O faktach, baśniach i brudach, jakie wypłynęły na światło dzienne w sierpniu, informuje Telegraf „Kuriera WNET”

„Der Tagesspiegel” opublikował statystyki, według których stanowiący 11,5% mieszkańców Niemiec imigranci popełniają 34,5% przestępstw, w tym 43% wszystkich zabójstw oraz 71% kradzieży kieszonkowych.

Maciej Drzazga

  • „Jeżeli ktokolwiek wątpi że przeznaczeniem każdego narodu jest wolność, wystarczy że spojrzy w kierunku Polski. Zobaczy wtedy ludzi, którzy ukochali wolność. Odwaga i wiara Polaków prowadziła ich naprzód. Udowodniliście światu, że tam, gdzie jest Duch Boży, tam jest też wolność” – powiedział wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej.
  • W dniu, kiedy po wizycie na Festiwalu Wagnerowskim w Bayreuth kanclerz Angela Merkel wraz z małżonkiem udali się służbowym śmigłowcem na urlop do włoskiej Adygi, z uwagi na loty służbowym samolotem z rodziną oraz posłami na pokładzie do dymisji podał się marszałek Sejmu Marek Kuchciński.
  • Okazało się, że wspierająca wysiłki prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego we wprowadzeniu karty LGBT+ w Warszawie Jolanta Lange to Jolanta Gontarczyk – oficer SB, która wraz z mężem inwigilowała najprawdopodobniej otrutego przez SB założyciela ruchu Światło-Życie ks. Franciszka Blachnickiego.
  • „Der Tagesspiegel” opublikował statystyki, według których stanowiący 11,5% mieszkańców Niemiec imigranci popełniają 34,5% przestępstw, w tym 43% wszystkich zabójstw oraz 71% kradzieży kieszonkowych.
  • Na skutek zbudowanego wbrew prawu grawitacji systemu dostarczania nieczystości do oczyszczalni ścieków Czajka, Warszawa zaczęła zanieczyszczać Królową polskich rzek w tempie 3 ton ścieków na sekundę.
  • W mieście Lohr am Main w Bawarii odnaleziono płytę nagrobną zmarłej ponad 200 lat temu Marii von Erthal – bajkowej Królewny Śnieżki.

Zapraszamy do przeczytania całego „Telegrafu” Macieja Drzazgi na s. 2 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

„Telegraf” Macieja Drzazgi na s. 2 wrześniowego „Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nawet w Polsce wciąż są osoby, które bronią „prawd” III Rzeszy / Jadwiga Chmielowska, „Śląski Kurier WNET” nr 63/2019

Wiceprezydent Gdańska ośmielił się twierdzić, że II wojna światowa wybuchła, bo Polak wypowiedział złe słowo… Czyżby uwiarygadniał niemiecką prowokację w Gliwicach w przededniu wybuchu wojny?

Jadwiga Chmielowska

We wrześniu kwitną wrzosy. 80 lat temu wybuchła wojna. Sowieci z Niemcami zawarli pakt, który umożliwił Niemcom napaść 1 września na Polskę. Silny polski opór sprawił, że Hitler błagał swego przyjaciela Stalina, by wkroczył jak najszybciej; obawiał się rozpoczęcia działań zbrojnych na froncie zachodnim. Zgodnie z układem, Francja i Anglia miały najpóźniej 18 września uderzyć z zachodu na III Rzeszę. 17 września, czyli dzień przed tym terminem, Rosja Sowiecka napadła na walczącą Polskę bez wypowiedzenia wojny. Zachodni sojusznicy nie czuli się zobowiązani do rozpoczęcia działań wojennych, gdyż jak niektórzy z nich twierdzili, układ z Polską dotyczył tylko konfliktu z Niemcami.

Niemieckie i rosyjskie sojusznicze wojska okupacyjne padły sobie bratersko w ramiona. Zaczęła się eksterminacja polskiej inteligencji. Listy proskrypcyjne na Śląsku i Pomorzu były zawczasu przygotowane przez mniejszość niemiecką stanowiącą hitlerowską V kolumnę.

Na ziemiach zagarniętych przez Rosję Sowiecką wskazywaniem Polaków do rozstrzelania lub wywózki zajmowała się część mniejszości narodowych (Żydzi, Ukraińcy i Białorusini).

Goebbels upowszechnił twierdzenie „Kłamstwo wypowiedziane raz pozostaje kłamstwem, ale kłamstwo wypowiedziane tysiąc razy staje się prawdą”. Potwierdza je fakt, że wciąż są osoby, które bronią „prawd” III Rzeszy. Nawet w Polsce wiceprezydent Gdańska ośmielił się twierdzić, że II wojna światowa wybuchła, bo Polak wypowiedział złe słowo… Czyżby uwiarygadniał niemiecką prowokację w Gliwicach w przededniu wybuchu wojny? Na szczęście przez awarię nadajnika Radiostacji Gliwickiej informacja nie poszła w świat, była słyszana tylko w najbliższej okolicy.

O dziwo, nikt w Gdańsku nie zareagował, gdy ten sam wiceprezydent wziął udział składaniu hołdu Kaszubom, polskim mieszkańcom Gdańska, spędzonym w pierwszych dniach września 1939 r. do Viktoriaschule, miejsca koncentracji przed wywózką do obozu w Stutthofie i innych miejsc zagłady. Personel polskiego konsulatu, dyplomatów wydalono do neutralnych państw bałtyckich, a zwykłych pracowników-Polaków, obywateli Wolnego Miasta Gdańska, wyrzucono z mieszkań, później wysiedlono do Generalnej Guberni.

Nieznajomość historii sprawia, że przyjezdni mieszkający od lat na Kaszubach i Śląsku nie rozumieją rdzennych mieszkańców. Ci z kolei są nieufni wobec obcych i trudno się im dziwić, mają za sobą doświadczenie wielu pokoleń. Za wierność Polsce płacili, a jak nastał PRL, znowu ich tępiono. Historii po 1945 r. uczono z podręczników matki Michnika. Nic dziwnego, że dziś wierni uczniowie Goebbelsa wierzą w kłamstwa powtórzone 1000 razy.

Całkiem podobnie jak Niemcy i Sowieci postępują dzisiejsi Rosjanie. Putin kłamie i szerzy swoją propagandę. Wielu to kupuje. Nawet w Polsce nie brakuje idiotów wierzących, że Putin i Rosja obronią wiarę chrześcijańską i uchronią nas przed zgnilizną moralną Zachodu. Tymczasem Rosja realizuje plan Lenina: zanieść rosyjskie porządki aż do Lizbony. Wielu ogłupionych propagandą geostrategów i ekonomistów zerka na Chiny, licząc na ścisłą współpracę z nimi.

Przywódca Hongkongu Carrie Lam ogłosiła, że rząd formalnie wycofa skandaliczny projekt ekstradycji do Chin. Miliony mieszkańców uczestniczyły w wielomiesięcznych protestach. Zwolennicy demokracji oświadczyli, że będą nadal żądać utrzymania demokratycznych reguł pozostawionych przez Brytyjczyków i nie godzą się na chińską dyktaturę. Ze zdziwieniem odnotowałam promowanie się Huaweia na tegorocznym Forum w Krynicy.

Cały urlop spędziłam na Kaszubach, krążąc po różnych miejscowościach. Gdańsk oczekuje cuchnącego prezentu od Warszawy.

W Białogórze mikołajek nadmorski, o którym pisałam przed laty, ma się dobrze; kieruje się prawami natury, a nie ideologią, zwłaszcza LBGT.

Może uda się wreszcie obudzić śpiącego poznańskiego olbrzyma / Jolanta Hajdasz, „Wielkopolski Kurier WNET” nr 63/2019

W piekarni, na ulicy, na uczelni nie raz i nie dwa słyszałam konspiracyjne: czytam „Kurier WNET”, ale mówione tak, by nikt tego nie słyszał. Słyszałam Panią w Radiu Maryja, widziałem w TV Republika…

Jolanta Hajdasz

Znakomicie wypadła konwencja wyborcza Prawa i Sprawiedliwości w Poznaniu. Choć info o niej przekazywane było zaledwie dzień wcześniej, uczestnicy dopisali, a świetne przemówienie Jarosława Kaczyńskiego miało wymowę nie tylko wyborczą. W Poznaniu, gdzie obecny prezydent nawet nie ogłasza, że wprowadza w życie założenia Karty LGBT w oświacie, szczególnie mocno zabrzmiały słowa, że szkoła nie może być miejscem eksperymentów wychowawczych. Że nie wolno podważać fundamentalnej roli rodziny w społeczeństwie ani odebrać rodzicom prawa do decydowania o tym, czego mają się uczyć ich dzieci. Wątek ten podchwyciła także jedynka PiS-u w Poznaniu, minister Jadwiga Emilewicz, prywatnie mama trzech synów. Moje dzieci chodzą do szkoły katolickiej, więc wiele problemów, o których dziś mówimy, mnie nie dotyczy, ale chciałabym, by wszyscy rodzice byli równie spokojni o metody i treści nauczania, z jakimi ich dzieci spotykają się dziś w szkołach.

W mieście, którego władze od ponad dekady organizują „parady równości” i finansują wszelkiego rodzaju warsztaty, imprezy kulturalne i konkursy promujące pod pretekstem równości i tolerancji ideologię gender, oświata obciążona jest wielką presją. Ideologicznie jednoznaczna postawa władz Poznania przekłada się przecież na to, kto obejmuje funkcje kierownicze w podległych miastu szkołach czy domach kultury i jakie „projekty” są hojnie wspierane z miejskiej kasy. Mocne słowa wsparcia dla rodziny i tradycyjnego modelu wychowania to dobra przeciwwaga dla lewackich eksperymentów samorządowej ekipy PO w Poznaniu i województwie.

I jeszcze charakterystyczny epizod. Chciałabym, by Poznaniacy przestali mówić szeptem o tym, iż podoba im się program PiS-u, powiedziała minister Emilewicz i opisała swoją wizytę u fryzjera, gdzie sympatyczna pani po cichu i na ucho mówiła jej: ja was popieram. Skąd ja to znam?

W piekarni, na ulicy, na uczelni nie raz i nie dwa słyszałam konspiracyjne: czytam „Kurier WNET”, ale mówione tak, by nikt obok tego nie słyszał. Słyszałam Panią w Radiu Maryja, widziałem w TV Republika… Też na ucho. Może uda się wreszcie obudzić śpiącego poznańskiego olbrzyma, czyli ożywić konserwatywny elektorat, by nabrał odwagi i głośno wyraził to, co dziś skrywa z obawy przed… Przed czym?

Sierpień 2019 był czasem wielu protestów przeciwko blokowaniu konserwatywnych treści przez globalne koncerny w internecie. Blokada konta Radia Maryja na YouTube (na szczęście krótkotrwała) z homilią abpa Marka Jędraszewskiego wygłoszoną w dniu 75 rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, paradoksalnie miała pozytywną stronę – uświadomiła nam, jak nietransparentny i łatwy w realizacji jest mechanizm usuwania treści z internetu.

Możemy naiwnie wierzyć, że każda pomyłka systemu, algorytmu czy jak tam nazwiemy tego współczesnego cenzora, zostanie natychmiast naprawiona, wystarczy tylko zwrócić się do anonimowego zarządzającego „regulaminem społeczności” z obietnicą poprawy. Ale tak dobrze nie jest. Dziwnie się bowiem składa, że blokowane są treści i profile prawicowe, a te inne nie…

I nie rozwiąże się tego problemu tylko na gruncie prawnym. Blokada konta wtedy, gdy wszyscy interesują się danym tematem, ma o wiele bardziej negatywne skutki niż ta sama naganna blokada zrobiona w innym czasie. Usunięcie z sieci materiału źródłowego, jakim jest nagranie całej homilii Metropolity Krakowskiego, było jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, bo nastąpiło wtedy, gdy spór o zdanie zawierające słowa o „tęczowej zarazie” sięgał zenitu i gdy zainteresowani także w sieci powinni móc bez problemu znaleźć argumenty obu stron, a nie tylko jednej, antykościelnej.

I jeszcze jedno. 14 września spotykamy się we Włocławku. Polska pod Krzyżem. Nie może nas tam zabraknąć.

Wygląda na to, że 13 października… ale nie bawmy się we wróżki / Krzysztof Skowroński, „Kurier WNET” nr 63/2019

Ważne rzeczy i wielkie słowa zostały już powtórzone na tysiące sposobów; ta cała mądrość wylewa się z przemówień, a ich sens podlega inflacji, przestają interesować, a w końcu przestają znaczyć.

Krzysztof Skowroński

Zdarza się, że siadam do pisania wstępniaków w ostatniej chwili, kiedy myśl nie chce się skupić i krąży po niepolitycznych orbitach. Jak choćby teraz. Wprawdzie siedzę na tarasie Starego Domu Zdrojowego w Krynicy, w której odbywa się Forum Ekonomiczne, i widzę, jak po oświetlonym wrześniowym słońcem deptaku przechadzają się ministrowie, posłowie i posłanki, eksperci, prezesi i właściciele największych polskich spółek, ale jakoś myśl nie chce się na tym skoncentrować. Ucieka za zieloną kurtynę drzew rosnących na skarpie, biegnie po górach i pragnie być w miejscu, w którym poczuje się wolna. Nie, żeby uciekała od tematów wyborczych, od gospodarki, od chińsko-amerykańskiej wojny handlowej.

To wszystko jest pasjonujące, bardziej niż powtarzające się zachody słońca, ale te są piękne. I może właśnie piękna, samego w sobie, naturalnego i takiego po prostu, czasami człowiek potrzebuje. Obudzić się w miejscu, gdzie śpiewają ptaki i nie odczuwać żadnej konieczności. Po prostu być.

I może ten zgiełk świata, ten cały ruch, te chęci, dążenia, ambicje są murem zasłaniającym tę prawdziwą potrzebę, którą odkrywamy, gdy wyrwiemy się z codzienności.

Na taras Domu Zdrojowego w Krynicy nie dobiega śpiew ptaków, ale głos prelegenta. Stawia do pionu, mówi pewno bardzo ważne rzeczy o relacjach między Polską a Unią Europejską, o cyberbezpieczeństwie, elektrowniach wiatrowych – ale te i podobne słowa zostały już powtórzone na tysiące sposobów; ta cała mądrość wylewa się z przemówień, a ich sens podlega inflacji, przestają interesować, a w końcu przestają znaczyć.

W czasie naszej Podróży do Źródeł spotkaliśmy w Elblągu odkrywcę osady Wikingów. Truso stanowiło ważne miejsce na mapie politycznej Pomorza od IX do XI wieku. A teraz miejsce to jest polem, a ślady po tamtym życiu zalegają głęboko w ziemi. Dr Marek Jagodziński opowiedział nam nie tylko o Wikingach, ale o innych ludach i sprawach, które przez wieki przetaczały się przez Ziemię Elbląską. Imiona tych ludów i spraw przeniosły nas prosto w krainy, które powstawały w wyobraźni Tolkiena. Zapytany, co stało się z tymi wszystkim cywilizacjami, dlaczego zniknęły, archeolog odpowiedział, że często działo się to za sprawą zmian klimatu. Tam, gdzie było miasto, pojawiała się woda; tam, gdzie była woda, powstawał step.

Tak to się kręci. Zmiana, wzrost, upadek są wpisane w historię człowieka, a jak pisał Arystoteles – wszystko, co ma swój początek, ma też swój koniec. Ten wstępniak również. Teraz Lech Rustecki i Ryszard Gajewski rozstawiają radiowe studio, a Łukasz Jankowski krąży gdzieś po krynickim labiryncie w poszukiwaniu zrozumienia tego, co tu i gdzie indziej się dzieje. Niedługo w studiu Radia WNET pojawi się wiceminister obrony narodowej Litwy i będziemy bronić (na szczęście w słowach) naszej wolności.

Na tarasie zrobiło się gwarno, a przy stoliku, na którym leżą mikrofony Radia WNET, usiadł ambasador Ukrainy.

A z informacji docierających tutaj za pośrednictwem globalnej sieci wynika, że w najnowszych sondażach PiS zwiększa przewagę nad konkurencją polityczną. Wygląda na to, że 13 października… ale nie bawmy się we wróżki; te mieszkają w lesie.

Jest 5 września, godzina 16.00, zaczynamy Popołudnie WNET z tarasu Starego Domu Zdrojowego w Krynicy. I stąd wszystkich Państwa pozdrawiam i życzę miłej lektury wrześniowego „Kuriera WNET”.

We czwartek 21.08 zmarł nagle Tadeusz Puchałka, nieoceniony autor „Śląskiego Kuriera WNET”, człowiek z prawdziwą pasją

Jego artykuły, kipiące bieżącym życiem i historią lokalnych wspólnot Śląska, nierzadko pisane gwarą, którą biegle się posługiwał, nadawały „Śląskiemu Kurierowi WNET” niepowtarzalny koloryt

Śląskie środowisko patriotów i społeczników dotknęła wielka strata. W wieku 62 lat odszedł do Pana śp. Tadeusz Puchałka. Był aktywny społecznie całe życie, mimo że praca w kopalni węgla kamiennego Knurów „zżerała” Jego siły witalne. Na emeryturze oddał się całkowicie służbie małej i dużej Ojczyźnie. Był zawsze wszędzie tam, gdzie działo się coś szlachetnego. Przystępnie opisywał ważne wydarzenia patriotyczne, kulturalne, religijne. Przywoływał pięknie zapisane karty z historii regionu – uczył szacunku dla przeszłości oraz mądrego kształtowania przyszłości Ojczyzny, opartego na wartościach chrześcijańskich. Był członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Publikował na łamach „Śląskiego Kuriera WNET” i portali lokalnych. Często gościł na antenie Radia WNET. Bardzo schorowany, nie rozstawał się jednak z kamerą i piórem.

Niech Dobry Bóg przyjmie Go na wieczną służbę!

Ostatnie pożegnanie odbędzie się w kaplicy w Gierałtowicach w sobotę 24.08.2019 r. o godzinie 8:45. Nabożeństwo żałobne – w kościele w Gierałtowicach o godz. 9:00.

W imieniu przyjaciół
Urszula Kaczmarczyk

Od Redakcji

Tadeusz Puchałka był człowiekiem z prawdziwą pasją, autorem „Śląskiego Kuriera WNET” od początku istnienia naszej gazety. Jego artykuły, kipiące bieżącym życiem i historią lokalnych, nawet najmniejszych wspólnot Śląska, pełne życzliwości ciepła w stosunku do jego mieszkańców, były nierzadko pisane gwarą, którą kochał i którą biegle się posługiwał.

Był w naszej redakcji niezastąpiony, jedyny, który z takim zaangażowaniem i zainteresowaniem śledził i opisywał wszelkie przejawy lokalnego życia wspólnotowego, łączące Polaków w imię dobra. W swoich tekstach przypominał historię – tę wielką i tę prowincjonalną, i miejsca z nią związane; przedstawiał postaci wielkich, choć czasem mało znanych, nawet w swoim bliskim otoczeniu, osób zasłużonych dla historii i kształtowania postaw Ślązaków. Przypominał i przybliżał tradycję śląską we wszelkich jej aspektach. Nie bał się także pisać wprost o sprawach trudnych; potrafił wezwać do opamiętania tam, gdzie widział zagrożenia lub niesprawiedliwość.

W wielkim stopniu przyczynił się do nadania „Śląskiemu Kurierowi WNET” niepowtarzalnego kolorytu gazety prawdziwie lokalnej i zainteresowanej sprawami nie tylko ogólnoludzkimi czy ogólnopolskimi, ale także – konkretnego miasta czy gminy, których nazwy przywoływał; konkretnego człowieka, którego nazwisko podawał, którego opisywał, fotografował – abyśmy wszyscy w Polsce siebie nawzajem lepiej poznali, zrozumieli i polubili.

Niezmiernie żałujemy, że Pan Bóg tak prędko powołał go do siebie. Będzie nam go brakować. Niech spoczywa w pokoju.

Festiwal tańca. Pokazujemy ludziom, którzy nie tańczą, co właściwie robimy i że jest to dosposób na spędzenie czasu

Utytułowani tancerze błyskawicznie przebrali się na parkiecie i bardzo dynamicznie zatańczyli typowy układ formacji hip-hop. Nie wiem, czy w drugą stronę równie łatwo można się zamienić miejscami.

Aleksandra Tabaczyńska

Taniec nie ma żadnych ograniczeń. Można było się o tym przekonać w Rakoniewicach, gdzie odbył się Festiwal Tańca wolsztyńskiej szkoły Latina. W niedzielę 23 czerwca wystąpiło około 200 tancerzy.

Pokazy były podzielone na dwie części. W pierwszej wystąpiła grupa dzieci i młodszej młodzieży. I tak na parkiet wchodziły kolejno pięknie poubierane grupy i pary taneczne, a najmłodsi artyści mieli dopiero 3–4 latka.

Fot. Aleksandra Tabaczyńska

– Taki pokaz musi mieć też swoją dynamikę – wyjaśnia Ewa Skrzypek, współwłaścicielka szkoły tańca Latina, której założycielem jest Rafał Skrzypek, dyplomowany instruktor tańca sportowego, a prywatnie mąż Ewy. – Dlatego pierwsza część jest dedykowana najmłodszym. Cały pokaz uatrakcyjniamy występami starszych grup hip-hopowych oraz par tańca towarzyskiego. Rodzice, a także same dzieciaczki mogą wtedy zobaczyć, do czego dążą, co pomaga im zdecydować, która forma tańca jest im bliższa.

Taniec towarzyski to zupełnie inna estetyka niż hip-hop. Jednak obie formy wymagają od młodego człowieka zaangażowania i pasji. Obie też dostarczają radości, a co ważniejsze, podnoszą sprawność ruchową, a tym samym dodają pewności siebie.

Ta część Festiwalu Tańca stała się przede wszystkim pokazem umiejętności dla najukochańszej, jaka jest, publiczności, w dużej części złożonej z rodzin maluszków. Występy przeplatały popisy grup hip-hopowych tworzonych przez młodzież nastoletnią. Ponadto podziwiano turniejowe pary tańca towarzyskiego, które doskonalą swoje umiejętności w Latinie.

Część druga to przegląd osiągnięć wolsztyńskiej szkoły, która miała także charakter wewnętrznego konkursu, bo element rywalizacji to przecież nieodłączna część tanecznej działalności artystycznej. Na parkiet wchodzili utytułowani już po tym sezonie młodzi ludzie, ubrani w charakterystyczny dla subkultury styl i przedstawiali rytmiczne, nowoczesne i bardzo dynamiczne układy taneczne. Między grupami młodzieży prezentowały swoje umiejętności turniejowe pary tańca towarzyskiego.

Fot. Aleksandra Tabaczyńska

Podziwiano także występy dorosłych amatorów. Zaprezentowali się również seniorzy konkursów tanecznych: Zofia Hasik i Jan Nowak, których pokazy zostały przyjęte szczególnie entuzjastycznie. W tej części Festiwalu można było zobaczyć, i to w blasku świateł, jakie efekty można osiągnąć, trenując kolejne lata. Jak dodaje Ewa Skrzypek: – Pokazujemy ludziom, którzy nie tańczą, co my właściwie robimy i że jest to fajny sposób na spędzenie czasu.

Warto też wspomnieć o niespodziewanym dla publiczności wydarzeniu. Otóż pary tańca towarzyskiego, bardzo często bogato już utytułowane w turniejach, wkroczyły na parkiet, tak jakby miały zatańczyć kolejny pokaz. Jednak ku zaskoczeniu widzów tancerze w błyskawiczny sposób przebrali się już na parkiecie i bardzo dynamicznie zatańczyli typowy układ formacji hip-hop. Nie wiem, czy w drugą stronę równie łatwo można się zamienić miejscami – mam tu na myśli hip-hopowców tańczących w parach – ale z całą pewnością pokazało to, że tanieć nie musi mieć żadnych ograniczeń, jeśli ktoś tego chce.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Festiwal tańca” znajduje się na s. 8 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Festiwal tańca” na s. 8 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ślonsko kapela „Wesoła Biesiada” oraz Bernadeta Kowalska i Przyjaciele na XI edycji Festynu Rodzinnego w Paniówkach

Piyknie jak se tak gminy poczynajom ze sobom kamracić. Ja, do szpasu ździebko i trocha na poważnie bawiyli se wszyjscy do późnych godzin wieczornych. Yno po jakymu wajzry na zygarze tak wartko za…jom.

Tadeusz Puchałka

Ja, to już jedynosty roz potkali my se w Parku Joanny we Paniówkach na wesoły rodzinny biesiadzie. Wszyske te atrakcje z graczkami dlo bajtli, szpilplacym, wosztym ze fojerki i moc ślonskich inkszych cudow, moglimy „konsumować”, dziynka Towarzystwu Przyjaciół Paniówek, Radzie Sołecki i Szołtysowi Bogusiowi Mryce. Chop mo intus a pomyślonek, niy darmo go na szołtysa wybrali. Ja, jak biesiada, to dobro muzyka, bez kery żodyn fest łodbyć se niy może.

Ale zanim ło tym spomnymy, niy śmiymy zapomnieć ło tych, co mieli ciynżko szychta skuli tego festu. Frelki przi sztandach we piyknych klajdach marzły na placu, bo co łoblykły westa abo jakla, to jakiś rodzaj mynski prosioł, coby se seblykły do zdjyncio (wiymy skuli czego).

Szołtys nerwowy lotoł jak amerykański sprinter, sołtysowo we piyknym ślonskim klajdzie pomogała, jak umiała, ale ło tym żdziebko późni.

Fot. Tadeusz Puchałka

Gwiazdami tego wieczora we Paniówkach boły dwa zespoły, za kerymi wyndrujom fani z całego Górnego Ślonska i niy dziwota, styknie wejrzeć na zdjyńcia: Bernadeta Kowalsko ze swojymi kamratami. Docie wiara, że niydowiynko podziwiali my ta artystka na Wilczy u Erwina, ło czym artystka spomniała we swoi przedmowie. Pora dni do przodku, 3 maja, stanyła ze swojom grupom muzykow na paniowczański scynie. Jak łoni to robiom, niy wiym, ale dowajom rada i to je nejważniejsze. „Wesoło Biesiada” to je roztopiykno frelka i dwóch artystow, tyż szwarnych karlusow. A grajom, a śpiywajom! To trza widzieć. Szkryflanie nic tu niy pomoże.

Pogoda niy bardzo dopisała, ale do taki muzyki niy trza 30 stopni w ciyniu, sztyry konski i koszule trza wykroncać. Piyknie boło, fest piyknie.

Widać, że we gyrotowski gminie, jak we pilchowicki, poradzom se bawić i świyntować jak Pon Boczek przikozoł. Przeproszom za te ślonski ausdruki, ale jako tu inaczy naszkryflać, jak mowa ło ślonski biesiadzie, pra?

Trza dodać, że łodwiedzioł nos we Paniowkach sołtys Wilcze z małżonkom i kustosz Małego Muzeum we Wilczy ze swojom połowicom. Piyknie jak se tak gminy poczynajom ze sobom kamracić, fest piyknie. Niy zapomnioł ło swoim sołectwie Wójt Gminy Gierałtowice Leszek Żogała, kery takoż przyboł ze swojom i dzieckami.

Ja, do szpasu ździebko i trocha na poważnie bawiyli se wszyjscy we Paniówkach do późnych godzin wieczornych. Yno po jakymu wajzry na zygarze tak wartko za…jom. Niy myście se , że te pip to je brzydkie słowo. Miało byść zapieprzajom, ale jakby tak bajtle słyszały, to lepi wykropkować.

Prowadzyniym imprezy zajon se majster łod konferansjerki, Krzysztof Wierzchowski. Boki zrywać, tela powiym. Ja toż latosie świynto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski przechodzi do historie. Czekomy, co bydzie na bezrok, toż pyrsk ludkowie rostomiyli.

Artykuł Tadeusza Puchałki pt. „XI edycja Festynu Rodzinnego w Paniówkach” znajduje się na s. 12 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Tadeusza Puchałki pt. „XI edycja Festynu Rodzinnego w Paniówkach” na s. 12 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Rezygnacja z powołania: co było źródłem, a co konsekwencją wyboru? Kryzys wieku? Znudzenie? Zmiana hierarchii wartości?

Kościół przeżywa dziś kryzys, i to nie tylko związany z pedofilią. Kapłaństwo, podobnie jak małżeństwo i rodzicielstwo, to dziś prawdziwe wyzwanie. Łatwiej jest odejść, niż trwać w dokonanym wyborze.

Małgorzata Szewczyk

Przyjemniej jest, gdy ludzie nas dostrzegają, chwalą i oklaskują. Lepiej żyje się tym, co przytakują ogółowi, niż głoszącym niewygodne, choć ewangeliczne prawdy o wierności Bogu, a nie służbie mamonie.

Ewangelia, adresowana do wszystkich, zawsze stawiała wymagania, była niewygodna, uwierała, bo zmuszała do weryfikacji poglądów i przyjmowania postaw, które wymagają od człowieka zmiany myślenia i postrzegania innych, a przede wszystkim pokory i stanięcia w prawdzie. Dziś to się nie zmieniło.

Może właśnie te słowa, a w zasadzie brak pokory i brak uczciwości, są kluczem i praźródłem kryzysów tak w małżeństwie, jak i w kapłaństwie.

Kiedy rodzi się w nas poczucie, że oto jesteśmy nadzwyczajni, wybrani, że tylko nasze metody działania odniosą skutek, że to, co stare i sprawdzone, to dziś już przeżytek, bo czasy są inne, a ludzie się zmienili – wkraczamy zazwyczaj na drogę donikąd. Nie, nie krytykuję nowych form duszpasterstwa ani wykorzystywania nowych technologii w ewangelizacji, po które sięgają duchowni czy świeccy, zwłaszcza ci zaangażowani we wspólnotach.

Problem leży w człowieku, a nie w narzędziach. To, co proste i podstawowe, nie od razu musi być anachronizmem i wiązać się z dezercją.

Święty Jan Vianney, gdy przybył do zapadłej wioski Ars, nie silił się na niekonwencjonalne pomysły duszpasterskie, tylko całymi godzinami czekał na penitentów w konfesjonale. Święty o. Pio podporządkował się i w pokorze przyjął zakaz publicznego odprawiania Mszy św. i odpowiadania na listy, które otrzymywał od ludzi z całego świata. Bł. ks. Michał Sopoćko nie doczekał decyzji Stolicy Apostolskiej odwołującej zakaz głoszenia kultu Bożego Miłosierdzia według objawień św. s. Faustyny.

Ktoś powie, że przywołuję osoby odznaczające się heroizmem cnót potwierdzonych przez Kościół. To prawda, ale ci kapłani nie żyli w średniowieczu, nie mieli dostępu do mass mediów, nie byli doceniani i honorowani przez swoich przełożonych. Czy było im łatwiej? Wystarczy sięgnąć po publikacje traktujące o ich życiu, by przekonać się, że jak każdy, byli poddawani pokusom, że przeżywali trudności, zmagali się z problemami. Ale wytrwali.

Cały felieton Małgorzaty Szewczyk pt. „Trudne słowo na p…” znajduje się na s. 2 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Małgorzaty Szewczyk pt. „Trudne słowo na p…” na s. 2 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zabójstwo dziennikarza Jarosława Ziętary – proces o podżeganie. O czyn ten oskarżony został były senator A. Gawronik

Wszyscy, którzy dotykali sprawy Ziętary choćby pobieżnie, zdawali sobie sprawę, że w tle są służby. Środowisko dziennikarskie występowało, by w tej sprawie odtajnić materiały służb.

Aleksandra Tabaczyńska

O czyn ten oskarżony został były senator, twórca pierwszych kantorów wymiany walut w Polsce – Aleksander Gawronik, który nie przyznaje się do winy i czuje się niesłusznie oskarżony. W piątek 7 czerwca przed Sądem Okręgowym w Poznaniu stawili się biegły sądowy Marcin Siedlecki oraz dwóch świadków: były gangster Maciej B. pseudonim Baryła oraz dziennikarz Sylwester Latkowski.

Rozprawa rozpoczęła się od zeznań psychologa, biegłego sądowego, Marcina Siedleckiego. Biegły oceniał, czy zeznania Macieja B., które obciążają oskarżonego, spełniają „psychologiczne kryteria wiarygodności”. Siedlecki stwierdził przed sądem: „nie potrafię też wskazać, która część tych zeznań jest prawdziwa, a która odbiega od rzeczywistszych przeżyć i doświadczeń”. Innymi słowy, nie jest w stanie ocenić, w jakich momentach świadek mówił prawdę, a w jakich nie. (…)[related id=78367]

Prokurator Elżbieta Potoczek-Bara spytała biegłego, czy ten zapoznał się z całością materiału dowodowego. Mężczyzna odpowiedział, że nie, ale w jego opinii wystarczająco, bo pracował nad tym, co mu przekazał sąd. (…) Prokurator Elżbieta Potoczek-Bara stwierdziła: „W mojej praktyce, ponad 20-letniej, po raz pierwszy spotykam się z psychologiem, który nie widzi potrzeby zapoznania się ze wszystkimi zeznaniami świadków”. (…)

Maciej B. pseudonim Baryła zeznawał tego dnia jako drugi. Na salę wszedł ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę, skuty kajdankami – zarówno ręce, jak i nogi – w asyście uzbrojonych policjantów. Baryła jest skazany i odsiaduje dożywocie za zabójstwo w innej sprawie. Na piątkowej rozprawie w poznańskim Sądzie Okręgowym potwierdził swoje zeznania, które obciążają oskarżonego, to znaczy, że do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary nakłaniał Aleksander Gawronik. (…)

Baryła opowiedział także o spotkaniu, podczas którego padło, jak twierdzi, polecenie zabicia Ziętary: „Latem 1992 roku Gawronik przyjechał do Elektromisu, towarzyszyli mu Rosjanie. Ja z kilkoma osobami stałem na zewnątrz, przy wywietrzniku. Gawronik się bał, że w tym wywietrzniku coś jest, zaglądał do niego”.

Jak dalej zeznał Maciej B., „Gawronik przez to, że był w służbie więziennej i SB, to był bardzo wyczulony na takie rzeczy. Kazał ściągnąć kratkę i pytał, czy zawsze stoimy przy wywietrzniku, jak rozmawiamy”.

To podczas tej rozmowy oskarżony miał stwierdzić, że Żydek, jak go nazywał, ma zostać „zaje…y”. Według Macieja B., Lewy bał się tych Rosjan, którzy podczas rozmowy stali z boku. Dodatkowo Aleksander Gawronik miał straszyć ochroniarzy „Ciastoniem i Płatkiem”, ale Baryła nie wiedział, o co chodziło. Potwierdził za to, że w porwaniu brali udział: „Ryba, Lala, Kapela i mój kolega Lewy. O szczegółach porwania opowiadał mi właśnie Lewy, we czwórkę pojechali po Ziętarę, ubrani w policyjne mundury”.

Dwaj wymienieni przez Macieja B. porywacze Ryba i Lala są oskarżeni przez krakowską prokuraturę i w ich sprawie toczy się osobny proces, również przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, z którego relacje były zamieszczane na stronach Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP od lutego br. W tych publikacjach znajduje się również obszerne sprawozdanie dotyczące zeznań Macieja B. Kapela i Lewy z kolei nie żyją od lat dziewięćdziesiątych. Prokuratura w Krakowie prawdopodobnie ustaliła, że porywaczy było trzech, a Dariusz Lewandowski nie brał udziału w porwaniu. W rozmowie „przy wywietrzniku”, według zeznań Baryły, brali udział: „ja, Lewy, Bekon, Marek Z. i Piotr Cz. Z panem Gawronikiem przyjechało wtedy dwóch Rosjan”.

Maciej B. stwierdził też na początku rozprawy, że „ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie”. Według Baryły, Jarosława Ziętarę porwano, po trzech dniach zamordowano, na końcu dopuszczono się zniszczenia szczątków, które rozpuszczono w kwasie, a resztę spalono. (…)

Sylwester Latkowski, współautor artykułu poświęconego tragicznym losom Jarosława Ziętary, był ostatnim świadkiem przesłuchanym w piątek 7 czerwca. Michał Majewski, drugi autor, składał zeznania na poprzedniej rozprawie. W tekście opublikowanym w 2014 roku na łamach tygodnika „Wprost” zawarta była informacja, że Ziętara miał w swoim notesie wpisane nazwisko Gawronika, nazwy firm oraz że dziennikarz przekraczał granice państw nie na swoim paszporcie i miał kontakty w polskim wywiadzie wojskowym. Aleksander Gawronik spytał Latkowskiego, dlaczego zarzucili wątek wywiadu wojskowego na rzecz wywiadu cywilnego, jakim był UOP. Jak się wyraził: „źle skręciliście”.

Cały artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Zabójstwo Jarosława Ziętary – proces o podżeganie” znajduje się na s. 3 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Aleksandry Tabaczyńskiej pt. „Zabójstwo Jarosława Ziętary – proces o podżeganie” na s. 3 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ataki w cyberprzestrzeni. Jeszcze pokój czy już wojna? / Rafał Brzeski, „Śląski Kurier WNET” nr 61/2019

Stany Zjednoczone przez dłuższy czas drzemały. Były przedmiotem 117 liczących się ataków, ale im przypisuje się tylko 9 incydentów. Obudziły się po ingerencji Rosji w wybory prezydenckie 2016 roku.

Rafał Brzeski

Jeszcze pokój, czy już wojna?

Przy okazji niedawnych wyborów do europarlamentu politycy wszelkiej maści zapewniali, że dzięki Unii Europejskiej nasz kontynent od prawie 75 lat cieszy się nieprzerwanym pokojem. Tyle w tym prawdy, co w innych politycznych zaklęciach i obietnicach składanych w kampaniach wyborczych.

Od 12 lat toczy się bowiem globalna wojna i jak wcześniejsze dwie wojny światowe, rozpoczęła się w Europie.

Tym razem jest to cyberwojna, a ta nie jest widowiskowa. Nie ma czego pokazywać w telewizji lub na zdjęciach, a zatem nie dociera do świadomości olbrzymiej większości obywateli i ich politycznych przedstawicieli. Ignorancja ta jest wytłumaczalna, gdyż cyberwojna prowadzona jest w cyberprzestrzeni, a ta nie doczekała się jeszcze klarownej definicji. Z Wikipedii można się dowiedzieć, że cyberprzestrzeń to „iluzja świata rzeczywistego stworzona za pomocą narzędzi teleinformatycznych”. Robocza definicja przyjęta przez konsylium prawników NATO określa cyberprzestrzeń jako „złożone z elementów fizycznych i niefizycznych środowisko charakteryzujące się wykorzystaniem komputerów i spektrum elektromagnetycznego celem przechowywania, modyfikowania i wymiany informacji poprzez sieci komputerowe”. Według Komisji Europejskiej jest to „wirtualna przestrzeń, w której krążą elektroniczne dane przetwarzane przez komputery osobiste z całego świata”. Polska definicja zapisana w ustawie stwierdza, że cyberprzestrzeń to: „przestrzeń przetwarzania i wymiany informacji tworzona przez systemy teleinformatyczne… wraz z powiązaniami pomiędzy nimi oraz relacjami z użytkownikami”. Są jeszcze definicje: brytyjska, francuska, rosyjska. Co kraj, to nieco inna, ale wspólnej definicji nadal brak.

Definicyjnej różnorodności trudno się dziwić. Wprawdzie cyberprzestrzeń jest jedna i żadne państwo nie może sobie do niej rościć wyłączności, to jednak każde posiada prerogatywy suwerena nad cyberinfrastrukturą znajdującą się na jego terytorium oraz nad działalnością związaną z tą cyberinfrastrukturą. Tak przynajmniej głosi „Pierwsza reguła” nieformalnego cyberkodeksu zwanego Instrukcją tallińską (Tallin Manual). Innymi słowy, cyberprzestrzeń jest globalna, ale każde państwo ma jej kawałek na wyłączne panowanie. Konsekwencją suwerenności nad cyberinfrastrukturą są: prawo do jej kontrolowania odpowiednimi regulacjami oraz prawo do jej ochrony bez względu na to, czy znajduje się w rękach państwowych, czy prywatnych. Tym samym cybernetyczna operacja jednego państwa wymierzona w cyberinfrastrukturę drugiego państwa stanowi naruszenie suwerenności, z całym bagażem konsekwencji i komplikacji prawnych wynikających z niedopasowania działań w wirtualnej w dużej mierze cyberprzestrzeni do międzynarodowych konwencji i traktatów opracowanych dla „tradycyjnych” działań militarnych. Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że cyberprzestrzeń ma podwójny charakter. Jest wykorzystywana w działaniach na wskroś cywilnych, a równocześnie w operacjach militarnych.

Rodzi się więc fundamentalne pytanie: kiedy działanie w cyberprzestrzeni staje się atakiem odpowiadającym konfliktowi zbrojnemu?. Co jest pułapem, od którego zaczyna się wojna?

W wojnie energetycznej odpowiedź już dawno sprecyzowano: kiedy użyto kinetycznej siły, są fizyczne zniszczenia, straty, zabici i ranni. W cyberwojnie nie używa się fizycznej siły, ale starcie może powodować fizyczne zniszczenia, na przykład wskutek dywersyjnego sparaliżowania systemu sterowania ruchem pociągów lub siecią przesyłową wysokiego napięcia. Straty może powodować sabotaż systemu bankowego, natomiast ofiary w ludziach – brak zasilania energetycznego szpitali. W tej wymykającej się opisom przestrzeni toczą się zażarte, chociaż ciche konflikty, które szef amerykańskiego radiowywiadu NSA (National Security Agency) oraz samodzielnego dowództwa Cyber Command, generał Paul Nakasone, określa jako próbę przesunięcia globalnego układu sił bez odwoływania się do starcia zbrojnego. Są to konflikty bez przemocy, prowadzące do stopniowej erozji politycznych, ekonomicznych i moralnych aktywów przeciwnika. Czy jednak powodowane w wyniku tych starć szkody i straty mogą uzasadnić „tradycyjny” zbrojny odwet i doprowadzić do „tradycyjnej” wojny?

Dyskusja ekspertów trwa i tylko media nie mają wątpliwości. Globalna cyberwojna rozpoczęła się od rosyjskiego ataku na Estonię krótko przed północą 26 kwietnia 2007 roku.

W całym kraju wówczas wrzało, gdyż władze usunęły z centrum Tallina potężny, spiżowy pomnik sowieckiego żołnierza oswobodziciela. Postawiony w 1947 roku został przeniesiony na cmentarz żołnierzy sowieckich. Estończycy uważali go za symbol okupacji i nazywali pomnikiem „nieznanego gwałciciela”. W odpowiedzi na wywiezienie pomnika 400-tysięczna mniejszość rosyjska wszczęła rewoltę w kraju liczącym nieco ponad 1,3 miliona ludności. W Tallinie rabowano sklepy i palono samochody. Protestujący usiłowali wedrzeć się do gmachu parlamentu, na budynki państwowe poleciały koktajle Mołotowa. W Moskwie na znak solidarności tak zwani „oburzeni obywatele” o wyglądzie bandziorów spod ciemnej gwiazdy zablokowali budynek estońskiej ambasady. Zamieszki wygasły po dwóch dniach, ale w cyberprzestrzeni kraju, który z uwagi na powszechność internetu nazywano E-stonią, pojawili się tłumnie rosyjscy „haktywiści”. Zdefasonowano strony partii i organizacji politycznych, umieszczając na nich różne hasła i obraźliwe teksty. Po kilkudniowym amatorskim ataku nastąpił profesjonalny. Przez trzy tygodnie usiłowano zablokować portale internetowe estońskiego parlamentu, ministerstw, banków, mediów. Cybernatarcie osiągnęło apogeum 9 maja, kiedy w Rosji obchodzi się Dzień Zwycięstwa.

Jak później wyliczono, autorzy ataku przejęli i „zniewolili” około miliona komputerów na całym świecie, robiąc z nich tak zwane „zombie”, bombardujące automatycznie wiadomościami estońskie serwery w celu zatkania i zablokowania sieci małego kraju.

Terytorialna wielkość Estonii okazała się silnym punktem obrony. W społeczności administratorów sieci prawie wszyscy dobrze się znali, chodzili do tych samych pubów i szef obrony estońskiej cyberprzestrzeni, Hillar Arelaid, były policjant o dużym doświadczeniu w walce z hakerami, nie miał trudności z utworzeniem grup ochotników złożonych z najlepszych administratorów instytucji rządowych, banków, firm internetowych i przedsiębiorstw. Dzień w dzień blokowali adresy IP, z których sypały się wiadomości, i tropili, gdzie znajdują się serwery i skąd wychodzą polecenia dla „zombies”. Kiedy wielodobowy szturm ustał nagle 18 maja, minister spraw zagranicznych Urmas Paet oświadczył, że atak prowadzono „z adresów IP konkretnych komputerów i konkretnych ludzi związanych z rządowymi agendami Rosji, włącznie z administracją Prezydenta Federacji Rosyjskiej”, szef resortu obrony zaś, Jaak Aavitsoo dodał, że zamiarem atakujących było odcięcie państwa od świata, czyli cyberprzestrzenny odpowiednik blokady morskiej portów.

Straty i szkody poniesione przez niewielką Estonię w cyberbitwie z potężną Rosją były praktycznie niewielkie. Serwer poczty elektronicznej parlamentu nie funkcjonował przez 4 dni, klienci dwóch największych banków przez kilka godzin nie mieli dostępu do swoich kont, portale głównych organizacji medialnych, w tym największego dziennika „Postimees”, trzeba było na pewien czas odciąć od zagranicy. Poza tym rytm życia kraju nie został zakłócony. Trudno więc ocenić, czy długotrwały cyberatak z zamiarem sparaliżowania państwa już wyczerpał znamiona konfliktu zbrojnego, czy jeszcze nie. O zbrojnej obronie Estonii przed rosyjską ofensywą nie sposób myśleć, ale cyberobrona okazała się skuteczna.

Sprawdziło się twierdzenie chińskich teoretyków wojskowych, że cyberwojna to czynnik wyrównujący szanse w konfrontacji państw, dzięki któremu „słabszy może pokonać silniejszego”, a działania informatyczne i informacyjne to „broń biednych, ale mądrych”.

Cyberbitwa Rosji z Estonią zapoczątkowała globalną cyberwojnę. Rok później według podobnego modelu „sieć plus ulica” Rosja zaatakowała Gruzję. Gruzińska sieć została zhakowana. Przez kilkanaście godzin wszystkie strony w internetowej domenie .ge były nieczynne. Domenę dla komunikatów gruzińskiego rządu udostępniła kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego i dzięki tej pomocy rząd w Tbilisi odzyskał dostęp do sieci. Na portalach instytucji państwowych Gruzji pojawiły się antyrządowe hasła. Cyberofensywa miała wyraźnie polityczny charakter i była skoordynowana z rosyjskimi operacjami militarnymi w rejonie Osetii.

Kula śnieżna cyberataków o charakterze polityczno-wojskowym nabrała szybkości i zaczęła zamieniać się w lawinę. Obok mocarstw – Rosji, Stanów Zjednoczonych i Chin – do gry włączyli się mniejsi gracze: Izrael, Iran, Indie i Korea Północna. Uwzględniając tylko poważniejsze incydenty, z wyłączeniem działań o motywacjach kryminalnych, w statystyce cyberataków prowadzą Chiny – 108 operacji w ciągu 13 lat, na drugim miejscu jest Rosja, której przypisuje się autorstwo 98 incydentów. Potem Iran – 44 incydenty i Korea Północna – 38. Izrael ma na koncie tylko 3 cyberataki, ale za to poważne. Przykładowo w 2007 roku na pewien czas sparaliżowano syryjską obronę przeciwlotniczą. Mówi się również o skutecznym izraelskim sabotażu irańskiego programu badań jądrowych.

Stany Zjednoczone przez dłuższy czas drzemały. Były przedmiotem 117 liczących się ataków, ale im przypisuje się tylko 9 incydentów. Obudziły się dopiero po ingerencji Rosji w wybory prezydenckie 2016 roku. Były dyrektor NSA, a potem CIA, generał Michael V. Hayden określił rosyjską cyberingerencję w amerykański proces wyborczy jako „najbardziej istotne strategiczne zagrożenie bezpieczeństwa narodowego” od czasu terrorystycznego ataku na nowojorskie World Trade Center w dniu 11 września 2001 roku. Tymczasem Waszyngton nie miał ani instytucji, ani planu, ani strategii przeciwdziałania takim zagrożeniom.

Ale i tym razem sprawdziła się opinia japońskiego admirała Isoroku Yamamoto, „ojca” ataku na Pearl Harbor, który ostrzegał, że Stany Zjednoczone przypominają potężny kocioł, pod którym jak raz się rozpali ogień, to produkuje olbrzymie ilości pary.

Kiedy do świadomości polityków i wojskowych w Waszyngtonie dotarły rozmiary rosyjskiej ingerencji, zauważono hibernującą od 2009 roku wewnątrz radiowywiadu NSA (National Security Agency) grupę o nazwie Cyber Command, powołaną do obrony przed cyberatakami. W kwietniu 2018 roku dyrektorem NSA i szefem Cyber Command został generał Paul Nakasone, o którym mówiono, że „nie zmarnuje żadnego porządnego kryzysu”.

Obejmując stanowisko, Nakasone obiecał, że Rosjanie „zapłacą cenę”. Na początku maja 2018 roku status grupy Cyber Command został podniesiony do rangi samodzielnego dowództwa, które otrzymało od prezydenta Donalda Trumpa zezwolenie na „operacje ofensywne poniżej progu konfliktu zbrojnego”, czyli nie powodujące strat w ludziach oraz poważnych zniszczeń materialnych. Przed nowym dowództwem postawiono zadanie zablokowania Rosjan, jeśli podejmą próbę ingerencji w przygotowania i kampanię przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu w listopadzie 2018 roku. Do tego czasu cyberżołnierze mieli prowadzić rozpoznanie „poza naszymi granicami, poza naszymi sieciami, tak by zrozumieć, co robią nasi przeciwnicy”.

Forsowana przez Nakasonego taktyka „upartego zaangażowania” opierała się na nieustannej konfrontacji z Rosjanami i szybkiej wymianie informacji z partnerami w krajach sojuszniczych. W lipcu 2018 roku z najlepszych specjalistów radiowywiadu i Cyber Command Nakasone sformował „Małą Grupę Rosyjską”, liczącą około 80 ludzi. Cierpliwie zbierano wszelkie wiadomości o przeciwniku, przede wszystkim o petersburskiej „fabryce trolli” i jej personelu oraz o hakerach pracujących dla wywiadu wojskowego GRU.

Pierwsza amerykańska cyber-kontrofensywa rozpoczęła się na początku października 2018 roku.

Na ekranach rosyjskich trolli i hakerów zaczęły pojawiać się okienka „pop-up” z ich prawdziwym imieniem, nazwiskiem, „nickiem”, pod jakim występują w sieci, oraz dobrą radą, aby nie gmerali w sprawach innych krajów.

Podobne przekazy znajdowali w swoich służbowych i prywatnych skrzynkach mailowych. Nikt wprawdzie nikomu nie groził, ale po rosyjskiej stronie najpierw posypały się skargi do administratorów lokalnych sieci, a potem niepokój „grillowanych” trolli wzrósł do tego stopnia, że w petersburskiej Agencji Studiów Internetowych zarządzono wewnętrzne śledztwo w poszukiwano „kreta” i źródła wycieku danych personalnych. Dezinformacyjna aktywność Rosjan wyraźnie spadła, aż w dniu wyborów uzupełniających praktycznie ustała, gdyż specjaliści Cyber Command zablokowali serwery „fabryki trolli”. Jak to zrobiono, nikt się nie chwali, ale przez trzy dni, aż w USA policzono głosy, petersburska agencja była praktycznie „off-line”.

Po listopadowej lekcji Rosjanie nie podjęli poważniejszych działań odwetowych. W styczniu Krajowy Komitet Partii Demokratycznej skarżył się wprawdzie, że jego serwery zostały zaatakowane przez rosyjskich hakerów, ale nie określono strat.

Rosjanie skoncentrowali się wyraźnie na ingerowaniu w kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego. Wiosną bieżącego roku najaktywniejsi w cyberprzestrzeni byli chińscy cyberwojownicy.

W lutym wykradli dane personalne pracowników koncernu lotniczego Airbus, w marcu ujawniono, że usiłowali – z różnym skutkiem – wykraść z co najmniej 27 uniwersytetów amerykańskich wyniki badań z zakresu militarnych technologii morskich, w kwietniu administratorzy sieci obronili koncern Bayera przed kradzieżą tajemnic technologicznych.

Prawdą jest, że cieszymy się pokojem, ale niejako na powierzchni. Pod progiem międzynarodowych konwencji, traktatów, porozumień i układów toczy się w najlepsze wojna w cyberprzestrzeni, która nie ma swojej definicji i której nie normują żadne regulacje prawne.

Artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Jeszcze pokój, czy już wojna?” znajduje się na s. 3 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Rafała Brzeskiego pt. „Jeszcze pokój, czy już wojna?” na s. 3 lipcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 61/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego