„Bolszewicki bakcyl dżumy”. Sytuacja w Europie po traktacie brzeskim. Dalsze sponsorowanie bolszewizmu przez Niemcy

Mirbach proponował dyskretne montowanie rządu proniemieckiego, ale już z niebolszewickiej ekipy. Oznaczałoby to zaprzestanie sponsorowania Lenina i zarazem wydanie go i jego ekipy na pewną śmierć.

Mirosław Grudzień

3 listopada[1918 r.] wybuchł bunt niemieckich marynarzy z bazy w Kilonii. W dniach 5-6 listopada rząd stracił kontrolę nad portami. 7 listopada oderwała się Bawaria, 9 listopada rewolucja dosięgła Berlina. Wojskowa ekipa Hindenburga-Ludendorffa zezwoliła na tę „spontaniczną” rewolucję, usunęła się, zgrzytając zębami, w cień, ponieważ lepiej niż zaślepiony cesarz dostrzegała, że nie ma innego wyjścia niż „przefarbowanie” całych Niemiec na miłe Wilsonowi kolory republikańskie, demokratyczne, stuprocentowo cywilne i „ludowe”. (…)

Jak w tej sytuacji zachowywała się leninowska ekipa rządząca Rosją? Usiłowała przekonać opinię publiczną, że stała się nieszczęsną ofiarą, na której wymuszono olbrzymie koncesje terytorialne, polityczne i ekonomiczne, spychające ją do rzędu wasalnych niemieckich półkolonii, rzekomo wbrew jej woli.

W tę wersję zdawali się chętnie wierzyć Anglicy i Wilson, który nader niechętnie podejmował decyzje o wysłaniu amerykańskich oddziałów interwencyjnych do Rosji (Murmańsk) i próbował się z bolszewikami dogadać. Wysyłał do nich pojednawcze orędzia, na które odpowiedziano mu wręcz bezczelnie. Co do Anglików – jeszcze przed podpisaniem traktatu brzeskiego Lenin wysłał do nich na rozmowy Kamieniewa, który taką właśnie wersję im „sprzedawał”. Zachęciło to Anglików do interwencji w Murmańsku. Jednak kiedy wylądowali, ekipa leninowska zabroniła lokalnym organom bolszewickim współpracy z nimi, mimo że oferowali pomoc żywnościową, co było wtedy w Rosji absolutnie nie do pogardzenia. (…)

Układ z Ukrainą przewidywał oderwanie i przekazanie jej sporych terenów przygranicznych od „Królestwa Polskiego”, restytuowanego przez Niemcy i Austro-Węgry aktem 5 listopada 1916 r. i formalnie z nimi sprzymierzonego. Zamierzano wykroić z Królestwa powiaty tomaszowski i hrubieszowski w całości, prawie cały powiat zamojski wraz z Zamościem, prawie cały powiat chełmski, połowę biłgorajskiego i część krasnostawskiego, a następnie w całości powiaty włodawski i bialski oraz prawie w całości powiaty radzyński i konstantynowski – podaje Wikipedia. Do negocjacji pokojowych nie dopuszczono delegacji Królestwa Polskiego.

Miało to m.in. takie konsekwencje, że 15 lutego 1918 r. brygadier (pułkownik) Józef Haller, protestując przeciwko postanowieniom traktatu brzeskiego, wraz z podległą mu II Brygadą Legionów Polskich i innymi oddziałami polskimi przebił się przez front austriacko-rosyjski pod Rarańczą i połączył się z polskimi formacjami w Rosji. 10 marca została tam sformowana 5 Dywizja Strzelców Polskich, która weszła w skład II Korpusu Polskiego na Ukrainie. Haller, awansowany do stopnia generała, został dowódcą najpierw pierwszego, potem drugiego z tych wojskowych ugrupowań. Próby wyjścia ze strefy działania wojsk niemieckich na wschód (tereny sowieckie) wymagały zgody władz sowieckich, które zignorowały starania gen. Hallera. Generał nie zdecydował się na przejście Dniepru i radykalne oderwanie się od wojsk niemieckich. W nocy z 10 na 11 maja 1918 przeważające liczebnie oddziały niemieckie zaatakowały bez uprzedzenia jednostki polskie rozlokowane w okolicy Kaniowa i zażądały ich kapitulacji. Po całodziennej walce i wyczerpaniu się zapasów amunicji II Korpus Polski został zmuszony do złożenia broni.

Z kolei na Białorusi już od 24 lipca 1917 r. istniał utworzony za zgodą republikańskich władz Rosji (po obaleniu cara) I Korpus Polski pod dowództwem generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. Nie skierowano go na front przeciw Niemcom. Gen. Dowbor deklarował neutralność wobec spraw wewnętrznych Rosji i próbował podjąć rozmowy z władzami sowieckimi, spełzły one jednak na niczym i Korpus został na początku lutego zaatakowany przez oddziały bolszewickiej Gwardii Czerwonej. W walkach z siłami sowieckimi Korpus odniósł kilka zwycięstw, z których najważniejsze to zdobycie 29.01.1918 r. twierdzy w Bobrujsku, obsadzonej przez 7-tysięczną załogę. 19 02.1918 r. Polacy zdobyli Mińsk Litewski. Walki polsko-bolszewickie w tym czasie toczono również pod Tatarką, Osipowiczami i w wielu innych miejscach. Po zawarciu traktatu brzeskiego Korpus został zmuszony do kapitulacji i rozbrojony przez oddziały niemieckie w twierdzy w Bobrujsku 21.05.1918 r.

Po kapitulacji generał Haller udał się na północ, wzywając pozostałych na wolności żołnierzy polskich na Murmań (Półwysep Kola nad Morzem Barentsa). Pojawiły się jednak przeszkody ze strony władz sowieckich. Bolszewicy, zgodnie ze zobowiązaniem przyjętym wobec niemieckiego ambasadora hrabiego von Mirbacha i na wyraźny rozkaz sowieckiego ludowego komisarza wojny, Lwa Trockiego, zaczęli wyłapywać przedzierających się żołnierzy i rozstrzeliwać ich bez sądu. Zakonspirowane polskie placówki zaczęły więc Polaków kierować na południe, w rejon Kubania, na północ od Kaukazu nad Morzem Czarnym.

 

(…) Jeszcze przed traktatem brzeskim Rosja Sowiecka usuwała sprzed wojsk niemieckich ewentualne przeszkody, aby mogły przerzucać oddziały na front zachodni, na potrzeby ludendorffowskiej ofensywy wiosennej. W tym celu należało usidlić, trochę omamić, a ostatecznie związać i uwikłać oddziały polskie i czechosłowackie. Wszystko wskazuje na to, że czyniono to w ścisłej koordynacji z planami niemieckimi. Szczególnie intrygująco wygląda postępowanie władz bolszewickich wobec Polaków ─ oczywiście nie socjalistycznych renegatów z SDKPiL i PPS-Lewicy, którzy doszlusowali do bolszewików, lecz tych deklarujących chęć walki po stronie Ententy.

Jak już wspomniano, zabijano bez sądu polskich żołnierzy udających się do Murmańska. Później okazało się, że w p. 3. tajnego protokołu do traktatu brzeskiego rząd sowiecki zobowiązał się, że rozbroi oddziały polskie i nie dopuści do formowania nowych. Ale od „rozbrajania” do mordowania jest jednak daleka droga…

W przerzut polskich żołnierzy do Murmańska zaangażowani byli w Rosji bracia Lutosławscy. Kazimierz Lutosławski był od 1917 roku członkiem Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego w Moskwie, kierował komisją wojskową zajmującą się przerzucaniem polskich żołnierzy do Murmańska. Jego bracia Józef i Marian wykradli tekst traktatu brzeskiego i przekazali do Warszawy, do arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego, członka Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego. Wszyscy trzej zostali aresztowani 23.04.1918 r., uwięzieni w Moskwie i 5.09.1918 r. rozstrzelani bez sądu… około miesiąca przed końcem wojny.

Sam Lenin chętnie widział Polaków, oczywiście o orientacji socjalistycznej, ale w Rosji, gdzie wcielał ich (jak i innych cudzoziemców) do bolszewickiej elity władzy, dla przeciwwagi wobec Rosjan i innych silnych grup w bolszewickiej kaście: żydowskiej i zakaukaskiej. Był także gotów zapewnić Polakom w państwie sowieckim autonomię, głównie kulturalną. Jednak Polacy, chcący walczyć o swoją ojczyznę na terenie, który uważał za swój, byli mu tylko zawadą.

Zarzut udziału w skoordynowanej akcji niemiecko-bolszewickiej dotyczy też I Korpusu Polskiego gen. Dowbora-Muśnickiego, którego dowódca w sytuacji bez wyjścia zadeklarował podporządkowanie się wasalnemu wobec Niemiec Królestwu Polskiemu, co oznaczało wprawdzie wymuszone, ale opowiedzenie się po stronie państw centralnych.

Wygląda na to, że władze bolszewickie wysługiwały się Niemcom na rzecz ich zwycięstwa nad Ententą. Czyniły to zamian za ciągle (już po bolszewickim przewrocie) otrzymywane od Niemców pieniądze, które przechodziły przez ręce hrabiego Wilhelma von Mirbacha, niemieckiego ambasadora w Moskwie.

18 maja 1918 r., dwa dni przed spotkaniem z Leninem, złożył on w Berlinie telegraficznie zapotrzebowanie na 40 mln marek, „aby utrzymać bolszewików przy władzy”. 3 czerwca telegrafował o kolejne 3 mln marek. Suma 40 mln została wypłacona przez Skarb Rzeszy jeszcze w czerwcu. W swoim ostatnim liście do Richarda von Kühlmanna (niemieckie MSZ) Mirbach przewidywał, że Lenin, mimo niemieckich pieniędzy, nie utrzyma się przy władzy i proponował dyskretne montowanie rządu proniemieckiego, ale już z niebolszewickiej ekipy. Oznaczałoby to zaprzestanie sponsorowania Lenina i skierowanie strumienia niemieckich pieniędzy w inną stronę. Byłoby to zarazem wydanie Lenina i jego już niepopularnej ekipy na pewną śmierć.

Być może przeciek tej informacji przyczynił się do śmierci ambasadora w zamachu, która nastąpiła 6 lipca 1918. Zamachu dokonano w okolicznościach dość zagadkowych, przy jakby umyślnej ślepocie bolszewickich służb specjalnych i ochronnych. (…)

Hrabia Mirbach zginął, bo za dużo wiedział ─ stwierdza rosyjski historyk Edward Radziński. Na dodatek chciał on zatamować strumień niemieckich pieniędzy płynący do bolszewików. To zapewne przesądziło sprawę. Zginął akurat w momencie przesilenia, gdy załamała się niemiecka ofensywa na froncie zachodnim. W perspektywie zwycięstwa Ententy bolszewicy postanowili czym prędzej zmienić swój image płatnych agentów niemieckich i ostatniego sojusznika państw centralnych.

Cały artykuł Mirosława Grudnia pt. „Bolszewicki bakcyl dżumy. Po traktacie brzeskim” znajduje się na s. 15 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mirosława Grudnia pt. „Bolszewicki bakcyl dżumy. Po traktacie brzeskim” na s. 15 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Władze III RP pozbawione suwerenności. Konieczne zerwanie umowy z Fiatem. Interpelacja poselska Józefa Brynkusa

Poseł Józef Brynkus od początku kadencji zajmuje się sprawą haniebnej prywatyzacji Fabryki Samochodów Małolitrażowych, którą oddano za bezcen Włochom. Poniżej pełna treść jego interpelacji poselskiej.

Józef Brynkus

Władze III RP pozbawione suwerenności. Konieczne zerwanie umowy z Fiatem

– Wystosowałem interpelację do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego dotyczącą repolonizacji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce i możliwości unieważnienia Umowy Definitywnej z firmą FIAT, która została zawarta z naruszeniem prawa co do zasady suwerenności Władz RP – informuje poseł dr hab. Józef Brynkus od początku kadencji zajmuje się sprawą haniebnej prywatyzacji Fabryki Samochodów Małolitrażowych (FSM), którą oddano za bezcen Włochom. Poniżej pełna treść interpelacji poselskiej.

Wadowice, 11 marca 2018 r.

Szanowny Pan
Mateusz Morawiecki
Prezes Rady Ministrów

INTERPELACJA

Dotyczy: Możliwości unieważnienia Umowy Definitywnej zawartej z firmą FIAT, która została zawarta z naruszeniem prawa co do zasady suwerenności Władz RP, oraz repolonizacji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce.

Szanowny Panie Premierze,

kieruję do Pana Premiera interpelację poselską w sprawie konieczności jak najszybszego unieważnienia Umowy Definitywnej zawartej w imieniu Rządu RP przez ówczesnego Ministra Finansów Andrzeja Olechowskiego z Firmą FIAT w dniu 28 maja 1992 roku.

Zgodnie z najlepiej pojętą polską racją stanu, a w szczególności zgodnie z Konstytucją RP, uważam za konieczne unieważnienie tej umowy, która została zawarta z wyraźnym naruszeniem prawa. Przez to jest dotknięta wadą prawną, a więc nie może obowiązywać. Rząd nie ma prawa pozwalać na dalsze obowiązywanie bulwersującej i haniebnej klauzuli o uchyleniu immunitetu władz zwierzchnich zawartych w tej oficjalnej umowie z koncernem FIAT!

Jak wynika z protokołu NIK z 1996 roku, na zawarcie tej klauzuli wyraził pisemną zgodę ówczesny Minister Finansów Rządu RP Andrzej Olechowski, co brzmi następująco: „Skarb Państwa uchyla niniejszym, w stosunku do niniejszej umowy oraz przewidzianych z nią skutków transakcji, każde prawo i wszystkie prawa i zastrzeżenia, które mogą mu przysługiwać zgodnie zasadami władzy suwerennej” (źródło: Protokół Najwyższej Izby Kontroli z dnia 30 stycznia 1996 roku).

Jasno wynika z tego zapisu, że Pan Andrzej Olechowski jako Minister Finansów Rządu RP zrzekł się suwerenności wobec koncernu FIAT. Było to rażące naruszenie Konstytucji RP.

W związku z tym taką umowę należy jak najszybciej unieważnić, bo żaden minister nie miał i nie ma prawa do zrzekania się suwerenności władz Polski wobec kogokolwiek. Czy rząd zamierza podjąć kroki prawne w tej sprawie? Proszę o wyjaśnienie: czy zgodnie z treścią tej klauzuli obszar zakładów FCA Poland w Polsce jest terenem eksterytorialnym? Czy na nim nie obowiązuje polskie prawo?

W bieżącym roku obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości. Jako Polacy jesteśmy winni wszystkim bohaterom – którzy za tę niepodległość i za SUWERENNOŚĆ RZECZPOSPOLITEJ oddali swoje życie – wdzięczność. Ale też powinniśmy doprowadzić do tego, aby nigdzie, w żadnym miejscu, w żadnym koncernie na terenie Polski nie istniała oficjalna umowa o wyrzeczeniu się suwerenności!

Reasumując pytam: czy i kiedy Pan Premier zamierza wystąpić do Prezesa koncernu FIAT z postanowieniem nowego Rządu RP dotyczącym wdrożenia procedury unieważnienia Umowy Definitywnej zawartej z firmą FIAT m.in. przez Andrzeja Olechowskiego w 1992 roku, a ratyfikowanej potem przez Premier Hannę Suchocką?

Jednocześnie pragnę zapytać:

– Czy polski rząd rozważa możliwość repolonizacji zakładów motoryzacyjnych w Polsce Opla w Gliwicach i FCA Poland w związku z rządowym programem elektromobilności?
– Związkowcy z zakładów FCA Poland wystąpili do Pana Premiera z listem i zaproszeniem w sprawie spotkania. Czy zamierza Pan przeprowadzić takie rozmowy z ludźmi pracy?
– Szef „Sierpnia’80” informuje o możliwości wygaszania produkcji samochodów w Polsce w fabrykach Opla i FIAT-a, co zawarto w piśmie skierowanym do Pana Premiera. Czy w związku z tą sytuacją spotka się Pan z Przewodniczącym WZZ „Sierpień’80” Bogusławem Ziętkiem?

Poseł na Sejm RP
dr hab. Józef Brynkus, Kukiz’15

Władza o tej aferze nie wiedziała? Informowałem, że największa afera prywatyzacyjna XX wieku jest w rękach Premier Szydło. W trakcie 35. posiedzenia Sejmu, w czwartek 09.02.2017 r. przekazałem Premier Beacie Szydło książkę Rajmunda Pollaka pt. „Polacy wyklęci z FSM za komuny i podczas włoskiej inwazji”, gdzie opisano przekręt prywatyzacyjny XX wieku. Podczas prywatyzacji i sprzedaży Fabryki Samochodów Małolitrażowych (FSM) włoskiemu koncernowi Fiat Auto z Turynu polski rząd oddał za symboliczną złotówkę najlepszą w tamtym czasie fabrykę samochodów w Europie Środkowowschodniej. A więc od co najmniej dwóch lat Rząd PiS dokładnie zna sprawę! – przypomina fakty parlamentarzysta z Wadowic. Walka trwa.

Interpelacja poselska Józefa Brynkusa znajduje się na s. 2 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Interpelacja poselska Józefa Brynkusa na s. 2 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

 

Krótko, treściwie, czasem żartobliwie. Podpowiadamy, na które wiadomości warto zwrócić uwagę i zachować w pamięci

Użyty w Londynie rosyjski środek paralityczno-drgawkowy noviczok wywołał wojnę dyplomatyczną pomiędzy Wielką Brytanią i jej sojusznikami z jednej, a Federacją Rosyjską z drugiej strony.

Maciej Drzazga

  • Bez zwyczajowych fanfar minęło pierwsze sto dni rządów gabinetu Mateusza Morawieckiego.
  • Kanclerzem Niemiec po raz czwarty została Angela Dorothea Merkel.
  • W przeprowadzonych w 4 rocznicę aneksji Krymu wyborach prezydent Putin po raz czwarty postawił na Władimira Putina.
  • W Parlamencie Europejskim Krasnodębski zastąpił Czarneckiego.
  • Pomimo protestów totalsów z PO i .N przeciwko ograniczeniu handlu w niedziele, supermarkety w Polsce zrobiły pół kroku w stronę zachodnich standardów.
  • „Dlaczego milczeliśmy, kiedy tyle minionych partii, koalicji i formowanych przez nie rządów naruszało niezależność sądów i niezawisłość sędziów?” – wypomniała sędziom ze stowarzyszenia Iustitia I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, tym samym przyznając, że instytucja tzw. sędziego na telefon nie była jedynie dziennikarskim wymysłem.
  • W 50 rocznicę marca 1968 roku Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego zainicjowało ankietę nt. różnic dzielących przedstawicieli narodu żydowskiego od małp.
  • Muzeum Historii Polin zaczęło certyfikować współcześnie żyjących na antysemitów i nie-antysemitów.

Zapraszamy do przeczytania całego „Telegrafu” Macieja Drzazgi na s. 2 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Telegraf Macieja Drzazgi na s. 2 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Atak Wyborczej na publikację dokumentującą zbrodnie niemieckie z czasów II wojny światowej rekomendowaną przez IPN

Kto myśli, że mieszamy katów z ofiarami – jest niegodny jakiejkolwiek dyskusji. Na liście znalazły się również osoby budzące negatywne skojarzenia historyczne – ale na tym polega publikacja źródeł.

Jolanta Hajdasz
Łukasz Jastrząb

O czym jest książka, za którą tak intensywnie atakuje Pana i Wojewodę Wielkopolskiego „Gazeta Wyborcza”?

Jest to publikacja źródła – tzw. „kartoteki okupacyjnych zgłoszeń zgonów”, stworzonej w latach 70. ubiegłego wieku przez historyków z Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Przebadali oni akty zgonów poznańskiego Urzędu Stanu Cywilnego z lat 1939–1945 i zbudowali bazę danych zgłoszonych w tym okresie szeroko rozumianych ofiar wojny i działań wojennych. Jaki był klucz i wskazówki metodologiczne – tego nie wiemy. 33 teczki z kilku tysiącami ankiet, kart przejął od Komisji IPN. Na temat tabloidowych tytułów prasowych, formułowanych przez „Gazetę Wyborczą”, nie chcę się wypowiadać. Być może ratują tanią sensacją postępujący spadek jej czytelnictwa.

Brzmi to absurdalnie, ale oponenci zarzucają Państwu, iż w Waszej książce „bezrefleksyjnie pomieszano polskie ofiary wojny ze stratami okupanta”. Co Pan na to?

To jest całkowite niezrozumienie tytułu, który – przypomnę – brzmi: Ofiary terroru i działań wojennych 1939–1945 zarejestrowane w księgach zgonów Urzędu Stanu Cywilnego w Poznaniu. Oponenci, idąc całkowicie na skróty, nie przeczytawszy zapewne wstępu, odkryli „sensację” – oto autorzy na jednej liście ofiar umieścili Polaków i Niemców. A chciałbym raz jeszcze zaznaczyć, że nie jest to lista polskich ofiar, tylko prezentacja zbioru archiwalnego, w którym znaleźli się zarówno Polacy, Niemcy, ale też i jeńcy brytyjscy czy francuscy. Wszystko zostało omówione we wstępie do książki. Ja nawet nie wiem, kim są owi „oponenci” z „Gazety Wyborczej”, gdyż zostali przedstawieni jako „anonimowi historycy”. Jeżeli faktycznie istnieją – to dlaczego bali się ujawnić, by pokazać swój dorobek? Książka została zrecenzowana przez wybitnych naukowców – jeden z nich, dr hab. Waldemar Grabowski, pracuje w zespole zajmującym się stratami Polski podczas okupacji niemieckiej. Takim specjalistom „Gazeta Wyborcza” przeciwstawia jako własnego eksperta nikomu nieznanego aktora-epizodystę, absolwenta Studium Teatralnego… Jaka gazeta – tacy eksperci…

Na czym polegają trudności w przedstawieniu imiennej listy ofiar wojny np. w Poznaniu czy w Wielkopolsce?

Oszacowanie dokładnych strat biologicznych, powstałych w wyniku wojen, konfliktów zbrojnych, rewolucji itp. sprawia zawsze ogromne trudności metodyczne. Wpływa na to wiele czynników: nie tylko przyjęte metody badawcze, statystyczne, demograficzne, matematyczne, ale również – a może i przede wszystkim – brak dokładnej ewidencji tworzonej w czasie rzeczywistym, wynikający chociażby z chaosu wojennego i innych uwarunkowań. Trudno bowiem, by sprawcy masowych rozstrzeliwań czy mordów wojennych dokładnie dokumentowali swoje zbrodnie, choć i w takich przypadkach zdarzają się wyjątki – cudem ocalałe z pożogi listy transportowe, ewidencje obozowe, wyroki sądowe czy – tak jak w przypadku Poznania i omawianej książki – akta USC. (…)

Co w takim razie myśli Pan o dążeniu państwa polskiego do wypłaty odszkodowań przez Niemcy za straty poniesione przez naród i państwo polskie w czasie II wojny światowej?

Nie jestem ekspertem od prawa międzynarodowego. Z informacji, które znam z mediów, wynika, że ścieżka prawna została już zamknięta. Jednak inne państwa – mniej doświadczone i poszkodowane przez Niemców w czasie II wojny światowej – otrzymały gratyfikację. Myślę, że z punktu widzenia naszej racji stanu i pamięci historycznej należy informować, publikować, pokazywać – w sposób spokojny, wyważony – obraz strat i cierpienia, jakich Polska doznała ze strony Niemców podczas wojny. Książka, o której rozmawiamy, wpisuje się w ten trend. Publikujemy wykaz ofiar – między innymi polskich – takie było główne nasze zamierzenie jako autorów: upamiętnienie ofiar wojny. Kto myśli, że mieszamy katów z ofiarami – jest niegodny jakiejkolwiek dyskusji. Na liście znalazły się również osoby budzące negatywne skojarzenia historyczne – ale na tym polega publikacja źródeł. Oczywiście nie możemy z tą książką zapukać do drzwi Bundestagu i poprosić o rekompensatę, ale w dyskusjach, panelach – pokazywać ją jako dowód naukowy. Kilka jej egzemplarzy zostało wysłanych do niemieckich bibliotek i instytutów naukowych.

Cały wywiad Jolanty Hajdasz z Łukaszem Jastrząbem pt. „Absurdalny atak Wyborczej” znajduje się na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Jolanty Hajdasz z Łukaszem Jastrząbem pt. „Absurdalny atak Wyborczej” na s. 3 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Polityka Surowcowa Państwa tak, ale jaka? Z dużym zainteresowaniem przeczytałem tekst Pani Danuty Franczak

Nie znam kulis polityki personalnej w PIG i nie czuję się kompetentny w tym temacie. Niestety pewne stwierdzenia Autorki są świadectwem powszechnej niewiedzy na temat geologii i wymagają sprostowania.

Andrzej Solecki

Samobójcza niekiedy polityka Unii Europejskiej nie może być argumentem na rzecz zaniedbywania polityki gospodarki surowcowej. Można dyskutować nad kształtem, celami i narzędziami Polityki Surowcowej Państwa, ale trudno podważać sens jej istnienia.

Przykładem tego, że rozumiano to już w XIX-wiecznych, skrajnie wolnorynkowych Stanach Zjednoczonych, jest amerykańska ustawa federalna, tzw. Guano Islands Act, przyjęta przez Kongres Stanów Zjednoczonych 18 sierpnia 1856 roku, która umożliwiała obywatelom USA zajęcie bezpańskich wysp zawierających pokłady guana. Wyspy te mogły być zlokalizowane w dowolnym miejscu na świecie, o ile nie były okupowane i nie podlegały jurysdykcji innego rządu. Ustawa ta upoważniała prezydenta USA do wykorzystania wojska do ochrony takich interesów i ustanowienia jurysdykcji karnej Stanów Zjednoczonych na tych terytoriach. Nie jest przypadkiem, że taka unikalna ustawa dotyczyła guana (ptasich odchodów), ponieważ zawiera ono znaczną ilość związków fosforu i azotu niezbędnych dla rolnictwa.

Nie jest przypadkiem, że rządy państw członkowskich WTO nie mogą dyskryminować firm krajowych i zagranicznych w dostępie do wydobywanego surowca. Zasada ta zmusiła Chiny do porzucenia restrykcji eksportowych na pierwiastki ziem rzadkich, sprzecznych z zasadą „niedyskryminacji”, której członkowie WTO są zobowiązani przestrzegać, o ile chcą brać udział w światowym handlu na zasadach WTO.

Ilustracja autora

Co do genezy złóż związanych z krążeniem gorącej wody pod dnem oceanów, sprawa jest znana i opisana w szeregu podręczników. Na poziomie popularnym została opisana w Wikipedii (…). Woda morska migruje w głąb dna oceanicznego, gdzie ciśnienie jest większe? Tak, to prawda! Jeżeli weźmiemy blaszany pojemnik, nasypiemy na dno 10 cm piasku i zalejemy wodą, tak aby było jej nad piaskiem 10 cm, to ciśnienie wody w piasku na blaszanym dnie pojemnika będzie większe niż nad piaszczystym dnie powyżej warstwy piasku, ponieważ będzie ona głębiej, a ciśnienie rośnie wraz z głębokością wody. Jeżeli teraz środek zbiornika zaczniemy podgrzewać palnikiem, to w wodzie powstaną prądy konwekcyjne. Podgrzana woda jest lżejsza i będzie się wznosić do góry, a bokami będzie napływać woda zimna. Woda ta będzie krążyć nieustannie, dopóki będzie istniała różnica temperatur. (…)

Oczywiście można i należy dyskutować nad sensem angażowania polskich pieniędzy publicznych w badania działki na Atlantyku, zwłaszcza po doświadczeniach z Kongo i Chile. Znane są bogate mineralizacje w obrębie den oceanicznych, ale zawartość złota zazwyczaj nie przekracza w nich kilku gramów na tonę (czyli milionowych części), a miedzi kilku procent. Poza tym należy pamiętać o różnicy pomiędzy zawartością metali w pojedynczej, przypadkowej, wysoko zmineralizowanej próbce, a średniej zawartości w złożu przeznaczonym do opłacalnej eksploatacji.

Badania dna oceanicznego to trudny problem logistyczny, a opracowanie technologii eksploatacji to bardzo poważne wyzwanie. Może na początek lepiej byłoby rozwiązać problemy prawno-technologiczne eksploatacji bursztynu w Polsce, który w przypadku ładnych, starannie obrobionych okazów ceniony jest na wagę złota. Uratowałoby to branżę, która jeszcze w czasach PRL była przykładem prywatnej przedsiębiorczości.

Cały artykuł Andrzeja Soleckiego pt. „Polityka Surowcowa Państwa tak, ale jaka?” znajduje się na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Andrzeja Soleckiego pt. „Polityka Surowcowa Państwa tak, ale jaka?” na s. 3 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

 

Berlin–Warszawa i z powrotem. Po zaprzysiężeniu rządu szef dyplomacji i sama kanclerz Niemiec ruszyli do Warszawy

Angela Merkel tak się śpieszyła do Warszawy, że na później odłożyła złożenie w Bundestagu oświadczenia rządowego. Rozmowy z premierem Morawieckim i z prezydentem Dudą były dla niej ważniejsze.

Jan Bogatko

Kiedy pojawiło się doniesienie, że oto po 171 dniach zabiegów, rozmów koalicyjnych i błyskawicznej wizycie w zaprzyjaźnionym Paryżu szef niemieckiej dyplomacji z ramienia koalicyjnej SPD, Heiko Maas, wsiadł do samolotu i poleciał do Warszawy, tejże Warszawy, która jest solą w oku niemieckich mediów lewicowo-liberalnych (a innych między Odrą a Renem brak), zapanowała w Niemczech pewna konsternacja – jak to możliwe? Dlaczego? Czary goryczy dopełniło doniesienie polskich mediów (pomijam znane lewicowo-liberalne) o zamiarze Angeli Merkel udania się w poniedziałek po zaprzysiężeniu jej kolejnego, czwartego z kolei rządu, na rozmowy z premierem Morawieckim i prezydentem Dudą, wrogami publicznymi liberalnej lewicy i jej intelektualnych ofiar w Republice Federalnej. Zaskoczenie było tak wielkie, że nadaremnie by szukać w prasie piątkowej czy weekendowej w Niemczech doniesień o tej wizycie.

Ktoś (zupełnie nieważne kto) zaryzykował nawet stwierdzenie, że do Polski (podobno popadła ona przez politykę rządu „narodowo-katolickiego” w totalną izolację w Europie i na świecie) tak wybitni politycy obozu (demokracji ludowej, chciałoby się powiedzieć, nawiązując do języka „Trybuny Ludu” czy „Neues Deutschland”, jakim te media posługują się na co dzień i od święta) przyjechali, bo są z Polską w złych relacjach! Brawo! Wniosek: gdyby byli z nią w dobrych relacjach, to by nie przyjechali (no, może z wyjątkiem Paryża, ale to przecież wyjątek, a nie reguła).

No to zagadka: z jakim państwem na świecie wszyscy są w najlepszych relacjach? Jasne – z Koreą Północną! Dowód? Niemal nikt tam nie przyjeżdża z polityczną wizytą. Ale wróćmy do naszych baranów: totalna, sprawująca w Polsce rządy przez osiem lat, nigdy nie była zaskoczona blitz-wizytą swej berlińskiej idolki w tak karkołomnym tempie. Jeszcze bardziej totalnych zaskoczył klimat wizyty, o tematach rozmów nawet nie wspominając.

Nadzieje opozycji pozaparlamentarnej w Polsce (to znaczy takiej, która wprawdzie bierze diety poselskie, ale pracuje głównie na ulicy i za granicą w walce z rządem na rzecz jego demontażu, w myśl zasady „po nas potop”) na ostrą krytykę rządu Morawieckiego nie spełniły się. Przeciwnie, kanclerz Angela Merkel przejęła główne przesłanie stratega partii Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone przez niego w Sejmie w związku z przejściową likwidacją granic przez Niemcy w dniach wędrówki ludów: „Pomoc tak, ale na miejscu”. Tak „Plan Kaczyńskiego” zastąpił berlińskie bezhołowie i nadał imigracji do Europy niezbędny porządek, no bo w końcu także i w Niemczech Ordnung muss sein, czy się to podoba, czy nie. (…)

Nadszedł czas i przyszedł Maas. Talent dyplomatyczny (poza nieudolnym występem w relacjach polsko-niemieckich jako szef resortu sprawiedliwości) przyszły minister spraw zagranicznych wykazał w trudnych rozmowach międzyresortowych, głównie z ministrem spraw wewnętrznych Thomasem de Maizière. Umiarkowany frankofil z Kraju Saary (włączonego do Republiki Federalnej Niemiec dopiero w 1957 roku) uważany jest przez jednych za technokratę, przez drugich za polityka pozbawionego raczej wyobraźni. Może to i dobre? Zwłaszcza, że Niemcy miewały już polityków z wybujałą wyobraźnią, co nie najlepiej się dla Niemców kończyło.

No i proszę – ledwie się przeprowadził z gabinetu szefa resortu sprawiedliwości do MSZ, a już do głosu doszła Realpolitik, czego można było doświadczyć w Warszawie. Umiarkowanie, ton rzeczowy, żadnych aluzji, same konkrety. Nie można było tak, Herr Bundesminister, od początku? Niemcy bardzo przestrzegają protokołu. Moja babcia wspominała mi o pewnej „konduktorowej wąskotorowej” spod Poznania i o jej kompleksie wobec „konduktorowej szerokotorowej” ze stolicy księstwa. (…)

No dobrze, ale o co chodziło Merkel w Warszawie? Po pierwsze: o, jak się wydawało zapomniany, Trójkąt Weimarski. Być może stosunek Macrona do Trójkąta, który niegdyś był listkiem figowym Democratic Show w Unii Europejskiej, a dzisiaj – zwłaszcza po Brexicie i problemach w euroklubie – nabrałby znowu znaczenia, przesądził o wyciągnięciu dłoni w kierunku Warszawy? Może krytyka Francji i centralistycznej, aroganckiej nawet polityki Macrona ze strony innych członków Unii Europejskiej wpłynęła na nowe otwarcie Berlina i wolę zapalenia fajki pokoju z Warszawą? Mimo nieporzuconych przez Berlin planów „gospodarczych” budowy Nordstream II Niemcy są zaniepokojone polityką Rosji. Wraca rozsądek? Trzeba mieć nadzieję na dobrą zmianę nad Sprewą. I trzeba Niemcom w tym pomóc.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Berlin–Warszawa i z powrotem” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr kwietniowy 46/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Berlin-Warszawa tam i z powrotem” na s. 3 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Opinogóra, czyli Polska. Spośród miejsc urodzenia wieszczów tylko kolebka Zygmunta Krasińskiego pozostała w Polsce

„Lanca do boju, szabla w dłoń i… pogonili konnice Budionnego i Tuchaczewskiego. Były powody historyczne, aby mężczyźnie w mundurze ułańskim inni panowie ustępowali miejsca w kawiarni.

Piotr Witt

Górą można ją było nazwać tylko tu, na Mazowszu. Na zachód w kierunku Ciechanowa i na wschód w stronę Przasnysza, i na południe – na Warszawę, gdzie okiem sięgnąć, teren płaski jak step węgierski. Dopiero za Mławą, bliżej Lidzbarka Welskiego, ziemia fałduje się nieco.

Dla nas ta wieś ma szczególne znaczenie. Spośród miejsc urodzenia dziewiętnastowiecznych wieszczów tylko kolebka Zygmunta Krasińskiego pozostała w Polsce. Do mickiewiczowskiego Nowogródka i do Krzemieńca Słowackiego trzeba przedsiębrać wycieczki zagraniczne. Krasiński urodził się tu, na Mazowszu, we wsi Opinogóra, pośrodku rozległych dóbr swojej magnackiej rodziny. (…)

Francuz i Anglik są zazwyczaj zdumieni skromnością polskich siedzib magnackich w porównaniu z areałem majątków ziemskich. Liczne najazdy i wojny nie tłumaczą wszystkiego. Dopiero widok kościołów fundowanych przez właścicieli zmienia nieco optykę. W niszach kościoła w sąsiednim Krasnym pokolenia rycerzy Krasińskich leżą wykute w czarnym marmurze, na swoich kamiennych trumnach inni w krypcie tutejszego kościoła. Jest jeszcze kościół w Pałukach, też przez nich fundowany. Wspaniała świątynia ducha – Biblioteka Krasińskich na Okólniku – spłonęła spalona przez Niemców w czasie ostatniej wojny.

Kościół opinogórski przypomina paryską Madeleine w miniaturze, z tą różnicą, że podczas mszy i nabożeństw trudno w nim znaleźć wolne miejsce. Podobnie jak na obszernym przykościelnym parkingu. Podczas Drogi Krzyżowej przy świetle pochodni na jedynym w okolicy wzgórzu parkowym, pełniącym funkcję Kalwarii, mieszkańcy zmieniali się pod krzyżem jedenaście razy – tyle ile wsi liczy jedna z najrozleglejszych polskich parafii. Kto źle się wyraża o poziomie wiejskich proboszczów, powinien posłuchać kazań wspaniałego księdza Arbata. Podziwiałem powagę i mądrość, z jaką celebrował Drogę Krzyżową i sumę w Niedzielę Palmową. (…)

We dworze opinogórskim brak tylko szwoleżerów generała Wincentego Krasińskiego. Ułani są za to w Warszawie, w Teatrze Narodowym.

Najgłupsza inteligencja świata, a przynajmniej znaczna jej, część bojkotuje posunięcia obecnego rządu i wszystko, co się z nim kojarzy. Słyszałem głosy występujących ostro przeciwko wystawieniu sztuki Jarosława Marka Rymkiewicza, ze względu na osobę autora uważanego przez nich za oszołoma, mohera i czarnosecińca. Autor powinien być im wdzięczny za to nieporozumienie. Rymkiewicz żyje długo i nieraz zdarzyło mu się zmieniać poglądy na wiele spraw. Teraz, kiedy został uznany za przedstawiciela skrajnej prawicy, dogonili go Ułani napisani w czasach wczesnego Gierka. (…)

Działacze KOD-u śmiało mogą udać się na przedstawienie do Teatru Narodowego, żeby odnaleźć ducha Lotnej i hitlerowskich filmów propagandowych użytych niegdyś przez pana Andrzeja do pokazania szarży polskich ułanów na czołgi (O czym nie wspomniał: armia niemiecka do uderzenia na Rosję zgromadziła 750 000 koni.) (…)

Kult ułana rozwinął się za II Rzplitej i miał swoje rozsądne uzasadnienie. Kawalerzystę fetowano przed wojną jako zwycięzcę, który wywalczył dla Polski nieuregulowane przez traktat wersalski granice na Wschodzie i w Cudzie nad Wisłą uchronił Polskę i Europę przed bolszewickim zalewem. „Lanca do boju, szabla w dłoń i… pogonili konnice Budionnego i Tuchaczewskiego. Były powody historyczne, aby mężczyźnie w mundurze ułańskim inni panowie ustępowali miejsca w kawiarni. Dopiero znacznie później, po pochowaniu ostatnich ułanów na „Łączce”, zaczęto patrzeć na nich przez pryzmat Lotnej.

Także wybór Feldmarszała Putina na kolejną czwartą, a właściwie piątą już kadencję prezydencką był w Polsce szeroko komentowany. Były naczelnik KGB otrzymał znowu poparcie społeczeństwa, zadowolonego z poprawy warunków życia. W latach dziewięćdziesiątych doszło w Rosji do załamania gospodarczego nieznanego w historii. Pieniądz stracił wartość, w sklepach zabrakło towarów, pensje i emerytury przestały być wypłacane. Stopę wymiany walutowej określano jako „funt rubli za dolara”. W stosunku do tamtej sytuacji epokę putinowską cechuje niewątpliwy postęp. Po aneksji Krymu Rosjanie odczuwają dumę z potęgi imperialnej. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to państwo, tak ludne i tak rozległe terytorialnie, legitymuje się budżetem mniejszym od maleńkiej Holandii. (…)

W Dzboniach i w Rąbieży, w Baczach i Kątach, Zygmuntowie i Elżbiecinie zaległ spokój, takoż i w pozostałych wsiach opinogórskiej parafii. Drogę Krzyżową kończy się tutaj pod figurą Matki Boskiej opatrzoną modlitwą Zygmunta Krasińskiego odlaną w metalu:

Co krzyż i gwoździe i rany i ciernie,
Wiesz, co krwi ziemskiej i łez ziemskich cieki
I jak konania ból boli niezmiernie:
Bądź nam królową teraz i na wieki!

„Opinogóra, czyli Polska”, artykuł Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w kwietniowym „Kurierze WNET” nr 46/2018, s. 3 – „Wolna Europa”, wnet.webbook.pl.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na falach na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Piotra Witta pt. „Opinogóra, czyli Polska” na s. 3 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Łączniczka „Ewa 319”. Wspomnienie o Ewie Jeglińskiej z domu Oksza-Orzechowskiej / „Kurier WNET” 46/2018

O swoim udziale w powstaniu „Ewa 319” mówiła tak: „To był najcudowniejszy okres w moim życiu. Takiego patriotyzmu, takiej jedności, takiego oddania jeden drugiemu nie było już nigdy”.

Wspomnienie o Ewie Jeglińskiej z d. Oksza-Orzechowskiej

Odeszła od nas ostatnia łączniczka kanałowa Powstania Warszawskiego. Miała 99 lat.

Ewa Jeglińska, córka kapitana Wojska Polskiego, bohatera wojen 1918 i 1920 roku, lekarza medycyny Ludwika Orzechowskiego i Marii z Korwin-Sokołowskich, była wychowana w duchu patriotyzmu. Żołnierzem Armii Krajowej została na przełomie 1941 i 1942 roku. Przyjęła pseudonim Ewa 319. Była łączniczką, kolportowała prasę podziemną, nieraz cudem uniknęła aresztowania. Potem było Powstanie Warszawskie, cierpienie, głód, strach, ogromny wysiłek fizyczny i wola walki. Pani Ewa 1 sierpnia o godzinie 16:30 wyruszyła ze swojego domu przy ulicy Rakowieckiej 45 na zbiórkę do szpitala polowego zlokalizowanego przy ul. Madalińskiego. Jako sanitariuszka opatrywała rannych powstańców.

1 sierpnia 1944 roku ulica Rakowiecka, przy której mieszkała Ewa 319, stała się linią frontu. 5 sierpnia pani Ewa uratowała życie kilku jezuitom z klasztoru przy ul. Rakowieckiej 61, do którego wdarł się niemiecki oddział SS i dokonał masakry na znajdujących się tam Polakach.

„Anioł opiekuńczy” – powiedział o niej o. Leon Mońka, uratowany przez nią 5 sierpnia 1944 roku. Ojciec Mońka już po wojnie celebrował uroczystość ślubną pani Ewy i Stanisława Jeglińskiego ps. Baśka.

„Nie tylko uratowała mi życie. Jej odwadze zawdzięczam to, co ma dla mnie wartość najwyższą – mogę o sobie mówić, że jestem powstańcem warszawskim”. To słowa Stanisława Kral-Leszczyńskiego ps. Henryk. W pierwszych dniach powstania sanitariuszka Ewa z pomocą czterech chłopców przetransportowała rannego „Henryka” z domu przy Narbutta do lazaretu przy ul. Madalińskiego.

8 sierpnia – kolejna akcja. Tym razem Ewa 319, mając do pomocy Polę i 13-letniego Jasia, przeprowadziła 100 zakładników z ul. Madalińskiego do wielu prywatnych mieszkań zlokalizowanych na „polskim Mokotowie”. Akcja zakończyła się sukcesem.

Jej syn, Piotr Jegliński, jak relikwię przechowuje kalendarzyk z powstania, który wypełniała ołówkiem.

12 sierpnia Ewa 319 zapisała w kalendarzyku: „Niemcy palą Rakowiecką. Spalili mój dom”.

15 sierpnia: „Zostaję łączniczką Komendy”. Ewa 319 została łączniczką nowego dowódcy dzielnicy Mokotów, podpułkownika Józefa Rokickiego ps. Karol, i już następnego dnia ruszyła na akcję. W powstańczym kalendarzyku napisała: „Idę do Lasów Kabackich i Chojnowskich”. Szli wraz z „Karolem” ubrani po cywilnemu i bez broni, przedzierali się przez pierścień niemieckiej armii, by przyłączyć oddziały partyzanckie do walczącego Mokotowa. Dotarli na miejsce, ale na próżno. Partyzantów już w tych lasach nie było. Droga powrotna była równie niebezpieczna.

Notatka z 31 sierpnia: „Idę do Śródmieścia. Kanał”. Właśnie zginęła łączniczka kanałowa i Ewa 319 ją zastąpiła. Zgłosiła się na ochotnika i została łączniczką na drodze specjalnej. Aż do 24 września przenosiła kanałami najważniejszą korespondencję między dowódcą powstania a dowódcą Mokotowa. Każde przejście to kilkanaście godzin spędzonych w kanałach: ciemnych, zimnych, pełnych ścieków i przeraźliwego fetoru.

15 września: „Park Dreszera. Nalot. Mało nie zginęłam”.

21 września: „Droga do Śródmieścia. Powrót 36 godzin”.

W ostatnich dniach powstania Ewa 319 została ranna w głowę. Po kapitulacji opiekowała się rannymi w punkcie sanitarnym na Wyścigach. Potem uciekła w okolice Mszczonowa.

O swoim udziale w powstaniu mówiła tak: „To był najcudowniejszy okres w moim życiu. Takiego patriotyzmu, takiej jedności, takiego oddania jeden drugiemu nie było już nigdy”.

Po „wyzwoleniu” nie ujawniła się, działała w organizacji Wolność i Niepodległość. Była zagrożona aresztowaniem przez MBP, ukrywała się w klasztorze na Podhalu.

W połowie lat 70. jej dom stanowił ośrodek dystrybucji wydawnictw emigracyjnych przysyłanych z Zachodu przez syna Piotra. Wraz z córką Magdaleną przekazała w ręce rodzącej się w Polsce opozycji przemycone z Francji pierwsze powielacze i sprzęt poligraficzny. Za tę działalność poddawana była dziesiątkom rewizji i przesłuchań. W roku 1986 funkcjonariusze SB zorganizowali wypadek samochodowy, w którym została ciężko poszkodowana. Cały czas swoją działalność traktowała jako służbę Polsce.

31 sierpnia 2017 roku, w przeddzień 73 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, pani Ewa Jeglińska otrzymała z rąk prezydenta Andrzeja Dudy Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie będzie już świętowała z nami kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, ale pamiętać o Niej będziemy zawsze.

Składamy wyrazy współczucia rodzinie pani Ewy.

Zespół Wydawnictwa Editions Spotkania

Wspomnienie o Ewie Jeglińskiej z d. Oksza-Orzechowskiej znajduje się na s. 20 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wspomnienie o Ewie Jeglińskiej z d. Oksza-Orzechowskiej na s. 20 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Dlaczego Żydzi ukrzyżowali swojego Boga? To skutek niewoli babilońskiej / Marcin Niewalda, „Śląski Kurier WNET” 46/2018

Dlaczego Żydzi atakują Palestynę? Dlaczego Arabowie nienawidzą Żydów? Dlaczego Żydzi mordowali Żydów w czasie II wojny światowej? Dlaczego wg wielu Żydów i muzułmanów niewiernych trzeba zabić?

Marcin Niewalda

Dlaczego Żydzi ukrzyżowali swojego Boga?

Odpowiedź na postawione w tytule pytanie w prosty sposób wyjaśni wiele najpoważniejszych problemów dotykających nas dzisiaj. Okres tzw. niewoli babilońskiej spowodował dominację pewnej fatalnej mentalności żydowskiej, swoistego perskiego „prania mózgu”. Skończyło się to absolutną niemożliwością uznania Boga za… Boga i ma wpływ na dzieje większości narodów do czasów współczesnych, a także na wielu katolików. Dominuje także całkowicie w myśleniu dzisiejszej polskiej opozycji.

Dlaczego Żydzi atakują Palestynę? Dlaczego Arabowie nienawidzą Żydów? Dlaczego Żydzi mordowali Żydów w czasie II wojny światowej? Dlaczego wg wielu Żydów i muzułmanów niewiernych trzeba zabić? Na wszystkie te pytania odpowiedź jest w zasadzie TAKA SAMA. Co więcej, odpowiedź ta wyjaśnia tak odległe sprawy jak to, dlaczego uśmiercono faraona Amenhotepa IV, lub dlaczego zginąć musiał… Lech Kaczyński. To bestia stara jak świat.

Problem powstał w VI i V wieku przed Chrystusem, ale i wówczas nie był niczym nowym. Izraelczycy na kilkadziesiąt lat znaleźli się w niewoli babilońskiej. Myliłby się jednak ktoś, kto by myślał, że byli tam traktowani jak psy. Niektórzy z nich osiągali nawet wysokie stanowiska. Babiloński sposób życia i myślenia był dla wielu atrakcyjny, a ci, którzy go nie przyjmowali, mieli „pod górkę”. Podobnie jak w Polsce w czasach komuny. W efekcie w kilkadziesiąt lat lud całkowicie zeświecczał. Niższe warstwy lekceważyły prawo, wyższe zatraciły ducha, a „wierni” byli na marginesie. Gdy dano im możliwość powrotu do ojczyzny, większość nie znała podstawowych zwyczajów religijnych, nie mówiąc już o duchu Prawa.

Przez dwa pokolenia Żydzi mieszkali wśród Persów. Przez kolejne dwa mieszkali tam kapłani, mający później wpływ na sposób myślenia potomków. W chwili odzyskania wolności grupa współpracująca z perską tyranią zrobiła wszystko, aby utrzymać wpływy, ale pozornie wracając do tradycji. Kapłan Ezdrasz, wysoki dygnitarz na dworze króla perskiego, stanął na czele „reform”, które polegały przede wszystkim na bardzo radykalnym stosowaniu prawa. Radykalizm ten posuwał się nawet do wymogu wyrzucania z kraju żon, jeśli nie były Żydówkami. Ezdrasz przekształcił religię żydowską na wzór babilońskiej, szafując hasłami „sumienności” i „czystości” religijnej. Utworzył mieszankę babilońskiego ducha i żydowskich przepisów. Wziął słowa, gesty, symbole – i zaczął traktować je po… ziemsku, pogańsku. Dosłownie, literalnie, materialistycznie, pozbawiając je sensu.

Dotychczas np. zakaz spożywania potraw niekoszernych związany był z trudnością przechowywania żywności i sugerował unikanie tych mięs, które psuły się najszybciej. Nakaz obrzezania związany był z trudnością utrzymania higieny w warunkach pustynnych. Przepisy, obecnie całkowicie nieżyciowe, są do dzisiaj przez naśladowców Ezdrasza uznawane za świętość samą w sobie. Człowiek jest absolutnie poddany przepisom, a życie i osoba człowieka są mniej warte niż przestrzeganie danej zasady. Ezdrasz miał wielki wpływ na mentalność – m.in. to on skodyfikował Pięcioksiąg – czyli Torę – tłumacząc go wg najgorszej z tradycji żydowskich (tzw. kapłańskiej).

Dla Ezdrasza nie był ważny duch prawa, lecz przepis. W ten sposób Bóg przestał być Dobrem i Miłością, a stał się bogiem rozumianym po ziemsku. Nazywał się dalej Jahwe, ale Nim nie był. Był to tylko materialistyczny obraz, ziemskie wyobrażenie o Bogu. Podobnie jak w wypadku bogów babilońskich, ważniejsza była cześć dla niego niż On sam. Ważniejszy był przepis niż Duch. Dochodziło do takich absurdów jak w Świątyni Jerozolimskiej, gdzie za zasłonę Przybytku mógł wchodzić tylko jeden kapłan, tylko raz w roku. A co by się stało, gdyby tam spotkał Boga? Otóż Żydzi byli przekonani, że taki człowiek padłby trupem na miejscu. A ponieważ nikt inny nie mógł wejść za zasłonę, trup kapłana gniłby przez cały rok – i to faktycznie byłby problem. Wymyślono więc sposób i kapłana… przywiązywano sznurkiem, aby w razie czego wyciągnąć jego ciało zza zasłony. Historia ta ma głębszy sens niż tylko komiczny, pokazuje bowiem, że od tego czasu dla Żydów Jahwe nie był Bogiem życia, lecz de facto Bogiem śmierci. Nie Bogiem, który stwarza, lecz bogiem, który zabija. Czy można się więc dziwić, że kilka wieków później Żydzi zabili Jezusa – Boga Życia? Wszak to nie był ich Bóg.

Nie wyciągajmy jednak z tego wniosków antysemickich – starsza, duchowa tradycja, była obecna wtedy i wciąż jest obecna i dzisiaj. To z niej wywodziła się rodzina Józefa cieśli i rodzina Maryi, córki Joachima. Według niej postępuje wielu Żydów. Stąd biorą się potężne niesnaski. Niektórzy uważają wręcz, że żydowskie grupy współpracujące z nazizmem i stalinizmem miały na celu wybicie tych „wiernych”.

A co z muzułmanami? Z badań wynika jasno, że pierwotni muzułmanie byli… diasporą żydowsko-arabską (semicko-chamicką). Niewielką grupką wierzącą w swoją wyjątkowość. Jedną z wielu grup czy sekt – taką jak grupa w Qumran. Najnowsze badania sugerują wręcz, że wywodzą się oni bezpośrednio od Esseńczyków. Według współczesnych ezoteryków posiadali oni tajemną wiedzę – gdyż z jeszcze większą starannością, literalnie, sekciarsko stosowali przepisy. Przypuszcza się też, że wcześni muzułmanie nie mieli swoich świętych tekstów, lecz powtarzali z pamięci Torę i inne księgi niezachowane do dzisiaj. Dowodzą tego badania nad najstarszymi zapisami koranicznymi znalezionymi w Jemenie oraz fragmenty koraniczne z najwcześniejszych grobowców muzułmańskich. Szokiem dla wielu jest to że muzułmanie wywodzą się z tych samych kręgów myślenia co Żydzi. Radykalne, literalne traktowanie przepisów judaistycznych i sprawiedliwość rozumiana jako śmierć za śmierć.

Nigdzie w tych religiach nie ma obecnie innego patrzenia: życie za życie – stworzenie za stworzenie. Kobieta, która współtworzy życie, nie jest sprawiedliwie obdarowana życiem – jest tylko matką dziecka, pracownicą, którą można zwolnić, mówiąc „nie chce cię, nie chcę cię, nie chcę cię”.

W III wieku przed Chrystusem nie było nawet żeńskich odpowiedników pojęć takich jak „święty” czy „wierzący”. Grzech nie jest uczynkiem złej woli, lecz czymś zewnętrznym, co zbrukało tego „zawsze-świętego”. Żyd czy muzułmanin nie grzeszy inaczej, jak tylko niezbyt sumiennym stosowaniem przepisów. Wszelkie zło jest dowodem na „nieświętość” tego, co zachęciło Żyda czy muzułmanina do złamania przepisu, jest dowodem na to, że ta nieświętość nie ma prawa do istnienia.

Ten sposób myślenia przyjmowały najgroźniejsze herezje chrześcijańskie – takie jak np. albigensi i katarzy. Z ich tradycji wywodziły się ruchy masońskie, liberalizm, Rewolucja francuska, współczesny komunizm, liberalizm, ruchy ezoteryczne, gender – wszystko to, co uznaje „użyteczność” a zabija „ducha”. Abortowane dziecko jest „nieużytecznym płodem”, starzec ma „prawo” być logicznie usunięty, płeć jest „prawem wyboru”, „Kaczyński jest faszystą” itd. Wszystko, co temu przeczy, należy zabić, bo podważa „świętość prawa”. Specyficzne pranie mózgu uniemożliwia wyjście z zaklętego kręgu babilońskiej bestii.

Dla kapłanów żydowskich i faryzeuszy było więc szokiem, że Jezus odwodzi ich od radykalnego, literalnego stosowania przepisu. Stało się to dla nich dowodem Jego nieświętości. Bóg nawołujący do szacunku wobec człowieka, do rozumienia ducha prawa, do stawiania miłości nad przepisem nie mógł być Bogiem. Ta litera prawa, literalizm, całkowicie ziemskie, nieduchowe stosowanie prawa – były na wskroś materialistyczne.

Kapłani żydowscy ukrzyżowali Jezusa – bo nie rozpoznali w nim swojego Boga. A nie był to ich Bóg, gdyż do życia podchodzili oni całkowicie materialnie. Robią to również i dzisiaj, np. zarówno ci po jednej, jak i po drugiej stronie konfliktu bliskowschodniego. Nie rozpoznają w przeciwnikach bliźnich – widzą w nich śmierć, którą tamci zadali. Tylko śmierć – nośnik nieświętości. Śmierć trzeba zabić – tamtą śmierć – ich śmierć.

Trzeba jednak powiedzieć, że nie wszyscy Żydzi stosowali ten radykalizm przepisowy – wszak św. Piotr też był Żydem, św. Jan, Apostołowie i „500 świadków”. Okazuje się, że wielu ówczesnych ludzi kultywowało ducha Mojżeszowego. A Mojżesz na pewno rozpoznałby Jezusa jako Boga. Takiego ducha przechowywano w pokoleniu Dawida. Blisko niego byli też Samarytanie, choć niektóre zasady mieli sprzeczne z prawidłową teologią. Ten pierwotny, piękny judaizm, niesiony przez prawdziwych Żydów, stał się po części nową religią – chrześcijaństwem.

Ducha religii Mojżeszowej zachowali ludzie przede wszystkim biedni, gdyż kapłani i uczeni w piśmie dali się uwieść Babilonowi. Prości ludzie, tacy jak Maryja i Józef, jak Szymon Piotr czy Jan Chrzciciel – nie traktowali przepisów po ziemsku, materialistycznie.

Trzeba jeszcze zauważyć, że większość dzisiejszych Żydów w ogóle nie jest… Żydami. Pisał o tym np. żydowski historyk Beniamin Friedman, wskazując wyraźnie, że większość współczesnych Żydów to potomkowie „nawróconych” ludzi innych narodowości. Dużo Żydów w Europie jest wręcz pochodzenia mongolskiego – od Chazarów, którzy jako naród przyjęli judaizm w IX wieku. Dużo bardziej oryginalnie żydowscy w Ziemi Świętej są… Palestyńczycy. Czy w tym też leży źródło chęci wyrugowania Palestyńczyków?

Bezmyślna hegemonia przepisu morduje ducha również dzisiaj – podobnie jak zamordowała Jezusa. Literalizm i ortodoksja mordują wszystko, co świadczy o istnieniu „ducha” religii i prawdziwym Bogu. To nie tylko domena kapłanów żydowskich.

Również i dzisiaj zarówno wśród Żydów, muzułmanów, jak i ludzi innych wyznań jest wiele dobrych osób, które wierzą w prawdziwego Ducha – choć nazywają Go różnie. Ci ludzie cierpią, gdyż grupy establishmentu dyrygują nimi, żądając śmierci.

Również i dzisiaj Żyd-Jezus zostałby zabity przez Żydów-kapłanów.

Rakietą.

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Dlaczego Żydzi ukrzyżowali swojego Boga?” znajduje się na s. 10 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Marcina Niewaldy pt. „Dlaczego Żydzi ukrzyżowali swojego Boga?” na s. 10 kwietniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Autentyczność Grobu Jezusa Chrystusa / Antoni Opaliński rozmawia o. Stanisławem Klimasem OFM; „Kurier WNET” 46/2018

Mamy potwierdzenia tradycji, prawa żydowskiego i rzymskiego, przekazów ustnych. Potwierdza nam to archeologia. Jeżeli ktoś wątpi, że to miejsce jest autentyczne, to nie wiem, na jakiej podstawie.

Antoni Opaliński
Stanisław Klimas OFM

Jerozolima – centrum świata, gdzie można dotknąć Grobu Boga

Rozmowa z ojcem profesorem Stanisławem Narcyzem Klimasem OFM, wykładowcą akademickim, dyrektorem Archiwum Historycznego franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej w Jerozolimie i badaczem historii Grobu Bożego

Rozpoczął się Wielki Tydzień. Wczoraj była Niedziela Palmowa. Jak ten dzień upłynął w Jerozolimie?

Bardzo uroczyście, spokojnie i wesoło, z tańcami i śpiewami. Uczestniczyło w nich bardzo dużo osób, grupy z miejscowych parafii i pielgrzymi z całego świata, między innymi z Polski.

Co to jest Franciszkańska Kustodia Ziemi Świętej?

To jest prowincja Zakonu Franciszkanów, tyle że to jest szczególna prowincja, stąd też jej nazwa „Kustodia”. Bierze się stąd, że jest kustoszem, który strzeże miejsc świętych w imieniu Watykanu. Taki przywilej bracia w Ziemi Świętej otrzymali od papieża Klemensa VII już w roku 1342 i od tego czasu opiekują się miejscami świętymi z ramienia Stolicy Apostolskiej.

Czyli Franciszkanie, razem z kapłanami innych obrządków chrześcijańskich, opiekują się także miejscami męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa?

Tak, to są prawosławni i Ormianie. Są jeszcze dwie mniejsze grupy: Koptowie, którzy mają małą kapliczkę z tyłu za Grobem Chrystusa, i wspólnota syrojakobicka. W sumie to jest pięć wspólnot. Ale trzy główne, strzegące tego miejsca, to są katolicy, prawosławni i Ormianie. Przedstawicielami Kościoła katolickiego są właśnie Franciszkanie.

W liturgii Niedzieli Palmowej czyta się opis Męki Pańskiej według świętego Marka. Ewangelista mówi tylko, że Józef z Arymatei złożył ciało Zbawiciela w grobie, który wykuty był w skale. Skąd my właściwie dzisiaj, po dwóch tysiącleciach, wiemy, gdzie ten grób się znajdował?

To jest długa tradycja, przekazana jeszcze przez pierwszych chrześcijan, którzy tutaj mieszkali w czasach Jezusa. Trudno, żeby ci, którzy za Nim szli, którzy widzieli Jego mękę, zmartwychwstanie i przede wszystkim pusty grób, nie wiedzieli, gdzie to się wydarzyło. Nawet kiedy zbudowano w tym miejscu świątynię pogańską w czasach cesarza Hadriana w roku 135 i całkowicie przebudowano miasto, potomkowie pierwszych chrześcijan wiedzieli doskonale, gdzie jest Grób. Dlatego też ten łańcuch nie został nigdy przerwany, był przekazywany z ojca na syna. Kiedy dotarła do Jerozolimy matka cesarza Konstantyna, święta Helena, doskonale wiedziała, gdzie szukać. I rzeczywiście rozpoczęto odkrywanie miejsca świętego tam, gdzie ono się znajduje. Jest potwierdzenie literackie, archeologiczne i świadectwo różnych tradycji z tym miejscem związanych. Mamy mnóstwo powodów, żeby po prostu mieć pewność, że to jest prawdziwe miejsce, w którym ciało Chrystusa zostało złożone i w którym zmartwychwstał.

O tym wszystkim opowiada napisana przez Ojca książka Autentyczność Grobu Bożego w Jerozolimie. Badania historiograficzne, archeologiczno-architektoniczne i udokumentowane w zabytkach (I–X w).

To jest praca, która powstała właśnie po to, żeby przedstawić wszystkie dowody jakiejkolwiek wiedzy na ten temat, aby potwierdzić autentyczność tego miejsca. To dzieło, które ukazało się „na czasie”, jako że zakończono w ubiegłym roku remont kaplicy Bożego Grobu. Rzeczywiście naukowcy, którzy byli obecni przy ściąganiu płyty, potwierdzili, że to jest miejsce pochówku Chrystusa.

To jest poruszający fragment książki, kiedy już w zakończeniu Ojciec pisze o tym, jak podczas remontu w 2016 roku zobaczył to miejsce, jak przez chwilę był moment rozczarowania, że to po prostu trochę pyłu i gruzu… Dopiero po odsłonięciu ukazał się ten właściwy kamień.

Tak, to był taki moment, na który się czeka… Człowiek wie, że jest jednym z niewielu, którzy mogą to miejsce zobaczyć, i odczuwa ogromne napięcie. Wszyscy zakonnicy, którzy tam wtedy byli obecni – prawosławni, Ormianie i my – wszyscy byliśmy podekscytowani – co zobaczymy, co to będzie… I niesamowite wrażenie, kiedy rozpoczynano ściąganie płyty, przesuwanie w poziomie, powolutku, tak aby jej nie przełamać. Powoli naszym oczom ukazywało się nie co innego, jak gruz, piach i odłamki. Skały nie było widać. Nie wierzyłem własnym oczom; przecież tak to komentowałem, tak się starałem… coś jest nie tak, coś tutaj nie gra! Widziałem przedstawicieli wspólnot, którzy byli wewnątrz przede mną, wychodzili trochę zmieszani, trochę niepewni – po prostu zawiedzeni. Kiedy my mieliśmy okazję tam wejść, pierwsze wrażenie było takie samo. Ale cały czas mówiłem sobie: ja wiem, że ten kamień tam jest… no i miałem rację!

Ale skąd wiemy, że to jest na pewno ten kamień?

Mamy potwierdzenie wszystkich przekazów ustnych, które później zostały zapisane. Mamy potwierdzenie tego, że to było miejsce, w którym skazywano na śmierć. Wiemy przecież z prawa rzymskiego i żydowskiego, że takie miejsca musiały się znajdować poza murami miasta. Wiemy też, że pierwszy mur Jerozolimy przebiegał niedaleko stamtąd, pod dzisiejszym kościołem luterańskim, który znajduje się dosłownie 150 metrów od Bożego Grobu – czyli to miejsce znajdowało się poza murami miasta. Mamy potwierdzenia tradycji, prawa żydowskiego i rzymskiego, przekazów ustnych. Potwierdza nam to archeologia. Naprawdę, jeżeli ktoś wątpi, że to miejsce jest autentyczne, to nie wiem, na jakiej podstawie.

A kiedy poprzednio, przed tymi badaniami z 2016 roku, ktoś otwierał płytę Bożego Grobu?

Dokładnie w 1555 roku, kiedy była remontowana kaplica Bożego Grobu. Wtedy ściągnięto płytę, która przykrywała Boży Grób i umieszczono tę płytę, której dzisiaj dotykamy, kiedy tam wchodzimy. To było za czasów kustosza Bonifacego z Raguzy, który podjął decyzję, że trzeba odnowić kaplicę i przykryć grób porządnym kamieniem. Tradycja mówi, że kiedy ściągnięto poprzednią płytę, rozniósł się niesamowicie słodki zapach. Naoczny świadek mówi, że na tym kamieniu znaleziono kawałek drzewa zawinięty w płótno, które przy kontakcie z powietrzem po prostu się rozłożyło. Natomiast kawałek drzewa się zachował. Co więcej, na płycie znaleziono pozostałości krwi zmieszanej prochem. Zabrano tę krew i ten proch na relikwie. Nie wiemy, co się z nimi stało. Natomiast z relikwii Drzewa Krzyża, które znaleziono, zrobiono piękny relikwiarz, którego do dziś używany w czasie uroczystości.

I nikt nie zaglądał tam przez pół tysiąclecia?

Tak. Na przykład w czasie pożaru 1808 roku, kiedy w kaplica częściowo się zawaliła, kamień płyty grobu nie został w ogóle naruszony. Grecy, którzy przebudowywali kaplicę, nie ośmielili się dotknąć miejsca pochówku, więc zostało tak jak było. I stąd wrażenia i pytania, co tym razem będzie, kiedy ten kamień ściągną, czy temu wydarzeniu będą towarzyszyć podobne nadzwyczajnie zdarzenia. Rzeczywiście fakt, że po pięciu wiekach ściągano tę płytę, był niezwykły także z punktu widzenia historycznego.

Wróćmy jeszcze do tego pierwszego tysiąclecia, którego świadectwa Ojciec dokładnie przebadał. Był taki czas, kiedy w Jerozolima stała się miastem całkowicie pogańskim.

W 135 roku, w czasie II wojny żydowskiej, cesarz Hadrian zajął Jerozolimę i zbudował całkiem nowe miasto, które nazwał Aelia Capitolina. Przez prawie 200 lat Jerozolima nie istniała na mapie świata. Miejsca kultu chrześcijańskiego i żydowskiego zostały dla wiernych ukryte. Ale sam fakt, że pogańską świątynię zbudowano dokładnie w tym miejscu, jest potwierdzeniem, bo przecież zbudowano ją, żeby ukryć miejsce, w którym Jezus był skazany na śmierć i ukrzyżowany. Pogańska świątynia w sposób absurdalny potwierdza, że w tym miejscu znajdował się grób Chrystusa.

Czyli mimo tego, że była przerwa w ciągłości życia chrześcijańskiego w Świętym Mieście, pamięć o tym miejscu przetrwała?

Przetrwała, bo ci chrześcijanie, którzy uciekli, zaczęli wracać. Mamy teksty, które mówią o tym, że powoli, kiedy minęły zawieruchy wojny, Żydzi zaczęli wracać do Jerozolimy. Wśród nich byli też chrześcijanie. Mamy świadectwa o tym, że tym czasie przebywali we wspólnocie na górze Syjon, przy dzisiejszym Wieczerniku.

Z tradycją Grobu Bożego wiąże się też tradycja Drzewa Krzyża, które zostało cudownie odnalezione.

Wiadomo, że Jezus był ukrzyżowany na Golgocie. Tam stała już belka pionowa. Natomiast belkę poziomą, według rzymskiej tradycji, skazaniec musiał nieść na swoich ramionach. W miejscu, gdzie dzisiaj wkładamy rękę pod ołtarz, który znajduje się na Kalwarii na wzgórzu Golgoty – był zatknięty krzyż Chrystusa. Mamy też potwierdzenie archeologiczne. W latach 80. XX wieku, kiedy prowadzono wykopaliska, znaleziono tam kamienny pierścień, który utrzymywał w pionie belkę Krzyża Chrystusa. Co do samego Krzyża, tradycja mówi, że Żydzi wrzucili go do wielkiej cysterny, żeby nie został odnaleziony przez wyznawców Chrystusa. Dzisiaj ta cysterna nazywa się kaplicą świętej Heleny. Kiedy odnaleziono Krzyż w czwartym wieku, drzewo zostało pocięte na kawałki. Dwie części zostały przekazane do Rzymu i do Konstantynopola, a trzecia została w Jerozolimie, gdzie była czczona i adorowana w Wielki Piątek. Jak czytamy w opisie pielgrzymki hiszpańskiej mniszki Egerii, przy drzewie Krzyża ustawiano dwóch potężnych diakonów, którzy go pilnowali, bo pielgrzymi podchodzili do tego drzewa i całując je, próbowali odgryźć, urwać przynajmniej drzazgę świętego drzewa i zabrać jako pamiątkę.

Czy wiemy, co stało się z tymi trzema głównymi kawałkami, które zostały rozdzielone między najważniejsze metropolie?

Wiemy, że część z Jerozolimy została w 614 roku wykradziona do Persji, kiedy to król perski Chosroes II zdobył Jerozolimę. Później zostało ono odbite przez cesarza Herakliusza, który w 628 roku uroczyście wjechał z nim do Jerozolimy. Wówczas przywrócono relikwie do Bazyliki Bożego Grobu. Później – wiemy, że w czasach wypraw krzyżowych ta relikwia została zabrana nad Jezioro Galilejskie, tam, gdzie odbyła się wielka bitwa pod Rogami Hittinu w 1187 roku, kiedy wojska krzyżowe przegrały z sułtanem Saladynem. Podczas tej bitwy relikwie Drzewa Świętego Krzyża, niesione przez biskupa, zaginęły. Wiemy, że zostały jeszcze w Jerozolimie małe kawałki, które do dzisiaj są umieszczone w relikwiarzach. Każda z głównych wspólnot chrześcijańskich w Jerozolimie posiada mały fragment świętego drzewa, który jest pokazywany tylko przy szczególnych okazjach. Jeden taki kawałek w pięknie ozdobionej monstrancji ma wspólnota katolicka i trzy razy do roku jest wystawiany do adoracji: w Wielki Piątek, w dniu Znalezienia Świętego Krzyża i w dniu Podwyższenia Świętego Krzyża.

Wspomniał Ojciec o najeździe perskim. Historia Grobu Bożego to jest także historia kolejnych najazdów, kolejnych ludów, które budowały w Ziemi Świętej swoje imperia.

Tak, to prawda, Persowie, później muzułmanie… W roku 1009 sułtan Al-Hakim (w tłumaczeniu – wariat) nakazał zburzenie Bazyliki Grobu Pańskiego – bo w Wielką Sobotę odbywała się w niej liturgia świętego ognia i po tej liturgii chrześcijanie zawsze wychodzili na ulice miasta ze świecami zapalonymi przy Bożym Grobie. Czyli tego dnia mieli odwagę, żeby pokazać, że się nie boją i istnieją. To denerwowało sułtana muzułmańskiego, który twierdził, że Jerozolima jest miastem islamu. Dlatego też nakazał – mimo błagań swojej matki, która miała chrześcijańskie korzenie – aby zburzyć Bazylikę, po to żeby nie było już liturgii świętego ognia. A dosłownie kilka dni później –jak przekazują źródła – po rozmowie ze swoją matką wydał pozwolenie na jej odbudowę. To jedno z ciekawych świadectw związanych z tym świętym miejscem, o których niewiele się mówi.

Jakie były losy tego miejsca w czasach wypraw krzyżowych?

Krzyżowcy zastali świątynię już częściowo odbudowaną przez cesarza bizantyjskiego, ale rozbudowali ją i powiększyli. Wszystkie budynki, które dzisiaj oglądamy, wchodząc do Bazyliki Bożego Grobu – cała główna struktura – wywodzi się właśnie z czasów wypraw krzyżowych. To jest styl typowo późnoromański i wczesnogotycki. Oczywiście później nastąpiły pewne zmiany, dołączono mury i postawione kaplice. Bazylika z czasów krzyżowców, pomimo różnych pożarów, trzęsień ziemi i innych zdarzeń, przetrwała aż do dzisiaj.

Zostali w niej pochowani także królowie jerozolimscy.

Dokładnie – pod schodami, którymi się wchodzi na Golgotę, jest kaplica przeznaczona dla pochówków królów jerozolimskich. Niestety te groby zostały zlikwidowane w 1808 roku po wielkim pożarze, który wybuchł w Bazylice. Kiedy Grecy oskarżyli Franciszkanów o celowe podłożenie ognia, otrzymali pozwolenie od sułtana w Stambule na remont i przebudowę Grobu i kaplicy. Wtedy właśnie, wykorzystując sytuację, zniszczyli, dosłownie rozbili na kawałki te groby. Mamy wiele fragmentów płyt nagrobków w naszym muzeum przy studium biblijnym w Jerozolimie.

Czy dzisiejsze spory polityczne wokół Jerozolimy i jej statusu w mają wpływ na pracę Franciszkanów?

Z mojego punktu widzenia nie, ponieważ pracuję w archiwum i ze studentami. Nie mam z tym bezpośrednio do czynienia. Ale mamy wśród nas zakonników, którzy są Palestyńczykami, czyli Arabami, i widzę, że oni to bardzo przeżywają.

A jak Ojciec po 30 latach spędzonych w Ziemi Świętej postrzega stosunki z judaizmem z islamem?

To są różne religie, a wiadomo, że zawsze najgorsze wojny to były waśnie religijne. A z drugiej strony… w piątek Żydzi rozpoczynają świętowanie Paschy, z sederem, czyli uroczystą kolacją. My mamy Wielki Piątek, czyli ofiarę śmierci Chrystusa na krzyżu, a później zaraz po nas w tym roku zaczynają swoje święta prawosławni. To wszystko w Jerozolimie będzie naprawdę widać, te wszystkie grupy będą się spotykać. W tych dniach przy Bożym Grobie były duże grupy – nie powiem, że pielgrzymów, bo oni pielgrzymują do Mekki i Medyny – duże grupy muzułmańskie, które odwiedzały grób „proroka Jezusa”, jak oni Go nazywają. Wchodząc do środka, pytali, czy mają ściągać buty, bo wiadomo, że tak w islamie wchodzi się do miejsca świętego. Była spora konsternacja, kiedy im powiedziano, że mogą wchodzić tak jak stoją, wystarczy po prostu uszanować

Wywiad Antoniego Opalińskiego z Stanisławem Narcyzem Klimasem OFM pt. „Jerozolima – centrum świata, gdzie można dotknąć Grobu Boga” znajduje się na s. 1 i 2 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Antoniego Opalińskiego z Stanisławem Narcyzem Klimasem OFM pt. „Jerozolima – centrum świata, gdzie można dotknąć Grobu Boga” na s. 1 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl