„W dominikańskiej piwniczce”. Znanym autorem gorszących scen z mnichami był monachijski profesor sztuki Eduard Grützner

W drugiej połowie XIX i na początku XX wieku wielu artystów podejmowało podobne tematy i wydaje się, jakby miały one celowo podważać autorytet zakonników. Musiała zapanować na to chwilowa moda.

Barbara Maria Czernecka

Wtedy właśnie pojawił się wysyp podobnych ilustracji satyrycznych. Przeglądając zaś dzieła takich malarzy jak np.: Gaetana Belleiego, François Brunery’ego, Georgesa Croegaerta, Josepha Haiera, Adolfa Humborga, Victora Marais-Miltona, Nikolaja Newrewa, Ernsta Nowaka, Claudia Rinaldiego, Jehana Georgesa Viberta, Fritza Wagnera – co rusz natrafiamy na rodzajową scenkę z udziałem zakonników, nieco frywolną i tendencyjną. A były to czasy podobne do współczesnych: postępowe, nowatorskie i przewrotne.

Pozłacana epoka, pod którą to nazwą przeszła do historii, tyle miała w sobie wartości, ile pozornego piękna udało się z niej wykrzesać. Prym w niej wiedli artyści.

Fot. Amadeusz Czernecki. Eksponat ze zbiorów autorki

W całej pełni kwitł też wtedy kunszt malarski, jednak coraz bardziej wypierany przez realniejszą fotografię. Pozostały więc także zdjęcia i kopie ówczesnych dzieł. Jako przykład niechaj posłuży nam eksponat wyszperany w sklepie ze starociami. Jest elegancko obramowany, o dosyć pokaźnych rozmiarach 90/135 cm. Z tyłu ma doklejoną metkę z napisem: „Glaserei und moderne Bilder-Einrahmung Vergolderei Johann Malinowski Halensee-Berlin Kurfürstendamm 132a”. Musiał być zamówiony czy nabyty przez osobę z dochodem pozwalającym na taką kapryśną, acz niewiele wartą inwestycję. Właściwie jest to tylko barwny druk na tkaninie, stanowiący kopię dzieła Eduarda von Grütznera o tytule W dominikańskiej piwniczce. Zakonnicy zostali w nim przedstawieni jako zadowoleni koneserzy trunku własnego wyrobu. Przechowywali go w ciemnym miejscu i wielkiej beczce. Kosztowali go zaś w świetle przenikającym z niewielkiego, okratowanego okienka. Wymowny wydaje się być podział sceny na mrok nikło doświetlany blaskiem świeczki oraz wręcz rażącą jasność dnia. Zakonnicy są wyraźnie odizolowani od codzienności zwykłych śmiertelników. Ponad nimi artysta zawiesił dyskretnie w poprzek drabinę, jakby umyślnie próbował im uniemożliwić sięgnięcie innych wyżyn. Rola zakonników jest tutaj ograniczona tylko do przyjemności upajania się winem. I nic poza tym.

Wobec powtarzających się takich przedstawień duchownych należałoby przypominać prawdziwe idee życia wspólnotowego ludzi świadomie i dobrowolnie wycofanych ze zgiełku pospolitych spraw. Przecież oni, jeśli już wychodzą do świata, to zawsze z atrakcyjną pomocą, która zwykle okazuje się genialna i ponadczasowa.

Ich też dokonania pozostawiły w historii ludzkości niezatarte ślady, o których rzadko kiedy się przypomina. Cóż im zawdzięczamy?! Wszyscy chyba pamiętają, że najprostszym streszczeniem ogólnych reguł zakonnych jest wskazanie Świętego Benedykta: „Módl się i pracuj”. I chociaż jako pierwsza jest wyodrębniona właśnie kontemplacja, spójna z nią jest także aktywność. Doceniając przede wszystkim życie duchowe, nie wolno lekceważyć wiekowego dorobku mniszej kultury: klasztorów i kościołów o zachwycającej architekturze, traktatów naukowych, sztuki religijnej, utworów literackich i muzycznych, myśli filozoficznej, rozwinięcia teologii itp. Działalności zakonów także zawdzięczamy rozwój leśnictwa, rybactwa, agronomii, ogrodnictwa, zielarstwa, rzemiosła, inżynierii… Genialnie prowadzoną przez nich administrację i ekonomię udowadniają wielowiekowe, acz nadal prężnie działające zgromadzenia.

Cały artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „W klasztornej piwniczce” znajduje się na s. 12 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Barbary Marii Czerneckiej pt. „W klasztornej piwniczce” na s. 12 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Co da się opodatkować? Aby utrzymać władzę, trzeba środków. Każdy rząd chętnie kupi pomysł na ściąganie daniny…

Jak bardzo chwytliwy stał się patent na dodatkowy podatek ekologiczny od CO2, nie trzeba wiele mówić. Wystarczy zauważyć, jak wiele rządów bezkrytycznie go kupiło i wprowadziło w swoich krajach.

Jacek Musiał

Aby społeczeństwo zbiorowo nie zbuntowało się przeciwko podatkom, musi swoje podatki akceptować. (…) Jeśli przyjąć globalne ocieplenie jako skutek działalności antropogenicznej, to obok szkodliwych odpadów produkcyjnych, oprócz zniszczenia przyrody i krajobrazu, obok hałasu i innych uciążliwości można przyjąć, że wzrost temperatury naszej planety jest rodzajem „zanieczyszczenia” środowiska. Jest faktem, że ludzkość coraz intensywniej eksploatuje i zanieczyszcza środowisko. Na potęgę są też zużywane zasoby naturalne, w końcu – ograniczone. Od połowy ubiegłego wieku problem środowiska zaczął być zauważalny przez coraz większą część społeczeństwa.

Przekonujące powody dają dużą szansę, że już nawet niewielkimi zabiegami psychologicznymi uda się społeczeństwo przekonać, że zanieczyszczenie środowiska powinno być opodatkowane.

(…) W tym artykule poruszymy te aspekty opodatkowania, które przekładać się mogą na globalne ocieplenie. Co da się opodatkować? Oto rodzaje działalności człowieka, na które teoretycznie można nałożyć podatki ekologiczne z uwagi na możliwy wpływ na antropogeniczne globalne ocieplenie (AGW):

  1. Emisja CO2;
  2. Każda energia: a) wytworzona technicznie lub importowana (w tym w szczególności elektryczna, chemiczna (np. paliwa węglowe i węglopochodne oraz wodór), jądrowa, mechaniczna, np. wodna, wiatrowa, słoneczna) lub, alternatywnie; b) każda energia zużyta przez ostatecznego konsumenta;
  3. Uwolnienie wolnej wody w trakcie uzyskiwania energii;
  4. Wydobycie/produkcja metanu jako osobny problem poza metanem jako paliwem;
  5. Spalanie wodoru;
  6. Emisja innych szkodliwych gazów, substancji niegazowych, w tym pyłów mogących mieć wpływ na ocieplenie klimatu;
  7. Ubytek tlenu;
  8. Ubytek terenów leśnych;
  9. Wzrost powierzchni terenów pozbawionych roślinności;
  10. Ścieki;
  11. Ogniska, grille;
  12. Pożary (?);
  13. Kombinacje powyższych.

Część z wymienionych rodzajów działalności jest już od dawna obciążona daninami, które obowiązują także w Polsce (i/lub w Unii Europejskiej). Jak bardzo chwytliwy z wyżej wymienionych stał się patent na dodatkowy podatek ekologiczny od CO2, nie trzeba wiele mówić. Wystarczy zauważyć, jak wiele rządów bezkrytycznie go kupiło i wprowadziło w swoich krajach (choć niektóre zrezygnowały lub nawet się wycofały). Bezkrytycznie, bo trudno od polityków wymagać wiedzy z fizyki, chemii, meteorologii…

Fiskalizm jest tak pożądanym towarem dla rządzących, że kupując patent, zawsze mogą podeprzeć się wiedzą o efekcie cieplarnianym, podawaną na tacy w mediach, bądź znaleźć ekspertów, którzy potwierdzą oczekiwaną tezę.

Czy w świetle ponoszonych kosztów utrzymania systemu, ale przede wszystkim kosztów społecznych i gospodarczych kraju, jest to opłacalne? Niewielu jest tak odważnych polityków jak Donald Trump, aby przeciwstawić się opiniom raportów IPCC (International Panel no Climate Change). Widocznie korzystał z opinii własnych ekspertów – naukowców mających odmienne zdanie. Co ciekawe, polscy pogromcy mitów – studenci AGH, dokonując własnych wyliczeń, zgadzają się z opinią amerykańskiego prezydenta.

Cały artykuł Jacka Musiała pt. „Sprzedam patent na podatek” znajduje się na s. 1 i 5 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jacka Musiała pt. „Sprzedam patent na podatek” na s. 1 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Polska Akademia Nauk nie podlega Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego, tylko premierowi. Uwagi do ustawy o PAN

Czekamy na zainicjowanie przez Pana Premiera zmian w PAN, a w szczególności w instytutach PAN; zmian, które byłyby przed ich wprowadzeniem skonsultowane z „szarymi” pracownikami naukowymi.

Włodzimierz Klonowski

Polską Akademię Nauk utworzono w 1951 roku na wzór Radzieckiej Akademii Nauk, równocześnie likwidując Polską Akademię Umiejętności i Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Stworzenie PAN miało ułatwić władzom PRL kontrolę nad środowiskiem naukowym. (…)

Obecnie PAN to ogromna struktura biurokratyczno-organizacyjna – Prezydium i Kancelaria PAN, pięć wydziałów grupujących poszczególne dyscypliny nauk, dziewięć oddziałów regionalnych, kilkadziesiąt komitetów naukowych, problemowych i narodowych, stacje naukowe za granicą i inne jednostki organizacyjne, a także powstała w 2010 r. Akademia Młodych Uczonych. Oraz 69 jednostek naukowych – instytutów PAN (IPAN), zatrudniających w sumie około 8000 pracowników, w tym prawie 4000 pracowników naukowych, i kształcących ok. dwóch tysięcy doktorantów. Tam, gdzie w oficjalnych dokumentach mowa jest o finansowaniu Polskiej Akademii Nauk, nie dotyczy to IPAN. I tu „zaczynają się schody”.

Po transformacji ustrojowej, ostatecznie na podstawie Ustawy o PAN z 2010 roku, instytuty PAN uzyskały autonomię. „Jestem naukowcem i żaden polityk czy urzędnik nie będzie mi mówił, jakie badania naukowe mam prowadzić, a jakich nie”. W rezultacie obecnie każdy instytut PAN jest autonomiczny. Komu zatem podlega? Okazuje się, że formalnie podlega bynajmniej nie Prezydium PAN, tylko bezpośrednio Premierowi RP. (…)

Komu zatem „PANtonomia” służy? Autonomia IPAN służy dyrektorom i związanemu z nimi wąskiemu układowi osób. To oni decydują o wynagrodzeniach, premiach, nagrodach, to oni tworzą struktury organizacyjne, wybierają i są wybierani do przeróżnych komisji i komitetów.

Jak pokazała kontrola NIK w 2017 roku, czynią to właściwie bez jakiejkolwiek regularnej kontroli, bo to oni decydują o podziale środków finansowych.

Oczywiście w IPAN istnieją rady naukowe. Formalnie rada naukowa opiniuje kandydata na stanowisko dyrektora, ale to Prezes PAN nominuje dyrektora na stanowisko. A dyrektor dobiera sobie radę naukową. Jeśli jakaś decyzja dyrekcji mogłaby zostać zakwestionowana, to taka rada naukowa na pewno decyzję „przyklepie” w tajnym głosowaniu. Nazywam to „syndromem KC” – Komitet Centralny PZPR zatwierdzał wszelkie decyzje 1. Sekretarza i Biura Politycznego. (…)

Coraz więcej spraw w PAN to są sprawy „tajne przez poufne”. Chociaż mamy przecież do czynienia z finansami publicznymi i ewentualnymi naruszeniami dyscypliny tych finansów. Prowadzi to wprost do „naukowej korupcji”, bo korupcja nie musi polegać na wyłudzaniu VAT czy wręczaniu kopert – wysokie nagrody finansowe w zamian za odpowiednie poparcie to także korupcja. Zresztą chodzi tu nie tylko o finanse. Różne informacje wpływające do IPAN rzadko docierają do pracowników. Tylko ci z układu informowani są, co, gdzie i kiedy, nawet jeśli dotyczy to ich macierzystego instytutu, i mogą na tym skorzystać.

Czu muszą wymrzeć dwa pokolenia naukowców, żeby coś się w Polskiej Akademii Nauk naprawdę zmieniło?

Cały artykuł Włodzimierza Klonowskiego pt. „PANtonomia i uwagi do ustawy o Polskiej Akademii Nauk” znajduje się na s. 17 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Włodzimierza Klonowskiego pt. „PANtonomia i uwagi do ustawy o Polskiej Akademii Nauk” na s. 17 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Uniewinnić dwutlenek węgla. O CO2 powinno się mówić tylko jako o świadku w sprawie, a nie jako o podejrzanym

Aby zohydzić ludziom dwutlenek węgla, dokonano nieuczciwych zabiegów socjotechnicznych powiązania go w świadomości społecznej z trującym tlenkiem węgla, śmierdzącym smogiem i z globalnym ociepleniem.

Jacek Musiał, Karol Musiał

Od dawna wiadomo, że naciągacze lubią żerować na ludzkich lękach, zatem naukowcy-futurolodzy stworzyli na zamówienie katastroficzny obraz świata, wskazując, jakoby winowajcą był dwutlenek węgla. Na podstawie starych hipotez naukowców stał się on głównym oskarżonym o powodowanie globalnego ocieplenia. Teoria globalnego ocieplenia wywołanego CO2 nawiązuje do hipotez z lat 70. ubiegłego wieku i starszych, a wraz z rozwojem technik cyfrowych zyskała potężną nadbudowę w postaci tysięcy pięknie prezentujących się prac.

Dziś praktycznie już nikt za wiele się nie zastanawia, czy wyjściowe modele powstałe ponad pół wieku temu były prezentowały prawdę, czy nie. Tym bardziej, że obecnie mają służyć dwom konkretnym celom – wyparcia węgla przez lobby paliw płynnych i energetykę jądrową oraz ściągnięcia z obywateli dodatkowego podatku, tak pożądanego przez wszystkie pazerne rządy świata.

Aby zohydzić ludziom dwutlenek węgla, dokonano nieuczciwych zabiegów socjotechnicznych powiązania go w świadomości społecznej z trującym tlenkiem węgla, ze śmierdzącym smogiem oraz ze wspomnianym globalnym ociepleniem. Pomimo istnienia już chyba 10 tysięcy prac naukowych na temat globalnego ocieplenia, proces skazania CO2 można bezwarunkowo nazwać poszlakowym, zaś o CO2 powinno się mówić tylko jako o świadku w sprawie, a nie jako o podejrzanym. Wspomniana ilość prac nie dowodzi winy – jakoby wzrost globalnego ocieplenia obserwowany w ostatnich latach był istotnie skutkiem zwiększenia emisji CO2 przez człowieka. Warto wiedzieć, że ilość prac naukowych nie przesądza o czyjejś winie lub niewinności. Podobnie na podstawie ilości prac naukowych opisujących różne religie nie można wnioskować o prawdziwości lub nieprawdziwości jakiejś religii. (…)

W procesie uniewinniającym należy przede wszystkim oddzielić od siebie, jako niezależne cztery tematy, dwutlenek węgla CO2, tlenek węgla CO, smog oraz globalne ocieplenie, a także podjąć przynajmniej niektóre spośród poniższych działań:

1) powołać się na zastrzeżenia zawarte w pracach naukowych i opiniach samych autorów tych teorii; 2) znaleźć błędy w opracowaniach naukowych, np. IPPC Raport 5 lub wcześniejszych pracach, na podstawie których Raport konstruował swoje teorie i dalsze modele; 3) pokazać, że na podstawie najbardziej znanego Raportu IPCC nie można jednoznacznie wskazać winy antropogenicznego CO2; 4) wykazać konflikt interesów naukowców biorących udział w tym przedsięwzięciu; 5) wskazać innego lub innych potencjalnych winowajców obserwowanego wzrostu temperatury Ziemi, bądź to pośród zjawisk naturalnych, bądź działalności antropogenicznej innej aniżeli uwolnienie przez człowieka CO2, lub koincydencji takich czynników.

Cały artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Uniewinnić dwutlenek węgla” znajduje się na s. 17 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Uniewinnić dwutlenek węgla” na s. 17 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Osiedle Piaski w Czeladzi. Historia najatrakcyjniejszego architektonicznie osiedla robotniczego w Zagłębiu Dąbrowskim

Zespół urbanistyczny składał się ze 160 domów mieszkalnych i użytkowych o kilkunastu typach zabudowy, zaopatrzonych w piece kaflowe, wodociągi, oświetlenie elektryczne oraz lokalny system kanalizacji.

Anna Binek-Zajda

Zdjęcia: Krystian Niedbał

Nieodzownym elementem dobrze prosperującej kopalni, szczególnie na terenie znacznie oddalonym od właściwego organizmu miejskiego, gdzie przemysł nie posiadał odpowiedniej infrastruktury, było osiedle przeznaczone dla załogi i usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie macierzystego zakładu, co było zresztą zgodne z panującymi wówczas tendencjami. Powszechność zastosowania takiego rozwiązania wypływała, pomijając filantropijne założenia, głównie z dążenia do zatrzymania wykwalifikowanej kadry robotniczej na miejscu, jak i trwałego związania jej z pracodawcą, minimalizując przy tym fluktuację oraz braki kadrowe, co przekładało się na większe zyski z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej.

Ulica 3 kwietnia. Pierwsze domy robotnicze z końca XIX wieku

Organizacja przestrzeni osiedla patronackiego na Piaskach rozpoczęła się w roku 1882 budową pierwszych wielorodzinnych domów robotniczych. Symetryczny zespół 16 ceglanych, dwukondygnacyjnych budynków pokrytych dwuspadowym dachem, usytuowany kalenicowo względem nowo założonej ulicy (dziś noszącej miano najstarszej) został uzupełniony o przynależne do każdego z mieszkań pomieszczenia gospodarskie do drobnej hodowli zwierząt. Zgrupowane po trzy, formowały w ten sposób niewielką budowlę, odznaczającą się oryginalną formą uzewnętrznioną przez rodzaj drewnianej altany z dekoracją snycerską.

Na początku XIX wieku oddano do użytku lokale wyróżniające się wysokim standardem i przeznaczone dla najwyższej kadry zarządzającej zakładu górniczego, następne służące rodzinom robotniczym oraz pracownikom nadzoru, a także gmachy o charakterze administracyjnym. Występujące na określonym obszarze budynki o mało zróżnicowanych bryłach, choć nie harmonizowały ze sobą poprzez wyodrębniony styl architektoniczny, łączyła typizacja form, powtarzalność materiałów i jednakowy repertuar wykorzystywanych detali dekoracyjnych: lizen, opasek okiennych oraz drzwiowych, a także gzymsów.

Na terenie osiedla, poza obecną ulicą Sikorskiego, przy której znajdowały się otoczone ogrodami budynki odznaczające się willowym typem zabudowy i użytkowane przez członków zespołu zarządzającego, nie istniał sztywny podział na kwartały odpowiadające miejscu w hierarchii organizacyjnej kopalni „Czeladź”. O przeznaczeniu zazwyczaj decydował standard wyposażenia.

Zabudowa mieszkaniowa dla urzędników

Mieszkania dla urzędników, budowane z materiałów dobrej jakości i starannie wykończone, tworzyły: trzy–cztery pokoje, kuchnia, łazienka oraz toaleta. Średni metraż rzeczonych nieruchomości oscylował na poziomie 90 m². Natomiast powierzchnia lokali robotniczych sięgała maksymalnie 47 m². Z reguły składały się one z dwu (niekiedy trzech) izb mieszkalnych w układzie amfiladowym, z których jedna pełniła również rolę kuchni, a także z ustępu ulokowanego na zewnątrz.

Dalsza faza rozbudowy osiedla nastąpiła po I wojnie światowej. Było ono już wtedy na tyle rozwinięte, iż zarządy kopalń „Czeladź” oraz drugiej, funkcjonującej w mieście pod nazwą „Saturn”, wystąpiły z tyleż odważną, co oryginalną inicjatywą odłączenia się od miasta Czeladzi i utworzenia osobnej gminy przemysłowej. Chociaż dyrektorzy obu przedsiębiorstw niestrudzenie lobbowali w Warszawie w tej sprawie, forsowany przez nich plan nigdy nie został zrealizowany, zapewne z powodów natury prawnej. Niewykluczone także, że na przeszkodzie stanął sprzeciw władz miasta, którego dochody zostałyby w znaczącym stopniu zredukowane. Ostatni etap inwestycji zrealizowano w pierwszej połowie lat 30. XX wieku. Z czasem rozwój przestrzenny osiedla patronackiego wzbogacony został o szeroki program socjalny.

Wznoszone stopniowo ogólnodostępne budynki, kontrastujące z pozostałymi swego rodzaju indywidualnym obliczem, wydatnie urozmaicały dotychczasową kompozycję. Do 1914 r. Piaski otrzymały dwie szkoły, ochronkę dla dzieci, dom dla nauczycieli, noclegownię i jadalnię. W dwudziestoleciu międzywojennym zbudowano kolejny budynek szkolny, okazały Klub Urzędników oraz sklepy.

Dom wyższego urzędnika

Wytyczona przez francuskich decydentów polityka społeczna uwzględniała również zaopatrzenie kolonii mieszkaniowej w odpowiedni zasób terenów zielonych, wpływających na ogólną estetykę układu, lecz w głównej mierze służących załodze do wypoczynku. Szczególny wpływ na kształtowanie całości przestrzennej miała koncepcja miasta-ogrodu sformowana przez angielskiego urbanistę Ebenezera Howarda. Inspirowane wspomnianą ideą ogródki przydomowe nie tylko sprawiały wrażenie bliskości przyrody. Nade wszystko dawały możliwość uprawy roślin na własne potrzeby. Podstawowym jednak sposobem zazielenienia osiedla były szpalerowe nasadzenia drzew wzdłuż ulic. Natomiast istotne dla codzienności miejsca, niewątpliwie oddziałujące na komfort życia były ogólnodostępne duże parki.

W rezultacie trwającego prawie pięć dekad procesu inwestycyjnego powstał nad wyraz nietuzinkowy zespół urbanistyczny, cechujący się efektownym wyglądem i zachowany do współczesności w stosunkowo kompletnym stanie, składający się ze 160 domów mieszkalnych i użytkowych, spośród których można wyróżnić kilkanaście typów zabudowy; zaopatrzonych w piece kaflowe, wodociągi i oświetlenie elektryczne z sieci kopalnianej oraz lokalny system kanalizacji, 11 343 metrów bieżących ulic o trwałej nawierzchni, 12 ha parków, ogrodów i zieleńców.

Kościół pw. MB Bolesnej

Warto dodać, że kompozycja osiedla korespondowała z industrialnymi obiektami, tworząc specyficzny kod znaczeniowy dla komunikowania się z otoczeniem. Czytelność języka w ramach ukształtowanego systemu form przestrzennych wyraźnie ułatwiała identyfikację mieszkańców z miejscem zamieszkania. Występujące na jego obszarze kulturowe nakazy i zakazy, a także powinności towarzyszące codziennemu życiu integrowały zbiorowość, czyniąc ją homogeniczną wspólnotą, której rytm życia wyznaczała kopalnia.

Rzadkim przykładem patronackiego finansowania kompleksowej budowy obiektu sakralnego stanowiła świątynia pod obecnym wezwaniem Matki Bożej Bolesnej, udanie wkomponowana w osiedlową architekturę.

Potrzeby wiernych wspierane były przez francuski zarząd spółki, którego przedstawiciele, wywodzący się z katolickich środowisk, hołdowali przekonaniom o niezmienności i nienaruszalności praw naturalnych oraz boskich. Oparta na doktrynie katolickiej struktura społeczności zamieszkującej Piaski w istocie bazowała na przyjętym hierarchicznym porządku ludzi, rzeczy i wartości.

Zdjęcia są własnością Muzeum „Saturn” w Czeladzi.

Ul. Krzywa. Domy robotnicze wzniesione w latach 20. XX w.

Cały artykuł Anny Binek-Zajdy pt. „Zagłębiowski Nikiszowiec” znajduje się na s. 11 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Anny Binek-Zajdy pt. „Zagłębiowski Nikiszowiec” na s. 11 lutowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Naród równoległy” rozwinął się z grupy pomagierów wprowadzających „rządy mas” u boku dywizji NKWD i Armii Czerwonej

Fot. cyfrowe.mnw.art.pl, domena publiczna

ONI wyglądają tak samo jak my, mówią płynnie po polsku, śpiewają te same piosenki biesiadne, kibicują Małyszowi i Kubicy, ale jak się zachowają w hipotetycznej chwili próby, np. inwazji wrogich wojsk?

Jan Martini

Polska jest najbardziej jednolitym etnicznie i wyznaniowo krajem Europy. Tym niemniej ideowe podziały są wśród Polaków tak głębokie, że mówi się o „dwóch plemionach” określanych różnie, w zależności od „przynależności plemiennej” określającego. (…)

W Polsce 120 lat zaborów nie spowodowało większych spustoszeń mentalnych. Nawet ludzie pracujący w administracji państw zaborczych i dochodzący tam do wysokich stanowisk pozostawali Polakami i nikt nie nazwałby ich kolaborantami. Dlatego możliwa była tak szybka reintegracja podzielonych terytoriów polskich po 1918 roku. Wystarczyło jednak 40 lat PRL, by pojawili się ONI – duża grupa uprzywilejowanych „poturczeńców”, potocznie zwanych komuchami. (…)

Podział nie tylko nie zniknął wraz z upadkiem komunizmu, lecz rozrastanie się „narodu równoległego” paradoksalnie uległo wzmożeniu. W 1989 wydawało się, że ONI ulegną „zresorbowaniu” i powrócą na łono narodu jako marnotrawni synowie. Zapanuje powszechne zjednoczenie, poloneza będą wodzić Polak z Polakiem, wasz prezydent z naszym premierem. Niestety wkrótce okazało się, że rację miały wietrzące podstęp prawicowe „nienawistne oszołomy” – prezydent był rzeczywiście „wasz”, ale za to premier nie nasz. „Alek” z „Bolkiem” porozumieli się jak agent z agentem, a my przekonaliśmy się, że ci, którymi Związek Radziecki posługiwał się do utrzymania swojego panowania nad Polską, wyszli na tym dobrze. To ludzie, którzy „nie płakali po papieżu” i opowiadali dowcipy o kaczce po smoleńsku. Kuba Wojewódzki jest im autorytetem, a biblią Wyborcza. (…)

W etnicznie jednolitej Polsce wytworzyła się nowa mniejszość. Bo ONI są mniejszością, choć dysponują większością majątku narodowego. I stwarzają wszystkie zagrożenia, jakie sprowadza fakt istnienia licznej, wpływowej i nieprzyjaznej mniejszości. To z nich wyrasta agentura wpływu – wszyscy ci, o których wspominał ambasador Rosji, mówiąc: „W Polsce mamy wielu przyjaciół”. Wielotysięczna armia agentów wpływu odpowiednio rozstawionych w polityce, wojskowości, gospodarce, mediach, sądownictwie, nauce, kulturze, nawet w Kościele, ma zasadniczy wpływ na utrzymywanie Polski w stanie znacznej zależności od zewnętrznych ośrodków sterujących. ONI wyglądają tak samo jak my, mówią płynnie po polsku, śpiewają te same piosenki biesiadne, kibicują Małyszowi i Kubicy, ale jak się zachowają w (hipotetycznej) chwili próby, np. inwazji wrogich wojsk? Będą z nami, czy znajdą swoją szansę w pomocy agresorom?

Cały felieton Jana Martiniego pt. „III RP obojga narodów” znajduje się na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Martiniego pt. „III RP obojga narodów” na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Rassija dla początkujących. Na tym państwie wypróbujmy niezawodność i naukowość koncepcji zastosowanej w artykule

To nie będzie polemika, a jedynie dopiski na marginesie tekstu, czyli glossa. Ze wszystkimi tezami się zgadzam. To będzie zatem jedynie dopowiedzenie, sprawdzenie, czy metoda jest prawidłowa.

Jan A. Kowalski

Rassija dla początkujących

Glossa do tekstu Ukraina dla początkujących, Kurier WNET 56, styczeń 2019

Na samym początku, jak mawiają Rosjanie, chciałbym bardzo podziękować dr Monice Gabrieli Bartoszewicz. Nie tylko za fascynujący tekst, ale również za przybliżenie czytelnikom „Kuriera WNET” swej oryginalnej metody badawczej. Dzięki jej zastosowaniu najmniej nawet bystry Jan Kowalski, nie ubliżając samemu sobie, może dokonać stuprocentowo pewnej oceny otaczającego go świata. Bowiem prawdziwie naukowa metoda, a z taką w przypadku dr Bartoszewicz mamy bez wątpliwości do czynienia, sprawdza się nie w jednym przypadku, a w każdym.[related id=68918]

Nie czekając zatem, aż mnie ktoś ubiegnie, podniosłem do góry ołówek, zamknąłem oczy i upuściłem go na znajdującą się na stole mapę. Padło na Rosję. Zatem Rosja – to na niej wypróbujmy niezawodność i naukowość koncepcji Moniki Bartoszewicz. I uprzedzam: to nie będzie polemika, a jedynie dopiski na marginesie tekstu, czyli glossa. Bo przecież ze wszystkimi tezami zawartymi w artykule Ukraina dla początkujących się zgadzam. To będzie zatem jedynie dopowiedzenie, sprawdzenie, czy metoda jest prawidłowa. Dlatego w tekście swoim, żeby niczego nie pokręcić, posłużę się prawie wyłącznie cytatami z Pani Doktor.

Moim oryginalnym wkładem będzie jedynie zamiana pojęć: ‘Ukraina’ i ‘ukraiński’ na: ‘Rosja’ i ‘rosyjski’. A dla łatwiejszego przyswojenia metody przez Czytelników, rzecz całą przedstawię w punktach.

  1. Jeśli przyjmiemy kryteria paradygmatu demokracji liberalnej (Demokracy Index 2017), Rosję wypadałoby umieścić gdzieś pomiędzy Rwandą (134) a Zimbabwe (136) na 167 państw sklasyfikowanych; dla porównania Polska zajmuje miejsce 53, a Ukraina 83.
  2. Jedynym i rzeczywistym organizatorem państwa rosyjskiego jest kompleks cywilno-wojskowy (KGB/GRU), zarządzany przez byłego pułkownika KGB Władimira Putina. Brak jest homeostatu, który powinno stanowić społeczeństwo reprezentowane przez powołane w tym celu instytucje państwowe oraz rząd.
  3. Rosja dysponuje bardzo dużym potencjałem obszarowo i liczebnie. Ten potencjał najlepiej oddaje bieżąca wartość produkcji ropy naftowej i gazu, przewyższająca produkcję nie tylko Norwegii, ale wszystkich państw europejskich łącznie. Potencjał ten wykorzystywany jest przede wszystkim w interesie obcych Rosji graczy. Czyni też Rosję, zwłaszcza południowo-wschodnią, atrakcyjnym łupem dla jej największego wroga. (Domyślności Czytelników pozostawiam kwestię, w interesie których dwóch państw zachodnich pracuje w pocie czoła cała rosyjska gospodarka.)
  4. Politycznym wishful thinking jest oczekiwanie, że Rosja zintegruje się z systemami zachodnimi. Zarazem taka próba rozszerzenia na wschód znacznie osłabiłaby Wspólnotę Europejską. Osłabiłaby jej tożsamość i przybliżyła niebezpiecznie jej granice do światowego mocarstwa, do Chin.
  5. Bez względu na to, czy przyjmiemy założenia teorii cyklicznej Arnolda Toynbee’ego, czy też nieco nowszą teorię wojny hegemonicznej Roberta Gilpina, widać wyraźnie, że w obecnym okresie Stany Zjednoczone traktują Europę jako problem drugiej kategorii. Przy obecnym słabnięciu Rosji widać wyraźnie, że rolę drugiego mocarstwa światowego przejmują Chiny. Skuteczne wyparcie przez nie Rosji (wcześniej Związku Sowieckiego) z całego kontynentu afrykańskiego, większej części Azji Południowo-Wschodniej i Ameryki Łacińskiej (tu do spółki z Amerykanami) jest kolejnym gwoździem do rosyjskiej trumny. Odbudowa dwubiegunowego świata, tym razem w konstelacji USA–Chiny, oznacza ostateczne zepchnięcie Rosji do kategorii państw drugiej, jeśli nie trzeciej kategorii.
  6. Z tego punktu widzenia sprzedaż Chinom nowoczesnego uzbrojenia wojskowego powinna co najmniej dziwić, zwłaszcza znając łakome spojrzenia Chin na tereny prawie połowy państwa rosyjskiego. Jednak, co już zostało przytoczone, w przypadku Rosji rolę homeostatu pełni nie społeczeństwo , a nieidentyfikujący się z nim zewnętrzny organizator – kompleks wojskowo-cywilny KGB/GRU.
  7. Realność, czy raczej nierealność funkcjonowania państwa rosyjskiego, szczególnie w jego wschodniej i południowo-wschodniej części, widać także na gruncie nauki porównawczej o cywilizacjach, której jednym z ojców założycieli był Feliks Koneczny. Cały wschód i południe Rosji zamieszkałe jest niewątpliwie przez lud rosyjski, ale również w dużej mierze przez ludy i narodowości nierosyjskie, w żadnej mierze niezwiązane kulturą, religią, a często nawet językiem z narodem i państwem rosyjskim.
  8. Dla Polski proces obecnego budowania tożsamości narodowej Rosjan pozostaje o tyle problematyczny, że rosyjskie poczucie narodowe budowane jest w oparciu o szowinizm, wyrosły na gruncie antypolskich sentymentów, jednoznacznie i nieodwołalnie wrogich Polsce. Rosyjska Duma państwowa w roku 2015, najwyższe władze państwowe odradzającej się po upadku Związku Sowieckiego Rosji, ustanowiły dzień 4 listopada, rocznicę wygnania wojsk polskich z Kremla w roku 1612, oficjalnym najważniejszym świętem państwowym. Około 200 tys. Polaków wymordowali Rosjanie w bestialski sposób w roku 1938 za to tylko, że byli Polakami – mieszkańcami zabranych kiedyś Rzeczypospolitej ziem. O innych bestialstwach, rzezi Woli – ludobójczym mordowaniu cywilnych mieszkańców, w tym kobiet i dzieci, oraz podobnych aktach niczym nieusprawiedliwionego bestialstwa w trakcie i zaraz po II wojnie światowej nie wspominając.
  9. Niestety polska polityka wschodnia niczym pijany zatacza się od ściany do ściany (spotkanie na sopockim molo Tusk–Putin, a potem rajd samolotowy L. Kaczyńskiego do Gruzji), nie prezentując żadnej spójnej koncepcji nakierowanej na osiągnięcie długofalowych rezultatów zgodnych z polską (nie zaś rosyjską) racją stanu. Aby nieszczęściu stało się zadość, nad wszystkim unosi się duch redaktora Giedroycia, którego sofizmaty na długie lata zdominowały dyskurs polityczny w tym zakresie. Założenie podstawowe jego koncepcji, że Związek Sowiecki jest stałą geopolityki polskiej i światowej, jest absolutnie bezrozumne i przestarzałe. Pośrednio zaowocowało to jedynie kreowaniem wolnej i silnej Ukrainy w roli bufora odgradzającego nas od Rosji, albo koncepcji współpracy z Niemcami. Tymczasem wiemy z historii, że najbardziej korzystne dla Polski jest zdecydowane odsunięcie Rosji na wschód, jeśli nie jej całkowity rozpad.
  10. W związku z tym odpowiednio skalibrowana i długofalowa polska polityka wschodnia powinna być raczej nastawiona na odzyskanie Królewca (najlepiej na drodze informacyjnej) niż na utratę Suwałk. Zaś prawdziwi politycy kierujący się dobrem państwa, nie zaś politykierzy zainteresowani korzyściami partykularnymi i utrzymaniem się u władzy, powinni się zastanowić, jaki przebieg wschodniej granicy najlepiej zapewni osiągnięcie polskich celów strategicznych w zmieniającym się globalnie układzie sił. (Przyłączenie historycznie polskich ziem, z Królewcem jako stolicą regionu, pozwoli zlikwidować największe obecnie zagrożenie militarne ze strony Rosji. Spowoduje, że przesmyk suwalski stanie się pojęciem ze starych podręczników wojskowych, a samą Rosję odsunie daleko na wschód od polskich granic).
  11. Odradzałbym jednocześnie przejmowanie się pozostawioną samej sobie Rosją, zwłaszcza w perspektywie nieuchronnego starcia z rosnącą potęgą Chin. Z perspektywy polityki narodowej, i to nie tylko polskiej, przejmowanie się Rosją ma oczywiście sens, ale tylko wtedy, gdy w miejsce bezinteresownych sojuszy oraz walki za „wolność waszą i naszą” wejdą roztropne interesy.

Dobrnąłem do końca tej niezwykle rozwijającej intelektualnie przygody. Bez pomocy naukowca i jego aparatu pojęciowego nie tylko bym jej nie odbył, ale nawet o niej nie pomyślał. Jeszcze raz, Pani Doktor, serdecznie dziękuję!

Pani oddany uczeń

Jan A. Kowalski

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Rassija dla początkujących” znajduje się na s. 4 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana A. Kowalskiego pt. „Rassija dla początkujących” na s. 4 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Rosja to dla Stanów Zjednoczonych wyzwanie – nie wsparcie. Komentarz do artykułu: „Nowa zimna wojna” Kazimierza Dadaka

Optymalna polityka USA powinna skupiać się na organizowaniu sojuszy regionalnych ograniczających politykę rewizjonizmu, ekspansjonizmu, burzenia ładu światowego i nietraceniu z oczu i Chin, i Rosji.

Mariusz Patey

Czy Rosja widzi śmiertelne zagrożenie ze strony Chin?

Wątpię, by to zagrożenie Kreml diagnozował w krótkim czy nawet średnim horyzoncie czasowym, bowiem wtedy nie prowadziłby ekspansjonistycznej, rewizjonistycznej polityki w Europie Wschodniej. Nie okupowałby Krymu i Donbasu, ale szukałby porozumienia ze swoimi najbliższymi sąsiadami i z Zachodem, tym samym pokazując, że większe siły NATO nie są potrzebne dla obrony wschodniej flanki w Europie. Zamiast rozbudowywać ofensywną infrastrukturę militarną na zachodzie, intensywnie by wzmacniał swoje możliwości obronne na Dalekim Wschodzie. Można zadać Autorowi pytanie: po co Rosja forsownie inwestuje w ofensywną broń, którą następnie rozmieszcza na przykład w Obwodzie Kaliningradzkim? Po co zapuszcza się do Syrii, a także realizuje duże projekty infrastrukturalne związane z przesyłem ropy i gazu z myślą o rynku chińskim? Jak interpretować zachowanie Rosji także w Ameryce Południowej, udzielenie poparcia – wbrew opinii większości państw demokratycznych – dla populistycznego prezydenta Wenezueli Nicolasa Mandury, oskarżanego przez własnych obywateli o sfałszowanie wyborów?[related id=69082]

Znając historię rosyjskiej i sowieckiej dyplomacji można przypuszczać, granicząc z pewnością, że sygnały wysyłane przez Rosję do USA o rzekomej chęci porozumienia na kierunku chińskim to tzw. „maskirowka”, a prawdziwe jej cele i priorytety są inne. W razie otwartego konfliktu chińsko-amerykańskiego Rosja w najlepszym razie pozostałaby neutralna. (…)

Czy Rosja musi rzeczywiście obawiać się Chin?

(…) Skala zniszczeń i potencjalnych strat chińskich stawia wszelkie kalkulacje co do siłowej aneksji części terytorium FR poza ramami realnych scenariuszy, tym bardziej że Chiny mogą z łatwością pozyskiwać syberyjskie surowce bez swojej administracyjnej tam obecności. Chiny, jeśli już analizujemy „scenariusz północny ekspansji”, mogłyby być zainteresowane aneksją Mongolii, licząc na to, że Rosja nie zdecyduje się na otwarty konflikt w obronie tego kraju, lub jej rozbiorem w porozumieniu z udziałem Rosji. Rosja, co bardziej realne, mogłaby taktycznie sprzymierzyć się z Chinami, licząc na ich przyzwolenie na reintegrację krajów dawnych republik ZSRS Azji Centralnej, niż stać się sojusznikiem Zachodu.

Eskalacja konfliktu w basenie Morza Południowochińskiego

(…) Autor niezbyt precyzyjnie tłumaczy politykę Chin w basenie Morza Południowochińskiego chęcią zabezpieczenia szlaków komunikacyjnych ważnych dla chińskiego handlu. Polityka Chin nie zmierza bowiem do zabezpieczenia szlaków handlowych przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, gdyż go nie ma, ale do zabezpieczenia własnych interesów kosztem ograniczenia swobody korzystania ze szlaków handlowych przez konkurentów Chin na rynkach światowych – małych i średnich krajów Azji Południowo-Wschodniej. (…)

Przegrana USA w Azji to nie tylko utrata przez nie wizerunku, ale i groźba uzależnienia od importu produktów z ChRL, które dziś są dywersyfikowane importem z innych krajów Azji. Ułatwiłoby ChRL podjęcie dalszej walki o dominację światową i nowy globalny podział wpływów o niewiadomym kształcie.

Cały artykuł Mariusza Pateya pt. „Rosja to dla USA wyzwanie – nie wsparcie” znajduje się na s. 16 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya pt. „Rosja to dla USA wyzwanie – nie wsparcie” na s. 16 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Słynny językoznawca Jan Baudouin de Courtenay o kaszubszczyźnie napisał, że „jest bardziej polska niż polszczyzna sama”

Tymczasem Kaszëbskô Jednota, którą współ-założył b. prezes ZK-P po tym, jak nie uzyskał kolejnej reelekcji, głosi, że nie tylko kaszubszczyzna to odrębny język, ale Kaszubi to jakoby oddzielny naród.

Konrad Turzyński

Kiedy „Stary Fryc” w XVIII wieku odbił bratniemu państwu niemieckiemu (tzn. Austrii) ten kawał polskiej ziemi, miał świadomość, że tam żyją Polacy, a nie jakiś „naród śląski”, „ślązakowski” albo jeszcze jak ktoś chciałby go nazwać. Król nakazał (bo to jeszcze nie był etap forsownej germanizacji!) publikować dekrety dla tych ziem po polsku, a nie po śląsku (czytałem stosowny akt prawny króla prus[ac]kiego w książce Dzieje porozbiorowe Polski w aktach i dokumentach Henryka Mościckiego z 1923 r.). (…)[related id=69086]

Śląskie i pomorskie dialekty mają wiele archaicznych polskich cech językowych. Prof. Tadeusz Kotarbiński właśnie ze śląszczyzny wziął wyraz ‘spolegliwy’. A wcześniej słynny językoznawca prof. Jan Baudouin de Courtenay (1845–1929) o kaszubszczyźnie napisał, że „jest bardziej polska niż polszczyzna sama”. To widać np. w polskiej rocie przysięgi, składanej przez szlachtę (zachodnio)pomorską w 1601 r. księciu Barnimowi X z dynastii Gryfitów (już zniemczonej wtedy), bo tam większość szlachciców (poza trzema) jeszcze nie znała niemieckiego.

Także pod tym względem miał rację Roman Dmowski, a przed nim Jan Ludwik Popławski, że bez Pomorza i Śląska nie ma sensu mówić o Polsce.

Kaszubi i Kociewiacy oraz inni rodowici Pomorzanie za wierność Polsce ogromne ceny płacili, zwłaszcza pod Hitlerem. Piaśnica (po kaszubsku: Piôsznica) bywa nazywana małym Katyniem, a przecież to Katyń jest małą Piaśnicą (w samym Katyniu zamordowano tylko 20% ogólnej liczby ofiar zbrodni katyńskiej, w Piaśnicy zaś naziści zamordowali trzykroć więcej ludzi niż bolszewicy w Katyniu).

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie utrzymuje partnerskie relacje ze Związkiem Podhalan, obie organizacje na gruncie polskim, jako patrioci jednego narodu polskiego. Tymczasem wśród Kaszubów powstał odpowiednik RAŚ. To jest Kaszëbskô Jednota – organizacja, którą współ-założył b. prezes ZK-P po tym, jak nie uzyskał kolejnej reelekcji. Oni głoszą, że nie tylko kaszubszczyzna to odrębny język (tu zdania filologów są podzielone: „certant philologi”), ale Kaszubi to jakoby (według KJ) jest oddzielny naród, nie będący częścią narodu polskiego. (…)

Co prawda, dotychczas KJ nie głosi separatyzmu państwowego, a tylko narodowy, ale ze strony jednego z członków KJ spotkałem się z poglądem, że polscy księża robili pranie mózgów Kaszubom (i tym na Pomorzu w Polsce, i tym w kanadyjskiej prowincji Ontario, osiadłym tam od 1858 r.), wmawiając im polskość. W każdym razie Kaszëbskô Jednota nie utrzymuje kontaktów ze Związkiem Podhalan, lecz z Ruchem Autonomii Śląska.

Cały artykuł Konrada Turzyńskiego pt. „Jeszcze o separatystach” znajduje się na s. 15 lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Konrada Turzyńskiego pt. „Jeszcze o separatystach” na s. 15 lutowego „Kuriera WNET”, nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

„Prawdziwe pieniądze robi się na drogich, słomianych inwestycjach”. Sytuacje jak z filmów Barei powróciły do Poznania?

Trudno wyjść z podziwu nad pomysłowością poznańskich urzędników. Pytanie tylko, po co nam gablotki z rozkładem jazdy, gdy można by zainstalować elektroniczne tablice informacyjne na każdym przystanku.

Małgorzata Szewczyk

„Wiesz, co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości” – mówił bohater głośnego filmu Stanisława Barei sprzed blisko 40 lat, ale – jak można przekonać się w mieście nad Wartą – fraza ta niewiele straciła na aktualności. Zresztą cały obraz, poświęcony rzeczywistości PRL-u, budzi uśmiech wśród kolejnych pokoleń Polaków. Humorystyczne sceny z barów mlecznych, urzędów i sklepów, okraszone kultowymi już dziś dialogami, odzwierciedlały absurd codziennej egzystencji Polaków.

Wielu myślało, że byliśmy świadkami „czasów słusznie minionych”, tymczasem niedawno Bareja powrócił do Poznania. Bo oto stało się.

Urzędnicy stolicy Wielkopolski znowu błysnęli oryginalnością i pomysłowością. Chwilowo – zapewne – porzucono malowanie kolejnych kilometrów dróg rowerowych na rzecz… zmian szaty graficznej rozkładów jazdy autobusów i tramwajów oraz zmiany numeracji miejskich dziennych linii autobusowych.

Oto od 2019 roku poznańskie autobusy mają trzycyfrowe numery linii w miejsce dwucyfrowych. Powodem tego wiekopomnego wydarzenia jest niby coraz większa liczba linii autobusowych, których numery zbliżają się do obecnie wykorzystywanego zakresu numeracji linii tramwajowych (sic!). Dodatkowo Zarząd Transportu Miejskiego w Poznaniu zmianę motywuje numeracją linii autobusowych podpoznańskich gmin, która obejmuje kolejne „setki”. Dzięki temu system ma być bardziej przejrzysty, czytelny i zrozumiały nie tylko dla mieszkańców aglomeracji poznańskiej, ale i dla przyjezdnych.

Naprawdę nie wiem, jakie znaczenie ma mieć dla mieszkańców Poznania zmiana numeru linii autobusu na 152 w miejsce 52 czy 190 w miejsce 90, ale już skwapliwie zapowiedziano uporządkowanie numeracji linii tramwajowych. Szkoda tylko, że nie dodano, że te wspaniałe środki transportu, które najlepiej sprawdzają się w korkach, nie mają po czym jeździć, bo tory albo są w naprawie, albo linie są tak pozmieniane, że wsiadając do pojazdu, pasażerowie pytają się wzajemnie: „dokąd to jedzie?”. Smaczku całej sprawie nadaje fakt, że sam proces wymiany rozkładów jazdy na przystankach przewidziany jest… na kilka miesięcy. Przyjezdny odwiedzający po raz pierwszy ten stary gród nad Wartą na pewno więc bez problemu zorientuje się, że autobus linii 84, którego rozkład studiuje na tabliczce na przystanku, to ten sam, który podjedzie za kilkanaście minut, tyle że z tablicą wyświetlającą numer 184.

Jakby tego było mało, poznaniakom zafundowano – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu – cuda na kiju. Oto bowiem zorganizowano konferencję prasową, podczas której omówiono najnowszy cud – wandaloodporny słupek z nową szatą graficzną rozkładu jazdy.

Pierwszy taki słupek stoi w centrum miasta przy placu Wiosny Ludów, a drugi na przystanku autobusowym przy ulicy Przybyszewskiego. Słupek jest nowoczesny, estetyczny i ma gablotę. Najnowszy, „pilotażowy” słupek z tabliczką informującą o rozkładzie jazdy, ma większą czcionkę w legendzie, godziny oddzielone poziomymi paskami i – najważniejsze – przeniesiono wykaz przystanków na trasie z prawej części rozkładu na lewą!

Naprawdę trudno wyjść z podziwu nad pomysłowością poznańskich urzędników. Pytanie tylko, po co nam gablotki z rozkładem jazdy, czyli z „bardzo przybliżonym czasem przyjazdu/odjazdu”, gdy można by zainstalować elektroniczne tablice informacyjne na każdym przystanku, bo o kolejnej linii tramwajowej to tylko wiele się mówi.

I tylko wobec tej przedziwnej rzeczywistości ciśnie się na usta inny dialog z „Misia”: „Powiedz mi, po co jest ten miś?” – pytał prezes klubu „Tęcza”. „Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta”. I dodawał: „Prawdziwe pieniądze robi się na drogich, słomianych inwestycjach”.

Felieton Małgorzaty Szewczyk pt. „Miś na miarę 2019 roku” znajduje się na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Małgorzaty Szewczyk pt. „Miś na miarę 2019 roku” na s. 2 lutowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego