wyborczej”, w pismach psychologicznych, socjologicznych, kosmetycznych, młodzieżowych, w działalności teatralnej, kinowej, telewizyjnej itp. niszczy tożsamość człowieka, wyśmiewa Boga, kulturę łacińską, oczernia relacje rodzinne, tradycję, miłosierdzie i miłość do człowieka wyznania rzymskokatolickiego?

Czemu nie podaje do publicznej wiadomości faktu, iż w Londynie powstało 490 meczetów, a zamknięto 500 kościołów? Bo wszak nie o likwidację religii chodzi, ale likwidację chrześcijaństwa (islam, buddyzm, wiara we wróżki, gusła, talizmany promowane są przez kulturotwórcze środowiska „Gazety Wyborczej”, środowiska LGBT, w prasie, mediach, kinach, teatrach), byśmy – odczłowieczeni – dali się manipulować twórcom nowoczesnej odmiany doktryny marksizmu (starej, w postaci stalinizmu, nie udało się człowieka zniszczyć).

Marksizm kulturowy skutecznie wychowuje kolejne pokolenie wrogów Boga, a wielu przedstawicieli Kościoła udaje, że tego nie widzi (zwłaszcza w Warszawie, która wpływa na świadomość Polaków również spoza Warszawy).(…)

Dlaczego przy Episkopacie nie powstała Komisja, która pomagałaby powstrzymać (leczyć) wchodzenie w związki partnerskie (hetero i homo) księży? Ten fakt bulwersuje parafian, zwłaszcza na prowincji, gdzie jest to bardziej widoczne. Fakt ten przyczynia się do odchodzenia wiernych z Kościoła, obniża jego prestiż w oczach tych, których trwanie przy Kościele i tak już nadwyrężała marksistowska ideologia przez 70 lat.

Dlaczego nie ma Komisji, która ustawiczne dopingowałaby księży, by właśnie teraz, w okresie niszczenia Kościoła przez środowiska LGTB, dołożyli wszelkich starań, by zatrzymywać wiernych swoją bezwzględną wiarą dekalogowi, erudycją, autorytetem, zaangażowaniem i osobistym udziałem w aktywności wspólnoty?

Dlaczego księża tacy, jak ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski czy ks. Sławomir Żarski, którzy podobnie jak ks. Jarosław są wspaniałymi gospodarzami, niestrudzoną działalnością okazują miłość Bogu i wiernym, wspierają najbardziej potrzebujących, mają wiedzę, kulturę – nie są promowani jako wzór przez metropolitę warszawskiego, który nie sprzeciwia się ostro wojnie wypowiedzianej kulturze łacińskiej i religii chrześcijańskiej, a raczej wspiera działania przeciwne, w neomarksistowskim Tygodniku Powszechnym?

Cały list od słuchaczki Radia WNET Bożeny Ratter pt. „Gdzie ta Komisja?” znajduje się na s. 18 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

List Bożeny Ratter pt. „Gdzie ta Komisja?” na s. 18 sierpniowego „Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

 

Naturalne środki wspomagające walkę z boreliozą. Każdy znajdzie roślinę dostosowaną do własnych potrzeb

Borelioza to niebezpieczna, przewlekła choroba, często trudna do rozpoznania, bowiem powoduje mylące objawy i może przypominać nawet zwykłe przeziębienie. Najczęściej następuje po ukąszeniu kleszcza.

Agata Żabierek

Borelioza to choroba, której nie należy leczyć na własną rękę, są jednak sposoby, aby wspomóc antybiotykoterapię, która często może wywołać jeszcze większe spustoszenie w organizmie niż sama choroba, wpływając destrukcyjnie na odporność. Dlatego wspomaganie i odbudowywanie odporności jest konieczne.

Jedną z kluczowych roślin pomocnych w walce z boreliozą jest czepota puszysta, zwana również kocim pazurem. Pnącze pochodzi z Ameryki Środkowej i Południowej, a surowcami leczniczymi są korzeń i kora. (…)[related id=11970]

Drugą istotną rośliną w leczeniu boreliozy jest szczeć pospolita. Roślina ta występuje dziko na południu Polski, gdzie jest pospolitym chwastem; bywa także uprawiana. Surowcem jest korzeń i liście. Korzenie wykopuje się wiosną lub jesienią, liście natomiast przed i w czasie kwitnienia. (…)

Kolejną rośliną pomocną przy boreliozie jest czystek, (…) stosowany także do zwalczania m.in. grzybów candida oraz bakterii. Jest skuteczny w leczeniu opryszczki, półpaśca, miażdżycy, czy nawet nowotworów.

Dla wielbicieli aromaterapii świetną substancją może okazać się naturalny olejek eteryczny z oregano, który zwalcza grzyby i bakterie. Wdycha się go przy schorzeniach żołądka i jelit, problemach z drogami oddechowymi (kaszel, zapalenie migdałków i oskrzeli, astma). Oczyszcza krew i jelita z pasożytów i wpływa korzystnie na odporność.

Ziół wzmacniających odporność organizmu występuje w naturze wiele. Niektóre są powszechnie znane, jak np. dzika róża. Z innymi niekoniecznie stykamy się na co dzień – to m.in. jeżówka purpurowa, sadziec przerośnięty i konopiasty, rokitnik.

Cały artykuł Agaty Żabierek pt. „Naturalne środki wspomagające walkę z boreliozą” znajduje się na s. 8 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Agaty Żabierek pt. „Naturalne środki wspomagające walkę z boreliozą” na s. 8 sierpniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Jerzy Targalski: W sprawie konfliktu ws. Kataru i kryzysu w Zatoce Perskiej spodziewam się z dużej chmury małego deszczu

Rozwój konfliktu w Zatoce Perskiej groziłby nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Z tego powodu państwa, które są w to wmieszane (oprócz Rosji oczywiście), nie będą eskalowały napięcia ponad miarę.

Jerzy Targalski

(…) Zarówno Iran, niejako naturalny przywódca szyitów, jak i Arabia Saudyjska, będąca jednym z państw pretendujących do kierowania sunnitami, rywalizują z sobą o przywództwo w świecie islamu. Najważniejszym obszarem rywalizacji jest oczywiście Zatoka Perska, gdzie władze sprawują dynastie związane z Arabią Saudyjską – oprócz Kataru – oraz Jemen, na terenie którego Iran i Arabia Saudyjska toczą wojny per procura, czyli w zastępstwie. Po prostu zamiast walczyć w Zatoce Perskiej bezpośrednio, szyici i sunnici w imieniu Iranu i Arabii Saudyjskiej mordują się w Jemenie.

Jeżeli chodzi o Katar – wprawdzie rządzi w nim dynastia sunnicka, a mniejszość szyicka jest bardzo mała, jednak Katar uniezależnił się już swego czasu od Arabii Saudyjskiej, zbudował ogromną flotę gazowców i sprzedaje gaz skroplony LNG, nie korzystając z sieci gazociągów Arabii Saudyjskiej. Katar, mimo że sunnicki, ze względu na interesy zbliżył się politycznie do Iranu jako przeciwwagi Arabii Saudyjskiej. (…)

Mamy tutaj sojusz wynikający z interesów: Arabia Saudyjska, Egipt, Izrael. Każdy z innych powodów. Egipt nie chce Bractwa Muzułmańskiego, Arabia Saudyjska chce wahabitów, a nie Bractwa Muzułmańskiego, Izrael zaś – wiadomo – najchętniej pozbyłby się zagrożenia muzułmańskiego. Więc sojusz wynika z interesów. To tylko w Polsce, Polacy uważają, że sojusze mają wynikać z przyjaźni. (…)

Jeżeli chodzi o sprawy polityczne, głównym terenem konfliktu jest Zatoka Perska między Iranem i Arabią Saudyjską. Chodzi oczywiście o gaz i ropę.

I teraz polityka amerykańska. Za Obamy Amerykanie postanowili znormalizować stosunki z Iranem. Dlaczego? Nie z miłości oczywiście, bo to interesy rządzą, tylko dlatego, że Iran jest sojusznikiem Chin. Chodziło o znormalizowanie stosunków z Iranem, żeby mieć dostęp przez Iran do Azji Środkowej i w ten sposób okrążyć Chiny. Iran z kolei jest sojusznikiem Rosji, a w tej chwili – to jest znów taka szorstka przyjaźń – sojusznikiem Turcji. (…)

Co do popierania ruchów fundamentalistycznych i terroryzmu, to między Arabią Saudyjską a Katarem nie ma żadnej różnicy. Arabia Saudyjska popiera fundamentalistów islamskich od 40 lat, wszędzie, gdzie tylko może. Rodziny feudałów Arabii Saudyjskiej finansują terroryzm. Tak samo zresztą jak Emiraty Arabskie czy Katar. To jest bzdura, że rzecz idzie o zmniejszenie finansowania działalności terrorystycznej. Chodzi po prostu o politykę, jak zwykle. (…)

Pojawia się jeszcze kolejny czynnik – Rosja. Rosja stara się wywołać, jak zawsze, konflikt, chaos i napięcie, zwłaszcza w Zatoce Perskiej. Dlaczego? Przyczyna jest bardzo prosta. Z punktu widzenia Rosji, im wyższa cena baryłki ropy i gazu, tym dla niej lepiej. Czyli każdy konflikt na tym terenie jest w interesie rosyjskim, ponieważ wtedy wpływy do budżetu rosyjskiego rosną. Dlatego starają się, tak jak zawsze, siać niezgodę, chaos i zaostrzać konflikty. (…)

Gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, LNG nie musimy sprowadzać z Kataru. Ostatnio gazowiec przypłynął ze Stanów Zjednoczonych.

Cały artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Konflikt wokół Kataru i kryzys w Zatoce Perskiej” znajduje się na s. 5 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Konflikt wokół Kataru i kryzys w Zatoce Perskiej” na s. 5 „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl