Samorządowa masakra piłą mechaniczną a Góra Hugona. Dramat porastających górę lasów, zwierząt i okolicznych mieszkańców

Masakrę piłami mechanicznymi zaklepują samorządy zdominowane w wielu przypadkach na Śląsku przez PO lub z nią zblatowane, ale w opinii ludzi wina spada „na Państwo”, „na rząd”, na PiS.

Stanisław Florian

Zaczęło się banalnie: spacer z psiurem, a tu na środku łączki pod lasem na Górze Hugona w Świętochłowicach – samochód. Z dolnośląską rejestracją i nadrukami firmowymi. W obawie, że ktoś go ukradł i porzucił, dzwonię na numer z firmowego opisu. Okazuje się, że to geodeci z Dolnego Śląska na Górnym Śląsku wytyczają w środku lasu, na mojej od dzieciństwa Górze Hugona, działki pod budowę osiedla domków jednorodzinnych… Na styku ekosystemów: leśnego, łąkowo-polnego i moczarowego z bajorkiem, w którym od lat masowo rozmnażają się na wiosnę różne gatunki żab, ropuchy, kumak nizinny czy traszki, w tym grzebieniasta.

Prawdziwy dramat Góry i porastających ją lasów zaczął się wraz z pojawieniem się w otoczeniu obecnych władz Świętochłowic deweloperskiej spółki komandytowej Xenakis, która w wyniku nietransparentnie przeprowadzonego przez prezydenta Kostempskiego przetargu, za cenę nieco ponad 7 zł/m2 wykupiła od Miasta ponad 4,5 ha lasu na Górze, bezpośrednio przylegającego do użytku ekologicznego. W ciągu dwóch tygodni lutego 2018 r. jej wykonawca, firma Riser z Jaworzna, dokonała wyrębu prawie 1500 drzew lasu będącego przedłużeniem użytku ekologicznego w stronę ogródków działkowych, na skraju skarpy, pod którą znajduje się około 100-metrowy zbiornik wodny, staw Gliniok. Tam każdej wiosny masowe gody odbywają różne gatunki płazów.

Poza siatką odgradzająca wyręb, od strony użytku ekologicznego wycięto kilkanaście drzew na terenie chronionym i rozjeżdżono ten rejon Góry ciężkim sprzętem gąsienicowym. Po odgrodzeniu zrębu, w jego zewnętrznym pobliżu mieszkańcy znaleźli w ciągu kilu dni padliny sarny i młodego dzika. O płazach zgładzonych na zrębie podczas zimowania w glebie, w odległości do 200 m od miejsca rozrodu w Glinioku nawet nie wspominając. Ptaki, które tam gniazdowały, tuż przed okresem lęgowym pozbawione siedlisk – do dziś błędnie kołują nad Górą Hugona.

Porównanie terenu wycinki z terenem pokopalnianym | Fot. z archiwum autora

Działania władz Miasta i prywatnego dewelopera spowodowały protest mieszkańców Świętochłowic: pisma do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach, którym jest biurokrata sprawujący różne urzędy od czasów Gierka, oraz do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska podpisało prawie 70 osób, a zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do ministra Ziobry, Prokuratury Okręgowej w Katowicach, do wiadomości CBA i posłów województwa śląskiego – równe 200. Oczywiście Pan Prezydent w kłamliwym oświadczeniu publicznym ogłosił, że na Hugonie nie ma żadnej wycinki lasu, tylko porządkowanie chaszczy, a ludzie niepotrzebnie wszczynają burdy. Zgłoszenia o zagrożeniu szkodą lub szkodzie w środowisku trafiły również do RDOŚ, WIOŚ, Komendanta Miejskiego Policji i władz Miasta. Zgłaszający je został przesłuchany w charakterze świadka w referacie do walki z przestępczością gospodarczą KMP w Świętochłowicach.

W tym czasie ani na chwilę prywatny właściciel nie wstrzymał wycinki lasu. Zaś władze samorządowe Świętochłowic ogłosiły kolejny przetarg – tym razem na 10,5 ha „terenu zadrzewionego” przylegającego do użytku ekologicznego od strony zachodniej. Mieszkańcy dwóch domów przy ul. Góra Hugona otrzymali od Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Lokalowej wypowiedzenia… Największym paradoksem tej masakry piłami mechanicznymi jest fakt, że tylko na terenie dzielnicy Zgoda w pobliżu wyciętego lub wystawionego na przetarg lasu znajdują się rozległe, niezabudowane tereny poprzemysłowe po Kopalni „Polska”, Hucie „Florian” czy zakładach ZUT „Zgoda”.

Tymczasem do organizatorów protestu za pośrednictwem internetu zaczęły docierać sygnały o podobnych wycinkach drzew i całych fragmentów lasów z innych miast Górnego Śląska. Jakby na tym zdegradowanym przemysłowo obszarze było za dużo zieleni, samorządowcy Chorzowa przystąpili do wycinki drzew w Parku Śląskim przy granicy z dzielnicą Dąb w Katowicach: pod parking na terenie Parku. W Rudzie Śląskiej – rozpoczęto wycinkę lasku w dzielnicy Halemba. W Rybniku – na terenie Radlina.

Wzmożenie prac świadczy o jakimś przypływie niszczycielskiej energii wśród zdegenerowanych włodarzy miast, którzy, sprzedając tereny publiczne w ręce prywatne przed wyborami samorządowymi, postanowili chyba przerobić drzewa na kiełbasę wyborczą.

Sęk w tym, że masakrę piłami mechanicznymi zaklepują samorządy zdominowane w wielu przypadkach na Śląsku przez PO lub z nią zblatowane, ale w opinii ludzi reagujących na tę rzeź – wina spada „na Państwo”, „na rząd”, na PiS. Najsmutniejsze bowiem w tym procederze jest to, że w sposób bezczelny wykorzystują znowelizowane „lex Szyszko”, które władzom samorządowym oddało decyzje o wycince drzew.

Cały artykuł Stanisława Floriana pt. „Samorządowa masakra piłą mechaniczną a Góra Hugona” znajduje się na s. 1 i 2 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Stanisława Floriana pt. „Samorządowa masakra piłą mechaniczną a Góra Hugona” na s. 1 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Chyba wyrzucono publiczne środki w błoto, a raczej, w tym konkretnym przypadku, utopiono je na dnie morza!

Prokurator powinien przejrzeć poniesione koszty owej tajemniczej podwodnej inwestycji, zbadać, kto ową katastrofę zaprojektował i dlaczego nie zadziałał odpowiedni nadzór budowlany.

Tomasz Hutyra

Klif Orłowski. Któż z nas, gdynian, nie zna tego miejsca? Molo, plaża, teatr letni. Spacery latem i zimą. Zawsze tłumy w noc sylwestrową. Latem tysiące turystów. Szkoła plastyczna, dworek Żeromskiego, urocze otoczenie z jedynym w swoim rodzaju krajobrazem, zawsze falujące morze i piski latających mew, a czasami i przypływający rybacy.

Przeciętny turysta czy mieszkaniec Gdyni widzi w tym miejscu zawsze tylko to, co piękne. Pod wodą nie widzi nic, przynajmniej do czasu, gdy nie zanurkuje. A tam, na dnie, na wysokości Klifu Orłowskiego znajduje się hydrotechniczna konstrukcja, zwana podwodnymi progami spowalniającymi, wybudowana w Gdyni Orłowie między styczniem a czerwcem 2006 roku, w odległości 140–200 metrów od linii brzegowej, na głębokości około trzech metrów. (…)

Jak wiemy, do cofania się linii brzegowej przyczyniają się naturalne siły przyrody, takie jak falowanie morza, wiatry, prądy morskie czy wreszcie spiętrzenia sztormowe. Sama działalność człowieka może skutecznie neutralizować warunki falowo-prądowe poprzez budowanie różnorodnych konstrukcji hydrotechnicznych, modelując w ten sposób kształt linii brzegowej. Do takich konstrukcji możemy zaliczyć: opaski brzegowe, ostrogi, falochrony brzegowe, progi podwodne czy sztuczne rafy. Brzeg morski można chronić przez sztuczne zasilanie. Nic lepiej nie chroni brzegu morskiego, jak duża, szeroka plaża; to na niej najlepiej wygasza się fala morska. (…)

Na początku października 2016 roku doświadczyliśmy pełnokrwistego północno-wschodniego sztormu, a szalejące fale uderzyły pełnią swojej mocy w wybrzeże. Plaża na południe od orłowskiego molo przestała istnieć, a plaża od strony północnej została niemalże zabrana i zalana całkowicie. Morski żywioł, siejąc zniszczenie, doprowadził do cofki na malutkiej rzeczce Kaczej; gdyby nie interwencja strażaków, to Tawerna Orłowska runęłaby do wody. Ogromne publiczne środki utopiono. Winnych, jak zwykle, brak. (…)

Dwa tygodnie temu doszło do kolejnego osuwiska w rejonie Klifu. Na szczęście nikt nie zginął. (…) Jakie gwarancje może dać dyrekcja Urzędu Morskiego oraz pracownicy tej instytucji na sprawne wybudowanie kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, jeżeli w tak prostej sprawie sobie nie poradzili?

Cały artykuł Tomasza Hutyry pt. „Czyżby utopiono miliony?” znajduje się na s. 17 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Tomasza Hutyry pt. „Czyżby utopiono miliony?” na s. 17 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Francja grająca pierwsze skrzypce w europejskiej obronności i strategii bezpieczeństwa – do tego dąży Emmanuel Macron

Stare francuskie powiedzenie ludowe: „Francja jest zawsze niezwykle dobrze przygotowana na poprzednią wojnę” ma stracić rację bytu. Odtąd francuska armia ma nieustanie się modernizować i zmieniać.

Zbigniew Stefanik

Od roku 2019 wydatki na francuską obronność mają wzrosnąć o 1;7 mld rocznie do roku 2022. 197;8 mld zostanie wydane na armię w latach 2019–2022. Od roku 2023 wydatki na francuskie wojska zostaną powiększone o 3 mld euro rocznie i ten stan rzeczy będzie trwał do roku 2030. Do roku 2025 zaś Francja ma osiągnąć dwa procent swojego PKB wydatków na obronność w skali rocznej, zgodnie ze zobowiązaniami członkowskimi NATO. Budżet francuskiego wywiadu zewnętrznego i wojskowego zostanie podwojony. Znacząco wzrośnie również budżet jednostek i podmiotów militarnych zajmujących się tzw. wojną elektroniczną i elektroniczno-magnetyczną, wojną w cyberprzestrzeni oraz obroną Francji przed cyberatakami.

Wszelkie braki w sprzęcie wojsk lądowych będą uzupełnione, a przestarzałe wyposażenie – wymienione. Lotnictwo dostanie nowe samoloty myśliwskie, patrolowe i wielozadaniowe. Marynarka wojenna – dodatkowe fundusze z budżetu; lotniskowiec Charles de Gaulle zostanie zastąpiony nowocześniejszą jednostką pływającą i wycofany z użytku do roku 2040. Oto główne postanowienia „mapy drogowej” programującej francuskie wydatki na obronność i ustalającej priorytety Francji w zakresie wojskowości i bezpieczeństwa w następnych siedmiu latach. (…)

Inaczej niż Polska, Francja nie musi obecnie obawiać się zagrożeń wynikających z wrogiej postawy czy agresywnych działań swoich geograficznych sąsiadów. Ponadto dysponuje bronią atomową, co daje Francuzom poczucie bezpieczeństwa, jeśli chodzi o atak konwencjonalny na ich kraj. W sposób oczywisty możliwość atomowej riposty minimalizuje zagrożenie Francji.

Jednak Francja coraz częściej musi stawiać czoła atakom terrorystycznym planowanym daleko poza jej granicami, na Bliskim Wschodzie czy w Afganistanie. Najbardziej niebezpieczni wrogowie Francji znajdują się obecnie na innych kontynentach i to z nimi Francja podejmuje dzisiaj walkę. (…)

Pod względem niezależności od swoich partnerów obecna francuska zdolność obronna pozostawia wiele do życzenia. W operacjach zagranicznych francuska armia jest w wielkiej mierze uzależniona logistycznie od armii amerykańskiej. Ten stan rzeczy dał się Francji we znaki podczas francuskiej operacji wojskowej w Libii w 2011 roku i trwa po dziś dzień. W Syrii, Afganistanie, czy nawet w Mali francuskie siły zbrojne są uzależnione od amerykańskich dostaw paliwa i amunicji. Francja nie ma dostatecznej zdolności zaopatrzeniowej swoich sił zbrojnych na obszarach oddalonych nierzadko o kilkanaście tysięcy kilometrów od francuskiego terytorium.

Przyjęta przez rząd Edouarda Philippe’a „mapa drogowa” transformacji armii francuskiej przewiduje znaczne nakłady finansowe na niezbędny sprzęt i środki konieczne do zwiększenia francuskich możliwości zaopatrzeniowych wojsk prowadzących operacje zagraniczne. Obecna słabość zaopatrzenia francuskiej armii działającej za granicą powoduje, że Francja nie jest traktowana przez Stany Zjednoczone jako równorzędny partner militarny. Wysiłek na rzecz zwiększenia francuskich możliwości logistycznych i zaopatrzeniowych za granicą ma podnieść wartość francuskich wojsk na arenie międzynarodowej. Tego chce Emmanuel Macron i do tego dąży rząd Edouarda Philippe’a.

Dwudziesty wiek był świadkiem wielu francuskich militarnych klęsk spowodowanych nieprzystosowaniem francuskiej armii pod względem technicznym, logistycznym i strategiczno-taktycznym do zmieniającego się otoczenia i podmiotów, które były motorem tych zmian. W roku 1914 francuska armia posiadała tylko 50 radiostacji, a przekazywanie wiadomości między poszczególnymi dywizjami odbywało się za pomocą gołębi. (…)

W 1940 roku Francja była absolutnie nieprzygotowana na strategię niemieckiej wojny błyskawicznej. Mimo że posiadała więcej samolotów i czołgów niż nazistowskie Niemcy, francuskie wojska zostały pokonane przez Wehrmacht, który prowadził ofensywę za pomocą zgrupowań pancernych i zmasowanych ataków samolotów pikujących, bombowych i myśliwskich. Według francuskiej myśli wojennej, czołgi i samoloty miały służyć do osłony i wsparcia piechoty; czołgi miały również pełnić zadania obronne. W tamtym okresie francuskie dywizje pancerne i dywizjony lotnicze nie stanowiły głównego trzonu francuskiego natarcia, co doprowadziło w krótkim czasie Francję do całkowitej katastrofy militarnej, której wówczas mało kto na świecie i we Francji się spodziewał… (…)

Aktualnie rządzący Francją podjęli się największej od osiemdziesięciu lat restrukturyzacji, transformacji i modernizacji armii. Ich cele są bardzo ambitne, jednak zadłużenie państwa francuskiego, obecnie stanowiące niemal równowartość francuskiego rocznego PKB, każe postawić pytanie, czy Francję stać na ich realizację?

Zapowiedziane zwiększenie wydatków na francuską armię spotyka się aktualnie z niemal powszechną akceptacją Francuzów. Jest to w dużej mierze spowodowane poczuciem zagrożenia francuskich obywateli, które zrodziło się pod wpływem zamachów terrorystycznych, jakie miały miejsce w ostatnich latach. Zagrożenie terrorystyczne jest nadal bardzo wysokie, czego Francuzi mają pełną świadomość. Nie wiadomo jednak, jak długo potrwa ta społeczna akceptacja znacznych nakładów na obronność, zważywszy, że działania rządzących w innych dziedzinach idą raczej w kierunku redukcji wydatków publicznych oraz budżetowych cięć.

Cały artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Czy Francja będzie supermocarstwem?” znajduje się na s. 13 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Zbigniewa Stefanika pt. „Czy Francja będzie supermocarstwem?” na s. 13 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Nigdy dotąd nie byliśmy najmocniejsi w sportach zimowych, ale dziś jesteśmy potęgą w skokach narciarskich

Tradycję, także tę sportową, buduje się latami. Potrzeba więc czasu. Oby nie zaprzepaszczono tego, co już osiągnęliśmy w skokach. A co do pozostałych dyscyplin: kiedy, jeśli nie teraz?…

Małgorzata Szewczyk

Parafrazując nieco znane porzekadło, można by powiedzieć: igrzyska, igrzyska… i po igrzyskach. Ogień olimpijski zgasł już w Pjongczang, sportowcy przygotowują się do pozostałych startów w sezonie zimowym, a wierni kibice zapewne podążą za nimi… Dwa medale wywalczone przez Kamila Stocha indywidualnie i drużynowo wraz z Dawidem Kubackim, Stefanem Hulą oraz Maciejem Kotem świadczą o tym, że obok Norwegów i Niemców jesteśmy potęgą w skokach narciarskich. Trzeba podkreślić, że potęgą zespołową, bo przecież i o podium w konkursie indywidualnym otarł się też Hula, bardzo daleko skakał Kubacki, a forma Kota była wysoka i równa.

To sukces nie tylko młodych zawodników, którzy wykonali gigantyczną pracę, ale całego sztabu szkoleniowego oraz tych wszystkich, którzy narodową Małyszomanię przekuli na konkretne działanie, a przede wszystkim zainwestowali czas, pieniądze i siły w młodych zawodników zainteresowanych tą dziedziną sportu, w szukanie sponsorów i przekonywanie, że warto wyremontować skocznie w Zakopanem i Szczyrku oraz wybudować nową w Wiśle.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Stoch nadal jest najlepszy, ale ma też kolegów, których nazwiska nie zamykają listy zawodników biorących udział w konkursie, ale często plasują się oni tuż za podium, w pierwszej dziesiątce. To również efekt dobrej atmosfery panującej wśród zawodników i całego sztabu oraz wartości, w oparciu o które skoczkowie budują swoje życie, także to prywatne.

Nie było przecież tajemnicą, że żony naszych medalistów olimpijskich towarzyszyły im podczas startów w Korei Południowej. Wśród tysięcy zdjęć w internecie można było znaleźć i takie z udziału naszych zawodników w Mszy św. sprawowanej w Środę Popielcową. Sam Stoch przyznał w jednym z wywiadów, że skoki dedykuje Panu Bogu, a na pytanie, czy dobrze czuje się w Pjongczang, odpowiedział, że tam jest jego dom, gdzie jest jego żona Ewa.

Polscy kibice liczyli na większą liczbę medali naszych sportowców. Eksperci na pewno wyciągną wnioski z udziału Biało-Czerwonych w olimpiadzie. Prawdą jest, że nigdy nie byliśmy najmocniejsi w sportach zimowych, ale to nie oznacza, że nie warto podjąć refleksji na ten temat. Minister Witold Bańka zapowiadał, że nastąpią zmiany w dofinansowaniu poszczególnych dyscyplin oraz że więcej środków zostanie przeznaczonych na szkolenie dzieci i młodzieży.

Tradycję, także tę sportową, buduje się latami. Potrzeba więc czasu. Oby nie zaprzepaszczono tego, co już osiągnęliśmy w skokach. A co do pozostałych dyscyplin, to aż ciśnie się na usta: kiedy, jeśli nie teraz?…

Felieton Małgorzaty Szewczyk pt. „Kiedy, jeśli nie teraz?” znajduje się na s. 2 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Małgorzaty Szewczyk pt. „Kiedy, jeśli nie teraz?” na s. 2 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Jak pokonać smok(g)a? Propozycje i możliwości znacznego zmniejszenia emisji zanieczyszczeń w Polsce / Cz. II

Należy dać szansę polskim wynalazcom! My takie rozwiązania posiadamy, informujemy o nich od kilku lat, m.in. urzędników ministerstwa ochrony środowiska, ministerstwa energii, posłów i senatorów.

Marek Adamczyk

Według raportu na 2016 rok, przygotowanego przez Światową Organizację Zdrowia, spośród 50 miast w UE najbardziej zanieczyszczonych emisją pyłów PM2,5 aż 33 znajdują się w Polsce. (…) Raport potwierdza, że za emisję zarówno pyłów PM10, jak i PM 2,5 odpowiadają procesy spalania zachodzące poza przemysłem, które w 2014 r. wynosiły w przypadku PM10 aż 48,5 proc. (w przypadku PM2,5 aż 49,7 proc.) udziału w krajowej emisji pyłów.

W ostatnich latach wydawano ogromne pieniądze na podwyższenie sprawności wychwytu emisji zanieczyszczeń w energetyce zawodowej i przemysłowej (co przyniosło stosunkowo niewielki ubytek emisji), zamiast skierować znaczną część tych pieniędzy na ograniczenia emisji w rzeczonym, zapomnianym sektorze.

Nic więc dziwnego, że sprawą zbyt małego ograniczenia emisji zanieczyszczeń zajęła się Komisja Europejska, która w 2015 roku skierowała sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

KE twierdzi, że dzienna dopuszczalna zawartość pyłu PM10 w powietrzu była stale przekraczana w większości monitorowanych obszarów w Polsce – w 35 na 46. Obecne normy dla PM10 obowiązują od 2005 r. Wyrok w tej sprawie miał zapaść 22 lutego 2018 r. Dla Polski może mieć kolosalne znaczenie, bo zmusi rząd do racjonalnego działania. Oby Polska nie była po raz kolejny, w myśl przysłowia, mądra po szkodzie. (…)

Czy jest jakiś sposób, aby drastycznie ograniczyć te szkodliwe emisje? Odpowiem TAK – na ostatnie pytanie: znamy metody ograniczenia szkodliwych emisji zanieczyszczeń do atmosfery i wdrażamy je na dalekiej (od Warszawy) prowincji, bez wsparcia instytucji centralnych.

Jak to robimy? W prosty sposób:

– po pierwsze: edukując ekologicznie samorządy miast i gmin, szczególnie te znajdujące się na liście najbardziej zanieczyszczonych smogiem w Unii Europejskiej.
– po drugie: przedstawiając im najprostsze i najtańsze rozwiązania.

Nie jest to łatwe, bo walczymy ze stereotypami i głęboko zakorzenionymi nawykami. To trzymanie się ściśle utartych schematów myślenia uniemożliwia walkę ze smogiem. Już sama zmiana techniki spalania w piecach pozaklasowych, tzw. „kopciuchach”, z techniki „rozpalania od dołu” (powszechnie stosowane) na technikę „rozpalania od góry” może ograniczyć szkodliwą emisję pyłów PM10 i PM2,5 oraz benzo(a)pirenu od 50 do 80% i zaoszczędzić do 30% paliwa.

Źródła podają, że w Polsce z ogólnej liczby pieców – tych pozaklasowych jest około 80%. W skali kraju emisja pyłów mogłaby natychmiast obniżyć się o ponad 100 tys. ton, a wtedy polskie miasta zniknęłyby z czarnej listy UE, a przede wszystkim Polacy mogliby oddychać cały rok pełną piersią.

Cały artykuł Marka Adamczyka pt. „Jak pokonać smok(g)a?” znajduje się na s. 1 i 2 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marka Adamczyka pt. „Jak pokonać smok(g)a?” na s. 1 marcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Na wielu olimpijczyków posypały się niesprawiedliwe oskarżenia, co po raz kolejny obnażyło nasze wady narodowe

„Wycieczka życia”, „turyści”, „darmozjady”, „amatorzy” – to tylko kilka łagodniejszych określeń naszych olimpijczyków, znalezionych na forach internetowych. Inne nie nadają się do publikacji.

Michał Bąkowski

Określona grupa kibiców, których będę nazywać pseudokibicami, dała się poznać jako „wybitni znawcy” wszystkich dyscyplin sportów zimowych oraz „nieomylni sędziowie”, których wyrok jest bezapelacyjny. Polskim sportowcom zarzucają wyjazd na Igrzyska na koszt podatnika, zbyt niskie kryteria przyznawania nominacji, niespełnienie oczekiwań, zmarnowanie funduszy, które można było przeznaczyć na inne cele itp. Ilu z nich zdaje sobie sprawę, że nasi reprezentanci, aby wyjechać na Igrzyska, musieli wypełnić normy międzynarodowe? Niektórzy z nich, aby owe normy uzyskać, musieli opłacać z własnej kieszeni zakup sprzętu, wyjazdy na zagraniczne treningi czy zawody. (…)

Niewielu również wita sportowców powracających po porażkach. A przecież właśnie wtedy oni potrzebują największe wsparcia. Wtedy też kibice tak naprawdę mogą pokazać klasę. Czy w ogóle można mówić o porażce tylko dlatego, że nie zdobyło się medalu, że byli lepsi? W takich właśnie sytuacjach niestety stajemy się narodem zgorzkniałym, który dużo narzeka, zazdrości i nie docenia wysiłku sportowców, naukowców i przedstawicieli innych profesji, którzy reprezentują nasz kraj.

Z polskich olimpijczyków powinniśmy być dumni, w końcu walczą z najlepszymi na świecie. O ilu kibicach można powiedzieć, że są najlepsi chociażby w Polsce, w reprezentowanej przez siebie dziedzinie zawodowej, hobbystycznej etc.?

Cały felieton Michała Bąkowskiego pt. „Wyrok na polskich olimpijczyków” znajduje się na s. 2 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Michała Bąkowskiego pt. „Wyrok na polskich olimpijczyków” na s. 2 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Geopolityczny tygiel/ Antypolska operacja nie jest zbiegiem okoliczności. Ma zaowocować w czasie obchodów Marca

Nasza obrona powinna polegać na tym, aby przypomnieć świadectwa żydowskie o tym, jak wyglądało zachowanie samej społeczności żydowskiej i jej kolaboracja przy Holokauście – bo tak to trzeba nazwać.

Jerzy Targalski

Niemcy chcą oczywiście uniemożliwić samodzielną politykę Polski i doprowadzić do tego, żeby Polska wybrała podległość Niemcom ze strachu przed rewindykacjami żydowskimi i potępieniem na arenie międzynarodowej. Jeżeli chodzi brukselskich lewaków-degeneratów, to wiadomo: chodzi o to, żeby wymóc na Polsce przyjęcie ich ideologii gender. Targowica lokalna ma stale te same cele: oddajcie nam Polskę, a my wam wszystko wypłacimy.

Jakie natomiast są cele Rosji? To proste: stworzenie partii prorosyjskiej, która pod hasłem „Stany Zjednoczone zmuszają was do płacenia haraczu Żydom, a Rosja was obroni”, będzie starała się przejąć kontrolę nad społeczeństwem. Jeżeli rząd będzie miękki, ta operacja się powiedzie. Stany Zjednoczone chciałyby podzielić się wydatkami na Izrael. Organizacje żydowskie chcą po prostu nas wydoić, ale tu nie chodzi tylko o organizacje żydowskie.

Jaki jest cel Izraela? Myślę, że mamy tak naprawdę cztery powody tej całej akcji. (…) Z jednej strony jest to karta wyborcza: my najlepiej obronimy was przed agresją polskich antysemitów! Głosujcie na nas! Druga rzecz to kwestia mienia bezspadkowego. (…) Bo jeżeli Polacy brali udział w Holokauście, to mienie bezspadkowe im się nie należy. Jak czytałem w jednej z gazet izraelskich, myśmy po prostu obrabowali Żydów, a najpierw wraz z Niemcami ich wymordowali. (…) Trzeci punkt to jest ideologia Holokaustu.: my, Żydzi, jesteśmy jedynymi ofiarami drugiej wojny światowej, tylko nas mordowano. (…) I wreszcie czwarta przyczyna ataku: (…) Izraelowi zależy na tym, żeby Rosja stała się jego sojusznikiem w polityce wobec Iranu. Rosja takim sojusznikiem nie będzie. Ale oczywiście wykorzysta swoją pozycję.

Cały artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Współodpowiedzialność Polaków za Holokaust” znajduje się na s. 6 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Współodpowiedzialność Polaków za Holokaust” na s. 6 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

 

Jedyny taki skrót wiadomości/ Tylko w „Kurierze WNET”/ Przypominamy, co poruszyło Polskę, Europę i świat w lutym

Z okazji nowelizacji ustawy o IPN, władze Izraela podjęły akcję dekonstrukcji proizraelskiego lobby w Polsce, a premier Morawiecki zaczął specjalizować się w uprawianiu polityki historycznej.

Maciej Drzazga

Zdobywając trzecie w swoim życiu złoto na igrzyskach w Pjongczang Kamil Stoch wstąpił na olimpijski Olimp. * Z okazji nowelizacji ustawy o IPN, władze Izraela podjęły akcję dekonstrukcji proizraelskiego lobby w Polsce. * Premier Morawiecki zaczął specjalizować się w uprawianiu polityki historycznej, m.in. powołując do życia Międzyresortowy Zespół do Spraw Przeciwdziałania Propagowaniu Faszyzmu i innych Ustrojów Totalitarnych oraz Przestępstwom Inspirowanym Nienawiścią na tle Różnic Narodowościowych, Etnicznych, Rasowych, Wyznaniowych albo ze względu na Bezwyznaniowość. * Lider opozycji Grzegorz Schetyna w godzinnym wystąpieniu obiecał, że jak tylko przestanie być przewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, zmieni polską politykę zagraniczną. * Człowiek, który przez lata nie mógł sobie przypomnieć, ile posiada mieszkań i skąd wziął pieniądze na ich zakup, ponownie ogłosił chęć kandydowania na prezydenta miasta Gdańska. * Kandydat PO na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski odmówił ujawnienia swojego wyborczego programu. * BOR przekształciło się w SOP. * Śląska policja zaczęła masowo karać kierowców za „uporczywe poruszanie się środkowym pasem ruchu”. * Przy okazji tragicznej śmierci Tomasza „Czapkins” Mackiewicza na stokach Nanga Parbat okazało się, że w odróżnieniu od górników, ludzie gór nie zawsze czują już potrzebę odnalezienia kolegi, kiedy ten przestaje dawać znaki życia. * Zmarł Antoni Krauze. * Ryszard Czarnecki pożegnał się z funkcją wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. * Francuscy deputowani utracili prawo noszenia znaków religijnych w miejscu pracy. * Zapowiedziano szybki zakup amerykańskich rakiet Patriot oraz uruchomienie transportu za pomocą dronów organów przeznaczonych do przeszczepu. * Rząd przegłosował przekształcenie Polski w Specjalną Strefę Ekonomiczną SSE. * W ramach akcji Polonia Semper Fidelis ponad 100 tysięcy katolików zwróciło się z prośbą do swoich biskupów o potwierdzenie nauczania Kościoła na temat małżeństwa. * Episkopat Niemiec wyraził zaniepokojenie antyimigrancką postawą katolików w Polsce, Czechach i na Węgrzech. * Czerwona Tesla Roadster – ulubione sportowe elektryczne auto amerykańskich celebrytów – została wyniesiona w kosmos przez rakietę Falcon Heavy, co wielu uznało za sukces. * Nr 112 doczekał się własnego święta w Unii Europejskiej. * Ruszyła sprzedaż biletów na czerwcowy koncert „Toczących się Kamieni” w Polsce. *

„Telegraf” Macieja Drzazgi znajduje się na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Telegraf Macieja Drzazgi na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Polityką nie interesowałem się, choć czasem chodziłem na wiece i protesty. To wszystko zmieniło się nagle w 1968 roku

Pół wieku od tamtych wydarzeń wspominam je jako okres, który wywarł ogromny wpływ na kształtowanie mojej dojrzałej postawy społecznej i politycznej. Były wspaniałą lekcją patriotyzmu!

Władysław Grodecki

Nie miałem już zajęć na uczelni (semestr dyplomowy), więc chodziłem z wiecu na wiec. Na mojej uczelni władze, bardzo przychylne studentom, chętnie zwalniały ich z zajęć, by wzięli udział w manifestacjach patriotycznych. Od 9 marca wiece na politechnice odbywały się codziennie o godz. 12.00.

13 marca rektor Politechniki Warszawskiej prof. Dionizy Smoleński zgodził się na zorganizowanie oficjalnego wiecu z udziałem Senatu i Pracowników uczelni. Na wiecu uchwalono rezolucję, którą następnego dnia owacyjnie przyjęto na Uniwersytecie Warszawskim. Odpowiedzią na nią było wystąpienie I Sekretarza PZPR Władysława Gomułki 19 marca. W swym wystąpieniu Gomułka w uwłaczający sposób zaatakował inteligencję i studentów. Wysłuchało go kilka tysięcy studentów zebranych w Dużej Auli politechniki. Jaka była ich reakcja? Jaka była reakcja władz uczelni? Postanowiono: 21 marca 1968 r. rozpocznie się w Gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej – jedyny wówczas – legalny strajk okupacyjny w Polsce.

„Wybijanie z głowy socjalizmu”. 2 ostatnie godziny strajku okupacyjnego na PW. Jedynego legalnego w kraju!
21 i 22 marca 1968 r., Gmach Główny Politechniki Warszawskiej

Strajk rozpoczął się ok. godz. 16.00 21 marca. Objąłem służbę porządkową jako kierownik 8-osobowego zespołu na parterze Gmachu Głównego. Już po kilku minutach doszły wiadomości o ogromnej pomocy ludności cywilnej. Studenci nie nadążają z odbieraniem darów. Gdy po kilku godzinach wszedłem do jednej z sal wykładowych, cała była wypełniona do sufitu kiełbasą. Rozdawano kosze papierosów, Carmeny i lepsze, oraz owoce cytrusowe. Wieczorem występował duet fortepianowy Marek Tomaszewski i Wacek Kisielewski. Ok. 22.00 z zewnątrz doszedł głos: „Studenci, zacznijcie hymn, a my dokończymy!”. Całą noc tłum warszawiaków czekał na zewnątrz! (…)

Z zewnątrz dochodzą coraz bardziej niepokojące wiadomości; deszcz rozpędził tłumy warszawiaków, a resztę milicja zepchnęła w boczne ulice. Po komunikacie radia i telewizji lokalnej o rozwiązaniu uczelni i niebezpieczeństwie „wzięcia szturmem Gmachu Głównego” niektórzy słabną, inni idą do toalety. Wiele osób jest bliskich szoku nerwowego, wychodzą! Dziewczęta płaczą ze strachu, mdleją. Z balkonu Auli ciągle ktoś przemawia, ale tego nie można już słuchać, to przekracza granice wytrzymałości psychicznej. Nagle wrzask: idą! Głowy skierowały się w stronę bramy głównej. Pękła szyba; wszystkimi targnął złowieszczy zgrzyt. Wdzierają się do środka gestapowcy z Golędzinowa – ale nie…

Niektórzy kapitulują i uciekają tylnym wyjściem lub chowają się po salach. Sam przeżywam okropny strach, ale jeszcze piszę na skrawkach gazet; staram się oddać nastrój tych dramatycznych chwil! (…)

Każda minuta dłuży się niesłychanie! Po półgodzinie kolejny trzask i wszyscy zerwali się do barykadowania drzwi i schodów. Przewracano szafy, przesuwano gabloty. Przygotowano gaśnice, syreny alarmowe. Na parapetach krużganków znalazły się minerały wyrwane z gablot, kosze na śmieci, butelki, w pobliżu krzesła, drzwi wyjęte z zawiasów… Wszystko to miało spadać na głowy „uzbrojonych po zęby” słynnych oprawców z Golędzinowa! (…)

Może kwadrans po 3.00 pojawił się Generalny Prokurator PRL-u i „prawa ręka” Gomułki, Zenon Kliszko. Znowu wystąpienia, perswazje, zastraszanie szturmem GG, aresztem, relegowaniem z politechniki i „wilczym biletem” uniemożliwiającym wstęp na jakąkolwiek uczelnię w kraju! Żadnych konkretnych argumentów, tylko siła, tylko przemoc…

Jeszcze niektórzy organizatorzy błagali: zostańmy, bronimy honoru politechniki, honoru polskiego studenta… Zmęczenie, głód i zwyczajny ludzki strach wzięły górę, zgodzono się na wyjście, ale pod warunkiem, że wraz ze studentami do Riwiery pójdzie Prokurator Generalny PRL i cały senat.

Kilka minut przed 4.00 otworzono główne wejście i niemy tłum powoli ruszył w „marszu milczenia”, w „pochodzie cieni”. Metr po metrze przemierzaliśmy plac Politechniki w kierunku Riwiery. Głowy spuszczone, smutne, w oczach łzy. W oknach mieszkańców ul. Polnej zasuwano ze strachu firanki, jak w Kielcach, gdy w sierpniu 1914 r. wkraczała Kadrówka. Tylko pijani oprawcy z Golędzinowa (Korpus Ochrony KC) patrzyli na nas ze złością, a może i z niedowierzaniem, może z podziwem?

Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Wspomnienie Marca 1968” znajduje się na s. 8 i 9 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Wspomnienie Marca 1968” na s. 8 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl

Od lat mówię o korzeniach zła. Podzielam ból Żydów, bo mój naród również został skazany przez Niemców na eksterminację

Jakimi racjami usprawiedliwić działalność polskich władz, które nigdy nie dostarczyły żydowskim chłopcom z nowojorskiego gimnazjum żadnego kompendium dezawuującego kłamstwa Grossa i jemu podobnych?

Piotr Witt

Chodzi o kolosalny interes, Shoah-biznes, nakręcany od wielu lat. Stawki są tak wielkie i sumy do zarobienia astronomiczne, że do interesu podłączyło się wielu biznesmenów innych wyznań, udających Żydów. Są wśród nich i katolicy, a przyznający się do żydostwa w wielu przypadkach również nie są Żydami w świetle prawa mojżeszowego, a tylko prawa niemieckiego – hitlerowskich ustaw norymberskich. (…)

Jak doszło do utrwalenia opinii światowej o Polakach – antysemitach, współautorach zbrodni? Pora przypomnieć.

Opinia światowa nie czyta rozpraw w kwartalnikach naukowych, nie bierze udziału w uczonych sporach o prawdę. Opinię światową kształtują wysokonakładowe książki sensacyjne, a zwłaszcza sensacyjne, wielkobudżetowe filmy z gwiazdorską obsadą. Było ich wiele.

Pierwsze uderzenie bijące rykoszetem w Polskę szło w Kościół katolicki. W 1963 roku słynny reżyser Erwin Piscator wystawił w Berlinie sztukę Wikary. Napisał ją nieznany urzędnik pocztowy Rolf Hochhout. W pięcioaktowym dramacie przedstawił postać Piusa XII, który podczas wojny milczał, podczas gdy Niemcy mordowali Żydów. Zaprotestowali nieliczni historycy znający prawdę. Kanwę sztuki stanowiły wyznania Kurta Gersteina. Funkcjonariusze wywiadu francuskiego, przesłuchujący po wojnie tego oficera SS, uznali go za wariata, a jego wynurzenia za chorobliwe majaki.

W rzeczywistości żaden z czołowych mężów stanu biorących udział w wojnie nie chciał słuchać o zbrodniach niemieckich. Jedynym, który działał, był papież Pius XII. W 1945 roku naczelny rabin Rzymu Zolli, z wdzięczności dla Piusa XII za uratowanie życia jego rodzinie i tysiącom włoskich Żydów, ochrzcił się razem z żoną i zmienił imię na Eugenio na cześć papieża.

W 1958 roku premier Izraela Golda Meir z trybuny ONZ-u dziękowała Piusowi XII za uratowanie życia tysiącom Żydów. Z okazji urodzin papieża w 1955 roku zjechała do Rzymu międzynarodowa orkiestra symfoniczna złożona z dziewięćdziesięciu czterech muzyków żydowskich i pod dyrekcją słynnego Pawła Kleckiego, urodzonego w Łodzi, grała dla Piusa XII „w podzięce za uratowanie wielkiej liczby Żydów”.

Ale światowe media wolały kłamstwo Hochhouta oparte na oświadczeniach wariata od tysiąca świadectw samych uratowanych Żydów. Nikt nie oglądał sztuki teatralnej trwającej osiem godzin. Media zadbały jednak, aby utrwalić w opinii światowej jej wymowę: Pius XII milczał! W 2002 Costa Gavras nakręcił na podstawie sztuki Hocchouta głośny film Amen, mieszający krzyż ze swastyką. (…)

Następnym potężnym przypomnieniem szczepionki antypolskiej miało być świadectwo Martina Greya w 1970 roku. Autor – dorastający chłopiec żydowski – zdołał zbiec przez latrynę z obozu w Treblince, po czym, prześladowany i szczuty przez polskich chłopów i duchowieństwo katolickie, znalazł opiekę i poczucie bezpieczeństwa w lesie – w partyzantce radzieckiej. Poznał tam wspaniałych ludzi – pułkownika Moczara i pułkownika Korczyńskiego (w 1970 roku wydał rozkaz strzelania do robotników w Gdańsku PW). Zyskał ich podziw, gdyż jako chłopiec budzący zaufanie, odnajdywał oddziały NSZ-u i AK, zaciągał się do nich i następnie wydawał tych faszystów Armii Czerwonej.

Książkę Martina Greya, tłumaczoną na wiele języków, na polski również, przeczytały miliony czytelników. Nakręcono według niej film z Michaelem Yorkiem, gwiazdorem tamtej epoki, w głównej roli. Film obiegł świat. Dopiero później dziennikarze śledczy odkryli, że autor nigdy nie był w Treblince i że książkę napisał Max Gallo. Opis Treblinki został splagiatowany przez późniejszego akademika francuskiego z powieści Steinera „Treblinka”, a cała reszta zmyślona. O tym media światowe prawie że nie wspominały.

(…) A co my, Polacy, potrafimy przeciwstawić tym fałszom?! Podczas Międzynarodowych Targów Książki w Chicago w 2016 roku doszło do demonstracji młodzieży żydowskiej przed konsulatem generalnym Polski w Nowym Jorku.

Uczniowie gimnazjum żydowskiego, prowadzeni przez rabina, wznosili transparenty i skandowali „Zabiliście więcej Żydów niż Niemcy!”. Dziennikarze nowojorskich mediów polskojęzycznych przybyli na miejsce starali się wywiedzieć, skąd manifestanci czerpią wiedzę i co wywołało ich oburzenie. Wiedzę czerpali z książki Jana Tomasza Grossa, zaś z historii drugiej wojny nie znali nawet podstawowych dat.

Oburzające. Choć, z drugiej strony można jeżeli nie usprawiedliwić, to przynajmniej wytłumaczyć postępowanie rabina-nauczyciela, który działa w interesie udziałowców Shoah-biznesu. Ale czym, jakimi racjami usprawiedliwić działalność polskich władz odpowiedzialnych za politykę historyczną Rzeczypospolitej, władz, które nigdy nie dostarczyły żydowskim chłopcom z nowojorskiego gimnazjum żadnego kompendium dezawuującego kłamstwa Grossa i jemu podobnych?

„Świat okłamany”, artykuł Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w marcowym „Kurierze WNET” nr 45/2018, s. 3 – „Wolna Europa”, wnet.webbook.pl.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na falach na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Piotra Witta pt. „Świat okłamany” na s. 3 marcowego „Kuriera WNET” nr 45/2018, wnet.webbook.pl