Zapewne tej czarnej wizji sprzyja niechęć współczesnych do instytucji, która stawia niełatwe wymagania moralne i wytyka nasze słabości. Jednak główną przyczyną jest, mimo wszystko, ignorancja.
Henryk Krzyżanowski
Jesteśmy, jak słychać i widać, na wojnie kultur. Atakowani przez liberalną mutację marksizmu, która po to, by narzucić społeczeństwom swą obłędną wizję świata, musi wyeliminować głównego wroga – religię katolicką. Przy czym chodzi tu nie tyle o wiarę w Boga, co o realistyczne spojrzenie na rodzinę i płeć, z którego Kościół nigdy nie zrezygnuje.
Główną metodą wojny z Kościołem jest wciskanie odbiorcom do głów fałszywych obrazów katolickiej przeszłości i teraźniejszości. Warunkiem skuteczności jest oczywiście ignorancja, stwarzająca grunt dla kultywowania najgorszych przesądów o Kościele. Każdy z nas zna wiele owych skłamanych wersji, na przykład Inkwizycja jako najczarniejsza karta w historii sądownictwa (było dokładnie odwrotnie); albo obecnie – Radio Maryja jako instytucja pasożytująca na państwie – a w istocie zwalczana przez nie przez większość lat III RP. Można by tę listę fałszów ciągnąć bardzo długo…
Niedawno byłem na spotkaniu z moimi wychowankami w 45-lecie ich matury. Jeden z nich, inteligentny, oczytany, twórca dużej firmy, bez politycznych afiliacji, słowem: ktoś wyrastający ponad przeciętność, wyraził szczere zdumienie, kiedy usłyszał ode mnie, że naziści, czyli jak się dawniej mówiło, hitlerowcy, byli zażartymi wrogami katolicyzmu i religii.
A przecież rozmawialiśmy w Poznaniu, gdzie w czasie okupacji tylko dwa kościoły były otwarte dla Polaków (i to z surowymi ograniczeniami), a księża albo byli w obozie w Dachau (tylko połowa z nich przeżyła) albo wypędzeni. A młodzi Niemcy z Hitlerjugend obchodzili urodziny Führera, urządzając pogromy przydrożnych krzyży i kapliczek.
Czemu więc prawda o Kościele, ta z rodzinnych wspomnień i ta z tylu kościelnych tablic upamiętniających zamęczonych księży, nie przebija się do świadomości? I czemu zamiast niej tak wielu wykształconych ludzi chętnie wierzy, że Pius XII był ukrytym aliantem Hitlera i antysemitą?
Zapewne tej czarnej wizji sprzyja niechęć współczesnych do instytucji, która stawia niełatwe wymagania moralne i wytyka nasze słabości. „Nie chcemy, żeby biskupi pouczali nas, jak mamy żyć” – to absurdalne hasło jest popularne nie tylko na feministycznych manifach. Jednak główną przyczyną jest, mimo wszystko, ignorancja. Nie ma oczywiście łatwej recepty, jak ją zwalczyć. Trzeba to jednak robić. Bezwstydna celebracja urodzin Marksa w nadreńskim Trewirze pokazała ostatnio, że nasi przeciwnicy nie zamierzają ustępować pola.
Naszą bronią, żeby zakończyć bardziej optymistycznie, jest to, co streszcza tytuł jednej z encyklik św. Jana Pawła II – Veritatis Splendor – Blask Prawdy.
Komentarz Henryka Krzyżanowskiego pt. „Zwalczyć ignorancję” znajduje się na s. 2 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Komentarz Henryka Krzyżanowskiego pt. „Zwalczyć ignorancję” na s. 2 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Zamiast uczyć się na polskich błędach i ich się wystrzegać oraz wyciągać wnioski z polskiego przełomu A.D. 2015, Ukraińcy poszli drogą, która wcześniej, dla Polski, okazała się zgubna.
Szymon Giżyński
Dysfunkcje i komplikacje w stosunkach politycznych między Warszawą i Kijowem nie są powodowane odrębnie pojmowanym sporem historycznym, lecz wynikają z coraz bardziej pogłębiających się różnic w praktykowaniu własnych suwerenności przez Polskę i Ukrainę. Polska od jesieni 2015 roku wstąpiła na drogę konsekwentnego praktykowania suwerenności i rozpruwania gorsetu kolonialnych zależności od Niemiec oraz niemieckich i rosyjskich wpływów w Unii Europejskiej. Ukraina zaś, mocą tak zwanego formatu normandzkiego (w którego składzie odmawiała potrzebie obecności Polski jako rzeczywistej obrończyni ukraińskich interesów) utraciła na rzecz Rosji Krym i Donbas, a pozostałą część Ukrainy z Kijowem oddała pod niemiecki, kolonialny protektorat. (…)
Niepodległe i suwerenne Polska i Ukraina są dla niemiecko-rosyjskich, euroazjatyckich ambicji i koncepcji jak rozsadzający je klin; zaś podporządkowane Niemcom i Rosji terytoria Polski i Ukrainy stanowią wymarzony – na potrzeby pacyficzno-atlantyckiego wału – budulec i sworzeń.
To dlatego wszelkie spory i niekoherencje polsko-ukraińskie są tak bardzo na rękę Rosji i Niemcom i są przez Kreml i Berlin – w stu miejscach i na sto sposobów – podsycane, podtrzymywane i aranżowane. (…)
Skoro likwidacja niepodległości lub – w innym wariancie sytuacyjnym – ograniczanie suwerenności Polski jest dla Niemiec i Rosji celem geopolitycznie nadrzędnym, to słynna Giedroyciowa dewiza: „Nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy” – wytycza drogę i kolejność postępowania. (…)
Zamiast uczyć się na polskich błędach i ich się wystrzegać oraz wyciągać wnioski z polskiego przełomu A.D. 2015, Ukraińcy poszli drogą, która wcześniej, dla Polski, okazała się zgubna. Podeszli do sprawy z wielkim oddaniem i zaprosili do siebie doświadczonych realizatorów niemieckich interesów, wcześniej z sukcesami w Polsce, dzisiaj zadaniowanych przez tych samych zleceniodawców do skolonizowania, na rzecz Niemiec – Ukrainy: Leszka Balcerowicza, Mirosława Czecha, Sławomira Nowaka czy Bartłomieja Sienkiewicza. (…)
Żeby zatem przykryć konfuzję i wizerunkowo odwrócić uwagę od tego, co czynią, ukraińscy liderzy podtrzymują kurs „sporu historycznego” z Polską; ba, podobnie jak Niemcy i Rosja, adaptują na swój sposób i dla swoich celów doktrynę Giedroycia, zakładając, iż Polska i tak będzie, bo musi, popierać Ukrainę zawsze i wszędzie, gdyż leży to w jej interesie. I tutaj politycy ukraińscy popełniają poważny błąd. (…)
Nie z naszej winy polityczne azymuty Polski i Ukrainy nie przylegają dzisiaj do siebie. Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości stara się swą suwerenność stale i systematycznie umacniać. Analizując ten sam okres czasu, tego samego o Ukrainie powiedzieć nie można. Nie ma tu zatem zastosowania klasyczna doktryna Giedroycia, głosząca, iż niepodległość-suwerenność Polski jest uwarunkowana niepodległością-suwerennością Ukrainy. Na naszych oczach wypadki dziejowe powołują natomiast nową, odwróconą zasadę Giedroycia: „Nie ma suwerennej Ukrainy bez suwerennej Polski”.
Cały artykuł Szymona Giżyńskiego pt. „Paradoksy doktryny Giedroycia (II)” znajduje się na s. 2 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Szymona Giżyńskiego pt. „Paradoksy doktryny Giedroycia (II)” na s. 2 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Ujawnione dane zawarte w zbiorze zastrzeżonym IPN, dotyczące tajnych współpracowników wywiadu wojskowego PRL, zaczęły nadwyrężać zwarte dotąd szeregi najwyższych rangą polskich dyplomatów.
Maciej Drzazga
8 lat po słynnych rozmowach Bronisława Komorowskiego z amerykańskim ambasadorem na temat wypłacenia odszkodowań za utracone przez osoby pochodzenia żydowskiego mienie ze środków pozyskanych ze sprzedaży Lasów Państwowych, Kongres USA zobligował departament stanu USA do corocznego raportowania stanu zwrotu mienia pożydowskiego w europejskich państwach.
Jean-Claude Juncker uczcił pamięć Karola Marksa: czciciela szatana, pomysłodawcy upaństwowienia majątków obywateli, przymusu pracy dla wszystkich oraz „zniesienia prawd wieczystych, religii i moralności”.
„Liczą lata, oddając kamienice 130-letnim właścicielom, liczą pieniądze, budując najdroższe ulice i metro na świecie, a do tego świetnie liczą ludzi. Według władz Warszawy frekwencja na Marszu Wolności wyniosła 50 tysięcy osób. Według policji 11 tysięcy – napisała „Rzeczpospolita” na temat ulicznej demonstracji totalnej opozycji.
Dzięki Radiu WNET okazało się, że masowy import węgla do Polski wciąż trzyma się mocno.
Komisja Europejska zaproponowała projekt unijnego budżetu, solidarnie odrzucony przez wszystkie państwa członkowskie UE.
Prezydent Donald Trump po raz kolejny publicznie pochwalił polskie władze za politykę obronną oraz konsekwentny sprzeciw wobec planów uzależnienia Europy od dostaw rosyjskiego gazu.
Zapraszamy do przeczytania całego „Telegrafu” Macieja Drzazgi na s. 2 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Telegraf Macieja Drzazgi na s. 2 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
W toczącej się wojnie informacyjnej nie możemy być bezbronni. Świadomość elit i społeczeństwa rośnie, ale wciąż mamy ogrom prac do wykonania. Czas wizerunkowej ignorancji dawno powinien dobiec końca.
Zbigniew Berent
MaBeNa to Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego przypomniana przez prof. Andrzeja Zybertowicza. Mają ją Amerykanie, Izraelczycy, Rosjanie, Chińczycy oraz inne roztropne narody. Doradca prezydenta Andrzeja Dudy zaproponował stworzenie Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczpospolitej Polskiej, czyli całościową synchronizację „zasobów, którymi dysponuje państwo i społeczeństwo”, stworzenie sprawnego systemu komunikacji Polski z społecznością międzynarodową oraz PiS z Polakami.
Własne maszyny bezpieczeństwa narracyjnego mają państwa silne i pewne swego. Nasza MaBeNa powinna być sprawną maszyną do budowania polskiej suwerennej NARRACJI dla wewnętrznego i międzynarodowego odbiorcy informacji.
MaBeNa powinna prezentować światu polską racje stanu poprzez:
Ukazywanie prawdziwej historii naszego narodu i państwa w nowoczesny, atrakcyjny sposób, nie tylko poprzez historię oręża. „Trylogia” została pieknie opowiedziana przez Jerzego Hoffmana. W kolejce czeka cały wiek XV i XVI, gdy byliśmy nie tylko mocarstwem militarnym, ale intelektualnie potrafiliśmy wygrać z Krzyżakami na Soborze w Konstancji, sformułowaliśmy o 100 lat wcześniej od myśli zachodnioeuropejskiej nowoczesną doktrynę prawa narodów, z prawem do samostanowienia, o 250 lat wcześniej od Anglików uchwalono polski Habeas Corpus Act, itd.
Przekonywanie do wyznawanych wartości narodowych i cywilizacyjnych. Ileż to razy stawaliśmy w obronie łacińskiej cywilizacji przeciw cywilizacji turańskiej (rosyjskiej), islamskiej, bizantyjsko-łacińskiej (czytaj: niemieckiej); nie tylko zbrojnie, ale w obszarze kultury i tradycji.
Promowanie polskich osiągnieć naukowych, technologicznych i wynalazczych od Kopernika, Włodkowica, Kochanowskiego, Konarskiego, Staszica, Łukasiewicza, Domejki, Malinowskiego, do Marii Skłodowskiej, wynalazców Enigmy, osiągnięć polskich informatyków z Doliny Krzemowej, perowskitów, itd.
Popularyzowanie naszego dziedzictwa kulturowego.
MaBeNa powinna rezonować na cały świat, prezentując stanowisko Polski wobec aktualnych problemów i jego uzasadnienie. Każde normalnie funkcjonujące państwo dysponuje narzędziami budowy i ochrony wizerunku, i korzysta z nich. Należą do nich: komunikacja strategiczna, dyplomacja, organizowane konferencje, seminaria, wystawy, targi itd. (…)
Jak się okazuje, jakaś forma maszyny narracyjnej już funkcjonuje. Jest nią Departament Analiz Strategicznych przy Radzie Ministrów. Ponad połowa jego zadań pokrywa się z celami Maszyny Narracyjnej. Ma on opracowywać dokumenty i stanowiska narracyjne na potrzeby odbiorcy krajowego i zagranicznego. Jednak Zybertowiczowi chodzi o coś większego, o stworzenie czegoś na wzór Kwatery Głównej do skutecznej realizacji jednolitej kulturalno-historycznej wizji narracyjnej. Do prac MaBeNy należałoby zaangażować struktury państwowe, naukowe, wynalazcze, biznesowe, instytuty i instytuty naukowo-badawcze (Narodowy Instytut Kultury, Instytut Adama Mickiewicza, Polski Instytut Sztuki Filmowej, IPN, Instytut Badań nad Totalitaryzmami itd.), fundacje (Polska Fundacja Narodowa), agencje (Polska Agencja Prasowa, Agencja Rozwoju Przemysłu, Modernizacji Rolnictwa, itd.). (…)
Po 1989 roku nasi ludzie „u steru”, członkowie kolejnych ekip rządowych, tzw. parlamentarzyści – wyjeżdżali nad wyraz często po nauki, wymianę doświadczeń do najróżniejszych krajów. Czemu służyły te wyjazdy, skoro nie przekuto ich na rozwiązania służące polskiej racji stanu?
Czyżby zagraniczni koledzy ukrywali przez ponad 20 lat podstawowe zasady funkcjonowania skutecznych rozwiązań prawno-organizacyjnych? Dlaczego dopiero po 29 latach od 1989 roku pojawia się w publicznej przestrzeni temat konieczności kreowania własnej narracji? Jarosław Kaczyński podkreśla, że „Prawda nie obroni się sama”. Piotr Gociek na łamach tygodnika „Do Rzeczy” również stawia pytanie: Jednak dlaczego dopiero teraz? I jak bardzo jesteśmy „w trakcie tworzenia (machiny, która będzie broniła tej prawdy)”? (…)
To, że MaBeNa nie powstała w minionych 29 latach, dowodzi dwóch prawd. Pierwsza jest taka, że rządzili nami od 1989 roku zdrajcy. Nie jest wszak możliwe, aby tak wysoki poziom dyletanctwa trwał aż tyle lat. Aby przez tyle lat nie dochodziły do służb dyplomatycznych, Rady Ministrów, Sejmu, Senatu, Ministerstwa Obrony Narodowej, ABW, służb wywiadu i kontrwywiadu informacje na temat zasad prowadzenia skutecznej polityki wizerunkowej w interesie polskiej racji stanu.
Druga prawda nie jest niestety korzystna dla obozu Dobrej Zmiany:
Nawet dziecko zna zasadę: akcja-reakcja. Opcja Dobrej Zmiany przygotowywała się od co najmniej 2007 roku do pełnienia władzy. Tymczasem nie przewidziała, że jej działania (akcja) spowodują niespotykaną dotąd kontrreakcję beneficjentów dotychczasowych reguł i układów. Zachowanie totalnej opozycji zaskoczyło Dobrą Zmianę. Jakkolwiek wewnątrz kraju organa porządkowe, radio i telewizja stanęły na wysokości zadania, to na arenie międzynarodowej ponieśliśmy sporo dotkliwych porażek.
Od początku marca 2018r. trwa akcja #RespectUs – sprzeciw wobec zakłamywania historii Polski.
Akcja ta to oddolna inicjatywa młodych Polaków, której celem jest wyrażenie sprzeciwu wobec zakłamywania historii oraz ukazywania Polski jako kata w czasie II wojny światowej. Jest odpowiedzią na kampanię przypisywania Polakom współodpowiedzialności za Holokaust. Akcja została zorganizowana dzięki zaangażowaniu Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia.
W Internecie rekordy popularności zdobywał klip filmowy, który zapoczątkował akcję #RespectUs. Bohaterem spotu jest ociekający krwią młody Polak, który przeprasza wszystkie narody za rzekome winy Polaków dokonane m.in. podczas II wojny światowej. Przytoczone w nim słowa są tekstem piosenki zespołu Lumpex’75:
Wstydu rumieniec zalewa mi twarz, łza polska powiekę mi zrasza, przepraszam was bardzo o wszystkie narody, serdecznie was tutaj przepraszam. Przepraszam was, Niemcy, przezacni Germanie, za Grunwald, Drzymałę i Wrześnię. Przepraszam gorąco, postawię wam chlanie, za wuja Adolfa i resztę. Ciebie, szlachetny narodzie radziecki, za Sybir, wywózki, Stalina. Prastitie, przepraszam was słowem serdecznym…
Cały artykuł Zbigniewa Berenta pt. „Jak pokonać areopagi nienawiści? Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego MaBeNa” znajduje się na s. 7 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Zbigniewa Berenta pt. „Jak pokonać areopagi nienawiści? Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego MaBeNa” na s. 7 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Malczewski już jako dziecko miał bardzo silne poczucie własnej, niepowtarzalnej indywidualności, by nie rzec wyjątkowości i obawiał się, że Matejko kształci go na kontynuatora własnego malarstwa.
Maria Wandzik
Muzeum Tarnogórskie tegoroczne spotkania wiosenne poświęciło tak zacnemu artyście, jakim jest Jacek Malczewski. Tajniki jego życia i twórczości przybliżała kierująca Działem Sztuki Muzeum Górnośląskiego prof. Agnieszka Bartków.
Malczewski to malarz i rysownik, czołowy reprezentant Młodej Polski, zwany ojcem symbolizmu w polskim malarstwie na przełomie XIX i XX wieku. Urodzony w Radomiu w 1854 r., zmarł w 1929 r. w Krakowie. (…)
Malczewski, który pisał, że już jako dziecko miał bardzo silne poczucie własnej, niepowtarzalnej indywidualności, by nie rzec wyjątkowości, obawiał się, że zapatrzony w swą wizję Matejko kształci go na kontynuatora własnego malarstwa. (…)
Malarstwo Matejki odcisnęło piętno na wyobraźni Malczewskiego i wraz z poezją wielkich romantyków oddziałało formotwórczo na patriotyczno-historyczny nurt jego twórczości. Jednakże w listach do ojca pisał: „Chcę inaczej malować jak Matejko, jak wszyscy mistrze świata, chcę malować świat żyjący, rzeczywistość, prawdę”. (…)
Przełom symbolistyczny w sztuce Malczewskiego zbiegł się w czasie z okresem najbardziej dynamicznych przemian w sztuce polskiej. Malczewski odnalazł własny styl i stopniowo realizował koncepcję sztuki, która miałaby wyrazić „duszę świata całego i całej ludzkości” oraz „uczucia własne” artysty. Wszystkie, dotąd rozproszone tematy i wątki sztuki integrował w całość: zarówno motywy folklorystyczne, antyczne, tematy biblijne, patriotyczno-narodowe, autoportrety, portrety oraz pejzaże.
Romantyczny mesjanizm na stałe zagościł w obrazach artysty. Najbardziej bezpośredni i najgłębszy wyraz znalazł w Melancholii (1890-1894); impulsem była twórczość Słowackiego. Melancholia to obraz w całości fantastyczny i wizjonerski, a przecież konkretny w szczegółach i pełen powagi. Znaczący w podziale obszarów kolorystycznych, ekspresyjny w perspektywicznych ujęciach. Przedmiotem syntezy Malczewskiego stał się w stulecie upadku Polski cały wiek niewoli. Czas ponawianych przez kilka pokoleń, daremnych walk o wolność został ujęty w parabolę życia ludzkiego od dzieciństwa przez dojrzałość ku śmierci. Tłumna akcja przedstawionego dramatu rozwija się od strony lewej, z obrazu ustawionego na sztaludze w głębi atelier, zawęźla w centrum, wycisza po prawej, pod uchylonym oknem pracowni artysty. Na prawym skraju widnieje postać kobieca w czarnych szatach. Stoi i progu świetlistego ogrodu, symbolu upragnionej wolności, w stronę której niesiony jest tłum wypływający z rozpoczętego obrazu, przed którym siedzi pogrążony w marzeniu artysta. Postać kobiety ma dwoistą naturę zarówno Melancholii, jak i Śmierci. (…)
Ojczyzna była dla Malczewskiego dobrem najważniejszym; tak powtarzał swoim studentom w Akademii. Mówił: „Gdybym nie był Polakiem, nie byłbym artystą”. Wartości patriotyczne i religijne zaszczepiła w nim rodzina, szczególnie umiłowany ojciec Julian.
Cały artykuł Marii Wandzik pt. „Biografia a sztuka. Wokół symbolizmu Jacka Malczewskiego” znajduje się na s. 12 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Marii Wandzik pt. „Biografia a sztuka. Wokół symbolizmu Jacka Malczewskiego” na s. 12 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Przytłaczał mnie koszmar codziennych zmagań z głodem, temperaturą i zmęczeniem. Niechętnie o tym pisałem, ale trudno o tym zapomnieć. Nawet po wielu latach czasem jeszcze śni mi się pustynna przygoda.
Władysław Grodecki
W pracy największą trudność sprawiało odnalezienie punktu oznaczonego polską flagą, przypiętą do kilkumetrowej rurki. Znaleźć punkt na ogromnym obszarze, przejechać na inny punkt, zawrócić i niewiele przy tym błądzić, to była trudna sztuka. W terenie pustynnym, z niewielką ilością szczegółów, mieliśmy kłopoty z orientacją. By jej nie stracić, sypaliśmy kopczyki, ustawiali puszki po ropie, kamienie i sporządzali dokładne opisy. Utrudnieniem w tym zakresie były koryta pustynnych rzek i głębokie kaniony. Z biegiem czasu polubiłem pustynię i wystarczył mi zwykły szkic punktów triangulacyjnych, licznik samochodu, kompas i położenie słońca czy gwiazd na niebie. (…)
Z rana jazda była jeszcze całkiem miła, ale już o 9.00 temperatura przy gruncie osiągała ok. 50⁰C, a rozgrzane falujące warstwy powietrza były przyczyną tzw. „morza diabła”. Widoczność spadała do ok. 3 km.
Wewnątrz samochodu musiało się zmieścić 5 osób i ciężkie, kanciaste graniczniki. Ich transport po nierównym, kamienistym podłożu powodował niszczenie samochodu i nieszczelności, przez które do wnętrza dostawał się pustynny pył. Ten mieszał się z cementem! Jedyną osłoną głowy przed nim była kufija. Po kilku godzinach takiej jazdy podobni byliśmy do młynarzy.
Gdy udało się szczęśliwie dotrzeć do celu, trzeba było wykopać kilka dołków po ok. 1,5 m głębokości, często w kamienistym podłożu, i dokonać stabilizacji. Zmęczeni pracą, potwornym upałem, głodni, spragnieni, trochę otępiali, nie mogliśmy zapomnieć, że czeka nas daleka droga, a zmierzch zapada tu bardzo szybko i można pobłądzić. Na szczęście iluminacje karbalskich sanktuariów Hussajna i Hassana, widoczne wieczorem z odległości ok. 60 km, wskazywały kierunek powrotu! (…)
Do „Abbasa” i „Hussajna” prowadzą szerokie ulice. Wstęp do tych meczetów dozwolony jest jedynie dla wyznawców proroka. To przecież jedne z najważniejszych sanktuariów islamu, a wejście innowiercy do ich wnętrza to straszliwa profanacja świątyni! W czasie wieloletnich peregrynacji po Bliskim Wschodzie trzy razy udała mi się ta sztuka. Po raz pierwszy w 1992 r., gdy wśliznąłem się do wnętrza meczetu Fatimy w irańskim świętym mieście Quum. W Karbali wszedłem jedynie na dziedziniec meczetu Abbasa, i to przy dużej dozie szczęścia.
Widocznie wyglądałem dość wiarygodnie i wzbudziłem zaufanie u jednego z dostojników muzułmańskich. Po krótkiej naradzie z jednym z ulemów podszedł do mnie, zapisał moje nazwisko i zadał pytanie: muhandys, Bolanda, katolik? Gdy odpowiedziałem twierdząco, ten skinął ręką i mruknął: zien. Chwilę później byłem już na dziedzińcu i co najważniejsze, mogłem robić zdjęcia. Ba, pilnował, by mi nikt w fotografowaniu kobiet siedzących w abajach przed wejściem nie przeszkadzał! Gdy uznał, że już wystarczy, wyprowadził mnie na taras kompleksu budowli otaczających meczet. Stąd doprawdy jest imponujący widok: barwna dekoracja minaretów, ogromna złota kopuła, zatłoczone ulice pełne mężczyzn w galabijach i zakwefionych kobiet to obraz, który nigdy nie da się wymazać z pamięci!
Życie toczy się tu na ulicy, rzemieślnicy wykonują swą pracę: farbują wełnę i jedwab, garbują skóry, obok sklepy z odzieżą, naczyniami z miedzi, kramy z owocami itd. W innym miejscu jest sklep papierniczy i piekarnie. Granice ulic są niewyraźne, towar wykłada się wprost na ulicy. Kupcy utrudniają przejście, wszędzie krzyki, kłótnie, głośne dobijanie targów. Domy stłoczone w zwartych grupach, stawiane jedne na drugich, splecione ze sobą! Ulice są tu kręte, liczne rozgałęzienia, ślepe zaułki, brak tablic i numeracji domów, prawdziwie zwarty i nieprzenikniony labirynt, a jednak…
Jak mówią Arabowie: „Nie ma nic lepszego niż zanurzyć się w obszar miasta muzułmańskiego, by pod pozorami zagmatwania i dziwaczności odkryć jego rygorystyczną logikę, głęboką wewnętrzną spójność”. W środku rozległa strefa centralna, wytyczona i zamknięte jako miejsce święte, w którym znajdował się ośrodek władzy religijnej i politycznej – pałac i meczet. Dalej niezabudowana przestrzeń dookoła sanktuarium oraz suk i domy przeznaczone dla kupców, rzemieślników i członków poszczególnych plemion. W Karbali to wszystko otoczone jest pierścieniem lepianek biedoty i gajami palmowymi.
W przeciwieństwie do wrzawy i zgiełku arterii handlowych, tradycyjne domy pozostają wyizolowane i zwrócone ku sobie. Odkrywcy słynnej Alhambry w Granadzie w XIX wieku byli bardzo rozczarowani surowym wyglądem murów zewnętrznych, jednak gdy je przekroczyli, byli oczarowani bogactwem i niezwykłym pięknem!
W architekturze islamu te zamknięte gładkimi ścianami domy i pałace z centralnymi dziedzińcami, którym za sufit służy często skrawek nieba, pilnie strzegą intymności i stanowią osobistą rekompensatę za troski i trudy życia codziennego. To tlen pozwalający tym ludziom żyć i oddychać! Jak namiot w ogrodzie szejka, tak patia z fontannami, kwiatami i haremami są świadectwem tęsknoty tych ludzi za ziemią, którą opuścili, za pustynią!
Podobnie jak w średniowiecznej Europie i tu rozwój miasta wymykał się spod kontroli władz. Garstka mężczyzn broniąca wejścia w wąską uliczkę mogła powstrzymać całą armię, a ulice bez nazw i domy bez numerów zapewniają mieszkańcom anonimowość, niezależność i bezpieczeństwo.
Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Doświadczenie pustyni (II)” znajduje się na s. 4 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Doświadczenie pustyni (II)” na s. 4 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Polacy ani nie są ksenofobami, ani rasistami… oczywiście są takie grupki; a antysemityzm w Grecji jest znacznie większy niż w Polsce, ale Polacy są jedynym narodem, który lubi nadawać sam na siebie.
Krzysztof Skowroński
Milo Kurtis
Z Milo Kurtisem, Polakiem narodowości greckiej, współzałożycielem zespołów Osjan i Maanam, prowadzącym na Wolnej Antenie Radia WNET cotygodniową audycję muzyczną pt. „Na początku był Chasos”, rozmawia Krzysztof Skowroński.
Kogo zapraszasz do swoich audycji?
Przeważnie muzyków, krytyków muzycznych. Kiedy jeszcze byliśmy w Europejskim, zapraszałem też polityków, postanowiłem jednak wycofać się z publicznych rozmów o polityce, bo nikomu nie odpowiada moja doktryna polityczna, która zawiera się tylko w dwóch słowach: zapiekłość szkodzi.
Powiedziałeś tak kiedyś w czasie wywiadu telewizyjnego.
I to był mój ostatni wywiad w tej telewizji. Nie podam nazwiska rozmówcy, bo jest zbyt znany… Powiedział do mnie: „Widzę, że jest pan symetrystą”. Ja na to: „Bardzo dziękuję za komplement, choć wiem, że w ustach zwolenników Platformy to jest obelga. Ale ja chodziłem do dwóch szkół podstawowych, polskiej i greckiej. I w siódmej klasie podstawówki greckiej mieliśmy filozofię i logikę. I do tej pory podążam drogą pierwszego symetrysty w filozofii, który żył w piątym wieku przed naszą erą, i który jak dostawał monetę, to oglądał ją zawsze z dwóch stron. Nazywał się Sokrates”. Wtedy mój rozmówca zbladł trochę i sytuację musiał ratować prowadzący. (…)
Gdzie była grecka szkoła?
Na Mokotowskiej, na Ogrodowej… Przenosiła się. Co roku ktoś inny nam wynajmował sale. W każdym razie uczyliśmy się greckiego, historii, patriotyzmu. Bo w greckim języku ‘patriotyzm’ to jedno z najpiękniejszych słów i bardzo się dziwię…
Będę robił dygresje, bo jestem Grekiem. I dziwię się, że w Polsce słowo ‘patriotyzm’ straciło znaczenie. Bo ja jestem patriotą greckim i polskim, nie wstydzę się tego, jestem z tego dumny. Nie jestem dumny z tego, że jestem Grekiem, bo to nie moja zasługa. Mogę być dumny z czegoś, co sam osiągnąłem. A do patriotyzmu doszedłem sam, swoim umysłem i sercem.
(…) Masz dzieci i wnuki.
Siedmioro wnucząt; pierwszego maja urodziło mi się siódme wnuczątko, dziewczynka Beatrix. Mam czterech wnuków i trzy wnuczki. Mam też syna i córkę, wszyscy mieszkają w Anglii, niestety. Żona wywiozła ich do Anglii w osiemdziesiątym roku.
A Ty pojechałeś do Grecji, potem do Nowego Jorku.
Jeździłem już od 1975 roku, z Osjanem. Graliśmy muzykę instrumentalną, w związku z czym mogliśmy łatwo wyjeżdżać za granicę, cenzura nas nie dotyczyła. I my, zespół jazzowy z Polski, jako jedni z pierwszych na świecie nagraliśmy „Muzykę świata”. Dopiero po nas powstał słynny Oregon, ale my pierwsi to robiliśmy i mieliśmy szanse na karierę.
I nadal jest szansa na karierę.
Ja już nie dbam o takie przyziemne rzeczy. Jakieś pół roku temu zdałem sobie sprawę, że jestem szczęśliwy, że wreszcie stanąłem na początku drogi. Mam sześćdziesiąt siedem lat i dopiero zaczynam. Wiesz, jakie to jest piękne uczucie? Jaką daje energię? Od roku robię jedenaście kilometrów dziennie szybkiego chodu, uprawiam ćwiczenia fizyczne. I muzyka… Otworzyłem się naprawdę. Alkohol i marihuana zatykały moje uszy, a bardziej mózg. Zacząłem tworzyć – nowe utwory, nowy zespół, wszystko nowe.
Zacząłem grać i okazuje się, że publiczność przyjmuje genialnie. Jestem na tyle bezczelny, że z muzykami, z którymi grałem, zrobiłem dwie próby, zagrałem koncert na Saskiej Kępie w lutym, nagrałem go i w tym tygodniu wychodzi płyta.
Zespół jest międzynarodowy? Multikulti?
Milo Ensemble. I to multikulti wydaje instytucja bardzo narodowa, jak to teraz mówią – ksenofobiczna, antysemicka i tak dalej: Narodowe Centrum Kultury.
Śmieszy Cię sytuacja polityczna w Polsce?
Śmieszy mnie, bo Polacy ani nie są ksenofobami, ani nie są rasistami… oczywiście są takie grupki, tak samo jak we Francji; a antysemityzm w Grecji jest znacznie większy niż w Polsce, ale Polacy są jedynym narodem, który lubi nadawać sam na siebie, a wiesz, że mieszkałem w wielu krajach.
Narodowe Centrum Kultury wydało płytę, w której grają muzycy z Gambii, Syrii, Jemenu, Grecji i Polski.
I za chwilę będą koncerty. A my rozmawiamy, bo Radio WNET ma dziewięć lat!
To było piękne, jak 9 lat temu wychodziliśmy z ZAIKS-u i Ty do mnie mówisz: „Milo, zakładam radio internetowe, może byś się przyłączył”. Ja na to: „Krzysiu, ale przecież wiesz, że jestem anarchistą”. Miałeś jednak ostatnie słowo, bo mi odpowiedziałeś: „Milo, ale ja też jestem wolnościowcem”. No i tu mnie kupiłeś, nie było wyjścia. Nie miałem żadnego argumentu, żeby Ci odmówić. (…)
A teraz czekamy na koncesję, żeby dalej cieszyć się wolnością.
Do moich audycji, jak mówiłem, zapraszam różnych ludzi, muzyków i naukowców też. I na przykład Adam Strug mi mówi: „W żadnym innym radiu w Polsce nie mam szansy zaprezentować tej muzyki, co w Radiu WNET, ani powiedzieć tego, co tutaj”.
To samo mi powiedział Franciszek Bocheński, kiedy rozmawialiśmy przez dwie godziny o islamie. Udawało mi się przerwać mu tylko, żeby puścić jakąś muzykę. Ułożyłem ją odpowiednio do polityki. Najpierw został zaatakowany Afganistan, później Irak, później zaczęła się Arabska Wiosna od Tunezji i tak dalej. Mieliśmy to samo zdanie, wiedzieliśmy, kto to wszystko wywołał – żaden Facebook, żadne bzdury, w które wierzą neoliberałowie. On opowiadał, aż w końcu zaczął mi śpiewać Koran po arabsku! Ale dziewczyny w drugim pokoju powiedziały mi: „Milo, my bardzo lubimy twoje audycje, ale to była najnudniejsza, jaką słyszałyśmy”.
Był też zaangażowany bardzo politycznie Wojtek Konikiewicz, dzięki któremu powstał Związek Zawodowy Muzyków. Ostatnio grałem z Trebunią-Tutką. Ja grałem na klarnecie po grecku, a on śpiewał po góralsku. Był Irek Dobrowolski, reżyser filmu Sierpniowe niebo. Sześćdziesiąt trzy dni chwały, o powstaniu warszawskim. W jednej gazecie musiano napisać o tym filmie tylko dlatego – ale napisano – że tam podają pierwszą dziesiątkę najczęściej oglądanych filmów, a on miał najwięcej sprzedanych biletów. I jakoś niezauważony przeszedł. Bardzo żałuję, bo ja tam zrobiłem muzykę i zespół rapowy Hemp Gru. Jego lider się nazywa Bilon. W każdym razie wejść na Sześćdziesiąt trzy dni chwały w Internecie jest miliony – ale nikt o nim nie pisał. Dziwne.
Kto jeszcze mnie odwiedzał? Kapela ze wsi Warszawa z liderem. Najpierw zagrałem z liderem Trebuniów-Tutków, a w następnej godzinie z liderem Kapeli ze wsi Warszawa.
Filozofowie mają problem ze zdefiniowaniem słowa wolność. Masz taki problem?
‘Eleftheria’ to jest popularne imię greckie. Kiedy ci wariaci wychodzą i krzyczą, że chcą wolności, to ja im mówię: ja za komuny byłem wolny, w policyjnej Ameryce byłem wolny, w więzieniu się czułem też wolny, dlatego że wolność to dla mnie jest stan umysłu, a nie otoczenie. To jest prawdziwa wolność i ja się czuję wolny bez względu na to, gdzie jestem… (…)
Milo, stawiamy tu trzy kropki.
Czyli kontynuujemy. Zapraszam w czerwcu, mam nadzieję, że to będzie po udanym festiwalu, który honorowym patronatem objął pan minister kultury, bo to ksenofobiczne Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego organizuje festiwal Muzyka Mniejszości Narodowych i Etnicznych Rzeczpospolitej. Będzie – i miałem dzisiaj w audycji – muzyka Tatarów, Greków, Łemków, Ormian, Kaszubów, Mazowszan… Nie wymienię wszystkich, ale trzynaście mniejszości i robimy to z Narodowym Centrum Kultury. Ministerstwo Kultury daje na te mniejszości pieniądze.
Ja też jestem mniejszością i potomkiem uchodźców, w związku z czym na politykę polską patrzę z zupełnie innej perspektywy niż ci, którzy się tak strasznie nami przejmują. Nie przejmujcie się. Najpierw popracujcie nad sobą, a później zacznijcie naprawiać świat.
A do kogo ten apel?
Do wszystkich.
Cały wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Milo Kurtisem pt. „Na początku był Chaos” znajduje się na s. 2 i 4 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Wywiad Krzysztofa Skowrońskiego z Milo Kurtisem pt. „Na początku był Chaos” na s. 2 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Od kilku miesięcy stoimy w blokach startowych, oczekując na ogłoszenie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o możliwości uzyskania koncesji. Stworzymy radio, którego nie można przestać słuchać.
Radio! Robimy radio! Radio WNET!
Radio WNET narodziło się 25 maja 2009 roku. Tego dnia zaczął działać Rycerski Portal. Pomarańczowa elipsa miała symbolizować Okrągły Stół. Wokół niego byli zgromadzeni założyciele, których reprezentowały ich zdjęcia. Idea była prosta. Każdy z Rycerzy buduje swoją republikę i razem z republikanami-giermkami „opanowuje” jakąś część przestrzeni informacyjnej. Republiki się powiększają. Giermkowie stają się Rycerzami i budują własne republiki informacyjne.
Pierwsze dwa tygodnie Radia WNET okazały się telewizją. Taras Hotelu Europejskiego, pięć kamer i regularny program telewizyjny.
Dosyć szybko skonfrontowani z rzeczywistością ekonomiczną, zamieniliśmy wielkoformatową telewizję na coś, co nazywaliśmy „reportażem WNET”. Był to prostu niemontowany reportaż. Jedną z jego kategorii estetycznych była nuda, ale za każdym razem udawało się ją przełamać. Pierwszy portal Radia WNET był w sposób doskonały nieprzejrzysty. Tylko wyjątki (włącznie z nami) potrafiły się zorientować, o co chodzi. Ale idea WNET stawała się coraz popularniejsza i mieliśmy coraz więcej zwolenników i publiczności. Dumnie posługiwaliśmy się hasłem „Media Prawdziwie Publiczne”. I takie te media są do tej pory.
Idea Republiki WNET powstała razem z Radiem WNET. Republikę WNET tworzą dziennikarze obywatelscy. Wolność publikowania, przy jednoczesnej współpracy z Redakcją, miała stanowić o sile portalu Radia WNET. Po części to się udało. Gdyby Państwo zajrzeli do starego portalu, odnaleźliby tam bogactwo różnorodnych treści.
Ewolucja radia, skoncentrowanie się na porannej audycji uniemożliwiło nam odpowiednią dbałość o rozwój Republiki. Nie udało nam się upilnować internetowych botów, które założyły tysiące kont, udaremniając spontaniczny dostęp do publikacji republikańskich. Oczywiście Radio WNET planuje udostępnić możliwość samodzielnych publikacji również w nowym serwisie pod adresem www.wnet.fm.
Poranek WNET
Radio WNET zaczęło nadawać całodobowy program w styczniu 2010 roku. Naszą sztandarową audycją jest Poranek WNET, słuchany od lat zarówno na falach UKF (na początku na antenach Radia Warszawa i Radia Nadzieja, potem na częstotliwości 87,8 MHz w Warszawie, udostępnionej w ramach zgody na okazjonalny przekaz informacji, a już wkrótce, mamy nadzieję, w ramach własnej koncesji), jak i w Internecie na WNET.fm.
Poranek WNET szybko zyskał rangę audycji opiniotwórczej. Tylko w styczniu 2018 roku nagrania wideo wywiadów z audycji na naszym kanale w serwisie YouTube zostały wyświetlone ponad 1,3 mln razy. Od początku istnienia Poranek WNET dawał możliwość prezentacji poglądów i pomysłów licznym środowiskom, opiniom niezależnym wobec mediów i przekazów formowanych wyłącznie w tzw. głównym nurcie mediów.
Program Poranków WNET wypełniają głównie wywiady i rozmowy z zaproszonymi gośćmi. Przez osiem lat w ponad 2000 porannych audycji prowadzący program zadali pytania ponad dziesięciu tysiącom gości.
Radio w drodze
Znakiem firmowym Poranków WNET są audycje wyjazdowe „radia w drodze”. W swojej historii Radio WNET przejechało dziesiątki tysięcy kilometrów, nadając setki godzin audycji z kilkuset miejsc w Polsce i w Europie. Na żywo nadawaliśmy dla słuchaczy „Poranki WNET” z placu Świętego Piotra, z ulic Rzymu, z placu św. Łucji w Wenecji, z Sarajewa, Budapesztu, z dachu Pałaców Biskupów w Pradze, z Berlina, Kijowa, Wilna, Lwowa, Stanisławowa, Krzemieńca, Bukaresztu, Bratysławy, Zagrzebia. Oczywiście wielokrotnie przemierzyliśmy Polskę wzdłuż i wszerz.
Poranek WNET z Sianowa, 7 lipca 2016 (w trakcie radiowej pielgrzymki z Jastarni na Jasną Górę). Kazimierz Leśniewski mówi o projektowanych i budowanych przez siebie nietypowych rowerach. Konstruktor przedstawia model przeznaczony dla 11 osób o wadze ponad 300 kg | Fot. L. Rustecki
W roku 2016 Krzysztof Skowroński i Lech Rustecki przeszli pieszo trasę z Jastarni na Jasną Górę, codziennie nadając 113-minutową audycję. Niekiedy postój i miejsce poprowadzenia audycji wypadały w zagubionych w puszczy wsiach. Podczas jednego z takich postojów dotarła do nas informacja o zamachu terrorystycznym w Nicei. Dzięki sieci korespondentów i przyjaciół naszego radia udowodniliśmy sobie, że niezależnie od tego, gdzie znajduje się redakcja, jesteśmy w stanie zrobić program informacyjny, którego jakość nie zależy od miejsca nadawania.
Do prowadzących Poranki należeli: Katarzyna Adamiak-Sroczyńska, Grzegorz i Monika Wasowscy, Jerzy Jachowicz, Dariusz Rosiak, Krzysztof Feussette, Piotr Gociek, Łukasz Warzecha, Wojciech Jankowski i Piotr Dmitrowicz.
Poranki WNET prowadzą obecnie Krzysztof Skowroński, Antoni Opaliński, Aleksander Wierzejski, Łukasz Jankowski, Tomasz Wybranowski i Witold Gadowski. Ten ostatni zadebiutował w tej roli 4 kwietnia 2017 roku, przejmując w tymczasowe posiadanie wtorek, którego gospodynią przed urlopem macierzyńskim była Magdalena Uchaniuk.
Radio WNET jest dumne ze swoich korespondentów: Jana Bogatki (Niemcy), Piotra Witta (Francja), Ireny Lasoty (USA) – wszyscy troje byli dziennikarzami Radia Wolna Europa, Paweł Bobołowicz (Ukraina), Hanna Shen (Tajwan).
Również w 2010 roku na falach Radia WNET i Radia Warszawa ruszył Program Wschodni (w każdą sobotę o godzinie 10.07), prowadzony przez Wojciecha Jankowskiego – obecnie bardzo ważnego współpracownika „Kuriera Galicyjskiego”. Programu Wschodniego teraz można o tej samej porze słuchać w Radiu WNET i oglądać w Telewizji Republika.
Wolna Antena
Radio WNET to radio autorskie, w którym ważna jest osobowość twórcy. Wokół nas jest wielu potencjalnych radiowców, którzy nie planują wiązać swojego życia zawodowego z radiem, ale mają do przekazania ciekawe treści i przemyślenia. To z myślą o nich oraz młodych, wchodzących w życie zawodowe dziennikarzach została stworzona Wolna Antena Radia WNET. Tutaj wolontariusze, osoby zakochane w radiu, amatorzy i profesjonaliści prowadzą swoje autorskie audycje.
Do grona najważniejszych muzycznych programów „Wolnej Anteny Radia WNET” należy zaliczyć „Muzyczne Konfrontacje” Romana Zawadzkiego, „Na początku był Chaos”, którego autorem jest legenda polskiej muzyki Milo Kurtis (współzałożyciel grupy Osjan i Maanam), przybliżający słuchaczom muzykę ze wszystkich zakątków świata, i oczywiście „Crossroads” Zbyszka Jędrzejczyka. Nie zapominamy również o „PoliszCzart” – muzycznej liście prowadzonej przez Sławomira Orwata i Tomasza Wybranowskiego, którzy prezentują utwory znane, ale również szukają nieznanych zespołów. Na liście „PoliszCzart” zadebiutowało już ponad trzystu wykonawców z Polski i Polonii. W Radiu WNET panuje różnorodność gatunków muzycznych.
Wolna Antena może się również pochwalić czymś, czego prawdopodobnie nie ma żadna inna rozgłośnia, czyli audycjami międzynarodowymi. „Los Kowalski” i „República Latina”, prowadzone w języku hiszpańskim z tłumaczeniem na polski, są naszym oknem na kulturę i politykę krajów Ameryki Łacińskiej. Natomiast Anna Frawley i jej „Beatlemania” w każdy piątek zabiera nas w świat muzyki legendarnego zespołu The Beatles.
Sztandarem działu kulturalnego stały się „Smaki i niesmaki” Wojciecha Piotra Kwiatka oraz „Z miłości do kina” Angeliki Cudnej.
Dawkę polityki i spraw społecznych, poza Porankiem WNET zapewniają słuchaczom Radia WNET takie audycje jak „Radio Solidarność” (stworzona przez autorów nielegalnej rozgłośni z czasów stanu wojennego), „Stefan Truszczyński i jego drużyna” i „Studio Dublin” Tomasza Wybranowskiego, które jest kontynuacją „Irlandzkiej Tygodniówki WNET” i od sześciu lat opowiada o najważniejszych wydarzeniach dla Polonii z Irlandii i Wielkiej Brytanii. Natomiast audycja „Koloseum”, tworzona we współpracy ze Stowarzyszeniem Papieskim Pomoc Kościołowi w Potrzebie, a prowadzona przez Ewę Tylus, co tydzień opowiada o prześladowaniach chrześcijan na całym świecie, a także o możliwościach pomocy humanitarnej.
Cotygodniowej lekcji historii udziela odbiorcom „Gawęda historyczna” Krzysztofa Jabłonki. Mamy też wyjątkową audycję, prowadzoną przez osoby niepełnosprawne intelektualnie. „Wolna Antena Radia WNET” to 30 unikatowych audycji, których nie wystarczy opisać, trzeba ich posłuchać.
W maju 2018 roku w ramówce Radia WNET znajdują się 34 programy autorskie, tak muzyczne, jak publicystyczne i popularno-naukowe. Ten niezwykły format spowodował, że marka Radia WNET jest rozpoznawalna w Polsce, ale ma także tysiące wiernych słuchaczy na całym świecie.
Muzyka
W Radiu WNET przeciętnie połowę prezentowanych nagrań stanowi muzyka polska i rodzime produkcje instrumentalne. W naszych programach debiutują nowi wykonawcy, przykładem niech będą tu rockowy Gabinet Looster (Londyn), heavy-metalowy Scream Maker (Warszawa), folkowy SuperTonic Orchestra (Dublin) czy piosenkarki młodego pokolenia Caroline Baran (Chicago) i Alex Gala (Londyn), którzy odnieśli już sukces, a dzięki Radiu WNET zostali dostrzeżeni przez inne media w kraju. W godzinach wieczornych w Wolnej Antenie (bloki autorskie) stawiamy na audycje kulturalno-literackie i muzyczne, prowadzone przez uznane osobowości. Radio WNET stawia także na promowanie nowych twórców i wykonawców. Nasze radio stało się platformą dla rodzimych debiutów muzycznych i szeroko rozumianej promocji kultury polskiej. Przykładem jest „PoliszCzart”, tworzona przez dziennikarzy muzycznych z Wysp Brytyjskich, którzy od ponad dziesięciu lat promują polskich wykonawców na Zachodzie, polskich zaś wykonawców, tworzących poza granicami Polski, przybliża słuchaczom w kraju. W „PoliszCzart”, prezentowanej w radiu WNET w soboty, zadebiutowało już ponad trzystu wykonawców.
Twórcy Radia WNET widzą wielką potrzebę promowania polskiej muzyki, która pomijana jest na innych antenach w kraju (tak publicznych, jak i komercyjnych). Są to: rock chrześcijański (Tymoteusz 2,3 , Armia, Budzy i Trupia Czaszka, Darek Malejonek), rock patriotyczny (Horytnica, Basti, Forteca, Dempsey czy Gun) czy hip-hop, który w wielu przypadkach jest dla młodego pokolenia Polaków nośnikiem wiedzy historycznej i uczy patriotyzmu – m.in. Tadek Solo Firma (syn poety Jana Polkowskiego), Hemp Gru, czy Bisz.
Czas przełomu
Tak jak dla całej historii III Rzeczpospolitej, i dla Radia WNET datą najważniejszą był 10 kwietnia 2010 roku. Krakowskie Przedmieście, Pałac Prezydencki i wszystkie zdarzenia widzieliśmy przez okno naszego studia, które znajdowało się w Hotelu Europejskim.
W marcu 2011 roku ruszyła trzecia odsłona portalu Radia WNET.
Od początku istnienia Radio WNET tworzyło wspólnotę. Dzięki Porankowi WNET ta wspólnota się powiększała. Stąd pojawił się pomysł na powołanie Spółdzielczych Mediów WNET, które funkcjonują od października 2011 roku, zapewniając dalszy rozwój Radia WNET w oparciu o idee wolności i odpowiedzialności, zakorzenione w republikańskich i chrześcijańskich tradycjach Rzeczypospolitej oraz ruchu społecznym skupionym w latach 80. XX w. wokół „Solidarności”. Obecnie „Spółdzielcze Media WNET” skupiają ponad 600 udziałowców, których przedstawiciele raz do roku spotykają się na statutowych zebraniach.
Jarmark WNET
Po wakacjach 22 września 2012 r. odbył się pierwszy Jarmark WNET. Jego genezą były wyniki szeregu dziennikarskich śledztw, które wykazały trudności, z jakim mierzą się producenci krajowej żywności. Do czego potrzebni są pośrednicy pomiędzy producentem i klientem? Z takim pytaniem rozpoczęliśmy i po czasie narodziła się idea Jarmarku WNET – niech producenci sami sprzedają swoje produkty! Naszymi wymaganiami wobec wystawców jest to, żeby towar był naturalny, świeży, krajowy i wprost od producenta. Pierwotnie handel odbywał się w ramach akcji „Uratuj Rolnika – uratuj, samego siebie”, prowadzonej przez Spółdzielcze Media WNET.
Słuchacze naszego Radia mogli robić zakupy z tratwy, która przypłynęła z Ponidzia Wisłą do Warszawy, a po pewnym czasie organizowaliśmy stałe zamówienia online. Jednak szukaliśmy swojego miejsca. Taką idealną lokalizacją dla naszego konceptu okazała się hala w dawnej rozlewni wódek Koneser na warszawskiej Pradze. W tych iście historycznych i bardzo gościnnych murach udało nam się osiągnąć realizację naszego pomysłu – cotygodniowego jarmarku, płaszczyzny wymiany myśli, poglądów, spotkań międzyludzkich w pobliżu pieczywa, warzyw, owoców i ich przetworów, nabiału, wędlin, ręcznych robótek czy klasyki światowej literatury oraz krajowej publicystyki. Nasze jarmarki w Koneserze były świadkiem licznych koncertów, debat politycznych, spotkań autorskich, audycji radiowych, premier książkowych, a także specjalnych kiermaszy z okazji świąt, rocznic historycznych, premier numerów „Kuriera WNET” czy urodzin Radia WNET.
Od grudnia 2015 roku zagościliśmy w murach dawnej szkoły podstawowej im. Wojska Polskiego na tyłach hotelu Marriott przy ulicy Emilii Plater 31. Zorganizowaliśmy w szkolnych korytarzach dwa jarmarki bożonarodzeniowe, które wypadły tak korzystnie, że zdecydowaliśmy się tam zostać.
Od lat specjalnością naszego jarmarku są wyroby mięsne z własnych wędzarni, warzywa z gospodarstwa z Ponidzia, jabłka z Grójca, pierogi i ciasta znad Narwi, sery kozie, miody z Kazimierza, ekologiczne kosmetyki, medycyna naturalna czy garmażerka przyrządzana wedle historycznych przepisów. Na naszym jarmarku można także znaleźć ludowe rękodzieła artystyczne i codziennego użytku, kącik antykwaryczny, a także stoisko Kiosku WNET, gdzie można kupić „Kurier WNET” i przystąpić do Kręgu Przyjaciół Radia WNET. Na każdym jarmarku towarzyszy nam akordeonista, który przygrywa melodie rodem z warszawskiej, lwowskiej czy paryskiej ulicy.
Akademia WNET
6 października 2012 r. to dzień, w którym powstała Akademia WNET. Działa dzięki słuchaczom, którzy uczestniczą w sobotnich spotkaniach odbywających się 1–2 razy w miesiącu. W ciągu dotychczasowych 12 semestrów przewinęło się około 150 słuchaczy. Niektórzy zawitali na 1-2 semestry, inni towarzyszą Akademii od początku.
Program Akademii jest dziełem zespołu, którego filarami są główni wykładowcy Akademii: Lech Jęczmyk – tłumacz („Paragrafu 22” i książek Kurta Vonneguta), eseista i myśliciel, oraz dr Roman Zawadzki – psycholog, inżynier i miłośnik muzyki. Obaj panowie towarzyszą Akademii od początku, wygłaszając znakomite wykłady o sprawach zasadniczych i zagrożeniach aksjologicznych, poruszając tematy bezradności człowieka wobec inżynierii społecznej, nauki w służbie zła – to dr Roman Zawadzki, czy o religiach, antykatolickiej propagandzie, a nawet śmierci – Lech Jęczmyk. Słuchacze i wykładowcy wpływają na kształt programu, proponując wykładowców i tematy.
Kurier WNET
W czerwcu 2013 roku wyszedł numer zerowy „Kuriera WNET Gazety Niecodziennej”. Redaktorem naczelnym pierwszych dwóch numerów była Katarzyna Adamiak-Sroczyńska. Obecnie tę rolę pełni Krzysztof Skowroński. Współwydawcą czasopisma „Kurier WNET”, które posiada dwa niezależne dodatki regionalne – śląski (Jadwiga Chmielowska – red. nacz.) i wielkopolski (Jolanta Hajdasz – red. nacz.), są Spółdzielcze Media WNET. Charakterystyczny dla „Kuriera WNET” jest jego „staroświecki” wielki format, a także czarno-biała szata graficzna o niezaprzeczalnym walorze artystycznym.
W trzeciej siedzibie
W październiku 2014 roku Radio WNET wprowadziło się do Budynku PAST-y, który jest zarządzany przez Fundację Polskiego Państwa Podziemnego i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej.
W kwietniu 2017 ruszył nowy, czwarty portal Radia WNET, a pierwszy pod nowym adresem wnet.fm.
Od końca września 2017 roku Radio WNET nie nadaje już Poranków WNET na antenie Radia Warszawa i Radia Nadzieja, ponieważ władze tych rozgłośni wypowiedziały umowy o współpracy. Radio WNET niezwłocznie złożyło wniosek o dobór częstotliwości radiowych w paśmie UKF/FM do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Od 16 października można było ponownie słuchać Radia WNET w eterze. Nadawało z Pałacu Kultury i Nauki na częstotliwości 87,8 MHz z mocą 150W ERP. Po raz pierwszy na UKF przez 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. Było to możliwe dzięki zgodzie, którą otrzymało na miesięczne nadawanie z okazji 100. rocznicy objawień fatimskich oraz 200. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. Później nadawało z okazji 150. rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego, która przypadała 5 grudnia 2017 roku, oraz w związku z 36. rocznicą ogłoszenia stanu wojennego. Zgoda Prezesa UKE obejmowała czasowe używanie urządzenia radiowego „w służbie radiodyfuzyjnej, w celu zapewnienia okazjonalnego przekazu informacji na częstotliwości 87,8 MHz z lokalizacji Warszawa PKiN”. Nadawanie ze względu na 36. rocznicę rozpoczęcia stanu wojennego zakończyło się 13 stycznia 2018 roku i od tego czasu Radia WNET można słuchać tylko przez urządzenia podłączone do Internetu.
Od momentu wypowiedzenia współpracy przez Radio Warszawa i Radio Nadzieja Radio WNET ubiega się o koncesję na nadawanie programu na UKF. Jest gotowe i od kilku miesięcy stoi w blokach startowych w oczekiwaniu na ogłoszenie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o możliwości uzyskania koncesji. Chce stworzyć radio, którego nie można przestać słuchać. Nie tylko Poranki WNET, ale i południa, wieczory i noce.
Radio WNET otrzymuje znaczące wsparcie od swoich słuchaczy i członków Kręgu Przyjaciół Radia WNET, zainicjowanego przez słuchacza, Andrzeja Sława. Koordynacją Kręgu Przyjaciół zajmuje się inny słuchacz, Marek Bryła.
W czerwcu 2018 roku Radio WNET po raz siódmy rusza w wielotygodniową trasę po Polsce – „Wracamy do źródeł”. Jej pierwszy etap rozpocznie się w Bełchatowie.
Na podstawie materiałów Spółdzielczej Agencji Informacyjnej opracował Lech Rustecki.
Artykuł redakcyjny prezentujący dziewięcioletnią historię Mediów WNET, pt. „Radio! Robimy radio! Radio WNET!” znajduje się na s. 1 i 4 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł redakcyjny prezentujący dziewięcioletnią historię Mediów WNET, pt. „Radio! Robimy radio! Radio WNET!” na s. 1 rocznicowego dodatku do czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Potraktowałem słowa Prezydenta z powagą należną głowie państwa. Również dlatego, że obecna dawno powinna leżeć w koszu, bo zamiast sprawnego zarządzania państwem, sankcjonuje chaos.
Jan Kowalski
Konstytucja według Kowalskiego
Od maja do maja. Rok minął od deklaracji prezydenta Dudy o potrzebie zmiany konstytucji. Potraktowałem słowa Prezydenta z powagą należną głowie państwa. Również dlatego, że obecna dawno powinna leżeć w koszu, bo zamiast sprawnego zarządzania państwem, sankcjonuje chaos. Czas ten poświęciłem na przygotowanie projektu nowej konstytucji. Zatem nie śmiejcie się, tylko spróbujcie zrozumieć. Poniżej – zamysł, jaki mną kierował.
Po pierwsze, konstytucja nie jest najświętszą świętością. Zbyt długo w czasach upadku państwa, po rozbiorach i w mrokach komunizmu celebrowaliśmy Konstytucję 3 maja. Sam przecież demonstrowałem tego dnia w latach osiemdziesiątych. Ale konstytucja w normalnym państwie (niepodległym i demokratycznym) jest tylko konstrukcją prawną wyrażającą powszechną wolę wspólnoty. A zatem zgodę na to, ile chcemy państwa w państwie, jak i przez kogo ma być zarządzane, jaki gwarantujemy sobie samym zakres wolności osobistej.
Po drugie, przeczytałem kilka różnych konstytucji. Amerykańską, szwajcarską, węgierską i parę innych. I we wszystkich tych konstytucjach ich autorzy zawarli coś, co powinniśmy nazwać duchem narodu. To tego ducha, polskiego ducha, chciałem najpierw odkryć. Stąd cały cykl Zanim napiszemy nową konstytucję jest poszukiwaniem i odnajdywaniem ducha polskości. Czasem szczelnie ukrytego pod łachmanami zaborczych wpływów i nowszymi ubrankami komunizmu.
Nic zatem dziwnego, że prawdziwego ducha polskości odkryłem w I Rzeczypospolitej, a nie w gloryfikowanej w czasach komunizmu II RP, gdzie pierwszą konstytucję napisano przeciwko Piłsudskiemu, żeby nie mógł rządzić, a drugą dla niego właśnie, gdy już nie mógł rządzić. Ten duch I Rzeczypospolitej, umiłowanie wolności osobistej i jednocześnie odpowiedzialność za Ojczyznę, odrodził się przecież na naszych oczach w postaci ruchu pierwszej Solidarności.
Po trzecie, podobnie jak nasi przodkowie sprzed 500 laty, przyjąłem założenie, że Polska jest naszym wspólnym dobrem. A zatem, że nie jest to frazes w ustach polityka na użytek gawiedzi, ale fundament pod budowę państwa. Zatem konstytucja powinna być ramowym projektem tej budowli. Krótkim, zwięzłym i dokładnym. I na tyle logicznym, żeby oparte na jej założeniach państwo mogło sprawnie funkcjonować przy jednoczesnej dużej wolności obywateli i ich zaangażowaniu w sprawy publiczne.
Po czwarte, jak głosili nasi przodkowie, Polska nie rządem stoi, ale wolnością jej obywateli. To z wolności Polaków brała się siła i atrakcyjność naszego państwa.
Wbrew zamordystycznym i biurokratycznym państwom sąsiednim. Jednak po doświadczeniu I Rzeczypospolitej musimy uniknąć wad ustrojowych, które wykorzystane przez sąsiadów, doprowadziły do jej upadku. Wolność kończy się z chwilą, gdy zwycięża anarchia. A tego I Rzeczpospolita niestety nie uniknęła. Główną jej wadą było uznaniowe stanowienie podatków przez szlachtę. I dlatego w moim projekcie piszę o pieniądzach, o finansowaniu państwa. Ile dla gminy, ile dla województwa, ile na zarządzanie całym państwem.
Po piąte, chrześcijański duch wolności i odpowiedzialności tak mocno przeniknął polskość, że na dobrą sprawę nie da się polskości i chrześcijaństwa rozdzielić. I chyba nie ma takiej możliwości ani potrzeby. Z drugiej strony musimy pamiętać, że nasi bliźni, tak jak my sami, mogą błądzić do końca swojego życia. Bo mają do tego prawo dane im przez samego Boga. Dlatego, będąc nawet gorliwie wierzącymi, nie zastępujmy Pana Boga i nie nawracajmy nikogo na siłę. I nie zmuszajmy do przyjmowania naszego światopoglądu. Zamiast tego tak zaprojektujmy budowę naszego państwa, żeby tego ducha jak najpełniej wyrazić.
Po szóste, to dlatego aż dwie zasady kardynalne mówią w zasadzie o jednym. Zasada pomocniczości, czyli podstawa nauki społecznej Kościoła (katolickiego) i zasada likwidacji biurokracji wzajemnie się dopełniają. Mówią o tym samym: że wszystko, co może człowiek zrobić sam, powinien zrobić sam. A to, co go przerasta, powinno być realizowane przez najbliższe otoczenie bez ingerencji ze strony wyższych instancji.
Ale biurokracja tak przeniknęła i sparaliżowała nasze państwo i naród, że musimy ją wypalić gorącym żelazem. Po to, żeby nigdy nikomu więcej nie przyszło do głowy niewolić Polaków za ich własne pieniądze. Stąd ten zapis dodatkowy w konstytucji.
Po siódme, z powyższego wynika podział na władze i ich kompetencje. Monteskiuszowski rozdział na trzy: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą zachowuje swą istotę tylko wtedy, jeżeli żadna z nich nie podlega drugiej w jej sferze działania. Nie mogą się przenikać, ale wzajemnie uzupełniać i współistnieć. Ale najważniejsze jest to, żeby każda z nich podlegała nam wszystkim, czyli wyborcom. Decydując o każdej w wyborach, zapewniamy zarazem ich pełną autonomiczność względem siebie. Dzięki temu żaden polityk nie zadzwoni już więcej do sędziego, chyba że z pytaniem o zdrowie. Żaden sędzia nie będzie więcej liczył na przychylność prezydenta lub posła i nie będzie się zastanawiał, jakie ważne stanowisko piastował skazany. Żaden poseł nie będzie się wtrącał w sprawy zarządzania miastem lub państwem. Wszyscy będą robić swoje – to, do czego ich wybierzemy.
Po ósme, liczby. Omówię to bardziej szczegółowo na portalu (podobnie jak kilka innych zagadnień), tu tylko zasygnalizuję. W zasadzie oprócz liczby posłów i senatorów nie powinienem pisać o liczbach w konstytucji. Zgoda, jednak jakąś wskazówkę liczbową odnośnie do liczebności administracji państwa i jego służb powinniśmy wyrazić, skażenie biurokracją biorąc pod uwagę. W sytuacji, gdy nasze obywatelskie państwo tworzone jest od dołu i od dołu finansowane naszymi własnymi pieniędzmi, uznałem za stosowne liczby te zamieścić. 4 policjantów plus 1 osoba pomocnicza w gminie do 20 000 mieszkańców na pewno wystarczy. W skali kraju będziemy mieli zatem około 10 000 policjantów gminnych (w tym 2000 personelu pomocniczego), 8 000 policjantów wojewódzkich i 800 pracowników administracyjnych. Z mojego sposobu liczenia wynika też liczba policjantów krajowych. Policja państwowa będzie liczyła 5 000 osób i 500 pracowników pomocniczych. Plus różne państwowe agencje specjalne, podobnie jak policja państwowa podległe prezydentowi, ok. 5000 osób łącznie. Zatem wszystkich policjantów łącznie z pomocnikami będzie prawie 30 000. Aż boję się, że za dużo. Dla porównania policji w II RP było 32 000 i 1 000 personelu pomocniczego. W PRL 80 000. Na początku roku 2018 liczba policjantów w Polsce to 100 000 osób i 25 000 personelu cywilnego. Dlatego, nawet jak już zniszczymy biurokrację, zapiszmy parę liczb, żeby ta hydra znowu się nie odrodziła.
Po dziewiąte, nie chwaląc się, mój projekt jest najtańszy. I nie chodzi tu tylko o koszt druku nowej konstytucji. Bez większego liczenia, co najmniej o połowę zmniejsza koszt funkcjonowania państwa przy podwojeniu jego efektywności. Liczbowo zmniejsza bardziej, ale wszystkim na państwowych posadach podwoimy pensje. Po to, żeby to najzdolniejsi z nas dobrze zarządzali naszym dobrem i nie kradli.
Po dziesiąte, dla pocieszenia wszystkich. Jeżeli jakiś paragraf przestanie się nam podobać, zawsze będziemy mogli go zmienić. Podobnie jak całą konstytucję, nad którą tyle się napracowałem. Zadowoleni?
Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Konstytucja według Kowalskiego” znajduje się na s. 15 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Konstytucja według Kowalskiego” na s. 15 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl
Pamiętam pierwszy Kongres Polska Wielki Projekt w 2010 roku: skromny i jakby nieśmiały, w klimacie pewnego siebie uchachania rządzących platformersów i ludowców, i w opozycyjnej traumie posmoleńskiej.
Danuta Moroz-Namysłowska
Wydarzeniami sobotniego dnia były dwa wykłady: laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, prof. Thomasa Johna Sargenta, oraz niemieckiego filozofa, prof. Petera Sloterdijka, a także wręczenie Nagrody im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która przypadła w tym roku Antoniemu Liberze.
Nie sposób w tym szkicu przekazać bogactwa myśli tych wybitnych osobistości – warto może jedynie zaznaczyć, że wszystkie wypowiedzi były próbą znalezienia klucza ekonomicznego lub filozoficznego do niejednoznaczności tytułowych WARTOŚCI, jak i równowagi między wolnym rynkiem a planowaniem. (…)
Stosowne i wyczerpujące informacje o Kongresie zainteresowani znajdą bez trudu w internecie. Tu kilka wrażeń z sali i kuluarów.
Wśród „pospólstwa”, bodaj w 17. rzędzie dostrzegłam państwa Katarzynę i Andrzeja Zybertowiczów. Profesor jest doradcą Prezydenta i mógłby vip-ować w pierwszych rzędach, a jednak sympatyczne to wejście w tło… Podobnie państwo Gwiazdowie, siwe gołąbki, zawsze czuwające nad losami Ojczyzny, nie zabierali głosu, ale pilnie śledzili propozycje książkowe i słuchali wszystkich prelegentów…
Zagadnięty na inną okoliczność redaktor naczelny „Sieci” Jacek Karnowski udzielił optymistycznej odpowiedzi „Nie zmogą!” na dodatkowe pytanie: „Czy totalna zmoże dobrą zmianę?” I tego się trzymam.
Czujność reporterska funkcjonowała i funkcjonuje w głównym nurcie, z europejska zwanym mainstreamem od poczęcia… (…) ale niczego, oprócz własnych aranżacji, nie pokazują. Mają zasady. I standardy. Niereporterskie, niestety. Nic dziwnego, że nie tylko tzw. lemingom nazwa ambitnego przedsięwzięcia intelektualnego i gospodarczego nie zdążyła na trwałe zająć uwagi, a tym bardziej wejść do kalendarza wydarzeń.
Cały artykuł Danuty Moroz-Namysłowskiej pt. „Okruszki z Kongresu” znajduje się na s. 2 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.
„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.
Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.
Artykuł Danuty Moroz-Namysłowskiej pt. „Okruszki z Kongresu” na s. 2 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl