„Kurier WNET” 39/2017. Zbigniew Stefanik: Francja to kraj, gdzie nikomu nie chce się pracować i ciągle ktoś strajkuje

Polska nie pasuje do Unii Europejskiej i cywilizacji zachodniej. Polacy mają mentalność bardziej rosyjską niż europejską. Polska nie należy kulturowo do Europy. Tylko się stawia i mnoży problemy.

Zbigniew Stefanik

Niech mądrzejszy ustąpi, czyli jak naprawić stosunki polsko-francuskie

Nigdy w przeszłości polsko-francuskie stosunki polityczne nie miały się tak źle, jak obecnie.

Prezydent Emmanuel Macron porównuje Jarosława Kaczyńskiego do Władimira Putina i nie przebiera w słowach. Ponadto dąży do tego, aby w Unii Europejskiej zostały przyjęte bardzo niekorzystne dla polskich przedsiębiorców i Polaków pracujących poza granicami Rzeczypospolitej rozwiązania. Warto tutaj dodać, że w tej kwestii za Emmanuelem Macronem stoją nie tylko słowa, ale i czyny. W 2015 roku jako ówczesny francuski minister gospodarki wprowadził szereg utrudnień na francuskim rynku transportowym; które uderzyły bezpośrednio w polskich przedsiębiorców działających w branży transportowej i w branżach z nim powiązanych.

Czołowi polscy politycy nie szczędzą ostrej krytyki pod adresem Francji. Dają do zrozumienia, a nierzadko mówią otwarcie, iż to sami Francuzi i ich władze są bezpośrednio odpowiedzialni za zamachy terrorystyczne, które dewastują Francję i francuskie społeczeństwo od stycznia 2015 roku. Duże kontrakty handlowe z Francją są zrywane przez polską stronę w – łagodnie mówiąc – kontrowersyjnych okolicznościach.

Politycy obozu rządzącego Polską wypominają Francuzom, że w przeszłości to „Polacy uczyli jeść Francuzów widelcem”. Członek rządu RP rzuca pod adresem Francji i jej rządu niepoparte faktami ani dowodami oskarżenia o sprzedaż nowoczesnych technologii i nowoczesnego uzbrojenia Rosji Putina, państwu, na które zostały nałożone sankcje przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone – itd., itd. Wzajemnych faux pas i nieporozumień między Francją i Polską jest wiele, coraz więcej, a polityczne stosunki polsko-francuskie zdają się po prostu zanikać.

Co prawda polski minister spraw zagranicznych ogłosił nowe otwarcie w stosunkach polsko-francuskich po wyborze Emmanuela Macrona na urząd prezydenta Francji. Jednak główną cechą tego nowego otwarcia zdaje się być kolejna fala wzajemnych nieporozumień i ostrych określeń…

Co więcej, można zaobserwować wiele braku wiedzy, wiele niezrozumienia i niechęci między Polakami żyjącymi w Polsce i nieznającymi osobiście Francji oraz Francuzami niemającymi żadnej wiedzy o Polsce i Polakach. Czym jest Francja dla Polaków, co można usłyszeć w prywatnych rozmowach, nierzadko również w publicznych wypowiedziach nie tylko polityków?

Francja to kraj wolnej miłości i szeroko pojętego LGBT i homoseksualizmu. To kraj, który zamienia się w strefę wojenną, gdzie muzułmanie wprowadzają chaos i spustoszenie. Francja to kraj bezbożny, gdzie zaczyna dominować islam, gdzie kościoły są zamieniane w nocne kluby i nie tylko… oraz w budynki, gdzie tworzy się mieszkania socjalne dla muzułmanów.

Francja to kraj, gdzie nikomu nie chce się pracować i ciągle ktoś strajkuje. W końcu – to kraj zdradziecki, który zostawił Polskę na pastwę i niełaskę nazistowskich Niemiec i Związku Sowieckiego we wrześniu 1939 roku.

To tylko kilka przykładów wypowiedzi o Francji, które osobiście usłyszałem nad Wisłą.

We Francji opinie o Polsce i Polakach nie są również, najdelikatniej to ujmując, pochlebne.

Polska to kraj nacjonalistyczny, homofobiczny i ksenofobiczny, rasistowski i faszystowski. Polska to kraj drugiego, a być może wręcz trzeciego świata. Polacy to niewdzięczne darmozjady, które pełnymi garściami czerpią środki z funduszy europejskich, bez których najzwyczajniej umarliby z głodu, a kiedy państwa Europy Zachodniej potrzebują niewielkiego wsparcia, to władze Polski i obywatele RP mówią stanowcze „nie”.

Polska to kraj, który nie pasuje do Unii Europejskiej i cywilizacji zachodniej. Polacy mają mentalność bardziej rosyjską niż europejską. Polska nie należy kulturowo do Europy. Polska tylko się stawia i mnoży problemy. Polacy są zawsze anty i nie są w stanie zrobić niczego konstruktywnego. Bismarck miał rację: chcecie zniszczyć Polaków, dajcie im niepodległość.

To garść przykładów opinii o Polsce, które osobiście usłyszałem nad Sekwaną od Francuzów reprezentujących różne grupy społeczne; środowiska uniwersyteckie i opiniotwórcze również…

Oliwy do ognia dolewają jeszcze tak zwani eksperci od spraw polskich, którzy występują we francuskich massmediach i bez przerwy opowiadają o faszyzującej Polsce, gdzie demokratyczne państwo przestało obowiązywać, gdzie prawa człowieka nie są przestrzegane, a prawo Unii Europejskiej jest łamane na każdym kroku i przy każdej okazji. Ci tak zwani eksperci są związani najczęściej ze środowiskami opiniotwórczymi i politycznymi będącymi w „totalnej opozycji” wobec obecnie rządzących nad Wisłą.

Każdy ma prawo prowadzić taką działalność polityczną, jaką uważa za słuszną i głosić poglądy, jakie chce. Jednak w mojej skromnej opinii powstaje pewien… dyskomfort, kiedy przedstawia się jako niezależnych ekspertów osoby bezpośrednio zaangażowane politycznie i ideowo w jakiś spór…

Ostatnie dwudziestopięciolecie stosunków polsko-francuskich charakteryzuje się niemal wyłącznie niezliczoną liczbą nieporozumień i straconych szans.

Oto tylko kilka przykładów. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, strona francuska nie uczyniła, delikatnie mówiąc, zbyt wiele, aby poprzeć polskie starania o wycofanie z terytorium Rzeczpospolitej wojsk sowieckich czy starania o przyjęcie do NATO i Unii Europejskiej. Niewiele zostało uczynione po stronie francuskiej, aby nawiązać trwałą współpracę polityczną i militarną z Polską, chociaż Rzeczpospolita stała się po rozwiązaniu Układu Warszawskiego i RWPG dla Francji krajem sojuszniczym. Francuscy politycy nierzadko wypowiadali się niepochlebnie, nawet czasem pogardliwie o Polsce, kiedy jej ówczesne władze starały się o wpisanie do projektu traktatu konstytucyjnego UE akapitu o korzeniach i wartościach chrześcijańskich Europy.

Kiedy rząd Leszka Millera wraz z urzędującym wówczas prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, przy niemal powszechnym konsensusie największych obozów politycznych, poparli amerykańską interwencję w Iraku, prezydent Jacques Chirac otwarcie wyraził z tego powodu swoje niezadowolenie. Oświadczył, że Polska, nie będąc jeszcze członkiem Unii Europejskiej, nie powinna w ogóle zabierać głosu, a tym bardziej zajmować stanowiska przeciwnego niż Francja czy Niemcy.

Z kolei podczas rosyjskiej agresji na Ukrainę po euromajdanie francuski minister spraw zagranicznych dał do zrozumienia, że w przypadku agresji Rosji Putina na Europę Środkową i Wschodnią wdrożenie artykułu piątego paktu militarnego NATO nie będzie automatyczne. Laurent Fabius zadeklarował, że ów artykuł może być wprowadzony w życie dopiero wtedy, kiedy państwo członkowskie NATO bezsprzecznie udowodni, że padło ofiarą agresji, a w przypadku tak zwanych zielonych ludzików ich przynależność do Rosji Putina nie jest wcale oczywista.

Po stronie polskiej w ostatnim dwudziestopięcioleciu stosunków polsko-francuskich także nie zabrakło straconych szans, szkodliwych faux pas czy całkowicie niepotrzebnych deklaracji.

Polacy nie uczynili zbyt wiele w latach 90. ubiegłego wieku, aby nawiązać stałą polityczną współpracę z Francją. Panował wówczas pogląd, iż jest to państwo zdradzieckie i niewiarygodne, któremu nie należy ufać. Zresztą zdaje się, iż nadal pogląd ten jest dominujący.

Największa utrata szansy na zbudowanie trwałych i obustronnie korzystnych stosunków polsko-francuskich nastąpiła w 2012 roku. Kandydat na prezydenta Francji François Hollande przyjechał wówczas do Warszawy i został przyjęty przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. François Hollande zapamiętał fakt, iż podczas jego kampanii wyborczej prezydent RP przyjął go i nawet podał mu rękę, a kanclerz Niemiec Angela Merkel odmówiła mu nawet zwyczajnego przedwyborczego spotkania. Z wyrażeniem swojej wdzięczności polskiemu prezydentowi François Hollande długo nie czekał i kilka tygodni po objęciu sterów Francji zaprosił Bronisława Komorowskiego do Paryża na 14 lipca 2012, aby wspólnie obchodzić francuski dzień Bastylii. Wówczas powstał dobry grunt do inicjacji konstruktywnej współpracy politycznej pomiędzy Bronisławem Komorowskim i François Hollandem. Jednak z niezrozumiałych dla mnie przyczyn do tej współpracy nie doszło. Chyba ówczesnemu prezydentowi RP na współpracy z Francją po prostu nie zależało…

Kolejne błędy zostały popełnione przez obecnie rządzących Polską. Trudno nie zauważyć, że przy negocjacjach zakupu przez Polskę francuskiego uzbrojenia dochodziło po stronie francuskiej do zachowań, które można uznać za korupcyjne… Informowali o tym wówczas posłowie należący do parlamentarnej komisji obrony w polskim sejmie. Jednak sposób, w jaki negocjacje te zostały zerwane przez polską stronę rządową w październiku ubiegłego roku, można najdelikatniej określić jako nieprofesjonalny…

Czemu, z kolei, miało służyć przypomnienie wiceministra obrony o tym, że to „Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem”? Jaki miały cel oskarżenia ministra spraw wewnętrznych pod adresem Francji i jej władz, że to Francuzi są odpowiedzialni za krwawy zamach terrorystyczny w Nicei? Czy przyczyniło się do poprawy stosunków polsko-francuskich oskarżenie polskiego obecnego ministra obrony skierowane z trybuny sejmowej do francuskich władz, że Francja w sposób potajemny za pośrednictwem Egiptu sprzedaje uzbrojenie i najnowszą technologię Rosji Putina? Warto również dodać, że polski minister obrony z tych oskarżeń ani się jednoznacznie nie wycofał, ani za nie francuskiej strony nie przeprosił…

Rzeczpospolita nadal marnuje szanse i potencjał ludzki, który mógłby służyć zbudowaniu, jeśli nie dobrych, to przynajmniej poprawnych i korzystnych dla Polski stosunków z Paryżem. Mieszkający na terytorium Francji Polacy w żaden sposób nie są zagospodarowani w polsko-francuskich kontaktach. A przecież we Francji przebywa wielu Polaków, których przywiązanie do Polski jest bezsporne.

Polacy ci władają biegle językiem francuskim, a co być może ważniejsze, mają doskonalą i bardzo szczegółową wiedzę o Francji, jej funkcjonowaniu, a także o tym, w jaki sposób nawiązywać z Francuzami kontakt, na czym Francuzom zależy, czego oczekują, a czego nie chcą, co lubią i szanują, a czego nie znoszą. Ten potencjał ludzki nie jest wykorzystywany po dziś dzień, a Rzeczpospolita nie miała swojego ambasadora we Francji przez kilkanaście miesięcy. Zdaje się, że metoda, jaką wybrał obecny rząd na nowe otwarcie w stosunkach polsko-francuskich zawiera… wiele niedoskonałości.

Warto zauważyć, iż zbudowanie dobrych stosunków politycznych i militarnych z Francją byłoby bardzo korzystne dla Polski i jej obywateli z punktu widzenia strategii obrony i bezpieczeństwa. Dlaczego? Albowiem na dziś dzień Francja Emmanuela Macrona jest najbardziej antyputinowskim państwem w Europie zachodniej, a być może wręcz jednym z najbardziej antyputinowskich państw w całym zachodnim świecie.

Francuska niechęć do Rosji Putina rozpoczęła się tak naprawdę podczas inwazji rosyjskiej na Gruzję. Wówczas stosunki Nicolasa Sarkozy’ego i Władimira Putina bardzo się pogorszyły, a Sarkozy nigdy nie wybaczył Putinowi tego, że w sprawie gruzińskiej nie ustąpił, i to w czasie, kiedy trwała francuska prezydencja Unii Europejskiej i Francji zależało na tym, aby podkreślić swoje przywództwo w Europie i swoją mocarstwowość na świecie.

François Hollande również nie był szczególnym poplecznikiem Putina, a po rosyjskiej inwazji na Krym i Donbas należał do tych europejskich głów państw, które wypowiadały się o Putinie w sposób najostrzejszy. Do największego przesilenia w stosunkach francusko-rosyjskich doszło, kiedy to Rosja postanowiła zaangażować się militarnie po stronie Baszara al Asada w Syrii, a następnie, kiedy to rok później rosyjski przedstawiciel w ONZ storpedował francuski plan pokojowy dla Syrii (październik 2016 roku).

Warto również wspomnieć, iż Rosji udało się odebrać Francji tradycyjnych klientów, czyli państwa, które od lat kupowały francuskie uzbrojenie, co nie pozostało bez echa nad Sekwaną i zostało jednoznacznie uznane we Francji jako osobista porażka ówczesnego prezydenta François Hollanda, którego sondażowe notowania były i tak już dramatycznie niskie.

Perspektywa w relacjach francusko-rosyjskich może być jedynie negatywna, a będą się one pogarszały, niewykluczone, że w błyskawicznym tempie. Dlaczego? Emmanuel Macron żywi osobistą niechęć do Władimira Putina i otwarcie oskarża Moskwę o ingerencję w wybory prezydenckie we Francji. Rosja staje się militarnym i geopolitycznym rywalem dla Francji i usiłuje powiększyć swoją strefę wpływu o te kraje, które Paryż uważa za należące do francuskiej strefy wpływu. Mowa tu o Maghrebie, Syrii i krajach środkowoafrykańskich. Rosja stała się poważnym konkurentem dla Francji w kwestii eksportu uzbrojenia, a sprzedaż broni jest jednym z głównych źródeł dochodów we Francji.

To wszystko powoduje, że w przyszłości stosunki francusko-rosyjskie mogą jedynie się pogarszać, a dowodem tego jest oficjalnie deklarowana niechęć Emmanuela Macrona do współpracy z Rosją w walce z islamskim terroryzmem. Nad Sekwaną w walce z islamistami Rosja nie jest postrzegana jako sojusznik, ale raczej jako fałszywy przyjaciel, wręcz przeciwnik, który nie dąży do rozwiązania problemu, ale przeciwnie, potęguje go. Toteż nierzadko można spotkać się we Francji z opinią wyrażaną przez polityków i przedstawicieli środowisk opiniotwórczych, że Rosja Putina wspiera finansowo i logistycznie islamskich terrorystów, tak aby osłabić świat zachodni. Nawet czołowi politycy francuscy dają do zrozumienia, że ta opinia nie jest im obca…

Jako najbardziej antyrosyjski kraj w Europie, a może na całym Zachodzie, Francja mogłaby się stać cennym sojusznikiem politycznym i militarnym dla Polski, która przecież, podobnie jak Francja, właśnie po stronie Rosji Putina widzi zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa.

Dobre i trwałe polityczne stosunki polsko-francuskie dawałyby zarówno Polsce, jak i Francji wiele korzyści. Jeśli chodzi o Polskę – uzyskałaby wiarygodnego, militarnie i politycznie silnego sojusznika przeciwko Rosji, co z pewnością ochłodziłoby agresywne wobec Polski zamiary rosyjskich włodarzy. Francja uzyskałaby sojusznika w kwestiach spornych z Niemcami, a przecież takich kwestii w stosunkach francusko-niemieckich nie brakuje. W tych sprawach Polska mogłaby grać rolę arbitra i odpowiednio sprzedać swoje poparcie jednej czy drugiej stronie.

Wówczas nasz kraj zyskałby na znaczeniu, Francja zaś wiedziałaby, że dzięki odpowiednim ustępstwom na rzecz Polski może liczyć na jej wsparcie w przeciwstawianiu się tym niemieckim pomysłom w Unii Europejskiej, którym Francja jest przeciwna. Mam tutaj na myśli projekt Nordstream2, którego Emmanuel Macron absolutnie nie popiera, wręcz coraz mocniej mu się przeciwstawia. Warto również wspomnieć o wymiernych korzyściach gospodarczych dla Polski i dla Francji, jeśli współpraca polsko-francuska miałaby zostać trwale pogłębiona.

Zbudowanie dobrych i trwałych politycznych, gospodarczych i militarnych stosunków polsko-francuskich jest w zasięgu ręki, ale żeby tego dokonać, zarówno Polska, jak i Francja muszą wyzbyć się wzajemnych uprzedzeń i opinii niepopartych wiedzą empiryczną; opinii, które funkcjonują od dekad zarówno nad Wisłą, jak i nad Sekwaną.

Jak tego dokonać? Francuzi i Polacy muszą się poznać. Mało Francuzów wie o tym, że w Warszawie było jakieś inne zbrojne powstanie podczas drugiej wojny światowej oprócz powstania warszawskiego getta. W Polsce zaś mało kto słyszał o francuskim ruchu oporu, jak i o roli generała Charlesa de Gaulle’a, zarówno podczas, jak i po drugiej wojnie światowej.

We Francji niemal nikt nie wie, że w 1956 roku był nie tylko węgierski, ale również poznański czerwiec i polski październik. W Polsce zaś mało kto interesuje się tym, o co tak naprawdę chodziło podczas protestów nad Sekwaną w maju i następnych miesiącach 1968 roku.

To tylko dwa przykłady spośród wielu. Aby zbudować, jeśli nie dobre, to przynajmniej poprawne i obustronnie korzystne stosunki polsko-francuskie, władze zarówno polskie, jak i francuskie muszą wyzbyć się wzajemnej niechęci, której coraz więcej w dwustronnych kontaktach, a zdaje się wręcz, że ta niechęć i epitety na szczytach władz państwowych zdominowały w ostatnich miesiącach stosunki polsko-francuskie.

Dobre relacje polsko-francuskie są całkowicie realne, ale żeby do nich doprowadzić, Polska powinna sięgnąć po wielki zasób ludzki, który przecież posiada na terytorium Francji, a który jest przez Warszawę od wielu lat niezauważany i lekceważony.

Można wspólnie dojść do dobrych relacji polsko-francuskich, ale wpierw trzeba przełamać impas, który je zdominował. Ktoś musi zrobić pierwszy krok, a jak mówi stare francuskie powiedzenie, ustępuje mądrzejszy. Bo przecież nie jest najważniejsze to, kto zaczął – obecnie gra w Unii Europejskiej toczy się o to, kto (czyli jakie państwo i jego obywatele), jak i w jakim miejscu po tej wielkiej aktualnej europejskiej politycznej batalii o nowy kształt Unii Europejskiej skończy…

Artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Niech mądrzejszy ustąpi, czyli jak naprawić stosunki polsko-francuskie” znajduje się na s. 14 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Niech mądrzejszy ustąpi, czyli jak naprawić stosunki polsko-francuskie” na s. 14 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Polskie siły specjalne od lat znajdują się w światowej elicie i mają już rozpoznawalną markę nie tylko wewnątrz NATO

Edukacja zawsze była w wojskach specjalnych bardzo ważna, od procesu naboru po kulturę organizacyjną. Idealnym kandydatem do służby w siłach specjalnych jest bardzo sprawny fizycznie intelektualista.

Jan Kowalczyk

Znaczenie deklaracji politycznych i ich odzwierciedlenie w rozwoju wojsk specjalnych można opisać poprzez pryzmat czterech najważniejszych aspektów: interoperacyjności, zdolności w zakresie dowodzenia, edukacji oraz zakupów nowoczesnego sprzętu i jego unifikacji.

Interoperacyjność, jaką udało się uzyskać wojskom specjalnym, jest wynikiem szeregu decyzji politycznych. Procesy uruchomione przez nie dały możliwość uczenia się od najlepszych, kooperowania z innymi komponentami specjalnymi. Niezwykle istotne jest to, że owa zdolność budowana była nie tylko w oparciu o wspólne ćwiczenia, ale również o wspólne operacje, głównie w Afganistanie. (…)

Wojska specjalne nigdy nie działają same, potrzebują wsparcia wojsk regularnych i bardzo wiele działań prowadzonych jest na korzyść tych sił. Wspólne ćwiczenia pozwoliły zrozumieć taką ich rolę w systemie bezpieczeństwa państwa. Interoperacyjność, osiągnięta z innymi rodzajami sił zbrojnych, stanowi ogromny krok w rozwoju nie tylko wojsk specjalnych, ale całych Sił Zbrojnych RP.

Zdolności w zakresie dowodzenia potwierdził dyżur Polski w ramach SON i osiągnięcie przez nasz kraj statusu państwa ramowego w dziedzinie operacji specjalnych, a tym samym zaliczenie do ścisłego grona kilku państw na świecie, którym udało się przebrnąć przez trudny proces przygotowania, certyfikacji i wreszcie wystawienia komponentu zdolnego do dowodzenia i prowadzenia połączonych operacji specjalnych w zasadzie w dowolnym punkcie globu. Poziom dowodzenia operacjami specjalnymi, zdobyty przez polskich oficerów na bardzo wielu ćwiczeniach i kursach międzynarodowych, wprowadził polskie siły specjalne do światowej elity, i mają już one rozpoznawalną markę nie tylko w łonie NATO. (…)

To w dużej mierze dzięki Polsce powstało Centrum Koordynacji Sił Specjalnych NATO (przekształcone w Dowództwo Operacji Specjalnych NATO), które obok Połączonego Uniwersytetu Sił Specjalnych w Tampie w chwili obecnej odgrywa kluczową rolę w kształceniu personelu służb specjalnych w bardzo wielu dziedzinach. Bardzo często to Polacy szkolą i prowadzą rozmaite kursy, dzieląc się zdobytą wiedzą i doświadczeniem.

Istotne jest też otwarcie się na współpracę ze środowiskiem cywilnym. W roku 2012 DWS podpisało z Uniwersytetem Jagiellońskim porozumienie o współpracy, które otworzyło drogę do wspólnych konferencji naukowych, sympozjów czy uzyskiwania analiz eksperckich, związanych często z bardzo wąską dziedziną wiedzy. (…)

W ostatnich latach zakupiono dla wojsk specjalnych wiele nowych sztuk broni, łodzi bojowych, bezzałogowych statków powietrznych i pojazdów. Element, który wciąż wymaga dalszego rozwoju, a (biorąc pod uwagę specyfikę działania wojsk specjalnych) jest kluczowy, to niedostatek statków powietrznych przeznaczonych dla SOF (Special Operations Forces), w tym głównie śmigłowców do prowadzenia operacji specjalnych. Polscy piloci szkolą się intensywnie, głównie w Stanach Zjednoczonych, a polskie jednostki ćwiczą wraz z amerykańskim 160. Pułkiem Lotniczym Operacji Specjalnych, stacjonującym w Fort Campbell w Kentucky. (…)

Jak dotąd, synergia zachodząca pomiędzy decyzjami na szczeblu politycznym i działaniami na niższych poziomach przyniosła rezultaty wskazujące, że wojska specjalne są istotnie bardzo silnym ogniwem i swoistym znakiem rozpoznawczym Sił Zbrojnych RP na świecie.

Cały artykuł Jana Kowalczyka pt. „Efekty decyzji politycznych dla rozwoju wojsk specjalnych” znajduje się na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Kowalczyka pt. „Efekty decyzji politycznych dla rozwoju wojsk specjalnych” na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Arcybiskup Baraniak – jeden z wielkiej trójki Kościoła polskiego: Prymas Wyszyński, kard. Wojtyła i skromny abp Baraniak

Mimo postawy, która powinna być wzorem do naśladowania, osoba Arcybiskupa została szybko zapomniana i dopiero ostatnie lata powoli zaczynają przynosić informacje o życiu i działalności tego Kapłana.

Andrzej Karczmarczyk

„Obejmując Arcybiskupstwo Poznańskie, śp. Antoni Baraniak przeszedł drogę ocierającą się o męczeństwo w czasie aresztowania i osadzenia w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie w więzieniu, w którym w tym samym czasie mordowano naszych bohaterów i pod osłoną nocy chowano potajemnie w bezimiennych grobach, które dopiero teraz są odkrywane i ujawniane. W chwili jego aresztowania rozpoczęła się dla niego droga krzyżowa, którą przeszedł z podniesionym czołem, dochowując wierności Kościołowi, ratując go, chociaż zapewne wielu innych postawionych na jego miejscu by się załamało”. (…)

„Uciekając się do tortur, usiłowano wydobyć z Biskupa Baraniaka zeznania – zauważył w wygłoszonej homilii biskup Fortuniak – obciążające aresztowanego Prymasa Polski, które umożliwiłyby wszczęcie pokazowego procesu. W jakich warunkach wtedy przebywał i co z nim robiono, w jaki sposób z nim postępowano, dowiadujemy się dopiero teraz!…”.

„Dzisiaj, gdy upływa 40 lat od jego przejścia do domu Ojca, przywołajmy świadectwo, jakie nad trumną Arcybiskupa w tej katedrze z tej ambony dał Prymas Wyszyński: Biskup Baraniak był dla mnie niejako osłoną, na niego bowiem spadły główne oskarżenia i zarzuty, podczas gdy mnie w moim odosobnieniu przez trzy lata oszczędzano, nie oszczędzano natomiast biskupa Antoniego.

Wrócił na Miodową w 1956 roku tak wyniszczony, że już nigdy nie odbudował swej egzystencji psychofizycznej. O tym, co wycierpiał, można się było tylko dowiedzieć od współwięźniów (…)

Dodajmy jeszcze, że w czasie śmiertelnej choroby arcybiskupa odwiedził Go w Poznaniu kardynał Wojtyła i powiedział do niego: – To, co Ekscelencja uczynił dla Kościoła w Polsce, nigdy nie będzie zapomniane…”. „Z naszej strony poza wdzięcznością potrzebna jest modlitwa, także modlitwa o Boży znak”.

Cały artykuł Andrzeja Karczmarczyka pt. „40 rocznica śmierci Niezłomnego Kapłana” znajduje się na s. 3 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Andrzeja Karczmarczyka pt. „40 rocznica śmierci Niezłomnego Kapłana” na s. 3 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jedna iskra ratuje ognisko. Rozmowa z arcybiskupem Józefem Michalikiem, byłym przewodniczącym Konferencji Episkopatu

Jeśli jest za mało miejsca dla kolejnego dziecka w rodzinie, będzie za mało tego miejsca dla dziadka, babci, ojca, matki. I to widzimy dzisiaj. Problem domów starców. W całej Europie, także w Polsce.

Nie utożsamiam się z jakąkolwiek partią, ale myślę, że widać zmaganie. I jest nadzieja, że ludzie w tym kotle różnych nieporozumień jednak szukają prawdy, bo tęsknią za stałym fundamentem.

W Polsce nie brakuje ciekawych ludzi i widać, że dochodzą do głosu. Nie brakuje też ciekawych inicjatyw. Jest wielkim plusem polskiej rzeczywistości obudzenie się świeckich, także fakt, że jest Radio Maryja i Telewizja Trwam, są tygodniki świeckie „Sieci” i „Do Rzeczy”, Wasze WNET. To jest inicjatywa grupki ludzi, ale ona budzi szacunek i nadzieję. Nie wszystkie inicjatywy są konfesyjne, i dobrze, bo one powinny być takie, jaka jest rzeczywistość polska.

Natomiast w pewnym momencie gazeta człowieka, który jeszcze za komunizmu znieważał naród, Kościół, moralność, etykę i otwarcie promował zło; ta gazeta, całkowicie nihilistyczna, brudna, była najbardziej poczytna, i to nawet w parlamencie.

Stąd powstaje pytanie, czym karmią się elity? Pokarmem elit musi być coś głębszego. Tak więc Polska wychodzi z pewniej choroby moralnej – nie tylko z ekonomicznej.

(…) Dzisiaj widać wielki, absurdalny opór przeciwko prawu naturalnemu. Przecież to jest burzenie fundamentów. Według mnie to jest wciąż ideologia postmarksistowska, ale w stylu Gramsciego: walczcie o struktury, nie bezpośrednio z Kościołem, tylko ze strukturami – z rodziną, ze szkołą, ze środowiskiem. Tędy promuje się rozkład. Za piętnowanie ideologii gender ciągano biskupów w Polsce po sądach. Niby „feministki”, a za nimi stały inne ugrupowania, co się potem ujawniło.

W konstytucji europejskiej nie dopuszczono nawet prawdy historycznej o tym, że kultura, cywilizacja europejska wyrosła z judaizmu, ma korzenie w greckiej filozofii, prawie rzymskim, ewangelii, chrześcijaństwie. Bez tych korzeni co zostanie? A co z całą twórczością, całą moralnością, życzliwością do drugiego człowieka?

Dzisiaj jest konflikt na tle tej interpretacji. Kościół nie jest ślepy, nie jest naiwny. Wiadomo, że za przyjęciem imigrantów albo odsunięciem stoją interesy. Tak samo za prowadzeniem wojen, konfliktów. Na pewne tematy jest embargo w mediach. Albo się je lekceważy, albo ośmiesza, co widać przez dziesiątki lat nawet i na naszym polskim podwórku. To jest bardzo czytelne.

Ale ja bym patrzył na to tak: trzeba pogłębiać wiarę. Im bardziej ludzie na Zachodzie czy u nas zaczynają wszystko relatywizować, tym większy wysiłek trzeba włożyć w radykalizm ewangeliczny, który nie jest radykalizmem nienawiści. Jest radykalizmem wymagania przede wszystkim od siebie i radykalizmem miłości, nawet do nieprzyjaciół. W tym jest ratunek. Ta grupa ludzi uratuje wszystkich. Tak jak niekiedy jedna iskra, jeden płomyk ratuje ognisko. I trzeba, żeby tych grup otwartych, szerokich, głębokich, twórczych, z perspektywą – było jak najwięcej. I oni uratują wiarę, uratują Kościół, uratują cywilizację. (…)

Papież potwierdza, że wierność zasadom, owszem, musi być utrzymana, nie można w grzechu ciężkim przystępować do sakramentu komunii świętej, ale nie można też od razu potępić – że my wiemy, czy ktoś jest w grzechu ciężkim, czy nie.

To wie sam człowiek. To jest wyraźnie postawione w tej adhortacji posynodalnej: powinien zbadać sumienie. Razem ze spowiednikiem, bo to jest obiektywizacja sumienia. Sumienie nie może być tylko subiektywne, bo będzie zaplątanie. Indywidualizm jest protestancki, nie katolicki. Katolickie jest sumienie skonfrontowane ze wspólnotą, indywidualna koncepcja – z Kościołem, z ewangelią.

Cały dramat polega na tym, zwłaszcza na Zachodzie, ale i u nas, że ludzie sami chcą rozeznawać, nie ze spowiednikiem. Jak nie chodzą do spowiedzi i nie konfrontują ze spowiednikiem, to z kim? Uważam, że trzeba budzić sumienia i pomagać ludziom.

Dzisiaj szuka się też rozwiązania trudności, problemów i chorób nie tam, gdzie jest przyczyna, nie usuwa się przyczyny. Przeprowadzono poważne badania w Ameryce, na dziesiątkach tysięcy par małżeńskich – a tam przecież 40% związków małżeńskich się rozpada – i stwierdzono, że w małżeństwach katolików, którzy przystępują do sakramentów, codziennie modlą się wspólnie i rozmawiają ze sobą, rozpad małżeństw wynosi 0,2 promila. Nie procent, promila. Czyli jest rada na to.

Wierność to nie jest coś, z czym się po prostu idzie naprzód, ale trzeba ciągle nad nią pracować. I to rodzi radość. Natomiast dzisiaj ludzie chcą iść na skróty. Chcą sami załatwić pewne sprawy, a ich się nie da załatwić samemu. Trzeba załatwiać z drugim człowiekiem albo z Panem Bogiem.

Cały wywiad Antoniego Opalińskiego z arcybiskupem Józefem Michalikiem pt. „Jedna iskra ratuje ognisko” znajduje się na s. 9 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Antoniego Opalińskiego z arcybiskupem Józefem Michalikiem pt. „Jedna iskra ratuje ognisko” na s. 9 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Spadkobiercy KGB przy pracy. Ilmi Umerow, jeden z liderów krymskotatarskiego ruchu narodowego, przed sądem rosyjskim

Rosyjskie służby bezpieczeństwa, które prowadzą śledztwo, ani prokuratura podtrzymująca oskarżenie w sądzie, nie polemizują z argumentami Umerowa i jego obrony. Oni je po prostu ignorują.

Aleksander Podrabinek

Na początku lipca na zaanektowanym przez Rosję Krymie odbył się proces Ilmiego Umerowa – 60-letniego lekarza anestezjologa, jednego z liderów krymskotatarskiego ruchu narodowego, zastępcy przewodniczącego Medżlisu – samorządnego parlamentu Tatarów Krymskich.

Umerow został oskarżony o to, że podczas ubiegłorocznego wystąpienia w Kijowie miał powiedzieć, że Krym powinien wrócić pod jurysdykcję Ukrainy. Jest sądzony z paragrafu 280.1 Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej: „publiczne nawoływanie do czynności prowadzących do naruszenia całości terytorium Federacji Rosyjskiej”.

Ilmi Umerow nie przyznał się do winy. Twierdzi, że opiera się na międzynarodowym uznaniu Krymu za część Ukrainy, na rezolucji ONZ oraz obowiązujących dwustronnych umowach między Rosją i Ukrainą dotyczących granic, wreszcie na prawie do swobodnego publicznego wyrażania swoich poglądów na każdy temat, bez obawy prześladowań z tego powodu. (…)

Władza rosyjska nie przyjmuje tych argumentów. Rosyjskie służby bezpieczeństwa, które prowadzą śledztwo, ani prokuratura podtrzymująca oskarżenie w sądzie, nie polemizują z argumentami Umerowa i jego obrony. Oni je po prostu ignorują.

Śledczy reprezentujący rosyjskie służby bezpieczeństwa zamówił tłumaczenie telewizyjnego wystąpienia Umerowa z języka krymskotatarskiego na rosyjski. Przekładu dokonano nieprofesjonalnie, po czym śledczy kilkakrotnie przerabiał rosyjski tekst, dostosowując go do potrzeb śledztwa.

Na podstawie tego sfałszowanego tłumaczenia biegła-językoznawca wyciągnęła nieprawdziwy wniosek, że Umerow nawoływał do oddzielenia Krymu od Rosji metodami siłowymi. Nawiasem mówiąc, biegła również pracuje w FSB, w dziale ekspertyz. Na podstawie jej fałszywej ekspertyzy wydano akt oskarżenia.

Podczas procesu rozpatrywano protokoły z przesłuchań czterech świadków oskarżenia, zgłoszone jako materiały zebrane podczas postępowania operacyjno-śledczego i zakwalifikowane jako dowody w sprawie. Dwóch z tych czterech świadków kategorycznie zaprzeczyło temu, jakoby mieli składać jakiekolwiek zeznania. Twierdzą, że nigdzie i przez nikogo nie byli wzywani i niczego nie podpisywali. (…)

Pytanie obrony Ilmiego Umerowa:

– Dlaczego sądowa ekspertyza językowa badała tekst wystąpienia Umierowa w przekładzie na rosyjski, a nie po krymskotatarsku, w języku, w którym mówił?

– Nie dokonujemy ekspertyz tekstów obcojęzycznych – odpowiedział śledczy, który z racji zajmowanego stanowiska powinien wiedzieć, że według prawa rosyjskiego urzędowymi językami Republiki Krymskiej są rosyjski, ukraiński i krymskotatarski. Ale on tego nie wiedział, tak jak i wielu innych rzeczy.

To prawda, że na salę sądową jeszcze wpuszczają publiczność i dziennikarzy. Prawda, że adwokaci mogą jeszcze bronić oskarżonego. Oznacza to, że rosyjskie sądownictwo nie dorównało, jak dotąd, w pełni sowieckim standardom stalinowskim czy breżniewowskim. Niewątpliwie jednak do tego dąży.

Przekład z jęz. rosyjskiego Janina Łuczak

Aleksander Podrabinek – obrońca praw człowieka i niezależny dziennikarz, długoletni redaktor i współpracownik sekcji rosyjskiej RADIO SWOBODA i Radio France Internationale. Za działalność antysowiecką w latach 70. i 80. kilkakrotnie skazywany na pobyt w łagrach (Jakucja) i zsyłkę. (…) Od 1990 współpracuje z Autonomicznym Wydziałem Wschodnim Solidarności Walczącej. W marcu 2017 r. został odznaczony Krzyżem Solidarności Walczącej. Jest jednym z obrońców na procesie Ilmiego Umerowa. (inf. Piotr Hlebowicz)

Cały artykuł Aleksandra Podrabinka pt. „Spadkobiercy KGB przy pracy. Ilmi Umerow przed sądem” znajduje się na s. 12 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandra Podrabinka pt. „Spadkobiercy KGB przy pracy. Ilmi Umerow przed sądem” na s. 12 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie jestem wielkim fanem demokracji, ale jak już w niej partycypujemy, to ma ona sens tylko i wyłącznie w samorządzie

Decyzje podejmowane na szczeblu lokalnym mają największe znaczenie dla nas, mieszkańców. To tu mamy realny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość i wszystko, co dzieje się w naszej małej ojczyźnie.

Artur Szczepek

Od wielu lat obywatele zastanawiają się, jak zreformować polski samorząd, aby był mniej opresyjny oraz bardziej przyjazny dla mieszkańców. Funkcjonowanie danej jednostki terytorialnej zazwyczaj budzi wiele kontrowersji wśród społeczności lokalnej. Swoją frustrację często wylewają w rozmowach prywatnych czy na forach internetowych. W większości przypadków są to opinie bardzo krytyczne. Głównym winowajcą dla powyższych jest zarządca (burmistrz, prezydent czy wójt), ale czy aby na pewno możemy winić tylko samych urzędników? Wedle mojej opinii nie. (…)

Jedynym możliwym rozwiązaniem, które umożliwi im uczestnictwo w procesie elekcyjnym, jest wprowadzenie głosowania internetowego. Będzie to łatwa droga do oddania głosu przy najmniejszych nakładach czasowych oraz kosztowych. W systemie będzie możliwe zapoznanie się z sylwetkami kandydatów i procesem wyborczym. Głosowanie przez internet może zwiększyć komfort mieszkańców, poprawić znacznie frekwencję oraz obniżyć koszty organizacji wyborów. (…)

Najważniejsze decyzje inwestycyjne powinny być skonsultowane z całym lokalnym społeczeństwem. Jak to zrobić? Trzeba organizować lokalne referenda, które byłyby wiążące dla rządzących. (…) Mieszkańcy będą mieli wolną wolę, ale będą jednocześnie odpowiedzialni za swoje decyzje. To samo tyczy się radnych czy wójtów, burmistrzów etc. Każdego będzie można odwołać drogą referendalną. (…) Bardzo głośnym tematem jest ostatnio kadencyjność, ale czy jest to dobre rozwiązanie, śmiem wątpić, bo zmiana „moich” na „twoich” nic nie zmieni. Winny jest system.

W mojej wizji idealnego samorządu gmina jest głównym poborcą podatkowym na danym terenie. Dzisiaj wygląda to w ten sposób, że większość danin trafia do budżetu centralnego, a centrala decyduje o przekazaniu tych pieniędzy w drugą stronę. Dla mnie jest to absurd.

Zdaję sobie sprawę, że aparat państwowy trzeba utrzymywać, ale w moim mniemaniu państwo polskie powinno się zajmować tylko i wyłącznie zapewnieniem bezpieczeństwa wewnętrznego oraz zewnętrznego i bronić naszych podstawowych praw.

Wolność, praworządność i własność prywatna oraz sprawiedliwość (nie mylić z sprawiedliwością społeczną) powinna być największym bogactwem obywateli.

Moglibyśmy ograniczyć odpływ pieniędzy do większych ośrodków, odpartyjnilibyśmy samorządy (już nie musielibyśmy zabiegać o nasze pieniądze, zaznaczam: nasze – u polityków), włodarze zostaliby zobligowani do zapewnienia jak najlepszych warunków do życia dla mieszkańców, a szczególnie dla przedsiębiorców. Wtedy my jako mieszkańcy posiadalibyśmy straszliwą broń, a mianowicie głos w wyborach. Doszlibyśmy do momentu, gdzie władza dziesięć razy zastanowi się, zanim podniesie nam podatki, a wyborcy tak samo będą zwracać uwagę, na kogo oddadzą swój jakże cenny głos. (…)

Działanie ponad 350 powiatów jest nieefektywne. Zajmują się zadaniami zleconymi, które de facto są finansowane z budżetu państwa. Równie dobrze moglibyśmy te wszystkie zadania przekazać do realizacji gminom.

Cały artykuł Artura Szczepka pt. „Nowy wymiar samorządów” znajduje się na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Artura Szczepka pt. „Nowy wymiar samorządów” na s. 15 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie tylko Polsce dostaje się w niemieckich mediach. W konkursie na chłopca do bicia nr 1 idą z nami łeb w łeb Amerykanie

Inna jest jednostronność TVP, a inna TVN. A w Niemczech nie ma innej narracji i trudno się dziwić, że widz martwi się sytuacją u sąsiada, pewny, że lada moment powstaną w Polsce obozy koncentracyjne.

Zbigniew Kopczyński

W Zgorzelcu imigrantów jeszcze nie widać, ale to tylko kwestia czasu. Po zalegalizowaniu pobytu w Niemczech mogą legalnie przebywać w Polsce. A mają do niej kilka minut spacerkiem przez most. Najwyższy czas, by zastanowić się nad przeciwdziałaniem temu, by uniknąć kłopotów. Choćby takich, jakie mają mieszkańcy pobliskiego Budziszyna. Tam grupa młodych emigrantów opanowała rynek i regularnie wszczyna rozróby.

Tygodnik „Focus” w wersji online opisuje faktyczną bezkarność lidera tej grupy, wynikającą z kompletnej impotencji organów ścigania. Choć otrzymał odmowę azylu i ponad dwadzieścia zarzutów karnych, jako w dalszym ciągu starający się o azyl, w trakcie rozpatrywania jego odwołania jest praktycznie nietykalny. Przy bardziej zdecydowanej akcji policji zagroził samobójstwem, więc oddano go pod opiekę psychiatry.

Sam artykuł o islamskim prowodyrze zamieszek to istne kuriozum. Tekst przeplatany jest komentarzami redakcyjnymi w oznaczonych ramkach, wyjaśniającymi czytelnikom, że opisanych zachowań nie można w żadnym wypadku odnosić do wszystkich muzułmańskich emigrantów, a ich przestępczość nie jest o wiele wyższa od przestępczości Niemców, jeśli przyjąć odpowiednie kryteria. Jest też objaśnienie, jak depresja może prowadzić do prób samobójczych i jak takiemu delikwentowi pomóc. Klasyczny przykład niemieckiej autokastracji.

Jeśli ktoś narzeka na nieobiektywne przekazy polskich stacji telewizyjnych, polecam oglądać wiadomości na przykład w państwowym ZDF. Na dzień dobry wiadomość z Polski: Wbrew masowym protestom, rząd partii nacjonalistyczno-konserwatywnej wprowadził ustawy likwidujące niezależność sądów, a Komisja Europejska wszczęła działania w obronie demokracji. Warto zaznaczyć, że w języku niemieckiej polityki określenie „partia nacjonalistyczno-konserwatywna” to jakby powiedzieć „polskie NSDAP”.

I ani słowa, na czym ta likwidacja niezależności ma polegać ani co konkretnie zarzuca Polsce Komisja Europejska. O przedstawieniu racji drugiej strony nie ma co marzyć. A wszystko to wygłoszone tonem niedouczonego mentora, przeświadczonego o swej moralnej wyższości. (…)

W radiu Deutschlandfunk, odpowiedniku PR24, słuchałem dyskusji o kryzysie koreańskim. Jej uczestnikami byli politolodzy z niemieckich uniwersytetów. Pierwszy z dyskutantów zaczął od stwierdzenia, że bardziej niż konflikt między komunistyczną Koreą a USA jest to konfrontacja między Kimem a Trumpem. Tak jakby problemy z czerwonymi Koreańczykami zaczęły się w czasie prezydentury Donalda Trumpa. Rozmówcy rozgrzewali się i było coraz ciekawiej.

Zmieniłem stację, gdy usłyszałem, że Amerykanie używają siły jako jedynego narzędzia ich polityki zagranicznej i uzurpują sobie prawo decydowania – za pomocą tejże siły – kto w danym kraju może rządzić.

Wyglądało na to, że na niewinną i niewadzącą nikomu czerwoną Koreę chcą napaść agresywne Stany Zjednoczone tylko po to, by zadowolić krwiożerczy instynkt Donalda Trumpa – współczesnego wcielenia Draculi. A wszystko to tonem profesora pouczającego ucznia. Tak jakby to Niemcy szczyciły się ponad dwusetlenią wzorcową demokracją, a USA dopiero co pozbyły się ludobójczych dyktatur.

Na koniec zdziwienie: tenże Deutschlandfunk przedstawił wyniki badania opinii publicznej, z której wynika wzrost antysemityzmu w Niemczech. Od razu komentator tłumaczy, że to dzięki emigrantom, którzy są zadeklarowanymi antysemitami. Nie dziwi, że zbagatelizowano istniejący, a ukrywany antysemityzm wśród Niemców. Przerzucanie niemieckich win na innych, Polaków, też nieszczególnie dziwi.

Sensacją można nazwać fakt negatywnej opinii o imigrantach na falach państwowej rozgłośni. Tym bardziej, że zarzucono im antysemityzm, a więc największą zbrodnię, jaką współczesny Niemiec potrafi sobie wyobrazić.

Cały artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Różnice klimatyczne” znajduje się na s. 20 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Kopczyńskiego pt. „Różnice klimatyczne” na s. 20 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Migracja zarobkowa do Polski. Zagrożenia rosną wraz z liczbą migrantów, ale zależą także od kręgu kulturowego przybyszów

Jeśli już musimy zgadzać się na import pracowników, to blokujmy masowy, niekontrolowany napływ imigrantów spoza krajów tzw. Międzymorza. Nie popełniajmy błędów państw zachodniej Europy.

Mariusz Patey

Polska do tej pory była krajem eksportującym siłę roboczą do bogatszych krajów Europy. W ciągu 25 lat rozwoju gospodarki względnie rynkowej przechodziliśmy różne fazy rozwoju rynku pracy, od rosnących problemów z bezrobociem do ostatnio coraz ostrzej odczuwalnego braku siły roboczej w wielu sektorach gospodarki. (…)

Firma transportowa nie jest w stanie przeszkolić w krótkim czasie bezrobotnych nie mających doświadczenia w kierowaniu pojazdami. Podpisane kontrakty, jak i ciągła walka o rynek, nie pozwalają na sięgnięcie po zasoby rynków zachodnich. Tam bowiem płace są na takim poziomie, że polscy transportowcy zostaliby wypchnięci z rynku przez ich europejskich rywali. Pojawiło się zatem zapotrzebowanie na kierowców akceptujących określone warunki płacy i pracy (wcale nie głodowe). Zatrudnianie Ukraińców pomogło polskim firmom pokryć niebezpieczne deficyty pracowników. Podobny problem odczuwają inne branże: budowlana, przetwórstwa spożywczego, czy wreszcie nasze rozwijające się rolnictwo. (…)

Pojawiają się głosy pełne zaniepokojenia o nadużywanie socjalu przez przebywających w Polsce Ukraińców. I znowu, jeśli popatrzymy na statystyki, to uprawnionych do zasiłków i dodatków na dzieci nie jest wcale tak dużo. Pełny pakiet socjalny przysługuje bowiem osobom z Kartami Polaka lub osobom płacącym pełne składki, przebywającym na podstawie kart czasowego pobytu. Tych jednak, spełniających oba warunki naraz, jest niewielki procent w ogólnej liczbie przebywających u nas Ukraińców. (…)

Większość studiujących w Polsce cudzoziemców (w tym Ukraińców) płaci pełne czesne, bez państwowych subsydiów, wynajmuje za własne pieniądze miejsca w akademikach i na stancjach. Pomagają zatem, zwłaszcza sektorowi prywatnemu szkolnictwa wyższego, przetrwać kryzys związany z niżem demograficznym. Osoby starsze mogą dorobić do swoich emerytur, wynajmując stancje mniej wymagającym studentom. (…)

Oczywiście są też poszkodowane grupy pracownicze. Na przykład w obszarze opieki nad osobami starszymi, sprzątania mieszkań i biur wzrost płac jest wolniejszy. Ale oznacza to oszczędności dla ludzi starszych, często średnio zamożnych. Więcej też z tych ludzi decyduje się na życie samodzielne, bez przenoszenia się do domów opieki.

Innym zjawiskiem w przypadku masowego osiedlania się Ukraińców w Polsce (nadal większość przyjeżdżających do pracy pozostaje tu czasowo) byłoby odtworzenie się mniejszości w jednorodnej do tej pory etnicznie Polsce. Mimo zatem korzystnego czynnika ekonomicznego, imigracja powinna mieć swoje limity. (…)

Dziwi mnie, że środowiska imigranckosceptyczne, zwracając uwagę na Ukraińców, pomijają coraz bardziej wyraźnie zaznaczającą się imigrację z rosyjskiego Kaukazu i krajów Azji Centralnej. Punktem przerzutowym jest granica białoruska. Wystarczy pojechać na przejście graniczne w Brześciu, aby zrozumieć powagę problemu.

Ci „uchodźcy” o odmiennej kulturze, religii i obyczajach zaczynają przenikać przez naszą wschodnią granicę. Z uwagi na niską przydatność na naszym rynku nie podejmują pracy, a ich źródła utrzymania są trudne do ustalenia. Częściej niż Ukraińcy zgłaszają się po pomoc socjalną. Trudniej się integrują, tworząc mikrogetta.

Osobna grupa imigrantów to Wietnamczycy, których przyjazdy zaczęły się już w czasach PRL-u. Ostatnio pojawili się też inni przybysze z krajów Dalekiego Wschodu. Chińczycy, Hindusi, Pakistańczycy, Nepalczycy i inni.

Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak działa zasada „swój do swego po swoje”, niech przyjrzy się właśnie wietnamskim przedsiębiorstwom. Są one również niezwykle sprawne w omijaniu naszego systemu fiskalnego. (…)

Obroną przed niekontrolowaną imigracją i wykorzystującymi nasz system wsparcia socjalnego przybyszami jest pozbawienie tego wsparcia osób nieposiadających polskiego obywatelstwa lub Karty Polaka. Ukłonem w stronę polskich firm poszukujących pracowników jest ułatwienie uzyskiwania krótkoterminowych pobytów ze względu na pracę, przy jednoczesnym utrudnieniu otrzymywania pobytu długoterminowego czy polskiego obywatelstwa.

Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Migracja zarobkowa do Polski z krajów ościennych” znajduje się na s. 4 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya pt. „Migracja zarobkowa do Polski z krajów ościennych” na s. 4 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nasze społeczeństwo wyręcza rządzących. Tak było z przywróceniem Święta Niepodległości i pamięci o Żołnierzach Wyklętych

Ile jeszcze czasu musi upłynąć, by światu ponownie uzmysłowić, iż II wojnę światową wywołali Niemcy i to za ich sprawą ludzkość doświadczyła tylu nieszczęść osobowych i materialnych?

Jadwiga Chmielowska

Tuż po wojnie żyło pokolenie bezpośrednio nią dotknięte. Im nie potrzeba było tłumaczyć, co się wydarzyło. Niemcy uciekli w milczenie, a pod pręgierzem postawiono Hitlera i jego współwyznawców ideologicznych. (…)

Kiedy kraje środkowoeuropejskie takie jak Polska zmagały się z okupacją sowiecką, zastrzyk finansowy w postaci planu Marshalla stawiał na nogi gospodarkę niemiecką, co pozwoliło Niemcom dość szybko snuć plany dobrobytu bez obciążeń moralnych. Kompleks winy został przyćmiony sukcesami Volkswagena i Mercedesa, Simensa, Boscha, Deutsche Banku, Postu, Bahnu itd. – tak na marginesie, rozwijających się podczas wojny za sprawą pracujących w tychże fabrykach więźniów obozowych skazanych na zagładę.

A tak już to bywa, że mocarstwo finansowe jest na świecie postrzegane inaczej niż kraj biedny. Dano więc w latach 60. przyzwolenie na głosy „intelektualistów” o nieobarczaniu młodego pokolenia niemieckiego skutkami „faszyzmu czy hitleryzmu”. Cóż z tego, że dziadek mordował więźniów w obozach śmierci, a babcia administrowała kartoteką; przecież oni nie mieli wyjścia – podlegali rozkazom, i tyle. To nie Niemcy, ale jacyś „nazi” decydowali wówczas. Nikomu nie przeszkadzał kult wielkich Niemiec, wiszące w domach fotografie dziadka w mundurze SS czy organizowanie tu i ówdzie spotkań „kombatantów” lub „wypędzonych”. Do tego nagminne było stygmatyzowanie i poniżanie narodów Europy zamieszkujących jej wschodnie tereny. (…)

W Polsce paradoksalnie bywa tak, że społeczeństwo skutecznie wyręcza rządzących. Tak było z przywróceniem Święta Niepodległości, za sprawą Marszu Niepodległości 11 listopada organizowanego przez środowiska niepodległościowe młodych ludzi. Tak było z przywołaniem pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

Tak jest również obecnie, w przypadku głośnej akcji społecznej przeciwko relatywizowaniu odpowiedzialności za II wojnę światową, np. za sprawą procesu wytoczonego przez byłego więźnia Auschwitz, czy objeżdżającej Niemcy i siedziby telewizji ZDF lawety z umieszczonym na niej symbolem Hitlera i obozu koncentracyjnego oraz tekstem, że obozy zagłady były niemieckie. (…)

Czy ciągle społeczeństwo musi wyręczać rządzących (…)?

Od dłuższego czasu twórcy filmowi zmagają się z decydentami, próbując przekonać ich o potrzebie realizacji filmowej antologii o niemieckich obozach zagłady, cyklu 25 filmów edukacyjnych, w kilku wersjach językowych, które mają być ogólnie dostępne, bez ograniczeń, dla każdego, a szczególnie dla szkół, ambasad itd.

Zrealizowano już dwa filmy (Koncentrationslager Flossenburg i Koncentrationslager Stutthof), głównie sfinansowane przez samych twórców, znanych dokumentalistów – reżyserem jest Leszek Ciechoński, a realizatorem zdjęć i producentem – Piotr Zarębski. Przy realizacji filmów aktywnie uczestniczą studenci szkoły medialnej, którzy tworzą swoje etiudy.

Mimo pozytywnych opinii, poparcia kombatantów i więźniów obozów, wielu ważnych patronów medialnych, projekt utknął w… zaciszach gabinetów urzędniczych, powodując wstrzymanie realizacji kolejnych filmów. Czy naprawdę nie można w Polsce zrobić czegoś normalnie? Czy tak ważne projekty muszą napotykać trudności przypominające niewydolny, miniony ustrój?

Cały artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Urzędnicy a racja stanu” znajduje się na s. 4 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Urzędnicy a racja stanu” na s. 4 wrześniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Uruchomiono targowicę, aby przekonać stany Zjednoczone, że Polska nie może być stabilizatorem sytuacji w naszym regionie

To, co się dzieje teraz, jest bezpośrednią konsekwencją planu politycznego przedstawionego przez prezydenta Trumpa w Warszawie. Przeciwnicy postanowili zaatakować najsłabsze ogniwo, czyli Polskę.

Jerzy Targalski

Rosjanie opanowali Krym, żeby kontrolować Morze Czarne, a zatem drogi z Azji Środkowej przez Kaukaz do Europy. I co się okazało? Że nie mają nic. Chwycili za butelkę, a butelka pusta. Dlaczego? Oto odbywają się manewry floty amerykańskiej na Morzu Czarnym, razem z okrętami ukraińskimi, tureckimi, gruzińskimi – i zanosi się na to, że wprawdzie Rosjanie mają Krym, ale Morze Czarne będzie kontrolowane przez Amerykanów, którzy będą mieli wybrzeże, czyli Ukrainę, Rumunię; sprawa Bułgarii jeszcze się rozstrzygnie. Zobaczymy, jak się potoczy sytuacja w Gruzji. Krym przez pewien czas pozostanie rosyjski, ale Rosjanie nie będą mogli kontrolować akwenu. Tak że jest to zwycięstwo propagandowe, ale w realpolitik – przegrana Putina. (…)

Spotkanie prezydenta Trumpa z prezydentem Putinem w Hamburgu zakończyło się, na nasze szczęście, fiaskiem. Bo gdyby doszli do jakiegoś porozumienia, to któreś z naszych państw, mam na myśli państwa regionu ABC, musiałoby zapłacić tego koszty. Jedyna umowa, którą tam zawarto, dotyczy neutralizacji jednej prowincji syryjskiej. To jest po prostu śmieszne. To znaczy, że nie mieli sobie nic, tak naprawdę, do powiedzenia. (…)

Agenci rosyjscy zebrali się gdzieś na Krymie czy w Donbasie i ogłosili powstanie państwa zwanego Małorosją, w składzie: tereny pseudorepubliki ługańskiej, donbaskiej i innych obwodów ukraińskich. Czyli Rosja stworzyła fikcyjne państwo. I teraz będzie twierdziła, że trzeba będzie z tym fikcyjnym państwem rozmawiać i negocjować, bo prawdziwa Ukraina nie istnieje. Jest to oczywiście posunięcie propagandowe, ale na pewno, mimo że jest to po prostu farsa i cyrk, będzie propagowane przez rosyjską agenturę i rosyjskie pudła rezonansowe w Polsce.

Rozmowy między prezydentem Trumpem i prezydentem Putinem zakończyły się dla nas bardzo dobrze, bo Ameryka nie poszła na żadne ustępstwa, wprost przeciwnie, prezydent Trump jasno kontynuował swoją linię z Warszawy, że to Rosja ma się dostosować. (…)

Spójrzmy na kryzys w Polsce, na próbę obalenia rządu Beaty Szydło i wprowadzenia chaosu z punktu widzenia geopolitycznego. Jest to po prostu odpowiedź Angeli Merkel na plan geopolityczny, który w Warszawie przedstawił prezydent Trump.

Już po jego wyjeździe z Warszawy Angela Merkel, przez nikogo nie pytana, zaczęła twierdzić, że nic ją to nie boli, co tam Trump mówił w Warszawie, co prawdopodobnie oznacza, że z wściekłości nie mogła spać przez kilka nocy. No i odpowiedź nastąpiła natychmiast. Uruchomiono agenturę, uruchomiono targowicę. Dlaczego? Chodzi o to, żeby w Polsce zapanował chaos. Chaos z punktu widzenia niemieckiego. Żeby Polska nie była w stanie być wiarygodnym, stabilnym, spokojnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. A bez takiego sojusznika Międzymorza nie będzie.

Zobaczmy, jaka jest różnica w działaniach między agenturą rosyjską a niemiecką. Zadaniem agentury niemieckiej jest wprowadzenie w Polsce chaosu. Zadaniem agentury rosyjskiej jest zrobienie z Polski destabilizatora. (…)

Cały artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Międzymorze. Spotkanie Trump-Putin. Dalsze próby destabilizacji Polski” znajduje się na s. 7 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Międzymorze. Spotkanie Trump-Putin. Dalsze próby destabilizacji Polski” na s. 7 wrześniowego „Kuriera Wnet” nr 39/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego