W miejsce demokracji na salony władzy, dumnym krokiem, choć kuchennymi drzwiami, wkracza forpoczta totalitaryzmu

Obniża się rzeczywista rola politycznego przywództwa, staje się ono uzależnione od aparatu wizerunkowego, od jego codziennych poczynań. O posunięciach politycznych coraz bardziej decyduje aparat PR.

Ryszard Okoń

Jak to się stało, że postęp technologiczny i możliwość robienia wszystkiego, na co tylko przychodzi ochota, uruchamia mechanizm demontujący demokrację, a z dziennikarzy – dotychczas społecznych arbitrów, moralizatorów –– czyni karbowych politycznego folwarku? (…)

Skutki synergii działania wizerunkowo-sondażowo-medialnego stają się opłakane i na nic nie zdadzą się apele do sumień o dziennikarską etykę, o rozsądek, bo większość zawsze płynie z głównym nurtem, który wytyczają największe interesy i towarzyszące im pieniądze.

Dla uwiarygodniania „równania”, że interes polityczny zawsze równa się interesowi wspólnoty, można za pomocą sondaży metodycznie odwoływać się do opinii mas i jednocześnie systematycznie wpływać na nie. Jeśli machina wizerunkowo-medialno-sondażowa działa efektywnie, to po latach nieprzerwanego oddziaływania wybory, jako najważniejszy w demokracji sondaż, stracą najistotniejszą właściwość: funkcję rozliczania z efektów sprawowania władzy.

W takiej sytuacji wyborcy jeszcze nadal ogarniający rzeczywistość rozumowo, przez cztery lata atakowani wizerunkowymi przekazami medialnymi, mogą tylko zgrzytać zębami lub schować się do mysiej dziury. Tymczasem agencja PR studiuje wyniki sondaży i bez żadnych formalnych przeszkód może moderować emocjonalne przekazy tak, aby przeciętny obywatel jak najmniej był w stanie użyć rozumu przy urnie wyborczej. (…)

Rozwojowi systemów komunikacji towarzyszy jeszcze inne groźne zjawisko demolujące przestrzeń demokracji, a w tym dyskurs publiczny. Jest to obniżenie odpowiedzialności za treści przekazywane niby to w relacjach prywatnych, a faktycznie rozpowszechniane masowo. Dawniej na prywatną wymianę poglądów był nałożony bezpiecznik tajemnicy korespondencji, a masowy zasięg mogły mieć listy przekazywane w tzw. „w łańcuszku szczęścia”. Teraz wymiana „prywatnych” przekazów, np. o pejoratywnym społecznie wydźwięku, natychmiast osiąga zasięg masowy, co obecnie opisywane jest jako „hejt”. To jest kolejne osiągnięcie cywilizacyjnego postępu, efekt niekrępowanej niczym swobody działań w przestrzeni publicznej. Przynosi nowe skutki i obok przypisywania sondażom właściwości obiektywnej prawdy, obniża możliwość posługiwania się intelektem, tj. dokonywania ciągłych prób odróżniania tego, co jest dobre, a co złe. (…)

Decyzje rozstrzygające w konfliktach interesów (a tym jest uprawianie polityki) coraz częściej zapadają w sztabach walki wizerunkowej. O posunięciach politycznych coraz bardziej decyduje aparat PR, niejako nowa instytucja władzy, czyli specjaliści otwarci na dowolne, a może także i niepożądane wpływy. W praktyce sztaby takich specjalistów, opłacanych np. przez polityków pieniędzmi publicznymi, coraz częściej decydują o biegu spraw ważnych dla wspólnoty i dla jej niezastępowalnej organizacji – Państwa.

Z tych samych powodów zmalała rola dziennikarzy w działaniu demokracji, z powodu zajmowania się przez nich obsługą zlecanych zadań propagandowych. Obniża się też rzeczywista rola politycznego przywództwa, staje się ono uzależnione od aparatu wizerunkowego, od jego codziennych poczynań. Rzeczywista władza systematycznie migruje w nowe obszary, poza granice jakiejkolwiek kontroli publicznej!

Cały artykuł Ryszarda Okonia pt. „Nadchodzi totalitaryzm! Ratujmy demokrację!” cz. II znajduje się na s. 20 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Okonia pt. „Nadchodzi totalitaryzm! Ratujmy demokrację!” cz. II znajduje się na s. 7 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Jak AK Obwód Oświęcim we współpracy z konspiracyjnym obozowym ruchem oporu planowała wyzwolić KL Auschwitz

Po dokładnych obliczeniach stwierdziliśmy, że jeśli uda nam się zaskoczyć nieprzyjaciela, to przy dużym ryzyku możemy wykonać uderzenie na obóz, wykorzystując większość oddziałów partyzanckich Okręgu.

Wojciech Kempa

W poprzednim numerze „Kuriera WNET” przypomniałem dzieje placówki AK Kęty – najsilniejszej z placówek Obwodu Oświęcim, liczącej w połowie 1944 roku ok. 530 ludzi. Trudno powiedzieć, jak liczne były pozostałe placówki, jako że brak jest źródeł, które pozwalałyby choćby szacunkowo określić ich wielkość, ale z pewnością były one znacząco słabsze od Kęt.

Niezależnie od tego w rejonie Oświęcimia operowało zgrupowanie dywersyjno-partyzanckie „Sosienki”, którym dowodził kpt. Jan Wawrzyczek ps. Danuta i które od roku 1943 podlegało bezpośrednio Komendantowi Okręgu Śląskiego Armii Krajowej. Opisując działalność zgrupowania w roku 1944, kpt. Wawrzyczek stwierdza, że liczyło ono wówczas 173 partyzantów i ok. 30 żołnierzy na melinach. Było ono przy tym nieźle jak na warunki panujące w AK uzbrojone, dysponując nawet bronią pochodzącą ze zrzutów.

Jakkolwiek byśmy jednak liczyli, siły Obwodu Oświęcim i „Sosienek” były zdecydowanie słabsze od niemieckich. W przypadku podjęcia walki o obóz koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau konieczne więc było wzmocnienie ich dodatkowymi oddziałami.

Trudno w tym miejscu przynajmniej w zarysie nie scharakteryzować obozowego ruchu oporu, z którym to Obwód AK Oświęcim oraz zgrupowanie partyzanckie „Sosienki” ściśle współpracowały i nad którym pieczę sprawował komendant Okręgu Śląskiego Armii Krajowej. Jego początki sięgają października 1940 roku i związane są z osobą Witolda Pileckiego, o którym Juliusz Niekrasz napisał:

Był to człowiek pod każdym względem niezwykły. Witold Pilecki, por. rez. 13 pułku ułanów, działając w konspiracji w Warszawie, postanowił dostarczyć autentycznych, osobiście przez siebie sprawdzonych wiadomości o obozie oświęcimskim, o którym zaczęły krążyć w Warszawie niewiarygodne wprost wieści.

Pewnego dnia Pilecki napotkał na Żoliborzu łapankę i nie tylko nie próbował uchronić się przed nią, lecz sam wszedł do samochodu i dobrowolnie poszedł do obozu oświęcimskiego. Został do obozu przywieziony 21 września 1940 r., zarejestrowano go na nazwisko Tomasz Serafiński, bo takie miał dokumenty, otrzymał numer obozowy 4859.

Gdy Pilecki znalazł się w obozie, zaczął organizować więźniów politycznych, którym mógł zaufać, i utworzoną przez siebie organizację nazwał Związkiem Organizacji Wojskowej (ZOW). Pileckiemu udało się zdobyć wpływ na obsadzanie pracy w garbarni i w stolarni, chciał jak najwięcej więźniów zjednoczyć. (…)

Pilecki zbiegł wraz z dwoma kolegami w czasie Świąt Wielkiej Nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Po ucieczce złożył w Warszawie w KG AK osobiście meldunek o obozie i przeszedł do pracy w warszawskim Kedywie. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim jako dowódca kompanii w batalionie „Chrobry II”. Po kapitulacji znalazł się w oflagu w Łambinowicach, a później w Murnau.

Uciekając z obozu, Pilecki przekazał kierownictwo organizacji mjr. Zygmuntowi Bończy-Bohdanowskiemu oraz ppor. Henrykowi Bartosiewiczowi. Niestety, latem 1943 roku polskiej konspiracji w KL Auschwitz zadano straszliwy cios. Obozowe gestapo aresztowało niemal całe jej kierownictwo.

W egzekucji pod Ścianą Śmierci w dniu 11 października 1943 roku stracono 54 najwybitniejszych działaczy konspiracyjnych. Rozstrzelani wtedy zostali między innymi: mjr. Zygmunt Bończa – Bohdanowski, ppłk Teofil Dziama, kpt. Tadeusz Paulone, a także Jan Mosdorf.

(…) w Komendzie Głównej AK, jak i w sztabie Okręgu Śląskiego raz za razem wracano do kwestii rozbicia KL Auschwitz. Zygmunt Walter-Janke w książce „W Armii Krajowej na Śląsku” tak o tym pisał:

Po szczegółowym rozważeniu możliwości własnych i sił przeciwnika doszliśmy w sztabie Okręgu do przekonania, że w istniejących w 1943 r. warunkach uderzenia na obóz w Oświęcimiu wykonać nie możemy.

W miarę odtwarzania sił Okręgu i powiększania oddziałów partyzanckich pogląd ten uległ zmianie. Po dokładnych obliczeniach stwierdziliśmy, że jeśli uda nam się zaskoczyć nieprzyjaciela, to przy dużym ryzyku możemy wykonać uderzenie na obóz, wykorzystując większość oddziałów partyzanckich Okręgu i niewielką, uzbrojoną część sił Obwodu AK Oświęcim.

W ogólnych zarysach plan był następujący: Środkami motorowymi przerzucić oddziały partyzanckie w rejony wyładowcze w okolicy Oświęcimia. Stamtąd przeprowadzić je na stanowiska wyjściowe do szturmu. Uderzenie wykonać między 24.00 a 1.00 w nocy. Pierwszą część nocy wykorzystać na koncentrację oddziałów. Siły miejscowe miały ubezpieczać rejony wyładowania, stanowiska szturmowe oraz dać przewodników.

Koszary SS i większe skupiska miały być izolowane, a zakwaterowane tam oddziały przytrzymane na miejscu ogniem, małe oddziały zniszczone w walce. Dotyczyło to wartowni i małego łańcucha posterunków. Na szosach prowadzących do rejonu Oświęcimia przewidziane były ubezpieczenia izolujące ogniska walki. Planowano otwarcie obozu na pół godziny. Liczono się, że po upływie pół godziny ochłonie z zaskoczenia miejscowa załoga i zacznie się jej zorganizowane działanie w celu skupienia rozproszonych sił i rozwinięcia ich w walce. Po upływie tejże pół godziny mogły się zacząć ruchy koncentryczne sił niemieckich z okolic, to jest z Mysłowic, zwłaszcza stamtąd, gdzie było Motorisierte Bereitschaft der Gendarmerie, oraz oddziałów „Flak” – artylerii przeciwlotniczej i balonów zaporowych – rozrzuconych w okolicy. Najdalej po 45 minutach trzeba było rozpocząć odwrót.

W działaniach tych przewidywano udział zorganizowanych grup więźniów. W czasie odwrotu nie można było zabrać ze sobą więcej niż 200–300 uwolnionych. Ukrycie większej ilości więźniów w terenie nie było bowiem możliwe.

Odskok przewidziany na wschód i na południe, w góry, był trudny. Drugą część nocy przeznaczono na oderwanie się od nieprzyjaciela. Związanie w walce przez dłuższy czas równałoby się zagładzie sił własnych. Inni więźniowie, którzy chcieliby skorzystać z okazji, musieliby uciekać na własną rękę.

Uwzględniając, że w obozie przebywało około 100 000 więźniów, ilość, którą można by uwolnić, była znikoma, ryzyko wielkie – w rezultacie groziła masakra wielu tysięcy ludzi.

W wyniku ostatecznych rozważań doszliśmy do wniosku, że wykonanie tego planu byłoby usprawiedliwione tylko w wypadku podjęcia przez hitlerowców próby wymordowania wszystkich więźniów, Wtedy byłaby to jedyna szansa ocalenia chociażby niewielkiej części uwięzionych. Inaczej mówiąc, więźniowie mieli w sumie większą szansę przetrwania bez wykonania takiego uderzenia.

W następstwie tego komendant Okręgu Śląskiego przekazał gen. Borowi-Komorowskiemu, że uderzenie na obóz nastąpi tylko w wypadku realizacji planu powstania powszechnego lub „Burzy” – w godzinie „W” albo przy próbie likwidacji przez Niemców obozu poprzez masowy mord.

Cały artykuł Wojciecha Kempy pt. „Plany AK wyzwolenia KL Auschwitz” znajduje się na s. 4 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Wojciecha Kempy pt. „Plany AK wyzwolenia KL Auschwitz” na s. 4 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Aktualny krajobraz polityczny Francji. Prognozy dla przegranych i wygranych wyborów prezydenckich i parlamentarnych

Politycy La République en Marche będą chcieli się rozstać, kiedy partia zacznie tracić poparcie. Jego członków łączy jedynie konieczność zapewnienia większości parlamentarnej rządowi i prezydentowi.

Zbigniew Stefanik

W styczniu 2017 r. nic nie zapowiadało trzęsienia ziemi na francuskiej scenie politycznej. Po rezygnacji z udziału w wyborach prezydenckich François Hollande’a panowała we Francji niemal powszechna opinia, że jego następcą będzie kandydat partii Republikanie, François Fillon. W styczniu 2017 r. nad Sekwaną sprawowała władzę Partia Socjalistyczna, która cieszyła się jeszcze dwucyfrowym poparciem. Prawybory na lewicy miały dopiero się odbyć. Front Narodowy zaś przygotowywał się do wyborczego starcia. Poparcie społeczne jego przywódczyni Marine Le Pen rosło i liczyła ona na bezprecedensowo wysoki wynik dla siebie i swojego obozu politycznego zarówno w wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych.

François Fillon nie zastąpił jednak François Hollande’a w pałacu prezydenckim. Obecnie były kandydat Republikanów w wyborach prezydenckich nie bierze już czynnego udziału we francuskim życiu politycznym. (…)

Wybory prezydenckie nad Sekwaną wygrał Emmanuel Macron – minister gospodarki w rządzie Manuela Vallsa; Macron, któremu jeszcze rok temu większość komentatorów i analityków nie dawała żadnych szans na zwycięstwo. (…) Rozgromione, do niedawna największe obozy polityczne nie są w stanie prowadzić działań, które mogłyby skutecznie stanąć Macronowi na drodze do realizacji jego politycznych planów. (…)

Większość najbardziej rozpoznawalnych francuskich polityków utożsamiających się z lewicą opuściło Partię Socjalistyczną, która przypomina coraz bardziej polityczny tonący statek. Jej klub parlamentarny liczy obecnie zaledwie kilkudziesięciu posłów – najmniej w jej historii. Jeszcze rok temu partia władzy, ma obecnie niskie poparcie społeczne, a jej fatalny wynik wyborczy sprawił, że musi nauczyć się funkcjonować ze środków o wiele niższej niż dotychczas dotacji państwowej. Zamyka swoje siedziby w terenie i zwalnia pracowników. Warto dodać, że obecnie Partia Socjalistyczna musi zmagać się z konkurencyjnym lewicowym bytem politycznym – ugrupowaniem Jeana-Luca Mélenchona La France Insoumise. To wszystko każe postawić pytanie: czy w obecnym kształcie francuska Partia Socjalistyczna ma w ogóle polityczną przyszłość?

Partia Republikanie, choć dwa razy pokonana – zarówno w tegorocznych wyborach prezydenckich, jak i parlamentarnych – zdołała jednak ograniczyć polityczne straty. Pozostaje silną partią we francuskich samorządach. Ma mocne i prężne struktury terenowe. Dodatkowo udało się jej utrzymać większość we francuskim senacie w wyniku tegorocznych częściowych wyborów do wyższej izby francuskiego parlamentu. Jednak pomimo stosunkowo silnej pozycji na francuskiej scenie politycznej, LR musi stawiać czoła wewnętrznym problemom. (…)

10 grudnia 2017 r. członkowie i działacze LR wybrali nowego przewodniczącego tego ugrupowania. Został nim niegdyś bliski współpracownik Nicolasa Sarkozy’ego, Laurent Wauquiez. W wewnętrznym głosowaniu, które odbyło się za pomocą internetu, wzięło jednak udział tylko nieco ponad 40% członków partii, a zwycięstwo Wauquieza doprowadziło do kolejnego rozłamu w LR. Komentatorzy nad Sekwaną oceniają zwycięstwo Wauquieza w wyborach na przewodniczącego LR jako odcięcie się tego ugrupowania od swojego centroprawicowego i centrowego skrzydła.

Zdaniem wielu analityków Republikanie pod przywództwem Laurenta Wauquieza będą ugrupowaniem już nie centroprawicowym, ale wyłącznie prawicowym. Zabraknie w nim miejsca dla Juppéistów, którzy mogą wobec tego definitywnie związać się z la République en Marche, a partia będzie miała trudności z pozyskaniem elektoratu centrowego i centroprawicowego, który powiększy wyborczy stan posiadania La République en Marche.

Front Narodowy po swojej potrójnej klęsce wyborczej (przegrana w wyborach prezydenckich, parlamentarnych i w częściowych wyborach do senatu) pogrąża się w coraz większym kryzysie wewnętrznym, a niektórzy komentatorzy ryzykują wręcz stwierdzenie, że po prostu upada. (…) Sama Marine Le Pen, nieustannie atakowana w mediach przez swojego ojca Jean-Marie Le Pena, ma coraz większy problem z utrzymaniem przywództwa w ugrupowaniu. Co więcej, ona i inni liderzy FN muszą stawiać czoła oskarżeniom o defraudacje finansowe i o nielegalne pozyskiwanie na swoją działalność polityczną, jak i na działalność FN funduszy w Rosji Putina. (…)

Aktualnie ugrupowanie rządzące La République en Marche jest największym i najsilniejszym politycznym bytem nad Sekwaną. Jednak wiele wskazuje na to, iż brak spójności światopoglądowej, personalne konflikty i niespełnione ambicje polityczne niektórych liderów LREM mogą doprowadzić do stopniowej erozji i w końcu do rozłamu w obozie politycznym macronistów. La République en Marche jest coraz mniej postrzegana (również przez swoich członków i działaczy) jako ugrupowanie szeroko pojętej odnowy we Francji. (…)

Partia Socjalistyczna zdaje się być politycznie passé. Jednak odbudowa ugrupowania lewicowego, które będzie odgrywało istotną rolę na francuskiej scenie politycznej, jest niemal pewne. Albowiem pracownie sondażowe nad Sekwaną szacują, że we Francji szeroko pojęta lewica może liczyć na co najmniej 30% wyborców.

Trudno dzisiaj przewidzieć, co stanie się z ultralewicową partią Jeana-Luca Mélenchona. Po dynamicznej kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie, ugrupowanie to jest obecnie w odwrocie. (…) Obecnie nastroje kontestacyjne słabną, a zdecydowana większość Francuzów czeka na skutki już wprowadzonych reform, jak i tych, których wprowadzenie zapowiedziano na najbliższe miesiące. (…)

Zagadką pozostaje przyszłość szeroko pojętej francuskiej prawicy i jej przyszły kształt. Jaka przyszłość czeka partię Republikanie? Czy ugrupowanie to stanie się partią stricte prawicową, która za swoja bazę ideologiczną przyjmie chrześcijaństwo oraz retorykę tożsamościową? (…)

Czy przetrwa Front Narodowy? (…) Czy może dojść do „dediabolizacji” Frontu Narodowego? Czy jest możliwa prawdziwa współpraca między FN i LR? Czy możemy spodziewać się połączenia Frontu Narodowego i Republikanów w jeden byt polityczny?

Dzisiaj trudno też powiedzieć, czy La République en Marche stanie się trwałym bytem na francuskiej scenie politycznej. Jedno jednak jest pewne. Zwycięstwo w wyborach prezydenckich Emmanuela Macrona, a następnie zwycięstwo w wyborach parlamentarnych La République en Marche doprowadziło do upadku starego porządku politycznego, który funkcjonował we Francji jeszcze w styczniu 2016 r., i jest on dziś definitywnie passé.

Cały artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Francuski krajobraz polityczny w dobie macronizmu” znajduje się na s. 7 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Francuski krajobraz polityczny w dobie macronizmu” znajduje się na s. 7 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

 

„Pan Bóg wyróżnił Polskę, obdarowując nasz kraj ciepłem”. Premier Mateusz Morawiecki otwiera szeroko drzwi dla geotermii

Technologia geotermalna jest najlepsza dla środowiska naturalnego. Czerpiemy ciepło z gorących wód podziemnych, które krążą w obiegu zamkniętym. Nie zanieczyszczamy powietrza, ziemi czy wody.

Aleksandra Tabaczyńska

– Przed rokiem, 30 listopada zorganizowaliśmy – mówi Wojciech Kowalski, prezes PEC w Nowym Tomyślu – konferencję pt. „Energetyka Odnawialna szansą rozwoju Nowego Tomyśla”. W trakcie tego spotkania trzej naukowcy przedstawili potencjalne szanse naszego miasta na wykorzystanie ciepła ziemi, mówiąc w dużym uproszczeniu. Innymi słowy, eksploatowania zasobów odnawialnych źródeł energii. (…)

Z inicjatywy prezesa PEC-u Wojciecha Kowalskiego burmistrz Nowego Tomyśla Włodzimierz Hibner złożył po konferencji na ręce prof. Jacka Zimnego pismo intencyjne, wyrażające zainteresowanie wykorzystywaniem naturalnych złóż ciepła. Tu warto dodać, że według Polskiej Asocjacji Geotermalnej w naszym kraju istnieją bogate zasoby energii geotermalnej. Ze wszystkich odnawialnych źródeł energii najwyższy potencjał techniczny posiada właśnie energia geotermalna. Jest on szacowany na poziomie 1512 PJ/rok, co stanowi ok. 30% krajowego zapotrzebowania na ciepło.

Bardzo ważny jest fakt, iż w Polsce regiony o optymalnych warunkach geotermalnych w dużym stopniu pokrywają się z obszarami o dużym zagęszczeniu aglomeracji miejskich i wiejskich, obszarami silnie uprzemysłowionymi oraz rejonami intensywnych upraw rolniczych i warzywniczych. Na terenach zasobnych w energię wód geotermalnych leżą m.in. takie miasta, jak Warszawa, Poznań, Szczecin, Łódź, Toruń, Płock, a także Nowy Tomyśl. (…)

Prezes Kowalski nie ustawał w staraniach, by perspektywy i potencjał, jaki daje usytuowanie Nowego Tomyśla, przekuć w realne przedsięwzięcie. Zostało złożone zamówienie na wykonanie dwóch analiz: oceny zasobów geotermalnych terenów pod miastem i projektu pierwszego odwiertu, tak zwanego badawczego. Ten odwiert jest ważny dla całego kraju, bowiem dostarczy on szczegółowej wiedzy potwierdzającej założenia wcześniejszych opracowań. Przeprowadzona na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat analiza z ponad kilkunastu tysięcy odwiertów umożliwiła opracowanie cyfrowych map występowania wód geotermalnych w Polsce i potencjalnych zasobów energii w nich zgromadzonych. Ważne jest także to, że odwiert ten staje się równocześnie pierwszym odwiertem eksploatacyjnym.

Po roku od wspomnianej konferencji, 18 grudnia prof. Jacek Zimny przyjechał do Nowego Tomyśla powtórnie. Przywiózł zamówione opracowania dotyczące oceny zasobów i projekt odwiertu. Tym razem w małym gronie kilku radnych, członków rady nadzorczej, burmistrza oraz osób zainteresowanych wygłosił krótką prezentację opisującą, co zostało udokumentowane z wcześniejszych założeń.

Wiadomości dla mieszkańców Nowego Tomyśla są bardzo pomyślne. Przeprowadzone badania potwierdziły obecność złóż ciepła. Spodziewana temperatura to 74/75 stopni Celsjusza. (…)

Najbardziej spektakularnym przykładem wykorzystania gorących wód jest Islandia, gdzie energia geotermalna zaspokaja 86% potrzeb kraju w zakresie ciepłownictwa. W Polsce ojcem geotermii jest profesor Julian Sokołowski – jeden z najwybitniejszych geologów w skali światowej, odkrywca złóż gazu na Niżu Polskim i innych bogactw narodowych.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Pan Bóg obdarzył nasz kraj ciepłem” znajduje się na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Pan Bóg obdarzył nasz kraj ciepłem” na s. 2 styczniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Forum Międzynarodowe „Międzymorze” w Czerniowcach na Ukrainie z udziałem polityków i ekspertów ds. międzynarodowych

Dla wszystkich państw Międzymorza wielką wagę ma nawiązanie wszechstronnej współpracy, aby powstrzymać rosyjski militaryzm oraz przeciwdziałać rosyjskiej propagandzie, która skłóca państwa regionu.

Eugeniusz Bilonożko

Politycy, deputowani, naukowcy i eksperci ds. stosunków międzynarodowych, dziennikarze i działacze społeczni z krajów nadbałtyckich oraz Europy Środkowej uczestniczyli w dniach 23 i 24 listopada 2017 r. w Pierwszym Forum Międzynarodowym „Międzymorze” – od projektu informacyjnego do rzeczywistości cywilizacyjnej”, które odbyło się na Czerniowieckim Uniwersytecie Narodowym im. Jurija Fedkowicza w Czerniowcach na Ukrainie. Konferencja została objęta honorowym patronatem Czerniowieckiej administracji obwodowej. Głównym organizatorem spotkania był Instytut Demokratyzacji i Rozwoju (Czerniowce, Ukraina), przy wsparciu merytorycznym i organizacyjnym Instytutu im. Romana Rybarskiego (Rzeczpospolita Polska) oraz Stowarzyszenia Konwergencji Europejskiej (Asociatia Convergente Europene, Bukareszt, Rumunia) i Uniwersytetu Narodowego w Czerniowcach im. Jurija Fedkowicza (Czerniowce, Ukraina). (…)

Wnioski z rozmów uczestników można sprowadzić do następujących tez:

• Forum będzie platformą komunikacyjną dla polityków, naukowców i ekspertów z krajów Międzymorza w celu współpracy między krajami regionu.
• Należy powołać złożoną z ekspertów komisję do prowadzenia badań oraz prac analitycznych, które będą miały na celu zidentyfikowanie kluczowych czynników i zagrożeń utrudniających procesy integracyjne państw Międzymorza, jak również opracowanie metod realizacji tych celów.
• Istotne jest rozpoznanie i stworzenie perspektyw dalszego rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w świetle procesów integracyjnych w regionie oraz możliwości nawiązania współpracy między rządami i organizacjami pozarządowymi.
• Dla wszystkich państw Międzymorza wielką wagę ma nawiązanie wszechstronnej współpracy na różnych poziomach, tak aby powstrzymać rosyjski militaryzm poprzez wzmocnienie regionalnych elementów ogólnoeuropejskiego systemu bezpieczeństwa oraz przeciwdziałać rosyjskiej propagandzie, która skłóca państwa regionu.
• Postanowiono dążyć do pogłębiania procesów integracyjnych w regionie poprzez dialog i dyskusję, rozwoju kontaktów międzyosobowych, kontaktów grup studentów i naukowców w celu lepszego przeciwdziałania dezinformacji.

Organizatorzy tegorocznego spotkania postanowili zorganizować Drugie Forum „Międzymorze — od projektu informacyjnego do rzeczywistości cywilizacyjnej” w Bukareszcie w 2018 roku, przed trzecim forum głów państw Międzymorza. (…)

Pierwsze forum „Wspólnoty Trzech Mórz” na szczeblu przywódców państw odbyło się w 2016 roku w Dubrowniku (Chorwacja). (…) Drugie spotkanie odbyło się w Polsce w 2017 roku, a trzecie jest planowane w Rumunii w 2018 roku.

Cały artykuł Eugeniusza Bilonożki pt. „Pierwsze Forum Międzynarodowe „Międzymorze” w Czerniowcach” znajduje się na s. 2 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Eugeniusza Bilonożki pt. „Pierwsze Forum Międzynarodowe „Międzymorze” w Czerniowcach” na s. 2 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Indie – zawsze robią na przybyszu ogromne wrażenie. To kraj świętych krów, świętych ludzi, małp, szczurów, drzew

To najstarsza i najdłużej istniejąca nieprzerwanie cywilizacja, ojczyzna jogi, algebry, trygonometrii, rachunkowości, kolebka szachów, systemu liczbowego; tu wymyślono najważniejszą cyfrę „0”.

Władysław Grodecki

Indie są największą na świecie demokracją. Uzyskały niepodległość bez użycia przemocy. Tu mieszkają wyznawcy niemal wszystkich religii świata (głównie hinduiści i muzułmanie, a katolików jest tyle co w Polsce!). Jest tu 300 000 meczetów. Polakom Indie kojarzą się z biedą i głodem, choć jest to jeden z największych producentów mleka, masła, herbaty, bananów i fasoli.

Większość ich mieszkańców żyje za mniej niż 2 dolary dziennie, a co czwarty jest analfabetą. Co pół minuty umiera tu człowiek na wściekliznę, blisko 150 tys. ludzi ginie co roku w wypadkach drogowych, dokonuje się najwięcej na świecie aborcji, ponad 30 000 morderstw rocznie.

Ponad milion osób to milionerzy. Co trzeci mieszkaniec ma dostęp do internetu. Indie mają 11 noblistów, dobrze uzbrojoną armię liczącą ok. 1,4 mln. żołnierzy i 2 mln rezerwistów. W Bombaju buduje się największy wieżowiec mieszkalny na świecie (442 m); w 7 miastach jest metro, a w 350 lotnisko. Po Rosji Indie mają najdłuższe koleje na świecie – najbardziej popularny środek transportu, wygodny, bezpieczny i tani. I ja najczęściej korzystałem z kolei.

Podobno tylko Mahatma Gandhi poznał Indie dobrze, bo je przeszedł pieszo. (…)

Benares | Fot. Ken Wieland, CC A-S 2.0, Wikipedia

Po zespole świątyń monolitycznych w Mahabalipuram i świątyniach Khajuraho chyba tylko świątynie Benares mogą zaszokować zagranicznego turystę – ilością. W tym mieście jest ok. 1500 świątyń hinduistycznych i 300 meczetów. To święte miasto Indii. Ktoś, kto nie był w Benares, nie jest w stanie zrozumieć Indii.

Do tego miasta nie przybywa się, by go zwiedzać, tu się pielgrzymuje. Na placu przed dworcem kolejowym setki taksówek i ryksz. Wszyscy turyści jadą w stronę świętej Gangi. Wziąłem rowero–rykszę, bo jest tańsza, szybsza niż taxi i łatwiej obserwować ulicę. Pierwsze kroki skierowałem na Daśaśwamedh Ghat. Była 7.00 rano. Nieprzerwany tłum pątników zmierzał w kierunku świętej rzeki, by wziąć oczyszczającą kąpiel. Zapewne wielu z nich marzy nie tylko o rytualnej kąpieli, ale i o śmierci nad jej brzegiem. To miasto „dobrej śmierci”. Umrzeć tutaj to najpewniejsza gwarancja osiągnięcia nirwany (stan wolny od kolejnych wcieleń w buddyźmie i hinduizmie). Niektóre biura podróży reklamowały swe usługi: „Przyjedź do Benares i umrzyj”.

Miasto fascynuje swym świętym charakterem. Od najwcześniejszych godzin rannych słychać tu głośne krzyki. Najwięcej pątników jest na Daśaśwamedh Ghat.

Pątnik | Fot. Arian Zwegers, CC A-S 2.0, Flickr.com

Tu wedle wierzeń Hindusów mieli spotkać się Brahma, Wisznu i Siwa, najważniejsi bogowie w hinduskim panteonie. Tu o każdej porze nad miskami żebraczymi siedzi kilkadziesiąt osób. Są to ludzie bogaci i biedni, młodzi i starzy, zdrowi i chorzy, kobiety i mężczyźni – tu czekają na swoją śmierć, wybawienie. Moją uwagę przykuła piękna dziewczyna o blond włosach, prowadząca namiętną dyskusję ze starym, kudłatym Hindusem Sadhu. Tymczasem z bocznej ulicy wyszedł orszak weselny. Kilkaset metrów dalej płonęło kilka stosów – dzień i noc pali się tu nieboszczyków. Nie można było się zbliżyć, kręcić filmu, robić zdjęć – ale nikt nie przepędzał świętych krów! Wchodzą nawet do Złotej Świątyni. (…)

Już pierwszy kontakt z Katmandu zrobił na mnie ogromne wrażenie, Durbar Square, zaułki starego miasta czy spacer wzdłuż Chicamugal były prawdziwą ucztą duchową. Wiele uroczych, małych świątyń, zespół pałacowy, wąskie, kręte uliczki. Cudowne, orientalne miasto – maleńka szkatułka! (…)

Nad brzegiem rzeki dokonywano ceremonii kremacji nieboszczyków, a w niszach świątyni rodzina zmarłego czekała, aż ich bliski zostanie zamieniony w popiół. Ostatnim akordem dobiegającego dnia była wizyta w stupie Swayambhunath, chyba najstarszej i najpiękniejszej, z ośrodkiem dla ubogich prowadzonym przez Siostry Miłosierdzia z Kalkuty. Prowadzi do niej 365 schodów z balustradami. Stamtąd jeszcze raz, w blasku zachodzącego słońca, zobaczyłem całą dolinę Katmandu i Himalaje. (…)

Schody do Swayambhu | Fot. calflier001 CC A-S 2.0, Wikipedia

Udając się w stronę Bombaju, postanowiłem odwiedzić stolicę Rajastanu Jajpur. Dotarłem tam autobusem. Barwne i ciekawe to miasto. Jest otoczone jałowymi wzgórzami z fortecami i murami obronnymi. Zachwyt budzi Amber Fort, a w mieście słynny Hawa Mahal (Pałac Wiatrów) i wyjątkowy klimat ulic. Między samochodami torowały sobie drogę ciągnione przez wielbłądy wozy załadowane słomą lub warzywami. Przed oczyma przesuwała się kolorowa mozaika ryksz, rowerów, motocykli, samochodów, autobusów i pieszych. Odziani w tradycyjne radżpurskie stroje i jaskrawe turbany wąsaci mężczyźni prowadzili ożywione dysputy przed sklepami. (…)

Tym razem miałem trochę szczęścia i z hotelowego tarasu w promieniach zachodzącego słońca podziwiałem zmieniające się barwy nieba; biel, złoto, róż, czerwień, błękit, szarość i czerń. Na horyzoncie jaśniała jedna z najsłynniejszych budowli świata – Taj Mahal. Już dla tego przeżycia warto było tu przyjechać! Taj Mahal to najwspanialszy pomnik miłości na świecie. By uświadomić sobie, do czego zdolny jest człowiek, trzeba zobaczyć Bazylikę św. Piotra w Rzymie, Aya Sophię w Stambule i z pewnością Taj Mahal!

Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Indie – kraj kontrastów. Wspomnienia podróżnika” cz. IV znajduje się na s. 11 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Indie – kraj kontrastów. Wspomnienia podróżnika” cz. IV na s. 11 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Szacunek i dialog wymagają wzajemności na wszystkich płaszczyznach/ Jan Paweł II do młodzieży muzułmańskiej w 1985 roku

Niektórzy są zagrożeni skłonnością, by zmieniać świat przemocą lub za pomocą skrajnych rozwiązań. Mądrość uczy nas, że samodyscyplina i miłość są jedynymi środkami do osiągnięcia upragnionej odnowy.

Jan Paweł II

Często spotykam się z młodzieżą, na ogół katolicką. Dziś pierwszy raz stoję przed młodzieżą muzułmańską. (…)

Ku Bogu więc kieruje się moja myśl i wznosi się moje serce: przede wszystkim pragnę mówić Wam o Bogu; o Nim, ponieważ to w Niego wierzymy: Wy muzułmanie i my katolicy, i opowiedzieć wam też o ludzkich wartościach mających w Bogu swe fundamenty, odnoszących się do rozwoju naszych osób, naszych rodzin, naszych społeczeństw, jak i wspólnoty międzynarodowej. Czyż tajemnica Boga nie jest najwyższą rzeczywistością, od której zależy sens, jaki człowiek nadaje swemu życiu? A czy nie jest ona pierwszym pytaniem, przed jakim stoją młodzi, kiedy zastanawiają się nad tajemnicą własnej egzystencji i nad wartościami, które zamierzają wybrać w celu budowania własnej, wzrastającej osobowości?

Co do mnie, w Kościele katolickim dźwigam ciężar następcy Piotra, Apostoła, którego Jezus wybrał, aby utwierdzać swoich braci w wierze. Po papieżach, którzy w ciągu dziejów następowali po sobie bez przerwy, dzisiaj ja jestem biskupem Rzymu, wezwanym do bycia wśród swoich braci na świecie świadkiem wiary oraz gwarantem jedności wszystkich członków Kościoła.

Dlatego więc jako wierzący przychodzę dziś do Was. I w wielkiej prostocie chciałbym dać tutaj świadectwo o tym, w co wierzę, czego życzę wszystkim ludziom, moim braciom, aby osiągnęli szczęście, oraz o tym, co z doświadczenia uważam za pożyteczne dla wszystkich. (…)

Dialog między chrześcijanami i muzułmanami jest dzisiaj potrzebny jak nigdy dotąd. Wynika on z naszej wierności wobec Boga i oznacza, że potrafimy rozpoznawać Boga wiarą i dawać o Nim świadectwo słowem i czynem w coraz bardziej zsekularyzowanym i niekiedy ateistycznym świecie.

Młodzi mogą budować lepszą przyszłość przede wszystkim, jeśli będą pokładać wiarę w Bogu, oddając się dziełu budowania nowego świata według planu Bożego, mądrze i z ufnością.

Bóg jest źródłem wszelkiej radości. Dlatego musimy być Jego świadkami poprzez nasze praktyki religijne, naszą adorację Boga, nasze modlitwy uwielbienia i błagania. Człowiek nie może żyć bez modlitwy, tak jak nie może żyć nie oddychając. Musimy dawać świadectwo naszego pokornego poszukiwania Jego woli. To On powinien być inspiracją naszego dążenia do budowania bardziej sprawiedliwego i zjednoczonego świata.

Drogi Boga nie są naszymi drogami. One przekraczają nasze wciąż niedoskonałe działania i nasze intencje, które także pozostają niedoskonałe. Bóg nie może być nigdy wykorzystywany do naszych celów, ponieważ On jest ponad wszystkim.

To świadectwo wiary, które jest fundamentalne dla nas i pozostaje w całkowitej wierności Bogu i prawdzie, dokonuje się w poszanowaniu odmiennych tradycji religijnych, ponieważ każdy człowiek pragnie być szanowany za to, kim jest i w co wierzy zgodnie ze swoim sumieniem. My pragniemy, aby wszyscy mieli dostęp do pełni prawdy Bożej, do czego dochodzi się w wolności sumienia, bez zewnętrznego przymusu, który jest sprzeczny z wolnością rozumu i serca, nieodłącznych od godności człowieka. To jest prawdziwy sens wolności religijnej, która szanuje zarówno Boga, jak i człowieka. Od takich to wyznawców oczekuje Bóg prawdziwego kultu; od tych, którzy wielbią Go w duchu i w prawdzie.

Jesteśmy przekonani, że „nie możemy zwracać się do Boga jako do Ojca wszystkich, jeśli nie zgadzamy się traktować po bratersku kogoś z ludzi na obraz Boży stworzonych” (ibid.). (…)

Na tym świecie istnieją granice i podziały między ludźmi oraz brak zrozumienia między pokoleniami. Istnieją, dla przykładu, rasizm, wojny i niesprawiedliwości, również głód, marnotrawstwo oraz bezrobocie. Oto ogromne zło, które dotyka nas wszystkich, ale szczególnie młodych na całym świecie. Niektórzy są zagrożeni zniechęceniem, inni możliwością poddania się, jeszcze inni skłonnością, aby zmieniać wszystko przemocą lub za pomocą skrajnych rozwiązań. Mądrość uczy nas, że samodyscyplina i miłość są jedynymi środkami do osiągnięcia upragnionej odnowy.

Bóg nie chce, żeby ludzie pozostawali bierni. Powierzył im ziemię, którą wspólnie mają czynić sobie poddaną, uprawiać ją i sprawiać, że będzie wydawała owoc.

Jesteście obarczeni przyszłością świata. To dzięki pełnemu i odważnemu podejmowaniu swoich obowiązków będziecie w stanie przezwyciężyć wszelkie trudności. To do was należy podjęcie inicjatyw oraz to, aby nie czekać, aż wszystko przyjdzie od osób starszych lub tych w biurach. Musicie budować świat, a nie tylko o nim marzyć.

To poprzez zgodną pracę człowiek może być efektywny. Praca właściwie zrozumiana jest służbą dla innych. Tworzy więź solidarności. Doświadczenie wspólnej pracy pozwala nam się oczyścić i odkryć bogactwo innych ludzi. W ten sposób zatem stopniowo może narodzić się poczucie zaufania, które pozwala każdemu wzrastać, rozwijać się i „być czymś więcej”. Nie bójcie się, drodzy młodzi ludzie, współpracować z dorosłymi, zwłaszcza z Waszymi rodzicami i nauczycielami, jak również z przywódcami społecznymi oraz państwowymi. Młodzi ludzie nie powinni izolować się od innych. Młodzi potrzebują dorosłych, tak samo jak dorośli potrzebują młodych. (…)

Niezależnie od tego, jak ważne mogą być problemy ekonomiczne, człowiek nie żyje samym chlebem, potrzebuje życia intelektualnego i duchowego; to w nim znajduje duszę tego nowego świata, do którego macie aspiracje. Człowiek ma potrzebę rozwijać swojego ducha i swoją świadomość. Tego często brakuje dzisiejszym ludziom. Utrata wartości i kryzys tożsamości, męczące nasz świat, zobowiązują nas do tego, aby prześcigać samych siebie w ciągłym wysiłku naszych badań i dociekań. Wewnętrzne światło, które dzięki temu narodzi się w naszej świadomości, pozwoli na to, aby nadać rozwojowi znaczenie, aby go ukierunkować na dobro człowieka, każdego z osobna i wszystkich razem, w zgodzie z Boskim planem. (…)

Kościół katolicki odnosi się z szacunkiem i uznaje wartość waszego rozwoju religijnego, bogactwa waszej duchowej tradycji.

My, chrześcijanie, też jesteśmy dumni z naszej tradycji religijnej. (…)

Lojalność wymaga też abyśmy uznawali i szanowali dzielące nas różnice. Oczywiście fundamentalny jest pogląd, jaki mamy na Osobę i dzieła Jezusa z Nazaretu. Wiecie, że dla chrześcijan ten właśnie Jezus sprawił, że otrzymali oni intymną wiedzę na temat tajemnicy Boga i weszli w komunię dzięki Jego darom, poprzez co uznali i obwołali go Panem i Zbawicielem.

Są to istotne różnice, które możemy zaakceptować z pokorą i szacunkiem, z wzajemną tolerancją – jest w tym pewna tajemnica; jestem pewien, za jej pomocą Bóg kiedyś nas oświeci.

Całe przemówienie Jana Pawła II wygłoszone do muzułmańskiej młodzieży w Maroku w roku 1985, pt. „Dialog potrzebny jak nigdy dotąd”, znajduje się na s. 4 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Przemówienie Jana Pawła II wygłoszone do muzułmańskiej młodzieży w Maroku w roku 1985, pt. „Dialog potrzebny jak nigdy dotąd”, na s.4 dodatku „Bliski Wschód” do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Na Śląsku w XX w. dwa razy – w 1922 i 1945 r. – spotkały się dwie wizje Polski. W 1939 roku jedna i druga zdały egzamin

Rosja na kresach wschodnich zaczęła wykorzeniać polskość – po to, aby już nigdy tam nie wróciła. Dziś na Górnym Śląsku zaczynają dominować te mechanizmy, które pojawiły się podczas zaborów na Litwie.

Ryszard Surmacz

Śląsk do XIV w. był jedną z najświetniejszych dzielnic Polski piastowskiej. Nie dlatego, że mieszkali tam najzdolniejsi ludzie, lecz dlatego, że leżał na szlaku rozwijającej się cywilizacji łacińskiej. Potem, gdy przechodził pod panowanie czeskie, austriackie czy pruskie, zaczynał coraz bardziej podupadać. (…)

Ślązacy do Polski zaczęli wracać od Wiosny Ludów i Józefa Lompy (1797–1863). Lompa urodził się na kresach zachodnich dwa lata po utracie polskiej państwowości, gdy Rosja na kresach wschodnich zaczęła wykorzeniać polskość – po to, aby już nigdy tam nie wróciła. Litwa zaczęła odchodzić od Polski – w sposób już nieodwracalny, Śląsk powracał – wówczas wydawało się, że również na zawsze. Rzecz jednak w tym, że dziś na Górnym Śląsku zaczynają dominować te mechanizmy, które pojawiły się podczas zaborów na Litwie. (…)

Ślązacy wracali zupełnie inni, pozbawieni warstwy kulturotwórczej, ukierunkowani na zdobycie zawodu i fizyczną pracę; Kościół katolicki był dla nich jedyną ostoją. Ksiądz Józef Szafranek i Wojciech Korfanty efekty pracy Lompy wnieśli do niemieckiego sejmu i popchnęli je we właściwym kierunku. Ostatnim akordem było III powstanie śląskie w 1921 r. Ale Ślązacy nie wrócili bez niczego – przynieśli z sobą kopalnie i huty. Sześćset lat słabnącego kontaktu z Polską zrobiło jednak swoje.

W XX wieku dwukrotnie, w 1922 i 1945 r., spotkały się dwie wizje Polski. W 1922 r. były one inteligenckie; pierwsza była tą wymarzoną, wyuczoną, wymodloną i zdobytą; druga odzyskiwaną, uświadomioną, zdeklarowaną, a nawet świętą i na końcu wywalczoną. W przedwojennym województwie śląskim inteligencja śląska kształciła się w polskich szkołach. Obydwie, polska i śląska, miały inne komponenty kulturowe, inne wyobrażenia, ale w 1939 jedna i druga, zdały swój egzamin.

Śląsk Opolski, który został poza granicami II RP, musiał pójść inną drogą. W 1922 r. powstaje Związek Polaków w Niemczech, w 1932 r. – „Rodło”, które jest symbolem ZPwN, harcerstwa, kółek śpiewaczych; w 1938 sformułowano „Pięć Prawd Polaków”. Tu inteligencja śląska rodzi się w walce. Ona wiedziała, kim jest, i nie miała wątpliwości narodowych. Rok 1945 burzy to wszystko. Przychodzi Polska, która była obca polskiej wizji i tradycji. Ślązacy z czarnego Śląska mieli skalę porównawczą. Ślązacy z Opolszczyzny jej mieć nie mogli. Zdecydowana większość Polaków komunistycznej Polski nie chciała; na Opolszczyźnie inteligencja śląska przyjęła ją taką, jaka przyszła – bo innej nie znali.

Śląsk Opolski przed II wojną leżał w granicach Niemiec. Jego ludność w 1945 r. płaciła cenę za niemieckie zbrodnie. Członek ZPwN i powstaniec śląski w PRL był podobnie szykanowany, jak AK-owiec. Ale o AK na Opolszczyźnie niewielu słyszało. Nie chcieli też słuchać wyjaśnień. W takich warunkach te dwa inteligenckie światy walczące niegdyś o Polskę nie mogły się ani spotkać, ani dokonać korekty fałszywych mitów. Nie pozwolił na to system komunistyczny. Ponadto na Opolszczyźnie przez wiele powojennych lat więcej do powiedzenia mieli członkowie Komunistycznej Partii Niemiec niż Ślązacy polscy. (…)

Jagiellonowie nie wykazują już zainteresowania Śląskiem, być może dlatego, że na tle wielkiego obszaru ich dominacji ginie on z oczu, ale być może też dlatego, że nazbyt dbali o to, aby Korona nie urosła zbytnio w siłę.

W XV w. zaczyna się więc proces, który odciągnie Śląsk w kierunku zachodnim. Nie wiadomo, na ile walka po stronie Krzyżaków mentalnie odizolowała Śląsk od Polski. Natomiast odrzucenie przez Jagiełłę korony czeskiej zneutralizowało wprawdzie oskarżenia Zachodu o pogaństwo polskiego króla, ale nie ustrzegło Śląska od husyckich najazdów, wpływu przyszłego protestantyzmu i odmiennej drogi rozwoju. (…)

Bitwa pod Mohaczem w 1526 r. kończy potęgę dynastii Jagiellonów i przerywa łączność kultury polskiej ze Śląskiem. Śląsk przechodzi pod panowanie Habsburgów i jest jeszcze znakomicie rozwiniętą dzielnicą. Austria zaczyna odzyskiwać wpływy katolickie, ale od tej pory Śląsk zaczyna dzielić się na Dolny i Górny. Dolny staje się głównie protestancki, Górny – głównie katolicki. Szlaki handlowe zanikają, cywilizacja ogranicza swoje oddziaływanie i mniej więcej od tego samego okresu datuje się powolna germanizacja elit i pozostającej tam polskiej szlachty. Język polski jest w użyciu. W kościołach protestanckich wierni modlą się za króla polskiego, ale język polski zatraca polskiego ducha i polskie składniki kulturowe. Popada w pewną próżnię i staje się mechanicznym elementem przekazu. Nasze drogi zaczynają się rozchodzić. Od tej pory istniejąca na Śląsku polska kultura zaczyna ulegać stopniowej degradacji, a jedynym łącznikiem między Ślązakami a Polakami coraz bardziej staje się religia katolicka na poziomie ludowym.

(…) wpływ kultury polskiej na niemiecką poprzez Śląsk jest ewidentny, choć skwapliwie ukrywany przez Niemców. Prof. Franciszek Marek komentując podkreśla: „myśli te były formułowane w języku niemieckim, ale nie miały one niemieckiego ducha i nie przebiły się do kultury niemieckiej. Pozostały na Śląsku. I to jest właśnie ta cecha śląska w literaturze niemieckiej”. Śląsk w tym czasie jest już nie polski i jeszcze nie niemiecki. Ale korzyści z tego tytułu płyną w kierunku cesarstwa.

Cały artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni?” cz. I znajduje się na s. 9 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Ryszarda Surmacza pt. „Dlaczego Ślązacy są trochę inni?” cz. I na s. 9 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

W Polsce powinno być oczywiste, że między nazizmem a komunizmem należy postawić znak równości. Od dawna o to apeluję

Spór o martwe czy żywe skamieliny „dobrych komunistów” sprowadza się do sztucznego konfliktu i odsuwania w czasie rozliczenia z czasami PRL. Najwyższy czas na zrównanie sierpa i młota ze swastyką.

Adam Słomka

„Gazeta Wyborcza” podała 16 września, że prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, poseł SLD IV kadencji, odmawia wykonania sugestii IPN w sprawie likwidacji monumentu „wdzięczności” Armii Czerwonej, który stoi na placu Ofiar Getta. Swoje stanowisko dotyczące obelisku przesłał Dariuszowi Iwaneczce, dyrektorowi IPN w Rzeszowie. Wnosi w nim o zmianę opinii dotyczącej obelisku, powołując się na nowelizację ww. ustawy: Zapisy ustawy nie odnoszą się do pomników usytuowanych na terenach cmentarzy oraz pomników wpisanych do rejestru zabytków – samodzielnie lub jako część większej całości. Pomnik na placu Ofiar Getta usytuowany jest na terenie dawnego cmentarza żydowskiego zlikwidowanego w czasie II wojny światowej przez hitlerowców. Ten cmentarz pierwotnie rozciągał się w granicach dzisiejszych ulic Kopernika i Piłsudskiego. Nadmieniam ponadto, że pomnik zlokalizowany jest na terenie wpisanym do rejestru zabytków decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z dnia 30 stycznia 1969 roku”.

Powoływanie się w obronie totalitarnego obelisku na fakt, że przed 1 września 1939 roku na terenie obecnego rzeszowskiego placu Ofiar Getta znajdował się cmentarz żydowski, raczej nie znajdzie zrozumienia w Izraelu. To komuniści swoim „straszydłem” dokonali ponownego zbezczeszczenia mogił zrównanych z ziemią przez sojusznika Stalina w napaści na Polskę z września 1939. Trzeba mieć tupet, żeby powoływać się na wpis do rejestru zabytków z 1969 roku, gdy brylowało się w PZPR…

Niektórzy z czytelników mogą odnieść wrażenie, że obrona komunizmu dotyczy jedynie nazewnictwa ulic, placów czy monumentów. Tymczasem pomimo 2 lat rządów „dobrej zmiany”, w obronę komunistów i obcych nam, rosyjskich interesów zaangażowana jest też Policja i prokuratura…

17 sierpnia wystosowałem zawiadomienie do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry, szefów Agencji Wywiadu Piotra Krawczyka i Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotra Bączka o działalności stowarzyszenia „Kursk” i lidera tej organizacji Jerzego Tyca, wskazując na możliwe przestępstwo promowania oczywistej nieprawny historycznej oraz płatne szpiegostwo na rzecz Federacji Rosyjskiej.

Na agenturalną działalność tego ugrupowania zwracałem uwagę również w kontekście ponownego odsłonięcia totalitarnego monumentu w Mikolinie z udziałem samozwańczego przedstawiciela władz miasta (gm. Lewin Brzeski)! Prokuratura Rejonowa w Mrągowie zatwierdziła niedawno postanowienie o umorzeniu dochodzenia – bez uzasadnienia. W tym samym czasie Jerzy Tyc w Moskwie spotykał się z rosyjskimi deputowanymi do Dumy Państwowej, m.in. Jarosławem Niłowem, współautorem ustawy o „czarnych listach”, umożliwiającej kontrolę Internetu z Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimira Żyrinowskiego! Towarzysz Tyc w części spotkań brał udział w mundurze LWP. Warto wspomnieć, że Władimir Żyrinowski niedawno domagał się, aby wszyscy w Polsce mówili po rosyjsku. (…)

W wystąpieniu do uczestników „konferencji” stowarzyszenia „Kursk” i Jerzego Tyca rzeczniczki MSZ Rosji Marii Zacharowej Rosja oświadczyła: (…) Pomniki żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w II wojnie światowej, powinny być nietykalne i święte (…) Zaczęliśmy zapominać, że pomniki to w pierwszej kolejności pamięć. Niszczenie pomników to atak na pamięć historyczną obecnych pokoleń i pozbawienie pamięci przyszłych. To nie nowa metoda, lecz do tej pory jest powszechnie stosowana. Na naszych oczach na objętym płomieniem Bliskim Wschodzie terroryści, zajmując terytoria, natychmiast niszczą pomniki historyczne. Ale są to terroryści. Jednocześnie w pokojowej i stabilnej Europie Wschodniej są burzone i bezczeszczone pomniki żołnierzy, którzy kiedyś podarowali kontynentowi europejskiemu nie tylko wolność, ale i życie. (…)

Przypomnijmy zatem historyczne fakty. (…)

Terytorium Rzeczpospolitej Polskiej na wschód od linii granicznej ustalonej w układzie pomiędzy III Rzeszą a ZSRR zostało w październiku 1939 r. anektowane przez ZSRR. Formalną podstawą były pseudoplebiscyty, a następnie aneksja w trybie uchwały Rady Najwyższej ZSRR. Były to akty prawne równoległe do dwóch dekretów Adolfa Hitlera – z 8 i 12 października 1939 r., którymi jednostronnie wcielił zachodnie terytoria Polski do III Rzeszy, tworząc jednocześnie z centralnych ziem II Rzeczpospolitej Generalne Gubernatorstwo.

Wszystkie powyższe akty „prawne” były sprzeczne z ratyfikowaną przez Niemcy i Rosję konwencją haską IV (1907), nieważne w świetle prawa międzynarodowego i nie zostały uznane zarówno przez Rząd RP na uchodźstwie, jak i państwa sojusznicze wobec Polski, a także państwa trzecie (neutralne) przez cały czas trwania II wojny światowej.

Polscy historycy pracujący w IPN twierdzą, że całkowita liczba deportowanych nie przekroczyła 800 tysięcy osób. Krytyka takiego szacunku była jednak tak duża, że nawet prezes IPN, śp. dr hab. Janusz Kurtyka przyznał, że obecnie część historyków ocenia liczbę deportowanych od 700 tysięcy przez 1 milion do 1,5 miliona.

Reżim radziecki stosował również inne formy represji, aby zniszczyć polskie oblicze Kresów Wschodnich. Do Armii Czerwonej wcielono ok. 150 tysięcy Polaków. Ginęli oni w 1940 roku w Finlandii oraz w początkowych miesiącach wojny radziecko-niemieckiej. Około 100 tysięcy osób wcielono do specjalnych batalionów budowlanych zwanych strojbatami. Według danych sowieckich z 10 czerwca 1941 r., a więc niemal z przedednia agresji niemieckiej, w kresowych więzieniach przebywało co najmniej 40 tys. więźniów politycznych. Łącznie NKWD zamordowało nie mniej niż 35 tys. uwięzionych. Największe masakry miały miejsce we Lwowie, gdzie zamordowano od 3,5 do 7 tys. więźniów. W Łucku ofiarą masakry padło około 2 tys. więźniów, w Wilnie około 2 tys., w Złoczowie około 700, Dubnie około 1000, Prawieniszkach 500 więźniów, oprócz tego w Drohobyczu, Borysławiu, Czortkowie, Berezweczu, Samborze, Oleszycach, Nadwórnej, Brzeżanach. W ciągu tygodnia w czerwcu 1941 roku Rosjanie wymordowali w więzieniach co najmniej 14 700 obywateli II RP, na szlakach ewakuacyjnych zostało zamordowanych kolejne 20 tysięcy. Zatem było to nie tylko ludobójstwo wojskowych czy policjantów, np. w Katyniu czy Miednoje…

Armia Czerwona – potem Armia Radziecka – pozostała w Polsce do 1993 roku. Reasumując: Armia Czerwona była formacją dla Polski i Polaków równie okupacyjną i zbrodniczą, jak niemiecki Wehrmacht czy Waffen SS.

22 czerwca 1941 r. siły zbrojne totalitarnych Niemiec uderzyły na formacje wojskowe ZSRR stacjonujące na terytorium II RP okupowanym przez ZSRR. Nikt rozsądny nie promuje jednak „wyzwolenia” przez Wehrmacht polskich terytoriów okupowanych przez ZSRR, albowiem Niemcy zastępowali tam okupację radziecką okupacją nazistowską. (…)

Pochwalanie w Polsce totalitarnej, zbrodniczej Armii Czerwonej wpisuje się w czyn zakazany art. 256 kk, a istnienie „Kurska” jest sprzeczne z art. 13 Konstytucji RP. (…) Nie wiemy, ile osób zostanie uwikłanych, czasem nieświadomie, w działalność stowarzyszenia „Kursk”.

Poprawka o uznaniu Armii Czerwonej za emanację i symbol totalitaryzmu powinna znaleźć się w tzw. ustawie o dekomunizacji przestrzeni publicznej. Kieruję też publicznie pytanie do Policji i prokuratury z Mrągowa: czy jeśli ktoś będzie kiedyś pochwalał publicznie Wehrmacht – czy dochodzenie również zostanie umorzone, do tego bez uzasadnienia?

 

Cały artykuł Adama Słomki pt. „O ochronie komunistycznych skamielin” znajduje się na s. 10 do styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Adama Słomki pt. „O ochronie komunistycznych skamielin” na s. 10 styczniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl

Droga do prawdy o zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki / Prokurator Andrzej Witkowski, „Kurier WNET” 43/2017

Ostatecznie przyjęta, narzucona i wyreżyserowana przez sztab Kiszczaka nieprawdziwa wersja uprowadzenia i zabójstwa księdza jest powtarzana do dzisiaj. Głosi się ją jako prawdę tak zwaną naukową.

Droga do prawdy o zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki

Andrzej Witkowski

W latach 1983–1984 wzrastała społeczno-polityczna rola szeregu osób, które gromadził wokół siebie w swej działalności duszpasterskiej ksiądz Jerzy Popiełuszko. Byli to reprezentanci środowisk robotniczych, opozycjoniści, działacze związkowi. Ludzie nauki, sztuki, kultury, tak wierzący, jak i niewierzący. W ocenie władz komunistycznych powstał tzw. ośrodek żoliborski, którego animatorem i duchowym przywódcą był ksiądz Jerzy.

W celu ukrócenia działalności tego ośrodka Departament IV MSW z jednej strony prowadził działania represyjne wobec księdza Popiełuszki, dopuszczając się względem niego szeregu prowokacji, z drugiej strony zaś Urząd do spraw Wyznań prowadził tak jak ja to oceniam, „dyplomację pingpongową” z Sekretariatem Episkopatu Polski, kierując doń tzw. pro memoria, w których wskazywano na szkodliwą dla władz tzw. pozareligijną działalność księdza i żądając jej ukrócenia.

Te wszystkie działania – łącznie ze znaną pewnie wszystkim tzw. prowokacją na Chłodnej, kiedy to podrzucono księdzu w jego prywatnym mieszkaniu materiały wybuchowe – skończyły się całkowitym fiaskiem. Nastąpił, można powiedzieć, efekt przeciwny od zamierzonego przez komunistów, czyli ugruntowanie pozycji księdza Jerzego, jednoczącego i łączącego ludzi różnych środowisk, zawodów i światopoglądów w jedną wspólnotę, zorientowaną na odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Efektem działalności duszpasterskiej księdza było też wzmocnienie pozycji hierarchii kościelnej w konfrontacji z władzami komunistycznymi, które nie znalazły sposobu i metod rozwiązania nabrzmiałego, jak to wówczas określali komuniści, problemu Popiełuszki. W tych okolicznościach doszło do tupnięcia butem przez zniecierpliwioną rozwojem sytuacji Moskwę, zatroskaną o własne imperialne interesy nie tylko w Polsce, ale i w pozostałych krajach katolickich.

Oto 12 IX 1984 roku w moskiewskich opiniotwórczych gazetach pojawił się artykuł warszawskiego korespondenta Toporkowa, który ganił ekipę Jaruzelskiego za to, że pod jej okiem nabożeństwa w kościele na Żoliborzu zamieniły się w polityczne mityngi, które są prowokacją wobec ZSRR i mają na celu zburzenie przyjaźni na linii PRL – ZSRR. To oczywiście cytaty z Toporkowa.

Reakcja władz PRL nastąpiła natychmiast. Przygotowano pierwszą siłową strategię rozwiązania tak zwanego problemu Popiełuszki, za który miało zapłacić również społeczeństwo. Rolę pierwszoplanową w tych działaniach Kiszczak tym razem powierzył wojskowej służbie wewnętrznej, która już od piętnastego września osiemdziesiątego czwartego roku prowadziła działania obserwacyjne wobec późniejszych czterech skazanych w procesie toruńskim.

W dniu 17 IX 1984 roku skierowano do episkopatu ostatnie już pro memoria dotyczące księdza Jerzego, w bardzo złowrogim i odbiegającym od dotychczasowego tonie. Urząd do spraw Wyznań grzmiał, że w ośrodku żoliborskim powstała kontrrewolucyjna organizacja duchownych i świeckich o ogólnokrajowym zasięgu, której główną ostoją jest ksiądz Jerzy. Oskarżono hierarchię kościelną o tolerowanie i osłanianie działalności kontrrewolucyjnej pod przywództwem księdza Jerzego, co, jak zaznaczono, zmusi władze do podjęcia stosownych działań.

Od początku października ‘84 roku szły pełną parą przygotowania do kombinacji operacyjnej PRL-owskich służb specjalnych, mającej doprowadzić do rozwiązania tzw. problemu Popiełuszki. Kapitan Grzegorz Piotrowski oraz jego podwładni, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski, poszukiwali miejsca, w którym po uprowadzeniu księdza mieli go umieścić po to – jak w swoich wyjaśnieniach stwierdzali w trakcie śledztwa – aby go zastraszyć i aby ze strachu zaczął mówić im wszystko, co wie na temat struktur podziemia niepodległościowego. Miejsce takie znaleźli w jednym z bunkrów w miejscowości Kazuń Polski. Jak wyjaśniał w śledztwie 9 XI 1984 roku Piotrowski: „Bunkry znajdowały się jakby w wale ziemnym, składały się z trzech odrębnych pomieszczeń, połączone były małym okienkiem, za którym biegł korytarz. Uznałem, iż wspomniany korytarz nadaje się jako miejsce do przechowania księdza Popiełuszki po jego porwaniu. Wówczas też przy bunkrach zostało zebrane kilka kamieni, które miały maskować okienko od bunkra”.

Pamiętamy to sformułowanie: „kamulki do nóg”, którego używano w procesie toruńskim. Tu można powiedzieć „kamulki do okna”. Bardzo intensywne prace nad przygotowaniem miejsca do ukrycia księdza po uprowadzeniu prowadzili Pękala i Chmielewski w dniu 10 X 1984 roku, bez mała dwanaście godzin.

I teraz pozostała kwestia daty uprowadzenia. Były wcześniejsze propozycje, ale ostatecznie zdecydowano się na 19 X 1984 roku. Charakterystyczne, iż był to akurat dzień, w którym Czesław Kiszczak obchodził pięćdziesiąte dziewiąte urodziny. Tego roku obchodził urodziny po raz pierwszy bardzo wystawnie, wręcz hucznie.

Wersja przebiegu uprowadzenia i zabójstwa księdza przyjęta przez sztab Kiszczaka jest powtarzana przez niektóre kręgi historyków do dzisiaj. Jej prawdziwość została zakwestionowana podczas śledztwa, które prowadziłem w ‘91 roku. Już wówczas pewne fakty przestały się zgadzać z ustaleniami. A już wykluczono ją całkowicie, jako niemającą żadnego związku z rzeczywistością, podczas drugiego śledztwa, powierzonego mi w IPN, prowadzonego w latach 2002–październik 2004. W aktach z lat 1984–85 znajdują się poszlaki wskazujące na to, że ksiądz Jerzy mógł jeszcze żyć do godzin wieczornych 24 X 1984 roku.

Przywołam te fragmenty, które czerpię z akt sprawy toruńskiej, z procesu z lat 1984–85. Mianowicie w dniu 22 X 1984 roku do pani doktor Barbary Jarmużyńskiej-Janiszewskiej – rodzinnej lekarki księdza Jerzego – przyszli funkcjonariusze MO, a przynajmniej ubrani w mundury funkcjonariuszy MO, i wypytywali o leki podawane księdzu. Pani doktor powiedziała, że chętnie poda księdzu te leki, żeby zawieźli ją do niego. Oni oczywiście odmówili i wezwali ją na przesłuchanie następnego dnia, 23 października. Była wtedy bardzo szczegółowo przesłuchiwana, na jakie schorzenia cierpi ksiądz Jerzy. Zeznała, że ksiądz cierpi na chorobę o nazwie Addisona-Biermera. To schorzenie było spowodowane brakiem czynnika wytwarzanego przez organizm. Czynnik ten musi być dostarczany z zewnątrz w postaci leku. Oprócz tego ksiądz musiał przyjmować inne witaminy, szczególnie z grupy B, zachowywać dietę wysokobiałkową, wątrobową. Przyjmował też leki z grupy kardiologicznych i uspokajających. Ponadto musiał mieć zawsze przy sobie lek osłaniający wątrobę oraz leki enzymowo-trzustkowe. Nosił przy sobie dawkę tych leków, jednak nigdy nie więcej niż porcja na jeden dzień. Świadek była dokładnie wypytywana o to, gdzie jest przechowywana dokumentacja lecznicza księdza i historia choroby.

Panowie nie ograniczyli się do przesłuchania pani doktor Jarmużyńskiej-Janiszewskiej, ale zwrócili się również do lekarki, która prowadziła bezpośrednio księdza Jerzego, do doktor Krystyny Pobieżyńskiej. Potwierdziła ona zeznania pierwszej z pań, a jednocześnie dodała, że nieprzyjmowanie regularne leków i odżywianie złymi posiłkami może doprowadzić do krwawienia z przewodu pokarmowego, niedokrwistości, niewydolności wątroby, a nawet śmierci.

W związku z tym należy zapytać: W jakim celu w tych dniach przesłuchiwano bardzo szczegółowo na te wszystkie okoliczności lekarki prowadzące księdza Jerzego? Komu i do czego miały być potrzebne tego typu informacje o nieboszczyku, którego, zwłaszcza w tym czasie, jeszcze nie było? Jedynym racjonalnym powodem zbierania takich informacji jest to, że ksiądz wciąż pozostawał przy życiu. A pani doktor Krystyna Pobieżyńska była przesłuchiwana 24 X od godziny czternastej trzydzieści. Tak więc nie możemy wykluczyć, że w tym czasie ksiądz Jerzy jeszcze żył.

Chciałbym też przywołać zeznania proboszcza z parafii na Wyżynach w Bydgoszczy, skąd ksiądz Jerzy wyruszył w swoją ostatnią podróż dziewiętnastego października. Zeznał on mianowicie, że w dniu tym, przed samym wyjazdem, księdzu Jerzemu zmierzono temperaturę, ponieważ wyglądał na chorego. Miał 38,4°C. Proboszcz widział też, że przed samym odjazdem ksiądz przyjął kolorową tabletkę, jak to określił. Nie dał się namówić na pozostanie w parafii, powiedział, że jest wcześnie następnego dnia umówiony na wizytę lekarską w Warszawie.

25 X 1984 roku ksiądz Jerzy został wrzucony do Wisły z tamy we Włocławku. Po raz pierwszy wydobyto go dzień później, dwudziestego szóstego października. Mógłbym przytoczyć wiele dowodów na to, jakie fakty, jakie okoliczności uzasadniają takie ustalenia, co do których ja dzisiaj nie mam żadnych wątpliwości, że tak właśnie było. O tym, co działo się między 26 a 30 X 1984 roku, ze względu na to, że wciąż jest prowadzone śledztwo, nie mogę mówić. Mogę powiedzieć, że działo się bardzo dużo. Ostatecznie oficjalnie wydobyto go trzydziestego października.

Chcę w każdym razie podkreślić, że 26 X 1984 następuje kumulacja wydarzeń wskazujących na to, że działania sztabu Kiszczaka motywowane są faktem śmierci księdza. Rozpoczyna się akcja płetwonurków na tamie. Kiszczak wydaje decyzję numer 032 w związku z sytuacją w kraju powstałą po uprowadzeniu księdza Popiełuszki, w celu, cytuję: „Zabezpieczenia ładu i porządku publicznego w kraju oraz zapewnienia właściwej koordynacji. Wypracowania i realizacji prawidłowych kierunków działania służb resortu Spraw Wewnętrznych w sytuacji społeczno-politycznej, to jest działań po uprowadzeniu księdza Popiełuszki”.

Powołano na mocy tej decyzji sztab pod kierownictwem szefa służb bezpieczeństwa Władysława Ciastonia. Charakterystyczne są zadania, jakie postawiono przed tym sztabem. Mianowicie „wypracowanie kierunków działań resortu spraw wewnętrznych, w tym ocen stanu zagrożenia ładu i porządku publicznego oraz bezpieczeństwa państwa, opracowanie koncepcji i zasad przeciwdziałania zagrożeniom wynikającym z zaistniałej sytuacji, określenie kierunków działań operacyjnych i – uwaga – podejmowanie dotyczących działań profilaktycznych i represyjnych, koordynacja działań jednostek resortu spraw wewnętrznych i organizacja współdziałania z Ministerstwem Obrony Narodowej i jego jednostkami organizacyjnymi”.

A więc, można powiedzieć, przygotowywano nam coś w rodzaju stanu wojennego bis w związku z tą sytuacją, oczywiście w ramach tej rozgrywanej kombinacji operacyjnej. Należy podkreślić, że śledztwo od dnia uprowadzenia księdza było prowadzone według planu zakładającego, że uprowadzenie jest polityczną prowokacją ekstremy Solidarności i osób powiązanych z duchownymi katolickimi, którzy byli niezadowoleni ze stabilizacji życia w kraju.

Czynności procesowe w tym kierunku prowadzili oficerowie biura śledczego MSW pułkownik Stanisław Trafalski i major Wiesław Piątek. Tworzyli oni fałszywe dowody, mające wykazać, jakoby księdza Popiełuszkę uprowadzili członkowie kontrrewolucyjnej organizacji duchownych i świeckich, przy współudziale grupy kapitana Piotrowskiego. Tej samej organizacji kontrrewolucyjnej, o której pisał Urząd do Spraw Wyznań do episkopatu w pro memoria z 17 IX 1984 roku.

W dniu 27 X Kiszczak publicznie stwierdził: „Jak wynika z dotychczasowego przebiegu śledztwa, rozmyślne działania sprawców obliczone są na to, aby możliwie szybko naprowadzić śledztwo na przypuszczenie, że sprawcami porwania byli funkcjonariusze resortu Spraw Wewnętrznych. Sprawcy na przykład pozostawili na miejscu porwania milicyjnego orzełka, posługiwali się nielegalnie użytym sprzętem służbowym MO. Każe się to dopatrywać w ich działaniu świadomej i dobrze przygotowanej prowokacji. Jej organizator zeznał, że planował ją już od dłuższego czasu”. I tu jest nawiązanie do tego, co mieli ustalać wspomniani Trafalski i Piątek.

Tymczasem sytuacja przedłużającej się absencji księdza nie spowodowała gwałtownych reakcji społecznych, jakie były zakładane przez władze, jakie oni sobie „wymarzyli”. Dominowały smutek i rozpacz, modlitewna zaduma z błagalnymi intencjami o uwolnienie księdza. Kiedy oficjalnie ogłoszono w dniu trzydziestym października, że ksiądz nie żyje, sytuacja ta w nastrojach społecznych niczego nie zmieniła, a można powiedzieć, że pogłębiła i smutek nad tym, co się stało.

I w tych okolicznościach, zapewne jeszcze z innych powodów, których do końca nie znamy, sztab Kiszczaka, najwyższe władze partyjne i państwowe podejmują decyzję o zmianie o sto osiemdziesiąt stopni całej tej strategii wcześniej przyjętej, zarówno w tej sprawie, jak i wobec całego społeczeństwa. To jakby się ze sobą łączyło.

Ostatecznie przyjęta, narzucona i szczegółowo wyreżyserowana przez sztab Kiszczaka nieprawdziwa wersja uprowadzenia i zabójstwa księdza jest powtarzana do dzisiaj. Głosi się ją jako prawdę tak zwaną naukową, innym razem historyczną.

Mówi się, że są pewne wątpliwości, ale póki co, orzeczenia Sądu Wojewódzkiego w Toruniu nikt nigdy nie uchylił, nie unieważnił. Przerabialiśmy w tym kraju już kiedyś światopogląd naukowy, a tu ta prawda, tak zwana prawda historyczna czy prawda naukowa, oznacza nic innego, jak tylko nurt kiszczakowski marksizmu-leninizmu, tak sobie to pozwolę nazwać, który ma się do prawdy tak jak wartość głównego organu prasowego KC ZSRR o tej samej nazwie.

I ta oficjalnie powtarzana dotąd wersja, po tej gruntownej zmianie strategii, brzmi tak oto, że to nie księża prowokatorzy organizacji kontrrewolucyjnej duchownych i świeckich, lecz służbowy przełożony kapitana Piotrowskiego, pułkownik Adam Pietruszka okazał się jedynym podżegaczem do zbrodni na księdzu, inspiratorem tej zbrodni, który nie potrafił zapanować nad podległymi sobie trzema frustratami, ci bowiem, będąc bezsilni wobec tzw. pozareligijnej działalności księdza, postanowili wreszcie zadziałać, z przyczyn ideowych, w sposób absolutnie radykalny, co skończyło się pozbawieniem życia kapłana Solidarności.

W dniu 2 XI 1984 roku Pietruszka usłyszał z ust Kiszczaka, cytuję: „Generale Pietruszka, trzeba dać się zamknąć”, co oznaczało w zasadzie już wydany na niego wyrok. W ten oto sposób Kiszczak upiekł również własną pieczeń, bo do opinii publicznej poszedł przekaz mający uwiarygodnić Kiszczaka i Jaruzelskiego jako tych, którzy nie bacząc na konotacje sprawców, rozprawili się z zabójcami księdza.

W trakcie obrad Biura Politycznego KC PZPR w 27 XI 1984 roku padła zapowiedź Mieczysława Rakowskiego, tego samego, który potem wyprowadził sztandar PZPR, o konieczności tego, aby – i tu uwaga: „zasiąść do stołu z działaczami opozycji politycznej”, co zapowiadało zmianę globalnej strategii w konfrontacji władz komunistycznych ze społeczeństwem.

Uwaga też teraz: trzy dni później, 30 XI ’84 roku, w zderzeniu służbowego samochodu MSW z samochodem ciężarowym giną dwaj funkcjonariusze biura śledczego MSW, wspomniani Trafalski i Piątek, którzy w śledztwie wykonywali czynności dotyczące tej pierwszej, nieprzyjętej, odrzuconej wersji konfrontacji ze społeczeństwem, w związku z funkcjonowaniem organizacji kontrrewolucyjnej duchownych i świeckich. Przypomnę, że ta koncepcja głosiła, że członkowie tej organizacji mieli wspólnie z Piotrowskim dokonać uprowadzenia i zabójstwa księdza. Ta wersja została radykalnie odrzucona, a ci panowie już nigdy nam niczego nie będą mogli, z oczywistych przyczyn, opowiedzieć.

W następnej kolejności należało spreparować odpowiednio akt oskarżenia, proces sądowy. To już poszło gładko, jako że panowie mieli doświadczenie ze sprawy pobicia ze skutkiem śmiertelnym Grzegorza Przemyka, kiedy to wsadzono niewinnych ludzi do więzienia, tworząc pokazowe czynności procesowe w tej sprawie, takie jak aresztowanie mecenasa Bednarkiewicza.

Chodziło o to, żeby wytworzyć taką wersję zabójstwa księdza Popiełuszki, aby koncepcja zamordowania księdza 19 X 1984 roku przez doprowadzonych przezeń do kresu wytrzymałości ideowych frustratów została potwierdzona wyrokiem skazującym i dana wszem i wobec do bezkrytycznego przyjęcia i akceptacji.

Pominąłem wiele istotnych szczegółów, ale w bardzo wielkim skrócie tak się sprawa przedstawia.

Andrzej Witkowski, prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, od 2015 roku pozostaje w stanie spoczynku. Dwukrotnie – w 1991 roku, potem, na zlecenie IPN, w latach 2000-2004 – prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki, i dwukrotnie został od niego odsunięty.

Artykuł Andrzeja Witkowskiego pt. „Droga do prawdy o zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki” znajduje się na s. 8 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Andrzeja Witkowskiego pt. „Droga do prawdy o zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki” na s.8 styczniowego „Kuriera WNET” nr 43/2018, wnet.webbook.pl