Zapomniane ludobójstwo Żydów na Wołyniu w 1919 roku. Ksiądz Feliks Sznarbachowski błagał świat o reakcję – bez echa

Warto spytać, czemu holocaust ten nie jest tak eksponowany jak późniejszy, czemu nikt nie domaga się zadośćuczynienia finansowego i czemu na świecie nie stawia się muzeów i pomników tej gehenny?

Marcin Niewalda

Zapomniane ludobójstwo Żydów na Wołyniu w 1919 roku

Ksiądz błagał świat o reakcję

Nie pierwszym bestialstwem był pogrom 6 milionów Żydów podczas II wojny światowej. Nie pierwszą – Rzeź Wołyńska w latach 40. XX wieku. O falach nieludzkiej nienawiści w 1919 roku na Wołyniu dał świadectwo kapłan katolicki, Feliks Sznarbachowski, błagając świat o reakcję wobec tajemniczego milczenia samych Żydów. Ambasador Henry Morgenthau Senior, będący wcześniej świadkiem wymordowania 1,5 mln Ormian w Turcji w 1915 roku, wysłany do zbadania zbrodni, nie uwzględnił informacji z listu księdza, wskazując zaledwie na „ekscesy” w miastach terenów polskich, zaznaczając jednak, że polskie wojsko starało się je powstrzymać.

Ziemie te, bestialsko zlane krwią już wcześniej, w czasie koliszczyzny, np. Rzezi Humańskiej, stały się też świadkiem palenia wsi i dworów z mieszkańcami w 1918 roku. Wielu z tych miejscowości dzisiaj próżno szukać na mapach. List księdza Feliksa był cytowany w gazetach, a doniesienia o rzeziach widoczne są w prasie i dokumentach, jednak uwagę opinii publicznej zajęło powstanie śląskie, które wybuchło 2 tygodnie później. Warto spytać, czemu holocaust ten nie jest tak eksponowany jak późniejszy, czemu nikt nie domaga się zadośćuczynienia finansowego i czemu na świecie nie stawia się muzeów i pomników tej gehenny?

Poniżej przytaczamy, w formie oryginalnej, list zamieszczony w jednej z gazet, zwracając uwagę na sugestie tajemniczego celowego braku reakcji. Pierwszy druk miał miejsce w wydaniu wieczornym „Kurjera Warszawskiego” 26.7.1919 roku.

Ksiądz Feliks, zagrożony aresztowaniem, ocalał dzięki miejscowej ludności. Zmarł w Kowlu w 1931 roku. Na jego pogrzeb przybyli niemal wszyscy miejscowi Żydzi.

Fot. z archiwum autora

Całkowita zagłada ludności żydowskiej na Wołyniu i południowo-wschodnich Kresach

Niesłychane szczegóły – Odezwa kapelana polskiego w obronie Żydów – Wyższa racya, która każe milczeć Żydom – „Riez’ Żydów” – Bandy Zelenego, Sokołowskiego, Tiutiuniuka – Bandy Szapowała, Wołyńca i Szyszki – Bandy Szepela, Szaleściuka i Rykuna – Straszliwe pogromy w Fastowie, Humaniu, Monasterzyskach, Czarnobylu – Rzezie w Bracławiu, Hajsynie, Olgopolu i w stu innych miejscowościach – Groźba całkowitej zagłady żydostwa

Telegram doniósł już o odezwie księdza prałata Feliksa Sznarbachowskiego do senatora Morgenthaua. Dziś jesteśmy w posiadaniu tej cennej odezwy. Gdy czyta się ją, krew ścina się w żyłach. Straszliwa gehenna, jaką przeżywa ludność żydowska na Wołyniu i kresach południowo-wschodnich, musi wywołać jakąś na wielką skalę zakrojoną akcyę. Ohydna nagonka na Polskę uprawiana przez agitatorów żydowskich nie może zamknąć nam oczu na fakt rzezi masowej Żydów, której dopuszczają się dotychczasowi rzekomi przyjaciele żydostwa, bolszewicy rosyjscy, ukraińscy i wszelkiego gatunku bandy ruskie. Jaki środek ratunku znajdzie senator Morgenthau, nie wiemy.

Pytanie nasuwa się, czy świat cywilizowany nie zechce zwrócić się do polskiego rządu z błaganiem, aby to Polska właśnie, którą fanatycy żydowscy niedawno usiłowali zohydzić w oczach całego świata, pospieszyła na ratunek wybijanej systematycznie ludności żydowskiej.

Poniżej podajemy ustępy ze wspomnianej odezwy, która stanowi dokument martyrologii żydostwa wprost niebywały.

Apel kapłana polskiego. Do wolnego obywatela wolnej Ameryki, pana Morgenthaua, deklaracya wolnego obywatela wolnej Polski.

Pracując jako kapłan polski w przeciągu dwudziestu lat na kresach południowo-wschodnich, mianowicie: nа Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie, pod najświętszym hasłem „miłości bliźniego” – o tylem w życiu codziennem wykonywał to hasło w czynie, że obok chrześcijan, zaskarbiłem sobie uznania u Żydów, zamieszkujących te Kresy. Dowodem tego są pamiątkowe dary, czyli „matuny”, złożone mi na ręce przez starszyzną żydowską.

W ogólnoludzkiej pracy i trudach humanitarnych, ekonomicznych i społecznych, ratując chrześcijan, jednocześnie podawałem rękę pomocy wyznawcom Mojżesza.

Świadkiem kahał szarawiecki

W sposób specyalny, z narażeniem siebie, ratowałem Żydów podczas pogromów rosyjskich w roku 1905, o czem może poświadczyć dzisiaj kahał szarawelski na Podolu, z Noftułą Grojsmanem i starym Łuzerem na czele, niemniej podczas pogromów w 1915 roku w Ołyce, o czym mogą dzisiaj poświadczyć: Chaim Poleszuk, Isset, Kopelman, Kiwa, Calengold i inni z Ołyki.

W roku bieżącym ratowałem w tejże samej Ołyce Żydów od całego szeregu pogromów już nie rosyjsko-carskiego reżymu, lecz ukraińskiego i moskiewskiego bolszewizmu.

Wyższa racya

Widziałem niedolę Żydów ołyckich, okolicznych, na całych kresach południowo-wschodnich i dalej, a jednak, gdym zaproponował im, aby wspólnie ze mną wysłali swych delegatów do pobliskiej Polski, oni ze smutkiem mi odpowiedzieli: „Niech ksiądz sam za nas prosi, niech przychodzą i ratują nas, ale nam nie wolno tego robić”,

A więc dla jakiejś wyższej, ukrytej i niezrozumiałej polityki muszą ginąć nie tylko dobrobyt i mienie całych gmin żydowskich, lecz tysiące Żydów w sposób okrutny mordowanych przez najrozmaitsze partye, bandy i oddziały bolszewików i niebolszewików ukraińskich i moskiewskich?

A że giną, daję następujące fakty:

Straszliwa rzeź w Ołyce

W m. Ołyce w miesiącu maju r. b. blisko 3-tysięczny oddział bolszewicki bił, katował i grabił Żydów ołyckich w przeciągu dwu dni. Zda się jeszcze dzisiaj słyszę nieludzkie krzyki, lament i wycia katowanych mężczyzn, kobiet i młodzieży żydowskiej. Jeszcze dzisiaj stoi mi przed oczyma obłąkana twarz starej Żydówki, krewnej starosty szkolnego, Mejera Mełameda, zamkniętej na poniewierkę w chlewiku i bitej na gnoju pomiędzy świniami. Jeszcze dzisiaj widzę i pokaleczoną twarz tegoż Małameda i wielu innych, których ukryłem w swoim domu.

W tejże Ołyce zostały pogwałcone kobiety i dziewczęta żydowskie, imiona zaś ich mogę podać w zaufaniu z ich przyzwolenia. Tamże miejscowy rabin został doszczętnie zrabowany i kilka razy ciężko pobity za to, że nie chciał wskazywać, gdzie Żydzi chowają pieniądze i mienie. Obili zaś go tak, jak i innych Żydów ołyckich, bolszewicy z bandy Szeleściuka.

W m. Równem bolszewicy nie tylko rozgrabili sklepy, fabryki i domy żydowskie, nie tylko zabili, tak jak wszędzie, handel i przemysł, lecz nadto popełnili cały szereg gwałtów nad Żydami, wyrzucając ich z mieszkania i zmuszając do najbardziej poniżających robót publicznych i czyszczenia kloak.

Hasło „Riez’ Żidów”

Na terenach kresów południowo-wschodnich, obok dobrze zorganizowanych band bolszewickich, operują liczne bandy pomniejsze, różniące się pomiędzy sobą nazwami, lecz całkowicie uzgodnione co do swego wytycznego hasła, które zwykle brzmi: „riez’ Żidów” czyli „rżnij Żydów”.

Bandy trudniące się rzeziami Żydów

Informacja o rzezi Żydów na Wołyniu w „Gazecie Porannej” z 3.8.1919 r. Fot. z archiwum autora

Zaprawdę potężne wojsko Faraona, zagubione w Morzu Czerwonem, niczem jest wobec stosów wymordowanych Żydów, a to przez bandę Zelenego, mordującą zapamiętale Żydów pod Kijowem, Fastowem, Bobruskają, Cwietkowem, w Chrystynówce i Humaniu, bandę Sokołowskiego (Rusina), gromiącego Żydów w Żytomierzu (urzędowo zarejestrowano zarżniętych Żydów 1200), w Korosteniu, zwłaszcza w Radomyślu, gdzie na razie banda wyrżnęła kilkuset Żydów, potem zaś, gdy Żydzi wyszli z ukrycia, wyrżnęła resztę Żydów do niemowląt włącznie. Banda Tiutiuniuka rżnęła Żydów w Humaniu, Monasterzyskach, w Czarnobylu i w powiecie humańskim; banda Szapowała i banda Angeła rżnęła i rżną Żydów w innych powiatach kijowskich; banda Wołyńca i banda Szyzko wyrżnęły Żydów w Bracławiu (obok innych Żydów wyrżnięto znaną rodzinę Awerbuchs, złożoną w sześciu osób), Hajsynie (urzędowo 1400 wyrżniętych Żydów), Berszadzie, Olgopolu, Torościańcu (z 3 000 Żydów zostało przy życiu zaledwie 60 [!]), Tulczynie, Ładyżynie, Ilińcach, Kuźmińcach i Hajworonie; banda Szepela gromiła i wybiła Żydów w Litynie, Chmielniku, Latyczowie i w powiecie winnickim; banda Szeleściuka rżnie Żydów w Ołyce, Młynowie i Klewaniu; banda Rykuna rżnęła Żydów w Dubnie i w powiecie dubieńskim.

Jeśli do tych znanych i krwawych dziejów rozgłośnych band dodamy setki innych mniejszych, niemniej krwawych band, oraz dodamy rzezie Żydów dokonywane przez potężne oddziały: Grigoriewa, Machno, Szkuro – wtedy ze zgrozą zrozumiemy, jakie olbrzymie muszą być stosy wymordowanych Żydów.

Ratuj swoich współbraci Żydów

Znając dokładnie okropny stan kwestii żydowskiej, widząc nieuniknioną całkowitą zagładę Żydów na Wołyniu i kresach południowo-wschodnich, oraz wiedząc o tajemniczych przyczynach, fanatycznie nakazujących gminom i kahałom żydowskim milczeć o dokonywanych rzeziach Żydów, ja, pomnąc na hasło i zasadę: „miłości bliźniego”, milczeć nie mogę. Więc też, pracując dzisiaj w stolicy Polski, w Warszawie, nad oswobodzeniem umęczonej ludności Wołynia i kresów południowo-wschodnich spod krwawego jarzma bolszewickiego, zwracam się jednocześnie i do Ciebie, wolny obywatelu wolnej Ameryki i wołam: ratuj swoich współbraci Żydów na kresach południowo-wschodnich!

Do głosu mego, wołającego o ratunek dla Żydów kresów południowo-wschodnich, chętnie dołącza swój głos cale społeczeństwa polskie Wołynia i kresów południowo-wschodnich, które w imię wysokiej kultury polskiej i haseł humanitarnych polskich zawsze żyło w dobrej zgodzie z synami Izraela.

W imię tych haseł nie wahałem się w przeciągu dwudziestu lat kapłaństwa mego wspomagać i ratować prześladowanych przez rząd moskiewsko-carski moich rodaków, zarówno jak też Żydów; w imię tychże haseł nie waham się dzisiaj, jako wolny obywatel wolnej Polski, zwrócić się do Ciebie, wolny obywatelu wolnej Ameryki, z kategorycznem żądaniem, abyś ratował na Wołyniu i kresach południowo-wschodnich naród żydowski od ostatecznej zagłady.

Kapłan polski, prałat Feliks Sznarbachowski

Warszawa, 24 lipca 1919

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Zapomniane ludobójstwo Żydów na Wołyniu w 1919 roku” znajduje się na s. 12 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Zapomniane ludobójstwo Żydów na Wołyniu w 1919 roku” na s. 12 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Nikt się nie zastanawia, kto ma wpływ na kształtowanie polskiej polityki zagranicznej? Przecież ta poprawka nam szkodzi!

Treść poprawki dotyczącej ukraińskiego nacjonalizmu kierunku banderowskiego od początku była prowokacją. Prowokacją, której celem dalekosiężnym było pogłębienie konfliktu polsko-ukraińskiego.

Jerzy Targalski

Co się dzieje, kiedy do bardzo poważnych decyzji dotyczących polityki międzynarodowej i pozycji międzynarodowej Polski dopuszcza się ludzi, którzy bardziej nienawidzą Ukrainy niż kochają Polskę? Wszystko kończy się, jak zawsze, na Łubiance, wśród okrzyków o narodzie, patriotyzmie i poświęceniu dla kraju.

Oczywiście popieram nowelizację ustawy o IPN-ie. Ale trzeba pamiętać, że ta ustawa w ostatniej chwili została uzupełniona o poprawkę klubu Kukiza, której pierwotnie nie przewidywano. Ta poprawka była omawiana 2 listopada 2016 roku. Potem przez ponad rok trwała cisza i nagle, deus ex machina, 25 stycznia rozpoczęło się drugie czytanie. Ostatecznie w trzecim czytaniu przyjęto, że odpowiedzialni za zbrodnie są oczywiście naziści – taki naród istniał podobno – komuniści i ukraińscy nacjonaliści. To jest normalne, że jak Polacy padają na twarz przed Niemcami i nie nazywają ich Niemcami, tylko nazistami, żeby się nie poczuli źle, wtedy odreagowują na Ukraińcach. (…)

Zbrodnie banderowskich nacjonalistów i członków formacji kolaborujących z III Rzeszą Niemiecką dotyczą czynów popełnionych w latach 1925–1950. No i teraz powstaje mnóstwo problemów. Po pierwsze – jeżeli chodzi o banderowskich nacjonalistów, chciałem przypomnieć autorom tej poprawki, że Bandera w 1925 roku miał 16 lat i był członkiem harcerstwa ukraińskiego, czyli Płastu. Banderowcy w ogóle w ’25 roku nie istnieli, tak że nie wiem, jakich zbrodni będą chcieli szukać nasi posłowie w tamtym czasie, bo potem sytuacja się zmienia, rzecz jasna. Organizacja ukraińskich nacjonalistów powstała w roku dwudziestym dziewiątym. (…)

Każda decyzja była dla Polski katastrofą, bo jeśli byśmy noweli nie przyjęli, przegralibyśmy na polu konfrontacji z organizacjami żydowskimi. Jeśli zaczęłaby się dyskusja nad poprawką, sformułowaniami do poprawki, to Kukiz zrobiłby teatr. Cała sprawa zostałaby przeciągnięta. I też byśmy przegrali. Posłowie zostali postawieni w sytuacji bez wyjścia. Każda decyzja niosła dla Polski negatywne konsekwencje.

Kukiz przeforsował poprawkę, to konkretne sformułowanie z bardzo prostej przyczyny: on gra kartą antyukraińską, żeby zdobyć poparcie Kresowiaków. Ale czy tutaj chodzi tylko o Kukiza? Zastanówmy się, kto nad tą poprawką pracował od strony merytorycznej? Otóż profesor Rzymkowski z Kukiz’15. Przyprowadził trzech ekspertów: profesora Włodzimierza Osadczego, profesora Czesława Partacza i Wojciecha Muszyńskiego. Wojciech Muszyński jako pracownik IPN-u na pewno wie, kiedy istniała OUN. Nie wyobrażam sobie, żeby tego nie wiedział. (…)

Zastanawia mnie, że zarówno Targowica, jak i środowiska żydowskie szukają antysemitów, ale nie tam, gdzie oni są. Szukają w PiS-ie, a ostatnio dostrzegli antysemitę w Rafale Ziemkiewiczu. A istnienie antysemitów, takich jak z tego klubu Wierni Rzeczpospolitej Adama Śmiecha i innych, gdzie poziom antysemityzmu nawet „Stürmera” by zawstydził, jakoś nikomu nie przeszkadza. (…) Adam Śmiech nie dość, że jest propagandystą rosyjskim, to tak naprawdę mógłby pracować w tym „Stürmerze” niemieckim. W takim towarzystwie obraca się pan prof. Partacz.

Drugim specjalistą, którego nazwisko widnieje w stenogramie, jest profesor Osadczy. On mówił o ludobójstwie na Wołyniu i ostrzegał, że ta poprawka jest konieczna, bo on już widział oczami wyobraźni Ukraińców pracujących w Polsce, którzy rzucają się jak banderowcy na Polaków. Profesor Włodzimierz Osadczy też ma swoje zasługi. Po pierwsze jest członkiem wojewódzkich władz Stowarzyszenia Polska-Wschód. A co to jest Polska-Wschód? To jest dawne Towarzystwo Przyjaźni Polsko Radzieckiej.

Cały artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Naziści, komuniści i ukraińscy nacjonaliści. Poprawka do ustawy o IPN” znajduje się na s. 6 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Naziści, komuniści i ukraińscy nacjonaliści. Poprawka do ustawy o IPN” na s. 6 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Kto i dlaczego zagrał naszym bezpieczeństwem? Nowelizacja ustawy o IPN / Paweł Bobołowicz, „Kurier WNET” 45/2018

Może procesowi powstawania tej ustawy powinna przyjrzeć się specjalna komisja? Wymagałoby to jednak przyznania się na poziomie państwa, że popełniliśmy błąd i że potrafimy się z niego wycofać.

Paweł Bobołowicz

Kto i dlaczego zagrał naszym bezpieczeństwem?

Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej jest manipulacją, której ulegli polscy parlamentarzyści. Wyjaśnienie, jak do tego doszło i kto za tym stoi, to kwestia bezpieczeństwa państwa i obrona jego reputacji.

Kadyrow śledzący obrady Senatu RP

Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która miała służyć obronie dobra polskiego imienia i wizerunku, walce z fałszowaniem historii – w rzeczywistości sprowadziła na Polskę nieprawdopodobny wręcz nawał krytyki, ataków i pomówień. Zmiany, które miały gwarantować, że do gruntu fałszywe sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne” zniknie z przestrzeni publicznej, spowodowały, że właśnie to hasło, jak nigdy dotąd, powróciło w wypowiedziach publicystów, polityków, a na świecie nie zabrakło takich, którzy nawet próbowali udowodnić, że jest ono prawdziwe. Polska, przyparta do ściany, na szybko musi szukać środków, by pokazywać ofiarność naszych rodaków ratujących Żydów w czasie niemieckiej okupacji.

W jakiś przewrotny sposób, nie chcąc być niesłusznie oskarżanym o antysemityzm, staliśmy się celem ataku osób i instytucji z Izraela, Stanów Zjednoczonych, które zarzucają nam fałszowanie historii i próbę walki z odkrywaniem i pokazywaniem prawdy o Holokauście. W absurdalnej walce zaczęliśmy gubić prawdę o narodach-ofiarach i sprawcach wojny. Niefortunne wypowiedzi polskich polityków generowały kolejne oskarżenia i konieczność kolejnych tłumaczeń. Najgorzej, że historię tłumaczyli politycy, których wiedza na ten temat być może zakończyła się na nauce historii w szkole i obejrzeniu kilku filmów wojennych. Chociaż nawet ci, którzy mogą się pochwalić zakończonymi studiami nad historią, mieli problem, by tę wiedzę ubrać w odpowiednie słowa.

Rezultat: pierwszy raz od odzyskania niepodległości doprowadziliśmy do takiego kryzysu w relacjach z Izraelem. Temat Holokaustu, fałszywego określenia „polskie obozy koncentracyjne” przykrył kwestie relacji z Ukrainą i kolejnego kryzysu w stosunkach z sąsiadem. Nowelizacja bowiem w dużej części właśnie dotyczy polityki historycznej wobec Ukrainy. I być może to ten element może wskazać, gdzie należy szukać źródeł przyjęcia poprawek, które były premier Jan Olszewski nazywa wprost „bublem prawnym”, a szef klubu PiS Ryszard Terlecki, mówiąc o ich przyjęciu, stwierdza: „zawiódł nas instynkt”.

W zadziwiający sposób polskie zmiany spodobały się jednak szefowi wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej Republiki Czeczenii, Ramzanowi Kadyrowowi. Zaskakujące, że z dalekiej Czeczenii ten przyjaciel Putina dostrzegł przyjęcie noweli przez polski Senat, czemu dał wyraz we wpisie na jednym z serwisów społecznościowych: „Polski senat przyjął ustawę o zakazie „ideologii banderowskiej”. USA, Ukraina i Izrael obraziły się na Polskę i przez tę ustawę zaczęły obwiniać Rosję i dyplomatów naszego państwa o jej uchwalenie”.

Czyżby to była freudowska pomyłka, czy też Kadyrow zbyt wcześnie napisał to, co miał napisać dopiero za jakiś czas? Po pierwsze zmiany w ustawie nie zakazują „banderowskiej ideologii” – takie zmiany posłowie Kukiz’15 dopiero przecież przygotowują, a Rosji za przyjęcie tych zmian nikt nie obwiniał. Chyba, że Kadyrow słuchał moich korespondencji w Radiu WNET i podjął trop, że ekspertami uzasadniającymi konieczność zmian ustawy o IPN było dwóch profesorów nie kryjących swoich antyukraińskich poglądów: Wołodymyr Osadczy i Czesław Partacz.

Ten drugi zresztą to osoba jawnie działająca wbrew polskiej racji stanu i uczestnicząca w rosyjskich hucpach na anektowanym Krymie. Pomimo oficjalnego przedstawienia i powitania na posiedzeniu Komisji Sprawiedliwości, profesor Partacz jednak prawdopodobnie nie był na niej obecny. Tych dwóch ekspertów do prac nad nowelizacją było zaproszonych przez posła Tomasza Rzymkowskiego (Kukiz’15).

Zaskakujące, jak opinia o Ukraińcach profesora Osadczego współgra z ocenami Kadyrowa. Może też dlatego, że Osadczy to częsty komentator putinowskiego Sputnika. Przywódca lojalistycznej wobec Putina Czeczenii napisał: „W rzeczywistości Polska zderzyła się z następstwami ingerencji krajów niosących »demokrację«. Te kraje, zaczynając rewolucję na Ukrainie, przedstawiały wszystko jako ochronę interesów narodu ukraińskiego, a w konsekwencji – dewastacja, chaos, anarchia i nazistowska ideologia. Dotknęło to nie tylko Ukrainę, ale także jej sąsiadów. »Banderowskie nastroje« stały się niebezpieczne dla Polski”.

Ukraiński profesor ekspertem kukizowców

W podobnym tonie o rzekomym niebezpieczeństwie mówił profesor Wołodymyr Osadczy na posiedzeniu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka 8 listopada 2016 roku: „Obecnie na Ukrainie szerzy się ideologia nacjonalizmu i staje się obowiązkowo ideologią państwową. […] Ponad milion Ukraińców przybyło w ostatnich czasach do naszego kraju i nierzadko eksponują oni swoje przywiązanie do symboli i ideologii, które w zbiorowej pamięci Polaków kojarzone są ze zbrodnią ludobójstwa. Z uwagi na liczną reprezentację Ukraińców w Polsce, sytuacja często wymyka się spod kontroli i zaognia konflikty. Polacy usiłują własnymi siłami uniemożliwić eksponowanie nacjonalistycznych symboli i w takie akcje włączają się także funkcjonariusze służb porządkowych, jednak zaznaczają, że nie ma w tej chwili jednoznacznej interpretacji prawnej takich sytuacja, co utrudnia utrzymywanie porządku”.

Mówiąc o Ukraińcach „przybyłych do naszego kraju”, prof. Wołodymyr Osadczy nie wspomina, że wśród takich osób jest też on sam. Ale jak można zrozumieć, on jest tym Ukraińcem, który ze sobą nie niesie „banderyzmu”, ale wyjątkową słabość do komentarzy dla putinowskich mediów. A co oznacza, że „Polacy usiłują własnymi siłami uniemożliwić eksponowanie nacjonalistycznych symboli” i w jaki sposób „włączają się w to także funkcjonariusze służb porządkowych”? Takie stwierdzenia padały na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i nie wywołały niczyjego zdziwienia. Być może dlatego, że poseł Rzymkowski tak zażarcie staje w obronie opryszków atakujących religijne procesje w Przemyślu. To tam zresztą widzi walkę z banderowskimi symbolami.

Ciekawe, jak to się stało, że ekspertami Komisji Sejmowej są akurat ci profesorowie, a nie osoby, które nie prezentują postaw nacechowanych uprzedzeniem, ksenofobią, nie tkwiące w podejrzanych relacjach z działaczami prorosyjskiej partii „Zmiana” i nie jeżdżące na okupowany przez Rosję Krym. Wypada przypomnieć, że przedstawiciele polskich władz zgodnie aneksję Krymu potępiają i uznają za bezprawną, dołączając się do międzynarodowych sankcji wobec Rosji. W przeciwieństwie do profesora Partacza.

Być może te fakty wydawały się mało istotne, bo w partii rządzącej nikt nie brał poważnie możliwości nowelizacji ustawy o IPN w takim kształcie. Politycy PiS wprost mówią, że była ona w „sejmowej zamrażarce”. Dlaczego zatem PiS zdecydował się tego bubla wyciągnąć z politycznego niebytu? Ustawę wrzucono pod obrady Sejmu w sytuacji, gdy na Polskę posypały się oskarżenia o rzekomy wzrost postaw nacjonalistycznych, a TVN wyemitowała materiał o polskich neonazistach. Czyżby w PiS zapadła wtedy decyzja, że ustawa odwróci uwagę od rzekomych problemów, jednocześnie odbierając inicjatywę Kukizowi, a tym samym dając szansę na urwanie kilku procent elektoratu, który został rozbudzony wizją panoszącego się w Polsce banderyzmu?

Być może ktoś uległ wizji upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Jednak w ostatecznym rachunku przede wszystkim nieźle podsmażył wizerunek naszej ojczyzny. Ryszard Terlecki, szef klubu PiS, mówi wprost: „Wpędził nas w to ruch Kukiz’15, który stale parł do zaostrzenia przepisów dotyczących Ukrainy, nie godząc się na żadne złagodzenie sformułowań. To na tyle zamazało nam horyzont, że wpadliśmy w kłopoty”.

Niewątpliwie olbrzymią rolę w tym „zamazaniu horyzontu” mógł odegrać znów poseł Rzymkowski. Na to zwracają uwagę sygnatariusze listu, protestujący przeciwko nowelizacji ustawy o IPN. Wśród nich znaleźli się wybitni znawcy relacji polsko-ukraińskich, od lat działający na rzecz zbliżenia naszych narodów. Zwracają oni uwagę na niebezpieczeństwa, jakie postulowane zmiany niosą dla obywateli polskich narodowości ukraińskiej i dla Ukraińców pracujących w Polsce.

Wskazują też na manipulację, której dopuścił się poseł Rzymkowski: „25 stycznia tego roku poseł Tomasz Rzymkowski, informując w Sejmie o procesie, który toczy się w Sądzie Rejonowym w Przemyślu w sprawie o brutalne i wulgarne uniemożliwianie przejścia greckokatolickiej procesji, powiedział: – Jeśli chodzi o kwestie banderowskie z dzisiejszego podwórka (…) Ukrainiec pozwany z powodu agresji fizycznej wobec obywatela polskiego zerwał z niego koszulkę z napisem »Wołyń – pamiętamy!«, a pytany przez polski sąd, dlaczego to zrobił, powiedział, że nie godzi się na atak na jego bohatera narodowego, którym jest Stefan Bandera. W aktach sprawy o sygn. IIK 599/17 jest dokładnie odwrotnie. Oskarżonymi są Polacy, którzy z okrzykiem: »Zdzieraj tę szmatę, banderowcu!« rzucili się na ubranego w tradycyjną ukraińską koszulę-wyszywankę i niebiesko-żółtą opaskę przedstawiciela parafialnej służby porządkowej”.

W Sejmie jednak nie popisała się nawet opozycja, która nie potrafiła głosować przeciwko, a jedynie wstrzymywała się od głosu. Strach przed odium banderyzmu odjął rozum nawet posłom, którzy dobrze wiedzieli, czym ta nowelizacja pachnie. Ostatecznie w czyim ona jest interesie, najlepiej świadczyła manifestacja ONR pod Pałacem Prezydenckim, z hasłem „Zdejmij jarmułkę, podpisz ustawę”. Manifestację narodowcy zorganizowali 5 lutego, w przededniu decyzji prezydenta Andrzeja Dudy. Niestety nawet to wydarzenie i skandaliczne hasło nie dało do myślenia polskim decydentom.

Prezydent, podpisując nowelizację ustawy, skierował część jej zapisów do Trybunału Konstytucyjnego. Tak naprawdę jest to słaba, ale przedostatnia deska ratunku dla wizerunku naszego kraju. Jeśli Trybunał uzna zapisy za niekonstytucyjne, otworzy to drogę do kolejnej nowelizacji ustawy, być może teraz przeprowadzonej bardziej racjonalnie i nie pod dyktando posłów od Pawła Kukiza. Jeśli tak się nie stanie, no cóż, posłowie mogą też próbować kolejny raz znowelizować ustawę.

Przeciwskuteczna nowelizacja

Przeciwko nowelizacji ustawy w tym kształcie protestują wybitni historycy, politolodzy – także ci z prawej strony opinii publicznej. Krytykuje ją profesor Andrzej Nowak, profesor Przemysław Żurawski vel Grajewski, o niejasnych kulisach jej powstania mówi publicznie dr Jerzy Targalski.

Wielu ekspertów zwraca uwagę na jej absurdalne zapisy, które m.in. podważają porządek prawny II RP (niezrozumiałe ramy czasowe ustawy, obejmujące lata 1925–1950), brak definicji pojęcia ukraińskiego nacjonalizmu, nieostrość pojęciową, która może doprowadzić do niemożności egzekwowania przepisów ustawy. Największym jednak paradoksem jest to, że osoby, które celowo chciałyby fałszować polską historię, można ścigać również na podstawie obecnych przepisów. Może zatem wcale nie o to chodziło?

Nie ma bowiem wątpliwości, że dzisiaj Polska nie zajmuje się ściganiem fałszerzy historii, lecz jedynie tłumaczeniem nowelizacji ustawy zrodzonej w dziwnym gronie eksperckim, popieranym przez posłów z nacjonalistycznym zacięciem, z formacji byłego rockowego piosenkarza Pawła Kukiza.

Swoją drogą Kukiz po demonstracji narodowców pod Pałacem Prezydenckim przepraszał za ich wprowadzenie do Sejmu na swoich listach. Ciekawe, kiedy rockman dojdzie do wniosku, że za całą swoją polityczną działalność też musi przeprosić…

Eksperci krytykują również wprowadzenie w nowelizacji odpowiedzialności karnej. Pokrętne tłumaczenia, kto będzie, a kto nie będzie ścigany za łamanie ustawy, w wykonaniu polityków są po prostu śmieszne. Przecież to nie oni o tym będą decydować. Nie zabraknie jednak samozwańczych obrońców polskości, którzy zasypią prokuratury donosami o rzekomych „historycznych kłamcach”, „gloryfikatorach banderyzmu” itd. Triumfy będą święcić środowiska o mętnej przeszłości, niejasnych powiązaniach biznesu, pereelowskich i postpereelowskich służb pod sztandarem narodowej ideologii, tak świetnie opisane przez Marcina Reya w artykule Media narodowe Bachurskiego: czy ja zadarłem z WSI? w jego Rosyjskiej V Kolumnie w Polsce.

Swoją drogą te media już mnie umiejscawiają wśród „ukraińskiej agentury w polskich mediach”, a ostatnio zaliczyły w poczet „wyrodnych pasierbów Kresów”. Znalazłem się tam w doborowym towarzystwie, bo razem z Agnieszką Romaszewską i Pawłem Kowalem.

Profesorowie Andrzej Nowak i Robert Frost, którzy mają szczególne zasługi dla promocji polskiej historii, w liście od prezydenta Dudy stwierdzają: „Uważamy, że prawo w ogóle, a w szczególności ta nowelizacja, nie są najlepszym sposobem postępowania w tej sprawie, a także, że uchwalenie nowelizacji okazało się już faktycznie przeciwskuteczne, pobudzając wrogie wobec Polski wystąpienia za granicą”. Zaskakujące, że zdanie tak wybitnych autorytetów przegrywa z opiniami ekspertów od posła Rzymkowskiego.

Ciężko, komentując tę nieszczęsną nowelizację, uciec od ironii: Polska jako pierwszy kraj na świecie, broniąc się przed zarzutem antysemityzmu, rozpętała polityczny konflikt z Izraelem. Niestety na tej fali wypływają wszelkiego rodzaju eksperci od teorii spiskowych, nawet już nie czując za bardzo potrzeby kamuflowania swojej niechęci do wszelkich „innych”: Żydów, Ukraińców, a nawet Polaków, o ile ci nie myślą tak jak oni. Sieci społecznościowe, a nawet część mediów uważających się za patriotyczne, zalała fala prymitywnej ksenofobii, dając dodatkowe paliwo przeciwnikom naszego kraju na arenie międzynarodowej.

Część wypowiedzi polityków PiS świadczy, że być może przyszła chwila refleksji. Kto jednak zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za wywołanie wielkiego skandalu, zamieszania i napięć z państwami, z którymi łączą nas też interesy w sferze bezpieczeństwa: Izraelem, Ukrainą, a nade wszystko z USA? Kto szczerze odpowie, w czyim interesie było wywołanie tego skandalu? Może jednak sprawę należy potraktować poważnie i procesowi powstawania tej ustawy powinna przyjrzeć się specjalna komisja? Wymagałoby to jednak przyznania się na poziomie państwa, że popełniliśmy błąd i że potrafimy się z niego wycofać. Patrząc na naruszenie podstawowych interesów naszego państwa, można powiedzieć, że przy tej sprawie afera Rywina i znikające słowa „lub czasopisma” są tak naprawdę małym detalem.

Dzisiaj ktoś zagrał naszym bezpieczeństwem.

Artykuł Pawła Bobołowicza pt. „Kto i dlaczego zagrał naszym bezpieczeństwem?” znajduje się na s. 1 i 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Bobołowicza pt. „Kto i dlaczego zagrał naszym bezpieczeństwem?” na s. 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Byłem ścigany listem gończym wydanym przez prokuraturę wojskową PRL. Mam wrażenie, że dziś jestem ścigany kolejnym…

Piotr Jegliński jest moim przyjacielem od lat osiemdziesiątych. Polityczne zaangażowanie odbiło się na zdrowiu Piotra. Ma on też duszę chorą na Polskę. Za tę wyjątkową słabość nisko mu się kłaniam.

Piotr Jegliński
Kornel Morawiecki

Odpowiedź na list otwarty z dnia 6 lutego 2018 r.
podpisany m.in. przez dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, dr. Witolda Bagieńskiego i Piotra Woyciechowskiego

Ja, niżej podpisany Piotr Jegliński – wydawca książek, których m.in. Panowie są autorami, wyrażam swoje zdumienie, wywołane lekturą Panów listu otwartego.

Po pierwsze fakty, które tak Panów bulwersują, dotyczą mojej działalności wydawniczej z lat dziewięćdziesiątych XX w., a więc początku III RP, tzw. wolnej Polski – wtedy jeszcze nikt nie wiedział, jaką rolę w przemianach gospodarczych odgrywają funkcjonariusze reżimowi. Nie wiedział tego nawet badacz archiwów MSW Sławomir Cenckiewicz. Natomiast powoływanie się przez niego, cieszącego się dużym autorytetem w sprawach naszych dziejów najnowszych, członka kolegium IPN, na informacje znalezione w Internecie – nie przystoi powadze rzetelnego badacza. Czyżby Pan prof. Cenckiewicz nie miał nieograniczonego dostępu do materiałów źródłowych? Mimo, że przed opublikowaniem swego listu Panowie nie zechcieli ze mną porozmawiać nt. moich przedsięwzięć gospodarczych, jakie podjąłem po powrocie do kraju w 1992 r., to chcę Panom przypomnieć, że o wymienionych przez nich funkcjonariuszach mówiłem im wielokrotnie podczas pracy nad książką „Konfidenci”.

Po drugie – powinienem uważać za uwłaczające Panów inteligencji stwierdzenie, że wydanie przeze mnie pozycji „Konfidenci są wśród nas” Michała Grockiego i „Lewy czerwcowy” Piotra Semki i Jacka Kurskiego w 1992 r. przyczyniło się do represji wobec liderów prawicowych ugrupowań ze strony prokuratury i tajnych służb III RP, tzw. wolnej Polski. Powinienem tak uważać – chyba, że ta narracja jest elementem operacji obliczonej na skłócenie i rozbicie dzisiejszych środowisk prawicowych. Jest to działanie wpisujące się w dyskredytowanie całego szeregu osób z tego środowiska: Antoniego Macierewicza, Mirosława Chojeckiego i innych. Na koniec przypominam Panom, że kontrakty biznesowe, a za taki należy uważać umowę autora z wydawcą, nie mogą być przedmiotem listów otwartych, bo w kwestiach spornych miejscem odpowiednim jest sąd, o czym stanowi jeden z punktów podpisanej przez Panów umowy. A tymczasem wydawnictwo nie otrzymało żadnego pozwu Państwa Autorów.

Byłem ścigany listem gończym – wydanym przez prokuraturę wojskową PRL. Na jego podstawie zostałem zatrzymany w 1999 r. przez organy III RP, tzw. wolnej Polski. Sprawa została umorzona w 2000 r. Odnoszę wrażenie, że oto dziś jestem ścigany kolejnym listem…

Piotr Jegliński
wydawca, działacz opozycji demokratycznej 1970–1990

Oświadczenie Kornela Morawieckiego

Piotr Jegliński jest moim przyjacielem od lat osiemdziesiątych. We Francji publikował antykomunistyczne pismo „Libertas”, wspomagał podziemie, w szczególności Solidarności Walczącej. Gdy tylko mógł, wrócił do kraju. Podjął działalność wydawniczą, ujawniając ciemne strony pookrągłostołowej transformacji. W wydawanym przez niego tygodniku „Spotkania” ukazał się wczesną wiosną 1991 roku pierwszy demaskatorski artykuł o aferze FOZZ.

Autorzy listu otwartego stawiają Jeglińskiemu zarzut współpracy handlowej z byłymi funkcjonariuszami i agentami SB. Czy Piotr zdawał sobie sprawę z przeszłości jego wspólników ze spółki „Hit MARKET”? Nie przypuszczam, tym bardziej, że niektórzy z nich mieli osłonę nowych służb, Urzędu Ochrony Państwa. Można odbić piłeczkę i zapytać, czy dziennikarze piszący dziś list otwarty wiedzieli, kto jest wydawcą i dystrybutorem wychwalanych przez nich wówczas pozycji?

Zarzutów biznesowych nie potrafię ocenić. Wiem, że był przeciwny wyprzedaży i grabieniu majątku narodowego. Dobrze też znam publiczną i prywatną pasję Piotra: dociekliwość lustracyjnej prawdy. Znam jego wytrwałe zmagania, ciągle zderzające się z państwową i medialną ścianą, o rzetelne wyjaśnienie centralnej zbrodni lat osiemdziesiątych – zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki. Polityczne zaangażowanie odbiło się na zdrowiu Piotra. Pośród licznych chorób wątłego ciała ma on duszę chorą na Polskę. Za tę wyjątkową słabość nisko mu się kłaniam.

Z braterskim pozdrowieniem,
Kornel Morawiecki

Odpowiedź Piotra Jeglińskiego na list otwarty podpisany m.in. przez dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, dr. Witolda Bagieńskiego i Piotra Woyciechowskiego oraz oświadczenie Kornela Morawieckiego znajdują się na s. 20 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Odpowiedź Piotra Jeglińskiego na list otwarty podpisany m.in. przez dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, dr. Witolda Bagieńskiego i Piotra Woyciechowskiego oraz oświadczenie Kornela Morawieckiego na s. 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

To, że mienie pożydowskie w Polsce stało się dobrem martwej ręki, jest odpowiedzialnością Rzeszy Niemieckiej

Polska jest coraz ważniejszym, coraz silniejszym gospodarczo krajem, z którym warto robić interesy. I żadne kampanie historyczne tego nie zmienią. Izrael też będzie chciał robić interesy z Polską.

Krzysztof Skowroński
Andrzej Nowak

Gdyby Pan miał wykład dla organizacji żydowskich w Nowym Jorku, od jakich słów by go Pan rozpoczął?

„Jak nazywało się państwo, którego funkcjonariusze w imię ideologii demokratycznie wybranej władzy w tym państwie wymyślili, zorganizowali i przeprowadzili Holokaust?” To byłby taki quiz na początek. Dla niezorientowanych dodam, że to państwo nazywało się oficjalnie, i na każdym dokumencie to było uwidocznione, Rzesza Niemiecka – Deutsches Reich. Nie wolno używać określenia ‘naziści’, bo może byli dobrzy naziści; może nie wszyscy naziści byli ludobójcami, natomiast na pewno byli Niemcami. Trudno zresztą mówić tylko o Niemcach. A więc nie spierajmy się o to, jaki naród, ale na pewno jedno państwo ponosi odpowiedzialność za Holokaust i tym państwem była Rzesza Niemiecka. W Polsce nie było żadnego napisu typu „Nur für Nazi”, ale były wszędzie napisy „Nur für Deutsche”. (…)

Dzięki tej nowelizacji wreszcie zdaliśmy sobie sprawę, jak daleko poszło zakłamanie historii II wojny światowej w rozmaitych miejscach na świecie.

Myśmy to wiedzieli już wcześniej, skoro sięgnięto do próby odpowiedzi na to zjawisko, choć akurat charakter tej odpowiedzi nie był najszczęśliwszy. Ale widocznie wiedzieliśmy, jaka jest skala tego zjawiska. Zresztą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych prowadzi się coś w rodzaju statystyki używania określenia „polskie obozy śmierci”. Zjawisko jest niestety realne i bardzo poważne. Nie możemy liczyć na jego rozproszenie za pomocą jednego aktu prawnego, ale za pomocą pracy, która będzie trwała wiele lat. Jest kilkadziesiąt tysięcy filmów o Holokauście – filmów fabularnych, seriali telewizyjnych, w których ten wątek się pojawia, a w niemałej części Polska jest przedstawiana jako współsprawca albo wręcz jako sprawca. (…)

Stan świadomości, wynikający z takiej gigantycznej, nawarstwionej już od kilkudziesięciu lat lawiny negatywnych stereotypów przyklejonych do Polski można zmienić tylko przez wiele lat wprowadzenia do tej lawiny własnej interpretacji, własnych, uczciwych filmów o historii Polski – atrakcyjnych, dobrze zrobionych. Opowiadanych nie z perspektywy niemieckiej, rosyjskiej czy sowieckiej polityki historycznej, nie z perspektywy części środowisk żydowskich, które także chciałyby uczynić Polskę przedmiotem swojej narracji, ale z perspektywy prawdy historycznej. To jest bardzo trudne zadanie. Nie da się go zrealizować – jeszcze raz to powtórzę – za pomocą aktu prawnego. (…)

Czy popełniliśmy błąd historyczny w zapisie ustawy? Myślę tutaj Ukraińcach i o stosunkach polsko-ukraińskich.

Nie spierałbym się o błędy historyczne. Prawo nie jest od ustalania prawdy historycznej. Banderyzm jest zbrodniczą ideologią, nie mam co do tego wątpliwości. Ale wprowadzanie zagadnień historycznych do prawa spowoduje, że Ukraińcy będą po swojej stronie granicy rozwijali własną wizję historii, która może dowolnie propagować banderyzm, a my po swojej będziemy się przed tym bronili.

Przypomnę, że w polskim prawie jest od bardzo dawna zapisana możliwość upominania się, kiedy ktoś odwołuje się do ideologii, która wzywa do zabijania ludzi w imię prześladowań o charakterze etnicznym czy rasowym. Do tego żadne nowe prawo nie było potrzebne. Jeśli ktoś chwalił ideologię, która wzywa do zabijania ludzi, a tym był banderyzm, mógł być na podstawie obowiązującego od dawna w Polsce prawa pociągnięty do odpowiedzialności. (…)

Oczywiście ustawy powinny być dobre. Ale dalej jest 460 posłów, 100 senatorów, a na końcu prezydent.

Nie można zapomnieć o tym, że ktoś te błędy popełnił, ale dzisiaj trzeba się zastanawiać, co robić dalej. Byłem w poniedziałek i wtorek w Londynie na dość ważnym forum polsko-brytyjskim – Forum Belwederskim – i tam wystąpił z bardzo jasnym komunikatem sir Erick Pickles, który reprezentuje oficjalne stanowisko rządu brytyjskiego w sprawach pamięci o Holokauście. Stwierdził jednoznacznie i – powiedziałbym – z dużą arogancją: nie tylko musicie wycofać ustawę, ale musicie wypłacić odszkodowania organizacjom żydowskim.

Te dwie sprawy zostały jasno połączone przez ważny, półoficjalny głos środowisk związanych z wykorzystaniem Holokaustu jako pewnego rodzaju środka nacisku politycznego. Musimy go brać pod uwagę i zrozumieć, że ta kampania nie skończy się wraz ze zmiękczeniem, złagodzeniem czy zmianami w ustawie. Będziemy nadal poddawani naciskowi, na pewno dalej idącemu, w sprawie ustawy reprywatyzacyjnej. Jestem zdania, że tutaj musimy jasno powiedzieć: non possumus – nie możemy ustąpić. To jest ingerencja w naszą suwerenność. To jest ingerencja w zasady prawa, bo chodzi o złamanie elementarnej zasady prawa, zgodnie z którą dobra martwej ręki przechodzą na własność państwa.

A to, że mienie pożydowskie w Polsce stało się dobrem martwej ręki, nie jest odpowiedzialnością Polaków, tylko odpowiedzialnością – powtórzę jeszcze raz – Rzeszy Niemieckiej. Tak jest w każdym kraju. A w Polsce miałoby być inaczej, dlatego że życzą sobie tego niektóre środowiska żydowskie w Ameryce. Nie możemy się na to zgodzić, a jednocześnie nie musimy wpadać w żadne przesadne kompleksy, lęki, obawy. Obserwuję je, słuchając wiadomości dotyczących konfliktu wokół ustawy. Mam wrażenie, że bardzo przeceniamy ich znaczenie dla siły i pozycji Polski.

Polska dlatego jest poddana w tej chwili dość dużej, intensywnej kampanii nacisków, że szybko rośnie w siłę, że siła Polski staje się widoczna na różnych odcinkach i frontach. Właśnie polsko-brytyjskie Forum Belwederskie było tego świadectwem. Brytyjczykom bardzo zależy w tej chwili na Polsce. Pierwszy raz chyba w historii. No, może drugi – w 1940 roku było to oczywiście dużo bardziej dramatyczne, ale dzisiaj Brytyjczykom bardzo zależy na Polsce, na jej głosie w Europie, który osłabi niezwykle brutalne traktowanie Wielkiej Brytanii przez tandem niemiecko-francuski w sprawie Brexitu.

Polska jest coraz ważniejszym, coraz silniejszym gospodarczo krajem. Krajem o PKB – przypomnijmy – ponad 600 miliardów dolarów. Krajem, z którym warto robić interesy. I żadne kampanie historyczne nie zmienią tego faktu. Oczywiście środowiska żydowskie, hałaśliwe tak jak owa łajdacka fundacja i jej rasistowskie filmiki skierowane przeciwko Polsce, mają wpływ także na politykę amerykańską. Nie zmienią jednak całej polityki amerykańskiej. Izrael też będzie chciał robić interesy z Polską.

Przekonamy się o tym, że Polska jest po prostu na tyle ważnym państwem, że dzisiaj jeden aspekt, nawet tak ważny, tak drażliwy jak ten, o którym cały czas rozmawiamy, nie może zmienić ani przekreślić jej znaczenia. A więc musimy wytrzymać tę burzę i jednocześnie łagodzić niepotrzebne kanty w tym konflikcie, tam, gdzie nie dotyczą one polskiego interesu, ale wynikają z naszych własnych błędów. (…)

Z punktu widzenia państwa amerykańskiego, przedsiębiorstw amerykańskich okaże się wtedy, że są rywalizujące między sobą lobby. Jedno, które chce wyciągnąć z Polski owe odszkodowania za mienie pożydowskie, i lobby, czy też więcej, które chcą robić z Polską interesy. Myślę, że prezydent Trump wielokrotnie dał dowód tego, że traktuje państwo trochę jak biznesmen i nie sądzę, żeby siła lobby żydowskiego, któremu teraz przyglądamy się z pewnym zatrwożeniem, okazała się aż tak dominująca. Obym się nie pomylił. (…)

Cały wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z prof. Andrzejem Nowakiem pt. „Polska jest coraz silniejsza i żadne kampanie tego nie zmienią” znajduje się na s. 1 i 5 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z prof. Andrzejem Nowakiem pt. „Polska jest coraz silniejsza i żadne kampanie tego nie zmienią” na s. 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

8 marca ’68. Napięcie wisiało w powietrzu. Ten dzień, pół wieku temu, przesądził o moich dalszych losach

Te dni zadecydowały też o losach moich kolegów. Jedni wstąpili do PZPR (jak chociażby kolega Andrzej Rzepliński) i zrobili demokratyczne kariery już w PRL. Inni powiedzieli reżimowi ‘nie’.

Jan Bogatko

Nie wiem, kto wpadł na pomysł ze studenckimi czapkami. Ale domyślam się, gdzie się on narodził – na Chmielnej, na odcinku zwanym Rutkowskiego. Tam je przecież sprzedawano. Zaraz po pierwszym starciu z SB na Krakowskim i Nowym Świecie zaroiło się od czapek, wołających z daleka – to ja, student! Widzisz, nie kryjemy się! Już się was nie boimy! Najbardziej pokojowy protest, jaki dotąd widziałem. Dziewczęta i chłopcy w czapkach, nie oglądanych tu od międzywojnia! Białe, z amarantowym otokiem, jak wzrok sięga! Rzadziej brązowo-wiśniowe, z polibudy. Te znienawidzone przez demokrację socjalistyczną! Nieproletariackie, buntownicze, antykomunistyczne – tak jak i gros uczestników marcowej rebelii, którzy wyszli w nich na ulice Warszawy. (…)

Obawiam się, że w 50 rocznicę marca ’68 w Polsce w lewicowych mediach usłyszymy, że oto pół wieku temu „Polacy wypędzali Żydów z Polski” i chcę uprzedzić ten ewentualny, lecz prawdopodobny atak, przypominając, że to nie naród polski, lecz wroga narodowi polskiemu partia komunistyczna (PZPR) postanowiła przeprowadzić czystkę w swych szeregach, czego efektem były pociągi odjeżdżające do Wiednia z dworca Warszawa Gdańska.

Jednak raczej nie przeczytamy w nich o losach np. Stefana Michnika, jednego z dwustu byłych pracowników bezpieczeństwa i informacji wojskowej odpowiedzialnych za zbrodnie stalinowskie, którzy wyjechali wówczas na Zachód. To oni w sporej mierze są nosicielami mitu o „polskim antysemityzmie”, jakże powszechnym na przykład Niemczech. Kiedy mieszkałem w Kolonii, w dzielnicy Südstadt, wysłuchiwałem w knajpach opowieści o „polskich zwyrodnialcach”. Dyskusja była niemożliwa. Oni wiedzieli wszystko lepiej. (…)

Kiedy zaproszony rabin z Kolonii wywodził, że Auschwitz zbudowano w Polsce z uwagi na antysemityzm Polaków, sprzyjający Zagładzie, poprosiłem o przyniesienie mapy Generalnego Gubernatorstwa i wyjaśniłem, że Auschwitz – z przeznaczeniem dla Polaków – stworzono na terenach włączonych do Rzeszy. Z Oświęcimia Niemcy wypędzili (w Polsce się mówi „wysiedlili”) całą inteligencję i nie tylko, a więc tłumaczenie rabina wzięło w łeb (mnie natomiast przestano zapraszać do Mülheim nad Rurą). (…)

Nowelizacja ustawy o IPN nie jest tematem mojego felietonu. Ale będą nim na pewno skutki tejże i wrzawa, jaką ona wywołała. Uważam ją za cenną. Nie oceniam treści nowelizacji. Dobrze by było, by polscy dziennikarze porzucili autocenzurę i przyjrzeli się zbrodniom, popełnionym na Żydach przez Żydów (np. żydowska policja w gettach) i na Polakach przez Żydów, względnie przy ich udziale w centralnej (Białystok, Grodno, Brześć i Lwów) i wschodniej (Pińsk) Polsce, okupowanej przez Rosjan na mocy paktu Stalina z Hitlerem. Wyjaśnić należy do końca rolę żydowskich komunistów w aparacie przemocy w okupowanej przez Sowiety Polsce. Polska przez ponad pół wieku nie mogła prowadzić tej debaty. Najwyższy czas na to, by ją podjąć – rzeczowo, konkretnie i bez oglądania się przez ramię. Będzie ona trudna, bowiem Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie splamił sobie rąk systemową kolaboracją z nazizmem. Trudna, ale tym bardziej potrzebna.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „8 marca ’68” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr marcowy 45/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „8 marca ’68” na s. 3 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Czy powinniśmy za Marzec ’68 przepraszać? To była erupcja porachunków wewnątrz czerwonej szajki rządzącej Polską

Przeprosiny wynikają ze wstydu, który jest uczuciem indywidualnym. Nie pojmuję, czemu ja miałbym wstydzić się za partyjniaka, który wykorzystał okazję (a może ją stworzył?), by awansować.

SMUTNY ROK 1968

Henryk Krzyżanowski

Czy polskie władze mają dziś przepraszać za rok 1968? Premier Morawiecki by nie przepraszał, literat Twardoch raczej tak. Całkowicie zgadzam się tu z premierem, którego skrót myślowy „nie było wtedy Polski” (choć wyśmiany przez p. Twardocha) dobrze oddaje istotę rzeczy. Ta data była w istocie niespodziewaną erupcją porachunków wewnątrz czerwonej szajki rządzącej naszym krajem, nie pierwszą i nie ostatnią. Do historii Polski należy ona w takim samym stopniu jak, powiedzmy, wystawienie pomnika Dzierżyńskiego w Warszawie w 1951 roku albo nazwanie Katowic Stalinogrodem po śmierci Stalina.

Jednak Marzec 1968 to smutny czas, bowiem ucierpiało wtedy sporo przypadkowych osób nie związanych z polityką, np. wybitny fonetyk prof. Wiktor Jassem, wyrzucony z poznańskiej anglistyki. Albo studenci ujęci przez milicję w czasie demonstracji pod pomnikiem Mickiewicza i relegowani z uczelni. Wiele osób pochodzenia żydowskiego zmuszono do emigracji, o czym przejmująco śpiewał Wojciech Młynarski. Ale czy powinniśmy za 1968 przepraszać? Hmm…, przeprosiny wynikają ze wstydu, który jest uczuciem indywidualnym. Nie pojmuję, czemu ja miałbym wstydzić się za partyjniaka, który wykorzystał okazję (a może ją stworzył?), by awansować w nomenklaturowej hierarchii. Albo za nieznanego mi osobiście draba w długim płaszczu i motocyklowym kasku, który gonił za mną z pałką pod pomnikiem Mickiewicza? Byłem młodszy i szybciej biegłem, więc nie doznałem najmniejszego uszczerbku. Ale nawet gdyby mnie dopadł, czy miałbym dziś domagać się przeprosin? Od kogo? Organizatorzy i główni wykonawcy tej hecy już nie żyją, a na ewentualnym kolektywnym pokajaniu się pana Twardocha i jego admiratorów mi nie zależy.

Półwiecze tamtych wydarzeń jest wykorzystywane jako ilustracja rzekomego antysemityzmu Polaków. Kto pamięta tamte czasy, wie, że to bzdura. Pół roku wcześniej Izrael rozgromił arabskich sojuszników ZSRR w Wojnie Sześciodniowej, co ogromna większość rodaków powitała radością i zachwytem: „Patrz pan, jak Żydzi pogonili Ruskich” – to był powszechny komentarz ulicy. Więc gdzie tu antysemityzm?

Ten szczery podziw dla bitności izraelskich wojaków jaskrawo kontrastował z czystką antyżydowską urządzoną znienacka przez władzę kilka miesięcy później. W pamięci nie znajduję nawet śladu poparcia mas dla tamtej haniebnej operacji. Raczej zdumienie – syjoniści!? (przeciw którym szczuły partyjne media)? A kto to taki?

Marzec to miesiąc Wielkiego Postu, czas pokuty i żalu za grzechy. Ale za grzechy własne, nie cudze.

Felieton Henryka Krzyżanowskiego pt. „Smutny rok ‘68” znajduje się na s. 2 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Henryka Krzyżanowskiego pt. „Smutny rok ‘68” na s. 2 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Trwa wojna. Dominuje tzw. narracja, która ma skłócać narody / Jadwiga Chmielowska, „Śląski Kurier WNET” 45/2018

Różnice w oglądzie sytuacji z wielu stron powinny przybliżać do prawdy. Kłamstwo jest zawsze orężem służącym złu. Osoby przyłapane na kłamstwie, oszustwie powinny stracić wiarygodność raz na zawsze.

Jadwiga Chmielowska

To nie narracje, nie dewiacje – to najprawdziwsza wojna. Dezintegracja następuje przez sianie fałszywych informacji i kreowanie takichże autorytetów. Obce agentury zakładają stowarzyszenia – zawsze o bardzo patriotycznych nazwach. Stare, skorumpowane struktury dokonują liftingu w KRS-ach tak, by nikt nie skojarzył ich z całym podłym bagażem historycznym. To nie przekaz historyczny jest dominujący, ale tzw. narracja, mająca skłócać narody.

Z logicznego punktu widzenia świadomość różnych narodów na temat tych samych wydarzeń nie może się różnić. Coś się bowiem wydarzyło albo nie wydarzyło. Jednakże wyniki badań przyczyn i skutków tych wydarzeń, a potem ich interpretacje mogą być różne. Te właśnie różnice w oglądzie sytuacji z wielu stron powinny pozwalać na przybliżanie się do prawdy. Podstawą komunikacji między ludźmi jest ustalenie potrzeb, oczekiwań i wymiana poglądów. Przekazywanie kłamstwa jest stratą czasu. Kłamstwo jest zawsze orężem służącym złu. Osoby przyłapane na kłamstwie, oszustwie powinny stracić wiarygodność raz na zawsze.

W dezinformacyjnej zawierusze może dojść do głoszenia poglądów niezgodnych ze stanem faktycznym. Wtedy konieczne jest szczere wyjaśnianie nieporozumień, a nie obrażanie się, przypisywanie innym złych intencji, wyobrażanie sobie tego, czego nie ma. Natomiast wręcz zbrodnią jest obłaskawianie wrogów, próby przekupywania ich – czy to stanowiskami, czy mamienie przyjaźnią. Takie postawy prowadzą zawsze do jednego – wzmacniania i rozszerzania się zła.

Jakże potrzeba narodom ludzi, którzy nie znają lęku, mówią prawdę, logicznie myślą i nie są uzależnieni od uznania otoczenia, a do każdego zadania podchodzą poważnie i realizują je do końca, do sukcesu!

Jakże potrzebni są tacy w czasach, gdy sądy skazują dziennikarzy za ujawnianie niewygodnej prawdy. Ostatni wyrok w Gdańsku tworzy precedens, że nie liczą się fakty, ale dobre samopoczucie polityka.

Jak więc zwykły obywatel ma odróżnić prawdę od kłamstwa? Jak odróżnić patriotyczne stowarzyszenie od rosyjskiej agentury?

Od lat rozniecany jest konflikt polsko-ukraiński. Ostatnio przybrał na sile po Majdanie, gdy Rosja zdała sobie sprawę, że może raz na zawsze stracić Ukrainę, więc robi wszystko, aby nie dopuścić do jej współpracy z Polską. Wiatrowycz z INP Ukrainy ma olbrzymie zasługi w zaostrzaniu stosunków z Polską. Z kolei „polscy” narodowcy, sterowani z Moskwy, protestują przeciw marszom ku czci żołnierzy Atamana Petlury, którzy walczyli ramię w ramię z żołnierzami Marszałka Piłsudskiego, ratując Polskę przed bolszewicką nawałą.

A teraz drobny przykład na to, do czego może posunąć się Rosja, i to na oczach całego świata: Na początku lutego tego roku Polacy (osoby z polskim obywatelstwem) usiłowali spalić węgierski lokal na Ukrainie podczas konfliktu o szkoły węgierskie. Ci sami Polacy walczyli wcześniej w Donbasie, usiłując dla Putina zdobyć Donieck i Ługańsk. Zniszczenie lokalu węgierskiego miało być przypisane Ukraińcom. Nie udało się, bo, jak widać, Ukraińcy nie są tacy głupi, by dać się wciągnąć w intrygę Putina.

Ten przykład ataku na budynek Stowarzyszenia Kultury Węgierskiej w Użhorodzie powinien ostrzec wszystkich Polaków przed rosyjskimi prowokacjami. Czas „pożytecznych idiotów” już minął. Teraz każdy z nich musi wiedzieć, że będzie postrzegany jako rosyjski agent. Zabawy się skończyły. Wojna trwa.

Artykuł wstępny Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET” Jadwigi Chmielowskiej znajduje się na 1 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET” Jadwigi Chmielowskiej na s. 1 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Są w Polsce tematy, których politykom i mediom nie wolno dotykać / Jolanta Hajdasz, „Wielkopolski Kurier WNET” 45/2018

Aborcja eugeniczna? W zamrażarce. Frankowicze? Bez wsparcia. Dekoncentracja mediów? Lepiej nie pytać, przecież nikt z nimi nie wygra… Jeśli nie chcemy powtórki z lat 90., to nie może być tematów tabu.

Jolanta Hajdasz

Do wyborów chcemy unikać wielkich burz politycznych – powiedział Ryszard Terlecki, wicemarszałek sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS na pytanie Jacka Karnowskiego o ustawę dekoncentracyjną w mediach, dając jednoznacznie do zrozumienia, że na tym polu zmian nie będzie. Czyli teraz pożyjemy trochę w krainie łagodności? – pytał dziennikarz. Tak (śmiech) – taka była odpowiedź polityka.

Rozsądek nakazuje ją zrozumieć. Przecież widzimy wszyscy, co się dzieje. Dotknęli reformy sądów – prawie pucz, ruszyli emerytury ubeków – to samo, o nowelizacji ustawy o IPN nawet szkoda mówić, od ponad miesiąca nie ma dnia, żeby ktoś jej nie komentował, a ktoś inny po raz kolejny nie musiał tłumaczyć, jakie są w tej sprawie fakty i że Polacy mają prawo do odkłamywania własnej historii. Zakaz aborcji ? Wolne niedziele? A wojsko, a zakup broni, a rura gazowa i uchodźcy? Wszędzie awantura, wszędzie opór, więc trzeba czekać, więc trzeba być rozsądnym i trzeba rozumieć; zostawcie na razie (?) ten temat.

W mediach publicznych ten rozsądek jest widoczny niestety każdego dnia. W mediach takich jak nasz „Kurier” możemy postawić swobodnie pytanie, czy aby na pewno ta taktyka nie oznacza kapitulacji, nie oznacza kompromisu, akceptacji dla tego, czemu chciało się przeciwstawić?

Ostatnio mam natrętne poczucie dejà vu, bo podobne odczucia miewałam po 1989 r., w okresie tzw. transformacji ustrojowej. Wtedy właśnie wszelkie wątpliwości i pytania, jakie rodziły się w mojej głowie bardzo wówczas młodej, szeregowej dziennikarki, dotyczące niektórych działań lub braku innych, kwitowano tym cichym „nie teraz”, „to nie przejdzie, nie da rady”, „a to zbyt radykalne”, albo po prostu „masz rację, ale to nie jest dobry czas, by poruszać ten temat”. Pracowałam wówczas (początek lat 90.) w mediach publicznych, byłam zaangażowana we wszystkie zmiany ich dotyczące, by tylko stały się rzetelne i solidne, bardzo więc mnie irytowały te wszystkie ograniczenia, których z roku na rok było coraz więcej.

Prywatyzacja – nie krytykuj, jest konieczna, bo bez tego nie ruszy nasza gospodarka; PGR-y – nierentowne; zwalniani i pozbawiani pracy – godni współczucia i pomocy charytatywnej, ale sami sobie winni, bo nie potrafią się odnaleźć w normalnych warunkach gospodarki wolnorynkowej; dekomunizacja – za wcześnie, po stronie solidarnościowej nie ma kadr; dezubekizacja – zapomnij, oni są wszędzie; białe plamy historii – powoli będziemy odkłamywać, ale potrzeba więcej czasu; ściganie zbrodniarzy komunistycznych – nie ma narzędzi; karanie przestępstw i afer gospodarczych – to samo. Ilu spraw, ilu tematów media wówczas nie poruszały, może potwierdzić tylko ten, kto dzisiaj zechce przedrzeć się przez ogrom zadrukowanych wtedy zupełnie innymi tematami stron.

Wtedy wydawało mi się, że jestem z innej bajki, pochodzę z biedniejszej rodziny, to mam tak odmienne od wszystkich problemy. Buntowałam się w redakcjach, miałam przez to kłopoty w pracy, ale czas pokazał, iż w tych sprawach nie wolno było milczeć.

Podobnie jest i dziś. Aborcja eugeniczna? W zamrażarce. Frankowicze? Bez wsparcia. Dekoncentracja mediów? Lepiej nie pytać, przecież nikt z nimi nie wygra… Ale jeśli nie chcemy powtórki z lat 90., to nie może być tematów tabu. Dlatego mimo braku decyzji politycznej dotyczącej zmian na rynku mediów w Polsce, piszemy dziś po raz kolejny o naszych środkach masowego komunikowania. Nadal przecież mamy sytuację nieznaną chyba w żadnym demokratycznym kraju, gdzie tak duża część mediów jest w rękach zagranicznych koncernów.

Posłanka Barbara Bubula w swojej wypowiedzi, którą zamieszczamy dziś w „Kurierze”, mówi wprost o pogłębiającej się kolonizacji polskiego rynku medialnego przez zewnętrznych, międzynarodowych graczy. Co prawda, szkód poczynionych przez 27 lat nierówności dostępu do rynku medialnego poszczególnych grup światopoglądowych w Polsce nie da się odrobić w dwa lata, ale przecież próbować trzeba.

Choćby po to, by zapowiedziana przez marszałka Terleckiego „kraina łagodności” nie utrwaliła na zawsze patologii, o których publicznie „na razie” nikt nie chce mówić.

Artykuł wstępny Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET” Jolanty Hajdasz znajduje się na s. 1 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET” Jolanty Hajdasz na s. 1 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Z czego można się cieszyć, a co budzi tylko gorzki śmiech / Krzysztof Skowroński, „Kurier WNET” 45/2018

Często spotykamy się z naszymi zagranicznymi kolegami i wiemy, że nasze słowa trafiają w czarną dziurę w ich umysłach i tam ulegają anihilacji. Czy to ich zła wola? Nie, oni po prostu tak mają.

Krzysztof Skowroński

Wysłuchałem geopolitycznego wykładu Lecha Wałęsy. Były prezydent spotkał się w Centrum Solidarności z dziennikarzami zaproszonymi przez Europejską Federację Dziennikarzy i podzielił się z nimi swoimi przemyśleniami. Rozpoczął swoją ludowo-geopolityczną baśń od cytatu „Na początku było słowo”, po czym dodał: „Teraz brakuje nam słowa, które byłoby kluczem do przyszłości”. I w stylu sobie właściwym zaapelował do zgromadzonych, by pomogli mu je znaleźć i odpowiedzieć na pytanie, czy przyszłość ma być budowana na wolności, czy na wartościach; czy zabierać majątki bogatym, czy dać im spokój. Postawił wiele podobnych pytań, a ja cieszyłem się, że już nie muszę uznawać Lecha za mojego bohatera.

Piszę o tym wykładzie nie dlatego, że był inspiracją, ale dlatego, że Lech Wałęsa nie wypełnił zakontraktowanej roli. Europejscy dziennikarze zaprosili go na deser konferencji, w czasie której chcieli posadzić Polskę na ławie oskarżonych. Miał potwierdzić, że Polska stacza się w odmęty systemu autorytarnego, rządzi nią dyktator, który nazywa się Jarosław Kaczyński, a następnie wezwać światłe siły na pomoc.

Wszystko było zaplanowane. Najpierw spotkanie w siedzibie gdańskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, później wystąpienie prezydenta Gdańska, który stwierdził, że wstydzi się za Polskę, dalej panel o cenzurze, zwalnianiu z pracy dziennikarzy i innych represjach.

Spotkanie zepsuł najpierw redaktor Mariusz Pilis, który podał w wątpliwość neonazistowskie podniebienie księdza Wąsowicza. Gdy mówił o jego zasługach, autor artykułu, dziennikarz GW, nawet się nie odwrócił.

Później okropnie psuła szyki reżyserowi dyskusji panelowej Aleksandra Rybińska, która zwyczajnie odrzuciła tezę o prześladowaniu dziennikarzy w Polsce. Na skutek jej bezczelności panel skrócono.

Na końcu – największy zawód organizatorów. A miało być tak pięknie! Europejska Federacja Dziennikarzy, poruszona słowami noblisty, miała wydać dramatyczny apel z historycznego miejsca o solidarność z represjonowanymi dziennikarzami polskimi. Uchwały były już przygotowane, m.in. przez francuskich dziennikarzy. Nie udało się tym razem, choć to na pewno nie była ostatnia próba.

Wielokrotnie spotykaliśmy się z naszymi zagranicznymi kolegami i wiemy, że nasze słowa trafiają w jakąś czarną dziurę w ich umysłach i tam ulegają anihilacji. Kiedyś to nas denerwowało, teraz przyzwyczailiśmy się i nawet nas to śmieszy.

Bo jak tu się nie śmiać, kiedy dziennikarka rosyjska, wiceprzewodnicząca Europejskiej Federacji Dziennikarzy, z przejęciem mówi o zagrożonej wolności słowa w Polsce?

Czy czarne dziury w umysłach działaczy i dziennikarzy europejskich to ich zła wola? Nie, oni po prostu tak mają. Zderza się też z tym zjawiskiem premier Morawiecki, gdy na spotkaniach uśmiechający się Timmermans wykazuje prawie stuprocentową odporność na argumenty. Taką ma pracę. Przecież ma doprowadzić do tego, by Polacy wybrali wreszcie taki rząd, który ich szybko wprowadzi do strefy euro.

Artykuł wstępny Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET” Krzysztofa Skowrońskiego znajduje się na 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET” Krzysztofa Skowrońskiego na s. 1 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl