Obiecuję, że do polityki podejdę z sercem, bo jestem zdecydowanym przeciwnikiem zarządzania przez konflikt

Leczę i będę leczyć nadal. Wiem, co trzeba zrobić, by ochrona zdrowia w Polsce była dobrze zorganizowana. Wiem także, z czym na co dzień zmagają się zarówno pacjenci, jak i lekarze.

Aleksandra Tabaczyńska, Jerzy Wierzchowiecki

Rozmowa z Jerzym Wierzchowieckim, kandydatem do senatu z list Prawa i Sprawiedliwości, kardiologiem, ordynatorem Oddziału Internistyczno-Kardiologicznego szpitala w Grodzisku Wielkopolskim, organizatorem Grodziskich Dni Kardiologicznych.

Senator od serca – co to znaczy? Jest Pan bardziej lekarzem czy politykiem?

Przede wszystkim jestem mężem i ojcem, Polakiem oraz katolikiem. Kardiologia to dziedzina, którą kocham, to moje życie zawodowe i pasja. Polityka z kolei, oczywiście rozumiana jako sztuka rządzenia, której celem jest dobro wspólne, stanowi dopełnienie wszystkiego, co dla mnie ważne. A parlament to miejsce pracy, gdzie działanie dla społeczeństwa jest najwyższą wartością.

To jaki ma Pan plan dla polskiej służby zdrowia?

Zwiększenie finansowania dla szpitali powiatowych, w których łącznie leczy się każdego roku ponad połowa pacjentów szpitalnych. (…) Jako kardiolog i ordynator w szpitalu powiatowym będę przekonywał polityków, że lecznictwo powiatowe, gdzie każdego dnia leczy się tak wielu Polaków, powinno znaleźć się w obszarze zwiększonych zainteresowań wszystkich partii. Czeka nas wspólna praca nad poprawą jakości leczenia w tych szpitalach, i to ponad podziałami politycznymi. (…)

Czyli rozum i serce – oto dwa atrybuty senatora-kardiologa?

Nie tylko kardiologa. Niezależnie od tego, co nam mówi rozum, i tak większość z nas słucha właśnie serca. I to jest piękne. Jednak bez względu na to, po której stronie politycznej mamy swoje serce, powinniśmy pamiętać, że jest ono tylko jedno. I musimy o nie dbać. A ja mogę obiecać, że do polityki także podejdę z sercem, bo jestem zdecydowanym przeciwnikiem zarządzania przez konflikt. Moim zdaniem arena polityczna powinna być miejscem dialogu i przedstawiania konkretnych argumentów, obszarem zdrowej konkurencji do prezentacji różnych programów i poglądów. Jeżeli z woli wyborców zostanę wybrany do Senatu, chciałbym skupić się także na wspieraniu polskich rodzin, działaniu w obszarze polityki senioralnej i społecznej – z naciskiem na pomoc osobom niepełnosprawnym.

Chciałbym też wesprzeć inicjatywę nauczania domowego tak istotną dla wielu rodziców.

Cały wywiad Aleksandry Tabaczyńskiej z Jerzym Wierzchowieckim, pt. „Do polityki – z sercem”, znajduje się na s. 3 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Aleksandry Tabaczyńskiej z Jerzym Wierzchowieckim, pt. „Do polityki – z sercem”, na s. 3 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czy to zapowiedź zmiany pokoleniowej w Polskiej polityce? Wywiad Tomasza Wybranowskiego z radnym Wojciechem Zabłockim

Czy będzie możliwe reaktywowanie Narodowego Muzeum Przyrodnicze, którego liczące 8 mln egzemplarzy zbiory leżą od wojny w magazynach? Czy uda się utrzymać przychodnię dla weteranów i kombatantów?

Tomasz Wybranowski, Wojciech Zabłocki

Wojciech Zabłocki mimo młodego wieku był już burmistrzem warszawskiej Pragi-Północ, gdzie dał się poznać jako dobry gospodarz i obrońca mieszkańców tej dzielnicy wrzuconych w nieuczciwe machinacje fałszywych spadkobierców kamienic. Jego wielkim marzeniem jest reaktywowanie Narodowego Muzeum Przyrodniczego, które zostało utworzone w 1919 r. na mocy dekretu Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Placówka przestała jednak istnieć wraz z zakończeniem II wojny światowej, a władze Polskiej Republiki Ludowej nie były zainteresowane jej odbudową.

Jak to się zaczęło?

W 2016 r. rozmawiałem z naukowcami z Instytutu Zoologii Polskiej Akademii Nauk, który swoją siedzibę ma przy ulicy Wilczej 64. Budynek ten, będący w kiepskim stanie, został dodatkowo objęty roszczeniami rzekomych dawnych właścicieli. Wtedy byłem burmistrzem Pragi-Północ i usłyszawszy o tym, rozpocząłem walkę z różnymi nielegalnymi działaniami tego typu. Widząc moje zaangażowanie, ludzie nauki poprosili mnie o pomoc. Od słowa do słowa zaczęliśmy kreślić coraz bardziej śmiałe plany. Początkowo myśleliśmy o przeniesieniu instytutu, ale później wpadliśmy na pomysł, by reaktywować całe muzeum, które byłoby instytucją z prawdziwego zdarzenia. Później ten temat rozwijał się, dołączały bowiem do nas kolejne środowiska i grupy. W tej chwili myślimy już nie tylko o reaktywowaniu Muzeum Przyrodniczego, ale również o stworzeniu przy nim np. kilku instytutów naukowych, które badałyby geny, a także kwestie migracji gatunków czy zmian klimatu.

Plany zacne i szlachetne, podobnie jak wielkość tej przyrodniczej kolekcji.

Zgadza się (promienny uśmiech). 8 milionów egzemplarzy zaklętych w czasie najprzeróżniejszych zwierząt, dinozaurów, poprzez małe żyjątka i różne istoty morskie, gady, płazy, ptaki i owady. Posiadamy ogromne bogactwo przyrodnicze, w tym prawdopodobnie największą kolekcję kolibrów na świecie. (…)

Czym jest dla Pana historia? Nie tylko w ujęciu nauk przyrodniczych i Pana batalii o reaktywację Narodowego Muzeum Przyrodniczego. Wydaje się, że polska młodzież spragniona jest historii, którą po macoszemu wciąż się traktuje w szkołach.

Historia to moja miłość i pasja. Sam jestem absolwentem historii. Cieszę się, że odradza się ruch patriotyczny oparty na pamięci o powstaniu warszawskim, który jeszcze kilkanaście lat temu nie był taki silny.

Powstanie warszawskie to nasi waleczni kombatanci, którym po cichu, z dala od fleszy aparatów i szumu kamer telewizyjnych zamyka się ich Przychodnię Specjalistyczną przy ulicy Litewskiej 11/13 w Warszawie.

Ta sprawa bulwersuje mnie od początku, zwłaszcza że wszyscy nabierają wody w usta. Cieszę się, że Radio WNET i redakcja „Kuriera WNET” podjęły ten temat jeszcze w czerwcu. Ta przychodnia lekarska jest finansowana ze środków miasta stołecznego Warszawy w ramach Programu opieki zdrowotnej nad kombatantami. Decyzję w sprawie wydał piętnaście lat temu ówczesny prezydent miasta stołecznego Warszawy śp. prof. Lech Kaczyński. Gdzie leży problem, że przychodnia nie może dalej leczyć naszych bohaterów z czasów wojny? To co powiem, będzie bardziej niż dosadne. Niestety prezydent miasta Rafał Trzaskowski bardzo się interesuje paradami równości, ale jeśli chodzi o sprawy historii, tej najnowszej, także dotyczącej powstania warszawskiego – są one spychane na dalszy plan.

Cały wywiad Tomasza Wybranowskiego z Wojciechem Zabłockim, pt. „Przywróćmy w Warszawie hierarchię spraw”, znajduje się na s. 9 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Tomasza Wybranowskiego z Wojciechem Zabłockim, pt. „Przywróćmy w Warszawie hierarchię spraw”, na s. 9 październikowego „Kuriera WNET”, nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Poważnie, z przymrużeniem oka albo ironicznie, a zawsze zajmująco: Telegraf „Kuriera WNET”, jedyny taki w Polsce

Po trzyletnim procesie Komisja Europejska przegrała z Polską proces ws. konieczności otwarcia biegnącej przez RFN lądowej odnogi gazociągu Nord Stream (OPAL) na gaz innego pochodzenia niż rosyjski.

Maciej Drzazga

  • Dzięki zaangażowaniu rządu i wojska miliony ton ścieków przestały płynąć z Warszawy do Wisły i Bałtyku.
  • Sąd Okręgowy w Warszawie nie zgodził się zwolnić z tajemnicy służbowej generałowej Magdaleny Fitas-Dukaczewskiej, zaufanej tłumaczki z języka rosyjskiego premiera Donalda Tuska.
  • Krajowa Rada Sądownictwa poinformowała, że liczba skarg obywateli na pracę sędziów dalej rosła i wzrosła w ub.r. do poziomu ponad 8 tysięcy.
  • Pod hasłem: Czyń dobro – donoś Google rozpoczęło akcję reklamową aplikacji, która ułatwia utrwalanie i przesyłanie na policję wydarzeń o potencjalnie przestępczym charakterze.
  • 30 tysięcy ludzi podpisało list w obronie prof. Aleksandra Nalaskowskiego, który po swoim prasowym felietonie wymierzonym w ruch LGBT otrzymał 3-miesięczny zakaz wykonywania zawodu na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
  • Odeszli od nas: polski orzeł Kornel Morawiecki oraz Jan Kobuszewski, aktor.
  • 13 października zakończy się ponad 4-letnia permanentna kampania wyborcza w Polsce. Albo i nie.

Zapraszamy do przeczytania całego „Telegrafu” Macieja Drzazgi na s. 2 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

„Telegraf” Macieja Drzazgi na s. 2 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Abp Gądecki: Nic, poza nadzwyczajnymi okolicznościami, nie usprawiedliwia nieobecności katolików w sprawach publicznych

Niech okres kampanii zostanie zapamiętany jako czas owocnej dyskusji o dobru naszej Ojczyzny. A zwycięzców wyborów proszę o to, aby stali się prawdziwymi „narzędziami pokoju i pojednania”.

Arcybiskup Stanisław Gądecki

Warszawa, 1 października 2019 roku

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie!

Zbliżające się wybory parlamentarne są dla mnie sposobnością do przypomnienia kilku podstawowych zasad Katolickiej Nauki Społecznej, dotyczących odpowiedzialności katolików za życie polityczne. Zachęcając do udziału w wyborach, pragnę najpierw przypomnieć, że z moralnego punktu widzenia miłość Ojczyzny i odpowiedzialność za dobro wspólne wymagają od wszystkich korzystania z prawa wyborczego. Nic – poza nadzwyczajnymi okolicznościami – nie usprawiedliwia nieobecności katolików w sprawach publicznych.

W procesie dokonywania odpowiedzialnego wyboru odpowiedniego kandydata, należy wziąć pod uwagę: jego prawość moralną, kompetencje w dziedzinie życia politycznego i obywatelskiego, potwierdzone dotychczasową działalnością publiczną, świadectwo życia w rodzinie oraz małej ojczyźnie. Liczą się również takie cechy osobowości jak: wyrazista tożsamość, szacunek do każdego człowieka, postawa dialogu i umiejętność współpracy z innymi, zdolność do roztropnego rozwiązywania konfliktów, miłość Ojczyzny oraz traktowanie władzy jako służby. Wybór takich kandydatów daje większą szansę na integralny i solidarny rozwój naszego kraju.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że – w zakresie porządku spraw doczesnych – także między katolikami mogą istnieć uprawnione różnice poglądów. Pluralizm nie może jednak oznaczać moralnego relatywizmu. Fundamentalne zasady etyczne – ze względu na ich naturę i rolę, jaką pełnią w życiu społecznym – nie mogą być przedmiotem „negocjacji”.

Jak to wielokrotnie przypominali papieże, m.in. św. Jan Paweł II, a ostatnio Papież Franciszek, katolicy powinni popierać programy broniące prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, gwarantujące prawną definicję małżeństwa jako trwałego związku jednego mężczyzny i jednej kobiety, promujące politykę rodzinną, wspierające dzietność, gwarantujące prawo rodziców do wychowania własnego potomstwa zgodnie z wyznawaną wiarą i moralnymi przekonaniami. W związku z tym katolicy nie mogą wspierać programów, które promują aborcję, starają się przedefiniować instytucję małżeństwa, usiłują ograniczyć prawa rodziców w zakresie odpowiedzialności za wychowanie ich dzieci, propagują demoralizację dzieci i młodzieży. Nie mogą się decydować na wybór kandydata, który wyraża poglądy budzące zastrzeżenia z punktu widzenia moralnego oraz ryzykowne z punktu widzenia politycznego.

Wyrażam głębokie przekonanie, że – niezależnie od podziałów oraz napięć politycznych i społecznych w Polsce – możliwe i konieczne jest budowanie narodowej wspólnoty poprzez dialog i solidarność w prawdzie, we wzajemnym szacunku oraz z myślą o przyszłych pokoleniach. Nie rozbudzajmy więc emocji, które spowodowałyby, że po wyborach trudno nam będzie odnosić się do siebie nawzajem z szacunkiem.

Zachęcam każdego do udziału w modlitwie o owocny przebieg głosowania. Życzę wszystkim, aby okres kampanii został zapamiętany nie tyle jako czas walki o władzę, ile raczej jako czas owocnej dyskusji o dobru naszej Ojczyzny i kierunkach jej integralnego rozwoju. A zwycięzców wyborów proszę o to, aby stali się prawdziwymi „narzędziami pokoju i pojednania”.

+ Stanisław Gądecki
Arcybiskup Metropolita Poznański,
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski,
Wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatów Europy

Przedwyborczy apel abp. Stanisława Gądeckiego, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, znajduje się na s. 3 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Apel abp. Stanisława Gądeckiego na s. 3 październikowego”Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie można oceniać kandydatów po wyglądzie i słowach, a jedynie po czynach. To, kogo wybierzemy, świadczy też o nas

Pamiętajmy, idąc do urn wyborczych, by nie wybierać partii, które walczą z Kościołem, gdyż on gwarantuje wolność i godność ludzką. Walka z Bogiem jest chęcią całkowitego zniewolenia człowieka.

Jadwiga Chmielowska

W październiku mamy wybory parlamentarne. Warto zastanowić się, na kogo głosujemy. Wybieramy przecież nie tylko partię, ale i konkretnego posła. Są lepsi i gorsi kandydaci na tej samej liście, bardziej pracowici lub wręcz leniwi. Pamiętajmy, że właściwe znaczenie słowa ‘polityka’ to jest ‘roztropne działanie dla dobra wspólnego’. Nie można oceniać kandydatów po wyglądzie i słowach, a jedynie po czynach. To, kogo wybierzemy, świadczy też o nas. Wielu warszawiaków i gdańszczan zwyczajnie się wstydzi. Wybory parlamentarne są o wiele ważniejsze, bo dotyczą nas wszystkich.

Pamiętajmy, że to głównie dzięki Kościołowi Polska przetrwała lata komunizmu. Modlimy się o beatyfikację kardynała Prymasa Wyszyńskiego i jego sekretarza abpa Baraniaka, aresztowanych 25 września 66 lat temu. Nie złamano ich, nie wyrzekli się wiary i polskości.

Teraz świat czeka nowe wyzwanie. Niektórzy uważają, że większe niż zimna wojna po 1945 r. Błędy polityków sprawiły, że niemal cały świat przyczynił się do budowy potęgi Chin i Rosji. Wymyślono bowiem, że jeśli pozwolimy bogacić się Chińczykom i Rosjanom, przestaną być komunistami. Ci geniusze nie czytali Marksa! Wierzyli, że otwarty rynek spowoduje zwycięstwo demokracji i prawa na całym świecie.

A przecież komunizm to nie znaczy jedynie bieda, to system, który stara się wszystko kontrolować. „Rok 1984″ Orwella powinien być lekturą obowiązkową. Narody muszą podjąć podstawową decyzję – czy chcą być niewolnikami, czy ludźmi wolnymi!

Tworzą się dwa obozy: chińsko-rosyjski i wolnego świata, skupiony wokół USA. W Waszyngtonie następuje teraz weryfikacja sojuszników. Podstawą oceny jest stosunek do Chin: czy zamierzają z nimi współpracować, czy też nie. To samo dotyczy Rosji i Iranu, czyli sojuszników tego bloku. Martwi mnie pomysł, by idea Międzymorza łączyła się z chińskim jedwabnym szlakiem, czyli „jednym pasem, jedną drogą”.

Od 2007 roku ostrzegam, że wojna się rozpoczęła od cyberataku rosyjskiego na Estonię. Niektórzy nazywają obecną formę wojen „hybrydową” To jest prawda, bo obecna broń różni się od poprzednich. Teraz są to przede wszystkim ekonomia, massmedia i informatyka, pozwalające nie tylko kontrolować człowieka, ale i wpływać na jego decyzje.

Większość wojskowych ekspertów myślała, że starcie z Chinami rozegra się na ziemi, morzu, w powietrzu lub kosmosie. Nie przewidzieli konfrontacji w cyberprzestrzeni. Nie rozumieli potęgi internetu, który może umożliwić podporządkowanie całego świata.

Zmartwił mnie wywiad red. Sakiewicza z ambasadorem Chin, opublikowany w 70 rocznicę powstania Komunistycznej Partii Chin. Chwaliła się nim ambasada na swoim portalu. Dziwi mnie postawa „Gazety Polskiej”, zwłaszcza, że 17 września br. po koncercie rozmawiałam z red. Sakiewiczem o publikacji reklam Huawei na łamach GP i GPC. Tłumaczył mi, że za GPC odpowiada nie on, a „Srebrna”. „Gazeta Polska” jest bardzo opiniotwórcza w środowiskach patriotycznych. Obawiam się, że w Polsce mało kto zna się na Chinach, krążą mity i wielu ma złudzenia. Dlatego w „Kurierze WNET” staram się publikować teksty światowej sławy ekspertów w tej dziedzinie. Przekonują mnie też Chińczycy z Hongkongu, którzy od wielu miesięcy walczą o zachowanie demokracji i wolności w tej enklawie. Pamiętam też masakrę na Placu Niebiańskiego Spokoju. Protestujących studentów popierali pekińscy robotnicy. Wtedy, w kwietniu 1989 r., żądano rozpoczęcia reform politycznych, demokratyzacji życia publicznego i rozprawy z korupcją. Sondaże wskazywały, że protesty popiera 75% mieszkańców Pekinu.

Pamiętajmy, idąc do urn wyborczych, by nie wybierać partii, które walczą z Kościołem, gdyż on gwarantuje wolność i godność ludzką. Stosunki międzyludzkie reguluje Dekalog. Walka komunistów i systemów totalitarnych z Bogiem jest chęcią całkowitego zniewolenia człowieka.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, na s. 1 październikowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Nie miejmy złudzeń, kogo i dlaczego odrzucimy w tych wyborach. Nie zmarnujmy swoich głosów 13 października

Cieszę się, że po raz pierwszy od wielu lat mogę stwierdzić, iż tym razem w Wielkopolsce to PiS nadaje ton kampanii, a PO śpi i nie ma dobrego pomysłu ani dla regionu, ani dla Polski.

Jolanta Hajdasz

Do wyborów tylko kilka dni. Wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, temat goni temat, a kandydaci raz po raz zaskakują pomysłami na dotarcie do elektoratu. Obserwuję wybory w Poznaniu od dawna i cieszę się, że po raz pierwszy od wielu lat mogę stwierdzić, iż tym razem w Wielkopolsce to PiS nadaje ton kampanii, a PO śpi i nie ma dobrego pomysłu ani dla regionu, ani dla Polski. Brawo dla poznańskiego „spadochroniarza” czyli minister Jadwigi Emilewicz, która dwoi się i troi, by zarekomendować poznaniakom program swojej partii. Brawo dla posła Bartłomieja Wróblewskiego, startującego z 6 miejsca na liście i co kilka dni mającego nowy pomysł na dotarcie do wyborców.

Brawo dla radnego PiS Przemysława Alexandrowicza, kandydata na senatora, który w obszarze uważanym od dawna za przegrany, jakim są wybory bezpośrednie do senatu, w sztandarowym dla PO okręgu poznańskim śmiało podjął walkę i wbrew sceptykom staje do rywalizacji, dyskutuje i walczy o każdy głos. Bez względu na wynik wyborów w Poznaniu, prawica już wygrywa, bo widać wreszcie, że walczy.

Mamy u nas bardzo ciekawe starcie kobiet, bo przeciwniczką dynamicznej Pani Minister z PiS-u, jedynką na listach PO jest była żona prezydenta Poznania. Pani Jaśkowiakowa nigdy nie zajmowała się zawodowo polityką, a swobodne podejście do życia osobistego, jakie prezentował jej mąż, spowodowało, iż efektem pierwszej kadencji sprawowania przez niego najważniejszego urzędu w mieście był ich rozwód, a ona sama stała się przez to rozpoznawalną w mieście osobą. W kampanii wyborczej nie widać jej praktycznie wcale, wynik wyborów pokaże więc wszystkim, jak duży jest dziś tzw. twardy elektorat PO w Poznaniu, który zagłosuje na tę partię bez względu na to, czy stoi na jej czele ktoś, komu w ogóle chce się pracować dla innych.

Przypomnę, że w poprzednich wyborach zaszczytne miejsce nr 1 na liście PO w Poznaniu miał sportowiec, złoty medalista olimpijski w rzucie młotem, równie daleki od polityki, co odległości, na które potrafił odrzucić ów młot. Dziś z wielkim trudem można znaleźć na liście wyborczej jego nazwisko. Ale za to, jak zwykle, tuż za plecami wrzucanych na pożarcie co 4 lata pseudopolityków Platformy staje Rafał Grupiński, od lat jedna z najważniejszych osób tej strony sceny politycznej w państwie, jak zwykle nr 2 na liście. Wpadki kampanii PO nie idą na jego konto, on nie musi ich komentować ani nikomu się z nimi kojarzyć. Ciekawe, czy kiedyś znudzi mu się to bycie nierozpoznawalnym dla zwykłego wyborcy.

I jeszcze jedna ważna ciekawostka. To „starcie kobiet” w Poznaniu sprawia, iż u nas częściej niż gdzie indziej poruszana jest w mediach tzw. tematyka kobieca. Padają pytania, które rzadziej zadawane są mężczyznom.

Z wywiadu udzielonego np. przez kandydatkę PO na senatora w powiecie poznańskim wynika jednoznacznie, iż – cytuję – „tabletka »dzień po« nie ma nic wspólnego z dzieciobójstwem, a aborcja powinna być możliwa na żądanie do trzeciego miesiąca ciąży. Nie może być tak, że 14-letnia dziewczyna jedzie do Czech, żeby tam usunąć ciążę. Powinna mieć taką możliwość w Polsce” – mówi była przewodnicząca Rady Miasta Poznania, od lat senator PO, kobieta w wieku emerytalnym, wypowiadająca się gładko i bez emocji.

„Związki partnerskie bez problemu i od razu. Będziemy za tym głosować. Podobnie jak prawo do adopcji dzieci przez takie pary. Znam wiele osób, które żyją w związkach jednopłciowych. To fantastyczni ludzie. Jeśli dziecko ma być wychowywane w byle jakiej rodzinie lub żadnej, to niech lepiej trafi do takiej” – to oficjalne wypowiedzi kandydatki PO do Senatu. Adopcja dzieci przez homoseksualistów, aborcja na życzenie? Nie miejmy złudzeń, kogo i dlaczego odrzucimy w tych wyborach. Nie zmarnujmy swoich głosów 13 października.

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz, Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Jolanty Hajdasz, Redaktor Naczelnej „Wielkopolskiego Kuriera WNET”, na s. 1 październikowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Fakt, że w jakichś państwach rządzą politycy odwołujący się do tradycyjnych wartości, skazuje te państwa na wykluczenie

Żadne wyjaśnienia składane przez Beatę Szydło czy Mateusza Morawieckiego nie zostaną przyjęte, bo burzyłoby to system aksjomatyczny, na którym opiera się obowiązujący w Unii Europejskiej ład.

Krzysztof Skowroński

Niemieckie media podały informację, że Donald Tusk jest kandydatem i faworytem na lidera Partii Ludowej. Nie zaskoczyło to osób, które śledzą politykę europejską i rozwój kariery Donalda Tuska. Skoro został przewodniczącym Rady Europy dzięki poparciu Angeli Merkel, to i teraz z niemieckiego poręczenia może być szefem Partii Ludowej.

Przyzwyczailiśmy się, że w dyskusji europejskiej niektóre słowa odbiegają od tradycyjnego znaczenia. Tak też się stało z europejską Partią Ludową, która zgodnie ze swoją genezą, powinna reprezentować wartości chrześcijańsko-demokratyczne, a właściwie konserwatywne. Gdybyśmy żyli w normalnym świecie, liderem tej partii zostałby ktoś o poglądach zbliżonych do tych, jakie głosi prof. Ryszard Legutko. Chrześcijański demokrata to człowiek gotowy bronić tradycji, życia od poczęcia do naturalnej śmierci, rodziny; dla którego pojęcia wolnej woli, łaski, miłosierdzia, rozróżnienie dobra i zła są fundamentem ładu europejskiego.

Cynizm byłego premiera Polski pozwoliłby mu na objecie przywództwa dowolnej europejskiej partii politycznej. Nie jest on przywiązany do wartości, tylko do stanowiska, które może zajmować.

Zaproponowanie Tuskowi funkcji przewodniczącego Partii Ludowej możemy potraktować symbolicznie; uznajmy, że Tusk pełni rolę granicznego słupa europejskiej debaty.

Wszystko, co dzieje się między lewą stroną sceny politycznej a Donaldem Tuskiem, należy do europejskiego mainstreamu, gdzie obowiązuje zasada poprawności politycznej. Wszystko, co z prawej strony przekracza te granice, to dzikie pola, na których nie rosną żadne pożyteczne rośliny i na których nie można znaleźć żadnego dobrego owocu. Nieprzypadkowo te dzikie pola pokrywają się z dużą częścią chrześcijańskiej i katolickiej myśli politycznej i społecznej. Na dzikich polach koczownicy w swoich prymitywnych namiotach rozważają tak dziwne sprawy jak ochrona życia, małżeństwo, rodzina, a przecież wszystko zostało już na zachodnich uniwersytetach wyjaśnione. Taka jest ewolucja europejskiego mainstreamu.

Dlatego, gdy europoseł Andrzej Halicki zadaje przyszłemu komisarzowi europejskiemu pytanie o to, jaka będzie jego postawa wobec krajów łamiących zasady praworządności, sprawiedliwości, wolności – nikt nie próbuje się dowiedzieć, w których krajach te prawa są łamane i czy rzeczywiście tak jest.

Sam fakt, że w jakichś państwach rządzą politycy odwołujący się do tradycyjnych wartości, skazuje te państwa na wykluczenie. Dlatego żadne wyjaśnienia składane przez Beatę Szydło czy Mateusza Morawieckiego nie zostaną przyjęte, bo burzyłoby to system aksjomatyczny, na którym opiera się obowiązujący teraz w Unii Europejskiej ład.

Dlaczego piszę tutaj o Donaldzie Tusku, a nie o wyborach parlamentarnych w Polsce? Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że gdy piszę ten wstępniak, do wyborów pozostało jeszcze 10 dni, a „Kurier WNET” jest miesięcznikiem i nie chcę bawić się we wróżkę ani podsumowywać kampanii wyborczej, bo ona się jeszcze nie skończyła. Po drugie dlatego, że ruch wokół byłego premiera jest wstępem do następnej kampanii, równie ważnej jak wybory parlamentarne, czyli do wyborów prezydenckich.

Pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że czytelnicy „Kuriera WNET” obudzą się 14 października w dobrych humorach. Tego Państwu i sobie życzę.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, na s. 1 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Poprawność polityczna stała się synonimem konformizmu, co Orwell nazwał prawomyślnością wobec obowiązujących przepisów

Pod pozorem swojego głównego znaczenia poprawność polityczna staje się perfidnym narzędziem walki politycznej, instrumentem wymuszania posłuszeństwa wobec ideologii, nawet jawnie destrukcyjnych.

Jacek Musiał, Karol Musiał

Społeczeństwo niemieckie, które łączył wspólny język, wspólne wartości, które przez dwa wieki było motorem europejskiej nauki i kultury, w krótkim czasie dało się omamić fałszywym, obcym mu ideom, choć stały one w sprzeczności z tradycją niemiecką wyrosłą na bazie Dekalogu.

Pomijając wartości nadprzyrodzone przypisywane Dekalogowi, a więc patrząc na niego wyłącznie z ateistycznego punktu widzenia, jest on zbiorem praw opartym na doświadczeniach kilkuset pokoleń. W długotrwałej perspektywie przestrzeganie określonych zasad miało być optymalnym postępowaniem dla przetrwania społeczeństwa jako całości. Dekalog nie wyznacza kar – nie jest kodeksem karnym, a jedynie (albo aż) aktem normatywnym. Ujęcie tych zasad w formę nakazów moralnych wiąże się z faktem, że ich łamanie w perspektywie krótkowzrocznej wydaje się miłe, przyjemne, doraźnie niezwykle korzystne. Kilka współczesnych testów na inteligencję stawia szybki zysk i umiejętność łamania zasad ponad tradycją, wiernością, stabilnością. Doraźne korzyści wynikające z łamania wspomnianego zbioru zasad to na przykład szybko odczuwalne zaspokojenie całego szeregu potrzeb – np. poprawa sytuacji materialnej, awanse. (…)

Poprawność polityczna ma kilka znaczeń. Najczęściej używana jest w rozumieniu pozytywnym, czyli szacunku i tolerancji. Pośrednim znaczeniem jest (za Słownikiem języka polskiego) „postępowanie zgodnie z obowiązującym konwenansem”. Na drugim, negatywnym biegunie, może z powodu braku właściwego, innego określenia, poprawność polityczna stała się synonimem konformizmu, biernej postawy wobec zła, wobec błędów, czynów, postaw tradycyjnie negatywnych. Orwell nazwał to prawomyślnością lub ortodoksyjnością (wobec obowiązujących w tym momencie przepisów prawa państwowego). Przykładem historycznym jest usankcjonowana w III Rzeszy zagłada Żydów i Romów, czy E-Aktion, znana jako T4. Wszystko odbywało się przecież zgodnie z obowiązującymi normami. Pod pozorem swojego głównego znaczenia poprawność polityczna staje się przewrotnym i bezwzględnym narzędziem walki politycznej, instrumentem wymuszania posłuszeństwa wobec ideologii, nawet jawnie destrukcyjnych.

Poprawność obwarowaną strachem i opisanymi mechanizmami zachowań psychologicznych można przypisać poprawności politycznej sensu stricte, poprawności moralnej, naukowej, ekonomicznej, ekologicznej i pewnie wielu innym. Zespół zachowań naukowców, polegający na „niewychylaniu się”, można nazwać polityczną poprawnością nauki.

Poprawność polityczna wiąże się z autocenzurą i cenzurą otoczenia, w tym – z donoszeniem na „nieprawomyślnych”. Czasem, chcąc wykazać się własną „poprawnością” – z izolowaniem lub ośmieszaniem myślących inaczej. Według Orwella najbardziej gorliwymi strażnikami i egzekutorami „poprawności” są ludzie o ograniczonej inteligencji.

Społeczeństwa zachodnie, w których wolność i demokracja uśpiły czujność, łatwo poddają się „praniu mózgów” w stylu opisanym w 1948 roku przez George’a Orwella, czego dowodem jest to, jak łatwo uwierzyły w urojonego wroga w postaci CO2. Mieszkańcy byłego bloku wschodniego na własnej skórze mieli okazję poznać, czym jest poprawność polityczna i ci, którzy to pamiętają, są mocno wyczuleni na te metody. Niestety to pokolenie już wymiera, a nowe pokolenie nie odziedziczyło tej wrażliwości.

Przez dobrych 30 lat społeczeństwa były indoktrynowane opartą na bardzo subtelnych przekłamaniach teorią, że dwutlenek węgla pochodzący z działalności człowieka (a nie inne przyczyny) powoduje globalne ocieplenie. Zaangażowane w cały proceder były i są organizacje międzynarodowe, wiodące media, politycy, „poprawni” naukowcy. Wszelkie inne poglądy są tłumione w zarodku, marginalizowane lub umierają pozbawione środków finansowych. Są niezgodne z wielkimi interesami lobby rosyjskiego gazu ziemnego, francuskiej energetyki jądrowej, chińskich turbin wiatrowych i spekulacji giełdowej. Nieliczni, którzy próbują mieć inne zdanie, są ośmieszani, wyszydzani. Polski uczony, profesor Zbigniew Jaworowski (1927–2011) z niezwykłą intuicją próbował uzasadnić, że dwutlenek węgla nie może mieć istotnego wpływu na globalne ocieplenie, lecz nie zdążył udowodnić swoich racji, gdyż stracił za dużo czasu na błędną ścieżkę – ślepy zaułek. Swoją drogą, w środowisku naukowym spotkał się nie tylko z oporem, ale wręcz z izolacją. Cóż, naruszyłoby to piękną konstrukcję ortodoksyjnej teorii globalnego ocieplenia.

Znajomi inżynierowie pytają, po co tracić czas na walkę z mitem CO2 jako domniemanego czynnika sprawczego globalnego ocieplenia, skoro absurd tej teorii jest oczywisty? Otóż w dzisiejszej rzeczywistości – wcale nie tak oczywisty, nie zdroworozsądkowy. Według przywołanej futurystycznej powieści Orwella, napisanej jeszcze w 1948 roku, „za największą herezję uzna(wa)no zdrowy rozsądek”.

Co więcej: przyzwolenie na funkcjonowanie kłamstwa to zgoda na bezzasadne zniszczenie ekonomiczne niektórych państw, a powiększanie ich kosztem dobrobytu innych (nic dziwnego, że będących obecnie wielkimi orędownikami pochodzącej jeszcze z ubiegłego wieku teorii globalnego ocieplenia od CO2). To również niemoralne przyzwolenie dla spekulantów. Jak to zostanie opisane w następnych artykułach – to z dużym prawdopodobieństwem droga do faktycznego (a nie urojonego, od CO2) globalnego ocieplenia i dalszego niszczenia środowiska. Sam zdrowy rozsądek w orwellowskiej rzeczywistości nie wystarcza. W sytuacji „siła złego na jednego” potrzebne są konkretne hipotezy mocniejsze od tej z XX wieku.

Cały artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Czy Orwell miał rację?” znajduje się na s. 9 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jacka Musiała i Karola Musiała pt. „Czy Orwell miał rację?” na s. 9 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce w Polsce niż Poznań do realizacji programu opartego na wartościach konserwatywnych

Nasza polityka społeczna ma na celu wsparcie rodzin. Nie będziemy wprowadzać eksperymentów społecznych do szkół, bo nie taka jest rola rządu ani samorządu, by wyręczać rodziców w wychowywaniu dzieci.

Jolanta Hajdasz, Jadwiga Emilewicz

Patrząc na wyniki Prawa i Sprawiedliwości w kilku ostatnich wyborach w Poznaniu, czeka Panią spore wyzwanie.

Po tych pierwszych tygodniach kampanii wyborczej mam poczucie konieczności realizacji zadania wykraczającego poza horyzont wyborów. Widzę tu potrzebę budowania dużego środowiska zabiegającego odważnie o poparcie dla naszego programu. Właściwie trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce w Polsce niż Poznań dla realizacji programu, który wyrósł z wartości konserwatywnych, rodzinnych, które jakby się tu gdzieś zagubiły.

My mamy dobry program tworzenia nowoczesnego państwa, nowoczesnej gospodarki, który łączy się z poszanowaniem wartości tradycyjnych, a to są rzeczy, które poznaniakom z pewnością są bliskie. Dlatego chciałabym Poznań „odwojować”.

To jest taki mój długoterminowy cel. Chciałabym do naszego programu przekonać studentów i środowisko akademickie, ludzi młodych. Myślę, że przyda się tu moje doświadczenie harcerskie, bo jestem instruktorką ZHR, a w przeszłości zakładałam Klub Jagielloński. Te doświadczenia chciałabym przenieść na grunt poznański i budować silne poparcie dla naszego obozu.

Jak zamierza Pani to osiągnąć?

Sformułowałam pięć najważniejszych zadań, które powinny być zrealizowane w nadchodzącej kadencji. Pierwsze brzmi „Poznań stolicą przedsiębiorczości”. Uczymy się przecież w podręcznikach, że Poznań jest kolebką przedsiębiorczości, że tutaj jest zarejestrowanych najwięcej w Polsce jednoosobowych działalności gospodarczych, ale jednak czegoś brakuje. To nie Poznań jest centrum finansowym Polski. Biorąc jednak pod uwagę potencjał, który jest w mieście, zarówno ten potencjał akademicki, jak i ten tradycyjny, przekazywany z pokolenia na pokolenie, tutaj wiele może się zmienić. Moja propozycja wiąże się z programem deglomeracji, czyli przenoszenia instytucji. centralnych z Warszawy do innych miast. Zamierzam przyjrzeć się Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która obecnie podlega kierowanemu przeze mnie ministerstwu, i zastanowić się, które z jej zadań mogłyby być przeniesione do Poznania. To jest moja deklaracja, którą składam publicznie.

W takim razie trzymamy za słowo. Co jeszcze?

Drugi punkt programu brzmi „Poznań na miarę naszych ambicji”. To przede wszystkim budowa centrum widowiskowo-koncertowego, tak by można było realizować w tym miejscu przedsięwzięcia kulturalne, które gromadzą więcej niż 10 000 uczestników, a takiego miejsca dzisiaj w Poznaniu nie ma. To także rozbudowa szpitala uniwersyteckiego, który pozwoli realizować usługi medyczne na najwyższym poziomie.

I jeszcze jedna bardzo ważna dla mnie sprawa, bo zajmuję się nią w rządzie od trzech lat, a hasłowo nazywa się to „Poznań wolny od smogu”. Poznań jest na liście najbardziej zanieczyszczonych miast w Polsce. Wiadomo, że jego źródłem są piece opalane byle jakim opałem i smog komunikacyjny. Oferujemy mieszkańcom spółdzielni mieszkaniowych tani i czysty prąd z baterii fotowoltaicznych montowanych na dachach bloków, bo za sprawą nowelizacji prawa o odnawialnych źródłach energii to jest już dziś możliwe. Z drugiej strony, będziemy dokładnie badać stan powietrza w Poznaniu i w powiecie poznańskim i dlatego zamierzamy zainstalować tu znacznie więcej czujników jakości powietrza, bo wiemy, że ta wiedza jest niezbędna. Kolejna propozycja dotyczy transportu.

Niekończące się remonty torów kolejowych, chyba najdroższa w Europie autostrada prowadząca do stolicy regionu to faktycznie wielki problem u nas.

Stąd kolejny punkt programu: „Poznań na dobrej drodze”, czyli konieczność dokończenia inwestycji – i kolejowych, i drogowych. Myślę przede wszystkim o S11, o kierunku w stronę morza, który jest tak ważny dla mieszkańców nie tylko ze względów biznesowych, ale także turystycznych. Póki co, po tylu latach remontów „nawet pendolino się u nas nie zatrzymuje”, jak śmieją się gorzko Poznaniacy podróżujący koleją. Mam więc nadzieję, że ten remont, który jeszcze trwa, zakończy się w przyszłym roku i że podróż Warszawa–Poznań będzie odbywać się właśnie pendolino.

Cały wywiad Jolanty Hajdasz z Jadwigą Emilewicz pt. „Chcę być ambasadorem Poznania” znajduje się na s. 1 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Jolanty Hajdasz z Jadwigą Emilewicz pt. „Chcę być ambasadorem Poznania” na s. 1 wrześniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

O niektórych naukowcach, owładniętych nawykiem aktywności i odnoszących sukcesy w stawianiu świata na głowie

Tylko klęknąć przed sobą jeszcze nie potrafią! Jakoż owładnięci legendarną pasją poznawczą – już niebawem osiągną tę pokorną pozycję na klęczkach, a być może nawet leżenia przed sobą plackiem.

Herbert Kopiec

Nomenklatura w Komitecie Nauk Pedagogicznych (KNP) Polskiej Akademii Nauk (PAN). Stan: po przełomie politycznym 1989 r. Protokół z tajnego posiedzenia (w konwencji S. Mrożka).

– Panowie! – powiedział Przewodniczący KNP – nie ma już co dłużej ukrywać. My, Komitet Nauk Pedagogicznych PAN, jesteśmy ciałem skompromitowanym.

– Od kiedy ?– zapytał rzeczowo sekretarz naukowy KNP.

– Odkąd ustąpiła cenzura i stało się możliwe publiczne wykazanie nam, jak ogłupialiśmy studentów dziennych i zaocznych oraz nauczycieli, zapewniając ich w naszych podręcznikach i publikacjach, że odnaleźliśmy klucz do urabiania/kształtowania osobowości budowniczych socjalizmu zgodnie z założeniami materializmu dialektyczno-historycznego.

– Jeśli tak – zgodził się sekretarz naukowy KNP – to jesteśmy godni najwyższego potępienia. Sprzeniewierzyliśmy się etosowi naukowemu, który nakazywał nam poszukiwać prawdy o wychowaniu.

– Właśnie – przytaknął członek Komitetu. Potępmy się i będzie spokój.

– Tym razem samokrytyka nie wystarczy. Nauczyciele i bardziej rozgarnięci studenci oczekują od nas czegoś bardziej radykalnego – wymamrotał członek Prezydium.

– A gdybyśmy swoją nikczemność potępili z całą stanowczością?

– To też już było, też za mało. Teraz trzeba radykalnie. Proponuję, abyśmy się rozwiązali.

– Co nam to da? A jak nas złapią i potępią?

– Nie ma obawy. Zawiążemy się z powrotem jako Komitet do Badania Kompromitującej Działalności Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

PS

Wkrótce specjalny Komitet do Badania Kompromitującej Działalności KNP PAN imienia prof. Bogdana Suchodolskiego rozpoczął działalność. Zarzuty, że jego członkowie szybciej teraz awansują w formalnych strukturach nauki niż poprzednio (zostają rektorami, doktorami honoris causa, pełnią najwyższe funkcje rządowe w resorcie szkolnictwa wyższego, wydają po kilka książek rocznie i przewodniczą wszystkiemu temu, co tolerancyjne i postępowe oraz są najaktywniejszymi uczestnikami nieustających dyskursów pedagogicznych), okazują się bezpodstawne. Spotykają ich większe splendory i zaszczyty od innych, ponieważ nikt nie posiada lepszych kwalifikacji do badania Kompromitującej Działalności Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN niż oni.

Wymienione powody, dzięki którym członkowie Komitetu odnoszą sukcesy, nie pokazują najważniejszego. To oni pierwsi wyczuli ducha czasu i odważnie odrzucili, a nawet unieważnili bagaż konserwatywnej wiedzy, który przeszłe pokolenia zwaliły na nasze barki.

Zbyt mała jest świadomość, że „istnieje cały szereg opinii, które uznajemy za bezsporne, a które zostały starannie wszczepione do naszej zbiorowej psychiki poprzez propagandę. Ile szkody w debacie publicznej – zapytajmy – uczyniły proste jak cep konstrukcje erystyczne w rodzaju: Jesteś przeciwnikiem parad homoseksualistów? – Znaczy się, jesteś nienawistnym, opresyjnym faszystą” („Warszawska Gazeta”, sierpień 2019). Członkowie Komitetu przyjęli doktrynę postępu i odkryli kamień mądrości. Osiągnęli miażdżącą przewagę nad uwięzionymi w tradycyjnej mieszczańskiej kulturze, niewyemancypowanymi pedagogami, którzy poważnie traktują swoje powołanie. Dzięki temu w aureoli intelektualistów transformacyjnych znowu mogą już prawie wszystko. Tylko klęknąć przed sobą jeszcze nie potrafią! Jakoż można mieć nadzieję graniczącą z pewnością, że owładnięci legendarną pasją poznawczą, jak to zrobić – już niebawem osiągną tę pokorną pozycję na klęczkach, a być może nawet leżenia przed sobą plackiem. Nie muszę dodawać, że taki widok dla zacofanych osobników mojego pokroju mógłby być niebezpieczny. Całe szczęście, że nie można umrzeć z zażenowania.

Bywa, że czasem czuję się z tą moją krytyką luminarzy akademickiej pedagogiki jak ktoś, kto się pastwi nad niepełnosprawnymi… A to przecież jest nieprawdziwe. Moi oponenci są poza wszelką wątpliwość sprawni. Nie można odmówić im też sukcesów, tyle że w przeprowadzaniu lewackiej tzw. zmiany społecznej, polegającej na postawieniu świata na głowie.

Zajmują się bowiem tym, by to, co nie do pomyślenia, stało się najpierw dyskusyjne, następnie uzasadnione, a ostatecznie normalne. W takiej perspektywie sądzę, że przyszło mi się mocować ze sprawnymi akademikami – tyle że – jak to się dziś mówi – sprawnymi inaczej.

Cały artykuł Herberta Kopca pt. „Nawyk aktywności” znajduje się na s. 5 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Herberta Kopca pt. „Nawyk aktywności” na s. 5 wrześniowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 63/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego