Eliminacja Tatarów krymskich. Rosja jednych pozbywa się w białych rękawiczkach, innych eliminuje brutalnie

Ilmi Umerow trzy tygodnie spędził w zakładzie psychiatrycznym Przez tydzień nie miał możliwości umyć się ani spać. Umerow ma 60 lat, chorobę Parkinsona i w czasie rozprawy przeżył atak serca.

Wojciech Jankowski

Dwóch najważniejszych w swojej społeczności Tatarów krymskich, Mustafa Dżemilew, lider Tatarów i pełnomocnik prezydenta Ukrainy do spraw Krymu, i Refat Czubarow, przewodniczący Medżlisu Tatarów krymskich, mają zakaz wjazdu na Krym. Następnie skazano wieceprzewodniczących Medżlisu – Achtema Czijgoza na 8 lat kolonii karnej, a Ulmiego Umerowa na 2 lata. W ten sposób wyeliminowano czterech najważniejszych działaczy samorządu Tatarów krymskich. (…)[related id=39720]

Mimo że 26 lutego 2014 Federacja nie uznawała Krymu za część Federacji Rosyjskiej, wbrew zasadzie, że prawo nie działa wstecz, piękna prokurator Natalia Pokłowska, będąca maskotką „rosyjskiej wiosny”, oskarżyła sześć osób o udział w blokowaniu Rady Najwyższej. Czijgoz został oskarżony o zorganizowanie tej akcji. Aresztowano go 29 stycznia 2015 roku i przebywał w więzieniu aż do dnia, kiedy odbył lot do Ankary. Przesiedział w więzieniu dwa i pół roku.

Ilmi Umerow został oskarżony o nawoływane do naruszenia integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej w oparciu o nowy artykuł 180.1, który wprowadzono do kodeksu karnego po aneksji Krymu. Oskarżenie nastąpiło po tym, jak udzielił wywiadu krymskotatarskiej telewizji ATR. Umerowa nie więziono, za to trzy tygodnie spędził w zakładzie psychiatrycznym w celu przeprowadzenia „ekspertyzy psychiatrycznej”.

Ekspertyza była na tyle traumatycznym doświadczeniem, że Umerow określił ją jako znęcanie się. Przez tydzień nie miał możliwości umyć się ani spać. Przebywając w zakładzie, który przypominał dom obłąkanych z XIX-wiecznych powieści, nie był w stanie prowadzić normalnego życia. Umieszczono go w prawdziwym „domu bez klamek”, gdzie nie miał żadnej szansy odizolować się od szalonych pacjentów, którzy nie pozwalali mu na chociażby chwilę intymności. Ilmi Umerow ma 60 lat, chorobę Parkinsona i w czasie rozprawy przeżył atak serca.

Nieoczekiwanie 25 października działacze Medżlisu zostali odwiezieni na lotnisko. Odbyli lot do Kanapy w kraju krasnodarskim, a stamtąd do Ankary. Po krótkim pobycie w Turcji polecieli do Kijowa. Zostali uwolnieni.

Wśród Tatarów zapanowała radość, ale w ten sposób Federacja Rosyjska pozbyła się osób nr 3 i 4, po Mustafie Dżemilewie i Refacie Czubarowie, w samorządzie Tatarów krymskich. Prawdopodobnie działacze tatarscy nieprędko wrócą na Krym. W więzieniach i aresztach na Krymie znajduje się jeszcze 40 więźniów politycznych. (…)

Rafat Czubarow, przewodniczący Medżlisu, w wywiadzie dla telewizji ATR powiedział, że starano się o poparcie sprawy uwolnienia działaczy tatarskich z pomocą wielu głów państw, ale najwięcej zrobił prezydent Turcji, Recep Erdoğan. Wywiad przeprowadzono w trakcie lotu. Wiadomość pojawiła się już w ukraińskich mediach, tymczasem Czijgoz i Umerow przebywali w samolocie i nie wiedzieli jeszcze, dokąd lecą. (…)

Recep Erdoğan był z wizytą w Kijowie na początku października 2017 roku. Jego rozmowa z prezydentem Petrem Poroszenką trwała ponad 3 godziny. Wyraził wówczas swe poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy i zaznaczył, że Turcja nie uznaje aneksji Krymu. Bliskie relacje Turcji z Rosją z pewnością nie są mile widziane przez liczną diasporę Tatarów krymskich w Turcji. Pomoc Erdoğana w uwolnieniu Tatarów jest z pewnością ukłonem w stronę tatarskiej mniejszości.

Na tle 80 milionów mieszkańców Turcji Tatarzy nie są najliczniejszą mniejszością. Sami Tatarzy krymscy z Turcji, potomkowie uchodźców z Krymu, oceniają siebie na ponad 2 miliony. Niekiedy mówi się o pięciu milionach. Być może jest to jeden z elementów gry z Putinem, z którym prezydent Turcji ma dobre relacje, ale też wiele rozbieżnych poglądów. Rola obrońcy Tatarów z pewnością może przydać się mu w kolejnych politycznych rozgrywkach. Erdoğan w rozmowie z Umerowem w Ankarze zapewnił, że z chęcią weźmie udział w procesie uwolnienia kolejnych tatarskich więźniów politycznych na Krymie. Czas pokaże.

Cały artykuł Wojciecha Jankowskiego pt. „W białych rękawiczkach. Eliminacja Tatarów krymskich” można przeczytać na s. 13 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wojciecha Jankowskiego pt. „W białych rękawiczkach. Eliminacja Tatarów krymskich” na s. 13 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Liceum nie-ogólnokształcące. Reforma systemu edukacji utrzymała prawie wszystkie złe rozwiązania poprzednich rządów

Dopiero za dwa lata, na wiosnę 2019 r., uczniowie kończący klasę ósmą szkoły podstawowej i ich rodzice zorientują się, że zostali oszukani, że nie ma „dobrej zmiany” w liceum ogólnokształcącym.

Barbara Hapońska

Ogromną nadzieję wiązaliśmy z obecnym rządem, że wprowadzi on dobrą zmianę w oświacie. I na początku, w pierwszym roku, wszystko szło w dobrym kierunku.

–                  6-latki pozostawiono w przedszkolach;
–                  zmieniono strukturę szkół, likwidując gimnazja i przywracając 8-letnią szkołę podstawową oraz 4-letnie liceum ogólnokształcące;
–                  przywrócono należne miejsce nauczaniu historii.

Jeszcze 27 czerwca ubiegłego roku w Toruniu Pani Minister Anna Zalewska publicznie deklarowała powrót do idei liceum ogólnokształcącego.(…)

Liceum ogólnokształcące nie będzie kształciło ogólnie, tylko będzie szkołą głęboko profilowaną. Zostają utrzymane przedmioty rozszerzone realizowane już od klasy pierwszej.

Od 2019 r. uczniowie kończący szkołę podstawową, w wieku 15, a nawet 14 lat (dotyczy to uczniów, którzy rozpoczęli naukę jako 6-latki w szkole podstawowej) będą musieli dokonywać wyboru przyszłego kierunku studiów. Uczeń w tym wieku ma za małą wiedzę, dojrzałość i rozeznanie, by zdecydować, co będzie chciał studiować za cztery lata. Nie wie, co to jest socjologia, politologia, psychologia, a nawet prawo (chyba, że rodzice są prawnikami). (…)

Oferta szkół zależy od tego, jacy nauczyciele tam pracują, jakich uczą przedmiotów, który z nauczycieli dostanie więcej godzin.

Uczeń nie znajdzie klasy z rozszerzoną matematyką, wos, historią, a takie przedmioty są potrzebne przy aplikowaniu na socjologię. Kandydat na medycynę powinien znać nie tylko biologię i chemię, ale i fizykę, a klasy z rozszerzoną jednocześnie biologią, chemią i fizyką trudno znaleźć. (…)

W najbardziej niekorzystnej sytuacji jest młodzież na prowincji, gdzie istnieje jedno lub dwa licea, stąd oferta jest ograniczona.

Zmiana przez ucznia planów dalszego kształcenia i związana z tym konieczność zmiany – w trakcie nauki – klasy na klasę z innymi przedmiotami rozszerzonymi będzie praktycznie niemożliwa. A co w sytuacji, gdy uczeń z powodu zmiany miejsca zamieszkania będzie musiał zmienić szkołę? Czy i gdzie znajdzie klasę z takimi samymi przedmiotami rozszerzonymi? Do tego dochodzi problem znalezienia tych samych języków obcych. (…)

 

Dobre wykształcenie ogólne, nie profilowane, jest dla młodego człowieka niezbędne. Pozwala w razie potrzeby na łatwiejsze przekwalifikowanie się, co jest wymogiem obecnych czasów.

Ponadto należy zauważyć, że postęp dokonuje się na pograniczu dyscyplin naukowych, a nie przez wąską specjalizację.

Do 1 września 2019 r. są jeszcze dwa lata. Jest czas, aby uratować nowe liceum ogólnokształcące, by nie było czteroletnim kursem przygotowawczym do matury.

Cały artykuł Barbary Hapońskiej pt. „Liceum nie-ogólnokształcące” można przeczytać na s. 2 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Barbary Hapońskiej pt. „Liceum nie-ogólnokształcące” na s. 2 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zapomniany bohater Karol Grzesik ps. Hauke. Walczył w powstaniach śląskich, pracował dla Polski, zamordowany przez NKWD

Jako wróg Rzeszy został umieszczony przez Niemców w „Specjalnej książce Polaków ściganych listem gończym”, która zawierała 61 tys. nazwisk Polaków przeznaczonych do aresztowania i likwidacji.

Tadeusz Loster

Kapitan Rezerwy WP Karol Grzesik (1890–1940) został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Niepodległości z Mieczami, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi, Krzyżem Żelaznym II klasy (przez Cesarstwo Niemieckie), Orderem św. Sawy (przez Królestwo Chorwatów i Słoweńców), Złotą Odznaką Honorową Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej I stopnia.

Urodził się 30 maja 1890 roku w rodzinie chłopskiej w Siedliskach w powiecie raciborskim na Śląsku. W 1907 roku ukończył gimnazjum prywatne w Gliwicach, a rok później rozpoczął naukę w Gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu. W 1914 roku zdał maturę. Studiował filozofię oraz prawo, ale studiów nie ukończył. (…)

Po powstaniu w wolnej Polsce Karoli Grzesik od 1923 do 1925 roku był prezesem Związku Powstańców Śląskich (…) w 1926 roku został naczelnikiem gminy Wielkie Hajduki. Od 1927 roku należał do ugrupowania piłsudczykowskiego Związku Naprawy Rzeczypospolitej. W 1928 roku współorganizował Narodowo-Chrześcijańskie Zjednoczenie Pracy (…)

Karol Grzesik był posłem na Sejm RP II i III kadencji od 1928 do 1935 roku, wybieranym z okręgu nr 28 w Królewskiej Hucie. Od 1935 do 1939 roku był marszałkiem Sejmu Śląskiego IV kadencji jako reprezentant Narodowo-Chrześcijańskiego Zjednoczenia Pracy. W 1936 roku został prezydentem Chorzowa. (…)

Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej jako wróg Rzeszy został umieszczony przez Niemców w „Specjalnej książce Polaków ściganych listem gończym” (Sonderfahndungsbuch Polen), która zawierała 61 tys. nazwisk Polaków przeznaczonych do aresztowania i likwidacji. Wraz z wybuchem wojny musiał opuścić Śląsk. Wyjechał do Lublina, a następnie do Lwowa. Tutaj zastała go okupacja sowiecka. Został aresztowany i wywieziony przez Oddział Specjalny Frontu Ukraińskiego. W 1940 roku został zamordowany w więzieniu NKWD w Kijowie przy ul. Karolenkiwskiej 17.

Cały artykuł Tadeusza Lostera pt. „Karol Grzesik (ps. Hauke). Zapomniany bohater – powstaniec śląski” można przeczytać na s. 2 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Tadeusza Lostera pt. „Karol Grzesik (ps. Hauke). Zapomniany bohater – powstaniec śląski” na s. 2 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Kierunek zmian w wymiarze sprawiedliwości zaproponowany zarówno przez prezydenta, jak i rząd ma poważne wady

Współpracownicy komunistycznego aparatu represji nie mogą pełnić funkcji sędziego. Komunistyczna mentalność, resortowe dziedziczne togi i 2.–3. pokolenie utrwalaczy „władzy ludowej” musi odejść.

Paweł Czyż

Mojemu środowisku chodzi o zasadniczą zmianę, która wpłynie na rzetelną edukację prawną tysięcy Polaków. Chodzi o jeden z postulatów tworzącej się Federacji Ruchów Kontroli Sądów, tj. wprowadzenie wzorem II RP tzw. ław przysięgłych w postępowaniach karnych, a nawet szczególnie skomplikowanych cywilnych. Moim zdaniem, aby wprowadzić ławy przysięgłych, nie trzeba nawet zmieniać Konstytucji RP, bo w jej art. 182 udzielono Polakom gwarancji sprawowania wymiaru sprawiedliwości. (…) dziesiątki ruchów lokalnych tworzących Federację Ruchów Kontroli Sądów oraz ja osobiście uważamy, że tzw. ława przysięgłych ma przesądzać o winie albo jej braku nawet w większościowym głosowaniu jej członków, a sędzia jedynie wymierzać karę. Ponadto członków ław przysięgłych nie powinien wybierać prezes danego sądu, a system komputerowy wśród dorosłych mieszkańców z terenu funkcjonowania danego sądu – mówi lider KPN-Niezłomni Adam Słomka.

Zmiany proponowane przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę czy ministra sprawiedliwości nie zmieniają znacząco praktyki sądowej ani nie powodują rozbicia „nadzwyczajnej kasty”. Same niedawne liczne kongresy sędziów i prokuratorów są jaskrawym przykładem realnych prób wprowadzenia „sądokracji”. (…)

Monteskiusz (popularyzator trójpodziału władzy) w swoim dziele „O duchu praw” pisał: „Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”.

Same liczne publiczne wypowiedzi sędziów oraz prokuratorów odnośnie do reformy wymiaru sprawiedliwości, ich przekonanie o predestynowaniu ich do nauczania parlamentarzystów czy nawet Prezydenta RP Andrzeja Dudy, co jest, a co nie jest „do przyjęcia”, co jest konstytucyjne… jest wyrazem „sądokracji”. Tymczasem sędziowie i prokuratorzy nie pochodzą z wolnych wyborów, a zatem ich mandat społeczny jest realnie ograniczony. Jaka zatem jest na to recepta?

Uważam, że do ustawy o sądach powszechnych czy Sądzie Najwyższym musi trafić też zapis, że współpracownicy komunistycznego aparatu represji nie mogą pełnić funkcji sędziego. Komunistyczna mentalność, resortowe dziedziczne togi i 2-3 pokolenie utrwalaczy „władzy ludowej” musi odejść. To przecież proste. Trzeba jedynie politycznej woli głębokich, a nie kosmetycznych zmian. Ponadto oczekuję na realny dostęp do zbioru zastrzeżonego, tzw. „Zetki”, czy danych z nadal tajnego aneksu z likwidacji WSI. Bowiem mam takie wrażenie, że wciąż przed opinią publiczną zataja się istotne dane o komunistycznych, totalitarnych agentach. Tych w wymiarze sprawiedliwości III RP przecież też nie brakuje – podsumowuje Adam Słomka.

Cały artykuł Pawła Czyża pt. „Kosmetyka wymiaru sprawiedliwości?” można przeczytać na s. 2 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Czyża pt. „Kosmetyka wymiaru sprawiedliwości?” na s. 2 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Polityka Piłsudskiego w stosunku do Kresów zachodnich. Polemika Jadwigi Chmielowskiej z Michałem Bąkowskim

Chodziła na Śląsku bujda, że Piłsudski nigdy nie przyjechał do Katowic, a są zdjęcia z jego wizyty, kiedy na rynku przed teatrem odznacza szczególnie zasłużonych w walkach o polskość Śląska.

Jadwiga Chmielowska

W październikowym numerze Kuriera WNET ukazał się tekst Michała Bąkowskiego „Cień Marszałka nęka nas do dziś”. Już sam początek zwrócił moją uwagę. Autor napisał: „Mieszkańcy dawnego zaboru pruskiego nie mają podstaw do sympatii w stosunku do Piłsudskiego”.

Red. Bąkowski powołuje się na relacje babci, Wielkopolanki, córki oficera Błękitnej Armii. Otóż babcia musiałaby urodzić się co najmniej w 1900 roku, by rozumnie relacjonować to, co działo się przed powstaniem wielkopolskim i podczas niego. Z racji wieku autora jest to niemożliwe. Istnieje więc pewność, że powtarzała jakieś obiegowe opinie środowisk endeckich nieprzychylnych Piłsudskiemu.

W zaborze pruskim nie było świadomości, czym jest Rosja, wiedziano natomiast, czym są Niemcy, stąd właśnie większe poparcie dla idei Narodowej Demokracji. Błękitna Armia przybyła do Polski już po powstaniu. Pierwszy transport przekroczył polską granicę w nocy z 19. na 20. kwietnia 1919 r., więc pradziadek sam też nie mógł być świadkiem powstania wielkopolskiego. Wyrażanie opinii nieopartych na faktach, tak modne w postmodernizmie, staje się „bełkotem posthistorii”.

Polska Organizacja Wojskowa (POW) zaboru pruskiego powstała 15 lutego 1918 roku w Poznaniu w celu walki o przyłączenie zaboru pruskiego do odzyskującej niepodległość Polski. Była to tajna struktura, początkowo oparta głównie na organizacjach harcerskich, wchodząca w skład POW ogólnopolskiej tajnej organizacji wojskowej, powstałej w sierpniu 1914 w Warszawie z inicjatywy Józefa Piłsudskiego, w wyniku połączenia działających w Królestwie Polskim grup konspiracyjnych Związku Walki Czynnej. Od października 1914 roku zaczęła używać oficjalnie nazwy POW. Jej szeregi zasilali dezerterzy i zdemobilizowani żołnierze z armii zaborczych. Przed powstaniami kupowano broń od zdemoralizowanych oddziałów niemieckich. Tak było na Śląsku i w Wielkopolsce. (…)

Działacze wielkopolskiej POW w drodze zamachu przejęli kontrolę nad poznańską radą robotniczo-żołnierską i utworzyli Tajny Sztab Wojskowy, który prowadził działania wywiadowcze, kupował i gromadził broń oraz werbował oficerów polskiego pochodzenia. Członkowie POW zaboru pruskiego stanowili kadrę sił powstańczych w Powstaniu Wielkopolskim.

Niestety, endeccy działacze Naczelnej Rady Ludowej i powstałego Komitetu Wykonawczego byli przeciwni powstaniu. Liczyli, że uda się pokojowo przejąć administrację na ziemiach polskich. Szczególnie wyróżnił się w blokowaniu powstania nie tylko w Wielkopolsce, ale i na Śląsku, Wojciech Korfanty. Wielkopolska na szczęście go nie słuchała, ale na Śląsku było gorzej. Tu udało mu się zablokować wybuch powstania w najkorzystniejszym momencie, czyli przed kwietniem 1919 roku. Później, nawet już po wydaniu rozkazów, jeszcze dwukrotnie wstrzymywał wybuch powstania. Szkodliwość takiego działania odczuli Ślązacy, zmuszeni walczyć trzykrotnie i ponosząc znacznie większe straty niż Wielkopolanie.

Red. Bąkowski pisze: „Piłsudski wykorzystał dorobek wielu ludzi, doprowadził do fatalnej obsady w poszczególnych resortach rządu (np. Becka). W czasach PRL był ikoną walki z Rosją i komunizmem, więc był atrakcyjny i nietykalny. Ale co tak naprawdę stworzył, co jest tylko jego? Hasła, które powtarzane są do dziś: „Bić kurwy i złodziei” i tym podobne”.

I znów się pan Bąkowski myli. Piłsudski cieszył się ogromnym autorytetem w II RP. Jego pogrzeb zgromadził tłumy. Wzdłuż torów, w czasie przejazdu lawety z trumną z Warszawy do Krakowa, stali ludzie, by oddać cześć Marszałkowi – Ojcu Niepodległości. Ale o tym, ta wydumana, mniemam, babcia pana Bąkowskiego, opowiedzieć zapomniała. A może autor chce być oryginalny?

Cały artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Polityka Piłsudskiego w stosunku do Kresów zachodnich. Polemika” można przeczytać na s. 6 i 7 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jadwigi Chmielowskiej pt. „Polityka Piłsudskiego w stosunku do Kresów zachodnich. Polemika” na s. 6 i 7 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Rozmowy dobrej woli z deputowanymi ukraińskiej Werchownej Rady przerwane zamachem na Ihora Mosiejczuka

Politycy ukraińscy zgodzili się, że nasza narracja jest racjonalna i nie jest w treści antyukraińska. Problem oceny OUN-B-UPA jednak będzie jeszcze długo należał do tzw. trudnych tematów.

Mariusz Patey

Ktoś kto zapyta, po co spotykać się z banderowcami? Można odpowiedzieć, że nie my wybieramy przedstawicieli do ukraińskiego parlamentu, zatem rozmawiamy z tymi, którzy reprezentują społeczeństwo ukraińskie. Kimkolwiek są, reprezentują sąsiadujące z nami państwo. W naszym interesie jest podtrzymywanie kontaktów z możliwie szerokim spektrum politycznym w krajach, z którymi sąsiadujemy.

Podczas spotkania poruszyliśmy problematykę stosunków polsko-ukraińskich. Rozmówcy reprezentowali różne ugrupowania, ale zechcieli w imię interesów swojego kraju zapoznać się z polskim punktem widzenia. Przestrzegłem uczestników spotkania, że w Polsce trudno o spójną wizję polityki zagranicznej, w myśl przysłowia: „Gdzie dwóch Polaków, tam 3 poglądy”. Okazało się, że podobne przekonanie panuje o Ukraińcach na Ukrainie. (…)

Zgodziliśmy się, że jest wiele niewykorzystanych możliwości współpracy, ale także wiele problemów, o których należy mówić otwarcie, bowiem niedopowiedzenia, poprawność polityczna wyjmująca wiele tematów spod dyskusji stwarza potencjalne punkty zapalne i zagraża rysującym się perspektywom współpracy. Często zbytnie koncentrowanie się na polityce wewnętrznej może rodzić problemy w kontekście międzynarodowym. (…)

Odwiedzający Polskę z prywatną wizytą poruszyli (…) kwestię polskiej wrażliwości na odradzający się kult bojowników OUN-B, jak i problem Wołynia w tworzeniu nieprzychylnego klimatu wokół Ukrainy.

W trakcie spotkania widać było, że ukraińscy rozmówcy niewiele wiedzą o polskiej perspektywie.

Aby poznać polski punkt widzenia, warto przeczytać polskie strony na Wikipedii. Są inne niż ukraińskie czy rosyjskie. Brak dostępu do informacji w języku ukraińskim czy rosyjskim jest problemem, który musi być rozwiązany przez polskie instytucje odpowiedzialne za politykę historyczną. Wyjaśnienie kwestii historycznych jest bardzo ważne, bowiem to jeden z głównych tematów przewodnich używanych przez prorosyjski trolling.

Niestety, brak refleksji nad obecną polityką historyczną wśród ukraińskich polityków nie ułatwia znalezienia satysfakcjonujących rozwiązań. A przecież można by spróbować podejść do tego trudnego tematu, odwołując się do oczywistych faktów, jak i wyników badań socjologicznych. Z badań tych wynika, że dzisiejsze pokolenie Ukraińców nie ma nic wspólnego z tym, co działo się kilkadziesiąt lat temu. Społeczeństwo ukraińskie chce budować demokratyczne państwo prawa, a nie dyktatury czerwone, brunatne czy jakiekolwiek inne.

Ukraińcy nie chcą, by ich państwo rościło sobie prawa do terytoriów państw sąsiednich, chcą tylko poszanowania integralności swoich granic. Społeczeństwo pragnie budować stosunki międzypaństwowe oparte na pokojowej, wzajemnie korzystnej współpracy, partnerskim traktowaniu i wzajemnym poszanowaniu suwerenności.

Respondenci, którzy coś wiedzą o Wołyniu, wyrażają pogląd, że jeśli w przeszłości doszło do godnych ubolewania czynów, zabójstw ludności cywilnej, rabunków ze strony bojowników o niepodległą Ukrainę, to te czyny, choćby i były uzasadnione celem wyższym, nie powinny mieć miejsca i nie są powodem do chwały.

W kontekście ostatnich decyzji przewodniczącego Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyra Wiatrowycza, zakazujących ekshumacji polskich ofiar zbrodni OUN-UPA, okazuje się, że większość ukraińskich respondentów uważa, że państwo ukraińskie powinno wspierać wszelkie działania prowadzące do ustalenia prawdy historycznej, bowiem tylko w prawdzie możliwe jest pojednanie, a władze ukraińskie powinny sprzyjać upamiętnianiu cywilnych ofiar bez względu na ich pochodzenie czy narodowość. Współcześni Ukraińcy chcieliby, aby czasy totalitaryzmów i wojen bezpowrotnie minęły. (…)

Dalszy dialog został przerwany przez zamachowca…

Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Rozmowy dobrej woli przerwane zamachem” można przeczytać na s. 13 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya pt. „Rozmowy dobrej woli przerwane zamachem” na s. 13 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Niezależni eksperci wzywają do powołania Obywatelskiej Komisji Śledczej w odpowiedzi na rządową politykę ws. górnictwa

Najwyższy czas, aby nasz wzrost PKB nie był tylko wynikiem dalszego kolonizowania Polski, a wydatki budżetowe na cele społeczne nie pochodziły tylko z dalszego zadłużania się państwa.

Krzysztof Tytko

Spółki wydobywcze mogą dziś wydobywać z pokładów węgla 4 podstawowe produkty: koks dla przemysłu metalurgicznego i chemicznego, zanieczyszczone miały i muły energetyczne dla energetyki zawodowej, gruby sortyment dla indywidualnego odbiorcy i ekologiczny syngaz dla energetyki, chemii i rafinerii.

W Macierzy BCG produkty są również podzielone na 4 kategorie, ze względu na ich strategiczne pozycjonowanie:

  1. „Gwiazdy” – węgiel koksowy (produkt mogący przynieść organizacji wysokie dochody, ze względu na wysokie ceny uzyskiwane na rynku, który jednak szybko może stać się „znakiem zapytania”, a następnie „kulą u nogi”. Taki scenariusz jest wysoce prawdopodobny szczególnie w sytuacji, gdy syngaz otrzymany z podziemnego zgazowania węgla będzie używany w procesie wytapiania i produkcji stali bez potrzeby stosowania koksu, co jest równoznaczne z możliwością rezygnacji z kosztownego wydobywania węgla koksującego metodą tradycyjną i jego przetwórstwa w zakładach koksowniczych na koks.
  2. „Znaki zapytania” (gruby sortyment), inaczej „dylematy” – produkty, których możliwości są trudne do określenia w przyszłości, ze względu na ograniczanie spalania węgla w gospodarstwach domowych w związku z ustawową koniecznością redukcji emisji C02.
  3. „Kule u nogi” (miały i muły energetyczne) – produkty nie dające obecnie prawie żadnego zysku i nie mające perspektyw, jako że pakiet zimowy eliminuje spalanie tych produktów w elektrociepłowniach, ciepłowniach i elektrowniach, powodujące emisję CO2 powyżej 550 g/kwh.
  4. „Dojna krowa” – dziś węgiel koksowy, ale jutro syngaz, który wyeliminuje trzy dotychczasowe asortymenty polskiego górnictwa wydobywane obecnie: węgiel koksujący, gruby sortyment, miały i muły energetyczne, dając sowite utrzymanie temu, kto będzie miał koncesję na podziemne zgazowanie węgla i będzie właścicielem tej technologii. (…)

W takim modelu, jaki przygotowuje nam ME, „znaki zapytania” (energetyka konwencjonalna) i „kule u nogi” (kopalnie) mają być domeną Skarbu Państwa, a „gwiazdy” (firmy wdrażające energetykę rozproszoną) i „dojne krowy” (firmy zajmujące się podziemnym zgazowaniem, przetwórstwem syngazu na energię elektryczną, cieplną oraz wytwarzaniem produktów chemicznych i rafineryjnych) będą miały charakter rynkowy i staną się wyłączną domeną akcjonariuszy prywatnych, którzy ulokowali swoje zagraniczne kapitały i je systematycznie zwiększają w kluczowych spółkach energetycznych, jakimi są Tauron SA, PGE SA, Energa SA i Enea SA.

Tym sposobem ME na koszt podatnika oczyszcza przedpole dla obcych kapitałów i ich przyszłych kokosowych biznesów, poprzez między innymi odesłanie ok. 10 000 górników na wcześniejsze emerytury, przekazywanie nierentownych kopalń do SRK celem ich likwidacji i odkupywanie schyłkowych aktywów energetyki zawodowej od wiodących spółek energetycznych, by pozostawić im tylko aktywa tworzące niebotyczną wartość dodaną. Wszystko to spowoduje pauperyzację polskiego społeczeństwa na pokolenia. (…)

Podobnie bowiem jak PiS pod kierownictwem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premier Beaty Szydło, wicepremiera Mateusza Morawieckiego i ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego nie akceptuje polityki Unii Europejskiej jako Unii dwóch prędkości, pomimo wielu dobrodziejstw wynikających z polskiego w niej członkostwa, tak my, Polacy, nie akceptujemy polityki gospodarczej PiS, które przyzwala na drugą, a nawet czwartą prędkość poprzez niedopuszczanie polskiego kapitału do narodowego potencjału wzrostu, pomimo niepodważalnych dobrodziejstw, choć znacznie mniejszej rangi, jakich polskie społeczeństwo doznało dotychczas za sprawą PiS. (…)

Nie możemy akceptować faktu, że PiS bez myślenia strategicznego, bez porządkowania spraw wg hierarchii ważności, bez pracy organicznej, wspierany jest przesadną propagandą sukcesu. Dzieje się to kosztem dalszego zadłużania kraju, dalszej emigracji Polaków, dalszego niewykorzystywania szans odbudowy polskich kapitałów. Dlatego, pomimo wysokich notowań, PiS nie zasługuje na ponowne zwycięstwo w przyszłych wyborach.

Gdyby ta droga negocjacji polskiego społeczeństwa z rządem PiS nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, jedynym wyjściem jest zbudowanie nowej siły politycznej w oparciu o koalicję licznych patriotycznych stowarzyszeń i ruchów społecznych, która pod sztandarami głoszenia prawdy i wdrażania nowej filozofii działania zjednoczyłaby większość polskiego społeczeństwa.

Obywatelska Komisja Śledcza powinna umożliwić osiągnięcie tego celu!

Jeśli zgadzacie się Państwo z naszą diagnozą i argumentacją, to prosimy o wyrażenie poparcia dla naszych działań poprzez wysyłanie e-maili o treści „Nie wyrażamy zgody, powołujemy Obywatelską Komisję Śledczą” na adres teresagarland@fidespolska.pl, celem przekazania tego stanowiska polskim władzom dla ewentualnego wymuszenia debaty z rządem nad pilnym przedefiniowaniem strategicznych celów gospodarczych Polski.

Cały artykuł Krzysztofa Tytki pt. „»Nie wyrażamy zgody!« Powołujemy Obywatelską Komisję Śledczą” można przeczytać na s. 4 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Krzysztofa Tytki pt. „»Nie wyrażamy zgody!« Powołujemy Obywatelską Komisję Śledczą” na s. 4 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Już widzę minę mojej mamy, gdyby dożyła dnia, w którym to z honorami w Watykanie odsłaniano pomnik Marcina Lutra

Biskup Magdeburga G. Feige powiedział, że Luter, podobnie jak święty Franciszek, przez wiarę w Boga gruntownie zmienił swoje życie. I jest to przykład, który powinni naśladować wszyscy chrześcijanie.

Herbert Kopiec

Gdy byłem szkrabem, w arsenale tradycyjnej śląskiej rodziny było w użyciu sporo zróżnicowanych sposobów, aby dziecku, nie daj Boże, nie przyszło do głowy, że może robić, co mu się żywnie podoba. Skarcenie niesfornego najducha było przecież czymś najbardziej na caluśkim świecie naturalnym i oczywistym.

Obowiązywała żelazna logika: przeskrobałeś, bratku, to oberwiesz! A ewentualne pretensje i żal, że zrobiło się z tego powodu w chałupie niemiło, miej tylko do siebie! Że tak być musi, wiedzieli wszyscy. Kto wie, czy nie można w tym roztropnym przeświadczeniu dostrzec naturalnych śladów intuicji św. Augustyna, który zauważył: Skarć mądrego, a będzie cię miłował.

Gdyby ktoś w czasach mojego dzieciństwa twierdził, że dzieci nie potrzebują wychowania (Żaden dorosły nie jest odpowiedzialny za dzieci! Kto kocha dzieci, ten ich nie wychowuje.), z całą pewnością uznano by, że coś mu pizło do głowy. Tymczasem dzisiejszy student pedagogiki musi o tych głupotach w opasłych podręcznikach czytać (zob. Pedagogika, podstawy nauk o wychowaniu, redakcja naukowa Bogusław Śliwerski, Gdańsk, 2006, s. 201) i wysłuchiwać pokrętnych apeli, aby koniecznie poznać tego rodzaju pofyrtane pedagogiczne idee międzynarodowych ekspertów i odkryć w nich nową jakość pedagogiki, bo rzekomo dopiero wtedy można poczuć się prawdziwym Europejczykiem!

Na Śląsku w latach mojego dzieciństwa (zaraz po wojnie) na widok tak sformatowanego Europejczyka koń by się uśmiał. Lecz nie o koniach tu przeca godomy, a o Ślonzokach, którzy świadomie swoje pociechy wychowywali, dobrze wiedząc, że należy to do ich świętego obowiązku. Robili to jednak w sposób, który dzisiejszym lewackim siłom postępu kazałby bez wahania zdefiniować te wysiłki jako patologiczną przemoc w rodzinie, wymagającą natychmiastowej interwencji wszechobecnego państwa. Mam poczucie, że szczęściarz ze mnie nie byle jaki. Wystarczyłoby bowiem, abym się później urodził (a zwłaszcza był małym postępowym Szwedem), a niewykluczone, że swoim dobrze mi przecież życzącym rodzicom, a pewnie i starszym braciom (też mnie przecież wychowywali!) zafundowałbym odsiadkę, a sam wylądowałbym w jakiejś rodzinie zastępczej. Przesadzam? Chyba nie: niektóre reakcje najbliższych na moje dziecięce wybryki byłyby dziś uznane za niedopuszczalne, bo dyskryminujące i przemocowe.

Zapamiętałem też, choć minęło już prawie 70 lat, że pośród słownych reprymend przewijała się ta przywołana w tytule dzisiejszego felietonu: Ty mały Lutrze!… Kto by wówczas przypuszczał, że moja mama wybierze sobiena swojego „wychowawczego pomocnika” samego Lutra (negatywne przykłady też przecież wychowują), którego heretycki zryw przeciwko dogmatom katolickim i papieżowi dał początek procesowi sprowadzenia na manowce milionów ludzkich dusz, a z którym mojej matce (1904–1994) nie było – najdelikatniej mówiąc – po drodze.

Nie przypominam sobie, aby w domu była choć jedna książka naukowa. Jakoż nie oznacza to, że moi najbliżsi wyzbyci byli podstawowych – jakby dziś uczenie powiedział jakiś psycholog społeczny – „standardów wyobrażeniowych”, odnoszących się do fundamentalnych kategorii dobra i zła, prawdy i fałszu, piękna i brzydoty. A zwłaszcza, aby pozbawieni byli wrażliwości w kwestiach religijnych. Przeciwnie: stosunek do Pana Boga i Kościoła zasadniczo przesądzał o ocenie człowieka.

W wartościowaniu i w ocenie ludzi w zależności od ich stosunku do Pana Boga i Kościoła katolickiego na „wojnę religijną” się nie zanosiło, ale przynależność do Kościoła nie była sprawą obojętną. Świadczyć o tym może chociażby fakt posługiwania się (gdy coś przeskrobałem) przez moją mamę wzmiankowanym werbalnym skarceniem: Ty mały Lutrze! Towarzyszyło mu charakterystyczne pogrożenie palcem.

Cóż ja, onczas 6-7 letnie pacholę, mogłem z tej reprymendy rozumieć? Oczywiście mogłem się domyślać i zapewne tak było, że ten Luter to jakiś niedobry człowiek, którego moja mama nie lubi i bardzo nie chce, abym i ja miał z nim jakiejś konszachty. Z całą pewnością też i mama do ekspertów od protestanckiej rewolucyjnej herezji, a zwłaszcza źródeł i skutków jej szkodliwości, nie należała. Ta niewiedza jest zrozumiała i nie może zaskakiwać. Musi natomiast budzić zdziwienie i zaniepokojenie to, co ostatnio mówią i piszą o Marcinie Lutrze ci, którzy zadali sobie trud przeczytania jego dzieł i zaznajomienia się z jego biografią.

Apoteoza Lutra rozpoczęła się już po jego śmierci. Na przestrzeni wieków był w oczach Niemców „drugim Eliaszem”, „prorokiem”, „ukrytym cesarzem”, gigantem zapowiadającym III Rzeszę, a w końcu stawał się wzorem prawdziwego niemieckiego humanisty i reformatora (G. Kucharczyk, „Polonia Christiana” 2017, s. 46).

W ubiegłym roku arcybiskup Monachium i Fryzyngi, przewodniczący konferencji episkopatu Niemiec kardynał Reinhard Marx stwierdził, że Luter był bombową postacią. Biskup Magdeburga G. Feige w homilii, również w 2016 roku, powiedział, że Luter, podobnie jak święty Franciszek (…) poprzez swoją wiarę w Boga gruntownie zmienił swoje życie. I jest to przykład, który powinni naśladować wszyscy chrześcijanie (G. Kucharczyk, op. cit., s.48).

Jeśli pasterze Kościoła katolickiego będą się odnosić do Lutra z tak wielką atencją, może się zdarzyć, że I ty zostaniesz protestantem. Takim to tytułem opatrzył przed dwoma laty swój tekst K. Kratiuk, zdecydowany krytyk i badacz luterańskiej rewolucji. Już wkrótce – ostrzegał – miliony katolików mogą się stać protestantami. (…) Co ciekawe, protestantyzacja Kościoła Świętego następuje odgórnie. Protestantem można będzie zostać, nie zmieniając nawet parafii! („Polonia Christiana” styczeń-luty 2015). (…)

W świetle obserwowalnego rzeczywistego zacierania różnic fakt, że zwolennicy dialogu ekumenicznego zapewniają, iż różnice nie są pomijane ani bagatelizowane, traktować należy jako zabieg propagandowy. Rewolucja protestancka zainicjowana przez Lutra ciągle trwa, pogłębiając i utrwalając nie tylko pogubienie religijne, ale i załamanie się ładu moralnego. Nie będę ukrywał, że to nieszczęście potwierdza trafność wyboru mojej mamy i przydaje mu społecznego znaczenia.

Wracając do postulowanego w ramach pokrętnego ekumenizmu wątku wspólnego świętowania: wkraczamy tu w przestrzeń nieprzezwyciężalnej sprzeczności i chaosu. Nie będzie wszak wspólnego świętowania Świętej Bożej Rodzicielki, gdyż protestanci negują Boże macierzyństwo Maryi. Nie staniemy też we wspólnej kolejce do konfesjonału, bo protestanci nie spowiadają się indywidualnie. Wspólnie świętując, nie za dobrze też będzie mówić o papieżu, który wedle braci zreformowanych pozostaje kimś w rodzaju uzurpatora, żeby nie powiedzieć za Lutrem – diabła.

Nie wspomnimy też raczej o świętych, czyśćcu, odpustach, celibacie. Dlaczego? Ano żeby nie psuć świątecznej atmosfery. Jesteśmy przecież nienagannie bardzo gościnni (K. Kratiuk, op. cit.). Ale się porobiło… (…)

Oto co o rozumie głosił ojciec reformacji, którego pomnik właśnie w Rzymie odsłonięto: Rozum w sprawach duchowych – pisał Luter – jest ślepotą i ciemnością (…) diabelską k… Rozum może tylko bluźnić i pozbawić czci to, co Bóg powiedział i stworzył (…) Jest „najdzikszym wrogiem Boga”. Anabaptyści mówią, że rozum jest pochodnią… I jakież to rozum ma roztaczać światło? Chyba podobne do tego, jakie by roztaczał brudny śmieć wsadzony do latarni. Rozum to jest największa k… diabelska; z natury swojej i sposobu bycia jest szkodliwą k…; jest prostytutką, prawdziwą k… diabelską, k… zeżartą przez świerzb i trąd, którą powinno się zdeptać nogami i zniszczyć ją i jej mądrość… Rzuć jej w twarz plugastwo, aby ją oszpecić. Rozum jest utopiony i powinien być utopiony w Chrzcie… Zasługiwałby na to, aby go wyrzucono w najbrudniejszy kąt domu, do wychodka (za: J. Maritain, Trzej reformatorzy. Luter, Kartezjusz, Rousseau, tłum. K. Michalski, Wyd. Fronda – Apostolicum, Warszawa – Ząbki 2005, s. 66).

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Ty mały Lutrze…” znajduje się na s. 5 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Ty mały Lutrze…” na s. 5 listopadowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Jeśli macie kogoś zabić, dlaczego nie zabijecie gwałciciela?” – zapytała pewna starsza pani na manifestacji pro-life

W Polsce mieliście działania całościowe, w których mieściła się walka z antykoncepcją. W Ameryce nie działano tak szeroko. Kiedy promuje się antykoncepcję, aborcja jest jej wynikiem, jest skutkiem.

Łukasz Jankowski
John Henry Westen

Jak Pan ocenia efekty synodów ds. rodziny?

Byłem na obydwóch synodach do spraw rodziny, w roku dwa tysiące czternastym i piętnastym. Byliśmy zaszokowani i przerażeni odejściem biskupów i ojców synodalnych od nauki Kościoła. Oni właściwie twierdzili, że ludzie żyjący w cudzołóstwie są w pewnej komunii z Kościołem. Ale, co ciekawe, akurat w tym obszarze pan Jezus był bardzo kategoryczny. W trzech z czterech Ewangelii słyszymy, że kto opuszcza swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo.

Jeśli więc możemy zmienić nauczanie Kościoła w obszarze, gdzie Jezus był tak kategoryczny, mówił tak jednoznacznie, to oznacza, że każdy inny obszar, gdzie Jezus nie mówił tak wyraźnie, jak na przykład homoseksualizm albo antykoncepcja, jest tak naprawdę negocjowalny.

Mówiło się, że duży wpływ na ograniczenie liberalnego dyskursu, liberalnego kierunku synodu mieli polscy biskupi, szczególnie arcybiskup Gądecki. Czy może Pan to potwierdzić?

Oczywiście. Na pierwszym synodzie, w dwa tysiące czternastym roku, w obronie rodziny stanęli głównie biskupi afrykańscy. Na drugim, gdzie biskupi, a może nawet i papież Franciszek stanęli po stronie przeciwnej nauczaniu Kościoła, właśnie polscy biskupi i biskupi ze wschodniej Europy bronili rodziny. Co smutne, ci biskupi ze wschodniej Europy, którzy stanęli w obronie rodziny, byli ośmieszani przez kardynałów z Zachodu. (…)

Mieliśmy różnych papieży, można sięgnąć choćby do epoki renesansu, ale wydaje się, że pierwszy raz papież tak mocno uderza w podstawy nauki Kościoła o rodzinie.

Tak, to bardzo interesująca sprawa. Jest to poważny kryzys w Kościele. Matka Boża w Fatimie powiedziała i siostra Łucja napisała to w liście, który przesłała do kardynała Caffarry, że ostateczna bitwa rozegra się o małżeństwo i rodzinę. I właśnie dlatego dzisiaj katolicy, jeśli chcą żyć prawdziwie jak katolicy, muszą modlić się i pościć za papieża, jak nigdy wcześniej tego nie czynili. Kryzys w Kościele jest rzeczywisty i bardzo poważny. I choć bardzo kochałem papieża Jana Pawła II i papieża Benedykta, to za papieża Franciszka modlę się więcej.

Może – żeby Kościół utrzymał swoją dynamikę, żeby odtworzyć wiarę tam, gdzie ona zanikła, jak chociażby w Europie Zachodniej – trzeba podjąć dialog ze współczesnością?

Oczywiście, że podejmujemy dialog. Ruch pro-life chciałby, aby papież wyszedł do wszystkich grzeszników całego świata. Ale chodzi o to, żeby wezwać ich z powrotem do wiary. Niestety w interakcjach Papieża Franciszka z osobami homoseksualnymi czy transseksualnymi widzimy, że – przynajmniej oni tak to przedstawiają – jest to po prostu „kocham was” – i nie ma wezwania do nawrócenia. To wyrządza wielką szkodę wierze naszych dzieci. (…)

Trzynastego października zakończyły się obchody setnej rocznicy objawień. Co dla Pana jest dzisiaj najistotniejszym ich przesłaniem?

Właśnie to, co siostra Łucja napisała w swoim liście. Że decydująca bitwa rozgrywa się o małżeństwo i rodzinę. Matka Boża powiedziała Hiacyncie, że więcej osób idzie do piekła z powodu grzechów ciała, z powodu nieczystości, niż z jakiegokolwiek innego powodu. Było to zdumiewające proroctwo, ponieważ dzisiaj więcej osób ogląda pornografię, niż żyło w czasach objawień fatimskich. Rewolucja seksualna jest podstawą kultury śmierci.

Czy uważa Pan, że działania obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych w zakresie odbudowy wiary, ochrony życia idą w dobrym kierunku? Czy Donald Trump wywiązuje się ze swoich zapowiedzi z kampanii wyborczej?

Myślę, że prezydent Trump czyni wiele więcej, niż amerykańscy proliferzy się spodziewali. Jeśli chodzi o jego obietnice, że podatnicy nie będą zmuszani do płacenia za aborcję i antykoncepcję – realizuje je. Zdumiewające jest to, że mamy przywódcę, który mówi o aborcji i o ochronie życia i że ten lider przyjeżdża do Polski i mówi „My chcemy Boga”.

Kiedyś jego żona, która jest katoliczką, rozpoczęła jakieś spotkanie od modlitwy Ojcze nasz; to był naprawdę błogosławiony moment. Media nienawidzą Donalda Trumpa, ponieważ on daje pewne świadectwo chrześcijańskie. Chociaż nie jest osobą, po której można się było tego spodziewać.

Całą rozmowę Łukasza Jankowskiego z J.H. Westenem pt. „Nadchodzi ostateczna bitwa” można przeczytać na s. 12 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Rozmowa Łukasza Jankowskiego z J.H. Westenem pt. „Nadchodzi ostateczna bitwa” na s. 12 listopadowego „Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Transport zamiast na miejsce przeznaczenia dotarł do Lwowa. Był w nim najmłodszy jeniec – 7-letni Andrzej Jagodziński

Na początku lutego 1940 roku doszło do tajnego spotkania Himmlera i Berii. Prowadzono rozmowy o eksterminacji społeczeństwa polskiego. Ustalono, że „problem Polaków” powinien być rozwiązany do 1975 r.

Wojciech Bogajewski

19 września 2017 roku w 78 rocznicę wydania rozkazów wprowadzających w życie system selekcji polskich jeńców, który był początkiem ich gehenny, w kaplicy św. Józefa kościoła p.w. Jana Kantego w Poznaniu odsłonięto i poświecono Tablicę Ich Pamięci.

Jest to pierwsza tablica wojewódzka w Polsce, a także pierwsza, na której zostały umieszczone dane polskich jeńców zamordowanych w Kijowie-Bykowni. Jest to też pierwsza tablica, na której umieszczone zostały nazwiska pomordowanych w Kuropatach.

Ocenia się, że liczba polskich jeńców przekazanych NKWD sięgnęła 125 tysięcy. Równocześnie między okupantami polskich ziem, NKWD i Gestapo, odbyły się konferencje metodyczne związane z postępowaniem w stosunku do narodu polskiego. Pierwsza w Brześciu nad Bugiem po wspólnej defiladzie celebrującej zwycięstwo nad Polską, druga w Przemyślu po podpisaniu „Traktat o granicach i przyjaźni”, a trzecia 7 grudnia 1939 roku w Zakopanem w willach „Pan Tadeusz” oraz „Telimena”.

Według niektórych źródeł na początku lutego 1940 roku doszło do tajnego spotkania Henricha Himmlera (głównego twórcy systemu obozów zagłady III Rzeszy) i Ławrientija Berii w pałacyku myśliwskim Hermanna Göringa w Romintach w Puszczy Rominckiej, gdzie prowadzono rozmowy o eksterminacji społeczeństwa polskiego i zwalczaniu polskiego ruchu oporu. Ustalono wówczas, że „problem Polaków” powinien być rozwiązany do 1975 roku. Krokiem w rozwiązaniu „problemu Polaków” była decyzja z dnia 5 marca 1940 roku, kiedy to Biuro Polityczne KC ZSRR podjęto decyzję o rozstrzelaniu jeńców z obozów Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska oraz aresztantów przebywających w więzieniach na Ukrainie i Białorusi. Wg. dokumentów NKWD rozstrzelano 21 857 osób. (…)

Zasadą było dokonywanie mordu w piwnicach siedzib NKWD. W jednym z pomieszczeń piwnicznych urządzono tzw. „czerwony kącik”, którego ściany wygłuszono workami wojłokowymi. Rozstrzeliwano nocą. Skutego skazanego wprowadzano do tego pomieszczenia, sprawdzano personalia, następnie przeprowadzano do pomieszczenia obok i strzelano w tył głowy. Zwłoki ładowano na ciężarówki i przewożono do ośrodka rekreacyjnego NKWD, gdzie ciała wrzucano do uprzednio przygotowanych dołów. Każdej nocy mordowano kilkuset jeńców polskich.

W Smoleńsku przerwano mordy w siedzibie NKWD po niebezpiecznym zdarzeniu. Prowadzonemu na rozstrzelanie Polakowi udało się wyrwać broń jednemu z konwojentów i zastrzelić drugiego. Dopadł do zbrojowni i przez trzy dni się ostrzeliwał. Zranił w rękę Komendanta KGB Iwana Stelmacha, który strzelał w okno piwnicy z cekaemu „Maksim”. Całe śródmieście w okolicach budynku NKWD zamknięto wówczas i otoczono przez wojsko. Zalanie piwnicy wodą nic nie dało, bohaterskiego Polaka zagazowano. Rozstrzeliwania jeńców przeniesiono do lasku katyńskiego.

Jak pisze ks. Zdzisław Peszkowski, znane są dwa przypadki pomyłki w systemie wysyłki jeńców z obozów do miejsca przeznaczenia. 3 maja wyszedł ze Starobielska transport Wa36.B z 57 jeńcami i omyłkowo dotarł do Lwowa. Tam nie wiedziano, co zrobić z tymi ludźmi i pozwolono dołączyć ich do repatriantów, którzy wracali przez punkty graniczne do tzw. Generalnej Guberni. Wśród nich był wysłany na śmierć najmłodszy jeniec – 7-letni Andrzej Jagodziński. Ukończył on po wojnie studia w Warszawie, uzyskał tytuł magistra mechanika, pracował w warszawskim FSO na Żeraniu. Nie był jednak ostrożny, rozpowiadał o swoim pobycie w Starobielsku. UB zastrzeliło go w 1960 roku na warszawskiej ulicy.

Cały artykuł Wojciecha Bogajewskiego pt. „Wierni Polsce do końca. Tablica pamięci” znajduje się na s. 8 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wojciecha Bogajewskiego pt. „Wierni Polsce do końca. Tablica pamięci” na s. 8 listopadowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 41/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego