KBW w polskich mundurach zaczęło prowadzić pacyfikacje wsi ukraińskich. Cel był jasny – sprowokowanie UPA do dalszych działań przeciw ludności polskiej. Niestety ta prowokacja komunistom się udała.
Mariusz Patey
w 1947 roku komuniści, kontynuując prowadzoną od 1945 roku politykę przesiedleń ludności białoruskiej i ukraińskiej na tereny BSSR i USSR, postanowili wysiedlić głównie greckokatolickich Ukraińców, Łemków i Bojków na tzw. Ziemie Odzyskane. (…)
UPA w 1945 roku uznała już milcząco swój błąd strategiczny, polegający na niedocenieniu siły Sowietów. Po II wojnie światowej, zamiast plebiscytów i referendów, o przyszłości spornych ziem dawnej Rzeczpospolitej decydować miała siła Armii Czerwonej i aparatu bezpieczeństwa.
W tych warunkach została nawiązana (na poziomie taktycznym) współpraca AK-WiN z lokalnymi strukturami UPA. Ustały napady na polską ludność cywilną. Doszło do spektakularnej wspólnej akcji Polaków i Ukraińców przeciwko sowiecko-komunistycznej władzy w Hrubieszowie i do uwolnienia przetrzymywanych w lokalnym więzieniu żołnierzy polskiego podziemia. Współpraca ta została przerwana, bowiem w tym czasie KBW w polskich mundurach zaczęło prowadzić pacyfikacje wsi ukraińskich. Cel był jasny – sprowokowanie UPA do dalszych działań przeciw ludności polskiej. Niestety ta prowokacja komunistom się udała. Współpraca polskiego i ukraińskiego podziemia została wstrzymana. Rzezie kontynuowano.
Mitem jest zatem zaangażowanie się komunistycznych sił bezpieczeństwa w walkę z ukraińskim podziemiem w celu ochrony ludności polskiej. Celem było tylko i wyłącznie utrwalenie „władzy ludowej”.
UPA działała dłużej niż WiN dlatego, że NKWD, UB i KBW skupiły się na walce z podziemiem polskim, nie ukraińskim (UPA była im czasowo potrzebna, by budzić strach i legitymizować władzę ludową na tamtym obszarze). Ciekawe, że czasem dochodziło do współdziałania NKWD z oddziałami UPA przeciwko polskim organizacjom podziemnym.
Dziś wiemy, że „Akcja Wisła” miała inne cele niż zniszczenie UPA (to było załatwione jakby przy okazji). Celem komunistów bowiem było przeprowadzenie eksperymentu społecznego na ziemiach przyłączonych. Chodziło o to, by wymieszać ludność polską przybyłą z Kresów (wykorzenioną i wdzięczną Armii Czerwonej za ocalenie z rzezi Wołynia i Małopolski Wschodniej) z ukraińską i żydowską. Taki miks gwarantował, że to „władza ludowa” miała być oparciem i gwarantem bezpieczeństwa, arbitrem w sporach.
Eksperyment częściowo się udał. Mieszkańcy Ziem Zachodnich głosują po dziś dzień częściej na postkomunistów, mniej są przywiązani do tradycyjnych wartości, słabsze są więzi rodzinne i więcej notuje się rozwodów. Tam też powstawały polskie sowchozy i kołchozy. Do dziś więcej na Ziemiach Zachodnich własności państwowej, mniej rodzinnych gospodarstw rolnych niż w innych regionach kraju…
Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Akcja Wisła. Mity propagandy komunistycznej” znajduje się na s. 5 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Mariusza Pateya pt. „Przed nami wybory” na s. 5 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Niezależni eksperci z Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Polskich Zasobów Naturalnych: martwi nas fakt, że obcokrajowcy widzą więcej potencjalnych biznesów na polskim rynku niż kolejne polskie rządy.
Krzysztof Tytko
Promowany przez nas projekt jest wielowątkowy i wymaga doprecyzowania w wielu dyscyplinach, a jego unikalność wynika z faktu dopracowania już na skalę przemysłową technologii podziemnego zgazowania węgla, wielkości polskich zasobów, które stanowią około 85% zasobów całej Unii i konieczności odchodzenia od spalania węgla w energetyce konwencjonalnej na rzecz generacji elektryczności w energetyce rozproszonej w oparciu o ekologiczne spalanie syngazu otrzymanego ze zgazowania węgla.
Nie bez znaczenia dla zasadności realizacji projektu są również rezultaty i doświadczenia osiągane przez PGNiG w Gilowicach w zakresie wydobycia metanu z powierzchni, tym bardziej, że instalacje te, po odmetanowaniu, mogą być wykorzystane do podziemnego zgazowania, obniżając w ten sposób znacząco koszty przyszłych inwestycji.
Raport pokontrolny NIK dotyczący zgazowania węgla na kopalni „Wieczorek” również zaleca kontynuację prac związanych z tym perspektywicznym przedsięwzięciem. Ciągle brak jest reakcji ze strony Rządu i NCBiR na ten raport, pomimo wielokrotnych interwencji ze strony OKOPZN. (…)
Umożliwienie realizacji tego projektu przez Skarb Państwa powinno być absolutnym priorytetem polskiego Rządu działającego w imię polskiego interesu narodowego, ze względu na jego arcystrategiczne znaczenie i niespotykane dotychczas zyski możliwe do osiągnięcia przy jednoczesnym mniejszym ryzyku pracy i niespotykanej ekonomii skali.
Projekt OKOPZN bez cienia wątpliwości ma wielokrotnie wyższą stopę zwrotu od projektu dotyczącego repolonizacji 30% akcji Banku PKO SA za ok. 10 mld zł, repolonizacji aktywów EDF za około 4,25 mld zł i od inwestycji PFR około 800 mln zł w blok energetyczny w Jaworznie, będący pod kontrolą spółki „Tauron” SA, w której Skarb Państwa utracił już kontrolę. Nakłady inwestycyjne na realizację przedstawionego przedsięwzięcia są niewspółmiernie niskie w stosunku do ww. projektów, które już zrealizowano.
Cały tekst pisma Krzysztofa Tytki w imieniu Obywatelskiego Komitetu Ochrony Polskich Zasobów Naturalnych do Cezariusza Lesisza, szefa gabinetu politycznego premiera Mateusza Morawieckiego, znajduje się na s. 3 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Pismo Krzysztofa Tytki w imieniu OKOPZN do Cezariusza Lesisza, szefa gabinetu politycznego premiera Morawieckiego, na s. 3 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Nie ma w Polsce i w UE projektu, który miałby potencjał do generowania zysków rzędu 200 bln zł, umożliwiając szybkie bogacenie się Polaków, niż podziemne zgazowanie około 400 – 500 mld ton węgla.
Krzysztof Tytko
Podziemne zgazowanie węgla spełni uciążliwe wymogi pakietu klimatycznego w zakresie przywrócenia czystości środowiska naturalnego, zapewni na setki lat pełne bezpieczeństwo energetyczne kraju i w dużej części również UE, wygeneruje jedną z najwyższych w skali globalnej stopę zwrotu z inwestycji, stworzy na pokolenia fundamenty pod innowacyjną i konkurencyjną gospodarkę Polski (…).
Kluczowe przewagi technologii podziemnego zgazowania węgla nad technologią tradycyjną
1. Około 50-krotne zwiększenie komercyjnej dostępności do zasobów węgla z ok. 7 do 400 mld t.
2. Prawie dwukrotnie większa możliwość wykorzystania energii zawartej w węglu, ze względu na szansę budowy rozproszonych systemów poligeneracyjnych, które podwoją sprawność energetyczną.
3. Wycena złóż węgla dokonana metodą opcji realnych, zwiększająca ich wartość o około 200 bln zł.
Dla realizacji projektu należy powołać Rządowy Komitet Sterujący, którego zadaniami będą:
Mianowanie niezależnego, interdyscyplinarnego zespołu do pilnego wdrożenia czystych technologii węglowych w skali demonstracyjnej dotyczących programu podziemnego zgazowania węgla.
Realizacja Studium Wykonalności (Feasibility Study) instalacji podziemnego zgazowania węgla zgodnie z zaleceniami ustawy górniczej, z jednoczesnymi instalacjami: a) wstępnego odmetanowania pokładu z powierzchni, b) do produkcji prądu w kogeneracji z ciepłem, c) do produkcji metanolu lub amoniaku, d) do produkcji wodoru dla ogniw paliwowych, celem realizacji Masterplanu dla wdrażania elektromobilności, e) do produkcji syntetycznych paliw płynnych, f) do skraplania syngazu, g) do oczyszczenia i wzbogacenia syngazu, h) dla podłączenia syngazu do sieci przesyłowej i dystrybucyjnej.
Wskazanie najkorzystniejszej lokalizacji rzeczonej instalacji np. w Suszcu, na obszarze KWK „Krupiński”, lub w Gilowicach, gdzie PGNiG prowadzi już z sukcesem odmetanowanie pokładów węgla z powierzchni.
Przygotowanie projektów ustaw dotyczących: a) uwłaszczenia polskiego społeczeństwa na zasobach naturalnych kraju, b) wypłaty równej dywidendy z tytułu w/w uwłaszczenia wszystkim Polakom, c) przyznania wyłączności tylko polskim służbom geologicznym na poszukiwanie i dokumentowanie krajowych złóż, c) przyznania wyłączności na podziemne zgazowanie węgla tylko spółkom skarbu państwa. Nieodblokowanie tych projektów sprawi, że Polska będzie wielka, ale narodowość polska – nie.
Opracowania zakresu, budżetu i harmonogramu realizacji ww. projektów wraz z uzasadnieniem biznesowym i proponowanymi źródłami ich finansowania przedstawionego w formie dokumentu inicjującego projekt, celem wydania zgody Premiera RP na rozpoczęcie przedsięwzięcia. Jesteśmy dyspozycyjni do współpracy z Rządem w ramach działań powierzonych Komitetowi Sterującemu.
Cały list otwarty Krzysztofa Tytki w imieniu Obywatelskiego Komitetu Ochrony Polskich Zasobów Naturalnych do premiera Mateusza Morawieckiego znajduje się na s. 3 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
List otwarty Krzysztofa Tytki w imieniu OKOPZN do premiera Morawieckiego na s. 3 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Chrześcijańska praktyka życia sprawami doczesnymi poprzez Ewangelię daje światło na wszystkie rzeczywistości ziemskie. Dla chrześcijan nie ma dwóch odrębnych nurtów życia: duchowego i świeckiego.
Adam Rosłoniec
Gdy spotkaliśmy się przed odlotem i rozpoczęliśmy naszą drogę Mszą świętą w kaplicy na Okęciu, nikt chyba nie spodziewał się, jak głęboka jedność zespoli nas w tym nadchodzącym tygodniu. Jak wiele powstanie przyjaźni, jak wiele zostanie w nas wspomnień. I wreszcie, jak wiele świadectw wiary możemy przekazać teraz innym. Można powiedzieć: połączył nas Bóg.
Każdy z nas podczas tej wspólnej podróży został obdarzony jakimś wrażeniem, w jego sercu pozostało szczególne wspomnienie. (…) Andrzej: „doświadczyłem tam poczucia wyjątkowego przeplatania się wiary”, Joanna: „ta pielgrzymka była magiczna, a Liban to miejsce o zaskakującym międzyreligijnym pojednaniu. Kraj oddycha inaczej. Źródło, prawda, prostota”. „To przecież piękny, zielony kraj, piękni ludzie”, zachwyca się Piotr, który, jak większość z nas, był tam po raz pierwszy i podobnie jak inni zrozumiał, że jego wcześniejsze wyobrażania o Libanie były całkowicie mylne. Tam jest spokój, nikt nie podkłada bomb pod monument Jezusa Chrystusa albo Matki Bożej. (…)
Fot. Dolina Wadi Kadisza | Fot. z archiwum autora
Libańskie góry i doliny przywodzą na myśl początki i trudne wieki Kościoła na Bliskim Wschodzie. Zamieszkiwana niegdyś przez pustelników Wadi Kadisza jest wymownym świadkiem wiary pierwszych chrześcijan. Wiary, która dotarła tu wprost od Apostołów i ich uczniów i która przetrwała wieki podbojów muzułmańskich. Ta głęboka dolina przecięta rzeką Orontes (tą samą, nad którą w pobliskiej Antiochii Syryjskiej św. Paweł formował jedną z pierwszych wspólnot), niedostępna dla sułtana muzułmańskiego, była schronieniem maronitów – wspólnoty katolickiej zawsze pozostającej w jedności z nauczaniem Apostołów. Ta wspólnota stała się narodem w tej części świata. To św. Maron z Syrii, mnich i pustelnik, mistrz ascezy wschodniej, dał początek głębokiej duchowości swojego ludu.
W V w. w Syrii rozwijał się monastycyzm i wielu chrześcijan stosowało formę ascezy, dla nas dzisiaj kompletnie nieosiągalną. Byli to ludzie prości, niewykształceni, kochający Boga. Na swe trudne powołanie pragnęli odpowiedzieć życiem doskonałym. Taki był św. Maron. Odsunął się od świata i wybrał życie w górach pod gołym niebem. Przed deszczem i śniegiem chronił go tylko namiot z koziej skóry. Jego filozofią i wiarą było to, że Boża mądrość uświęca, pomimo braku wykształcenia. Święty Maron, poprzez swoje umartwianie się, dostał od Boga dar uzdrawiania. Słowa Biblii Sprawiedliwy rozrośnie się jak cedr na Libanie wydają się mówić właśnie o nim. Gdy po krótkiej chorobie zmarł, ludność z okolicznych wiosek wzniosła dla niego grobowiec. Jego ruiny znajdują się do dzisiaj w Kafr Nabu, na terenach niedostępnej dla nas, ogarniętej wojną Syrii. (…)
Harissa jest miejscem głęboko zakorzenionego kultu maryjnego. To dawna wioska, położona 20 km od Bejrutu, na wysokości 650 m n.p.m. Na szczycie góry widnieje, usytuowana na monumentalnej podstawie w kształcie latarni morskiej, piękna statua Najświętszej Marii Panny – Notre Dame du Liban. Posąg z 1904 r. został ufundowany jako dziękczynienie z okazji 50-lecia ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi.
Harissa to miejsce wyjątkowe i jedyne takie na całym Bliskim Wschodzie, a może i na całym świecie. Niezwykłości dodaje mu fakt, że to centrum pielgrzymek, założone przez Maronickie Zgromadzenie Misjonarzy, odwiedzane jest zarówno przez chrześcijan, jak i muzułmanów.
Oglądamy tutaj widok niepowtarzalny: po wijących się dookoła statui schodach przeciskają się ramię w ramię dziewczyny w hidżabach, dziewczyny w białych chustach – tradycyjnym nakryciu głowy Etiopek i dziewczyny w zwykłych T-shirtach. Wszyscy wędrują na górę, aby po swojemu i w znanej tylko sobie intencji zostawić ślad obecności u Pięknej Pani. Prawie dotknąć Jej stóp, złożyć swego ducha w Jej otwarte, oczekujące ręce.
O tej rzeczywistości, która przeradza się w symbolikę tego kraju, mówił Święty Jan Paweł II podczas pamiętnej pielgrzymki: Liban to coś więcej niż kraj, to przesłanie. Takie słowa zapamiętały rzesze wiernych przybyłych zewsząd na Mszę świętą. (…)
Ksiądz Miled Skayem | Fot. ze zbiorów autora
Niedaleko od Harissy, podążając wyżej w góry Libanu, napotkamy Bzommar. Tam w miejscowej parafii swą posługę sprawuje ksiądz Miled Skayem. Wielki orędownik św. Jana Pawła II, św. Faustyny Kowalskiej, św. Maksymiliana Kolbego, bł. Jerzego Popiełuszki, bł. Michała Sopoćki i innych świętych, w tym oczywiście libańskich. Ten kapłan wielokrotnie przybywał do Polski, ale także do Rzymu, aby „zdobyć” relikwie polskich świętych, do których ma szczególne nabożeństwo. W jego niewielkiej parafii sąsiadują ze sobą: kościół pw. św. Charbela i kaplica pw. św. Jana Pawła II. Wielki Święty Libanu i Wielki Święty Polski. Tam licznie gromadzą się Libańczycy, oddając cześć naszym świętym. (…)
w pobliskim Ghosta buduje sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w którym znajdą miejsce wszystkie relikwie z Polski. Obok, na zboczu góry, stanie monumentalna statua Jana Pawła II, a u jej stóp wijąca się po zboczu Droga Miłosierdzia. Będzie po niej szła procesja różańcowa, której idea jest podobna do procesji, jaka odbywa się każdego 22. dnia miesiąca od pustelni św. Charbela do Annaya. Konsekracja nowego sanktuarium i Drogi Miłosierdzia zapowiedziana jest na 2019 rok.
Cały artykuł Adama Rosłońca pt. „Liban – ziemia święta, ziemia świętych. Pielgrzymka spółdzielców WNET” znajduje się na s. 3 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Adama Rosłońca pt. „Liban – ziemia święta, ziemia świętych. Pielgrzymka spółdzielców WNET” na s. 3 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Miejmy nadzieję, że wybory samorządowe w 2018 r. rozerwą pajęczą sieć egoistycznych interesów oplatających organy samorządowej władzy w Wielkopolsce – podstawową przyczynę prowincjonalnienia Poznania.
Tadeusz Dziuba
Po pierwsze, z pewnością trzeba wskazać udane i przynoszące świetne efekty zmiany w naszym systemie podatkowym i organizacji aparatu celnego i skarbowego.
Doniosłym sukcesem jest ograniczenie zakresu biedy polskich rodzin. Istotny w tym udział ma program Rodzina 500+, ale nie można zapomnieć o innych reformach sprzyjających temu celowi, np. takich jak podniesienie minimalnej płacy i emerytury itd. Dzięki temu m.in. nieco wzrosła dzietność polskich rodzin, co w sytuacji grożącego nam kryzysu demograficznego jest bezcenne.
Poziom naszego bezpieczeństwa militarnego realnie zwiększa powołanie wojsk obrony terytorialnej. Można to tak już klasyfikować, choć są one dopiero w fazie organizowania się. Liczebność naszych sił zbrojnych wzrośnie prawie o połowę. (…)
Niestety o Poznaniu nie można powiedzieć wiele optymistycznego. Od początku lat 90., czyli przez jedno pokolenie, stolica Wielkopolski stopniowo prowincjonalnieje, w tym na tle innych dużych miast Polski. Rok 2017 nie zmienił nic w tym zasmucającym trendzie, charakteryzującym się chroniczną niezdolnością do wykorzystania większości specyficznych zasobów Poznania i szeroko pojętej aglomeracji poznańskiej.
Tylko przykładowo wymienię takie zasoby jak tradycja, uroda miasta i regionu, czy też potencjał kulturowy. Poznań jest kolebką Państwa Polskiego i mógłby być celem pielgrzymowania patriotów; trzeba jednak do tego stworzyć odpowiednią infrastrukturę. Poznań (i najszerzej rozumiana aglomeracja) mógłby być miejscem wielodniowej turystyki, ale wymaga to długoterminowego planu rozwojowego, obejmującego np. restaurację oraz udostępnienie publiczności dziewiętnastowiecznego budownictwa militarnego, czy też stworzenie infrastruktury żeglarskiej wzdłuż Wielkiej Pętli Warciańskiej. (…)
Miejmy nadzieję, że wybory samorządowe w 2018 r. rozerwą pajęczą sieć egoistycznych interesów oplatających organy samorządowej władzy publicznej w Poznaniu i Wielkopolsce.
Autor jest posłem i prezesem Prawa i Sprawiedliwości w Poznaniu.
Cały felieton Tadeusza Dziuby pt. „Przed nami wybory” znajduje się na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Felieton Tadeusza Dziuby pt. „Przed nami wybory” na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Franciszek Ratajczak, ośmielony wcześniejszymi wydarzeniami, oddał pierwszy strzał, zapewne dla postrachu. Niemiecką ripostą, w duchu atmosfery tamtego dnia, była seria z karabinu maszynowego.
Łukasz Jastrząb, Wiesław Olszewski
Pytania o pierwsze strzały i pierwszych poległych są ze sobą powiązane „od zawsze”. Zwykle winą obciąża się tę stronę, która jako pierwsza sięgnęła po broń, bez wnikania w złożoność intencji i okoliczności czynu. Rozważania typu „kto pierwszy strzelił, kto pierwszy padł”, fascynowały wielu badaczy od dawna, w odniesieniu do rozmaitych wydarzeń dziejowych, nie tylko Powstania Wielkopolskiego. W każdym przypadku ustalenia i próby rekonstrukcji zdarzeń okazywały się trudne i budziły spory.
Zgodnie z tradycją, listę poległych w Powstaniu Wielkopolskim otwierali Antoni Andrzejewski i Franciszek Ratajczak, którzy zginęli dnia 27.12.1918 r. w Poznaniu, a ich śmierć zapoczątkować miała Powstanie Wielkopolskie. Co prawda, zdaniem niektórych „wyprzedził” ich Jan Mertka z batalionu pogranicznego, który zginął przed południem w rejonie Szczypiorna. Spór w tej materii istniał już przed II wojną światową i związany był z rywalizacją o znaczenie powstańczych ośrodków organizacyjnych: lokalnych z peowiackimi, przemienioną na spór endecko-piłsudczykowski. (…)
Istnieje przekonanie, że Powstanie Wielkopolskie miał zapoczątkować „atak na Prezydium Policji”, mieszczące się w nieistniejącym już gmachu na narożniku dzisiejszych ulic Franciszka Ratajczaka i 27 Grudnia, gdzie obecnie znajduje się parking. Podczas tamtego szturmu miał zginąć pierwszy powstaniec – Franciszek Ratajczak.
W istocie takie wydarzenie nie miało miejsca, bo ataku na Prezydium Policji Polacy nie przedsiębrali, a zacięte walki o budynek są tylko wytworem fantazji. Problem „pierwszych strzałów” nie był zresztą przedmiotem analizy, a raczej ogólnej ugody w sprawie śmiertelnego zranienia Franciszka Ratajczaka nieoczekiwaną serią z niemieckiego karabinu maszynowego przed Prezydium Policji. Według niektórych, „pierwsze strzały” miały paść w rejonie Hotelu Rzymskiego, bądź też kawiarni „Hohenzollern” (późniejsza „Esplanada” w budynku niemieckiego teatru, a obecnie „Arkadia”), a od zbłąkanej kuli miał zginąć jeden z gości.
Niezależnie od relacji, zgoda panuje co do faktu, że „pierwsze strzały” znacznie wyprzedziły śmierć Franciszka Ratajczaka. A zatem strzały pod Prezydium Policji około godziny 18.00 nie były pierwszymi tego dnia. (…)
W świetle protokołów lekarskich, śmierć Antoniego Andrzejewskiego, i to po akcji ratunkowej w głównym lazarecie fortecznym, określono w akcie zgonu na godzinę 19.00, a biorąc pod uwagę ówczesny transport sanitarny, zranienie sytuuje się na co najmniej 1–2 godziny wcześniej. (…) Na podstawie analizy ksiąg zgonów USC w Poznaniu i zapisanych w nich godzin śmierci, to właśnie Antoniego Andrzejewskiego należałoby potraktować jako pierwszą ofiarę Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu, a nie Franciszka Ratajczaka.
Kurtka kaprala 1 Pułku Ułanów Wielkopolskich | Fot. M. Szczepańczyk (CC A-S 3.0, Wikipedia)
Tego samego dnia – 27.12.1918 r. – o nieustalonym czasie, śmiertelny postrzał w brzuch otrzymał również Stefan Andrzejewski, który zmarł 30.12.1918 r. Choć nie ma bezpośredniego dowodu na jego zaangażowanie w walkach, to na powstańczą rangę jego zgonu wskazywać może manifestacyjny pogrzeb, jaki mu zorganizowano na starym cmentarzu parafii pw. św. Wojciecha na stokach Cytadeli w Poznaniu, w dniu 3.01.1919 r., w asyście kompanii Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), Straży Ludowej oraz tysięcy żałobników. O Stefanie Andrzejewskim nie wspomina dotąd żadne opracowanie; być może traktowano go jako cywila, choć w ówczesnej prasie tytułowany jest „druhem”, co znamionowało powstańca. Możliwe, że nie odniósł rany w bezpośrednim starciu, choć najpewniej z niemieckiej ręki.
Wiele faktów wskazuje na to, że nie pod Prezydium Policji padły „pierwsze strzały” w Powstaniu Wielkopolskim. Najprawdopodobniej strzelano już wcześniej – na wiwat, dla postraszenia przeciwnika, a może i jego zneutralizowania, ale to pod Prezydium Policji Franciszek Ratajczak, ośmielony wcześniejszymi wydarzeniami, oddał pierwszy strzał, zapewne dla postrachu. Niemiecką ripostą, w duchu atmosfery tamtego dnia, napiętej do granic, była seria z karabinu maszynowego. Dalsze wydarzenia potoczyły się już błyskawicznie, nastąpiła wymiana ognia między obiema stronami, choć bez szczególnej zaciętości. Niemieckiej załogi Prezydium nie wzięto do niewoli, lecz po porozumieniu w Bazarze zmuszono do opuszczenia budynku, zastępując 48-osobową, narodowościowo mieszaną grupą, złożoną z 24 Niemców i 24 Polaków. Nadal zatem wszystko mieściło się w ramach jedynie groźnych incydentów, a nie walki o wolność, ale nie takie wnioski wyciągała z sytuacji polska społeczność Poznania i Wielkopolski. (…)
Rekonstrukcja zdarzenia ma kluczowe znaczenie dla ustalenia czasu krótkiego starcia pod Prezydium Policji. Nie wiadomo, czy Powstańcy odpowiedzieli ogniem zaraz po serii z niemieckiego karabinu maszynowego, oddanej w kierunku Franciszka Ratajczaka, czy też później, gdy zabrali rannego z niebezpiecznego miejsca. Niemniej całość zdarzeń z przenoszeniem rannego, przywoływaniem księdza, namaszczaniem i spowiedzią, transportem do szpitala, przygotowaniem do operacji i samym zabiegiem, mogła zająć około dwóch godzin. Nie wiemy jednak, jak długo po operacji Franciszek Ratajczak jeszcze żył, bo nie zachowały się dokumenty szpitalne. Najprawdopodobniej jednak czas zranienia to godzina 18.00. (…)
Wyjaśnienie sprawy „pierwszego poległego” komplikuje też przypadek Adama Nowaczewskiego, który miał ponoć zginąć także w dniu 27.12.1918 r., ale wcześniej, aniżeli został ranny Franciszek Ratajczak, w trakcie nieustalonej wymiany strzałów w rejonie „Arkadii”, wyprzedzającej konflikt wokół Prezydium Policji.
Republika Polska w połowie listopada 1918 roku, widoczna Prowincja Poznańska, która formalnie wchodziła jeszcze w skład Republiki Niemieckiej | Fot. Wikipedia
Swoistą rywalizację o „pierwszeństwo śmierci” między Franciszkiem Ratajczakiem a Antonim Andrzejewskim bardzo szybko zdominował daleko poważniejszy spór związany ze śmiercią Jana Mertki, również w dniu 27.12.1918 r. w okolicach Ostrowa Wielkopolskiego, bez wątpienia w godzinach wcześniejszych aniżeli zajścia w Poznaniu. Tym razem sprawa miała charakter rywalizacji politycznej, a nie towarzysko-organizacyjnej. Spór Franciszek Ratajczak czy Jan Mertka nałożył się bowiem na rywalizację środowisk lokalno-endeckich (Franciszek Ratajczak) z piłsudczykowsko-peowiackimi (Jan Mertka). Wiele wskazuje zresztą na to, że ów problem mógł mieć o wiele szersze konotacje i umocowania, zahaczając o politykę państwa polskiego we wczesnej fazie niepodległości oraz próby honorowania poszczególnych jednostek dla konkretnych politycznych korzyści. (…)
W świetle rozmaitych porównań i odniesień, „pierwszy poległy” to niemal zawsze rezultat społecznego konsensusu. Wiele wskazuje, że tak się stało również w przypadku Franciszka Ratajczaka, a jego śmierć wzbogaciła legendę o ataku na Prezydium Policji. Nie był to jednak laur nieuzasadniony, bo strzały i śmierć w Poznaniu w dniu 27.12.1918 r. miały swoje konsekwencje dla dalszych wydarzeń w stolicy Wielkopolski, jak i niemal wszystkich miejscowości tego regionu.
Chociaż spór wokół „pierwszych strzałów – pierwszych poległych” zdaje się być ważny, tyczy bowiem sporów o genezę Powstania Wielkopolskiego, jego ranga nie jest tak wielka. Powstanie Wielkopolskie, choć słabo przygotowane, i tak by wybuchło, z ofiarą życia Franciszka Ratajczaka lub bez niej, ze starciem pod Prezydium Policji lub w innym miejscu, w tym dniu lub dnia następnego, było bowiem polityczną koniecznością oraz najgłębszym przekonaniem Wielkopolan o jego słuszności, w jedynej, niepowtarzalnie korzystnej sytuacji dziejowej.
Cały artykuł Łukasza Jastrzębia i Wiesława Olszewskiego pt. „»Pierwsi polegli« Powstania Wielkopolskiego” znajduje się na s. 5 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Łukasza Jastrzębia i Wiesława Olszewskiego pt. „»Pierwsi polegli« Powstania Wielkopolskiego” na s. 4 i 5 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Cieszy mnie odwołanie się PiS do szerokich kręgów wyborców, co zaowocowało wyborczym zwycięstwem. Martwi natomiast łatwo wyczuwalny lęk przed wyborcami, którzy chcieliby sami decydować o swoim życiu.
Jan Kowalski
Wolność osobista i samo-rządzenie się Polaków były nie do pogodzenia z każdą próbą podboju naszego państwa. Uzależnienie Polski było jednoznaczne ze zniewoleniem dotychczas wolnych Polaków. To po pierwsze. Po drugie, podbijając nasze państwo, każdy przeciwnik z przyczyn naturalnych dysponował ograniczonymi środkami ludzkimi. Mógł opanować jedynie ważniejsze urzędy, władzę centralną. Dlatego w konsekwencji, nie mając oparcia w zwykłych, a ceniących sobie wolność Polakach, musiał oprzeć się na instytucjach. W ten właśnie sposób pojawiła się w Polsce biurokracja. A skończyła się wolność i samo-rządzenie.
Bolszewia, która postanowiła zapanować nawet nad duszą każdego człowieka, doprowadziła ten system do perfekcji. I zmieniła każdego z nas bardziej, niż się to każdemu wydaje. Jeżeli chcemy się z tej mentalnej bolszewii wyzwolić, musimy odwołać się do starych, sprawdzonych wzorców. Modyfikując je zarazem dla potrzeb współczesności.
Do lęku polskiej elity przed zwykłymi Polakami, przed przeciętnymi Janami Kowalskimi, przyczyniła się nie tylko bolszewia. Przyczyniła się w zdecydowany sposób krakowska szkoła historyczna, która (w opozycji do szkoły warszawskiej) za główną przyczynę upadku państwa uznała słabość wewnętrzną, anarchię i słynne liberum veto. I chociaż politykę polską kreuje się obecnie w Warszawie (niestety), to w myśleniu naszej elity politycznej zdecydowanie króluje szkoła krakowska.
To wina Michała Bobrzyńskiego, jej twórcy, bardziej publicysty i polityka niż historyka ustroju. Mając 29 lat, w czasach czarnej nocy porozbiorowej, sformułował żywą do dziś tezę, że to wewnętrzne wady narodowe doprowadziły Polskę do zguby. Sfałszował nawet w tym celu znaną maksymę.
Właściwa brzmiała tak: „Polska nie rządem stoi, ale wolnością jej obywateli” – co oznaczało obywatelskie państwo = Rzecz Pospolitą Polaków, w odróżnieniu do zamordyzmu u sąsiadów. Bobrzyński zmienił ją na: „Polska nierządem stoi” i zbudował na tym fałszywym cytacie obfitą narrację.
(…) Pierwsza Solidarność z roku 1980 była rzeczywistą próbą negacji tej absurdalnej tezy.
(…) Cieszy mnie odwołanie się Prawa i Sprawiedliwości do szerokich kręgów wyborców, co zaowocowało wyborczym zwycięstwem. Martwi natomiast łatwo wyczuwalny lęk przed tymi wyborcami, którzy chcieliby sami decydować o swoim życiu, nie czekając na partyjną akceptację. A zatem uznajemy masy, którymi mamy nadzieję manipulować dla własnych korzyści (i korzyści Polski, nie wątpię). Ale indywidualizm Polaków uznajemy za zagrożenie dla bezpieczeństwa własnej partii, i państwa oczywiście.
Czy jest czego się bać? Szczerze wątpię. Pamiętacie, ile było lęków elity III RP przy okazji programu 500+? A okazało się, według wiarygodnych badań, że Polacy bardzo racjonalnie wydają pieniądze z tego tytułu pozyskane. A prywatni biznesmeni, ci nieciekawi goście w białych skarpetkach i czarnych mokasynach – jak ich na początku lat dziewięćdziesiątych odmalował Adam Glapiński, wtedy działacz Porozumienia Centrum (ówczesnej partii Jarosława Kaczyńskiego), a obecnie prezes NBP? Czy przejedli i przepili wszystko oprócz białych skarpetek i mokasynów? No chyba nie, skoro tworzą ponad 50% PKB Polski i zatrudniają ponad 75% wszystkich pracowników.
A pamiętacie jeszcze wylansowany przez „nasze” elity wstyd z powodu złego zachowania się Polaków za granicą? Tymczasem każdy już chyba wie, że w porównaniu z Anglikami, Niemcami czy Rosjanami, nasi rodacy zachowują się za granicą wręcz jak łagodne baranki.
Czy zatem nie czas już na poważnie zmierzyć się ze starymi narodowymi traumami i fałszywymi mitami? Skutecznie sączonymi do naszych mózgów przez bolszewików własnych i obcych. Mitami mającymi utrzymywać nas w niewoli biurokratycznej Centrali?
Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Nic o nas bez nas” znajduje się na s. 2 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana Kowalskiego pt. „Nic o nas bez nas” na s. 2 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Na szczęście – póki co – mimo zachodzących obyczajowych zmian żyjemy w Polsce, kraju, w którym napotykając dwóch mężczyzn z wózkiem, wciąż można być pewnym, że to tylko złomiarze.
Herbert Kopiec
Postulaty feministek nie są przedstawiane jako oczekiwania czy potrzeby. Podobnie jak homoseksualiści, domagają się one odrębnych praw.
Ktoś, kto przedstawiałby swoje oczekiwania jako oczekiwania, a potrzeby jako potrzeby – musiałby je uzasadnić, liczyć się z tym, że racjonalność uzasadnienia zostanie poddana wnikliwej analizie. Prezentowanie swoich roszczeń jako niesłusznie odebranych praw zwalnia z obowiązku udzielania jakichkolwiek wyjaśnień – bowiem o prawach się nie dyskutuje, prawa się respektuje.
Konsekwencją takiego postawienia sprawy jest to, że oponent feministek oczywiście staje się wrogiem, który nie szanuje cudzych praw, bądź nawet na nie nastaje. A ktoś, kto nastaje na cudze prawa, nie jest oponentem, tylko kandydatem na przestępcę, którego nie ma co słuchać, a jeśli już, to co najwyżej przesłuchać. (…)
Równocześnie feminizm to znakomity parawan do żerowania na państwowej kasie poprzez tworzenie różnego rodzaju organizacji, które w imię (a jakżeby inaczej!) postępu są sponsorowane z kieszeni podatnika. Główny nurt feminizmu ogniskuje się wokół niedoli i ucięmiężenia kobiety, wskazuje na przyczyny, pokazując paniom drogi wyzwolenia. Niedola kobiet, wedle feministek, spowodowana jest panowaniem patriarchatu, który, ich zdaniem, obejmuje w naszej kulturze wszystko: od świata idei, polityki, edukacji, rodziny – aż po instytucje społeczne i świat sztuki. (…)
W odrzucaniu dominacji mężczyzn feministki stosują różne strategie. Deprecjonują naturalne instynkty kobiety przy użyciu między innymi następujących haseł: mężczyznom nie można już ufać, kobiety są ofiarami swej własnej płci, kobiety powinny być samolubne, seks nie jest zarezerwowany dla miłości i małżeństwa, samospełnienie się leży w karierze, a nie w posiadaniu męża i dzieci. Efektem tych strategii jest to, że wiele kobiet zachowuje się wręcz schizofrenicznie, usiłując pogodzić swe naturalne instynkty z nawoływaniami feministek. (…)
Komunistom i wszelkiej maści lewactwu nie tylko z małżeństwem, ale i z rodziną nie było i nie jest po drodze. Dlaczego? Ano, bo to właśnie w rodzinie każdy poznaje zasady władzy i hierarchii. Tu dowiaduje się, że ludzie wcale nie są równi. I to jest główny powód, dlaczego rodzina jest atakowana już od kilku wieków; stąd rewolucja francuska 1789 roku i marksistowska rewolucja bolszewicka w XX wieku starały się zniszczyć rodzinę, aby ustanowić społeczeństwo egalitarne. Przywódcy jednej i drugiej rewolucji nawoływali do odebrania rodzicom dzieci. Chcemy, by wszystkie dzieci otrzymały takie samo wykształcenie. Nie będziemy wychowywać panów, lecz obywateli – głosił Robespierre. Później, podążając śladami rewolucji francuskiej, Friedrich Engels oznajmił: Walka klasowa zaczyna się w rodzinie. Małżeństwo monogamiczne wprowadza ucisk jednej płci przez drugą. Słowem, pomysł manipulowania ludźmi za pomocą seksu nie jest nowym wynalazkiem.
W 1911 r. Trocki pisze do Lenina: Bez wątpienia seksualny ucisk jest głównym środkiem zniewolenia człowieka i tak długo, jak ten ucisk będzie trwał, nie może być mowy o prawdziwej wolności. Rodzina jako burżuazyjna instytucja całkowicie przeżyła się. Trzeba szczególnie intensywnie opowiadać o tym robotnikom. Lenin odpowiada: I nie tylko rodzina. Wszystkie zakazy odnoszące się do seksualności powinny być zniesione. Możemy uczyć się od sufrażystek. Nawet zakaz miłości tej samej płci musi być usunięty. (…)
Należy zauważyć, że dziwnym trafem aktywność polskich feministek okresu stalinowskiego niewątpliwie wyprzedzała dokonania współczesnego feminizmu. (…) Podobnie jak dzisiaj, we wczesnych latach pięćdziesiątych prasa feministyczna lansowała nowy model kobiety. Była nią aktywna, młoda, nowoczesna… robotnica fabryczna. Hasło: Kobiety na traktory miało mobilizować do przełamywania tradycyjnego podziału na zawody męskie i kobiece. Zdaniem zbuntowanych socfeministek, takie czynności jak pranie, gotowanie, wychowywanie potomstwa należały do poniżających kobietę, stworzoną przecież do realizowania się w pracy, na przykład w fabryce. (…)
Nicole Granet z USA przedstawiła trzy mity współczesnych feministek, które w efekcie prowadzą do osłabienia tożsamości kobiety i życia rodzinnego. Wszystkie wymagają żmudnego przezwyciężania. Pierwszy z nich głosi, iż ogromnym ciężarem jest życie rodzinne poświęcone wychowaniu dzieci. Wedle drugiego mitu kobieta, która prowadzi takie życie, jest godna pogardy; dla lewicowych feministek wartość kobiety opiera się na możliwości zrobienia kariery w świecie mężczyzny. Trzeci mit głosi, że ofiara i obdarowywanie nie są konieczne – małżeństwo należy odkładać do momentu wewnętrznego przeświadczenia o tym, iż mąż i dzieci nie zagrażają wewnętrznej tożsamości kobiety. (…)
W miejsce podsumowania zróżnicowanych przejawów wciskania kitu przez wojujące feministki, przytoczmy wyznanie znanego aktora o równie znanej reżyser – damie światowego kina kobiecego – jak się ją medialnie zwykło określać:
W ciągu ostatnich 30 lat przynajmniej przez 15 lat żyłem z papieżem feminizmu światowego, czyli z Marthą Mészaros, która nic innego nie robiła, tylko przygotowywała mi obiady, prała skarpetki i marzyła, żeby być zwyczajną kurą domową, a jednocześnie wypowiadała okrutne prawdy, jak to my gnębimy kobiety – powiedział aktor Jan Nowicki „Wysokim Obcasom”.
No cóż, zawsze podejrzewaliśmy, że feministki (jak się okazuje nawet te z górnej zawodowej półki) skrycie – Pani Marto proszę wybaczyć felietoniście! – pragną prać męskie skarpetki. Ale teraz mamy to na piśmie.
W ramach lewackiej nowej etyki feministki chcą wywrócić normy społeczne do góry nogami, a gdy przychodzi opamiętanie, powracają do właściwych/sensownych norm zachowania, rzeczywiście akceptowanych. Owo opamiętanie zbliża je do tego, o czym Kościół katolicki zawsze przypomina kobietom: równouprawnienia płci i szacunku dla kobiet nie zapewnią żadne ustawy sejmowe ani deklaracje międzynarodowe, lecz same kobiety, o ile w sposób rozważny i odpowiedzialny wychowają swoich synów i uczą ich szacunku i wdzięczności wobec kobiety i kobiecości.
P.S. Na szczęście – póki co – mimo zachodzących obyczajowych zmian żyjemy w Polsce, kraju, w którym napotykając dwóch mężczyzn z wózkiem, wciąż można być pewnym, że to tylko złomiarze.
Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Jak pokochać feministkę” znajduje się na s. 5 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Herberta Kopca pt. „Jak pokochać feministkę” na s. 5 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
W Niemczech każdy dostanie domek z ogródkiem i samochód – obiecują muzułmańskim osadnikom ulotki przemytniczych „biur podróży”, jak Koran hurysy, czekające na zabójców niewiernych w islamskim raju.
Jan Bogatko
Oczywiście bogactwo to rzecz względna i można je interpretować na tysiące sposobów. Na przykład procesowy obrońca syna stróżki (dawniej była taka funkcja w kamienicach czynszowych), któremu dawałem korepetycje w podstawówce, a który wraz ze swymi przyjaciółmi włamał się do naszego mieszkania, zabierając to i owo w celu spieniężenia i niszcząc wszystko inne jak popadło, przekonywał sąd, że to przecież złodziej i wandal był ofiarą, bowiem stracił rozum w obliczu bogactwa, w jakim sią znalazł. Mniejsza o to, że ten rozum musiał tracić za każdym razem, przychodząc do naszego mieszkania na korepetycje – nam to schludne i czyste mieszkanie wydawało się nadzwyczaj skromne. Nie odbiegające wcale od innych. Fakt – bogactwo to rzecz względna.
Kiedy przebiegam ulicami Niemieckiego Zgorzelca (mieszkańcy Polskiego Zgorzelca nazywają to miasto „Gorlic” odmieniając: w Gorlicu, za Gorlicem, po gorlicku itd.), rzucają mi się w oczy młodzi mężczyźni ubrani wedle ostatniej mody (markowe ciuchy, spodnie, bluzy i kurtki, skarpetki poniżej kostki) o nieco innej karnacji od tubylców w rozdeptanych adidasach, spodniach spadających z bioder, wytartych kurtkach i posklejanych włosach.
A także dziewczęta, przeważnie otyłe, o dwukolorowych fryzurach (te miejscowe) oraz w eleganckich płaszczach, w chustkach na głowie, z markowymi wózkami i gromadką porządnie ubranych dzieci (przybyłe). Ta różnica w ubiorze wynika z jego pochodzenia: ze sklepu czy z magazynu pomocy społecznej. Imigranci nie są ubodzy – dużo musieli zapłacić za przyjazd do Ziemi Obiecanej. Mówi się o co najmniej 5 tysiącach dolarów od łebka. (…)
Oczywiście lepiej być biednym w Niemczech niż w Rosji. Bieda, jak i bogactwo, to rzecz względna. Za biednego lub zagrożonego ubóstwem uchodzi w Niemczech osoba o dochodach poniżej 60 procent średniego dochodu w gospodarstwie domowym. Wielkość ta oznacza obliczone statystycznie zapotrzebowanie finansowe netto członka prywatnego gospodarstwa domowego na głowę. Wynika ona z sumy dochodów wszystkich członków gospodarstwa domowego dzielonej przez wielkość określoną zazwyczaj w oparciu o nową skalę ekwiwalentności OECD. Nowa skala zmniejsza (statystycznie) liczbę ubogich. Kto w roku 2016 zarobił rocznie poniżej 12 726 euro, ten uchodzi za zagrożonego biedą. (…)
Niezwykle interesującą statystykę znalazłem pod tytułem „Europa południowa ma problem z ubóstwem”. Trochę mylący tytuł, skoro zaliczono do tego regionu Szwecję, ale widać można. I tak wyliczono tam kraje, w których bieda wzrasta (a także i spada), podając, o ile.
Najpierw wzrost ubóstwa: Włochy – 2 388 000, Hiszpania: 2 041 000, Grecja: 743 000, teraz Szwecja 432 000, Francja 313 000, Wielka Brytania: 290 000; nawet Szwajcaria: 127 000. A teraz spadek: Austria: o 157 tysięcy, Niemcy – o 310 000 i POLSKA: TO NIE POMYŁKA: AŻ O 3 270 000. A to dopiero półmetek rządu Dobrej Zmiany! Tyle na temat 500+. O skutkach projektu mieszkanie+ jeszcze za wcześnie, by mówić.
O tym, że można skutecznie walczyć z nędzą, pokazała Polska przez ostatnie dwa lata. Widzą to w Niemczech politycy konserwatywnej opozycji, jak Alternatywa dla Niemiec.
Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Niemcy, nadchodzi Dobra Zmiana?” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr styczniowy 43/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.
Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Felieton Jana Bogatki pt. „Niemcy, nadchodzi Dobra Zmiana?” na s. 3 „Wolna Europa” styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl
Proces odtwarzania historii został zastrzeżony dla wąskiej grupy. Co więcej, bardzo często grupa ta korzysta z pomysłów i pracy pozostałych, zyskując dzięki temu zaszczyty, stopnie naukowe, pieniądze.
Marcin Niewalda
Polityka historyczna i kulturowa państwa to coś, co na szczęście uległo ogromnej zmianie w ostatnich dwóch latach. Pomniki bohaterów narodowych stawiane są na każdym kroku. IPN dokonuje odtwarzania historii. Do łask wróciły święta narodowe, flagi, prezydent przyznaje medale zasłużonym, a pomijanym wcześniej osobom. Jest pięknie!
A jednak medal ma dwie strony i w tym przypadku druga nie jest wcale ze złota. Coraz więcej osób zyskuje bowiem przekonanie, że proces odtwarzania historii został zastrzeżony dla wąskiej grupy. Co więcej, bardzo często grupa ta korzysta z pomysłów i pracy pozostałych, uzyskując dzięki temu poklask, docenienie, zaszczyty, nagrody, stopnie naukowe, pieniądze. Czasem nawet wielkie pieniądze. To nic innego jak kradzież, i to usankcjonowania prawem naukowym. (…)
Społecznicy od czasów swojej młodości mozolnie, amatorsko i bez środków próbowali zainteresować innych tematami żołnierzy niezłomnych, powstań, śladów Rzeczypospolitej, husarii, łagrów, polskiego wywiadu, tożsamości chrześcijańskiej itp. itd. Naukowcy zaś dbali o karierę, punkty naukowe, lawirowali wśród wpływów, rozwijali się. Społecznicy niechętni temu systemowi woleli „robić swoje”, mając nadzieję, że kiedyś Polska doceni ich trud.
Teraz, w okresie boomu patriotycznego, tematy owych społeczników podejmują naukowcy oraz spryciarze. Otrzymując państwowe granty, mają wielkie możliwości nie tylko krzewienia owych tematów, ale też organizowania sympozjów, wystaw, wydawania pozycji naukowych. Wszystko poparte tzw. aparatem naukowym, wszystko solidnie opatrzone źródłami innych profesorów. Rzetelność, profesjonalizm, podziw. Idą za tym szybko nagrody, ordery, uznania, uściski rąk, wywiady w mediach.
Z jednej strony to pięknie, że tematyka ta, tak potrzebna, wreszcie jest podnoszona. Ale czy powinna być ona usankcjonowanym prawnie złodziejstwem? Jak inaczej określić czerpanie pomysłów i uzyskiwanie na nie wielkich pieniędzy? Jak nazwać robienie z siebie ekspertów w tematach, które podejmowane były przez innych? A wszystko to w świetle naukowego zwyczaju, w którym docenia się solidne przygotowanie i nie dopuszcza do pracy z „amatorami” i „dyletantami”.
Prawdziwi społecznicy rzadko kiedy mają łatwość w operowaniu przepisami, formularzami, wnioskami grantowymi. Często opuścili nawet proces kształcenia wyższego. Nie idzie im dobrze brylowanie na akademiach czy robienie dobrego wrażenia podczas debat. Ich miejsca zajmują więc naukowcy oraz spryciarze i wykorzystują „temat”, pomijając całkowicie tych, którzy owym tematem zajmowali się przez lata. Niewolnik zrobił swoje, niewolnik może odejść – bo jest amatorem. (…)
Zdajmy sobie sprawę, że wiele tematów jest obecnych w społeczeństwie głównie dlatego, że jakiś społecznik działał przez lata z ogromnym poświęceniem. Dzisiaj społecznik ten może najwyżej przyjść, oczywiście bez zaproszenia, na benefis profesora, który otrzymuje medal za „wspaniałą publikację” na ten temat, i oglądać, jak minister odsłania pomnik. Pomnik, o którym społecznik zawsze marzył. Pomnik opisany w mediach jako powstały z „inicjatywy profesora”. (…)
Za wielkie pieniądze powstają koszmarki takie, jak „Statystyka ludności Orzęskowa” (miejsc. fikcyjna). Z publikacji, z której ponad połowa stanowi „aparat naukowy”, a końcowa ćwierć jest aneksem, indeksem i streszczeniem po rosyjsku i francusku, dowiadujemy się, że mężczyzn o imieniu Maciej było w miejscowości 15%, a rozkład ilościowy gospodarstw na wykresie przedstawia się tak a tak. Publikacja budzi podziw objętością. Zalega na półce pomimo ceny równej 2 zł, ale autor otrzymał punkty naukowe, zorganizował premierę książki i wręczył dyrektorom kilku instytutów po butelce dobrego koniaku. Wiedział dobrze, że niedługo otrzyma podobną butelkę od kolegi dyrektora na premierze publikacji tamtego. Społecznik, który od lat badał historię Orzęskowa, wydał owe 2 złote, a za 8 kupił wino, popija je w samotności w półmroku ekranu, na którym widać jego całkowicie pominięty w publikacji portal „Orzeskow.pl”.
Kolejny negatywny skutek to brak efektywności. Konsekwencją stosowania wymogów naukowych jest zużywanie ogromnych pieniędzy, aby robić coś, co amator, niemający celu kariery naukowej, zrobiłby często lepiej za 1/100 tej kwoty. I nie jest to przesada. Takich projektów, które za wielkie pieniądze powieliły wykonane prawie za darmo prace amatorów, można wymienić wiele. Jakież ogromne możliwości miałby ów społecznik, gdyby otrzymał tylko 10% grantu!
Cały artykuł Marcina Niewaldy pt. „Kradzież pomysłów w świetle prawa” znajduje się na s. 4 i 5 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Kradzież pomysłów w świetle prawa” na s. 4 i 5 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl