Rzekomy interwencyjny skup jabłek, zainicjowany przed wyborami samorządowymi, dokonał się wyłącznie na papierze

Jeśli chodzi o jabłka i ich interwencyjny skup, to urodzony i wychowany w dorodnych sadach Ziemi Sandomierskiej uznałem, że deklaracja ministra Ardanowskiego to od początku ściema i lipa.

Jan A. Kowalski

Najlepszy minister rolnictwa niczego nie pamięta

W odpowiedzi na miażdżącą krytykę Wiesława Z. Antkowiaka, Przedwyborcza dywersja prasowa totalnej opozycji, „Kurier WNET” nr 55

Nikt mi jeszcze tak nie wygarnął od totalnej opozycji, jak emerytowany i szacowny profesor chemii Wiesław Antkowiak. Panie Profesorze, dziękuję. Oprawię ten tekst w ramki i powieszę w najbardziej widocznym miejscu ściany mojej górskiej chatki. Wytłuszczając wszystkie eufemizmy, jakimi mnie Jego Wysoka Katedra obdarzyła. Gdy totalni znowu przejmą władzę, będę miał się czym okazać przed ich siepaczami. To znaczy, chciałem powiedzieć: przed piewcami miłości przeciwko mowie nienawiści 🙂

Ale do rzeczy. Zdarzyło mi się przy okazji krytyki obozu Dobrej Zmiany skrytykować też ministra rolnictwa Krzysztofa Ardanowskiego. Za rzucanie słów na wiatr, które mogą przynieść burzę w nieodległym czasie wyborów. Za półtoraroczne już zaleganie w Sejmie nowelizacji ustawy o ustroju rolnym, co mnie samemu zablokowało zakup kawałka nieużytku nad rzeczką. I za rzekomy interwencyjny skup jabłek po 25 groszy za kilogram, który zainicjowany tuż przed wyborami samorządowymi, dokonał się wyłącznie na papierze. I to dla mojego adwersarza miało stać się przysłowiowym gwoździem do mojej trumny. Cytując twarde dane firmy Eskimos z Sokółki, która tego interwencyjnego skupu z poparciem polskiego rządu miała dokonać, Profesor z wprawą wytrawnego cieśli gwóźdź ten przybił. [related id=68974]

Chyba jednak przeżyłem. Zatem postaram się wyjaśnić nie tylko Profesorowi, ale też wszystkim inteligentom, którym się wydaje, że wiedzą i rozumieją, bo przeczytali. Otóż żyjemy w specyficznych czasach. Czasach post-prawdy, jak się to uczenie nazywa, w których króluje fikcja, fake news i narracja w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości. Żeby cokolwiek wyjaśnić i prawidłowo ocenić, należy bardzo starannie sprawdzić w co najmniej paru niezależnych od siebie źródłach, a najlepiej osobiście.

Jeśli chodzi o jabłka i ich interwencyjny skup, to przyznam się, że początkowo oparłem się jedynie na relacjach osobistych. Urodzony i wychowany w dorodnych sadach Ziemi Sandomierskiej, nie miałem z tym najmniejszego problemu. To dlatego uznałem, że deklaracja ministra Ardanowskiego to od początku ściema i lipa. Bo, po pierwsze, kończył się październik, a nie skupiono jeszcze ani jednego kilograma. Dla ludzi spoza obszaru sadowego wyjaśnienie: do końca października kończy się w Polsce zbiór jabłek ze względów pogodowych. Minimalnie procentowo niezebrane/niezerwane jabłka po 1 listopada mogą po prostu przemarznąć, czego również w swoim życiu doświadczyłem.

Dlatego po deklaracji wyznaczonej przez rząd firmy Eskimos, że właśnie (pod koniec października) kończy opracowywanie listy autoryzowanych punktów skupu na terenie całego kraju, zapaliło się w mojej głowie czerwone światełko. Informacja tej firmy, że październikowa cena wyniesie 25 groszy, listopadowa 26, a grudniowa (!) nawet 27 groszy wywołała u mnie jedynie gorzki śmiech. Tym bardziej, że jabłka tak skupowane nie mogły mieć uszkodzeń mechanicznych pod groźbą nieprzyjęcia i utylizacji na koszt dostawcy, jak ogłosiła firma na swojej stronie. Więcej naprawdę nie musiałem sprawdzać. Teraz jednak, po miażdżącej krytyce, chcąc nie chcąc musiałem się trochę bardziej wgryźć w temat jabłkowy (na marginesie: wymawiamy prawidłowo japkowy, a nie jabkowy albo jabłukowy; no chyba że jesteśmy aktorem teatralnym).

Składowanie jabłek nieuszkodzonych, czyli zrywanych, a nie otrząsanych i zbieranych, z terminem odbioru w listopadzie i grudniu, byłoby podobnie opłacalne jak sprzedanie ich po średniej cenie 10 groszy we wrześniu i październiku.

Jedna osoba może zebrać w ciągu dnia 2000 kg, a zerwać już tylko 800 kg do 1000. Koszt zebrania to 6 groszy + 2 grosze obsługa = 8 gr. O koszcie pielęgnacji tu nie mówmy, taki rok. Na zero sadownik mógł wyjść jedynie pod warunkiem pracy własnej niezbyt wysoko wycenianej. W przypadku zrywania, składowania, utraty wagi przez wysychające jabłko, możemy policzyć: 12 groszy + 6 gr + 4 gr = 22 grosze. I skalkulować mglistą obietnicę.

Zbiór jabłek mamy już za sobą. Zajmijmy się zatem przez chwilę spółką Eskimos. Otóż, jak sprawdziłem, firma Eskimos jest producentem mrożonek z warzyw i owoców miękkich… i w ogóle nie zajmuje się przetwórstwem jabłek. Położona przy litewskiej granicy, prawie 50 kilometrów od Białegostoku, od producentów jabłek w Grójcu, Sandomierzu i na Lubelszczyźnie oddalona jest o 350 do 450 km.

Jesteście w stanie to zrozumieć? Chyba tylko ten, kto czytał Karierę Nikodema Dyzmy, potrafi wyciągnąć trafne wnioski. A minister Ardanowski? Minister Ardanowski, jak podał w dniu 22.01.2019 portal branżowy www.sadyogrody.pl, już zdążył się od rzekomego skupu interwencyjnego odinstalować. Obszernie cytuję:

Jak informuje Dariusz Mamiński z biura prasowego MRiRW, ze względu na trudną sytuację producentów jabłek wynikającą z bardzo niskich cen oferowanych na rynku tych owoców przez przemysł przetwórczy (tj. głównie producentów koncentratu soku jabłkowego i samego soku jabłkowego) Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi zwrócił się z apelem do przedsiębiorców przetwarzających jabłka o przeprowadzenie skupu po godziwych cenach, argumentując, że obecny poziom cen często nie gwarantuje zwrotu poniesionych kosztów produkcji, a w rezultacie zagraża płynności finansowej wielu gospodarstw sadowniczych. Apel ten spotkał się z pozytywnym odzewem ze strony przedsiębiorców wdrażających w życiu gospodarczym zasady społecznej odpowiedzialności biznesu, deklarujących przeprowadzenie skupu jabłek po 0,25 zł za kg, w ilości co najmniej 500 tys. ton.

– Choć przedsiębiorcy, o których mowa, nawiązując do prowadzonej przez nich kampanii skupu surowca używają sformułowania „skup interwencyjny”, co u niektórych może budzić skojarzenie z bezpośrednim zaangażowaniem państwa w taką działalność, to należy podkreślić, że decyzja o jej przeprowadzeniu należała wyłącznie do tych przedsiębiorców, a tym samym nie ma charakteru mechanizmu administrowanego ani finansowanego przez rząd – podkreślił.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie monitoruje wolumenu ani cen jabłek nabywanych przez poszczególne przedsiębiorstwa prowadzące działalność polegającą na skupie i przetwórstwie jabłek. Prowadzony jest natomiast bieżący monitoring cen jabłek przemysłowych, oferowanych na rynkach reprezentatywnych. (…) Do momentu publikacji artykułu spółka Eskimos nie udzieliła informacji na temat przebiegu inwencyjnego skupu jabłek przemysłowych.

Na koniec, zważywszy ogromną różnicę wieku (55 do 86) i pozycji społecznej mnie, biednego kmiotka, i Pana Profesora, mogę zaproponować salomonowe wręcz rozwiązanie: niech Pan napisze coś z chemii. Ponieważ kompletnie się nie znam na chemii (z wyłączeniem oprysków), nie skomentuję Pana tekstu ani jednym słowem.

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Najlepszy minister rolnictwa niczego nie pamięta” znajduje się na s. 20 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Najlepszy minister rolnictwa niczego nie pamięta” na s. 20 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jak atrakcyjnie przekazywać wiedzę historyczną kolejnym pokoleniom? Stowarzyszenie Patriotyczny Zbąszyń ma na to pomysły

– Jesteśmy dumni z wiedzy, jaką zaprezentowała młodzież – powiedział Adam Olech ze Stowarzyszenia Patriotyczny Zbąszyń. – Daje nam to dalszą motywację do rozpowszechniania wiedzy o naszych bohaterach.

Wysiłek wielu pokoleń Wielkopolan uwieńczyło zwycięskie powstanie wielkopolskie. To dzięki walce o polską mowę, książkę, modlitwę, a także własność dziś możemy jako Wielkopolanie czuć prawdziwą dumę. Jednak spoczywa też na nas obowiązek, by nie zaprzepaścić naszej tożsamości narodowej, o którą obecnie na szczęście nie musimy walczyć zbrojnie. Bez przekazania wiedzy historycznej kolejnym pokoleniom, i to w atrakcyjny sposób, tak, by młodzi ludzie identyfikowali się ze wspaniałą historią powstania wielkopolskiego, sukces zrywu z pewnością nie będzie kompletny. Takie zadanie między innymi postawiło sobie Stowarzyszenie Patriotyczny Zbąszyń.

Fot. archiwum Stowarzyszenia Patriotyczny Zbąszyń

10 stycznia o godzinie 10.00 w sali Domu Katolickiego w Zbąszyniu przy sporej widowni odbył się konkurs wiedzy o powstaniu wielkopolskim dla uczniów szkół z gminy Zbąszyń. W konkursie wystartowało 7 trzyosobowych drużyn. Uczniowie zmagali się z pytaniami o różnym stopniu trudności. Każde pytanie było wyświetlane na tablicach, a na udzielenie odpowiedzi przewidziano 1 minutę. Punktacja była uzależniona od skali trudności pytania i można było zdobyć maksymalnie 5 punktów. Podczas konkursu czuło się nie tylko atmosferę rywalizacji, ale także dobrej zabawy. To oczywiście zasługa prowadzących, uczestników, a także publiczności. W jury zasiedli pracownicy 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu: Agnieszka Pierz – kierownik Klubu Wojskowego działającego przy 17. WBZ w Międzyrzeczu, szeregowa Agnieszka Najdek oraz szeregowy Paweł Stępień. W skład jury weszli także: Magdalena Rożek – pracowniczka Biblioteki Publicznej w Zbąszyniu, Łukasz Pawłowski – nauczyciel historii Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Zbąszyniu i Filip Masiewicz – członek Stowarzyszenia Patriotyczny Zbąszyń. Prowadzącymi konkurs byli Krzysztof Kowerko – nauczyciel Zespołu Szkół w Świebodzinie oraz Marek Wojdan – instruktor Klubu Wojskowego 17. WBZ w Międzyrzeczu. Po ponad dwóch godzinach konkursowych zmagań wyłoniono zwycięzców.

Najwięcej punktów wywalczyła ekipa Liceum Ogólnokształcące z Zespołu Szkól nr 1 w Zbąszyniu, drugie Szkoła Branżowa również z Zespołu Szkół nr 1 w Zbąszyniu, a trzecie przypadło zespołowi Szkolno-Przedszkolnemu w Chrośnicy. Najlepsza drużyna zdobyła puchar ufundowany przez Klub Wojskowy 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, pierwsze trzy drużyny otrzymały dyplomy i ufundowane przez Stowarzyszenie Patriotyczny Zbąszyń bony pieniężne do wykorzystania w zbąszyńskiej księgarni, a wszyscy uczestnicy otrzymali upominki.

Organizatorami tegorocznego konkursu poza Stowarzyszeniem Patriotyczny Zbąszyń byli Klub Wojskowy 17. WBZ z Międzyrzecza, Powiatowy Zespół Szkół w Świebodzinie i Urząd Miejski w Zbąszyniu.

– Jesteśmy dumni z wiedzy, jaką zaprezentowała młodzież – powiedział Adam Olech, przedstawiciel Stowarzyszenia Patriotyczny Zbąszyń. – Daje nam to dalszą motywację do organizacji takich form rozpowszechniania wiedzy o naszych bohaterach i pamięci o tych, którzy zapłacili najwyższą cenę krwi przelanej za wolność naszej Ojczyzny.

Informacja pt. „Konkurs wiedzy o powstaniu wielkopolskim w Zbąszyniu”, opracowana przez Aleksandrę Tabaczyńską, znajduje się na s. 8 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Informacja pt. „Konkurs wiedzy o powstaniu wielkopolskim w Zbąszyniu”, opracowana przez Aleksandrę Tabaczyńską, na s. 8 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Niemcy, Francja, korporacje międzynarodowe prą do federalizacji Europy. Komu i dlaczego zależy na Europie imperialnej?

Niejasne jest, dlaczego dotychczasowa koncepcja integracji przestała być wystarczająca i miałaby zostać zastąpiona powołaniem do życia hegemona, marginalizującego rolę państw narodowych.

Bogdan Miedziński

Dynamika przemian zachodzących w Europie (upadek bloku sowieckiego, rozszerzenie Unii Europejskiej, wielkie migracje, Brexit, głębokie przekształcenia kulturowe) sprawiła, że dominanta rozważań nad przyszłością naszego kontynentu przesunęła się z obszaru będącego domeną futurologów do świata polityki. Spośród deklaracji politycznych dotyczących tej kwestii za najbardziej miarodajną wypada uznać Białą Księgę w sprawie przyszłości Europy zaprezentowaną przez Przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera w marcu 2017 r. podczas szczytu w Rzymie. Spośród przedstawionych w niej scenariuszy wyróżnia się piąty, ostatni. W debacie publicznej przyjęło się określać go jako scenariusz federalizacji UE. Jego realizacja oznaczałaby naciśnięcie pedału gazu integracji europejskiej „do dechy”. (…)

Intencje zawarte w tych deklaracjach są wyraźnie: federalizacja Europy to zadanie dla współczesnego pokolenia mieszkańców tego kontynentu. Treść tego zadania można odnaleźć w przywołanym przez Białą Księgę Manifeście z Ventotene. Stwierdza się w nim:

Już teraz należy kłaść fundamenty ruchu będącego w stanie zmobilizować wszystkie siły do stworzenia nowego organizmu, który będzie największą kreacją, całkowicie nową w dziejach Europy; w celu ustanowienia stabilnego państwa federalnego z europejskimi siłami zbrojnymi zamiast armii narodowych; złamania autonomii ekonomicznej będącej szkieletem reżimów totalitarnych; który będzie miał wystarczające środki, aby zapewnić realizację wspólnego porządku przez poszczególne państwa, jednocześnie gwarantując każdemu z nich autonomię, potrzebną do swobodnego wyrażania i rozwoju życia politycznego zgodnie z indywidualnymi cechami różnych narodów.

Niedwuznacznym potwierdzeniem powyższych intencji jest wypowiedź Angeli Merkel, na konferencji „Globalizacja parlamentarna i suwerenność narodowa”, zorganizowanej w listopadzie 2018 r. przez Fundację Konrada Adenauera. Obwieściła ona tam ni mniej, ni więcej, że państwa narodowe powinny być obecnie gotowe do oddania suwerenności na rzecz UE. (…)

Przewodniczący Jean-Claude Juncker w wywiadzie dla dziennika „La Repubblica”, dla uzasadnienia koncepcji federalizacji posługuje się następującym przykładem: „Wystarczy iść na cmentarz wojenny, by zdać sobie sprawę z tego, jaka jest alternatywa dla jedności europejskiej”. Trudno o bardziej niefortunną, a zarazem przewrotną argumentację.

Czyżby Przewodniczący Juncker nie zauważył, że trwającego już prawie 3/4 wieku względnego pokoju w Europie nie zawdzięczamy bynajmniej jedności europejskiej, ale brutalnej równowadze sił wielkich mocarstw?

(…) Zwolennicy federalizacji jako drugą z kolei ważną przesłankę federalizacji wskazują względy gospodarcze, które często przyjmują postać postulatu przeciwdziałania marginalizacji ekonomicznej Europy, wyrażającej się spadkiem jej udziału w światowym PKB. Istotnie, UE jest dziś najwolniej rozwijającym się regionem świata: Według danych Eurostatu i World Banku średnia dynamika PKB w okresie 2006–2016 w grupach krajów UE(19) wyniosła 0,7%, w grupie UE(28) – 0,88%, zaś w USA – 1,33%, a dla całej gospodarki światowej – 2,44%.

Postulat przeciwdziałania marginalizacji rodzi oczywiste pytanie, w jakiż to sposób federalizacja miałaby spowodować gwałtownie przyśpieszenie tempa wzrostu unijnego PKB. W szczególności, jakim cudem zapowiadana przez entuzjastów federalizacji dalsza harmonizacja polityk gospodarczych, ograniczająca przecież możliwość osiągania przez poszczególne kraje członkowskie UE przewag konkurencyjnych, pobudzi tak hołubioną w dokumentach unijnych innowacyjność? Dobrym przykładem na faktycznie odwrotne działanie coraz bardziej złowieszczo brzmiącego hasła harmonizacji polityk gospodarczych jest przepychana przez kolejne instancje UE dyrektywa przewozowa. W kolejce czeka dyrektywa unijna o podobnym działaniu, której przedmiotem jest walka z dumpingiem socjalnym.

Nawiasem mówiąc, uzasadnianie federalizacji UE potrzebą przeciwdziałania spadkowi jej udziału w światowym PKB trąci hipokryzją. Przecież Unia zalicza się do regionów o najwyższym dobrobycie w skali całego świata. A zatem utrzymanie (albo zwiększenie) udziału unijnego PKB w PKB światowym oznaczać musiałoby nieuchronne zamrożenie (albo pogłębienie) obecnej przewagi zamożnych krajów europejskich nad krajami biedniejszymi. Czyżby realizacja tak celebrowanego przez europejskie elity postulatu wzrostu zrównoważonego ma wyglądać właśnie w ten sposób, że biedni stają się jeszcze biedniejsi, a bogaci – jeszcze bogatsi? (…)

Głównymi beneficjentami federalizacji byłyby państwa, które mają wystarczającą masę krytyczną do tego, żeby w sfederowanej Unii dominować, ale zbyt małe, aby samodzielnie odegrać rolę mocarstw światowych: Niemcy i do pewnego stopnia Francja.

(…) Idea federalizacji nie ma wśród rządów państw unijnych zbyt wielu zwolenników. Tym niemniej hołduje jej niewątpliwie sama KE, a ponadto uwodzi ona znaczącą część elit wielu krajów członkowskich. Niebywale wpływową siłą napierającą na federalizację są także międzynarodowe korporacje, którym marginalizacja roli państwa narodowego jako podstawy ładu politycznego w Europie, byłaby bardzo na rękę. (…)

Wiele symptomów świadczy o tym, że federalizacja UE jest realizowana już dziś. Na razie wprowadzana jest metodą małych kroków, poprzez wymuszanie na krajach członkowskich podporządkowywania się kolejnym regulacjom, nie mieszczącym się w ramach postanowień traktatowych.

Dobitnym przykładem takiego procederu jest narzucanie Polsce regulacji prawnych metodą pytań prejudykalnych kierowanych do TSUE. Na przypadek ten należy patrzeć jako na testowanie możliwości forsowania na szerszą skalę rozwiązań znacznie donioślejszych dla porządku prawnego krajów członkowskich, aniżeli kwestie związane z wiekiem emerytalnym sędziów. Skoro bowiem w doktrynie zdaje się zwyciężać pogląd o bezwzględnej wyższości prawa unijnego nad prawem krajowym, to nie byłoby, być może, przeszkód, aby metodą pytań prejudykalnych kierowanych do TSUE, przy życzliwości Parlamentu Europejskiego, wybieranego głosami 20% elektoratu, zmieniać także na „lepsze” nie tylko przepisy ustawowe, ale także postanowienia konstytucji krajów członkowskich. Podobną rolę w narzucaniu krajom członkowskim relacji podporządkowania będzie spełniać znajdujący się w toku uzgodnień mechanizm uzależniający dotacje unijne od praworządności.

Cały artykuł Bogdana Miedzińskiego pt. „Federalizacja. Komu potrzebna jest Europa imperialna?” znajduje się na s. 14 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Bogdana Miedzińskiego pt. „Federalizacja. Komu potrzebna jest Europa imperialna?” na s. 14 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jubileusz dziesięciolecia działalności Poznańskiego Klubu Gazety Polskiej im. gen. pilota Andrzeja Błasika

Klub w Poznaniu należy do najaktywniejszych i największych. Organizował wielotysięczne marsze w Poznaniu i poza jego granicami. To wielki oddział ludzi zaangażowanych w obronę tego, co nam najdroższe.

Andrzej Karczmarczyk

Poznański Klub Gazety Polskiej im. gen. pilota Andrzeja Błasika zorganizował 11 stycznia 2019 roku w murach Pałacu Działyńskich spotkanie z okazji dziesięciolecia swojej działalności.

Uroczystość rozpoczęła się od śpiewania kolęd, by umożliwić uczestniczenie w obchodach rocznicowych redaktorowi Tomaszowi Sakiewiczowi, który utknął na bramce autostrady A2.

Fot. A. Karczmarczyk

Od początku uroczystości obecny był gość specjalny Antoni Macierewicz, a także wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffman, minister Szymon Szynkowski vel Sęk, poseł Tadeusz Dziuba, poseł Bartłomiej Wróblewski i reprezentant Garnizonu Poznań. Naszą uroczystość zaszczycili swą obecnością przedstawiciele okolicznych Klubów Gazety Polskiej. Po odśpiewaniu kilkudziesięciu kolęd licznie przybyli na tę uroczystość goście przenieśli się w inne miejsce pałacu, gdzie czekał na nich przygotowany przez organizatorów spotkania tort urodzinowy wraz z innymi pysznymi, słodkimi przysmakami.

W drugiej części wieczoru, już w obecności redaktora Tomasza Sakiewicza, przewodnicząca poznańskiego KGP Maria Zawadzka przedstawiła przebieg jego 10-letniej działalności. Opowieść została zilustrowana zdjęciami i filmem obrazującym istotne działania klubowiczów podczas tego okresu.

Następnie Redaktor Naczelny „Gazety Polskiej” wręczył uczestnikom spotkania przywiezione przez siebie upominki i powiedział m.in.: „Klub w Poznaniu należał zawsze do najaktywniejszych i największych. Organizował wielotysięczne marsze w Poznaniu i poza jego granicami. Krzewi kulturę i polskość. To wielki oddział ludzi zaangażowanych w obronę tego, co nam najdroższe. Dziękuję mu za te dziesięć lat i życzę 100 lat!”.

Artykuł Andrzeja Karczmarczyka pt. „Jubileusz X-lecia działalności poznańskiego Klubu Gazety Polskiej” znajduje się na s. 8 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Andrzeja Karczmarczyka pt. „Jubileusz X-lecia działalności poznańskiego Klubu Gazety Polskiej” na s. 8 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Stanisław Leszczyc-Przywara – przyjaźń z ks. Franciszkiem Blachnickim, początki Oazy i adopcja niezwykłej dziewczyny

Profesor Leszczyc postanowił, że wyrwie z germanizacji przynajmniej jedną młodą osobę na Śląsku i wychowa ją w miłości do Ojczyzny – Polski w miejsce zamordowanego „Szarego”. I tak uczynił.

Paweł Milla

Powołanie ks. Franciszka Blachnickiego i utworzenie Oazy

W najczarniejszych czasach stalinowskich (1953 i 1954) do parafii św. Jerzego w Rydułtowach Bóg skierował młodego, energicznego i wówczas nieznanego, a jak się okazało – jednego z najwspanialszych polskich księży – Franciszka Blachnickiego. Ówczesny młody wikary był również darem od Boga dla profesora Leszczyc-Przywary, może trochę „w uzupełnieniu” braku jedynego syna Staszka, którego 9 lat wcześniej zamordowało Gestapo, a który po wojnie też planował zostać księdzem – tak jak jego przyjaciel Józef Gucwa czy jak skierowany właśnie do Rydułtów Franciszek Blachnicki. (…)

Gdy na początku stycznia 1953 roku ks. Blachnicki przybył do parafii św. Jerzego w Rydułtowach, od razu zaczęło się tam dużo dziać, nie tylko z formacją ministrantów, których grupa szybko rozrosła się do 60 zaangażowanych chłopców. Skupił się na dzieciach i młodzieży, by je jak najlepiej wychowywać. Same kazania to było dla niego za mało, jednak wobec państwowych zakazów brakowało najzwyczajniej miejsca na spotkania, gdzie by mógł formować młode charaktery, co było jego misją i pasją. Obok kościoła były ruiny zbombardowanej w 1945 roku organistówki, więc ks. Blachnicki postanowił budynek odbudować. Nazwał je „domkiem Maryi”. To miejsce przy kościele w Rydułtowach stało się …oazą pośród otaczającej je pustyni czerwonego terroru komunistów. Odbudowa domku odbyła się bez dokumentacji oraz – co istotne – bez zgody wszechwładnych władz państwowych. Z tego powodu ksiądz był w Rydułtowach dwukrotnie na krótko aresztowany. (…)

Dla tego dzielnego wikarego z parafii św. Jerzego Wujek był nie tylko oddanym parafianinem i artystą malarzem, ale też nauczycielem pedagogiki. Blachnicki miał wyjątkową charyzmę i odwagę w tych tzw. stalinowskich czasach. Wszystkie trudności, prześladowania i ograniczenia panującego systemu komunistycznego oraz podobne tragiczne przeżycia wojenne, jak również całkowite oddanie się woli Bożej oraz realizacja idei „żywego Kościoła” i wychowywania młodzieży do wolności – to wszystko zacieśniło przyjaźń Wujka z ks. Blachnickim, która trwała do końca życia. (…)

W 1953 roku, w najgorszych dla polskiego Kościoła i narodu powojennych czasach, charyzmatyczny ksiądz Blachnicki stworzył w parafii św. Jerzego coś, co dzisiejszym językiem można by określić jako „innowacyjny projekt na skalę światową pod nazwą Oaza Dzieci Bożych” – projekt duchowy, bez żadnych dotacji, natomiast z gwarancjami ciągłych utrudnień czy wprost prześladowań ze strony PRL-owskich władz. Pierwsze, historyczne rekolekcje zostały zorganizowane dla ministrantów z Rydułtów. Jednym z nich był pan Jerzy Bindacz, który przekazał mi cenne informacje o tamtych czasach. Później, w latach siedemdziesiątych, Oazy przyjęły nazwę Ruch Światło–Życie.

Oazy stały się największą niezależną od komunistów religijno-społeczną organizacją, przez której formację w postaci dwutygodniowych wyjazdowych rekolekcji przeszło za życia księdza ok. 200 tys. ludzi. Do dzisiaj w Oazach zaczerpnęło sił duchowych ponad 2 miliony polskich katolików! Twórca Światowych Dni Młodzieży Jan Paweł II sam potwierdził: „Źródłem i inspiracją jest Oaza (…) Bardzo się z tym ruchem związałem i usiłowałem go wspierać na różne sposoby. (…) stale bywałem na tzw. oazach (…), to wielkie doświadczenie przyniosłem ze sobą do Rzymu. Tu także szukałem jakiegoś jego spożytkowania, stwarzając okazje do spotkań z młodymi. Światowe Dni Młodzieży wyrastają z tamtego doświadczenia”.

Ile w tym „projekcie Oazy” było doradztwa i konsultacji Stanisława Leszczyc-Przywary, tego się już nie dowiemy, bo po prostu o tym prawie nie mówił, a nie napisał żadnych pamiętników. Na pewno wspierał księdza Blachnickiego dydaktycznie i pedagogicznie. Wujek przyjaźnił się z ks. Blachnickim do końca życia, a z ruchu oazowego był bardzo dumny, podkreślając, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Proces beatyfikacyjny księdza Franciszka Blachnickiego rozpoczął się w 1995 roku.

Córka Wera

Wera Fabian (z lewej) z matką autora Krystyną | Fot. archiwum rodziny Millów

Biskup Gucwa w autobiograficznej książce Z leśnych koszar do kapłaństwa pisze: „Profesor Leszczyc postanowił – jak mi to później opowiadał – że wyrwie z germanizacji przynajmniej jedną młodą osobę na Śląsku, przywróci narodowi polskiemu w miejsce zamordowanego „Szarego” i wychowa ją w miłości do Ojczyzny – Polski. I tak uczynił. Zaopiekował się z żoną jedną z uczennic ze Śląska imieniem Weronika – „Wera”. Rozbudził w niej miłość do kultury polskiej i wszystkiego co Polskę stanowi. I adoptował”. Wera została córką Wujka i jego żony Marii, z wyboru serca i z miłości, lecz bez formalnej adopcji. (…)

Po ukończonych studiach Wera przez dekadę, już jako magister farmacji w jedynej wówczas aptece w Rydułtowach, była znana z całkowitego oddania ludziom, promieniując wprost serdecznością i chęcią niesienia pomocy każdemu choremu. A pół wieku temu, w PRL, były inne czasy i zwyczaje. Wiele lekarstw było przygotowywanych ręcznie na zamówienie wg recept, więc farmaceuci mieli większy bezpośredni kontakt z ludźmi i byli często wręcz doradcami uzupełniającymi diagnozy lekarzy. Dzisiaj ich misja bardziej przypomina sprzedawców nakierowanych na zwiększanie obrotu, ew. potrafiących zaproponować jakieś tańsze zamienniki. Stąd też, jak wspominał Wujek, Weronikę znali i szanowali chyba wszyscy żyjący w latach 1963–1973 w Rydułtowach i Pszowie.

Wujek kolejny raz musiał pogodzić się z niezgłębioną wolą Bożą i przez dwa lata mierzyć się ze śmiertelną chorobą – tym razem jego „ukochanej i jedynej córki”. Weronika zmarła stosunkowo młodo na raka w 1973 roku, nie miała nawet 40 lat. Kiedyś Wujek powiedział mi, że było kilka wydarzeń w jego życiu, które nim wstrząsnęły. Jednym było to zrzucenie polskiego munduru przez jakiegoś żołnierza podczas sowieckiego zdradzieckiego aresztowania polskich oficerów we Lwowie w 1939 roku. Drugim – jego ostatnia rozmowa z Werą, już na łożu śmierci, gdy tracąc i odzyskując przytomność spytała: „Tatusiu, czy to już, czy ja umieram?”. Żałował, że nie potrafił wówczas wypowiedzieć prawdy, że to nastąpi za chwilę, lecz przez łzy powiedział do niej: „wszystko będzie dobrze”. Wiedział jednak, że nie tylko w tych ostatnich chwilach była w stanie łaski uświęcającej, ale przez całe życie.

Cały artykuł Pawła Milli pt. „»A gdzie mój legionista?« (IV). Powinowactwo duchowe i miłość rodzicielska” znajduje się na s. 8 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Pawła Milli pt. „»A gdzie mój legionista?« (IV). Powinowactwo duchowe i miłość rodzicielska” na s. 8 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

W Polsce potrzeba radykalnej zmiany. Wszyscy to widzą i czują, niewielu jednak ma receptę na jej przeprowadzenie

Podział na lewicę i prawicę to fikcja i propaganda, mająca służyć zamydleniu oczu społeczeństwu polskiemu i światu, że istnieje w Polsce ideologiczny pluralizm i spełnione są wymagania demokracji.

Mirosław Matyja

Przejście z epoki komunizmu do systemu semidemokratycznego w Polsce było 30 lat temu skokowe, nacechowane wyprzedażą majątku narodowego, aferami gospodarczymi, nieudanym planem Balcerowicza i przejęciem władzy przez ustalone z góry elity polityczno-ekonomiczne? Niestety, tak było i… ta sytuacja trwa. (…) Polska straciła na tej „pierestrojce” od pół do dwóch bilionów dolarów. Dług Gierka z lat 70. ubiegłego wieku przedstawia się w tym porównaniu jako zwykle „kieszonkowe”. To bezprecedensowe w skali świata ogołocenie polskiego narodu z jego własności doprowadziło do sytuacji, w której tylko praca jest własna, bowiem kapitał znajduje się w obcych rękach. Majątek banków i przemysłu został upłynniony za ok. 10% jego wartości – w ten sposób polska gospodarka uzależniła się od obcych gospodarek. Z gospodarką, głównie w rękach zagranicznych, można oczekiwać, że polityka też może przejść w ręce zagraniczne – jak wiadomo politykę trudno oderwać od gospodarki.

W historycznym wymiarze, jakim była strategiczna decyzja akcesji Polski do UE, została ona podjęta jednomyślnie przez prawicę i lewicę. Mało tego, oba te ugrupowania prześcigały się w tym, kto z nich dostąpi „zaszczytu” podpisania unijnego traktatu.

Rzeczowych i rzetelnych negocjacji z biurokracją UE nie było – były tylko pertraktacje polityczne i jednomyślność ideologiczna, aby podporządkować Polskę biurokratycznym strukturom unijnym.

Społeczeństwo polskie nie sprzeciwiało się nigdy budowie wspólnej Europy. Wątpliwości budziły jednak zawsze ideologiczne fundamenty UE, dominacja w niej Niemiec i miejsce, jakie Polsce wyznaczono w tym supermocarstwie. Wepchnięcie Polski do Unii Europejskiej zasłoniło wszystkie dotychczasowe korupcyjne afery prywatyzacyjne, do których doprowadziły tzw. władze i reformatorzy w pierwszych latach polskiej niepodległości. Te elity polityczno-ekonomiczne zdążyły się w międzyczasie ustabilizować, a ich antypaństwowe działania poszły w niepamięć.

Ciekawe jest to, że w momencie akcesji Polski do UE stanowisko prawicy (PiS i PO) było tożsame ze stanowiskiem lewicy (SLD). Potwierdza to standard na polskiej scenie politycznej, jakim jest praktyczny brak ideologicznych różnic między lewicą i prawicą. Oba te ugrupowania nie prowadzą ze sobą walki ideologicznej, lecz jedynie nieustanną walkę o władzę, czyli dominację w społeczeństwie. Podział na lewicę i prawicę to fikcja i propaganda, mająca służyć zamydleniu oczu społeczeństwu polskiemu i światu, sugerując w ten sposób, że istnieje w Polsce coś takiego, jak ideologiczny pluralizm i tym samym spełnione są wymagania demokracji. Poza tym podział ten jest potrzebny „władzy” – umożliwia bowiem politykom i mediom manipulowanie społeczeństwem.

Z reguły funkcjonuje w Polsce zasada, że wybory wygrywa opozycja, która jest mniej skompromitowana skandalicznym rządzeniem w państwie. A o tym, że aktualna opozycja poprzednio rządziła w tym samym stylu, co obecna partia rządząca, zdezorientowani obywatele zdążyli albo zapomnieć, albo po prostu nie mają innego wyjścia, jak tylko wybrać opozycję.

Elektorat oddaje swój głos na „swoich” aktorów z kiepskiego teatru, nabierając się za każdym razem. Inni znowu łudzą się, że tym razem wygrają wolnościowcy, narodowcy albo inni „odłamcy”, tak jakby to miało zmienić sytuację w kraju na lepsze. Tymczasem jest obojętne, kto wygra wybory w Polsce i będzie rządzić przez najbliższe cztery lata.

W Polsce ukształtował się w ostatnich 30 latach semidemokratyczny system rządzenia przez tzw. elity polityczne, który nie ma nic wspólnego z pluralizmem demokratycznym. Jest to system równoległy: z jednej strony „władza“, a z drugiej społeczeństwo, czyli podział według zasady „my i wy”. Takie namiastki demokracji jak wolne wybory, wolne media, trójpodział władzy to tylko medialna fasada i propaganda dla manipulacji finansowych, wyprzedaży majątku narodowego i biegania za ochłapami spadającymi z brukselskiego stołu. Te namiastki są potrzebne, aby uspokoić Polki i Polaków oraz społeczność międzynarodową. Faktem jest natomiast, że zasady demokratyczne w Polsce zostały w ostatnich latach jawnie naruszone.

Cały artykuł Mirosława Matyi pt. „Potrzeba radykalnej zmiany” znajduje się na s. 8 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mirosława Matyi pt. „Potrzeba radykalnej zmiany” na s. 8 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wielkopolska Wiktoria 1918-2018. Wyjątkowo huczne obchody stulecia zwycięskiego powstania wielkopolskiego

Wypada mieć nadzieję, że 100 rocznica wybuchu zwycięskiego powstania wielkopolskiego, o której było tym razem nieco głośniej w całej Polsce, na dobre przebije się do świadomości rodaków.

Przemysław Terlecki

Tak jak sto lat temu niemal każda wielkopolska rodzina zaangażowana była w pomoc powstańcom i walkę o niepodległość, tak w 2018 roku chyba wszyscy mieszkańcy regionu wzięli aktywny udział w niezliczonych uroczystościach i wydarzeniach organizowanych na stulecie Niepodległej. (…)

Rynek wydawniczy obrodził ciekawymi książkami, encyklopediami i monografiami. Niezwykle na tej długiej liście prezentują się Encyklopedia Powstania Wielkopolskiego 1918–1919 pod redakcją prof. Janusza Karwata i Marka Rezlera, wydany przez AWR Chronica z Szamotuł album pt. Nasze Powstanie czy starannie wydany, bogato ilustrowany i udokumentowany nieznanymi dotąd źródłami album pt. Ziemia Gnieźnieńska w Powstaniu Wielkopolskim 1918/1919, także autorstwa wspomnianego prof. Karwata.

Fot. J. Hajdasz

Z inicjatywy poznańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, przy współpracy z wieloma instytucjami nauki i kultury stworzono niezwykły portal edukacyjny poświęcony powstaniu (pw.ipn.gov.pl lub powstaniewielkopolskie.ipn.gov.pl). Jego uroczysta inauguracja odbyła się pod koniec roku w Belwederze w Warszawie. W połowie listopada w gmachu Sejmu, z inicjatywy Wojewody Wielkopolskiego, Archiwum Państwowego w Poznaniu oraz Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Fundacji Zakłady Kórnickie, pokazano dwie wystawy. Na jednej zaprezentowano nieznane rozkazy dzienne Dowództwa Głównego Powstania, podpisywane przez majora

Stanisława Taczaka i gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego, zilustrowane słynnymi zdjęciami Kazimierza Gregera.

Fot. J. Hajdasz

Druga zaś wystawa opowiadała zapomnianą historię obrad Polskiego Sejmu Dzielnicowego zwołanego do Poznania w dniach 3–5 grudnia 1918 roku, stanowiącego swoiste preludium do wybuchu powstania wielkopolskiego. Stulecie obrad tego Sejmu, który po raz pierwszy przyznał kobietom bierne i czynne prawa wyborcze, uczczono organizując w centrum Poznania barwny, patriotyczny Pochód Polski, w którym maszerowali między innymi potomkowie delegatów na Sejm. Zarówno pochód, jak i wspomniane wystawy objął honorowym patronatem Marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Niecodzienny przebieg miały uroczystości państwowe na placu Wolności, zorganizowane przez wojewodę w dniu Narodowego Święta Niepodległości. Wzięły w nich udział tysiące poznaniaków i gości, a największą atrakcją, oprócz Pikniku Powstańczego, był specjalnie przygotowany na tę okazję multimedialny pokaz (mapping) wyświetlany na gmachu budynku Arkadii, sugestywnie i w sposób bardzo plastyczny opowiadający historię zwycięskiego powstania. Dzień wcześniej, już po raz ósmy Koncert Niepodległościowy w Auli UAM zorganizował Akademicki Klub Obywatelski.

Fot. J. Hajdasz

Na uwagę zasługują także bez wątpienia: emitowany ze Starego Rynku w Poznaniu na antenie ogólnopolskiej koncert pn. „Wielkopolanie śpiewają Niepodległej. W chwilach próby zwycięstwo!”, którego głównym organizatorem była TVP3 Poznań oraz Wielkopolskie Muzeum Niepodległości, Piknik Lotniczy zorganizowany w stulecie zdobycia Stacji Lotniczej Ławica, a także współczesna przysięga żołnierzy 12 Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej, połączona z rekonstrukcją historycznej przysięgi Armii Wielkopolskiej, jaka odbyła się na ówczesnym placu Wilhelmowskim (dziś Wolności) 26 stycznia 1919 roku. (…)

Dwa lata temu Narodowe Centrum Kultury przeprowadziło zakrojone na szeroką skalę badania na temat rozpoznawalności ważnych w historii Polski dat i rocznic oraz naszych oczekiwań związanych z ich czczeniem. Okazuje się, że najbardziej rozpoznawalna datą jest 11 listopada. To bardzo dobrze, zwłaszcza że Narodowe Święto Niepodległości oficjalnie ustanowiono dopiero w 1937 roku, po wojnie znieśli je komuniści, a wróciło dopiero w wolnej Polsce po 1989 roku. Drugie miejsce to święto Konstytucji 3 maja, a dalej, i tu duże zaskoczenie – 1 sierpnia 1944 roku, czyli rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Niestety wśród wymienionych przez ankietowanych Polaków dat nie ma powstania wielkopolskiego ani żadnego innego wydarzenia z historii naszego regionu. Wypada mieć nadzieję, że obchodzona w wyjątkowy sposób, w wyjątkowym roku 100 rocznica wybuchu zwycięskiego powstania wielkopolskiego, o której było tym razem nieco głośniej w całej Polsce, na dobre przebije się do świadomości rodaków, a wiele trwałych śladów naszej pamięci o wydarzeniach sprzed stu lat, jakie powstały w minionym roku, skutecznie wzmocni przekaz o Wielkopolskiej Wiktorii.

Cały artykuł Przemysława Terleckiego pt. „Raz na 100 lat. Wielkopolska Wiktoria 1918-2018” znajduje się na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Przemysława Terleckiego pt. „Raz na 100 lat. Wielkopolska Wiktoria 1918-2018” na s. 3 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Stanowisko OKOPZN i polskiego lobby przemysłowego wobec rządowego projektu polityki energetycznej Polski do 2040 roku

Głównymi nośnikami energetycznymi w naszym projekcie są geotermia i wodór pozyskany z podziemnego procesowania węgla kamiennego i brunatnego, uzupełniane energią z wody, biogazu i biomasy.

Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych

Wizja i wartości nadrzędne PEP 2040 wg Ministerstwa Energii

W świetle obecnej polityki Unii Europejskiej prezentowany przez Ministerstwo Energii projekt PEP 2040 uwzględnia wymóg ciągłego ograniczania emisji ze spalania węgla kamiennego i brunatnego poniżej 550 g/kWh zgodnie z BAT (najlepszych nowych dostępnych technik i technologii) oraz wymóg dynamicznego wzrostu bez emisyjnego wytwarzania energii z energetyki jądrowej (EJ) i OZE (farm wiatrowych i fotowoltaicznych), co wymusza konieczność wprowadzenia kosztownego rynku mocy.

Oznacza to w sposób niepodważalny, że koszty produkcji energii w 2040 r. w obecnym Krajowym Systemie Energetycznym (KSE) będą kształtowały się na górnych możliwych poziomach wytwarzania prądu ciepła i chłodu, co pozbawi gospodarkę krajową konkurencyjności a samorządy i gospodarstwa domowe doprowadzi na skraj ubóstwa energetycznego.

Wizja miksu energetycznego Polski w 2040 r. wg Ministerstwa Energii

  1. Węgiel – < 60% (nie określono % udziału w rynku 2040 r.),
  2. OZE – > 25% (zwiększanie udziału w rynku z OZE w 2040 r.),
  3. EJ – ok. 10 – 15% (6 – 9 GW),
  4. Kinetyka wody – ok. 5%.

(…) Wizja i wartości nadrzędne PEP 2040 wg strony społecznej

Nowy model Krajowego Systemu Energetycznego PEP 2040 proponowany przez stronę społeczną uwzględnia, podobnie jak model ME, konieczność ograniczenia emisji, z tą jednak różnicą, że bardziej restrykcyjnie podchodzi do ochrony środowiska naturalnego poprzez stopniowe wyłączanie z obiegu generatorów prądu, ciepła i chłodu opartych na technologii spalania węgla kamiennego i brunatnego i zastąpienie ich gazem uzyskiwanym z podziemnego procesowania węgla zarówno kamiennego, jak i brunatnego oraz w oparciu o krajowe, w większości odnawialne źródła energii. Głównymi nośnikami energetycznymi w naszym projekcie PEP 2040 jest geotermia oraz wodór pozyskany z podziemnego procesowania węgla kamiennego i brunatnego, uzupełniane energią z wody, biogazu i biomasy, przy równoczesnym minimalnym wykorzystaniu drogiej i niestabilnej energii z wiatru i słońca. Wszystkie te źródła energii są paliwami prawie bezemisyjnymi, które będą wykorzystane w nowych inwestycjach w energetyce rozproszonej (prosumenckiej) w generatorach niskiej mocy, w samobilansujących się energetycznie klastrach wspomaganych przez lokalne magazyny energii. Zaproponowany przez stronę społeczną nowy model energetyczny PEP 2040 zapewni większe bezpieczeństwo państwu, a gospodarce, samorządom i gospodarstwom domowym – bardzo konkurencyjne ceny i satysfakcjonujące wskaźniki SAIDI i SAIFI.

Skutkiem ubocznym wdrożenia nowego modelu dla spółek PGE, Energa, Enea i Tauron oraz operatora przesyłu (PSE) i spółek dystrybucji energii będzie systematyczne zmniejszanie się ich udziału w wytwarzaniu i sprzedaży energii z dotychczasowego KSE, opartego na dużych jednostkach wytwórczych, generujących drogą i niestabilną energię emisyjną. Rynki i przychody tych spółek z roku na rok będą przejmowane przez podmioty gospodarcze, które będą inwestować w energetykę rozproszoną opartą na cieple ziemi i gazie, w tym uzyskiwanym z podziemnego procesowania węgla zarówno kamiennego, jak i brunatnego oraz na innowacyjnych technologiach.

Ze względu na maksymalizację stopnia bezpieczeństwa energetycznego kraju, maksymalizację wpływów do budżetu oraz możliwość generowania potężnych zysków, które powinny zasilać Narodowy Fundusz Emerytalny, zaproponowany przez stronę społeczną obywatelski model PEP 2040 nieodwołalnie wymaga pełnej kontroli Skarbu Państwa nad tym najbardziej strategicznym sektorem w gospodarce.

Alternatywnym rozwiązaniem sprawowania kontroli nad strukturą geologiczną Polski i sektorem paliwowo-energetycznym przez Skarb Państwa, jeszcze bardziej wpisującym się w oczekiwania spauperyzowanego społeczeństwa, byłoby uwłaszczenie obywateli na zasobach naturalnych. Uniemożliwiłoby to korzystania osobom nieuprawnionym z bogactwa, jakim obdarzyła nasz kraj matka natura. Zrekompensowałoby to polskim obywatelom dotychczasowe wywłaszczenie z nieruchomości na powierzchni ziemi oraz ciągle rosnące zadłużenie państwa, samorządów, firm i gospodarstw domowych w okresie 30-letniej transformacji ustrojowej.

Polityka energetyczna Polski do 2040 r. według strony społecznej

Zdaniem strony społecznej nowy model biznesowy przyszłego sektora paliwowo-energetycznego powinien być oparty na maksymalnym udziale energetyki rozproszonej w klastrach energii wytwarzanej z dwóch podstawowych nośników energetycznych:

  1. Geotermii i wód termalnych jako krajowego i bezemisyjnego, odnawialnego, prawie niewyczerpalnego źródła energii, z którego można korzystać na obszarze 2/3 powierzchni Polski;
  2. Wodoru pozyskanego (po dopracowaniu technologii) z podziemnego zgazowania węgla kamiennego i brunatnego, który z naszych zasobów, wg wiarygodnych szacunków, moglibyśmy wytworzyć w ilości ok. 100 bln m3, co zaspokoiłoby potrzeby krajowe – przy dzisiejszym popycie – na ok 10 tys. lat.

Wizja miksu energetycznego Polski w 2040 r. wg strony społecznej

  1. Geotermia głęboka w skałach plutonicznych – ok. 20%;
  2. Wodór, CH4 – z podziemnego zgazowania węgla kamiennego i brunatnego (np. metodą górnictwa otworowego oraz BAT ) – ok. 40%;
  3. Węgiel oparty na dotychczasowej technologii spalania – ok. 20%, z tendencją malejącą w następnych latach;
  4. Biogaz, biomasa – ok. 10%, z zastosowaniem najlepszych technologii;
  5. Kinetyka wody – ok. 5%;
  6. Wiatr, słońce – malejące z dotychczasowych technologii, zwiększające się w miarę rozwoju nowych technologii, które byłyby stabilniejsze i nie wymagałyby rządowego wsparcia finansowego – ok. 5%.

(…) Projekt Polityki Energetycznej Polski 2040 autorstwa Ministerstwa Energii opracowywany był bardzo długo (12 lat) i przez prawie te same osoby, które zasiadały w rządzie również w latach 2005–2007, a później były posłami opozycyjnymi podczas 8-letnich rządów koalicji PO-PSL. Autorzy projektu jako przedstawiciele rządu i opozycyjni posłowie partyjni, finansowani milionowymi subwencjami z budżetu państwa, oprócz ogromu czasu mieli również do dyspozycji dodatkowo setki mln zł, tysiące urzędników, setki ekspertów oraz dziesiątki prawników na jego przygotowanie. Pomimo stworzenia przez naród takich komfortowych warunków pracy i płacy, autorzy przygotowali dokument, który pod żadnym pozorem nie powinien być zaakceptowany do realizacji przez żadną stronę reprezentującą społeczeństwo.

W tej sytuacji jesteśmy zmuszeni do wysunięcia żądania w myśl art. 4 Konstytucji RP, aby rząd wydłużył okres konsultacji społecznych do 31 marca 2019 r. w celu powołania kilkuosobowego zespołu reprezentującego stronę społeczną, któremu rząd zapewni skromne środki finansowe, techniczne i organizacyjne, aby bezkolizyjnie i systematycznie prowadził negocjacje z delegacją rządową celem wypracowania wspólnego stanowiska z udziałem komisji parlamentarnych.

Cały tekst Stanowiska OKOPZN i polskiego lobby przemysłowego wobec projektu polityki energetycznej Polski do 2040 r. opracowanego przez Ministerstwo Energii znajduje się na s. 8 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Stanowisko OKOPZN i polskiego lobby przemysłowego wobec projektu polityki energetycznej Polski do 2040 r. opracowanego przez Ministerstwo Energii na s. 8 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Medal Przemysła II dla ks. Stanisława Małkowskiego. Odznaczenie przyznał Zarząd AKO im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu

Ksiądz Stanisław Małkowski to niezwykły i charyzmatyczny kapłan, wielki patriota, który nie boi się głosić Prawdy. Był kapelanem podziemnej Solidarności i przyjacielem bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Jolanta Hajdasz

W roku 2018 Zarząd Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. prof. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu przyznał swoje najwyższe wyróżnienie – Medal Przemysła II – Księdzu Stanisławowi Małkowskiemu. To wielki patriota, człowiek niezwykle odważny, który nie boi się głosić Prawdy, mimo wielu przeciwności, jakie Go spotykają.

Uroczystość wręczenia Medalu odbędzie się w sobotę 16 lutego w Poznaniu. Rozpocznie się Mszą św. o godz. 16.00 w kościele oo. Franciszkanów na Wzgórzu Przemysła, a samo wręczenie Medalu będzie miało miejsce godzinę później, o 17.00, w Pałacu Działyńskich na Starym Rynku w Poznaniu.

Wstęp jest oczywiście wolny. Zachęcamy wszystkich do udziału w tej uroczystości. Ks. Małkowski w pełni zasługuje, aby być godnie powitanym i uhonorowanym przez Poznań.

Fot. Anna Wilowska

Ks. Stanisław Małkowski to niezwykły i charyzmatyczny kapłan, na stałe pracujący w Archidiecezji Warszawskiej. W czasie stanu wojennego był kapelanem podziemnej Solidarności i przyjacielem ks. Jerzego Popiełuszki. Od 1982 roku odprawiał z nim Msze św. za Ojczyznę.

3 sierpnia 2010 r. poświęcił tzw. Krzyż Smoleński, który harcerze postawili na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Od lat upomina się publicznie o dokładne wyjaśnienie przebiegu, przyczyn i okoliczności zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Znane jest Jego zaangażowanie w modlitwę „Krucjata Różańcowa za Ojczyznę” i upamiętnianie ofiar Katastrofy Smoleńskiej poprzez udział w Mszach rocznicowych i Marszach, gdy odbywały się one na Krakowskim Przedmieściu.

W lutym 2016 r. przyjechał do Poznania, by poprowadzić modlitwę różańcową ulicami miasta w intencji Ojczyzny i spotkał się z Poznaniakami w księgarni Sursum Corda na Łazarzu. Udzielił mi wtedy obszernego wywiadu dla „Wielkopolskiego Kuriera WNET”. Publikujemy dziś jego fragmenty. Ówczesne oceny i przewidywania ks. Małkowskiego są zadziwiająco aktualne, mimo iż minęły 3 lata od czasu, gdy je wypowiedział.

Artykuł Jolanty Hajdasz wraz z wywiadem z ks. Stanisławem Małkowskim, pt. „Medal Przemysła II dla Księdza Stanisława Małkowskiego”, znajduje się na s. 1 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jolanty Hajdasz pt. „Medal Przemysła II dla Księdza Stanisława Małkowskiego” na s. 1 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wszystko wskazuje na to, że we Francji demokracja przedstawicielska przeżyła się. Czas na demokrację bezpośrednią?

Również w naszym kraju istnieją zapisy konstytucyjne dotyczące inicjatywy oddolnej i referendum, co polskim obywatelom daje do ręki taką władzę, jaką mają Francuzi, czyli… żadną.

Mirosław Matyja

Dzięki ruchowi żółtych kamizelek zapanowało przekonanie, że bez narzędzi demokracji bezpośredniej nie ma możliwości poskromienia dominacji elit politycznych. Idea oddolnego rządzenia państwem dojrzewała latami, a przejawiało się to w coraz mniejszym udziale w wyborach i w szerzącej się niewierze w reformy typu „dobra zmiana”. Skąd my to znamy? (…)

Czy Francja potrzebuje więcej demokracji? Czy potrzebuje demokracji oddolnej? Te pytania stawiane są teraz w całej Francji i coraz częściej „właściciele żółtych kamizelek” spoglądają z zaciekawieniem i zazdrośnie w kierunku Szwajcarii.

Idea oddolnego kierowania państwem przybrała nawet wymiar konkretnie sformułowanego żądania, mianowicie wprowadzenia do francuskiego systemu decyzyjnego „Référendum d’initiative citoyenne” (RIC), a więc referendum na podstawie inicjatywy obywatelskiej. Nie trzeba tu dodawać, że to model szwajcarski. Dla „żółtych kamizelek” jest jasne: w Paryżu przeciętni obywatele postrzegani są jako kłopotliwy balast, a nie jako suweren. Nadzieje związane z instrumentami demokracji oddolnej są tu oczywiste. Chodzi o zmianę układu sił we francuskim procesie polityczno-decyzyjnym i odebranie władzy oligarchom. (…)

W V Republice Francuskiej zasadniczo tylko prezydent upoważniony jest do wylansowania referendum, co jest oczywistym zaprzeczeniem demokracji. Sarkozy, co prawda, zrobił w 2008 r. krok w kierunku Narodu i zezwolił na powszechne głosowania, ale tylko z inicjatywy parlamentu. Należy dodać, że parlament francuski w ostatnich 11 latach nie skorzystał z tego prawa ani razu. W dzisiejszej Francji żądania wprowadzenia instrumentów demokracji bezpośredniej na wzór szwajcarski stawiają nie tylko przedstawiciele „żółtych kamizelek”, lecz również partie polityczne. Lewica chce zapisu konstytucyjnego dotyczącego inicjatywy obywatelskiej – na żądanie 700 000 obywateli uprawnionych do głosowania.

Premier Edouard Philippe, aby uspokoić protestujący lud, wyszedł nawet naprzeciw tym żądaniom, ale od razu się asekurował, twierdząc, że powszechne głosowania powinny być obwarowane „pewnymi” ograniczeniami. Paradoksem francuskiego systemu politycznego jest to, że nie kto inny, jak sam prezydent decyduje w ostatniej instancji o udzieleniu elektoratowi prawa inicjującego referendum. Czy Macron podetnie dobrowolnie gałąź, na której – niewygodnie – ale siedzi? Obecnie jakiekolwiek referendum przerodzi się w plebiscyt dotyczący całokształtu polityki gospodarczej Francji i takie głosowanie oznaczałoby wyprowadzkę Macrona z pałacu elizejskiego.

Podobieństwa między fikcją francuskiej i polskiej demokracji oddolnej są olbrzymie.

Również w naszym kraju istnieją zapisy konstytucyjne dotyczące inicjatywy oddolnej i referendum, co polskim obywatelom daje do ręki taką władzę, jaką mają Francuzi, czyli… żadną. Są jeszcze inne podobieństwa między obydwoma państwami: celebryci, wizyty, uroczystości, medale i pomniki, rocznice, afery, nominacje i dymisje, zakłamanie i… pogarda dla szarych obywateli…

Cały artykuł Mirosława Matyi pt. „Żółte kamizelki i demokracja bezpośrednia” znajduje się na s. 2 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mirosława Matyi pt. „Żółte kamizelki i demokracja bezpośrednia” na s. 2 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego